k1234561
22.06.14, 16:17
Taka sytuacja rodzinna.Długi weekend,mąż zdecydował,że wyjedziemy z miasta.OK.Zarezerwował hotel itd.OK.Dowiedziałam się od razu,że jedzie z nami teściowa wraz z wnukiem czyli bratankiem męża.OK, w tej rodzinie to normalne,że zabiera się zawsze kogoś,już się przyzwyczaiłam.Zatem jedziemy ja,mąż,nasze dziecko,teściowa,bratanek męża.Wszystko fajnie spędzamy czas na wyjeździe.W tzw.międzyczasie dowiaduję się,że kuzyn męża robi w swoim domku letniskowym tzw.męski wieczór i oczywiście zaprosił meża + brata mojego męża+ jeszcze innych facetów z rodziny.Wyjeżdżaliśmy w czwartek,wróciliśmy w sobotę.Jeszcze przed wyjazdem wiedziałam,że mąż po powrocie z tych wojaży,w niedzielę popołudniu musi wyjechać w sprawach biznesowych do stolicy.Mówiłam mu już na tym wyjeździe,że wolałybyśmy z córką,aby nie szedł na tą męską imprezę,skoro zaraz na drugi dzień musi i tak nas zostawić i jechać do stolicy.Niby coś tam pomarudził,że się zastanowi itd.
Koniec końców,przyjechaliśmy z wyjazdu w sobotę popołudniu.Mąż wypakował nasze bagaże w przedpokoju i zakomunikował,że do widzenia leci z bratem na imprezę do kuzyna.Poczułam się jak śmieć.Walnął nam walizki na podłogę i zostawił.Wrócił dopiero w niedzielę przedpołudniem,a już ok.15 szykował się do następnego wyjazdu.Ja zła,obrażona,pół nocy przeryczałam,bo wiecie średnio fajnie jak się kogoś tak potraktuje,a tu pan mąż wpada,robi sobie śniadanko,wesoły jak szczygiełek i jeszcze ciężko zdziwiony na co ja jestem obrażona i zła i w ogóle o co mi chodzi.Ręce mi opadły.Powiedziałam mu jak się czuję,ale zbył to bo już pakował się do wyjazdu.Siedzimy teraz z córką w domu,same.Smutno mi,źle i przykro.Musiałam się gdzieś wygadać,bo strasznie mi ciężko i łzy same mi się cisną do oczu.