Szacunek do rodziców

17.06.14, 16:31
Miałam dzisiaj takie rozważania i postanowiłam z Wami to obgadać, choć sama nie przepadam za takimi ogólnymi wątkami. Ale mimo wszystko to mnie nurtuje i chciałabym więcej się na ten temat dowiedzieć. Na czym opiera się szacunek do rodziców/rodzica? Z doświadczeń znanym mi w realu i w sieci ludzi wynika, że to raczej rzadkie zjawisko. Moje dzieci są źle nastawione do ojca i stałe uczestniczki forum chyba wiedzą, czemu tak jest. Ale on się tym nie przejmuje, bo twierdzi, że to normalne, że on też w młodości nie szanował ojca, że bunt młodego pokolenia itp. A ja się zastanawiam, czy takie wytłumaczenie zwalnia rodzica z obowiązku starania się? Mnie by to bardzo bolało i starałabym się to zmienić. Co decyduje o tym, że szanujemy rodziców? Czy tylko wybitne jednostki albo ludzie o nieskazitelnym charakterze zasługują na szacunek dzieci? Za co szanujecie, jeśli tak jest (kiedyś był tu taki wątek i niektóre osoby bardzo dobrze wypowiadały się o rodzicach), swoje matki i/lub swoich ojców?
    • peggy_su Re: Szacunek do rodziców 17.06.14, 16:57
      Temat dla mnie aktualny. Bo zastanawiam się ciągle jak to jest że ja i jedna siostra mamy do matki miłość i szacunek, a druga siostra i brat nie mają go za grosz.
      Po pierwsze jest szacunek taki jak dla każdego człowieka, który powoduje że nie obrażam, nie atakuję, staram się widzieć dobre strony itd.
      Po drugie wdzięczność za życie, za trud wychowania, włożone środki - czas, trud, pieniądze itd. Nie przeceniam tego, ale zdecydowanie doceniam. Na ten szacunek moim zdaniem zasługuje sobie każdy rodzic, wyłączając tych krzywdzących, czyli przemocowców, akresywnych, nałogowców, oraz zaniedbujących.

      Druga sprawa. Nikt nie jest idealny. Rodzice czasem mimo dobrej woli, zrobią dziecku krzywdę. Ja do swoich też mam o co mieć żal i pretensję. Też dostałam na życie sporo takiego bagażem który mocno mnie przytłoczył. ALE ten szacunek który żywię, pomaga przede wszystkim MI. Śzanuję, doceniam, staram się darować urazy, wybaczam. To pomaga mi żyć, iść dalej bez pretensji.
      • aqua48 Re: Szacunek do rodziców 17.06.14, 18:45
        Ja bardzo szanuję moich rodziców za uczciwość i wierność swoim zasadom. Miałam fajne dzieciństwo, czułam się kochana i mam nadzieję, że udało mi się odwzajemniać ich uczucia względem mnie.
        Z rozrzewnieniem wspominam ostatni rok życia mego Ojca, kiedy wpadał do mnie na słabą małą kawę, której w zasadzie mu nie wolno było pić i na pogaduchy i rozmowy z wnukiem..Bardzo sobie cenię te nasze wspólne chwile. Mam nadzieję, że sprawiłam Mu choć trochę przyjemności.
        A moja Mama, hmm - twarda, mądra, niezłomna, taka zawsze do przodu z flagą na czele. I to Ona mi powiedziała w pewnym momencie że mnie podziwia.. Takie słowa i momenty budują.
        • molly_wither Re: Szacunek do rodziców 17.06.14, 19:23
          Mialas szczescie,szczegolnie do ojca.
          Podziekuj matce, ze zafundowala Ci wspanialego ojca.
          aqua48 napisała:

          > Ja bardzo szanuję moich rodziców za uczciwość i wierność swoim zasadom. Miałam
          > fajne dzieciństwo, czułam się kochana i mam nadzieję, że udało mi się odwzajemn
          > iać ich uczucia względem mnie.
          > Z rozrzewnieniem wspominam ostatni rok życia mego Ojca, kiedy wpadał do mnie na
          > słabą małą kawę, której w zasadzie mu nie wolno było pić i na pogaduchy i rozm
          > owy z wnukiem..Bardzo sobie cenię te nasze wspólne chwile. Mam nadzieję, że spr
          > awiłam Mu choć trochę przyjemności.
          > A moja Mama, hmm - twarda, mądra, niezłomna, taka zawsze do przodu z flagą na c
          > zele. I to Ona mi powiedziała w pewnym momencie że mnie podziwia.. Takie słowa
          > i momenty budują.
          • aqua48 Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 14:25
            molly_wither napisał(a):

            > Mialas szczescie,szczegolnie do ojca.
            > Podziekuj matce, ze zafundowala Ci wspanialego ojca.

            Mój Ojciec był po prostu normalny. I zawdzięczam to Jemu. A w mojej rodzinie pełno normalnych, porządnych mężczyzn by się znalazło. I krewnych i spowinowaconych.
            • sebalda Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 14:32
              aqua48 napisała:
              > Mój Ojciec był po prostu normalny. I zawdzięczam to Jemu. A w mojej rodzinie pe
              > łno normalnych, porządnych mężczyzn by się znalazło. I krewnych i spowinowacony

              I to wiele tłumaczy:) Zawsze powtarzam, że to idzie przez pokolenia. Zarówno dobre, jak i złe wzorce. Mam taką gałąź rodziny, gdzie już w trzecim pokoleniu są dobre, prawdzie partnerskie małżeństwa.
              To dlatego masz udane małżeństwo, dlatego jesteś taka sensowna i, nie bójmy się użyć tego słowa, mądra:) Bez zmrużonego oczka, zauważ:)
              Aż dziw, że w sumie rozumiesz problem przemocy, że nie jesteś radykalnie nastawiona do pewnych problemów, że nie lekceważysz słabszych. Fajne to wszystko:)
              • aqua48 Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 18:31
                sebalda napisała:

                > Aż dziw, że w sumie rozumiesz problem przemocy, że nie jesteś radykalnie nastaw
                > iona do pewnych problemów, że nie lekceważysz słabszych. Fajne to wszystko:)

                Dzięki Sebaldo za komplementy, ja również uważam Cię za mądrą babkę. Staram się nie lekceważyć nikogo, ogólnie chyba lubię ludzi, a w pracy pedagoga spotkałam się z mnóstwem rozmaitych problemów, przemocy również niestety.
            • molly_wither Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 18:42
              Ale to kobieta wybiera faceta na ojca swoich dzieci:)

              aqua48 napisała:

              > molly_wither napisał(a):
              >
              > > Mialas szczescie,szczegolnie do ojca.
              > > Podziekuj matce, ze zafundowala Ci wspanialego ojca.
              >
              > Mój Ojciec był po prostu normalny. I zawdzięczam to Jemu. A w mojej rodzinie pe
              > łno normalnych, porządnych mężczyzn by się znalazło. I krewnych i spowinowacony
              > ch.
              • verdana Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 19:02
                A facet kobietę na matkę swoich dzieci. Tyle, ze obie strony, poza przypadkami rodzin rekonstruowanych, wybierają absolutnie w ciemno. Bywają doskonali partnerzy, którzy sa fatalnymi rodzicami i marni partnerzy, którzy mają dar wychowywania dzieci.
                I co najgorsze, nie bardzo da sie to przewidzieć przed posiadaniem dziecka.
                • aqua48 Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 19:05
                  verdana napisała:

                  > A facet kobietę na matkę swoich dzieci. Tyle, ze obie strony, poza przypadkami
                  > rodzin rekonstruowanych, wybierają absolutnie w ciemno. Bywają doskonali partne
                  > rzy, którzy sa fatalnymi rodzicami i marni partnerzy, którzy mają dar wychowywa
                  > nia dzieci.

                  A moim zdaniem w marnym, sypiącym się związku nie wychowa się dobrze dziecka..I nie, nie wybiera się w ciemno, tylko trzeba wiedzieć gdzie patrzeć :)
                  • verdana Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 19:11
                    Ale to jest już kwestia związku, nie faceta. Poza tym znam dzieci, doskonale wychowanych w związku, który sie rozpadł - tyle, ze tu obie strony miały dobrą wolę, bo właśnie rodzicami byli lepszymi, niż partnerami.
                    Niedobrze też, paradoksalnie, wychowuje sie dzieci w związkach, gdzie para jest doskonale dobrana, uwielbia się i dzieci są zdecydowanie na drugim planie - także uczuciowym.
              • aqua48 Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 19:03
                molly_wither napisał(a):

                > Ale to kobieta wybiera faceta na ojca swoich dzieci:)

                Wiesz, może to jest tak, że silne, zdecydowane i poukładane kobiety wiążą się z normalnymi facetami? Którzy nie boję się przyznać i okazać w niektórych sprawach słabości, bo wiedzą, że nie traci na tym ich "męskość", a mogą takie kobiety doskonale uzupełniać w sprawach na których oni znają się lepiej? Bo mądra kobieta wtedy ustąpi im pola.
                Każda z moich kuzynek wyśmiałaby i wystawiłaby za drzwi natychmiast faceta, który by chciał nią dyrygować i robiłby to bez racji - czyli nie będąc w czymś po prostu lepszy od niej. Tak samo jak faceta chcącego tylko udawać mądrzejszego, a wygłupiającego się tylko. My za bardzo cenimy siebie.
                I potrafimy tworzyć doskonałe tandemy z mądrymi mężczyznami wspierając ich w dążeniach.
      • molly_wither Re: Szacunek do rodziców 17.06.14, 19:22
        Bardzo ladnie napisalas:)

        peggy_su napisała:

        > Temat dla mnie aktualny. Bo zastanawiam się ciągle jak to jest że ja i jedna si
        > ostra mamy do matki miłość i szacunek, a druga siostra i brat nie mają go za gr
        > osz.
        > Po pierwsze jest szacunek taki jak dla każdego człowieka, który powoduje że nie
        > obrażam, nie atakuję, staram się widzieć dobre strony itd.
        > Po drugie wdzięczność za życie, za trud wychowania, włożone środki - czas, trud
        > , pieniądze itd. Nie przeceniam tego, ale zdecydowanie doceniam. Na ten szacune
        > k moim zdaniem zasługuje sobie każdy rodzic, wyłączając tych krzywdzących, czyl
        > i przemocowców, akresywnych, nałogowców, oraz zaniedbujących.
        >
        > Druga sprawa. Nikt nie jest idealny. Rodzice czasem mimo dobrej woli, zrobią dz
        > iecku krzywdę. Ja do swoich też mam o co mieć żal i pretensję. Też dostałam na
        > życie sporo takiego bagażem który mocno mnie przytłoczył. ALE ten szacunek któr
        > y żywię, pomaga przede wszystkim MI. Śzanuję, doceniam, staram się darować uraz
        > y, wybaczam. To pomaga mi żyć, iść dalej bez pretensji.
    • molly_wither Re: Szacunek do rodziców 17.06.14, 19:21
      Ja szanuje nie za cos,ale z "zasady". Tak zostalam wychowana, zreszta nie tylko rodzicow, rowniez starszych ode mnie. To teraz niepopularne, dlatego mam problem z takimi watkami,jak ten. Szacunek musi byc, uczucie niekoniecznie.
      • verdana Re: Szacunek do rodziców 17.06.14, 20:35
        Szacunek? Ja rodziców kocham. Szanuję ich jako ludzi, szanuję za dokonania zawodowe, ale to jakby odrębnie od uczucia. Szanowałabym ich i tak, nawet gdyby byli obcymi ludźmi. Natomiast nie czuję szacunku za to, zę mnie wychowali, że pomagali - wdzięczność tak (za pomoc, nie wychowanie), miłość - także, ale jakoś nie myślę o tym w kategoriach szacunku. Myślę, ze można rodziców kochać, a nie szanować, szanować, a nie kochać, ale kluczowa jest jednak miłość, nie szacunek. Ale nie uważam, zę jest obowiązek szacunku wobec rodziców - sporo rodziców na szacunek zwyczajnie nie zasłużyło.
        Z zasady nie szanuję nikogo - szacunek to coś, na co trzeba zasłużyć, coś więcej niż zwykła uprzejmość wobec kogokolwiek. I znam wiele osób starszych, do których nie czuję cienia szacunku, data urodzenia nijak sie ma do szacunku wobec osoby.
        • zuzi.1 Re: Szacunek do rodziców 17.06.14, 23:23
          Gdy jest sam szacunek a nie ma uczucia to jest coś chyba mocno nie tak z tą relacją z rodzicem. Taki sztuczny, wdrukowany przez rodziców do głowy szacunek a emocje stawiają opór i kochac nie chcą, pewnie mają powód ;-)

          Kocham swoich rodziców, bo są sympatycznymi ludźmi, można z nimi wódkę pic i konie krasc, fajni, bezproblemowi, b. pomocni i życzliwi bliźnim ludzie. Szanuję ich za to, że są uczciwi i dobrzy. Mają też oczywiscie swoje wady, ale nie rzutują one na ich ogólny dobry obraz.

          Sebalda napisała:"Ale on się tym nie przejmuje, bo twierdzi, że to normalne, że on też w młodości nie szanował ojca, że bunt młodego pokolenia itp. A ja się zastanawiam, czy takie wytłumaczenie zwalnia rodzica z obowiązku starania się? Mnie by to bardzo bolało i starałabym się to zmienić. Co decyduje o tym, że szanujemy rodziców? Czy tylko wybitne jednostki albo ludzie o nieskazitelnym charakterze zasługują na szacunek dzieci? Za co szanujecie, jeśli tak jest (kiedyś był tu taki wątek i niektóre osoby bardzo dobrze wypowiadały się o rodzicach), swoje matki i/lub swoich ojców?"

          Sebaldo, tłumaczenie Twojego męża jest b. uproszczone i wygodne dla niego, pozwala mu się oczyscic z zarzutów jakie mają do niego jego własne dzieci, bo najprosciej powiedziec, że to taki wiek, bunt nastoletni itp. zamiast zagłębic się w siebie i spróbowac dostrzec co robię źle wobec dzieci, skoro mają do mnie pretensje i konkretne zarzuty. Twój mąż Sebaldo konsekwentnie zajmuje b. wygodną dla siebie pozycję w życiu, wszystko potrafi sobie i Wam tak wytłumaczyc, że wychodzi na to, że on jest niewinny, a zarzuty dzieci i Twoje bezpodstawne. cwaniaczek. Sebaldo, żeby to co on od was słyszy go zabolało, to musiał by miec poziom empatii na tyle wysoki, aby umiec się wczuc w to co Wy wszyscy czujecie na skutek jego zachowań. A on tego nie potrafi zrobic, czyli poziom empatii jest u niego jak u pierwotniaka, zero. Skoro nie czuje, że robi źle, ze Was krzywdzi, to jak moze go cokolwiek bolec z tego powodu, on nie dopuszcza do siebie tego co do niego na temat jego zachowań mówicie. Ma w głowie swój wlasny obraz, który nie przystaje kompletnie do tego obrazu, który Wy mu pokazujecie, więc skoro dostrzega niekompatybilnosc obrazów, to jednego z tych obrazów nie dopuszcza do siebie, oczywisicie jest to ten negatywny obraz jego osoby. Takie tłumaczenie nie zwalnia rodzica z obowiązku starania się. Ale skoro rodzic nie widzi żadnych wad w swoim zachowaniu, to o jakim staraniu w ogóle mowa, przeciez on się stara teraz, więc co ma zmieniac i po co ?
        • marsylvik Re: Szacunek do rodziców 19.06.14, 18:42
          > Z zasady nie szanuję nikogo - szacunek to coś, na co trzeba zasłużyć, coś więce
          > j niż zwykła uprzejmość wobec kogokolwiek.

          A ja z zasady szanuję każdego. Na kredyt :P
          Ale tu chicałabym ustalić, co rozumiemy pisząc o szacunku. Zanim się z Verdaną o to pokłócę :D

          Szacunek jako uznanie prawa do własnej godności, przeciwieństwo pogardy. Taki, jakiego wymagam dla siebie od każdego i jakim darzę każdego z wyjątkiem tych, którzy sami mocno zapracowali na to, żeby ten szacunek w moich oczach stracić. Szanuję więc wszystkie małe dzieci, mam ogromny szacunek dla nich samych, dla ich praw, potrzeb, uczuć. Im ktoś starszy, mądrzejszy, tym więcej od niego "wymagam", nastolatek nie straci w moich oczach szacunku pojedynczym wybrykiem. Dorosły może. Tracę całkowicie szacunek wobec osób nagminnie wyrażających brak szacunku do innych: rasistów, szowinistów, narcystycznie czy psychopatycznie pokrzywionych ludzi, gardzących innymi "bo tak".
          Teraz właśnie doszłam do wniosku, że najłatwiej mi przychodzi utrata szacunku do osób znanych mi tylko z forów internetowych, wyrażających się "odważniej", czyli bardziej skrajnie, dobitnie, chamsko i pogardliwie niż zrobiliby to w rzeczywistym i nieanonimowym świecie, w dodatku często prezentujących się bardzo powierzchownie i jednostronnie. Na drugim miejscu od końca w kolejce po mój szacunek znajdują się osoby publiczne, te obnoszące się ze swoją głupotą (często pozorną, wyrachowaną, obliczoną pod publikę, tak zwani populiści) i pogardą do innych, oraz ci, którzy głoszą jedno, a robią coś przeciwnego.
          Moich rodziców w tym znaczeniu szanuję.

          Wyjątkowy szacunek, za coś, w uznaniu za zasługi, dokonania, wybitne cechy. Szacunek dla autorytetu. Szacunek pomieszany z podziwem. Sądząc po sobie myślę, że najchętniej obdarzamy nim ludzi prezentujących wyznawany przez nas system wartości, albo pojedyncze istotne dla nas wartości.
          W tym znaczeniu też moich rodziców szanuję.
          A nawet, jak się zastanowić, projektuję swój do nich szacunek na inne osoby podzielające ich (choć nie moje) wartości.

          I respekt. Też rodzaj szacunku, wynikający z uznania czyjejś władzy. Może wynikać ze szczególnego szacunku, na przykład dla czyjejś wiedzy czy doświadczenia, ze stosunku służbowego, z innego rodzaju zależności, albo ze strachu. Myślę, że jest przystosowaniem ewolucyjnym, dość cennym, ułatwiającym utrzymanie porządku społecznego i poddanie się czyjejś zwierzchności. Może być wybitnie szkodliwy, jeżeli utrudnia zauważenie i rozpoznanie szkodliwej relacji, i uwolnienie się z niej, umożliwia i utrwala układy przemocowe, dlatego gloryfikacja respektu i żądanie od innych takiego szacunku zapala u mnie lampkę alarmową.
          Do rodziców respektu już nie czuję. Jestem dorosła, niezależna, nie mają nade mną władzy, nie oczekują tego ode mnie, myślę, że respekt niczego pozytywnego do naszej relacji już by nie wnosił.
          • verdana Re: Szacunek do rodziców 19.06.14, 19:26
            Szacunek, zgodnie z definicją języka polskiego to "poważanie i uznanie", "cześć". To, o czym piszesz w p.I to jest raczej uznanie godności innych osób, nie szacunek dla nich. Mam wrażenie, ze przez frazę "szacunek dla życia ludzkiego" , "Szacunek do pieniędzy" znaczenie szacunku sie rozmyło - teraz coraz częściej używa się go w rozumieniu "uznaję coś za istotne, ważne, godne zachowania". Ale szacunek do drugiego człowieka, a nie do abstrakcyjnego przedstawiciela ludzkości to coś więcej niz uprzejmość, nie krzywdzenie i zrozumienie. Można być grzecznym dla wszystkich nauczycieli, ale naprawdę szacunek mieć dla paru z nich. Szanowanie i szacunek to nie jest, choć podobnie brzmi, zupełnie to samo. "Wyjątkowy szacunek" nie funkcjonuje w normalnym potocznym języku. Jeśli stwierdzam, że szanuję pana X, to dla wszystkich jest jasne, ze go szanuję za coś, a nie za to tylko, jest człowiekiem, którego nie przyłapałam na czymś zdrożnym.
            Respekt jest tu zupełnie czymś innym. Respekt nie musi łączyć sie wcale z szacunkiem.
            • marsylvik Re: Szacunek do rodziców 19.06.14, 20:01
              verdana napisała:

              > Szacunek, zgodnie z definicją języka polskiego to "poważanie i uznanie", "cześć
              > ".

              Z tymi słownikami to jest różnie, zależy do jakiego zajrzysz. Ja teraz zajrzałam do pierwszego z wyszukiwarki, jednego z najbardziej uznawanych i mi wyskoczyła definicja "szacunek - stosunek do osób lub rzeczy uważanych za wartościowe i godne uznania" - wydaje mi się, że moja definicja się w tej przytocznonej przeze mnie mieści, choć w tej przytoczonej przez Ciebie już nie.
              Ale nieistotne w sumie. Chodziło mi bardziej o zwrócenie uwagi na to, że to słowo może być i jest różnie rozumiane w zależności od kontekstu i osoby go używającej. I żeby nie wpaść w internetową dyskusję zupełnie niepotrzebnie, kłócąc się o to, w czym się tak naprawdę zgadzamy. Bo właśnie jeśli wziąć pod uwagę zawężone znaczenie szacunku, tak jak Ty to rozumiesz, to ja się całkowicie z Tobą zgadzam. I dla odróżnienia, ujednoznacznienia, nazywam to "szczególnym szacunkiem". Zresztą doczytałam wątek i widzę, że ktoś zupełnie niezależnie ode mnie zrobił wcześniej to samo.

              > Jeśli stwierdzam,
              > że szanuję pana X, to dla wszystkich jest jasne, ze go szanuję za coś, a nie za
              > to tylko, jest człowiekiem, którego nie przyłapałam na czymś zdrożnym.
              > Respekt jest tu zupełnie czymś innym. Respekt nie musi łączyć sie wcale z szacu
              > nkiem.

              Język nie jest narzędziem idealnym. Powstaje spontanicznie, ciągle się zmienia. Nie zawsze jest logiczny. Często dwuznaczny. Ograniczony. Czasem nie wystarcza na potrzeby jakiejś dyskusji.
              Zaciekawiłaś mnie respektem. Dla mnie łączy się on z szacunkiem nierozerwalnie, jest jego rodzajem. Słownik mówi "szacunek w stosunku do jakiejś osoby połączony z onieśmieleniem, czasem też z lękiem", czyli blisko rozumienia tego słowa. Jak w takim razie Ty rozumiesz respekt, zwłaszcza w oddzieleniu od szacunku?
    • fituq Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 10:26
      A czemu Ty się wiecznie zajmujesz mężem ? i próbami zmieniania go, wpływania na niego i kierowania nim by był kimś innym niż jest? kiedy się naprawdę odpępowisz od niego ?
      • sebalda Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 10:44
        ituq napisała:

        > A czemu Ty się wiecznie zajmujesz mężem ? i próbami zmieniania go, wpływania na
        > niego i kierowania nim by był kimś innym niż jest? kiedy się naprawdę odpępo
        > wisz od niego ?

        Nie bardzo wiem, skąd wynika wniosek, że staram się zmienić męża? Nie staram się, bo wiem bardzo dobrze, że to nie jest możliwe. Tutaj tylko jego tłumaczenie sobie niechęci rodzonych dzieci skłoniło mnie do refleksji o tym, co tak naprawdę sprawia, że mamy dobry kontakt z dzieciakami. Może nawet nie o szacunek czy wdzięczność mi chodzi, ale o ten dobry, zdrowy, ciepły kontakt. Co sprawia, że on się jest albo go nie ma? Czy to taki wielki wysiłek sprawić, by dzieci nas lubiły? Moim zdaniem nie. Wystarczy je traktować z szacunkiem, liczyć się z ich zdaniem, pomagać, gdy trzeba, odsuwać się i dawać wolność, gdy to jest zdrowsze dla nich. No z tym ostatnim to czasem trudno;)
        Na pewno łatwiej jest kochać i być kochanym rodzicem, znacznie trudniej jest lubić swoje dzieci i być przez nie lubianym. Ktoś pisze, że szacunek do rodziców jest czymś naturalnym, że się im należy. Hmmmm, ja zawsze myślałam, że na szacunek należy sobie zapracować, ale może się mylę, może z rodzicami jest inaczej? Wystarczy być w miarę ok, by mieć szacunek dzieci? No nie wiem.
        Aż się boję pisać znowu o mężu, ale trudno. On uważa, że dzieci zawsze są bardziej za matką (tak z natury), zawsze są bardziej krytyczne wobec ojca, on tak miał, a dopiero z wiekiem to zrewidował i jest przekonany, że z naszymi dziećmi będzie tak samo, że jak dorosną (w sumie są już dorosłe), to zrozumieją, że to nie on jest ten be. Czyli jest dokładnie tak, jak pisze Zuzi. Trudno, Bóg z nim:P
        • aqua48 Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 14:30
          sebalda napisała:

          > On uważa, że dzieci zawsze są bardz
          > iej za matką

          Hmm, mój mąż też twierdził, że dzieci maja ze mną lepszy kontakt, choć to nieprawda. Ja mu tłumaczyłam, że ze mną mają kontakt INNY. Na innym poziomie emocjonalnym.
          Ale miło, bardzo miło jest wiedzieć, że syn teraz do własnego domu przenosi niektóre nasze fajne zwyczaje :)
    • peggy_su Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 14:52
      Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że ja z założenia szanuję ludzi, wszystkich nie tylko rodziców. Chyba że ktoś sobie ten szacunek zburzy. A bliskich staram się po prostu rozumieć i doceniać starania.

      Natomiast niektórzy ludzie mylą szacunek do rodziców z jakimś takim nabożno-służalczym stosunkiem. Twierdząc że dziecko (także dorosłe) nie powinno się rodzicowi sprzeciwiać, spierać z nim. Takie osoby mówią często: powinnaś tak zrobić bo ja tak mówię, bo jestem twoją matką. Jestem twoim ojcem więc wiem lepiej itd.
      Z tym się absolutnie nie zgadzam. Tacy ludzie chyba mylą szacunek z byciem autorytetem. Na bycie autorytetem zdecydowanie trzeba sobie zasłużyć.
      Ja swoich rodziców kocham, szanuję, za wiele rzeczy jestem wdzięczna, natomiast autorytetami dla mnie nie są.
      • sebalda Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 15:29
        A wiesz, Peggy, że ciekawie to ujęłaś. Trzeba by bylo się zastanowić, czym tak naprawdę jest szacunek. Bo ja mam chyba podobnie jak Ty, znaczy mam podobny stosunek do ludzi w ogólności, ale jednak szacunek pojmuję inaczej. Jako coś szczególnego. To nie musi oznaczać, że ktoś jest dla mnie autorytetem, ale że ma jakieś szczególne zasługi (niekoniecznie wielkie), żebym mogła powiedzieć, że darzę go szacunkiem. O, tu jest jeszcze może takie rozróżnienie: szanować kogoś albo darzyć szacunkiem. Szanować kogoś - to wszystko co wymieniłaś, czyli zrozumienie, tolerancja wobec drobnych słabości, ciepły stosunek. Ale darzenie szacunkiem (takim szczególnym) to już coś więcej, to, co Ty nazywasz uznawaniem autorytetu. I na to zdecydowanie trzeba zapracować.
        A w moich rozważaniach bardziej jednak chodzi o dobry kontakt i lubienie się na linii rodzic/dziecko. I żeby to mieć, trzeba się postarać, nie wystarczy być rodzicem, karmić, ubierać, zapytać: co w szkole, wymagać posłuszeństwa za wszelką cenę, warunkować swoje zadowolenie z dziecka tylko jego osiągnięciami i tym posłuszeństwem właśnie. A tak niestety robi wiele rodziców i potem się dziwi, że dziecko nie chce z nim rozmawiać. Dziwi się, ale i tak sobie tłumaczy różnicą pokoleń i buntem nastolatka. I dalej trwa z samozadowoleniu i całkowitym braku autorefleksji.
        • verdana Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 17:08
          Ja sądzę, ze z lubieniem może byc różnie. Czasem rodzice są dobrzy i dzieci są dobre, tylko do siebie nie pasują - nie będą sie szczególnie lubić, niezależnie od wysiłków obu stron.
          No, ale w większości sie zgadzam. Jeżeli z dzieckiem sie po prostu nie mieszka, nie jest, tylko wychowuje - i uważa, że to jest jedyne zadanie rodziców, to ja nie wróżę żadnej przyjaźni ani szczególnej sympatii.
    • mamapodziomka Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 19:21
      A mnie sie ten stosunek zmienial przez lata i to jeszcze w dobrze doroslym wieku. Do ojca mam stosunek dosc obojetny. Jest mocno toksycznym typem, ojcem zadnym, ani on mnie nie zna specjalnie, ani ja jego, w pewnym momencie absurdalne wymagania i agresje przestalam traktowac na powaznie, potem na krotko zerwalam kontakt i wyklarowal sie sporadyczny, poprawny i niezbyt serdeczny kontakt. Jestem bardzo zadowolona.

      Do mamy juz troche trudniej. Dlugo usilowala i chyba stworzyla wspolny front przeciwko ojcu. Dosc dlugo (juz dobrze w doroslosc) lykalam to, ale posiadanie wlasnych dzieci ten stosunek jednak zmienilo. Dzis nie potrafie sobie wyobrazic, ze ktos na moich oczach krzywdzi moje dziecko, a ja nie reaguje na to, a najwyzej staram sie pocieszac po. Bardziej widze, ze nie chciala wyjsc z tego ukladu, zbyt sie bala, zbyt jej bylo wygodnie, chociaz ewidentnie bylo to naszym kosztem. I chyba w ostatecznym rozrachunku mam do niej wiecej zalu. Bo ojciec z pewnoscia ma jakies zaburzenia osobowosci i kompletnie nic nie rozumie, ale mama byla swiadoma tego co sie dzieje, rozumiala i poswiecila nasze dobro na rzecz wlasnego spokoju. Nie nienawidze jej za to, do pewnego stopnia rozumiem, ale szacunku dla takiej postawy nie mam i troche zalu pozostalo, choc to juz bardzo stare dzieje.
      • sebalda Re: Szacunek do rodziców 18.06.14, 23:38
        Mamapodziomka (zawsze myślałam, że mamapoziomka;), ale Ty masz żal do mamy, że się nie rozwiodła, czy że Was czynnie nie broniła? Czy jak ojciec atakował, to ona się w ogóle nie wtrącała, a dopiero po wszystkim pocieszała, czy stawała jednak w Waszej obronie, starała się być buforem? Czy masz pewność, że to tylko jej wygodnictwo sprawiło, że nie odeszła od męża? To nie zarzuty, tylko neutralne pytania, żeby nie było wątpliwości.
    • misterni Re: Szacunek do rodziców 19.06.14, 02:43
      Ja szanuję i szanowałam zarówno nieżyjącego już Tatę, jak i Mamę.
      Nie byli nigdy idealni, ale byli zawsze dobrymi, troskliwymi rodzicami. Tata był wobec mnie całkowicie bezkrytyczny, co zbudowało we mnie ogromne poczucie wartości :).
      Mama, bardziej surowa, mimo tego że często się z nią spieram, jest dla mnie oparciem do tej pory. Jest cudowną kobietą, takim drogowskazem. I bardzo cenię w niej to, że traktuje mojego męża jak syna. :)
    • amb25 Re: Szacunek do rodziców 19.06.14, 08:08
      Nie mam pojecia skad sie bierze szacunek do rodzicow. Na pewno trzeba dziecko tego nauczyc, to sposob wychowania, wpojenia pewnych norm zachowania (bez wzgledu na to co mysli dziecko).
      Ale zastanawia mnie jedno: jak to jest ze rodzice, ktorzy sie staraja, daja dziecku wszystko co moga sa potem przez te dzieci traktowani zupelnie bez szacunku (bo przeciez dziecku sie nalezy), natomiast alkoholicy, albo ci co dziecko zupelnie olewali sa na piedestale i takie dziecko nawet jako dorosly czlowiek zrobiloby dla takiego rodzica wszystko (mam taki przyklad w rodzinie - ojciec jej byl alkoholikiem, przedktorym nie raz ciotka i jej corka uciekali z domu. A jednka to on jest najwazniejszy)....
      • squirrel9 Re: Szacunek do rodziców 19.06.14, 10:07
        Szacunku uczą nas rodzice. Często jeden rodzic uczy (lub nie) szacunku do drugiego. Czasem alkoholik jest tłumaczony przez matke jako cżłowiek chory. Był dobry gdy nie pił i to alkohol go zniszczył. Czasem nawet zły rodzic jest przez tego drugiego rodzica tłumaczony z tego, że sam miał złe dzieciństwo, że nie potrafi inaczej, nikt go nie nauczył ale dzici kocha i jak umie to się troszczy.
      • misterni Re: Szacunek do rodziców 19.06.14, 17:48
        Generalizujesz.
    • igge Re: Szacunek do rodziców 19.06.14, 16:37
      czuję się bardzo szanowana przez moje rodzone nastolatki choć (w ocenie babci) zwracają się czasem do mnie zupełnie bez respektu i szacunku. Nie odbieram tego tak a jak (rzadko) mam wątpliwości to zwracam uwagę, przepraszają i po sprawie.
      W przeciieństwie do Verdany uważam, że szacunek należy sie jak psu micha każdemu człowiekowi, więc dlaczego rodzicom nie.
      • verdana Re: Szacunek do rodziców 19.06.14, 17:12
        Jeśli należy sie każdemu człowiekowi, to to nie jest szacunek. Szacunek dla ludzi zaniedbujących dzieci, do alkoholika lejącego syna, do złodzieja okradającego staruszki i polityka biorącego łapówki? Za co? Szacunek to "szczególne względy i uznanie okazywane komuś lub czemuś" , a nie po prostu uznanie, ze każdy jest człowiekiem i należą mu się z tego względu pewne prawa.
        • marsylvik Re: Szacunek do rodziców 19.06.14, 19:23
          verdana napisała:

          > Jeśli należy sie każdemu człowiekowi, to to nie jest szacunek. Szacunek dla lud
          > zi zaniedbujących dzieci, do alkoholika lejącego syna, do złodzieja okradająceg
          > o staruszki i polityka biorącego łapówki? Za co? Szacunek to "szczególne względ
          > y i uznanie okazywane komuś lub czemuś" , a nie po prostu uznanie, ze każdy jes
          > t człowiekiem i należą mu się z tego względu pewne prawa.

          No właśnie to chyba bardziej skomplikowane. To słowo ma więcej niż jedno znaczenie, w dodatku każdy rozumie je inaczej. Ja mam przeświadczenie, że Twoje poglądy są mocno zbliżone do moich, a piszesz zupełnie co innego niż ja bym napisała... Dlatego to Tobie wyżej odpisałam.
          Gdyby było tak, jak piszesz, to... to czym dzieci zasłużyły na szacunek ojca? Za co ojciec ma je szanować? Czy dzieci są niegodne szacunku, bo jeszcze nie mają osiągnięć? Nie powinno się szanować dzieci?

          Natomiast to, czego często żądają rodzice i inni wychowawcy, nazywając to szacunkiem, mnie wygląda bardziej na respekt. Bardziej szacunek dla władzy, dla czyjejś pozycji, niż do osoby. Pisałam o tym wyżej. Ja to czuję na przykład do szefa, o ile oczywiście sam tego nie zaprzepaści kompletną nieudolnością i zrzucaniem winy za swoje decyzje na innych ;) Do rodziców już nie, ale jako dziecko w jakimś stopniiu czułam i uważam, że pomagało mi to się podporządkować, póki jeszcze własnego rozumku nie miałam dość, żeby sama za siebie wziąć odpowiedzialność. Tak samo, jak w pracy mi pomaga wykonać polecenie szefa, z którym nie muszę się tak do końca zgadzać - ale to on ma władzę, odpowiedzialność, on ogarnia całość, on w razie czego za to beknie, a jemu łatwiej, jeśli się go słuchają, niż by wszyscy mieli być mądrzejsi od niego i każdy robił po swojemu. Genialnie, ale sam.

          W wieku około półtora-dwa latka, tak gdzieś do czwartego roku życia, dziecko zaczyna uważać w sposób widoczny swoich rodziców za Bogów. Podziwia ich. Jest bezkrytyczne. Słucha (nie zawsze, ale jednak słucha). Nawet tych nieidealnych. Wydaje mi się to w jakiś sposób potrzebne, że więcej z tego pożytku niż szkody. Myślę, że respekt do rodziców to taki pożyteczny instynkt, mechanizm umożliwiający człowiekowi przeżycie, dostosowanie się, znalezienie się w zhierarchizowanej grupie, utrzymanie porządku w grupie, współpracy, a bywa szkodliwy tylko w skrajnych, patologicznych przypadkach.
          No i jeszcze myślę, że na taki rodzaj szacunku u swojego dziecka nie trzeba szczególnie pracować. Wystarczy tego naturalnego odruchu w dziecku nie zniszczyć. Bo jak się go zniszczy, to potem rzeczywiście, trudno go odbudować. Stosunkowo łatwo jest to zrobić za pomocą strachu, metoda zresztą polecana przez wiele konserwatywnych, bojących się nonkonformizmu środowisk... Dla mnie nie do przyjęcia.
          • verdana Re: Szacunek do rodziców 19.06.14, 19:28
            Ojciec ma szanować małe dziecko, a nie musi czuć do niego szacunku. Na tym polega pomieszanie pojęć. Czym innym jest szanowanie staruszek, a czym innym szacunek do tej właśnie określonej staruszki. Dziecko jest godne bycia szanowanym, natomiast szacunku wtedy, gdy na szacunek zasłuży.
            Część rodziców nie żąda ani szacunku, ani respektu, tylko posłuszeństwa i czołobitności.
      • sebalda Re: Szacunek do rodziców 20.06.14, 16:45
        igge napisał:

        > czuję się bardzo szanowana przez moje rodzone nastolatki choć (w ocenie babci)
        > zwracają się czasem do mnie zupełnie bez respektu i szacunku. Nie odbieram tego
        > tak a jak (rzadko) mam wątpliwości to zwracam uwagę, przepraszają i po sprawie
        > .

        No właśnie ja mam dokładnie tak samo. Też czuję się szanowna, choć czasami ktoś z boku mógłby sądzić inaczej, bo nie wymagam respektu (jeśli przyjąć podaną gdzieś wyżej definicję, że respekt kojarzy się z pewnym lękiem i onieśmieleniem). Mam z dziećmi dobre stosunki i to jest dla mnie ważniejsze od zewnętrznych form szacunku czy bezwzględnego posłuszeństwa. A wielu osobom najbardziej zależy na tych zewnętrznych formach, a kompletnie nie pojmują, że dzieci zmuszane do nich, a nieczujące tego wewnętrznego, autentycznego szacunku mają znacznie gorsze mniemanie o takim rodzicu, tylko ze strachu tego nie okazują. Bardzo bym tak nie chciała. Mój mąż wielokrotnie strofował (to delikatne określenie, bywało, że przybierało to ostrą formę) dzieci za to, że nie powiedziały mu dzień dobry albo wychodząc się nie pożegnały. Ja z kolei nie zwracam uwagi na takie szczegóły, ba, pozwalam czasem dzieciom na jakieś żarty (to, o czym pisze Igge), ale i tak wiem, że one mnie szanują, że mamy bardzo dobry kontakt. Oczywiście nie piszę o skrajnych zachowaniach i uważam, że minimum form trzeba zachować (nie chciałabym i dzieci też by na pewno nie chciały, żeby mówiły do mnie po imieniu na przykład), ale to nie na tym ma się opierać budowanie szacunku do rodzica. Tak uważam.
        • verdana Re: Szacunek do rodziców 20.06.14, 18:57
          Po namyśle - chyba jak dzieci były małe, to jednak wymagałam respektu - na przykład wykonywania poleceń, nie zawracanie mi głowy, gdy jestem zajęta itd. Nie widzę w respekcie młodszych dzieci niczego szczególnie złego, o ile to respekt, a nie strach. Dzięki temu dzieci nie robią pewnych rzeczy ze strachu przed rodzicem - nie ze strachu, że zleje, albo ukarze, ale ze strachu, ze rodzic będzie niezadowolony, zmartwiony czy zły. Czym starsze dziecko, tym respekt powinien byc mniejszy, a zawierzanie własnym decyzjom, bez liczenia sie z rodzicem - większy.
          Ja też za zewnętrznymi formami nie przepadam. Miałam kiedyś do dzieci taką studentkę, młodą dziewczynę, dla której absolutnie kluczowe były grzecznościowe formy, potem dzieci musiałam oduczać mówienia "dziękuję" i "proszę" , bo zamiast normalnej rozmowy był Wersal:) Ale dziewczynę zwolniłam, gdy opowiadała mi, ilu zaliczyła partnerów seksualnych w miesiąc. Okazałam sie mniej liberalna, niz sądziłam:)
          • sebalda Re: Szacunek do rodziców 20.06.14, 23:09
            Tak się teraz zastanawiam, dlaczego niektórzy ludzie szacunek utożsamiają z posłuszeństwem, grzecznością, formalnymi zachowaniami, a nie zdają sobie sprawy, że to jest tylko tresura, a nie prawdziwy szacunek, poważanie, dobre stosunki? Czy to jest prymitywne i powierzchowne podejście, czy jakiś deficyt? Czy taki rodzic nie widzi, że to tylko tresura, a nie autentyczne uczucia dziecka? Czy nie lepiej podjąć wysiłek i zadbać o prawdziwie dobre układy, zamiast wymagania posłuszeństwa i stania na baczność, gdy ojciec mówi? Czy taki rodzic nie widzi, że łamiąc dziecko, jednocześnie trwale je do siebie zraża? Czy nie rozumie, że lepiej pozwolić dziecku wyrazić swoje zdanie, choćby było niewygodne, niż zabraniać mu je w ogóle mieć? Jeśli sam nie szanował ojca, to chyba powinien pamiętać, czemu, więc dlaczego robi to samo swoim dzieciom i jeszcze ma poczucie tego, że to normalne, bo dzieci w sumie zawsze się buntują przeciwko rodzicom, więc i tak nie ma po co się starać?
            • zuzi.1 Re: Szacunek do rodziców 21.06.14, 08:24
              Dlatego Sebaldo, ze taki czlowiek, potem rodzic ZAWSZE na pierwszym miejscu stawia siebie, a maksymalny egoizm, skupienie na sobie i brak empatii prowadzi do takich wlasnie zachowan. Dla mnie tacy ludzie w tak duzym stopniu roznia sie od przecietnego, srednio empatycznego czlowieka, ze czesto zastanawiam sie, czy nazywanie ich wogole ludzmi nie jest pomylka, ta sa jakies mocno wybrakowane egzemplarze pozbawione podstawowych ludzkich cech.
              • zuzi.1 Re: Szacunek do rodziców 21.06.14, 08:36
                Twojego meza Sebaldo drugi czlowiek niewiele interesuje, chyba ze tylko w takim zakresie do czego moze byc JEMU przydatny, do spelnienia jakich swoich potrzeb mozna by go uzyc, wyzyc sie na nim, odreagowac frustracje. Drugi czlowiek to przedmiot, rzecz a nie myslaca i czujaca istota. Ktos, kto jest totalnym egoista nie ma takich rozwazan na temat dzieci i innych, bo one mu wogole nie przychodza do glowy, dlaczego on ma sie przejmowac rzeczami i tym co one uwazaja i czuja, przeciez one slaza do uzywania i zaspokajania JEGO potrzeb. Taka postawa jest niewyobrazalna dla przecietnego czlowieka.
          • altz Re: Szacunek do rodziców 21.06.14, 09:47
            verdana napisała:
            > potem dzieci musiałam oduczać mówienia "dziękuję" i "proszę" , bo zamiast n
            > ormalnej rozmowy był Wersal:)

            Czyli tresura dzieci była? :-(
            • verdana Re: Szacunek do rodziców 21.06.14, 10:15
              W wykonaniu opiekunki - tak. Ale tylko w tym jednym zakresie.
              • altz Re: Szacunek do rodziców 21.06.14, 11:35
                verdana napisała:

                > W wykonaniu opiekunki - tak. Ale tylko w tym jednym zakresie.

                W wykonaniu Twoim również, ale tylko w tym jednym zakresie? Czy może często stosujesz takie metody?
                I co w tym złego, że dziecko poprosi o sól albo podziękuje o podanie ręcznika?
                • igge Re: Szacunek do rodziców 21.06.14, 11:55
                  też mi się nieśmiało wydaje, że w "proszę" i "dziękuję" nie ma nigdy nic złego ?
                  Stosunkowo często sama za coś (zmywanie, sprzątanie, kawę) dziękuję dziecku a syn (córka zdecydowanie mniej grzeczna i układna) zawsze dziękuje za podanie owoców, obiadu, śniadania itp
                  • verdana Re: Szacunek do rodziców 21.06.14, 13:29
                    Jest. Jeśli dziecko nie potrafi powiedzieć zdania nie prosząc i nie dziękując. Czym innym jest dziękowanie za coś, a czym innym natrętne wtrącanie proszę i dziękuję do normalnej konwersacji "Proszę, czy moglibyśmy pójść w lewo, dziękuję, proszę, czy mogę zawiązać but, dziękuję, proszę, czy mogę podnieść liść, dziękuję, proszę, czy mogę coś ci powiedzieć, dziękuję, proszę, czy możemy iść do parku, dziękuję, przepraszam, czy mogę opowiedzieć bajeczkę, przepraszam, upuściłam łopatkę" Koszmar. Trwało to na szczęście krótko.
                    Nie mówię o dziękowaniu za coś, tylko u zakazie użycia takich słów jak "daj" na przykład. Bo nie mówi sie "daj" tylko poproszę. Nie mówi sie "przysuń", tylko poproszę. Nie mówi sie "Chcę" tylko poproszę. Nie da sie tak rozmawiać.
    • asia_i_p Re: Szacunek do rodziców 25.06.14, 18:45
      Moja mama jest poza tematem, bo na rzęsach musiałabym stanąć, żeby jej nie szanować. Ale myślę, że tym, co z jej wielu zalet było najrzadsze, to była umiejętność zmieniania zdania. Rzeczywiście słuchała argumentów i rzeczywiście potrafiła powiedzieć "masz rację". No i kiedyś uważałam ją za dosyć chłodną w zachowaniu, ale jak sobie trochę porozmawiałam z babcią i ciotką o jej dzieciństwie (dziadek był alkoholikiem), to widzę, jaka wielka między jej a moim dzieciństwem była wartość dodana, ile ona z tej trucizny, która była w jej dzieciństwie, połknęła i nie dopuściła, żeby to dosięgło mnie albo moją siostrę.

      Tato z kolei ma cechy mega wkurzające, ale ma też i takie, które mi imponują. Najbardziej chyba mi imponuje jego szczera wiara, że praca powinna być przydatna, a nie tylko służyć jako źródło zarobku oraz to, że zarabiając przestrzega tych wszystkich reguł, w które wierzy, czyli zatrudnia dziewczynę deklarującą, że planuje dziecko, bo mu imponuje jej uczciwość; martwi się, że jeśli będzie zmuszony zlikwidować biznes, to po wypłacie odpraw dla niego i wspólników już nic nie zostanie, ale do głowy mu nie przychodzi, żeby od tej wypłaty odpraw się wykręcać, itp., itd.

      No i obydwoje imponują mi tym, że mieli odwagę postępować zgodnie ze swoimi przekonaniami, działali w opozycji, nie szli na kompromisy w pracy w zamian za przywileje.
Pełna wersja