dmuchawcelatawce
04.06.14, 16:46
No to ja tez z pytaniem z serii: wtracac sie czy nie wtracac. Od pewnego watku na forum w ktorym forumowiczka napisala, ze kazdy ma prawo do rozwoju i jesli mozna im to umozliwic to nalezy to zrobic.
I tak sobie to zdanie w sobie miele i miele i juz prawie bylam zdecydowana sie wtracic, ale sasiedni watek mnie zatrzymal.
Oto jak wyglada sytuacja.
Ja i siostra jestesmy DDD, z tym ze ona o tym nie wie, ale jest z nia psychicznie gorzej niz ze mna.
Obie jestesmy ofiarami przemocy fizycznej i psychicznej ojca. U siostry moze wieksza przemoc psychiczna, gdyz juz od dziecka byla bardziej ulegla i cicha.
Matka nie bronila ani mnie, ani jej przed przemoca.
Ale zastosowala inny manewr. Wyrozniala moja siostre w stosunku do mnie. U mnie sprawa byla jasna: nie kochaja mnie ani matka ani ojciec, musze sobie radzic sama i sobie dlugo radzilam. U siostry matka swoja chora nadopiekunczoscia spowodowala, ze jest ona dzis spolecznie nieudolna. "Ochraniala"ja przed swiatem jak tylko mogla, siostra nigdy nie miala nawet najmniejszych obowiazkow. Dzis siostra z mezem i dzieckiem mieszka dalej u matki i dalej nie ma zadnych obowiazkow. Na jej problemy psychiczne zwracalam matce juz w okresie nastolatki. Matka ignorowala, twierdzila, ze jestem zazdrosna. Zreszta slowo "zazdrosc"to klucz dla matki. Kazdy kto kiedys (juz od dawna nikt nie probuje) probowal cos powiedziec byl zazdrosny. Potem poszla do paru prac (zawsze jej ktos inny prace znajdowal) z ktorej byla byla zwalniana, bydz nie przedluzano jej umowy, i zawsze wg matki wina lezala po stronie pracodawcy. W koncu przestala pracowac jakies 10 lat temu (teraz ma 35) i tak juz zostalo. W pracy sygnalizowano, ze chyba ma jakies problemy i dopiero pod wplywem tego siostra poszla do psychiatry, zreszta pewne dlatego, ze wtedy wierzyla, ze zdola utrzymac prace. Ale bylo za pozno.
Matka choc sama stwarza wrazenie cichej i pokornego serca potrafila wytworzyc nad siostra taki kokon, ze sama nie wiem jak ona to zrobila. Na wszystko ma wplyw, siostra nie karmila piersia, bo mama ja do tego przekonala. Wszyscy byli zli, chronila ja przede mna, bo ja bylam zazdrosna, chronila ja przed obowiazkami, przed praca. Nie chciala zle, po prostu taki model powstal w jej glowie rowniez pod wplywem lichego dziecinstwa. Moja siostra mysli, ze ma dobra matke, ktora jako jedyna na swiecie chce dla niej dobrze, ze swiat jest zly a mama ja przed swiatem chroni, nie mobilizuje ja do pracy, do obowiazkow. Jednym slowem sioistrze jest wygodnie.
Paradoksalnie (moim zdaniem) przed tym co spowodowalo nieodwracalne konsekwencje jej nie bronila (przed ojcem). Chroni ja zas przed normalnym zyciem.
Troche z wyuczonego bezmyslnego schematu, troche z egoizmu. Gdy zapytalam sioistre dlaczego z mezem nie staracie sie o mieszkanie z gminy, sioistra tradycyjnie powiedziala: przeciez mi nie dadza. Ja jej na to: dadza nie dadza, ale podanie mozna zlozyc. Siostra nawet sie zapalila do tego pomyslu, widzialam blysk z jej oku i blysk zlosci w oku matki. Wtedy dotarlo do mnie, ze matka nie chce aby sioistra sie wyprowadzala. Kiedys powiedziala ciotce, ze przeciez ona nie bedzie umierac sama.
No w kazdym razie zyja sobie kiszac sie w sosie wlasnym, juz od dawna przez nikogo nie niepokojone.
I ja tez nie zamierzalam tego zmienic.
Ale przyszla mi mysl, ze moze powinnam dac szanse siostrze poznania prawdy, moze powinnam jej powiedziec, uswiadomic, ze jest ofiara przemocy, a matka nie jest taka idealna za jaka ja ma. Moze ta wiadomosc uwolnilaby siostre do zrobienia czegos ze swoim zyciem, a moze nie. Moze obie panie strasznie by sie na mnie obrazily, bom zazdrosna nieslychaie, lub cos w tym stylu.
Zwlaszcza, ze ostatnio w luznej rozmowie przyznala mi sie, ze jest fatalna matka dla swojego dziecka, ze nie panuje nad soba. Znam jej stany agresji, bo to nie byla agresja, ani nawet furia (o agresji wiem duzo, niestety) to bylo jak za przeproszeniem opetanie.
Ale zaobserwowalam tez , ze siositra nigdy nie zbudowala relacji z dzieckiem. Jakas taka byla zimna ryba w stosunku do dziecka. Od urodzenia to babcia karmila dziecko, bo najpierw siositra sie zle czula, a potem juz nie wiem co.
Noi te wszystkie okolicznosci nie daja mi spokoju.
Co zrobic. Powiedziec? Czy zostawic?
Ja nawet bardzo slabo wierze, ze sioistra sie zmieni pod wplywem tej wiedzy, ze uwolni sie od swojej matki, ale moze dac jej szanse?