czy dzieci niszczą związek?

03.07.14, 13:00
Ostatnio byli u nas bezdzietni znajomi. Fajni ludzie, ale on nie chce mieć dzieci. Twierdzi, że obserwując swoich znajomych doszedł do wniosku iż dzieci psują związek. My sami od kiedy mam dzieci mamy mega kryzys. Pewnie świadczy to o słabości naszej relacji, która w momencie 'próby' okazuje się być czymś innym niż myśleliśmy.
Ale może coś w tym jest? Jak myślicie?
    • ola_dom Re: czy dzieci niszczą związek? 03.07.14, 13:13
      marcysia1000 napisała:

      > Ostatnio byli u nas bezdzietni znajomi. Fajni ludzie, ale on nie chce mieć dzieci.

      Znaczy, że to taki oksymoron?
      :)
    • sebalda Re: czy dzieci niszczą związek? 03.07.14, 13:18
      Znam bezdzietne (z wyboru) dobrze sytuowane, żyjące właściwie bez większych problemów małżeństwo i widzę, że żyją jak pies z kotem. Zero szacunku, zero uczucia, dwoje nienawidzących się szczerze ludzi. Dlaczego są razem? Cholera ich wie, pewnie rozwód to byłoby za wiele zachodu. A może tak lubią?
      Znam kochające się i szanujące pary z kilkorgiem dzieci. Nie ma reguły.
      I to prawda: dzieci w słabym związku zdecydowanie pogłębiają kryzys. Nie znam przypadku, by dziecko naprawiło psujący się związek. Znam za to akurat dwa małżeństwa (byłe), które po pierwszym dziecku przechodziły kryzys, potem go zażegnały, dla jeszcze lepszego scementowania zdecydowały się na drugie i wtedy to dopiero był armagedon! Obydwa się rozpadły.
      • sebalda Re: czy dzieci niszczą związek? 03.07.14, 13:30
        A tak w ogóle, to jak u Was miało nie być kryzysu po dzieciach, gdy mąż Ci mówił po porodzie, że jesteś nieatrakcyjna, gdy nie pomagał Ci przy dzieciach, jak były małe, gdy Cię zostawiał i chodził z kolegami na striptiz tudzież na całonocne tańce z koleżankami?
        Mam wrażenie, że za wszelką cenę chcesz jakoś usprawiedliwić męża. Teraz to pewnie rozważania, czy on przypadkiem nie ma prawa być zazdrosny o Twoją miłość do dzieci. Tak się składa, że kobieta odsuwa się od ojca swoich dzieci nie z samego faktu ich urodzenia (no może na bardzo wczesnym etapie macierzyństwa, gdy fizycznie musi się skupić na noworodku i niemowlęciu), ale wtedy, gdy ten sam na to zapracowuje, ucieka od pomocy i wsparcia dla młodej matki, woli kolegów albo komputer od płaczącego i wymagającego opieki niemowlęcia.
        • sebalda Re: czy dzieci niszczą związek? 03.07.14, 13:34
          I jeszcze. Na forum Kobieta bodajże kiedyś był ciekawy wątek o tym, dlaczego tak często związek się psuje po dziecku. Jednym z powodów, według dyskutujących, był fakt, że mężczyzna wykorzystuje moment, gdy kobieta jest najbardziej bezbronna i zależna od niego, by pokazać swoje panowanie, swoją wyższość, by ustawić wreszcie hierarchię w związku ze sobą na czele oczywiście. Nie wiem, czy to jest główny powód, ale zaobserwowałam, że częsty.
          • basiastel Re: czy dzieci niszczą związek? 03.07.14, 15:34
            Dokładnie tak było u mnie. Zaczęło się już, gdy byłam w ciąży i poczuł się bezpiecznie. Zapowiedział mi też jaki to z niego będzie macho, gdy dziecko się urodzi. Taki widząc większe uzależnienie żony pozwala sobie na dużo więcej.
          • mozambique Re: czy dzieci niszczą związek? 04.07.14, 13:19
            ja tez pisalam w tym wątku bo przechodzilismy z małzem potezny kryzys
            walsciwie bylismy na krawedzi rozwodu

            na szczescie , pod wplywem wielu okolicznosci oboje w pewnym momencie poszlismy po rozum do glowy ( ewentualnie : zaliczylismy poteznego baranka) i oboje uspokolismy sie

            ja opanowalam swoją wewnętzrną wscieklicę ( unormowanie sie hormonów po porodzie ewidenetnie w tym pomoglo ) a malz usilnie udawal ze tych resztek wscieklicy nie widzi i nie slyszy i sam ograniczyl swoje wybuchy choleryka i koniecznosc stawiania na swoim
            jak zdarza na sie sprzeczka , nawet powazna to oboje staramy sie to tonować i pod zadnym pozorem nie ciągnąc tej spirali dalej , glownie z powodu snu niemowlaka przestalismy oboje podnosic głos a to jzu duzo

            u nas akurat pojawienie sie syna uspokoilo nas bardzo bo oboje jestemy bardzo odpowiedzialni i oboje wiemy ze nie mozemy rozwalac dziecku domu i rodziny z powodu ambicji kazdego z nas
            w tym sensie mocno scalilo nasz zwiazek bo jest bardzo prawdopodone ze gdyby tego malego wrzaskuna nie było tez dosc szybko kazde z nas postawiloby na swoim i nie odpuscilo
            i pewnie rozstalibysmy sie
            • tully.makker Cooooo? 07.07.14, 13:21
              O ile pamietam, to ty jestes zona tego pana, co pijany wozil niemowle samochodem po osiedlu trzymajac je na kolanach i wystawial je w nocy za balkon?

              Zaiste, niemowle rzeczywiscie nauczylo was poczucia odpowiedzialnosci.
              • mozambique Re: Cooooo? 10.07.14, 11:49
                pstroooooo

                tak jak napisalam ja i mąz porzadnie zabralismy sie za siebie i pewne rzeczy zostaly pzrepracowane i sie nei powtórzą ( mam taka nadzieję)

                a propos - ty se machnelas dwoje dzieci z facetem co ma problemy psychiczne , ( z dizecka na dziecko coraz większe) , do tego tendencje do pzremocy fizycznej i psychicznej , a w dodatku lubi byc żigolakiem i musisz go utrzymywać
                i dalej z nim jestes
                wiec przyganiał kocioł garnkowi
    • salma75 Re: czy dzieci niszczą związek? 03.07.14, 14:51
      Dzieci są wyzwaniem dla związku, próbą... Faktycznie, dosyć często zdarzają się kryzysy związane z pojawieniem się potomstwa, ale zaryzykuję twierdzenie, że jeśli związek taki kryzys przetrwa, staje się dużo mocniejszy, już jako rodzina.
      • boski_adonis Re: czy dzieci niszczą związek? 03.07.14, 15:29
        Nie wydaje mi się,zeby dzieci niszczyły związek mężczyzny i kobiety.Co najwyzej moga szybciej ujawnić problemy , ktore w związku sa lub dołozyc nowe. Od chwili pojawienie sie dzieci para ma duzo więcej obowiązków, mniej czasu na wypoczynek i przyjemnosci. Bardziej wtedy widac wady ( lenistwo, wygodnictwo, nieodpowiedzialnośc , niedojrzałośc lub nawet brak więzi miedzy partnerami ) itd itp. a takze róznice w pogladach na wychowanie .
        Nie wydaje mi sie również, że
        > kryzysy związane z pojawieniem się potomstwa, ale zaryzykuję twierdzenie, że j
        > eśli związek taki kryzys przetrwa, staje się dużo mocniejszy, już jako rodzina.
        Wg mnie to nie kryzysy , ale stan permanentnych negocjacji pary najpierw w sprawach podstawowych np. kto kąpie a kto chodzi po pieluchy , kiedy , kto i jak wypoczywa itd.
        Potem jak juz jest ten podstawowy rytm wypracowany pojawiają sie spory o rozwiazywanie problemów istotnych dla sfery wychowania i tak to trwa do pełnoletności dzieci. Zwykle rodzice na bieząco rozwiazują zwykłe problemy , maja wypracowane schematy postepowania i nie ma "kryzysów". Oczywiscie pojawiaja sie "kryzysy" , ale sa one wg mnie raczej sporami o wychowanie i sposoby radzenia sobie z problemem (np. nieuczące sie dziecko) niz kryzysy stricte małzeńskie z powodu posiadania dzieci .
        Oczywiscie dramatyczne zdarzenia w zyciu rodziny tez sa i dla nich własciwym jest okreslenie kryzys - mówię o sutuacjach skrajnych np. narkomania dziecka, smierć, choroba a nie pare trójek na swiadectwie lub kłótnie rodziców o to , kto ma chodzic na wywiadówki.
        Dobrze funkcjonujaca para podejmuje trudy rodzicielskie, radzi sobie z nimi ( lepiej lub gorzej a czasem wcale) , ale chyba nie rozpada sie z powodu codziennej opieki nad dziećmi, takie jest moje zdanie.
        • sebalda Re: czy dzieci niszczą związek? 03.07.14, 15:44
          Zgadzam się z tym, co piszesz, Boski. Opieka nad niemowlęciem to pryszcz przy późniejszych problemach wychowawczych. Tragedią jest dobranie się w parę osób, które hołdują skrajnie różnym wzorcom wychowawczym. Ona chce wychowywać dziecko w poszanowaniu jego autonomii, pociągają ją idee rodzicielstwa bliskości, on jest z domu, gdzie ważna była dyscyplina, porządek i konsekwencja. Dlatego uważam, że para, zanim zabierze się za prokreację, najlepiej jeszcze zanim się na dobre zwiąże węzłem małżeńskim, musi te sprawy przedyskutować. Ideałem by było, gdyby oboje trochę poczytali na ten temat. Ja żywo interesuję się tą tematyką, podsuwam córce (23 lata i stały związek) ciekawe artykuły (jeszcze nie książki, nie chcę przesadzać;), pokazuję pewne przykłady, ale czy jej wybranek w tzw. praniu to zastosuje? Oby. Wiem, wiem, może to ona powinna zaakceptować jego poglądy na ten temat. Mam nadzieję, że mimo wszystko w dużej mierze będą te poglądy mieć podobne.
    • wuika Re: czy dzieci niszczą związek? 03.07.14, 15:34
      Dzieci mogą być wielkim sprawdzianem dla związku. U nas do momentu urodzenia się dzieci po prostu nie było sytuacji na tyle stresujących, żeby to, co ludzie zazwyczaj mają za uszami, powyłaziło. Nie mieliśmy problemów do odreagowania, na tyle ciężkich momentów, żeby się ciągnęły i ciągnęły. Co nie znaczy, że moje małżeństwo się sypie, tylko, że widać, że nie jesteśmy idealnymi ludźmi - tak to NIGDY się nie kłóciliśmy, zawsze na wszystko był czas, na pogadanie, na przegadanie i ustalenie jakichś kompromisów, priorytety w zaskakująco dużej ilości spraw mieliśmy poukładane tak samo.
      Dopiero stresy, brak snu, brak czasu, nadmiar obowiązków sprawił, że pewne rzeczy przestały iść tak po prostu, że pojawiły się konflikty i typowe niedogadania "bo do tej pory zawsze wiedzieliśmy, co by zrobiło drugie, a teraz nagle niektóre rzeczy trzeba MÓWIĆ, bo nikt duchem świętym nie jest, żeby się domyślił".
    • edw-ina Re: czy dzieci niszczą związek? 03.07.14, 16:57
      Kiedy pojawiają się dzieci zmianie ulegają priorytety i to przede wszystkim po tym jak partnerzy tę zmianę przyjmą widać, na ile są zgrani, a gdzie leży problem. Ponoć każdy mężczyzna w jakimś stopniu jest zazdrosny o dziecko, ponieważ przestaje być jedynym obiektem zainteresowania swojej kobiety. My o tym rozmawialiśmy i udało się to przejść stosunkowo lekko. Pojawienie się dziecka pokazuje, czy para potrafi współpracować, dzielić się obowiązkami, rolami, zdusić swój naturalny egocentryzm.
      My oboje uważamy i często o tym mówimy, że nigdy i nic nie zbliżyło nas tak, jak dziecko. To dla niego nauczyliśmy się szybciej i skuteczniej rozwiązywać konflikty, współpracować. Myśl o tym, że chcemy mu zapewnić jak najlepszy dom jest bardzo mobilizująca. Ale jako ten najlepszy dom rozumiemy również rodziców, których coś łączy, którzy szanują się wzajemnie i szanują swoje potrzeby, nie są postaciami jednowymiarowymi.
    • kol.3 Re: czy dzieci niszczą związek? 03.07.14, 17:42
      Jak dobry związek to dziecko go nie zniszczy. Natomiast dziwię się że ludzie, którzy w ekspresie i hurcie produkują sobie dzieci dziwią się że związek im padł.
      • aqua48 Dzieci jakimś wyzwaniem, próbą? 03.07.14, 22:14
        kol.3 napisała:

        > Jak dobry związek to dziecko go nie zniszczy.

        Siłą destrukcyjną dla słabego związku może być równie dobrze każdy inny czynnik.
        Natomiast prawdą jest, że życie bez dzieci jest wygodniejsze niż z dziećmi. Ale w związku niekoniecznie o wygodę chodzi. Dla mnie i dla mojego męża związek bez dzieci nie miałby sensu.
        • nini6 Re: Dzieci jakimś wyzwaniem, próbą? 04.07.14, 10:26
          Dzieci niszczą ZWIĄZEK: nie ma wychodzenia i wracania z imprezy, o której się chce, nie ma bliskości wtedy i tam i gdzie się chce, nie ma czasu na pielęgnowanie uczuć i zachowań. Jest zmęczenie. Wszystko jest podporządkowane dzieciom. Przynajmniej na jakiś czas. Po upływie tego czasu można ocenić, czy ze związku coś zostało, czy jesteśmy tylko Mamusią i Tatusiem.
          • mozambique Re: Dzieci jakimś wyzwaniem, próbą? 04.07.14, 13:31
            dorosle zycie nie polega wylacznie na wychodzneiu na imprezy kiedy sie chce i byzkaniu sie gdzie popadnie

            ale do tego trzeba dorosnąć
            • panizalewska Re: Dzieci jakimś wyzwaniem, próbą? 04.07.14, 16:15
              Nieeee? ;)
              Sorry Mozambique, nie mogłam się powstrzymać :)

              Myśmy tam z małżem planowali, że będzie nam niewygodnie, do pewnego stopnia. Bo taki lajf. Nie można przewidzieć wszystkiego, ale zasadniczo, jak się uprawia seks, to być może kiedyś z tego będą dzieci. Więc lepiej chyba świadomie się do tego zabrać, a nie potem zgrywać OMG! no JAK to się stało?? Wielka tragedia i co my teraz zrobimy? :P
              • nini6 Re: Dzieci jakimś wyzwaniem, próbą? 07.07.14, 07:43
                Panizalewska - mam troje dzieci, z tego dwoje ostatnich dokładnie zaplanowanych, tak więc "OMG jak to się stało" to nie pod mój adres.
                Ponieważ DOROŚLIŚMY do dzieci, to zajmujemy się nimi sami (poza przedszkolem oczywiście), dzieci na tym etapie życia są mocno związane z nami, nie ma mowy o zostawieniu ich wieczorem pod opieka kogoś innego i wyjściu do kina. Z wyjściem na imprezy - i nie mam na myśli cotygodniowej libacji z powrotem do domu w stanie nieprzytomności, tylko wypad do restauracji na kolacje z winem - jest podobnie. Na wszystkie wyjścia, nawet do sklepu, zabieramy dzieci, stało się to dla nam tak naturalne, że ciągniemy za sobą" ogon", że jak kiedyś urwaliśmy sie bez, to czegoś nam cały czas brakowało.
                Próbowaliśmy mieć raz w miesiącu dzień (własciwie pół dnia, jak dzieci sa w placówkach) tylko dla siebie, ale z róznych powodów średnio się to sprawdzało.
                Tak, że ja jestem zdania, że dzieci niszczą związek, zwłaszcza odpowiedzialnych rodziców, którzy chcą zaspokoić wszystkie ich potrzeby.
                Or zostaje on zawieszony na kołku do czasu jak sie nie usamodzielnią.

                Natomiast jeśli w hodowli naszej progenitury pomaga nam sztab osób i więcej przebywa ona pod opieka inncyh osób niz rodzice, to rodzice mogą - bo mają czas i siły - popielęgnować sobie związek.
                Którego dzieci im nie zniszczą.
          • panizalewska Re: Dzieci jakimś wyzwaniem, próbą? 04.07.14, 16:21
            Eeee, coś koleżanka pierniczy. Przy dzieciach związek się ZMIENIA. Jak i całe życie, w ciągu całego życia związek się zmienia. Ale, żeby od razu niszczy? Nie wydaje mnie się. Mój związek z małżem nie jest bynajmniej zniszczony. Jest inny. Inaczej są rozłożone akcenty, nie seks i imprezy są najważniejsze (chociaż u nas nigdy nie były, w sensie imprezy ;) Dzięki temu, że od początku przegadywaliśmy różne kwestie - teraz jest nam lepiej i szybciej się dogadywać, jak nie mamy na to gadanie specjalnie czasu. Ustaliliśmy mniej więcej naszą wspólną wersję pt "co będzie jak będziemy mieli dzieci" i tego się - też mniej więcej - trzymamy. Czasem frustracje są, bo kto ich nie ma, ale po to mamy wykształconą już bliskość (nie przez imprezy, przez seks - częściowo, bo bliskość to nie sam seks, nie?) żeby lepiej sobie radzić z drobnymi problemami dnia codziennego :P
            • julita165 Re: Dzieci jakimś wyzwaniem, próbą? 05.07.14, 07:36
              No wlasnie. Mnie z moim mezem przed dzieckiem laczylo tylko zamilowanie do imprez i seks. Musze to przyznac niestety zbyt pozno. Dziecko zmienilo wszystko. Imprezy musialy ulec ograniczeniu. Seks tez troche bo nie bylo juz opcji szalenstw do czwartej nad ranem skoro mlody wstaje o szostej ani spedzania calej niedzieli w poscieli. Dla mnie takie zmiany byly oczywiste a dla mojego meza nie -nawet stwierdzil ze jest zazdrosny o synka. Takze moge powiedziec ze w moim przypadku dziecko mialo wplyw na rozpad zwiazku. Ale to nie dziecko jest przyczyna jest tylko katalizatorem przyspieszajacym i wydobywajacym slabosci zwiazku ktory i wczesniej byl zly.
    • pade Re: czy dzieci niszczą związek? 05.07.14, 10:11
      Pojawienie się dzieci wyciąga na wierzch wszystkie deficyty obojga rodziców. Dzieci odzwierciedlają to, co rodzic ma nieprzerobione z własnego dzieciństwa, albo wyparte.
      Uaktywnia się wzorzec budowania relacji nabyty w rodzinie pochodzenia oraz mechanizm projekcji czyli przypisywanie partnerowi cech, których sami u siebie nie lubimy i je wypieramy. Nasilają się problemy z komunikacją i definiowaniem potrzeb.
      To wszystko razem może spowodować ogromny kryzys, z którego niełatwo wyjść bez profesjonalnej pomocy.
      • boski_adonis Re: czy dzieci niszczą związek? 05.07.14, 11:43
        Pade napisała:
        To wszystko razem może spowodować ogromny kryzys, z którego niełatwo wyjść bez
        > profesjonalnej pomocy.
        Hm, czyzby ?
        Wiekszośc rodzin nie biegnie na terapie po narodzinach potomka ...
        Raczej bierze wózek i jedzie na spacer ;)
        • pade Re: czy dzieci niszczą związek? 05.07.14, 12:54
          Chyba źle się wyraziłam:) Nie chodziło mi o okres zaraz po narodzeniu się dziecka. Raczej o całe lata po pojawieniu się dzieci.
    • amb25 Re: czy dzieci niszczą związek? 07.07.14, 08:27
      Ja mysle, ze to nie dzieci niszcza zwiazek.
      Po prostu zyjemy teraz w "okresie przejsciowym". Swiat i nasze wyobrazenia zmieniaja sie szybciej niz ludzie.
      Feministki oszukaly nas, mowiac, ze samodzielnosc i pojscie do pracy beda dla kobiet dobre. My im uwierzylysmy, zrobillysmy to co one chcialy i nie dostalysmy nic w zamian a na dodatek zabrano nam nawet mozliwosc wyboru (bo jesli chcemy zyc na jakim/takim poziomie, to niestety, kobieta chcac czy nie chcac musi pracowac). Zwroccie uwage ze ruch feministyczny zaczal swoja dzialalnosc w okresie rewolucji przemyslowej, gdzy potrzeba bylo rak do pracy. Pojscie kobiet do pracy poskutkowalo tym, ze mezczyzna zarabia mniej. Bo kiedys musial zarobic SAM na utrzymanie rodziny, teraz zarabia sie we dowje. Podzial rol byl scisle okreslony.
      Kiedys role w malzenstwie byly scisle okreslone. Teraz przejelysmy wazna czesc meskich obowiazkow - zarabianie. Skoro chodzimy do pracy to chcemy, zeby mezczyzni nam pomagali w domu. Logiczne. Ale oni chodza do pracy, tak jak chodzili zawsze. Ich sytuacja sie nie zmienila, tylko od nich coraz wiecej sie wymaga. Oni po prostu nie zdazyli sie tego jeszcze nauczyc (bo z domu pamietaja uklad patriarchalny, bo mama nie uczyla ich obowiazkow domowych - tylko POMOCY w domu - roznica ogromna. Wiec facet wie, ze ma pomagac - w kuchni, przy dzieciach itp ale nie wie, ze to jego obowiazek).
      Sytuacje pogarsza fakt, ze wiele kobiet uleglo propagandzie dozgonnej milosci romantycznej i oprocz zarobkow, pomagania w domu i przy dzieciach oczekuje jeszcze ciaglych dowodow milosci. A gdy ich nie ma to zaczynaja sie kolejne problemy. A dzieci po prostu wymagaja od nas wiecej odpowiedzialnosci, to obowiazek. I nie kazdy temu potrafi podolac, czasem po prsotu brak czasu nas dobija. Mysle, ze gdyby kobiety mialy wybor (ale taki na prawde) a mezczyzni byli juz przyzwyczajeni (moze za jakies 2-3 pokolenia beda) to problemow typu czy dzieci zabijaja malzenstwo byloby o wiele mniej.
      • algavre.live Re: czy dzieci niszczą związek? 07.07.14, 09:02
        W przypadku mojego małżeństwa, które do najszczęśliwszych nie należało, akurat pojawienie się dziecka, związek scementowało. Poza rzeczami, które ewidentnie mi w mężu nie pasowały, to, że okazał się dobrym i kochającym ojcem było sprawą nadrzędną. Także w moim przypadku, teza, że dziecko dodatkowo ruinuje kiepski związek nie sprawdziło się kompletnie:)
        Acha i kiedyś nie latało się po terapeutach z byle czym, tylko samemu rozwiązywało problemy, jak się umiało, a małżeństwa jakoś trwalsze były.
        • onmytoes Re: czy dzieci niszczą związek? 07.07.14, 13:30
          algavre.live napisała:

          > Acha i kiedyś nie latało się po terapeutach z byle czym, tylko samemu rozwiązyw
          > ało problemy, jak się umiało, a małżeństwa jakoś trwalsze były.

          Wcale nie uwazam, ze to swiadczy o jakosci zwiazku i o tym, ze problemy sie faktycznie rozwiazywalo we dwojke. Kiedys trwalo sie w malzenstwach, bo za bardzo nie bylo innej opcji. Poki kobiety nie byly w stanie same zarobic na siebie i dzieci to odchodzenie od meza nie bylo im nawet w glowie. Wiec trwaly do smierci ze swoimi mezami alkoholikami, przemocowcami itd.
          Jeszcze w pokoleniu moich rodzicow kobieta-rozwodka to byla osoba gorszej kategorii, co skutecznie wplywalo na decyzje, czy z nieszczesliwego zwiazku odejsc czy nie. O czynniku religijnym (przysiegalas to teraz nies swoj krzyz) juz nie wspominajac.
          Kiedys powszechne bylo myslenie, ze w zwiazku nalezy trwac mimo wszystko, dla dobra dzieci.
          W dzisiejszych czasach kobieta jest w stanie jednak samodzielnie zarobic na siebie i dzieci. No i meczennictwo w zwiazku dla dobra dzieci nie jest juz uznawane za takie chwalebne, a wrecz za szkodliwe dla dziecka.
          • algavre.live Re: czy dzieci niszczą związek? 07.07.14, 16:17
            Nie napisałam, że rozwiązywało się we dwójkę. Tylko samemu/ej tj. w rodzinie, radząc się znajomych itp. Nie twierdzę, że nie należy chodzić do psychologa, absolutnie. Tyle,że teraz zauważam tendencję zuepłnie odwrotną, że właśnie niekiedy niewielki problem urasta od razu do niebotycznych rozmiarów, które nadaje się do "przepracowywanie" i analizowania tematu na kozetce, albo odrazu rzucane jest hasło "rozwód". Tkwienie przy przemocowcach, czy alkoholikach znowu drugi biegun, czyli popadanie w skrajność. A nie to miałam na myśli. Jesteśmy wsprost zalewani rónzych radami i poradami w gazetach, necie i tv. I jak to się przekłada na poprawę życia rodzinnego? Na trwałość małżeństwa wogóle?
            • mozambique Re: czy dzieci niszczą związek? 08.07.14, 09:12
              tak ze rozwodów coraz wiecej

              i tez sie zgodze , ze szczegolnie na forach kobiecych co chwile slysze sie radę- weż rozwód
              bo wiadomo ze rozwód to w ogóle pryszcz , szczególnie dla dzieci
          • mozambique Re: czy dzieci niszczą związek? 08.07.14, 09:24
            a jakie modne sie zrobilo powiedzenie
            "Szczesliwa matka to szczesliwe dziecko"

            to urocze zdanie jka zauwazam jest cudownym wytlumaczeniem kazdej, absolutne kazdej podlosci i kazdej glupoty która jest w stanie zrobic kobieta
            mamusia ma ochote sie napic albo upic ? - no przeciez ma prawo
            mamusi tatus sie znudzil i dupsko ją swędzi - no przeciez ma prawo do szczęscia
            mamusi tatus sie nie znudzil a mimo to dupsko ją swędzi = no pzreciez ma prawo
            mamusi zachcialo sie rocznego wyjazdu bez odwiedzania dziecka - patrz jak wyżej bo tu dodatkowo o samorozwój chodzi itp
            mamusia ma ochotę wspinac sie na 8-tysieczniki albo skakac ze spadochronem - no przeciez ma parwo do szcześcia itp


            itp
            jak jeszce tatus zacznie wcielac w czyn "Szczęsliwy tatus to szczesliwe dziecko" to juz mamy
            swiat córki pani Samusionek

            wlasnie przypomniala mi sie kolezanka - zona bardzo bogatego faceta - mają 3 malutkich dzieci , ale ona ma prawo do bycia szczeslwią przeciez , wiec od kilku lat miewa kilku kochanków naraz i planowala odejscie do jednego z nich dla swego szczescia ,
            nawet poczynila pewne kroki ale okazalo sie ze kochanek od swej zony odejsc nie bardzo zamierza a osobisty maz kolezanki w ich kraju pobytu ma prawo do odebrania dzieci matce po rozwodzie z jej winy itp
            i okazalo sie ze jak kochanek schował organ w spodnie a mąz zgadzal sie na rozwód to jzu kolezanka jakos tak szczescia za bardzo nie potrzebuje
            • algavre.live Re: czy dzieci niszczą związek? 08.07.14, 10:03
              Bo liczy się jednostka,a właściwie JA się liczę,facet ma być przecież tylko dodatkiem,po co mi wogóle on, młodzi ludzie uczeni są egoizmu, oczywiście "zdrowego", nastawieni jesteśmy na rozwój osobisty, najlepiej przez coucha /do końca życia/, samorealizację, sukces itd. itp. Dogoniliśmy tzw. zachód w tej modzie, tyle, że oni już są gdzie indziej, bo sami zauważyli,że to droga do nikąd
              • pade Re: czy dzieci niszczą związek? 08.07.14, 10:24
                Coacha, jeśli już:)
                Przede wszystkim to trzeba wiedzieć do czego ten rozwój ma prowadzić. Człowiek, który idzie do coacha i mówi: chcę się rozwijać, na wstępie usłyszy: ale czego konkretnie chcesz?
                Rozwój osobisty nie ma nic wspólnego z egoizmem, wręcz przeciwnie. Otoczenie jednostki korzysta z jej rozwoju, bo ona wreszcie przestaje je "zatruwać" swoimi frustracjami i zaczyna dawać a nie wyłącznie czerpać.
                Dogoniliśmy tzw. zachód w tej modzie, ty
                > le, że oni już są gdzie indziej, bo sami zauważyli,że to droga do nikąd
                :) Zabrzmiało jak z ust starszego pokolenia: panie, kiedyś to były czasy!...
                • algavre.live Re: czy dzieci niszczą związek? 08.07.14, 17:04
                  Ok, coacha - tak jestem ze starszego pokolenia, cokolwiek to znaczy:)
                • algavre.live Re: czy dzieci niszczą związek? 08.07.14, 17:22
                  I wiesz, z tym "przestaniem zatruwania" to zależy na jakiego coacha się trafi i co ten przekaże:)
                  Albo tak "nauczy", że dopiero zacznę zatruwać otoczenie, bo takie mocne strony w sobie znajdę:)
                  • pade Re: czy dzieci niszczą związek? 10.07.14, 10:57
                    Coach nie jest nauczycielem, to raz. A dwa, to, co napisałaś:
                    > I wiesz, z tym "przestaniem zatruwania" to zależy na jakiego coacha się trafi i
                    > co ten przekaże:)
                    > Albo tak "nauczy", że dopiero zacznę zatruwać otoczenie, bo takie mocne strony
                    > w sobie znajdę:)
                    wygląda na zwalanie odpowiedzialności za efekty pracy nad sobą na kogoś innego.
                    Dojrzały człowiek wie, że sam ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje i wybory.
    • asia.sthm Re: czy dzieci niszczą związek? 07.07.14, 12:20
      To ja ugryze z innej strony.

      Juz sam skrot myslowy: - Dziecko niszczace zwiazek - jest fatalnie sformulowany i nalezy sie go, tak jakby profilaktycznie wystrzegac.
      Dziecko nie ma zadnej mocy niszczenia, lub jeszcze gorzej, budowania zwiazku swoich rodzicow. To dorosli maja te moc i albo nie potrafia albo bagatelizuja sprawdzenie sie w swojej roli.
      Nie wiem, czy tylka ja tak alergicznie reaguje na zwalanie za rowno winy jak i odpowiedzialnosci na dziecko. ?? Warto jednak zastanowic sie nad zagadnieniem z tego punktu widzenia.
      • kremka2014 Re: czy dzieci niszczą związek? 07.07.14, 13:01
        Popieram, Asiu. To samo pomyślałam,ale nie chcialo mi sie pisać. Z trzeciej strony mam nadzieje, ze ludzie raczej traktują to zdanie jak skrót myślowy. Bardzo niefortunny zresztą....
    • onmytoes Re: czy dzieci niszczą związek? 07.07.14, 13:43
      a tu akurat w temacie artykul:

      Różnice w zadowoleniu z życia, związków i partnerów są szczególnie wyraźne w odpowiedziach ludzi bezdzietnych i tych, którzy mają dzieci oraz w ocenie mężczyzn i kobiet. I tak na przykład bezdzietne kobiety wydają się mieć najbardziej udane związki, za to są ogólnie mniej zadowolone z życia, a mężczyźni, którzy nie są ojcami są szczęśliwsi od tych, którzy mają dzieci.

      Te rozbieżności widać także w odpowiedzi na pytanie o najważniejszą osobę w życiu. Na dziecko wskazała ponad połowa matek i nieco ponad 25 proc. mężczyzn. Za to dwie trzecie ojców za najważniejszą osobę na świecie uważa swoją żonę czy partnerkę, a nie dziecko. Sytuacja wygląda mniej optymistycznie dla panów, bo tylko jedna trzecia matek uważa swojego partnera za najważniejszego człowieka w ich życiu.


      i wszystko jasne ;)

      www.edziecko.pl/rodzice/1,79361,15277993,Filizanka_herbaty_lepsza_od_seksu_i_milej_miec_dziecko.html#TRNajCzytSST
      • kremka2014 Re: czy dzieci niszczą związek? 07.07.14, 13:51
        ale bzdury!! 100 % moich koleżanek powiedziałaby, ze najważniejszą osobą jest dziecko. Ja też!
        • ola_dom Re: czy dzieci niszczą związek? 07.07.14, 14:12
          kremka2014 napisał(a):

          > ale bzdury!! 100 % moich koleżanek powiedziałaby, ze najważniejszą osobą jest dziecko. Ja też!

          A-ha - już chciałam zapytać, czy aby na pewno w Polsce te badania były przeprowadzone.
          No i nie były. W Wielkiej Brytanii.
          Więc może to i nie takie "bzdury"?
          Założę się, że w Polsce wyniki byłyby inne.
    • babcia.stefa Re: czy dzieci niszczą związek? 08.07.14, 17:53
      Niszczą. Nie same z siebie, ale dlatego, że generują kierat, który uniemożliwia sensowne pielęgnowanie związku.
      • aqua48 Re: czy dzieci niszczą związek? 08.07.14, 19:27
        babcia.stefa napisała:

        > Niszczą. Nie same z siebie, ale dlatego, że generują kierat, który uniemożliwia
        > sensowne pielęgnowanie związku.

        W sensownym związku punkt ciężkości będzie spoczywał pośrodku - czyli ani nie wyłącznie na dzieciach (ach, ten kierat!) ani nie wyłącznie na małżonkach co powoduje, że można bez wielkiego wysiłku przejść z rodziny dwuosobowej do trzyosobowej. A potem w miarę chęci i możliwości do większej.
        Naprawdę dziwię się wypowiedziom, że dzieci to takie straszne poświęcenie, utrapienie, koniec związku. Dla mnie i mojego męża związek bez dzieci byłby bez sensu. I ustaliliśmy razem, że dzieci chcemy mieć, a czasowe utrudnienia, które powodują niemowlęta nie są przeszkodą, bo z drugiej strony dzieci są źródłem ogromnej radości i niesamowitej satysfakcji. Moje dzieci są już dorosłe, a radość z ich sukcesów i duma z nich jest nadal taka sama. Nie zamieniłabym jej nigdy na, powiedzmy możliwość imprezowania dwadzieścia lat temu do rana.
        • algavre.live Re: czy dzieci niszczą związek? 08.07.14, 19:31
          W pełni popieram :)
        • babcia.stefa Re: czy dzieci niszczą związek? 08.07.14, 20:31
          Fajna teoria, ale w przypadku problemów (a te raczej są w pakiecie z dziećmi) to wszelakie "punkty ciężkości" można sobie w anus wsadzić.
        • nini6 Re: czy dzieci niszczą związek? 10.07.14, 07:48
          Jak już dzieci odchowam i młodsza dwójka równiez będzie dorosła, to zapewne będą źródłem mojej radości i dumy. Li i jedynie. Nieprzespane noce i kierat zatrą się we wspomnieniach i zostaną tylko miłe chwile.
          Na tą chwilę jestem po prostu nieludzko zmeczona.
      • nini6 Re: czy dzieci niszczą związek? 10.07.14, 07:45
        10/10
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: czy dzieci niszczą związek? 10.07.14, 00:56
      Dla niektórych dorosłych tytułowe pytanie nie musi być nieprzyzwoitym skrótem myślowym. Jest po prostu poglądem lub doświadczeniem, które w taki sposób formułują. Czasem bywa wyrażony tak bezkompromisowo jak przez "babcię-stefę". Tak wygląda ich perspektywa. Jak każda, powinna być dopuszczalna.
      "Fajni ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci " to nie koniecznie oksymoron. Można być fajnym i nie chcieć mieć dzieci nie tracąc nic dalej ze swojej fajności. Ważne w tych przypadkach jest, aby tacy ludzie nie mieli dzieci, bo mogą je skrzywdzić. Lub skrzywdzić siebie. Przynajmniej do czasu, aż zmienią swoje poglądy pod wpływem kolejnych doświadczeń życiowych.
      To, jaki wpływ mają dzieci na związek, zależy od wielu czynników. Przede wszystkim od oczekiwań w parze oraz ich synchronizacji. Te oczekiwania mogą być dramatycznie rozbieżne. Ktoś może poczuć się zostawiony, odrzucony, osamotniony, przeciążony, niezrozumiany, wykorzystany, gdy na świat przychodzi dziecko. Każdy ma prawo do swoich odczuć.
      Rodzicielstwo, a macierzyństwo szczególnie jest często idealizowane. Takie podejście jest powodem wielu kłopotów.
      Bo dzieci to nie zawsze jest obszar gratyfikujący. Nawet te kochane, chciane i planowane.
      Bardzo często związek przechodzi kryzys w momencie pojawienia się dziecka. Nie zawsze rzeczywistość zgadza się ze światem fantazji, o tym jak przyjemne może być dziecko. Poza tym dziecko to od początku odrębny człowiek, i jako tako takie, wnosi w związek nową jakość, na którą nie każdy może być przygotowany. To często obszar konfliktowy. Może poróżnić małżonków. Co do metody wychowania, co do oczekiwań od dziecka i od siebie nawzajem. Można oczekiwać lojalności, która nie nadejdzie, można oczekiwać wyrozumiałości. Można przeżywać gniew do siebie nawzajem. Bywa naprawdę różnie. Pamiętajmy też, że dzieci mogą sprowadzić kryzys w związku w różnych okresach swojego życia i życia związku.
      Dlatego mogę zaapelować o wyrozumiałość dla tych, co boją się inwazji dzieci na związek.
      Pozostańmy na swoich stanowiskach, ale nie narzucajmy ich innym. Ci co uważają , że dzieci to najwyższa wartość niech zrozumieją tych, dla których tak nie jest. Niech z nimi polemizują a nie potępiają, nawet używając do tego eleganckich argumentów. I vice versa .
      A na pytanie czy dzieci niszczą związek, można spokojnie odpowiadać, że niektóre związki tak. Czasem będąc też wygodnym pretekstem. Agnieszka Iwaszkiewicz


      • aqua48 Nie do końca się z Panią zgadzam 10.07.14, 09:32
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Rodzicielstwo, a macierzyństwo szczególnie jest często idealizowane. Takie pod
        > ejście jest powodem wielu kłopotów.
        > Bo dzieci to nie zawsze jest obszar gratyfikujący. Nawet te kochane, chciane i
        > planowane.
        > Bardzo często związek przechodzi kryzys w momencie pojawienia się dziecka. Nie
        > zawsze rzeczywistość zgadza się ze światem fantazji, o tym jak przyjemne może b
        > yć dziecko.
        To często obszar konfliktowy. Może poróżnić małżonków.

        Całkowicie się zgadzam, ale jest też druga strona medalu - w małżeństwie, czy związku obszarów konfliktowych jest mnóstwo i nie tylko dzieci powodują załamania, kryzysy i inne sytuacje bardzo mocno konfliktowe. Taką sytuacją może być utrata pracy przez jedno z partnerów, długa i ciężka choroba, lub wypadek jednego z nich, przeprowadzka - wspólna lub nie w przypadku nawet czasowego wyjazdu za granicę, decyzja o wzięciu kredytu na mieszkanie, decyzja o zamieszkaniu ze starzejącymi się rodzicami/konieczność opieki nad którymś i wiele wiele innych.

        Jeśli związek od początku nie jest nastawiony na kompromisy, rozmowy, i wypracowywanie konsensusu, tylko na wygodę i prowadzenie miłego życia to wszelkie te życiowe i trudniejsze do uniknięcia niż posiadanie dzieci sytuacje mogą doprowadzić do jego rozpadu i końca.


        > Można oczekiwać lojalności, kt
        > óra nie nadejdzie, można oczekiwać wyrozumiałości.

        Zupełnie to samo dzieje się w przypadku na który nie mamy żadnego wpływu jak choćby choroba nowotworowa. Na związek niszczycielsko może podziałać nie tylko pojawienie się dziecka, równie niszczącą może być każda zmiana.

        Zatem moim zdaniem warto zadać sobie pytanie na początku związku czy to związek wyłącznie na pogodę, czy też i na czas burz i kryzysów.

        • sebalda Re: Nie do końca się z Panią zgadzam 10.07.14, 09:57
          > Zatem moim zdaniem warto zadać sobie pytanie na początku związku czy to związek
          > wyłącznie na pogodę, czy też i na czas burz i kryzysów.

          Bardzo ładnie powiedziane. Tylko zakochani ludzie zawsze powiedzą, że łączą się na dobre i na złe. To tak ładnie brzmi, tak literacko. W przysiędze małżeńskiej, zarówno kościelnej, jak i cywilnej, też są podobne zwroty: w zdrowiu i chorobie. Ale to teoria.
          Dlatego przyszłego męża/przyszłą żonę trzeba poznać naprawdę dobrze i choć jestem katoliczką i kłóci się to z moimi wartościami, rozsądek podpowiada mi, że lepiej jest jednak zamieszkać na jakiś czas ze sobą przed ślubem, poznać się w codziennym życiu, a nie tylko na randkach i wspólnych romantycznych podróżach. Ja tak nie zrobiłam i co dostałam???
          • differentview Re: Nie do końca się z Panią zgadzam 10.07.14, 12:21
            > Ja tak nie zrobiłam i co dostałam???

            dostalas? sama sobie wybralas a nie dostalas;) a wersji martyrologicznej, ktora jest Ci bliska dostalas krzyz, ktory musisz niesc, to Twoja droga do swietosci przez meczenstwo w malzenstwie;))))))
          • celestyna444 Re: Nie do końca się z Panią zgadzam 10.07.14, 12:26
            > Dlatego przyszłego męża/przyszłą żonę trzeba poznać naprawdę dobrze i choć jest
            > em katoliczką i kłóci się to z moimi wartościami, rozsądek podpowiada mi, że le
            > piej jest jednak zamieszkać na jakiś czas ze sobą przed ślubem, poznać się

            A ile miałaby trwać ta jazda próbna? Skoro kryzys wywołuje dziecko, to i dziecko powinno się mieć przed ślubem. No a jak związek się nie sprawdzi, to co wtedy z dzieckiem? Wepchnąć je spowrotem tam skąd przyszlo? Ludzie związują się ze sobą po kilku miesiącach znajomości i są ze sobą całe życie a czasami żyją razem przed ślubem po kilka lat i się rozstają. Nie ma na to recepty i wspólne zamieszkanie przed ślubem niczego tu nie zmieni.
            (No i co to za wartości, które burzy zwykły rozsądek? Życiowe wartości powinny być sprawą nadrzędną, więc po co ta miałka deklaracja, ze jesteś katoliczką? wg mnie nie jesteś skoro wybierasz sobie z katolicyzmu tylko to co Ci pasuje a niewygodną resztę odrzucasz)
            • sebalda Re: Nie do końca się z Panią zgadzam 10.07.14, 12:52
              > A ile miałaby trwać ta jazda próbna? Skoro kryzys wywołuje dziecko, to i dzieck
              > o powinno się mieć przed ślubem
              Na randkach i romantycznych wyjazdach ludzie się starają, nie zachowują się autentycznie, w codziennym życiu prędzej czy później wyjdą różnice, niedopasowanie, jest więcej czasu na rozmowy o praktycznych stronach życia, o partnerstwie, współodpowiedzialności za dom, obowiązkach. I to o takie rozmowy chodzi, na randkach rzadko się porusza takie tematy, w codziennym życiu, przy wspólnym gotowaniu i zmywaniu takie tematy nasuwają się same i po podejściu partnera można poznać, jak się będzie w przyszłości odnosił do wielu spraw rodzinnych i wychowawczych. Nie przewidzi się wszystkiego, ale przynajmniej część.

              Uwielbiam ludzi, którzy oceniają czyjąś wiarę. Nie ma to jak sobie w ten sposób poprawić humor. Rozumiem, że ty jesteś PRAWDZIWĄ katoliczką, Celestyno?
              • celestyna444 Re: Nie do końca się z Panią zgadzam 10.07.14, 13:04
                Nie jestem katoliczką. Ani prawdziwą ani nie prawdziwą. Ale jeżeli przyjmujemy w życiu jakieś zasady, to się ich trzymajmy. A u Ciebie, tak jak w sygnaturce jednej z forumek, jesteś katoliczką ale praktykujacą po swojemu...jak większość Polaków.
                > Uwielbiam ludzi, którzy oceniają czyjąś wiarę.
                To nie wystawiaj jej pod ocenę na publicznym forum, nie będziesz musiała mnie uwielbiać :-) :-) :-)
                Jestem na 100% pewna, że gdybyś mieszkała ze swoim mężem przed ślubem nawet i 5 lat, to niczego by to w Twoim życiu nie zmieniło.
                • sebalda Re: Nie do końca się z Panią zgadzam 10.07.14, 15:34
                  Są dwa rodzaje osób oceniających czyjąś wiarę: fundamentaliści i ateiści. Jedna i druga strona idealnie się do tego nadaje:P
                  > Jestem na 100% pewna, że gdybyś mieszkała ze swoim mężem przed ślubem nawet i 5
                  > lat, to niczego by to w Twoim życiu nie zmieniło.
                  Może masz rację, a może jej nie masz, niemniej szanse byłyby wtedy nieco większe.
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Nie do końca się z Panią zgadzam 10.07.14, 12:16
          Ja natomiast zgadzam się z Panią w całości.
          We wszystkich przytoczonych przez Panią przypadkach może nastąpić kryzys.
          Tyle , że rozmawiamy w tym wątku o dzieciach i ich wpływie na związek. Nie o wszystkich życiowych sprawach. Przeniesienie rozmowy w inne obszary może ten wątek niechcący zmarginalizować lub spłycić. Stąd nie poruszałam ich w swojej wypowiedzi.
          Odnosząc jeszcze do Pani przykładów, trzeba zauważyć, że dotyczą one jednak negatywnych sytuacji życiowych. Poważna choroba, utrata pracy. Dzieci takim obszarem nie są. Mogą dawać wyjątkowe szczęście i zcementować związek i mogą go wystawić na ogromną próbę. Poza tym są decyzją, a nie zrządzeniem losu. Nawet te nieplanowane Zawsze można ich jednak nie mieć.
          Nadto, jak się pojawiają, to nie ma odwrotu. Są i już każdą życiowa decyzję, obojętnie, pozytywnej czy negatywnej prowieniencji, trzeba podejmować mając je na względzie.
          Oczywiście większość ludzi podejmuje decyzje o dzieciach "z automatu", pomaga biologia i instynkt. Ale z całą pewnością jest to temat do rozmowy, zastanawiania się. Niejednoznaczny.
          A nad kryzysami związku z powodu dzieci trzeba się pochylać, badać je i patrzeć co mówią o nas, o partnerze, o związku. Cały czas się bowiem tego uczymy. Co gorsza zawsze "pod ostrzałem ognia" bo niewiele emocji , sytuacji, zachowań, daje się skrupulatnie zaplanować. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • aqua48 Re: Nie do końca się z Panią zgadzam 10.07.14, 16:26
            agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

            > We wszystkich przytoczonych przez Panią przypadkach może nastąpić kryzys.
            > Tyle , że rozmawiamy w tym wątku o dzieciach. Przeniesienie rozmowy w inne obszary może ten wątek niechcący zmarginalizować lub spłycić.

            Albo pogłębić. Bo warto zdać sobie sprawę, że zmiany pozornie czy początkowo "na gorsze" wcale nie muszą powodować rozpadu związku, mimo, że powodują utrudnienia życiowe.

            > Odnosząc jeszcze do Pani przykładów, trzeba zauważyć, że dotyczą one jednak n
            > egatywnych sytuacji życiowych. Poważna choroba, utrata pracy. Dzieci takim obsz
            > arem nie są.

            Nie kwalifikowałam moich przykładów jako zdecydowanie negatywne - zmiana pracy, czy przeprowadzka mogą wszak być zmianami na lepsze, tylko jako dość duże zmiany życiowe burzące niewątpliwie stabilizację i spokój w związku oraz wymagające pewnego przeorganizowania życia. Podobnie jak pojawienie się dziecka.

            > A nad kryzysami związku z powodu dzieci trzeba się pochylać, badać je i patrzeć
            > co mówią o nas, o partnerze, o związku. Cały czas się bowiem tego uczymy.

            Myślę, że każda kryzysowa sytuacja uczy. I warto z niej wyciągać wnioski. W przypadku kryzysów związanych z dziećmi jest to o tyle trudne, że chodzi o innego człowieka, jego los, życie, zdrowie.
            Tragedie związane z pozostawianiem maleńkich dzieci samych w autach, na lotniskach, czy ciągniętych w wysokie góry, lub pozostawianych bez odpowiedniej opieki na czas urlopu rodziców (była taka sytuacja chyba we Francji - niemowlę zostało pod opieką pięcioletniej siostry, kiedy matka wyjechała na urlop) sądzę, w części powstają własnie z tego powodu, że jakość życia staje się nadrzędnym celem, a wszelkie niewygody czy niedogodności się ignoruje.
Pełna wersja