Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem

22.06.14, 17:43
Witam Was, sytuacja jest taka, że rozwód jest w toku, na razie złożony jest pozew przeze mnie, bez orzekania o winie, rozprawa po wakacjach. Na razie mieszkamy we wspólnym domu. Mąż zachowuje się nieznośne, złośliwie i czepliwie. Mniejsza o to. Problem leży w tym, że regularnie nastawia przeciwko mnie dzieci( mamy 3) a zwłaszcza naszego 15 letniego syna. Zrobił sobie z niego powiernika, opowiada mu jaka to ja jestem zła, przypomina mu z dzieciństwa sytuacje, kiedy to byłam dla niego niedobra, analizuje przy nim szczegóły pozwu, zabiera do swojej rodziny, gdzie jestem zapewne obmawiana, gdyż syn stamtąd przyjeżdża agresywny w stosunku do mnie. W ogóle syn jest głośny i często chamski w stosunku do mnie i rodzeństwa, czasem też do ojca. Młodsza córka go nie cierpi. Bez przerwy się kłócą, on ją wyzywa. Gdy zwracam uwagę to wyzywa mnie. Mąż nigdy nie stanie po mojej stronie, nie powie aby mnie przeprosił, mam wrażenie, że jest tym ubawiony. Syn wprost mi powiedział, że mnie nie szanuje. Z jego ust słyszę te same zarzuty co z ust ojca, ale jak zwracam mu to uwagę to wścieka się, twierdzi że umie myśleć i to jego własne poglądy. Raz nawet podniósł na mnie rękę, doszło do awantury, wezwałam policję, mąż cały czas się śmiał, szczuł syna na mnie, nie powiedział mu że nie powinien itd, raczej, że mam rację bo ja jestem winna.
Mąż i jego rodzina dają mu pieniądze więc syn rodzinę męża poważa, do mojej nie chce jeździć.
Oświadczył, że chce zamieszkać z ojcem. W pozwie napisałam, że wnoszę o powierzenie opieki nad 3 dzieci i nieograniczone kontakty dla męża. Teraz się zastanawiam, czy nie wnosić o 2 młodszych a starszego syna powierzyć ojcu zgodnie z jego życzeniem. Syn ojca słucha, mnie natomiast nie, mogłabym sobie z nim nie poradzić. Z drugiej strony mimo tych przykrości kocham syna, to mój pierworodny, byliśmy kiedyś bardzo zżylci i serce mi pęka z powodu jego wrogości do mnie. Młodsze dzieci mnie kochają, spędzam z nimi dużo czasu, często razem wychodzimy. Boję się, że jak zostanie ze swoim tatą to go stracę zupełnie, jestem prawie pewna, że mąż stosuje przemoc psychiczną, jak słyszałam, jak mu powiedział, że jak zmieni zdanie co do tego z kim chce być to jest cyt.sprzedajną kurwą. Mogłabym oczywiście wziąć adwokata i walczyć sądownie o syna, ale czy to ma sens jeśli on deklaruje, że woli tatę. Co o tym sądzicie? Bardzo dziękuję z góry za pomoc i poradę.
    • iziula1 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 22.06.14, 17:53
      Powinnaś to zgłosić do niebieskiej linii. Jest to przemoc wobec syna.
      Szukaj pomocy bo przegrasz. Bardzo ciężko w tym wieku dotrzeć do nastolatka. I nie zmienisz jego ojca.
      Dziewczyny tutaj z pewnością podpowiedzą Ci więcej. U mnie włączyły się już emocje ( mój ojciec robił tak że mną ) i nie jestem w stanie podpowiedzieć nic więcej.
      • krokodil123 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 22.06.14, 18:18
        Ja chyba bym zrobiła coś za co tutaj większość mnie zruga.

        Zostawiłabym syna u ojca, a sama zabrała 2-ke młodszych dzieci.
        Dlaczego-syn już jest "zainfekowany" przez ojca przemocą i twoje ogromne starania aby tego odkręcić właśnie w tym okresie raz ze się na nić nie zda, może nawet będzie miało odwrotny efekt. Po drugie-stracą na tym pozostałe dzieci. W sensie, to oni też są ważni, są w takim wieku kiedy jest im potrzebna stabilizacja i twój czas, bycia ze spokojną i silną matką (jak ojca nie ma).
        W walce z mężem i starszakiem zatracisz coś równe ważnego jak i nie ważniejszego.

        Podobna historia miała kobieta 000 (chyba ten nik).
        Poszukaj, duużo się pisało tam w temacie, sama też pisałam do niej i nawet na prywatnego.
        Nie wiem czy wtedy ona nas/mnie rozumiała i czy byłyśmy pomocny, ale koniec był taki że starszy został z ojca.

        Może i kobieta 000 się odezwie i coś opowie.
        • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 22.06.14, 18:25
          Całkowicie zgadzam się z Krokodil. Po pierwsze, jak bym nie przesadzała z zainfekowaniem przemocą - jest Was dwoje, syn staje po stronie ojca i prawdopodobnie uważa, ze ma ku temu powody. Nawet, jeśli to są powody nierozsądne, to trudno wymagać, aby był całkowicie neutralny. Podejrzewam, że wini Ciebie o rozpad małżeństwa. Problemem jest nie tylko rozwód, ale także to, co działo sie wcześniej - dlaczego sie rozstajecie.
          Nie mówię, ze syn ma rację, ale ma prawo chcieć być z ojcem. Przyjmuje się za naturalne, ze nawet starszy nastolatek powinien chcieć zostać z matką, a jak woli być z ojcem - to na pewno jest to wina ojca. Tak nie musi być.
          Nie bardzo też trafia do mnie tłumaczenie, ze jedni dziadkowie są dobrzy, bo mają pieniądze, a drudzy źli - bo nie mają. To bardzo proste wytłumaczenie, ale rzadko jedynie prawdziwe.
          • krokodil123 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 22.06.14, 18:43
            Nie mam teraz czasu szerzej to opisać. Było wszystko w tamtego wątku. Co do dziadków (tam ojciec miał więcej kasy) to jest tak że teraz kolokwialnie "pieniądz rządzi świtem" i małe nawet dzieci instynktownie trzymają się "silniejszych" czytaj bogatszych, nawet jeżeli to dla nas jest przykre.
            Co do ojca, chłopak się z nim unifikuje, tzn. jestem "śliny" facet jak tata, też należy pomiatać kobietami jak on (w dużym uogólnieniem). Kiedyś Pani Agnieszka pisała o sile sprawczej ludzi i takiemu małemu człowiekowi w kryzysie, podczas awanturach się wydaje że jak pokrzyczy i po bluzga tak jak tata to jest ważny, dużo osiągnie, mama się mnie boj, znaczy mam siłę sprawczą i mogę rządzić.......zwłaszcza że jest do tego dopingowany lub wynagradzany.

            Autorce radze spotkanie z psychologiem który jej dobrze i profesjonalnie wytłumaczy wszystkie te mechanizmy tak, aby on mogła być świadoma, spokojna i pewna w swoich działań i wyszła a tego jak najlepiej zarówno dla siebie jak i dla dzieci.

            A starszego bycie z ojcem chyba mu dobrze zrobi, najwyżej jak im się nie uda pójdzie z powrotem do rodzeństwa i matki.
            • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 22.06.14, 18:49
              Nie. Pieniądz nie rządzi światem dzieci, to zwyczajnie nieprawda. Światem dzieci, szczególnie młodszych rządzi miłość. Spróbuj oddać dziecko do zamożniejszego domu, bez mamy i taty - a wcale szczęśliwe nie będzie. Będzie tęskniło jak cholera, co widać w wypadku wielu dzieci zabranych ze skrajnej biedy.
    • controloc1 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 22.06.14, 18:47
      Dziękuję za wypowiedzi. Proszę o dalsze porady.
      Co do dziadków, o których wspomniała verdana: moi Teściowie hołubią mojego syna podobnie jak męża ( mąż jest jedynakiem) w takim sensie, że podczas pobytów stół jest zawsze suto zastawiony, teściowa usługuje jak kelnerka, tv bez ograniczeń, spanie do południa, generalnie spełnianie życzeń, dodatkowo nie trzeba chodzić do kościoła, bo tam się nie chodzi. U mojej mamy jest inaczej, owszem zawsze pyszne jedzenie, ale mama nie traktuje syna jak udzielnego księcia, tam też są inne wnuki ,jest pewna dyscyplina, zwracanie uwagi przy złym zachowaniu poza tym mama pilnuje praktyk religijnych czego syn nie lubi. Mama wychodzi też z założenia, że woli kupić coś konkretnego synowi niż dawać gotówkę, którą syn wydaje przeważnie na fast foody). U teściów syn " rządzi" teściowie podporządkowują się jego życzeniom. Syn deklaruje że kocha obie babcie i drugiego dziadka, ale od jakiegoś czasu do mojej mamy nie chce jeździć.
      • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 22.06.14, 18:53
        Innymi słowy, Twoja matka zmusza młodego człowieka, aby chodził do kościoła, choć ten nie chce. Innymi słowy, zmusza go do niechcianych praktyk religijnych - trudno sie dziwić, ze 15-latek się buntuje, bardzo słusznie zresztą. Być może dlatego nie chce jeździć.
        I jakoś wizja dziadków , którzy pilnują dyscypliny, gdy przyjeżdżają wnuki, wychowują je, pouczają, kompletnie do mnie nie przemawia.
        Nie chodzi tu zatem o pieniadze jednak.
    • boski_adonis Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 22.06.14, 18:53
      O ile dobrze pamietam , dziecko powyzej 13 roku zycia moze wyrazic swoja wolę odnosnie tego z ktorym rodzicem chce mieszkać ( Konwencja Praw Dziecka). Sąd wysłucha , ale to nie dziecko zdecyduje ostatecznie.
      Powiem szczerze, pierwsze co mi sie nasuwa- syn powinien mieszkac z ojcem, jesli nie chce z Tobą.Z drugiej strony rozumiem, ze jak piszesz :"nie chcesz go stracić" . To bardzo trudno "podzielić" dzieci.Czy syn wie ,ze pojawił sie wariant,ze on zamieszka z ojcem, bo Ty sie zgodzisz ?
      Ja bym zrobił tak . Jesli byłbym juz pewien,ze syn ma mieszkac z ojcem , porozmawiałbym z synem ( przed złozeniem wniosku ) z kim chce mieszkac, jak wyobraza sobie Twoje i rodzeństwa relacje po zamieszkaniu z ojcem,np.czy będzie bywał u Was?
      Jesli syn podtrzymywał swoje stanowisko, zasygnalizowałbym,ze ten wariant jest mozliwy, choć dla Ciebie trudny, bo go kochasz i wolałabys, zeby mieszkał z Wami.
      Potem juz nie ma wyjscia , trzeba taki wniosek złozyc w sądzie. Powiem szczerze, moim zdaniem juz nie ma serdecznego kontaktu z synem, ktory Cie tak traktuje jak opisałaś. Bardzo Ci współczuję, piszesz:
      "W ogóle syn jest głośny i często chamski w stosunku do mnie
      > i rodzeństwa, czasem też do ojca. Młodsza córka go nie cierpi. Bez przerwy się
      > kłócą, on ją wyzywa. Gdy zwracam uwagę to wyzywa mnie."
      To chyba wyraz tego, co sie dzieje w nim,to pewnie reakcja na rozpad Waszej rodziny. Czy wczesniej tez taki był? Ale tak po prawdzie, dzieci podczas rozwodu zwykle nie podnoszą ręki na matkę i nie trzeba wzywac policji.
      Sytuacja dośc patowa, bo uwazam,ze wychowanie 3 dzieci przez samotną matke ( na wsparcie ojca po rozwodzie nie ma co liczyc ) to juz bardzo trudne zadanie. Do tego agresywny syn i pozostałe rodzeństwo , ktore ma trudno z racji rozwodu i z racji ewentualnego zamieszkiwania z bratem. Mam obawy,ze będzie tylko gorzej.
      Tutaj pojawia sie jeszcze pytanie : Czy dobro młodszych dzieci ma byc stawiane nizej niz dobro syna? Tu moze młodsze daja radę, a syn najbardziej nie wytrzymuje sytuacji? Nie wiemy
      O problemach z nastolatkami po rozwodzie napisano tu wiele postów. Moim zdaniem przymuszenie syna,zeby zamieszkał z Toba jeszcze pogorszy sytuację. Pytanie czy nie bedzie problemów z realizowaniem tego wspolnego zamieszkiwania w praktyce, bo syn uda sie do ojca a Wy będziecie przez 3 latach chodzic po sądach probując go "zawrócić" do domu matki.
      Jesli syn zamieszkałby z ojcem i nie chciał kontaktu z Tobą i tak trzeba przypominac mu,ze jest wazny dla Ciebie, ciągle oczekiwany w twoim domu i czujecie jego brak. On moze zrobic z tym co zechce, ale wiedziec o tym powinien.
      Czy taki ojciec moze dobrze wychowac syna? Pewnie nie za bardzo, ale trzeba pamiętac,ze syn za 3 lata będzie pełnoletni.
      Wg mnie jak juz minie najgorszy czas , rozwód, układanie sie na nowo, zycie zacznie biec nowym , ale codziennym trybem pojawi sie czas na samodzielne myslenie . Wtedy jest szansa, ze syn będzie oceniał nie tylko ciebie, ale takze ojca. Dorosłe dzieci po jakims czasie buduja relacje z rodzicami na nowych zasadach, kierując sie nie tylko tym , co kto powiedział.
      Cóz , wg mnie - dzieci ,ktore w tajemnicy przed manipulującym rodzicem, odwiedzaja drugiego rodzica (po jakims czasie od rozwodu) jest równie dużo , jak samych rozwodów.
      • kawaguchi7 Re: do autorki postu 22.06.14, 19:17
        controloc wypisz wymaluj jakbym czytała moją historie nawet odnośnie złożenia pozwu.
        Też mam 15 latkę. Napisz na pocztę gazetową albo na camille5@wp.pl to pogadamy, będzie nam raźniej, wymienimy doświadczenia.
        • anula36 Re: do autorki postu 22.06.14, 19:21
          zasadnicze pytanie - czy maz zgodzi sie na zabranie syna do siebie po rozwodzie, bo na razie wiadomo tylko ze syn ma wole zamieszkac z ojcem.
          • controloc1 Re: do autorki postu 22.06.14, 19:37
            Mąż oczekuje, że to ja się wyprowadzę, więc opowiada dzieciom, że nie będą miały swoich pokojów jak się ze mną wyprowadzą itd. Swoje oczekiwania uzasadnia tym, że dom w którym mieszkamy został wybudowany ( w trakcie małżeństwa) z jego większym udziałem finansowym, więc tylko jemu się należy. Więc on sobie wyobraża to tak, że ja odejdę, a dzieci zostaną.
            Niestety takie wyobrażenia przekazuje też dzieciom. Jak adwokat mu uzmysłowi, że jest inaczej to dopiero rozpęta się kampania nienawiści.
          • batka.makatka00 Re: do autorki postu 22.06.14, 19:54
            Doświadczyłam tego ze swoim synem. Psychologowie od młodzieży zalecali uszanowanie woli nastolatka, byłam totalnie skołowana i posłuchałam a to była tylko próba ze strony młodego! Sprawdzał czy wystarczająco mocno go kocham żeby o niego walczyć! Dziś jest mężczyzną, kochamy się mocno, utrzymujemy bliskie relacje (odwrotnie niż z ojcem) ale to wszystko okupione zostało latami pracy, cierpienia i wysiłku jego i mojego. Z tyłu mojej głowy zawsze będą ogromne wyrzuty, nie mogę się ich całkowicie pozbyć.
            Dlatego uważam powinnaś walczyć o syna i zapewniać go jaki jest ważny. Ojciec to najgorsza jednostka, nie rozumie, że krzywdzi własne dziecko. Znudzi się szybko i wtedy oleje młodego. Szkoda chłopaka. Może udało by się Wam - Tobie i synowi spędzić tylko we dwoje np weekend? Żeby porozmawiać, pobyć i wyjaśnić sobie nawzajem
            Życzę wytrwałości.
            • aqua48 Re: do autorki postu 22.06.14, 20:29
              batka.makatka00 napisała:

              > Psychologowie od młodzieży zalecali uszanowa
              > nie woli nastolatka, byłam totalnie skołowana i posłuchałam a to była tylko pró
              > ba ze strony młodego! Sprawdzał czy wystarczająco mocno go kocham żeby o niego
              > walczyć!

              Też sądzę że to próba. I walczyłabym o dziecko z miłością w takiej sytuacji, nawet z założeniem, że mogę przegrać, a nawet jak wygram uszanuję jego decyzję pozostania z ojcem. Ale walczyłabym, żeby dziecko widziało, że mi na nim zależy.
              I jeszcze nie zgadzam się z Verdaną, że dziadkowie nie powinni wymagać odpowiedniego zachowania w swoim domu, wymagać, dyscyplinować i wychowywać. Jestem zdania, ze absolutnie mają do tego prawo.
              • verdana Re: do autorki postu 22.06.14, 22:31
                Nie mają prawa zmuszać 15 latka do chodzenia do kościoła. Mają prawo wychowywać jak chcą, ale nie mogą oczekiwać, że nastolatek będzie ich lubił. Inne wymagania niz w domu, inne dyscyplina sa dla nastolatka naprawdę bardzo uciążliwe i denerwujące. Jeśli u dziadków jest niefajnie, to trudno sie dziwić, ze wyjazd tam nie jest przyjemnością i nastolatek sie broni.
                • aqua48 Re: do autorki postu 23.06.14, 10:48
                  verdana napisała:

                  > Nie mają prawa zmuszać 15 latka do chodzenia do kościoła.

                  Zmuszają go siłą? jakoś tego nie widzę. Nakłaniać, zachęcać mają prawo, jeśli jego odmowa wynika z lenistwa i chęci pospania do południa.

                  Mają prawo wychowywać
                  > jak chcą, ale nie mogą oczekiwać, że nastolatek będzie ich lubił. Inne wymagan
                  > ia niz w domu, inne dyscyplina sa dla nastolatka naprawdę bardzo uciążliwe i de
                  > nerwujące.

                  Życie bywa bardzo uciążliwe i denerwujące. A dyscyplina inna niż w domu zdarza się w nim prawie zawsze w pracy, szkole, na uczelni. Warto się do tego przyzwyczajać, bo potem ma się problemy w dorosłym życiu. Pobłażanie nastolatkom nie jest właściwe. A co ciekawe uświadomił mnie do końca i utwierdził w tej kwestii własny syn, który po skończeniu dwudziestu paru lat od czasu do czasu miewa pretensję, że.. za mało naciskaliśmy na niego w okresie kiedy sam buntował się przeciwko wszystkiemu i stawał okoniem. I to od niego usłyszałam, że być może gdybyśmy po osiemnastym roku życia nie odpuścili mu chodzenia do kościoła to..nie odszedłby od niego. Na moje stwierdzenie, że to łatwe przerzucanie odpowiedzialności na kogoś innego i że za swoje życiowe decyzje on sam ponosi konsekwencje, stwierdził, że wtedy (!) był jeszcze za młody, żeby je podejmować świadomie, a nie wyłącznie na zasadzie opozycji :) Tłumaczenie pokrętne, ale widać coś w tym jest, że i osiemnastolatek czasami bywa w gruncie rzeczy zielony i niedojrzały i w jakiś sposób oczekuje narzucania woli przez autorytety domowe i rodzinne. A co dopiero piętnastolatek w sytuacji rozdarcia rozwodem rodziców stawiania go w roli karty przetargowej i kupowania sobie go przez ojca.
                  • sea.sea Re: do autorki postu 23.06.14, 11:32
                    Ja byłam zmuszana znacznie dłużej i teraz dzięki temu nie pójdę do kościoła za żadne skarby, więc reguły nie ma.

                    Jeszcze pamiętam zresztą swoje nastoletnie czasy - nigdy nie miałam kiedy się wyspać, bo w tygodniu do szkoły na 8mą albo na 7:10, w domu w sobotę rano pobudka, bo trzeba sprzątać, w niedzielę pobudka, bo do kościoła - chodziłam wiecznie zmęczona i nieprzytomna. Dyscyplina dyscypliną, ale nastolatek ma prawo mieć zwiększoną potrzebę snu, choćby dlatego, że okres szybkiego wzrostu jest jednak jakimś obciążeniem dla organizmu.
                    • imsad Re: do autorki postu 24.06.14, 21:24
                      też pamiętam jak w dzieciństwie byłam zmuszana przez dziadków do uczestniczenia we mszach świętych. koszmar. jak tylko trochę podrosłam i nabrałam większej świadomości odcięłam się od tego. nikt nie ma prawa zmuszać drugiej osoby do takich rzeczy.
            • koronka2012 Re: do autorki postu 22.06.14, 22:53
              batka.makatka00 napisała:

              > Doświadczyłam tego ze swoim synem. Psychologowie od młodzieży zalecali uszanowa
              > nie woli nastolatka, byłam totalnie skołowana i posłuchałam

              Czy ci psychologowie mieli do czynienia z twoim synem, czy wygłaszali opinie na płaszczyźnie teoretycznej? i czy u ciebie dochodziło do takiej eskalacji przemocy? bo w tym konkretnym przypadku to mi na próbę nie wygląda, takiej dozy agresji nie da się wyjaśnić "testowaniem" uczuć matki.

              Bo ja tu innego wyjścia poza zgodą na zamieszkanie syna z ojcem nie widzę. Agresja młodego w stosunku do matki i rodzeństwa nie nastraja pozytywnie, w ten sposób zniszczy resztę poczucia bezpieczeństwa młodszym dzieciom. One też przeżywają tę sytuację, a zmuszanie nastolatka do pozostania tylko to zaogni. Moim zdaniem większa szansa na ochłonięcie młodego jest z oddali, a nie trzymając go na siłę.

              Zresztą - najgorsze jest to, że tu chyba rozwód nie rozwiąże sprawy, bo problemem jest podział majątku, o ile rozumiem autorka będzie musiała walczyć o spłatę, żeby jakoś urządzić sobie życie na nowo, więc czeka ją jeszcze niezłe piekło. Jeśli się wyprowadzi, to straci na tym, bo rozwód potrwa, podział majątku to dobre 4 lata w sądzie, i nie gwarantuje szybkiego wyegzekwowania należnej kasy. Jeśli to mąż zostanie w domu, to będzie miał wszelkie powody i możliwości żeby opóźniać spłatę.
            • boski_adonis Re: Pytanie do batka.makatka00 22.06.14, 23:05
              A czy Twoj syn był w stosunku do Ciebie agresywny, uzywał przemocy( uderzył Cię) wzywałas policję?
              Jakie miał relacje z rodzeństwem?
              Tu jest chyba troche inaczej, ale nieomylny nie jestem.
              Poza tym mozesz wyjasnic co kryje sie za słowami "powinnas walczyc o syna" . Nie atakuję, pytam grzecznie , bo Twoje doswiadczenia mogą sie przydać, ale ja nie wiem jakimi sposobami taka "walka" ma byc prowadzona.

              Wiecej swiatła prosze .
              • batka.makatka00 Re: Pytanie do batka.makatka00 23.06.14, 13:35
                Nie, mój syn nie był, przynajmniej fizycznie, agresywny. Był często arogancki, ostentacyjnie prowokujący ale nie miał też aż tak judzącego i akceptującego agresję ojca. U autorki wątku sytuacja jest niezwykle trudna i bolesna. Bez względu na aurę chodzi o dobro chłopaka i jego matki. Wybacz nie mogę wzbudzić w sobie empatii w odniesieniu do ojca.
                Walkę o dziecko rozumiem jako konsekwentne okazywanie miłości, zainteresowania i wsparcia przy jednoczesnym ABSOLUTNYM poszanowaniu siebie. Dzieciak musi zrozumieć, że kochamy i właśnie dlatego nie tolerujemy złych zachowań.
                Sebalda pisze, że syn z czasem zejdzie na dalszy plan u ojca.
                U mnie to trwało ok. pół roku, co niestety nie było nawet jeszcze początkiem odnowy relacji. W naszym przypadku terapeutyczne okazały się sytuacje skrajnie kryzysowe, w których ja jak zwykle, byłam matką a mój syn przekonywał się, że nią jestem.
      • lady-z-gaga Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 12:46
        >O ile dobrze pamietam , dziecko powyzej 13 roku zycia moze wyrazic swoja wolę odnosnie tego z ktorym rodzicem chce mieszkać ( Konwencja Praw Dziecka).

        ma tez prawo decydowac o tym, czy chce chodzic do koscioła
        • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 13:16
          Ja pragnę tylko zwrócić uwagę, że nie było mowy o zmuszaniu chłopaka do chodzenia na pierwszą poranną mszę w niedzielę, więc się nie zapędzajmy może. Padło zdanie o pilnowaniu praktyk religijnych. Dobrze by było, gdyby autorka sprecyzowała.
          Mnie jeszcze nurtuje to wzywanie policji. Ta informacja pojawiła się w kontekście uderzenia matki przez syna i rozpętania się awantury. Dla mnie to lekki kosmos, jak wielka musiałby być awantura z synem, żeby wzywać policję, dlatego to mnie intryguje. Jeśli to prawda, że ojciec się śmiał, gdy syn uderzył matkę, to facet chyba jednak dosięgnął dna. Rozumiem od biedy, że jeśli się wyjątkowo nienawidzi współmałżonki/ka, odczuwa się w duchu rodzaj satysfakcji, gdy i dziecko pozna się na nim/niej, ale już wulgarne odzywanie się czy rękoczyny wobec rodzica mimo całego żalu do niego nie mogą się spotkać z aprobatą drugiego rodzica, to jest podstawa wychowania, uczenia norm społecznych. A już w stosunku do matki???? Jedynym usprawiedliwieniem rękoczynów w takim przypadku mogłaby być samoobrona (pijany, rozjuszony ojciec na przykład), ale bicie matki??? Tak czy inaczej chciałabym poznać szczegóły tego zajścia, jeśli można prosić.
          • lady-z-gaga Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 13:29
            sebalda napisała:

            > Ja pragnę tylko zwrócić uwagę, że nie było mowy o zmuszaniu chłopaka do chodzen
            > ia na pierwszą poranną mszę w niedzielę, więc się nie zapędzajmy może. Padło zd
            > anie o pilnowaniu praktyk religijnych.


            Jesli matka popiera zmuszanie 15latka do niechcianych praktyk religijnych, to marnie świadczy o jej wychowawczych talentach. Może syna nie trzeba było wcale tak strasznie buntowac, aby nie chciał z nią mieszkać.
          • muminka2014 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 13:34
            Mnie jeszcze nurtuje to wzywanie policji. Ta informacja pojawiła się w kontekśc
            > ie uderzenia matki przez syna i rozpętania się awantury. Dla mnie to lekki kosm
            > os, jak wielka musiałby być awantura z synem, żeby wzywać policję, dlatego to m
            > nie intryguje

            Moja sasiadka wezwala Policje na 17-letniego syna, ktory wyzywal ja i niszczyl meble,bo wkurzyl sie... Policje nie wzywamy tylko w momencie przemocy fizycznej,ale rowniez psychicznej,nie czuje sie bezpieczna we wlasnym domu i nalezy to zmeinic... Mysle,ze autorka nie bedzie opisywala szczegolowo wszystkiego...
    • altz Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 22.06.14, 23:05
      Myślę, że podpowiedzi są dobre. Jeśli syn chce spróbować z ojcem, niech to zrobi, ma do tego prawo, niech się sam przekona, jak się będzie czuł.
      Powinnaś się teraz skupić na tym, żeby nie dać się obrażać i nie tracić w oczach syna i młodszych dzieci, bo sytuacja się powtórzy, zresztą tą słynną stabilizacją, jest rodzic, który wie, co robi i nie pozwala sobie płynąć gdzie bądź.
      Syn będzie chciał być z Tobą na krótko, czy dłużej? Dobrze, ale na Twoich warunkach. Nie chodzi o zmuszanie syna do czegoś poza obowiązkami, które ma każdy, ale do wymagania szacunku do innych, niewyzywania Ciebie i dzieci, nieośmieszania.
      Z czasem się wszystko ułoży, ale powinnaś pokazać, że to Ty rozdajesz karty, nie dać się wciągać w gierki i kontrolować trochę siebie i swoją chęć do układania świata według swojej wizji. Co nie jest obowiązkowe, to odpuszczasz, i tak jest dzieciom teraz trudno.
      • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 10:39
        Kolejny raz czytam o ojcu nastawiającym dziecko przeciwko matce. Ogólny przekaz jest taki, że to matki walczą dziećmi (nie o dzieci, ale dziećmi), że mszczą się na byłych, zabierając im i nastawiając przeciwko nim dzieci. W mediach widzi się walczących o swoje prawa tatusiów. Dlaczego zatem ja ciągle spotykam się z odwrotną sytuacją, kochająca matka nawet wbrew logice broni wizerunku ojca, bo wie, jakie to jest bolesne dla dziecka, dba o dobre kontakty, natomiast niemal regułą jest to, że ojciec oczernia matkę i przeciąga dziecko na swoją stronę. Ileż ja znam takich historii! I często przekupuje dziecko czy to prezentami, czy też liberalnym stosunkiem do wszystkiego. Niczego nie wymaga, nie każe odrabiać lekcji, sprzątać po sobie, pozwala na wszystko. Dziecko niestety ma to do siebie, że woli takiego rodzica, który nie wymaga.
        Mówi się, że to kobiety kłamią i manipulują, czemu zatem tu mamy kolejną historię o takim ojcu? Ciekawe to wszystko.
        Syna nie zatrzymywałabym siłą. Zrobiłabym wszystko, żeby wiedział, jak bardzo go kocham, jak mi na nim zależy, ile dla mnie znaczy, ale nic na siłę, bo to i tak nic nie da. Ciekawi mnie powód rozwodu. Jakim człowiekiem jest ten ojciec? Chyba nie najlepszym, skoro tak gra dzieckiem, bawi go widok syna atakującego matkę. Jest szansa, że młody prędzej czy później to dostrzeże. Może też się pojawić nowa kobieta przy boku ojca i wtedy syn nie będzie już taki ważny, zostanie odsunięty, musi wiedzieć wtedy, że może ZAWSZE I BEZ ŻADNYCH WARUNKÓW wrócić do matki. Że matka kocha go bezwarunkowo. Tak uważam.
        • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 14:00
          O ile wierzę, ze można nastawić 8-latka przeciw rodzicowi, to jakoś nie przemawia do mnie wizja 15-latka, którym rodzic manipuluje jak chce. Tzn wierze w nastawianie przeciw matce - ale nie wierzę, że można uzyskać dobry efekt, jeśli nastolatek jest z matką związany, lubi ją i jej ufa.
          I ja znam matki, które nie tylko nie broniły wizerunku ojca, ale całkowicie po rozwodzie zniszczyły kontakty z ojcem. Nie twierdzę, ze wszystkie, ale naprawdę sporo. Obie strony tu mają dużo na sumieniu, nie tylko faceci.
          A z drugiej strony pięciolatek powinien wiedzieć, że matka kocha bezwarunkowo. 15-latek, który bierze sie do bicia powinien zostać uświadomiony, ze nawet matka może mieć go absolutnie dosyć. Nie musi sie kochać bezwarunkowo niemal dorosłego dziecka, zachowującego sie agresywnie bez powodu.
          • aqua48 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 15:17
            verdana napisała:

            > O ile wierzę, ze można nastawić 8-latka przeciw rodzicowi, to jakoś nie przemaw
            > ia do mnie wizja 15-latka, którym rodzic manipuluje jak chce.

            Verdano, piętnastolatek reaguje emocjami, nie rozumem i spokojnie da się go przekupić - brakiem zasad i wymagań, pozwalaniem na wszystko, oraz "męską sztamą" ojciec-syn przeciwko kobiecie - matce lub siostrze. Tylko, że to on jest tu ofiarą...przeciągania liny między rodzicami.

            > 15-latek, który bierze sie do bicia powinien zostać uświadomiony, ze nawet matk
            > a może mieć go absolutnie dosyć.

            Nie, nie jego tylko jego zachowania. I bezwarunkowo za takie zachowanie powinien ponosić konsekwencje.
            • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 15:36
              Nie, nastolatki to nie są kompletnie niemyślące istoty, pozbawione uczuć, których interesuje tylko kasa, a rodzice są dla nich absolutnie nieistotni.
              Jeśli tak jest, to znaczy, ze skopane zostało całe wychowanie.
              I przy okazji ten sam 15-latek ma subtelnie odróżnić potępienie zachowania od potępienia osoby. Wybaczcie, ale to osoba jest odpowiedzialna za zachowanie. Ktoś, kto zamierza bić rodzica nie jest naszym wspaniałym dzieciątkiem, którego zachowanie jest złe. I nic mu sie nie stanie, jak sie przekona, że matka moze go przestać za to lubic i wcale nie mieć ochoty z nim mieszkać. A nie, zę będzie walczyła jak lew, aby być z synkiem, któryego boi sie młodsze rodzeństwo, a i ona sama.
              • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 15:49
                Kategorycznie się z Tobą nie zgodzę, Verdano. Nie znam tego może z autopsji, ale jestem sobie w stanie wyobrazić, jakie straszne uczucia mogą targać takim dzieciakiem, do czego może zostać doprowadzony, jaki może mieć mętlik w głowie, gdy w domu rozgrywają się sceny walki między rodzicami, gdy wali się jego świat, gdy wie, że być może będzie musiał wybierać. Chłopcy w tym wieku nie mają jeszcze narzędzi, by wyrażać negatywne emocje i może się zdarzyć, że wybuchają bez pohamowania. Jeśli dorosły człowiek może do tego stopnia stracić panowanie nad sobą, że może uderzyć krnąbrnego nastolatka (czego w żadnym razie nie usprawiedliwiam, tylko piszę, że to się zdarza), jak można żądać od dzieciaka w stanie wielkiego stresu, by był opanowany??? Dyskutowałyśmy tu kiedyś o aktach przemocy wśród nastolatków i sama pisałaś, że w pewnych sytuacjach są one usprawiedliwione, jeśli nastolatek jest w stanie skrajnego zdenerwowania czy został sprowokowany. Teraz aż tak potępiasz 15-latka, któremu się zdarzył taki incydent? Oczywiście, że musi ponieść konsekwencje, oczywiście, że nie można go po tym głaskać po główce, ale odmawiać mu miłości za to? No ja jednak uważam, że rodzic powinien kochać bezwarunkowo. Kochać, nie znaczy na wszystko pozwalać. Ale dawać przekaz, że mimo wszystko po poniesieniu konsekwencji i po wyrażeniu skruchy dziecko zawsze będzie przyjęte i kochane.
                Myślę, że serce by mi pękało, gdyby syn źle się do mnie odnosił, o uderzeniu mnie nawet nie mogę myśleć, ale też myślę, że mimo wszystko nie skreśliłabym go, nie odsunęła i nie wyrzuciła do ojca, o którym wiem, że jest najpewniej odpowiedzialny za taki stan rzeczy.
                • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 16:02
                  Ależ ja to rozumiem. Tylko wtedy nie jedna strona w małżeństwie jest 100% winna tej sytuacji. I dlatego przedstawianie sytuacja "Ja jestem dobra, a maż jest zły", do mnie nie przemawia.
                  I tak, jestem w stanie zrozumieć, ze nastolatek w stanie stresu uderzy rodzica. I ze nie jest wcale zły. Tylko wtedy nie wzywam policji. Jesli wzywam policję do zestresowanego nastolatka, który nie wytrzymał nerwowo sytuacji w domu, to nie powinnam oczekiwać, że tenże nastolatek zechce ze mną mieszkać. Albo nie mamy tu do czynienia ze zestresowanym nastolatkiem, tylko młodym bandytą. Trzecie rozwiązanie jest najbardziej tragiczne - obie strony, a nie jedna, wykorzystują dziecko do rozgrywki miedzy sobą.
                  Nie wierzę, ze 15-latek, dobrze wychowany, ze stabilnego, spokojnego domu, da się zmienić w pare miesięcy tak, że zaczyna bić matkę - i winny jest li tylko ojciec.
                  Tak czy inaczej, ta historia nie jest wiarygodna.
                  • muminka2014 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 16:09
                    A ja powtorze,ze wezwanie Policji jest zasadne w takich przypadkach...Nie wezwiesz Policji,bo to syn? co sasiedzi powiedza??? Bastolatek zapewne przezyl taka wizyte.
                    • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 16:32
                      Jeżeli spokojny, na ogół nie agresywny nastolatek jest w takim stresie, ze uderzy, na pewno nie wezwę policji. Tak, jakbym nie wezwała do nikogo, komu rozwala sie życie, częściowo z mojej winy i przestał panować nad sobą. Wtedy potrzebna jest nie policja, tylko pomoc psychologa, albo próba wyciszenia emocji i zastanowienie sie, jak udało sie doprowadzić spokojne, zwykłe dziecko do takiego stanu.
                      Oczywiście, mówimy tu o tym, o czym pisze Sebalda - ze mamy do czynienia z młodym człowiekiem, który nie wytrzymał stresu. A nie po prostu z chuliganem.
                      • muminka2014 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 17:24
                        Pomoc psychologa owszem, a co w przypadku jezeli nastolatek jest agresywny i nie zamierza rozmawiac z psychologiem,bo wg niego matka jest wariatka...
                        • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 17:32
                          To jest zupełnie inna sprawa. Ja odpowiadałam an post Sebaldy, która polemizowała ze mną w sprawie "bezwarunkowej miłości" do nastolatka, który bije matkę. Z moim twierdzeniem, że lejącemu matkę nastolatkowi można powiedzieć mu wprost, że nie ma sie ochoty z nim mieszkać, a nie uznawać, ze miłość macierzyńska jest właśnie bezwarunkowa. Więć, jeśli i przyjmiemy założenie, że młody człowiek nie jest po prostu agresywny, ale nastolatka doprowadziliśmy na skraj wytrzymałości i uderzył, to wtedy wezwanie policji jest najgorszym możliwym rozwiązaniem.
            • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 15:37
              bezwarunkowo za takie zachowanie powinie
              > n ponosić konsekwencje.
              I poniósł, jak zrozumiałam, bo została wezwana policja.
              Absolutnie nie wierzę w to, że 15-latkiem nie można manipulować. Bardzo dorosłymi osobami można manipulować, a co dopiero dzieciakiem w wieku buntu i naporu! Mój syn w tym wieku reagował stuporem na dźwięk słowa rozwód. Widok jego oczu wtedy był dla mnie nie do wytrzymania. Po dwóch latach zmienił zdanie, a dziś.... wolę nie pisać, bo jednak nie wykluczam, że mąż to czyta:(
              Piętnaście lat to stanowczo za wcześnie na dojrzały, obiektywny ogląd walk małżeńskich. Szczególnie gdy jedno z rodziców oczernia drugie. Jaki to koszmar, gdy facet śmieje się z obrażania matki albo przypomina dziecku jakieś dawne zachowania matki niby wymierzone przeciwko temuż dziecku. Znam historię o ojcu, który wącha włosy kilkuletniej córeczki, która go odwiedza, i z niewinną miną mówi jej, że mamusia o nią nie dba, bo nie umyła jej włosków. Albo wyciąga rodzinne zdjęcia, znajduje takie, na których matka wyszła gorzej i każe córeczce porównywać, która ładniejsza: ciocia (jego obecna kochanka) czy mamusia:(
              • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 15:57
                Można manipulować nastolatkiem, ale nie można mu wmówić, mając zero podstaw, ze matka jest wcieleniem zła, chyba, że taka manipulacja trwa od bardzo dawna, a nie od chwili złożenia pozwu o rozwód. Jest możliwe, ze 15-latek jest absolutnie wściekły na matkę, że się rozwodzi, ale wtedy to nie jest wyłączna wina ojca i jego manipulacji. Rozumiem, ze wtedy nie ma się obiektywnego poglądu na małżeństwo, ani na rozwód, że można obwiniać całkiem niewinnego rodzica - ale nie jest to wtedy wina jednej i tylko jednej strony.
                Kazdy z nas zna różne historie - ja także takie, gdzie ojciec, dziadek i babcia zostali oskarżeni o molestowanie, bo ojciec chciał widywać dziecko częściej. A moja bliska znajoma chwaliła się, że wychowała syna tak, aby nie uważał swoich przyrodnich sióstr za rodzinę i wiedział, że ojciec ma je tylko dlatego, że go nie kocha i chce mu zrobić na złość. Naprawdę, to nie jest tak, zę matki są święte, a ojcowie to zawsze świnie. Z takim nastawieniem należy wychować córkę tak, aby nigdy nie wiązała się z facetem.
                • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 16:42
                  Verdano, ja nie piszę ZAWSZE, ale CZĘSTO. To robi różnicę.
                  • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 16:48
                    Obie strony robią to często. I chyba naprawdę żadna nie ma przewagi.
                  • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 23.06.14, 23:45
                    Będę złośliwa. Cholernie. Po raz kolejny się dziwię takim stereotypowym postrzeganiem kobiet i mężczyzn. Ja, wychowana w konserwatywnej katolickiej rodzinie z klasyczną niepracującą matką. Nikt mnie o żadnym gender nie uczył, ale dla mnie nie istnieją żadne stereotypy, że to faceci niech będzie nawet często, a nie zawsze, zachowują się w czasie rozwodu jak świnie, manipulują dziećmi, usiłują odebrać dzieci matce, a matki są niewinne i skrzywdzone, bo kobiety z natury rzeczy skrzywdzone przez mężczyzn. Dla mnie w ogóle nie ma takiego stereotypu, że facet to zawsze świnia, facetom to jedno w głowie, facet nadaje się tylko do oglądania meczu i picia piwa, facet jest od wbijania gwoździ i czego innego (to ostatnie to autentyczne powiedzenie, które usłyszałam kiedyś od nieszczególnie pobożnego kolegi). Dla mnie takie stereotypy nie istnieją i tak byłam wychowana. W moim rozumieniu każdy może być niezależnie od płci świnią, aniołem albo jednym i drugim po trochu. Moralność nie ma nic wspólnego z płcią. I po raz kolejny zdumiewam się na forum liberalnej gazety, gdzie wszyscy zanosili się z oburzenia na list episkopatu w sprawie gender. List listem, ale stereotypy płciowe, o których czytam na tym forum, przebijają wszystko, co wyniosłam z katolickiego domu.
    • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 00:02
      Proponuję się uspokoić. Przedstawiasz nam wersję jednej strony. Musisz mieć poważne zarzuty wobec męża, skoro wniosłaś o rozwód, i jest naturalne, że jego winy wyolbrzymiasz. Bardzo trudno Ci spojrzeć na to obiektywnie, ale dlatego Twoja relacja nie jest całkiem wiarygodna.
      Owszem, mąż nie powinien zwierzać się synowi z tego, co Tobie zarzuca. Nie powinien przy synu źle o Tobie mówić. Ani on, ani nikt z jego rodziny. To jasne. Ale zrób rachunek sumienia: czy Ty nie nastawiasz syna przeciw ojcu.
      I sprawa najważniejsza: z kim ma być 15latek i czy o niego "walczyć". Dziecko to nie walizka ani samochód, tylko żywy człowiek. Rodzice mają nie tyle "prawo do dziecka", ale obowiązki wobec dziecka, które na świat powołali. Mają obowiązek zapewnić mu to, co jest mu do rozwoju niezbędne. Najlepiej pełną i zgodną rodzinę. Gdy to niemożliwe, wybrać rozwiązanie najlepsze, czy najmniej złe dla dziecka. Czy dla 15 latka, który woli zostać z ojcem, niż z matką, jest to tak złe rozwiązanie? Czy 15latka karmi się piersią, że nie może mieszkać z ojcem? 15latek potrzebuje miłości i wychowania, ale to wychowanie polega przede wszystkim na przykładzie, rozmowach, wspólnych zainteresowaniach. Niby dlaczego ojciec miałby być gorszym wychowawcą 15letniego syna, niż matka? Nie potrafi z synem rozmawiać, spędzać czasu, rozwijać wspólnych zainteresowań? A że matka poczuje się "przegrana"? Trudno. Przyznanie opieki nad 15latkiem to nie jest rekompensata za rzekome winy męża przed rozwodem. Powinno się liczyć tylko dobro dziecka.
      • boski_adonis Re: serbrnarybka 24.06.14, 08:38
        Moim zdaniem nie dokładnie przeczytałas treśc postu . Ja nie rozumiem o co chodzi z przedstawianiem "wersji jednej strony" i to, ze autorce postu" trudno spojrzeć na to obiektywnie"
        Generalnie to chyba ponad ludzką moc - ocenic siebie obiektywnie, trudno być obiektywnym sędzią w swojej sprawie. Zarzut ,ze relacja autorki postu jest nie całkiem wiarygodna po prostu mnie znokautowała. Na wariografie ja mamy przesłuchać? Napisała tyle ile chciała, to forum a nie konfesjonał.
        Reszta tez mnie zdumiewa.
        "Ale zrób rachunek sumienia: czy Ty nie nastawiasz syna przeciw ojcu"
        Aaaak, z pewnoscia, pewnie dlatego syn chce mieszkać z ojcem a matce za przeproszeniem przyłozyć od czasu do czasu.
        Czytanie ze zrozumieniem jest potrzebne, przeczytaj raz jeszcze -autorka postu rozwaza wariant wyrazenia zgody na zamieszkanie syna z ojcem.
        Nie sądzę,zeby autorka postu ( pytając co robic w trudnej sytuacji ) odniesie jakąkolwiek korzysc z moralizowania w stylu :" 15latek potrzebuje miłości i wychowania, ale to wychowanie polega przede wszystkim na przykładzie, rozmowach, wspólnych zainteresowaniach"
        Wydaje mi sie ,ze matka, która decyduje sie na samotne wychowywanie 3 dzieci ( lub 2, jeśli syn zamieszka z ojcem) nie zasługuje na to,żeby objawiac jej prawde oczywistą ze "powinno sie liczyc tylko dobro dziecka". Ona mając to dobro na uwadze, poszukuje najlepszego rozwiazania trudnej sytuacji .
      • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 11:15
        Srebrnarybko, wyluzuj trochę, bo chyba jednak trochę nadinterpretujesz. Pisałam, że miałam do czynienia z wieloma sytuacjami, w których faceci oczerniają byłe żony. I to jest fakt. Nie, że tylko faceci to robią, ale że ja akurat znam więcej historii, gdy mężczyzna to robi, niż gdy robi to kobieta. Ponieważ poruszam się w kobiecym środowisku ofiar przemocy, siłą rzeczy znam więcej takich historii i one zawsze mnie bardzo poruszają. Na tym forum też częściej to kobiety się troszczą o to, by dzieciom nie stała się krzywda po rozwodzie, by mimo wszystko miały dobry kontakt z ojcami, bo matki z reguły wiedzą, jak ważny jest ten kontakt. I więcej było tutaj historii obaw kobiet o to, że byli mężowie źle nastawiają dzieci. Ja piszę o tym, co znam, Wy (Ty i Verdana na przykład) o innych sytuacjach, dlaczego mam nie pisać o znanych mi sprawach? Bo gorzej w tym wypadają mężczyźni? Ale ja mam na to nie zwracać uwagi, mam to pomijać, bo inaczej jestem wrogiem mężczyzn jako takich? Nie bardzo rozumiem zarzuty.
        Druga sprawa to podchodzenie do autorek/ów z nieufnością. I dopisywanie scenariuszy według pasującej nam teorii. Ja przyznaję sie do tego, że czasami tak robię, gdy historia jakoś zahacza o przemoc psychiczną, ale mimo wszystko nie robię tak, żeby kompletnie zadawać kłam słowom autora/ki wątku. Zakładam jednak dobrą wolę przedstawienia sytuacji w miarę zgodnie z prawdą. Człowiek zawsze się wybiela, ale pewne fakty jednak przedstawia prawdziwie, inaczej jaki to miałoby sens? Wybielać się można w oczach znajomych, ale jak się chce uzyskać obiektywną opinię kompletnie nieznanych osób, to chyba nie ma sensu pisać kompletnej nieprawdy. Autorka podała kilka przykładów zachowań męża. Najgorszym z nich jest czerpanie JAWNEJ satysfakcji z jej złego traktowania przez syna, podjudzanie go, poklask dla agresji wobec matki. Bardzo charakterystyczna jest przytoczona wypowiedź ojca, nie widzę sensu, by autorka miała ją sobie wyssać z palca: "jak mu powiedział, że jak zmieni zdanie co do tego z kim chce być to jest cyt.sprzedajną kurwą". Ojciec tak mówi do syna??? Moim zdaniem to naprawdę dobitnie świadczy o tym facecie. I zdania raczej nie zmienię, choćby się okazało, że autorka też święta nie jest.
        A najbardziej podoba mi się odpowiedź naszej Pani Agnieszki, która jest w sumie zgodna z moim zdaniem na temat tej sprawy. Bardzo życzę autorce, by umiała te słowa zastosować w praktyce.
        • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 13:56
          Sebaldo, ale jest zupełnym absurdem wyciąganie wniosków ogólnych o zachowaniu mężczyzn na przykładzie relacji kobiet, które są ofiarami przemocy! To mi przypomina moja znajomą lekarkę- alergologa, panią profesor od najcięższych przypadków, która powiedziała, ze jeśli ma nam sie urodzić dziecko, to powinniśmy się natychmiast z domu pozbyć kota i psa, bo jest wysoce prawdopodobne, ze dziecko dostanie astmy, a nawet może umrzeć. Że jest skandalem trzymanie zwierząt w domu, gdzie są dzieci. Bo ona po prostu nie widziała w swoim gabinecie innych przypadków - tylko najcięższe uczulenia i po pewnym czasie zaczęło jej sie wydawać, ze to nie choroba, tylko codzienność.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 01:51
      Kiedy sprawa rozwodowa eskaluje dużo wrogości, nienawiści i manipulacji psychicznej powstaje bardzo szczególna sytuacja. Szczególna, bo celowo zmieniane są znaczenia różnych zjawisk, bo uruchamia się silny nieświadomy proces i trudno o racjonalne myślenie i wreszcie szczególna, bo zaczynają być w nią wciągane dzieci. Dzieci w różnym wieku, z różnymi aktualnymi problemami rozwojowymi i w różnych relacjach z rodzicami.
      Dlatego trzeba być bardzo ostrożnym w jakichkolwiek ocenach zamieszanych w to osób. W dodatku gdy wszystko zmienia się dynamicznie: uczucia, decyzje, nastroje, realna rzeczywistość.
      Podstawowa uwaga dla Pani w sprawie syna: proszę uważać, aby w którymś momencie Pani działania organizacyjne czy wychowawcze nie stały się wobec niego odwetowe. "Chciałam Cię wziąć ze sobą, ale skoro jesteś niegrzeczny i trzymasz z ojcem, to cię nie wezmę. Zresztą sam tak chciałeś". Niby brzmi racjonalnie, a nawet wychowawczo, ale pod spodem może czaić się zemsta i na synu i na mężu. Jeśli chce Pani mieszkać ze wszystkimi dziećmi, jest Pani z nimi związana to proszę nadal formalnie się o to starać. W trakcie można, albo nawet należy, uwzględnić preferencje najstarszego syna. Ale nie należy jego decyzji traktować jako ostatecznej a jej zmiany nie przyjąć . Za czas jakiś może chcieć mieszkać z ojcem , a za inny z Panią. To naturalne w tym wieku. Zmienność, nieracjonalność, gniew, bezkompromisowość. Trzeba też pamiętać, ze syn wyjdzie kiedyś z tego okresu i spojrzy na obecną sytuację zupełnie inaczej. Nawet ze zdziwieniem nad własnym zachowaniem. To też trzeba przyjąć i uwzględnić.
      Warto też zobaczyć motywy postępowania syna. Z jakiś powodów może on widzieć sprawy między Wami inaczej. I poczuć, że musi wspierać ojca. Że powinien stworzyć z nim wspólny front w obliczu rozpadu rodziny. Może syn bierze coś na siebie, co jest ponad miarę dla niego, ale co uważa za swoją misję. Warto go w jakieś mierze w tym zrozumieć, nawet jak to jest bolesne dla Pani. Może stoi za tym potrzeba identyfikacji, może próba ujęcia się za mniejszością w systemie rodzinnym. Może w ogóle próbę zrozumienia sytuacji. Nie wiem tego, ale nie można być obojętną na i tę kwestię.
      To co napisałam wyżej o zmienności nastolatka jest niezwykle ważne w bieżącym kontakcie z nim. Nie można go opuścić za karę. Nie na tym etapie, gdy jego osobowość się tworzy, jest labilna. Zwrotów od ojca do Pani i z powrotem może być jeszcze wiele . I każdy będzie miał dla syna uzasadnienie.;
      Oczywiście w tym co napisałam nie ma przyzwolenia na przejawy agresji syna wobec Pani. Temu trzeba stawiać naturalną granicę.
      Pomijam w tym wywodzie Pani relację z mężem. To ważna, ale oddzielna kwestia. Wpływająca na sprawę z synem, ale odmienna od jego wątku.
      Agnieszka Iwaszkiewicz

      • controloc1 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 12:17
        Bardzo wszystkim dziękuję za wypowiedzi, za wiele bardzo mądrych słów.
        Najlepiej intencję mojego postu odebrała osoba o niku Boski Adonis: zależy mi na synu, kocham go bardzo pomimo tego, że tak daje w kość. Chcę jego dobra, więc dlatego biorę pod uwagę jego zdanie w kwestii zamieszkania po rozwodzie. Również dla jego dobra wezwałam policję w opisywanej sytuacji. Nie chciałam aby ten incydent pozostawił w nim wrażenie, że można mnie, czy jakąkolwiek inną kobietę bezkarnie uderzyć. Nie zrobiłabym tego gdyby zainterweniował ojciec, powiedział, że tak nie można, że ma przeprosić i więcej się nie ważył. Musiał mu to uświadomić policjant, jako osoba mająca autorytet. Poza tym nie zamierzam być ofiarą, która pokornie godzi się z losem. Syn sprawiał kłopoty wychowawcze dużo wcześniej zanim złożyłam pozew. Mam wrażenie, że cały czas czuje się niedoceniany przez nas, narzeka, że rodzeństwo ma lepiej, że on musi więcej robić w domu , że mało mu poświęcamy czasu. To prawda, z drugiej jednak strony jest niedostępny, zamyka się w pokoju na klucz i siedzi tam sam, jest często tak niemiły, że kończę rozmowę z nim w trakcie, bo zaczyna mówić i podnosi głos, albo rzuca żądania jakieś roszczeniowym tonem, czego nie akceptuję i spokojnie mu to mówię. Potrafi być miły ale szybko się zmienia jeśli nie dostaje czego chce. Oczywiście przeżywa sytuację w domu, ale jak pisałam kłopoty były już wcześniej i na pewno wpływ na to mają nasze rodzicielskie błędy. Ja myślę, że należy się skupić na tym by syn zaczął kontrolować swoje emocje, radzić sobie ze złością, rozmawiać z nami i rodzeństwem. Niestety nie pomaga mu w tym mąż, który wciąga go w nasze dorosłe sprawy. Myślałam o psychologu, syn zgodził się pójść na spotkanie ale jesteśmy u progu wakacji, zaczynają się wyjazdy i niewykluczone, że do tematu wrócimy po wakacjach. Młodsze rodzeństwo( 13 i 9 ) lat nie wykazuje takiej agresji i raczej nie mam z nimi kłopotów wychowawczych.
        Zdecydowałam nie zmieniać pozwu, natomiast jeżeli mąż podtrzyma swój wniosek o przesłuchanie syna i syn opowie się za zamieszkaniem z ojcem, to zaakceptuję jego wolę.
        Ja wnosiłam o nieograniczone kontakty ojca z dziećmi, więc mam nadzieję, że również ojciec nie będzie chciał ich ograniczać mnie.
        Jeszcze raz dziękuję za wypowiedzi.
        • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 12:33
          Dziękuję za dokładniejszy opis zajścia z policją. Jestem pod wrażeniem, bo jednak chyba mało jest tak zdeterminowanych i rozsądnych kobiet, które zdobyłyby się na coś takiego. Ja na pewno nie, choć uważam, że w zaistniałej sytuacji dobrze zrobiłaś. Jestem bardzo ciekawa, jaka była reakcja syna i czy to przytemperowało przynajmniej na jakiś czas jego złe zachowania.
          Piszesz bardzo rozsądnie, mam nadzieję, że sobie poradzisz z tą trudną sytuacją, a najlepsze rokowania daje to zdanie:
          Myślałam o psychologu, syn zgodził się pójść na spotkanie ale je
          > steśmy u progu wakacji, zaczynają się wyjazdy i niewykluczone, że do tematu wró
          > cimy po wakacjach.
          Uważam, że z młodym naprawdę nie jest tak źle, skoro zgadza się na wizytę u psychologa. Gdyby był zacięty, na pewno by się nie zgodził. Koniecznie tego dopilnuj.
          • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 13:51
            A ja mam wątpliwości, czy nauczenie 15-latka, ze nie może bić kobiet, bo to karalne, to najlepsza metoda. Innymi słowy, gdyby policjant nie powiedział, zę to jest niedozwolone, nie byłoby w tym nic złego? Nastolatek nie powinien bić matki nie dlatego, ze boi sie policji. I albo zostały tu popełnione fundamentalne błędy wychowawcze, albo nastolatek był w stanie silnego wzburzenia. I jedno i drugie należy skorygować, a policjant niewiele tu , tak naprawdę, pomoże. . Tzn pomoże o tyle, ze nastolatek będzie sie bał uderzyć, ale chyba nie o to chodzi.
            Poza tym przemyślenia wydają sie bardzo rozsądne.
            • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 13:56
              100/100
          • muminka2014 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 14:02
            sebalda napisała:

            > Dziękuję za dokładniejszy opis zajścia z policją. Jestem pod wrażeniem, bo jedn
            > ak chyba mało jest tak zdeterminowanych i rozsądnych kobiet, które zdobyłyby si
            > ę na coś takiego. Ja na pewno nie, choć uważam, że w zaistniałej sytuacji dobrz
            > e zrobiłaś. Jestem bardzo ciekawa, jaka była reakcja syna i czy to przytemperow
            > ało przynajmniej na jakiś czas jego złe zachowania.
            > Piszesz bardzo rozsądnie, mam nadzieję, że sobie poradzisz z tą trudną sytuacją
            > , a najlepsze rokowania daje to zdanie:
            > Myślałam o psychologu, syn zgodził się pójść na spotkanie ale je
            > > steśmy u progu wakacji, zaczynają się wyjazdy i niewykluczone, że do tema
            > tu wró
            > > cimy po wakacjach.
            > Uważam, że z młodym naprawdę nie jest tak źle, skoro zgadza się na wizytę u psy
            > chologa. Gdyby był zacięty, na pewno by się nie zgodził. Koniecznie tego dopiln
            > uj.



            A dlaczego nie wezwalabys Policji???? Poniewaz na wlasne dzieci nie bedziesz donosic??? taki stereotyp????Jak pisalam wczesniej mam przyklad sasiadki i jej syna, systematyczne wzywanie Policji pomoglo, jezeli nie ma innego wyjscia. Nie kazdy nastolatek godzi sie na psychologa,jezeli jest mocno zbuntowany.
            • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 14:14
              A dlaczego nie wezwalabys Policji???? Poniewaz na wlasne dzieci nie bedziesz do
              > nosic???

              Dlatego, że policja jest od karania, a nie od wychowywania. Od wychowywania są rodzice i wzywanie policji jest przyznaniem się do całkowitej bezradności wychowawczej.
              • muminka2014 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 14:27
                Sasiadki syn, niszczyl meble, ojciec alkoholik nie reagowal,a matka nie miala wplywu- wyrzucal ja z pokoju. Po kilku interwencjach chlopak zrozumial,ze nie jest bezkarny...Wyzwiska, agresja skonczyly sie-nie chcial skorzystac z terapii u psychologa wiec nie mow mi,ze rodzice sa od wychowywania-nie kazdy nastolatek jest pokorny i ma szacunek do rodzicow...Czasem idolem sa rowiesnicy,a byl agresywny, poniewaz nie dostawal odpowiedniej ilosci pieniedzy na swoje wydatki. Policja nie tylko karze, rowniez potrafi wplynac rozmowa na takiego delikwenta. Jego nie ukarali, matka wezwala tylko na interwencje-nie slyszalas o takiej formie????? Nie zostal skuty w kajdanki i osadzony na 24godz!
                • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 14:43
                  Ale tu nie masz do czynienia z nastolatkiem, systematycznie niszczącym meble i wyrzucającym matkę z pokoju, tylko z nastolatkiem, który nie sprawiał daje sie szczególnych problemów, który stracił panowanie nad sobą. I nie masz do czynienia z patologiczną rodziną alkoholików, którzy nie umieją wychować dziecka i uznają strach za jedyną skuteczną motywację, tylko z normalna rodziną, w której syn nie wytrzymał presji związanej z rozwodem i zachowaniem ojca/rodziców.
                  Wezwanie policji w tym wypadku oznacza, że uznaje się, że jeśli sie syna nie postraszy, to będzie bił. Innymi słowy, jak będzie pewny, że nikt policji nie wezwie, to nie będzie miał oporów, aby zleć żonę czy dziecko. Nie na tym wychowanie polega.
                  Tak, jestem za wzywaniem policji, o ile młodociany chuligan urządza burdy i nic na niego nei działa, poza strachem. Nie jestem za wzywaniem policji do nastolatka, którego przerosła sytuacja w domu.
              • boski_adonis Re: srebrnarybka- off topic 25.06.14, 13:02
                Srebrnarybka napisała:
                wzywanie policji jest przyznaniem się do całkowitej bezradności wycho
                > wawczej.
                No i co z tego? Lepiej sie nie przyznac i zamiesc sprawę pod dywan?
                Nawet jesli rodzic jest niewydolny wychowaczo to trzeba dowiedziec sie dlaczego i mu pomóc.
                Są dzieci wobec ktorych bezradni wychowawczo sa rodzice,dziadkowie szkoła,kuratorzy rodzinni a nawet wymiar sprawiedliwości ( przepraszam autorke watku za off topic , ktory jej nie dotyczy) .
                W przypadku trudnosci wychowawczych a nawet rodzicielskiej bezradności, zwykle na horyzoncie pojawia sie moralizujacy rodzic, ktory zaczyna serwowac dobre rady o oparciu o to, że np. ma w domu 2 nie sprawiajacych kłopotów dzieci. Wobec ktorych zwykle nie jest "bezradny wychowawczo" .
                Gdyby wszyscy rodzice byli sprawni wychowawczo, wszystkie dzieci byłby dziecmi nie sprawiajacymi kłopotów wychowawczych, to dziedziny takie jak: psychologia i pedagogika i resocjalizacja były równie rozwiniete jak zycie społeczne na Marsie.
                Nie prowadzono by terapii dla młodych narkomanów ( bo konsekwencje powinny spasć na niewydolnych wychowawczo rodziców), nie wspierano zdolnych dzieci z dysfunkcyjnych rodzin, nie byłoby adopcji dzieci oddawanych do domu dziecka przez rodziców bezradnych wychowawczo i życiowo.itp itd
                Bezradnośc rodzicielska ma rózne wymiary , tak drastyczne jak ww i mniej drastyczne jak w przypadku rodzin , gdzie jedno z rodziców nastawia dziecko przeciwko drugiemu.
                I nie jestem pewien czy chodzi tu o bezradnosc wychowawczą w stosunku do skutków , ktore widzimy w postaci zachowania dziecka czy bezradność wychowawczą (???) w stosunku do rodzica wykorzystujacego dziecko do swoich celów.


            • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 14:43
              > A dlaczego nie wezwalabys Policji???? Poniewaz na wlasne dzieci nie bedziesz do
              > nosic??? taki stereotyp????J

              Muminko, nie unoś się tak:) Ja mam z dziećmi bardzo bliski kontakt i w ogóle nie wyobrażam sobie, by mogło do tego dojść, a gdyby doszło, to podobnie jak rozumuje Verdana, wiedziałabym, że to jest incydent, że musiało się stać coś niewyobrażalnego, co by doprowadziło do takiej sytuacji, coś skrajnego. Policję wzywa się do rodzonego dziecka, gdy jego przemoc eskaluje i gdy wszystkie inne metody zaradcze zawiodły, gdy zagrożone jest bezpieczeństwo innych domowników. Ale też uważam, że takie rzeczy nie zdarzają się bez przyczyny i że rodzic musi mieć samorefleksję i samoświadomość i mimo wszystko zastanowić się nad własnym udziałem (lub drugiego rodzica) w tych zachowaniach. Ja stoję na stanowisku, że dzieci nie rodzą się złe, złe się stają. Poza przypadkami klinicznymi, ale nie o tym mowa.
              • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 14:54
                Otóż to.
                Jesli normalne, w miarę spokojne, w miarę wychowane dziecko uderza matkę i wzywamy policję, to , pomijając absurd takiego zachowania dajemy sygnał
                - matki nie wolno bić, bo to jest zakazane. Nie z powodów moralnych.
                -nie jest dla nas istotne, dlaczego to sie stało, ważne jest tylko to, ze to jest nielegalne. To co my robimy, nie ma żadnego znaczenia
                - my sobie juz z Tobą nie radzimy, nie mamy żadnych argumentów, poza tym, że jak to sie powtórzy to pójdziesz siedzieć. To jedyny argument, ze matki bić nie wolno.
                Tak naprawdę, to oczywiście zależy, dlaczego syn uderzył matkę. Jesli po to, aby dała mu kasę, to rzeczywiście, wezwanie policji możne byc zasadne - z tak zdemoralizowanym dzieckiem rozmawiać już sie nie da. Jeśli dlatego, że wzburzyła go dyskusja, że nie wytrzymał, że obwinia matkę o rozpad rodziny - to karą mają być okropne wyrzuty sumienia, a nie policja.
                • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 15:08
                  Proponuję jeszcze raz przeczytać to, co napisała autorka:
                  "Również dla jego dobra wezwałam policję w opisywanej sytuacji. Nie chciałam aby ten incydent pozostawił w nim wrażenie, że można mnie, czy jakąkolwiek inną kobietę bezkarnie uderzyć. Nie zrobiłabym tego gdyby zainterweniował ojciec, powiedział, że tak nie można, że ma przeprosić i więcej się nie ważył. Musiał mu to uświadomić policjant, jako osoba mająca autorytet. Poza tym nie zamierzam być ofiarą, która pokornie godzi się z losem. Syn sprawiał kłopoty wychowawcze dużo wcześniej zanim złożyłam pozew".
                  Czyli syn sprawiał wcześniej problemy, autorka, jak rozumiem, próbowała już różnych metod, które zawiodły. Policjant miał zadziałać jako wykazanie, że takie zachowanie nie może być tolerowane i bezkarne i miał pouczyć jako autorytet (pewnie względny, ale skoro nie ojciec, to kto?). Uważam, że przekaz matki, że nie chce być ofiarą, też jest dobry. Zastanawiam się, co można było zrobić innego, by powstrzymać ten proceder? Poprosić ładnie synka? Powiedzieć, że mamusi było przykro?
                  Podejrzewam, że autorce wcale to łatwo nie przyszło, wiem coś o tym:( Podejrzewam też, że ona ostrzegała syna, by się opanował, bo inaczej wezwie policję. I oczami wyobraźni widzę, jak on się jej śmieje w twarz. Co miała zrobić? On ją uderzył, ona zażądała przeprosin, ojciec się śmieje i popiera syna, co w takiej sytuacji można realnie zrobić? Rozpłakać się? Większość z nas pewnie tak by zrobiła.
                  Jestem ciekawa Waszych opinii, co byście zrobiły.
                  • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 15:21
                    Innymi słowy - coś absolutnie zostało skopane w wychowaniu 15-latka. Skoro matka nie wierzy, zę on nie wie, ze matki bić nie wolno, niezależnie co mówi ojciec. Innymi słowy, problem musiał narastać od lat, skoro 15-latek jest aż tak zdemoralizowany. Przy czym autorka również pisze, że synowi poświęcano za mało czasu i uwagi.
                    Pomijam fakt, że większość 15-latków sprawia kłopoty. I aby to powstrzymać należy działać wtedy, gdy problemy sie zaczynają, bo jeśli tylko policja jest autorytetem, to obawiam sie, że problemu to nie rozwiązuje.
                    Przekaz matki, zę nie jest ofiarą, jest dobry - problem chyba w tym, że za późny.
                    No i jakoś nie chce mis się wierzyć, że wezwano policję, bo syn nie przeprosił. Nie sądzę, aby policja przyjechała PO awanturze domowej, kiedy sprawa idzie tylko o to, czy nastolatek przeprosi matkę, czy nie.
                    C ja bym zrobiła - szczerze? Powiedziała synowi, żeby szedł do ojca i w takiej sytuacji absolutnie nie mam ochoty ani z nim mieszkać, ani go widywać. Że uderzając mnie stracił prawo do tego, abym się o niego troszczyła. Jeśli chce mieć nadal matkę, to musi zastanowić sie, co z tym zrobić, bo na razie o mamusi moze zapomnieć.
                    • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 16:20
                      Ja już nie wiem, jakimi literami mam pisać, że nie twierdzę, że TYLKO albo Z REGUŁY mężczyźni krzywdzą i manipulują, tylko że robią to CZĘSTO. I że znam więcej takich historii, ale nigdzie nie piszę, że to oznacza jakiś trend czy jest normą. Ja piszę w pierwszej osobie, dlaczego mam pisać w innej? Dlaczego mam pisać o tym, że Verdana zna kilka wyjątkowo podłych kobiet? Piszę o tym, co znam sama albo z pierwszej ręki od znanych mi blisko kobiet. Mam nie pisać, założyć sobie samej knebel, bo inaczej wychodzę na kobietę nienawidzącą wszystkich mężczyzn???
                      Ja też nie rozumiem do końca Twojego przekazu, Verdano, w sprawie potraktowania syna. Raz piszesz, że skoro był doprowadzony do ostateczności, to można to zrozumieć, a teraz piszesz, że w zasadzie byś się wyrzekła syna po tym, jak Cię uderzył. Bo kazać mu się wynosić (15-latkowi) i zabronić kontaktów to jest dość radykalne podejście.
                      Autorka pisała o tym, że syn ją uderzył i że była awantura, wtedy wezwała policję. Nie wiem, czy chodziło o to, żeby ją przeprosił, czy żeby przestał krzyczeć, żeby się opamiętał, chodziło w każdym razie o przerwanie tego zajścia, jak rozumiem. Ja mam takie doświadczenie i zanim wezwałam policję, najpierw kilka razy uprzedziłam męża, że to zrobię, jeśli się nie uspokoi. Oczywiście tego nie zrobił, jeszcze bardziej się awanturował, nie miałam zatem wyjścia i musiałam zadzwonić. Zadziałało, czuję się teraz dużo bezpieczniej we własnym domu.
                      Mam wrażenie, że jakoś dziwnie, Verdano, jesteś źle nastawiona do autorki. Ona nie pisze o tym, że chce za wszelką cenę zatrzymać syna. Dopuszcza uznanie jego woli. Ewidentnie martwi się o niego, działa dla jego dobra. Nie rozumiem, jak można się dziwić kobiecie, która nie chce, by jej syn mieszkał z ojcem, który w momencie gdy syn podnosi rękę na matkę jeszcze się śmieje i mu dopinguje. Jaka jest szansa, że taki człowiek dobrze wychowa syna? Nauczy go szacunku do ludzi? Verdano, czy Ty czytałaś ponownie wypowiedzi autorki, czy tylko kierujesz się pierwszym wrażeniem i już tak pozostałaś? Ja czytałam je ponownie i jawi mi się rozsądna, kochająca matka. A że przyznaje się, że za mało czasu dawała synowi, to tylko na plus, że jest szczera. Przy trójce dzieci nie jest chyba łatwo dawać każdemu naprawdę dużo czasu. Ja też mam wiecznie niedosyt w tym względzie.
                      Bardzo bym chciała, żeby autorka napisała, co było powodem tego zajścia z jej uderzeniem. Bo to jest jednak ważne, czy młody faktycznie jest już zdemoralizowany, czy to był incydentalny przypadek skrajnych emocji. No i chyba jednak nie jest tak strasznie, skoro godzi się na pójście do psychologa.
                      • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 17:09
                        Ja już nie wiem, jakimi literami mam pisać, że nie twierdzę, że TYLKO albo Z RE
                        > GUŁY mężczyźni krzywdzą i manipulują, tylko że robią to CZĘSTO. I że znam więce
                        > j takich historii, ale nigdzie nie piszę, że to oznacza jakiś trend czy jest no
                        > rmą. Ja piszę w pierwszej osobie, dlaczego mam pisać w innej?

                        Ale na podstawie tych właśnie znanych Ci historii interpretujesz i rekonstruujesz przedstawioną tu sprawę, nie dopuszczając myśli, że strona zaangażowana w konflikt nigdy nie jest obiektywna.

                        Dlaczego mam pisa
                        > ć o tym, że Verdana zna kilka wyjątkowo podłych kobiet?

                        Bo jest to takie samo doświadczenie, jak Twoje i pokazuje, że schematy dotyczące mężczyzn są uproszczeniem.

                        Mam nie pisać, założyć so
                        > bie samej knebel, bo inaczej wychodzę na kobietę nienawidzącą wszystkich mężczy
                        > zn???

                        przykro mi, ale trochę tak wychodzisz.

                        Raz piszesz, że skoro był doprowadzony do ostateczności, to można to zro
                        > zumieć, a teraz piszesz, że w zasadzie byś się wyrzekła syna po tym, jak Cię ud
                        > erzył. Bo kazać mu się wynosić (15-latkowi) i zabronić kontaktów to jest dość r
                        > adykalne podejście.

                        Nie, to zupełnie jasne podejście. Problemem jest nie tyle samo uderzenie, ale relacja między matką i synem. Naprawianie tej relacji przy pomocy policji jest absurdem, natomiast naprawienia przy pomocy chwilowego zerwania kontaktów ma pokazać synowi, że tym, co uczynił sam pozbawił się matki i sam powinien popracować nad odbudową więzi z matką. Policja może mu zakazać bicia, ale policja nie nauczy go kochać matki.

                        Ja mam takie doświadczenie i zanim wezwałam policję, najpierw kilka raz
                        > y uprzedziłam męża, że to zrobię, jeśli się nie uspokoi. Oczywiście tego nie zr
                        > obił, jeszcze bardziej się awanturował, nie miałam zatem wyjścia i musiałam zad
                        > zwonić. Zadziałało, czuję się teraz dużo bezpieczniej we własnym domu.

                        Sebaldo, przykro mi odnosić się do Twoich bolesnych doświadczeń, ale jest tu spora różnica: Twój mąż jest człowiekiem dorosłym i sam za siebie odpowiada. Zatem Tobie chodziło faktycznie głównie o bezpieczeństwo. Obawa przed karą policji skutecznie powstrzymuje Twojego męża przed agresją. Ale w tym wypadku chodzi o wychowanie nieletniego i nie o to, by matki nie bił, ale o to, by miał wewnętrzne przekonanie moralne, że bić nie wolno. Takiego przekonania policja w nim nie wzbudzi.

                        Nie rozumiem, jak
                        > można się dziwić kobiecie, która nie chce, by jej syn mieszkał z ojcem, który w
                        > momencie gdy syn podnosi rękę na matkę jeszcze się śmieje i mu dopinguje. Jaka
                        > jest szansa, że taki człowiek dobrze wychowa syna? Nauczy go szacunku do ludzi
                        > ?

                        Mniej więcej taka sama, jak matka, która wzywając policję daje mu sygnał, że bić nie wolno nie z powodu szacunku do ludzi, ale z powodu strachu przed karą.
                        Jeśli syn chce zostać z ojcem, to tym samym podważa zarzuty, które matka stawia ojcu. To ona wystąpiła o rozwód i to ona z ojcem nie może wytrzymać. Syn może. Zwracam uwagę, że nie jest to komfortowa sytuacja dla matki.
                        • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 24.06.14, 17:17
                          Zaproponuję coś bardzo nowoczesnego i w stylu gender: Verdana zna nie kilka wyjątkowo podłych kobiet, tylko wyjątkowo podłych osób. Ja też znałam podłych rozwodzących się rodziców płci obojga, zatem kilka podłych osób. Proponuję, żeby Wątkodawczynię i jej jeszcze męża nazwać bezpłciowymi rodzicami nr 1 i nr 2. Niech tam, piszę pod Nickiem, więc Terlikowski mnie nie ekskomunikuje. I proszę teraz zmienić końcówki czasowników na rodzaj nijaki. Mamy następującą historię: rodzic nr 1 złożył wniosek o rozwód. Rodzic nr 2 jest z tego powodu zły na rodzica nr 1. Rodzic nr 1 twierdzi, że rodzin nr 2 nastawia przeciw niemu dzieci, w tym najstarszego syna. Nasilają się kłopoty wychowawcze z najstarszym synem, który w trakcie awantury uderza rodzica nr 1 (wnioskodawcę rozwodu). Rodzic nr 2 (ten, którego chce opuścić rodzic nr 1) śmieje się z tego, że syn przykłada rodzicowi nr 1, który chce opuścić rodzica nr 2. Rodzic nr 1 wzywa policję do syna. Syn nadal nie przejawia miłości do rodzica nr 1, wnioskodawcy rozwodu, i pragnie pozostać z rodzicem nr 2. Rodzic nr 1 cały czas uważa to za aberrację. etc.
                          • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 24.06.14, 21:12
                            Srebrnarybko, nie wiesz, jak wielką zwolenniczką gender jestem:) Nie nienawidzę wszystkich mężczyzn, choć znam więcej historii, w ktorych to oni krzywdzą, a nie są krzywdzeni. Wypowiadam się na podstawie doświadczeń własnych i znanych mi. Nie uogólniam, nie twierdzę, że mężczyźni jako całość są be. Nie twierdzę, że częściej stosują przemoc (statystycznie). Nie wypowiadam się na podstawie doświadczeń mniej znanych mi osobiście osób, niepotwierdzonych, z trzeciej ręki, tylko na podstawie informacji z pierwszej ręki.
                            Doświadczenie z nieużywaniem płci stron konfliktu bardzo fajne. Ale.... Dziecko podnosi rękę na rodzica o pewnym numerze. Idę o zakład, że niemal każdy zastanowi się jednak, czy na matkę, czy na ojca i choćbyśmy byli nie wiem jakimi zwolennikami gender, mamy w głowach (nie twierdzę, że to jest dobre), że syn uderzający ojca nie jest tak odrażający jak uderzający matkę. Wiem, sama uważam, że tak nie powinno być, jak równouprawnienie to równouprawnienie, ale gdzieś mamy zakodowane większe potępienie dla uderzenia matki. Ja mam natychmiast przed oczami matkę Januszka.
                            To wszystko nadal nie zmienia mojego poglądu na temat rodzica dowolnej płci, ktory śmieje się i popiera bicie drugiego z rodziców przez 15-latka. Nie umiem znaleźć żadnego usprawiedliwienia dla takiego zachowania. A Ty umiesz? Dlaczego jesteś gorzej nastawiona do uderzonej i źle traktowanej przez męża i syna kobiety, a nie krytykujesz rodzica, który tak się zachowuje? Naprawdę próbuję zrozumieć takie postawienie sprawy. Może mi faktycznie coś umyka.
                            • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 24.06.14, 21:24
                              Syn bijący rodzica jest odrażający jeśli jest dorosły, jeśli robi to z określonych powodów, jeśli nie jest to jednorazowy wybryk, i wreszcie , bardzo brutalnie - jeśli nie został sprowokowany. Radziłabym poczytać sobie "Balladę o Januszku", a nie oglądać film i wtedy jakoś ta historia wygląda nieco inaczej. Matka Januszka nie powinna byc bita, ale bardzo starannie na to zapracowała.
                              Historia z biciem, śmianiem sie i policją, która przyjeżdża, bo syn nie przeprosił matki wygląda tak bardzo niewiarygodnie, że nie bardzo wierzę, ze jest wersją prawdziwą. I absolutnie niczego nei załatwia, oprócz tego, że nauczyła syna, że nie warto bić matki dla własnego dobra. Natomiast nie nauczyła go ani odrobiny szacunku dla matki, która po tym wszystkim nadal chce z nim mieszkać. Zamiast powiedzieć wprost, ze po takim zachowaniu traci na to ochotę, co mogłoby syna skłonić do refleksji, zamiast do tego, aby przyznał rację ojcu. Nie o to chodzi, zę popieram bicie matki, czy zachowanie ojca, ale nie popieram też przekazu, zę rodzice są bezsilni, a syna (chyba jednak niezdemoralizowanego) może przed patologią powstrzymać tylko wizja więzienia.
                              Nie odniosę się do ojca, bo ta akurat opowieść nie trzyma sie kupy, przepraszam bardzo.
                              I póki nie wiem, dlaczego autorka wystąpiła o rozwód, bardzo trudno jest odnieść sie do zachowania syna.
                            • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 24.06.14, 22:17
                              To wszystko nadal nie zmienia mojego poglądu na temat rodzica dowolnej płci, kt
                              > ory śmieje się i popiera bicie drugiego z rodziców przez 15-latka. Nie umiem zn
                              > aleźć żadnego usprawiedliwienia dla takiego zachowania. A Ty umiesz? Dlaczego j
                              > esteś gorzej nastawiona do uderzonej i źle traktowanej przez męża i syna kobiet
                              > y, a nie krytykujesz rodzica, który tak się zachowuje?

                              Dlatego, że o radę nie prosi rodzic nr 2, śmiejący się z tego, że syn bije rodzica nr 1, ale rodzic nr 1, który po uderzeniu przez syna wezwał policję. Fakt, że skrytykuję rodzica nr 2, niewiele zmieni. Istotne jest, by doradzić rodzicowi nr 1, co ma zrobić. A wezwanie policji było najgorszym, co można było zrobić. Nie mówiąc o tym, że nie ma niczego złego w tym, że syn chce zostać z nr 2, a nie nr 1.

                              Czy syn uderzający matkę jest bardziej odrażający niż syn uderzający ojca? Zależy od tego, kto jest od kogo słabszy. Matka może być słabsza, chyba, że syn bardzo młody. Z ojcem może być różnie, większość mężczyzn jest silniejszych od kobiety, ale nie musi tak być, a ojciec może nie być silniejszy od nastolatka. Miałam kiedyś sąsiadów-patologię, gdzie córka, dama lat 20+ parająca się najstarszym zawodem świata pobiła ojca tak, że ogłuchł. Nie twierdzę, że to normalne zachowania, ale i tak bywa.

                              A przede wszystkim: miałam doświadczenia z nastolatkiem, któremu rodzice się rozwiedli. Więcej nie napiszę, boję się identyfikacji. Ale wiem, że w takiej sytuacji najbardziej pokrzywdzone jest dziecko i to o jego dobro trzeba zadbać w pierwszej kolejności.
                              • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 24.06.14, 22:29
                                Ja bym tu chciała zwrócić uwagę jeszcze na jedną rzecz. W pierwszym poście autorka napisała, że miała kiedyś bardzo dobry kontakt z synem, ale popsuł sie jeszcze przed tą cała sprawą. W kolejnym, ze poświęcano mu za mało czasu i uwagi. Jeszcze w innym, ze młodsza córka boi się brata.
                                Poza tym nie lubi teściów, którzy rozpieszczają syna, a za wzór stawia swoich rodziców, którzy między innymi zmuszają nastolatka do chodzenia do kościoła. I pilnują dyscypliny. Nie mam nic przeciw dyscyplinie i obowiązkom, ale średnio mi się podobają wobec wnuków, przebywających w gościach. Fakt, ze autorka woli tych dziadków, którzy nie rozpieszczają wnuka świadczy jednak o tym, że autorka jest zwolenniczką,z ę dzieci sie przede wszystkim wychowuje, cały czas, a przyjemności nie są dla nich szczególnie wskazane. Rozpieszczający dziadkowie to na ogół przy starszych dzieciach nie jest ani dziwne, ani niepożądane.
                                No i dziadkowie+ojciec to osoby przeszkadzające w wychowaniu dziecka. Własna rodzina nie.
                                To wszystko są bardzo poważne sprawy, których policja nie załatwi. I wezwanie policji. To jest ogromny problem rodzinny, który teraz zyskał nowy wymiar - syn , chuligan versus pokrzywdzona matka. Już nie na płaszczyźnie moralnej, ale prawnej. Dlatego wygląda mi to na wykorzystywanie dziecka przez obie strony, albo nie dostrzeganie bardzo poważnych problemów rodzinnych i uczynienie syna głównym winowajcą.
                                • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 24.06.14, 23:10
                                  Oczy przecieram ze zdumienia. Jak można pięknie sobie dośpiewać i zinterpretować pewne rzeczy. Jak fantastycznie dopasować fakty do swoich wyobrażeń, uprzedzeń, skojarzeń. Nie wykluczam, że ja robię to samo, ale tutaj to aż bije po oczach. I jak absolutnie inaczej różne osoby mogą coś odczytywać. Wow!
                                  Pragnę jedynie nadmienić, że autorka słowem się nie zająknęła na temat faktu, czy wezwała policję, dlatego że syn nie chciał przeprosić. To były moje domniemania. Ja to odebrałam jako akt desperacji kobiety, która jest postawiona pod ścianą, na którą krzyczy i którą uderza nastoletni syn przy aplauzie ojca i która jest wobec tego bezradna, a jednocześnie chce za wszelką cenę pokazać synowi, jak to jest naganne, żeby nigdy więcej tego nie powtórzył ani wobec niej, ani wobec żadnej innej kobiety (to już jej słowa, nie moje). Ja napisałam, że bym tego nigdy nie potrafiła zrobić, ale też rozumiem, do czego prowadzi bezradność. A tutaj się z niej robi, nie wiadomo kogo. Jestem w szoku.
                                  Ja w ogóle nie jestem ciekawa nawet, dlaczego ona się rozwodzi. Jak można żyć z kimś, kto tak instrumentalnie podchodzi do dziecka, tak się nie liczy z jego uczuciami (oczernianie i nastawianie przeciwko drugiemu rodzicowi jest czymś wyjątkowo podłym i złym dla dziecka, myślałam, że taka opinia jest oczywista, ale się najwyraźniej myliłam). Mąż chce też wykurzyć kobietę z domu, nie szanuje jej, wyśmiewa się z wyjątkowo traumatycznej sytuacji. Dużo jeszcze trzeba pisać na temat tego gościa i zastanawiać się, skąd jej chęć rozwodu???
                                  • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 24.06.14, 23:24
                                    Cytat z wypowiedzi Wątkodawczyni:
                                    "Również dla jego dobra wezwałam policję w opisywanej sytuacji. Nie chciałam aby ten incydent pozostawił w nim wrażenie, że można mnie, czy jakąkolwiek inną kobietę bezkarnie uderzyć. Nie zrobiłabym tego gdyby zainterweniował ojciec, powiedział, że tak nie można, że ma przeprosić i więcej się nie ważył. "
                                    1. Wątkodawczyni nie chciała, by syn sądził, że można jakąkolwiek kobietę BEZKARNIE uderzyć. Potwierdza to pogląd Verdany i mój: syn miał się przekonać, że za uderzenie kobiety zostanie ukarany. Ma więc nie bić nie dlatego, że jest to niemoralne, ale dlatego, że podlega karze.
                                    2. Nie popieram bicia kobiet, ale z tego właściwie wynika, że syn miał się tylko dowiedzieć, że za uderzenie kobiety grozi kara. Tylko kobiety. Mężczyzn można bić bezkarnie. Wiem, sama napisałam, że mężczyźni są zwykle silniejsi od kobiet, więc mniejsza szansa, że uderzy mężczyznę słabszego od siebie. Ale czy nie należałoby jednak wychowywać syna tak, by wiedział, że bicie kogokolwiek jest niemoralne?
                                    • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 24.06.14, 23:32
                                      Nie wykluczam, że chęć zostawienia przy sobie dzieci przez ojca wynika z chęci pozostania w domu. Bo jeśli dzieci zostaną mu przyznane, to jednak może chociażby ze względu na te dzieci uzyskać możliwość zachowania dużej części domu, żonę spłaci np. rezygnacją czy zmniejszeniem alimentów na dzieci etc. Niemniej jednak mamy sytuację, w której to żona nie chce być z mężem i chce od niego odejść, czym dzieci z pewnością nie są zachwycone, męża, który zarzuca jej rozmaite rzeczy i syna, który woli być z ojcem, opuszczanym przez matkę, niż z matką. Czyli on może z ojcem wytrzymać. Tylko matka nie może. Decyzja matki o rozwodzie jest więc podważana I to daje do myślenia.
                                      • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 11:17
                                        Wszyscy się chyba zgodzimy, że uderzenie matki jest czynem nagannym, strasznym, wymagającym poniesienia poważnych konsekwencji przez syna. Autorka wybrała wezwanie policji, która miała syna pouczyć, nie każdy by się na to zdecydował, ale ja to jakoś rozumiem. Wy natomiast proponujecie odwrócenie się od syna i pokazanie mu swoim odtrąceniem, jak źle postąpił. Syn póki co nie może się wyprowadzić do ojca, bo oni wszyscy mieszkają jeszcze razem, ale to już taki szczegół. Czy któraś z Was wzięła pod uwagę, że takie odtrącenie syna może na nim nie zrobić najmniejszego wrażenia? Zresztą czy to nie jest szantaż emocjonalny? W czym taka postawa (odmowa uczuć dziecu za złe zachowanie) jest lepsza od prewencyjnego pouczenia przez policjanta? Doprawdy tego nie ogarniam. Autorka zadziałała doraźnie, przerwała atak, zapobiegła eskalacji, wciąż nie widzę, co w tym jest aż tak nagannego.
                                        Z doświadczenia wiem, że takie odgrażanie się w kłótni z dzieckiem, że już na mnie nie licz czy coś podobnego, tylko nas, rodziców, ośmiesza. Dziecko doskonale wie, że matka i tak zawsze mu wybaczy i zawsze będzie potrzebowała jego bliskości (co jest chyba dobrym komunikatem w sumie), więc straszenie go wycofaniem uczuć jest kompletnie bez sensu i bez pokrycia.
                                        • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 11:43
                                          użyję nowomowy chętnie używanej na tym forum:
                                          - obrażenie się matki na syna jest naturalną konsekwencją, zaś wezwanie policji karą. Skoro syn przez uderzenie pokazał matce, jak ona jest dla niego ważna, to ona dostosowuje się do jego postulatu. Wezwanie policji jest karą.
                                          - cały czas nie rozumiesz, że nie chodzi tu o przemoc, tylko o katastrofalny stan relacji syna z matką, a przemoc była tylko przejawem tej relacji.
                                          - wezwanie policji było leczeniem objawu. Natomiast należy pracować nad leczeniem choroby.
                                          • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 12:02
                                            > - wezwanie policji było leczeniem objawu. Natomiast należy pracować nad leczeni
                                            > em choroby.
                                            Zgoda, tylko jak ona może leczyć chorobę, gdy mąż cały czas ją oczernia i uczy syna braku szacunku do niej, ponadto jak syn zamieszka tylko z ojcem, to już naprawdę będzie pozamiatane. I to jest główny problem autorki, nie ten incydent, tylko obawa o utratę syna, który będzie pod całkowitym wpływem ojca. Obawa, a nie twarde stanie na stanowisku, że ona syna nie odda. Przecież ona wyraźnie pisze, że zdaje sobie sprawę z tego, że nie będzie innego wyjścia, że siłą nie będzie go zatrzymywać.
                                            • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 12:28
                                              Zgoda, tylko jak ona może leczyć chorobę, gdy mąż cały czas ją oczernia i uczy
                                              > syna braku szacunku do niej, ponadto jak syn zamieszka tylko z ojcem, to już na
                                              > prawdę będzie pozamiatane. I to jest główny problem autorki, nie ten incydent,
                                              > tylko obawa o utratę syna, który będzie pod całkowitym wpływem ojca.

                                              15latek nie jest idiotą, który, jak zamieszka z ojcem, będzie pod całkowitym wpływem ojca. 15latki nie są wyłącznie pod wpływem rodziców. Jeśli zaś ojciec faktycznie jest chamem i będzie szantażował syna emocjonalnie, syn prędko zatęskni do matki. Nie da się nastoletniemu dzieciakowi, który kocha oboje rodziców, całkowicie obrzydzić matki, bo to wbrew biologii i instynktowi. Obecnie mieszka też z matką, a nie jest pod jej wpływem. Owszem, napiszesz mi, że dlatego, że ojciec podważa. No tak, ale matka, która wniosła o rozwód, czyli ma wobec ojca jakieś zarzuty, niby nie podważa?
                                              • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 12:51
                                                Dlatego ja też radziłam, żeby na siłę nie zatrzymywać chłopca, bo jeśli ojciec faktycznie jest taki, jak go opisuje autorka, jest szansa, że sam niedługo zechce wrócić. Tylko to jest dość ryzykowne jednak. Jestem sobie w stanie wyobrazić wszystkie obawy i ból takiej matki. Bardzo jej współczuję:(
                                                • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 13:59
                                                  Tylko to jest dość ryzykowne jednak.

                                                  Na czym polega ryzyko? że syn będzie wolał być z ojcem, niż z matką? To trzeba się nie rozwodzić, wtedy będzie się z synem na pewno.
                                                  Tu jeszcze jest obawa, że syn "powtarza zarzuty ojca". A może te zarzuty nie są pozbawione racji i może syn ma prawo mieć żal do matki, że to ona chce rozbić rodzinę?

                                                  Poza wszystkim: matka chciałaby zachować dom, dzieci i kontakty ze swoją rodziną, wyeliminować tylko ze swojego życia męża i jego rodzinę, bo przeszkadzają w wychowaniu dzieci, Niestety tak się nie da
                                                  • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 15:21
                                                    > Poza wszystkim: matka chciałaby zachować dom, dzieci i kontakty ze swoją rodzi
                                                    > ną, wyeliminować tylko ze swojego życia męża i jego rodzinę, bo przeszkadzają w
                                                    > wychowaniu dzieci, Niestety tak się nie da
                                                    Kolejny raz nadinterpretujesz. Nie wiesz nic o konflikcie w tej rodzinie, ale zakładasz winę kobiety, że chce rozwodu. Ona nigdzie nie pisze, że chce wyeliminować męża i jego rodzinę z życia, ma tylko obawy, że syn pozostając przy ojcu może się od niej całkowicie odwrócić, co nie jest wykluczone, jeśli będzie stale indoktrynowany, co się już teraz odbywa. Pisała o rodzinie męża nie w kontekście pragnienia wyeliminowania jej, ale pokazania, że tam syn jest faworyzowany, traktowany z wyjątkowym pobłażaniem, bez żadnych ograniczeń i to sprawia, że tym bardziej daje sobą manipulować, co jest logiczne, bo taka jest natura nie tylko dziecka, ale większości osób. Z reguły rodzic wymagający i stawiający granice będzie mniej popularny niż ten, który na wszystko pozwala i tych granic nie stawia. Dopiero w dorosłym życiu można docenić to, że pewnych rzeczy rodzic wymaga dla dobra dziecka, a nie dla chęci dokuczenia mu. Rodzice muszą wdrażać dziecko do pewnych prac na przykład, do odpowiedzialności za dom, do odpowiedzialności w ogóle, a to się czasami odbywa z oporami. Rodzic, który niczego nie wymaga, jawi się jako fajniejszy, to proste. Podobnie z dziadkami.
                                                    Tak czy inaczej nie podoba mi się uprawiana tutaj pewna demagogia i nadinterpetacja słow autorki. Na przykład kolejne wytykanie autorce, że się za mało zajmowała synem. Czy gdyby autorka była taka straszna, jak to się tutaj próbuje przedstawić, to by się przyznała do tego? Ja bym chciała się dowiedzieć od innych matek trójki dzieci, czy mogą z ręką na sercu powiedzieć, że wszystkim dzieciom zawsze poświęcały cały swój czas, że były takie oddane i idealne? Jakoś wątpię. Jak autorka krytykuje męża, to znaczy, że sama na pewno ma coś na sumieniu, ale się wybiela, jak się przyznaje, że nie poświęcała synowi wystarczająco dużo czasu, to też jest zła. Nie pojmuję tej nagonki na autorkę, kompletnie:(
                                                  • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 15:41
                                                    Nie zarzucałam autorce, że za mało zajmowała się synem. Akurat argument czasu, wyliczany w minutach, uważam za nieistotny.
                                                    Matka pisze, że to ona wniosła o rozwód i nie podała powodów. Niestety to wydaje się kluczowe. Jest dla mnie jasne, że synowi i reszcie dzieci świat się zawalił i że to one są najbardziej skrzywdzone w tej sytuacji. I otóż powody mogą w ogóle dzieci nie dotyczyć i wtedy, jeśli inicjatywa rozwodu wyszła od matki, syn ma prawo być na matkę wściekły. Może też być tak, że dzieci, zwłaszcza dorastający syn, inaczej oceniają powody rozwodu, zwłaszcza, jeśli nie są to sprawy wyłącznie między rodzicami (np. niesatysfakcjonujące pożycie seksualne), ale tzw. niezgodność charakterów. Syn może zupełnie inaczej oceniać charakter ojca i to nie tylko dlatego, że jest indoktrynowany, ale po prostu dlatego, że autorka może nie mieć 100% racji i syn może uważać, że takie, a nie inne cechy ojca to nie powód, by rozbijać rodzinę. Syn może czuć się po prostu bardzo skrzywdzony przez matkę i ma do tego prawo. Zaś wątkodawczyni podejmując decyzję o rozwodzie wzięła na siebie odpowiedzialność za krzywdę, jakiej doznają dzieci. Niestety, tak to działa.
                                                    Czy chce wyeliminować męża? Pisze, że mąż jest podły, bo chce, by to ona wyprowadziła się z domu. Chciałaby więc pozostać w domu z dziećmi, tylko męża miałoby nie być, bo ma na dzieci zły wpływ. Zły wpływ mają też dziadkowie ze strony męża, więc i tych kontaktów autorka nie chciałaby podtrzymywać. Bo przecież obawia się, że mąż będzie dzieci indoktrynował.
                                                    A generalnie z Twoich wypowiedzi przebija większe współczucie dla matki, która wszak sama podjęła decyzję o rozwodzie i miała jakieś pole manewru, niż dla zupełnie bezbronnych dzieci, którym się świat zawalił. Ja tego z kolei nie pojmuję.
                                                  • muminka2014 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 15:55
                                                    srebrnarybko, autorka nie musi podawac na forum powodu wniesienia pozwu o rozwod. To ona uznala,ze dalsze zycie z tym czlowiekiem jest niemozliwe z wiadomych sobie powodow,a wiadomo, ze nastolatek jak kazde dziecko chcialby miec pelna rodzine, a uwierz mi nikomu swiat sie nie zawali z powodu rozwodu :) Syn za kilka lat zrozumie matke. Nikt nie bedzie tkwil w chorym zwiazku dla dobra dzieci,bo dla dzieci nie jest to dobre...
                                                  • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 16:26
                                                    muminka2014 napisał(a):

                                                    > autorka nie musi podawac na forum powodu wniesienia pozwu o rozwo
                                                    > d.

                                                    Nie musi, ale syn jakoś ocenia tą sytuację. Zna te powody albo ich się domyśla i odpowiednio do tego ocenia postępowanie matki. Oczywiście powiecie, że ojciec go nastawia. 15latek nie jest idiotą i także widzi postępowanie obojga rodziców.

                                                    To ona uznala,ze dalsze zycie z tym czlowiekiem jest niemozliwe z wiadomych
                                                    > sobie powodow,

                                                    ale może 15latek nie uważa, że "dalsze życie z tym człowiekiem" czyli z własnym ojcem, jest dla niego niemożliwe. I ma do tego prawo. Ma też prawo chcieć być z obojgiem rodziców.


                                                    a wiadomo, ze nastolatek jak kazde dziecko chcialby miec pelna ro
                                                    > dzine,

                                                    i ma do tego święte prawo.


                                                    uwierz mi nikomu swiat sie nie zawali z powodu rozwodu

                                                    nie uwierzę, bo znam paru nastolatków, którym świat się zawalił i którzy z trudem się pozbierali, albo i nie. Ślady tego tkwią w psychice do późna. Pamiętam moją babcię, którą, gdy miała 11 lat, opuściła jej matka, uciekając od pradziadka z mężem swojej siostry. Babcia żyła 93 lat i ślady okaleczenia przez matkę pozostały w jej psychice na zawsze. Na forum potraficie deliberować o traumie, jaką będzie miało dziecko na całe życie, jeśli matka zamknie się w klozecie i nie wpuści go do środka, gdy siedzi na kiblu, a nie zauważacie traumy, jaką u dziecka powoduje rozwód rodziców? Przecież to zawalenie się świata.


                                                    Syn za kilka
                                                    > lat zrozumie matke.

                                                    albo i nie, bo niekoniecznie powody, dla których matka opuszcza ojca, zasługują na aprobatę. Czy gdyby tatuś ok. 50tki opuścił mamusię dla blond sekretarki lat 25, też pisałybyście, że syn za parę lat zrozumie ojca?

                                                    Nikt nie bedzie tkwil w chorym zwiazku dla dobra dzieci,b
                                                    > o dla dzieci nie jest to dobre...

                                                    Można jednak dla dobra dzieci i własnego próbować ratować związek. Nie zawsze się udaje, ale podejmując decyzję o rozwodzie należy brać pod uwagę skutki tego dla dzieci i odpowiedzialność wobec nich.
                                                  • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 16:14
                                                    No cóż, jeśli rozwód widzi się tylko w kategorii zła, to faktycznie masz we wszystkim rację. Ale wszyscy wiemy, że są w życiu sytuacje, gdy rozwód jest najlepszym wyjściem zarówno dla małżonków, jak i dla dzieci. I pisaliśmy o tym wielokrotnie. I to nie niedorosłe dzieci mają o tym decydować, bo jakim cudem one mają umieć ocenić? Są sytuacje, gdy poszkodowany rodzic musi podjąć taką decyzję, bo życie pod wspólnym dachem zniszczy psychikę nie tylko jego, ale i dzieci, da najgorsze wzorce, zniszczy ich poczucie bezpieczeństw itd. No kurcze, chyba nie muszę tego tutaj opisywać.
                                                    Ja uważam, że nie ma żadnego usprawiedliwienia dla nastawiania dziecka przeciwko drugiemu rodzicowi. Jeśli dziecko samo widzi złe rzeczy i chce o tym rozmawiać, nie ma oczywiście sensu wybielać rodzica wbrew oczywistościom, ale specjalne nastawianie i podjudzanie jest nie do przyjęcia. I to już dobitnie świadczy o charakterze tego faceta. Czy uważasz, że takiego rodzica można usprawiedliwić? Nawet jeśli któreś z małżonków zostało ewidentnie skrzywdzone, nie powinno wciągać w to dzieci ani knuć z nimi, to jest takie oczywiste.
                                                    Ja kilka lat temu myślałam już bardzo poważnie o rozwodzie, każdy, kto zna moją historię, wie, że o ten rozwód aż się prosi, większość osób znających moją sytuację nie może zrozumieć, dlaczego tego nie robię. Niektórzy mną wręcz za to pogardzają (piszę o kontaktach wirtualnych, w realu tak nie mam). Mają też żal o to do mnie z powodu krzywdy, jaka się dzieje moim dzieciom. Czyli są sytuacje, w których rozwód nie jest złem, a wręcz przeciwnie. I teraz powiem dlaczego kilka lat temu, gdy byłam już dość mocno zdeterminowana, po wizycie u prawniczki, nie wniosłam o rozwód. Powodem było przerażenie w oczach mojego też 15-letniego wówczas syna, gdy padło to "straszne" słowo. Jego rozpacz, moja myśl o tym, że jego świat się zawali, czyli wszystko to, o czym piszesz, Srebrnarybko. Mój syn może nie obwiniałby mnie bezpośrednio, na pewno nie stanął by po stronie ojca, ale też bardzo by cierpiał. Czy dobrze zrobiłam, że to mnie powstrzymało?
                                                  • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 16:51
                                                    są w życiu sytuacje, gdy rozwód jest najlep
                                                    > szym wyjściem zarówno dla małżonków, jak i dla dzieci.

                                                    Rozwód może być najmniejszym złem dla dzieci, ale nie jest nigdy "dobrym" wyjściem. Wymuszone rozstanie z jednym z rodziców, którego się kocha, i rozpad tego, co było dotąd codziennością, jest niesłychaną traumą. Rodzina musi być do szczętu patologiczna, żeby dziecko nie chciało jej utrzymania.

                                                    to nie niedorosłe dzieci mają o tym decydować, bo jakim cudem one maj
                                                    > ą umieć ocenić?

                                                    Toteż nie decydują, ale rodzic, który podejmuje taką decyzję, musi mieć świadomość, że podejmuje decyzję także w imieniu dzieci. A ocenić dzieci mogą, bo 1. mają własne mózgi i potrafią myśleć i rodzic do mózgu im nie zajrzy, 2. nie wiedzą wszystkiego o małżeństwie rodziców, ale pewne rzeczy wszak wiedzę i oceniają (np. alkoholizm jednego z partnerów, zdradę małżeńską, kłótliwość, roszczeniowość, brak zainteresowania rodziną etc.).

                                                    Są sytuacje, gdy poszkodowany rodzic musi podjąć taką decyzję,
                                                    > bo życie pod wspólnym dachem zniszczy psychikę nie tylko jego, ale i dzieci, da
                                                    > najgorsze wzorce, zniszczy ich poczucie bezpieczeństwa

                                                    Są takie sytuacja, ale autorka nie pisze, że rozwodzi się z mężem ze względu na stosowanie wobec niego przemocy. Istnieją wszak inne powody, dla których ludzie się rozwodzą (brak satysfakcji seksualnej, poznanie innego partnera przez któregoś z małżonków, utrudnianie przez któregoś z małżonków drugiemu realizacji ważnych dla niego aspiracji czy zamiłowań, roszczeniowość, brak wspólnych zainteresowań, zbytni związek któregoś z małżonków z własną rodziną, któtliwość, denerwujące drobne zwyczaje typu: mąż zawsze wchodzi w mokrych butach na świeżo wypastowaną podłogę, żona zawsze rozrzuca bieliznę w salonie - zdarzają się rozwody z takich powodów, żona chce podróżować, mąż lubi spędzać wakacje na działce etc. etc.)

                                                    Ja uważam, że nie ma żadnego usprawiedliwienia dla nastawiania dziecka przeciwk
                                                    > o drugiemu rodzicowi. Jeśli dziecko samo widzi złe rzeczy i chce o tym rozmawia
                                                    > ć, nie ma oczywiście sensu wybielać rodzica wbrew oczywistościom, ale specjalne
                                                    > nastawianie i podjudzanie jest nie do przyjęcia. I to już dobitnie świadczy o
                                                    > charakterze tego faceta. Czy uważasz, że takiego rodzica można usprawiedliwić?
                                                    > Nawet jeśli któreś z małżonków zostało ewidentnie skrzywdzone, nie powinno wcią
                                                    > gać w to dzieci ani knuć z nimi, to jest takie oczywiste

                                                    Sama jednak stwierdzasz, że dziecko może widzieć pewne rzeczy. Może tak właśnie w tym wypadku jest? Wszak matka ma takie same możliwości "nastawiania dziecka", co ojciec. Jakoś nastawianie przez ojca okazuje się skuteczniejsze.


                                                    Ja kilka lat temu myślałam już bardzo poważnie o rozwodzie, każdy, kto zna moją
                                                    > historię, wie, że o ten rozwód aż się prosi, większość osób znających moją syt
                                                    > uację nie może zrozumieć, dlaczego tego nie robię. Niektórzy mną wręcz za to po
                                                    > gardzają (piszę o kontaktach wirtualnych, w realu tak nie mam). Mają też żal o
                                                    > to do mnie z powodu krzywdy, jaka się dzieje moim dzieciom. Czyli są sytuacje,
                                                    > w których rozwód nie jest złem, a wręcz przeciwnie. I teraz powiem dlaczego kil
                                                    > ka lat temu, gdy byłam już dość mocno zdeterminowana, po wizycie u prawniczki,
                                                    > nie wniosłam o rozwód. Powodem było przerażenie w oczach mojego też 15-letniego
                                                    > wówczas syna, gdy padło to "straszne" słowo. Jego rozpacz, moja myśl o tym, że
                                                    > jego świat się zawali, czyli wszystko to, o czym piszesz, Srebrnarybko. Mój sy
                                                    > n może nie obwiniałby mnie bezpośrednio, na pewno nie stanął by po stronie ojca
                                                    > , ale też bardzo by cierpiał. Czy dobrze zrobiłam, że to mnie powstrzymało?

                                                    Miła Sebaldo, z przykrością znów piszę o Twoich bolesnych doświadczeniach, bo nie chcę sprawić Ci bólu. Czy dobrze zrobiłaś - nie wiem, bo o Twojej sytuacji wiem powierzchownie. Ale zauważ - przecież Twoja historia potwierdza to, co ja napisałam. Rozważając decyzję o ewentualnym rozwodzie wzięłaś pod uwagę odczucia 15letniego syna i wzięłaś odpowiedzialność za skutki ewentualnej decyzji także dla niego.
                                                    Pogardzanie za to, że się nie rozwiodłaś, to jakieś nieporozumienie.
                                                    Trzymaj się cieplutko, ale pomyśl, że ja zajmuję się takim młodym człowiekiem, któremu świat się zawalił i dla którego na pewno byłoby lepiej, gdyby rodzice podjęli wysiłek dla uzdrowienia małżeństwa. Jedno z rodziców, mimo błędów, pewien wysiłek podejmowało, drugie - nie. Podjęli decyzje, jakie podjęli. Młodego nikt o zdanie nie pytał i dlatego przez 10 lat nie może się pozbierać.
                                                  • muminka2014 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 20:32
                                                    srebrnarybko Twoja filozofia zycia jest powalajaca... Rozumiem,ze nie uznajesz rozwodu,ale czasem jest to najlepsze wyjscie,a do ratowania malzenstwa potrzebna jest chec OBU STRON ... -Dziecko nie decyduje o zyciu matki czy ojca. Moze sie buntowac i ma do tego prawo,ale nikt nie pozbawia dziecka bezpieczenstwa! Bez przesady, tatus alkoholik,nie szanujacy matki, ciagle awantury lub niby kochajacy maz-zdradzajacy notorycznie to nie rodzina. Jestem za zakonczeniem watku,bo autorka podziekowala za rady :)
                                                  • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 20:46
                                                    Rozumiem,ze nie uznajesz
                                                    > rozwodu,ale czasem jest to najlepsze wyjście

                                                    Rozwód w małżeństwie bezdzietnym lub mającym dorosłe dzieci jest mi obojętny, bo dotyczy wyłącznie małżonków. Rozwód małżonków wychowujących dzieci nigdy nie jest najlepszym wyjściem, może być wyjściem najmniej złym. Dziecku potrzebni są kochający się oboje rodzice, a jeśli to mu się odbiera, dziecko jest skrzywdzone.

                                                    ,a do ratowania malzenstwa potrzebn
                                                    > a jest chec OBU STRON

                                                    owszem, czasem uratowanie małżeństwa się nie udaje. Ale może gdyby ludziom uświadamiać, jak wielką krzywdę wyrządzają dzieciom przez rozpad rodziny, mieliby większą motywację do pracy nad swoim małżeństwem ze względu na odpowiedzialność za dzieci? Ty zaś skutki rozwodu dla dziecka bagatelizujesz.

                                                    Moze si
                                                    > e buntowac i ma do tego prawo,ale nikt nie pozbawia dziecka bezpieczenstwa!

                                                    Jak to nie pozbawia bezpieczeństwa? Rozpad rodziny, poza skrajnymi przypadkami, pozbawia dziecko bezpieczeństwa.

                                                    Bez
                                                    > przesady, tatus alkoholik,nie szanujacy matki, ciagle awantury lub niby kochaj
                                                    > acy maz-zdradzajacy notorycznie to nie rodzina.

                                                    Zdradzający notorycznie mąż może być dobrym ojcem. W wątku nie było mowy o alkoholizmie męża ani o zdradach, raczej wyglądało na rozwód z powodu niezgodności charakteru. Znam takie przypadki i dzieci, które trzeba zbierać z rozsypki.
                                                  • muminka2014 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 21:11
                                                    Kobieto, co Ty piszesz??????? Zdradzajacy maz moze byc dobrym ojcem... tak,ale nie mezem i mysle,ze zadna normalna kobieta nie chcialaby takiego partnera,ktory bzyka na prawo i lewo! Ojcem moze byc i zajmowac sie dzieckiem po rozwodzie;)
                                                    Czy Ty wogole masz meza? dzieci? Filozofia zycia nie do pozazdroszczenia
                                                  • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 21:44
                                                    znałam też małżeństwa, w których mąż zdradzał (czasem żona), które były bardzo dobrymi małżeństwami. A dlaczego zdradzający mąż nie może być dobrym ojcem, to w ogóle nie rozumiem.
                                                    Nie mówiąc o tym, że większość dzieci będzie wolała, żeby rodzice po zdradzie małżeńskiej się pogodzili i byli znów razem, niż żeby zdradzona matka uniosła się honorem, a dom rodzinny się rozpadł. I że doświadczenie pogodzenia się i przebaczenia może być bardzo wartościowe dla małżonków. Ludzie, którzy się kochają, potrafią się porozumieć, wybaczyć sobie i znaleźć drogę do siebie mimo różnych "zakrętów".
                                                    Doprawdy nie jest w życiu najważniejsze, by kobieta odegrała się na facecie, który ją zdradził. Dziecko, które straci dom, nie będzie miało z tego żadnej satysfakcji, tylko traumę do końca życia. Jeśli rodzice się pogodzą, będzie miało dobry wzór.
                                                  • muminka2014 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 21:50
                                                    Zdradzajacy maz moze byc najlepszym ojcem na swiecie,ale ja takiej mendy nie chcialabym miec przy swoim boku. Lezec w lozku z takim co przed godzina uprawial seks z kochanka??? bo dzieci chcialbybyc miec mamusie i tausia. IDZ SIE LECZ... Zapewne znasz takie malzenstwa,bo laczy ich kredyt,bo co ludzie pwiedza woli miec mende za meza,aby miec... Nie dyskutuje juz z Toba-filzofia zycia do "pozazdroszenia" i zapewne super zona bedziesz haha
                                                  • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 26.06.14, 01:08
                                                    zdradzających czy zdradzanych małżonków może, mimo popełnionego błędu, łączyć miłość, wspólne ideały, przekonania czy przede wszystkim miłość do dzieci. I w imię tej miłości mogą pokonać słabość i błąd, jaką była zdrada. Małżonkowie nie zawsze sypiają w jednym łóżku, więc nie muszą dokładnie leżeć ze sobą. Znam świetne małżeństwo, które od lat (33) sypia zawsze w oddzielnym pokoju, co nie przeszkadza im mieć 6 dzieci. Zdradzający współmałżonek niekoniecznie jest mendą, chociaż zdrada nie jest rzeczą chwalebną, ale któż nie jest bez rozmaitych win.
                                                    Ale najważniejsze - Twój post potwierdza to, co zarzucam zwolenniczkom opcji rozwodowej: dla Was udowodnienie mężowi, że jest świnią i odegranie się na nim jest ważniejsze, niż dobro dziecka. Sorry, nie kupuję tego.
                                                  • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 26.06.14, 12:59
                                                    Szkoda, że autorka się spłoszyła (nie dziwię się, nie każdy jest odporny), bo ja też mimo wszystko chętnie bym przeczytała, dlaczego się rozwodzi (moje domysły nie muszą być słuszne) i jak po wszystkim zareagował syn na pouczenie policjanta.
                                                    Srebrnarybko, teoretycznie masz rację. Ja też uważam, że rozwód jest wielką traumą dla dzieci. I rmam nadzieję, że Ty rozumiesz, że pewne patologiczne decydują o tym, że ten rozwód jednak jest lepszy także dla dzieci. Ty piszesz o nieporozumieniach małżeńskich i uważasz, że większości można zapobiec, można pracować nad nimi, można się postarać. Piszesz też o małżeństwach kochających się, ale pogubionych. I tutaj pełna zgoda, że dla wszystkich lepsza jest naprawa takiego związku, a nie burzenie go. Tylko....
                                                    Co w sytuacji, gdy małżonkowie szczerze się nienawidzą, zrobili sobie już tyle krzywdy (żeby nie pisać o jednostronnej przemocy), że w sercu są same zadry i ból. On zdradził ją, ona w odwecie jego, on ją opuścił, gdy dziecko było maleńkie i ciężko chore, ona w tym czasie miała załamanie nerwowe, raz nawet o mało nie podjęła próby samobójczej, on się opamiętał, ona przeszła terapię, on się starał, ona wciąż bała się, że on znowu ją zdradzi, starała się, ale nie umiała zaufać, on tego nie wytrzymywał, zaczął jej unikać, znowu zostawiać nocami, ona wciąż z żalem, że się odsunąl emocjonalnie, że nie pomaga, on wykończony jej wymówkami i tak latami w klinczu. W tym dwoje dzieci, które widzą ciągłą walkę rodziców, raz ich chłód, raz karczemne kłótnie. Chora, zła, ciężka atmosfera w domu. Chore wzorce związku. Wieczny strach, że w nocy znowu usłyszą awanturę. Wszystkie próby naprawy pomagają tylko na chwilę, a wzajemna niechęć i nienawiść rosną. I oboje głupio mówią, że wytrzymają ze sobą do momentu, gdy dzieci dorosną. Czy to faktycznie jest lepsze dla dzieci? Dla nich? Dla dzieci, mimo że dla nich nie?
                                                    Masz doświadczenie z dziećmi z rozbitych rodzin, a masz doświadczenie z dziećmi, które wkładały sobie poduszkę na głowę, żeby nie słyszeć kłócących się nocą rodziców? Które nie mówiły o tym, bo bały się, że to ich jeszcze bardziej skłóci? Dzieci, którym obrywało się rykoszetem? Dzieci modlące się o to, by mama wreszcie złożyła pozew?
                                                    Dziękuję Ci z miłe słowa i współczucie, ale jednocześnie muszę Ci zwrócić uwagę, że patrzysz trochę jednostronnie na kwestię rozwodu. Jak my wszyscy, bo przecież kierujemy się swoim doświadczeniem, a nie innych. Mimo wszystko czasami lepiej spróbować spojrzeć całościowo, z obu stron. Tak uważam.
                                                  • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 26.06.14, 17:04
                                                    Sebaldo, dziękuję za bardzo kulturalną dyskusję. Nie znam Cię, ale z wypowiedzi na forum jawisz mi się jako bardzo ciepła i szlachetna osoba i przykro mi, że akurat Tobie los dał trudniejsze zadanie, niż wielu innym. Ale do rzeczy:
                                                    - z tego, co napisałaś, z grubsza się zgadzamy. Zareagowałam ostro, gdy któraś inna z dyskutantek, chyba Muminka, napisała, że mam uwierzyć, że żadnemu dziecku świat się nie zawali z powodu rozwodu rodziców, bo rozwód w żaden sposób nie zakłóca bezpieczeństwa dziecka. Chyba rozumiesz, także ze względu na własne doświadczenie, które opisałaś, że jest inaczej. Zaprotestowałam przeciwko BAGATELIZOWANIU skutków rozwodu, czy może ogólniej: ROZPADU RODZINY dla dziecka. Niektóre dyskutantki pisały, że to dla dziecka nie ma żadnego znaczenia.
                                                    - zgadzam się, że niektóre rodziny funkcjonują tak źle, że nie da się ich naprawić i rozwód może zmniejszyć cierpienie małżonków (czy jednego małżonka) oraz dziecka/dzieci. Nie zgadzam się tylko, by propagować to jako cudowne lekarstwo bez skutków ubocznych. Jak nogę toczy gangrena, trzeba nogę amputować, żeby uratować życie i nikt nie przy zdrowych zmysłach nie będzie uważał inaczej. Ale nikt też nie będzie twierdził, że amputacja nogi jest czymś dobrym, tylko, że w danym wypadku jest najmniej złym rozwiązaniem. Szczegółowa ocena, kiedy zachodzi taki przypadek, jest oczywiście inną sprawą.
                                                    - może niepotrzebnie też fiksujemy się na sprawie formalnego rozwodu. Traumą dla dziecka jest ROZPAD RODZINY, a jeśli on już nastąpił, formalny rozwód regulujący cywilno-prawną sytuację rodziców może być nawet poprawą w tym znaczeniu, że ustali zasady opieki, miejsce zamieszkania dziecka, alimenty etc. Ale nie chodzi tu wszak o formalne załatwienie sprawy w sądzie, ale o rozpad rodziny.
                                                    - uznałam za właściwe przypomnieć, że rodzinę tworzą małżonkowie i dzieci. Między małżonkami jest więź szczególna, małżeńska, ale oprócz tego, że są małżonkami, są też rodzicami. Co więcej, dzieci nie podejmują decyzji o rozstaniu rodziców, natomiast ponoszą jej skutki i są najbardziej w takiej sprawie bezbronne. Dlatego też uważam, że małżonkowie podejmując decyzje o swoim małżeństwie powinni też brać odpowiedzialność za skutki takich decyzji wobec dzieci. Niestety mając dzieci ma się też i wobec nich zobowiązania i także z nimi wchodzi się w układ rodzinny. Podam tu przykład sprawy często przywoływanej przez Verdanę: decyzja o posiadaniu kolejnego dziecka. Oczywiście, że rodzice nie mogą prosić dzieci o zgodę na spłodzenie kolejnego dziecka, ale podejmując decyzję w tej sprawie muszą się liczyć nie tylko z własnymi pragnieniami, ale także z dobrem dzieci, które już posiadają. Nawet tak konserwatywna instytucja, jak Kościół katolicki także naucza, że przy planach prokreacyjnych rodzice powinni brać pod uwagę m. in. dobro dzieci już posiadanych (pomijam kwestię, że Kościół zezwala tylko na tzw. naturalne metody planowania rodziny, bo intencja powstrzymania się od wydania na świat kolejnego dziecka jest taka sama niezależnie od tego, czy ktoś stosuje w tym celu spiralkę, czy metodę Billingsów). Czyli zakładamy, że rodzice, którzy strasznie chcieliby mieć kolejne dziecko, muszą z tego niekiedy zrezygnować ze względu na dobro tych dzieci, które już mają, chociaż te dzieci nie mają prawa wyrazić swojej opinii. Podobnie może być w wypadku rozwodu.
                                                    - wiem, że bywają małżeństwa, których naprawić się nie da. Dość rozwodników wypłakiwało mi się w mankiet, bym tego nie wiedziała. Ale wiem też, że życie z drugim człowiekiem, nie tylko miłość, także np. przyjaźń, wymaga wysiłku, pracy i nie zawsze wszyscy podejmują taki wysiłek w stopniu dostatecznym. Bywają ludzie, którzy obrażają się na siebie przy pierwszej trudności, chociaż dałoby się ją przezwyciężyć. Długoletnie małżeństwa to nie jest 60 lat randki. Czasem (wybacz Sebaldo) nawet jakiś rękoczyn, potłuczone talerze albo szyba może mieć wartość oczyszczającą. Mąż mojej kuzynki kiedyś w awanturze rzucił za nią słoikiem z dżemem. Chwała Bogu dżem rozbił się na drzwiach, kuzynka wyszła cało, i ponad 50 lat są bardzo szczęśliwym małżeństwem. Awantura zdarzyła się raz czy drugi, ale nazywanie kuzyna "przemocowcem" byłoby zdecydowanie nie na miejscu. Oni są ze sobą autentycznie bardzo szczęśliwi, wspierają się, teraz już jako starsi ludzie, wychowali dwójkę dzieci, mieli całkiem przyzwoity bilans życiowy zawodowo i społecznie. Nie wiem, ale sądzę, że także troska o dzieci, które są dla nich obojga bardzo ważne, była z pewnością motywacją do tego, by pracować nad przezwyciężaniem trudności w związku. Co do wzoru dla dzieci: o tym słoiku usłyszałam od syna. Pozytywnie: że z każdej trudności można wyjść. Ojciec kiedyś za matką rzucił tym dżemem, ale się pogodzili i dzięki temu mieliśmy fajną rodzinę i przykład, jak pokonywać trudności. Czy gdyby kuzynka wezwała milicję (to było w czasach PRL) i wniosła o rozwód z powodu maltretowania przez męża, zamykając przy okazji męża do pudła i rujnując mu karierę zawodową, byłoby z większym pożytkiem dla wszystkich w tej rodzinie? Chociaż kuzynka zapewne uzyskałaby w sądzie satysfakcję i zemściła się na mężu.
                                                    A Tobie Sebaldo, życzę wytrwałości i może trochę niespodziewanego słońca w związku.
                                                  • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 27.06.14, 11:32
                                                    Droga Srebrnarybko, dziękuję za miłe słowa. Ja też lubię z Tobą dyskutować, nawet gdy się nie zgadzamy w pewnych kwestiach. Często się zresztą okazuje, że nie zgadzamy się w pewnych szczegółach, ale w sumie mamy pogodne zdanie na dany temat. Tak też jest i tutaj.
                                                    Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś uważał rozwód za rzecz obojętną dla dzieci. Każdy wie, że dla dziecka najlepsza jest pełna, kochająca się rodzina. Problem pojawia się wtedy, gdy ta rodzina z jakichś względów przestaje być kochająca, a staje się toksyczna. Toksyczna w pełnym tego słowa znaczeniu, nie chodzi o drobne nieporozumienia, wygaśniecie motylków w brzuchu, głupie romantyczne rojenia czy inne drobiazgi. I takie się niestety zdarzają i wtedy ludzie rozbijający rodzinę z błahych powodów rzeczywiście nie zasługują na szacunek. Być może jest trend w tym kierunku, być może stajemy się wygodni i bardziej egoistyczni i nie chce nam się pracować dla dobra związku. Nie wiem. Ja z kolei widzę trend w kierunku bardziej świadomego życia, niegodzenia się na złe traktowanie, na brak szacunku, trend brania życia w swoje ręce, a nie dryfowania u boku osoby, którą się szczerze nienawidzi, bo tak jest wygodniej, bo co ludzie powiedzą, bo kredyty, ale w pokoju obok mieszka mój wróg, ktoś, kto mi źle życzy i ciągle to okazuje. Albo podstępnie mnie niszczy, odbija sobie na mnie swoje frustracje, wykańcza zmiennymi nastrojami, kłótniami przeplatanymi fochami, cichymi dniami, nieustannie podkopuje moje poczucie wartości, aż w końcu zaczynam wierzyć, że to ze mną jest coś nie tak. Usamodzielnienie się kobiet na pewno też sprzyja temu, by się bardziej szanować, by nie pozwalać siebie niszczyć. I naprawdę nie piszę tutaj ani o latających słoikach z dżemem, ani nawet o tych wykręconych korkach;) Ty piszesz o małżeństwie po włosku, które czasami całkiem dobrze funkcjonuje (pod warunkiem, że panuje symetria), ja piszę o związkach, w których jest permanentne i celowe (choć czasami nie do końca uświadamiane) niszczenie drugiej osoby, podnoszenie swojej samooceny kosztem poniżenia kogoś bliskiego.
                                                    Tak sobie teraz myślę, że pewnym wyznacznikiem tego, jak bardzo ktoś jest toksyczny w związku, jest to, jak traktuje też inne osoby, szczególnie dzieci. Bo jeśli nieporozumienia są tylko na linii mąż-żona, jedna osoba obwinia drugą, ale ta obwiniana osoba ma świetny kontakt z dziećmi, jest bardzo dobrym i wyrozumiałym rodzicem, nie ma większych problemów w pracy i w rodzinie, wtedy należy się zastanowić, czy to jednak ta oskarżająca osoba nie ponosi winy. Gdy natomiast ktoś jest wiecznie niezadowolony z każdej pracy, gdy nie dogaduje się i jest nielubiany przez własne dzieci, gdy ma też nieporozumienia z innymi członkami rodziny, wtedy widać jasno, że problem jest jednak w nim. Najgorsze jest to, że taka osoba mimo tych wszystkich symptomów tego nie widzi. Wszyscy są źli, wszyscy są przeciwko niemu/niej, wszyscy chcą go wyd..mać, jak kiedyś powiedział mój mąż:(
                                                    Odejście od toksycznej osoby jest naprawdę wyzwoleniem dla wszystkich. Dla niej samej po części też, bo zabiera jej się paliwo. Dla dzieci na pewno.
                                                    Dziękuję za życzenia słońca w związku. Ja liczyłam na nie grubo ponad 20 lat, po takim okresie ciągłego zawodzenia tej nadziei i poznania mechanizmów problemu, naprawdę trzeba by było być kompletną idiotką, by jeszcze się łudzić. Nie chcę nią już być, wybacz.
                                                  • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 27.06.14, 20:19
                                                    Być może jest tren
                                                    > d w tym kierunku, być może stajemy się wygodni i bardziej egoistyczni i nie chc
                                                    > e nam się pracować dla dobra związku. Nie wiem. Ja z kolei widzę trend w kierun
                                                    > ku bardziej świadomego życia, niegodzenia się na złe traktowanie, na brak szacu
                                                    > nku,

                                                    Hmm, to po części jest ten sam trend, tylko do pewnej granicy niezgodności charakterów i nieporozumień etc. nazywa się to błahymi powodami i egoizmem, a powyżej - obroną własnej godności etc. Problemem jest to, gdzie się tę poprzeczkę ustawi. Jeżeli za nisko, skutkować to będzie rozpadaniem się małżeństw przy pierwszej najdrobniejszej trudności. Jeżeli za wysoko - cierpieniem osób skazanych na życie z toksyczną osobą. Przy czym ważnym kompasem dla osoby, która czuje się źle w małżeństwie i próbuje je zerwać powinno być pytanie o dobro innych członków rodziny.

                                                    a nie dryfowania u boku osoby, którą się
                                                    > szczerze nienawidzi, bo tak jest wygodniej,

                                                    wydaje mi się, że wygodniej jest odejść.

                                                    Usamodzielnienie się kobiet na pewno też sprzyja temu, by si
                                                    > ę bardziej szanować, by nie pozwalać siebie niszczyć.

                                                    Dlatego popieram je z całych sił. Żona powinna być z mężem dlatego, że kocha jego i dzieci, a nie dlatego, że inaczej nie mogłaby funkcjonować w społeczeństwie.

                                                    Tak sobie teraz myślę, że pewnym wyznacznikiem tego, jak bardzo ktoś jest toksy
                                                    > czny w związku, jest to, jak traktuje też inne osoby, szczególnie dzieci. Bo je
                                                    > śli nieporozumienia są tylko na linii mąż-żona, jedna osoba obwinia drugą, ale
                                                    > ta obwiniana osoba ma świetny kontakt z dziećmi, jest bardzo dobrym i wyrozumia
                                                    > łym rodzicem, nie ma większych problemów w pracy i w rodzinie, wtedy należy się
                                                    > zastanowić, czy to jednak ta oskarżająca osoba nie ponosi winy. Gdy natomiast
                                                    > ktoś jest wiecznie niezadowolony z każdej pracy, gdy nie dogaduje się i jest ni
                                                    > elubiany przez własne dzieci, gdy ma też nieporozumienia z innymi członkami rod
                                                    > ziny, wtedy widać jasno, że problem jest jednak w nim. Najgorsze jest to, że ta
                                                    > ka osoba mimo tych wszystkich symptomów tego nie widzi. Wszyscy są źli, wszyscy
                                                    > są przeciwko niemu/niej, wszyscy chcą go wyd..mać, jak kiedyś powiedział mój m
                                                    > ąż:(

                                                    Czasem tak, ale bywa i bardziej skomplikowanie. Znam osoby toksyczne, które zatruły życie własnej rodziny, które jednocześnie dobrze funkcjonowały w innych rolach społecznych, były lubiane, miały spore osiągnięcia zawodowe i społeczne. Człowiek wobec najbliższych zachowuje się inaczej. Wiem, bo od lat jestem takim workiem treningowym dla mojej Matki, a także przyjaciółki, tyle, że po śmierci Ojca i konieczności większego wspierania Matki nie mam już siły na przyjaciółkę. Ale obie muszą mi nawymyślać, ilekroć spotka je jakieś niepowodzenie życiowe czy trudność. Wobec innych osób tak się nie zachowują i dlatego uchodzą za osoby sympatyczne i lubiane. Zresztą i wobec mnie takie bywają, ale wobec mnie nie mają zahamować.
                                                    Kończę, muszę zatelefonować do Mamy. Dzisiaj chyba nie było żadnych kłopotów, więc nie przewiduję awantury :)

                                                  • anoraak Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 20:40
                                                    > Rozwód może być najmniejszym złem dla dzieci, ale nie jest nigdy "dobrym" wyjśc
                                                    > iem. Wymuszone rozstanie z jednym z rodziców, którego się kocha, i rozpad tego,
                                                    > co było dotąd codziennością, jest niesłychaną traumą. Rodzina musi być do szcz
                                                    > ętu patologiczna, żeby dziecko nie chciało jej utrzymania.


                                                    czy to zart ? sama jestem dzieckiem rodzicow ktorzy za wszelka cene chcieli utrzymac malzenstwo dla "dobra dzieci" - to jest o wiele wieksza trauma niz rozwod
                                                    skad biora sie ludzie ktorzy pisza takie rzeczy ????
                                                    moja rodzina nie byla doszczetnie patologiczna - mimo tego dla dobra WSZYSTKICH!! i dla ich zdrowia psychicznego lepszynm rozwiazaniem bylby rozwod rodzicow
                                                    pisze to jako dorosla kobieta, ale wiedzialam to juz jakao nastolatka mimo, ze to bardzo bolalo
                                                    dodam, ze nie bylo u mnie w domu rpzemocy fizycznej, alkoholu i na zewnatrz bylismy postrzegani jako w miare normalna rodzina
                                                    chyba kompletnie nie wiesz o czym piszesz....
                                                  • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 20:49
                                                    wiem, bo znam dzieci z rozbitych rodzin i wiem, jak długotrwałe i wyniszczające skutki może to mieć.
                                                    Bywają sytuację, że rozwód jest najmniej złym wyjściem, ale nie wolno go bagatelizować i umniejszać odpowiedzialności wobec dzieci, które nie mają żadnego pola manewru i ponoszą długosiężne konsekwencje decyzji dorosłych.
                                                  • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 25.06.14, 16:10
                                                    Pytanie kluczowe - dlaczego syn, mieszkający z obojgiem rodziców jest indoktrynowany przez ojca, a słowa matki do niego nie docierają? To nie jest sytuacja, zę syn mieszka z ojcem, z matką nie ma kontaktu i ojciec moze mu wmówić wszystko. Dlaczego syn całkowicie odwrócił sie od matki? Na to pytanie nie ma tu żadnej odpowiedzi, a to jest pytanie kluczowe. Dlaczego matka uznaje, że tylko ona i jej rodzina dobrze wychowują dziecko, a wpływ wszystkich innych jest destrukcyjny? Dlaczego cieszy sie, gdy dziadkowie żądają dyscypliny, a martwi, gdy dziadkowie dają dziecku prezenty? Dlaczego uznaje, ze syn, z którym straciła kotakt juz dawno, powinien mieszkać z nią?
                                                    No i nic nie wiemy o przyczynie wystąpienia o rozwód. Co innego, gdy przyczyną jest niezgodność charakterów, co innego, gdy kochanka, co innego wreszcie gdy przemoc domowa. Ale jest też możliwość, ze rozwód jest nie z winy męża - tylko żonie znudziło sie małżeństwo, mąż przestał jej odpowiadać, ma kogo innego. I naprawdę, w tym wypadku reakcja młodego człowieka może być zupełnie inna.
                                                  • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 26.06.14, 13:37
                                                    > Pytanie kluczowe - dlaczego syn, mieszkający z obojgiem rodziców jest indoktryn
                                                    > owany przez ojca, a słowa matki do niego nie docierają?
                                                    Może dlatego, że ona go nie indoktrynuje? Nie stosuje manipulacji, nie używa takich chwytów jak ojciec? Może nie chce wciągać syna w sprawy małżeńskie? Czyż nie pisaliśmy o tym wiele razy, jaki błąd popełniają rodzice, którzy to robią, a tu nagle zdziwienie, że kobieta tego nie robi, hmmm.
                                                    > . Dlaczego syn całkowicie odwrócił sie od matki?
                                                    Może dlatego, że to ona wniosła o rozwód, ale go nie wtajemniczała w swoje problemy z ojcem, za to ojciec owszem, niekoniecznie obiektywnie? Może dlatego, że ojciec zrobił z niej potwora w oczach syna? Przecież o tym właśnie jest wątek, nie rozumiem, dlaczego ciągle negujemy słowa autorki, czym dała powód, żebyśmy jej nie wierzyli? Tym, że chce wychować odpowiedzialnego syna, a nie rozwydrzonego nastolatka? Że próbuje stawiać mu granice, a ojciec i jego rodzice to wykorzystują przeciwko niej, przeciągając chłopca na swoją stronę, pozwalając mu na wszystko?

                                                    tylko ż
                                                    > onie znudziło sie małżeństwo, mąż przestał jej odpowiadać, ma kogo innego.
                                                    Czy autorka zakładałaby tutaj taki wątek, gdyby to ona rozbijała małżeństwo z błahego powodu albo dla kochanka? Czy byłaby tak nieszczęśliwa i zagubiona z powodu odwrócenia się od niej syna? Przecież wtedy jego postawa byłaby zrozumiała, nawet dla mało rozgarniętej kobiety byłoby to jasne. Dlaczego zakładać, że to ona ponosi winę?
                                                  • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 26.06.14, 13:49
                                                    Ależ dzieci sie nie "indoktrynuje", tylko z nimi rozmawia. Tu nie mamy do czynienia z 5-latkiem. 15-latek to na ogół ktoś, kto myśli i nie trzeba używać "chwytów", aby porozumieć sie, czy przekonać, choćby częściowo do własnej racji. Dlaczego matka nie ma kontaktu z własnym synem? Dlaczego ja odrzuca? Odpowiedzi mogą być bardzo różne, ale my tego po prostu nie wiemy, a bez tego nie sposób ocenić sytuacji. No i sytuacja nie była dobra jeszcze przed wniesieniem pozwu, od dłuższego czasu.
                                                    Nie neguję słów autorki, ale z tego, co pisze, po prostu nie wynika nic, co dałoby możliwość w miarę obiektywnej oceny sytuacji. Może sytuacja jest taka, ze chce zerwać z mężem-przemocowcem, który wmówił dzieciom, że kobiety to idiotki, a może odchodzi, bo ma kogoś innego, albo ma inną wizję życia rodzinnego. Dlaczego wówczas nie mogłaby zakładać wątku? Wiemy jedno - ona wystąpiła o rozwód. Posiadanie innej wizji życia nie oznacza, ze nie można być nieszczęśliwym, gdy syn wybiera ojca. Choć ojcom jakoś nie wolno być nieszczęśliwymi, gdy dzieci wybierają matkę, prawda?
                                                    Naprawdę, ja nie zakładam, ze ona ponosi winę. Zakładam, zę nie sposób powiedzieć, co naprawdę dzieje sie w domu. Widzę jednak pewne sprawy, które dla mnie są dziwne - obawa, ze każdy poza matka i jej rodziną zdemoralizuje dziecko, spore zafiksowanie na dyscyplinie, łącznie z wypadkami, gdy nie powinna ona mieć miejsca, historia z policją, która jest absolutnie nieskładna.
                                                  • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 26.06.14, 14:46
                                                    Ja to widzę tak, że w tym małżeństwie najprawdopodobniej od jakiegoś czasu się nie układa, rodzice są skłóceni, syn jest w wieku dojrzewania, buntu i zła atmosfera w domu na pewno się na nim odbija. Stąd problemy wychowawcze. Ojciec nim manipuluje, opowiada złe rzeczy o matce, a ta z kolei wychodzi z założenia, że dziecka nie wciąga się w problemy małżeńskie, dlatego chłopak ma informacje tylko z jednej strony, nie ma możliwości spojrzeć obiektywnie. Gdy w tym wszystkim to matka wnosi o rozwód, a ojciec mu mówi, że będą się musieli wyprowadzić i nie będą mieli swoich pokoi, że matka jest ... nie wiadomo jaka, trudno się dziwić, że chłopak jest pogubiony i kogoś musi obwiniać. Zauważmy, że w tym wieku nie umie się jeszcze widzieć pewnych rzeczy, świat jest czarno-biały, jest się bezkompromisowym.
                                                    Piszesz, że dziecka w tym wieku nie trzeba indoktrynować, dlaczego zatem nie przeszkadza Ci (skoro jesteś jednak skłonna obwiniać kobietę w tym przypadku) to, że ojciec to robi. Cały czas skupiasz się na matce, na tym, jaka ona jest, zachowań ojca w ogóle nie komentujesz, nie mogę tego pojąć. A one tak wiele przecież mówią o całej sytuacji. Tak wiele wyjaśniają.
                                                    Będę sie jednak upierać przy tym, że gdyby autorka znalazła sobie innego faceta i dla kaprysu rozbijała rodzinę, takie wątku by nie zamieściła. Dla mnie to logiczne.
                                                    Choć ojcom jakoś nie wolno być nieszczęśliwymi, gdy dzieci wy
                                                    > bierają matkę, prawda?
                                                    Nie rozumiem, po co taki komentarz?
                                                  • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem P.S. 26.06.14, 14:55
                                                    Mozna to widzieć bardzo różnie. Tylko tak naprawdę, to nie wiemy niemal nic. Wysnułaś historię z paru zdań, właściwie bez podstaw. Równie dobrze można uznać, że syn buntuje sie przeciw bardzo surowej i dyscyplinującej wszystkich w domu matce. Nie mówię, ze tak jest - mówię, ze absolutnie nie można niczego wnioskować jednoznacznie z tego, co pisze autorka.
                                                    Obwinianie tego, który wystąpił o rozwód wydaje sie dosyć logiczne w niektórych sytuacjach.
                                                    Ojciec indoktrynuje, tak. Tylko ja nie bardzo wierze w indoktrynację nastolatka w sytuacji, gdy matka jest w domu, ma prawo głosu. Wtedy, niezależnie od oburzenia na metody, zaczyna mnie zastanawiać, dlaczego indoktrynacja trafia na tak podatny grunt i syn słucha tylko jednej strony - innymi słowy, co stało sie takiego, że utracił kontakt tylko z jednym z rodziców.
                                                    Autorka mogła nie znaleźć kogo innego, ale byc zmęczona i znudzona małżeństwem.
                                                    Komentarz dotyczący ojca jest bardzo istotny - bo w tym wypadku uznaje się, zę dzieci automatycznie poinny należeć do matki, a zostawienie jednego z ojcem jest czymś, z czym trzeba walczyć.
                  • muminka2014 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 15:34
                    Podejrzewam, że autorce wcale to łatwo nie przyszło, wiem coś o tym:( Podejrzew
                    > am też, że ona ostrzegała syna, by się opanował, bo inaczej wezwie policję. I o
                    > czami wyobraźni widzę, jak on się jej śmieje w twarz. Co miała zrobić? On ją ud
                    > erzył, ona zażądała przeprosin, ojciec się śmieje i popiera syna, co w takiej s
                    > ytuacji można realnie zrobić? Rozpłakać się? Większość z nas pewnie tak by zrob
                    > iła.
                    > Jestem ciekawa Waszych opinii, co byście zrobiły.

                    Mam syna i wiem jaki nastolatek potrafi byc zbuntowany. Sama jestem po rozwodzie, tylko moj syn nigdy nie stawal po zadnej ze ston jest juz pelnoletni. To zbuntowany mlody czlowiek, ktorego czasem ponosily emocje, wilokrotnie smial mi sie w twarz jak mowilam-chodz do psychologa... Tylko ja caly czas do niego mowie, nawet jak zostaje mu 3% z mojego monologu to duzo :) Policje wezwalabym w przypadku podobnego do mojej sasiadki, gdyby uderzyl mnie i ojciec z tego smialby sie-popieral go - pewnie nie odzywalabym sie do panow i na pewno pomocy z mojej strony syn nie uzyskalby do momentu szczerych przeprosin i zrozumienia jak bardzo mnie skrzywdzil. Moj syn czesto krzywdzi mnie swoim zachowaniem,ale byc moze przez to ciagle gadanie mu,potrafi zrozumiec swoj blad i czasem nawet przytula sie :)
              • muminka2014 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 15:24
                Tak, zgadzam sie z Wami :) Oczywiscie po jednorazowym podniesieniu reki czy pchnieciu mnie nie wezwalabym policji na syna czy corke. Tutaj mialam przyklad sasiadki, ona zastraszona, zyla z alkoholikiem, teraz wyzwolila sie. Jest po rozwodzie,a syn uspokoil sie, i mieszka z matka :)
                • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 16:14
                  I w tym wypadku ja też popieram wezwanie policji. Syn nie syn.
          • srebrnarybka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 14:10
            1. w sprawie braku obiektywizmu Wątkodawczyni napisałam mniej więcej to samo, co Pani Agnieszka. Strona zaangażowana w konflikt nigdy nie jest całkowicie obiektywna.
            2. zwracałam uwagę na to, że nie powinno być "walki o dziecko" z żadnej ze stron, bo dziecko nie jest przedmiotem. Jest jedną ze stron tej smutnej sytuacji, najbardziej bezbronną.
            3. Zapewne odniosłaś się także do mojego postu w sprawie stereotypów płciowych: podtrzymuję pogląd, że takiej ilości stereotypów płciowych, jakie spotykam na tym forum, nie spotykałam w konserwatywnym katolickim środowisku, w którym się wychowałam. To, że kobiety częściej padają ofiarą przemocy FIZYCZNEJ ze strony mężczyzn, niż odwrotnie, wynika z uwarunkowań biologicznych, których najbardziej postępowe gender zmienić nie może. Na ogół jednak mężczyźni są silniejsi od kobiet, więc w razie przemocy fizycznej kobieta na ogół nie ma szans, co może część kobiet powstrzymywać przed agresją fizyczną i tej biologicznej sytuacji żadne równościowe wychowanie nie zmieni. Natomiast inne formy przemocy czy też rozmaite świństwa mogą sobie wzajemnie i swoim dzieciom robić zarówno kobiety, jak i mężczyźni, a moralność nie zależy od płci. Mogłabym wskazać wiele przykładów równie skandalicznego postępowania kobiet wobec mężów i wobec dzieci. Słyszałam o licznych wypadkach matek oskarżających ojców z zemsty o rzekome molestowanie seksualne małoletniego dziecka, które w trakcie małżeństwa jakoś nie przeszkadzało, a potem zmusza się dziecko do niszczących je przesłuchań, byle tylko upokorzyć eksa. Znam liczne przypadki wykorzystywania dzieci przez kobiety, bo zazwyczaj kobiety pozostają z dziećmi po rozwodzie, po to, by odegrać się na eksie. Oczywiście znam nie tyle statystyki, co mam jakieś doświadczenie życiowe. Nie widzę jednak żadnych podstaw ani teoretycznych (w naturze mężczyzny, który wszak różni się tylko paru szczegółami biologicznymi od kobiety) ani na podstawie życiowego doświadczenia, by twierdzić, że w wypadku rozwodu regułą jest pokrzywdzenie kobiet i regułą jest świńskie zachowanie mężczyzn.
            • sebalda Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 14:55
              by twierdzić, że w wypadku rozwodu regułą jest pokrzy
              > wdzenie kobiet i regułą jest świńskie zachowanie mężczyzn

              Ale ja nie piszę nigdzie, że z reguły, tylko często. Ja mam takie doświadczenie i znam bardzo dużą liczbę takich przypadków, Ty masz inne. Ja nie piszę na podstawie ogólnych zjawisk, tylko tego co znam, to źle o mnie świadczy, bo nie pojmuję. Piszę, że to kolejny przypadek nastawiania dziecka przeciwko matce, bo takich przypadków znam znacznie więcej, ale nigdzie nie piszę, że to reguła, naprawdę nie rozumiem zarzutów.
              Autorka podała kilka faktów, na jakiej podstawie mam jej nie wierzyć? Dlatego, że jest zaangażowana w konflikt? Żona bijącego alkoholika też jest zaangażowana, czy i jej słowa mamy negować? A może on wcale jej nie bije, a może ona sama jest sobie winna, bo podała mu niesłoną zupę? Tu autorka podaje konkretne przykłady zachowań męża i jego słów i one już bardzo źle o nim świadczą, nawet gdyby się okazało, że ona jest też wredna. Czy jeśli współmażonek jest wredny, to możemy śmiać się, gdy syn go bije i mówić, że mu się należało? Jest cokolwiek, co usprawiedliwiałoby takie zachowanie? Albo ten tekst o sprzedajnej k...??? Tu nie trzeba znać kontekstu, fakty mówią same za siebie.
              • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 24.06.14, 15:13
                Ale sama napisałaś, ze obracasz sie w środowisku kobiet, które zetknęły sie z przemocą domową> Co oznacza, ze Twoje doświadczenia są jednostronne i kompletnie nie odzwierciedlają sytuacji - to tak, jakby facet ze stowarzyszenia ojców, którym odebrano dzieci skarżył sie, że wszystkie kobiety po rozwodzie nie pozwalają ojcom na widywanie dzieci, bo tak mają wszyscy jego znajomi. Tyle, ze on obraca sie w środowisku, gdzie to jest normą i to nie jest środowisko przypadkowe.
                Osoba zaangażowana w konflikt zawsze przedstawia go tylko z jednej strony. A w tym wypadku ja widzę bardzo poważny powód, aby nie tyle nie wierzyć w fakty, a zastanowić się nad całą historią. Autorka przyjmuje, ze 15-latek z natury rzeczy powinien być z nia, powinien CHCIEĆ zostać z matką, a chęć zostania z ojcem jest pewną aberracją, czymś, z czym trzeba walczyć. Nawet, jeśli ojciec manipuluje synem, to nie ma nic złego, żadnej patologii w tym, ze syn chce z nim być. Nie ma też sensu "walczyć o dziecko", bo dziecko może równie dobrze byc z matką, jak i z ojcem. I
                Nie wiemy też rzeczy absolutnie zasadniczej i kluczowej - dlaczego matka wystąpiła o rozwód. A to moze być w tej historii najważniejsze.
    • boski_adonis Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 25.06.14, 16:36
      Nie wiemy dlaczego sie rozwodzi i nie musimy wiedziec , chocby to była "kluczowa sprawa" wg dyskutantów na forum .
      Może swiat , ktory mnie otacza ( cóz , nie bazuje na próbie reprezentatywnej) daje mi wypaczony obraz kobiet, ktore sie rozwodzą, lecz wg mojej oceny kobieta z dwójka dzieci zabiegająca o opieke nad trzecim ( trudnym wychowawczo, zyjacym niezgodnie z rodzeństwem) najczęsciej nie ucieka do kochanka.
      Odnosze wrazenie, ze watek zmierza w kierunku poszukiwania przyczyn rozwodu i "osądzenia" autorki za to ,ze sie rozwodzi.
      A przeciez autorka postu dostała juz rady, podziekowała i chyba nie prosi o więcej.

      • verdana Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 25.06.14, 19:41
        Nie, nie musimy wiedzieć. Ale bez tego naprawdę nie da sie ocenić sytuacji w domu i postawy nastolatka.
    • osiolka36 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 21.07.14, 15:41
      jestem w podobnej sytuacji,zamierzam ponownie złozyc wniosek o rozwód. Mój syn nawet wyzywa mnie od szmat,ma 13 lat i mąż mu od dwóch lat robi pranie mózgu odkąd złożyłam 1 wniosek o rozwód. wycofałam go ,ale żałuję bo jest coraz gorzej. syna praktycznie przez 12 lat wychowałam sama,bo mąż był wiecznie w Niemczech,teraz od roku sama wyjeżdżam do pracy,a dziecko siedzi z ojcem. Wyprowadziłam się całkowicie z jego domu 4 miesiące temu,dziecko chciało zostać. Dośc miałam nerwów i poniżania,syn mnie wyzywał,podnosił na mnie rękę,niszczył w domu sprzęty. Nie mogę nawet wyjść do koleżanki na piwo bo syn gada w szkole,że chleję na umór i się puszczam......Wiecej szkoda pisać,mogłabym napisać kilka tomów .....
      • angazetka Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 21.07.14, 16:05
        To fajnie go wychowałaś przez te 12 lat.
        • 71tosia Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 22.07.14, 00:15
          chcialas pomoc tym wpisem czy dowartosciowac siebie?
          • osiolka36 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 22.07.14, 09:31
            Dowartościować się?? a w jaki sposób? Chciałam tylko przkazać,że czasami trzeba wybrać mniejsze zło i szanować wybory dzieci. pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, trzeba mieć nadzieję,że wszystko się ułoży. An mój syn 3 lata temu według opinii psychologa był baaardzo ze mną związany a jeśli chodzi o ojca, to stosunek ambiwalentny. Problem jest w tym,że moje dziecko jest agrestwne dlatego,że ojciec mu na to pozwala i nie reaguje na jego zachowanie,bo jak on to mówi" nie martw się synu,niech se matka pogada,olej to ". I jeszcze jedno..Zanim kogoś osądzicie i przypniecie łatkę to się zastanówcie,bo nie każdemu życie się ładnie układa,a wychowując dzieci nie wiadomo co się może wydarzyć. Pozdrawiam was :)
            • 71tosia Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 22.07.14, 22:14
              dowatosciowanie dotyczylo glupiego wpisu 'angazety'.
              Bardzo wspolczuje sytuacji z synem. Wiem ze jest nielatwo ba wlasnie odchowalam nastolatke. Samo dorastanie dziecka bywa trudne ale w twojej sytuacji rodzinnej jeszcze ten okres bedzie jeszcze trudniejszy. Ale nie martw sie po tym czasie 'durnym i chmurnym' zwykle dziecko nawet bardzo trudne staje sie rozsadne.
    • osiolka36 Re: Rozwód i trudna sytuacja z nastolatkiem 22.07.14, 09:32
      Dziękuję Jakubie, ja doszłam tez do takiego wniosku,kazdy ma prawo być szczęśliwy :) mimo wszystko.
Pełna wersja