Czy to ja jestem problemem??

29.06.14, 21:16
Mój problem jest dość skomplikowany i powiedziałabym, że wielopłaszczyznowy wg mnie oczywiści.
Znamy się 10 lat, a małżeństwem jesteśmy od 7 lat. Nasze ścieżki małżeńskie były różne. Czasami było kiepsko a czasami fajnie. Mieszkaliśmy trochę u teściów, na wynajmowanym aż w końcu zamieszkaliśmy na swoim. Od teściów wyprowadziłam się sama gdyż teściowie za bardzo chcieli ingerować w nasze sprawy ... zarządzać moim majątkiem osobistym. Mieli w tej kwestii najwięcej do powiedzenia i wg nich powinnam robić i myśleć tak jak oni bo tylko ich punkt widzenia jest najwłaściwszy. Każdy inny godził w moją miłość do ich syna. Ba podważał tą miłość. O ile jedno z drugim ma coś wspólnego. Poszliśmy mieszkać na wynajmowane i to teściom również nie podobało się gdyż po co tracić pieniądze. Mi tego nie powiedzieli gdyż po tamtej sytuacji nie mogłam się przełamać aby utrzymywać kontakty. Po kilku/kilkunastu miesiącach powoli ten kontakt zaczął się odnawiać ale we mnie do dziś dzień pozostaje ten uraz i doza ostrożności w stosunku do nich. Nie tak dawno zostaliśmy rodzicami. Dziecko było bardzo wyczekiwane i od samego początku kochane. Mąż na początku opiekował się dzieckiem w miarę możliwości. Ale im dziecko starsze tym pomoc jest coraz mniejsza i coraz częściej w domu dochodzi do kłótni. Ja mam pretensje do męża, że mało mi pomaga i nie mam czasu dla siebie a on uważa, że pomaga mi dużo a poza tym "samo koło domu się nie zrobi". Gdy organizuje sobie pomoc to wg męża też jest źle bo"Twoja mama przyjeżdża aby tylko Cie buntować". Za każdym razem kiedy dochodzi do kłótni między nami mąż obwinia moja mamę za daną sytuację ... ewentualnie mnie. Bo przecież to ja robię awantury. Ostatnio pierwszy raz mnie uderzył i świadkiem całego zajścia była moja mama. Następnie zrobił awanturę, że schowałam mu piwo. Prosiłam wielokrotnie aby mąż nie podnosił głosu przy dziecku ale gdy zwróciłam uwagę powiedział "dziewczyno ty się lecz ja mówię normalnie". Poprosiłam o rozmowę teściów w nadziei, że może oni wpłyną na zachowanie syna aby nie podnosił głosu w domu zwłaszcza przy dziecku. Rodzice męża stanęli w jego obronie twierdząc, że oni dobrze syna wychowali i syn na pewno nie robi awantur a tym bardziej nie mógł mnie uderzyć. Na domiar wszystkiego otrzymałam pouczenie, że powinnam mówić do nich mamo i tato. Dodam, że problemów jest więcej. Mąż oczekuje, że każde wyjście z domu będę sygnalizowała z dokładnym określeniem miejsca gdzie się udaje i potrzebnego czasu. Każde pół godz spóźnienia to od razu telefon z, wg mnie, pretensjami (Gdzie jesteś, czemu tak długo, nic nie mówiłaś, że może się przedłużyć itp). Nie mogę sama wyjść z domu bo przecież "gdzie Ty będziesz się włóczyć". Zakup nowego ubrania to "dla kogo ty się chcesz tak stroić", "kup sobie ale mam nadzieję, że tylko dla mnie będziesz tak się ubierać". Rozumiem, że to może być zazdrość i opiekuńczość ale czy czasem nie przesadzona? Czasami mam wrażenie, że zamknął by nas w domu w obronie przez złem tego świata. Wiele bym mogła jeszcze rzeczy wymieniać.
Wg mnie naszym największym problemem jest kwestia rodziców chociaż mogę się mylić. Prosiłam męża abyśmy udali się na terapie małżeńską gdyż sami nie poradzimy sobie z tym problemem, nie będziemy obiektywni. Mąż twierdzi, że on nie potrzebuje takiej terapii i o swoich problemach może porozmawiać z rodziną. Ja twierdzę inaczej. Mąż nie chce podjąć terapii ale ja chyba bez terapii nie dam rady. Tylko czy jest sens aby tylko ja walczyła o nasze małżeństwo? Czy ma to szanse? Jak przekonać męża do terapii? Czy tylko ja mam problem w tym związku? Dodam, że bez "ozdrowienia" związku nie dam rady a chcę walczyć bo chciałabym aby moje dziecko wychowywało się w pełnej rodzinie.
    • mamrot3 Re: Czy to ja jestem problemem?? 29.06.14, 21:51
      zagubiona6 napisała:

      > Dodam,
      > że bez "ozdrowienia" związku nie dam rady a chcę walczyć bo chciałabym aby moje
      > dziecko wychowywało się w pełnej rodzinie.
      Czy Twój mąż chce tego samego?
      • verdana Re: Czy to ja jestem problemem?? 29.06.14, 22:08
        Twoim największym problemem jest to, zę po tym, gdy maż Cię uderzył nie wystąpiłaś o rozwód, a przynajmniej nie wyrzuciłaś go do rodziców, aby tam, przez długi, długi czas mógł przemyśleć sytuację, iść na terapię, a Ty sie zastanowisz, czy zechcesz jego powrotu.
        Tu nie ma co ratować. Teraz uderzył Ciebie, potem będzie lał dziecko. W wypadku męża, który leje , nie ma co myśleć o "pełnej rodzinie" dla dziecka, tylko uciekać.
      • zagubiona6 Re: Czy to ja jestem problemem?? 29.06.14, 22:18
        Nie wiem. Nie chce podjąć terapii bo twierdzi ze wygadać może się rodzinie.
        • koronka2012 Re: Czy to ja jestem problemem?? 29.06.14, 22:44
          Rodzina to najgorsze wyjście, jest stronnicza i podświadomie jedynie podkręca konflikt, opowiadając się po czyjejś stronie. Terapeuta jest obiektywny, oddziela emocje - i potrafi pomóc o niebo lepiej niż rodzina. Poza tym wciąganie rodziny w konflikt koszmarnie wpływa na relacje w szerszym kręgu - po co prać brudy przed bliskimi?

          Problem w tym, że ty stale ulegasz, ze strony męża nie widać jakoś chęci do pracy nad związkiem.

          Nie zależy mu?
          • zagubiona6 Re: Czy to ja jestem problemem?? 29.06.14, 23:30
            Teoretycznie zależy a w praktyce nie wiem. Typowa dulszczyzna.
            • celestyna444 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 11:20
              zagubiona6 napisała:
              > Teoretycznie zależy a w praktyce nie wiem. Typowa dulszczyzna

              Ja tu nie widzę żadnej dulszczyzny: widzę zagubioną kobietę, która zmarnowała 10 lat życia na nieodpowiedniego faceta z kiepskiej rodziny, na koniec robiąc sobie z nim dziecko.
        • akn82 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 10:16
          Popieram verdane. Na terapię idź dla siebie, żeby zawalczyć o siebie samą. Problemem jesteś ty sama.jesteś dorosła i pora żebyś była odpowiedzialna za swoje emocje. Psychoterapeuta nie jest od wygadania się, tylko od pomocy w zmianie własnego sposobu myślenia i działania. Może pomoc wyrwać się ze starych schematów, gadanie z rodziną tego nie zmieni. Bardzo nie pokojace jest to ze nie zareagowalas odpowiednio po tym jak mąż ciebie uderzył. Idź na terapię sama i dla siebie,w dalszej kolejności dla dziecka a mężowi zostaw wolną rękę. Zrobi z "nową" tobą to, co uzna za słuszne. Czyli albo się dostosuje albo odejdzie.
          • ola_dom Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 10:43
            Z punktu widzenia dziecka takiego taty, jak opisujesz i być może podobnej mamy - tato był chorobliwie zazdrosny i nikt nie mógł spojrzeć na mamę, bo za to dostawała lanie, nie miała prawa ładnie wyglądać;
            a przy okazji ją zdradzał na wszystkie strony;
            mama przez 13 lat cierpliwie znosiła wszystko ze strachu, i/albo z poczucia obowiązku, i/albo z poczucia cierpiętnictwa, i/albo w nadziei, że "się poprawi" i pewnie dla utrzymania "pełnej rodziny";
            radzę - DLA DOBRA DZIECKA I SWOJEGO - odejdź od męża czym prędzej, albo przynajmniej pójdź na terapię.
            Choćby po to, żeby Twoje dziecko nie miało potem przeświadczenia, że ludzie wiążą się, biorą ślub po to, żeby się ranić, dokuczać, wyzywać i robić sobie na złość. Że związek to jest coś, co trzeba z trudem i cierpieniem znosić. Bo tak mi się przez większość życia wydawało - a nawet nie wydawało - dla mnie tak właśnie wyglądało życie w związku, oczywiste było, że tak się ludzie traktują, jak są małżeństwem. Co ze zdumieniem uświadomiłam sobie dopiero grubo po trzydziestce.

            Jeśli mąż nie chce (a nie musi, jest dorosły i sam o sobie decyduje), to nie zmusisz go do pójścia na terapię. Ale Ty możesz na nią iść - bo też jesteś dorosła. I możesz przestać być swoim problemem - ale nikt za Ciebie tego nie zrobi. A na pewno nie mąż.
    • triss_merigold6 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 10:12
      W takim układzie, jeśli upierasz się przy wychowywaniu dziecka w pełnej rodzinie, kup dobry matujący podkład i korektor, żeby widok Twoich siniaków nie sprawiał przykrości innym.
      • aqua48 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 10:28
        Dobrze zrozumiałam, mąż Cię uderzył, bo mu schowałaś piwo? Nie pozwala Ci wychodzić domu i nie zgadza się na to abyś kupowała sobie rzeczy? A Ty się zastanawiasz czy to TWOJA wina? I chcesz żeby dziecko na to patrzyło i uczyło się od ojca jak traktować kobietę?
        Galopem zgłoś się na terapię. Sama.
        Pełna rodzina dla dziecka nie oznacza przemocy psychicznej i fizycznej.
        • triss_merigold6 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 10:34
          Przecież ona go kochaaaa. Naprawdę tańsze i mniej czasochłonne jest kupno korektora na twarz.
    • celestyna444 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 11:11
      Kobietka powinna się skupić na pakowaniu walizek, a forumki radzą jej, żeby poszła na terapię!
      Będzie się bujać na terapii przez kolejne 7 lat, facet będzie ją lał a ona bedzie rozkminiać z terapeutą gdzie ona robi błąd i dlaczego ona źle mysli, bo przecież facet różne prawa ma.
      PS
      Autorko, dlaczego poszłaś na skargę do swoich wrednych teściów, dlaczego zrobiłaś coś tak głupiego:
      a. od tego uderzenia rozum Ci odjęło?
      b. masz jeszcze depresję poporodową i nie myslisz logicznie?
      c. Pan Bóg Cie opuscił i nie masz żadnego wytłumaczenia?

      PS2
      Co zrobiła Twoja mama w momencie, gdy mąż Ciebie uderzył? Wytłumaczyła Tobie, że nic takiego się nie stało, faceci czasem leją żony i po prostu nie trzeba ich denerwować?

      PS3
      Masz jeszcze ten majątek osobisty, czy zainwestowałaś go w "rodzinę"? Jesteś teraz zależna finansowo od męża?
      • adorra0 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 11:18
        Radzić innym to w ogóle jest łatwo. Wszak nie radzący będzie ponosił konsekwencje wprowadzenia swojej rady w czyn. Tutaj jedno nie wyklucza drugiego - można i spakować walizki i pójśc na terapię, jednak do podjęcia obu decyzji trzeba dojrzeć samemu. Autorka chyba jeszcze nie dojrzała do przejęcia odpowiedzialności za własne życie. Nie ona pierwsza i nie ostatnia.
        • celestyna444 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 11:23
          Jestem ostatnia do radzenia innym kobietom rozwodu ale gdy facet uderzył z błahego powodu, w dodatku przy świadku, to tu już lepiej na 100% nie będzie. I to jemu jest natychmiast potrzebna terapia.
          • adorra0 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 11:31
            Celestyna wyjaśnijmy sobie coś raz na zawsze - nawet jeżeli odpowiadam zaraz po Twoim poście, ktory np. jest ostatnim, który czytałam, więc najlepiej go pamiętam(starość nie radość;-) to nie mam na celu podważania Twojej opinii, udowadniania Ci, ze się mylisz itp. Wiem, byl watek, w którym różniłyśmy się w poglądach na sprawę, ale właśnie BYŁ. Zresztą masz prawo do swojego zdania i wyrażania go.
            • celestyna444 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 12:03
              Ja już zapomniałam, że był wątek w którym się różniłyśmy (starość nie radość ;-) )
              Widzę, że będę sobie musiała zrobić listę komu mogę odpowiadać a komu nie :-(
              Jeżeli jest tak jak piszesz, to musisz inaczej używać drzewka, i wtedy będę już na 100% wiedziała, że piszesz ogólnie a nie odpowiadasz na mój post.
              • adorra0 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 12:09
                Ale może się zdarzyć, że będę z Tobą dyskutować:-), bo dlaczego nie. Zaznaczam tylko, ze nie zamierzam Cię atakować. I nie chcę się znależć na Twojej iście:-)
                • adorra0 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 12:09
                  Liście, sorry.
      • edw-ina Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 11:36
        W takich sytuacjach na terapię idzie się po to, by się z tego podnieść, poczuć własną wartość, zrozumieć jak weszło się w takie g... i nauczyć się co robić, by nie wejść w analogiczne g po raz kolejny. Więc forumki radzą dobrze.
        • celestyna444 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 12:16
          To o czym piszesz, to jest autorce potrzebne "na jutro", "na dziś" ona potrzebuje czegoś innego.

          Naprawdę zaczynam mysleć, że ludzie już nie potrafią sami wyciągać prawidłowych wniosków ze swoich doświadczeń życiowych - do wszystkiego jest potrzebny terapeuta? Nie ma już w dzisiejszych czasach czegoś co kiedyś nazywano nabywaniem mądrości życiowej? "Mądrość jest córką doswiadczenia" tak powiedział dawno temu Leonardo, dzisiaj powiedziałby "Mądrość jest córką terapeuty". ( nie mówię o jakiś bardzo skomplikowanych przypadkach, gdzie rzeczywiście jest potrzebna terapia, tylko o prostych sprawach)
          • edw-ina Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 12:26
            Jeżeli ktoś nie rozumie sam, gdzie w jego życiu powstały błędy, jak sam się do nich przyczynił i co powinien zrobić, by uniknąć ich w przyszłości to tak, potrzebuje. Poza tym jest to "lekarz" jak każdy inny. W końcu kiedy ktoś złamie nogę nie radzi mu się poczekać, bo sama się zrośnie.
          • aqua48 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 14:58
            celestyna444 napisała:

            > Naprawdę zaczynam mysleć, że ludzie już nie potrafią sami wyciągać prawidłowych
            > wniosków ze swoich doświadczeń życiowych - do wszystkiego jest potrzebny terap
            > euta?

            Jeśli mąż uderzył żonę w obecności jej matki i OBIE nie zareagowały od razu odpowiednio - policja, pakowanie walizek i wyprowadzka czasowa z dzieckiem oraz złożenie pozwu, to owszem terapeuta jest niezbędny...
      • jagienka75 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 13:52
        elestyna444 napisała:

        > Kobietka powinna się skupić na pakowaniu walizek, a forumki radzą jej, żeby pos
        > zła na terapię!


        a co tam, że będzie ją lał.
        lepiej byle jakie portki w domu, niż żadne.
        sama nie rozumiem tego łażenia po terapeutach. choćby się waliło i paliło, nigdy w życiu bym nie poszła.
        • blond_suflerka Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 14:29
          No więc właśnie na tym polega cała ta sztuczka. racjonalnie patrząc-czlowiek nie zadaje się z ludźmi, ktorzy go krzywdzą-nie tworzy z takimi rodziny, prawda? Ale jesli jednak tworzy i co więcej-szuka winy w sobie, nie potrafi odejść, mowi, że kocha to znaczy, że ma ze sobą jakiś problem i wlasnie potrzebuje terapii. Bez terapii-nie odejdzie a jesli nawet to za chwilę wpakuje sie w kolejne wklopoty. Bo gdzies w tej osobie jest problem-jakies przekonia, kody, ktore pozwalają jej na takie wlasnie traktowanie.
    • marcysia1000 Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 17:42
      Zagubiona, co musiałby zrobić Twój Mąż żebyś od niego odeszła? Co jeszcze gorszego? Uderzyć Twojego synka?
      Matka mojej przyjaciółki biła ją gdy była dzieckiem. Do dziś nie potrafi się odnaleźć. Szuka powodów dla których jej matka mogłaby być z niej dumna. Żeby udowodnić jej że jest warta jej miłości? Czy to nie podobna historia? Czy chcesz udowodnić mu, że warto Cię kochać? Czy chcesz żeby Twój synek przeżywał taką traumę całe życie?
      Łatwo radzić, gdy nie wiem, czy stać Cię na samodzielne życie. Ale jeśli tylko masz możliwość uciekaj jak najdalej!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 18:05
      W istocie, to Pani ma problem. Bo Pani wyciąga z zachowań męża inne wnioski niż on, stanowią one dla Pani inne doświadczenie niż dla niego oraz to Pani musi podjąć decyzje, które dotycząc Pani, będą jednocześnie decyzjami, które wpłynął na innych: męża, dziecko, rodziców po obu stronach.
      W tym sensie wszystko jest na Pani głowie.
      Nie mam tak radykalnych poglądów jak większość tu się wypowiadających się. Uważam, że ludzie mają w swojej psychice możliwość i umiejętność zmiany. Nie można tego też zupełnie lekceważyć. Jest możliwa psychiczna resocjalizacja, rehabilitacja, zadośćuczynienie,. Do tego potrzebna jest jednak motywacja i to motywacja wewnętrzna a nie zewnętrzna.
      Pani zaczyna dopiero teraz składać w całość fragmenty z których składa się Pani życie małżeńskie. Bardzo dobrze, że teraz. Trzeba się rozeznać, nawet jak są już podjęte ważne decyzje, nawet jak już upłynęło dużo czasu.
      Nikogo nie poznajemy w chwilę. Ludzie się zmieniają pod wpływem różnych doświadczeń. Być może mąż też się zmienił i stał się teraz zagadką do rozwiązania.
      Każdy akt agresji jest godny potępienia. Ale trzeba ten fakt złożyć z innymi zachowaniami męża.
      Z tego co Pani napisała, może się powtórzyć. Może , nie musi. Ale lampka czerwona już się powinna zapalić i łączenie musi zostać wprowadzone.
      Słusznie się Pani chce jeszcze przyglądać, wykorzystać różne możliwości. Byle to nie stanowiło zasłony dymnej dla rzeczywistości. I nie trwało zbyt długo. Agnieszka Iwaszkiewicz


    • jak.z.nut Re: Czy to ja jestem problemem?? 30.06.14, 18:12
      Według mnie twoim zasadniczym problemem jest brak stawiania granic, sytuacja z uderzeniem...przecież facet za coś takiego powinien odpokutowac
      Przeczytaj, tam tez zaczęło sie od jednego uderzenia www.klocekikredka.com/chatynka/
Pełna wersja