olikol
26.06.14, 23:09
Taka sytuacja zdarza się już kolejny raz,
Jesteśmy na zakupach, ona postanawia kupić zasłony. Pokazuje, że może te lub tamte..jest już w tym sklepie kolejny raz więc wie co w nim jest ale chodzi ogląda, temat ma przemyślany a ja jestem z doskoku, nawet nie pamiętam kolorów u niej w mieszkaniu. Oglądam i ja, opowiadam jak sama kupowałam i na co nie zwróciłam uwagi a potem mi nie pasowało, żeby sobie sama rozpatrzyła co dla niej wygodniej, pokazuję jej kolejne materiały, krzywi się . Wskazuje zaś inny, który mi się nie podoba i to mówię, widzę że jest zła. Oglądamy kolejne ale ona już zaczyna być opryskliwa i wyraźnie stawać do mnie bokiem. Sprzedawca pozwala wziąć zasłony do przymierzenia z możliwością zwrotu. Bierzemy pierwsze które oglądała, mówię, że jak można do przymierzenia to niech weźmie też te drugie,które mi się nie podobały i sobie porówna, może akurat będzie ładnie wyglądać. Nie. Trzepie ze złością głową. Już się boję więcej odzywać. W domu zanosi zasłony do pokoju, przymierza je beze mnie, nie pyta o zdanie i widać, że nie chce żebym się tym interesowała. Wieczorem przychodzą inni znajomi to im pokazuje zasłony i ich pyta o zdanie.
Jedziemy samochodem, jedzie sporo samochodów i trudno się włączyć do ruchu, kiepsko stanęła, ona jako kierowca czeka chwilę cierpliwie i mało zdecydowanie a potem eskaluje wkurw, zaczyna się gadanie podniesionym głosem "no jedżeż!" "no tak! wpakuj się pod koła!" "gdzie baranie stanąłeś!" itd itp gdzie słyszy to wyłącznie jej pasażer a nie ci o których mowa.. W końcu jakiś samochód staje tak, że jeszcze bardziej zasłania wyjazd, a ona wściekła szarpie kierownicą, rusza szybko mało patrząc na otoczenie, rzuca bluzgami, a przejeżdżając koło nieświadomego parkującego wyciąga rękę za okno pokazując mu fuck. Wysiadając za 10 minut nadal jest wściekła i trzaska drzwiami samochodu. Wszystko to przy mnie.
Jesteśmy na cmentarzui. Rozmawiamy o potrzebnych kwiatkach, mamy takie samo zdanie, jest pozytywnie. Zapala znicze a jakiś się nie chce zapalić. Już zdrażniona. Odpycha znicz. Biorę go i kombinuję inaczej, znalazłam patyczek, śmiejemy się, ja trzymam patyczek ona podpala zapałką ale wiatr zdmuchuje. Prycha zła. Chcę wziąć od niej zapałki i sama zapalić bo tak zwyczajnie wygodniej będzie manewrować, już się na mnie boczy, zapałki ostentacyjnie rzuca, odwraca się do mnie bokiem. Zapalam wkład, daję jej do włożenia do środka znicza, ona wrzuca, stawia z hukiem na grobie, spada plastikowe nakrycie znicza. Bierze je i wali w znicz. Mówię że może jednak by mniej agresywnie? To wściekła wraca do grobu i bierze nakrycie i jeszcze kilkakrotnie nim wali w znicz... odchodzi szybko, nie patrząc czy za nią idę.
Itp itd
Potwornie mnie męczą takie zachowania.
Ale sama nie wiem. Może to są normalne zachowania wśród innych ludzi? Może to jest zdrowe wyładowanie złych emocji? Nieszkodliwe? Właściwe?
Trochę się czuję wtedy jak piąte koło u wozu, jak osoba której się nie szanuje, nie liczy z nią, powinnam zniknąć.
Staram się nie ulegać temu myśleniu, żeby nie zrobić z siebie "ofiary".
Widzę jednak, że gdy odczytuję myśli to jest zadowolenie, a jak mam inne zdanie na temat tego co ona robi, a nie daj boże skrytykuję, to jest wściekłość i podniesiony głos.
Nie chce mi się szarpać emocjonalnie.
Nie wiem co robić gdy tego typu zachowania się dzieją.