zero76
26.06.14, 10:54
Czy to jest norma, że facet zadaje pytanie "czym się różnią mieczyki od irysków" a na odpowiedź "to inne gatunki" zaczyna się wściekać, że: odpowiedź jest chamska/głupia/upokarzam go/jestem złośliwa? Ja mówię, że nie będę w ten sposób rozmawiać i idę do domu. Za chwilę przeprasza i dalej twierdzi jak powyżej. Że miał rację przecież, bo głupia, chamska itp.
Ostatnio było dobrze między nami, ale miesiąc temu była duża kłótnia. Prosiłam, żeby skopał mi grządkę, ale ponieważ nie miał czasu i były inne sprawy, to ja skopałam sama, ponad połowę. W końcu mąż przyszedł dokończyć, ale się na mnie wściekł, że źle skopałam, w ogóle lepiej żebym tego nie robiła. A koszę trawę mu na złość bo przecież powinnam zrobić coś innego (już nie pamiętam co). Ja coś tam próbowałam na spokojnie tłumaczyć, nie dało się, potem się obraziłam, powiedziałam, że chcę rozwodu. Powiedział, że się wyprowadzi, ale mnie kocha. Jakoś się pogodziliśmy i było dobrze. Mam dość tej huśtawki emocjonalnej, jesteśmy razem prawie 20 lat, jesteśmy razem od matury, i nie jest lepiej. Gorzej może też nie ale po tylu latach jestem po prostu zmęczona. Po każdej kłótni mam mega doła, nic nie jestem w stanie zrobić. Mam poczucie zmarnowanego życia.
Inna kłótnia. Szykuję się do spania, młodszy zaczyna płakać. Ja szybko myję zęby, bo wiem, że jak się z nim położę, to zasnę po długim karmieniu piersią. Mąż wścieka się, że jestem złą matką, bo jak to, dziecko płacze a ja myję zęby. Mąż go nie utuli, bo mały w nocy na jego widok jeszcze bardziej wrzeszczy.
Dzieciaki go kochają, ja niestety też. Dla dzieci jest dobry, nie czepia się. Prędzej ja coś odwarknę do nich gdy mnie mąż rozstroi, zaraz potem przepraszam.
Odeszłabym gdybym była sama, za bardzo mnie to niszczy. Mam zerowe poczucie bezpieczeństwa. Jak się trochę oswoję, wyluzuję przy nim, to znowu ni z tego ni z owego zaczyna się awantura. I wszystko jest moją winą.