Żyć tylko życiem innych ludzi...

30.06.14, 11:16
Czyli zakamuflowany wątek o teściowej.
Jest mi ogromnie przykro, ale szlag mnie trafia. Może ktoś mi podpowie, jak mam się zachowywać?

Teściowa i relacje z nią - sprawa złożona, ma plusy i minusy. Mamy dni lepsze i gorsze.
Starsza kobieta lat 70, mąż zginął 10 lat temu, ma jedynego syna, czyli mojego męża, mamy dwójkę małych dzieci (2 lata + noworodek). Teściowa mieszka sama na wsi 120 km od nas. Przyjeżdżamy do niej, ona do nas też (mąż przywozi), mąż jeździ, pomaga, zwozi drewno z lasu, oporządza gospodarstwo, lekarze itp itd. Czyli jak na syna - ogarnia naprawdę dużo, pomaga, jak może. Mama nie docenia. Odkąd ja się pojawiłam w jego życiu - wieczna depresja, wiecznie "synciu ratuj, ja nic nie potrafię". Typ "leżę w łóżku i umieram" ale z łóżka wszystko słyszy, wszystko widzi, dopytuje się o każde westchnienie, jak ktoś coś mruknie do siebie, komentuje. Ale zasadniczo pół dnia leży w łóżku i śpi / narzeka. Do tego niestety jest na bakier z higieną. Śmierdzi porażająco. Myje się symbolicznie, nie zmienia ubrań. Leży w łóżku i gnije niestety. Nic do niej nie przemawia, żeby się ruszyła, na spacer, po chleb, przejść się pogadać z sąsiadami. Od leżenia w łóżku jeszcze żadna depresja nie minęła, a tym bardziej wieczny ból głowy.

Problem jest wtedy, kiedy leży i jęczy w naszym mieszkaniu. Mamy 1,5 pokoju, mieszkanko naprawdę malutkie. Ja jestem w domu, mąż w pracy. Kobieta siedzi mi dosłownie na głowie. Próbuję ogarnąć dwójkę dzieci, muszę ostro kombinować jak je porozkładać spać, czy oba dzieciaki w sypialni (budzą się nawzajem), czy starszą na kanapie w salonie (spada), młodego w łóżeczku w sypialni. Nie mogę odpocząć we własnym domu. Bo zaraz komentarze, muszę się spowiadać z każdego mruknięcia i stęknięcia, "cooo? nie słyszałaaaam!" a kiedy wychodzimy, ja się spieszę i denerwuję, to akurat mama wstaje, plącze się w przedpokoju i znowu "a czapkę mu weźmiesz, a kocyk? gdzie idziecie?" a ja się o nią potykam, bo próbuję szybko wyjść, bo młode już ryczą. Próbuję zrobić coś na kompie, jestem zajęta. A mama siedzi mi za plecami i non stop się patrzy przez ramię, ca 2 minuty rzuca jakieś pytanie / komentarz, zupełnie od czapy, wybija mnie z rytmu, nie pozwalając ani pracować, ani odpoczywać.

Zero intymności. Z mężem i tak śpimy oddzielnie, bo starsza jeszcze potrzebuje się przytulić, a młodego by stratowała w nocy. Ale najzwyczajniej w świecie krępuję się chodzić w piżamie, czy w samej bieliźnie, karmić piersią (tylko da radę dwójkę na raz na kanapie w salonie, na przeciwko łóżka, które okupuje teściowa). Jak jestem zmęczona i mega wkurzona - nie ma gdzie uciec / do innego pokoju, bo nie zamknę się z ruchliwą dwulatką i noworodkiem w małej sypialence, muszę uciekać na spacer. I znowu cała logistyka z wychodzeniem.

Do tego dochodzą takie typowe wsiowe jazdy: mama wygląd przez okno pół dnia, obserwuje moich dziadków, kto na kogo jak spojrzał i potem zdaje mi relację. Mnie to NIE INTERESUJE! Serio. Mam własne życie, moi dziadkowie własne, nie muszę wiedzieć o ich każdym ruchu małego palca prawej ręki, albo że mój sąsiad "tak na mnie spojrzał". Nawet nie wiem, że kogoś mijałam.

Pytania o duperele, typu co robię i dlaczego. Albo pytania w tonie "przepraszam że żyję, ale czy mogę zjeść kanapkę". Z jednej strony taka cicha "grzeczna" bierność, ale z drugiej strony czuję jej oddech na karku i mrugnąć nie mogę bez zdania relacji po co i dlaczego.

Jestem tym wszystkim nieziemsko zmęczona, przygnębiona. Jest mi też bardzo smutno, że odczuwam taki przemożny wkurw na teściową, bo współczuję jej samotności. Niestety ona przykleiła się do syna, do nas na amen i dusi nas, nie pozwala odpocząć od swojej obecności. Rozstania są najgorsze. Festiwal wpędzania w poczucie winy "zostawiacie mnie / wywalacie mnie" (w zależności od tego, kto od kogo wyjeżdża) "ja już zaraz do grobu, oddajcie mnie lepiej do domu starców, inni to się interesują swoimi i pomagają". Szlag mnie trafia. Czasami coś powiem, częściej już udaję, że nie słyszę i mówię "Mamo, do zobaczenia za kilka dni". A teściowa KONIECZNIE CHCE mieszkać u nas - nam na głowie, zamiast u moich dziadków (ta sama klatka, mieszkanie obok) gdzie ma własny osobny pokój i lokalowo jest dużo bardziej komfortowo - wszystkim, poza nią.

Nie wyrabiam.
W perspektywie będzie przyjeżdżać na leczenie do nas na kilka dni w miesiącu, w dalszej perspektywie być może czeka nas mieszkanie razem - już w większym domu, ale też nie ma tak, żeby był osobny pokój dla każdego. Z przerażeniem myślę, co będzie np za 10 lat, kiedy dzieci podrosną, będą chciały mieć osobne pokoje (dziewczyna i chłopak), a tu jeszcze teściowa. I znowu kombinacje, jak tu mieszkać razem?

Jak możecie - napiszcie czy można tą sytuację jakoś rozwiązać i załagodzić - doraźnie i długofalowo. Bo mi ręce opadają. Nie chcę krzywdzić i krzyczeć ani na teściową, ani wyżalać się mężowi, ale na Boga, ja tak żyć na kupie nie umiem.
Pozdrawiam
    • adorra0 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 11:25
      A jak jej życie wyglądało wcześniej, zanim została wdową? Zanim zostalaś żoną jej syna?
      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 11:46
        Mama miała ambicje i ciśnienie na wyrwanie się z roli i małej wsi. Została fryzjerką, pojechała do Elbląga pracować. Traf chciał, że zakochała się w rolniku spod Ostrołęki, wzięli ślub, urodziło się dziecko. Mama nie chciała mieszkać z mężem, bo "za rolę nie wychodziła". Przez 2 lata mieszkała z synem u swoich rodziców, na małej wsi, tak czy siak. Miała wtedy 33 lata, zarabiała grosze, to był koniec lat '70. Nie była samodzielna, z mężem (i teściową ;) nie chciała mieszkać. Z marzeń i ambicji nici. Wszystkich obwiniała za swój ciężki los, że się jej nie udało itp itd. A zdaje się, że z własnej woli wychodziła za rolnika. Także generalnie nigdy nie czuła się odpowiedzialna za swoje życie, zawsze to "zły los" coś tam... Generalnie chyba jest osobą mocno nie spełnioną, niedowartościowaną. A teraz - nie potrafi się znaleźć w nowej rzeczywistości (już od 5 lat). Chyba wydawało jej się, że syn z nią całe życie zostanie, będzie mieszkał. A wyjechał na studia do Warszawy.

        Póki mnie nie było - jeszcze jakoś było, choć z przekazów męża też wiem, że była "inwigilacja", telefony do ukochanego synka codziennie o 8 rano (jak się szykował do pracy - norma). Kiedy mama miała "dobry czas" - tj bez depresji - bez przerwy domagała się uznania - od niego, potem ode mnie (chyba jako konkurentki - kobiety?), kazała mi wiele razy w środku nocy (przyjeżdżaliśmy w piątki póóóźnym wieczorem, totalnie padnięci) z latarką ganiać po podwórku i podziwiać, jak zasadziła kwiatek, jak wspaniale ogarnęła coś tam, jaki miała niewiarygodnie wspaniały pomysł na wykorzystanie do dekoracji czegoś tam. I nie ma, że jutro. Musiałam podziwiać i piać z zachwytu natentychmiast.

        Kurcze, ja jej nie odmawiałam i nie odmawiam uznania, że ogarnęła siedlisko i trzymała wszystko w porządku sama, 10 lat po śmierci męża. Naprawdę uznaję jej zasługi, dzielność i w ogóle. Ale sposób, w jaki się tego domagała, na każdym kroku je podkreślając, sprawiało, że naprawdę chciało się uciekać. A teraz ma żal, że taka samotna, że ludzie we wsi to tacy owacy itp.
        • adorra0 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 13:05
          Sytuacja jest bardzo trudna i wierzę, ze jest Ci ciężko, ale może, jak proponuje basiastel daloby się teściową wykorzystać w granicach rozsądku, tak, żebyś Ty miała z tego pomoc/korzyść, a ona poczuła się potrzebna i dowartościowana? Za każdy przejaw aktywności, który jest Ci na rękę chwal ile wlezie;-) Dalej, tak sobie pomyślałam, depresja jest chorobą, a choroby się leczy. Może mąż mógłby umówić matkę na wizytę do psychiatry, a w przypadku oporu do internisty, wszak ten też może zapisać lagodne środki poprawiające nastrój. Skoro teściowa chciała się wyrwać ze wsi, miała kiedyś aspiracje to moze warto je odświeżyć. Zorientuj się czy są w Waszej okolicy albo w jej miejscu zamieszkania jakieś warsztaty, kursy, uniwersytet trzeciego wieku itp. Może przy dużej dozie dyplomacji(i wazeliny;-) z Twojej i męża strony da się babcię przekonać zarówno do jakiejś aktywności, jak i tego, a może przede wszystkim tego, ze mając 70 lat też można fajnie/ciekawie żyć.
    • basiastel Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 11:55
      O kurcze, od dziś na nic nie narzekam!
      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 12:04
        No to się cieszę, że chociaż taki pozytywny skutek! ;)
        • basiastel Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 12:08
          Serio, mam córcię, muszę uważać. Trzymaj się, choć nie mam rady.
          • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 12:14
            Dzięki dzięki :)
            Ja właśnie głównie dzięki takim akcjom pamiętam, że nie wychowuję dzieci dla siebie, że będę teściową, że "zaraz" córka przedstawi mi Maćka, albo innego Patryka, który będzie miał tunele w uszach albo o zgrozo! będzie weganinem! ;) I pojadą w świat, może do innego kraju. Już szykuję sobie zajęcia na "emeryturę" , co by młodzieży gitary nie zawracać ;)
            Ale teraz - JAK ŻYĆ? :P
            • lena575 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 14:02
              Może lepiej byłoby gdyby teściowa sprzedała to co ma i w mieście kupilibyście wspólnie większe mieszkanie, tak z perspektywą, ze każdy ma swoje miejsce ?
              To twój mąż powinien mówić matce, ze w waszym mieszkaniu wszyscy się dusicie, że nikt nie ma odrobiny prywatności, że ty też jestes zmęczona.
        • basiastel Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 12:14
          Tak myślę, o może kup tonę truskawek, zagoń do kuchni, niech robi dżem. Będziecie mieć z niej użytek, a ona poczuje się doceniona i będzie siedzieć w kuchni, nie Tobie nad karkiem, gdy siedzisz w kompie.
          • allegra1002 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 14:06
            Na razie chciałam się upewnić, napisałaś : mieszkamy w 1,5 pokoju, dwoje maleńkich dzieci w tym noworodek i trzy dorosłe osoby?! no chyba że ten pokój ma 100m2 ?
            • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 15:02
              Chciałabym ;)
              sypialnia 9 m, salono-kuchnia 18 m + reszta to razem niecałe 36 m. No nijak nie wychodzi 100 m, to nie Narnia, że w szafie bonus ;)

              Teraz teściowa jest gościem w tych naszych "prawie 36 metrach" po kilka dni - święta, leczenie. A potem wraca na wieś, no w mordę DO SIEBIE po prostu. I te kilka dni na tak małej przestrzeni już podnoszą mi ciśnienie ostro.

              Remontujemy mieszkanie w kamienicy z kawałkiem ogrodu w Milanówku pod Warszawą. Niby razem 116 m z werandą, na parterze. 3 sypialnie po 11-12 m - dla nas jedna, dla dzieci po pokoju (no kurcze nie wyobrażam sobie jednak chłopaka i dziewczyny razem po skończonym np 5 roku życia, potem szkoła, własne biurko itp), kawałek kuchnio-salonu i weranda. Nie będziemy mieć żadnych "gabinetów" z mężem, ja nie będę miała pracowni (sztuka :P), nie będziemy mieć też żadnego pokoju gościnnego.. Czyli raczej zwykły komfort, niż luksusy. No i w którymś momencie teściowa albo będzie gościć u nas, albo może i mieszkać na miesiące zimowe przynajmniej? Tak czy siak, nie wyobrażam sobie tego :( Tzn jak dzieci będą małe - spoko, będą mieszkać w jednym pokoju, ale MIESIĄCE z teściową? Tego głównie sobie nie wyobrażam.

              Teraz proszę ją czasem o pomoc, staram się aktywizować i doceniać jej starania efekty pracy. Akurat dżem truskawkowy - jestem uczulona, dzieciaki też ;) Ale o coś czasem proszę, czasami ona się pyta, czy może pomóc. Chwile bywają dobre i miłe. Co niestety nie równoważy "stresu z przerybienia" u mnie i tych 80-90% czasu, kiedy jest wkurzającą wsiową starszą panią :P Często też jest tak, że biadoli, że "ja niczego już nie umiem" i nie chce niczego zrobić. Niestety wyjście z domu po bułki ją przerasta, bo nie chce jej się myć i ubierać, piekarnia pod blokiem. Niestety naczyń nieszczególnie dobrze potrafi zmyć, tylko płucze, ledwo zmywakiem przeleci, bez płynu i stawia taki zasyfiony tłusty talerz na suszarce, z czystymi. Ja najmocniej przepraszam, ale wymiotować mi się chce. Tu moje współczucie i chęć pomocy się kończą.

              Jak nie mieliśmy dzieci, nie byłam zmęczona z nimi fizycznie i psychicznie - jeździliśmy do niej (ciężki rzut depresji od naszych zaręczyn przez chyba 2,5 roku), pucowaliśmy dom, ja zmywałam te zaschnięte naczynia, gotowałam na zapas, mąż prał, odkurzał. Mobilizowaliśmy ją groźbą i prośbą, pomagało. Teraz zwyczajnie oboje nie mamy na to siły. Rozmawiałam też z nią dłuuuugo i bardzo grzecznie. Naprawdę się starałam wspiąć na wyżyny dyplomacji, empatii, asertywności. Pomogło na krótko.

              Chodzi raz na ruski rok do psychiatry, wypisuje leki i cześć. Ja też uważam, że potrzebna jej jest terapia zajęciowa, behawioralna. Mentalności się nie zmieni, ale jakby się wzięła za robotę, po prostu miała swoje życie, swoje zajęcia, żeby jakąś kurcze książką się zainteresowała, a nie myślała o swoich chorobach itp - byłoby git. Tylko że ona NIE CHCE. Teraz jest wszystko na "nie" i biadolenie jak to ja nic już nie umiem.

              Co do organizowania mamie zajęć. Generalnie spoko, tylko ja sama ledwo siebie i dzieciaki ogarniam. Ja po prostu padam. Może po przeprowadzce będzie trochę lepiej, ale kurcze, co ja piszę. Potem życie i remontowanie jednocześnie, zanim się zorganizujemy jako tako na nowym miejscu to grudzień albo i luty.

              Ja nie wiem. Ja się po prostu boję.
              • basiastel Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 15:18
                A jak ona by sprzedała dom na wsi i przeniosła się do Warszawy ( jakaś kawalerka )? Może by zrealizowała swoje marzenie bycia miastową? Nie wyobrażam sobie takiej śmierdzącej osoby w domu / wspólnej łazience. Choć sprowadzać do Warszawy też może strach, sama nie wiem.
                No i wkrótce zaczną się wiśnie, morele, brzoskwinie, śliwki.
                • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 15:31
                  A, to pominęłam, zapomniałam.
                  "tylko nie sprzedawajcie ojcowizny!"
                  tak w ogóle to gospodarstwo jest na męża, mama ma tam zapisany pokój na dożycie. Notarialnie - kaszana, żaden bank tego nie chce, a i sprzedać nie można.

                  Z Warszawy się wyprowadzamy za 3 m-ce. Można by pomyśleć gdzie by kobieta mogła mieszkać bliżej Milanówka. Tylko kurcze i tak mamy kredyt na 32 lata.
                  Nie to, że szukam wymówek, choć tak to pewnie wygląda ;)

                  Może faktycznie dom seniora - z innymi samotnymi babciami i dziadkami to nie jest taki zły pomysł? Moja samotna ciocia w takim była miesiąc, była zachwycona, a ciężko ją zadowolić. A tam się zaopiekowali, potrzymali za rączkę, porozmawiali, nakarmili etc i generalnie dopieścili.
                  • rurek00 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 16:29
                    Wg mnie jednak mąż powinien przekonać matkę, aby sprzedała tę ojcowiznę, i za te pieniądze kupiła malutka nawet kawalerkę w Milanówku. Może gdyby wiedziała, że będzie miała mieszkanko blisko was, to zgodzi się na sprzedaż.
                  • zuzi.1 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 18:44
                    Zmiencie w akcie notarialnym dozywicie na sluzebnosc a wtedy bedziecie mogli to sprzedac, zadzwon do notariusza i sprawdz.
                  • marsylvik Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 12:27
                    > Może faktycznie dom seniora - z innymi samotnymi babciami i dziadkami to nie je
                    > st taki zły pomysł? Moja samotna ciocia w takim była miesiąc, była zachwycona,
                    > a ciężko ją zadowolić. A tam się zaopiekowali, potrzymali za rączkę, porozmawia
                    > li, nakarmili etc i generalnie dopieścili.

                    Sprawdź też opcję "domu dziennego pobytu" dla seniorów, może jest coś takiego w pobliżu.
              • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 15:35
                żeby jakąś kurcze książką się zainteresowała, a nie myślała o swoich chorobach itp - byłoby git. Tylko że ona NIE CHCE. Teraz jest wszystko na "nie" i biadolenie jak to ja nic już nie umiem.
                Może teściowa ma źle dobrane okulary. Często starsi ludzie z tego powodu nie czytają książek czy gazet. Może dobre progresy sprawią, że trochę odżyje.
                • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 16:16
                  Na to widzisz nie wpadłam, dzięki!
                  No to też do okulisty trzeba. Spoko, i tak mamę trzeba przebadać wzdłuż i wszerz.
                  • miedzymorze Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 17:54
                    Aha, i nie zamieniaj się w opiekunkę - wizyty niech załatwia i obstawia mąż.

                    pozdr,
                    mi
    • zolla78 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 14:31
      Standardowe pytanie, a co na to twój mąż? On ma świadomość jak tobie ciężko, nie widzi, że 4 osoby w tym dwoje małych dzieci w 1,5 pokoju to za dużo? Ma jakąś koncepcję jak w najbliższym lub dalszym czasie rozwiązać problem opieki nad matką?

      I sorry, ale czy on po prostu nie może powiedzieć mamie podczas tych wizyt, że ma przygotowany pokój tą klatkę obok i już?
      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 15:10
        To już dzisiaj ustaliliśmy, więc pod tym względem nie ma zmiłuj, mama idzie do dziadków.
        On od dłuższego czasu dzielnie daje odpór mamie w różnych sprawach. Od czasu naszego poznania te 5 lat temu duuużo się zmieniło w jego zachowaniu na lepsze. Już nie jeździmy do mamy na złamanie karku w piątek w nocy z tirami, daje jej odpór słowny, kiedy się go czepia, kiedy go nie docenia, kiedy go wkurza krótko mówiąc. Kiedy chciała przedłużyć wizytę o kolejny dzień, co nas oboje doprowadziło do białej gorączki (bo to mąż ją wozi, nie ma weekendu, potem do pracy) to nie omieszkał jej tego powiedzieć, nie będę przytaczać, ale ostro było :P
        Ale pewne rzeczy - na bieżąco, nowe dla niego, no cóż - nie zauważa, musi dojrzeć do pewnych rzeczy. I tak dojrzewa szybciej ;) Ale to jest proces.
        • notting_hill Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 16:29
          W tym wszystkim masz jednak o tyle nieźle, że masz fajnego chłopa :). Może brutalnie to zabrzmi, ale teściowa żyć wiecznie nie będzie, a chłop zostanie, przynajmniej jest taka nadzieja :). Bo te jej jazdy się biorą najwyraźniej z braku wpływu na niego, na wasze życie. Ta jej bierna agresja, opór, manipulacje, to całe wołanie o zainteresowanie i litość (widocznie nie zna innych wzorców) to z poczucia, że wasze życie jej się wymyka. Więc o tyle masz dobrze, że masz męża, który rozumie różne porządki- że matka to matka, a własna rodzina to co innego. Ale też nie jest na tyle bezduszny, żeby tę matkę w krótkich żołnierskich wysłać do siebie na wieś.
          Trudne to wszystko i masz pełne prawo czuć frustrację i złość.
          Ta depresja teściowej- to trochę wygląda jakby ona ją sobie sama "wybrała" z powodu niezgody na bycie jedyną gwiazdą w życiu syna. To znaczy nie neguję, że ona istnieje, tylko że leczenie czegoś takiego farmakologicznie nie da spektakularnych rezultatów, jeśli nie popracuje się nad swoimi relacjami z otoczeniem. A na to nie ma co liczyć...
          Tak mi się trochę skojarzyło z wątkiem z serialu "Bez tajemnic" cz. III - postać grana przez Stanisławę Celińską.
          • notting_hill Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 16:30
            na "niebycie jedyną gwiazdą" miało być....
        • allegra1002 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 16:32
          Wiem że to Ci nic nie pomoże, ale serdecznie współczuję, tym bardziej że nie jeździsz po "babci-teściowej" jak po łysej kobyle, tylko rzeczowo, realistycznie opisujesz problem, bez złośliwości bez zbędnego krytykanctwa. To raczej rzadkość tutaj ;-). Nie potrafię pomóc, i wątpię by znalazło się w ogóle jakieś optymalne wyjście.Z obserwacji i doświadczenia innych( w rodzinie w śród znajomych) znam bardzo podobne sytuacje.Też ludzie mieli taki problem, do tego doszło jeszcze że babcia była 100% zdrowa fizycznie ale psychika szwankowała, babcia na dodatek z tych długowiecznych, po latach mieli "stare dziecko" w domu, żyje do dziś, ma 96 lat. lata męki, wyrzeczeń, anielskiej cierpliwości.
        • miedzymorze Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 17:53
          > To już dzisiaj ustaliliśmy, więc pod tym względem nie ma zmiłuj, mama idzie do
          > dziadków.
          Tej wersji się trzymaj i nie odpuszczaj ;)
          Nie daj się wrobić w mieszkanie z teściową w żadnej postaci i pod żadnym pozorem. Po prostu NIE MA TAKIEJ OPCJI żebyście mieszkali razem, chyba że masz ukryte skłonności masochistyczne.
          Jej chore emocje trzymaj od swojej rodziny jak najdalej, masz małe dzieci na głowie, niepotrzebna ci jeszcze starsza śmierdząca pani w salonie. Swoją drogą podziwiam świętą cierpliwość - u mnie woniejący gość byłby czystym gościem albo byłym gościem ;>

          Oddzielcie się fizycznie i psychicznie, jeśli jojczy że chce żeby ją oddać do ośrodka - znajdzcie ośrodek i zawieźcie, żeby obejrzała. A nuż to rozwiązanie ją faktycznie zadowoli.
          pozdr,
          mi
    • alpepe Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 16:37
      skontaktujcie się z prawnikiem, by dowiedzieć się, jak można się wyplątać z tej darowizny z pokoikiem i kupcie za sprzedany dom jakieś małe mieszkanko dla teściowej. Innej rady, no, chyba, że zeswatanie z jakimś panem, nie widzę. Co do higieny, cóż, starsi ludzie tak niestety czasem mają. Oni siebie nie czują.
    • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 16:55
      Jest jeszcze taka możliwość, gdy teściowa jest u Was przez kilka dni, żebyś ją wysłała na zabiegi rehabilitacyjne, Na siłę wepchnąć do wanny, wykąpać i na początku zaprowadzić. Potem tylko dopilnować aby chodziła sama. Wmówić, że lekarz zalecił i że to dla jej dobra... bo rzeczywiście może jej to tylko pomóc. Kilka zabiegów z przerwami 15-20 min i juz masz dla siebie trzy godziny wolnego codziennie :-) I może zapozna tam jakąś babcię lub dziadka do pogaduszek :-)
      Rozejrzyj się, czy blisko Was jest jakaś przychodnia z rehabilitacją. Laser, ultradźwięki itp to kosztuje parę złotych.
    • asfo Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 18:05
      Nie pozwól, by ci poczucie winy/obowiązku zaćmiło zdrowy rozsądek. Nie pakuj się we wspólne mieszkanie z osobą, którą z trudnością tolerujesz. Zamiast tego zastanówcie się, jak możecie jej zapewnić opiekę w inny sposób - np. zatrudniając kogoś w tym celu.

      Zapewnienie komuś godnej starości nie oznacza spełniania absolutnie wszystkich zachcianek i rezygnowania z własnej satysfakcji w życiu. Owszem, trzeba zadbać żeby była nakarmiona, umyta i zawieziona do lekarza, i żeby nie siedziała cały czas sama w domu, ale to nie znaczy, że musisz karmić, myć i towarzyszyć przez cały czas osobiście. Powinna mieć osobne mieszkanie (najlepiej w swoim domu na wsi) i zapewnione jakieś możliwości spędzania czasu - na ile to jest wykonalne, ale jeśli stwierdzi, że nie chce korzystać, bo lepiej leżeć w łóżku, to nie ma powodu, żebyś ty się czuła winna z tego powodu.
    • julka.82 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 18:26
      panizalewska, musze Ci to napisac, dla mnie jestes mistrzem swiata! nie dosc ze ogarniasz dwojke maluchow, masz dla mnie zawsze pomocne rady na forum, to jeszcze dajesz rade w takim malym mieszkanku z tesciowa.

      na podstawie tego co piszesz, nie ma co sie bawic w polsrodki. niby mozna tescioa umyc, zaangazowac w dzemy ale u osoby o tak niskim poczuciu higieny raczej balabym sie. to nie bedzie popularne co powiem ale rozwazylabym dom opieki. nie miej wurzutow sumienia, Ty masz niemolaka w domu! moze chociaz na czas az sie przeprowadzicie do wiekszego domu. moze tesciowa nie ma motywacji zeby sie umyc a tak bylaby wsrod rowiesnikow. no i moze jej sie nudzi? z Wami nie ma wspolnych tematow a z innymi mieszkancami domu opieki mialaby, skoro jak piszesz interesuje ja zycie innych dziadkow. niestety z tego co wiem na miejsce sie dlugo czeka a prywatne sa drogie dlatego znowu wraca watek sprzedania ojcowizny...
    • koronka2012 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 18:51
      Dla mnie przy takich warunkach lokalowych nie byłoby opcji, żeby gościć teściową na dłużej niż pół dnia, o spaniu w ogóle nie byłoby mowy. Co cię skłoniło do tego, żeby godzić się na koczowanie w takich warunkach z noworodkiem??? skoro może nocować u twoich dziadków - niech tam nocuje, albo wraca do siebie, sorry. Smrodu bym nie zniosła, no nie ma takiej możliwości.

      Nie widziałabym też żadnej opcji mieszkania z kimś takim pod jednym dachem, nawet gdyby był pokój gościnny. Skoro koniecznie chce przy was, to niech sprzeda swój dom, i kupi mieszkanko w pobliżu.
    • differentview Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 07:50

      > A teściowa KONIECZNIE CHCE mieszkać u nas - nam na głowie, zamiast u moich dziadków
      > (ta sama klatka, mieszkanie obok) gdzie ma własny osobny pokój i lokalowo jest
      > dużo bardziej komfortowo - wszystkim, poza nią.

      coz, moze sobie chciec ale to nie znaczy ze tak ma byc; jesli ona nie ogarnia, ze sprawia swoimi pobytami klopot, ze przy takim metrazu i dwojce malych dzieci jest to paranoja to trzeba jej to uswiadomic i tyle; oczywiscie sie obrazi ale trudno- nalezy to olac; syn jej pomaga, pokoj u dziadkow jest do jej dyspozycji a zycie to nie jest koncert zyczen i nie wszysko czego sie chce jest mozliwe- ta " brutalna" prawde tesciowa musi przyjac do wiadomosci i jakos sobie z nia poradzic;) maz jako syn powinien sie uodpornic na matki manipulacje i nie dawac sie wpedzac w poczucie winy bo nie ma podstaw by czuc sie winnym; podoba mi sie okreselenie, ze myje sie symbolicznie;) niestety to czesta przypadlosc starych ludzi, ktorym byc moze szwankuje powonienie?
      • solange54 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 09:55
        O tym, że śmierdzi, trzeba powiedzieć wprost. Najprawdopodobniej teściowa nie trzyma moczu, to przypadłość powszechna u starszych kobiet. Powinna używać pieluchomajtek.
        Psychiatrę trzeba zmienić, skoro nie ma poprawy u teściowej.

        Wspólne mieszkanie w warunkach jakie macie i jakie bedziecie mieć nie wchodzi w grę! Wykończysz się. Nie liczyłabym na to, że w późnym wieku ktoś stanie się miłośnikiem czytania książek lub innej aktywności.
        Tak jak tu dziewczyny piszą, chyba najrozsądniejszym wyjściem jest sprzedaż ojcowizny i znalezienie dobrego domu opieki. Te dobre sporo kosztują, ale po to ta sprzedaż.
    • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 12:16
      Spróbuję podsumować odpowiedzi, jak coś pominę - dopiszę potem. Młody na mnie śpi, jedną ręką kiepsko ;)

      Dziękuję za słowa uznania baj de łej ;)

      Po pierwsze primo mąż dał ciała tym razem. Niestety jedną z jego nielicznych, acz upierdliwych nie mniej wad ;) jest to, że się wstydzi i krępuje moich dziadków. Mieszkamy obok siebie 3 lata, zna ich od 5 i dalej ma wstydziochę. Załamka. Prosiłam, żeby ich poprosił o przygotowanie dla mamy posłania u nich - nie poszedł. A ja karmiłam wkurzonego noworodka (kolka), więc już bez przesady, wszystkiego robić nie będę. No i przywiózł mamę w nocy, ja bez piżamy, cycki na wierzchu, młoda śpi ze mną i z młodym, oni wchodzą i robią rejwach. Już bym zagryzła za samo obudzenie, ale siły nie miałam :P I od rana soczyste bluzgi cisną mię się na usta, bo stres, przerybienie. Ściana smrodu. Wściekaliśmy się wszyscy na siebie już od wstania z łóżek. Dzieci to w ogóle jakiś histerii dostały :(

      - Co nadawałaś na poczcie?
      - (tłumaczenie co, po co dla kogo - zajęłoby pół godziny, potok słów, nie chce mi się, i tak na plaster mamie ta informacja, nie zna tej osoby, jestem zmęczona) ...Paczkę.
      - Aha.
      I zapadło milczenie na 5 min, takie, że siekierę zawiesić można.
      Coś robię na kompie, dziecko obok ogląda Misia Uszatka.
      - Czy mogę jechać w tej bluzce? [zauważ, doceń mnie, takie kobiece klasycznie, ale ja już nie mam siły odpowiadać po raz 100!]
      - Czy P mnie odwiezie na badania?
      [a skąd ja mam wiedzieć, środek tygodnia jest, zasadniczo to on do pracy chodzi jednakowoż]
      I cała taka seria pytań co 5 min, przerywana "ja zaraz umrę / oddajcie mnie / wzdech"

      Mama nie ma nietrzymania moczu. Śmierdzi po prostu niemytym zapyziałym człowiekiem, który nie zmienia ubrań. Nie jak zasikany żul, za przeproszeniem. Ma koszmarną dietę - suchy chleb i kiełbasa - i to wszystko wypaca. Nawet jak wyjdzie z łazienki, niby wykąpana, to śmierdzi niewiarygodnie. Ja naprawdę nie wiem, jak ona to robi. Kupujemy dezodoranty, antyperspiranty (zapomina zabrać z domu, ma już ze 3), namawiam ją na jedzenie czegoś innego / warzyw / ale ile można jak do dziecka gadać? Trochę mam co robić :P Użyła ukradkiem raz mojej szczotki do włosów (ma długaśne siwe, raczej nietrudno nie zauważyć) i antyperspirantu w sztyfcie (który potem śmierdział). To jest naprawdę straszne. Bo mogła powiedzieć, że nie ma, to bym je dała / kupiła itp. Bardziej się wstydziła mi powiedzieć, niż poprosić o pomoc.

      Zapytałam się, kiedy miała ostatnio badanie wzroku. Nie miała. Kupiła okulary "na rynku". Aha. Już napisałam mężowi, że ma ją umówić do okulisty. Może ja będę musiała poszukać w necie, ale nigdzie prowadzać jej nie będę.

      Co do sprzedawania ojcowizny itp. Nosz kurcze wielka szkoda by było. W naszej sytuacji finansowej co prawda ciężko mieć ciastko i zjeść ciastko, ale rozumiem Wasze argumenty, częściowo się zgadzam. Poza faktem, że teraz jest koszmarny czas na sprzedaż nieruchomości, zwłaszcza rolniczych. Pokój na dożycie to jest właśnie "służebność osobista" - tak się to nazywa, przerabiałam to za czasów składania papierów o kredyt. Ale dopytam się, co z tym można zrobić, zawsze lepiej wiedzieć więcej, a nóż się z tego coś wykluje?

      Realnie rzecz biorąc - mama ma emeryturę po mężu, zdaje się nie najmarniejszą. Mąż siłą wcielony do kopalni na roboty, wypadek, renta. I za tą rentę / emeryturę można mamie sfinansować "spa" dla seniorów, permanentnie. Może nie w samym Milanówku, ale to kwestia poszukania i pojechania, jasne, że tak.

      Dobra, młody się odkleił ode mnie, idę po starszą do dziadków i przy okazji zrobię przeszczep rzeczy i pościeli teściowej do dziadków. Ich obecność poza tym naprawdę dobrze na mamę działa. I ma z kim i O CZYM pogadać, i się myje. Więc dom seniora to raczej tak, niż nie.
      • differentview Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 12:55
        chyba jednak Ty dalas ciala bo to Twoi dziadkowie i jednak wypadaloby zebys Ty zapytala czy jest taka mozliwosc by tesciowa nocowala u nich; nawet jesli maz przywiozl matke w nocy to chyba wiedzialas o tym, ze ja przywiezie i dziadkowie powinni byc uprzedzeni o tym pare dni wczesniej i nie dziwie sie, ze nagle z zaskoczenia nie zostali przez meza obudzeni w nocy; jednym slowem robisz burze w szklance wody i zwalasz wine na meza choc sama do tej sytuacji doprowadzilas;
        • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 13:03
          yyyy nie?
          Prosiłam męża przez cały dzień, żeby poszedł i się zapytał. Ja chodziłam i się pytałam już fafnaście razy, przy różnych innych okazjach, świętach, etc. Dziadkowie niejednokrotnie sami oferowali taką pomoc. Nie tylko do mnie kierując te słowa, alei do męża - np spotykając jego samego na podwórku etc. Wiesz, teraz mając dwa maluchy na głowie czasami BYWAM nieogarnięta, tak się składa, że nie mam czasu i energii się podrapać, co dopiero iść z wizytą do dziadków (nawet mieszkanie obok).

          Dziadkowie moi, ale mama nie moja i mąż czasem mógłby sam pójść i otworzyć buzię z prośbą o pomoc. Bo dziadkowie mega serdeczni, kochają mojego męża jak własnego ;) Tylko ja już nie mogę latać za WSZYSTKIM, no sorry wodzu.
          • miedzymorze Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 13:17
            Oczywiście że mąż dał ciała, nie daj sobie wmówić że masz jeszcze zająć się tematami związanymi z teściową. To jest dorosła osoba, ma sama dbać o swoje sprawy i swoje zdrowie, a jak nie - to syn. a nie Ty.

            pozdr,
            mi
          • differentview Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 13:26
            czyli de facto Twoim problemem nie jest tesciowa( bo gdyby faktycznie byla to bys sie jednak pofatygowala do tych dziadkow, zadzwonila chocby? i zadbala o przygotowanie noclegu) zamiast teraz pisac dlugie eseje o tym jakim koszmarem jest tesciowa z domu; co by Ci zajelo wiecej czasu i zaoszczedzilo wkurzenia? tak naprawde wyzywajac sie na tesciowej tak naprawde masz chyba pretensje do meza, ze jest "wstydliwy" wobec Twojej rodziny i malo asertywny dla swojej matki ale łatwiej Ci sie wyzywac na "wsiowej" i smierdzacej tesciowej, coz
            • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 13:37
              Mało asertywne zachowania męża TEŻ są problemem. Ma on różne fazy - lepsze i gorsze. Jak KAŻDY chyba? Nieokiełznane aspiracje teściowej, żeby się do nas przykleić na amen, w małym mieszkanku, czy innych nie nadających się do tego warunkach SĄ problemem, także moim. Na teraz i na później. Dlatego tu napisałam.
              O ile staram się na niej nie wyżywać jednakowoż, to nic nie poradzę, że do szewskiej pasji mnie osoba o takiej mentalności doprowadza, a na małym metrażu nie jest to do uniknięcia.
              Jeżeli masz KONSTRUKTYWNE uwagi, tj co konkretnie mogę powiedzieć mężowi i teściowej w chwilach, gdy mnie krew i zmęczenie zalewa, ja z chęcią zobaczę i postaram się wcielić w życie. Serio. Krytykować to każdy potrafi. Poproszę o konstruktywne sugestie, co mogłabym zrobić / powiedzieć. Ale raczej nie takie, że jeszcze powinnam się zająć organizowaniem pobytu / rozrywek etc. Na to chwilowo nie mam czasu i siły. Długofalowo - owszem, trzeba to będzie zrobić.
              Czekam z niecierpliwością na Twoje rady.
              • differentview Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 14:00
                panizalewska napisała:

                > Mało asertywne zachowania męża TEŻ są problemem. Ma on różne fazy - lepsze i go
                > rsze. Jak KAŻDY chyba? Nieokiełznane aspiracje teściowej, żeby się do nas przyk
                > leić na amen, w małym mieszkanku, czy innych nie nadających się do tego warunka
                > ch SĄ problemem, także moim.

                aspiracje tesciowej nie sa Twoim problemem, co najwyzej jej problemem gdy bedzie musiala pogodzic sie z odmowa; realnym problemem jest brak asertywnosci u meza i u Ciebie; zapewniam Cie, ze nie KAZDY tak ma, jest calkiem sporo osob, ktore potrafia stanowczo stawiac granice i nie ulegaja wtedy gdy na cos nie maja ochoty
                pomijajc sytuacje gdy maz przywozi matke w nocy( rozumiem, ze to incydentalna sytuacja) to gdybys wczesniej z mezem ustalila, ze tesciowa nocuje u dziadkow problemu by nie bylo; jesli nie chce u dziadkow to w hotelu albo wraca do siebie


                > Jeżeli masz KONSTRUKTYWNE uwagi, tj co konkretnie mogę powiedzieć mężowi i teśc
                > iowej w chwilach, gdy mnie krew i zmęczenie zalewa, ja z chęcią zobaczę i posta
                > ram się wcielić w życie.
                > Czekam z niecierpliwością na Twoje rady.

                jak wyzej plus to co napisalam w swoim pierwszym poscie
                • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 14:02
                  ok
              • adorra0 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 14:13
                A ktoś ci każe coś organizować? Zaproponowałam, żebyś ZORIENTOWAŁA SIĘ jakie są propozycje zajęc dla seniorów w Twoim/teściowej miejscu zamieszkania i nadal nie wydaje mi się, zeby to było wyzwanie ponad siły, skoro komuter masz chyba załączony non stop.
                • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 14:35
                  Och masz, Adorra.
                  Staram się umilić teściowej jakoś czas. Jak sama nie padam na twarz, serio. Proponuję żeby się czymś zajęła, proponuję spacer z nami, spacer samej, przejście się do dziadków pogadać. I proponuję i ciągnę i pcham. Grzecznie, potem trochę mniej, bo sama wymiękam nad taką biernością. Po 84 odmowie zrobienia CZEGOKOLWIEK ze sobą średnią mam motywację do organizowania jej czasu. Wszystko, co wymaga wyjścia z domu jest na NIE.
                  Wasze propozycje są zacne i słuszne - jak nie ma takiego zdecydowanego oporu materii ożywionej. W tym wypadku opór jest nieziemski i ciężko cokolwiek ugrać, jakąkolwiek aktywność
                  • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 14:43
                    panizalewska napisała:

                    > Wasze propozycje są zacne i słuszne - jak nie ma takiego zdecydowanego oporu materii ożywionej.

                    No cóż - co szkodzi poteoretyzować i "serdecznie" poradzić, nie?
                    :)
                    Ja to nawet się za bardzo nie przydam, bo i radą nie posłużę (bowiem nie mam pojęcia, co należałoby właściwie zrobić, żeby RZECZYWIŚCIE rozwiązać taką sprawę) - mogę tylko szczerze współczuć sytuacji, w jakiej się znalazłaś.
                    Życzę dużo siły i cierpliwości, i tego, żeby teściowa zgodziła się na zamieszkanie w domu seniora, a potem była z niego zadowolona. Jeśli z założenia nie odrzuca takiej opcji, to chyba najlepsze, co można zrobić.
                  • adorra0 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 15:17
                    A Ty ciągle swoje. Naprawdę nie widzisz różnicy między zorientowaniem a zorganizowaniem? Radę, ktora Ci pasuje już dostałaś teraz załóż wątek jak przekonać męża i teściową do zamieszkania w domu opieki.
                    • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 15:21
                      ok dzięki :)
                      pozbieram i co się da - będziemy ogarniać. jak nie, poproszę o pomoc :)
                  • mistrzsztuki Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 07:55
                    Hej, w taki razie muszisz podejść w inny sposób, najlepiej "namaluj jej obrazy w głowie" aby zachęcić do wyjścia. Pomyśl co moze ją zachęcić. Więcej o motywacji znajdziesz na blogu http//:motywowac.pl/blog, zapisujac sie po darmową wiedzę wyślę Ci na maila kilka sposobów.
              • asfo Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 16:10
                - Drogi mężu, mamy dwoje absorbujących małych dzieci i nie mam energii, by dodatkowo zajmować się Twoją mamą. Przykro mi, że muszę ci odmówić, ale nie zgadzam się, aby u nas nocowała.

                - Może mama pójść do parku/kawiarni/kina/klubu seniora, lub zostać w domu, jednakże aktualnie muszę się zająć swoimi sprawami. Mam do zrobienia projekt/pranie/obiad i zamierzam poświęcić się temu zajęciu. (i zdarta płyta)

                Ogólnie rzecz polega na tym, że zamiast oceniać zachowanie innych lub usprawiedliwiać się uprzejmie informujemy o swoich odczuciach, planach i oczekiwaniach, po czym realizujemy to co postanowiliśmy, nie przejmując się nadmiernie tym, że ktoś może nas oskarżać o bycie nieuprzejmym bądź niewrażliwym. Ludzie rozsądni to zaakceptują, a nierozsądni obrażą się i sobie pójdą - dzięki czemu zyskujesz święty spokój, o który ci chodziło.
                • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 16:23
                  coś w tym jest
                  dzięki
                  postaram się zaraz zastosować, bo już mąż z mamą wrócili od lekarza
            • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 14:24
              Słabo u Ciebie z obiektywizmem.
              • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 14:37
                Nie ogarniam drzewka, wybacz. To do mnie, czy Diffrentview?
                Jak do mnie to rozwiniesz?
                • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 15:24
                  oczywiście że do Diffrentview. Ja Ciebie rozumiem, ale nie potrafię doradzić więcej sensownych działań, niż te zaproponowane przez życzliwe osoby. Sam fakt nie dbania o higienę przy dwójce malutkich dzieci dla mnie jest nie do przyjęcia i prawdą jest że o rozmowę na trudne tematy powinien zadbać Twój mąż ze swoją mamą. Synowa zawsze będzie synową, a zięć zięciem. Swojemu rodzicowi łatwiej "zwrócić uwagę". Podobnie Ty inaczej możesz odczuwać uwagi kierowane do Ciebie przez teściową a inaczej przez Twoich dziadków, czy rodziców. Będąc tuż po porodzie masz prawo oczekiwać od męża dużo większej pomocy, również strategicznej.
          • asfo Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 16:20
            Jakby mi chłop w środku nocy do domu teściową przywiózł to bym mu coś ukręciła. Skąd mu ten spontaniczny pomysł do głowy przyszedł? A mam 4 pokoje, żadnych dzieci, teściowa młoda, sprawna i nic do niej nie mam. ;->
    • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 16:55
      teściowa wróciła w skowronkach. z centrum onkologicznego. bo była z synem sam na sam, na wyłączność przez kilka godzin. został jej poświęcony czas i uwaga, których potrzebowała.
      ja to rozumiem, bo to samotność ją rozwala.
      plan na dziś - uprzejmie mówię, że została przeszczepiona do dziadków i tam nocuje
      plan na zaś - przypominanie małżonkowi z WYPRZEDZENIEM że ma zatroszczyć się o jej nocleg nie u nas, szukanie rozrywek w najbliższym otoczeniu poza domem. i okulista.
      w dalszej perspektywie szukanie domu seniora pod Wawą

      jeżeli to rozwiąże sprawę - byłoby bosko.
      jeżeli się okaże że w dalszym ciągu, że to chodzi TYLKO o atencję SYNA konkretnie, a nic innego go nie zastąpi itp itd, to już żadna terapia nie pomoże ja myślę. nie w tym wieku.
      już mama była raz i guzik :P
      • bmk13 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 17:07
        Nie wiem, co Ci doradzić. Moja teściowa nie żyje, a miałam z nią dobry kontakt (mimo że kochała mojego męża miłością bezgraniczną i oddańczą:)). Nie rozumiem, jak jesteś w stanie wytrzymać z tym smrodem. Znałam taką starszą Panią, która się nie myła, bo nie chciała. Każdy kontakt z nią musiałam odchorować w toalecie. Nie wyobrażam sobie z takim człowiekiem mieszkać. Nie rozumiem nieporadności Twojego męża, w szczególności w tym aspekcie. Czy nie jest mu po prostu wstyd, że ze śmierdzącą mamą idzie do lekarza? To jest poza moim pojęciem.
    • enith Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 18:26
      Wstydu trzeba nie mieć, żeby zwalać się na głowy synowi i synowej z dwójką dzieci, w tym niemowlakiem do mikroskopijnej wielkości klitki i oczekiwać atencji i zainteresowania non stop. Mnie by szlag jasny trafił. Ja rozumiem starszej i samotnej osoby potrzebę interakcji z innymi ludźmi, ale na boga, nie jesteście jedynymi ludźmi na planecie. Tam, gdzie mieszka, są chyba jeszcze jacyś sąsiedzi. Przy czym widzę, że mama nie jest zainteresowana niczym, tylko wami i tu żadne cudowanie i kombinowanie ze znajdowaniem rozrywek, zwyczajnie nie wypali. To nie ten typ osoby.
      Co do smrodu to jednak potrzebny byłby lekarz. Jeśli mama się u was myje, ubrania są prane, a smród jest nadal, obstawiam jakieś zaburzenie metaboliczne. Sama dieta, choćby najpodlejsza nie skutkuje niedającym się znieść odorem ciała. Nie po świeżo wziętym prysznicu. Uważam, że należy o tym wspomnieć lekarzowi.
      To samo psychiatra. Jeśli mama jest nadal w depresji pomimo leczenia, trzeba ustawić leki na nowo. Wszystkim będzie wtedy łatwiej, mamie i wam.
      Zamieszkanie razem nie wchodzi w grę. Po prostu nie wchodzi i czas mamę o tym uświadomić. Popieram rady o domu seniora lub sprzedaży ojcowizny i kupnie czegoś dla mamy bliżej was plus np. dochodząca codziennie na parę godzin pomoc, jeśli zaistnieje taka potrzeba.
      Mama wie, że myślicie o domu seniora dla niej? Rozmawialiście już z nią na ten temat, próbowaliście wybadać grunt?
      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 20:23
        Ja się tu rozwlekam, a Ty tak treściwie ;) Ale w zasadzie o to chodzi.
        Wiesz, na razie to ja sobie sama snuję takie niecne plany. Muszę porozmawiać z małżem na serio, jak jej nie będzie. Bo jak jest, to jest prawie cały czas w mieszkaniu i lampi mi się w monitor zza pleców.
        Dzisiaj mi pomogła. Trzeba jej to oddać. Poprosiłam ją, ona się postarała jak umiała, odciągnęła starszą (była histeria, młody też już zaczynał wariować z wrzaskami nad uchem). Małż zaraz przyszedł na szczęście, pracował w samochodzie pod blokiem. Poprosiłam mamę o 19:30, żeby się ewakuowała do dziadków. Bo by została, aż oni szli by spać, tj ok 22.

        Ale też efekt wizyt teściowej taki, że małż jeździ z nią na pół dnia po lekarzach, potem do 19 pracuje, a ja jestem uwięziona w sypialni. Bo niby nie może jej zostawić pod gabinetem i pojechać do pracy. Wręczyć jej planu miasta, biletu długo terminowego, napisać gdzie ma jakim autobusem / jak do metra się dostać, gdzie wysiąść. Też się temu dziwię i pojąć nie mogę. Mama sama przyznała, że "lubi z nim do lekarza jeździć, bo z nim gadają" itp itd. Czyli generalnie podnieca ją atencja synka. I on też się dopyta, ogarnie sytuację lepiej, niż 70-latka, to też fakt. Trochę ręce opadają, bo czego byśmy nie zrobili i tak może być niedobrze. I faktycznie, jak poprzednio mój tata ją zawoził i odwoził, spędził z nią pół dnia w szpitalu, to taka w skowronkach nie wracała. Matko, jaki dziwny typ.

        Wiele razy mówiłam do mamy, przy mężu, że trzeba z nią pójść do gastrologa / dietetyka. Nie tylko z uwagi na smród, ale i generalne problemy nerwowo-żołądkowo-głowowe że tak powiem. Nerwy są przyczyną problemów z żołądkiem i głową, ale mama też jakoś nie może ego zakumać, bo "co ja wiem". Jednak przepraszam, ale naprawdę nie mogę załatwiać i organizować jej wszystkich wizyt. Rozmawiałam z mężem (bez niej) kilkakrotnie, mówiłam do jakich lekarzy trzeba ją umówić. I na tym się skończyło. Więc ja już nie wiem, czy się przemóc i pozałatwiać jej te wszystkie wizyty, postawić męża przed faktem dokonanym, że ma ją zawieźć tu i tu wtedy a wtedy, albo przywieźć i dać mapę i bilet i niech sama jeździ? W mordę, pokręcone to wszystko, pacjent nie współpracujący :/

        Będę myśleć, rozmawiać z małżem i wcielać w czyn, co się da. Ku asertywności :P
        • enith Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 22:31
          Sytuację masz trudną w cholerę, tym trudniejszą, że to twoja teściowa, a nie mama. Z własnym rodzicem łatwiej sobie radzić w takich sytuacjach. Stąd też mąż MUSI wziąć na siebie obowiązek załatwiania noclegów, wizyt lekarskich, odwózek, przywózek i całej tej logistyki związanej z mamą. Ty masz do ogarnięcia gospodarstwo domowe i dwójkę dzieci, z czego jedno na cycku. To wystarczy.
          Zastanowiło mnie to, co napisałaś o maminej depresji. Po śmierci męża przez 10 lat samodzielnie ogarniała kobieta całe gospodarstwo, ale dopiero na wieść o waszych zaręczynach dopadła ją depresja? I trwa od lat pomimo leczenia? Zastanawiające to jest. W połączeniu z tym, co napisałaś o tym, jak mama domaga się atencji syna, jak przesadnie zaangażowana była w jego życie w przeszłości, jak na nim wisi teraz, zastanawiam się, czy to na pewno jest depresja, czy zwykle rozgoryczenie, że syn miał czelność odejść z ojcowizny, ożenić się i zostawić mamę. Nie są rzadkie przypadki, że po zejściu męża ze sceny, jego miejsce ma zająć syn (co jest oczywiście chore). Ona miała tę depresję w ogóle fachowo zdiagnozowaną? Bo jeśli to rozgoryczenie tym, jak potoczyło się jej życie, to żadne leki tu nie pomogą i może nie warto kobiety truć. Marudź mężowi o ponowną wizytę u psychiatry.
          • mozambique Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 10:01
            nie zaden psychiatra tylko zwykle zainteresownaie ze strony rodziny czyli syna

            z opisu wynika ze tesciowej brakuje kontaktu i zaintersowania ze strony wlasnego dziecka ( nie zadnej tam atencji, zwyklego zainteresownia, tego pogadania itp )
            samotna schorowana 70-latka gdzies na wiosce co ma robic ? na dancingi chodzic czy jogging uprawiac?

            a propos dancicngi - moze by tesciową wyslac do sanatorium? tyle schorzen na pewno cos sie kwalifikuje
            w sanatoriach az dziw jak satrsze osoby odżywają i natychmiast rozpoczynają zycie towarzyskei
            • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 10:37
              mozambique napisała:

              > nie zaden psychiatra tylko zwykle zainteresownaie ze strony rodziny czyli syna

              oj, obawiam się, że nie takie "zwykłe". Wygląda na to, że to zainteresowanie musi być wyłączne, stałe i nieprzerwane.

              > z opisu wynika ze tesciowej brakuje kontaktu i zaintersowania ze strony wlasnego dziecka ( nie
              > zadnej tam atencji, zwyklego zainteresownia, tego pogadania itp)

              Niewykluczone, że jej "brakuje" - pytanie, czy jej oczekiwania w tym względzie są na normalnym poziomie. Bo dla mnie z opisu wynika, że nie są.
              Być może jestem na tym tle przeczulona, bo sama przerabiam podobny problem, ale to nie jest wina syna ani synowej, że mama siedzi samotnie na ojcowiźnie . A o to najwyraźniej ma do nich pretensje - uświadomione, albo i nie.
              A ojcowizny sprzedać nie wolno! - bo tak się zaparła i nie ma mowy (chyba).
              • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:16
                ano właśnie. w odpowiedzi do Mozambique jest ;)
            • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:15
              Mozambique, ja się w ogółach z Tobą zgadzam, tylko w szczegółach nie.

              Mąż robi dużo, tj wykazuje duże zainteresowanie mamą, jak na chłopa, jak na mieszkającego w odległości 120 km od mamy, jak na pracującego ojca dwójki dzieci. Serio. Jak być może większość facetów, on nie jest od babskiego glindzenia przy herbatce, plotek i trzymania za rączkę, jest od roboty. Ja mówię, że jak facet kocha, to pal sześć te kwiaty i czekoladki, ale jak codziennie śmieci wynosi, zmywa, pucuje podłogę, dziećmi się zajmuje - to NAPRAWDĘ kocha, a słowa to słowa.

              Mąż do mamy dzwoni, pyta jak się czuje, rozmawiają O NIEJ samej, rozmawiają też o tym, co trzeba zrobić naokoło gospodarstwa, kto z miejscowych może pomóc. Płaci przez net telefon, telewizję, żeby nie musiała zaiwaniać rowerem do miasteczka, zajmuje się jej mieszkaniem w Elblągu. Mąż załatwia naprawdę dużo logistyki około zdrowotnej, jeździ tam, robi milion rzeczy, no raczej nie odpoczywa w taki weekend. Jak ja też jeździłam - tak samo.

              Poza tym na wsi to dzieci zdecydowanie nie są od rozmów, tylko od roboty od najmłodszych lat. Zwłaszcza jak w rozmowach notorycznie padają teksty "a co ty tam wiesz, ja dłużej żyję to wiem, nie znasz się" etc. Więc trudno się raczej dziwić, że teraz mąż nie nawija jak najęty o ploteczkach i się mamie nie zwierza, nie?

              Mama zrobiła się samotna na własne życzenie, czego też nie dostrzega. Nikt jej nie kazał obmawiać połowy wsi, z której spora część to rodzina jej męża, kuzynostwo, czyli jakby nie było SWOJA rodzina. Więc czy dansingi, czy jogging - może. Może też się spotykać z sąsiadami na pogaduchy, grę w karty, kółko szydełkiowania, cokolwiek. Może. Ale inni ludzie są tacy owacy. Że zacytuję "ja mam tylko was", co nie jest prawdą.

              Też zaproponowałam sanatorium - jak wszystko - ktoś musi zorganizować. O ile mogę w Wawie jakieś wizyty ogarniać, o tyle wnioski do NFZtu, wszystkie papiery, że renta, że to że tamto - to już jednak małż może, bo jest na bieżąco w jej papierach.
            • triss_merigold6 Ależ proszsz... 02.07.14, 11:18
              Żeby jechać do sanatorium musi złożyć wniosek, w tym celu wystarczy iść do lekarza rodzinnego. Teściowa nie jest ubezwłasnowolniona i nikt za nią tego nie zrobi.

              Zainteresowania raczej nie zyska wbijając się do malutkiego mieszkania, w którym są cztery osoby (w tym dwoje bardzo małych dzieci) i gadając non stop.
              • panizalewska Re: Ależ proszsz... 02.07.14, 11:22
                A i zaiste. To jej powiem, że jak chce mieć wycieczkę jak moi dziadkowie (to ją kręci ;) to niech składa
                • triss_merigold6 Re: Ależ proszsz... 02.07.14, 11:24
                  Ucinaj takie klimaty i nie lituj się. Znam ten typ, jej jest świetnie jak ma na co się skarżyć, narzekać, wzruszać nad sobą. Ona taka delikatna etc. Guano delikatna, jeszcze Was przeżyje.
          • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 10:17
            Aaaano widzisz.
            Ja zawsze byłam tego zdania, że to nie żadna depresja, tylko charakter - uzależnienie emocjonalne (tak, chore) od jedynego synka, bo KAŻDA zmiana rozwala ją psychicznie. Syn się żeni - makabra, inna kobieta grrrr ;), będzie miał dziecko - zgroza, znowu nie będzie tak często przyjeżdżał. Buduje dom - o matko i córko, teraz to już w ogóle go nie zobaczę, nie będzie ze mną mieszkał (bo jeszcze taka nadzieja była). I teksty synciu, ja umieram, nic nie umiem, zajmij się mną, przyjedź itp itd.

            Mówiłam, że to tylko kwestia chorego przywiązania, że leki bez terapii behawioralnej / częstych gęstych pogadanek u psychologa - NIC nie pomogą, a wręcz zaszkodzą. Bo mama się nakręca, jaka to ona chora.

            Czekaj, muszę pędzić, młodzież wzywa
            • annb Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 10:52
              bardzo intymne i nie na miejscu pytanie-czy Twoja teściowa opowiada jak długo syna rodziła i ile się nameczyła?
              • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:21
                Zapytałam się jej sama z ciekawości, to odpowiedziała. Raczej tego typu motywem jest "ja nigdy nie chciałam tu przyjeżdżać" - w sensie do domu męża, na tą osławioną ojcowiznę, mając już swojego syna. Już milion rzy słyszałam, jak tu / na wsi / się jej nie podoba. Macie pojęcie, jak mężowi musiało być ciężko wychowywać się w czymś takim?
                I notorycznie pokazuje mi majtki z tekstem "o, tak się ubrałam dzisiaj, może być?" o_O Więc jej powiedziałam, żeby mi ich nie pokazywała, bo mnie to szczerze nie interesuje. Była autentycznie zdziwiona. Chore to.
                • triss_merigold6 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:23
                  Krótka piłka, nie chciała = było wyjechać.
                  I mantra Nie mów mi o tym, nie chcę tego słuchać, nie mów do mnie, nie chcę rozmawiać. Tak, chore. Pozbądź się jej z tego samego mieszkania, bo pomoc mamusi przypłacisz zdrowie i małżeństwem.
                  • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:27
                    Ależ mantry były stosowane, nie bój żaby. I o tym i o wsiowych plotkach. Już nie gada do mnie, bo widzi, że nie ma specjalnie o czym, nie jestem wdzięcznym odbiorcą jej żali. Chyba kilka razy jej powiedziałam, że trzeba było wyjechać / nie brać sobie rolnika za męża i oczekiwać, że rzuci ziemię, z której żyje i pojedzie Bóg wie gdzie. Ten temat mamy przerobiony
                • annb Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:48
                  Przynajmniej tyle.znałam jedną panią która, im bardziej syn chciał polulzować pępowinę, tym coraz dłużej go rodziła we wspomnieniach.
                  Co do majtek to kiedys wynajmowałam mieszkanie, obok mieszkała matka własciciela.Standardem było pokazywanie mi majtek przed kazdą wizytą u lekarza
                  tamta pani byla niedopieszczona.mąz jak tylko się robiło cieplej, uciekał na działkę i wracal z pierwszym sniegiem.A pani sobą absorbowała bardzo mocno/bolesnie/duszno/dusząco resztę bloku w tym i mnie, obcą osobę.
                  Koszmar
                  • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 12:09
                    Ouuu, szczerze współczuję wspomnień. Brrrr :/

                    Ja sobie jeszcze przypomniałam akcję z naszego ślubu i wesela, gdzie foch był pod najostrzejszą postacią. Mama chciała, żeby to MĄŻ ją odwiózł do hotelu (dzięki Bogu, że nie do samego domu :P) Nie nikt inny, nie mój ojciec (to takie ładne i honorowe chyba, że ojciec panny młodej odwozi mamę pana młodego? może się mylę jednak?) tylko SYNCIO. I pan młody zawijał się ze swojego własnego wesela, żeby mamusię odwieźć. Ech, to były czasy ;) Wtedy jeszcze małż się mamie praktycznie w ogóle nie stawiał, teraz jest olbrzymi progres, ale dalej trzeba pracować ;)
                    • annb Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 12:14
                      Dobra
                      Nie mam wiecej pytan
                      Twoj mąż jak już tutaj napisano miał zając miejsce zmarłego ojca i być dla matki partnerem.
                      dziękuję za uwagę



            • triss_merigold6 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:21
              Przecież to taki typ, że nie weźmie żadnych leków ani nie pójdzie na terapię. Jej z tym dobrze, może żerować na poczuciu winy, wymuszać obsługę i posłuszeństwo.

              Nie umrze tak szybko, nie nastawiajcie się. Babka mojego partnera ma 90 lat i umiera od jakichś 40 i zawsze ma do wszystkich pretensje. Jedyne co jej naprawdę dolega, to paskudny charakter.
              • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:24
                Też mi się wydaje, że z 20 lat tej rozrywki przed nami. Mam już podobną ciotkę w rodzinie, tylko chyba jeszcze bardziej :/ I nic jej nie rusza.
                • triss_merigold6 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:25
                  Nie wpuszczaj jej do mieszkania, serio. Szkoda Twojej przestrzeni, dzieci, Twojego spokoju.
                  Pani przytomna jest umysłowo, źródło dochodów ma więc niech się sobą zajmie.
              • basiastel Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 18:21
                Dlatego absolutnie nie pchajcie mamy w leki. Lekarze często dają leki "na odwal", bardzo uzależniające, niszczące pamięć, a potem dopiero jest cyrk, pobyty w szpitalu na odtruciu - w wypadku starszej osoby jest to zresztą nieskuteczne, bo bardzo ciężkie, a przy odstawianiu jest dużo gorzej. To nie o farmaceutyki chodzi.
    • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 12:15
      Jak się wybiera sobie faceta na męża i nie patrzy na nic, byle tylko był, moze być nawet ze wsi, to trzeba mieć świadomość, że w pakiecie dostajemy rodzinę męża też ze wsi a nie wypindrzoną, wypachnioną damulkę z miasta z którą godzinami mogłabyś rozmawiać o kulturze i sztuce.
      Na początku myslałąm, że Ty się o wsiową matkę męża po prostu martwisz ale tak nie jest, Ty chcesz aby ona zniknęła z Twojego życia bo źle działa na Twoje wysublimowane zmysły. Chyba jeszcze pod koniec maja pisałaś w jakimś wątku, że na szczęście teściowa nie przyjeżdża do Ciebie(jak cos pomyliłam to sorry!) To ile razy ona od końca maja była u Was? Raz? Dwa razy? A piszesz jakbyś miała ją na głowie codziennie po 24 godz!
      I jaki masz problem zdrowotny, że tak ciągle zaznaczasz jaka to Ty jesteś zmęczona? Ogarnąć kawalerkę i dwoje dzieci? Co to za praca? Też miałam dzieci i jakoś nie przypominam sobie abym była tak tragicznie nimi zmęczona... może masz anemię albo słynna tarczyca Tobie niedomaga???
      Żal czytać ten wątek a niektóre wypowiedzi w nim naprawdę zmuszają do refleksji, że sssmutna z wątku obok, marząca o córce ma 1000% racji. A tam ponad 200 postów odsądzających ją od czci i wiary... nawet panizalewska wysyła ją do psychiatry. Panizalewska, której teściowa organicznie śmierdzi, chociaż własnie wyszła z wanny i do której zwraca się na odwal jedynie półsłówkami a każdą propozycję zajęcia się starszą osobą traktuje jak zamach na swoją świętą wolność.
      Inna sprawa to tzw. "mamusia" - mamusie zapewne zawsze pachną Chanel no 5 i potrafią takie rozmowy prowadzić, że aż dech zapiera w piersiach (choćby nawet mówiły, że właśnie pomarańcze rzucili do warzywniaka a do lumpexu przyszła nowa dostawa szmat) No ale mamusia, to miastowa kultura a nie baba ze wsi...
      Po takich wątkach jak ten, niczego tak nie żałuję, jak tego, że nie mam córki. W dzisiejszych czasach, przy takim podejściu do życia młodych synowych, to jest dla kobiety tragedia.
      • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 12:45
        z daleka widać, że Twoje życie jest wyłącznie białe, nie czarne, nie szare, białe. Kto nie spotkał się z taką bądź podobną sprawą we własnym życiu, nie wie o czym pisze. Wybacz, ale może podesłać Ci choć jeden dzień w miesiącu na 24 h taką miłą pachnącą panią, która Ci będzie wisieć na plecach?
        • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:04
          Jestem już w takim wieku, że pożegnałam juz dość sporo najblizszych osób w rodzinie. Wyobraź sobie, że wiem jak pachną ludzie obłożnie chorzy, i ile trzeba włożyć siły w to żeby ich obsłużyć i nie ma tłumaczenia, że zmęczona... i wiem jak pachną jak im się zmienia pampersy.
          Ale tych zapachów, to atorka nie pozna, bo tesciowa, prędzej czy później (raczej prędzej!) wyląduje w domu starców tam zajmą się nią obcy ludzie.mieszkałam kiedyś nieda)
          • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:06
            Coś mi się w ostatnim zdaniu poplątało :-) Po "obcy ludzie" ma być kropka i koniec wypowiedzi.
          • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:16
            celestyna444 napisała:

            > Jestem już w takim wieku, że pożegnałam juz dość sporo najblizszych osób w rodzinie.
            > Wyobraź sobie, że wiem jak pachną ludzie obłożnie chorzy, i ile trzeba włożyć siły w to żeby
            > ich obsłużyć i nie ma tłumaczenia, że zmęczona... i wiem jak pachną jak im się zmienia pampersy.

            Ale to NIE JEST osoba obłożnie chora. Nie czujesz tej różnicy?
            A rozważany dom seniora jest - jak rozumiem - głównie dlatego, żeby teściowa miała towarzystwo i rozrywkę - i wreszcie BYŁA ZADOWOLONA - a nie po to, żeby się jej pozbyć.

            Naprawdę nie dostrzegasz, że matka uwiesiła się na synu emocjonalnie - a nie z potrzeby "fizycznej" (niesprawność, obłożna choroba)? I to w żadnym razie nie jest ani normalne, ani zdrowe. I że w tym jest główny problem, a nie w zapachu?
        • adorra0 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:47
          anku1982 napisała:

          > z daleka widać, że Twoje życie jest wyłącznie białe, nie czarne, nie szare, bia
          > łe. Kto nie spotkał się z taką bądź podobną sprawą we własnym życiu, nie wie o
          > czym pisze. Wybacz, ale może podesłać Ci choć jeden dzień w miesiącu na 24 h ta
          > ką miłą pachnącą panią, która Ci będzie wisieć na plecach?
          Wybacz, a dlaczego Celestyna ma ponosić "niemiłe" konsekwencje Waszych wyborów?
          • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:18
            Bo jak widać wykazuje się kompletnym brakiem obiektywizmu. Dopiero zetknięcie z sytuacją, w której znalazła się autorka, myślę, że zmieniło by jej perspektywę. W tym wątku wypowiedziało się co najmniej kilka osób, które z perspektywy swojego wygodnego krzesła, kanapy, fotela, nie umieją dostrzec, że autorka wątku nie jest w stanie normalnie funkcjonować, a jak o tym mówi (bo ma do tego pełne prawo) to jest nieczuła egoistka. Zamiast dać jej dobre rady, co niektórzy komentują jej wybór do normalnego życia, co już jest nadużyciem.
            • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:49
              Dobre rady ode mnie też autorka dostała :-) Nawet jej radziłam jak się "pozbyć" tesciowej, skoro ta wizyta ją tak męczy :-)
              >że autorka wątku n
              > ie jest w stanie normalnie funkcjonować,
              W życiu nie spotyka nas tylko to co jest dla nas miłe, przyjemne i wygodne. Spotykają nas też rzeczy uciążliwe i niechciane. To właśnie spotkało autorkę wątku - na jej własne życzenie. Ja sobie poszukałam partnera życiowego w mieście :-) i teściów miałam "miastowych" :-)dlatego siedzę sobie teraz wygodnie na kanapie :-D. Nie odpowiadam za wybory autorki wątku, i nawet nie krytykuję, tylko jej zwracam uwagę na niekonsekwencję. Tak wybrała a nie potrafi przyjąć na klatę skutków ubocznych swoich wyborów.
              Moje przyszłe synowe, też dostaną moich synów w pakiecie-po tym wątku, już od dzisiaj zacznę kolekcjonować najwyższej jakości perfumy :-)
              • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:04
                No tak piszesz to z przymrużeniem oka:) Ale wybór miastowych teściów też nie gwarantuje spokojnego życia. Wszystko zależy tak naprawdę od charakteru człowieka. Autorka wybrała sobie męża, za niego wyszła nie za teściową. Zastanawiając się nad tym wszystkim, patrząc po swojej najbliższej rodzinie: ile osób ma taką teściową jak autorka wątku? Ja nie mam. I nie mam prawa oceniać chęci autorki i jej uczuć. Ona wie czego chce, szuka tylko środków aby to osiągnąć.
                • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:11
                  Mąż był miastowy, teściowa nie ;)
                  Nie, nie miałam na to wpływu.

                  Celestyna, czy z Twoim zrozumieniem tekstu jest coś nie tak?
                  Jej wsiowość mnie nie wkurza, niech sobie będzie wsiową babeczką. Mnie wkurza jej przyklejenie się jak rzep i nie zważanie na ŻADNE normy, na ŻADNĄ przyzwoitość, przez którą teściowa zwala się nam na głowę do maleńkiego mieszkanka, a nie chce być goszczona z wszelkimi honorami u moich dziadków i spać u nich, gdzie dostaje własny pokój, własne łóżko. Ale woli gnieździć się z nami, siedzieć mi i dyszeć w kark cały dzień, ja nie mam gdzie dzieci położyć i zwyczajnie potykam się o człowieka w mieszkaniu!
                  Nie rozumiesz tego? Serio? Mam 4 metry kwadratowe WOLNEJ podłogi. Dla dwulatki i jej zabawek, dla mnie i noworodka i teściowej. No szał po prostu. Chciałabyś tak? Ja się pytam serio i bądź łaskawa mi odpowiedzieć.
                  • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 16:42
                    >Chciałabyś
                    > tak? Ja się pytam serio i bądź łaskawa mi odpowiedzieć.
                    Nie wiem jak mam Tobie odpowiedzieć, bo jak odpowiem szczerze, to znowu włożę kij w mrowisko a nie chce mi się tu już nic nikomu udowadniać, tym bardziej, że to byłby temat na inny wątek, zapewne równie emocjonujący :-)

                    Poza tym dużo wyniosłam dla siebie z tego wątku, tak więc poniekąd jestem Tobie wdzięczna :-D
                    • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 17:27
                      no to się cieszę, że choć taki pozytywny aspekt naszej wirtualnej relacji :)
                      tylko się nie wbijaj dzieciom do kawalerki, jak będą wnuki ;)
      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 12:55
        No cóż, szkoda że tak odbierasz moje posty. Każdy ma prawo uzbierać sobie i namalować obraz piszącego, jak mu wychodzi, to jasne.
        Z jednej strony się o nią martwię, z drugiej zwyczajnie mam jej dosyć. Nie dlatego, e nie umie rozmawiać o sztuce. Dlatego że BYWA wścibska, obmawiająca, komentuje głównie czyjąś tuszę / apetyt, jakby ŻADNYCH innych tematów nie było do rozmowy. Byłam kilka razy u jej rodziny i rodziny męża i jakoś da się z nimi pogadać, mają swoje zajęcia, swoje pasje, SWOJE ŻYCIE po prostu, a nie żyją tylko i wyłącznie życiem innych, kto ile zjadł, z kim się przespał itp. Czujesz różnicę? I na wsi są ludzie, którzy nie tylko Cichopkami i światem wg Kiepskich żyją. Mama się uczepiła życia w stylu "wszystko dla synka", a ja nie pasuję do jej obrazka, jako konkurencja do jego czasu i zaangażowania.

        I nie, nie lubię jak się potykam we własnym mieszkaniu o kogoś nieszczególnie mi bliskiego emocjonalnie i mentalnie. Mogę nie lubić? Dasz mi przyzwolenie? Tak samo bym nie lubiła z własną matką mieszkać na kupie. Bo też jest upierdliwa i czepialska, wszystko wie i robi lepiej. Chciałabyś mieszkać z rodzicem w tak małym mieszkaniu, na kupie? Serio, pytam się. Zwłaszcza, że wiesz, że obok chętnie przyjmą, ugoszczą, pomogą?

        Tarczyca ok, dziękuję za troskę :P
        • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:10
          panizalewska napisała:

          > No cóż, szkoda że tak odbierasz moje posty. Każdy ma prawo uzbierać sobie i namalować
          > obraz piszącego, jak mu wychodzi, to jasne.
          > Z jednej strony się o nią martwię, z drugiej zwyczajnie mam jej dosyć.

          Może - zamiast przez tyle postów rozważać i zastanawiać się, jak zręcznie sobie z tą sytuacją poradzić, żeby nikogo nie urazić - bardziej podobałoby się niektórym tutaj, gdybyś jednoznacznie stwierdziła, że masz teściową w d...ie i już! Niech sobie baba radzi sama i niech nie przyjeżdża nocować, skoro nie masz na to miejsca - bo nie masz.
          A Ty się tłumaczysz, dlaczego nie przepadasz za nią, dlaczego uważasz jej towarzystwo za uciążliwe, dlaczego to, dlaczego tamto...
          Egoiści żyją zdrowiej.
          I na pewno łatwiej im dawać "dobre rady". Co szkodzi poteoretyzować, zwłaszcza w cudzej sprawie - nie?
          :)
          • adorra0 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:51
            Jak się nie chce "dobrych rad"(rozumiem, ze dobre sa jedynie te rozwiązania, o których wątkodawczyni myślała przed założeniem wątku) i teoretyzowania w cudzej sprawie to się nie zakłada wątków na forum, tylko samemu podejmuje decyzje.
            • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:54
              Proszę, nie przypisuj słowom innych moich intencji. Czy jakoś tak ;)
              Nie zamierzałam mieć ambasadorów, nie chcę wywoływać jakiś kłótni tutaj.
              Za wszystkie rady dziękuję.
              Część wcielę w życie, część nie. No samo życie, nie?
              • adorra0 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:00
                Panizalewska, to nie było do Ciebie. Wiem, ze na to nie wygląda, ale ja Ci naprawdę wspólczuję i tego co jest i tego co będzie, bo szczerze wątpię, żeby teściowa zapałała entuzjazmem do zamieszkania w domu seniora. Obym się mylila, bo też uważam, ze dobry/sprawdzony dom opieki wcale nie musi być złym rozwiązaniem.
            • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:21
              Nie wszystkie dobre rady są do przyjęcia. Jak Ty o coś pytasz, a ktoś daje Ci odpowiedź, która kłóci się z Twoimi możliwościami i postrzeganiem świata, to rozumiem że zgadzasz się na każdą możliwość i z radością wcielasz ją w życie. Autorka jest wolna i ma prawo wybierasz rozwiązania najlepsze dla niej i jej rodziny.
              • adorra0 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:05
                I nikt Autorki nie pozbawia prawa decydowania o tym co jest najlepsze dla niej i jej rodziny, jednak kiedy zaklada się wątek trzeba się liczyć z tym, że otrzymamy odpowiedzi, które niekoniecznie muszą się nam podobać - taki urok forum. Akurat Autorka się nie wymądrzala na temat dobrych rad. Wręcz przeciwnie. Osobiście myślę, ze ktoś kto potrafi z takim spokojem i opanowaniem odpowiadać na posty na anonimowym forum musi być miłą osobą w realu.
                • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:09
                  no i git:)
                • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:13
                  Nie przeceniaj ;)
                  Biorę poprawkę na anonimowe forum, i że słowo pisane doskonałe nie jest, spoko. Wiadomo, że niektóre rady da się, a innych nie i już, no takie życie
            • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 09:36
              adorra0 napisał(a):

              > Jak się nie chce "dobrych rad"(rozumiem, ze dobre sa jedynie te rozwiązania, o
              > których wątkodawczyni myślała przed założeniem wątku) i teoretyzowania w cudzej
              > sprawie to się nie zakłada wątków na forum, tylko samemu podejmuje decyzje.

              Tylko że akurat tutaj padło sporo niezłych rad - rzeczowych, konkretnych i sensownych;
              a ja pisałam o całej reszcie - wiadrach jadu i goryczy, które niektórzy uznali za stosowne wylać na autorkę wątku. Rad w tym nie było żadnych.
              • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 11:03
                No wiesz Ola, to są internety, wolność słowa i te sprawy ;)
                Każdy diagnozuje jak umie i chce ;)
                • kremka2014 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 06.07.14, 16:36
                  Takie zachowania bierno-agresywne osoby jakby nie bylo bliskiej są najtrudniejsze zaraz po agresywnych. Wspolczuje serdecznie. Chociaż mam wrażenie,ze bardzo dobrze radzisz sobie z poczuciem winy, które ona wzbudza. Z pewnością trudniej malzowi. Jest taka technika asetrywnosci - potwierdzenie negatywne: zgadzasz się na krytykę lub w tym wypadku na akcje w stylu"Nie kochacie mnie, umieram itp." - " Tak mamo, slyszalam, ze umierasz. Ok", "Mama umiera już ze 3 lata😉", "jasne, Mamo, że nikt Cię tu nie chce, tak, tak" wszystko wypowiedziane z lekkim przymrużeniem oka ale spokojnie i wyraźnie. Moj maz tak zalatwial babcię i o ile swoja córkę obluszczowila totalnie, to przy takim podejściu mojego męża i tez jej syna potrafila byc przy nich cudowną osobą. Ta technika też wymaga wysilku...ale powinna zadziałać. Poza tym duuzo zostali powiedziane- zrozumialam,że nie gadaliście jeszcze razem o domu opieki? Poza tym- zapach ciala może byc skutkiem brania leków - leki psychotropowe szczegolnie niektore na niektórych działają makabrycznie. Aaa i wieś tu nie ma nic do niczego! Starsi ludzie czesto a juz w ogóle ci z poczuciem samotnosci maja problemy z higiena. Zachowania bierno-agresywne tym bardziej nijak się mają do miejsca zamieszkania. Pochodzę ze wsi i ignorancja niektorych doprowadza mnie do rozpaczy:-)
                  • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 06.07.14, 17:20
                    kremka2014 napisał(a):

                    > Jest taka technika asetrywnosci - potwierdzenie negatywne: zgadzasz się na krytykę lub w
                    > tym wypadku na akcje w stylu"Nie kochacie mnie, umieram itp." - " Tak mamo, slyszalam,
                    > ze umierasz. Ok", "Mama umiera już ze 3 lata㈴1;", "jasne, Mamo, że nikt Cię tu nie chce,
                    > tak, tak" wszystko wypowiedziane z lekkim przymrużeniem oka ale spokojnie i wyraźnie.

                    O rany, może zastosuję wobec mojej mamy... Bo żadna rozmowa z racjonalnymi argumentami nie przynosi ŻADNEGO rezultatu - poza jednym - na kolejnej rozmowie trzeba wyjaśniać "nie mamo, ja tak nie powiedziałam, nie wiem, co Ty znowu usłyszałaś"... I tak w nieskończoność, więc w zasadzie przestałam rozmawiać, tylko staram się stosować "niedefensywne odpowiedzi". Ale działają marnie - jak widać.
                    A takie "potakiwanie" może w końcu wytrącić broń z ręki.
                    O ile zacznie się znowu odzywać. Tzn. - mieć pretensje, bo moja do tego się także zaweźmie i zatnie i to jest dopiero bierna agresja!: "tak", "nie", "nic", mhm" - i tyle rozmowy...:>
                    • kremka2014 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 06.07.14, 17:51
                      Wlaśnie chodzi tu o wytracenie broni z ręki. Podobnie ze zdartą plyta. Ale wowczas to musi byc zdarta plyta do końca, czyli aż do końca trza wytrzymać i powtarzac to samo, ani jednego slowa nie dodajemy ani nie ujmujemy ani zmieniany :-)
                      • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 06.07.14, 17:58
                        kremka2014 napisał(a):

                        > trza wytrzymać i powtarzac to samo, ani jednego slowa nie dodajemy ani nie ujmujemy ani zmieniany :-)

                        To ważna informacja, bo mam tendencje do "wzmacniania" i "poprawiania".
                        Niby wiem, że każde takie dodane i/albo przeinaczone słowo to argument do "rozmowy" - ale dopiero teraz sobie to uświadomiłam :)
                        Dziękuję :)
                        • kremka2014 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 06.07.14, 22:17
                          😉A jak fajnie i latwiej wtedy zachować spokój. W ogóle fulkontrol😉
                  • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 06.07.14, 23:08
                    O tak tak, stosuję technikę "mama umiera już ze 3 lata" jak najbardziej! :D
                    I też się zgadzam, że mentalność, charakter po prostu, są niezależne od zamieszkania.
                    Z lekami i zapachem faktycznie może tak być.
                    Jak mama pojedzie to z kolei moja przejmie starszą a my z małżem udamy się na długi romantyczny spacer z rozmowami o teściowej w tle :P
                    • kremka2014 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 07.07.14, 07:51
                      Wiesz... podziwniam bardzo Ciebie i Twojego męża również ...bardzo. Naprawdę to strasznie trudne takiego bluszcza kochać i trzymać na dystans, znaleźć balans, jemu póki co się to udaje. Naprawdę Szacun ode mnie wielki (przekaż mu:)). Mojej kumpeli - takiej z pracy po 40-stce rozpadł się z tego powodu związek- facet 50-letni nie umiał sobie poradzić z mamą -szantażystką emocjonalną..... a super gość był ogólnie. Ale Twój mąż ma oprócz Ciebie jeszcze dzieci. Dla Was się stara, to widać w Twoich opisach. Ja mam 3 pokoje- co prawda niewielkie i ostatni tydzień ciąży- już drżę jak to będzie z 2 dzieci na 48 m2 - bo ja ze wsi i potrzebuję przestrzeni. Pod tym względem miasto jest straszszszneeee.
                      Ciekawe co powie Twój małż, gdy powiesz o domu opieki......
                      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 07.07.14, 10:27
                        Dzięki za miłe słowa :)
                        Ale wiesz, to raczej się u nas wszystko sypie, niż sobie radzimy ;) Ale największa rzeźnia już minęła, teściowa siedzi u dziadków, skoro tak ochoczo się wtrącili w jej obronie, żeby została. Przykre, ale prawdziwe. A mąż teraz z mamą nie gadał przez cały weekend, generalnie foch, ona też :P Ja też, pojechałam na noc do rodziców, odtajałam, wyspałam się, zalałam wszystko mlekiem :P i już mi lepiej. A mąż się stara na 3 etaty, to fakt. I nie powiedział, że dlatego nie odwiózł mamy wtedy co miał, bo przysnął za kierownicą w drodze od lekarza do domu :( Także chłopak też nie wyrabia i generalnie wszyscy mają jazdy.
                        A niestety mamy chyba nie można wsadzić na dworcu w autobus, nie bo foch, tylko serio jest mega nieporadna (wszystko jedno, czy "naprawdę", czy to bezradność wyuczona) i mogłaby nie trafić do domu. Bo nie zapyta się, nie ogarnia gdzie informacja itp itd. Także w ogóle kosmos
                        • annb Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 07.07.14, 11:06
                          wspólczuję zaśnięcia
                          ja jak jestem niedo/wyspana to mi się agresor włacza
                          Brak snu to imho najgorsza tortura
                          tak więc pan mąz wie z czym musi sięzmierzyc
                          No chyba ze chce dzieci osierocic(pojechalam grubo)
                        • miedzymorze Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 07.07.14, 11:36
                          panizalewska napisała:

                          > A niestety mamy chyba nie można wsadzić na dworcu w autobus, nie bo foch, tylko
                          > serio jest mega nieporadna (wszystko jedno, czy "naprawdę", czy to bezradność
                          > wyuczona) i mogłaby nie trafić do domu. Bo nie zapyta się, nie ogarnia gdzie in
                          > formacja itp itd. Także w ogóle kosmos

                          Nie daj sobie tego wmówić, to tylko szantaż rozpuszczonego babsztyla.
                          Trafi bez problemu, a jak nawet z problemami, to tym lepiej.


                          pozdr,
                          mi
                          • panizalewska W ramach podsumowania chyba 07.07.14, 20:29
                            Wiesz, Mi, tym razem pozwolę sobie się z Tobą nie zgodzić ;)

                            Odtajaliśmy, największe jazdy się skończyły, moja córa miała super urodziny (trzecie w ciągu miesiąca, tak się złożyło ;) I sobie pomyślałam, że dobry by był jakiś złoty środek. Uznanie pewnych faktów, jak ta nieporadność (wszystko jedno z jakiego faktycznego powodu) ale JEDNOCZESNE stawianie granic i robienie tego wszystkiego według swoich zasad, nie zasad teściowej. Myślę, że takie połączenie humanitaryzmu z obroną swojego terytorium będzie ok. Do tej pory nie mieliśmy okazji przetrenować takich "działań wojennych" więc stąd jazdy. A teraz proszsz, doświadczenie uczy :P

                            Czyli można mamę przywieźć i odwieźć, ale za żadne skarby u nas nie mieszka, nie wbija się na siku o 7 rano itp itd. Niezbędne minimum dbania o zdrowie własnej matki zachowane, ale NIE KOSZTEM WŁASNEGO! Fizycznego (mąż) i psychicznego (ja i dzieci). Czyli z tym wynajmem pokoju na przyjazdy na leczenie będzie git (bo jednak i moi dziadkowie lat 90 mają trochę ciężko się nią zajmować) oraz na święta wszelakie. Będzie - jak każdy gość - zapraszana na obiady, wieczerze, ciasto, zależnie od okazji, ale potem bierzemy pod pachę i do zobaczenia mamusiu jutro / za tydzień / za rok ;)

                            Mój małż okropnie przecierpiał mój wyjazd z młodszym. Odchorowuje żołądkowo, niestety fizycznie nie ma opcji na razie odreagować. Mnie też było bardzo przykro w ten weekend, nie oszukujmy się. Ale myślę, że przećwiczenie takiej akcji pokazało mu dużo o swojej mamie. Do tego stopnia, że jak teraz dziadek do nas zaszedł jako emisariusz focha, czemu nie przychodzi do mamusi odwiedzić, małż już się ubierał, ale jednak stwierdził pie..., nie idę :P Też ma dosyć jej roszczeń i się nie krępuje dawać temu wyraz. Oczywiście będzie woził do lekarza, mimo focha, ale pewnie będzie odsyłał do domu taksówką, czy czymś tam innym.

                            I cześć, że tak powiem. Mam nadzieję, że to już względny koniec, zgliszcza dogasają, zaśpiewała gruba dama, można już zapalić cygaro, powiewa flaga i tytułowy bohater mówi "wracajmy do domu"

                            Dzięki za udział Dziewczęta :) Podnosiłyście mnie na duchu :)
                            • miedzymorze Re: W ramach podsumowania chyba 07.07.14, 23:03
                              panizalewska napisała:

                              > Wiesz, Mi, tym razem pozwolę sobie się z Tobą nie zgodzić ;)

                              Spoko, to nie mój mąż wozi teściową ;)
                              Pani Agnieszka zapewne wyjaśniła by to w bardziej spójny sposób, ale chodzi o to, że teściowa walczy o uwagę, a nieporadność jest w tej walce bronią pancerną, i przynosi jej korzyści psychologiczne ;)

                              >
                              > Odtajaliśmy, największe jazdy się skończyły, moja córa miała super urodziny (tr
                              > zecie w ciągu miesiąca, tak się złożyło ;) I sobie pomyślałam, że dobry by był
                              > jakiś złoty środek. Uznanie pewnych faktów, jak ta nieporadność (wszystko jedno
                              > z jakiego faktycznego powodu) ale JEDNOCZESNE stawianie granic i robienie tego
                              > wszystkiego według swoich zasad, nie zasad teściowej. Myślę, że takie połączen
                              > ie humanitaryzmu z obroną swojego terytorium będzie ok. Do tej pory nie mieliśm
                              > y okazji przetrenować takich "działań wojennych" więc stąd jazdy. A teraz prosz
                              > sz, doświadczenie uczy :P
                              >
                              Teściowa tez się uczy ;P

                              > Czyli można mamę przywieźć i odwieźć, ale za żadne skarby u nas nie mieszka, ni
                              > e wbija się na siku o 7 rano itp itd. Niezbędne minimum dbania o zdrowie własne
                              > j matki zachowane, ale NIE KOSZTEM WŁASNEGO! Fizycznego (mąż) i psychicznego (j
                              > a i dzieci). Czyli z tym wynajmem pokoju na przyjazdy na leczenie będzie git (b
                              > o jednak i moi dziadkowie lat 90 mają trochę ciężko się nią zajmować) oraz na ś
                              > więta wszelakie. Będzie - jak każdy gość - zapraszana na obiady, wieczerze, cia
                              > sto, zależnie od okazji, ale potem bierzemy pod pachę i do zobaczenia mamusiu j
                              > utro / za tydzień / za rok ;)

                              Oby się udało.
                              >
                              > Mój małż okropnie przecierpiał mój wyjazd z młodszym. Odchorowuje żołądkowo, ni
                              > estety fizycznie nie ma opcji na razie odreagować. Mnie też było bardzo przykro
                              > w ten weekend, nie oszukujmy się. Ale myślę, że przećwiczenie takiej akcji pok
                              > azało mu dużo o swojej mamie. Do tego stopnia, że jak teraz dziadek do nas zasz
                              > edł jako emisariusz focha, czemu nie przychodzi do mamusi odwiedzić, małż już s
                              > ię ubierał, ale jednak stwierdził pie..., nie idę :P Też ma dosyć jej roszczeń
                              > i się nie krępuje dawać temu wyraz. Oczywiście będzie woził do lekarza, mimo fo
                              > cha, ale pewnie będzie odsyłał do domu taksówką, czy czymś tam innym.

                              kurierem ;D
                              >
                              > I cześć, że tak powiem. Mam nadzieję, że to już względny koniec, zgliszcza doga
                              > sają, zaśpiewała gruba dama, można już zapalić cygaro, powiewa flaga i tytułowy
                              > bohater mówi "wracajmy do domu"
                              >
                              > Dzięki za udział Dziewczęta :) Podnosiłyście mnie na duchu :)

                              pozdr,
                              mi
        • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:04
          Nie odpowiedziałaś na pytanie ile to razy tesciowa od końca maja, czyli przez niewiele ponad miesiąc, mieszkała u Ciebie? Raz czy dwa razy? I skoro mlodsze dziecko ma dwa lata, to rozumiem, że przez ostatnie trzy lata Twojego małżenstwa, do maja tego roku, teściowa nie była u Ciebie ani razu. Naprawdę nie można tych dwóch, trzech dni wytrzymać?
          I do rozmowy potrzeba dwóch osób. Nie potrafisz znaleźć tematu do rozmowy z teściową, bo jej nie lubisz, wszystko Ciebie w niej drażni. Normalnie, to w miarę ogarnięty człowiek potrafi rozmawiać ze wszystkimi ludźmi, niezależnie od ich statusu, pochodzenia czy wykształcenia. Brakuje Tobie jakiejś ważnej umiejętności społecznej -powinnaś nad tym popracować (może nawet na jakiejś terapii :-) )
          Tesciowa do Ciebie zagaduje jak umie, a Ty odburkujesz niegrzecznie i zbywasz byle czym - o kim to źle świadczy?
          >Zwłaszcza, że wiesz, że obok chęt
          > nie przyjmą, ugoszczą, pomogą?
          Ale ona chce spędzić kilka chwil z rodziną syna, ze swoimi wnukami a nie z obcymi ludźmi.
          • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:05
            Meh
            Oczywiście, że była. To byłoby już dziwne gdyby przez 3 lata mieszkania u nas nie była.
            Była na święta. Z resztą jest na każde święta, bo nas jest dużo, więc moja mama robi u siebie.
            Zawsze to kilka dni. Była na pierwsze święta po naszym zamieszkaniu koło dziadków. Daliśmy jej naszą sypialnię, ledwo zdążyliśmy wyremontować, żeby nie czuła się skrępowana. Sami spaliśmy na wąskiej kanapie rozkładanej na podłodze, ja w 3 m-cu ciąży. Któreś święta - powtórka, bo starsza pani, bo się źle czuje bo to bo tamto. Tylko, że tym razem z 1,5 rocznym dzieckiem i w ciąży - na tej samej kanapie na podłodze, jak goście we własnym domu.
            Itp itd. Aż zaczęliśmy prosić dziadków, żeby ją przyjmowali, bo nie wyrabiałam, notorycznie skopywana w kręgosłup przez dziecko w nocy.

            Teraz jest prawie tydzień w tydzień po kilka dni (od początku czerwca) w związku z leczeniem.

            Serio - miałaś teściową albo własnego rodzica na takim metrażu? Z małymi dziećmi? W połogu? Nieeeeźle :P

            Nie, nie WSZYSTKO mnie w niej drażni. Opisałam sytuacje, kiedy jestem wkurzona, bo zdaje się jak jest wszystko OK, to się nie szuka rady na forum? Irytuje mnie, jak ktos mi siedzi notorycznie na głowie w sensie fizycznym i psychicznym.
            Naprawdę rozmawiasz ze WSZYSTKIMI? Dresami z pałami, bluzgającymi w środkach komunikacji miejskiej też? No wow. Gratuluję. Twój świat jest faktycznie super. Mój taki nie jest.

            Zdaje się, że to teściowa nie odpępniła się od swojego dziecka, a nie ja od mamusi, więc to chyba ona problem ze sobą, a my z nią, a nie na odwrót?

            Kilka chwil = 24 godziny na dobę. Najlepiej zawsze. Bo ona tak baaardzo chceeeee. Prrrrrooooszęęęę? Bezcenne. Pojękując że zaraz umrze, jaka to biedna i samotna, niwecząc jakiekolwik chęci na dalszą rozmowę. Coś chyba u Ciebie szwankuje z osądem, może terapia?
            • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:08
              A najgorsze w takich forum jest to, że szukasz rady, a zostajesz zdiagnozowana: jako taka i owaka, nieczuła, egoistyczna, niewrażliwa, milcząca, zajęta dziećmi, bla bla bla. Dajemy rady!!! Nie oceniamy, bo autorka nie pyta o ocenę własnej osoby.
              • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:13
                Oj tam oj tam ;) No już mam przecież szwankującą tarczycę ;)
                • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:15
                  oj zapomniałam, że do diagnozy psychiki i Twych niecnych zamiarów, dołączył już jakiś endokrynolog.;)
                • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 16:44
                  To wyniknęło tylko i wyłącznie z mojej bezinteresownej troski o Ciebie, bo sama po drugim dziecku zachorowałam na niedoczynność tarczycy :-D
            • georgina04 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 16:07
              panizalewska napisała:

              > Meh
              > Oczywiście, że była. To byłoby już dziwne gdyby przez 3 lata mieszkania u nas n
              > ie była.
              > Była na święta. Z resztą jest na każde święta, bo nas jest dużo, więc moja mama
              > robi u siebie.
              > Zawsze to kilka dni. Była na pierwsze święta po naszym zamieszkaniu koło dziadk
              > ów. Daliśmy jej naszą sypialnię, ledwo zdążyliśmy wyremontować, żeby nie czuła
              > się skrępowana. Sami spaliśmy na wąskiej kanapie rozkładanej na podłodze, ja w
              > 3 m-cu ciąży. Któreś święta - powtórka, bo starsza pani, bo się źle czuje bo to
              > bo tamto. Tylko, że tym razem z 1,5 rocznym dzieckiem i w ciąży - na tej samej
              > kanapie na podłodze, jak goście we własnym domu.
              > Itp itd. Aż zaczęliśmy prosić dziadków, żeby ją przyjmowali, bo nie wyrabiałam,
              > notorycznie skopywana w kręgosłup przez dziecko w nocy.
              >
              > Teraz jest prawie tydzień w tydzień po kilka dni (od początku czerwca) w związk
              > u z leczeniem.
              >
              > Serio - miałaś teściową albo własnego rodzica na takim metrażu? Z małymi dziećm
              > i? W połogu? Nieeeeźle :P


              panizalewska, tak czytam i czytam ten watek i z jednej strony Ci wspolczuje, ale z drugiej strony, nie obraz sie, ale chyba sami troche ukreciliscie na siebie sznurek. Juz samo czytanie o tym jak Twoj maz nad nia i wokol niej skacze jest meczace. Kiedy ten chlop jeszcze ma czas isc do pracy, ze o chwili dla siebie i rodziny nie wspomne?

              Mimo wszystko jednak nie rozumiem, jak to jest z tymi przyjazdami do Was i gniezdzeniem sie w kawalerce z dwojka malych dzieci. Ja rozumiem, ze tesciowa tak chce, ale od samego jej chcenia to sie nie dzieje. W ktoryms momencie sie na taki uklad zgodziliscie (chocby tym, ze nie zaprotestowaliscie) i ten uklad kontynuujecie przywazac ja do Waszego mieszkania za kazdym kolejnym razem. Czyli z jednej strony narzekasz na tesciowa i na to czego ona chce i jak strasznie jest na Was uwieszona, a z drugiej strony postepujecie tak jak ona chce, zamiast jej powiedziec, ze przykro Wam, ale nie ma warunkow aby u Was nocowala i zawiesc ja do dziadkow. Co Was powstrzymuje przed tym? Co Was powstrzymuje, zeby ograniczyc jej wizyty u Was, skoro sa tak uciazliwe (pomijajac teraz kiedy przyjezdza na leczenie)?

              Zmierzam do tego, ze to dlugie i szczegolowe narzekanie na tesciowa, jej zachowania, jej komentarze, jej nastroje niewiele Ci da tak na dluzsza mete. Ona taka jest i sie nie zmieni. Co wiecej, bedzie pewnie probowac przesuwac granice tak daleko jak sie da (czyli jak daleko Wy jej na to pozwolicie). Jedyne co realnie mozesz zrobic to zmienic Wasze wobec niej postepowanie.
      • mozambique Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:31
        no w sumie mozna sie zastanowic czy gdyby ową tesciową zamienic na mamę autorki to tez by jej tak strasznie smierdzialo i wkurzało ze sie lampi na komputer ?

        a nawet jezeli tak to czy tez chcialaby sie jej pozbyc jak najszybciej czy jednak z poblazaniem uznala ze mama juz starsza jest , niedomaga i to normlane ze sie stęsknila za córką i wnukami ?

        no co panizalewska? ale tak szczerze ?
        • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:52
          Nie, nope, niet.
          Kisić się w 1,5 pokoju nawet z moją prywatną mamą, nawet jakby TYLKO (hahaha, jaaasne) czytała książkę i nic nie biadoliła, nie komentowała? NIE. Nie na 15 metrach salonu, nie 24 / 7. Moja mama oprócz tego, że fizycznie ŻYJE ;) jest też zupełnie inną osobą, to chyba akurat normalne ;) ma inne potrzeby, ale też przeważnie wie i robi wszystko lepiej, więc nie ograniczyłaby się do czytania książki, tylko próbowałaby mnie ciągle strofować, jak coś robić lepiej. Nie, dziękuję.

          Kiszenie się z jakikimikolwiek rodzicami na tak małej przestrzeni jest NIEZDROWE. Już nie mówiąc, o typach jęcząco - dyszących w kark
          • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:11
            Za chwilę przeprowadzasz się do dużo większego mieszkania i napisałaś, że tam też dla teściowej miejsca nie widzisz...
            • triss_merigold6 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:19
              Nie przeprowadza się do willi z osobną kuchnią i osobnym wejściem.
              • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:29
                I dlatego nie można starej matki ugościć przez dwa-trzy dni raz na trzy lata?
                • triss_merigold6 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:31
                  Może z noclegiem zorganizowanym tuż obok, nie w tym samym mieszkaniu. Kobieta ma dwulatkę i noworodka i na nich powinna się skupić teraz oraz na swoim wypoczynku. Jak egocentrycznie bezmyślną jest teściowa, że tego nie rozumie?!
        • triss_merigold6 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:03
          Przy półtorapokojowym mieszkaniu i dwójce małych dzieci każda dodatkowa osoba po 24 godzinach staje się potwornie uciążliwa. Każda.
          • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:25
            Ja Was ludzie nie rozumiem, czy każde dziecko ma obowiązek mieszkać z rodzicem na jego starość? Nie. Natomiast myślę, że powinno W MIARĘ SWOICH MOŻLIWOŚCI mu pomagać. A to nie to samo co wspólne mieszkanie.
            • triss_merigold6 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:28
              Dokładnie. Pani teściowa ma gdzie mieszkać.
            • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:34
              Teściowa przyjechała na kilka dni (pewnie dwa-trzy) na badania do lekarza a nie na stałe.
              • triss_merigold6 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:36
                I nie spieszy jej się do wyjazdu + próbuje w synowej i synu wywołać poczucie winy.
                • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:13
                  Gdyby ich tylko odwiedzała, to po kilku dniach powiedziałaby: kochani czas już na mnie, wracam do siebie, a nie jęczała, że ją nie chcą, że stara (bez przesady ma dopiero 70 lat - my będziemy pracować do 67 roku życia i nie chciałabym o sobie w takim wieku myśleć żem stara), że jej nikt nie chce ... (poczucie winy jest silnym uczuciem, dla co wrażliwszych osób ciągłe życie w poczuciu winy, może skończyć się chorobą).
                  • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:50
                    Dokładnie. Mąż każde spędy rodzinne okupował wymiotami i migreną. Przerobił to i jest dobrze, lepiej, bo bierze leki przed każdą wizytą i imprezą.
                    • smocza_mama Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 16:04
                      Oboje macie poważne problemy z chronieniem siebie. Samo podawanie tak wielu szczegółów o sobie na publicznym forum na to wskazuje. Nie mówiąc o kwestii wpuszczenia do domu kogoś, kogo nie chcesz mieć na przeciwko siebie karmiąc piersią. Przeczytałam sobie twoje wypowiedzi, czy ty na pewno uporałaś się z molestowaniem przez ojca?
                    • asfo Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 16:14
                      Twój mąż ma poważny problem z tym uleganiem matce, a Ty PZ masz taki sam problem, z uleganiem i jemu i jego matce. Skoro małżonek ma taką uległa naturę to czemu nie wykorzystasz tego, by go trochę ustawić, żeby więcej się przejmował twoim dobrobytem? Z narzekania nic ci konstruktywnego nie przyjdzie.
                      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 17:21
                        Narzekam w celu naświetlenia sytuacji, że może ktoś rak miał, ktoś coś umie poradzić.
                        Męża nie "ustawię" ale tak, przepracowujemy różne rzeczy i POWOLI ale sukcesywnie się zmienia
    • q_fla Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 12:17
      Sytuacja jest trudna i bardzo Ci współczuję.
      Jednak mimo wszystko muszę stanąć w obronie twojej teściowej.
      Kiedyś po śmierci dziecka uczestniczyłam w terapii grupowej. Były tam też osoby z klasycznymi objawami lęku separacyjnego i nerwicy lękowej. Twoja teściowa również ma klasyczne objawy: usilne przebywanie z kimkolwiek, lęk przed samotnością, zaniedbanie siebie, niechęć do wychodzenia z domu.
      Myślę, że najważniejszym krokiem będzie znalezienie dobrego psychiatry, który odpowiednio dobierze leki. Nieraz to trwa długo, bo każdy organizm inaczej reaguje. Ktoś wspomniał o terapii - to dobry pomysł, ale najpierw leki, które wyciszą lęki i pozwolą na w miarę normalne funkcjonowanie.
      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:00
        Rozumiem.
        Ja generalnie współczuję kobiecie, że jest tak zapętlona, że nie widzi jasnych stron życia POZA synem. Ale niestety nie pomaga mi to nie wkurzać się na nią, jak notorycznie przekracza moje granice.
        Pogadam z mężem o zmianie psychiatry, wznowieniu psychoterapii, na którą chodziła. Może podziała na jakiś czas
        • asfo Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 16:15
          A mąż na psychoterapię chodzi?
          • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 17:22
            chodził, polepszyło mu się
    • pade Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:41
      A ja nie rozumiem czepiania się autorki wątku. Na boga nie rozumiem.
      Autorka ma święte prawo i obowiązek zadbać w pierwszej kolejności o potrzeby swoje, swoich dzieci i męża. Mamusia jest kolejna na liście. Nie Pierwsza. Tak jest nawet w Biblii napisane.
      Jakim trzeba być egoistą, żeby życzyć sobie noclegu w kawalerce z dwójką dzieci i dwoma dorosłymi osobami ?Trzeba sumienia nie mieć...
      Skoro jest i ojcowizna i mieszkanie w Elblągu, to niech ono idzie na sprzedaż a za to opłaćcie dzienny dom opieki, albo osobistą pielęgniarkę i inne luksusy. Teściowej chodzi o towarzystwo syna? Jak tak dalej pójdzie to ona go zajedzie. Praca, dom, weekendy na ojcowiźnie. A kiedy czas dla dzieci? Kiedy czas na własny odpoczynek?
      Owszem, trzeba pomagać, zaopiekować się w razie choroby, ale nie mieszkać razem w kawalerce. Litości.
    • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:21
      Nie zapytam nikogo tutaj wprost, ale mam wrażenie, że kilkoro forumowiczów z tego wątku czuje się "porzucona przez dzieci" i nie dość "zaopiekowana" przez nie...
      I ma żal do dzieci, że wybrały życie ze swoimi (złymi, zaborczymi, niewdzięcznymi i manipulującymi) partnerami, a nie z ukochanymi rodzicami...
      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:48
        :P
        Tak czasami bywa, wiesz.
        Moja mama tylko lekko :P zaborcza i autorytarna, tak po za tym miła i pomocna, tak mi ciosała kołki na głowie, żebym się z młodzieżą do niej przeprowadziła (bo upał, bo budowa, bo to bo owo) że już nie wiedziałam co mam odpowiadać. Bo ona by chciała z wnusiami. Aha. A ja chcę jednak z mężem ;)
    • nola125 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 16:03
      Ja miałam taką sytuację dwa lata temu. Teściowa nieporadna do bólu, wiecznie uwieszona na synku. Tragedia jak syn się do mnie wyprowadził - z miesiąca na miesiąc coraz gorzej było z nią fizycznie i psychicznie. Mąż jeździł do niej codziennie, sprzątał robił zakupy, mył ją. W międzyczasie dwójka małych dzieci i jej pomieszkiwanie u nas na 37 m. Mąż sprzedał jej mieszkanie i kupił w tej samej klatce koło nas, co oznaczało że teściowa praktycznie cały dzień siedziała u nas na kanapie. Ja z dwójka małych dzieci i nią na karku. Teściowa żadnych zainteresowań raczej nie ma, wtedy jeszcze potrafiła sama pójść do toalety czy sobie herbatę zrobić. Jedzenie ja jej robiłam, mąż ją mył i u niej sprzątał. ta jej obecność przez cały czas mnie wykańczała, mimo że jest osobą cichą, nie obgadującą. Po prostu siedziała na kanapie i trzeba było jej dawać jeść. Ożywiała się jak mąż wracał z pracy, wtedy chciała z nim iść na spacer czy na kawę. Ale jak napisałam jej stan się pogorszył na tyle że aktualnie wymaga opieki 24 na dobę bo sama nawet nie pójdzie do toalety. Jest w domu opieki. Mąż ma potworne wyrzuty sumienia, ja z jednej strony odetchnęłam z drugiej mi jej szkoda.
      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 17:25
        Aaaaaha. Czyli takie historie chodzą po ludziach. Przykro mi. U nas to też jest pewnie kwestia tego właśnie, że mąż się bije z myślami, że jako jedynak tym bardziej ma obowiązek zająć sięę mamą.
        Więc będę go uświadamiać, że pomoc nie musi oznaczać mieszkania z nami i tyle
        • miedzymorze Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 18:38
          Zając się to nie znaczy zrezygnować ze swojego życia i zostać de facto mamy partnerem, jak ktoś wcześniej celnie zauazył.
          mama jest dorosła i tez ma OBOWIĄZEK zająć się sobą i swoimi sprawami, ogarnąć max tego co jest w stanie, a nie ze _wszystkim_ wisieć na synu.

          pozdr,
          mi
          • andalus Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 07:44
            przeczytałam, porównałam do siebie. Mieszkałam w 42 metrowym mieszkaniu z bliźniakami, synem oraz mężem i mamą. Nie było łatwo ale kto obiecywał, że będzie. W tekście autorki jednak zauważam pogardę do matki męża, sformułowania które świadczą o tym. Próby wyrzucenia mamy do domu seniora - no chciałabym widzieć autorkę, jak jej własne dzieci próbują to samo zrobić z nią.Sądzę, że szwankuje sposób komunikowania - może autorka własną wyrażaną skrajną niechęć do tesciowej po prostu przekazuje w rozmowie.Mama potrzebuje zainteresowania, zajęcia jej w domu i można wg mnie to zrobić, można z wyczuciem i cierpliwością angażować ją w dom i wzajemną pomoc. Ale ja tutaj w tekscie tego nie widzę. Łatwiej jest stwierdzić,że się jest zmęczonym, teściowa nużąca i śmierdzi a mieszkanie za małe. Ok - ja starałam się szukać plusów, tego co dobre u danej osoby, nie zawsze się to udaje ale jest łatwiej, mieszkając chwilowo razem też można stawiac granice w odpowiedni sposób.
            • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 08:15
              A ja tego nie zauważyłam o czym piszesz. Tutaj stawianie granic prowadzi nie do zrozumienia, że się zapędziło, ale do biadolenia i wzdychania. Autorka pisałam, że mama jej męża niczym się nie interesuje. Zaangażowanie w dom ma się wiązać z pracą? To zaraz by się posypały gromy, że jak to starsza schorowana kobieta przyjeżdża ich odwiedzić, a ma się angażować w ich dom?
              Kiedyś przerabiałam już taki temat na innym forum, w innym kontekście, ale wyszłam na egoistkę co na innych chce zrzucić swoją pracę. Autorka wyraźnie pisze że ma niemowlaka i malutkie dziecko do obsługi, uważam że na tym etapie życia nie jest jej jeszcze potrzebna teściowa do obsługi i zabawiania. I mimo że przygotowała warunki do życia w czasie badań u swoich dziadków, to jest widziana w negatywnym świetle bo nie chce gościć teściowej w kawalerce.
              • andalus Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 09:07
                ja zauważyłam, po stwierdzeniach typu np śmierdzi. Ale może jestem nadwrażliwa. Posiadanie 2 małych dzieci to znowu nic takiego. Nie róbmy z tego wyczynu 100- lecia. Miałam 3 malutkich dzieci i sporo problemów ale na boga to naprawdę nic takiego.Angażowanie w domu nie musi być nakazowe, napisałam wcześniej, że naprawdę dużo zależy od sposobu komunikacji.
                Typu - niech mi mama tu nie lampi ( nie patrzy). Inaczej- czy mogaby mama np pokroić marchewkę, zająć czymś jedno z dzieci, zrobic kawę itp a ja w tym czasie szybciutko coś tutaj zrobię. Nie chodzi o zrzucanie roboty ale o zaproponowanie udziału w tym co się na co dzień robi. I nie o jakąś nie wiadomo jaką robotę ale o danie jej poczucia bycia potrzebnym. Jednak na to potrzeba po prostu innego spojrzenia a autorka oczekuje raczej potwierdzenia jej planów i pomysłów.
                • anula36 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 09:21
                  no fakt mogla autorka napisac "brzydko pachnie", tylko co to zmieni w ogolnym rozrachunku?

                  Swoja droga cud ze sie ten syn w ogole postawil na tyle ze sie ozenil, takie uwieszone na jedynaku mamusie to raczej zrobia wszystko zeby synusia zatrzymac ze soba na zawsze.
                • triss_merigold6 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 09:48
                  Znaczy, jak Ty miałaś i masz przerąbane, to inni też powinni mieć?
                  Nie jesteś nadwrażliwa tylko znieczulona.
                  • andalus Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 04.07.14, 12:25
                    nie uważałam, że mam przerąbane. Bo rozumiem, że to do mnie w kwestii oceny mojego życia.
                    Jeśli chce się coś zmienić należy zacząć od siebie. Oczywiście łatwiej jest wyprowadzić kogoś do domu seniora, przy pełnej aprobacie innych. Autorka opisała po prostu wkurzającą teściową a nie chorą starszą osobę, na dodatek matkę swojego męża. Jedyne rozwiązanie to się pozbyć teściowej. Niestety nie zgadzam się z tym i dlatego wyraziłam swoje odmienne zdanie. Uważam, że zawsze należy próbować spojrzeć z innego punktu widzenia. Można przeoczyć niektore rzeczy. Np autorka jest młoda, kilka lat małżeństwa, pomyśl czy np. w przyszłości podczas kryzyzsu jej mąż będzie miał pretensje o takie potraktowanie matki. Traktuj innego tak jakbyś sama chciała być traktowana w starości, kiedy będziesz stara, chora, nieporadna. Starsi ludzie tak mają, że czasami im się nie chce, że tracą chęć do różnych rzeczy, bo np boją się oceniania przez niezbyt przychylną synową lub stają się po prostu bezradni. Bezradni choć nam się wydają w pełni sił. Brak mi w tym po prostu ludzkiego zrozumienia.
                    • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 04.07.14, 12:57
                      ok, dzięki za spojrzenie z drugiej strony Andalus

                      Swoją drogą - tak, chciałabym być w domu starców, niż zawracać gitarę opieką własnym dzieciom. Ale myślę tak oczywiście teraz. Co będzie za np 50 lat, trudno przewidzieć ;)

                      • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 04.07.14, 13:13
                        panizalewska napisała:

                        > Swoją drogą - tak, chciałabym być w domu starców, niż zawracać gitarę opieką własnym
                        > dzieciom. Ale myślę tak oczywiście teraz. Co będzie za np 50 lat, trudno przewidzieć ;)

                        Kurde, między innymi dlatego nie zdecydowałam się na to, żeby mieć dzieci - aby mnie nie pokusiło, żeby w przyszłości od swojego dziecka oczekiwać troski/wdzięczności/uwagi/poświęcenia/itd.
                        Nie chciałabym tak obarczać własnego dziecka...
                        • basiastel Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 04.07.14, 14:18
                          ola_dom napisała:

                          > Kurde, między innymi dlatego nie zdecydowałam się na to, żeby mieć dzieci - aby
                          > mnie nie pokusiło, żeby w przyszłości od swojego dziecka oczekiwać troski/wdzi
                          > ęczności/uwagi/poświęcenia/itd.
                          > Nie chciałabym tak obarczać własnego dziecka...
                          -----------------------------------
                          Ależ nie wszyscy rodzice decydują się na dzieci, by mieć opiekę na starość. Myślę, że większość tak o tym nie myśli.
                          Nie zawsze też rodzice wymagają jakiejś szczególnej opieki. Poznałam kiedyś mieszkającą samodzielnie 93-letnią panią i zapytałam czy dzieci, bądź wnuki jej pomagają. Zrobiła duże oczy i powiedziała - "ależ to ja im pomagam". Robiła dla całej rodziny przetwory na przykład. Kiedy ją odwiedziłam, powiedziała mi, że mam szczęście, że ja zastałam, bo rzadko jest w domu (przedniego dnia wróciła z wczasów).
                          Spotkałam wiele osób po 80-tce pracujących i egzystujących jak osoby w średnim wieku. Nawiasem mówiąc, moja 86-letnia ciocia pracuje w sklepie syna i to zdaje się bez wynagrodzenia.
                          Nie zawsze też opieka nad rodzicem jest odbierana przez dzieci jako ciężar, bo wynika z miłości.
                          No, ale nie oszukujmy się, relacja teściowa-synowa rzadko opiera się na miłości i tu już to wszystko wygląda inaczej.
                          Stwierdzenie "traktuj teściową jak sama byś chciała być traktowana" wydaje mi się infantylne, bo opieka nad staruszką, z którą emocjonalnie nic nas nie łączy może być zbyt daleko idącym poświeceniem, zwłaszcza gdy ma się 2 maleńkich dzieci.

                          • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 04.07.14, 14:40
                            basiastel napisała:

                            > Ależ nie wszyscy rodzice decydują się na dzieci, by mieć opiekę na starość. Myślę, że większość
                            > tak o tym nie myśli.

                            Wiem, że nie. Mam nadzieję, że nie! Albo na pewno nie myśli o tym decydując się na dziecko.
                            Jednak życie trochę trwa, sporo wydarza się po drodze, poza tym dużo dzieje się w podświadomości i potem na starość bywa różnie... Jak zabraknie partnera, to oczekiwania przenoszą się często na dziecko.
                            A jak dziecka nie ma - to nie ma tej pokusy :).
                            Wolę obarczać EWENTUALNĄ taką potrzebą kogoś bardziej obcego, niż własne dziecko - które nie ma często wyjścia, za to ma poczucie obowiązku i winy.

                            Teściowa twórczyni wątku bez wątpienia oczekuje nieustannej uwagi i troski od swojego syna. A że pisze nam o tym jego żona, a nie on sam - to pewnie dlatego, że to ona siedzi teraz z teściową w domu i "przez indukcję" doświadcza tychże oczekiwań.
                            • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 04.07.14, 15:02
                              Jak zabraknie partnera, to oczekiwania przenoszą się często na dziecko.

                              A widzisz Ola, piszesz dokładnie o relacji CHOREJ i najczęściej nieświadomej. A my oboje z małżem przegadaliśmy "posiadanie" dzieci na 3ciej randce ;) i wyszło nam wspólnie, że wychowamy, jakoś tam wykształcimy i puścimy w świat, oby dla dobra reszty tegoż świata ;) To, czy dzieci do nas potem będą chętnie wracać, czy nie, to już będzie ich decyzja i mnie - rodzicowi za lat 30-40-50 nic do tego już wtedy. Oni (nasze dzieci) będą chyba już mieli włsne, małe czy trochę większe i tak samo to te dzieci będą potrzebowały opieki i wsparcia. Nurt życia idzie w te mańke, nie w drugą. Mi nic dzieci nie będą musiały "zwracać" - opieki, no chyba, że będę żyła w jakiejś skrajnej nędzy. Ale nie, czekaj, zawsze mogę złożyć wniosek o pomoc dla ludzi starszych, czy coś. I robić zakupy przez internet, które przyniesie mi miły i przystojny chłopak z Tesco ;) Rozmarzyłam się.
                              Enyłej - ja wiem, że NIE WOLNO SIĘ UWIESZAĆ NA LUDZIACH, a poza tym mam już klawe zajęcia na emeryturę, oprócz robienia przetworów i zajefajnych poduszek patchworkowych, więc będę zajęta swoim życiem ;)
                              • basiastel Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 04.07.14, 20:30
                                panizalewska napisała:

                                I robić zakupy przez internet, które przyniesie mi miły i przystojny chłopak z Tesco ;) Rozmarzyłam się.
                                ----------------
                                To ja Ci powiem, że przed chwilą było u mnie 2 miłych i przystojnych panów z Tesco. Wtargali mi zakupy na 3 piętro. Marzenia stają się rzeczywistością.
                                • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 04.07.14, 21:01
                                  Oł yeah! :D
                                  U mnie ostatnio był taki milusi chłopak oooo matko! ;) Ja co prawda na 1 piętrze tylko mieszkam i tym razem zakupy małe, tudzież wystąpiłam w piżamie, swetrze i zarzygana mlekiem ;) ale pan był taaaaaaki miły że aż mi się ciepło zrobiło tu i ówdzie ( czytaj: więcej seksu trzeba mi ;)
                            • pogodoodporna Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 05.07.14, 16:10
                              ola_dom napisała:

                              > Jednak życie trochę trwa, sporo wydarza się po drodze, poza tym dużo dzieje się
                              > w podświadomości i potem na starość bywa różnie... Jak zabraknie partnera, to
                              > oczekiwania przenoszą się często na dziecko.

                              Wiesz Ola, tez o tym sporo mysle ostatnimi czasy i dochodze do niosku, ze wcale tak nie musi sie stac :-) Pisze to z perspektywy matki, ktorej starsza, ukochana coreczka, wyprowadzila sie z domu w zeszlym roku, wyjezdzajac na studia do innego miasta, a mlodsza, rowniez ukochana, wyjedzie lada dzien, bo wlasnie zdala mature. I powiem Ci, ze mimo, ze powinnam cierpiec wlasnie na syndrom pustego gniazda, to czuje taka wielka radosc, ze te dzieciaki, ktore tak kocham, okazaly sie samodzielne, odpowiedzialne, pelne energii. Wcale, ale to wcale nie usmiecha mi sie wtracanie w ich zycie, nie w glowie mi tez oczekiwanie, ze beda do mnie ciagle przyjezdzac, wypelniac moj czas swoja obecnoscia. Wrecz przeciwnie, to, ze starsza corka nie odwiedza mnie zbyt czesto, odczytuje jako dobry znak ( zaaklimatyzowala sie w nowym miejscu i dobrze sobie radzi, poswieca czas nauce, ma grono przyjaciol ). Od czasu do czasu nadrabiamy zaleglosci w relacji mama-corka gadajac do rana, ale bez jej towarzystwa ja nie usycham z tesknoty, nie brakuje mi jej uwagi, ani zainteresowania, tak jak to ma miejsce w przypadku tesciowej zalozycielki watku. Ciesze sie, ze moje dziecko ma swoje zycie, bo to znak, ze wychowanie przynioslo dobre efekty i piskle nauczylo sie latac ;-)
                              Mysle, jestem o tym gleboko przekonana, ze jedyna wlasciwa droga jest ulozenie stosunkow z doroslymi dziecmi poprzez przyjazn. Bo w przyjazni nie ma miejsca na roszczeniowosc, nikt nikogo nie okrada z czasu, nie wymusza, nie stawia w niezrecznej sytuacji.

                              > A jak dziecka nie ma - to nie ma tej pokusy :)

                              :-) Nie chcialabym, jak juz bede stara uwiesic sie na swoich dzieciach. I aby sie tak nie stalo, pracuje caly czas organizujac sobie inne sprawy, nie zwiazane z dziecmi-prace zawodowa, wlasne hobby, wlasne grono przyjaciol. I teraz to ja sie wlasnie rozkrecam ;-))) Mam zamiar zrealizowac swoje marzenia, bo wczesniej, wlasnie ze wzgledu na dzieci, nie bylo to mozliwe. I mam nadzieje, ze starczy mi energii do poznej starosci ;-)
                • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 11:16
                  Andalus, ja NAPRAWDĘ staram się angażować mamę w drobiazgi, dzięki którym może czuć się potrzebna, dziękować, mówić, że się dobrze postarała, wywiązała itp itd. Tylko jak zapalenie gazu urasta dla mamy do rangi zdobycia mt Everestu, albo boi się dotknąć niemowlaka (nie mówię, że ma go nosić, wystarczy, że położy mu rękę na brzuchu, pogłaszcze, a nie stoi metr od niego i próbuje go uciszać. wielokrotnie w miłej atmosferze z chęcią do współpracy pokazywałam jej co robić. starcza na 1 raz, potem to samo = niczego nie umiem / boję się) to po kilku razach, w stresie - ręce opadają i chęć miłej współpracy się kończy.
                  Dzisiaj już mama też zdążyła dać popis, aż musiałam mężowi powiedzieć, żeby był łaskaw się ustosunkować. Nie obchodzi jej kompletnie, że mąż się szykuje do pracy, wali do drzwi od 7 i koniecznie musi zrobić u nas siku, wyganiając męża z łazienki. Bo nie może u dziadków, u których spała, skąd właśnie przyszła.

                  Kobieta granic zawracania gitary NIE ZNA i każde uświadamianie jej takowych kończy się szczerym zdziwieniem i teatralnym milczeniem przez pół dnia. Moja dobra wola ma naprawdę granice.
                  • annb Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 11:18
                    ja wiem że opuszczanie własnego domu to jest coś, co doradzam w ostateczności ale
                    może
                    rozważ
                    przeprowadzkę z dziecmi do dziadków

                    Bo się wykończysz kobieto
                    • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 11:24
                      też o tym myślałam ;) jeżeli mąż będzie odwoził mamę na weekend do domu - pogadam nad modyfikacją planu
                      • miedzymorze Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 11:46
                        Dlaczego dopiero w weekend ?
                        Badania zrobione, to odwozi dzisiaj po pracy, ew teściowa wsiada w pekaes i sio.

                        pozdr,
                        mi
                        • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 11:57
                          nope.
                          Raz mąż wysłał mamę z moim tatą. I mama zgubiła jeden termin badania, bo czegoś nie dosłyszała, nic nie zanotowała, tylko sobie pogadała z lekarką i poszła. Nieporadność realna, czy nie, przy państwowej służbie zdrowia, w trakcie leczenia onkologicznego - to nie przelewki (i zgubiła się w szpitalu, ale tam to akurat nie trudno). Szczęściem mąż podzwonił i umówił na badanie na piątek. Czyli dzisiaj mam mamę cały dzień na głowie, wieczorem do lekarza z małym, a jutro badania mamy, w weekend imprezy rodzinne (urodziny starszej i wszystkie zaległe okazje, bo rodzina była w rozjazdach), a w przyszłym tygodniu wszystko od początku - badania mamy. Juhuuu.
                          Więc nie wiem, czy mama nie zostanie nawet na weekend. Bo zgubiła termin jednego badania. Bo syn nie dopilnował. Dramat.
                          • annb Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 13:28
                            Gdyby nie zgubiła terminu, nie musiałaby zostawac na weekend.
                            sprytnie
        • annb Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 11:15
          Jako ojciec ma obowiązek zając się dziećmi. A jako mąz świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczył, że wstąpił w związek małżeński z Tobą, i przyrzekł, że uczyni wszystko, aby jego małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.


    • nola125 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 09:32
      Ja autorkę postu rozumiem. Bardzo trudno jest wykrzesać z siebie energie na cokolwiek jak ma się małe dzieci uwieszone cycka, nieprzespane noce i zero czasu dla siebie. A tu jeszcze obca osoba, która trzeba się zająć i wykrzesać energie na jej aktywizację. Wiadomo, trzeba życzliwości i dobrej woli i tak dalej. Z drugie strony bardzo ważne jest żeby na starość nie wisieć na dzieciach, mieć własne życie i starać się nie być ciężarem. Takie sytuacje się zdarzają i w zasadzie nie ma tu dobrego rozwiązania.
      • mozambique Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 10:21
        a czy naparwde tesciowej nie mozna by zaangazować do czegos konkrentnego ?
        np takiej opieki nad starszym dzieckiem - moglaby normalnie karmic, przebierac, chodzic na 2-godzinne spacery , na pplac zabaw , rysowac, opowiadac bajeczki itp

        zapewne to mąż musialby przeforsowac ale w takim ukladzie tesciowa mogalby byc pomocna a nie tylko uciążliwa
        • miedzymorze Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 10:34
          Normaly gość w takiej sytuacji by to sam zaproponował (pomijając że bez gadania poszedłby spać do dziadków), ale teściowa uprawia pokazowe cierpiętnictwo, więc przecież nie pójdzie na spacer z dwulatką bo na takim spacerze nikt jej pokazówki nie zauważy.
          Nie da się zaangażować kogoś, kto się uparł być umęczonym i nieszczęśliwym, chociazby autorka stanęła na rzęsach i zaklaskała uszami.
          pozdr,
          mi
          • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 10:44
            ...poza tym, nie wiem, czy chciałabym, żeby osoba, która jest na bakier z higieną, karmiła jakiekolwiek dziecko...:/

            Na spacer - jak najbardziej. O ile dziecko miałoby na to ochotę.
            • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 11:26
              yyy no właśnie z babcią niestety nie ma, a i babcia nie chce
          • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 11:25
            USZAMI JA CHCĘ BAAARDZOOOOO!!! :D
            dzięki Mi, U made my day :)
            • miedzymorze Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 14:53
              Do usług. :)
              Zazwyczaj jestem na wywalaniem intruzów z terytorium, ale może to jest jakiś pomysł, żeby powiedzieć męzowi, że albo ma w mieszkaniu mamusię, albo żonę i dzieci i się zawinąć do dziadków zwłaszcza że to blisko.
              Numer z dobijaniem się na siku - dno totalne, po takiej akcji zrobilabym sajgon.

              nowe badania dopiero w poniedziałek ? spokojnie na weekend może wrócić do domu.

              pozdr,
              mi
        • triss_merigold6 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 10:38
          Osoba tak skupiona na sobie, swoich dolegliwościach, rzekomym cierpieniu itd. nie będzie pomocna, bo nie chce. Teściowa ma w dupie bycie pomocną, chce uwagi i czasu dla siebie. Gdyby miała cień wrażliwości, empatii, serdeczności wobec synowej, to nie wbijałaby jej się do chaty, zmuszając do kombinacji alpejskich z noclegami i miejscem.
        • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 11:22
          Mozambique, ile ja bym dała, żeby tak było, żeby to byłio takie proste!

          Starsza po prostu nie chce się z nią bawić, bo mama jest totalnie statyczna. Jak rozumiem rozgoryczenie mamy, że wnuczka nie chce z nią, ciągle woła DO MAAAAMYYYY! (konkurencja w postaci noworodka skutecznie wyzwala mechanizmy jęczące i uwieszenie się na mojej nodze przez 60% dnia) tak rozumiem też moje dziecko, które nie samym siedzeniem na kanapie i czytaniem książeczek żyje, tylko ruchem i bieganiem. I mamą, a nie babcią. 15 min dziennie dla ich obu razem to niestety max, co mogę teraz ugrać bez ryku małej.
          • mozambique Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 13:26
            no to kanał

            bo z początku myslałam ze upierdliwosc tesciowej wynika wlasnie z checi bycia pomocną, chcianą , wyczekiwaną , kochaną itp
            i zwykle to wlasnie wnuki tak na te babcie czekają i sie cieszą
            bo babcia ma czas na pojscie na hustawki, na babranie sie w piasku albo na czesanie lalek 2 gpdziny , i zawsze jakies lizaki po kieszeniach :) i lubi piec ciasteczka w ksztalcie gwiazdek itp

            ale tak to klops
            • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 13:45
              klops i to bez cebulki, koperku i całego tego dobroczynnego stafu w środku. taki najmarniejszy, sklepowy, z okrawków dla psów (nie obrażając psów)
              kolejna scena miała miejsce, zaraz wyproszę babunię do dziadków, bo nie będzie dobrze. pikantne szczegóły zostawię dla męża :P
              • z_pokladu_idy Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 14:26
                Mam wrażenie, że się nieco zapętliłaś w czekaniu na 'co to za numer ta moja teściowa znowu mi wykręci', a tu trzeba stanowczości. Panazalewskiego spod pantofla mamusinego wyciągnąć i granice ustalić, choćby matula miała się amen obrazić. Na dłuższą metę wyjdzie jej to na zdrowie. Tyle że tu jest pole do popisu szanownego pana męża, a nie Twoje.
                Mówię też z własnego doświadczenia, bo mam i nieporadną teściową, i zaborczą mamę, i babcię, której złe życie się po prostu samo przydarzyło, a bez ciągłej uwagi dzieci i wnucząt miota depresją na prawo i lewo. Tyle że u mnie te trzy kobieciny jakoś osobno da się okiełznać.
                Po przeczytaniu tego wątku doszłam do wniosku, że zrobimy sobie z mężem drugiego dziedzica, coby pierwszy mógł się z kimś opieką nad staruszkami podzielić tudzież koszty domu opieki po połowie rozłożyć.
                • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 14:33
                  z_pokladu_idy napisał(a):

                  > Po przeczytaniu tego wątku doszłam do wniosku, że zrobimy sobie z mężem drugiego
                  > dziedzica, coby pierwszy mógł się z kimś opieką nad staruszkami podzielić tudzież koszty domu
                  > opieki po połowie rozłożyć.

                  O CHWAŁA CI PRZEMĄDRA KOBIETO... !
                  I wielkie dzięki w imieniu Twojego potomka składam, jako jedynaczka dawno rozwiedzionej i samotnej matki...
                • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 14:37
                  :) coś w tym jest ;)
    • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 04.07.14, 21:16
      Melduję i trochę jeszcze pomarudzę.
      Mama usłyszawszy tylko o wyjeździe zaczęła festiwal wzbudzania poczucia winy (i to przy mojej babci niestety, która akurat wpadła). I to tym razem na OSTRO. "Nie wyrzucajcie mnie jak burą sukę". WTF ja się pytam? Piątek, mąż po całym tygodniu jeżdżenia z mamą i ćwiczenia bi- i trilokacji (praca/szpital/dzieci), a tej jeszcze mało. I przecież "ona tu tylko trochę posiedzi". I bo to w końcu jej syn. Nie ważne, że potrzebuję go jako męża i ojca moich dzieci. Kobiecie mało. Nie zna ŻADNYCH granic przyzwoitości goszczenia się. Festiwal trwa.
      No to nie posiedzi. Zaraz jedzie do domu. Przyjedzie we środę, do wynajętego pokoju, mam nadzieję (szukam) i się skończy całodzienne przesiadywanie na kanapie. Już mąż też jest na skraju (to akurat dobrze, bo do niego dotarło, w czym rzecz i jest szansa na normalność).

      I pytania ogólne do Pań, które tutaj pisałyście w moim wątku:

      Jak to jest, że "obcego" natrętnego gościa jesteśmy w stanie wyprosić, miło lub mniej miło, ale jednak stanowczo, bo to nasz dom, bo już nie wypada przesiadywać, bo już jesteśmy zmęczeni i generalnie wszystko to fajnie, bo bronimy swoich zasad, terytorium, prawa do odpoczynku,
      a jak chodzi o naszą rodzinę, to takie opory przed wyproszeniem się pojawiają, ewentualnie komentarze postronnych "no co Ty! przecież to mamusia! jak można ... ?" etc?

      Gdybyśmy po paru akcjach natrętnego zasiedzenia "obcego" najzwyczajniej w świecie już byśmy go nie zapraszali, spotykali się na mieście lub mocno ograniczyli znajomość. A rodzina? W czym jest lepsza lub gorsza? Bo "krew z krwi" to nie wypada wypraszać / nie zapraszać / nie spotykać / odesłać do domu seniora?

      Nie rozumiem właśnie tego. Jeżeli macie ochotę i energię - napiszcie po swojemu jak to widzicie. W sensie rozważania ogólnego, bo konkretnie o mojej teściowej to już prawie dwie setki tego wyszło ;)
      • zuzi.1 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 04.07.14, 21:27
        Stawiaj granice, bo sie wykonczysz. Twoja tesciowa sie nie zmieni, wiec zapewnijcie jej niezbedna pomoc lekarska ale chroncie swoje malzenstwo i swoja prywatnosc.
      • wies-baden Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 05.07.14, 11:58
        Domyślam się, gdzie leży problem; otóż teściowa nigdy w życiu nie doświadczyła potrzeby intymności i ona nie rozumie takiej potrzeby, nie ma żadnej empatii, dlatego uwieszona na synu tak naprawdę nie wie o co chodzi, albo udaje że nie wie. Trzeba ja "oświecić" tekstem wprost;
        >wybacz kochana, to nie przeciwko tobie, ale dla naszej rodziny - potrzebujemy pobyć razem, bo nam się małżeństwo sypie, chętnie pomożemy, ale nie możemy mieszkać razem<.
      • annb Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 05.07.14, 12:11
        Odpowiedz brzmi -bo to MATKA

        i moje przemyslenie-czy jesteście w stanie przyjąć do wiadomości że Twoja teściowa nie jest zainteresowana wyzdrowieniem/skutecznym leczeniem?
        Popatrz-z nią kiedys jezdzil Twoj ojciec ale byla z tego niezadowolona, "zapomniala" o terminie badan.
        Dla niej bycie chorą jest nagradzane uwagą syna, który koncentruje się na niej, a nie na swoich dzieciach i żonie.

        Dlaczego mialaby to zmienic?
        I pytanie do Ciebie/Was=>czy znajdziecie w sobie tyle siły aby w opiekę nad matką i wożenie po lekarzach zaangażowac inne osoby/opłacic taksówkę i być silnymi i nie złamać się BO TO MATKA?
        Przyjmując do wiadomości że "zapominanie" o terminach będzie się powtarzac?
        Czy będziecie na tyle konsekwentni że przestaniecie ratowac, pozwalając na ponoszenie konsekwencji-trudno mamo-zapomniała.sUmow się jeszcze raz a jak będziesz znała termin to daj nam znać akurat moj ojciec/dziadek.ciocia wybierają się tam i tam/oplacimy ci taksówkę i pojedziesz do lekarza?

        I teraz od siebie.Woziłam ojca po lekarzach, jak było to logistycznie trudne, i ojciec miał kumulację wizyt jednego dnia. .Ale wielokrotnie o tym że ojciec u lekarza byl, dowiadywałam się po fakcie, albo tuż przed jak dostawałam telefon-słuchaj jest remont, autobus jedzie taką a taką trasą, z jakiego tramwaju mam skorzystać?
      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 05.07.14, 13:39
        Jaśnie mama jednak została. Tyle przekleństw i goryczy ciśnie mi się na usta, że autocenzura musi zadziałać, bo internety zsinieją :P

        Mąż 4 godziny wczoraj odreagowywał kłótnię z mamusią, ale nie odwiózł do domku. Nie zaniósł jej nawet jej torby z rzeczami i mnie o to prosił. Bo się bał zapukać do dziadków i mamusię zobaczyć po kłótni. Noszszsz...

        Ja teraz nie jadę na imprezę rodzinną, na którą moi dziadkowie uprzejmie zawieźli Jaśnie Mamę. Chryja gwarantowana oraz dosrywanie mi (przez dziadków), że taka nieczuła jestem. Dziękuję, postoję, wolę iść na spacer z młodym w chuście.

        W następny wtorek i środę ulatniam się z dzieciakami do rodziców, coby Jaśnie Mama miała w końcu Syncia dla siebie a Syncio nie miał wyrzutów sumienia, że Jaśnie Mamusia się obrazi i taka biedna będzie. Może jednak żona mu niepotrzebna?

        Serio. Jak chłop na terapię nie pójdzie, to marnie widzę kontynuację małżeństwa niestety.

        A teksty wczoraj o potrzebie bycia razem z mężem - padły, a i owszem. Odpowiedź "ale to też jest cały czas mój SYN!" itp itd. no nie kuma kobieta.
        Być może faktycznie- nigdy nie miała potrzeby intymności i nie kuma tego u innych, nie wpadłam na to. Ale jak ktoś WPROST komunikuje, że potrzebuje, a ona w zaparte, to już jest skrajny egoizm, głupota, i hgw co jeszcze.

        Temat kurcze blade rozwojowy niestety :(
        • pade Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 05.07.14, 13:58
          Oj, chłop ...eee, nie powiem.
          Mamusia zostaje w Waszym mieszkaniu czy u dziadków?
          • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 05.07.14, 14:55
            U dziadków dzięki Bogu. dzisiaj jeszcze jej nie widziałam. Ale ju noł - to wiiiisiiii jak taka czarna chmura.
            Nakręcam się, nie przeczę. Przez stres ciągle wrzeszczę na starszą, ona non stop histerie urządza. Bo już wyszliśmy z histerii na cześć pojawienia się rodzeństwa, to dla odmiany hiterie bo mama ma wkurw na wszystko przez babunię. Ku... mać. I na własną imprezę się raczył spóźnić 1,5 godziny pi...ec jebany (klasyk) i zwala winę na mnie i resztę świata. Po prostu przesyt atrakcji. Chyba zostawię mu dzieci wyjadę do jakiegoś SPA na tydzień wyłączywszy telefon
            • annb Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 05.07.14, 16:22
              co dziecko winne
            • mozambique Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 05.07.14, 17:00
              ej - wez cos jakąs melisę albo nervosol albo cos

              serio mówię
              bo jesli twój poziom wkur..ienia jest taki jak w tym poscie to naparwde szkoda dzieci
              masz dwoje malych do calkowitej opieki w tym noworodka ( pewnie karmisz piersią a takei newry wplywają na jakosc pokarmu)
              masz pewnie jeszce pociązowe wariacje hormonalne
              masz niechcianego goscia w domu i kryzys malzenski ci sie szykuje

              zapytaj lekarza co mozesz brac i wez to jak najszybciej bo to sie moeze naparwde skonczyc niefajnie dla wszystkich ( patrz watek o tym czy dzieci niszczą związek)
              nie niszczą ale tym masz chyba za duzo na glowie i na wątrobi e

              moze ci cos puscic
            • pade Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 05.07.14, 17:21
              Hmm, ja bym zapowiedziała mężowi, że wyprowadzam się do rodziców a on ma się w tym czasie zastanowić nad sobą i naszym małżeństwem. I zrobiłabym tak na Twoim miejscu. Nie wyobrażam sobie siedzenia w jednym pokoju z osobą, która jęczy i marudzi bo tak. Nie wytrzymałabym godziny, nie mówiąc o dniach. Moje samopoczucie jest tak samo cenne jak samopoczucie innych osób, ale dla mnie najcenniejsze. Nie znoszę cierpiętnictwa i poświęcania się w imię jakichś chorych reguł.
              W takim małym mieszkaniu można znieść wizytę upierdliwego gościa minimum godzinę raz w miesiącu. Zresztą, jaką Ty autorko masz potrzebę przebywania z Mamusią? Żadną chyba. Mamusia też nie chce przebywać z Tobą, ale musi, czekając aż synuś wróci. Wnuki ją nie interesują. No to trzeba zwinąć majdan i wynieść się w przyjaźniejsze miejsce.
              Najzdrowiej byłoby ją olać. Bo tak naprawdę ona ma teraz nad Wami władzę. Nieskończoną nad synem i nad Tobą. Tak, denerwujesz się z jej powodu, więc ma nad Tobą władzę.
              Kiedy przyjdzie do Was, wychodź z dziećmi. Jeśli chcesz położyć dzieci spać, albo samą siebie, mówisz prosto z mostu: niech mama idzie do dziadków bo my się tu musimy położyć. Zero dyplomacji, konkretnie. Jak będzie lamentować, trudno, jej lamenty, jej problem. Kobieta nie zna granic, to trzeba je jej wyznaczyć.
              A mąż niech oleje pracę na "ojcowiźnie" z bożej łaski. W zamian za to, niech się z nią umawia w tym czasie na godzinę na herbatkę i pogaduszki.
              Nie da się mieć wszystkiego. Wy chcecie mieć nowe mieszkanie, dzieci, dobre małżeństwo, dobre relacje z matką, ojcowiznę i bóg wie co jeszcze. Za dużo srok za ogon.
              Skoro Mamusia nie rozumie, że Wy macie potrzeby to trzeba jej wyznaczyć granice i przestać się krepować tym; bo to przecież matka. Ta matka, jak widać, ma głęboko w d.. zdrowie własnego syna i jego małżeństwo. Niszczenie sobie przez nią zdrowia i małżeństwa jest głupotą.
              • imsad 10/10 nt 05.07.14, 20:30
        • pogodoodporna Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 05.07.14, 16:29
          panizalewska napisała:

          > Dziękuję, postoję, wolę iść na spacer z młodym w chuście.

          Bardzo dobrze, brawo :-) Mysle, ze powinnas zaufac instynktowi i zaczac robic to czego naprawde teraz pragniesz i potrzebujesz, a wiec zajac sie w spokoju opieka nad dziecmi. A zeby ten spokoj uzyskac, niestety nie ma chwilowo innej drogi jak odizolowanie sie od zrodla problemu ( czyli tesciowej ). Jak bardzo to jest wazne pewnie intuicyjnie czujesz sama, a i dzieci jak najczulszy barometr same Ci to pokazuja. Ewakuuj sie zanim stracisz resztki cierpliwosci i wybuchniesz, dobrze Ci radze. Wiem, ze nie chcesz wyjezdzac z domu, to w koncu Twoj dom i to nie Ty powinnas czuc sie w nim intruzem, rozumiem Cie. Jednak spokoj jest teraz wazniejszy i dla Ciebie, i dla dzieci.
          • zuzi.1 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 05.07.14, 17:05
            Autorko Twoj maz jest w dalszym ciagu uwiklany w relacje emocj. z matka narcyzka, nie potrafi jej stawiac granic, jest jej ulegly, podporzadkowuje sie jej szantazom i teatrzykowi, ktory mama urzadza. Lata tresury takimi zachowaniami zrobily swoje, syn nie potrafi byc wobec niej stanowczy, bo obawia sie matki szantazy emocj., z czego ta zaburzona kobieta korzysta w pelni.
        • enith Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 05.07.14, 20:51
          No, i jednak wyszło w praniu, z czym, a raczej z kim FAKTYCZNIE masz problem. Nie z teściową, a z mężem, który najwyraźniej nadal jest w ciemnym lesie, jeśli chodzi o uwolnienie się od niezdrowego wpływu matki i stawianie jej granic. To o wiele gorsza sytuacja, przynajmniej z punktu widzenia żony, bo o ilę teściową można po prostu wystawić za drzwi i więcej nie wpuszczać, z osobistym mężem taka akcja zakończy się pewnie rozwodem. Czego ci NIE życzę.
          Wyjazd z domu to dobry pomysł. Chroń siebie, chroń dzieci, mężowi nakaż zastanowić się, z którą z was u boku chce się zestarzeć. A z teściową przestań się cackać. Czas na wasz sen? Sio do dziadków. Koniec badań/zabiegów? Sio do domu. Przestań przepraszać za to, że żyjesz we własnym domu. Teściowa nie liczy się z tobą, przestań liczyć się z teściową. To jedyne wyjście.
        • differentview Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 06.07.14, 08:53
          panizalewska napisała:

          > ulatniam się z dzieciakami do rodziców, coby Jaśnie
          > Mama miała w końcu Syncia dla siebie a Syncio nie miał wyrzutów sumienia, że Ja
          > śnie Mamusia się obrazi i taka biedna będzie. Może jednak żona mu niepotrzebna?

          > Serio. Jak chłop na terapię nie pójdzie, to marnie widzę kontynuację małżeństwa
          > niestety.

          czyli jednak, tak jak juz wczesniej pisalam, nie jest to ukryty watek o tesciowej tylko ukryty watek o beznadziejnym facecie, ktory choc dorosly dalej tkwi w chorej relacji z mamusia i przedklada ta relacje ponad malzenstwo; jednak zauwaz, ze Ty rowniez zachowujesz sie w tej sytuacji zupelnie patologicznie, nie komunikujesz wprost tylko strzelasz fochy, ewakuujesz sie z wlasnego domu, nie potrafisz stawiac granic ani tesciowej ani mezowi; wiec moze jednak nie jest przypadkiem, ze masz wlasnie takiego a nie innego meza? moze wasze chore sposoby komunikacji was do siebie zblizyly?
          • smocza_mama Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 06.07.14, 09:10
            Widocznie łatwiej pojechać z dziećmi do molestującego w dzieciństwie taty i godzącej się na to matki niż powiedzieć teściowej, że dziś niestety, ale nie możesz się z nią spotkać, bo np. odpoczywasz. Oj, dziewczyno:( Problem nie z teściową, problem nie z mężem, ale z tobą i niecenieniem siebie:(
          • pade re 06.07.14, 11:00
            Nie tylko komunikacja ale w ogóle, deficyty. Tak się ludzie dobierają, po brakach.
            Autorka chyba doskonale wie, że ma problem ze stawianiem granic i problem z mężem. Pisze o tym. Po co jej to znowu uświadamiać w taki ostry sposób? A wpisu smoczej mamy to już kompletnie nie rozumiem. Czemu ma służyć wyciąganie przeszłości autorki? Żeby ją dobić?

            Autorka ma noworodka, jest w połogu, jeśli macie dzieci przypomnijcie sobie jak to jest. Co ma zrobić? Gdzie się udać? Może nie ma siły na walkę we własnym domu? Z tego co zrozumiałam, to jest sama ze swoimi poglądami. Przeciwko niej jest mąż, mamusia i dziadkowie. Trudno nie zwątpić. Ba, trzeba mieć dużo siły, żeby stawić opór całej rodzince.
            Trudno też powiedzieć mężowi: Twoja matka nie ma wstępu do naszego domu, bo to jest również męża mieszkanie.
            Autorka nie ma łatwej sytuacji.
            Niestety, trójkąty z mamusiami źle się kończą, dlatego bez względu na reakcję męża trzeba mamusię odsunąć na bezpieczną odległość. Dla zdrowia wszystkich.
            A Ciebie autorko czeka sporo pracy nad sobą. Bo Ty niby jesteś taka "do przodu", ale to maska jest. Czas się wzmocnić od wewnątrz. Wtedy maski nie będą potrzebne.
            • smocza_mama Re: re 06.07.14, 11:48
              "Czemu ma służyć wyciąganie przeszłości autorki? Żeby ją dobić?"
              Dom przestępcy seksualnego i tolerującego to przestępstwo żony jest ostatnim miejscem, gdzie Panizalewska powinna zabierać malutką córeczkę, nad którą opiekę prawdopodobnie przejmą dziadkowie przy jej opiece nad noworodkiem. Czy wiesz jak zmiania sie podejście sprawców przestępstw seksualnych wobec dzieci w czasie? Jęcząca depresyjna babcia to niebo przy takim dziadku. Niech historia się nie powtórzy.
              • pade Re: re 06.07.14, 11:58
                No tak, przy założeniu, że autorka jest ślepa, głucha i ma problemy z pamięcią, to faktycznie, jest to niebezpieczne.
                Co Twoim zdaniem autorka mogłaby zrobić, żeby ochłonąć, przemyśleć co nieco i jednocześnie pokazać mężowi, że to nie przelewki?
                • panizalewska Re: re 06.07.14, 11:59
                  Se wynająć :P
                • differentview Re: re 06.07.14, 18:54
                  > Co Twoim zdaniem autorka mogłaby zrobić, żeby ochłonąć, przemyśleć co nieco i j
                  > ednocześnie pokazać mężowi, że to nie przelewki?

                  Tu za bardzo nie ma po czym ochlaniac ani co przemysliwac; autorka powinna po prostu porozmawiac z mezem na spokojnie; sytuacja jest taka, ze mamy male mieszkanie, dwojke malych dzieci, Twoja matka jest meczaca a ja nie jestem teraz w formie by to znosic i jej obecnosc bardzo mnie irytuje, prosze Cie zebys wyjasnil z matka ta kwestie i kategorycznie nie chce zeby tu pomieszkiwala; z gory Ci dziekuje i chcialaby juz wiecej nie wracac do tej kwestii- TYLE.
                  tu nie ma co roztrzasac w nieskonczonosc ani myslec o uciekaniu z wlasnego domu- to dopiero chore zachowanie; a tak pomijajac wszystko co napisalam znow mam wrazenie, ze autorka trolluje...
                  • pade Re: re 06.07.14, 19:54
                    Tiaa, autorka w połogu, przy hormonach walących na łeb, że się tak kolokwialnie wyrażę, niewyspana, z aktywną dwulatką i jęczącą mamusią, na bank jest oazą spokoju:)
                    Takie rozmowy można przeprowadzać jak opadną emocje, właściwie trzeba. Ale obawiam się, że póki mamusia jest na miejscu, autorka nie przestanie się nakręcać, więc emocje będą buzować. Stąd moja propozycja oddalenia się w celu wyciszenia:)
                    • differentview Re: re 06.07.14, 20:24
                      pade napisała:

                      > Takie rozmowy można przeprowadzać jak opadną emocje, właściwie trzeba. Ale obaw
                      > iam się, że póki mamusia jest na miejscu, autorka nie przestanie się nakręcać,
                      > więc emocje będą buzować. Stąd moja propozycja oddalenia się w celu wyciszenia:
                      > )

                      w pologu, z dwojka dzieci w tym nowordokiem przy piersi ma sie oddalic w niewiadomym kierunku w celu wyciszenia sie? hehehe; ten watek to trolling ale nawet przymykajac na to oko to rada jest bezbledna;)
                      • pade Re: re 06.07.14, 20:46
                        W sumie masz rację,niech odstawi noworodka od piersi i pojedzie do spa:P
                        Mowa była o rodzicach autorki, chyba nie doczytałaś:)
                      • panizalewska Re: re 06.07.14, 23:02
                        Ale że trolling, w sensie, że kłamię, wprost rzecz ujmując?
                        Bo co?
                        Bo przedstawiam teściową jako potworną AŻ TAK osobę?
                        Albo bo wątek długi i wiele goryczy w podobnych zdaniach pojawia się wciąż i wciąż?
                        Że moich jazd za dużo i ciągle te same?
                        Ale zdjęcie teściowej chcesz na priva, żeby było wiarygodnie, czy nie rozumiem?
                        Ale weź w ogóle o co chodzi?
                        Zmęczona jestem i wkurw wielodniowy mnie wykańcza. Dzięki Bogu mija.
                        • ola_dom Re: re 07.07.14, 10:55
                          panizalewska napisała:

                          > Ale weź w ogóle o co chodzi?

                          Na moje oko - to chyba "nick zobowiązuje"
                          trzeba się czepiać i tyle...;)
                          • panizalewska Re: re 07.07.14, 11:00
                            ;)
              • panizalewska Re: re 06.07.14, 11:59
                Słuchaj Piękna, czego bym teraz nie zrobiła - i tak bdzie źle. Bo taka sytuacja, że nie można mieć ciastka i jeść ciastka. Cierpimy w różnych konfiguracjach w zależności od rozwiązania. So cut this bullshit
                • smocza_mama Re: re 06.07.14, 12:21
                  Bullshit, well... Przy twoim poziomie zaprzeczeń ciężko cos radzić. Jedź gdziekolwiek indziej, jeśli nie umiesz wyprosić namolnej teściowej. Pedofile i osoby molestujące nie przechodzą w stan "spoczynku" jak dziadkowie-złodzieje, którzy już się nakradli, albo piraci drogowi. Nie chodzi już o twój stosunek do rodziców, to ma tu mało do rzeczy, ale podejrzewam, że ciągnie cię tam coś innego niż miłość i tęsknota.
                  Kiedyś powiedziałaś ojcu, że bardzo źle robił i powinien siedzieć w więzieniu? Jak to zrobisz, to łatwiej będzie wypraszać teściową.
                  • pade Re: re 06.07.14, 12:32
                    ok, ale czy Ty oczekujesz, że ona ma to zrobić teraz?? Z noworodkiem przy cycku?
                    Czasami wyparcie jest potrzebne. Nie na darmo ten mechanizm nazywa się obronny.
                    Moim zdaniem to nie czas i miejsce. Teraz powinien postawić się mąż, bo żona jest w gorszej kondycji. I on powinien ją chronić. Później (ale nie za późno), jak się autorka ogarnie i wzmocni niech działa sama. Na wszystko przychodzi pora.
                    • panizalewska Re: re 06.07.14, 23:14
                      Pade, rilax.

                      Już przerabiałam napisanie ojcu, tak tak, na piśmie i czarno na białym to i owo. Pozwolę sobie jednak tu nie cytować. Na terapii był. I zdaje mi się, że dwuletnia dziewczynka to nie to samo co dorastająca panienka z cyckami. Enyłej małej przecież sam na sam nie zostawiam, bo nie jestem ślepa i głucha, jak moja mama, więc raczej czepiajcie się czego innego. Wyparcie to ja miałam w wieku lat nastu, szybko mi przeszło na rzecz nienawiści. A potem to olałam, ojca spuszczałam na szczaw. I dzięki Bogu szybko się wyprowadziłam.

                      W ogóle Smocza i Diffrentview mnie rozwalają diagnozą ;)
                  • panizalewska Re: re 06.07.14, 23:04
                    Dziewczyno, że przepraszam CO mnie tam ciągnie??? Oświecisz mnie? Wow, takiej diagnozy to ja jeszcze nie miałam, normalnie szczyt choroby umysłowej :D
            • panizalewska Re: re 06.07.14, 11:56
              Się zgadzam
              Maska, nie maska, ale sorry - w połogu na koktajlu hormonalnym to się różne rzeczy włączają. Nie mówię, że racjonalne. Ba! Dalekie od racjonalności! Powiedziałabym, że podnoszą zwyczajowe jazdy do potęgi n-tej. Problem w tym, że wszyscy łącznie z moją mamą oczekują teraz ode mnie zrozumienia i zaciśnięcia zębów, na co zwyczajnie mnie teraz nie stać. Może za 2-4 miesiące, ale nie TERAZ. I już. Mam prawo sobie nie życzyć i zachowywać się irracjonalnie.

              A Smocza Mamo - 20 lat dużo zmienia w relacjach. Gdyby nie zmieniło, byłby naprawdę duży problem i nie mówię tu o moim braku rodziców. Bo i nie zależy mi na nich za WSZELKĄ cenę. Pomyśl o tym.
              • pade Re: re 06.07.14, 12:04
                To zrozumienie to ma działać w obie strony!
                Nie słuchaj mamy, dziadków, bo oni z pokolenia "pokorne cielę dwie matki ssie".
                Co z tego, że ssie, jak go w środku dysonans trzepie?
                Należy Ci się cisza, spokój i możliwość dojścia do siebie po porodzie. Dzieciom należy się cisza, spokój i mama bez jazd.
                • panizalewska Re: re 06.07.14, 12:08
                  Też jestem tego zdania. Więc jak nie do rodziców, to będę robić sobie z dziećmi np 2-3 dniowe wakacje w jakimś ładnym miejscu :P Wszyscy zajmą się sobą, ja dzieci bez jęków teściowej ogarnę spokojnie, mąż ogarnie mamę, wszyscy hepi
          • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 06.07.14, 11:40
            Najs, uśmiałam się ;D

            Ale tak, znam tą zasadę, że wchodzimy w związki z osobami w gruncie rzeczy podobnymi do nas, a potem się wkurzamy na te cechy, których u siebie nie lubimy ;)
Pełna wersja