Martwię się o córkę

16.06.14, 22:07
Moja 14-letnia córka ma duże problemy z rówieśnikami i to od zawsze. Traktowana jest jako dziwoląg, którego nikt nie akceptuje. Kiedy była w szkole podstawowej znalazła jedną koleżankę która ją przynajmniej akceptowała. Potem za tą koleżanką poszła do gimnazjum w którym nie znała nikogo. Na początku była dosyć zadowolona ze miany szkoły, ale kiedy koleżanka wyprowadziła się do innego miasta zaczął się duży problem. Koledzy z klasy jej nie akceptują, wyśmiewają ją, jest zupełnie na uboczu. Poznała podobnie wyalienowaną koleżąnkę z którą zaczęła spędzać przerwy. Z opisu wynikało że jest to dziewczynka cicha, zakompleksiona tak jak córka. Ucieszyłam się że ma towarzystwo, ale przeraziła mnie jedna jej rozmowę z koleżanką na Facebooku (sama mi pokazała przed chwilą), w której koleżanka mówiła że ma myśli samobójcze, że się samookalecza, że matka chce ją zamknąć w psychiatryku, że ma sny w których morduje ludzi itp. Nie znam tej dziewczynki, córka jej do nas zaprosić nie chce. Nic ponad to co córka mi powiedziała nie wiem. Nie wiem na ile to są deklaracje osamotninej nastolatki a na ile poważny problem. Brzmi jak osoba dorosła. Ja nie ukrywam że martwię się też o jej wpływ na moją córkę i zaczyna do mnie docierać że mam poważny problem. Oprócz szkoły ma pasję w której się realizuje i tam jest akceptowana taka jaka jest. Poradźcie co zrobić w tej sytuacji
    • sebalda Re: Martwię się o córkę 16.06.14, 23:13
      Absolutnie nie można tego bagatelizować. Dzieciaki czasami się wzajemnie nakręcają, w okresie dojrzewania myśli samobójcze nie są niestety rzadkością, szczególnie gdy zdarzają się jednostkom wyalienowanym. Ale samookaleczanie się jest już bardzo poważnym problemem. Musisz poważnie porozmawiać z córką i wyjaśnić jej, że koleżanka ma problem, że się martwisz, postarałabym się na Twoim miejscu wypytać córkę, czy wie, jakie jest tego podłoże u koleżanki. Jeśli matka chce tę dziewczynkę zamknąć w zakładzie, zakładam, że wie, co się dzieje, ale być może nie wszystko, skoro jeszcze najwyraźniej tego nie zrobiła, a przy samookaleczaniu czasami takie zamknięcie może być faktycznie niezbędne. Z drugiej strony, jeśli problemy dziewczynki mają źródło w rodzinie, to rozmowa z jej matką może jej zaszkodzić. Ja bym o tym wszystkim porozmawiała z córką, może ona wie więcej.
      Najważniejsze, że córka Ci najwyraźniej ufa, skoro to pokazała. Nie możesz tego zostawić.
      • aqua48 Re: Martwię się o córkę 17.06.14, 08:54
        Zastanówcie sie razem z corką jak pomóc tej dziewczynce. Komu powiedzieć o jej myślach - czy rodzicom, czy wychowawcy, czy zaprosić ja do Was i porozmawiać? A co do córki - zapisz ja po wakacjach na jakieś dodatkowe zajęcia na których będzie rozwijała swoje talenty czy zamiłowanie do czegoś w grupie podobnych dzieciaków. To wzmocni jej poczucie wartości, pozwoli uniezależnić się od kolegów z klasy i znaleźć kogoś z podobnymi zainteresowaniami.
        • sebalda Re: Martwię się o córkę 17.06.14, 10:26
          Autorka już napisała: " Oprócz szkoły ma pasję w której się realizuje i tam jest akceptowana taka jaka jest". To z czasem powinno pomóc. Mój syn nie był aż tak wyalienowany z grupy rówieśniczej, ale nigdy nie przepadał za klasą, za to "wyżywał się" i nadal to robi w harcerstwie. Z czasem to go całkowicie wciągnęło i popularność w klasie kompletnie straciła jakiekolwiek znaczenie. I bardzo dobrze. Także ja bym się bardzo o córkę nie martwiła, natomiast koleżance trzeba spróbować dyskretnie pomóc, koniecznie.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Martwię się o córkę 18.06.14, 02:01
      I "sebalda" i "aqua" mają po części rację, choć ich wypowiedzi są krańcowo różne.
      Prawdą jest, że nastolatki często bywają depresyjne, dużo mówią o śmierci. Mają też tendencję do skrajnego indywidualizmu, w którym mieści się skłonność do ekstremalnych poglądów. Rodzice, jako dorośli, powinni być na to być uważni i nie lekceważyć takich zachowań u swojego bądź nie swojego dziecka.
      Ale to nie oznacza konieczności izolacji środowiskowej takiej młodej osoby i skazywania jej na samotność, bo może "zarażać" córkę defetyzmem, którym sama jest przepełniona. Raczej należy monitorować takie zachowania, by w razie czego być pomocnym.
      Do tego zachęcam i Panią.
      Trudno się córce dziwić, że z wielu innych wyszukała sobie do bliższej znajomości taką dziewczynkę. Obie może czują się samotnie, więc może istnieć między nimi nić porozumienia, braterstwo doświadczenia bycia na marginesie. Nie należy lekceważyć takich pierwszych bliższych kontaktów córki. Niech to będzie dla Pani jakiś komunikat od niej i o niej. Martwić się można, ale niech ten stan nie skutkuje kolejną izolacją córki. Warto się raczej życzliwie zainteresować losem jej koleżanki. Zabronienie kontaktów czy ich krytyka może córce sprawić przykrość i jeszcze bardziej utwierdzić ją w przekonaniu , że jest dziwaczna.
      Sytuacja Pani córki skojarzyła mi się z książką Paolo Giordano "Samotność liczb pierwszych". To książka o młodych, dojrzewających nastolatkach i procesie ich izolacji od świata, za to lgnięcia do siebie. Bardzo wdzięczna, liryczna powieść, o bardzo symbolicznym tytule. Liczby pierwsze są bliźniacze czyli podobne, ale zawsze rozłączone liczbą parzystą. Jest też zrobiony film na jej podstawie o tym samym tytule. Oczywiście jest wiele takich literackich opisów dojrzewania, ale ta książka bardzo dobrze pokazuje takie bliźniacze przyciągania.
      Słuchać córki, rozmawiać z nią, próbować ją rozumieć i wspierać. Żadnych nerwowych ruchów rodem z rodzicielskiego zamartwiania się. Można nimi zaszkodzić i zapisać się niedobrym wspomnieniem na całe życie. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • 71tosia Re: Martwię się o córkę 20.06.14, 23:09
        Liczby pierwsze są bliźniacze czyli podobn
        > e, ale zawsze rozłączone liczbą parzystą.
        tak zupelnie na marginesie liczby pierwsze to takze 1,2,3, wiec nie zawsze sa 'rozdzielone liczba parzysta' ;-)
        co do dziecka dobrze jest sie przyjrzec co jest przyczyna alienacji, jakie cechy powoduja ze corka jest izolowana. Moze warto podjac probe ich skorygowania, inaczej problem bedzie sie powtarzal.
        Dziewczynki sie przyjaznia i dobrze. Ale pewnie sama corka czuje intuicyjnie ze cos jest nie tak skoro pokazala te wpisy kolezanki. By pomoc dziecku kluczowe jest zorientowanie sie jakie sa relacje dziewczynki z jej rodzicami. Moze zaproponowac dziewczynom jakis wyjazd weekendowy z wami. Mysle ze poobserwowanie dziecka przez kilka godzin i to z dala od rodzicow dziewczynki pozwoli sie zorientowac co jest przyczyna tych depresyjnych nastrojow nastolatki i na ile sytuacja jest powazna.
      • malvinnka Re: Martwię się o córkę 01.07.14, 22:02
        www.youtube.com/watch?v=fvxewBm1nI8
    • bmk13 Re: Martwię się o córkę 18.06.14, 09:18
      Absolutnie nie bagatelizowałabym relacji z koleżanką. Do mojego liceum, do równoległej klasy, chodził chłopak, Adam. Czasami jeździłam z nim jednym autobusem, ale nigdy nie rozmawialiśmy. Wyskoczył z okna. Po jego śmierci dowiedziałam się, że opowiadał kolegom z klasy, że się zabije. Nikt mu nie wierzył. Taki odludek, do dziś mam w pamięci jego duże, smutne oczy...
    • igge Re: Martwię się o córkę 19.06.14, 16:33
      wszystko już chyba zostało powiedziane. Moja 14letnia córka też od zawsze z problemem z rówieśnikami jakoś doskonale radzi sobie po zmianie szkoły, klasy - w gimnazjum, czyli u nas pomogła zmiana środowiska i inne niż te dotychczasowe, 7letnie relacje z klasą. Też nie ma takich kontaktów towarzyskich jak normalnie dzieci w jej wieku ale z radością i zdziwieniem oznajmiła ostatnio, że "nie ma jednak problemów spolecznych" czy coś tym rodzaju..
    • creepy_sober Re: Martwię się o córkę 19.06.14, 21:43
      A co powoduje, że córka, jak piszesz, jest wyalienowana? Jakie ma cechy, które powodują taką reakcję otoczenia? Jaka jest?
      Co do koleżanki... dlaczego córka nie chce jej zaprosić? Nie wiem, czy Twoja rozmowa z nią byłaby odpowiednia. Zaufała Twojej córce, pisząc tak osobiste rzeczy, a tu zaproszona do Was, zostałaby zaatakowana przez Ciebie, obcą osobę. Nie wiem, jak należy z tego wybrnąć. Może wychowawczyni klasy albo psycholog szkolny byłby bezpieczniejszym rozwiązaniem?
      Ciężka sprawa, z którą nie możesz nic nie zrobić...
Pełna wersja