loreen1
17.06.14, 13:57
wiem i potrafie stawiac granice, jesli ktos mnie bezpodstawinie atakuje, oskarza itp. generalnie zionie do mnie mega agresja i nienawiscia. sa to moi toksyczni rodzice, a glownie ojciec-psychol do kwadratu. problem w tym, ze chociaz to, co mowie jest logiczne i jest tylko nazywaniem niwegodnych dla nich faktow, zadnym obrazaniem ich, odbierane jest to jako atak, co z kolei powoduje dzika agresje w moim kierunku.
duzo sie mowi i pisze jak sie sprzeciwiac agresowrowi i stawiac granice. a co jesli wlasnie to calkiem zdrowe stawianie granic, tlumaczenie jak krowie na rowie na co sie nie zgadzam jeszcze tylko poteguje ten atak do niewyobrazalnych rozmiarow? jakby ten ktos mial zaraz peknac z tej nienawisci. uzywa tylko agresji slownej, ale takiej, ze masakra, zupelnie nieuzasadninej, nie logicznej. od nazywania mnie wrzodem na jego dupie po straszenie wydziedziczeniem , zemste na moich dzieciach, ze nie dostaja od niego zadnego prezentu (oczywiscie przeze mnie) obiektywnie nic zlego mu nie zrobilam, tylko nazwalam po imieniu ich podlosci wobec mnie, a to dziala jak plachta na byka, bo prawda w oczy kole najbardziej. jak wtedy reagowac na kogos takiego?