w związku (długie)

09.06.14, 14:02
Witajcie, pisałam już tutaj o różnych problemach w moim dwuletnim związku, ale właściwie nie mamy żadnego pozytywnego przełomu. Zastanawiałam się nad częściowym wycofaniem swojego zaangażowania, ale chyba - przede wszystkim wobec siebie - nie potrafię "być tak w pół kroku", tzn. muszę sobie sama powiedzieć czy chcę w tę relację inwestować. Napiszę może na początku co jest fajne w tym związku :) Partner jest dobrym i wrażliwym człowiekiem, pogodnym, niemałostkowym, wszystko gra między nami jeśli chodzi o światopogląd, wrażliwość, mentalność. Mamy wspólne tematy do rozmowy, oboje mamy także swoje osobne prace i zainteresowania, wiem, że jeśli chodzi o poważne sprawy to mogę na niego liczyć, np. współuczestniczy w opiece nad zwierzętami domowymi i wiem, że jeśli zostawiam je pod jego kuratelą to nie muszę się w żaden sposób o nie martwić (oczywiście dla kogoś to może być bez znaczenia, ale dla mnie akurat jest to ważne). Obie strony deklarują uczucia,partner okazuje mi sporo czułości - przytuli, pocałuje, zdarza mu się zrobić śniadanie ;), nazrywać dla mnie polnych kwiatów, zaprosi do kina czy na moje ulubione lody, jednak w przeważającej części to ja przyjęłam rolę animatorki życia domowego, wyjść, wyjazdów i spotkań, która to rola czasami mi ciąży. Obszarem naszych największych konfliktów i niestety - co ostatnio obserwuję - zaostrzającego się dyskursu jest nasze niedopasowanie seksualne, brak aktywności partnera w tej dziedzinie, mimo, że byliśmy na kilku wizytach u seksuologa to niestety nasze życie seksualne nie jest satysfakcjonujące. Drugą kwestią jest sprawa palenia przez mojego partnera marihuany. Nie jestem ortodoksem jeśli chodzi o używki, choć sama nie palę, a alkohol piję okazjonalnie, ale wydaje mi się, że na partnera trawka ma negatywny wpływ. Apeluję nie o całkowite zaprzestanie palenia, ile o ograniczenie. Dla partnera jest to forma relaksu, odcięcia się trochę od rzeczywistości i odstresowania. Partner natomiast zarzuca mi, że próbuję go zmienić w innego człowieka, jestem krytyczna w stosunku do niego i generalnie "nie daję mu żyć". Czasami jak słyszę nas z boku to nasze rozmowy przypominają stereotypowe stare dobre małżeństwo, wpadliśmy chyba trochę w schemat gderającej kobiety i broniącego się przed tym faceta. Trochę nie wiem co z tym robić, jak zawalczyć o satysfakcjonujący seks w naszym związku, czy zająć się swoimi sprawami i czekać na ruch partnera. Rozmów było już wiele, do niczego one nie prowadziły, nic się nie zmieniło, dawaliśmy sobie nawet jakieś deadline'y na poprawę sytuacji, ale ciągle jesteśmy w tym samym miejscu. Dodam, że jestem atrakcyjną kobietą, zadbaną, nie mam nadwagi, ruszam się, mam swoje zainteresowania i sprawy.
    • lena36 Re: w związku (długie) 09.06.14, 14:44
      Niesamowite...czyżbyś była żoną mojego eks...? był identyczny......
    • kol.3 Re: w związku (długie) 09.06.14, 15:18
      Dopasowanie seksualne jest niezmiernie istotne i jeśli w tej dziedzinie będzie źle, życie się wam nie ułoży. A już palenie marihuany by mnie zniechęciło na 100 procent.
      • w-deszczu Re: w związku (długie) 09.06.14, 16:02
        Dla mnie też seks jest ważny, może dlatego, że mi go brakuje, ale czasami mam mętlik w głowie - tak jak teraz - i już sama nie wiem co jest dla mnie ważne, o co warto walczyć, co odpuścić. Wiem, że nie potrafię być na pół gwizdka, albo jestem albo mnie nie ma i pakuję manatki. Nie wiem co powinnam zrobić, co jest dla mnie dobre, może mam jakieś idealistyczne wyobrażenie o związku, może mogłabym zrobić coś co pomogłoby nam lepiej razem żyć?
        • glamourous Re: w związku (długie) 09.06.14, 21:59
          Rozstania z powodu niedopasowania seksualnego w calkiem dobrych poza lozkiem zwiazkach naleza do tych najtrudniejszych. Bo tu nic nie jest oczywiste, na jednej szali jest fajny zwiazek i dobry do zycia partner, a z drugiej nasza seksualna frustracja i jednoczesnie poczucie ze moze przesadzamy, ze moze mamy wygorowane wymagania, zle ustawione priorytety i ze moze nie dojrzelismy do zwiazku. Do tego jeszcze ten nieszczesny socjalny przekaz ktorym karmieni jestesmy od malego ze "nie tylko seks sie liczy w zwiazku". No, niby nie tylko - ale jezeli nasze zycie jest z tego powodu traci smak i jezeli jest to dla nas zrodlem cierpienia? I wlasnie to jest ten dysonans, ten metlik o ktorym piszesz - zostawic fajnego partnera (a tacy tez przeciez na drzewach nie rosna) dlatego, ze mimo pozorow udanego zwiazku czujemy sie przez niego okradani z czegos bardzo dla nas waznego - z naszej seksualnosci.

          Pol biedy, jezeli poznamy kogos innego i przeskoczymy z poprzedniego zwiazku z nowy, z lepszym seksem. Hormony wtedy przycmiewaja nasze ewentualne watpliwosci i na ogol nie mamy specjalnych dylematow, bo idziemy za glosem naszych bardzo silnych instynktow. Jednak podjac decyzje o rozstaniu bez zaplecza w postaci nowego partnera dajacego nadzieje na bardziej ognisty zwiazek jest cholernie trudno. W moim przypadku bylo to wrecz ponad moje sily - pomimo calej swiadomosci ze nie jestem w takim ukladzie szczesliwa, pomimo plynacych zewszad sygnalow typu "co ty z nim jeszcze robisz", bujalam sie tak przez ladne kilka lat i stracilam sporo cennego czasu. Nikomu nie polecam takich dylematow ani tego typu wyborow. To naprawde jest ciezka sprawa, jezeli zdajemy sobie sprawe, ze idealy nie istnieja, oraz ze na ogol w zwiazkach dziala zasada "albo rybka albo pipka" i ze zawsze mamy cos kosztem czegos innego. Bo faktycznie ciezko jest rzucic dobry zwiazek ze swiadomoscia, ze trudno jest znalezc w dzisiejszym swiecie - zwlaszcza gdy sie juz nie ma 20stu lat - partnera idealnie skrojonego pod kazdym wzgledem na nasza miare.

          PS. W moim przypadku maryska kompletnie dyskwalifikowalaby tego pana jako partnera, to kompletnie nie moje klimaty. Mialabym ogromny problem zeby byc z kims takim, bo upodobanie do tego rodzaju uzywek to niestety pewien - niepozadany przeze mnie - stan umyslu. To tak na marginesie.
          • w-deszczu Re: w związku (długie) 10.06.14, 23:18
            Glam, dziękuję za Twój wyważony post. Tak, masz rację, że trudno odjeść z takiego związku. Ja mam w ogóle wrażenie, że wszystkie nasze problemy to jest właśnie ta popłuczyna mojego poczucia odrzucenia, braku poczucia bezpieczeństwa. A dodatkowo sprawę utrudnia fakt, że pomimo tych wszystkich moich żali i rozczarowań w głębi znajduje się żywa czułość względem partnera, jego spraw, lęków, marzeń. I wiem, że i ja jestem daleka od ideału, wręcz zaryzykowałabym twierdzenie, że nie jestem łatwą osobą do bycia z.
            • glamourous Re: w związku (długie) 10.06.14, 23:48
              > A do
              > datkowo sprawę utrudnia fakt, że pomimo tych wszystkich moich żali i rozczarowa
              > ń w głębi znajduje się żywa czułość względem partnera, jego spraw, lęków, marzeń.

              Bo to juz tak jest, ze u zarzewia wszystkich rewolucji na duza i mala skale (a rzucenie partnera jest przeciez rewolucja, zburzeniem status quo w ktorym tkwimy) musi byc odpowiednia doza gniewu - nie tyle samej frustracji, ile takiego porzadnego wk***rwu.

              Jezeli nie znajdujemy w sobie tego uczucia solidnego gniewu, to ciezko nam bedzie ruszyc tylek i rozwalic ten zle dzialajacy i niewygodny dla nas system.

              Sama mam podobny problem, bedac wychowana przez kompletnie pacyficznych rodzicow i bez frustracji, uczucie gniewu nie jest moim naturalnym stanem i nie przychodzi mi latwo. Tudziez - jako ze jestem urodzonym psychologiem i zawsze staram sie zrozumiec druga osobe, mam w sobie ogromne poklady cierpliwosci. I wiem o czym mowisz, tez mialam (i mam nadal) duze poklady czulosci do mojego meza, duzo zrozumienia, wytlumaczenia (mial zly model rodziny, biedaczek, i nikt go nie nauczyl bycia w dobrym zwiazku, mial ciezkie poczatki seksualne i zle mu sie wdrukowala seksualnosc, itp, itd)

              No i tak to jest, ze my, takie siostry milosierdzia, tracimy potem cale lata na wymiksowanie sie z niesatysfakcjonujacego zwiazku, bo nie mamy w sobie odpowiedniej dawki wkurwu potrzebnej zeby definitywnie pie...ac piescia w stol a potem trzasnac drzwiami.
              • w-deszczu Re: w związku (długie) 19.06.14, 20:06
                Glam, ja nie chciałabym - ze względu na nas oboje - tak wyżyłować tego związku, że znajdę się w momencie, w którym już tylko z tej frustracji będziemy sobie skakać do oczu, wolałabym zdecydować o trwaniu tego związku jeszcze jak nie będziemy do cna pokiereszowani.
              • w-deszczu Re: w związku (długie) 19.06.14, 20:13
                Hmmm... nie czuję się jakoś siostrą miłosierdzia, nie powiedziałabym nigdy w ten sposób o sobie, staram się jednak zrozumieć każdego mi bliskiego człowieka...
                Faktem jest, że ostatnio jest między nami ogromne napięcie, nie sprzyjające niczemu, ani rozwiązywaniu problemów, ani zwyczajnemu, spokojnemu życiu. Wierzę jednak, że tak samo jak ja nie czuję się komfortowo w tym związku tak samo czuje się mój partner, więc musimy jak najszybciej coś z tym zrobić.
    • notting_hill Re: w związku (długie) 09.06.14, 15:33
      Marycha zmniejsza poziom testosteronu u mężczyzn, więc czemu się tu dziwić, że gość nie ma ochoty...
    • creepy_sober Re: w związku (długie) 09.06.14, 22:43
      Macie różne temperamenty seksualne i tego nie zmienisz. Jeżeli Ci się uda coś zdziałać, to tylko na chwilę i nie będzie to prawdziwe, a stworzone na potrzebę chwili. A że większość życia w partnerstwie kręci się wokół seksu, to odpowiedź jest oczywista. Prędzej czy później będziesz szukała zaspokojenia potrzeb gdzie indziej. Jeżeli seks się nie udaje, to wszystko inne również.
      Jeżeli chodzi o palenie, to nie miej nadziei na zmianę. Mój facet też pali, nie zmienię tego - już to wiem. Ustaliliśmy, że będzie palił wieczorami i nie przeszkadza mi to już. Zaakceptowałam ten nałóg. Nie wykazuje żadnych negatywnych cech po zapaleniu, jest to nieszkodliwe jeżeli chodzi o całokształt i dlatego odpuściłam. Owszem, można szukać ideału...
      Każdy jest nieodporny na pewne cechy innych ludzi, ich nawyki i zachowania. Następnym razem znajdziesz niepalącego, który kompletnie nie będzie miał ręki do zwierząt i porannego śniadania. Itp. Musisz sobie to przewartościować. Jednak seks jest sprawą nadrzędną i nie można bagatelizować niedopasowania w tej kwestii.
      • w-deszczu Re: w związku (długie) 10.06.14, 23:22
        Ja nie wyobrażam sobie, by mój partner palił wieczorami, bo jak rozumiem u Was ma to miejsce codziennie? Wiem, że palenie to jest w gruncie rzeczy jakaś drugorzędna, jak nie trzeciorzędna sprawa, że gdyby było między nami w łóżku ok to palenie nie miałoby dla mnie żadnego znaczenia. Dopuszczam palenie od czasu do czasu, w większej ilość rozmontowuje, człowiek kompletnie traci uważność i zainteresowanie rzeczywistością.
        • creepy_sober Re: w związku (długie) 11.06.14, 12:39
          Nie, nie codziennie. Myślę, że wyszłoby 2-3 razy w tygodniu. Zauważyłam, że trawka działa na 2 sposoby. Jednych rozkojarza, demotywuje chwilowo i na dłuższą metę, dekoncentruje i odcina od rzeczywistości. Drugich wręcz przeciwnie. Napędza do działania (i w danej chwili i na dłuższą metę), poszerza horyzonty. Oczywiście nie piszę tu o palaczach codziennych, których głównym celem dnia staje się zapalenie blanta. Wszystko w nadmiernych ilościach szkodzi, tym bardziej używki. U nas po prostu palenie partnera nie wpływa negatywnie na żadną sferę. Partner zrezygnował całkowicie za to z alkoholu, który był czynnikiem wywołującym negatywne sytuacje i to dla mnie jest istotniejsze.
    • triss_merigold6 Re: w związku (długie) 09.06.14, 23:03
      Popraw mnie jeśli się mylę:
      Masz 34 lata i chciałabyś mieć rodzinę i dzieci. Z tym facetem od początku było kiepsko z seksem i nie pomogły cuda wianki, seksuolog, rozmowy, cierpliwość i inne bzdury. Do tego jest niedecyzyjny i jara nałogowo blanty (co sprzyja niedecyzyjności).
      Heloł, pobudka! Czas nie kutas, nie stanie, młodsza nie będziesz, a pan się nie zmieni, bo nie ma i mieć nie będzie motywacji.
      Wrażliwość, mentalność, kwiaty polne, to wszystko jest bardzo piękne, ale dopasowania seksualnego na dłuższą metę nie zastąpi. Na krótszą też nie. Kupiłaś osła, to jeździj na ośle albo zostaw osła i poszukaj angloaraba.
      • alpepe Re: w związku (długie) 10.06.14, 08:56
        jessu, to łuna taka stara? No to pewnie, niech natychmiast zrywa i szuka, jak myśli o poważnych sprawach.
      • w-deszczu Re: w związku (długie) 10.06.14, 23:25
        triss_merigold6 napisała:

        > Popraw mnie jeśli się mylę:
        > Masz 34 lata i chciałabyś mieć rodzinę i dzieci. Z tym facetem od początku było
        > kiepsko z seksem i nie pomogły cuda wianki, seksuolog, rozmowy, cierpliwość i
        > inne bzdury

        ano prawda, tylko, że dzieci to nie jest jakaś moja w tej chwili pierwszorzędna potrzeba, to raczej partner ma na to większe ciśnienie
        • triss_merigold6 Re: w związku (długie) 10.06.14, 23:30
          Nie chcę być nieuprzejma, ale jak poczekasz jeszcze trochę, to niekoniecznie będziesz mogła tę potrzebę zrealizowac. Partner tym bardziej, bo thc bardzo upośledza płodność.
    • differentview Re: w związku (długie) 10.06.14, 09:25
      nie wiem czy to co napisze Ci pomoze ale mam kolezanke z pracy, ktora byla w takim zwiazku jak Twoj- partner byl czuly, oddany, odpowiedzialny, zapatrzony w nia, gotow spelniac kazda zachcianke ale juz po krotkim czasie okazalo sie, ze w lozku kompletnie jej nie kreci, byl jak brat a nie jak kochanek; po jakims czasie jej frustracja byla tak duzo, ze odeszla i zwiazala sie z facetem bedacym przeciwienstwem tego pierwszego- chemii w ich relacji nie brakowalo ale brakowalo wszystkiego innego, on robil co chcial, nie mogla w niczym na niego liczyc, imprezowal z kolegami, podrywal kobiety, miala ciagla chustawke uczuc; po paru miesiacach kiedy chemia juz opadla stwierdzila, ze nie wytrzyma takiego zycia, zaczal ja wkurzac, draznic, ona stala sie zlosliwa wiec on sie bez zalu ulotnil i tyle go widziala; pomyslala wiec, ze odnowi kontakt z bylym bo byla rozbita a on zawsze dawal jej poczucie bezpieczenstwa i byla pewna, ze wystarczy zadzwonic a on bedzie chetny na spotkanie; ale nie byl, poznal kogos i nie byl zainteresowany; probowala go przekonac do powrotu ale nie chcial, im bardziej nie chcial tym nagle stal sie dla niej bardziej atrakcyjny i nawet zaczal ja pociagac; teraz jest w zwiazku z facetem, ktory nie jest ani tak bezkonfliktowy we wspolnym zyciu jak byl ten pierwszy ani tak dobry w lozku jak ten drugi ale w sumie jest zadowolona; moze tez musisz przejsc taka droge?:)
    • mozambique Re: w związku (długie) 10.06.14, 10:09
      tzreba byc swiadomy ze temperament to temperament - dotyczy calej sfery zycia , ze wszystkim wadami i zaletami

      jakbys miala wciaz napalonego ogiera za partnera bardzo szybko plakalabys po nocach ze zalicza wszystko co sie rusza w promieniu 10 km , ciagle go nosi, lubi imprezować i to niekoniecznie z tobą , wydawac pieniądze i to niekoniecznie swoje itp

      ty masz tzw spokojnego faceta - odpowiedzialnego, wiernego ( ?) , domatora , który seksmaszyną nie jest ale tez za nowymi doopami sie nie lata i nie slini do cycatej sąsiadki jak pies do suki w rui

      trza wybrac
      • triss_merigold6 Re: w związku (długie) 10.06.14, 10:23
        Większej bzdury dawno nie czytałam.
        • mozambique Re: w związku (długie) 10.06.14, 10:41
          współczuje analfabetyzmu
          • mozambique Re: w związku (długie) 10.06.14, 11:38
            nie zauwazylam tego zdania ze facet to narkoman

            'w takim razie wg mnie =- odstrzał sanitarny i tyle

            ale mojej zdnia nt temperamnetu nie zmieniam
            wystarczy zapytac babek ktore maj traf miec meżów - samców alfa,
            i jak to naparwde w zaciszu domowym wygląda
            • mamameg Re: w związku (długie) 10.06.14, 23:47
              Gdybyż to było takie proste, że niewielkie potrzeby seksualne=wierność...
              • glamourous Re: w związku (długie) 11.06.14, 00:43
                mamameg napisała:

                > Gdybyż to było takie proste, że niewielkie potrzeby seksualne=wierność...

                Tym bardziej, ze autorka pisala w poprzednich watkach, ze partner ja chyba kiedys zdradzil zdaje sie.
                Co obala teorie Mozambique, az milo ;)
      • ola.2014 Re: w związku (długie) 10.06.14, 11:06
        mozambique napisała:

        > tzreba byc swiadomy ze temperament to temperament - dotyczy calej sfery zycia ,
        > ze wszystkim wadami i zaletami
        >
        > jakbys miala wciaz napalonego ogiera za partnera bardzo szybko plakalabys po no
        > cach ze zalicza wszystko co sie rusza w promieniu 10 km , ciagle go nosi, lubi
        > imprezować i to niekoniecznie z tobą , wydawac pieniądze i to niekoniecznie swo
        > je itp
        >
        > ty masz tzw spokojnego faceta - odpowiedzialnego, wiernego ( ?) , domatora , kt
        > óry seksmaszyną nie jest ale tez za nowymi doopami sie nie lata i nie slini do
        > cycatej sąsiadki jak pies do suki w rui
        >
        > trza wybrac

        Niby trza wybrac...Tylko jej partner ma jeszcze inne wady... Rzeczywiscie bzdury piszesz.
Pełna wersja