zycie z cholerykiem

16.06.14, 23:18
Chciałabym usłyszeć opinię innych, bo ja już nie wiem czy to co robi mój mąż jest tak nienormalne jak mi się wydaje czy to może ja jestem jakaś nienormalna że tego nie rozumiem.
Jest on strasznym cholerykiem. Nienawidzi jak mu się nie odpowiada na pytania i ogólnie jest przewrażliwiony na punkcie swojej osoby - nie może się czuć olewany, ma obsesję na puncie przepraszania go za wszystko.
Sytuacja następująca. Wszystko wydaje się ok, miłe popołudnie w domu. Wcześniej zrobilismy razem zakupy, porozmawialiśmy i zjedliśmy kolację. Nagle mąż jest w kuchni i patrzy na truskawki przeze mnie kupione. Krzyczy że kupiłam mokre truskawki. Ja się śmieję że nie kupowałam mokrych truskawek (ładna pogoda, truskawki kupione jako jedne z ostatnich, puściły po prostu już pewnie wodę - nie ważne, mało istotne czy ona je tam podlewała może kto wie). W każdym bądź razie normalna luźna odpowiedź - jak dla mnie niestety tylko.
Mąż się niezmiernie zdenerwował. Jak to? Jak ja mu mogę kłamać prosto w oczy. Dlaczego ja tak robię. Czy tak trudno się przyznać że kupiłam mokre truskawki? Dlaczego zaprzeczam?
Byłam w szoku. Odebrało mi mowę bo mimo tego jaki już jest, takich akcji nie mam zbyt wiele na szczęście. On domagał się odpowiedzi a ja stałam cicho bo po prostu była to dla mnie sytuacja absurdalnie głupia. Jego reakcja po prostu mi się nie mieściła w głowie. śmiać mi się z niego chciało i jednocześnie płakać że muszę to znosić. A że miałam ściśnięte gardło niestety to jak on to mówi "oleawałam go" dalej i nie odpowiadałam. Nie mam silnego charakteru i jak on się na mnie wydziera to po prostu czekam by nie rozbeczeć się do końca i to jakoś wytrzymać. Jest to niedopuszczalne przez niego zachowanie i po prostu świadczy o moim skrajnym egoizmie. Może ktoś spojrzeć na tą sytuację obiektywnie? Bo te małżeństwo niestety już chyba długo nie potrwa ( ożeniliśmy się niestety w bardzo młodym wieku, pod wpływem uczuć, nie mamy dziecka ale było to bardzo nierozsądne. Uczucie ciągle pozostało mimo tego wszystkiego)
    • e-kasia27 Re: zycie z cholerykiem 17.06.14, 00:37
      Według mnie największym problemem dla Ciebie nie jest to co robi Twój mąż, i czy on jest normalny, czy nie, ale to że Ty pozwalasz, aby tak Tobą pomiatał, to że stoisz ze ściśniętym gardłem, że czekasz tylko aby wytrzymać do końca i się nie rozbeczeć.

      Po co masz to wytrzymywać?
      Dlaczego nie potrafisz się bronić?

      Z taką swoją postawą świetnie nadajesz się na ofiarę, nad którą on może się znęcać psychicznie, a jak nie on, to znajdzie się ktoś inny na jego miejsce, bo będąc ofiarą przyciąga się do siebie oprawców.
      Potrzebujesz pomocy - poszukaj jej, bo jak widać sama sobie nie umiesz poradzić ze sobą.

      Cy Twoi rodzice na Ciebie krzyczeli?
      Czy wtedy też stałaś ze ściśniętym gardłem i czekałaś, żeby to się skończyło?

      Idź do psychologa na psychoterapię, zawalcz najpierw o siebie, a potem zdecydujesz, co zrobić z mężem.
      • aqua48 Re: zycie z cholerykiem 17.06.14, 08:50
        Nie, to co robi mąż jest nienormalne. Masz prawo jak zaczyna akcje krzyków i dopominania się odpowiedzi odpowiedzieć spokojnie, że będziesz z nim rozmawiać DOPIERO JAK SIĘ USPOKOI i wyjść albo z pomieszczenia, albo w ogóle z domu na pół godziny..
      • molly_wither Re: zycie z cholerykiem 17.06.14, 19:49
        Chyba az tak bardzo nie czujesz sie poszkodowana,bo rzucials temat i...olalas radzących Ci z serca.Mnie tez by szlag trafial, gdybym z takim kims zyla pod dachem.Kobieto- badz konsekwentna,zalozylas watek,szukasz pomocy to odpowiedz ludziom!!!
        • misterni Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 02:21
          Wdech, wydech. Założenie wątku, to nie jest jednoczesne zobowiązanie się do odpowiedzi.
    • differentview Re: zycie z cholerykiem 17.06.14, 09:03
      a nie mozesz po prostu jak juz emocje mu opadna z powodu "mokrych truskawek" albo czegokolwiek innego "rownie istotnego" co jest powodem zlosci- powiedziec to co napisalas tutaj? moze nie zaczynaj od tego, ze Cie smieszy ( choc wcale Ci sie nie dziwie) tylko od tego, ze nie wydaje Ci sie zeby tak blacha sprawa miala byc powodem wrzaskow na Ciebie, ze nie olewasz go tylko przerazaja Cie jego nieadekwatne reakcje, ze z trudem Ci przychodzi znoszenie jego humorow etc i jak on by sie czul gdybys nagle napadla na niego z powodu jakiejs drobnostki, ktora zrobil? z drugiej strony dziwi mnie, ze chce Ci sie plakac- ja w takiej sytuacji albo rzeczywiscie bym sie rozesmiala albo olala az partnerowi przejdzie; tyle, ze moj partner po takiej akcji raczej bylby zawstydzony i przepraszal ale jak widac Twojego nikt nigdy nie potraktowal odpowiednio; w kazdym razie na podstawie tego co napisalas- on jest skrajnie przewrazliwiony na swoim punkcie i powienien nad soba pracowac
    • akn82 Re: zycie z cholerykiem 17.06.14, 09:43
      Wcale nie musisz tego znosić to jest twój wybór (brak umiejętności dbania o siebie).
    • zuzi.1 Re: zycie z cholerykiem 17.06.14, 22:48
      No, opisana sytuacja jest rzeczywiscie mocno absurdalna, dobrze, że nie ma ich wiele. A możesz opisac jeszcze kilka innych ze szczególami jakie utkwiły Ci w pamięci? Czy gdy to mówił był trzeźwy? Facet zarzuca Ci skrajny egoizm kompletnie bezpodstawnie w tej sytuacji, musi miec chłop bardzo niskie poczucie własnej wartości, jesli tak reaguje na takie bzdury i robi Ci takie zarzuty. Zamiast czekac i znosic jego napad ze scisnietym gardłem (nie wolno tak robic, bo niszczysz swoje zdrowie emocj. w ten sposób) zapytaj się go, czy masz dzwonic już po psychiatrę, czy jeszcze się wstrzymac i dac mu ostatnią szansę na samodzielne uspokojenie się bez pomocy specjalisty i wyjdź jak najszybciej z domu na spacer, zostawiając go samego z jego paranoją i frustracją. Niech buzuje, ale w swoim wyłącznym towarzystwie...Odseparuj się wtedy od niego.
    • default Re: zycie z cholerykiem 18.06.14, 08:59
      susieq napisał(a):
      > miałam ściśnięte gardło niestety to jak on to mówi "oleaw
      > ałam go" dalej i nie odpowiadałam. Nie mam silnego charakteru i jak on się na m
      > nie wydziera to po prostu czekam by nie rozbeczeć się do końca i to jakoś wytrz
      > ymać.

      Najgorszy błąd ! Zachowujesz się dokładnie zgodnie z oczekiwaniami Twojego męża - jemu przecież o to chodzi, by Cię pognębić, zastraszyć, upokorzyć, wywołać poczucie winy i obniżyć samoocenę do zera.
      On się napawa i karmi widokiem Ciebie takiej wystraszonej i pokornej. Nie pozwól na to, nie daj mu tej satysfakcji ! Nie bądź potulną owieczką, tylko dumną i agresywną lwicą ;-)
      W przytoczonej sytuacji, na zarzut "kupiłaś mokre truskawki" należało odwarknąć np. "Ty też byłeś w sklepie - co, oczy w dupie wtedy miałeś ????"
    • alpepe Re: zycie z cholerykiem 18.06.14, 12:19
      on może mieć uszkodzony mózg, ale to i tak go nie tłumaczy. Nie naprawisz go, a życie masz tylko jedno. Rozwiedź się.
      • susieq Re: zycie z cholerykiem 18.06.14, 19:55
        On się wcale nie cieszy tym co ze mną robi. Właśnie o to chodzi, że jego rani to że mu nie odpowiadam, że milcze... nie może tego znieść bo się czuje olewany. A ja po prostu już sama tych ataków nie mogę znieść bo ciągle potrafi tak bez okazji coś go zdenerwować, co nie ma sensu. I jest tu problem właśnie, bo ja już nie potrafię o niego walczyć. Bo mam po prostu dość. On nie jest złym człowiekiem. Nie pije, nigdy by mnie nie uderzył ale przez te ataki jest dla mnie strasznie agresywny. On ma problem. Ma bardzo trudny charakter. Ale ja też mam problem bo przez to że nie potrafię z nim wtedy postępować. Wiem jak i co powiedzieć co pewnie by mogło dużo pomóc ale po prostu nie mogę tego znieść i patrzeć na niego bo jak ma te swoje ataki to po prostu myślę o tym jak sobie zniszczyłam życie że z nim jestem, dlaczego nie mogłam być z kimkolwiek innym. Z jakimś kochającym, spokojnym chłopakiem. Gdyby nie małżeństwo już od dawna na pewno nie bylibyśmy razem. Ale on nie jest też potworem żadnym bo bardzo o mnie dba, czuję się z nim bezpieczna i czasami nawet szczęśliwa. Ale zwykle tak bywa jednak że połowę czasu jesteśmy pokłóceni. Uważam że jemu jest potrzebna terapia bo ma obsesję na punkcie własnej osoby - muszę na niego patrzeć w kłótni jak na niego mówię (a wtedy nie jest to łatwe), nie mogę mu nic powiedzieć, obiecać bo boję się że zostanę skrzyczana że go oszukuje, musi być przeproszony za wszystko - na tym punkcie ma straszną obsesję.
        Już nie raz wychodziłam z mieszkania po jego atakach. A raczej wybiegałam. Potrafimy się śmiać i rozmawiać na spokojnie aż tu nagle coś mu się nie podoba. Nie mam już na to siły po prostu. Ale we mnie też jest problem. Bo mam przez te wszystkie sytuacje swoje blokady i robię to czego on nienawidzi - czyli po ataku i ich konsekwencjach nie idę do niego i nie odpowiadam/ tłumaczę się za jego zarzuty. On się przez to męczy i cierpi - więc to nie jest tak też że o wszystko w tych sytuacjach go winię. Bo wiem że on nienawidzi, że nie chcę mu na te krzyki odpowiadać. Ale tłumaczę mu zawsze że ja w taki sposób nie potrafię rozmawiać. Jeszcze kiedyś tak, walczyłam z tym, wierzyłam że tak przecież nie będzie zawsze, że się jakoś dotrzemy. Ale już po prostu nie mam siły. Nie chcę codziennie się bać że coś zrobię co go nie zadowoli bo to nie jest normalne. On uważa że ja nie zachowuję się normalnie bo każdy by odpowiadał i reagował inaczej. Ale to nie jest tak że zamieniam się w słup soli i mu nie odpowiadam, tylko na początku jeszcze z nim rozmawiam, ale to nic nie daje. Następnie czasami nie wytrzymuje i wychodzę i on się wścieka, albo się zamykam w łazience. I też się wścieka. Ale doprowadza mnie do takiego stanu że nie potrafię po prostu nic powiedzieć, bo mnie to rani. Rani że musi się o wszystko czepiać, że nie możemy żyć w spokoju jak normalna rodzina. Jakie jeszcze absurdalne sytuacje pamiętam? W ostatnim tygodniu się przyczepił że "on ogolił się dla mnie a ja zrobiłam sobie makijaż nie pytając się go o zdanie", bo akurat gdzieś wychodziliśmy. Do głowy by mi nie przyszło by się go pytać o zdanie! Nie maluję się zbyt często (oprócz oczu) ale to nie był powód do złości. Awantura o to że po wróceniu z weekendu u rodziców do mieszkania zamiast wziąć się od razu za chowanie rzeczy do lodówki to przed tym ośmieliłam się przestawić suszarkę na inne miejsce. To już było chore. Ale nie chcę tu też na niego się wyżywać, po prostu chcę powiedzieć że można przez to stracić już siły. Prawda jest taka że oboje tego długo już nie wytrzymamy. On sam odejdzie ode mnie jeżeli nie będę potrafiła znieść jego ataków, a ja już nie wiem na co czekam. Liczyłam zawsze że uda mi się go zmienić (tak wiem - głupia i naiwna) bo taki zawsze nie był. Sądzę, że na prawdę przydałaby mu się terapia ale on na pewno grosza by na taką nie wydał, nie wiem gdzie kogoś sensownego szukać - a nawet jeśli to czy byłaby szansa że by tam chodził. On jest przekonany że jednak jest najmądrzejszy i to we mnie jest problem, bo on po prostu jest nerwowy i tyle. A to ja nie chcę się zachowywać tak jak on by sobie tego życzył, jak wymaga ode mnie. Łatwo jest powiedzieć rozwiedź się, zostaw. Gdybym go nie kochała to bym się teraz nie męczyła, ani w tym nie trwała.
        • pade Re: zycie z cholerykiem 18.06.14, 20:05
          Z Twojego opisu wynika, że Twój mąż ma zaburzenia psychiczne. Nie jest cholerykiem, tylko ma duży problem. On Cię wykończy, jeśli nie pójdzie na terapię. Ja bym mu na Twoim miejscu postawiła ultimatum: albo terapia albo rozwód.
          • igge Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 16:11
            zgadzam się z Pade. aczkolwiek moja mama miewa podobne jazdy i bez stwierdzonych zaburzeń psychicznych i też jest przekonana, że ma rację, nie przeprasza. Jest choleryczką i emocjoholikiem, nie kontroluje emocji wcale, byle film ją ekscytuje niepotzrebnie.
            Tak jak Pade uważam, że albo on na serio podejmuje leczenie/terapię psychologiczną/pracę nad sobą (myślę, że sam nie da rady i nwaet nie chodzi mi tylko o jego brak chęci i motywacji do zmiany) albo rozód/separacja i to szybko. Szkoda dziewczyno Tojego zycia i twojego zdrowia psychicznego, szcvzęścia, dobrostanu. Ten partner Cie niszczy, ludzie normalnie się tak nie zachowują.
            • zuzi.1 Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 20:52
              Zgadzam sie z tym, ze ten czlowiek ma jakies zaburzenia psychiczne, a jego przemocowosc i atakowanie autorki za jego wyimaginowane problemy, sa konsekwencja tych zaburzen. Autorko poszukaj jakiegos polecanego psychiatre z okolicy i idz sie z nim skonsultowac, opowiedz o tym jak sie maz zachowuje, moze fachowiec podpowie Ci cos, co skloni Cie ostatecznie do odejscia od tego czlowieka. Szkoda zdrowia na szarpanie sobie z nim nerwow. Ile autorko masz lat?
        • koronka2012 Re: zycie z cholerykiem 18.06.14, 20:58
          Łudzisz się, i usprawiedliwiasz te zachowania. A tu nie ma co szukać usprawiedliwień! szukasz winy w sobie

          > mam już na to siły po prostu. Ale we mnie też jest problem. Bo mam przez te ws
          > zystkie sytuacje swoje blokady i robię to czego on nienawidzi - czyli po ataku
          > i ich konsekwencjach nie idę do niego i nie odpowiadam/ tłumaczę się za jego za
          > rzuty. On się przez to męczy i cierpi - więc to nie jest tak też że o wszystko
          > w tych sytuacjach go winię.

          Albo facet coś zrobi ze sobą, albo się rozstaniecie - to jedynie kwestia czasu.

          Bo takie zachowania postępują i narastają. On wyładowuje na tobie swoje frustracje, i zawsze znajdzie się coś, za co będzie cię można zbesztać.

          Musi być przeproszony... hmm - a jak nie przeprosisz? a czy on przeprasza za swoje wybuchy?
          czy wmawia ci, że musiał, czy wpędza cię w poczucie winy, że gdybyś zachowywała się "normalnie" to nie miałby powodu krzyczeć itd?

          Powoli gaśniesz w tym związku, wierz mi im dłużej zwlekasz, tym bardziej pokaleczona wyjdziesz.
          • sebalda Re: zycie z cholerykiem 18.06.14, 23:18
            Nie piszesz nic o dzieciach, więc wnioskuję, że ich nie macie, i chwała Bogu.
            Twój mąż ma poważne problemy, ale nie nazwałabym tego chorobą, bo to by go usprawiedliwiało i znowu musiałabyś się starać być dla niego dobra, ale przecież sama już widzisz, że to i tak nic nie daje. Cokolwiek zrobisz, cokolwiek powiesz, on i tak może się wkurzyć, nawrzeszczeć na Ciebie, a potem jeszcze żądać przeprosin, to takie typowe. Oni, bo takich jak Twój mąż jest bardzo dużo, działają według typowego schematu: narasta w nich napięcie, żeby je wyładować, muszą znaleźć pretekst, a o to nie trudno, jak się chce i ma pod ręką kogoś bliskiego, kto z natury łatwo ulega i zawsze prędzej czy później przebacza. Następuje atak (z reguły absurdalny), osoba atakowana odpowiada, zwykle zaczyna od: "ale ja tylko chciałam....". To już jest niegrzeczne odpowiadanie, na ktore można zareagować podniesieniem głosu. Wtedy atakowana osoba też podnosi trochę głos, by być usłyszaną, a to już jest totalna obraza majestatu: ona śmie na mnie krzyczeć! No i awantura gotowa. Na końcu obrażony jest oczywiście atakujący, bo jak ona mogła go tak zdenerwować, święty by nie wytrzymał! Matko, jakie to typowe. Tak robią małżonkowie drugiej, spokojniejszej stronie, rodzice dzieciom, awanturujący się klienci urzędnikom, lekarzom, nauczycielom. Wszędzie tam, gdzie można to robić w miarę bezkarnie. Ale taki już nie podskoczy szefowi, ojcu, przyjacielowi, który może go kopnąć w cztery litery. Żona wystraszy się, popłacze, ale potem i tak wybaczy, dzieci - wiadomo, rodzice długo są najważniejsi. Napięcie trzeba przecież jakoś rozładować.
            Powiem krótko: Twój mąż się nie zmieni, Twoja zmiana w postaci większej odporności i prób stawiania mu granic najprawdopodobniej go jeszcze bardziej rozsierdzi, spowoduje eskalację jego zachowań. Terapia nie pomoże, bo to nie choroba, ale rys charakteru. Uważam, że szkoda życia, jesteś chyba jeszcze młoda. Piszesz, że gdybyście nie mieli ślubu, to byś z nim nie była. A w czym przeszkadza ślub? Jesteś wierząca? Poczytaj, co mówi Kościół na przypadki przemocy w rodzinie. Masz pełne prawo do separacji.
            Przeczytaj koniecznie, ale to koniecznie (chyba można znaleźć w sieci) książkę Toksyczne słowa, słowna agresja w związkach Patricii Evans. To o Tobie i Twoim mężu.
            Kurcze, i znowu wychodzi, że wszędzie widzę przemoc:P
            • pade Re: zycie z cholerykiem 18.06.14, 23:36
              Dlaczego uważasz, że terapia nie pomogłaby osobie stosującej przemoc, agresywnej?
              Gdyby do przemocowca dotarło, że coś jest z nim nie halo i byłby gotów na zmianę, wtedy terapia, warsztaty radzenia sobie z gniewem na pewno by pomogły. Rysy charakteru jak najbardziej można uleczyć, tylko trzeba chcieć. A jak się nie musi zmieniać, to się nie chce.
              • sebalda Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 00:02
                > Dlaczego uważasz, że terapia nie pomogłaby osobie stosującej przemoc, agresywne
                > j?

                Bo tu nie piszemy o nerwowym facecie, ktory nie radzi sobie ze złością. Tu piszemy o osobniku z kompleksami, ktory może funkcjonować wyłącznie dzięki wyżywaniu się na słabszych. Przy czym on kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że to robi. Czytałaś, że on twierdzi (jak oni wszyscy), że to ona jest nienormalna, że to wszystko jej wina, że ona powinna to i tamto. Po co on ma iść na warsztaty, przecież z nim jest wszystko ok. Jak przyzna (bardzo niechętnie i pod wpływem jakieś groźby), że jest trochę nerwowy i zgodzi się pójść na warsztaty, poprawi mu się na miesiąc, może dwa. I będzie wytykał żonie każde, nawet najmniejsze jej rozdrażnienie (nie jesteśmy robotami). Ale rosnące w nim napięcie i tak prędzej czy później będzie musiało znaleźć ujście. Wiem, co mówię.
                To nie jest tylko moje zdanie. Na stronach Niebieskiej linii piszą wyraźnie, jak nikłe są szanse na skuteczną terapię w takich przypadkach. Patricia Evans, jednak specjalistka w tej dziedzinie, też w to powątpiewa i nie daje czytelnikom złudnej nadziei. Naprawdę nie przemawiają przeze mnie uprzedzenia. Zresztą tyle razy piszemy o tym, że przemoc trzeba rozpoznawać i się od niej uwalniać, ja usłyszałam już setki zarzutów, że tego dawno nie zrobiłam, po co dawać nadzieję bez pokrycia ofierze przemocy psychicznej?
                • pade Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 00:13
                  Ja nie pisałam tego o mężu autorki, tylko o "choleryku", awanturniku, nie wiem jak to nazwać, o osobie, która często się obraża, kłóci, krzyczy i ma niskie poczucie własnej wartości (rysy charakteru).
                  Dla mnie mąż autorki jest chory a nie kłótliwy.
        • triss_merigold6 Re: zycie z cholerykiem 18.06.14, 22:57
          Gościu jest chory psychicznie. Spieprzaj zanim Cię zabije w amoku.
          • sebalda Re: zycie z cholerykiem 18.06.14, 23:32
            triss_merigold6 napisała:

            > Gościu jest chory psychicznie. Spieprzaj zanim Cię zabije w amoku.

            Nie, gościu nie jest chory psychicznie, choremu można współczuć, ale takiemu nie wolno, bo oni często na tym właśnie jadą.
            To sfrustrowany, mały gnój, zakompleksiony do granic możliwości, który tylko poniżaniem i gnębieniem bliskiej, kochającej, oddanej osoby może sobie poprawiać samoocenę, poczuć choć odrobinę władzy i sprawczości, nad kimś górować. Piszemy o takich, już nie wiem, który raz. To niesamowite, jak dużo tego chodzi po świecie.
            Mój mąż ma bardzo, bardzo podobne akcje. Nie nazwałabym go chorym psychicznie. I też, jak mąż autorki, bywa przyjacielski i oddany. Też ma tę niewyobrażalną huśtawkę nastrojów. I równoległe postrzeganie rzeczywistości, tam gdzie on zaczyna, wywołuje i rozkręca awanturę, zawsze widzi moją winę, moją prowokację. To nawet nie muszą być moje słowa, to może być uniesienie brwi, nieodpowiednia mina, ton głosu czy, ostatnio jego ulubiony wyrzut pod moim adresem: moja mowa ciała. Absurdalność zarzutów czasami jest wręcz porażająca. Typowe: jak się chce uderzyć psa, kij zawsze się znajdzie. Ale to nie jest choroba. Niestety. Chorobę można leczyć, tego czegoś - nie:(
            Wiem, wiem, nudna jestem, ale mam przymus pisania o tym, może do którejś z przeżywających to kobiet dotrze ostrzeżenie. Im dłużej w czymś takim się siedzi, tym trudniej zwiać:(
            • pade Re: zycie z cholerykiem 18.06.14, 23:39
              Wiesz, jeśli mąż robi Ci awanturę z powodu mowy ciała a Ty to znosisz, bo lubisz swój dom, to powiem szczerze, masz duży problem, ale ze sobą.
              Dla mnie ktoś taki nie jest już przemocowcem, tylko wariatem.
              • sebalda Re: zycie z cholerykiem 18.06.14, 23:53
                > Wiesz, jeśli mąż robi Ci awanturę z powodu mowy ciała a Ty to znosisz, bo lubis
                > z swój dom, to powiem szczerze, masz duży problem, ale ze sobą.
                No cóż, Ameryki nie odkryłaś, przecież świetnie wiem, że mam problem ze sobą:( Tylko strasznie to uprościłaś, pisząc o domu. Uprościłaś i spłyciłaś, znowu Cię nie poznaję, chyba niechcący Cię czymś ostatnio uraziłam, bo mam wrażenie, że oceniasz mnie jakoś bardzo powierzchownie i trochę niesprawiedliwie. A pisząc o domu, miałam nie tylko na myśli budynek, ale bardziej swoje miejsce na ziemi. Wiem, wiem, to nie powinno mieć znaczenia, ale ma i innym to się może wydawać dziwne. Ludzie bywają dziwni:P Pisałam też dużo o wyuczonej bezradności, ale widać zapomniałaś. Cóż, bywa. Pozdrawiam:)
                • pade Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 00:01
                  Nie Sebaldo, nie uraziłaś mnie niczym. Po prostu nie owijam w bawełnę.
                  Nad wyuczoną bezradnością też można popracować, tylko trzeba chcieć.
                  Przestań w końcu szukać wymówek! Mam kiepską sytuację finansową, to jest moje miejsce na ziemi, u dzieci odpukać nie widać skutków wychowywania się w domu z ...nie powiem kim, jestem bezradna, boję się, nie umiem, nie dam rady. No ile można! W imię czego Ty to znosisz?
                  Nikt nie doceni Twojego poświęcenia, mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę. Masz jedno życie...
                  • sebalda Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 00:09
                    Nie bardzo wiem, o jakim poświęceniu piszesz. Nigdy nie mówiłam o poświęceniu???
                    Masz jakieś lęki? Boisz się na przykład pająków? Albo ciemności? Ale tak panicznie, nie zwyczajnie. Każ osobie bojącej się ciemności pójść samotnie do ciemnego lasu.
                    Nie jestem w stanie przemóc lęków, pracuję nad tym, staram się wzmacniać, osiągnęłam już dużo autonomii, łudzę się nadzieją, że nastąpi coś, co pomoże mi pokonać ten paniczny lęk. Musi nastąpić! Ale póki co, nie jestem jeszcze gotowa. I bardzo z tego powodu ubolewam, a poświęcenie nie ma z tym nic wspólnego.
                    I rozumiem świetnie osoby, które mnie nie rozumieją;) Gdybym była postronną osobą i czytała o takiej osobie jak ja, na pewno z całych sił bym ją namawiała do rozwodu. Nie mam żalu do nikogo, kogo wkurzam swoją postawą. To naturalne.
                    • pade Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 00:17
                      O lękach wiem mnóstwo, niestety.
                      Sposobem na wyjście z lęku jest działanie, a nie przeczekanie.
                      Lęk sam nie przejdzie, nie łudź się.
                      > Nie jestem w stanie przemóc lęków, pracuję nad tym, staram się wzmacniać, osiąg
                      > nęłam już dużo autonomii, łudzę się nadzieją, że nastąpi coś, co pomoże mi poko
                      > nać ten paniczny lęk. Musi nastąpić!
                      Nic takiego nie nastąpi. Jedyne co może się zdarzyć, to sytuacja, w której Sebalda mówi dosyć, bo wie czego chce i czego nie chce, i idzie na NFZ na terapię.
                      Polecam książkę Nie bój się bać.
            • igge Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 16:17
              Sebaldo, Ty chyba wyszłąś za mąż za moją mamę :). Uściski serdeczne.
              • igge Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 16:21
                PS ja też na mamę jestem skazana do końca życia, z mężem rzeczywiście możliwe, że można się rozwieść, ale ja bym tego i tak nie potrafiła zrobić, nie wiem czy z podobnych motywów co Sebalda, mozlewe.
                Jeszcze raz uściski i pozdr.
        • lady-z-gaga Re: zycie z cholerykiem 18.06.14, 23:29
          W ostat
          > nim tygodniu się przyczepił że "on ogolił się dla mnie a ja zrobiłam sobie maki
          > jaż nie pytając się go o zdanie", bo akurat gdzieś wychodziliśmy

          masz w domu psychola, wiej jak najszybciej, zanim sama zgłupiejesz i przyzwyczaisz się do jego wybryków
        • squirrel9 Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 10:30
          Mam takiego szwagra, pierwsza żona go zostawiła , następne dzieczyny też. Ostatnio był w dłuższym związku i oczywiście został wystawiony za drzwi.
          Jego pierwsza żona opowiadała o podobnych "jazdach" - nigdy nie wiadomo kiedy mu coś odwali i agresywnie i napstliwie zacznie ją obrazać i poniżać. Powód może być błachy albo w ogółe nie wiadomo co jest grane. Związek się zakończył, gdy ona - lekarka wróciła z nocnego dyzuru i usłyszała, że w nocy to tylko q..y i złodzieje pracują. Najpierw mówił, ze to miał być żart a potem, ze w ogóle czegoś takiego nie mówil. To chyba jego zyciowy chwyt. W trakcie rozwodu zaczął terapię dla przeomcowców, móił, ze rozumie, ale kobieta głupia nie jest (teraz ma fajne małzeństwo). Ostatnia, ta która go wystawiła za drzwi opowiadała podobne historie: facet "z odpałem" i nigdy nie wiadomo kiedy mu odpieprzy, nawet znajomych trudno zaprosić bo może byc wstyd.
          A szwgier mówi, że gdyby miał taką żone jak ja to by ją szanował. Obawiam się, że szanowałby krótko, do szybkiego rozwodu...
          Im dłużej w tym tkwisz, tym gorzej. Zdecyduj - albo rozstanie albo leczenie.
        • marsylvik Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 17:13
          susieq napisał(a):

          > musi być przeproszony za wszystko -
          > na tym punkcie ma straszną obsesję.

          Jedną z podstawowych zasad, jakich należy się trzymać, żeby nie podkręcać tego typu zachowań (a więc nie być w jakiś sposób współwinnym coraz większym wybuchom) jest nie przepraszanie za nie swoje winy. Jak już musisz go przeprosić, to go przeproś... za jego wybuch oczywiście.
          "Przepraszam za Ciebie, że nie panujesz nad sobą i się wściekle złościsz i awanturujesz z zupełnie niezrozumiałego albo błachego powodu" albo po prostu "przepraszam za Ciebie" - i wyjdź.
          A poza tym idź do biblioteki i sobie wypożycz, albo poszukaj w internecie i kup książkę
          Kiedy kochasz gniewnego człowieka
          Autor: W. Doyle Gentry

          Książka mówi o tym, co robić, kiedy takiego człowieka kochasz. Bo wiadomo, jak nie kochasz, to sobie odejdziesz. Pytanie, co robić jeśli kochasz?
          • susieq Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 22:05
            Dziękuje wam wszystkim, za wszystkie odpowiedzi. Mam nadzieje że dzięki nim w końcu się ogarnę i zrobię coś z tą sytuacją a nie będę czekać aż się samo naprawi. Nie mogę też pozwolić sobie robić wody z mózgu i dobrze ze jeszcze nie wierze w to że to on ma rację. Szkoda tylko że on nie dostrzega swojego problemu ale to ja już muszę po prostu go mocniej uświadomić i częściej o tym mówić. Bo sytuacje mogą się częściej powtarzać z czasem jak na to pozwolę. Chociaż wcale tak nie jest- po prostu coraz bardziej oddalamy się od siebie...
            Co do poprzednich wypowiedzi - to nie mamy dzieci i nie planujemy jeszcze bo za młoda jestem. Kredyt na szczęście jeszcze nas też żaden nie łączy. Co nie znaczy że byłabym szczęśliwa gdybyśmy się rozstali. Z jednej strony ulga ale z drugiej wielki smutek. A smutek byłby większy.
            Na pewno przeczytam polecane książki, mam nadzieje że mi pokażą jak postępować trochę. Chociaż wątpię że jakakolwiek książka potrafiłaby zgłębić mózg mojego męża. Miałam nadzieje że jakiś podobny osobnik się znajdzie na forum :) Ale mój jest chyba mimo wszystko wyjątkowy bardzo.
            • zuzi.1 Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 22:25
              Czyli masz obecnie wszelkie mozliwosci, aby sie z nim rozstac. Nie brnij w dalsze rozumienie go, bo szkoda zdrowia, tylko wyloguj sie z tego zwiazku. Rozumiem, ze to trudne, bo mozesz byc juz od niego uzalezniona. Ale wyobraz sobie, ze nastepne np. 30 lat zycia bedziesz musiala przezyc z nim i jego absurdalnymi i agresywnymi zachowaniami, czysty koszmar...Najbardziej podobny osobnik z zachowania do Twojego meza, to maz Sebaldy, ona chowala sie przed nim w lazience, a on wylanczal korki w domu i dobijal sie do niej. Takie zachowania nie sa oznaka zdrowia psychicznego, lecz jego powaznych zaburzen. Jak maz jest postrzegany prze Waszych znajomych, jak odbierany w pracy przez kolegow, czy utrzymuje relacje z kolegami, co sadza Twoi rodzice na jego temat, jacy sa jego rodzice, jak sie zachowuja?
              • susieq Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 22:52
                >Jak maz jest postrzegany prze Waszych znajomych, jak odbierany w pracy przez kolegow, czy utrzymuje relacje z kolegami, co sadza Twoi rodzice na jego temat, jacy sa jego rodzice, jak sie zachowuja?

                Moi rodzice raczej za nim nie przepadają (ze wzajemnością). Wiedzą że ma ciężki charakter bo przy nich już się objawiał. Ale ja im mówię że jest wszystko w porządku. Bo po prostu nie mam z nimi bliskich więzi i nie chcę żeby się wtrącali. Często jak z nim do nich jadę to niestety się boję ciągle czy on coś nie wywinie, czy oni mu się nie narażą czymś. Nienawidzę tego. Udaję że wszystko jest tam ok... ale swobodnie to się nie czuję w domu przez niego
                koledzy go lubią bo przecież wobec nich jest bardzo fajnym chłopakiem. My jesteśmy fajną parą przecież :/
                Tylko 1-2 koleżankom coś wspomniałam że jest nie tak, jednak bez wchodzenia w szczegóły. Po prostu mi wstyd jak się daję traktować i jak to naprawdę wygląda. Oczywiście nie zawsze bo są okresy gdy jest wszystko ok. No ale między nami tak naprawdę już od dawna nie jest ok. I z jego strony bo ma dość sytuacji gdy ja go tak zawodzę przecież i z mojej bo nie potrafię już po prostu czuć się szczęśliwa. To przerażające dla mnie że nawet w lepszych chwilach gdy on się śmieje do mnie czy mnie przytula to nie potrafię po prostu czuć szczęścia. Nienawidzę tego jak reaguje- że się dużo uśmiecham i dużo gadam a w środku po prostu coś we mnie krzyczy. Nie czaje często mojego zachowania. Zadziwia mnie to jednak że gdy chodzę smutna to on nagle jest dla mnie bardziej czuły i miły. Chce żebym była wesoła (bo mu naprawdę zależy na mnie, on nie jest potworem) ale nie odważy się spytać co jest nie tak. Za to jak jestem wesoła to ryzykuję bo zaraz może coś mu się nie spodobać. tylko wiem że teraz to demonizuje strasznie, bo te ataki przecież nie są tak częste (mogą przecież minąć nawet tygodnie względnego spokoju, albo co tydzień nowa awantura - bywa różnie a gniewać się potrafimy bardzo długo), ale widzę po prostu te zależności. Jestem smutna - czuję się bezpiecznie bo przecież nie naskoczy na mnie. Jestem wesoła - mogę się spodziewać wszystkiego.

                Jego rodzice wiedzą że ma ciężki charakter- tak naprawdę to nie wiem jak bardzo, ale po niektórych słowach domyślam się że też im odstawiał różne akcje. Relacje teraz ma bardzo dobre z nimi bo wkońcu widzimy się z nimi ok 2 weekendy miesięcznie powiedzmy, ale wiem że kiedyś było gorzej. Także czuję że mimo wszystko domyślają się że mam nie łatwo, ale nie sądzę że uważają go za osobę z poważniejszymi problemami.
            • marsylvik Re: zycie z cholerykiem 19.06.14, 22:58
              susieq napisał(a):

              > Mam nadzieje że dzięki nim w k
              > ońcu się ogarnę i zrobię coś z tą sytuacją a nie będę czekać aż się samo napraw
              > i. Nie mogę też pozwolić sobie robić wody z mózgu i dobrze ze jeszcze nie wierz
              > e w to że to on ma rację.

              Koniecznie. Samo zazwyczaj się co najwyżej psuje, a nie naprawia.
              I tak, to najważniejsze, żebyś nie pozwoliła sobie zrobić wody z mózgu.

              > Szkoda tylko że on nie dostrzega swojego problemu ale
              > to ja już muszę po prostu go mocniej uświadomić i częściej o tym mówić.

              Jeśli uważasz to za swój obowiązek, to jest to objaw wody z mózgu... Nie zrozum mnie źle. Masz prawo próbować. Ale ani nie masz gwarancji, że Ci się uda, ani takiego obowiązku. Nie jesteśmy odpowiedzialni za to, na co nie mamy wpływu, nie jesteśmy odpowiedzialni za to, co się dzieje w głowach innych ludzi. Ta wiedza to też podstawa kiedy spotykasz w swoim życiu "trudnych ludzi".
              Miliony żon alkoholików poświęca całe swoje życie na to, żeby uświadomić mężom, że mają problem, że muszą coś z tym zrobić... Jeżeli to w ogóle nastąpi, to zazwyczaj po tym, kiedy odpuszczają. Dopóki uważają, że mogą albo muszą ich zmienić jest tylko coraz gorzej. Pamiętaj o tym.

              > Co nie znac
              > zy że byłabym szczęśliwa gdybyśmy się rozstali. Z jednej strony ulga ale z drug
              > iej wielki smutek. A smutek byłby większy.

              Być może nie jesteś jeszcze na to gotowa. Być może masz (jeszcze?) z tego związku więcej korzyści (niekoniecznie materialnych - ciepła, poczucia bezpieczeństwa czy cokolwiek innego), niż cierpienia. A może tylko za dużo nadziei i naiwnego dobra w sobie. Trudno powiedzieć.

              > Na pewno przeczytam polecane książki, mam nadzieje że mi pokażą jak postępować
              > trochę. Chociaż wątpię że jakakolwiek książka potrafiłaby zgłębić mózg mojego m
              > ęża. Miałam nadzieje że jakiś podobny osobnik się znajdzie na forum :) Ale mój
              > jest chyba mimo wszystko wyjątkowy bardzo.

              A tu się możesz zdziwić bardzo. A potem dziwić jeszcze bardziej, że on nie chce tego przeczytać, albo że czyta a nie widzi, że to o nim :P

              Mój osobnik jest podobny, dlatego znam tę książkę ;)
              Jak to nam psycholog powiedziała "jedzie na krzywdzie" - stąd to się bierze. Był krzywdzony. Prawda. Ale teraz dorósł i od niego samego, tylko i wyłącznie, zależy, czy coś z tym zrobi, czy będzie krzywdził innych, czy skopie sobie, a może nie tylko sobie, życie. Stara się i pracuje nad sobą, wybuchy coraz rzadziej. Wziął na siebie odpowiedzialność za to, jaki jest i jakim się staje. Więc jakaś tam nadzieja jest... Ale w emocjach przestaje myśleć, przestaje być sobą, wraca ten krzywdzony, wściekle się broniący dzieciak. Po takim jego kilkugodzinnym wybuchu mam wtedy dwa dni wyjęte z życia. Teraz już tylko raz na kilka miesięcy. Ja w każdym razie nadal nie zakładam, że będziemy razem całe życie. Może się uda, a może nie. Jestem gotowa znowu mu stawiać ultimatum "idziesz do psychologa, robisz coś ze sobą, albo się rozstajemy".

              Oj, podobny, podobny do tego Twojego, co go opisałaś... Włącznie z domaganiem się przeprosin i błachymi albo w ogóle nieuchwytnymi "powodami" wybuchów. Książki są dobrym początkiem, na otworzenie oczu.
    • sorvina Re: zycie z cholerykiem 20.06.14, 08:23
      Myślę, że nie należy wrzucać do jednego worka bycia cholerykiem - co jest informacją o temperamencie - tendencji do szybkiego nakręcania się i działania, z utrwalonymi mechanizmami stosowania przemocy.

      Oczywiście nie można z boku do końca zrozumieć co powoduje taką agresywną osobą, ale ogólny schemat można rozpracować - i okazuje się, że te z pozoru irracjonalne ataki, są bardzo racjonalne i oczywiste. Brak poczucia winy i refleksji po - zrozumiały (a nie musi być narcystycznym wypieraniem się błędów jaki takich) i niestety ogólne szanse na przyszłość bez terapii małżonka nikłe.

      Dobrze to wszystko jest opisane w książce James Gilligan - "Wstyd i przemoc. Refleksje nad śmiertelną epidemią" - to dosyć ciężka, ale treściwa pozycja psychiatry, który przez 20 lat analizował przyczyny przemocy w ciężkim więzieniu w USA i dzięki temu stworzyć skuteczny program zmniejszający przemoc. Poza ogólnymi refleksjami na temat "zaraźliwości" przemocy i nieskuteczności systemu więziennictwa opartego na karaniu i błędnym założeniu, że przestępcy boją się i chcą unikać więzienia i śmierci, opisuje jak wstyd, który Bradshow nazwałby toksycznym, połączony z tragicznie niskim poczuciem własnej wartości, które przeżarły człowieka, zabijając w nim zdolność do kochania i ogólnie czucia czegoś w sobie i w relacji z innymi, powodują, że byle pierdoła, zinterpretowana jako atak - lekceważenie, podważanie kompetencji, oskarżenia o bycie "nie dość męskim" (niezaradnym, słabym itp.) - może wywołać skrajnie agresywną reakcję. I dlaczego z punktu widzenia agresora nic się nie stało, bo z jego perspektywy on się tylko bronił i jego reakcja była uzasadniona i dobra - więc pogadanki o dobru i zły i krzywdzeniu zupełnie nie trafiają, bo w jego świecie on jest moralny. Broni się tak jak potrafi - za pomocą przemocy, bo innych metod nie zna.

      Jeśli ktoś ma/miał do czynienia z przemocą - polecam książkę.
      • kawaguchi7 Re: zycie z cholerykiem 21.06.14, 22:13
        Dziewczyno wiej puki możesz bo sobie zmarnujesz życie. Wiem co piszę. Jesteś młoda i życie sobie ułożyć. Jego czekałaby długa terapia, a i nie wiadomo czy w którymś momencie by jej nie przerwał bo Pani psycholog ,,powie coś co go urazi,,. Problem będzie się pogłębiał z wiekiem i jak przyjdą dzieci bo dzieci niejednokrotnie zachowują się nie po naszej myśli. Nie możesz ręczyć za niego, że cię nie uderzy, nie znacie się zbyt długo. Kiedyś będzie wyżywał się na dzieciach tak jak na tobie.
        Chcesz kiedyś mieć zszargane nerwy, dziecko na głowie i kredyt, wtedy gorzej odejść.
        Skoro rodzice za nim nie przepadają to też wiele mówi, rodzice są z większymi doświadczeniami życiowymi niż ty i czują jaki jest.
        Miłość....jeszcze nie raz się zakochasz.
Pełna wersja