marcysia1000
23.06.14, 15:54
Nie potrafię nazwać własnych uczuć. Tak mam już od dziecka. Potrzebuję dużo czasu żeby (właściwie?) ocenić sytuację. Ma być o życiu rodzinnym, ale będzie tylko o małżeństwie. Niby mam wszystko w życiu, a nasza relacja zabiera mi całą radość życia. Mój Mąż zrobił mi parę numerów np. kiedy bardzo źle się czułam wybrał wyjście z kolegami, kiedyś gdy byłam świeżo upieczoną mamą zarzucił mi że jestem nieatrakcyjna, plus wybryki kryzysu wieku średniego szukanie uznania w oczach innych kobiet, wypady z kolegami na striptiz, imprezy i tańce z innymi dziewczynami do rana. Niewielka pomoc przy wychowywaniu dzieci, szczególnie gdy były całkiem małe. Niby nic, ale to wszystko sprawia, że brak mi poczucia że jestem dla niego ważna. Nie czuję się kochana. Najpierw był żal. A teraz jest tylko melancholia, jak gdybym lizała życie przez szybę.
Co mi jest? Nie potrafię odejść. Nie umiem przebaczyć.
Na terapii już byliśmy. Jakiś czas było lepiej. Potem zapomniał co ustaliliśmy wspólnie. Terapia pokazała mi, że ludzie różnie okazują sobie uczucia. I on okazuje mi w inny sposób niż bym chciała. Ale brak mi nawet gniewu. Moje słowa trafiają w pustkę. Ja mówię, a on nie rozumie. Nie chce już słuchać moich słów. Nie rozumie, że ja próbuję coś mu o sobie powiedzieć. Może chaotycznie, bo sama nie wiem dokładnie co mi jest.
Chyba tylko smutek. I bezradność.