georgina04
24.06.14, 23:58
Sluchajcie mam taka sytuacje i nie mam pojecia jak sie zachowac.
W skrocie wyglada to tak:
- Babcia mojego partnera (matka jego matki) ma grubo ponad 90 lat i jest umierajaca. Dzis dostalismy wiadomosc, ze trzeba przygotowac sie na najgorsze.
- Moj partner i jego matka sa od dluzszego czasu skloceni. Nie rozmawiaja ze soba od ponad roku.
- Matka mojego partnera obwinia o ten konflikt mnie. Poszlo o to, ze po dwoch latach zwiazku postanowilismy, ze swieta spedzamy razem. Najpierw u mojej rodziny a w drugi dzien swiat u rodziny partnera. Kolejnosc podyktowana tylko i wylacznie logistyka wyjazdu.
Mieszkamy za granica,w Polsce jestesmy 2-3 razy w roku, nasze rodziny sa na przeciwleglych katach kraju wiec wymagalo to od nas sporo kombinowania. Zalezalo nam na tym aby po pierwsze swieta spedzic razem, po drugie przedstawic partnera rodzinom.
Niestety, matce mojego partnera ta decyzja mocno sie nie spodobala i uznala jego nieobecnosc w domu w wigilie za niewybaczalne. Dodam w tym momencie, ze rodzina jest niewierzaca, a partner moj ma 35 lat i wczesniej nie bylo problemu gdy swieta spedzal poza domem. Matka miala jednak ogromny zal, ze Wigilie spedzil z moja rodzina.
Gdy przyjechalismy do nich w drugi dzien swiat nawet nie zeszla sie z nami przywitac. Przez caly nasz pobyt byla obrazona, cedzila slowa, a jak tylko ja wychodzilam z pokoju czy do lazienki to wylewala pretensje i lzy na mojego partnera, ze jak on mogl jej to zrobic. Twierdzila, ze my (ja i on) przeciez nie jestesmy tak naprawde prawdziwa rodzina i powinnismy spedzac swieta kazde u siebie. Itp itp...
Od tamtej pory stosunki bardzo mocno sie ochlodzily. Matka sie obrazila, uznala, ze to ja jestem winna, ze ona "stracila" syna. Tak naprawde to podejrzewam, ze chyba w koncu dotarlo do niej, ze on do Polski nie wroci i zaczyna na serio ukladac sobie zycie poza krajem. Moj partner wielokrotnie prosil ja aby przestala go nastawiac przeciwko mnie i zle o mnie mowic, ale to nic nie dalo. W koncu postanowil sie zdystansowac, przestali sie do siebie odzywac i tak jest do dzis.
- Moj partner oczywiscie zamierza na pogrzeb babci poleciec.
- Ja nie mam pojecia czy powinnam leciec z nim czy nie.
Odruchowo, i tak bylam wychowana, chcialabym pojechac, byc z nim i z jego rodzina w tych trudnych chwilach i to jest moj pierwszy odruch.
Aczkolwiek obawiam sie, ze z uwagi na konflikt i to, ze matka za konflikt obwinia mnie, moge nie byc tam mile wdziana. W takim momencie nie chce jeszcze swoja osoba sprawiac jej dodatkowej przykrosci.
Mam swiadomosc, ze ona obwinia mnie za zabranie jej syna i nie chcialabym jej w tej sytuacji jeszcze dodatkowo draznic swoja obecnoscia.
Z drugiej strony... jestesmy ze soba 4 lata, staramy sie o dziecko, planujemy slub. Nie chcialabym aby na poczatku budowania naszej rodziny byly takie kwasy. Zalezalo mi na dobrych stosunkach z jego rodzina i wydaje mi sie, ze nie pojechanie na ten pogrzeb moze na dlugo zaprzepascic szanse na ich polepszenie. Ale moze sie myle...?
Dodam jeszcze, ze w tym roku zmarl brat mojej mamy. Oboje wsiedlismy w samolot i polecielismy na pogrzeb do Polski. Dla mnie to bylo najzupelniej normalne, natomiast "tesciowa" miala o to do mojego partnera ogromne pretensje, teksty w stylu "po cos ty tam pojechal, juz sobie nowa rodzinke wybrales". Mam wrazenie, ze jest zazdrosna o jego relacje z moja rodzina.
Wiec jesli ja teraz nie pojade do jego rodziny na pogrzeb, to znow bedzie przeciwko mnie.
Jednoczesnie ona wielokrotnie podkresla, ze ja nie jestem czescia ich rodziny, jestem osoba obca i postronna, wiec podejrzewam, ze nie bedzie sobie zyczyla mojej obecnosci na pogrzebie swojej matki.
Co byscie zrobily na moim miejscu? Bede rowniez wdzieczna za rade Pani Agnieszki.
Dziekuje