Dodaj do ulubionych

Żyć tylko życiem innych ludzi...

30.06.14, 11:16
Czyli zakamuflowany wątek o teściowej.
Jest mi ogromnie przykro, ale szlag mnie trafia. Może ktoś mi podpowie, jak mam się zachowywać?

Teściowa i relacje z nią - sprawa złożona, ma plusy i minusy. Mamy dni lepsze i gorsze.
Starsza kobieta lat 70, mąż zginął 10 lat temu, ma jedynego syna, czyli mojego męża, mamy dwójkę małych dzieci (2 lata + noworodek). Teściowa mieszka sama na wsi 120 km od nas. Przyjeżdżamy do niej, ona do nas też (mąż przywozi), mąż jeździ, pomaga, zwozi drewno z lasu, oporządza gospodarstwo, lekarze itp itd. Czyli jak na syna - ogarnia naprawdę dużo, pomaga, jak może. Mama nie docenia. Odkąd ja się pojawiłam w jego życiu - wieczna depresja, wiecznie "synciu ratuj, ja nic nie potrafię". Typ "leżę w łóżku i umieram" ale z łóżka wszystko słyszy, wszystko widzi, dopytuje się o każde westchnienie, jak ktoś coś mruknie do siebie, komentuje. Ale zasadniczo pół dnia leży w łóżku i śpi / narzeka. Do tego niestety jest na bakier z higieną. Śmierdzi porażająco. Myje się symbolicznie, nie zmienia ubrań. Leży w łóżku i gnije niestety. Nic do niej nie przemawia, żeby się ruszyła, na spacer, po chleb, przejść się pogadać z sąsiadami. Od leżenia w łóżku jeszcze żadna depresja nie minęła, a tym bardziej wieczny ból głowy.

Problem jest wtedy, kiedy leży i jęczy w naszym mieszkaniu. Mamy 1,5 pokoju, mieszkanko naprawdę malutkie. Ja jestem w domu, mąż w pracy. Kobieta siedzi mi dosłownie na głowie. Próbuję ogarnąć dwójkę dzieci, muszę ostro kombinować jak je porozkładać spać, czy oba dzieciaki w sypialni (budzą się nawzajem), czy starszą na kanapie w salonie (spada), młodego w łóżeczku w sypialni. Nie mogę odpocząć we własnym domu. Bo zaraz komentarze, muszę się spowiadać z każdego mruknięcia i stęknięcia, "cooo? nie słyszałaaaam!" a kiedy wychodzimy, ja się spieszę i denerwuję, to akurat mama wstaje, plącze się w przedpokoju i znowu "a czapkę mu weźmiesz, a kocyk? gdzie idziecie?" a ja się o nią potykam, bo próbuję szybko wyjść, bo młode już ryczą. Próbuję zrobić coś na kompie, jestem zajęta. A mama siedzi mi za plecami i non stop się patrzy przez ramię, ca 2 minuty rzuca jakieś pytanie / komentarz, zupełnie od czapy, wybija mnie z rytmu, nie pozwalając ani pracować, ani odpoczywać.

Zero intymności. Z mężem i tak śpimy oddzielnie, bo starsza jeszcze potrzebuje się przytulić, a młodego by stratowała w nocy. Ale najzwyczajniej w świecie krępuję się chodzić w piżamie, czy w samej bieliźnie, karmić piersią (tylko da radę dwójkę na raz na kanapie w salonie, na przeciwko łóżka, które okupuje teściowa). Jak jestem zmęczona i mega wkurzona - nie ma gdzie uciec / do innego pokoju, bo nie zamknę się z ruchliwą dwulatką i noworodkiem w małej sypialence, muszę uciekać na spacer. I znowu cała logistyka z wychodzeniem.

Do tego dochodzą takie typowe wsiowe jazdy: mama wygląd przez okno pół dnia, obserwuje moich dziadków, kto na kogo jak spojrzał i potem zdaje mi relację. Mnie to NIE INTERESUJE! Serio. Mam własne życie, moi dziadkowie własne, nie muszę wiedzieć o ich każdym ruchu małego palca prawej ręki, albo że mój sąsiad "tak na mnie spojrzał". Nawet nie wiem, że kogoś mijałam.

Pytania o duperele, typu co robię i dlaczego. Albo pytania w tonie "przepraszam że żyję, ale czy mogę zjeść kanapkę". Z jednej strony taka cicha "grzeczna" bierność, ale z drugiej strony czuję jej oddech na karku i mrugnąć nie mogę bez zdania relacji po co i dlaczego.

Jestem tym wszystkim nieziemsko zmęczona, przygnębiona. Jest mi też bardzo smutno, że odczuwam taki przemożny wkurw na teściową, bo współczuję jej samotności. Niestety ona przykleiła się do syna, do nas na amen i dusi nas, nie pozwala odpocząć od swojej obecności. Rozstania są najgorsze. Festiwal wpędzania w poczucie winy "zostawiacie mnie / wywalacie mnie" (w zależności od tego, kto od kogo wyjeżdża) "ja już zaraz do grobu, oddajcie mnie lepiej do domu starców, inni to się interesują swoimi i pomagają". Szlag mnie trafia. Czasami coś powiem, częściej już udaję, że nie słyszę i mówię "Mamo, do zobaczenia za kilka dni". A teściowa KONIECZNIE CHCE mieszkać u nas - nam na głowie, zamiast u moich dziadków (ta sama klatka, mieszkanie obok) gdzie ma własny osobny pokój i lokalowo jest dużo bardziej komfortowo - wszystkim, poza nią.

Nie wyrabiam.
W perspektywie będzie przyjeżdżać na leczenie do nas na kilka dni w miesiącu, w dalszej perspektywie być może czeka nas mieszkanie razem - już w większym domu, ale też nie ma tak, żeby był osobny pokój dla każdego. Z przerażeniem myślę, co będzie np za 10 lat, kiedy dzieci podrosną, będą chciały mieć osobne pokoje (dziewczyna i chłopak), a tu jeszcze teściowa. I znowu kombinacje, jak tu mieszkać razem?

Jak możecie - napiszcie czy można tą sytuację jakoś rozwiązać i załagodzić - doraźnie i długofalowo. Bo mi ręce opadają. Nie chcę krzywdzić i krzyczeć ani na teściową, ani wyżalać się mężowi, ale na Boga, ja tak żyć na kupie nie umiem.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 11:46
        Mama miała ambicje i ciśnienie na wyrwanie się z roli i małej wsi. Została fryzjerką, pojechała do Elbląga pracować. Traf chciał, że zakochała się w rolniku spod Ostrołęki, wzięli ślub, urodziło się dziecko. Mama nie chciała mieszkać z mężem, bo "za rolę nie wychodziła". Przez 2 lata mieszkała z synem u swoich rodziców, na małej wsi, tak czy siak. Miała wtedy 33 lata, zarabiała grosze, to był koniec lat '70. Nie była samodzielna, z mężem (i teściową ;) nie chciała mieszkać. Z marzeń i ambicji nici. Wszystkich obwiniała za swój ciężki los, że się jej nie udało itp itd. A zdaje się, że z własnej woli wychodziła za rolnika. Także generalnie nigdy nie czuła się odpowiedzialna za swoje życie, zawsze to "zły los" coś tam... Generalnie chyba jest osobą mocno nie spełnioną, niedowartościowaną. A teraz - nie potrafi się znaleźć w nowej rzeczywistości (już od 5 lat). Chyba wydawało jej się, że syn z nią całe życie zostanie, będzie mieszkał. A wyjechał na studia do Warszawy.

        Póki mnie nie było - jeszcze jakoś było, choć z przekazów męża też wiem, że była "inwigilacja", telefony do ukochanego synka codziennie o 8 rano (jak się szykował do pracy - norma). Kiedy mama miała "dobry czas" - tj bez depresji - bez przerwy domagała się uznania - od niego, potem ode mnie (chyba jako konkurentki - kobiety?), kazała mi wiele razy w środku nocy (przyjeżdżaliśmy w piątki póóóźnym wieczorem, totalnie padnięci) z latarką ganiać po podwórku i podziwiać, jak zasadziła kwiatek, jak wspaniale ogarnęła coś tam, jaki miała niewiarygodnie wspaniały pomysł na wykorzystanie do dekoracji czegoś tam. I nie ma, że jutro. Musiałam podziwiać i piać z zachwytu natentychmiast.

        Kurcze, ja jej nie odmawiałam i nie odmawiam uznania, że ogarnęła siedlisko i trzymała wszystko w porządku sama, 10 lat po śmierci męża. Naprawdę uznaję jej zasługi, dzielność i w ogóle. Ale sposób, w jaki się tego domagała, na każdym kroku je podkreślając, sprawiało, że naprawdę chciało się uciekać. A teraz ma żal, że taka samotna, że ludzie we wsi to tacy owacy itp.
        • adorra0 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 13:05
          Sytuacja jest bardzo trudna i wierzę, ze jest Ci ciężko, ale może, jak proponuje basiastel daloby się teściową wykorzystać w granicach rozsądku, tak, żebyś Ty miała z tego pomoc/korzyść, a ona poczuła się potrzebna i dowartościowana? Za każdy przejaw aktywności, który jest Ci na rękę chwal ile wlezie;-) Dalej, tak sobie pomyślałam, depresja jest chorobą, a choroby się leczy. Może mąż mógłby umówić matkę na wizytę do psychiatry, a w przypadku oporu do internisty, wszak ten też może zapisać lagodne środki poprawiające nastrój. Skoro teściowa chciała się wyrwać ze wsi, miała kiedyś aspiracje to moze warto je odświeżyć. Zorientuj się czy są w Waszej okolicy albo w jej miejscu zamieszkania jakieś warsztaty, kursy, uniwersytet trzeciego wieku itp. Może przy dużej dozie dyplomacji(i wazeliny;-) z Twojej i męża strony da się babcię przekonać zarówno do jakiejś aktywności, jak i tego, a może przede wszystkim tego, ze mając 70 lat też można fajnie/ciekawie żyć.
          • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 12:14
            Dzięki dzięki :)
            Ja właśnie głównie dzięki takim akcjom pamiętam, że nie wychowuję dzieci dla siebie, że będę teściową, że "zaraz" córka przedstawi mi Maćka, albo innego Patryka, który będzie miał tunele w uszach albo o zgrozo! będzie weganinem! ;) I pojadą w świat, może do innego kraju. Już szykuję sobie zajęcia na "emeryturę" , co by młodzieży gitary nie zawracać ;)
            Ale teraz - JAK ŻYĆ? :P
            • lena575 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 14:02
              Może lepiej byłoby gdyby teściowa sprzedała to co ma i w mieście kupilibyście wspólnie większe mieszkanie, tak z perspektywą, ze każdy ma swoje miejsce ?
              To twój mąż powinien mówić matce, ze w waszym mieszkaniu wszyscy się dusicie, że nikt nie ma odrobiny prywatności, że ty też jestes zmęczona.
            • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 15:02
              Chciałabym ;)
              sypialnia 9 m, salono-kuchnia 18 m + reszta to razem niecałe 36 m. No nijak nie wychodzi 100 m, to nie Narnia, że w szafie bonus ;)

              Teraz teściowa jest gościem w tych naszych "prawie 36 metrach" po kilka dni - święta, leczenie. A potem wraca na wieś, no w mordę DO SIEBIE po prostu. I te kilka dni na tak małej przestrzeni już podnoszą mi ciśnienie ostro.

              Remontujemy mieszkanie w kamienicy z kawałkiem ogrodu w Milanówku pod Warszawą. Niby razem 116 m z werandą, na parterze. 3 sypialnie po 11-12 m - dla nas jedna, dla dzieci po pokoju (no kurcze nie wyobrażam sobie jednak chłopaka i dziewczyny razem po skończonym np 5 roku życia, potem szkoła, własne biurko itp), kawałek kuchnio-salonu i weranda. Nie będziemy mieć żadnych "gabinetów" z mężem, ja nie będę miała pracowni (sztuka :P), nie będziemy mieć też żadnego pokoju gościnnego.. Czyli raczej zwykły komfort, niż luksusy. No i w którymś momencie teściowa albo będzie gościć u nas, albo może i mieszkać na miesiące zimowe przynajmniej? Tak czy siak, nie wyobrażam sobie tego :( Tzn jak dzieci będą małe - spoko, będą mieszkać w jednym pokoju, ale MIESIĄCE z teściową? Tego głównie sobie nie wyobrażam.

              Teraz proszę ją czasem o pomoc, staram się aktywizować i doceniać jej starania efekty pracy. Akurat dżem truskawkowy - jestem uczulona, dzieciaki też ;) Ale o coś czasem proszę, czasami ona się pyta, czy może pomóc. Chwile bywają dobre i miłe. Co niestety nie równoważy "stresu z przerybienia" u mnie i tych 80-90% czasu, kiedy jest wkurzającą wsiową starszą panią :P Często też jest tak, że biadoli, że "ja niczego już nie umiem" i nie chce niczego zrobić. Niestety wyjście z domu po bułki ją przerasta, bo nie chce jej się myć i ubierać, piekarnia pod blokiem. Niestety naczyń nieszczególnie dobrze potrafi zmyć, tylko płucze, ledwo zmywakiem przeleci, bez płynu i stawia taki zasyfiony tłusty talerz na suszarce, z czystymi. Ja najmocniej przepraszam, ale wymiotować mi się chce. Tu moje współczucie i chęć pomocy się kończą.

              Jak nie mieliśmy dzieci, nie byłam zmęczona z nimi fizycznie i psychicznie - jeździliśmy do niej (ciężki rzut depresji od naszych zaręczyn przez chyba 2,5 roku), pucowaliśmy dom, ja zmywałam te zaschnięte naczynia, gotowałam na zapas, mąż prał, odkurzał. Mobilizowaliśmy ją groźbą i prośbą, pomagało. Teraz zwyczajnie oboje nie mamy na to siły. Rozmawiałam też z nią dłuuuugo i bardzo grzecznie. Naprawdę się starałam wspiąć na wyżyny dyplomacji, empatii, asertywności. Pomogło na krótko.

              Chodzi raz na ruski rok do psychiatry, wypisuje leki i cześć. Ja też uważam, że potrzebna jej jest terapia zajęciowa, behawioralna. Mentalności się nie zmieni, ale jakby się wzięła za robotę, po prostu miała swoje życie, swoje zajęcia, żeby jakąś kurcze książką się zainteresowała, a nie myślała o swoich chorobach itp - byłoby git. Tylko że ona NIE CHCE. Teraz jest wszystko na "nie" i biadolenie jak to ja nic już nie umiem.

              Co do organizowania mamie zajęć. Generalnie spoko, tylko ja sama ledwo siebie i dzieciaki ogarniam. Ja po prostu padam. Może po przeprowadzce będzie trochę lepiej, ale kurcze, co ja piszę. Potem życie i remontowanie jednocześnie, zanim się zorganizujemy jako tako na nowym miejscu to grudzień albo i luty.

              Ja nie wiem. Ja się po prostu boję.
              • basiastel Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 15:18
                A jak ona by sprzedała dom na wsi i przeniosła się do Warszawy ( jakaś kawalerka )? Może by zrealizowała swoje marzenie bycia miastową? Nie wyobrażam sobie takiej śmierdzącej osoby w domu / wspólnej łazience. Choć sprowadzać do Warszawy też może strach, sama nie wiem.
                No i wkrótce zaczną się wiśnie, morele, brzoskwinie, śliwki.
                • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 15:31
                  A, to pominęłam, zapomniałam.
                  "tylko nie sprzedawajcie ojcowizny!"
                  tak w ogóle to gospodarstwo jest na męża, mama ma tam zapisany pokój na dożycie. Notarialnie - kaszana, żaden bank tego nie chce, a i sprzedać nie można.

                  Z Warszawy się wyprowadzamy za 3 m-ce. Można by pomyśleć gdzie by kobieta mogła mieszkać bliżej Milanówka. Tylko kurcze i tak mamy kredyt na 32 lata.
                  Nie to, że szukam wymówek, choć tak to pewnie wygląda ;)

                  Może faktycznie dom seniora - z innymi samotnymi babciami i dziadkami to nie jest taki zły pomysł? Moja samotna ciocia w takim była miesiąc, była zachwycona, a ciężko ją zadowolić. A tam się zaopiekowali, potrzymali za rączkę, porozmawiali, nakarmili etc i generalnie dopieścili.
                  • rurek00 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 16:29
                    Wg mnie jednak mąż powinien przekonać matkę, aby sprzedała tę ojcowiznę, i za te pieniądze kupiła malutka nawet kawalerkę w Milanówku. Może gdyby wiedziała, że będzie miała mieszkanko blisko was, to zgodzi się na sprzedaż.
                  • marsylvik Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 12:27
                    > Może faktycznie dom seniora - z innymi samotnymi babciami i dziadkami to nie je
                    > st taki zły pomysł? Moja samotna ciocia w takim była miesiąc, była zachwycona,
                    > a ciężko ją zadowolić. A tam się zaopiekowali, potrzymali za rączkę, porozmawia
                    > li, nakarmili etc i generalnie dopieścili.

                    Sprawdź też opcję "domu dziennego pobytu" dla seniorów, może jest coś takiego w pobliżu.
              • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 15:35
                żeby jakąś kurcze książką się zainteresowała, a nie myślała o swoich chorobach itp - byłoby git. Tylko że ona NIE CHCE. Teraz jest wszystko na "nie" i biadolenie jak to ja nic już nie umiem.
                Może teściowa ma źle dobrane okulary. Często starsi ludzie z tego powodu nie czytają książek czy gazet. Może dobre progresy sprawią, że trochę odżyje.
    • zolla78 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 14:31
      Standardowe pytanie, a co na to twój mąż? On ma świadomość jak tobie ciężko, nie widzi, że 4 osoby w tym dwoje małych dzieci w 1,5 pokoju to za dużo? Ma jakąś koncepcję jak w najbliższym lub dalszym czasie rozwiązać problem opieki nad matką?

      I sorry, ale czy on po prostu nie może powiedzieć mamie podczas tych wizyt, że ma przygotowany pokój tą klatkę obok i już?
      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 15:10
        To już dzisiaj ustaliliśmy, więc pod tym względem nie ma zmiłuj, mama idzie do dziadków.
        On od dłuższego czasu dzielnie daje odpór mamie w różnych sprawach. Od czasu naszego poznania te 5 lat temu duuużo się zmieniło w jego zachowaniu na lepsze. Już nie jeździmy do mamy na złamanie karku w piątek w nocy z tirami, daje jej odpór słowny, kiedy się go czepia, kiedy go nie docenia, kiedy go wkurza krótko mówiąc. Kiedy chciała przedłużyć wizytę o kolejny dzień, co nas oboje doprowadziło do białej gorączki (bo to mąż ją wozi, nie ma weekendu, potem do pracy) to nie omieszkał jej tego powiedzieć, nie będę przytaczać, ale ostro było :P
        Ale pewne rzeczy - na bieżąco, nowe dla niego, no cóż - nie zauważa, musi dojrzeć do pewnych rzeczy. I tak dojrzewa szybciej ;) Ale to jest proces.
        • notting_hill Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 16:29
          W tym wszystkim masz jednak o tyle nieźle, że masz fajnego chłopa :). Może brutalnie to zabrzmi, ale teściowa żyć wiecznie nie będzie, a chłop zostanie, przynajmniej jest taka nadzieja :). Bo te jej jazdy się biorą najwyraźniej z braku wpływu na niego, na wasze życie. Ta jej bierna agresja, opór, manipulacje, to całe wołanie o zainteresowanie i litość (widocznie nie zna innych wzorców) to z poczucia, że wasze życie jej się wymyka. Więc o tyle masz dobrze, że masz męża, który rozumie różne porządki- że matka to matka, a własna rodzina to co innego. Ale też nie jest na tyle bezduszny, żeby tę matkę w krótkich żołnierskich wysłać do siebie na wieś.
          Trudne to wszystko i masz pełne prawo czuć frustrację i złość.
          Ta depresja teściowej- to trochę wygląda jakby ona ją sobie sama "wybrała" z powodu niezgody na bycie jedyną gwiazdą w życiu syna. To znaczy nie neguję, że ona istnieje, tylko że leczenie czegoś takiego farmakologicznie nie da spektakularnych rezultatów, jeśli nie popracuje się nad swoimi relacjami z otoczeniem. A na to nie ma co liczyć...
          Tak mi się trochę skojarzyło z wątkiem z serialu "Bez tajemnic" cz. III - postać grana przez Stanisławę Celińską.
        • allegra1002 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 16:32
          Wiem że to Ci nic nie pomoże, ale serdecznie współczuję, tym bardziej że nie jeździsz po "babci-teściowej" jak po łysej kobyle, tylko rzeczowo, realistycznie opisujesz problem, bez złośliwości bez zbędnego krytykanctwa. To raczej rzadkość tutaj ;-). Nie potrafię pomóc, i wątpię by znalazło się w ogóle jakieś optymalne wyjście.Z obserwacji i doświadczenia innych( w rodzinie w śród znajomych) znam bardzo podobne sytuacje.Też ludzie mieli taki problem, do tego doszło jeszcze że babcia była 100% zdrowa fizycznie ale psychika szwankowała, babcia na dodatek z tych długowiecznych, po latach mieli "stare dziecko" w domu, żyje do dziś, ma 96 lat. lata męki, wyrzeczeń, anielskiej cierpliwości.
        • miedzymorze Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 17:53
          > To już dzisiaj ustaliliśmy, więc pod tym względem nie ma zmiłuj, mama idzie do
          > dziadków.
          Tej wersji się trzymaj i nie odpuszczaj ;)
          Nie daj się wrobić w mieszkanie z teściową w żadnej postaci i pod żadnym pozorem. Po prostu NIE MA TAKIEJ OPCJI żebyście mieszkali razem, chyba że masz ukryte skłonności masochistyczne.
          Jej chore emocje trzymaj od swojej rodziny jak najdalej, masz małe dzieci na głowie, niepotrzebna ci jeszcze starsza śmierdząca pani w salonie. Swoją drogą podziwiam świętą cierpliwość - u mnie woniejący gość byłby czystym gościem albo byłym gościem ;>

          Oddzielcie się fizycznie i psychicznie, jeśli jojczy że chce żeby ją oddać do ośrodka - znajdzcie ośrodek i zawieźcie, żeby obejrzała. A nuż to rozwiązanie ją faktycznie zadowoli.
          pozdr,
          mi
    • alpepe Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 16:37
      skontaktujcie się z prawnikiem, by dowiedzieć się, jak można się wyplątać z tej darowizny z pokoikiem i kupcie za sprzedany dom jakieś małe mieszkanko dla teściowej. Innej rady, no, chyba, że zeswatanie z jakimś panem, nie widzę. Co do higieny, cóż, starsi ludzie tak niestety czasem mają. Oni siebie nie czują.
    • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 16:55
      Jest jeszcze taka możliwość, gdy teściowa jest u Was przez kilka dni, żebyś ją wysłała na zabiegi rehabilitacyjne, Na siłę wepchnąć do wanny, wykąpać i na początku zaprowadzić. Potem tylko dopilnować aby chodziła sama. Wmówić, że lekarz zalecił i że to dla jej dobra... bo rzeczywiście może jej to tylko pomóc. Kilka zabiegów z przerwami 15-20 min i juz masz dla siebie trzy godziny wolnego codziennie :-) I może zapozna tam jakąś babcię lub dziadka do pogaduszek :-)
      Rozejrzyj się, czy blisko Was jest jakaś przychodnia z rehabilitacją. Laser, ultradźwięki itp to kosztuje parę złotych.
    • asfo Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 18:05
      Nie pozwól, by ci poczucie winy/obowiązku zaćmiło zdrowy rozsądek. Nie pakuj się we wspólne mieszkanie z osobą, którą z trudnością tolerujesz. Zamiast tego zastanówcie się, jak możecie jej zapewnić opiekę w inny sposób - np. zatrudniając kogoś w tym celu.

      Zapewnienie komuś godnej starości nie oznacza spełniania absolutnie wszystkich zachcianek i rezygnowania z własnej satysfakcji w życiu. Owszem, trzeba zadbać żeby była nakarmiona, umyta i zawieziona do lekarza, i żeby nie siedziała cały czas sama w domu, ale to nie znaczy, że musisz karmić, myć i towarzyszyć przez cały czas osobiście. Powinna mieć osobne mieszkanie (najlepiej w swoim domu na wsi) i zapewnione jakieś możliwości spędzania czasu - na ile to jest wykonalne, ale jeśli stwierdzi, że nie chce korzystać, bo lepiej leżeć w łóżku, to nie ma powodu, żebyś ty się czuła winna z tego powodu.
    • julka.82 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 18:26
      panizalewska, musze Ci to napisac, dla mnie jestes mistrzem swiata! nie dosc ze ogarniasz dwojke maluchow, masz dla mnie zawsze pomocne rady na forum, to jeszcze dajesz rade w takim malym mieszkanku z tesciowa.

      na podstawie tego co piszesz, nie ma co sie bawic w polsrodki. niby mozna tescioa umyc, zaangazowac w dzemy ale u osoby o tak niskim poczuciu higieny raczej balabym sie. to nie bedzie popularne co powiem ale rozwazylabym dom opieki. nie miej wurzutow sumienia, Ty masz niemolaka w domu! moze chociaz na czas az sie przeprowadzicie do wiekszego domu. moze tesciowa nie ma motywacji zeby sie umyc a tak bylaby wsrod rowiesnikow. no i moze jej sie nudzi? z Wami nie ma wspolnych tematow a z innymi mieszkancami domu opieki mialaby, skoro jak piszesz interesuje ja zycie innych dziadkow. niestety z tego co wiem na miejsce sie dlugo czeka a prywatne sa drogie dlatego znowu wraca watek sprzedania ojcowizny...
    • koronka2012 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 30.06.14, 18:51
      Dla mnie przy takich warunkach lokalowych nie byłoby opcji, żeby gościć teściową na dłużej niż pół dnia, o spaniu w ogóle nie byłoby mowy. Co cię skłoniło do tego, żeby godzić się na koczowanie w takich warunkach z noworodkiem??? skoro może nocować u twoich dziadków - niech tam nocuje, albo wraca do siebie, sorry. Smrodu bym nie zniosła, no nie ma takiej możliwości.

      Nie widziałabym też żadnej opcji mieszkania z kimś takim pod jednym dachem, nawet gdyby był pokój gościnny. Skoro koniecznie chce przy was, to niech sprzeda swój dom, i kupi mieszkanko w pobliżu.
    • differentview Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 07:50

      > A teściowa KONIECZNIE CHCE mieszkać u nas - nam na głowie, zamiast u moich dziadków
      > (ta sama klatka, mieszkanie obok) gdzie ma własny osobny pokój i lokalowo jest
      > dużo bardziej komfortowo - wszystkim, poza nią.

      coz, moze sobie chciec ale to nie znaczy ze tak ma byc; jesli ona nie ogarnia, ze sprawia swoimi pobytami klopot, ze przy takim metrazu i dwojce malych dzieci jest to paranoja to trzeba jej to uswiadomic i tyle; oczywiscie sie obrazi ale trudno- nalezy to olac; syn jej pomaga, pokoj u dziadkow jest do jej dyspozycji a zycie to nie jest koncert zyczen i nie wszysko czego sie chce jest mozliwe- ta " brutalna" prawde tesciowa musi przyjac do wiadomosci i jakos sobie z nia poradzic;) maz jako syn powinien sie uodpornic na matki manipulacje i nie dawac sie wpedzac w poczucie winy bo nie ma podstaw by czuc sie winnym; podoba mi sie okreselenie, ze myje sie symbolicznie;) niestety to czesta przypadlosc starych ludzi, ktorym byc moze szwankuje powonienie?
      • solange54 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 09:55
        O tym, że śmierdzi, trzeba powiedzieć wprost. Najprawdopodobniej teściowa nie trzyma moczu, to przypadłość powszechna u starszych kobiet. Powinna używać pieluchomajtek.
        Psychiatrę trzeba zmienić, skoro nie ma poprawy u teściowej.

        Wspólne mieszkanie w warunkach jakie macie i jakie bedziecie mieć nie wchodzi w grę! Wykończysz się. Nie liczyłabym na to, że w późnym wieku ktoś stanie się miłośnikiem czytania książek lub innej aktywności.
        Tak jak tu dziewczyny piszą, chyba najrozsądniejszym wyjściem jest sprzedaż ojcowizny i znalezienie dobrego domu opieki. Te dobre sporo kosztują, ale po to ta sprzedaż.
    • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 12:16
      Spróbuję podsumować odpowiedzi, jak coś pominę - dopiszę potem. Młody na mnie śpi, jedną ręką kiepsko ;)

      Dziękuję za słowa uznania baj de łej ;)

      Po pierwsze primo mąż dał ciała tym razem. Niestety jedną z jego nielicznych, acz upierdliwych nie mniej wad ;) jest to, że się wstydzi i krępuje moich dziadków. Mieszkamy obok siebie 3 lata, zna ich od 5 i dalej ma wstydziochę. Załamka. Prosiłam, żeby ich poprosił o przygotowanie dla mamy posłania u nich - nie poszedł. A ja karmiłam wkurzonego noworodka (kolka), więc już bez przesady, wszystkiego robić nie będę. No i przywiózł mamę w nocy, ja bez piżamy, cycki na wierzchu, młoda śpi ze mną i z młodym, oni wchodzą i robią rejwach. Już bym zagryzła za samo obudzenie, ale siły nie miałam :P I od rana soczyste bluzgi cisną mię się na usta, bo stres, przerybienie. Ściana smrodu. Wściekaliśmy się wszyscy na siebie już od wstania z łóżek. Dzieci to w ogóle jakiś histerii dostały :(

      - Co nadawałaś na poczcie?
      - (tłumaczenie co, po co dla kogo - zajęłoby pół godziny, potok słów, nie chce mi się, i tak na plaster mamie ta informacja, nie zna tej osoby, jestem zmęczona) ...Paczkę.
      - Aha.
      I zapadło milczenie na 5 min, takie, że siekierę zawiesić można.
      Coś robię na kompie, dziecko obok ogląda Misia Uszatka.
      - Czy mogę jechać w tej bluzce? [zauważ, doceń mnie, takie kobiece klasycznie, ale ja już nie mam siły odpowiadać po raz 100!]
      - Czy P mnie odwiezie na badania?
      [a skąd ja mam wiedzieć, środek tygodnia jest, zasadniczo to on do pracy chodzi jednakowoż]
      I cała taka seria pytań co 5 min, przerywana "ja zaraz umrę / oddajcie mnie / wzdech"

      Mama nie ma nietrzymania moczu. Śmierdzi po prostu niemytym zapyziałym człowiekiem, który nie zmienia ubrań. Nie jak zasikany żul, za przeproszeniem. Ma koszmarną dietę - suchy chleb i kiełbasa - i to wszystko wypaca. Nawet jak wyjdzie z łazienki, niby wykąpana, to śmierdzi niewiarygodnie. Ja naprawdę nie wiem, jak ona to robi. Kupujemy dezodoranty, antyperspiranty (zapomina zabrać z domu, ma już ze 3), namawiam ją na jedzenie czegoś innego / warzyw / ale ile można jak do dziecka gadać? Trochę mam co robić :P Użyła ukradkiem raz mojej szczotki do włosów (ma długaśne siwe, raczej nietrudno nie zauważyć) i antyperspirantu w sztyfcie (który potem śmierdział). To jest naprawdę straszne. Bo mogła powiedzieć, że nie ma, to bym je dała / kupiła itp. Bardziej się wstydziła mi powiedzieć, niż poprosić o pomoc.

      Zapytałam się, kiedy miała ostatnio badanie wzroku. Nie miała. Kupiła okulary "na rynku". Aha. Już napisałam mężowi, że ma ją umówić do okulisty. Może ja będę musiała poszukać w necie, ale nigdzie prowadzać jej nie będę.

      Co do sprzedawania ojcowizny itp. Nosz kurcze wielka szkoda by było. W naszej sytuacji finansowej co prawda ciężko mieć ciastko i zjeść ciastko, ale rozumiem Wasze argumenty, częściowo się zgadzam. Poza faktem, że teraz jest koszmarny czas na sprzedaż nieruchomości, zwłaszcza rolniczych. Pokój na dożycie to jest właśnie "służebność osobista" - tak się to nazywa, przerabiałam to za czasów składania papierów o kredyt. Ale dopytam się, co z tym można zrobić, zawsze lepiej wiedzieć więcej, a nóż się z tego coś wykluje?

      Realnie rzecz biorąc - mama ma emeryturę po mężu, zdaje się nie najmarniejszą. Mąż siłą wcielony do kopalni na roboty, wypadek, renta. I za tą rentę / emeryturę można mamie sfinansować "spa" dla seniorów, permanentnie. Może nie w samym Milanówku, ale to kwestia poszukania i pojechania, jasne, że tak.

      Dobra, młody się odkleił ode mnie, idę po starszą do dziadków i przy okazji zrobię przeszczep rzeczy i pościeli teściowej do dziadków. Ich obecność poza tym naprawdę dobrze na mamę działa. I ma z kim i O CZYM pogadać, i się myje. Więc dom seniora to raczej tak, niż nie.
      • differentview Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 12:55
        chyba jednak Ty dalas ciala bo to Twoi dziadkowie i jednak wypadaloby zebys Ty zapytala czy jest taka mozliwosc by tesciowa nocowala u nich; nawet jesli maz przywiozl matke w nocy to chyba wiedzialas o tym, ze ja przywiezie i dziadkowie powinni byc uprzedzeni o tym pare dni wczesniej i nie dziwie sie, ze nagle z zaskoczenia nie zostali przez meza obudzeni w nocy; jednym slowem robisz burze w szklance wody i zwalasz wine na meza choc sama do tej sytuacji doprowadzilas;
        • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 13:03
          yyyy nie?
          Prosiłam męża przez cały dzień, żeby poszedł i się zapytał. Ja chodziłam i się pytałam już fafnaście razy, przy różnych innych okazjach, świętach, etc. Dziadkowie niejednokrotnie sami oferowali taką pomoc. Nie tylko do mnie kierując te słowa, alei do męża - np spotykając jego samego na podwórku etc. Wiesz, teraz mając dwa maluchy na głowie czasami BYWAM nieogarnięta, tak się składa, że nie mam czasu i energii się podrapać, co dopiero iść z wizytą do dziadków (nawet mieszkanie obok).

          Dziadkowie moi, ale mama nie moja i mąż czasem mógłby sam pójść i otworzyć buzię z prośbą o pomoc. Bo dziadkowie mega serdeczni, kochają mojego męża jak własnego ;) Tylko ja już nie mogę latać za WSZYSTKIM, no sorry wodzu.
          • differentview Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 13:26
            czyli de facto Twoim problemem nie jest tesciowa( bo gdyby faktycznie byla to bys sie jednak pofatygowala do tych dziadkow, zadzwonila chocby? i zadbala o przygotowanie noclegu) zamiast teraz pisac dlugie eseje o tym jakim koszmarem jest tesciowa z domu; co by Ci zajelo wiecej czasu i zaoszczedzilo wkurzenia? tak naprawde wyzywajac sie na tesciowej tak naprawde masz chyba pretensje do meza, ze jest "wstydliwy" wobec Twojej rodziny i malo asertywny dla swojej matki ale łatwiej Ci sie wyzywac na "wsiowej" i smierdzacej tesciowej, coz
            • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 13:37
              Mało asertywne zachowania męża TEŻ są problemem. Ma on różne fazy - lepsze i gorsze. Jak KAŻDY chyba? Nieokiełznane aspiracje teściowej, żeby się do nas przykleić na amen, w małym mieszkanku, czy innych nie nadających się do tego warunkach SĄ problemem, także moim. Na teraz i na później. Dlatego tu napisałam.
              O ile staram się na niej nie wyżywać jednakowoż, to nic nie poradzę, że do szewskiej pasji mnie osoba o takiej mentalności doprowadza, a na małym metrażu nie jest to do uniknięcia.
              Jeżeli masz KONSTRUKTYWNE uwagi, tj co konkretnie mogę powiedzieć mężowi i teściowej w chwilach, gdy mnie krew i zmęczenie zalewa, ja z chęcią zobaczę i postaram się wcielić w życie. Serio. Krytykować to każdy potrafi. Poproszę o konstruktywne sugestie, co mogłabym zrobić / powiedzieć. Ale raczej nie takie, że jeszcze powinnam się zająć organizowaniem pobytu / rozrywek etc. Na to chwilowo nie mam czasu i siły. Długofalowo - owszem, trzeba to będzie zrobić.
              Czekam z niecierpliwością na Twoje rady.
              • differentview Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 14:00
                panizalewska napisała:

                > Mało asertywne zachowania męża TEŻ są problemem. Ma on różne fazy - lepsze i go
                > rsze. Jak KAŻDY chyba? Nieokiełznane aspiracje teściowej, żeby się do nas przyk
                > leić na amen, w małym mieszkanku, czy innych nie nadających się do tego warunka
                > ch SĄ problemem, także moim.

                aspiracje tesciowej nie sa Twoim problemem, co najwyzej jej problemem gdy bedzie musiala pogodzic sie z odmowa; realnym problemem jest brak asertywnosci u meza i u Ciebie; zapewniam Cie, ze nie KAZDY tak ma, jest calkiem sporo osob, ktore potrafia stanowczo stawiac granice i nie ulegaja wtedy gdy na cos nie maja ochoty
                pomijajc sytuacje gdy maz przywozi matke w nocy( rozumiem, ze to incydentalna sytuacja) to gdybys wczesniej z mezem ustalila, ze tesciowa nocuje u dziadkow problemu by nie bylo; jesli nie chce u dziadkow to w hotelu albo wraca do siebie


                > Jeżeli masz KONSTRUKTYWNE uwagi, tj co konkretnie mogę powiedzieć mężowi i teśc
                > iowej w chwilach, gdy mnie krew i zmęczenie zalewa, ja z chęcią zobaczę i posta
                > ram się wcielić w życie.
                > Czekam z niecierpliwością na Twoje rady.

                jak wyzej plus to co napisalam w swoim pierwszym poscie
              • adorra0 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 14:13
                A ktoś ci każe coś organizować? Zaproponowałam, żebyś ZORIENTOWAŁA SIĘ jakie są propozycje zajęc dla seniorów w Twoim/teściowej miejscu zamieszkania i nadal nie wydaje mi się, zeby to było wyzwanie ponad siły, skoro komuter masz chyba załączony non stop.
                • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 14:35
                  Och masz, Adorra.
                  Staram się umilić teściowej jakoś czas. Jak sama nie padam na twarz, serio. Proponuję żeby się czymś zajęła, proponuję spacer z nami, spacer samej, przejście się do dziadków pogadać. I proponuję i ciągnę i pcham. Grzecznie, potem trochę mniej, bo sama wymiękam nad taką biernością. Po 84 odmowie zrobienia CZEGOKOLWIEK ze sobą średnią mam motywację do organizowania jej czasu. Wszystko, co wymaga wyjścia z domu jest na NIE.
                  Wasze propozycje są zacne i słuszne - jak nie ma takiego zdecydowanego oporu materii ożywionej. W tym wypadku opór jest nieziemski i ciężko cokolwiek ugrać, jakąkolwiek aktywność
                  • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 14:43
                    panizalewska napisała:

                    > Wasze propozycje są zacne i słuszne - jak nie ma takiego zdecydowanego oporu materii ożywionej.

                    No cóż - co szkodzi poteoretyzować i "serdecznie" poradzić, nie?
                    :)
                    Ja to nawet się za bardzo nie przydam, bo i radą nie posłużę (bowiem nie mam pojęcia, co należałoby właściwie zrobić, żeby RZECZYWIŚCIE rozwiązać taką sprawę) - mogę tylko szczerze współczuć sytuacji, w jakiej się znalazłaś.
                    Życzę dużo siły i cierpliwości, i tego, żeby teściowa zgodziła się na zamieszkanie w domu seniora, a potem była z niego zadowolona. Jeśli z założenia nie odrzuca takiej opcji, to chyba najlepsze, co można zrobić.
                  • mistrzsztuki Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 07:55
                    Hej, w taki razie muszisz podejść w inny sposób, najlepiej "namaluj jej obrazy w głowie" aby zachęcić do wyjścia. Pomyśl co moze ją zachęcić. Więcej o motywacji znajdziesz na blogu http//:motywowac.pl/blog, zapisujac sie po darmową wiedzę wyślę Ci na maila kilka sposobów.
              • asfo Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 16:10
                - Drogi mężu, mamy dwoje absorbujących małych dzieci i nie mam energii, by dodatkowo zajmować się Twoją mamą. Przykro mi, że muszę ci odmówić, ale nie zgadzam się, aby u nas nocowała.

                - Może mama pójść do parku/kawiarni/kina/klubu seniora, lub zostać w domu, jednakże aktualnie muszę się zająć swoimi sprawami. Mam do zrobienia projekt/pranie/obiad i zamierzam poświęcić się temu zajęciu. (i zdarta płyta)

                Ogólnie rzecz polega na tym, że zamiast oceniać zachowanie innych lub usprawiedliwiać się uprzejmie informujemy o swoich odczuciach, planach i oczekiwaniach, po czym realizujemy to co postanowiliśmy, nie przejmując się nadmiernie tym, że ktoś może nas oskarżać o bycie nieuprzejmym bądź niewrażliwym. Ludzie rozsądni to zaakceptują, a nierozsądni obrażą się i sobie pójdą - dzięki czemu zyskujesz święty spokój, o który ci chodziło.
                • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 15:24
                  oczywiście że do Diffrentview. Ja Ciebie rozumiem, ale nie potrafię doradzić więcej sensownych działań, niż te zaproponowane przez życzliwe osoby. Sam fakt nie dbania o higienę przy dwójce malutkich dzieci dla mnie jest nie do przyjęcia i prawdą jest że o rozmowę na trudne tematy powinien zadbać Twój mąż ze swoją mamą. Synowa zawsze będzie synową, a zięć zięciem. Swojemu rodzicowi łatwiej "zwrócić uwagę". Podobnie Ty inaczej możesz odczuwać uwagi kierowane do Ciebie przez teściową a inaczej przez Twoich dziadków, czy rodziców. Będąc tuż po porodzie masz prawo oczekiwać od męża dużo większej pomocy, również strategicznej.
          • asfo Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 16:20
            Jakby mi chłop w środku nocy do domu teściową przywiózł to bym mu coś ukręciła. Skąd mu ten spontaniczny pomysł do głowy przyszedł? A mam 4 pokoje, żadnych dzieci, teściowa młoda, sprawna i nic do niej nie mam. ;->
    • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 16:55
      teściowa wróciła w skowronkach. z centrum onkologicznego. bo była z synem sam na sam, na wyłączność przez kilka godzin. został jej poświęcony czas i uwaga, których potrzebowała.
      ja to rozumiem, bo to samotność ją rozwala.
      plan na dziś - uprzejmie mówię, że została przeszczepiona do dziadków i tam nocuje
      plan na zaś - przypominanie małżonkowi z WYPRZEDZENIEM że ma zatroszczyć się o jej nocleg nie u nas, szukanie rozrywek w najbliższym otoczeniu poza domem. i okulista.
      w dalszej perspektywie szukanie domu seniora pod Wawą

      jeżeli to rozwiąże sprawę - byłoby bosko.
      jeżeli się okaże że w dalszym ciągu, że to chodzi TYLKO o atencję SYNA konkretnie, a nic innego go nie zastąpi itp itd, to już żadna terapia nie pomoże ja myślę. nie w tym wieku.
      już mama była raz i guzik :P
      • bmk13 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 17:07
        Nie wiem, co Ci doradzić. Moja teściowa nie żyje, a miałam z nią dobry kontakt (mimo że kochała mojego męża miłością bezgraniczną i oddańczą:)). Nie rozumiem, jak jesteś w stanie wytrzymać z tym smrodem. Znałam taką starszą Panią, która się nie myła, bo nie chciała. Każdy kontakt z nią musiałam odchorować w toalecie. Nie wyobrażam sobie z takim człowiekiem mieszkać. Nie rozumiem nieporadności Twojego męża, w szczególności w tym aspekcie. Czy nie jest mu po prostu wstyd, że ze śmierdzącą mamą idzie do lekarza? To jest poza moim pojęciem.
    • enith Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 18:26
      Wstydu trzeba nie mieć, żeby zwalać się na głowy synowi i synowej z dwójką dzieci, w tym niemowlakiem do mikroskopijnej wielkości klitki i oczekiwać atencji i zainteresowania non stop. Mnie by szlag jasny trafił. Ja rozumiem starszej i samotnej osoby potrzebę interakcji z innymi ludźmi, ale na boga, nie jesteście jedynymi ludźmi na planecie. Tam, gdzie mieszka, są chyba jeszcze jacyś sąsiedzi. Przy czym widzę, że mama nie jest zainteresowana niczym, tylko wami i tu żadne cudowanie i kombinowanie ze znajdowaniem rozrywek, zwyczajnie nie wypali. To nie ten typ osoby.
      Co do smrodu to jednak potrzebny byłby lekarz. Jeśli mama się u was myje, ubrania są prane, a smród jest nadal, obstawiam jakieś zaburzenie metaboliczne. Sama dieta, choćby najpodlejsza nie skutkuje niedającym się znieść odorem ciała. Nie po świeżo wziętym prysznicu. Uważam, że należy o tym wspomnieć lekarzowi.
      To samo psychiatra. Jeśli mama jest nadal w depresji pomimo leczenia, trzeba ustawić leki na nowo. Wszystkim będzie wtedy łatwiej, mamie i wam.
      Zamieszkanie razem nie wchodzi w grę. Po prostu nie wchodzi i czas mamę o tym uświadomić. Popieram rady o domu seniora lub sprzedaży ojcowizny i kupnie czegoś dla mamy bliżej was plus np. dochodząca codziennie na parę godzin pomoc, jeśli zaistnieje taka potrzeba.
      Mama wie, że myślicie o domu seniora dla niej? Rozmawialiście już z nią na ten temat, próbowaliście wybadać grunt?
      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 20:23
        Ja się tu rozwlekam, a Ty tak treściwie ;) Ale w zasadzie o to chodzi.
        Wiesz, na razie to ja sobie sama snuję takie niecne plany. Muszę porozmawiać z małżem na serio, jak jej nie będzie. Bo jak jest, to jest prawie cały czas w mieszkaniu i lampi mi się w monitor zza pleców.
        Dzisiaj mi pomogła. Trzeba jej to oddać. Poprosiłam ją, ona się postarała jak umiała, odciągnęła starszą (była histeria, młody też już zaczynał wariować z wrzaskami nad uchem). Małż zaraz przyszedł na szczęście, pracował w samochodzie pod blokiem. Poprosiłam mamę o 19:30, żeby się ewakuowała do dziadków. Bo by została, aż oni szli by spać, tj ok 22.

        Ale też efekt wizyt teściowej taki, że małż jeździ z nią na pół dnia po lekarzach, potem do 19 pracuje, a ja jestem uwięziona w sypialni. Bo niby nie może jej zostawić pod gabinetem i pojechać do pracy. Wręczyć jej planu miasta, biletu długo terminowego, napisać gdzie ma jakim autobusem / jak do metra się dostać, gdzie wysiąść. Też się temu dziwię i pojąć nie mogę. Mama sama przyznała, że "lubi z nim do lekarza jeździć, bo z nim gadają" itp itd. Czyli generalnie podnieca ją atencja synka. I on też się dopyta, ogarnie sytuację lepiej, niż 70-latka, to też fakt. Trochę ręce opadają, bo czego byśmy nie zrobili i tak może być niedobrze. I faktycznie, jak poprzednio mój tata ją zawoził i odwoził, spędził z nią pół dnia w szpitalu, to taka w skowronkach nie wracała. Matko, jaki dziwny typ.

        Wiele razy mówiłam do mamy, przy mężu, że trzeba z nią pójść do gastrologa / dietetyka. Nie tylko z uwagi na smród, ale i generalne problemy nerwowo-żołądkowo-głowowe że tak powiem. Nerwy są przyczyną problemów z żołądkiem i głową, ale mama też jakoś nie może ego zakumać, bo "co ja wiem". Jednak przepraszam, ale naprawdę nie mogę załatwiać i organizować jej wszystkich wizyt. Rozmawiałam z mężem (bez niej) kilkakrotnie, mówiłam do jakich lekarzy trzeba ją umówić. I na tym się skończyło. Więc ja już nie wiem, czy się przemóc i pozałatwiać jej te wszystkie wizyty, postawić męża przed faktem dokonanym, że ma ją zawieźć tu i tu wtedy a wtedy, albo przywieźć i dać mapę i bilet i niech sama jeździ? W mordę, pokręcone to wszystko, pacjent nie współpracujący :/

        Będę myśleć, rozmawiać z małżem i wcielać w czyn, co się da. Ku asertywności :P
        • enith Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 01.07.14, 22:31
          Sytuację masz trudną w cholerę, tym trudniejszą, że to twoja teściowa, a nie mama. Z własnym rodzicem łatwiej sobie radzić w takich sytuacjach. Stąd też mąż MUSI wziąć na siebie obowiązek załatwiania noclegów, wizyt lekarskich, odwózek, przywózek i całej tej logistyki związanej z mamą. Ty masz do ogarnięcia gospodarstwo domowe i dwójkę dzieci, z czego jedno na cycku. To wystarczy.
          Zastanowiło mnie to, co napisałaś o maminej depresji. Po śmierci męża przez 10 lat samodzielnie ogarniała kobieta całe gospodarstwo, ale dopiero na wieść o waszych zaręczynach dopadła ją depresja? I trwa od lat pomimo leczenia? Zastanawiające to jest. W połączeniu z tym, co napisałaś o tym, jak mama domaga się atencji syna, jak przesadnie zaangażowana była w jego życie w przeszłości, jak na nim wisi teraz, zastanawiam się, czy to na pewno jest depresja, czy zwykle rozgoryczenie, że syn miał czelność odejść z ojcowizny, ożenić się i zostawić mamę. Nie są rzadkie przypadki, że po zejściu męża ze sceny, jego miejsce ma zająć syn (co jest oczywiście chore). Ona miała tę depresję w ogóle fachowo zdiagnozowaną? Bo jeśli to rozgoryczenie tym, jak potoczyło się jej życie, to żadne leki tu nie pomogą i może nie warto kobiety truć. Marudź mężowi o ponowną wizytę u psychiatry.
          • mozambique Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 10:01
            nie zaden psychiatra tylko zwykle zainteresownaie ze strony rodziny czyli syna

            z opisu wynika ze tesciowej brakuje kontaktu i zaintersowania ze strony wlasnego dziecka ( nie zadnej tam atencji, zwyklego zainteresownia, tego pogadania itp )
            samotna schorowana 70-latka gdzies na wiosce co ma robic ? na dancingi chodzic czy jogging uprawiac?

            a propos dancicngi - moze by tesciową wyslac do sanatorium? tyle schorzen na pewno cos sie kwalifikuje
            w sanatoriach az dziw jak satrsze osoby odżywają i natychmiast rozpoczynają zycie towarzyskei
            • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 10:37
              mozambique napisała:

              > nie zaden psychiatra tylko zwykle zainteresownaie ze strony rodziny czyli syna

              oj, obawiam się, że nie takie "zwykłe". Wygląda na to, że to zainteresowanie musi być wyłączne, stałe i nieprzerwane.

              > z opisu wynika ze tesciowej brakuje kontaktu i zaintersowania ze strony wlasnego dziecka ( nie
              > zadnej tam atencji, zwyklego zainteresownia, tego pogadania itp)

              Niewykluczone, że jej "brakuje" - pytanie, czy jej oczekiwania w tym względzie są na normalnym poziomie. Bo dla mnie z opisu wynika, że nie są.
              Być może jestem na tym tle przeczulona, bo sama przerabiam podobny problem, ale to nie jest wina syna ani synowej, że mama siedzi samotnie na ojcowiźnie . A o to najwyraźniej ma do nich pretensje - uświadomione, albo i nie.
              A ojcowizny sprzedać nie wolno! - bo tak się zaparła i nie ma mowy (chyba).
            • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:15
              Mozambique, ja się w ogółach z Tobą zgadzam, tylko w szczegółach nie.

              Mąż robi dużo, tj wykazuje duże zainteresowanie mamą, jak na chłopa, jak na mieszkającego w odległości 120 km od mamy, jak na pracującego ojca dwójki dzieci. Serio. Jak być może większość facetów, on nie jest od babskiego glindzenia przy herbatce, plotek i trzymania za rączkę, jest od roboty. Ja mówię, że jak facet kocha, to pal sześć te kwiaty i czekoladki, ale jak codziennie śmieci wynosi, zmywa, pucuje podłogę, dziećmi się zajmuje - to NAPRAWDĘ kocha, a słowa to słowa.

              Mąż do mamy dzwoni, pyta jak się czuje, rozmawiają O NIEJ samej, rozmawiają też o tym, co trzeba zrobić naokoło gospodarstwa, kto z miejscowych może pomóc. Płaci przez net telefon, telewizję, żeby nie musiała zaiwaniać rowerem do miasteczka, zajmuje się jej mieszkaniem w Elblągu. Mąż załatwia naprawdę dużo logistyki około zdrowotnej, jeździ tam, robi milion rzeczy, no raczej nie odpoczywa w taki weekend. Jak ja też jeździłam - tak samo.

              Poza tym na wsi to dzieci zdecydowanie nie są od rozmów, tylko od roboty od najmłodszych lat. Zwłaszcza jak w rozmowach notorycznie padają teksty "a co ty tam wiesz, ja dłużej żyję to wiem, nie znasz się" etc. Więc trudno się raczej dziwić, że teraz mąż nie nawija jak najęty o ploteczkach i się mamie nie zwierza, nie?

              Mama zrobiła się samotna na własne życzenie, czego też nie dostrzega. Nikt jej nie kazał obmawiać połowy wsi, z której spora część to rodzina jej męża, kuzynostwo, czyli jakby nie było SWOJA rodzina. Więc czy dansingi, czy jogging - może. Może też się spotykać z sąsiadami na pogaduchy, grę w karty, kółko szydełkiowania, cokolwiek. Może. Ale inni ludzie są tacy owacy. Że zacytuję "ja mam tylko was", co nie jest prawdą.

              Też zaproponowałam sanatorium - jak wszystko - ktoś musi zorganizować. O ile mogę w Wawie jakieś wizyty ogarniać, o tyle wnioski do NFZtu, wszystkie papiery, że renta, że to że tamto - to już jednak małż może, bo jest na bieżąco w jej papierach.
            • triss_merigold6 Ależ proszsz... 02.07.14, 11:18
              Żeby jechać do sanatorium musi złożyć wniosek, w tym celu wystarczy iść do lekarza rodzinnego. Teściowa nie jest ubezwłasnowolniona i nikt za nią tego nie zrobi.

              Zainteresowania raczej nie zyska wbijając się do malutkiego mieszkania, w którym są cztery osoby (w tym dwoje bardzo małych dzieci) i gadając non stop.
          • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 10:17
            Aaaano widzisz.
            Ja zawsze byłam tego zdania, że to nie żadna depresja, tylko charakter - uzależnienie emocjonalne (tak, chore) od jedynego synka, bo KAŻDA zmiana rozwala ją psychicznie. Syn się żeni - makabra, inna kobieta grrrr ;), będzie miał dziecko - zgroza, znowu nie będzie tak często przyjeżdżał. Buduje dom - o matko i córko, teraz to już w ogóle go nie zobaczę, nie będzie ze mną mieszkał (bo jeszcze taka nadzieja była). I teksty synciu, ja umieram, nic nie umiem, zajmij się mną, przyjedź itp itd.

            Mówiłam, że to tylko kwestia chorego przywiązania, że leki bez terapii behawioralnej / częstych gęstych pogadanek u psychologa - NIC nie pomogą, a wręcz zaszkodzą. Bo mama się nakręca, jaka to ona chora.

            Czekaj, muszę pędzić, młodzież wzywa
              • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:21
                Zapytałam się jej sama z ciekawości, to odpowiedziała. Raczej tego typu motywem jest "ja nigdy nie chciałam tu przyjeżdżać" - w sensie do domu męża, na tą osławioną ojcowiznę, mając już swojego syna. Już milion rzy słyszałam, jak tu / na wsi / się jej nie podoba. Macie pojęcie, jak mężowi musiało być ciężko wychowywać się w czymś takim?
                I notorycznie pokazuje mi majtki z tekstem "o, tak się ubrałam dzisiaj, może być?" o_O Więc jej powiedziałam, żeby mi ich nie pokazywała, bo mnie to szczerze nie interesuje. Była autentycznie zdziwiona. Chore to.
                  • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:27
                    Ależ mantry były stosowane, nie bój żaby. I o tym i o wsiowych plotkach. Już nie gada do mnie, bo widzi, że nie ma specjalnie o czym, nie jestem wdzięcznym odbiorcą jej żali. Chyba kilka razy jej powiedziałam, że trzeba było wyjechać / nie brać sobie rolnika za męża i oczekiwać, że rzuci ziemię, z której żyje i pojedzie Bóg wie gdzie. Ten temat mamy przerobiony
                • annb Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:48
                  Przynajmniej tyle.znałam jedną panią która, im bardziej syn chciał polulzować pępowinę, tym coraz dłużej go rodziła we wspomnieniach.
                  Co do majtek to kiedys wynajmowałam mieszkanie, obok mieszkała matka własciciela.Standardem było pokazywanie mi majtek przed kazdą wizytą u lekarza
                  tamta pani byla niedopieszczona.mąz jak tylko się robiło cieplej, uciekał na działkę i wracal z pierwszym sniegiem.A pani sobą absorbowała bardzo mocno/bolesnie/duszno/dusząco resztę bloku w tym i mnie, obcą osobę.
                  Koszmar
                  • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 12:09
                    Ouuu, szczerze współczuję wspomnień. Brrrr :/

                    Ja sobie jeszcze przypomniałam akcję z naszego ślubu i wesela, gdzie foch był pod najostrzejszą postacią. Mama chciała, żeby to MĄŻ ją odwiózł do hotelu (dzięki Bogu, że nie do samego domu :P) Nie nikt inny, nie mój ojciec (to takie ładne i honorowe chyba, że ojciec panny młodej odwozi mamę pana młodego? może się mylę jednak?) tylko SYNCIO. I pan młody zawijał się ze swojego własnego wesela, żeby mamusię odwieźć. Ech, to były czasy ;) Wtedy jeszcze małż się mamie praktycznie w ogóle nie stawiał, teraz jest olbrzymi progres, ale dalej trzeba pracować ;)
            • triss_merigold6 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 11:21
              Przecież to taki typ, że nie weźmie żadnych leków ani nie pójdzie na terapię. Jej z tym dobrze, może żerować na poczuciu winy, wymuszać obsługę i posłuszeństwo.

              Nie umrze tak szybko, nie nastawiajcie się. Babka mojego partnera ma 90 lat i umiera od jakichś 40 i zawsze ma do wszystkich pretensje. Jedyne co jej naprawdę dolega, to paskudny charakter.
    • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 12:15
      Jak się wybiera sobie faceta na męża i nie patrzy na nic, byle tylko był, moze być nawet ze wsi, to trzeba mieć świadomość, że w pakiecie dostajemy rodzinę męża też ze wsi a nie wypindrzoną, wypachnioną damulkę z miasta z którą godzinami mogłabyś rozmawiać o kulturze i sztuce.
      Na początku myslałąm, że Ty się o wsiową matkę męża po prostu martwisz ale tak nie jest, Ty chcesz aby ona zniknęła z Twojego życia bo źle działa na Twoje wysublimowane zmysły. Chyba jeszcze pod koniec maja pisałaś w jakimś wątku, że na szczęście teściowa nie przyjeżdża do Ciebie(jak cos pomyliłam to sorry!) To ile razy ona od końca maja była u Was? Raz? Dwa razy? A piszesz jakbyś miała ją na głowie codziennie po 24 godz!
      I jaki masz problem zdrowotny, że tak ciągle zaznaczasz jaka to Ty jesteś zmęczona? Ogarnąć kawalerkę i dwoje dzieci? Co to za praca? Też miałam dzieci i jakoś nie przypominam sobie abym była tak tragicznie nimi zmęczona... może masz anemię albo słynna tarczyca Tobie niedomaga???
      Żal czytać ten wątek a niektóre wypowiedzi w nim naprawdę zmuszają do refleksji, że sssmutna z wątku obok, marząca o córce ma 1000% racji. A tam ponad 200 postów odsądzających ją od czci i wiary... nawet panizalewska wysyła ją do psychiatry. Panizalewska, której teściowa organicznie śmierdzi, chociaż własnie wyszła z wanny i do której zwraca się na odwal jedynie półsłówkami a każdą propozycję zajęcia się starszą osobą traktuje jak zamach na swoją świętą wolność.
      Inna sprawa to tzw. "mamusia" - mamusie zapewne zawsze pachną Chanel no 5 i potrafią takie rozmowy prowadzić, że aż dech zapiera w piersiach (choćby nawet mówiły, że właśnie pomarańcze rzucili do warzywniaka a do lumpexu przyszła nowa dostawa szmat) No ale mamusia, to miastowa kultura a nie baba ze wsi...
      Po takich wątkach jak ten, niczego tak nie żałuję, jak tego, że nie mam córki. W dzisiejszych czasach, przy takim podejściu do życia młodych synowych, to jest dla kobiety tragedia.
      • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 12:45
        z daleka widać, że Twoje życie jest wyłącznie białe, nie czarne, nie szare, białe. Kto nie spotkał się z taką bądź podobną sprawą we własnym życiu, nie wie o czym pisze. Wybacz, ale może podesłać Ci choć jeden dzień w miesiącu na 24 h taką miłą pachnącą panią, która Ci będzie wisieć na plecach?
        • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:04
          Jestem już w takim wieku, że pożegnałam juz dość sporo najblizszych osób w rodzinie. Wyobraź sobie, że wiem jak pachną ludzie obłożnie chorzy, i ile trzeba włożyć siły w to żeby ich obsłużyć i nie ma tłumaczenia, że zmęczona... i wiem jak pachną jak im się zmienia pampersy.
          Ale tych zapachów, to atorka nie pozna, bo tesciowa, prędzej czy później (raczej prędzej!) wyląduje w domu starców tam zajmą się nią obcy ludzie.mieszkałam kiedyś nieda)
          • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:16
            celestyna444 napisała:

            > Jestem już w takim wieku, że pożegnałam juz dość sporo najblizszych osób w rodzinie.
            > Wyobraź sobie, że wiem jak pachną ludzie obłożnie chorzy, i ile trzeba włożyć siły w to żeby
            > ich obsłużyć i nie ma tłumaczenia, że zmęczona... i wiem jak pachną jak im się zmienia pampersy.

            Ale to NIE JEST osoba obłożnie chora. Nie czujesz tej różnicy?
            A rozważany dom seniora jest - jak rozumiem - głównie dlatego, żeby teściowa miała towarzystwo i rozrywkę - i wreszcie BYŁA ZADOWOLONA - a nie po to, żeby się jej pozbyć.

            Naprawdę nie dostrzegasz, że matka uwiesiła się na synu emocjonalnie - a nie z potrzeby "fizycznej" (niesprawność, obłożna choroba)? I to w żadnym razie nie jest ani normalne, ani zdrowe. I że w tym jest główny problem, a nie w zapachu?
        • adorra0 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:47
          anku1982 napisała:

          > z daleka widać, że Twoje życie jest wyłącznie białe, nie czarne, nie szare, bia
          > łe. Kto nie spotkał się z taką bądź podobną sprawą we własnym życiu, nie wie o
          > czym pisze. Wybacz, ale może podesłać Ci choć jeden dzień w miesiącu na 24 h ta
          > ką miłą pachnącą panią, która Ci będzie wisieć na plecach?
          Wybacz, a dlaczego Celestyna ma ponosić "niemiłe" konsekwencje Waszych wyborów?
          • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:18
            Bo jak widać wykazuje się kompletnym brakiem obiektywizmu. Dopiero zetknięcie z sytuacją, w której znalazła się autorka, myślę, że zmieniło by jej perspektywę. W tym wątku wypowiedziało się co najmniej kilka osób, które z perspektywy swojego wygodnego krzesła, kanapy, fotela, nie umieją dostrzec, że autorka wątku nie jest w stanie normalnie funkcjonować, a jak o tym mówi (bo ma do tego pełne prawo) to jest nieczuła egoistka. Zamiast dać jej dobre rady, co niektórzy komentują jej wybór do normalnego życia, co już jest nadużyciem.
            • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:49
              Dobre rady ode mnie też autorka dostała :-) Nawet jej radziłam jak się "pozbyć" tesciowej, skoro ta wizyta ją tak męczy :-)
              >że autorka wątku n
              > ie jest w stanie normalnie funkcjonować,
              W życiu nie spotyka nas tylko to co jest dla nas miłe, przyjemne i wygodne. Spotykają nas też rzeczy uciążliwe i niechciane. To właśnie spotkało autorkę wątku - na jej własne życzenie. Ja sobie poszukałam partnera życiowego w mieście :-) i teściów miałam "miastowych" :-)dlatego siedzę sobie teraz wygodnie na kanapie :-D. Nie odpowiadam za wybory autorki wątku, i nawet nie krytykuję, tylko jej zwracam uwagę na niekonsekwencję. Tak wybrała a nie potrafi przyjąć na klatę skutków ubocznych swoich wyborów.
              Moje przyszłe synowe, też dostaną moich synów w pakiecie-po tym wątku, już od dzisiaj zacznę kolekcjonować najwyższej jakości perfumy :-)
              • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:04
                No tak piszesz to z przymrużeniem oka:) Ale wybór miastowych teściów też nie gwarantuje spokojnego życia. Wszystko zależy tak naprawdę od charakteru człowieka. Autorka wybrała sobie męża, za niego wyszła nie za teściową. Zastanawiając się nad tym wszystkim, patrząc po swojej najbliższej rodzinie: ile osób ma taką teściową jak autorka wątku? Ja nie mam. I nie mam prawa oceniać chęci autorki i jej uczuć. Ona wie czego chce, szuka tylko środków aby to osiągnąć.
                • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:11
                  Mąż był miastowy, teściowa nie ;)
                  Nie, nie miałam na to wpływu.

                  Celestyna, czy z Twoim zrozumieniem tekstu jest coś nie tak?
                  Jej wsiowość mnie nie wkurza, niech sobie będzie wsiową babeczką. Mnie wkurza jej przyklejenie się jak rzep i nie zważanie na ŻADNE normy, na ŻADNĄ przyzwoitość, przez którą teściowa zwala się nam na głowę do maleńkiego mieszkanka, a nie chce być goszczona z wszelkimi honorami u moich dziadków i spać u nich, gdzie dostaje własny pokój, własne łóżko. Ale woli gnieździć się z nami, siedzieć mi i dyszeć w kark cały dzień, ja nie mam gdzie dzieci położyć i zwyczajnie potykam się o człowieka w mieszkaniu!
                  Nie rozumiesz tego? Serio? Mam 4 metry kwadratowe WOLNEJ podłogi. Dla dwulatki i jej zabawek, dla mnie i noworodka i teściowej. No szał po prostu. Chciałabyś tak? Ja się pytam serio i bądź łaskawa mi odpowiedzieć.
                  • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 16:42
                    >Chciałabyś
                    > tak? Ja się pytam serio i bądź łaskawa mi odpowiedzieć.
                    Nie wiem jak mam Tobie odpowiedzieć, bo jak odpowiem szczerze, to znowu włożę kij w mrowisko a nie chce mi się tu już nic nikomu udowadniać, tym bardziej, że to byłby temat na inny wątek, zapewne równie emocjonujący :-)

                    Poza tym dużo wyniosłam dla siebie z tego wątku, tak więc poniekąd jestem Tobie wdzięczna :-D
      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 12:55
        No cóż, szkoda że tak odbierasz moje posty. Każdy ma prawo uzbierać sobie i namalować obraz piszącego, jak mu wychodzi, to jasne.
        Z jednej strony się o nią martwię, z drugiej zwyczajnie mam jej dosyć. Nie dlatego, e nie umie rozmawiać o sztuce. Dlatego że BYWA wścibska, obmawiająca, komentuje głównie czyjąś tuszę / apetyt, jakby ŻADNYCH innych tematów nie było do rozmowy. Byłam kilka razy u jej rodziny i rodziny męża i jakoś da się z nimi pogadać, mają swoje zajęcia, swoje pasje, SWOJE ŻYCIE po prostu, a nie żyją tylko i wyłącznie życiem innych, kto ile zjadł, z kim się przespał itp. Czujesz różnicę? I na wsi są ludzie, którzy nie tylko Cichopkami i światem wg Kiepskich żyją. Mama się uczepiła życia w stylu "wszystko dla synka", a ja nie pasuję do jej obrazka, jako konkurencja do jego czasu i zaangażowania.

        I nie, nie lubię jak się potykam we własnym mieszkaniu o kogoś nieszczególnie mi bliskiego emocjonalnie i mentalnie. Mogę nie lubić? Dasz mi przyzwolenie? Tak samo bym nie lubiła z własną matką mieszkać na kupie. Bo też jest upierdliwa i czepialska, wszystko wie i robi lepiej. Chciałabyś mieszkać z rodzicem w tak małym mieszkaniu, na kupie? Serio, pytam się. Zwłaszcza, że wiesz, że obok chętnie przyjmą, ugoszczą, pomogą?

        Tarczyca ok, dziękuję za troskę :P
        • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:10
          panizalewska napisała:

          > No cóż, szkoda że tak odbierasz moje posty. Każdy ma prawo uzbierać sobie i namalować
          > obraz piszącego, jak mu wychodzi, to jasne.
          > Z jednej strony się o nią martwię, z drugiej zwyczajnie mam jej dosyć.

          Może - zamiast przez tyle postów rozważać i zastanawiać się, jak zręcznie sobie z tą sytuacją poradzić, żeby nikogo nie urazić - bardziej podobałoby się niektórym tutaj, gdybyś jednoznacznie stwierdziła, że masz teściową w d...ie i już! Niech sobie baba radzi sama i niech nie przyjeżdża nocować, skoro nie masz na to miejsca - bo nie masz.
          A Ty się tłumaczysz, dlaczego nie przepadasz za nią, dlaczego uważasz jej towarzystwo za uciążliwe, dlaczego to, dlaczego tamto...
          Egoiści żyją zdrowiej.
          I na pewno łatwiej im dawać "dobre rady". Co szkodzi poteoretyzować, zwłaszcza w cudzej sprawie - nie?
          :)
          • adorra0 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:51
            Jak się nie chce "dobrych rad"(rozumiem, ze dobre sa jedynie te rozwiązania, o których wątkodawczyni myślała przed założeniem wątku) i teoretyzowania w cudzej sprawie to się nie zakłada wątków na forum, tylko samemu podejmuje decyzje.
              • adorra0 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:00
                Panizalewska, to nie było do Ciebie. Wiem, ze na to nie wygląda, ale ja Ci naprawdę wspólczuję i tego co jest i tego co będzie, bo szczerze wątpię, żeby teściowa zapałała entuzjazmem do zamieszkania w domu seniora. Obym się mylila, bo też uważam, ze dobry/sprawdzony dom opieki wcale nie musi być złym rozwiązaniem.
            • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:21
              Nie wszystkie dobre rady są do przyjęcia. Jak Ty o coś pytasz, a ktoś daje Ci odpowiedź, która kłóci się z Twoimi możliwościami i postrzeganiem świata, to rozumiem że zgadzasz się na każdą możliwość i z radością wcielasz ją w życie. Autorka jest wolna i ma prawo wybierasz rozwiązania najlepsze dla niej i jej rodziny.
            • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 03.07.14, 09:36
              adorra0 napisał(a):

              > Jak się nie chce "dobrych rad"(rozumiem, ze dobre sa jedynie te rozwiązania, o
              > których wątkodawczyni myślała przed założeniem wątku) i teoretyzowania w cudzej
              > sprawie to się nie zakłada wątków na forum, tylko samemu podejmuje decyzje.

              Tylko że akurat tutaj padło sporo niezłych rad - rzeczowych, konkretnych i sensownych;
              a ja pisałam o całej reszcie - wiadrach jadu i goryczy, które niektórzy uznali za stosowne wylać na autorkę wątku. Rad w tym nie było żadnych.
                • kremka2014 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 06.07.14, 16:36
                  Takie zachowania bierno-agresywne osoby jakby nie bylo bliskiej są najtrudniejsze zaraz po agresywnych. Wspolczuje serdecznie. Chociaż mam wrażenie,ze bardzo dobrze radzisz sobie z poczuciem winy, które ona wzbudza. Z pewnością trudniej malzowi. Jest taka technika asetrywnosci - potwierdzenie negatywne: zgadzasz się na krytykę lub w tym wypadku na akcje w stylu"Nie kochacie mnie, umieram itp." - " Tak mamo, slyszalam, ze umierasz. Ok", "Mama umiera już ze 3 lata😉", "jasne, Mamo, że nikt Cię tu nie chce, tak, tak" wszystko wypowiedziane z lekkim przymrużeniem oka ale spokojnie i wyraźnie. Moj maz tak zalatwial babcię i o ile swoja córkę obluszczowila totalnie, to przy takim podejściu mojego męża i tez jej syna potrafila byc przy nich cudowną osobą. Ta technika też wymaga wysilku...ale powinna zadziałać. Poza tym duuzo zostali powiedziane- zrozumialam,że nie gadaliście jeszcze razem o domu opieki? Poza tym- zapach ciala może byc skutkiem brania leków - leki psychotropowe szczegolnie niektore na niektórych działają makabrycznie. Aaa i wieś tu nie ma nic do niczego! Starsi ludzie czesto a juz w ogóle ci z poczuciem samotnosci maja problemy z higiena. Zachowania bierno-agresywne tym bardziej nijak się mają do miejsca zamieszkania. Pochodzę ze wsi i ignorancja niektorych doprowadza mnie do rozpaczy:-)
                  • ola_dom Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 06.07.14, 17:20
                    kremka2014 napisał(a):

                    > Jest taka technika asetrywnosci - potwierdzenie negatywne: zgadzasz się na krytykę lub w
                    > tym wypadku na akcje w stylu"Nie kochacie mnie, umieram itp." - " Tak mamo, slyszalam,
                    > ze umierasz. Ok", "Mama umiera już ze 3 lata㈴1;", "jasne, Mamo, że nikt Cię tu nie chce,
                    > tak, tak" wszystko wypowiedziane z lekkim przymrużeniem oka ale spokojnie i wyraźnie.

                    O rany, może zastosuję wobec mojej mamy... Bo żadna rozmowa z racjonalnymi argumentami nie przynosi ŻADNEGO rezultatu - poza jednym - na kolejnej rozmowie trzeba wyjaśniać "nie mamo, ja tak nie powiedziałam, nie wiem, co Ty znowu usłyszałaś"... I tak w nieskończoność, więc w zasadzie przestałam rozmawiać, tylko staram się stosować "niedefensywne odpowiedzi". Ale działają marnie - jak widać.
                    A takie "potakiwanie" może w końcu wytrącić broń z ręki.
                    O ile zacznie się znowu odzywać. Tzn. - mieć pretensje, bo moja do tego się także zaweźmie i zatnie i to jest dopiero bierna agresja!: "tak", "nie", "nic", mhm" - i tyle rozmowy...:>
                  • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 06.07.14, 23:08
                    O tak tak, stosuję technikę "mama umiera już ze 3 lata" jak najbardziej! :D
                    I też się zgadzam, że mentalność, charakter po prostu, są niezależne od zamieszkania.
                    Z lekami i zapachem faktycznie może tak być.
                    Jak mama pojedzie to z kolei moja przejmie starszą a my z małżem udamy się na długi romantyczny spacer z rozmowami o teściowej w tle :P
                    • kremka2014 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 07.07.14, 07:51
                      Wiesz... podziwniam bardzo Ciebie i Twojego męża również ...bardzo. Naprawdę to strasznie trudne takiego bluszcza kochać i trzymać na dystans, znaleźć balans, jemu póki co się to udaje. Naprawdę Szacun ode mnie wielki (przekaż mu:)). Mojej kumpeli - takiej z pracy po 40-stce rozpadł się z tego powodu związek- facet 50-letni nie umiał sobie poradzić z mamą -szantażystką emocjonalną..... a super gość był ogólnie. Ale Twój mąż ma oprócz Ciebie jeszcze dzieci. Dla Was się stara, to widać w Twoich opisach. Ja mam 3 pokoje- co prawda niewielkie i ostatni tydzień ciąży- już drżę jak to będzie z 2 dzieci na 48 m2 - bo ja ze wsi i potrzebuję przestrzeni. Pod tym względem miasto jest straszszszneeee.
                      Ciekawe co powie Twój małż, gdy powiesz o domu opieki......
                      • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 07.07.14, 10:27
                        Dzięki za miłe słowa :)
                        Ale wiesz, to raczej się u nas wszystko sypie, niż sobie radzimy ;) Ale największa rzeźnia już minęła, teściowa siedzi u dziadków, skoro tak ochoczo się wtrącili w jej obronie, żeby została. Przykre, ale prawdziwe. A mąż teraz z mamą nie gadał przez cały weekend, generalnie foch, ona też :P Ja też, pojechałam na noc do rodziców, odtajałam, wyspałam się, zalałam wszystko mlekiem :P i już mi lepiej. A mąż się stara na 3 etaty, to fakt. I nie powiedział, że dlatego nie odwiózł mamy wtedy co miał, bo przysnął za kierownicą w drodze od lekarza do domu :( Także chłopak też nie wyrabia i generalnie wszyscy mają jazdy.
                        A niestety mamy chyba nie można wsadzić na dworcu w autobus, nie bo foch, tylko serio jest mega nieporadna (wszystko jedno, czy "naprawdę", czy to bezradność wyuczona) i mogłaby nie trafić do domu. Bo nie zapyta się, nie ogarnia gdzie informacja itp itd. Także w ogóle kosmos
                        • miedzymorze Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 07.07.14, 11:36
                          panizalewska napisała:

                          > A niestety mamy chyba nie można wsadzić na dworcu w autobus, nie bo foch, tylko
                          > serio jest mega nieporadna (wszystko jedno, czy "naprawdę", czy to bezradność
                          > wyuczona) i mogłaby nie trafić do domu. Bo nie zapyta się, nie ogarnia gdzie in
                          > formacja itp itd. Także w ogóle kosmos

                          Nie daj sobie tego wmówić, to tylko szantaż rozpuszczonego babsztyla.
                          Trafi bez problemu, a jak nawet z problemami, to tym lepiej.


                          pozdr,
                          mi
                          • panizalewska W ramach podsumowania chyba 07.07.14, 20:29
                            Wiesz, Mi, tym razem pozwolę sobie się z Tobą nie zgodzić ;)

                            Odtajaliśmy, największe jazdy się skończyły, moja córa miała super urodziny (trzecie w ciągu miesiąca, tak się złożyło ;) I sobie pomyślałam, że dobry by był jakiś złoty środek. Uznanie pewnych faktów, jak ta nieporadność (wszystko jedno z jakiego faktycznego powodu) ale JEDNOCZESNE stawianie granic i robienie tego wszystkiego według swoich zasad, nie zasad teściowej. Myślę, że takie połączenie humanitaryzmu z obroną swojego terytorium będzie ok. Do tej pory nie mieliśmy okazji przetrenować takich "działań wojennych" więc stąd jazdy. A teraz proszsz, doświadczenie uczy :P

                            Czyli można mamę przywieźć i odwieźć, ale za żadne skarby u nas nie mieszka, nie wbija się na siku o 7 rano itp itd. Niezbędne minimum dbania o zdrowie własnej matki zachowane, ale NIE KOSZTEM WŁASNEGO! Fizycznego (mąż) i psychicznego (ja i dzieci). Czyli z tym wynajmem pokoju na przyjazdy na leczenie będzie git (bo jednak i moi dziadkowie lat 90 mają trochę ciężko się nią zajmować) oraz na święta wszelakie. Będzie - jak każdy gość - zapraszana na obiady, wieczerze, ciasto, zależnie od okazji, ale potem bierzemy pod pachę i do zobaczenia mamusiu jutro / za tydzień / za rok ;)

                            Mój małż okropnie przecierpiał mój wyjazd z młodszym. Odchorowuje żołądkowo, niestety fizycznie nie ma opcji na razie odreagować. Mnie też było bardzo przykro w ten weekend, nie oszukujmy się. Ale myślę, że przećwiczenie takiej akcji pokazało mu dużo o swojej mamie. Do tego stopnia, że jak teraz dziadek do nas zaszedł jako emisariusz focha, czemu nie przychodzi do mamusi odwiedzić, małż już się ubierał, ale jednak stwierdził pie..., nie idę :P Też ma dosyć jej roszczeń i się nie krępuje dawać temu wyraz. Oczywiście będzie woził do lekarza, mimo focha, ale pewnie będzie odsyłał do domu taksówką, czy czymś tam innym.

                            I cześć, że tak powiem. Mam nadzieję, że to już względny koniec, zgliszcza dogasają, zaśpiewała gruba dama, można już zapalić cygaro, powiewa flaga i tytułowy bohater mówi "wracajmy do domu"

                            Dzięki za udział Dziewczęta :) Podnosiłyście mnie na duchu :)
                            • miedzymorze Re: W ramach podsumowania chyba 07.07.14, 23:03
                              panizalewska napisała:

                              > Wiesz, Mi, tym razem pozwolę sobie się z Tobą nie zgodzić ;)

                              Spoko, to nie mój mąż wozi teściową ;)
                              Pani Agnieszka zapewne wyjaśniła by to w bardziej spójny sposób, ale chodzi o to, że teściowa walczy o uwagę, a nieporadność jest w tej walce bronią pancerną, i przynosi jej korzyści psychologiczne ;)

                              >
                              > Odtajaliśmy, największe jazdy się skończyły, moja córa miała super urodziny (tr
                              > zecie w ciągu miesiąca, tak się złożyło ;) I sobie pomyślałam, że dobry by był
                              > jakiś złoty środek. Uznanie pewnych faktów, jak ta nieporadność (wszystko jedno
                              > z jakiego faktycznego powodu) ale JEDNOCZESNE stawianie granic i robienie tego
                              > wszystkiego według swoich zasad, nie zasad teściowej. Myślę, że takie połączen
                              > ie humanitaryzmu z obroną swojego terytorium będzie ok. Do tej pory nie mieliśm
                              > y okazji przetrenować takich "działań wojennych" więc stąd jazdy. A teraz prosz
                              > sz, doświadczenie uczy :P
                              >
                              Teściowa tez się uczy ;P

                              > Czyli można mamę przywieźć i odwieźć, ale za żadne skarby u nas nie mieszka, ni
                              > e wbija się na siku o 7 rano itp itd. Niezbędne minimum dbania o zdrowie własne
                              > j matki zachowane, ale NIE KOSZTEM WŁASNEGO! Fizycznego (mąż) i psychicznego (j
                              > a i dzieci). Czyli z tym wynajmem pokoju na przyjazdy na leczenie będzie git (b
                              > o jednak i moi dziadkowie lat 90 mają trochę ciężko się nią zajmować) oraz na ś
                              > więta wszelakie. Będzie - jak każdy gość - zapraszana na obiady, wieczerze, cia
                              > sto, zależnie od okazji, ale potem bierzemy pod pachę i do zobaczenia mamusiu j
                              > utro / za tydzień / za rok ;)

                              Oby się udało.
                              >
                              > Mój małż okropnie przecierpiał mój wyjazd z młodszym. Odchorowuje żołądkowo, ni
                              > estety fizycznie nie ma opcji na razie odreagować. Mnie też było bardzo przykro
                              > w ten weekend, nie oszukujmy się. Ale myślę, że przećwiczenie takiej akcji pok
                              > azało mu dużo o swojej mamie. Do tego stopnia, że jak teraz dziadek do nas zasz
                              > edł jako emisariusz focha, czemu nie przychodzi do mamusi odwiedzić, małż już s
                              > ię ubierał, ale jednak stwierdził pie..., nie idę :P Też ma dosyć jej roszczeń
                              > i się nie krępuje dawać temu wyraz. Oczywiście będzie woził do lekarza, mimo fo
                              > cha, ale pewnie będzie odsyłał do domu taksówką, czy czymś tam innym.

                              kurierem ;D
                              >
                              > I cześć, że tak powiem. Mam nadzieję, że to już względny koniec, zgliszcza doga
                              > sają, zaśpiewała gruba dama, można już zapalić cygaro, powiewa flaga i tytułowy
                              > bohater mówi "wracajmy do domu"
                              >
                              > Dzięki za udział Dziewczęta :) Podnosiłyście mnie na duchu :)

                              pozdr,
                              mi
        • celestyna444 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 14:04
          Nie odpowiedziałaś na pytanie ile to razy tesciowa od końca maja, czyli przez niewiele ponad miesiąc, mieszkała u Ciebie? Raz czy dwa razy? I skoro mlodsze dziecko ma dwa lata, to rozumiem, że przez ostatnie trzy lata Twojego małżenstwa, do maja tego roku, teściowa nie była u Ciebie ani razu. Naprawdę nie można tych dwóch, trzech dni wytrzymać?
          I do rozmowy potrzeba dwóch osób. Nie potrafisz znaleźć tematu do rozmowy z teściową, bo jej nie lubisz, wszystko Ciebie w niej drażni. Normalnie, to w miarę ogarnięty człowiek potrafi rozmawiać ze wszystkimi ludźmi, niezależnie od ich statusu, pochodzenia czy wykształcenia. Brakuje Tobie jakiejś ważnej umiejętności społecznej -powinnaś nad tym popracować (może nawet na jakiejś terapii :-) )
          Tesciowa do Ciebie zagaduje jak umie, a Ty odburkujesz niegrzecznie i zbywasz byle czym - o kim to źle świadczy?
          >Zwłaszcza, że wiesz, że obok chęt
          > nie przyjmą, ugoszczą, pomogą?
          Ale ona chce spędzić kilka chwil z rodziną syna, ze swoimi wnukami a nie z obcymi ludźmi.
          • panizalewska Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:05
            Meh
            Oczywiście, że była. To byłoby już dziwne gdyby przez 3 lata mieszkania u nas nie była.
            Była na święta. Z resztą jest na każde święta, bo nas jest dużo, więc moja mama robi u siebie.
            Zawsze to kilka dni. Była na pierwsze święta po naszym zamieszkaniu koło dziadków. Daliśmy jej naszą sypialnię, ledwo zdążyliśmy wyremontować, żeby nie czuła się skrępowana. Sami spaliśmy na wąskiej kanapie rozkładanej na podłodze, ja w 3 m-cu ciąży. Któreś święta - powtórka, bo starsza pani, bo się źle czuje bo to bo tamto. Tylko, że tym razem z 1,5 rocznym dzieckiem i w ciąży - na tej samej kanapie na podłodze, jak goście we własnym domu.
            Itp itd. Aż zaczęliśmy prosić dziadków, żeby ją przyjmowali, bo nie wyrabiałam, notorycznie skopywana w kręgosłup przez dziecko w nocy.

            Teraz jest prawie tydzień w tydzień po kilka dni (od początku czerwca) w związku z leczeniem.

            Serio - miałaś teściową albo własnego rodzica na takim metrażu? Z małymi dziećmi? W połogu? Nieeeeźle :P

            Nie, nie WSZYSTKO mnie w niej drażni. Opisałam sytuacje, kiedy jestem wkurzona, bo zdaje się jak jest wszystko OK, to się nie szuka rady na forum? Irytuje mnie, jak ktos mi siedzi notorycznie na głowie w sensie fizycznym i psychicznym.
            Naprawdę rozmawiasz ze WSZYSTKIMI? Dresami z pałami, bluzgającymi w środkach komunikacji miejskiej też? No wow. Gratuluję. Twój świat jest faktycznie super. Mój taki nie jest.

            Zdaje się, że to teściowa nie odpępniła się od swojego dziecka, a nie ja od mamusi, więc to chyba ona problem ze sobą, a my z nią, a nie na odwrót?

            Kilka chwil = 24 godziny na dobę. Najlepiej zawsze. Bo ona tak baaardzo chceeeee. Prrrrrooooszęęęę? Bezcenne. Pojękując że zaraz umrze, jaka to biedna i samotna, niwecząc jakiekolwik chęci na dalszą rozmowę. Coś chyba u Ciebie szwankuje z osądem, może terapia?
            • anku1982 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 15:08
              A najgorsze w takich forum jest to, że szukasz rady, a zostajesz zdiagnozowana: jako taka i owaka, nieczuła, egoistyczna, niewrażliwa, milcząca, zajęta dziećmi, bla bla bla. Dajemy rady!!! Nie oceniamy, bo autorka nie pyta o ocenę własnej osoby.
            • georgina04 Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 16:07
              panizalewska napisała:

              > Meh
              > Oczywiście, że była. To byłoby już dziwne gdyby przez 3 lata mieszkania u nas n
              > ie była.
              > Była na święta. Z resztą jest na każde święta, bo nas jest dużo, więc moja mama
              > robi u siebie.
              > Zawsze to kilka dni. Była na pierwsze święta po naszym zamieszkaniu koło dziadk
              > ów. Daliśmy jej naszą sypialnię, ledwo zdążyliśmy wyremontować, żeby nie czuła
              > się skrępowana. Sami spaliśmy na wąskiej kanapie rozkładanej na podłodze, ja w
              > 3 m-cu ciąży. Któreś święta - powtórka, bo starsza pani, bo się źle czuje bo to
              > bo tamto. Tylko, że tym razem z 1,5 rocznym dzieckiem i w ciąży - na tej samej
              > kanapie na podłodze, jak goście we własnym domu.
              > Itp itd. Aż zaczęliśmy prosić dziadków, żeby ją przyjmowali, bo nie wyrabiałam,
              > notorycznie skopywana w kręgosłup przez dziecko w nocy.
              >
              > Teraz jest prawie tydzień w tydzień po kilka dni (od początku czerwca) w związk
              > u z leczeniem.
              >
              > Serio - miałaś teściową albo własnego rodzica na takim metrażu? Z małymi dziećm
              > i? W połogu? Nieeeeźle :P


              panizalewska, tak czytam i czytam ten watek i z jednej strony Ci wspolczuje, ale z drugiej strony, nie obraz sie, ale chyba sami troche ukreciliscie na siebie sznurek. Juz samo czytanie o tym jak Twoj maz nad nia i wokol niej skacze jest meczace. Kiedy ten chlop jeszcze ma czas isc do pracy, ze o chwili dla siebie i rodziny nie wspomne?

              Mimo wszystko jednak nie rozumiem, jak to jest z tymi przyjazdami do Was i gniezdzeniem sie w kawalerce z dwojka malych dzieci. Ja rozumiem, ze tesciowa tak chce, ale od samego jej chcenia to sie nie dzieje. W ktoryms momencie sie na taki uklad zgodziliscie (chocby tym, ze nie zaprotestowaliscie) i ten uklad kontynuujecie przywazac ja do Waszego mieszkania za kazdym kolejnym razem. Czyli z jednej strony narzekasz na tesciowa i na to czego ona chce i jak strasznie jest na Was uwieszona, a z drugiej strony postepujecie tak jak ona chce, zamiast jej powiedziec, ze przykro Wam, ale nie ma warunkow aby u Was nocowala i zawiesc ja do dziadkow. Co Was powstrzymuje przed tym? Co Was powstrzymuje, zeby ograniczyc jej wizyty u Was, skoro sa tak uciazliwe (pomijajac teraz kiedy przyjezdza na leczenie)?

              Zmierzam do tego, ze to dlugie i szczegolowe narzekanie na tesciowa, jej zachowania, jej komentarze, jej nastroje niewiele Ci da tak na dluzsza mete. Ona taka jest i sie nie zmieni. Co wiecej, bedzie pewnie probowac przesuwac granice tak daleko jak sie da (czyli jak daleko Wy jej na to pozwolicie). Jedyne co realnie mozesz zrobic to zmienic Wasze wobec niej postepowanie.
      • mozambique Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 13:31
        no w sumie mozna sie zastanowic czy gdyby ową tesciową zamienic na mamę autorki to tez by jej tak strasznie smierdzialo i wkurzało ze sie lampi na komputer ?

        a nawet jezeli tak to czy tez chcialaby sie jej pozbyc jak najszybciej czy jednak z poblazaniem uznala ze mama juz starsza jest , niedomaga i to normlane ze sie stęsknila za córką i wnukami ?

        no co panizalewska? ale tak szczerze ?
    • q_fla Re: Żyć tylko życiem innych ludzi... 02.07.14, 12:17
      Sytuacja jest trudna i bardzo Ci współczuję.
      Jednak mimo wszystko muszę stanąć w obronie twojej teściowej.
      Kiedyś po śmierci dziecka uczestniczyłam w terapii grupowej. Były tam też osoby z klasycznymi objawami lęku separacyjnego i nerwicy lękowej. Twoja teściowa również ma klasyczne objawy: usilne przebywanie z kimkolwiek, lęk przed samotnością, zaniedbanie siebie, niechęć do wychodzenia z domu.
      Myślę, że najważniejszym krokiem będzie znalezienie dobrego psychiatry, który odpowiednio dobierze leki. Nieraz to trwa długo, bo każdy organizm inaczej reaguje. Ktoś wspomniał o terapii - to dobry pomysł, ale najpierw leki, które wyciszą lęki i pozwolą na w miarę normalne funkcjonowanie.