co mi jest? prośba o radę Psych

23.06.14, 15:54
Nie potrafię nazwać własnych uczuć. Tak mam już od dziecka. Potrzebuję dużo czasu żeby (właściwie?) ocenić sytuację. Ma być o życiu rodzinnym, ale będzie tylko o małżeństwie. Niby mam wszystko w życiu, a nasza relacja zabiera mi całą radość życia. Mój Mąż zrobił mi parę numerów np. kiedy bardzo źle się czułam wybrał wyjście z kolegami, kiedyś gdy byłam świeżo upieczoną mamą zarzucił mi że jestem nieatrakcyjna, plus wybryki kryzysu wieku średniego szukanie uznania w oczach innych kobiet, wypady z kolegami na striptiz, imprezy i tańce z innymi dziewczynami do rana. Niewielka pomoc przy wychowywaniu dzieci, szczególnie gdy były całkiem małe. Niby nic, ale to wszystko sprawia, że brak mi poczucia że jestem dla niego ważna. Nie czuję się kochana. Najpierw był żal. A teraz jest tylko melancholia, jak gdybym lizała życie przez szybę.
Co mi jest? Nie potrafię odejść. Nie umiem przebaczyć.
Na terapii już byliśmy. Jakiś czas było lepiej. Potem zapomniał co ustaliliśmy wspólnie. Terapia pokazała mi, że ludzie różnie okazują sobie uczucia. I on okazuje mi w inny sposób niż bym chciała. Ale brak mi nawet gniewu. Moje słowa trafiają w pustkę. Ja mówię, a on nie rozumie. Nie chce już słuchać moich słów. Nie rozumie, że ja próbuję coś mu o sobie powiedzieć. Może chaotycznie, bo sama nie wiem dokładnie co mi jest.
Chyba tylko smutek. I bezradność.
    • verdana Re: co mi jest? prośba o radę Psych 23.06.14, 16:06
      Co Ci jest? Maż męża, który jest świnią, ale również stabilizację. To nie jest łatwa sytuacja, bo jeśli zostaniesz, to maż sie nie zmieni. A jeżeli odejdziesz, to będziesz sama - a prawdopodobnie samotność to nie jest to, o czym naprawdę marzysz.
      Moim zdaniem jedyne, co możesz zrobić, to pogodzić sie z tym, że maż jest jaki jest i - o ile nie chcesz rozwodu - przestać koncentrować swoje życie na nim. Spróbuj znaleźć sobie własnych znajomych, zajęcia, przyjaciółki i uznać,z ę maż jest w domu, ale nie jest centrum życia.
    • peggy_su Re: co mi jest? prośba o radę Psych 23.06.14, 16:54
      Jeśli próby komunikacji i terapii niewiele dały, a Ty mimo że jesteś niezadowolona nie potrafisz lub nie chcesz odejść, to moim zdaniem najlepszym wyjściem na ten moment jest zająć się sobą. Skoncentrować się na swoich emocjach, swoim świecie.
      Podbuduj swoje poczucie wartości, odzyskaj swoją wewnętrzną siłę. Znajdź sobie hobby. Może jest coś co sprawia Ci przyjemność, ale dotąd to zaniedbywałaś, albo coś co zawsze chciałaś robić, ale brakowało Ci odwagi? Może pomyślisz o indywidualnej terapii dla siebie - moim zdaniem warto się wybrać choć na kilka spotkań.
      Kiedy zajmiesz się sobą i zaczniesz się cieszyć życiem niezaleznie od tego co dzieje się w Twoim małżeństwie, dużo łatwiej będzie CI podjąć decyzję co dalej z Waszym związkiem.
    • creepy_sober Re: co mi jest? prośba o radę Psych 23.06.14, 19:29
      Najpierw oddal męża na drugi plan i poświęć czas sobie. Znajdź sobie nowe zainteresowanie, polecam szczególnie sport, który jest niezmiernie wciągający i który podbuduje Ci samoocenę, bo Twoje ciało przejdzie zmianę. Umawiaj się częściej ze znajomymi lub wychodź sama, tam gdzie lubisz. A gdy już poznasz siebie, zobaczysz, co lubisz robić, czego chcesz i przekonasz się, że sama, w pojedynkę też potrafisz ze sobą być, to odejdź od niego. Bo to, co o nim napisałaś, to nie jest niewiele. Dla mnie to zachowania dyskwalifikujące faceta jako mojego partnera. A Tobie, żeby to zrozumieć, potrzeba pewności siebie, poznania swojej siły i wartości. Może mogłabyś też zapisać się na terapię dla siebie, właśnie pod kątem podbudowania samooceny.
      A to, czego nie potrafisz nazwać, nazywa się nieszczęście przeżywane w samotności.
    • triss_merigold6 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 23.06.14, 19:38
      kiedy bardzo źle się czułam wybrał wyjście z kolegami, kiedyś gdy byłam świeżo upieczoną mamą zarzucił mi że jestem nieatrakcyjna, plus wybryki kryzysu wieku średniego szukanie uznania w oczach innych kobiet, wypady z kolegami na striptiz, imprezy i tańce z innymi dziewczynami do rana. Niewielka pomoc przy wychowywaniu dzieci, szczególnie gdy były całkiem małe.

      Niby nic?
      • marcysia1000 dziękuję 24.06.14, 09:14
        Dziękuję wszystkim za ciepłe słowa.

        Ja próbuję męża tłumaczyć, sama przed sobą, że życie jest długie i różne wpadki się zdarzają. Że może należy sobie wybaczać? Ja też nie jestem ideałem, jestem kłótliwa, wypominam stare grzechy, rozpamiętuję wszystko do bólu.. Nie umiałam reagować spokojnie na wybryki mojego męża. Reagowałam agresją, kłótnią, wrzaskiem, płaczem. 2 razy go uderzyłam, raz jak się spił, zrobił sobie krzywdę i musiałam go jakoś zmusić do wyjazdu na pogotowie, a drugi raz jak po raz pierwszy powiedział mi że poszedł na striptiz z kolegami. Brałam wszystko go granic emocjonalnie. Dopiero ostatnio coś się zmieniło. Tak jakby coś się wypaliło, a ja czuję w sobie ból. I chyba jeszcze upokorzenie.

        Ale mam jeszcze cień nadziei.

        Zadaję sobie pytania, czy może każda relacja tak wygląda/ tak się kończy? Czy może on wyrośnie z kryzysu wieku średniego i się zmieni? Moje starsze koleżanki, mówią, że później mężczyźni mądrzeją.. Moi rodzice się rozwiedli. Nie znam żadnej pary która 'żyje długo i szczęśliwie'. Czy w ogóle możliwa jest relacja dająca radość obojgu partnerów?
        • pade Re: dziękuję 24.06.14, 09:22
          Nie chcę Cię dobijać, ale zycie z osobą tak skrajnie emocjonalną jest ciężkie. I jesli się nie ma odwagi na radykalną decyzję, to się po prostu od takiej osoby ucieka.
          Oboje z mężem prezentujecie niedojrzałe zachowania. On się zachowuje jak egoista, nastolatek, który się jeszcze nie wyszalał, Ty jak rozwydrzona pięciolatka.

          Ja też nie jestem ideałem, jestem
          > kłótliwa, wypominam stare grzechy, rozpamiętuję wszystko do bólu.

          A pomogło Ci to wypominanie? Lepiej się po tym czujesz?
          Nie sądzę.
          Z własnego doświadczenia wiem, że to potęguje żal i ból, a nie odwrotnie.

          Oboje powinniście dorosnąć. A Ty idź na terapię, bo widać u Ciebie zalążki depresji.
          • marcysia1000 rozpamiętywanie 24.06.14, 10:24
            Tak pomaga mi to. Znam siebie na tyle, że wiem że muszę przepłakać, rozłożyć włos na pięćset tysięcy milionów kawałków, żeby uzyskać spokój. Takie moje katharsis. Jak wypłaczę cały ból, to dopiero wtedy mogę uzyskać jasność umysłu. Wiem, że ilość moich łez jest jak morze. Że nie każdy jest w stanie je wszystkie przełknąć. Ale z drugiej strony to mój mąż robi mi numery. Nie chcę pchać emocji do środka, ale przy tym jak piszesz jestem jak pięciolatka która tupie nogą. Zdaję sobie sprawę z tego jak słaby to sposób żeby nakłonić mojego M do innego zachowania.
            Ale co ja mogę zrobić??
            Ja też widzę zalążki depresji. Dlatego MUSZĘ coś z tym wszystkim zrobić. Zanim popadnę w kompletną bezradność.
            • pade Re: rozpamiętywanie 24.06.14, 11:14
              To zacznij od siebie. Hobby, terapia, warsztaty, zmiana sposobu myślenia, cokolwiek.
              Rozumiem, że jest Ci ciężko, ale spróbuj.
              Takim rozkminianiem zamęczasz nie tylko siebie. Masz dzieci, jeśli nie dla siebie, to dla nich zrób ze sobą porządek.
              A potem sama się zdziwisz, jak zobaczysz, że nie dajesz już sobie "robić numerów".
              Może coś poczytaj? Jak nie książki to chociaż blogi?
              • zuzi.1 Re: rozpamiętywanie 24.06.14, 11:38
                A na początek SWOJEJ terapii ZRÓB JEMU kilka takich numerów, żeby facet zbierał przez kilka dni szczękę z podłogi. To jest najlepszy początek do tego, aby chłop się trochę nad sobą zastanowił. Gdy będziesz tylko prosic, nic nie wskórasz. Tu musi byc i mocny kij i marchewka, a potem ultimatum albo, albo. Jeżeli wie, że żona jest "miękka" i nic nie zrobi, tylko będzie łykac łzy, to dalej będzie konsekwentnie robił swoje, nie przejmując się żoną. Znajdź w sobie siłę i zawalcz O SIEBIE w tym bałaganie.
              • marcysia1000 Re: rozpamiętywanie 24.06.14, 12:05
                Poczytam bardzo chętnie. A co polecacie?
                Hobby mam niestety zaniedbane. W sumie to nie głupi pomysł żeby odświeżyć rzeczy, które lubię :)
                • pade Re: rozpamiętywanie 24.06.14, 12:14
                  Może zacznij o tej pozycji?:
                  lubimyczytac.pl/ksiazka/64429/pokochaj-siebie
            • anaiss Re: rozpamiętywanie 25.06.14, 23:49
              Marcysia, ja miałam podobnie, bardzo przeżywałam, można powiedzieć, że rozpamiętywałam te wszystkie moje żale i rozczarowania, których autorem był mój partner i mówiłam sobie: "tak mam", "taka jestem - emocjonalna, wrażliwa, może nawet nadwrażliwa", ale kiedyś moja przyjaciółka, która sama chyba straciła pewną pojemność na to moje rozmontowanie powiedziała mi: "wiesz co?, szkoda życia". I wiesz co, Marcysia? Szkoda życia. To prawda. Nie można pozwalać zawładnąć emocjom bez reszty, zwłaszcza kiedy wiemy, że nie są one dla nas dobre, nie ma sensu się w nich pławić.
              Dbaj o siebie, po prostu. I nos do góry :)
    • julita165 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 25.06.14, 13:41
      Mój mąż zachowywał się podobnie ( no tylko bez tych striptisów ) a ja miałam bardzo podobne do Twoich odczucia i też nie umiałam trzymać emocji na wodzy. I stosowałam sie do róznych podanych powyżej rad żeby zająć się sobą , tym co ja lubię, nie traktować męża jak pępka świata. Skutki są dwa - po pierwsze mąż oświadczył, że chce rozwodu. Jak go znam to dlatego właśnie że nie jest moim pępkiem świata. A dwa - spłynęło to po mnie jak woda po kaczce. Jak wreszcie te słowa padły najnormalniej w świecie poczułam ulgę i dziwny spokój. Już ani jedna łza nie popłynęła a też jestem emocjonalna. To chyba świadczy że rzeczywiście dojrzałam do rozstania. Raz, dwa razy w tygodniu widzimy sie bo przychodzi do synka ale z mojej strony nie ma zupełnie żadnego "drgnienia serca", ot jakby opiekunka przyszła do dziecka, kilka godzin mam święty spokój, zamykam się w sypialni i cztam sobie. Także uważam, że podane rady są słuszne - skoncentruj się wyłącznie na sobie i wtedy albo osiągniesz to że lepiej Ci będzie w małżeństwie ( bo mnie pod koniec wcale źle nie było mimo rozmaitych numerów i fochów mojego męża, miałam to już w głębokim poważaniu ) albo jednak się rozstaniecie ale wcale nie odbierzesz tego jako strasznej tragedii
      • marcysia1000 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 25.06.14, 16:25
        Julita, masz rację. Ja obawiam się, że i u nas może to się skończyć rozwodem. Ale chciałabym przynajmniej rozstać się tak jak Ty. Z ulgą w sercu i poczuciem, że moje życie ma nadal wartość.

        Problem jeden, nie umiem kochać trochę. Albo całą sobą, albo wcale. Koncentrując się na sobie, a robię to od ostatnich dwóch lat, przeżyłam mnóstwo cudownych chwil. Na pytania / wyrzuty M, że myślę tylko o sobie, zwykłam odpowiadać, że ktoś o mnie myśleć musi. On się zmienił. Zaprzestał na 8 miesięcy wybryków. Uśpił moją czujność. Myślałam, że mnie zrozumiał i sobie odpuściłam. M zaproponował, że może znajdę kogoś innego. Że może lepiej jak się rozstaniemy. I spanikowałam. Pomyślałam, że przez brak moich starań go tracę. Że powinnam się bardziej starać. Zaczęłam się starać, no i wtedy przyznał się do wypadu na striptiz i jakiś obtańcowanych laseczek.

        I znów przestaje się starać. Mam do w d.. A on starać się pewnie nie będzie. Zresztą niech się dzieje co chce. Ja muszę faktycznie myśleć o sobie, bo nikt inny o mnie nie myśli. I o dzieciach.
        • oksytocyna1 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 25.06.14, 22:59
          Po pierwsze, nie zmienisz nikogo (jeśli tego nie będzie chciał, a na to nie bardzo masz wpływ).
          Po drugie, mam wrażenie, że on chce, byś odeszła (oczywiste teksty, o których piszesz + info o stripteasie). Wg mnie z tej mąki chleba nie będzie.
          • julita165 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 26.06.14, 11:18
            Ja też mam takie wrażenie. Może zwyczajnie nie ma jaj żeby samemu to zaproponować więc ię tak dręczy z nadzieją że podejmiesz tą decyzję za niego.
        • julita165 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 26.06.14, 11:16
          marcysia1000 napisała:

          >
          > Problem jeden, nie umiem kochać trochę. Albo całą sobą, albo wcale.
          To też tak jak ja.
          Koncentrują
          > c się na sobie, a robię to od ostatnich dwóch lat, przeżyłam mnóstwo cudownych
          > chwil. Na pytania / wyrzuty M, że myślę tylko o sobie, zwykłam odpowiadać, że k
          > toś o mnie myśleć musi.
          To tak jak mój mąż - on też uważa, że to że zajmuję się sobą jest objawem egoizmu.
          On się zmienił. Zaprzestał na 8 miesięcy wybryków. Uśpi
          > ł moją czujność.
          Mojemu mężowi też zdarzały się okresy kiedy wydawało mi się, że jednak uda nam się. Niestety to tylko była jakaś maskarada.
          Pomyślałam, że przez brak moich starań go tracę. Że powinnam się bardziej s
          > tarać. Zaczęłam się starać, no i wtedy przyznał się do wypadu na striptiz i jak
          > iś obtańcowanych laseczek.
          Mój mąż to samo. Zauważyłam że jak ja się bardziej starałam to on jakby uciekał, a jak się nie starałam to miał pretensje że go olewam. No żesz...nie mam ochoty uczestniczyć w jakiś gierkach i myślę, że tacy ludzie mają przede wszystkim ze sobą jakiś głęboki problem i dopóki go nie rozwiążą ( a sami musieliby to zrozumieć i chcieć ) nie ma mowy o stworzeniu dobrej relacji z kimkolwiek. Żebyś nie wiem co robiła swoim zachowaniem nie naprawisz cudzej zwichniętej psychiki.
          >
          > I znów przestaje się starać. Mam do w d.. A on starać się pewnie nie będzie.
          Właśnie, sama piszesz że on starać się nie będzie a do skucesu moim zdaniem konieczne jest równoczesne staranie obu stron.
          Zr
          > esztą niech się dzieje co chce. Ja muszę faktycznie myśleć o sobie, bo nikt inn
          > y o mnie nie myśli. I o dzieciach.
          Tak trzymać :-)


          • marcysia1000 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 27.06.14, 13:56
            Myślę ile się da o sobie :) Niestety są też małe dzieci, które skutecznie zakłócają oddawaniu się hobby. Ale i tak mi trochę smutno. M zaproponował mi wspólny wyjazd na weekend. On uważa że nie ma żadnych problemów, a jedyne co nas gnębi to brak spędzania czasu wspólnie. Niestety to ja miałam być odpowiedzialna za pakowanie siebie, dzieci, zakupy przed wyjazdem, pobyt jest self catering więc miałam wczoraj zarwać noc i gotować, oprócz tego rezerwacja pobytu przez internet i już mąż weźmie walizkę i może jechać. Niestety nie dałam rady (w sumie nawet nie usiłowałam).
            Na terapie on nie chce wrócić, bo NIE MA PROBLEMU.

            Ha, założę się że Pan Mąż wybierze się dzisiaj z kolegami na balangę do białego rana. Ja wezmę dzieciaki na basen i też postaram się miło spędzić czas :)
            • pade Re: co mi jest? prośba o radę Psych 27.06.14, 14:01
              Piszesz, że się bardzo starasz. na czym polega to staranie się?
              • triss_merigold6 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 27.06.14, 14:10
                W ogóle z nim wytrzymuje zamiast się pozbyć po pierwszym numerze. Dostanie za szlachetność medal z brokuła.
                • marcysia1000 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 27.06.14, 14:19
                  Triss, nie tak łatwo jest się pozbyć męża. Szczególnie gdy wiele spraw jest ze sobą poplątanych, zobowiązania finansowe, umowne, dzieci, dom.
                  Na razie nie mam na to siły. Jestem rozbita i potrzebuję czasu, żeby nabrać wewnętrznej siły. On ma szansę w tym czasie się zmienić. I ja to docenię. Wtedy zostanę.
                  Ale jeśli on nawet nie wie o co mi chodzi i twierdzi, że wynika to wyłącznie z braku spędzania czasu wspólnie to znaczy że on nic nie rozumie. I nie może nic zmienić. Bo niby co?

                  Każdy ma swój czas, a ja nie chcę żałować że czegoś nie spróbowałam. Nawet jeśli zabierze mi to rok lub dwa, to trudno. Ale przynajmniej nie będę patrzeć w tył z żalem, że mogłam jeszcze coś zrobić.
                  • triss_merigold6 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 27.06.14, 14:21
                    Bo jak faceta przez X lat przyzwyczajałaś do określnego modelu pożycia rodzinnego, to on faktycznie ma prawo nie wiedzieć o co Ci chodzi.
                    • marcysia1000 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 27.06.14, 14:29
                      Nasze dyskusje trwają od 5 lat (z 7 pożycia małżeńskiego). Wierz lub nie, ja naprawdę próbuję wszystkiego żeby go zmienić. U nas problem powstał jak pojawiły się dzieci. To on ich mocniej chciał. A w efekcie to ja z nimi zostałam. Dzięki Bogu, udało mi się znaleźć sobie nieźle płatne zajęcie i stać mnie na nianię, która mi pomaga.
              • marcysia1000 staranie 27.06.14, 14:14
                Rozumiem, że chodzi o staranie o związek.
                Wstaję rano do dzieci, żeby on mógł się wyspać, sprzątam, gotuję, pracuję zawodowo, dbam o finanse naszej rodziny (niestety to ja w naszej relacji trzymam kasę) - jak mówi on: na tym mu w ogóle nie zależy.
                Siedzę z nim wieczorami, słucham jego opowieści o pracy, a nawet po raz enty tych samych historii z lat jego pięknej młodości. Troszczę się o niego gdy jest chory, kupuję lekarstwa. Staram się mu pomóc wyjść z trudnych sytuacji (np. dostaje list, że zawalono robotę i trzeba zapłaci 150 tys zł). -> to lubi
                Zawsze starałam się szanować jego wolność. Wolność wyboru zawodu, pracy, sportu uprawianego popołudniami. - to chyba był mój błąd.

                Jak powiedział, najbardziej ceni okazywanie uczuć, przez to że się z nim kocham. W sumie sama lubię seks, więc czemu nie. Ale ja mam inną definicję, i dla mnie to nie jest staranie, tylko przyjemność.

                Jednym słowem: zagłaskać kotka na śmierć. Za bardzo się staram. I przypuszczam, że to też go wkurza. Bo do czego on mi jest potrzebny? Ma pracę w której czuje się mocny i to dla niego powód d wewnętrznej dumy i miejsce samorealizacji. Nie wiem, może nie czuje się zrealizowany w domu? On uważa że to domena 'kobiet ' (o rany jak mnie tym wkurza)..
                • triss_merigold6 Re: staranie 27.06.14, 14:20
                  To przestań się aż tak starać, nie opłaca się. Albo staraj się i wymagaj wzajemności.
                • pade Re: staranie 27.06.14, 14:21
                  > Wstaję rano do dzieci, żeby on mógł się wyspać, sprzątam, gotuję, pracuję zawod
                  > owo, dbam o finanse naszej rodziny (niestety to ja w naszej relacji trzymam kas
                  > ę) - jak mówi on: na tym mu w ogóle nie zależy.

                  A mąż coś robi w domu? I dlaczego tylko Ty wcześniej wstajesz?

                  > Siedzę z nim wieczorami, słucham jego opowieści o pracy, a nawet po raz enty ty
                  > ch samych historii z lat jego pięknej młodości. Troszczę się o niego gdy jest c
                  > hory, kupuję lekarstwa. Staram się mu pomóc wyjść z trudnych sytuacji (np. dost
                  > aje list, że zawalono robotę i trzeba zapłaci 150 tys zł). -> to lubi

                  A jest wzajemność?

                  > Zawsze starałam się szanować jego wolność. Wolność wyboru zawodu, pracy, sportu
                  > uprawianego popołudniami. - to chyba był mój błąd.

                  Tego akurat nie uważam za błąd.
                  • triss_merigold6 Re: staranie 27.06.14, 14:25
                    Oczywiście, że to błąd ponieważ w ten sposób nie określiła granic. To jak z dzieckiem, musi wiedzieć co wolno, a czego nie wolno.
                    • pade Re: staranie 27.06.14, 14:30
                      Żartujesz chyba, jakby mi mój mąż powiedział, ze mam iść do innej pracy, albo przestać jeździć na rowerze to bym go chyba śmiechem zabiła.
                      Chyba, że autorce chodziło o czas jaki jej mąż na to przeznacza. To inna bajka.
                      Natomiast ja tu widzę "męczennicę" niestety. Kobietę, która wzięła na siebie za dużo, mężowi dała wolną rękę, nie wyznaczyła żadnych granic.
                      • marcysia1000 Re: staranie 27.06.14, 14:36
                        Męczennice, no może. Ale dzielnie walczącą o podział obowiązków. Tyle tylko, że ile razy można kłócić się o to samo?? wiele z tych rzeczy, np. wstawanie rano i gotowanie przyjęłabym na siebie z radością, gdyby tylko M to docenił. Wyobrażacie sobie gotować dla osoby która kręci nosem, że źle doprawione? JA NIE. Ale dla dzieci gotuję i on im wyżera.
                        Moja doba jest co najmniej o 3 razy za krótka. Nie pogodziłam się z faktem, że mąż się nie zaangażuje w obowiązki domowe, ale nie mam czasu na wieczne kłótnie. Wolę już komuś obcemu zaplacić żeby mi pomógł.
                        • pade Re: staranie 27.06.14, 14:40
                          Tak myślałam, że Ty się przede wszystkim czujesz niedoceniona:) I rozumiem to.
                          Gorzej, że jak mąż potrafiłby Cię docenić, wzięłabyś na siebie jeszcze ze trzy etaty.
                          Tu się nie ma o co kłócić. Siadacie ustalacie podział obowiązków i czasu i trzymacie się tego.
                          Podstawowe pytanie: chcecie coś naprawić w małżeństwie, czy wolicie się na siebie boczyć?
                          Żale chowasz do kieszeni na ten moment i ustalasz z mężem konkretnie co i jak.
                        • triss_merigold6 Re: staranie 27.06.14, 14:41
                          To wszystko trzeba ustalać duuużo wcześniej - jemy co kuchnia wyda, nie podoba ci się = gotuj sam, nie wyżeraj dzieciom, nie sprzątasz = płacisz za panią do sprzątania itd.
                          • marcysia1000 Re: staranie 27.06.14, 14:51
                            Tak właśnie jest. Zasady są od 5 lat jasne. Takie jak napisałaś. Jedzenie organizuje sobie sam, nie sprząta to płaci za sprzątaczkę itd. W pewnym sensie podział obowiązków mnie nie satysfakcjonuje, bo liczyłam, że wiele rzeczy będziemy robić wspólnie, a nie zatrudniać, sprzątaczek, nianiek, ogrodników i bóg jeden wie kogo. To daje zły przykład dzieciom. Ja jestem raczej z zamożnego domu i zawsze uczono mnie skromności. To jest na przekór moim przekonaniom.
                            I ja się nie użalam nad sobą. Pytanie było w jaki sposób się staram. A ja się nie staram od dłuższego czasu. To są czasy dawne i minione. Czasami mam krótkie chwile powrotu, ale absolutnie mi się to nie opłaca. Bo on się nie stara. To po co ja mam się starać i być zawiedziona, że mnie nie docenił? To lepiej nic nie robić. Wszystko prawda, wzięłabym na siebie i 5 etatów gdyby mój chłop mnie docenił. Może lepiej się cieszyć, że nie docenia to mam więcej czasu dla siebie :))
                            • pade Re: staranie 27.06.14, 15:05
                              No to jedyne, co Ci pozostaje, uświadomić mu jak fatalny daje przykład dzieciom. Bez oskarżania, tylko jako info. Może on nie ma pojęcia, że dzieci na niego patrzą i się uczą?
                              Jeśli to już było ...to sama nie wiem, co bym zrobiła, chyba bym się jednak rozwiodła. Nie mogłabym być z facetem, który ma w d..własne dzieci.
                              Inna sprawa to to, co pisałaś w wątku o intymności. Ja mam wrażenie, że Wy nie za bardzo potraficie ze sobą rozmawiać.
                              Nie chcę być drugą Zuzi (bez obrazy), ale poleciłabym Ci, o ile już tego nie zrobiłam, książkę Nowe zasady małżeństwa. Wiele Ci się wyjaśni, nie raz pomyślisz: o! to o nas:) i nie raz będzie Ci głupio, bo się okaże, że popełniasz podstawowe błędy (tak jak prawie wszyscy:))
                            • anaiss Re: staranie 27.06.14, 15:37
                              A ja uważam, że zatrudnianie osób do pomocy w domowych obowiązkach, jeśli komfort finansowy rodziny na to pozwala nie jest złym przykładem dla dzieci. Dlaczego z zasady dzieci mają widzieć umęczoną matkę przy garach czy innym mopie? Można ten czas poświęcić rodzinie. Sama, mimo, że nie mam dzieci i mam niewielkie mieszkanie chętnie - gdyby tylko byłoby mnie stać na to - zatrudniłabym kogoś do ogarniania domostwa raz/dwa razy w tygodniu. Dajesz przecież w ten sposób komuś pracę, dlaczego miałby to być wyłącznie zły przykład dla dzieci?
                              • pade Re: staranie 27.06.14, 18:18
                                Ja miałam na myśli, pisząc o przykładzie, niesłowność, olewanie obowiązków, pokazywanie się dzieciom w stanie mocno nietrzeźwym, brak odpowiedzialności za dzieci i brak chęci przebywania z nimi sama na sam vide: wywożenie do babci, zgubienie w sklepie.
                    • marcysia1000 błąd 27.06.14, 14:31
                      Z dzisiejszej perspektywy zgadzam się z Triss. Myślałam naiwnie, że dorosły facet jest mądrzejszy od dziecka. Ale przede wszystkim ja NIENAWIDZĘ jak ktoś stawi mi granicę. A miłując mojego lubego stosowałam zasadę nie rób drugiemu co tobie niemiłe.
                      • pade Re: błąd 27.06.14, 14:37
                        Ale tu chodzi o granice typu: Ty masz czas wolny np. dwa razy w tygodniu po dwie godziny i ja również. Jak będziesz wracał z pracy to zrób zakupy. Ty poodkurzaj, ja wytrę podłogę. Idziesz na imprezę? Wróć na tyle wcześnie, żebyś rano mógł wstać do dzieci. Ty szykujesz dzieci od pn do śr, ja pozostałe dni.
                        I nie chodzi mi o narzucanie, tylko wspólne ustalenia. I trzymanie się ich. Czyli: oboje macie obowiązki domowe, oboje zajmujecie się dziećmi, oboje macie czas dla siebie no i czas spędzony razem też by się przydał:)
                        • marcysia1000 Re: błąd 27.06.14, 14:44
                          pade napisała:

                          > Ale tu chodzi o granice typu: Ty masz czas wolny np. dwa razy w tygodniu po dwi
                          > e godziny i ja również.

                          Stosuję. Jeśli tylko zjawia się w pobliżu domu, wsiadam w samochód i natychm iast odjeżdżam, żeby nie słyszeć lamentów, że ciągle wychodzę (matematycznie on 3 razy w tygodniu, ja 2 razy w tygodniu)

                          Jak będziesz wracał z pracy to zrób zakupy.

                          Zapomniał. Wrócił później po zakupy, a ja siedziałam sama w domu z dziećmi przez 2h.

                          Ty poodkurz
                          > aj, ja wytrę podłogę.

                          Nie poodkurzał, bo miał inną BARDZO PILNĄ pracę. Ja nie wytarłam podłogi. Mamy syf.

                          Idziesz na imprezę? Wróć na tyle wcześnie, żebyś rano móg
                          > ł wstać do dzieci.

                          Miał wrócić, ale mu za długo zeszło. Był tak zapity, że nawet jak dzieci po nim skakały to nie zareagował.

                          Ty szykujesz dzieci od pn do śr, ja pozostałe dni.
                          Powiedzmy, że to się jako tako udało

                          > I nie chodzi mi o narzucanie, tylko wspólne ustalenia. I trzymanie się ich. Czy
                          > li: oboje macie obowiązki domowe, oboje zajmujecie się dziećmi, oboje macie cza
                          > s dla siebie no i czas spędzony razem też by się przydał:)

                          Ustalenia były wszelakie, listy z podziałem obowiązków na lodówce, przypomnienia smsem, karteczki, zapiski w kalendarzu. I tak średni efekt.
                          • triss_merigold6 Re: błąd 27.06.14, 14:47
                            Czyli masz do czynienia z biernym oporem i spychotechniką. To bardzo skuteczne strategie. Albo sankcje i nagrody jakie stosujesz są zbyt słabe, albo facet tak woli i żebyś się zagadała na śmierć, to tego nie zmieni.
                          • pade Re: błąd 27.06.14, 14:52
                            No to nie odpuszczaj. Rób swoje, a jego działkę mu zostaw. Co do zakupów-niech weźmie dzieci ze sobą.
                            Aha, wyraźnie mu zaznacz czego uczy dzieci nie dotrzymując słowa i lekceważąc swoje obowiązki. Ja bym nawet poszukała jakiegoś tekstu w necie i mu wydrukowała:)
                            • marcysia1000 zakupy 27.06.14, 14:56
                              Na zakupach zgubił dzieci. Na szczęście ochrona w tesco ich znalazła. Starsza sie posikała ze strachu. Dali im kredki na otarcie łez. Od tej pory nie puszczam dzieci na zakupy z mężem.
                              Choćbym się zagadała nic nie da. Jego metody są skuteczniejsze.

                              Pozostawiony sam na weekend z dziećmi wywozi do teściowej :)
                              • pade Re: zakupy 27.06.14, 14:59
                                www.babyboom.pl/ciaza/rola_taty/niezastapiony_ojciec_o_roli_ojca_w_zyciu_dziecka.html
                                to weź mu to wydrukuj
                                i wjedź na ambicję
                                no chyba, że jest kompletnym idiotą, nic do niego nie dotrze i dzieci go nie obchodzą
                                to wtedy lepiej dla nich, żeby nie miały takiego ojca
                              • anaiss Re: zakupy 27.06.14, 15:38
                                Fatalna historia z tym zgubieniem dzieci, ale chyba mogło się przytrafić każdemu, prawda?
                      • triss_merigold6 Re: błąd 27.06.14, 14:37
                        Masz do czynienia z facetem. Im się określa granice jak trzylatkom, musżą mieć klarowne, polecenia jasne, konsekwencje natychmiastowe.
                  • marcysia1000 Re: staranie 27.06.14, 14:25
                    On coś robi, ale nie za wiele. Dlatego ja, nie sprzątam - sprzątaczka odeszła w zeszłym miesiącu więc zarastamy brudem, w tygodniu nie gotuję (dla M zupa byla 'za słona' więc niech sam sobie gotuje). Pracuję, bo lubię moją pracę. A dlaczego wcześniej wstaję - ktoś musi dzieci wyprawić z domu. A Pan Mąż rzadko staje na wysokości zadania. A ja niestety muszę zdążyć do pracy. Mam takie wrażenie, że dzieci to tylko 'mój problem'. W jakimś sensie się z tym pogodziłam. Lubię moje dzieci i chętnie z nimi spędzę czas. A jak on nie chce, to jego strata.
                    • pade Re: staranie 27.06.14, 14:33
                      Skoro masz wrażenie, że dzieci to Twój problem, to czas najwyższy wdrożyć męża w opiekę nad nimi. One potrzebują ojca tak samo jak matki. Model rodziny jaką uskuteczniacie: mama w domu, tato nie wiadomo kiedy wróci, nie jest dobry dla dzieci. No i dodatkowo Ty masz żal, że on nie wkłada do Waszego "rodzinnego worka" tyle, ile mógłby. I powstaje błędne koło.
                      • marcysia1000 jak wdrożyć ojca w opiekę? 27.06.14, 14:38
                        A jak go wdrożyć?? Bo mi się wydaje się próbowałam już wszystkiego. Żeby nie było, bo wielu kłótniach i walkach to on kładzie dzieci spać, ja 2 razy w tygodniu wychodzę na fitness i on zostaje z dziećmi popołudniu. Ale to niestety wszystko. mimo to dzieci bardzo go kochają.
                        • triss_merigold6 Re: jak wdrożyć ojca w opiekę? 27.06.14, 14:45
                          Załatw mu część weekendu z dziećmi.
                        • pade Re: jak wdrożyć ojca w opiekę? 27.06.14, 14:49
                          Bez kłótni też się da.
                          Mój mąż jest jedynakiem, wychuchanym przez mamusię.
                          Bardzo pracowity człowiek, ale o organizacji życia domowego nie miał zielonego pojęcia. Bo i skąd?
                          Więc musiałam go nauczyć. Gorzej, że parę lat czekałam aż się domyśli, coś tam przebąkiwałam bezskutecznie, albo użalałam się nad sobą jak to wszystko na mojej głowie jest.
                          Kiedy zrozumiałam wreszcie swoje błędy, w komunikacji również, siadłam z mężem, raz, drugi, piąty i wyłuszczyłam co i jak. Doceniłam to, co warte docenienia, powiedziałam o swojej potrzebie uznania mojego wkładu w rodzinę. Opisałam jak się czuję, kiedy on jest z boku, a ja w środku i oznajmiłam, że dzieci na tym bardzo cierpią bo:....
                          Ustaliliśmy podział, kto i za co jest odpowiedzialny, na początku nie było łatwo, bo mój mąż jest mocno skupiony na pracy, ale teraz nie ma żadnego problemu.
                          A moja wina jest taka, jesli tu można w ogóle mówić o winie, że jak założyłam rodzinę, to byłam typową strażniczką domowego ogniska. Nieba bym mu przychyliła, dzieci sama "obrabiała", to samo z domem, bo czułam, że tak trzeba. No, nie trzeba, ba, nie można tak. Chyba, że oboje partnerzy dobrze się czują w takich rolach, wtedy to co innego.
    • danaide Re: co mi jest? prośba o radę Psych 27.06.14, 17:44
      Jakoś nikt nie radzi w wątku by się pozbyć pasożyta, jak w wielu innych. Od czego to zależy? Bo tylko się leni i czasem pije więc to za mało by za drzwi wystawić?
      • danaide Re: co mi jest? prośba o radę Psych 27.06.14, 17:48
        Dla autorki - a jakiś kurs o złości, o asertywności, takie tam, terapia to na lata, polecamy, ale na szybko to jednak uzmysłowienie sobie paru podstawowych kwestii? Gorzej, że my tu piszemy o różnych takich "niezależnościach", a większość kobiet zwyczajnie chciałoby, żeby ślubny chodził jak w zegarku, a jak nie chodzi to reszta jednak małe znaczenie ma.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: co mi jest? prośba o radę Psych 29.06.14, 09:16
      marcysia1000 napisała:

      > Co mi jest? Nie potrafię odejść. Nie umiem przebaczyć.

      Przeczytawszy inne Pani wpisy w tym wątku, myślę że to co powyżej Pani napisała to trafna diagnoza.
      Nie potrafi Pani odejść, ale rozpamiętując czy też niewybaczając jakiś zachowań mężowi , nie może Pani spokojnie czy radośnie funkcjonować w życiu. A związek jest jego częścią. Staje się Pani rozczarowana i smutna, ma Pani różne pretensje, "liże" Pani swoje życie przez szybkę, ale nie potrafi Pani w tej sytuacji odejść.
      Myślę, że taka postawa zatruwa Pani życie, ale i mężowi. Pani czuje, że on się nie stara, on, że nie może Pani zadowolić. To jest stanie w miejscu.
      Jeżeli nie chce Pani odejść, co rozumiem, to oznacza, że będzie Pani doświadczać też jakiś nieprzyjemnych rzeczy w związku, że nie jest związek ani partner dla Pani idealny. I że Pani, mimo wypełniania starannie wziętych na siebie niezbędnych obowiązków domowych i życiowych, nie staje się przez to partnerką idealną. Niestety, tak to nie działa. Co z tego, że można o tym myśleć, że jest niesprawiedliwe i niepartnerskie. Jeśli Pani pozwoli sobie na ciągłe niewybaczanie i pozostanie w związku, to nie zazna Pani spokoju. Smutek i bezradność o której Pani pisze będą się pogłębiać.
      Na jakiś ruch wobec siebie musi się Pani zdecydować. To da Pani ulgę. Dopiero z takiej emocjonalnej pozycji można spróbować zmieniać związek czy jakoś na niego wpływać, aby stał się satysfakcjonujący. Inaczej pogrąży się Pani jedynie w pretensjach, wypowiedzianych lub nie. A to trucizna. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • julita165 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 30.06.14, 14:29
        To jest bardzo mądry post. Jeśli ja go dobrze rozumiem to masz dwa wyjścia i w obu przypadkach decyzja nalezy tylko i wyłącznie do Ciebie - albo zadecydujesz że plusy tego związku przewyższają minusy i będziesz cieszyć sie życiem i małżeństwem takim jakie ono jest, na zmianę męża nie ma co liczyć, bo po x lat życia i związku człowiek nie jest w stanie zmienić się wiele a do tego na stale ( mnie się taka droga nie udała chociaż mam wrażenie że długo próbowałam ) albo jednak zdecydujesz o rozstaniu
        • marcysia1000 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 30.06.14, 14:48
          Ja to rozumiem trochę inaczej. U mnie największym problemem chyba nie jest to że takie sytuacje miały miejsce, ale fakt, że uważam, że nic się nie zmieni. Jeśli nic się nie zmieni to ja nie chcę w tym trwać.

          Teraz mam dwie opcje właśnie: podziękować za wspólne lata i rozstać się. A druga, to wybaczyć. Ale postawić nareszcie jasne granice. Jeśli Pan M wróci po raz kolejny pijany do domu nad ranem, albo zrobi wypad z kolegami na striptiz, albo zostawi mnie gdy będę chora, albo adorował w mojej obecności inną kobietę albo będzie opowiadał o jakiś laskach to się rozstaniemy - tak samo jeśli chciałby całować, sypiać z innymi kobietami etc. Lepiej mu sytuacje hipotetyczne też wyłuszczyć. Jeśli zadeklaruje, że nie będzie przekraczał więcej tych granic, to ja nie będę nigdy więcej wracać do przeszłości. Postaram się żyć chwilą obecną. I jakoś to wszystko poukładać na nowo.
          Tak jak pisałam. W najgorszym wypadku stracę jeszcze rok albo dwa.

          Opcja 2 ma dwa minusy: on nie zrozumie co ja do niego mówię, i najważniejsze, czy mi się chce jeszcze raz próbować. Muszę sobie sama na to pytanie odpowiedzieć.

          PS. M się stara. Pierwszy raz od kiedy mamy dzieci posprzatalismy razem dom. W piatek wieczorem siedział i bawił się z dzieciakami do późna. Cały weekend starał się o nas wszystkich.
          • julita165 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 30.06.14, 15:14
            Z tym stawianiem granic to jest tak, że efekt może być dwojaki - albo mąż zaakceptuje granice albo przynajmniej będzie się starał ( bo wpadki każdemu przecież mogą sie zdarzyć ) albo powi adios bo Twoje granice będą dla niego nie do zaakceptowania, nawet jeśli postronny przeciętnie myślący obserwator uznałby że niczego szczególnego w tych granicach nie ma.
            Ja prawie od początku miałam do męża zastrzeżenia bardzo podobne do Twoich, od początku starałam się stawiać granice choć bylam gotowa do jakiegoś negocjowania tych granic, wypracowania kompromisu. Mąż początkowo ( ale bardzo na początku ) obiecywał poprawę, potem nic nie mówił, a w końcu powiedział adios.
            Ja miałam i chyba nadal mam wrażenie, że wybaczałam mu jego wybryki, nie wracałam do nich, no co najwyżej w sytuacji kolejnego wybryku tytulem przypomnienia że coś już wcześniej ustaliliśmy. Ale wybaczyć, a zapomnieć to dwie inne sprawy. Wybaczenie jest kwestią woli, pamięć jest poza naszą wolą. Nie można wmówić sobie że czegoś nie pamiętam więc może jednak jakieś urazy z przeszłości nawet podświadomie wracają i jeśli raz coś zostało zepsute to bardzo trudno to naprawić nawet mimo ogromnej woli wybaczenia. W tym jest coś jeszcze co moim zdaniem jest fundamentem związku czyli zaufanie. Nawet jeśli w takiej kryzysowej sytuacji w związku postanowi się wybaczyć, zacząć wszystko od nowa, na nowych zasadach wynikających z postawionych granic to dużo wody w Wisle upłynie zanim zaufa się partnerowi że tych granic nie naruszy
            • marcysia1000 Re: co mi jest? prośba o radę Psych 30.06.14, 15:25
              Jeśli powie adios to nie jest źle. Trudno. Tak to jest czasami w życiu. Przynajmniej będzie szczery.

              Gorzej jeśli obieca, a obietnicy nie dotrzyma. Wtedy faktycznie powinniśmy się rozstać i ciągnięcie związku nie ma większego sensu. Mój M ma takie wybryki od kiedy sprowadziliśmy się do jego rodzinnego miasta i wrócili starzy koledzy. Wcześniej wszystko było inaczej. Śmiałam się kiedyś, że mogłabym zostawić M na 'bezludnej' wyspie z pięknymi kobietami i wiem, że on kochałby tylko mnie. Czułam się dla niego najważniejsza. I potrafił mi to okazać. Jak nikt inny.

              Zaufania nie da się odbudować w jeden dzień. Myślę, że to długi proces. Może zabrać nawet kilka lat. Tylko ja właśnie nie wiem jak mądrze budować relacje. I jak JA mogłabym się zmienić, żeby było mi lepiej w życiu.
              • pade Re: co mi jest? prośba o radę Psych 30.06.14, 16:33
                Tylko ja właśnie nie wiem jak mądrze budować relacje. I j
                > ak JA mogłabym się zmienić, żeby było mi lepiej w życiu.

                A naprawdę chcesz wiedzieć? Jeśli tak, to czytaj mądre książki, idź na warsztaty. Wiedza sama do Ciebie nie przyjdzie:)
                • marcysia1000 Pade - Pokochaj siebie 01.07.14, 10:57
                  Przeczytałam Pokochaj siebie. Spoko. Chociaż głupio to zabrzmi, to większość 'pracy' o której mówi książka mam za sobą. Oczywiście można ciągle pracować nad sobą, stawiać sobie coraz to wyższe poprzeczki i uzyskiwać pożądane 'jestem..'. I to nie ma końca. Chociaż, ja naprawdę lubię swoje życie. I jestem taka jaka chcę być. Oprócz aspektu relacji z moim mężem moje życie jest takie jakie chcę mieć. Lubie swoje ciało, lubię siebie. Jestem dumna z tego, że przełamałam wiele swoich strachów. Od wielu lat ogromnie cenię sobie odwagę - do pokonywania własnych słabości i odkrywania siebie.

                  Najciekawszy był rozdział 1 - o tym, że myśli mogą kontrolować uczucia. I coś w tym chyba jest. Wiem także, że gdybym nakazała sobie myślami przestać kochać M., to tak by się stało. Tyle, że ja nadal nie chcę. Jak to było w innym poście, ta sytuacja nie jest jednoznaczna. Jest letnia. Ani absolutnie zła, ani tym bardziej dobra. Gdyby on mnie zdradził, uderzył - byłoby jasne, że trzeba uciekać. A u nas jest nijako. I ta ambiwalencja moralna jest w tym wszystkim dobijająca.

                  Nasza relacja powstała z wielkiej, ogromnej, obopólnej miłości i namiętności. Chyba przykro byłoby mi przyznać się do błędu - że to wszystko ułuda. Że mimo chęci, mimo fantastycznego startu, nie udało się nam zbudować dobrej i satysfakcjonującej relacji. Teraz próbujemy jeszcze raz. Może nam się uda? A jeśli nie, to faktycznie wierzę, że każdy z nas może być szczęśliwy osobno. Tylko czy dzieci dadzą radę? Nie będę się martwić na zapas :)
                  • pade Re: Pade - Pokochaj siebie 01.07.14, 11:37
                    Jedna książka to trochę mało, bez urazy:) Chociaż czasami tzw. "mądrość życiowa" jest lepsza niż sto książek.
                    Pytanie mam: czego Ty właściwie chcesz?:)
                  • pade Re: Pade - Pokochaj siebie 01.07.14, 11:42
                    A co do tych myśli..nie coś w tym jest a tak właśnie jest:)
                    Jak się dobijasz przygnębiającymi myślami, rozpamiętujesz, w kólko zamartwiasz to nie będziesz w tym samym czasie szczęśliwa.
                    Najfajniej myśleć "realistycznie", rozpatrywać problem z różnych perspektyw, nie tylko najgorszej. Tzw. pozytywne myślenie natomiast, niesie ze sobą pułakę samooszukiwania się.
                    • marcysia1000 Re: Pade - Pokochaj siebie 01.07.14, 13:08
                      Pewnie, że za mało. Chciałam się po prostu podzielić refleksjami po lekturze :)
                      A czego chcę, pewnie jak wszyscy, być szczęśliwa.
                      Pozdrawiam
Pełna wersja