Typowa kłótnia, typowe małżeństwo?

26.06.14, 10:54
Czy to jest norma, że facet zadaje pytanie "czym się różnią mieczyki od irysków" a na odpowiedź "to inne gatunki" zaczyna się wściekać, że: odpowiedź jest chamska/głupia/upokarzam go/jestem złośliwa? Ja mówię, że nie będę w ten sposób rozmawiać i idę do domu. Za chwilę przeprasza i dalej twierdzi jak powyżej. Że miał rację przecież, bo głupia, chamska itp.
Ostatnio było dobrze między nami, ale miesiąc temu była duża kłótnia. Prosiłam, żeby skopał mi grządkę, ale ponieważ nie miał czasu i były inne sprawy, to ja skopałam sama, ponad połowę. W końcu mąż przyszedł dokończyć, ale się na mnie wściekł, że źle skopałam, w ogóle lepiej żebym tego nie robiła. A koszę trawę mu na złość bo przecież powinnam zrobić coś innego (już nie pamiętam co). Ja coś tam próbowałam na spokojnie tłumaczyć, nie dało się, potem się obraziłam, powiedziałam, że chcę rozwodu. Powiedział, że się wyprowadzi, ale mnie kocha. Jakoś się pogodziliśmy i było dobrze. Mam dość tej huśtawki emocjonalnej, jesteśmy razem prawie 20 lat, jesteśmy razem od matury, i nie jest lepiej. Gorzej może też nie ale po tylu latach jestem po prostu zmęczona. Po każdej kłótni mam mega doła, nic nie jestem w stanie zrobić. Mam poczucie zmarnowanego życia.
Inna kłótnia. Szykuję się do spania, młodszy zaczyna płakać. Ja szybko myję zęby, bo wiem, że jak się z nim położę, to zasnę po długim karmieniu piersią. Mąż wścieka się, że jestem złą matką, bo jak to, dziecko płacze a ja myję zęby. Mąż go nie utuli, bo mały w nocy na jego widok jeszcze bardziej wrzeszczy.
Dzieciaki go kochają, ja niestety też. Dla dzieci jest dobry, nie czepia się. Prędzej ja coś odwarknę do nich gdy mnie mąż rozstroi, zaraz potem przepraszam.
Odeszłabym gdybym była sama, za bardzo mnie to niszczy. Mam zerowe poczucie bezpieczeństwa. Jak się trochę oswoję, wyluzuję przy nim, to znowu ni z tego ni z owego zaczyna się awantura. I wszystko jest moją winą.
    • celestyna444 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:02
      Irys i mieczyk to jest chyba jedna rodzina Kosaćcowatych...więc tu chyba Twój facet miał rację :-) a tak poza tym to ogromnie współczuję.
      • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:16
        Tu nie chodzi o to, czy rodzina, czy gatunek, tylko o to, że on oczekiwał, że ja mu opiszę dokładnie na czym polega różnica a ja według niego odpowiedziałam mu na odwal się, złośliwie itd.
      • sootball Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:37
        Rodzina jest wyższą kategorią niż gatunek, więc odpowiedź była poprawna :)
        • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:40
          To naprawdę nie chodzi o to, czy rodzina czy gatunek tylko dlaczego on na starcie traktuje to jako odpowiedź CHAMSKĄ.
        • celestyna444 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 12:02
          Przecież to był żarcik :-D nie byłam sobie w stanie wyobrazić jak dorosły facet może się wściekać o płatki kwiatków... :-(
      • quba Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 23:40
        Irys to kosaciec, mieczyk - gladiola

        Ale nie o to chodzi.
        Dlaczego, kiedy żona mężowi odpowiada, ten wścieka się, że ona jest głupia, a odpowiedź chamska.
        Moim zdaniem facet ma albo jakąś nerwicę (jak ma w pracy???), albo choruje "na łebek", delikatnie mówiąc.
        Po co on się na żonie odgrywa?
        A może po prostu rzuciła go kochanka? To bym najbardziej podejrzewała.

        Poradzić nie potrafię, ale współczuję Ci takiego męża, takiego życia, to po prostu jest dla Ciebie bardzo niszczące.
        Spróbuj kwitować te jego histerie może uśmieszkiem, albo zdaniem:
        - wiedziałam dokładnie, że zaraz się rozwrzeszczysz i powiedzieć mu zdanie, którego oczekiwałaś.
        Nie wiem jakie masz szanse na normalne życie, ja bym odeszła, wraz z dziećmi.
        Nikt nie ma prawa do tego, by komuś drugiemu niszczyć życie.

        Nagrywałabym jego wrzaski, a potem byłby dowód w sądzie, jako argument, przemiawiający za rozwodem.

        Trzymaj się!
        Nie daj się zniszczyć!
    • edw-ina Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:06
      I wy się tak 20 lat o takie durnoty sprzeczacie na śmierć i życie?
      • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:22
        Nie MY się sprzeczamy, bo tam sprzeczki nie było. Tylko pytanie odpowiedź a potem garść zarzutów. Tematyka dowolna. Problem w tym, że to tak eskaluje. A jak mówię, że nie będę w ten sposób rozmawiać, to mąż się nakręca. Choć i tak mniej, niż gdybym wdała się w dyskusję, co akurat bardziej mi odpowiada, bo ja nie lubię milczeć. Ale milczenie się bardziej sprawdza.

        Przez 20 lat były i głupsze tematy, np. jeszcze nie będąc mężem zrobił mi awanturę, że zasnęłam nie mówiąc mu dobranoc. Albo, że zamyślona patrzę w świeczkę. Boże, trzeba było wtedy wiać gdzie pieprz rośnie.
        • pogodoodporna Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:35
          zero76 napisała:

          >, bo ja nie lu
          > bię milczeć.

          :-D I wszystko na ten temat :-D
          Prawdopodobnie tez odmiennie traktuejsz dyskusje. Dla Ciebie dyskusja to wymiana wiedzy i pogladow. Dla niego prawdopodobnie to potyczka na ringu. Wygra madrzejszy w jego przekonaniu. Tobie nie zalezy na zwyciestwie, tylko na samej przyjemnosci dyskutowania, rowniez na zdobyciu w ten sposob nowych informacji.
          Wiec jesli zdarzylo sie, ze argumenty sa po Twojej stronie, to on nie moze tego przelknac. Ten typ tak ma :-) Zreszta mezczyzni czesto, jak pewnie sama zauwazylac, tylko deklaruje, ze chce miec madra, inteligentna kobiete, czesciej wola ladna i glupia :-D
          Troche zartem to pisze, bo wierze, ze zrozumiesz o co mi chodzi :-)
          • edw-ina Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:41
            Ten typ tak ma :-) Zreszta mezczyzni czesto, jak pewnie sama zauwaz
            > ylac, tylko deklaruje, ze chce miec madra, inteligentna kobiete, czesciej wola
            > ladna i glupia :-D

            - nie zgadzam się. Tak robią faceci niepewni siebie. Ci, którzy wiedzą kim są, nie mają z tym problemu.
            • pogodoodporna Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:49
              edw-ina napisała:

              > - nie zgadzam się. Tak robią faceci niepewni siebie. Ci, którzy wiedzą kim są,
              > nie mają z tym problemu.

              Moja wypowiedz byla w zartobliwym tonie, przeciez nie twierdze, ze tak jest we wszystkich przypadkach :-) Zreszta to przeciez jasne, ze niskie poczucie wartosci sklania ku ponizaniu innych, aby samemu sie dowartosciowac.
              Ale, ale, cos jednak jest na rzeczy, bo zauwaz, ze wiekszosc mezczyn w pierwszej kolejnosci chwali sie uroda swojej partnerki ;-) Podkreslam- w pierwszej kolejnosci- czyli reszta, inteligencja kobiety, jej wyksztalcenie sa jakby w cieniu tej urody ;-))))
              • edw-ina Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:53
                Bo to kwestia pierwotna, przetrwania gatunku - wziąłem sobie ładną, więc pewnie i zdrową, będę miał zdrowe, mocne dzieci z moimi genami.
                • tully.makker Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 07.07.14, 14:19
                  Really? Naprawde bardziej sie oplaca miec dzieci ladna niz madre?
          • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:43
            Dla niego prawdopodobnie to potyczka na ringu.

            Może i potyczka, bo rzeczywiście nawet zwykłe rozmowy "o polityce" bywają burzliwe i ja zawsze jestem wykończona jak po walce. Ale tu do dyskusji nie doszło, bo od razu padły epitety. A ja w ten sposób nie będę rozmawiać.
            • pogodoodporna Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:59
              zero76 napisała:

              > Może i potyczka, bo rzeczywiście nawet zwykłe rozmowy "o polityce" bywają burzl
              > iwe i ja zawsze jestem wykończona jak po walce. Ale tu do dyskusji nie doszło,
              > bo od razu padły epitety. A ja w ten sposób nie będę rozmawiać.

              Wiesz cieszy mnie, ze teraz w szkolachi uczy sie dzieci dyskusji. Ze z pomoca nauczyciela nawet maluchy moga trenowac dobor argumentow i tego jak nie obrazac interlokutora. Widze, ze rowniez w pzypadku moich dzieci sa znakomite efekty takiej edukacji. Moze Twojego meza tez daloby sie w jakis sposob wyedukowac ? A przynajmniej uswiadomic do czego sluzy rozmowa ?
        • edw-ina Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:39
          Czyli powód do kłótni jest kompletnie nieistotny, ważne, by wywołać sprzeczkę, która wygeneruje silne emocje? Ponoć są ludzie uzależnieni od takich silnych, skrajnych emocji.
          A czy twój mąż przy okazji takich kłótni obniża twoje poczucie własnej wartości, uderza w nie? W sensie wyzywa, twierdzi, że jesteś nikim, nic nie potrafisz itp. Bo w takim wypadku to już jest przemoc.
        • pogodoodporna Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:40
          zero76 napisała:

          > Przez 20 lat były i głupsze tematy, np. jeszcze nie będąc mężem zrobił mi awant
          > urę, że zasnęłam nie mówiąc mu dobranoc. Albo, że zamyślona patrzę w świeczkę.

          W jednym i drugim przypadku poczul sie zignorowany :-) No to mow mu , ze jest wazny, potrzebny, ze duzo dla Ciebie znaczy. Bo to przeciez prawda. On tego najwyrazniej potrzebuje.
    • pogodoodporna Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:20
      zero76 napisała:

      > Czy to jest norma, że facet zadaje pytanie "czym się różnią mieczyki od irysków
      > " a na odpowiedź "to inne gatunki" zaczyna się wściekać, że: odpowiedź jest cha
      > mska/głupia/upokarzam go/jestem złośliwa?

      No przeciez mialas racje, mieczyk jest krewniakiem irysa :-D
      Dla mnie sprawa jest jasna- Twoj maz nie moze przebolec, ze sa dziedziny, w ktorych jestes od niego lepsza. Nie znosi tez Twojej samodzielnosci (umiejetnosc skopania grzadki na przyklad). Takie Twoje zachowania powoduja, ze wscieka sie na Ciebie, a w ekstremalnych przypadkach posuwa sie do udowadniania Ci na sile, ze to on ma racje, nawet jesli ewidentnie jej nie ma.
      Jestem pewna, ze rady z pewnoscia udzielilby Ci pan Lew-Starowicz. Ikona polskiej seksuologii, facet na ktorego mam alergie i doslowniem zgrzytam zebami czytajac jego" madrosci". Musisz stac sie glupsza od meza. Tak, tak, dobrze przeczytalas. Musisz udawac idiotke, najlepiej niezaradna i skazana na sile i madrosc meza. Musisz tez te sile i madrosc na kazdym kroku podkreslac. Bron Boze koszenie trawnika czy branie wiertarki do reki. To go wykastruje na amen i odbierze mu meskosc.
      Zrobisz co uwazasz ;-)
      • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:27
        Niestety on na wszelkie manipulacje reaguje alergicznie i wyczuwa je nawet tam gdzie ich nie ma.
        Wbrew pozorom jeżeli ja czegoś nie zacznę, to zazwyczaj będzie tak leżeć do skończenia świata, a jak się ruszę to on zazwyczaj dokończy.
    • sootball Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:42
      www.niebieskalinia.pl/edukacja/podstawowe-informacje-o-przemocy/wybrane-informacje-i-artykuly/4046-cykl-przemocy-w-rodzinie
      Czy jest tak jak w linku?
      To dotyczy zarówno przemocy fizycznej, jak i (jak w Twoim przypadku) psychicznej.
      • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:09
        u nas były wyzwiska: chamie, świnio, wariatko, zabiorę ci dziecko. To po urodzeniu starszego syna, jak miałam depresję poporodową.
        Ja wpadałam w histerię jak mi dokuczał, a on kpił, patrzył na zimno jak szaleję i mi dogryzał. Nie dawał mi żadnego wsparcia. Teraz jestem mądrzejsza, wyzwiska zostały ukrócone, od kilku lat spokój. Rok temu zostałam nazwana świnią bo marudziłam, że nie dał dziecku pić, mówiąc "zaraz" kilka razy pod rząd a potem wypierał się, że nie pamięta.
        Teraz w histerię nie wpadam, jak widzę, że zaczynam wychodzić z siebie, to wybiegam na dwór lub zamykam się w pokoju i za jakiś czas kłótnia przebiega spokojnie. Czyli ku dogadaniu się. Bo my się o dziwo dogadujemy w końcu. Chyba. Bo to wszystko nawraca.
        Jak ze strony męża jest dążenie do eskalacji to ja się wymykam, nie wchodzę w konflikt z którego i tak wyjdę przegrana.
        • andalus Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 07.07.14, 17:17
          Chamko chyba- bo chamie jakby nie było to rodzaj męski.
    • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:44
      Wygląda na to, że Twój mąż ma niskie poczucie własnej wartości i cokolwiek nie powiesz, zrobisz, on traktuje to jako atak na jego Ego. Jest przewrażliwiony, zwykła uwaga to dla niego krytyka, atak, więc żeby się "obronić" odpowiada atakiem.
      Powiedz mu, że się tak zachowuje i jak to wygląda z boku. I, że masz tego dość.
      Co robić, żeby nie brać wszystkiego do siebie:
      - trzeba zdać sobie sprawę, że to my nadajemy sens, wartość, słowom wypowiedzianym przez innych, że wszystko zależy od naszej wewnętrznej siły, poczucia wartości. Jeśli mam zdrowe poczucie własnej wartości zdaję sobie sprawę, że krytyka ze strony innych wcale nie musi być prawdziwa, że raniąca uwaga może być zwykłą niezręcznością ze strony rozmówcy.
      -to my decydujemy czyje słowa bierzemy pod uwagę i które. Inaczej czyjeś krzywe spojrzenie, mina, szepty, brak słowa, za dużo słów, to wszystko będzie nas tłamsić i ranić.
      -warto rozpoznać na jakim punkcie jesteśmy przewrażliwieni. Czy drażni nas czyjś stosunek do naszej pracy? wyglądu, jakiegoś zachowania? Może jakaś nasza potrzeba jest od dawna niezaspokojona i domaga się uwagi?
      -warto wiedzieć, że ludzie tak naprawdę poświęcają nam niewiele uwagi, bardzo niewiele, najbliżsi ciut więcej, ale i tak każdy z nas, ma głowę zajętą planami, obowiązkami, albo...rozkminianiem: dlaczego on na mnie krzywo spojrzał?:)
      • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 11:49
        I jeszcze jedno, warto sie zastanowić, skąd mężowi się wzięło to poczucie gorszości.
        A Tobie autorko bardzo współczuję. Mam w otoczeniu dwie takie osoby, strasznie ciężko się z nimi rozmawia.
        • sebalda Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 12:12
          Patrzenie na świecę najbardziej mi się spodobało:) Jak już pisałam w innym wątku, u nas oprócz nieodpowiednich słów, złośliwych (w jego mniemaniu) uwag, są jeszcze: nieodpowiedni ton, prychnięcie, mina, uniesienie brwi tudzież ramion, no i w ogóle cała mowa ciała. Kiedyś zdenerwował się na syna, poleciał do córki, której się żalił na syna, a ona się uczyła, po chwili usłyszałam podniesiony na córkę głos ojca. Ona próbowała się bronić, więc on tym bardziej sie nakręcił. Co się potem okazało? Ona zdenerwowała go swoją mową ciała. Czyli nie odsunęła się od komputera, nie patrzyła na niego, jak jej wylewał żale na brata, nie dość się na nim skupiła. Podła i lekceważąca taka. Piszę o tym zajściu, by pokazać, że to nie tylko moje słowa czy zachowania doprowadzają go do ataków furii. Ten typ tak ma, niskie poczucie swojej wartości kompensowane wyżywaniem się na bliskich.
          U Was jest o tyle lepiej, że Twój mąż nie robi tego dzieciom. Może jest dla niego jeszcze szansa:) A jak ma w pracy, z przyjaciółmi, z rodziną bliższą czy dalszą? Może tylko Ty działasz na niego?
          • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:13
            U Was jest o tyle lepiej, że Twój mąż nie robi tego dzieciom.

            Tylko, że dzieciaki małe i grzeczne. A ja upierdliwa stara baba. Nie wiem, czy to nie jest niepokojące, ale jak mąż krzyknie na starszego syna, to ten od razu płacze, boi się. A ja mogę sobie krzyczeć a syn nic się nie przejmuje.
      • pogodoodporna Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 12:04
        pade napisała:

        > Co robić, żeby nie brać wszystkiego do siebie:
        > - trzeba zdać sobie sprawę, że to my nadajemy sens, wartość, słowom wypowiedzia
        > nym przez innych, że wszystko zależy od naszej wewnętrznej siły, poczucia warto
        > ści. Jeśli mam zdrowe poczucie własnej wartości zdaję sobie sprawę, że krytyka
        > ze strony innych wcale nie musi być prawdziwa, że raniąca uwaga może być zwykłą
        > niezręcznością ze strony rozmówcy.
        > -to my decydujemy czyje słowa bierzemy pod uwagę i które. Inaczej czyjeś krzywe
        > spojrzenie, mina, szepty, brak słowa, za dużo słów, to wszystko będzie nas tła
        > msić i ranić.
        > -warto rozpoznać na jakim punkcie jesteśmy przewrażliwieni. Czy drażni nas czyj
        > ś stosunek do naszej pracy? wyglądu, jakiegoś zachowania? Może jakaś nasza potr
        > zeba jest od dawna niezaspokojona i domaga się uwagi?
        > -warto wiedzieć, że ludzie tak naprawdę poświęcają nam niewiele uwagi, bardzo n
        > iewiele, najbliżsi ciut więcej, ale i tak każdy z nas, ma głowę zajętą planami,
        > obowiązkami, albo...rozkminianiem: dlaczego on na mnie krzywo spojrzał?:)

        Kiedys napisalas mi podobnie Pade, bo i mnie ten problem dotyczyl, wciaz dotyczy, ale juz na szczescie w mniejszym stopniu ;-) Ta wiedza okazala sie dla mnie bezcenna. Jeszcze raz Ci wiec z calego serca dziekuje :-)
        • sebalda Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 12:38
          Też się zastanowiłam przez chwilę, czy nie skopiować tego tekstu o niebraniu do siebie i nie wysłać mężowi, jak będzie miał lepszy humor. Bardzo rozsądne uwagi.
          Po chwili zrozumiałam bezsens takiego działania, bo ja mu to powtarzam już od lat zupełnie bezskutecznie, ale może wyślę córce, bo ona też jest dość wrażliwa na swoim punkcie. Na pewno nie tak jak tatuś, ale jako wrażliwiec z natury z tym też ma pewne problemy:)
        • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 12:42
          Bardzo, bardzo się cieszę:)
      • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 23:09
        Wygląda na to, że Twój mąż ma niskie poczucie własnej wartości i cokolwiek nie powiesz, zrobisz, on traktuje to jako atak na jego Ego. Jest przewrażliwiony, zwykła uwaga to dla niego krytyka, atak, więc żeby się "obronić" odpowiada atakiem.

        Dokładnie tak jest. Np. ma dysleksję i sam o tym wie, wiele razy to nawet powtarza. Ale nie daj Boże poprawić mu jakiś błąd w tekście. Na początku zrobiłam to w dobrej wierze, miał oddać jakąś pracę jeszcze na studiach. Oczywiście była awantura, a ja się więcej nie narzucałam ze swoją "pomocą". Z czasem mąż zaczął mnie prosić, żebym sprawdzała mu np. list motywacyjny. Natomiast sam nie widzi problemu w przyczepieniu się do tego, że bazgrzę. Mnie z kolei to czepialstwo nie przeszkadza, ale fakt jest faktem, czepia się.
    • lady-z-gaga Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 12:41
      >Czy to jest norma, że facet zadaje pytanie "czym się różnią mieczyki od irysków" a na odpowiedź "to inne gatunki" zaczyna się wściekać,

      :D
      a Ty zawsze tak odpowiadasz ludziom? co prawda to Ty, a nie ja, znasz swojego męża od 20 lat, ale ja zrozumiałabym od razu, o co pyta - bo jesli macie ogrod, w ktorym rosną kwiaty i gość pyta o różnice, to znaczy, że chciałby, abyś nauczyła go odróżniac jedne od drugich
      :) zastanów się, co wniosła Twoja odpowiedź? :)

      ale się na mnie w
      > ściekł, że źle skopałam, w ogóle lepiej żebym tego nie robiła. A koszę trawę mu
      > na złość bo przecież powinnam zrobić coś innego (już nie pamiętam co). Ja coś
      > tam próbowałam na spokojnie tłumaczyć, nie dało się, potem się obraziłam, powie
      > działam, że chcę rozwodu

      Aż trudno uwierzyć, że nie macie po 18 lat :D

      Mam dość tej huśtawki emocjonalnej, jesteśmy ra
      > zem prawie 20 lat, jesteśmy razem od matury, i nie jest lepiej. Gorzej może też
      > nie ale po tylu latach jestem po prostu zmęczona. Po każdej kłótni mam mega do
      > ła, nic nie jestem w stanie zrobić. Mam poczucie zmarnowanego życia.

      Hmm...20letni związek, a w nim maleńkie dziecko, karmione piersią....
      chyba od bardzo niedawna masz to poczucie zmarnowanego życia i nieudanego małżeństwa ;)
      Nie wiem, jaki jest naprawde Twoj mąż, ale Ty jawisz się jako osoba bardzo niezrównoważona emocjonalnie, niedojrzała i - co gorsza - jako wkurzająca i upierdliwa żona.
      • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 13:02
        > Mam dość tej huśtawki emocjonalnej, jesteśmy ra
        > > zem prawie 20 lat, jesteśmy razem od matury, i nie jest lepiej. Gorzej mo
        > że też
        > > nie ale po tylu latach jestem po prostu zmęczona. Po każdej kłótni mam me
        > ga do
        > > ła, nic nie jestem w stanie zrobić. Mam poczucie zmarnowanego życia.
        >
        > Hmm...20letni związek, a w nim maleńkie dziecko, karmione piersią....
        > chyba od bardzo niedawna masz to poczucie zmarnowanego życia i nieudanego małże
        > ństwa ;)
        > Nie wiem, jaki jest naprawde Twoj mąż, ale Ty jawisz się jako osoba bardzo niez
        > równoważona emocjonalnie, niedojrzała i - co gorsza - jako wkurzająca i upierdl
        > iwa żona.

        Nie sądzę. To raczej świadczy o tym, że oni oboje biorą wszystko do siebie, nakręcają się myślami o tym jak "mnie ten wstrętny współmałżonek" potraktował, co powoduje powstawanie negatywnych emocji i wzajemny żal do siebie.
        Tu potrzeba dystansu. Do siebie i do innych. Sporo wewnętrznej siły i samoświadomości.
        Czy naprawdę partner chciał mnie zranić?
        A może się nie zrozumieliśmy?
        Jeśli mnie źle odebrał to dlaczego?
        Czego mu brakuje/czego mnie brakuje?
        Trzeba o tym rozmawiać. Na tym polega prawdziwy bliski związek. Gdy brak tych rozmów, kłótnia mija, ale żal pozostaje.
        Samo uznanie: rozumiem, że Ci przykro; czy to oznacza, że chciałbyś/potrzebujesz? powoduje, że złość, czy żal odchodzą.
        Zrozumienie i wzajemna empatia są podstawą bliskości.
        O jeszcze jednej ważnej kwestii chciałabym wspomnieć, chociaż już kiedyś o tym pisałam.
        Bardzo często w związkach podczas kłótni czy nawet wymiany zdań pojawiają się nieadekwatne czy tez nadmiarowe emocje. Warto się wtedy zastanowić, czy już kiedyś się tak nie czułam/nie czułem? Te emocje są bardzo silne, ale jakby nie pasują do rzeczywistości. Samo ich pojawienie się, nagłe, w takim natężeniu świadczy o tym, że nie są z teraz, z chwili obecnej, ale dotyczą jakiegoś wcześniejszego, silnego zranienia. Wcześniej stłumione, nieopłakane, nieuznane, zablokowały się w umyśle, ciele, ale przy każdej podobnej okazji szukają ujścia. I znajdują je wtedy, gdy zdarzy się sytuacja, która będzie przypominać te wcześniejsze. To może być niesprawiedliwa krytyka, to może być jakiś gest, to może być przedłużające się milczenie, wszystko, co kiedyś bardzo zraniło.
        • lady-z-gaga Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 13:47
          > Bardzo często w związkach podczas kłótni czy nawet wymiany zdań pojawiają się n
          > ieadekwatne czy tez nadmiarowe emocje. Warto się wtedy zastanowić, czy już kied
          > yś się tak nie czułam/nie czułem? Te emocje są bardzo silne, ale jakby nie pasu
          > ją do rzeczywistości. Samo ich pojawienie się, nagłe, w takim natężeniu świadcz
          > y o tym, że nie są z teraz, z chwili obecnej, ale dotyczą jakiegoś wcześniejsze
          > go, silnego zranienia.

          No raczej...:D nikt nie rozwodzi się z powodu kłótni o koszenie trawnika.
          Masz rację w tym, co piszesz, ale dla małżenstwa autorki chyba już nie ma nadziei na tak empatyczne podejście do problemów. Takie metody porozumienia buduje się na początku związku, potem już tylko u terapeuty można się ich uczyć. Bez żadnej gwarancji powodzenia :)
          • sebalda Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 14:35
            Tak sobie myślę o tych "nadmiarowych" reakcjach. Jesteśmy tylko ludźmi, każdemu może się zdarzyć gorszy dzień, to wtedy najczęściej reagujemy niewspółmiernie do sytuacji. Tylko w moim pojęciu dobrego związku czy w ogóle dobrych relacji to wygląda tak, że nawet jak nam się zdarzy, po ochłonięciu, po wybuchu przychodzimy, przepraszamy, tłumaczymy się i jest po sprawie. Z ludźmi o niskim poczuciu swojej wartości jest tak, że wybuchają, napadają, a jak napadnięty próbuje wyjaśnić, że nic złego nie miał na myśli, podnoszą głos, napadnięty próbuje się przebić i awantura gotowa, bo podniósł głos. Czyli atakujący najpierw sam zaczepił, a potem wszystko ustawił tak, że to on został napadnięty, sprowokowany i ma pełne prawo się obrazić. O przeprosinach z jego strony w ogóle nie może być mowy. I tu jest różnica w normalnych kłótniach czy sprzeczkach, po których, gdy się podniesie głos, można się potem nawzajem przeprosić.
            Ja przepraszam, ale głównie dzieci. Kiedyś przepraszałam także męża, ale z czasem on wykorzystywał te moje przeprosiny. On nie przeprasza, choć ostatnio mało nie padłam ze zdziwienia, bo uderzył psa, ja mu zwróciłam uwagę, a on wykrzyknął dwa razy: ZAMKNIJ SIĘ!!! Po czym pobiegł do swojego pokoju. Po dłużej chwili (ok. pół godziny) przyszedł i powiedział przepraszam. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu. I oczywiście przyjęłam to, zrozumiałam, był zmęczony, pies mu przeszkadzał w drzemce, był lekko nieprzytomny i dlatego zareagował niewspółmiernie. Czy tak nie można zawsze? Czy naprawdę tak trudno przeprosić czy przyznać się do słabości? Czy przyjemniej jest obrazić się na kilka dni, zamykać w swoim pokoju, nie odzywać się do domowników, bo samemu się miało zły dzień i zrzuciło wszystko na żonę?
            • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 15:00
              Zły dzień, zmęczenie, a nadmiarowe emocje związane z konkretną sytuację, to dwie różne rzeczy Sebaldo.
              I tak samo: przewrażliwienie i odpowiadanie atakiem na "atak" a agresja wynikająca ze sposobu radzenia sobie ze swoją gorszością, to też trochę inne sytuacje.
              Właśnie o to w tym wszystkim chodzi, żeby to rozróżniać. Bo kiedy się to potrafi, łatwiej znaleźć sposób na poradzenie sobie w trudnej sytuacji.

              Sebaldo, plus dla Twojego męża:) Teraz można by było nie wracać do przeszłości typu: no widzisz, zawsze mógłbyś tak postępować, tylko słownie docenić, że potrafił uznać swój błąd.
              • sebalda Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 15:24
                > Sebaldo, plus dla Twojego męża:) Teraz można by było nie wracać do przeszłości
                > typu: no widzisz, zawsze mógłbyś tak postępować, tylko słownie docenić, że potr
                > afił uznać swój błąd.

                Pade, gdybyś Ty wiedziała, jak ja często go chwaliłam i próbowałam mu pokazać, jak dobrze jest tak właśnie reagować. Jak pytam o zakup wody, to lepiej, żeby powiedział, że nie miał wózka, że w bagażniku świeże ryby, a na dworze upał, że myślał, że wyśle syna (o czym mi powiedział dopiero po kilku godzinach), zamiast od razu wpadać w szał, że się czepiam. Komunikacja to się nazywa. Ale nie, on i tak swoje wie, że ja celowo złośliwie się zapytałam, czemu nie kupił wody. I tu to nie był zły dzień, tylko właśnie to jego przewrażliwienie na swoim punkcie, to ciągłe szukanie powodu, by mnie złapać na prowokacji. Ja naprawdę umiem odróżnić te dwa rodzaje wybuchów. Najgorsze, że on nie umie. Że nigdy, przenigdy nie przyzna, że to nie on przesadził, że ja nie byłam winna jego wybuchowi. Wtedy z psem to było ewidentne i nie było czekaniem na moją prowokację, odruch bezwarunkowy, dlatego mógł przeprosić.
                Piszę dużo o swoich przykładach, by pomóc autorce odróżnić takie właśnie zachowania i dzięki temu lepiej rozeznać się w tym, czy mąż jeszcze rokuje, czy już nie. Mój na pewno nie, jedna jaskółka, jedne przeprosiny raz na kilka lat, wiosny nie czynią;)
                • verdana Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 15:31
                  Nie negując tego, że Twój mąż, Sebaldo, jest przemocowcem, facetem zafiksowanym na sobie - ja bym też sie wciekła o pytanie "Dlaczego nie kupiłaś wody?". Bo to nie jest pytanie, to oskarżenie ukryte pod pozorem pytania. Większość facetów, a i część kobiet tego nienawidzi. Bo przecież tej drugiej strony kompletnie nie interesuje, dlaczego woda nie została kupiona, chodzi o wytkniecie tego, ze sie jej nie kupiło. I o to, aby druga strona musiała sie, tłumaczyć. Już zdanie "Znowu, cholera, nie kupiłaś wody" bywa lepsze, bo nie stawia drugiej strony na pozycji dziecka, które sie musi tłumaczyć.
                  • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 15:58
                    he, he:) Nie znowu, nie znowu.
                    Cholera, wody nie kupiłeś, jest lepsze:)
                    Pytanie "dlaczego" faktycznie niesie za sobą negatywny wydźwięk i powoduje, że odpowiadając na nie próbujemy się tłumaczyć. Może też wywoływać poczucie winy, wiec lepiej faktycznie go nie używać, jeśli da się zapytać inaczej.
                    Z kolei generalizacja: znowu, zawsze, nigdy, powoduje, że rozmowa nie będzie szła w takim kierunku, w jakim sobie tego życzyliśmy. Te słowa prowokują do obrony. Do udowodnienia, że nieprawda, wcale nie zawsze, i wcale, że nigdy.
                    • verdana Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 16:21
                      Fakt, nie znowu:) Choć ciśnie się na usta. Ale na pewno nie pytanie, bo to pytanie jest wyjątkowo nieprzyjemnym atakiem - atakiem, którego nie da sie udowodnić i gdzie atakujący będzie w razie kłótni odgrywał pokrzywdzonego "Przecież ja tylko pytałem".
                      Sama dostaję furii w takim wypadku.
                      • sebalda Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 16:48
                        > Sama dostaję furii w takim wypadku.
                        Naprawdę??? Matko, to ja z kolei chyba kompletnie niewrażliwa jestem. Zupełnie nie odbieram takich rzeczy jako atak. Ja w ogóle zresztą nie widzę takich rzeczy, nie wyczuwam chyba złośliwości, dla mnie atak to atak, a nie jakieś może co najwyżej nie najmądrzejsze pytania.
                        A może ja sama jestem taka niewrażliwa, gruboskórna i dlatego nie czuję, kiedy krzywdzę swojego biednego męża?;)
                        • asfo Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 17:09
                          Ja w takiej sytuacji mówię "O, nie kupiłeś wody/czosnku/mleka. Trudno, będziemy pić herbatę/zrobię zupę bez/kawa będzie czarna. Juto się pójdzie..., albo kupimy to koło domu"

                          Prawie nigdy się nie kłócę. A już na pewno nie z mężem. Kawa bez mleka jest znacznie łatwiejsza do zniesienia niż przykra atmosfera. Niewyrzucone kartony na środku, (tu wstaw rzecz która jest niezrobiona w twoim domu) też są łatwiejsze do zniesienia niż kłótnia. Serio.


                  • sebalda Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 16:44
                    Verdano, piszę okropnie długie posty, dlatego czasami muszę skracać do minimum i nie mogę relacjonować całości wymiany zdań. Był potworny upał, po obiedzie chciałam się napić wody, ale zobaczyłam, że nigdzie jej nie ma, mąż robił duże weekendowe zakupy (on jest zmotoryzowany, ja nie) i najpierw zapytałam, gdzie jest woda, bo myślałam, że może zostawił w bagażniku. To już go nastroszyło, jak powiedział, że nie kupił, odruchowo zapytałam czemu, zważywszy, że był wielki upał i on robił weekendowe zakupy, zawsze wtedy kupuje zgrzewkę lub dwie, bo 4-osobowa rodzina przy takiej pogodzie dużo pije. Pytanie było czysto odruchowe.
                    Przy tak wrażliwym człowieku jak mój mąż, w zasadzie musiałabym uważać na każde słowo, zastanawiać, czy moje pytanie go nie urazi. Kiedyś naprawdę się starałam, ale jak się chce uderzyć psa, to kij się zawsze znajdzie. Nie analizuję już każdego swojego pytania, zdania, jakbym to miała robić, chyba bym oszalała. Pytanie o wodę nie było napaścią, jeśli Ty uważasz inaczej, jeśli wiesz, jakie to jest być może denerwujące, pewnie starasz się takich pytań nigdy nie zadawać, jak aż tak uważna nie jestem (już nie jestem).
                    • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 16:58
                      Sebalda! Przecież to są podstawowe zasady w komunikacji, niezależne od rodzaju osobowości.
                      Tak, to ma znaczenie jakich słów używasz, jakiej składni, jakiego tonu głosu, jakiej mowy niewerbalnej. To wszystko ma znaczenie, ogromne.
                      Możesz nie zwracać uwagi co mówisz i jak mówisz, ale potem efekty mogą być różne.
                      • verdana Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 17:36
                        Ja odruchowo mówię też bardzo różne rzeczy, ale dosyć często potem sie nie dziwię, że druga osoba nie jest zachwycona. I po latach małżeństwa zazwyczaj wiem jednak, jakie kompletnie niewinne rzeczy drażnią męża, a jakie dzieci. C nie znaczy, że ich nigdy nie mówię. Ale potem sie nie dziwię, jak ktoś jest zły.
                      • squirrel9 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 18:17
                        Zgadza się, zapytanie dlaczego nie kupił wody tonem petensji może spowodowac pobicie zony i być może nawet sąd by go uniewinnił.
                        • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 19:13
                          zbędna ta ironia
                          może coś konstruktywnego w zamian?
                          • squirrel9 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 19:45
                            Jeśli - jak napisałaś, w przypadku rozmowy dwóch bliskich ludzi, używanie składni ma znaczenie OGROMNE, to być może sąd powinien to rozstrzygać.
                            Dla mnie, zarządzającej dużą grupą ludzi pewne sprawy komunikacyjna są bardzo istotne. Ale jeśli takie same miałabym dosłownie stosować w komunikacji z mężem, to rozwiązanie stosunku małżeńskiego uznałabym za najbardziej konstuktywne.
                            bardzo lubię konfontacyjne rozwiązania, bo one często są OSTATECZNE. I w pracy i w życiu.
                            • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 20:13
                              Naprawdę uważasz, że ludziom, którymi zarządzasz należy się stosowna komunikacja z Twojej strony, a Twojemu mężowi już nie?
                              A tak w ogóle, to nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi. Chcesz się pokłócić, czy jak?:)
                              • squirrel9 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 20:33
                                Uważam, że w sporach z pracownikami oprócz zasad zasad erystyki muszę brać pod uwagę ustawę o związkach zawodowych, kodeks pracy i kodeks cywilny. W sporach z mężem, jesli musze brać pod uwagę kodeksy, to się wypisuję. W stosunkach z obcymi muszę uwzględniać cudzą złą wolę, w stosunkach z bliskimi - jesli musżę - mogę rozwiązać umowę cywilno-pawną powodującą to, że już nie muszę. Zła woia bliskich powoduje, że pzestają być bliskimi, permanentana zła ich wola powodowałaby to, że uruchomię drogę prawną.
                                Nie lubię kłótni, kłótliwych ludzi omijam szeokim łukiem.
                                • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 20:40
                                  Od początku miałam wrażenie, że mnie nie zrozumiałaś i widzę, że się nie pomyliłam. Nie chodziło mi o żadną erystykę. Ale tak to jest, jak się wyrywa słowa z kontekstu i na tej podstawie buduje swoją teorię.
                                  • squirrel9 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 21:34
                                    Nie wiem w czym sie mylisz w czym nie, ale język polski znam na poziomie komunikatywnym wysokim. Niuanse tonów lub póltonów tez mi nie są obce. Jeśli uznałabym, że osoba - jak mąż autoki wątku - moją odpowiedź uznaje lub nie za "chamską/głupią/upokarzam go/jestem złośliwa" a ja zupełnie nie mam takiego celu i zdarza nam się to wielkorotnie, to uznałabym, że nie musimy się juz komunikować. Adwokat zrobi to równie dobrze o ile nie lepiej.
                                    Zawsze mówię, że schizy leczy psychiatra, nie odpowiadoam za zło całego świata i nikogo nie uszczęśliwię na siłę. I dobrze mi z tym :)
                                    • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 22:17
                                      Żyjesz jak lubisz:) Ale jak to się ma do moich wypowiedzi?
                                      • sebalda Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 22:51
                                        Nie wiem, czy się drzewko nie posypie, ale ja czytam od najnowszych, mam nadzieję, że inni uczestnicy też:)
                                        Ogólnie zbiorczo. Uważam, że należy się liczyć z odczuciami ludzi, tak dalekich, jak bliskich. Nie mam żadnych problemów komunikacyjnych z ludźmi, choć, jak pewnie tu często widać, mam silnie rozwinięty zmysł polemiczny;) Z nikim się nie awanturuję (bo że kłócę się konstruktywnie czasami z dziećmi, to już pisałam), ale nigdy nie przekraczam granic kłótni czy ostrej wymiany zdań. Czy to nie jest dziwne, że tylko z mężem tak mam?
                                        Nie wiem, na jakiej podstawie któraś z Was, chyba Pade, napisała, że zapytałam o wodę z pretensją w głosie? Jeszcze raz opiszę: upał, nie ma wody, pytanie, gdzie jest woda, odpowiedź nie kupiłem, pytanie dlaczego (bo zawsze kupuje, bo jest upał). Oczywiście mogłam się ugryźć w język (choć byłam śmiertelnie zmęczona upałem i długim powrotem do domu, na naszej trasie są w piątki korki, bo to dojazd na miejsce wypoczynku wielu Warszawiaków, ale oczywiście to mnie nie usprawiedliwia, ja nie mogę być zmęczona czy nieuważna), tylko jeśli ja nie mam ukrytej złej intencji, pytam o coś odruchowo, to mimo wszystko wielka wściekłość po takim pytaniu mnie zaskakuje. I mi się nie podoba, bo nic złego nie zrobiłam. Ton mojego głosu nie był nieodpowiedni, bo czemu miałaby być?
                                        I jeszcze taki drobiazg. Mąż bez ogródek, jak narasta w nim napięcie, bywa wobec mnie jawnie i wyraźnie złośliwy, używa wulgarnych słów, jest napastliwy, obraża mnie i poniża, z reguły bez powodu albo z najbardziej błahego, często wymyślonego powodu. Czy ktoś mi może wyjaśnić, dlaczego ja w zamian mam się z nim obchodzić jak z jajkiem? Dlaczego on nie kontroluje się wobec mnie w najmniejszym stopniu, a ja mam kontrolować nie tylko słowa, ale także gesty, ton głosu, mowę ciała? I wreszcie, czy ja nie mam prawa być zmęczona, poirytowana, czasami nawet marudna?
                                        Przykładzik braku symetrii z dziś. Mąż ostatnio robił sobie badania, nie pamiętam, jakimi słowami, ale on twierdzi, że z niego zażartowałam. W moim odbiorze tak nie było, ale ok, może on tak odebrał. Ma prawo. Dziś miałam wypadek, przewrócił mnie wielki pies, uszkodziłam sobie nogę i powiedziałam w domu, że mogę mieć znowu różę (bo uszkodzenie było w miejscu tuż obok poprzedniego zakażenia, a to często powoduje nawroty). Mąż z uroczym uśmiechem zapytał: a jaką, czerwoną czy różową? Żarcik taki. Zwróciłam mu uwagę, że to było złośliwe. No i oczywiście już jestem wredna, już się czepiam. Zawsze jest tak, że jemu wolno wszystko, mi nic. Pisałam już, że kiedyś byłam bardziej uważna, ale gdy to nie pomagało, przestałam. Jeśli się dostaje po głowie nawet bez powodu, to człowiekowi naprawdę przestaje się chcieć starać. Ja mówię zresztą otwartym tekstem, że nie jestem już dobrą, kochającą żoną. Dlaczego mam być, skoro będąc nią też byłam zła? W imię czego ja mam się teraz starać?
                                        Dobrze jest liczyć się z uczuciami bliskich, niedobrze jest żyć w ciągłym napięciu, żeby tylko nie powiedzieć czegoś niestosowengo, chodzić na palcach, ciągle się kontrolować. Musi być jakiś rozsądek w tym. Dlaczego z dzieciakami mogę sobie żartować, możemy sobie mówić różne rzeczy, gdy któreś z nas (dotyczy to obu stron) przekroczy granice, wystarczy powiedzieć, że to było niefajne, druga strona mówi: ok, przepraszam i jest po sprawie, a z mężem robi się zawsze armagedon?
                                        • anaiss Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 09:00
                                          Szalenie ciekawa dyskusja, muszę się sobie przyjrzeć czy czasami nie działam na zasadzie takiej właśnie trochę zaczepki, bo jak teraz to analizuję to "Dlaczego nie kupiłeś wody?" w tych konkretnych okolicznościach jest - moim zdaniem - taką zaczepką, nic nie wnoszącą do meritum. Bo jakie to ma właściwie znaczenie, dlaczego nie kupił, co mi ta wiedza da, skoro wody nie ma, a ja w konkretnej chwili chcę się jej napić? Rozumiem, że np. mąż idzie do pobliskiego sklepu i wraca bez tej nieszczęsnej wody i pytasz "A wody nie było?", bo chcesz ustalić czy warto iść ponownie, czy np. już się w sklepie skończyła.
                                          • sebalda Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 10:14
                                            To ja powiem tylko, że już teraz nie pamiętam, czy zadałam pytanie dlaczego, czy jakieś inne, po tym jak zapytałam, gdzie jest woda i usłyszałam, że nie kupił. Wiem, że już samo pytanie o wodę wywołało w nim wściekłość, od razu zaczął krzyczeć, że co to za problem, więc powiedziałam, że jest upał i woda jest szczególnie potrzebna. Każde moje słowo było już powodem do tego, żeby się wściec. To nie miało znaczenia, jakimi słowami czy tonem mówiłam, chodziło o to, by zrobić ze mnie prowokatorkę, tak było już milion razy.
                                            I nadal nie rozumiem, dlaczego po moim pytaniu, gdzie jest woda nie mógł powiedzieć, że wyjątkowo nie miał warunków, żeby ją kupić. Przecież od razu bym powiedziała, że ok, rozumiem, nie ma sprawy. Dlaczego komunikacja musi tak wyglądać? Dlaczego z innymi zawsze tak wygląda, a z nim nie może? Nie traktuję go (choć w sumie miałabym powody) wyjątkowo, nie jestem celowo złośliwa, bo nie jestem desperatką, by w piątkowy wieczór celowo narażać się na awanturę.
                                        • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 10:15
                                          Sebaldo, ja nie pisałam o Tobie, tylko ogólnie, o komunikacji.
                                          I nie przypominam sobie, żebym pisała o jakichś pretensjach.
                                          • sebalda Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 12:15
                                            pade napisała:

                                            > Sebaldo, ja nie pisałam o Tobie, tylko ogólnie, o komunikacji.
                                            > I nie przypominam sobie, żebym pisała o jakichś pretensjach.

                                            Wiedziałam, że drzewko się posypie:) Ja wiem, Pade, że nie pisałaś o mnie:)
                                            Ogólnie uważam, że obie z Verdaną piszecie o normalnych związkach z w miarę normalnymi ludźmi. Tu faktycznie pewna uważność jest istotna i jeśli kogoś szanujemy, a ten ktoś szanuje nas, to dostosowujemy się do jego wymagań czy nawet słabostek. Wiem, że tego kogoś coś drażni, nawet jakiś mało istotny szczegół, więc staram się tego nie robić. A jak niechcący zrobię, to przepraszam. Ta osoba z kolei, jeśli to zrobię niechcący co jakiś czas, też nie wrzeszczy na mnie od razu, tylko mi zwraca uwagę. Syn na przykład nie lubi, jak mu o czymś przypominam, czuje się traktowany jak dziecko, więc jak mi się to zdarza, to mi zwraca uwagę, ja wtedy mogę powiedzieć przepraszam albo wyjaśnić, dlaczego mu tym razem naprawdę musiałam przypomnieć (bo był zabiegany, bo to było ważne). Wtedy on może przyjąć moje wyjaśnienie albo może go nie przyjąć i upierać się przy tym, żebym tego jednak nie robiła. I to jest normalna komunikacja, normalne funkcjonowanie w rodzinie. Ze sfrustrowanym furiatem wygląda to tak, że każda, absolutnie każda uwaga, pytanie, prośba może go doprowadzić do szału. A żeby było jeszcze śmieszniej, ma okresy, gdy jest całkiem spokojnie, gdy w sumie nic go nie denerwuje, wtedy można sobie pozwolić na luz, można nawet zażartować, on się śmieje, jest miło. Wtedy traci się tę czujność, zapomina o tym, że trzeba uważać na każde słowo i gest, a wtedy cios może spaść w każdej chwili i nie wiadomo dlaczego i za co. I albo już się wyczuwa narastające napięcie w tej osobie, albo wręcz przeciwnie, atak jest kompletnie niespodziewany. Kiedyś myślałam, że gorsze jest to drugie, bo jak jest się nieprzygotowanym, to jest większy szok, ale teraz mnie już w sumie prawie nic nie szokuje ani nie dziwi, a te okresy narastającego napięcia są naprawdę bardzo przykre.
                                            Dlatego z taką przewrażliwioną osobą, z takim furiatem tak naprawdę nie warto za wszelką cenę się starać i chodzić na paluszkach, uważać na każde słowo. To zbędny trud, dodatkowo dla nas obciążający. To jest to, o czym pisze Squirrel i ma w tym pełną rację.
                                        • asia_i_p Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 15:54
                                          Nie chodzi o to, żebyś się krępowała, tylko żebyś w tym, co mówisz, oddawała sprawiedliwość swoim intencjom. W trosce o siebie przede wszystkim, o spójność tego, co mówisz, z tym, co czujesz.
                                      • squirrel9 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 08:06
                                        Odpowiedziała już ci sebalda ale ja dodam - jeśli w tym, jakim tonem, tembrem, składnią i całą mową niewerbalną rozmawiamy z bliskimi ma znaczenie OGROMNE - jak napisałaś - to ja właśnie odpisuję ci, że uwagę na niuanse trzeba zachować w przypadku osób nadmienie wrażliwych by nie powiedziec drażliwych. Jeśli trzeba tembr głosu i niuansy mowy niewerbalnej kontrolować bo np. mąż ma ogromną tendencje do ich intepretacji to może facet powinien się w tej tendencji pogłębić, zrobić uprawnienia coacha i na tym zarabiać.
                                        Nasze zachowania mają, oczywiście duże znaczenie ale muszą byc symetyczne. I ja i mąz możemy być zdenewowani sprawami spoza domu i związku i druga stona nie interpretuje tego przeciw sobie. Każdy może miec petensje do dugiej stony i ją wyrazić, o słuszności mozna podyskutować.
                                        • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 10:17
                                          Dokładnie. Osoby wrażliwe są jak sama nazwa mówi wrażliwe na różne niuanse, między innymi oczywiście. I wtedy licząc się z tymi osobami można być bardziej uważnym.
                                          Co do przewrażliwienia, to myślę, że wyszło ono w tym wątku dość widocznie:)
                                          • squirrel9 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 11:45
                                            Niestety, właśnie wątek jest o ludziach przewrażliwionych a wręcz drażliwych. To taki typ ludzi którzy są jakby w centrum a wszystko kręci się nawet nie wokół ale przeciw nim. Takie jest ich odczucie. Ludzie będący z takimi osobami są nie z nimi ale mają wrażenie, że przeciw nim. Można się uśmiechać przeciw komuś, nie uśmiechać przeciw komuś i całym swoim jestestwem pokazywać tej osobie swój stosunek do niej (bo oczywiście, nie można sobie być i niczego nie pokazywać). Wtedy wszystko jest ogromnie ważne. Dopóki pozwalasz takiej osobie na interpretację ciebie.
                                            Schizy leczy psychiatra.
                                            • sebalda Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 12:18
                                              No właśnie trzeba zrobić rozróżnienie: osoby wrażliwe - osoby przewrażliwione i drażliwe. Moja córka jest wrażliwa, potrafi się rozpłakać, gdy coś jej nie wychodzi albo gdy ktoś jest dla niej niemiły. Nie panuje nad tym. I faktycznie taką osobę trzeba traktować z większą uważnością.
                                              Ale osoba drażliwa na swoim punkcie zawsze znajdzie powód, by się obrazić albo zaatakować. I wtedy największa uważność nie pomoże, a każdy gest zostanie wykorzystany przeciwko nam.
                                            • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 12:55
                                              Nie musisz mi tego tłumaczyć. Wyżej to opisałam. Napisałam też, że mam takie osoby w otoczeniu.
                                              Ja uważam, że komunikacja odgrywa bardzo istotną rolę w związku. Tak samo jak znajomość kodów, którymi się posługujemy i schematów jakie odgrywamy.
                      • notting_hill Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 12:18
                        Ja tylko w kwestii tego pytania DLACZEGO.
                        Dla mnie było pewnego rodzaju objawieniem przy okazji szkolenia z komunikacji i porozumienia bez przemocy dowiedzieć się, że to pytanie jest konfrontacyjne. No cóż, wyrosłam w domu, w którym matka zazwyczaj rozpoczynała awanturę od: dlaczego, do cholery znowu nikt nie wyniósł śmieci/nie kupił chleba/nie umył podłogo/wstawić dowolną rzecz i zanim usłyszałam o tym też mi się wydawało to normalnym sposobem komunikowania.
                        Formalnie wszystko jest w porządku, tak jak Sebalda mówi: ja TYLKO przecież zadałam niewinne pytanie.
                        Moja teściowa (była) potrafiła ociekającym słodyczy głosikiem powiedzieć, tak sobie niby w powietrze i do nikogo na przykład zdanie: no cóż, nigdy w życiu nie ma tak dobrze, żeby w parze szły uroda, mądrość, gospodarność i dobre serce. Czy to był na ten przykład neutralny komunikat? Ależ ona przecież do nikogo konkretnie nie mówiła. Ach, czujesz się wezwana do tablicy? no to pewnie masz problem...
                        • sebalda Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 12:22
                          notting_hill napisała:

                          > Ja tylko w kwestii tego pytania DLACZEGO.
                          Wiem, że to nie jest przytyk do mnie, ale powiem tylko, że najbardziej na świecie nie lubię osób fałszywych. Takich, o jakich piszesz, słodkich i uprzejmych, a w rzeczywistości jadowitych. I wtedy wolę nawet osoby, z którymi można się skonfrontować, niż musieć znosić kąśliwe uwagi z komentarzem: przecież ja tylko żartowałam.
                        • anaiss Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 15:42
                          notting_hill napisała:

                          > Ja tylko w kwestii tego pytania DLACZEGO.
                          > Dla mnie było pewnego rodzaju objawieniem przy okazji szkolenia z komunikacji i
                          > porozumienia bez przemocy dowiedzieć się, że to pytanie jest konfrontacyjne.

                          ciekawe spostrzeżenie
            • zuzi.1 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 26.06.14, 18:16
              Po tym co napisalas Sebaldo, mysle, ze Twoje zmiany nad soba i swoim zachowaniem nareszcie zaczynaja wplywac tez na meza. Badz konsekwentna a wowczas moze ten ciezki przypadek wyjdzie nieco na prosta.
        • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 23:27
          Czy naprawdę partner chciał mnie zranić?

          Myślę, że tak. Chciał mnie zranić, bo poczuł się zraniony. Tyle tylko, że ja nie miałam zamiaru go ranić.

          Bardzo często w związkach podczas kłótni czy nawet wymiany zdań pojawiają się nieadekwatne czy tez nadmiarowe emocje.

          U nas jest mnóstwo nadmiarowych emocji, bo jak mąż się zaczyna wściekać to okazuje się, że ja przez cały czas jestem okropna, złośliwa, chamska a on stara się być taki miły "uszy po sobie" i na koniec wybucha. I to wszystko moja wina. Choć wydaje mi się, że przez cały tydzień było cudownie, same uśmiechy, a tu nagle wojna.
          Z kolei moje nadmiarowe emocje są wtedy gdy mąż przeprosi mnie za wybuch a ja przeprosiny przyjmę w imię świętego spokoju i ze strachu przed gorszą awanturą. Wtedy popadam w głęboki dół i zazwyczaj i tak dochodzi do ponownej kłótni. A mąż jest zdziwiony, że ja o takie byle co.
          Na przykład niedawno mąż chciał, żebym pomogła mu przenieść ciężki drewniany kompostownik. Próbowałam to nieść w jedynej wygodnej dla mnie pozycji i ledwo dawałam radę. Mąż uparł się, że mam to nieść w jednym ręku to wtedy będzie lepiej. Ja nawet nie chciałam spróbować, bo mam słaby kręgosłup i w ogóle ostatnio zdrowie kuleje. O czym on wie i to swoją drogą go drażni. Powiedziałam mu, że nie dam rady. Na co mąż, że "złośliwie nawet nie chcę spróbować" i się obraził.
          Później niby przepraszał, ja niby przyjęłam, ale byłam wściekła. Kilka dni później robię coś w kuchni, mąż też tam jest. Proszę by rozładował zmywarkę. NIE. Jest okropnie zmęczony, nie ma na nic siły. Ja się złoszczę na tę zmywarkę, mąż ma pretensje, że taki zmęczony a ja mam czelność go wykorzystywać. Dopiero po chwili zorientowałam się, że moja wściekłość na zmywarkę jest tak naprawdę wściekłością o kompostownik. Powiedziałam mu o co chodzi, trochę przystopował. Po chwili przyznał, że jak niósł go z sąsiadem, to tamten strasznie narzekał że to strasznie ciężkie.

          Tak naprawdę jak ostatnio nie przyjęłam pseudo przeprosin i poinformowałam o chęci rozwodu, to kłótnia zakończyła się czystą atmosferą na dłużej. Może to jakiś sposób.
          • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 23:30
            No popatrz. Wzięłaś to, co napisałam do siebie.
            To teraz jeszcze raz przeczytaj moje posty.
            • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 23:51
              Wzięłam do siebie, bo rozmawiamy o mnie, między innymi. To do kogo mam brać? Próbuję wyciągać wnioski.
              • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:18
                Ale to, co zacytowałaś to wskazówki dla osoby przewrażliwionej na swoim punkcie, za którą w pierwszej chwili uważałam Twojego męża...
                • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:31
                  Jakoś inaczej to zrozumiałam, zinterpretowałam. Może tak, jak było mi wygodnie, bo próbuję poukładać jakieś klocki.
                  Tak czy inaczej u nas nadmiarowe emocje są po obu stronach, tylko w inny sposób się pojawiają. Męża nakręcają jakieś błahostki a mnie poczucie krzywdy po poprzedniej kłótni.
                  • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 01:01
                    Być może męża nie nakręcają błahostki, może wcale nie chodzi o Ciebie, może gdy Ty coś odburkniesz, on słyszy: ty durniu, ty siaki i owaki, jak od ojca. I każde "lekceważenie' z Twojej strony budzi w nim ogromną złość, złość, którą kiedyś musiał stłumić, bo inaczej by oberwał. Teraz może się odezwać, może wyrazić złość, sęk w tym, że jest ona nadmiarowa, czyli z dzieciństwa i z teraz, w nierównych proporcjach. Twój mąż prawdopodobnie ma się za nic, stąd konkurowanie z Tobą, obrażanie się o jakąkolwiek uwagę. On tak naprawdę nie jest dojrzałym mężczyzną, w nim nadal mieszka skrzywdzony, mały chłopiec. I głównie ten chłopiec dochodzi do głosu.
                    • zuzi.1 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 01:06
                      Dokładnie tak. Pade ma rację. Przeczytaj załączony wątek o przemocowcach i ten, o toksycznych rodzicach, jest w nim książka "Powrót do swego wew. domu" John Bradshaw, przeczytaj ją koniecznie i "Toksyczni rodzice" Susan Forward, tą też koniecznie. A potem szukaj terapii dla męza, terapii wewnętrznego dziecka.

                      forum.gazeta.pl/forum/w,898,145208679,145208679,Toksyczni_rodzice_watek_zbiorczy.html
                    • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 01:15
                      On nawet często w kłótni mówi, że robię coś jak jego ojciec lub matka, ale ja się w ogóle nie poczuwam. Znam ich dobrze osobiście i z opowiadań i naprawdę jestem inna.
                      Przy czym sam powiela zachowania ojca, słyszę te same słowa o jakich mi opowiadał.

                      w nim nadal mieszka skrzywdzony, mały chłopiec

                      Myślę, że tak. Bo nadal w tych opowieściach jest tyle emocji, poczucia krzywdy.
                      • zuzi.1 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 01:31
                        Ale w tym co i jak mówisz jest te 10 %, które mu się z domem kojarzy i wówczas buch...i facet płonie...Tylko to nie jest Twoja wina, on ma takie a nie inne fatalne doswiadczenia z domu i jest b. prawdopodobne, że gdybym ja lub pade była jego żoną, na słowa kazdej z nas (mimo, że inaczej się komunikujemy) reagowałby identycznie.
                  • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 01:04
                    A Ty robisz błąd godząc się na byle jakie zakończenie kłótni. I gromadzisz w sobie urazę, poczucie krzywdy, bo tak naprawdę widzisz, że mąż nie rozumie o co Ci chodzi. Oboje nie rozumiecie co się między Wami dzieje i w Was.
                    Naprawdę potrzebujecie terapeuty.
      • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:21
        Hmm...20letni związek, a w nim maleńkie dziecko, karmione piersią....
        chyba od bardzo niedawna masz to poczucie zmarnowanego życia i nieudanego małżeństwa ;)


        Ja długo nie byłam gotowa na dziecko, dlatego czekaliśmy z pierwszym. Po urodzeniu starszego syna przechodziliśmy koszmarny kryzys, były wyzwiska, szarpaniny, poleciało mi zdrowie. Po kilku latach i długich rozmowach zdecydowaliśmy się jednak na drugie dziecko. I jest w sumie lepiej niż w większej części naszego związku. Dlatego zadaję pytanie czy to jest norma, reagowanie wielką urazą na taką durnotę jak pytanie o mieczyki. Bo mimo tego, że jest nieźle, to jest niepokojąco. Bo nie znam dnia ani godziny. Wystarczy, że będę miała PMS i rozpęta się 3 wojna światowa, bo mąż się wkurzy o jakieś odburknięcie. Ja nie mogę mieć pms, nie mogę być chora, nie mogę być zmęczona. Bo jestem wkurzająca dla niego. Zero tolerancji.
        • zuzi.1 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:27
          Bo Twoj mąż ma problem z tolerowaniem słabosci, on tego po prostu nie toleruje. Dlatego też, gdy wspomniałaś po kłótni o rozwodzie (stanowczo i twardo), położył uszy po sobie i było przez dłuższy czas spokojnie...To jest przemocowa norma, ale nie normalna norma.
          • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:37
            Coś w tym jest. Zawsze byłam miękka, przyjmowałam przeprosiny. Tłumaczyłam się po 100 razy aż w końcu wpadałam w histerię a mąż był górą, obojętny. Od kiedy ja wycofuję się z walki z godnością i nie zgadzam się na manipulacje i epitety, kłótnie stały się bardziej cywilizowane. Tylko że ja już jestem w takiej nerwicy, że na przykład nie mam siły unieść kubka jak się zdenerwuję. Nie mam siły mówić, tylko mówię jak ślimak a on mi przerywa.
            • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:39
              Taką nerwicę trzeba leczyć, sama nie przejdzie, nawet jak mąż zaprzestanie ataków.
    • kachaa17 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 17:00
      Postanowiłam zabrać głos w tej dyskusji, choć chyba będę jedyną osobą o odmiennych poglądach. Otóż ja doskonale rozumiem zachowanie twojego męża, bo po twojej odpowiedzi ja sama miałabym podobne do niego odczucia. Ja miałam tak samo z moim mężem. Tzn. ja byłam tą stroną reagującą gniewem na takie odpowiedzi. Moje małżeństwo się rozpadło choć jeszcze nieformalnie. I ogromną rolę odgrywał tu problem taki jak u ciebie. też często miałam wrażenie, że mój mąż robi ze mnie głupią, odpowiada jakby chciał mnie poniżyć. Możliwe, że wynikało to z mojego niskiego poczucia wartości ale w takim razie to jak mam odróżnić sytuację, w której to ja reaguję przewrażliwieniem od sytuacji,w której to mój mąż mnie poniża,lekceważy itp. Dla mnie to było niemożliwe i być może dlatego reagowałam gniewem. Nie wiem, tak sobie to rozważam teraz. Żeby nie być skrzywdzoną. A dlatego piszę o odróżnieniu tych dwóch sytuacji bo aktualnie moja teściowa opiekuje się moim mężem, który uległ wypadkowi i ona ma podobne odczucia do mnie w stosunku do swego syna. Tzn. że on ją krzywdzi słownie.
      A co do twojej sytuacji to może przedstawię ci moje myślenie na temat twojej odpowiedzi. Otóż twoja odpowiedź nic nie wniosła do tematu i twój mąż nie uzyskał odpowiedzi jakiej oczekiwał. Bo czy naprawdę myślisz, że istotną różnicą w tych obu kwiatach jest należenie do różnych gatunków.rodzin itp.? Po prostu dla mnie twoja odpowiedź jest jak z kosmosu i nic nie daje mogłabym sobie pomyśleć, że nie chcesz mi jej udzielić. Może jest to kwestia innego sposobu myślenia i niedopasowania? Wiem, że z boku problem wygląda na absurdalny, ale mnie zawsze szarpało w takich sytuacjach. Możliwe więc, że ja też mam problem ze sobą skoro tyle ludzi tu na forum nie odbiera twojej odpowiedzi jako nieuprzejmej.
      • anaiss Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 17:20
        Kacho, miałam podobnie jeśli chodzi o mojego partnera - irytowałam się kiedy pytałam go np. jak ktoś z naszych znajomych/rodziny się czuje czy o sprawy bliskich nam osób i często partner odpowiadał mi: "musiałabyś ją/jego o to zapytać", traktowałam to jako odpowiedź nieco protekcjonalną czy złośliwą, teraz po prostu na takie postawienie sprawy odpowiadam: "zapytam ją/jego później, teraz pytam Ciebie". Partner twierdził, że nie kryją się w tej odpowiedzi żadne złośliwości, że to odpowiedź neutralna. Jasnym jest przecież, że jeśli pytam nie bezpośrednio osoby, o którą mi chodzi, to liczę się z tym, że partner przekaże mi jedynie swoje opinie, odczucia, emocje.
        • kachaa17 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 18:04
          Ja odebrałabym słowa twojego partnera podobnie jak ty - protekcjonalnie, złośliwie. Mój mąż też twierdził, że w jego wypowiedziach nie było nic złośliwego. Może to kwestia zaufania? A co zrobić z moimi odczuciami, kiedy ja po takich wypowiedziach czuję się głupia? I nie pomagało mi zapewnienie z jego strony, że on nie uważa mnie za głupią. Czy mam w takim razie rozumieć to tak, że ja sama uważam siebie za głupią i temu myślę, że on też? Już sama nie wiem co o tym myśleć.
          • anaiss Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 19:25
            hmmm... chyba faktycznie jest to kwestia zaufania do partnera, że nie ma względem nas złych intencji, ale taka oschła, zwięzła odpowiedź może oznaczać także, że komuś nie chce się rozmawiać, nie chce lub nie potrafi wytłumaczyć jakiejś kwestii, nie wie i próbuje ukryć swoją niewiedzę
      • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 23:47
        Problem w tym, że mąż jest magistrem biologii UW a poza tym zna się nieźle na roślinach ogródkowych, więc mnie trochę przytkało i odpowiedziałam odruchowo, dając sobie czas do namysłu. A atak nastąpił od razu i już nie mogłam się przebić przez niego z dalszymi tłumaczeniami.
        • kachaa17 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 11:13
          Może w tym jednym przypadku to faktycznie zadziałało twoje zaskoczenie. Piszesz, że mąż nie dał ci szansy na wytumaczenie bo nastąpiły wyzwiska. I ja to dobrze rozumiem bo u mnie działał ten sam mechanizm. Ja już nie chciałam słuchać żadnych wyjaśnień bo czułam się zraniona/odrzucona/skrzywdzona jakąś odpowiedział. I w głowie dudniła mi jedna myśl: jak on mógł tak mnie potraktować? Te poczucie zranienia było tak głębokie, że nieważne były już dalsze tłumaczenia. Bo pierwsza odpowiedź oznaczała dla mnie, że traktuje mnie jak durnia. Szczerze mówiąc mój mąż potem mógł jedynie mnie przeprosić - jedynie taka reakcja mogłaby tu coś naprawić ale on nigdy tego nie robił bo nie czuł się winny. Może słusznie, może nie, teraz już nie wiem. Ja chciałam uznania moich uczuć i faktu, że swoim zachowaniem mnie zranił. Mój mąż uważał jak ty, że jest w porządku i że ja jestem przewrażliwiona. Ja z kolei czułam się nieważna.
          Nie zgadzam się z Panią psycholog, że to jest koloryt związku. Uważam, że jest to poważny problem bardzo rzutujący na jakość związku.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 23:12
      Kłótnie te są typowe, ale dla Waszego, charakterystycznego małżeństwa.Jeśli się znacie 20 lat, to znacie też swoje wzajemne na siebie reakcje. A skoro tak, to po co się nawzajem drażnicie ?
      Winę czy też odpowiedzialność za wzajemne uczucia można złożyć wobec samych siebie. Nie wobec jednej strony.
      Wiadomo chyba jak mąż zareaguje na lakoniczną odpowiedź na pytanie. To może trzeba dopowiedzieć dwa zdania więcej. Wiadomo, że Pani się obrazi lub rozzłości, tak jak wiadomo, ze będzie Pai dotknięta jego słowami.
      A mimo to mąż i Pani nie robicie korekt . Mimo,że deklaratywnie się kochacie. Myślę, ze to koloryt Waszego związku, choć Pani przeżycia przykrości są duże.
      Zamiast się rozstawać, proponuję się odrobinę zmienić uwzględniając potrzeby drugiej strony. Nawet te lekko absurdalne. Agnieszka Iwaszkiewicz


      • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 27.06.14, 23:45
        Wiadomo chyba jak mąż zareaguje na lakoniczną odpowiedź na pytanie. To może trzeba dopowiedzieć dwa zdania więcej.

        Ja próbowałam dodać kolejne zdania, ale nie udało mi się przebić przez epitety. Np. pokazałam iryska, który niedawno przekwitł i zapytałam, czy przypomina sobie jego kwiat. A kwitł naprawdę okazale i był jedynym kwiatkiem w mojej skromnej rabatce, blisko drzwi wejściowych, więc szanse, że zapamiętał, były duże.
        Naprawdę próbowałam się przebić przez uwagi o złośliwości. Mówiłam "nie będę w ten sposób rozmawiać" a zarazem próbowałam coś tłumaczyć.

        A mimo to mąż i Pani nie robicie korekt .

        Skąd ta teza? Korekty są duże, jest dużo rozmów, ale niestety jest poczucie przegranej, bo te wybuchy są dla mnie kompletnie nieprzewidywalne. Bo ja się zużywam na tych korektach. Uważam na każde słowo a i tak przy byle czym dochodzi do zapłonu i to wszystko przeze mnie.

        Mimo,że deklaratywnie się kochacie.

        Problem w tym, że nie deklaratywnie. Mamy wiele wspólnego, wiele nas łączy. A zarazem wiele dzieli o czym ja się z przerażeniem dowiaduję. Bo dla mnie małżeństwo to wspieranie się w trudnych chwilach i zaufanie. To znaczy, że ja ufam w to, że jak mąż coś mówi to nie w złych intencjach wobec mnie. Ja nie szukam podtekstów. O ile nie mówi "ty chamie, ty świnio" - takie słowa też padały wobec mnie, ja staram się normalnie rozmawiać. Nawet kłócić, ale bez wyzwisk! Natomiast mąż widzi podteksty a ja nad tym nie panuję, nie rozumiem.

        Proponuję się odrobinę zmienić uwzględniając potrzeby drugiej strony. Nawet te lekko absurdalne.

        No więc mąż się zmienił, bo zamiast "ty chamie" mówi "twoja odpowiedź jest chamska". A ja ze wszystkich sił staram się nie zrzędzić na jeden temat więcej niż 2 razy, bo to doprowadza go do furii. Czyli jeżeli obiecał umyć kibel a ja pomarudzę 3 razy to będzie sajgon.
        • zuzi.1 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:19
          A czy masz takie poczucie, że mąż z Tobą konkuruje? a jesli tak, to w czym dokładnie?
          • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:26
            Praktycznie we wszystkim :)

            • zuzi.1 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:32
              No to macie spory problem. Myślałaś o tym, żeby samej wybrac się do psychologa i wszystko to co nam tu opisujesz opowiedziec? Może coś Ci sensownego psycholog poradzi.
              Załączę Ci na wszelki wypadek ten wątek, poczytaj, a potem poszukaj dobrego psychologa, może w ramach jakiejs terapii będziecie w stanie się dogadac, poprawic swoje metody komunikacji. Czy wiesz coś na temat tego, jak wyglądało dziecinstwo męża, jacy są jego rodzice, jak był traktowany, opowiadał Ci coś na ten temat?

              forum.gazeta.pl/forum/w,898,139374645,139374645,Cechy_charakteru_i_zachowania_przemocowca_.html
              • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:38
                Facet ma po prostu dramatycznie niskie poczucie własnej wartości. Wstydzi się dysleksji, swojej słabości, którą wypiera, być może także wrażliwości, stąd wewnętrzny konflikt i odreagowywanie.
                Takiemu przypadkowi nie pomoże groźba rozwodu czy nakaz ogarnięcia się.
              • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:49
                Ciągle opowiada o rodzinie, jeden wielki żal od 20 lat. W zasadzie jeden z nielicznych tematów na który może rozmawiać bez końca. "Normalna" rodzina, ale chłód emocjonalny, bez przytulania, bliskości. Ojciec robił awantury, bił męża, ale nie w ramach awantur tylko "wychowania". Mąż ma uraz.
                Ja związałam się z nim mając naiwną wiarę, że ludzie się zmieniają. Kłótnie, dołki, długie ponure rozmowy. Po kilku latach było prawie dobrze, po urodzeniu dziecka bardzo źle. Teraz jest znowu w miarę znośnie. Tylko ja już jestem do niczego. Nawet mi to powiedział, że kiedyś byłam taka wesoła i fajna a teraz się zmieniłam na gorsze. On się trochę się zmienił, ale moim kosztem.
                Ja z kolei mam złe wzorce komunikacyjne ale rodzinę kochającą. Moja mama ciągle zrzędziła i często była opryskliwa, ale mnie to w ogóle nie przeszkadzało, bo była i jest między nami bliska więź. Tata weekendowy, ale cudowny.
                Ja myślę, że on nie jest przemocowy z natury tylko z wychowania. Ale to wychowanie tkwi w nim bardzo silnie.
                • pade Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:54
                  No i wszystko jasne.
                  Jesli chodzi o męża, to tylko terapia może mu pomóc.
                  A jesli chodzi o Ciebie:
                  Moja mama ciągle
                  > zrzędziła i często była opryskliwa, ale mnie to w ogóle nie przeszkadzało
                  nic a nic od mamy nie przejęłaś?
                  • zero76 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 01:07
                    Pewnie, że przejęłam, tylko że ja się bardzo kontroluję. I jedynie jak coś mnie bardzo zirytuje to zaczynam zrzędzić. Co się oczywiście kończy awanturą po 3-4 wypomnieniu tej samej rzeczy lub po 2-3 zrzędnięciach na różne rzeczy tego samego dnia. Można powiedzieć, że u mnie zrzędzenie zostało wykorzenione do poziomu bliskiemu zeru. Dla męża to i tak za dużo a ja niestety nie zawsze jestem w stanie się powstrzymać. Ja mu mówię, że kobiety czasem zrzędzą ale on w ogóle neguje podział płci i to dla niego nie wytłumaczenie. Pełne równouprawnienie. To znaczy żona ma nosić kompostownik ze śpiewem na ustach i nie zrzędzić a mąż zajmie się dziećmi i zrobi obiad. Lub odwrotnie. Mnie to z reguły odpowiada ale nie ad absurdum.
                    Ogólnie pracuję bardzo nad językiem a bardzo mi pomogło wychowywanie dzieci. Bo do dzieci trzeba mówić jasno i zrozumiale. I tę umiejętność staram się przenosić na rozmowy z mężem.
                • zuzi.1 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 00:57
                  Tak, bo ta przemocowosc bierze się własnie z takiego "wychowania" jak opisałaś:

                  ""Normalna" rodzina, ale chłód emocjonalny, bez przytulania, bliskości. Ojciec robił awantury, bił męża, ale nie w ramach awantur tylko "wychowania". Mąż ma uraz."
                  • lena575 Re: Typowa kłótnia, typowe małżeństwo? 28.06.14, 08:36
                    Jak czytam takie rady ekspertki, że np. to małżeństwo ma swoją specyfikę i na pewno obydwoje jakos w nim realizują swoje potrzeby bo jakby nie to by to zmienili, to diabli mnie biorą. Bo w małżeństwie czasem jedna popaprana osoba narzuci własny "styl", wyniesiony ze swojej rodziny. Jeśli nie masz skończonej psychologii albo chociaż treningów z komunikacji to zanim sie spostrzeżesz, ze wspólczującej, ugodowej osoby stajesz sie ofiarą. No i okazuje się, że nie tylko na własne życzenie ale też coś w tym własnego realizujesz.
                    A to małżeństwo jest juz zapętlone, chory ze złości człowiek najwyraźniej realizuje znajome z dzieciństwa zachowania i byc może czuje się z tym lepiej albo i nie. Ale zachowań nie przerwie, bo nie musi. Może i sam nad nimi nie panuje. Może skakać go gardła żonie kiedy mu się podoba, obrażać ją tak jak mu się podoba. Nikt mu niczego nie zrobi. Na zdrowy rozsądek, marna satysfakcja bo pewnie też chciałby miec bliski i fajny związek. A tu i nie umie i nie musi. Ma malutką i chwilową satysfakcję bycia władcą.
                    A im dłużej to trwa tym gorzej, ludzie siedzą w klinczu. I jedynymi emocjami są te złe.
                    Moja rada - papiery rozwodowe i determinacja. Albo - albo. Albo znajdzie psychoterapeutę albo się rozstajecie. Tu nie ma co zmieniać i się dostosowywać, pewnie to już jest 20 lat dostosowywania.
                    Powodzenia.
    • kachaa17 pytanie do osób doradzających terapię 28.06.14, 11:42
      Ponieważ w wątku został poruszony problem, który również mnie dotyczy to chciałam zapytać (mam nadzieję, że założycielka postu się nie obrazi, że podczepiam się pod jej wątek) osób, które doradzają terapię mężowi założycielki postu. Terapia w związku z niskim poczuciem własnej wartości. Czy któraś z was osobiście brała udział w takiej terapii na ten problem i pomogło? Dlaczego uważacie, że terapia miałaby pomóc i jak. Pytam, ponieważ ja sama uczestniczyłam w terapiach około 5 lat i mogę powiedzieć, że moje poczucie wartości spadło, ponieważ słyszałam, że źle myślę, źle postępuję. Więc na czym polega podnoszenie poczucia wartości na terapii. Ja już się zdecydowałam na kolejną terapię - bardzo intensywną. Mam nadzieję, że ostatnią w moim życiu. Nie ukrywam jednak, że mam obawy o jej efekty. Żeby nie skończyło się tak jak poprzednio.
      A do autorki pierwszego posta to chciałam dodać, że u mnie występowały kłótnie typu o mieczyki i irysy. I tego dotyczyły moje poprzednie wypowiedzi.
      • pade Re: pytanie do osób doradzających terapię 28.06.14, 12:20
        Ja nie proponowałam terapii pt podniesienie poczucia własnej wartości (nie sądzę, żeby taka była), tylko terapię związaną z przeżyciami z dzieciństwa, które głęboko siedzą w mężu autorki.(psychoanaliza)
        Oczyszczenie się z tych przeżyć, opłakanie ran może pomóc mu dojrzeć emocjonalnie. Bo na razie mąż autorki nie jest osobą dojrzałą.
        Jeśli Ty na terapiach słyszałaś wprost : źle Pani myśli, źle postępuje to coś było nie halo z terapeutami. Ale nie sądzę. Jest coś takiego jak błędy w myśleniu, i być może o to chodziło, albo po prostu czułaś opór przed przyjęciem czegoś do wiadomości i wolałaś się wycofać, a potem zracjonalizowałaś sobie całą sytuację.
        Nikt nie podniesie Twojego poczucia własnej wartości. Ani terapeuta, ani prowadzący warsztaty, ani autor bestsellera. Nie ma takiej opcji.
        To jest praca nad sobą. Można skorzystać z warsztatów, terapii, książek, ale jako elementów pomocniczych w pracy własnej.
        • kachaa17 Re: pytanie do osób doradzających terapię 28.06.14, 13:01
          Dobrze, może nie ma terapii pt. podniesienie poczucia własnej wartości ale jak się idzie na terapię to się określa cel terapii. Ja 2 lata temu podjęłam kolejną próbę terapii ale nie potrafiłam zdefiniować celu. Terapeutka naciskała na mnie, że musimy określić cel, mówiła: co jest do leczenia. I jedną rzeczą było nazwanie: niskie poczucie wartości. Czyli to jest doleczenia - to były jej słowa. Ja nie do końca jakoś się z tym zgadzałam i zrezygnowałam z terapii.
          Też nie uważam, żeby wszystkie terapeutki, do których chodziłam (a było ich kilka) popełniały błędy. Ale na żadnej z terapii nie zdefiniowałam celu. Może dlatego nie były owocne?
          Na terapii słyszałam, że np. moje oczekiwanie od męża, że ze mną pojedzie na wesele jest błędem. To nie jest jego obowiązek a jedynie on może chcieć ze mną pojechać bądź nie. To było wskazywanie błędów w moim myśleniu. I przez to czułam się coraz gorzej. Zgadza się, miałam opór przed przyjęciem do wiadomości, że to jak ja myślę jest złe.
          • pade Re: pytanie do osób doradzających terapię 28.06.14, 13:12
            To nie jest jego obowiązek a jedynie on może chcieć ze mną po
            > jechać bądź nie.
            No bo to prawda. On nie musi z Tobą jechać, tylko może.
            Tylko potem, kiedy mąż nic nie "musi" , trzeba się zastanowić, czy chcę by moim mężem był ktoś, od kogo niczego nie mogę oczekiwać? Który nic dla mnie nie chce zrobić?
            Bo w małżeństwie wolność polega na tym, że nie robimy czegoś dlatego, że mama nas tak nauczyła, albo inni tak robią, albo jest jakiś kodeks postępowania, tylko dlatego, że chcemy coś zrobić dla drugiej osoby. I jeśli ktoś nie chce robić tego, co jest dla nas ważne, to trzeba to rozważyć: jestem w stanie z tego wszystkiego zrezygnować?
            Tak samo prośba zakłada odmowę. To, ze prosimy nie oznacza, że ktoś spełni naszą prośbę, bo np. nie rozkazujemy, czy nie szantażujemy, tylko grzecznie prosimy. Tylko potem, jeśli ktoś zawsze nam odmawia, to co dalej? Jak wyżej.
            tu o błędach w myśleniu:
            www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=433
            Fakt, że popełniłaś jakiś błąd w myśleniu, nie świadczy o niczym. To jest po prostu błąd. Wiedząc o nim masz możliwość korekty.
            Im mniej będzie błędów w myśleniu, im więcej zaufania do siebie, im więcej współczucia do siebie, tym wyższe będzie Twoje poczucie wartości.
            6 filarów poczucia własnej wartości czytałaś?
            • pade Re: pytanie do osób doradzających terapię 28.06.14, 13:15
              korekta:
              > Bo w małżeństwie wolność nie polega na tym, że robimy coś dla kogoś, bo mama n
              > as tak nauczyła, albo inni tak robią, albo jest jakiś kodeks postępowania, tylk
              > o dlatego, że chcemy coś zrobić dla drugiej osoby.
            • kachaa17 Re: pytanie do osób doradzających terapię 28.06.14, 14:29
              Tylko chyba dobrze jest też wiedzieć, że w różnych sytuacjach można liczyć na obecność partnera. Mnie mama nauczyła, że jak umiera ktoś bliski, kogo znałam to idę na jego pogrzeb. Nie widzę w tym nic złego. I nie zawsze musi mi się chcieć. Ale mam poczucie, że trzeba. Co jest złego w poczuciu trzeba? Jak umrze babcia mojego faceta to dla mnie to jest normalne, że ja jadę na pogrzeb. Nie jest to przymuszanie się z mojej strony tylko wewnętrzne przekonanie. Czy mam wszystko negować co wyniosłam z domu? Ja po terapii miałam takie odczucia.
              Jeśli kogoś grzecznie o coś prosimy to oznacza, że chcemy, żeby ktoś coś dla nas zrobił. Ale jeśli ktoś odmawia to chyba normalne jest, że się odczuwa jakiś zawód, złość?
              U mnie występowało poczucie krzywdy. Nie umiałam sobie wytłumaczyć, że mąż np. nie jedzie ze mną wcześniej na pogrzeb babci - bo nie lubi pogrzebów i całej tej otoczki, tylko jedzie 4 godz. później pociągiem. Bo jemu tak jest wygodnie.
              • pade Re: pytanie do osób doradzających terapię 28.06.14, 14:41
                Ależ nie ma nic złego w złości, że ktoś zawiódł, czy smutku.
                Chodzi o to, że człowiek niewiele musi, a skoro mąż nie chce, to trzeba z tego wyciągnąć wnioski.
                Jakoś nie przekonuje mnie to co piszesz. Nie wierzę, że terapeuta negował Twoje uczucia związane z zawodem, smutkiem. Może po prostu chodziło mu o to, co napisałam, a Ty potraktowałaś to jako krytykę swojego sposobu myślenia?
                • kachaa17 Re: pytanie do osób doradzających terapię 29.06.14, 09:12
                  "Ależ nie ma nic złego w złości, że ktoś zawiódł, czy smutku.
                  > Chodzi o to, że człowiek niewiele musi, a skoro mąż nie chce, to trzeba z tego
                  > wyciągnąć wnioski."

                  Mój mąż twierdził, że gdybym dawała mu wolność wyboru to złość by się nie pojawiała w momencie jego odmowy. I ja się starałam nie czuć złości czy zawodu ale to było zaprzeczanie sobie. Może źle odbierałam terapeutkę? Nie wiem. Ja rozumiałam to tak, że gdybym inaczej myślała to złość by się u mnie nie pojawiała. A mój mąż dodatkowo mi mówił, że jeśli złości mnie jego odmowa to oznacza, że ja na nim coś wymuszam. Dostałam niezłego pomieszania od tego.
                  • pade Re: pytanie do osób doradzających terapię 29.06.14, 11:56
                    > Mój mąż twierdził, że gdybym dawała mu wolność wyboru to złość by się nie pojaw
                    > iała w momencie jego odmowy.
                    Dokładnie. Nic dodać, nic ująć.
                    I ja się starałam nie czuć złości czy zawodu ale t
                    > o było zaprzeczanie sobie.
                    Nie zaprzeczanie sobie. Przypomnij sobie, co wtedy myślałaś? Nie było to czasem tak?: gdybyś mnie kochał, to byś to zrobił; nigdy nie robisz tego, co Cię proszę; aha, czyli znowu zostanę sama; nie kochasz mnie, nigdy mnie nie kochałeś;
                    Albo coś podobnego?
                    Jeśli tak było to sama wywołałaś w sobie złość. Tymi myślami.
                    Gdybyś pomyślała: no trudno, odmówił, pojadę sama, ale jest mi przykro, wolałabym jechać razem i zajęła się czymś innym, sytuacja potoczyłaby się zupełnie inaczej.
                    Ja rozumia
                    > łam to tak, że gdybym inaczej myślała to złość by się u mnie nie pojawiała.
                    Dokładnie.
                    A m
                    > ój mąż dodatkowo mi mówił, że jeśli złości mnie jego odmowa to oznacza, że ja n
                    > a nim coś wymuszam. Dostałam niezłego pomieszania od tego.
                    A dlaczego? czego nie rozumiesz?
                    w poście niżej, albo wyżej, pisałam o presji
      • differentview Re: pytanie do osób doradzających terapię 28.06.14, 12:43
        kachaa17 napisała:
        > Dlaczego uważacie, że te
        > rapia miałaby pomóc i jak. Pytam, ponieważ ja sama uczestniczyłam w terapiach o
        > koło 5 lat i mogę powiedzieć, że moje poczucie wartości spadło, ponieważ słysza
        > łam, że źle myślę, źle postępuję.

        no a na czym wg Ciebie mialaby polegac terapia? chyba wlasnie na zmianie schematow myslenia, postepowania; chyba nie na tym, zeby terapeuta prawil Ci komplementy, od ktorych wzrosnie Twoja poczucie wartosci
        to, ze uslyszalas, ze zle myslisz nie powinno sklaniac Cie do pograzania sie w kompleksach tylko do refleksji, ze moze rzeczywiscie cos jest nie tak w tym co myslisz, jak reagujesz, jak przezywasz rozne sytuacje a potem, ze mozesz to zmienic bo wszystko tkwi w Twojej glowie
        • pade Re: pytanie do osób doradzających terapię 28.06.14, 13:17
          Dokładnie.
          Tu o terapii:
          www.pozaschematy.pl/2011/05/17/praca-nad-soba-to-nie-spacer-pachnaca-laka-w-sloneczny-dzien/
          • sebalda Re: Do autorki 28.06.14, 14:54
            Zero, mam bardzo podobnego męża, podobne doświadczenia. Różnica jest taka, że mi nie wolno wyjść, zamilknąć, bo wtedy jest jeszcze gorzej, wtedy go jeszcze bardziej denerewuję. Jak milczę, to jest krzyk: O, obraziła się!!! I ponawiane w nieskończoność w bardzo napastliwy sposób pytania. Jak wychodzę, on pędzi za mną i wrzeszczy przez drzwi, nie bacząc na przykład, że obok jest dziecko. W innym wątku był trochę wyśmiewany mój opis, jak kiedyś zamknęłam się w łazience, żeby uciec przed jego atakiem, a on wyłączył światło, a jak zapaliłam wewnętrzne kinkiety, to wyłączył korki. Może to brzmi śmiesznie, ale dla mnie nie było śmieszne. Raz zamknęłam się w łazience, a jego to tak rozwścieczyło, że myślałam, że wyważy drzwi i się na mnie rzuci, chwyciłąm na wszelki wypadek taką dużą okrągłą metalową szczotkę. Śmieszne, prawda?
            Także u Was jednak jest trochę lepiej, przynajmniej wolno Ci wyjść.
            Co do dzieci, to u nas o tyle podobnie, że ja mogę się z nimi pokłócić, podnieść głos, ale to jest ok, bo jednocześnie one też mają prawo się wypowiedzieć, natomiast męża się bały, jak były młodsze, teraz nie mają z nim w zasadzie prawie żadnego kontaktu, odcięły się. Tego typu ojciec nawet nie musi wrzeszczeć ani bić, ale i tak niszczy dzieciom psychikę i radziłabym Ci o tym pamiętać.
            Najgorsze jest to, że z wiekiem problem się pogłębia, a jednocześnie w Tobie rosną obawy przed odejściem, przed konfliktami okołorozowodowymi, utratą dorobku życia, przyszłością dzieci. Odradzam zwlekanie z decyzją, gdy dojdziesz do ściany i uznasz, że dłużej tego nie wytrzymasz. A tak będzie pewnie już wkrótce, pamiętaj, że życie jest tylko jedno.
            • lena575 Re: Do autorki 28.06.14, 15:53
              Sorry, czegoś nie rozumiem ... nie rozumiem tego co piszesz "Także u Was jednak jest trochę lepiej, przynajmniej wolno Ci wyjść". Jak mogłoby nie móc mi byc wolno wyjąć ??? ja rozumiem, że na czyjeśc zachowanie nie mam wpływu, np. nie zmuszę kogoś by nie wrzeszczał ale nie móc wyjść ?!!! Mówię, że wychodzę i wychodzę. Boję się agresji to wychodzę na zwenątrz. Jestem w łazience to dzwonie na policję. Przy policjantach tez będzie wrzeszczał?
              • krokodil123 Re: Do autorki 28.06.14, 16:05
                Nie śledzę całą dyskusje i nie wiem o czym piszecie teraz.
                Chciałam tylko skomentować ostatniego zdania
                "Boję się agresji to wychodzę na zwenątrz. Jestem w łazience to dzwonie na policję. Przy policjantach tez będzie wrzeszczał? "

                Może ta osoba się boi co będzie po-.
                Po wizycie policji, po całego zamieszania. Nie może "pozwolić" na wezwanie pomocy/policji, sąsiada, rodziny czy kogokolwiek bo po takim zdarzeniu będzie ją czekać "coś strasznego".
                Co to ja nie mam pojęcia.....może na zawsze będzie ta zła i wredna, może mąż będzie ją kochał mniej, a może będzie musiała opuścić mieszkania teściowej czy konkubenta.

                Podejrzewam że każda ofiara ma swoje tam jakieś powody o których może i nie mówi nikomu.
                • lena575 Re: Do autorki 28.06.14, 16:13
                  Dzięki za wyjasnienia, ale dalej nie rozumiem... dla mnie nazwanie problemu to już krok od rozwiazania albo choćby podjęcia działań ... fakt, nie wszystko musi się zrozumiec.
            • differentview Re: Do autorki 28.06.14, 19:52
              > Zero, mam bardzo podobnego męża, podobne doświadczenia. Różnica jest taka, że m
              > i nie wolno wyjść, zamilknąć, bo wtedy jest jeszcze gorzej, wtedy go jeszcze ba
              > rdziej denerewuję. Jak milczę, to jest krzyk: O, obraziła się!!! I ponawiane w
              > nieskończoność w bardzo napastliwy sposób pytania. Jak wychodzę, on pędzi za mn
              > ą i wrzeszczy przez drzwi, nie bacząc na przykład, że obok jest dziecko.

              sebalda skoncz juz z ta swoja martyrologia bo naprawde dla stalych forumowiczow to sie robi niestrawne, prawdziwa niewolnica Isaura z Ciebie, tyle, ze, czego ciagle nie jestes swiadoma- na wlasne zyczenie; to Twoj wybor i Twoja decyzja trwania w tym w nieskonczonosc i zyc bez tego swojego patologicznego meza nie potrafisz, potrzebny Ci jest jak tlen do zycia, zebys ciagle potwierdzala swoja tozsamosc urojonej ofiary- a to zamkniesz sie w lazience a to przywiazesz do kaloryfera dla wiekszej dramaturgii, naprawde masz kobieto fantazje w kreowaniu tej roli; tyle osob juz Ci to tlumaczylo wiec po cholere ciagle o tym piszesz?
              • sebalda Re: Do Differentview 28.06.14, 23:55
                Nie badzo rozumiem, czy chcesz przez to powiedziec, ze ja zmyslam i klamie? Że to niepawda, co piszę?
                To jest właśnie to, o czym piszę w innym wątku, mam nadzieję, że czyta to osoba, dla ktorej historia z korkami byla zabawna i w ogóle nie stanowiła problemu, ot taki koloryt.
                Policję wzywałam, pomogło, mam większe pczucie bezpieczeństwa. Z innych rzeczy nie mam ochoty się znowu tłumaczyć, nie ma obowiązku czytania moich postow, piszę dla kobiet, które jak ja przed laty zastanawiają się, czy to normalna kłotnia, normalne małżeństwo.
                Nie masz prawa, Different, ani zarzucać mi kłamstwa, ani pisać o moim problemie, że jest urojony, ani mnie oceniać. Na szczęście takie uwagi i opinie już dawno przestały mnie ruszać. Z drugiej strony, gdybym byla msciwa, zyczyłaby Ci, żeby i Tobie ktoś kiedyś powiedział, że Twoj problem jest urojony i żebyś się zamknęła.
                • differentview Re: Do Differentview 29.06.14, 08:54
                  > Nie badzo rozumiem, czy chcesz przez to powiedziec, ze ja zmyslam i klamie? Że
                  > to niepawda, co piszę?

                  alez, bron boze! to najprawdziwsza prawda, to co robisz razem ze swoim mezem to zwykla szopka, Ty zamykasz sie w lazience, on gasi swiatlo- az by sie chcialo zapytac czy wyrosliscie juz z pieluch; i jeszcze raz podkresle- w tej zabawie bawia sie dwie osoby i obie na wlasne zyczenie
        • kachaa17 Re: pytanie do osób doradzających terapię 29.06.14, 09:18
          Ale chyba terapia powinna uczyć też tego, że moje uczucia i przekonania są ważne. I wtedy też chyba rośnie poczucie wartości. Bo mnie nauczyła czegoś odwrotnego. Że są nieważne i że ja jestem nieważna. Ważne jest co mówi psycholog i mój mąż. Może było tak dlatego, że ja poszłam na terapię, żeby w moim związku było lepiej bo mój mąż uważał, że po mojej stronie jest problem? I teraz to już mam taki mętlik w głowie, że już nic nie wiem.
          • differentview Re: pytanie do osób doradzających terapię 29.06.14, 09:30
            > Ale chyba terapia powinna uczyć też tego, że moje uczucia i przekonania są ważn
            > e. I wtedy też chyba rośnie poczucie wartości. Bo mnie nauczyła czegoś odwrotne
            > go. Że są nieważne i że ja jestem nieważna. Ważne jest co mówi psycholog i mój
            > mąż.

            oczywiscie, ze terapia powinna uczyc tego, ze Twoje uczucia sa wazne plus tego, ze uczucia Twojego meza tez sa wazne plus tego, ze nie zawsze musicie miec jednakowe uczucia i we wszystkim sie zgadzac plus tego, ze w sytuacjach konfliktowych mozna sie jakos dogadywac, raz odpuszcze ja, drugi raz Ty albo idziemy na jakis kompromis; poczucie krzywdy, ze maz woli pojechac na pogrzeb 4 h pozniej a Ty traktujesz to jako odrzucenie bo czegos Cie tam mama w domu nauczyla jest kompletnie niedojrzale
            • kachaa17 Re: pytanie do osób doradzających terapię 29.06.14, 10:39
              A dla mnie niedojrzałe jest jechać kilka godzin później niż żona, nie mając nic do roboty, siedzieć i gapić się w ścianę. Każdy z nas tłukł się oddzielnie 4godz. pociągiem. Po to, żeby pokazać swoją niezależność? To po co być razem? Żeby wszystko robić oddzielnie? To jest niedojrzałe: nie pojadę wtedy kiedy tobie na tym zależy, żebyś nie myślała, że jestem na każde zawołanie.
              • differentview Re: pytanie do osób doradzających terapię 29.06.14, 10:56
                > A dla mnie niedojrzałe jest jechać kilka godzin później niż żona, nie mając nic
                > do roboty, siedzieć i gapić się w ścianę. Każdy z nas tłukł się oddzielnie 4go
                > dz. pociągiem. Po to, żeby pokazać swoją niezależność? To po co być razem? Żeb
                > y wszystko robić oddzielnie? To jest niedojrzałe: nie pojadę wtedy kiedy tobie
                > na tym zależy, żebyś nie myślała, że jestem na każde zawołanie.

                wydaje mi sie, ze Ty chcialabys byc w zwiazku z kims, kto mysli, czuje i reaguje dokladnie tak jak Ty, ewentualnie jak Ty bys chciala zeby reagowal lub jak uwazasz za sluszne; w tej sytuacji pozostaje Ci znalezc osobowosciowego blizniaka, pozostac w relacji z mamusia lub stworzyc zwiazek sama ze soba, innej opcji nie widze
          • pade Re: pytanie do osób doradzających terapię 29.06.14, 11:47
            > Ale chyba terapia powinna uczyć też tego, że moje uczucia i przekonania są ważn
            > e.
            Kochana. Twoje przekonania mogą być błędne. Np.:"wszyscy powinni myśleć tak, jak ja", albo "mąż powinien mnie zawsze rozumieć", albo "skoro tak się czuję, to tak jest".
            Więc trudno, żeby terapeuta je popierał.
            A uczucia? Chodzi Ci pewnie o emocje? Głównie tworzymy je sami. Swoimi przekonaniami i myślami na temat danej sytuacji. Czyli: jeśli pomyślisz sobie, że mąż powinien robić to, czego Ty oczekujesz, bo tak powinno być w małżeństwie, a on nie spełnia Twoich oczekiwań, to siłą rzeczy budzi się w Tobie żal i poczucie krzywdy. Sama wzbudziłaś w sobie te emocje.

            Ja nie uważam, że nie powinnaś niczego oczekiwać od męża. Wręcz przeciwnie. Ale upór z Twojej strony i silne przekonanie, że tak ma być, bo tak! mógł spowodować, że wywierałaś na mężu presję. A on nie chciał się Twojej presji poddać, więc pojechał pociągiem sam.
    • misterni A ja nie masz ochoty kontynuować dyskusji 03.07.14, 02:41
      to łazi za Tobą i gdera?
      Rany, skąd ja to znam. Mój pierwszy mąż potrafił do WC za mną wejść i tokować.
      Współczuje. Wiej gdzie pieprz rośnie. To jest wampir emocjonalny, wyssie z Ciebie wszystko.
    • tully.makker 20 lat... 07.07.14, 14:35
      Dlugo wytrzymalas.

      Ja tez zylam z facetem, ktory szukal po porstu okazji do zwady, niewazny byl powod, wazne bylo wylacznie zeby kogos ponizyc, upokorzyc i poczuc sie dzieki temu lepiej. 2.5 roku temu powiedzialam pas. Miedzy innymi dlatego, ze vchcialam chronic dzieci przed chorym obrazem zycia rodzinnego.

      Jesli moge ci cos doradzic, nie trac czasu na zastanawianie sie, dlaczego twoj maz tak postepuje. To jego historia, jego problem i jego wybor, czy zechce ten problem rozwiazac, czy nie. Zastanow sie lepiej nad tym, dlacego ty tyle czasu to znosisz?
Pełna wersja