Dodaj do ulubionych

Patchworkowa rodzina

14.07.14, 14:32
Witam, od kilku miesiecy nie radze sobie z wplywem matki mojego meza na nasze zycie i zupelnie nie wiem jak to ugryzc. Pokrotce: dla nas obojga to drugi zwiazek, nie mamy wspolnych dzieci, mamy za to dzieci z poprzednich zwiazkow. Moje dziecko mieszka z nami, natomiast dziecko meza jest starsze i nie chcialo z nami zamieszkac, pozostaje pod opieka babci i dziadka. To teraz nastolatka, w chwili kiedy zaczelismy ze soba byc miala 11 lat. Moja coreczka jest sporo mlodsza, ma dopiero lat 6. Corka meza nie ma kontaktu ze swoja matka od chwili urodzenia. Moje dziecko ma sporadyczny kontakt z biologicznym ojcem.

Od poczatku naszego spotykania sie, bardzo chcialam miec dobry kontakt z corka meza. Zabieralam obie dziewczynki do kina, kupowalam ciuchy, kosmetyki, ksiazki, staralam sie rozmawiac o szkole, pomagalam w odrabianiu lekcji. Moje dziecko oczywiscie kleilo sie do corki meza, bo bylo nia zafascynowane. Wiem, ze to ja czasem draznilo, staralam sie takie konflikty rozwiazywac na biezaco, bo wiem jak to jest miec mlodsze rodzenstwo, ktorego towarzystwem nie jest sie zainteresowanym.

Na poczatku jej niezamieszkanie z nami tlumaczono mi koniecznoscia dokonczenia szkoly w jej rodzinnym miescie. Nie bylam zachwycona, chcialam miec ja na miejscu, tak abysmy tworzyli jedna rodzine, ale zaakceptowalam sytuacje. Maz oczywiscie jezdzil do niej bardzo czesto, poza tym ona przyjezdzala do nas (nie tak czesto jak bym chciala). Mialam wrazenie, ze nasza rodzina trwa w rozkroku. Te czeste wyjazdy do dziecka, chociaz jak najbardziej uprawnione, kladly sie cieniem na naszej rodzinie, bo maz nie mial czasu dla mnie i dla mojego dziecka. Poza tym jego corka dorastala, a ja nie mialam z nia czestego, regularnego kontaktu. Rozmawialismy o tym, prosilam, tlumaczylam, czasem klocilam sie o to, ale sytuacja sie nie poprawiala.
W ostatnie swieta, kiedy bylam u nich jako gosc, matka meza nie wytrzymala i oskarzyla mnie o to, ze nie jestem matka dla corki meza. Bylam zszokowana, bo przeciez od dawna staralam sie zbudowac miedzy nami jakas relacje, ale osoby, ktore mogly i powinny byly mi w tym pomoc, nie chcialy tego zrobic. Uwazam, ze wine za ta sytuacje ponosi maz i jego matka. Uslyszalam jednak, ze jestem kobieta, a to kobieta powinna sie bardziej postarac, ze powinnam byla sama przyjezdzac co weekend, zeby spotykac sie z corka meza, itd. Te pretensje i zadania sa dla mnie nieuprawnione, chore. Uwazam, ze robilam co moglam, oczywiscie, ze zawsze mozna sie przyczepic, ze cos mozna bylo zrobic inaczej, lepiej, ale staralam sie, otworzylam sie na to dziecko, chcialam, zebysmy stworzyli rodzine. Co jakis czas powtarzalam, ze ta sytuacja jest chora, ze dziecko, ktore nie ma juz matki, zostaje w ten sposob pozbawione takze ojca. Teraz zostalam kozlem ofiarnym. Nie dosc, ze bedac gosciem w tamtym domu zostalam zle potraktowana, to matka meza zaczela juz otwarcie klasc do glowy mlodej, ze ja jej nie akceptuje, ze jej nie kocham, cytujac, ze 'moje serce dla niej nie krwawi'. Probowalam na ten temat rozmawiac, probowalam cos wyjasnic, rozmawialam z mezem. Matka meza nie dosc, ze sie nie opamietala, to jeszcze doprowadzila do tego, ze teraz wszyscy jestesmy skloceni.
Moja coreczka nie rozumie dlaczego nie widuje corki meza, teskni za nia. Kiedy maz jedzie do swojego dziecka, zachowujemy sie jakby udawal sie w podroz do czarnej dziury, bo on nie bardzo chce na jej temat ze mna rozmawiac. Podobno rozumie, ze sam popelnil blad, podobno mnie nie wini, ale pojawily sie takie slowa, ze moglam skierowac rozmowe na inne tory i nie dopuscic do takiego zachowania jego matki, ze moglam sama zadzwonic i wyjasnic. Pojawilo sie takze oskarzenie, ze to ja uzylam sformulowania, ze 'moje serce nie krwawi dla tego dziecka'. Nic takiego nie mialo miejsca. Po prostu powiedzialam matce meza, ze to ich winie za to, ze pomiedzy mna a mloda nie ma wiezi, kiedy otwarcie oskarzyla mnie o brak tej wiezi pomiedzy dzieckiem a mna.
Podobno mloda miala jakies uwagi na temat pobytow u nas, ale to nigdy wczesniej do mnie nie dotarlo, ale zostalo mi wykrzyczane w twarz podczas swiatecznej kolacji. Uwazam, ze mozna bylo to rozwiazywac na biezaco, kiedy te wydarzenia mialy miejsce. Ona jest nastolatka i rozumiem, ze moze sie ze mna w roznych kwestiach nie zgadzac. Gdyby powiedziano mi o tym wczesniej, moglibysmy to omowic, zmienic, pozbyc sie problemu. Jestesmy dorosli, uwazam, ze powinnismy byli o tym rozmawiac, staralabym sie dostosowac, itd.
Tesciowa podczas tej kolacji, otwarcie zarzuila mi rowniez, ze wchodze w jej kompetencje wychowawcze, bo podczas wspolengo odrabiania lekcji z mloda, powiedzialam jej, ze nie powinna wkuwac materialy na pamiec, ze wazne jest, zeby rozumiala to, czego sie uczy. Na argument, ze nauczyciel lubi, kiedy uczen wykuwa na pamiec fragmenty z ksiazki, powiedzialam, ze nie jest to godne pochwaly podejscie ze strony nauczyciela, oraz ze czasem lepiej jest dostac czworke i rozumiec material, zamiast piatki, kiedy za chwile wszystkiego sie zapomni. To, ze postulowalam, zeby mloda uczyla sie dla siebie, a nie dla taty, babci i nauczycieli, takze zostalo mi wypomniane.

Moje starania o zbudowanie wiezi otwarcie torpedowano, a teraz zarzuca mi sie, ze to ja ponosze wine za zaistniala sytuacje. Mloda obecnie mnie nie toleruje, otwarcie odmowila przyjezdzania do nas. Wczesniej spotkalismy sie jeszcze dwa razy - byla wobec mneie wroga, rzucala krzywdzace komentarze, probowala osmieszyc. Ja to rozumiem, ona jest nastolatka, z burza hormonow, ale bylo to dla mnie przykre. Podobno poczula sie odrzucona, dlatego sama mnie odrzucila, tyle ze ja jej nigdy nie odrzucilam, to sa chore insynuacje jej babki.
Moje wczesniejsze relacje z matka meza byly dobre. To energiczna, czasem zbyt wladcza kobieta, lubi panowac nad wszystkim i wszystkimi, ale nauczylam sie z tym zyc. Niektore jej uwagi mnie denerwowaly, na przyklad kiedy proponowala, zebym oddala do niej na kilka tygodni swoje dziecko, zeby je 'ustawila', ale rozumiem, ze nie ma ludzi idealnych, sama taka nie jestem. Matka meza wczesniej miala otwarty konflikt z narzeczona starszego syna, pozniej sie pogodzily i wyglada na to, ze szybko musiala znalezc 'zastepstwo'.

Nie wiem zupelnie co z tym zrobic. Ta sytuacja wplywa na nasza rodzine bardzo negatywnie. Nasz zwiazek poza tym jest bardzo szczesliwy, ale to jest kwestia, ktore nie mozemy pominac czy zapomniec. Bardzo mnie to wszystko meczy i ostatnio dochodze nawet do konkluzji, ze nie do konca wyobrazam sobie nasza wspolna przyszlosc. Moj maz nie nalezy do najbardziej wylewnych i otwartych osob, tzn. okazuje swoje uczucia, ale nie do konca potrafi o takich sprawach rozmawiac. Wczoraj poklocilam sie z mezem o to wszystko. Bardzo trudno mi z nim o tym dyskutowac, byc moze dlatego, ze matka przekonuje go do swoich racji i wklada w moje usta slowa, ktorych nie wypowiedzialam. Czuje sie teraz jakbym miala 'niewidzialnego wroga'. On jest naturalnie wsciekly, ze jego dziecko, odrzucone przez biologiczna matke, czuje sie ponownie odtracone przez zone ojca. Tyle, ze ja tego nie zrobilam, dlatego nie uwazam, ze powinnam czuc sie winna. On w sumie to rozumie, mnie nie wini, ale to tesciowa sprawuje opieke nad mloda i tym samym jestesmy podzieleni na dwie odrebne rodziny i tu koleczko sie zamyka.
Czy popelnilam gdzies blad? Co moge z tym zrobic?
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 15:38
      Ty nic nie możesz z tym zrobić, jedynie ojciec może.
      A co on może - ano w końcu przejąć funkcję rodzica na codzień czyli sprowadzić córkę na stałe do Was.
      Jego matka to babcia a nie matka dziewczynki i praw rodzicielskich nie ma.
      • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 15:47
        Ale to dziecko ma teraz 15 lat i juz nie do konca da sie je sprowadzic gdziekolwiek bez jego wlasnej woli. Ja wrecz mam wrazenie, ze na cokolwiek juz za pozno i bardzo mnie to boli. Te kilka lat zostalo zaprzepaszczonych, a to co udalo nam sie zbudowac zostalo zniszczone przez ten caly cyrk z nastawianiem mlodej przeciwko mnie.
        • celestyna444 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 16:00
          Jeżeli ojciec nie sprowadził do siebie córki przez 4 lata, to chyba tak jest mu wygodnie :-(
          A dlaczego nie ma w tej historii biologicznej matki dziecka, dlaczego dziecko zostało jej odebrane i jaka w tym była rola babci?
          Ja na Twoim miejscu nie siedziałabym na forum tylko wzięła męża za chabety i pojechała spakować dziecko i w te pędy zabierać do siebie, bo to ostatni dzwonek na jako takie odnowienie relacji. Są wakacje, idealny czas na zmianę szkoły!
          >Te kilka lat zostalo zaprzepaszczonych
          Bezpowrotnie. Ale kilkadziesiąt lat życia rodzinnego przed Wami...
          • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 16:10
            celestyna444 napisała:

            > Jeżeli ojciec nie sprowadził do siebie córki przez 4 lata, to chyba tak jest mu
            > wygodnie :-(

            Nie jest mu 'wygodnie'. On po prostu podporzadkowal sie chyba zarzadzeniom krolowej matki. 'Mamuni', bo tak kaze sie synom do siebie zwracac, co w ustach czterdziestoparolatkow brzmi komicznie.

            > A dlaczego nie ma w tej historii biologicznej matki dziecka, dlaczego dziecko
            > zostało jej odebrane i jaka w tym była rola babci?

            Nie wiem jaka byla w tym rola babci. Matka z tego co wiem nigdy nie interesowala sie dzieckiem, po prostu je urodzila.

            > Ja na Twoim miejscu nie siedziałabym na forum tylko wzięła męża za chabety i po
            > jechała spakować dziecko i w te pędy zabierać do siebie, bo to ostatni dzwonek
            > na jako takie odnowienie relacji. Są wakacje, idealny czas na zmianę szkoły!
            > >Te kilka lat zostalo zaprzepaszczonych
            > Bezpowrotnie. Ale kilkadziesiąt lat życia rodzinnego przed Wami...

            Obawiam sie, ze to nie do mnie nalezy taka decyzja.
            • differentview Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 07:04
              > Nie jest mu 'wygodnie'. On po prostu podporzadkowal sie chyba zarzadzeniom krol
              > owej matki. 'Mamuni', bo tak kaze sie synom do siebie zwracac, co w ustach czte
              > rdziestoparolatkow brzmi komicznie.

              a dlaczego podporzadkowal sie matce? wlasnie dlatego bo mu tak bylo wygodnie; ponosicie konsekwencje porzucenia 11 letniego dziecka- to przykre i mysle, ze jest w tym wina zarowno Twojego meza jak i Twoja; dwoje doroslych ludzi, rodzice( biologiczny ojciec i macocha) nie mogli sprzeciwic sie babce? przeciez to smieszne jest, babcia nie miala tu nic do gadania
        • chalsia Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 16:03
          > Ale to dziecko ma teraz 15 lat i juz nie do konca da sie je sprowadzic gdziekol
          > wiek bez jego wlasnej woli.

          tak - w sytuacji, gdyby dziecko miało "wybierać" między dwojgiem rodziców posiadających prawa rodzicielskie
          a dziadkowie takich praw nie mają
          dziecko - nawet 15-toletnie - podlega władzy rodziców ZWŁASZCZA w tak zasadniczej kwestii, jak miejsce zamieszkania i nie może sobie go sobie dowolnie wybrać "bo tak woli"
          dziadkowie musieliby wystąpić - przeciw własnemu synowi - by zostać rodziną zastępczą dla wnuczki
          • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 16:15
            Chalsiu, tu nie chodzi o sytuacje prawna. To jest nastolatka. Mozna ja sila sprowadzic do nas, ale co to da? Zreszta, taka decyzja nie nalezy do mnie. To sa kompetencje jej ojca. Ja nie mam wobec niej zadnych praw i nie moge decydowac ani za nia ani za niego.
            Mysle zreszta, ze tesciowa nie wahalaby sie, zeby wystapic o prawo do wychowywania wnuczki, bo przeciez w jej mniemaniu, ona ja broni przed mieszkaniem z potworem. Mysle, ze nie zawaha sie przed niczym, co jest chore, chore, chore.
            • miacasa Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 16:24
              To dziecko niebawem dorośnie, ojciec spaprał sprawę bo to on powinien córkę wychowywać a zachował się niczym kukułka podrzucając ją swojej mamuni. Dziewczyna dorasta, pewnie jest w niej sporo żalu i gniewu, może uświadamia sobie, że nie tylko mama ją porzuciła ale tata również i tu pojawiasz się ty jako wdzięczny obiekt do przeniesienia negatywnych emocji. Kiepski układ.
              • sebalda Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 16:45
                Rzeczywiście układ do bani. Ciężko coś doradzić, jak przywieziecie młodą siłą, ona na bank w pierwszej odpowiedniej chwili spakuje manatki i ucieknie.
                Ja na Twoim miejscu napisałabym do niej długi mail. I tam wszystko wyjaśniła, napisała, jak bardzo Ci na niej zależy, jakie to jest dla Ciebie ważne, że niestety babcia nie wszystko dobrze rozumie, że jest wobec Ciebie niesprawiedliwa, że nie ma racji, mówiąc, że Ci na dziewczynce nie zależy. Napisz to wszystko, co napisałaś, tylko mniej oskarżycielsko wobec babci dziewczynki (ale częściowo tak) i cieplej w stosunku do niej. Napisz, co w niej lubisz (coś pewnie się znajdzie), że Ci jej brakuje, jak teraz się separuje i inne miłe rzeczy. Bądź szczera. Umiesz pisać, umiesz dobrze motywować swoje zdanie, na pewno będziesz wiedziała, jak to wszytko ubrać w słowa.
                Nie czekaj na szybką reakcję, bo młoda musi jeszcze zachować dystans, twarz, ale coś powinno do niej dotrzeć. Nowy rok szkolny byłby dobrym momentem, żeby ją ściągnąć do Was. Najwyższy czas.
                • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 17:20
                  Sebaldo, nie wiem jak zostaloby potraktowane pisanie takiego emaila za plecami babci. Obawiam sie, ze to byloby wykorzystane jako pretekst do obsmiania mnie i zrobienia ze mnie glupka. Te nastroje tak bardzo juz sie zradykalizowaly, ze jestem tam nienawidzona. Treudno sie przebic przez taki mur nienawisci i dotrzec do nastolatki.
                  Sama myslalam, ze moze najpierw nalezaloby doprowadzic do rozmowy pomiedzy nasza trojka, czyli pomiedzy doroslymi.
                  Nie zadzwonie do tesciowej, bo czuje sie tak zdenerwowana i zraniona ta sytuacja, ze obawiam sie, ze moglabym nie wytrzymac i na nia nakrzyczec, i jeszcze wszystko pogorszyc. Zaczynam juz pielegnowac do niej jak najgorsze uczucia, uwierz mi. Ale moze rozmowa twarza w twarz pomoglaby cokolwiek wyjasnic?
              • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 16:48
                Mozliwe, ze tak to odbiera. Maz wychowywal ja sam do trzeciego roku zycia, pozniej zamieszkal z dziadkami, poniewaz jego praca zaczela wymagac czestych wyjazdow.
                Mysle, ze jego matka przejela wtedy opieke nad dzieckiem i pomimo tego, ze glosno deklaruje, ze to on jest ojcem i to on decyduje, faktycznie utracil kontrole nad wychowywaniem wlasnego dziecka.
                Decyzja o tym, zeby pozostawic dziecko pod opieka babci chwilowo, zeby dokonczylo rok szkolny nie byla moze zla, ale pozniej nie postawil sie, kiedy babcia zaczela urabiac wnuczke, ze powinna zostac dluzej, tzn. do konca szkoly podstawowej. I tak granica zaczela byc przesuwana. A pozniej okazalo sie, ze ja jestem zla matka, bo nia nie bylam, nie weszlam w te role, choc mojego 'matkowania' nikt sobie nie zyczyl. I nastapil tak zwany klops.
                • morekac Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 17:49
                  Przypuszczam, że dziewczynka w przyszłym roku kończy gimnazjum - czy jest szansa, że da się namówić na szkołę w waszym mieście (może macie lepszą ofertę) i czasowe zamieszkanie z tatą?
                  • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 17:55
                    Ona nawet nie dala sie namowic na spedzenie weekendu z nami. Maz pojechal po nia te 200 km samochodem i wrocil kolejnego dnia bez niej.
                    Na obrone meza musze dodac, ze on naprawde spedza z nia duzo czasu (tak wiem, ze nie tyle, ile by spoedzal, gdyby byla u nas), tyle ze to wlasciwie zawsze dzieje sie u nich w domu, pod czujnym okiem babci. Na tym cierpi tez nasz zwiazek, tzn. nie spedzamy razem tyle czasu, ile powinnismy, bo prawie kazdy wolny dzien jest spedzany w drugim domu.
                    Czuje czasem, jakby to bylo cos na granicy bigamii. Mysle, ze jego matka jest zachwycona tym, ze ma syna dla siebie, i wie, ze oddanie mu dziecka, wiazaloby sie z tym, ze nie widywalaby go tak czesto, a ona uwielbia, kiedy mezczyzni kolo niej skacza, mezczyzni, tzn. maz i synowie. On i tak jest w duzej mierze odpepowiony od niej, co jest dziwne, bo ona jest niezwykle zaborcza.
          • morekac Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 17:47
            Nie sprowadzałabym na siłę 15-latki, ze względu na nią. Rozumiem, że dotąd była właściwie wychowywana bardziej przez dziadków niż ojca, mieszka w innym mieście i przeprowadzka wiązałaby się z zerwaniem wszelkich więzi uczuciowo-towarzyskich. Tego się ludziom nie robi.
            A wątkotwórczyni powinna chyba zrobić awanturę mężowi - de facto to on porzucił dziecko, nie ona...
    • zolla78 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 17:58
      No i co, że zostaniesz obśmiana i zrobią z ciebie głupka. Twoja relacja z tym dzieckiem, które jakby nie patrzeć jest twoją pasierbicą jest chyba ważniejsza niż to, że teściowa cię obśmieje. Nad czym ty się w ogóle zastanawiasz. Albo jedziesz tam, prosisz dziewczynę na rozmowę sam na sam, jak już napisałaś to nastolatka a nie dziecko i próbujesz jej wyjaśnić i ją zapewnić, że zawsze chciałaś by z wami mieszkała itp. albo to piszesz, chociaż uważam, że tu należałoby do dziewczyny pojechać i wyjaśniasz pewne rzeczy w bezpośredniej rozmowie. W tej konkretnie sytuacji, to ostatnią rzeczą jaką powinnaś się przejmować, to jest czy teściowa cię obśmieje albo czy zrobisz coś za jej plecami.
      To mi trochę brzmi jak szukanie wymówki. I zastanów się czy z perspektywy tej dziewczyny, która nie wie o tych rzekomych twoich kłótniach z jej ojcem by zamieszkała z wami, to naprawdę w tym momencie nie wygląda jakbyś jej nie chciała w waszym życiu. A teściowa o tym wie. Jeżeli nie, to też ma jakieś podstawy do oskarżania ciebie o to, że tego dziecka nie chciałaś. Ja,wierząc tobie, wiem, że to wina twojego męża a jej ojca, ale z ich perspektywy, to może wyglądać zupełnie inaczej. A skąd ty wiesz, czy ten twój mąż nie bardzo chcąc przeciwstawić się matce, z raz czy dwa nie rzucił córce tekstu, że "wiesz, my bardzo chcemy byś z nami zamieszkała, ale .... - i tu padło coś co zwalało winę za tą sytuację z jego na ciebie, nie ruszając przy tym babci. Poza tym, sorry, ale jakoś trudno mi uwierzyć, ze dorosły facet mający wsparcie w żonie i jej zapewnienie, że chce zajmować się jego dzieckiem, nie jest w stanie postawić się matce. Tu chyba trochę musiało zadziałać jakieś jego wygodnictwo albo sama nie wiem co. I pewnie córce, nawet jak gdzieś tam w środku kołacze się jej myśl, że to nie ty jej nie chciałaś w waszym życiu, to łatwiej uwierzyć, że ty, a nie że tatuś jej nie bardzo chciał, albo nie chciał na tyle mocno by się babci nie przeciwstawić.
      Czy popełniłaś gdzieś błąd. Jeden widzę, nie powiedziałaś w którymś momencie swojemu mężowi, że jest ....., że nie chce być z własnym dzieckiem, mając do tego warunki i nie ma znaczenia czy z własnej wygody czy ze strachu przed mamusią.
      • verdana Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 18:07
        Nie da się ukryć - Twój maż totalnie spieprzył sprawę. Porzucił własne dziecko i tyle. Gdyby naprawdę chciał sie nią zajmować, gdyby mu naprawdę zależało bardziej na dziecku niż mamuni, to bgy z dzieckiem mieszkał, wychowywał, zajmował codziennymi problemami. Najwyraźniej jednak dziecka nie chciał - niezależnie jak często do niej jeździł, córka miała świadomość, ze gdy miał wybór - wybrał Ciebie, a ją zostawił. Gdybyś była nawet święta, nie ma możliwości, aby nastolatka Cię nie znienawidziła. Bo inaczej musi uznać, że ojcu na niej nie zależy. Teściowa wykorzystuje sytuację, a moze nawet nie tyle wykorzystuje, ile wygodniej jest powiedzieć, ze macocha dziecka nie chce, niż że ojciec, własny syn dziecka nie chce - bo niestety, dokładnie tak wygląda prawda. Teściowa ma mówić wnuczce, ze ojcu na niej nie zależało?
        W tej chwili obawiam się, że nic się nie da zrobić. Twój maż okazał sie złym ojcem, a Ty jesteś niestety współodpowiedzialna - nie bardzo rozumiem jak można zaakceptować faceta, który zostawia własne dziecko i nie chce uczestniczyć w jego codziennym zyciu.
        Trudno sie dziwić, dziewczyna Was nie akceptuje, ma rację, choć Ty jesteś tu najmniej winna. Pogadaj z mężem, powinien porozmawiać z córką, przeprosić ją i systematycznie proponować przeprowadzkę. Nawet, jak nie zechce , to przynajmniej będzie wiedziała, ze jest mile widziana.
        • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 18:17
          Tak jak pisalam w poprzednich postach, mam nadzieje, ze napisalam to wystarczajaco jasno – propozycja zamieszkania z nami pojawiala sie kilkakrotnie, tzn. zgodnie z umowa, kiedy nadszedl czas na rozgladanie sie za szkola na miejscu, maz to zrobil, znalazl szkole, my mielismy sie przeprowadzic do wiekszego mieszkania, zeby dziewczynki mialy oddzielne sypialnie, ale pojawil sie glos babci, wspierany glosem wnuczki, ze lepiej byloby, gdyby jednak skonczyla szkole podstawowa w tamtym miejscu, czyli juz nie rok szkolny. Na poczatku byla mowa jedynie o skonczeniu roku szkolnego, na co wszyscy sie zgodzili, bo to sie wydawalo sensowne. Pozniej pojawila sie propozycja skonczenia szkoly podstawowej, a kiedy nadszedl czas wyboru gimnazjum, dziecko odmowilo przeprowadzenia sie do nas, argumentujac to tym, ze znalazly z babcia fajne gimnazjum na miejscu, a potem dodatkowo tym, ze nie chce mieszkac ze mna. Babcia podnosila na przyklad, ze moja corka jest duzo mlodsza i jej wnuczka nie bedzie nianka dla mlodszego, obcego dziecka. Nigdy ta nianka nie byla, nigdy sie moja corka nie zajmowala, ale stwierdzono, ze istnieje takie niebezpieczenstwo i, ze ja nalegam na wspolne zamieszkanie, bo szukam darmowej baby-sitter.
          Oczywiscie maz mogl sie ze mna rozwiesc i przeniesc z powrotem do matki, albo sprowadzic corke sila. Moze mogl tez bardziej nalegac. Moze mogl tupnac noga? Zaprotestowac bardziej stanowczo? Nie wiem, nie bylam przy tych rozmowach.
          • verdana Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 18:48
            11-latce ojciec nie "proponuje" zamieszkania ze sobą, tylko ja bierze. Sam pomysł, ze może mieszkać z kim innym, prócz matki oczywiście, oznacza, ze ojcu niespecjalnie zależy. Woli mieć święty spokój niż dziecko. 11-latki nie sprowadza się siłą, bo zazwyczaj dziecko chce być z rodzicami. No, chyba, że Twój mąż był juz przedtem złym ojcem, z którym dziecko nie chce być...
            Jednej rzeczy nie rozumiesz - "sensowne" w tym wypadku oznacza to, że dla ojca nie jest zadnym problemem, by nie widzieć dziecka i by wychowywał je kto inny. Nie czuje żadnej potrzeby bycia z dzieckiem, nie czuje potrzeby, by na nie wpływać.
            To, co mówi babcia, jest tu w ogóle nie istotne w obliczu tego, że ojciec nie czuje potrzeby mieszkania z córką. Takie pytanie - czy dałabyś sie namówić, aby Twoje dziecko mieszkało z dziadkami i abyś je widziała tylko czasami, a codziennie wychowywała dziecko partnera?
    • 71tosia Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 20:58
      przede wszystkim 15 latka ma pelne prawo zadecydowac z kim chce mieszkac. Mozna zlozyc propozycje przeprowadzki, ale to do niej nalezy wybor, chce byc z tata i toba czy z babcia. I nie nalezy sie dziwic ze wybierze babcie, to babcia ja wychowala, a nie ojciec, to ona pelnila role zastepczej mamy dla niej, i to z babcia jest bardziej zwiazana emocjonalnie niz z wami. Wyrywanie ja z domu, z rodziny, z kregu znajomych byloby okrutne. Trzeba pewnie zostawic sprawy tak jak sa, starajac sie by sama z wlasnej woli bywala u was tak czesto jak to jest mozliwe.
      Nie wiem czy twoje czy babci metody wychowcze sa lepsze (chociaz tak je przedstawiasz by nie bylo watpliwosci) ale to babcia wychowuje corke meza i raczej nie chce jej zrobic krzywdy? Wiec leipiej moze nie komentowac otwarcie 'bledow wychowczych' babci? Tobie tez sie nie podobalo gdy mama meza skomentowala twoje metody wychowawcze wobec twojej corki?
      ps naprawde nie bardzo cie to interesowalo co sie stalo z matka biologiczna corki meza - bardzo dziwne - troche jakby to dziecko cie nie interesowalo. Jezeli nie chcesz o tym pisac - ok to rozumiem.
      • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 21:40
        Oczywiście, że wiem co dzieje się z matką biologiczna, ale to nie ma związku z tą sprawą.
        Ona mieszka z babcia, ale też tęskni za ojcem, a ten tęskni za nią. Ojciec wyprowadzil się do innego miasta, ale tak się stało po ustaleniu pewnego planu, tzn. tego ze po skończeniu roku szkolnego, zamieszkamy razem. Taki byl plan. Nic nie zostało uzgodnione poza jej plecami, bo wszyscy uczestniczylismy w tych rozmowach. Tylko dlatego tak to zostalo ustalone.
        Nikt nie chce tu być okrutny i wyrywać ja z jej środowiska. Nie wyprowadzilismy sie też, żeby skomplikowac jej życie. Wynieślismy sie tu za praca. Ona ma 15 lat, a ojciec mieszka gdzie indziej od czterech lat, trudno wiec byłoby uznać, że wychowywala ja jedynie babcia.
        I nie wiem czy mozna mowic o jej wlasnej woli, kiedy steruje nia matka meza.

        Nie zauważyłam tez, zebym krytykowala metody wychowawcze babci. Tak, zdarzylo mi się powiedzieć, że warto jest uczuć się dla siebie samej a nie dla ocen. Trudno byloby mi uznać to za ostra krytyka czyichś poglądów. To raczej problem zastepczy.
        Wcale nie twierdze, ze babcia chce jej krzywdy. Mam tylko wątpliwości czy postepujac jak postepuje, nie krzywdzi jej, bo zamiast drugiego domu i kolejnej w jej zyciu doroslej osoby, ktora chce sie o nia troszczyć, chce o nia dbac, ma to co co na, czyli uraz do kolejnej doroslej kobiety w wieku jej matki.
        • 71tosia Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 22:04
          z tego co sama napisalas ojciec czesto wyjezdzal - wiec nawet wczesniej dziecko wychowywala babcia. Dziewczynka jest z nia zwiazana, trudno by bylo inaczej. Troche i za pozno na zmiany - dziewczynka nie jest z wami zwiazana emocjonalnie, ale i za wczesnie, ciagle woli mieszkac ze swoja rodzina - osobami ktore ja wychowaly. Pewnie za pare lat sie wyprowadzi ze swojego rodzinnego domu ale raczej nie do was, wyfrunie w swiat ;-)
          ps zalezy jak to powiedzilas o tym uczeniu sie na pamiec i dla siebie (naprawde zakladasz ze babcia - czlowiek dorosly tego nie rozumie?) , jezeli tak jak napisalas to wcale sie nie dziwie ze babcia poczula sie krytykowana w swoich metodach wychowczych. I czy chcialabys by tesciowa w ten sposob komentowala uczenie sie twojego dziecka?
          • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 23:17
            Tak, wyjezdzal, dlatego babcia pomagala mu wychowywac dziecko. Mieszkala w jego domu, dlatego w chwili, kiedy zmienila sie jego sytuacja w pracy, wrocil do swojego domu, gdzie mieszkają jego rodzice.

            Co do uczenia się. Tak, chyba tego nie rozumie i nie zakładam tego. Powiedziała mi wprost, że wnuczka uczy się dla ocen, bo te sa najwazniejsze. Ja zreszta nie krytykowalam jej sposobu wychowywania dziecka. Ojciec poprosil, żebym pomogla dziecku w nauce. Podczas prob opanowania większego materialu okazalo się, że dziecko uczy się całych paragrafów na pamięć, a kiedy zapomni kilku słów, traci wątek. Powiedzialam wtedy, że gdyby uczyła się starajac się przede wszystkim zrozumieć tekst, nawet zapominając czegoś, zaliczylaby sprawdzian bez problemu. Mloda odparła jednak, że nauczyciel najwyzej premiuje takie wlasnie przepisywanie ksiazki. I tak, odpowiedzialam na to, że to musi być kiepski nauczyciel i, że powinno się uczyc dla samego siebie, dla doskonalenia siebie, a nie dla najwyzszych ocen.
            Nie rozumiem, czym miałabym się poczuć urazona, gdyby tesciowa powiedziala to mojemu dziecku.
            Moja tesciowa zaproponowala, żebym przysłała do niej na kilka tygodni własne dziecko, żeby mi je wychowała. O tym, tym mogłabym się poczuć urazona.
          • zuzi.1 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 23:25
            Autorko nie masz najmniejszych szans na zmiane zaistnialej sytuacji. Matka Twijego meza jest toksyczna osoba o narcystycznej osobowosci. Poszukaj sobie na forum mojego watku" jak sie chronic przed narcystycznymi ludzmi". Takie osoby sa zaburzone osobowosciowi, nie wygrasz z ta narcyzka, ona i tak zrobi co bedzie chciala a z Ciebie przy okazji zrobi najgorsza osobe. Ta kobieta jest zaburzona, a wnuczke traktuje jak swoja wlasnosc, dziewczynka juz jest od b. silnie uzalezniona emocjonalnie i tego niestety nie zmienisz, ona juz jest marionetka w rekach zaburzonej babci, podobnie zreszta jak Twoj maz. Mimi, ze piszesz, ze facet sie od niej odpepowil, to nie do konca jest to prawda, taka zaburzona matka pociaga nim za sznurki jak lalka, dlatego facet nie potrafil jej sie postawic i zabrac dziecka do siebie i nigdy tego nie zrobi.
            • zuzi.1 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 23:38
              Nie walcz z ta zaburzona kobieta o to dziecko, bo wyjdziesz z tego b. poraniona emocjonalnie. Tej kobiecie o to wlasnie chodzi, zeby Wam jako rodzinie robic problemy, zebyscie nie stanowili calosci, zeby maz musial do niej jezdzic na spotkania z dzieckiem itp. Ta nastolatka od lat przechodzi pranie mozgu ze strony narcystycznej i psychopatycznej babci. Babcia robi to wszystko dla siebie, w ten sposob zaspokaja swoje chore potrzeby emocjonalne. Ta dziewczynka juz jest emocjonalna zakladniczka w rekach babci i bedzie tak az do czasu smierci tej kobiety. Na pewno babcia nie robi jej jawnej krzywdy, ale tak manipuluje tym dzieckiem, ze jest ono kompletnie bezradne podobnie jak Ty i maz. To dziecko ma byc do konca babci dni z nia, ma zaspokajac potrzeby emocj. tej kobiety i ona jej na pewno dobrowolnie nie odda. Ile lat ma ta zaburzona babcia? I jeszcze jedno tej kobiecie zalzy na tym aby stale konfliktowac Cie z mezem, sprawia jej to ogromna satysfakcje, nie pozwol jej na to, skup sie na swoim dziecku i na mezu, nie macie oboje najmniejsze szansy na to, aby odzyskac to dziecko, z psychopatka zwyczajnie nie wygracie.
              • zuzi.1 Re: Patchworkowa rodzina 14.07.14, 23:47
                Na Twoim miejscu dotarlabym do matki biologicznej dziewczynki i porozmawiala z nia na temat tesciowej i malzenstwa z Twoim mezem, od tej kobiety byc moze dowiesz sie rzeczy o ktorych bys nawet nie pomyslala.Osoby narcystyczne i psychopatyczne uwielbiaja niszczyc emocjonalnie drugiego czlowieka na wszelkie mozliwe sposoby, byc moze to wlasnie spotkalo ta kobiete, ze strony tej rodziny. Ta tesciowa jest osoba zaburzona i nic z nia nie ugrasz, nic jej nie wytlumaczysz, bo sie nie da, wsxystkie Twoje czyny i slowa zostana uzyte przeciwko Tobie. To jest taki troche matrix w wykonaniu zaburzonego emocjonalnie czlowieka tj. Twojej tesciowej.Przykro mi.
              • 71tosia Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 00:04
                ta na jakiej podstwie to twierdzisz? Babcia jest toksyczna bo zgodzila sie wychowywac przez 15 lat dziecko zamiast jego rodzicow? Bo babcia bardziej czuje sie rodzicem tego dziecka niz jej biologiczni rodzice - a co w tym dziwnego skoro od 15 lat zajmuje sie wnuczka? Bo jest przywiazana do wnuczki? Bo nie widzi powodu (ja tez nie widze), dla ktorego ma dziecku przewracac cale zycie? Babcia jest egoistka bo nie kazala sie wyprowdzic do ojca i jego zony? A moze to babcia liczy sie uczuciami wnuczki?
                To musi byc jakas nowa odmiana narcyzmu, o ktorym z takim obsesyjnym uporem piszesz w kazdej dyskusji, niezaleznie czego dotyczy.
                • zuzi.1 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 00:09
                  Autorko czy maz ma rodzenstwo? Czy kiedykolwiek wsponinal o faworyzowaniu kogokolwiek z tego rodzenstwa? Poczytwaj bloga www. krzykopomic.blix.pl i zastanow sie nad tym co tam jest napisane pod katem zachowan tesciowej.
                  • 71tosia Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 00:18
                    czy ty wychowujac przez 15 lat dziecko oddalabys je tatusiowi i jego rodzinie bo tamci maja akurat takie zyczenie? A co z uczuciami dziecka? Nie trzeba robic psychoanalizy 'pod kontem zachowan tesciowej' by wiedziec ze wyrywajac dziecko z domu, w ktorym sie wychowalo, od babci do ktorej jest przywiazane, zrobi mu sie po prostu krzywde dziecku. Bacia o dziecko dba od 15 lat, jezeli tatus malej uwazal ze babcia nie robila tego dobrze mogl zaregowac i zmienic sytuacje wiele lat temu. Teraz to babcia jest najblizsza rodzina dzieczynki.
                    • zuzi.1 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 00:35
                      Tatus tej dziewczynki mial prawdopodobnie niewiele do powiedzenia przy babci, jego slowo kontra slowo babci niewiele sie liczy, tak oddalabym dziecko ojcu, gdyby taka byla jego wola i zrobilabym wszystko, aby to dziecko chcialo do niego wrocic, a ta babcia robi wszystko, aby do tego nie doszlo. Dla siebie przede wszystkim to robi, tutaj dobro tego dziecka sie nie liczy, dziecko jest juz babci i nikt tego nie zmieni.
                      • morekac Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 00:56
                        Miał niewiele do powiedzenia, bo tak mu było wygodniej. Wątkotwórczyni też ta sytuacja niespecjalnie przeszkadzała. Tymczasem babcia - manipulująca czy nie - jakoś musi się zmierzyć z codziennymi żalami swojej wnuczki (wystarczy, że zaczyna szlochać, że tata jej nie kocha i ogólnie ma ją w d... - co ma mówić? Potwierdzić? Być może rzeczywiście łatwiej jest zwalić winę za ten stan rzeczy na synową niż syna, chociaż to on najwięcej ma za uszami) oraz wtrącaniem się synowej do wychowywania. A bo to jedna matka twierdzi, że stopnie są najważniejsze i wkurza się, bo dziecko przyniosło czwórki zamiast piątek? Już nie mówiąc o tym, że sama uwaga o zakuwaniu, aczkolwiek zasadniczo prawdziwa, była jednak średnio taktowna i z pewnością nie usposobiła dobrze do osoby ją wypowiadającej...
                        • celestyna444 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 07:19
                          > ytuacja niespecjalnie przeszkadzała. Tymczasem babcia - manipulująca czy nie -
                          > jakoś musi się zmierzyć z codziennymi żalami swojej wnuczki (wystarczy, że zacz
                          > yna szlochać, że tata jej nie kocha i ogólnie ma ją w d... - co ma mówić? Potwi
                          > erdzić?
                          Nie, wystarczyłoby tylko nie blokować wszelkimi sposobami przeprowadzki dziecka do ojca.
                          I, jeżeli to wnuczka nie chciała się przeprowadzić do ojca, to dlaczego babcia szuka teraz kozła ofiarnego? Coś mi się jednak wydaje, że dziecko chciało zamieszkać z ojcem a przyczyną wszystkich obecnych kłopotów jest troskliwa babunia.
                          Uwagi i rady autorki o nauce w szkole jak najbardziej słuszne - dlaczego są tu krytykowane to nie wiem.
                        • zuzi.1 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 10:28
                          A jak myslisz morekac dlaczego maminsynki zostaja do konca zycia przy rodzicach? Bo jest im tak wygodnie? Ze samodzielnie rezygnuja z posiadania rodziny i chodza uwiazani na postronku "mamusi"? W takich sytuacjach mamy do czynienia z mechanizmem uwiazania, uzaleznienia emocjonalnego takich ludzi od swiich zaborczych, autorytarnych i narcystycznych matek. A z uzaleznienia emocj. b. ciezko jest samemu wyjsc, jesli manipulacjami emocj.taki ktos ma prany mozg calymi latami to czesto nawet nie ma swiadomosci w jakiej sytuacji sie znajduje, efekty tego prania mozgu sa natomiast widiczne dla osob postronnych w postaci uleglosci, podporzadkowania, zachowan jak zagubione dziecko we mgle. Matki narcyzki posiadaja naturalne niewyobrazalne wrecz umiejetnosci uzalezniania manipulacjami emicj. ludzi od siebie, robia to w taki sposob, ze jest to b. skuteczne. Sa to osoby normalnie funkcjonujace w spoleczenstwie, pracujace, ale majace ogromne umiejetnosci podporzadkowywania sobie najblizszych osob, cel maja jeden, te osoby maja robic to co one sobie zycza i w taki spisib jak one sobie zycza. Z mlodszego pokolenia tez znam kilka takich osob, ale ze starszego pokolenia znam ich wiecej. Autorko, czy Twoja tesciowa wyglada b. mlodo jak na swoj wiek i ile ma lat?
                                • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:34
                                  Naprawde nie widze zwiazku, ale tesciowa wyglada bardzo dobrze, od tylu wrecz jak nastolatka. Ma bardzo ladna figure, ktorej moglaby jej pozazdroscic duzo mlodsza kobieta. Na pewno jest bardzo atrakcyjna i chetnie to pokazuje, np. noszac obcisle ubrania. Zdecydowanie wyglada na co najmniej dziesiec lat mlodsza. To zabawne, ale jej corki, bo ma takze corki, wygladaja na starsze i sa duzo mniej atrakcyjne, ale tesciowa w mlodosci byla naprawde pieknoscia.
                                  • ola_dom Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:37
                                    spinel1977 napisał(a):

                                    > Naprawde nie widze zwiazku

                                    że narcyz wygląda świetnie?
                                    W końcu jest najważniejszy i najpiękniejszy - ważniejszy i piękniejszy od innych.
                                    Pierwszy raz słyszę o takim powiązaniu, ale jak najbardziej mi się zgadza.
                                  • morekac Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 16:44
                                    Spoko, gdyby nie wyglądała dobrze, można byłoby o niej napisać, że jest zaniedbanym pasztetem. Nie wiem zresztą, czy jest jakikolwiek dowiedziony związek pomiędzy wyglądem człowieka, a jego charakterem - tzn. w ludowej wyobraźni piękny=dobry, np. piękny Kopciuszek i wredne, brzydkie siostry, swojego też czasu z zapałem obmierzano głowy przeróżnych przestępców i uczonych, usiłując dowieść związku pomiędzy owymi wymiarami głowy a przeróżnymi cechami uważanymi za pożądane i nie. Genetycy z zapałem zajmujący się genami też jeszcze nie wpadli na to, że geny kodujące urodę zewnętrzną są w jakiś sposób związane z wrednym charakterem. Reasumując: nie poświęcałabym tej kwestii czasu jako nieistotnej, bo Zuzi chyba trochę dała się ponieść fantazji...
                • zuzi.1 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 00:29
                  Tosia, ja Cie nie zamierzam przekonywac, wiele jest BARDZO podobnie zachowujacych sie kobiet ze starszego pokolenia, a te pidibienstwa wynikaja wlasnie z podobnych zaburzen osobowosci. Nie zauwazylas czytajac posty autorki jak czesto uzywa slowa "chore" myslisz, ze przesadza, nie sadze, dobrze pisze, ze to z czym sie spotyka w tej rodzinie jest chore. Temat znam z autopsji, podibnie jak temat przemocy i po prostu rozpoznaje juz ten ciag b. podobnych, zaburzonych zachowan. Recze Ci Tosia, ze Ciebie tez taka babcia narcyzka zrobilaby na szaro i nawet bys nie wiedziala kiedy, pisala o tym wielokrotnie sorvina, w ten sposob zaburzone osoby sa czesto b. inteligentne i piekielnie skutecznie manipuluja innymi, niby na granicy normalnosci, stosujac zlozone manipulacje.
                  • celestyna444 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 07:26
                    > wiele jest BARDZO podobnie zachowujacy
                    > ch sie kobiet ze starszego pokolenia, a te pidibienstwa wynikaja wlasnie z podo
                    > bnych zaburzen osobowosci.
                    He he he, rozejrzyj się dokładnie dookoła - jeżeli myślisz, że młodszych roczników to nie dotyczy, to bardzo się mylisz.
                • ola_dom Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 09:27
                  Abstrahując już od tego, czy dla 15-latki lepiej czy gorzej byłoby zostać teraz z babcią;
                  to trudno mnie także nazwać "normalną i zdrową" kobietę -
                  która dorosłym synom KAŻE tytułować się "mamunią",
                  która nieprzerwanie sączy jad do głowy wnuczki o niecnej i niekochającej macosze (dla jej dobra???),
                  która używa argumentów o "krwawiącym sercu" (??!!!),
                  która proponuje matce, że weźmie jej dziecko na miesiąc "żeby je porządnie wychować" (???!!!)
                  i tak dalej...

                  no litości...!!

                  A mąż autorki wątku powinien przejść poważną i potężną terapię, bo naprawdę trudno się dziwić, że nie radzi sobie z zaistniałą sytuacją, skoro był wychowywany przez taką matkę...
        • mruwa9 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 02:16
          strasznie jestescie egoistyczni, bo celem jest stworzenie pozoru udanej rodziny, a byc moze jedyna osoba, ktora naprawde obchodzi los i samopoczucie owej nastolatki, jest ta rzekomo toksyczna babcia.
          Rozumiem, ze miedzy 3 a 11 rokiem zycia dziewczynki ojcec mial z nia raczej sporadyczny, niz codzienny kontakt, a babcia de facto pelnila na codzien role faktycznego opiekuna dziecka. Osoby, ktora szykowala kanapki, przytulala na dobranoc, znosila fochy i kupowala pierwsze podpaski. Bo ojciec albo byl, albo czesciej go nie bylo. A gdy byl, pelnil role goscia, a nie rodzica. Goscia, z ktorym mozna pojsc na pizze, do zoo, dostac troche dodatkowej kasy, ale ktory nie pilnowal odrobionych lekcji i terminu wizyty u dentysty.
          IMHO ojciec dal ciala jako ojciec, a na zmiany jest juz za pozno. Przeprowadzka dziewczyny do was, te 200 km, onacza wyrwanie jej z jej bezpiecznego, znanego praktycznie od urodzenia, srodowiska, kolezanek, znajomych, miejsc. Nie zaspokoi potrzeb dziewczyny, tylko zaspokoi egoizm jej ojca i macochy.
          Chcecie cos poprawic- przeprowadzcie sie blizej dziewczyny, zeby umozliwic jej czestsze i naturalniejsze kontakty z ojcem, niewymagajace dwustukilometrowych podrozy.
            • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 09:15
              Przede wszystkim ja nie mam prawa zabierac dziecka, bo to nie jest moje dziecko i ja nie mam wobec niej zadnych praw.
              Przeprowadzka nastapila po uzgodnieniu pewnych spraw w gronie osob zainteresowanych. W rozmowach uczestniczyla tez babcia, nikt jej nie pominal. Uwazalismy, ze mloda byla juz w takim wieku, ze tez powinna byla wiedziec co planujemy, pozwolilismy jej wyrazic wlasne zdanie, wyjasnilismy skad pomysl o przeprowadzce, itd. Dziecko bylo traktowane z szacunkiem, wiedzialo, ze ma prawo glosu, ze moze wyrazic swoje watpliwosci. Cieszylo sie z przeprowadzki do innego, wiekszego miasta. Potem ten termin zaczal byc przesuwany. Pytalam o co chodzi, mowilam mezowi, ze to zly pomysl, ze mloda powinna byc przy nas. Pomimo wszystko mowiono mi: spokojnie, niech skonczy tu szkole, gimnazjum wybierzemy juz przy nas. Kiedy nadszedl czas na to, zaczelam szukac wiekszego mieszkania. Maz sprawdzal gimnazja, wydawalo sie, ze wszystko jest w porzadku. Kiedy nadszedl czas na podejmowanie ostatecznych decyzji, nagle okazalo sie, ze dziecko nie chce z nami mieszkac, bo ja jestem zla matka. To, ze nie pozwolono mi nigdy wejsc w role matki dziewczynki, to ze tego mi nigdy nie umozliwiono, zupelnie pominieto.
              • differentview Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 09:24
                > To, ze nie pozwolono mi nigdy wejsc w role matki dz
                > iewczynki, to ze tego mi nigdy nie umozliwiono, zupelnie pominieto.

                ale kto Ci nie pozwolil? maz? jesli wszystko rozbija sie o babcie to chyba mogliscie razem z mezem przeprowadzic powazna rozmowe( w koncu jest mowa o zyciu jego dziecka, o jego faktycznym porzuceniu przed matke i ojca) i wspolnie zadecydowac o zamieszkaniu corki u Was, trzy lata w tym wieku to bardzo duzo, wlasciwie teraz to juz troche pozamiatane bo na wszystkie traumy naklada sie wiek dojrzewania, wcale sie nie dziwie, ze ona Cie nie znosi
                • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 09:34
                  Pisze o tym, ze kiedy mowilam: jedzmy razem na wakacje, okazywalo sie, ze corka meza ma juz zaplanowane wakacje z kuzynami. Kiedy mowilam, niech przyjedzie na weekend, okazywalo sie, ze ma za duzo nauki i nie moze. Kiedy prosilam: niech spedzi z nami ferie, okazywalo sie, ze ona jest zmeczona i nie mozna pozwolic, zeby mlodsze dziecko przeszkadzalo jej w odpoczynku, poza tym tam mieszka w domu, tu musialaby spedzic kilka dni w mieszkaniu.
                  Zawsze byl jakis powod, zeby nie spedzila czasu z nami. Jesli swieta, to tylko u babci. W ciagu tych kilku lat, tylko raz pozwolono jej spedzic swieta z nami. Jak mozna nawiazac kontakt z kims, kogo sie nie widuje?
                  Mowilam o tym mezowi, klotnie o to pojawialy sie regularnie, ale zawsze bylo jakies wytlumaczenie, zawsze potrafil to wyjasnic. I tak minelo te kilka lat. Co moglam zrobic? No pewnie moglam od niego odejsc, bo przeciez nie zmusze doroslych ludzi, zeby zmienili swoje postepowanie. Moge na ten temat rozmawiac, moge prosic, tlumaczyc, ale to wszystko.
                  • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 09:40
                    Skutecznie blokowano moje kontakty z tym dzieckiem. Maz jezdzil tam do niej. Po prostu jechal tam, wczesniej oswiadczajac mi, ze jedzie spedzic czas z corka. Byl taki poczatkowy okres, kiedy spedzal tam 3-4 dni w tygodniu, tak sobie organizowal prace. Tu pracowal, wracal sie przespac, po czym jechal do corki. Oczywiscie, kiedy moglam, staralam sie tam pojechac, dolaczyc do nich, ale to tez nie zawsze bylo mozliwe, bo przeciez ja mam tu na miejscu male dziecko, ktore albo bylo chore, albo mialo jakies dodatkowe zajecia, itd. I tak trwalismy w tym rozkroku, i nadal trwamy.
                    Babcia oswiadczyla mi, ze moglam przyjezdzac co weekend i budowac wiez pod jej okiem. Uwazam, ze to bezczelnosc. To jest ukladanie mi zycia przez mamunie. Przez dlugi czas bylam slepa i tego nie widzialam, ale widze, ze ona chcialaby, zeby wszystko dzialo sie pod jej dyktando.
                    • zuzi.1 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 10:42
                      Dokladnie autorko, Ty masz tanczyc tak jak Ci ta babcia zagra, z jej perspektywy jestes tylko niewygodnym pionkiem w jej grze, bo burzysz swoimi niepokornymi zachowaniami dlugoletni uklad rodzinny. Dlatego tez mozesz spodziewac sie ze strony tej zaburzonej babci wszystkiego conajgorsze, ta pani nie odda swojej dotychczasowej wladzy nad ta ridzina i nie cofni. sie przed niczyn, dla niej jestes zagrozeniem i wrogiem.
                        • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:43
                          Nie rozumiem dlaczego probujesz mnie obrazic, ale nie ruszaja mnie takie bezpodstawne, glupie uwagi. Chcesz rozmawiac, prosze bardzo, ale merytorycznie, na argumenty.

                          Oboje mamy dzieci, oboje mamy taka umowe, ze te dzieci maja biologicznych rodzicow, ktorzy sa nadrzedni. Moj maz nie decyduje o moim dziecku, chociaz pomaga mi w jego wychowaniu. Nie decyduje o wyjazdach, wakacjach, wizytach u ojca, leczeniu, itd., chociaz chetnie slucham jego uwag czy rad, pomimo tego, ze czasem sie z nimi nei zgadzam. Dlaczego ja mialabym decydowac o jego dziecku? Na jakiej podstawie? Ja moge jedynie przekazac mu swoje stanowisko i to robilam.
                  • incubus_0 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:30
                    Kto o tym decydował? Cały czas upieram się, że zawaliliście sprawę, tzn. trzeba było nie przesuwać tylko zabrać dziecko do siebie. Babci trudno się dziwić, ale, do diaska, to Twój mąż jest ojcem tej dziewczynki.
                    • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:38
                      incubus_0 napisała:

                      > Kto o tym decydował? Cały czas upieram się, że zawaliliście sprawę, tzn. trzeba
                      > było nie przesuwać tylko zabrać dziecko do siebie. Babci trudno się dziwić, al
                      > e, do diaska, to Twój mąż jest ojcem tej dziewczynki.


                      Nie bylam przy tych rozmowach, po prostu przekazywano mi, ze... itd. Nie rozumiem dlaczego babci trudno sie dziwic? Podobno to maz jest ojcem, dzwoni do niego przynajmniej raz dziennie, konsultujac wychowanie corki, to chyba nie bala sie tego dziecka do nas puscic?
                      Ja nie moge tego dziecka nigdzie zabrac, to byloby porwanie. Ja nie mam do niego zadnych praw, czy to tak trudno zrozumiec?
                      • ola_dom MĄŻ! 15.07.14, 11:48
                        spinel1977 napisał(a):

                        > Podobno to maz jest ojcem,
                        > Ja nie moge tego dziecka nigdzie zabrac, to byloby porwanie. Ja nie mam do niego zadnych praw

                        No właśnie. To MĄŻ jest OJCEM. I to on powinien sprawić, że jego córka będzie przy nim.
                        Ty możesz się zamęczyć, a osiągniesz jedynie tyle, że zostaniesz wrogiem rodzinnym numer jeden.

                        Nie Ty powinnaś chyba rozmawiać z dziewczyną, tylko jej tato! I to on powinien podjąć ostateczną decyzję. Choć nie sądzę, że będzie mu łatwo - w końcu jest synem swojej matki, zmanipulowanym przez nią od urodzenia, najwyraźniej mamunia wyprała mu mózg i osobowość bardzo skutecznie.
                        To nie jest zarzut do męża, w żadnym razie. Jak słusznie napisała zuzi.1 - żyjąc w takich okolicznościach i w środowisku stworzonym przez matkę nawet nie miał okazji zorientować się, że coś w jego rodzinie jest nie tak - bo i skąd.

                        Na moje oko - mąż powinien czym prędzej skorzystać z terapii. Bo sam nie ma chyba szans uświadomić sobie, co tak naprawdę mu "zrobiono".
          • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 09:26
            mruwa9 napisała:

            > strasznie jestescie egoistyczni, bo celem jest stworzenie pozoru udanej rodziny

            Nie wiem, gdzie widzisz ten egoizm z mojej strony.

            > Rozumiem, ze miedzy 3 a 11 rokiem zycia dziewczynki ojcec mial z nia raczej spo
            > radyczny, niz codzienny kontakt, a babcia de facto pelnila na codzien role fakt
            > ycznego opiekuna dziecka. Osoby, ktora szykowala kanapki, przytulala na dobrano
            > c, znosila fochy i kupowala pierwsze podpaski. Bo ojciec albo byl, albo czescie
            > j go nie bylo. A gdy byl, pelnil role goscia, a nie rodzica. Goscia, z ktorym m
            > ozna pojsc na pizze, do zoo, dostac troche dodatkowej kasy, ale ktory nie pilno
            > wal odrobionych lekcji i terminu wizyty u dentysty.

            Ojciec przez pewien czas mial prace, ktora wymagala czestych wyjazdow w teren. Nie byl sporadycznym gosciem w domu, nie byl weekendowym rodzicem, natomiast mial taki a nie inny charakter pracy, ze potrzebna mu byla pomoc w opiece nad dzieckiem. Poniewaz jego rodzice mieszkali w jego domu, uznano, ze najlepiej bedzie, jesli sie tam na powrot sprowadzi.
            Tak niestety jest w mniejszych miastach dotknietych wysokim bezrobociem, ze nie zawsze mozna sobie wybrac prace. Nie mial alimentow, nie dostawal zadnej pomocy od panstwa (niewazne teraz dlaczego), wiec musial byc ta osoba, ktora pracowala, zeby to dziecko utrzymac.

            > Chcecie cos poprawic- przeprowadzcie sie blizej dziewczyny, zeby umozliwic jej
            > czestsze i naturalniejsze kontakty z ojcem, niewymagajace dwustukilometrowych
            > podrozy.
            Nie mozemy sie przeprowadzic gdzies blizej, bo 'gdzies blizej' nie ma pracy, mozemy co najwyzej zrezygnowac ze wszystkiego i pojsc na kase do hipermarketu, o ile taka prace bysmy dostali. Ja mam tez dziecko, za ktore jestem odpowiedzialna i ktore wiekszosc swojego zycia spedzilo tu, gdzie mieszkamy. Tez musze je utrzymywac, zapewnic mu jakas przyszlosc. Na pewno na klawiaturze komputera to wszystko wyglada o wiele prosciej, ale tak nie jest. Dyskutujemy o realnym swiecie, o realnych zmianach.
    • celestyna444 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 07:40
      Autorka napisała:
      > Moje starania o zbudowanie wiezi otwarcie torpedowano, a teraz zarzuca mi sie,
      > ze to ja ponosze wine za zaistniala sytuacje.
      > Podobno poczula sie odrzucona
      Przecież z wpisów autorki,jak na dłoni widać, że to babcia wszelkimi sposobami chciała zostawić wnuczkę przy sobie. Teraz dziecko przejrzało na oczy, że cos je w życiu ominęło, odczuwa żal, że nie jest z rodziną ojca i pewnie miało o to pretensje do babci, więc babcia zgrabnie przekierowala te pretensje na bogu ducha winną autorkę. Wg mnie zuzi ma rację w ocenie babci.
      Wg mnie 15 lat, to jest ostatni moment aby sytuację wyprostować, i ta dziewczynka rozpaczliwie tego się domaga. Tylko nie wiem czy autorka tak naprawdę tego chce, bo teraz to będzie orka na ugorze a nie rodzinna sielanka ale chyba warto zawalczyć o dziecko.

      • incubus_0 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 07:55
        Nieprawda. To ojciec miał decydującą rolę i gdyby naprawdę chciał, zabrałby córkę do siebie. Można sobie pisać "chcieliśmy" 'próbowaliśmy", ale tak naprawdę skończyło się na gadaniu a nie na rzeczywistych ruchach.

        Swoją drogą co za matkę ma ta biedna dziewczynka.
        • celestyna444 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 08:39
          > Swoją drogą co za matkę ma ta biedna dziewczynka.
          Dokładnie taką samą jak ojciec: prawdopodobnie poddała się bez walki manipulacji teściowej tak jak poddał się mąż autorki.
          Zaraz pewnie usłyszymy, że miała problemy z alkoholem :-)
          • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 09:08
            Wiem, ze takie rzeczy zdarzaja sie rzadziej niz w przypadku ojcow, ale matki tez czasem nie interesuja sie losem swoich dzieci, nie chca miec z nimi nic wspolnego, itd. Tu tak wlasnie jest. Nie interesuje sie, nie chce byc blisko, nie chce nic o dziecku wiedziec i nawet nie placi alimentow, co jest takim minimum przyzwoitosci, kiedy ktos tworzy nowe zycie i nie chce w ksztaltowaniu tego zycia uczestniczyc. Po prostu nie chce byc matka, nie ma instynktu macierzynskiego, nie zalezy jej.
            Wiem, bo maz przez pierwszych kilka lat zycia malej, bardzo staral sie, aby jakis kontakt zostal nawiazany. Takie proby zostaly tez podjete niedawno. Wiem co pisze, bo bylam swiadkiem. Miala poswiecic dziecku kilka dni, zamiast tego wybrala znajomych i wyjazd w gory. Spedzila z mala kilka godzin i zaraz okazalo sie, ze sie jej nudzi, a poza tym teskni za swoja sunia, ktora otwarcie nazywala 'coreczka'. Gapila sie wiec w telefon, na zdjecie swojej 'coreczki', a dziecko jej nie interesowalo. Tak sie skonczyly odwiedziny matki.
            Tesciowa otwarcie mowi bardzo zle o matce. W sumie jej sie nie dziwie, choc wolalabym, zeby mloda nie slyszala pewnych komentarzy, ale to nie ja ja wychowuje.
            Wspomnialam o tym tesciowej raz w delikatny sposob w rozmowie, wiec zna moje zdanie na ten temat, ale na tym sie skonczylo. Wiem, ze maz tez interweniowal i prosil, zeby nie wypowiadala takich uwag na temat biologicznej matki przy mlodej. To wszystko.

            • zuzi.1 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 10:02
              Czyli dziewczynka ma za biologiczna matke osobe, ktora matka nie powinna byla zostac.Biorac pod uwage teorie o laczeniu sie ze soba w pary osob z dysfunkcjami, ojciec dziewczynki nie jest rowniez osoba "zdrowa",jest osoba nadmiernie podporzadkowana wlasnej matce, dlatego tak aktualnie wyglda sytuacja z jego corka. Temu mezczyznie potrzebna jest porzadna terapia aby potrafil zachowywac sie jak prawdziwy ojciec dziecka, jak na razie w tej rodzinie od lat karty rozklada zaburzona babcia i nic samo sie predko nie zmieni.
              • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 10:14
                Trudno mowic o zwiazku. Po prostu sie ze soba przespali i wpadli. Urodzilo sie dziecko. Matka dziecka nie chciala. Ot i cala prawda.
                Nie wydaje mi sie podporzadkowany matce w innych tematach, ale w kwestii wychowania corki jej ufa. Ona sama byla samotna matka, sama wychowywala go do siodmego roku zycia. Pozniej poznala kogos, wyszla za maz, ale ojczym meza nie mial w domu nic do powiedzenia i tak jest nadal. Maz sam powiedzial mi, ze mama skutecznie blokowala proby 'ojcowania' mu. Po prostu odsunela go na boczny tor. Mieli kolejne dzieci, w ich przypadku maz mial troche wiecej wladzy rodzicielskiej, choc ta tez byla przez nia ograniczana. Dzisiaj choruje na raka, ma trudnosci z poruszaniem sie, ale biega kolo zony, robi jej herbatke, kawke. Ona tylko skinie, a on juz leci. Bo ona woli, jak ktos jej zrobi kawe, podobno taka jest lepsza.
                Maz pewno jest z nia zwiazany. Widzi jej wady, przyznaje, ze jest wladcza, itd., ale bardzo ja kocha i szanuje.
    • bmk13 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 09:41
      Próbuję postawić się w sytuacji Twojego męża i zrozumieć, że wychowanie dziecka zostawił swojej mamie. I nie umiem. Na myśl o długiej rozłące z własnymi dzieci, o sytuacji, w której ktoś inny niż ja przejmuje permanentną opiekę i wychowanie nad nimi, boli mnie serce. Wakacje, obóz – OK, ale w Waszej rodzinie to sytuacja patologiczna. Od wychowywania są rodzice, nie dziadkowie. Jeśli te role odwracają się, to rodzice polegli na całej linii. I Tobie też się dziwię, że postawiłaś na związek z mężczyzną, który nie wychowuje własnego dziecka. A córka? Zniszczona psychika do końca życia. Mam taki sam przykład w rodzinie – córka nienawidzi swojej matki (i jednocześnie ją kocha, bo to matka). Chore.
      • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 09:53
        Postawilam na zwiazek z mezczyzna, ktory jest dobrym, kochajacym mezem i ojcem. Napisalam to kilkakrotnie. Sytuacja byla taka, ze musielismy sie przeprowadzic z powodu pracy, ale dziecko mialo do nas w ciagu kilku miesiecy dolaczyc. Nie widzialam w tym nic zlego. Dziecko mialo 11 lat. Nie dziala mu sie krzywda, zostawalo na te kilka miesiecy pod opieka kochajacej babci. Nowy rok szkolny mialo rozpoczac juz w naszym miejscu zamieszkania. Ojciec czasowo jezdzil do niej na kilka dni w tygodniu. To nie bylo tez latwe dla naszego zwiazku, ale mialo byc tylko czasowe. Chodzilo o jego dziecko, wiec choc jego ciagle podroze komplikowaly takze zycie moje i mojego dziecka, wiedzialam, ze to jest tylko chwilowe, ze trzeba to wszystko zorganizowac, itd.
        A pozniej okazalo sie, ze to nie jest chwilowa sytuacja. Jestesmy malzenstwem. To jedyny ojciec, jakiego zna moje dziecko, ktore wychowuje sie przy nim od malenkosci. Uwazasz, ze spakowalabys sie w ciagu jednego dnia i tak po prostu wszystko zostawila?
        • bmk13 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 10:18
          Ależ skąd! Pakowanie manatków i wyprowadzka to nie rozwiązanie. Nie zmienia to faktu, że Twój mąż to wygodnicka fajtłapa. Ciągle powtarzasz: "okazało się", "miało być". I co z tego wyszło? wielkie NIC. Twój mąż powinien był działać, a nie planować. "Dobrymi chęciami" to wiesz... Kompletnie bezdecyzyjny, ciapowaty gość. Sorry.
    • mozambique Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 10:12
      jest takei powiedzenie = nie rób komuś dobrze to nie będzie ci żle!

      doskonale e oddaje twoja sytuację - chcialas za duzo , za bardzo probowalas na sile skleiic rodzine która chyab sklejenia nie chciala, chcialas byc za dobrą synową mino ze tesciowa tobą gardzi , chcialas koniecznie byc matką dla obcego calkeim dziecka ( po co wlasciwie? nie wystarczy byc zyczliwą macochą?) , tekst o krwawiacym sercu jest tak idiotyczny ze zabiłabym smiechem gdybym go usłyszala w stosunku do siebie , chcialaś wykonywac obowiazki ojca za niego ( niepotzrebnie , to jego działka) i tak dalej ,
      bylas chyba zbyt ochotna w tym wszystkim ,

      i dostałas, pardą, po pupie

      efekt jest przewidywalny = wszyscy swietnie dalej kiszą sie we wlasnym sosie a ty jestes wrogiem numer jeden calej tej rodziny , bo ktos winny byc musi

      tera juz byt póznao ale iwdac jak na dloni ze w takich sytaucjach idealny jest tzw zdrowy egoizm- tzn jestes zyczliwa , uprzejma , pomocna ( tylko gdy poproszą) , ale bronisz dobrostanu swojego i swojego dziecka !!! troche na zasadzie cudzego nie wezmę ale swojego nie dam ! bo w tej calej oppowiesci istnieje tylko - pasierbica , tesciowa i mąz

      twoja córka praktycznie nie istnieje w tej opowiesci a to o nią powinnac dbac najbardziej , o jej samopoczucie, warunki mieskzaniowe , rozwoj itp
      dobra rada od egoistki - przestan w ogole myslec o tamtej stronie rodziny - durne komentarze o krwawieniu wysmiewaj, nie merdaj do nich ogonem i nie siadaj w przyklęku przed nimi, troche menatlnie tupnij nogą i okaz swój egoizm , nie jedż nic wyjasniac a nic o nic prosic , zadne tam dyskusje o twojej "zlej"roli w tej rodzinie, żadne maile i telefony
      to wszystko ma zalatwic mąż , a jak nie załatwi to zlej to
      serio = caly czas i sily i nerwy ktore jzu przeznaczylas na psierbicę i tesciową pozytkuj na korzysc siebie i swojej córki , dla niej masz byc zadowolona, usmiechnęta, chetna do zabawy i figlów , zrelaksowana - zestresowana matka jej nie pomoze w niczym

      a tesciowej przy okazji powiedz , takze wladczym tonem , ze ma ona jeszczce jedną wnusię , przyszywaną , i moglaby sie tez w jej strone troche wychylic i wyjąc kij z dupska

      wlasciwie to mozesz zrobic porządną awanturę i troche wykrzyczec ( jak ci sie bedzie chcialo) albo wycedzic wszystkim co o nich myslisz ,
      zycie uczy ze łagodne i dobre osoby sa lekcewazone , te "rozkrzyczane histeryczki" za to są zawsze szanowane i wszyscy sie z nimi cackają jak ze zbukiem

      cieakwe dlaczego ...hmhmhm....
      • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 10:48
        Nie wydaje mi sie, zebym sie narzucala ze swoim 'matkowaniem'. Nie, maz nigdy nie chcial, zebym byla matka dla mlodej, ja sie nie narzucalam. Robilam to, co uwazalam za naturalne i normalne. Sama bardzo lubie czytac, wiec kupowalam jej fajne ksiazki, zachecalam, zeby czytala, bo to rozwija, itd. Kupowalam na wyprzedazy fajny ciuszek dla swojego dziecka, to kupowalam tez cos dla niej, pamietajac o tym co lubi. Uwazalam, ze juz czas na pierwsze perfumy, kupilam jej perfumy. Chciala ze mna porozmawiac o kolegach i kolezankach z klasy, wysluchalam. Organizowalam wspolne wypady do kina, na pizze, rowerowe przejazdzki.
        Uwazam, ze to normalne, chcialam, zebysmy nawiazaly dobra, ciepla relacje. Nie staralam sie jej wychowywac. Jedynym wychowywaniem bylo na pewno gderanie, kiedy zajmowala na dwie godziny lazienke czy kiedy odmawiala jedzenia warzyw podczas obiadu. Pomagalam w nauce angielskiego. Zachecalam, zeby uczyla sie wiecej niz jest w ksiazce, bo to fajny jezyk i jego znajomosc otwiera wiele mozliwosci. Mozna przy duzej ilosci zlej woli znienawidzic mnie za to plus za uwage, ze powinna sie uczyc historii rozumiejac ciag przyczynowo-skutkowy, a nie klepiac na pamiec wszystkie dostepne w ksiazce daty, bo tak jest po prostu latwiej i sensowniej, nawet jesli nauczyciel tak nie uwaza.
        Tak, czasem pozwolilam sobie na jakies delikatne uwagi do meza, bo uwazalam, ze babcia trzyma nadmierny rygor, ze dziecko ma malo kontaktu ze swiatem zewnetrznym, ze trzeba je zachecac, zeby bylo smiale, wygadane, itd. Nie awanturowalam sie, nie kazalam niczego, niczego nie zabranialam, po prostu pytalam, czy takie krotkie jej trzymanie, nie powoduje, ze robi sie ciapowata, malo samodzielna. Kiedy babcia ja przekarmiala tlustym, malo wartosciowym jedzeniem, a dziecko zrobilo sie nagle otyle, zaalarmowalam meza, ze dzieje sie cos zlego, no bo dzialo sie cos zlego i nie chcialam, zeby mloda przez reszte swojego zycia musiala walczyc z nadwaga. Nie widze w swoim zachowaniu nic niewlasciwego.
        Moje serce dla niej nie 'krwawilo', ale lubie ja, to dziecko mojego meza, przyrodnia siostra mojego dziecka, chce, zeby byla szczesliwa, zeby jej sie w zyciu powiodlo. To chyba nic zlego?
        Zapewne, gdybym spotkala go, kiedy byla malutka, nasza relacja bylaby inna, ale i tak mialam nadzieje, ze moze byc przynajmniej fajna, ciepla, oparta na zaufaniu, szacunku i sympatii. Uwazalam, ze powinnysmy byly czesciej sie widywac, spedzac razem wiecej czasu, uwazalam, ze ona powinna byl zamieszkac z nami, kiedy to bylo oryginalnie planowane. Ale ja nie moglam sama o niczym zadecydowac. Moglam popchnac meza, przypomniec mu o tym, przekonywac go, klocic sie o to i to robilam.
        Nigdy jej nie odtracilam, nie odrzucilam, a podobno po moim wyjsciu z feralnej kolacji swiatecznej, matka meza biegala po calym domu wyjac, ze moje serce nie krwawi dla tego dziecka. Mloda poczula sie odrzucona. To jest zupelnie chore i toksyczne. Ja o tym wyciu po calym domu nic nie wiedzialam, maz powiedzial mi o tym pol roku po fakcie! Myslalam, ze nasza rozmowa, osob doroslych, pozostala pomiedzy nami, ale sie mylilam. Abstrahujac juz od tego, ze nigdy nie uzylam takiego sformulowania.
        I to jest dla mnie chore, ze zostalam oskarzona o nie bycie matka, kiedy nikt nigdy nie zachecal mnie do bycia jej matka, nikt nigdy nie formulowal takich oczekiwan, wrecz przeciwnie. To w koncu o co chodzi? Czuje sie jakby ktos robil sobie ze mnie jaja, wkrecal mnie w chora sytuacje.
        • mozambique Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 10:59
          wiec powtarzam to co wyzej - nie rób tego więcej , nie pytaj , nie interesuj się, nie dopytuj, nie radź,
          zdystansuj się
          tak bedzie najzdrowiej dla ciebie

          patrz - caly czas myslisz ze twoja córa ma przyrodnią siostrę ( tej siostry) i ze masz w stosunku do niej jakies obowiązki, nawet w ostatnim wpisie , 100% twej uwagi skupione jets na rdzinie męza

          a czy ktokolwiek pamieta ze córka meza tez ma przyrodnią siostrę ?

          przepraszam - dziweczynki nie są przyrodnim rodzenstwem , nie mają wspolnego rodzica
          są rodzenstwem przybranym , w swietle prawa
          i moze tez mają jakies obowiązki wzgledem niej
        • zuzi.1 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:05
          Autorko zrozum Ty sie zachowujesz jak Matka Boska i jak Matka Teresa w jednej osobie, masz b. dobre serce i chcesz dobrze dla tego dziecka, co do tego nie ma zadnych watpkiwosci, ale babcia tego dziecka tego wszystkiego dla niego nie chce, ona nie zamierza tej dzuewczynki wychowywac na itwarta i samodzielna osobe bo jest zaburzona, babcia chce ja wychowac na osobe uzalezniona od niej, jej oddana, odcieta od swiata zewnetrznego, pokorna i ulegla, chce ja wychowac na taka osobe jak jej syn. Wszystko to wynika z zaburzonej narcystycznie osobowosci tej babci. Z jej perspektywy jestes jej wrogiem, bo swoimi zachowaniami i dzialaniami chcesz zniszczyc jej dzielo, i na to Ci ta kobieta nie pozwoli.
          • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:18
            Nie mam w sobie zapedow do swietosci. Po prostu chcialam, zebysmy byli pelna, zwyczajna rodzina. O tesciowej mialam bardzo dobre zdanie, wydawalo mi sie, ze mamy ze soba bardzo dobry kontakt. Dzisiaj widze, ze dobrze bylo dopoki nie bylo miedzy nami spornych tematow czy roznicy zdan.
            Jest mi przykro, ze mloda mysli, ze ja odtracilam, ze mi na niej nie zalezy. Zastanawiam sie co moge w tej sprawie zrobic. Email czy list odpadaja. Namawiam meza, zebysmy spedzili niedlugo razem weekend, mam nadzieje, ze wtedy uda nam sie porozmawiac. To on bedzie teraz musial stanac na glowie, zeby przekonac ja do przyjazdu nad jezioro. Pozwolilam juz nawet na przyjazd kuzynow, zeby nie pojawil sie argument, ze nie moze jechac bez nich.
            • zuzi.1 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:42
              A jestes pewna, ze mloda mysli, ze ja odtracilas? Imo mloda samodzielnie nie mysli, bo jest zmanipulowana, ona co najwyzej piwtarza to, co wtloczyla jej do glowy zaburzona babcia. Wszystkie Twoje dzialania wobec tej dziewczynki, nawet te najbardziej obojetne, beda odbierane jako zagrozenie dla babci. Ta kobieta walczy z Toba o wladze nad tym dzieckiem i nie zamierza Ci tej wladzy oddac.
              • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:48
                zuzi.1 napisała:

                > A jestes pewna, ze mloda mysli, ze ja odtracilas?

                Maz mi to powiedzial podczas ostatniej klotni. Babcia biegala po moim wyjsciu po domu krzyczac, ze moje serce, itd. No i mloda wyciagnela z tego wniosek, albo jej w tym ktos pomogl. W kazdym razie podobno oswiadczyla, ze skoro moje serce dla niej nie krwawi, to ona u nas sie wiecej nie pojawi. No nie wiem, chore to niesamowicie, az glupio o tym pisac.
                • ola_dom Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:53
                  spinel1977 napisał(a):

                  > zuzi.1 napisała:

                  > > A jestes pewna, ze mloda mysli, ze ja odtracilas?

                  > Maz mi to powiedzial podczas ostatniej klotni. Babcia biegala po moim wyjsciu po domu
                  > krzyczac, ze moje serce, itd. No i mloda wyciagnela z tego wniosek, albo jej w tym ktos
                  > pomogl. W kazdym razie podobno oswiadczyla, ze skoro moje sercedla niej nie krwawi, to ona
                  > u nas sie wiecej nie pojawi. No nie wiem, chore to niesamowicie, az glupio o tym pisac.

                  Młoda jest potwornie zmanipulowana, przecież nie ma co do tego wątpliwości. Poza tym - człowiek w wieku 15 lat przeważnie sam nie wie, co myśli, miota się, szarpie, itd. A co dopiero dzieciak w takiej sytuacji...

                  A skoro jesteśmy już w tej "poetyce" - to może przekonać młodą, że serce jej ojca krwawi dla niej i bez niej?

                  Będę się upierać jak muł, że to ojciec powinien załatwić tę sprawę.
                  • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:57
                    Maz twierdzi, ze wielokrotnie na ten temat rozmawial z babka i z corka. Mloda sie teraz zaciela, nie ma na nia sposobu. Trzeba by ja bylo stamtad zabrac sila. Do jego matki nic nie trafia, on sam to powiedzial. To klasyczny pat.
                    • ola_dom Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 12:07
                      spinel1977 napisał(a):

                      > Maz twierdzi, ze wielokrotnie na ten temat rozmawial z babka i z corka.

                      Ale chyba nie ma już o czym rozmawiać z babką - bo wygląda na to, że to taki typ, do którego nic nie dotrze. Poza tym - to nie jest raczej rozmowa na rzeczowe argumenty, tylko na emocje. Więc nie ma większego sensu, a raczej - do niczego konstruktywnego nie doprowadzi.

                      > Mloda sie teraz zaciela, nie ma na nia sposobu. Trzeba by ja bylo stamtad zabrac sila.

                      Taki wiek i taka sytuacja. Ale może w końcu się "odetnie". Jak powtarzała moja koleżanka - "jak nie wiesz, jak do czegoś podejść - podejdź z miłością". W tym wypadku to chyba jedyne wyjście. Jak młoda będzie miała poczucie, że zawsze jest dla niej miejsce u ojca, że może w niego ładować z armaty, największym działem - a mimo to zawsze będzie miała w nim "bezpieczną przystań" - to pewnie z czasem sama to zauważy.
                      Poza tym.... młoda jest jeszcze młoda - ale już wchodzi w wiek, kiedy zacznie mieć własne zdanie - co Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ nie spodoba się babci. Bo to taki typ - "każde zdanie jest dobre, o ile jest takie, jak moje!". Więc może już całkiem niedługo babcia przestanie być ukochaną i jedyną wyrocznią dla wnusi.
                      A jak dziewczyna wtedy będzie miała poczucie, że ma ojca, który zawsze i bezwarunkowo na nią czeka - to może wtedy sprawy ułożą się same.
                      Choć pewnie to będzie wymagać więcej czasu, niż do końca tych wakacji :(

                      > Do jego matki nic nie trafia, on sam to powiedzial. To klasyczny pat.

                      Ano właśnie. Więc odpuścić sobie rozmowy, szkoda nerwów i energii.
                      • sebalda Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 12:38
                        Świetny post Oli_dom. Rozmowy z babcią - kompletny bezsens. A młoda może niedługo sama zrozumie, dawanie jej miłości i deklaracji pomocy w każdej sytuacji - bardzo celne.
                        Nie bardzo rozumiem, dlaczego tak odrzucasz pomysł z napisaniem maila do dziewczynki? Umiesz pisać, nie przekonałaś, kilka forumek też, dlaczego nie chcesz do niej napisać? Rozmowa jest o tyle gorsza, że może szybko przejść na poziom emocji, młoda może się od razu zwinąć, uciec albo zacząć krzyczeć, że Ci nie wierzy (ma już wyprany częściowo mózg przez babcię, więc nie dziwota). Taka rozmowa ma małe szanse powodzenia przy złym nastawieniu dziewczynki. W mailu można wiele rzeczy przekazać, wyjaśnić, nikt tego nie przerwie i nie zakrzyczy.
                        A w ogóle, co ryzykujesz, pisząc takiego maila, nie rozumiem takiego kategorycznego odrzucenia tej możliwości.
                        Tak czy inaczej, tutaj bardziej powinien się postarać ojciec. To on powinien przekonywać młodą, że Wam zależy. Wielokrotnie, namolnie wręcz, do skutku. Tylko ja się czasami zastanawiam nad tym, czy mężowi naprawdę na tym zależy, skoro do tej pory nic nie zdziałał, nie zmienił nastawienia młodej, nie załagodził sytuacji, nie jest w stanie na nią wpłynąć, bo choć na wakacje do Was przyjechała. Albo facet jest słaby (przy takiej mamusi to nawet nie dziwi), albo mu nie zależy.
                        • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 13:03
                          Nie moge dziecku dawac milosci, ani niczego deklarowac, jesli jest ode mnie odciete, prawda?
                          Musialabym ja widywac, a na razie od ponad pol roku jej nie widuje i na razie nic nie zapowiada, zeby to sie mialo zmienic.
                          Na tyle na ile znam to dziecko, email jest zlym pomyslem. Nie bede nawet mogla byc pewna czy to dotrze do niej, czy ona to przeczyta, itd. Najsensowniej byloby porozmawiac twarza w twarz, nawet jesli ona nie bedzie chciala mnie do konca wysluchac. Ja nie zamierzam nikogo oskarzac, ani sama sie tlumaczyc. Myslalam o tym bardzo dlugo i wydaje mi sie, ze zrobilam wszystko, co moglam, jako zona jej ojca zrobic. Jesli przyjedzie spedzic z nami weekend, tu musi postarac sie maz, postaram sie z nia porozmawiac sam na sam.
                          • ola_dom Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 13:14
                            spinel1977 napisał(a):

                            > Nie moge dziecku dawac milosci, ani niczego deklarowac, jesli jest ode mnie odciete, prawda?

                            NIE TY! OJCIEC...

                            > Jesli przyjedzie spedzic z nami weekend, tu musi postarac sie maz, postaram sie z nia porozmawiac
                            > sam na sam.

                            A może Ty lepiej na razie odpuść...? Może niech tato z nią porozmawia. Ty jesteś teraz "jej wrogiem", nie wydaje mi się, żeby taka rozmowa przyniosła TERAZ coś dobrego, emocje są rozedrgane i za bardzo napięte.
                            Ty zrobiłaś już wszystko, co mogłaś - a właściwie o wiele za dużo. Teraz się raczej wycofaj i przyjmij postawę "biernej otwartości" - nie wiem, jak to lepiej nazwać.
                            Niech teraz ojciec przejmie pałeczkę i działanie.
                            Czy może ojciec nie chce/nie może/boi się?
                            • sebalda Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 13:21
                              >Może niech tato z nią porozmawia.

                              Ale autorka pisze, że ojciec wiele razy rozmawiał na ten temat z córką i nic z tego nie wyszło.
                              Teoretycznie rozumiem i uważam za mądre rady, żeby odpuścić temat, ale "moje serce by jednak krwawiło":))) Znaczy jeszcze bym broni nie składała, jeszcze bym próbowała dać tej dziewczynie miłość i pełną rodzinę, bo ona już wystarczająco długo była skazana na bycie poddawaną manipulacji babki, która ją zawłaszczyła.
                              Tak sobie myślę, że skoro ta babcia tak dobrze się trzyma, to może taka wnuczka/córeczka ją odmładza?
                              • verdana Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 15:13
                                A może nie zawłaszczyła, tylko była jedyną osobą, której na dziecku zależy?
                                Bo wybaczcie, ale rodzic, któremu zależy na dziecku, nie da sie "zmanipulować", tylko po prostu dziecko zabierze do siebie. Nie 15-latkę, bo to trudniej, ale 11-latkę na pewno.
                                Problem z tym, ze ojciec najwyraźniej nie uznał tego za ważną sprawę. A córką wolała mieszkać z babcią. Nie tylko dlatego, że ktoś nią manipulował, ale najwyraźniej wybrała babcię, nie ojca.
                                Nie za dobrze to o ojcu świadczy. Piszecie o dziecku tak, jakby dziecko nie mogło mieć własnego rozumu i własnych preferencji. Jakby wybór pozostawania z babcią musiał byc efektem manipulacji, albo obrażenia się. Obawiam sie, że dziecko po prostu wie, ze babci na niej zależy. I nikomu poza nią.
                                A babcia walczy o dziecko, bo je kocha i chce z nim być. Gdyby to była matka, nikt by sie nie dziwił - a ją wkręcono w rolę matki. .Ojcu nie zależało, nie zależy i tyle.
                          • rurek00 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 13:50
                            > Nie moge dziecku dawac milosci, ani niczego deklarowac, jesli jest ode mnie odc
                            > iete, prawda?

                            A nie możesz do niej pojechać czy zadzwonić? Jest siłą przetrzymywana w domu? Nie ma swojej komórki? Po co wszystko załatwiasz przez męża i babcię? Nie rozumiem tego. Jeśli ci zależy na tej relacji to pojedź do niej - nie musisz mieć na to pozwolenia męża - możesz do niej zadzwonić i się z nią umówić na mieście bez babci.
                  • morekac Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 17:09
                    Rozumiem, że każdy nastolatek pyszczący rodzicom (którzy przecież chcą dobrze), też jest zmanipulowany, tylko nie wiadomo przez kogo. ;-)
                    W tej całej sytuacji warto też zastanowić się, ile z tych fochów czy dąsów wynika z tego, że młoda dama ma lat 15 i czasem jej się uleje (i niekoniecznie mówi to, co myśli w bardziej pogodnych chwilach swego życia). Agresywne zachowania mogą zresztą wynikać ze strachu przed siłową przeprowadzką czy zmianami.
                    Ta cała sytuacja wymaga zapewne spotkania w czwórkę : tata, macocha, babcia i dziewczyna. I przedyskutowania sprawy - może na spokojnie, może w nerwach (to bardziej prawdopodobne). Niemniej wątkotwórczyni powinna chyba wyartykułować jasno, wyraźnie, a przede wszystkim osobiście, że dziecko może w każdej chwili zamieszkać z nimi, jeśli tylko takie będą jej chęci bądź potrzeby (związane z nauką chociażby)...
                    Niestety, Spinel też poczuła się chyba obrażona zarzutami i strzeliła focha - od kilku miesięcy nie widziała pasierbicy...
                    • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 17:25
                      OK, to napisze to jeszcze raz wyraznie. Do czasu feralnej kolacji, kiedy babci cos tam sie ulalo, stwierdzila, ze sie nie postaralam jako matka dla jej wnuczki i zarzucila mi, ze moje 'serce nie krwawi' dla niej, dziecko przyjezdzalo do nas. Ostatnio rzadziej, ale nikt nic mi nie sugerowal, nie puscil farby, ze cos nie gra. Po tym jak babcia zawodzila tam przez dluzszy czas po moim wyjsciu, ze mi nie krwawi, dziecko sie zatkalo. Postanowilo, ze to koniec, nie bedzie do nas przyjezdzac, nie chce widziec mnie ani mojego dziecka.
                      Pewnie, mozna stwierdzic, ze to przez hormony, ja jednak uwazam, ze to zachowanie babci bylo bezposrednia przyczyna. Zreszta podczas tej kolacji, kiedy wyjasnilam babci, ze nie wiem o co chodzi, ze sie staralam, ze dziecko zawsze jest u nas mile widziane, babcia zawolala na dol corke meza i oswiadczyla jej: jest tak i tak, tata tworzy rodzine, ty jestes jej czescia, bedziesz tam jezdzila, bo to tez twoj dom. Dziecko skinelo glowa i powiedzialo, ze tak, bedzie jezdzilo. Potem babcia odwolala dziecko na gore i dalej kontynuowala rozmowe, i chyba to wino sprawilo, ze w pewnym momencie wczesniejsze ustalenie przestalo byc wazne, oswiadczyla, ze za malo sie staralam jako matka, ze ja jestem winna braku wiezi a nie jej syn, bo mezczyzni sa inni, a od kobiety wiecej sie wymaga, itd. I oswiadczyla mi, ze dziecko sie wiecej u nas nie pojawi. Meza przy tym nie bylo, byl z corka na gorze. Pojawily sie jeszcze jakies inne opowiesci dziwnej tresci, po czym dano mi do zrozumienia, ze audiencja sie skonczyla i wynocha. To dom meza, ale jakby zawiaduje nim mamunia, wiec wzielam swoje dziecko pod pache i zniknelam. Pomyslalam, ze mama wytrzezwieje, dojdzie do siebie i przeprosi. Figa z makiem. Okazalo sie, ze jestem od tej pory wrogiem numer jeden.
                      Wobec takiego dictum, nie jezdze tam, bo nie jestem tam mile widziana i to zostalo mi wyraznie powiedziane. To dom poza miastem. Mam sie tam czaic za drzewem, zeby zobaczyc mloda? Ojciec pojechal po nia kilka weekendow pozniej (wczesniej oczywiscie tam jezdzil i za kazdym razem mialam nadzieje, ze wroci chocby z informacja, ze mamunia sie opamietala, ale nie), wrocil sam.
                      Nie rozbawiaj mnie swoimi domniemywaniami na temat fochow. Nie posiadam ich.
            • mozambique Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:50
              Jest mi przykro, ze mloda mysli, ze ja odtracilam, ze mi na niej nie zalezy. Zastanawiam sie co moge w tej sprawie zrobic."

              no widzisz ... widzisz .. wciaz myslisz o niej . co dla niej..., zastanawiasz sie .. jezioro ..kuzyni

              zaczyna mi byc żal twojej córki , serio

              i widze ze nie tylko maz i pasierbica sa zmanipulowani
              ty chyba najbardziej
              • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:53
                Moje dziecko ma sie swietnie, poza tym, ze teskni do siostry i nie rozumie, dlaczego nie mozemy do niej pojechac.
                Watek zalozylam o konkretnym problemie, wiec dlaczego mialabym tu pisac o wlasnym dziecku wiecej niz to jest konieczne?
                • mozambique Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 12:02
                  tak jak pisałam w moich wczesniejszych postach

                  wygląda na to 200% twej uwagi zajmuje przybrana córka

                  nawet ulropy, wyjazdy, łikendy planujesz pod nią ,
                  nawet nie rozwazasz mozliwosci zdystansowania się

                  nie cierpisz czasami na dyficytu uwagi otoczenia ? serio pytam , bo widac ze az dyszysz aby pasierbicy zrobic dobrze

                  no ale to twoje zycie
                  • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 13:16
                    mozambique napisała:

                    > tak jak pisałam w moich wczesniejszych postach
                    >
                    > wygląda na to 200% twej uwagi zajmuje przybrana córka
                    >
                    > nawet ulropy, wyjazdy, łikendy planujesz pod nią ,
                    > nawet nie rozwazasz mozliwosci zdystansowania się
                    >
                    > nie cierpisz czasami na dyficytu uwagi otoczenia ? serio pytam , bo widac ze az
                    > dyszysz aby pasierbicy zrobic dobrze
                    >
                    > no ale to twoje zycie

                    To przeklamanie i proba manipulacji, szczegolnie to ostatnie zdanie.

                    Moje dziecko zajmuje moja uwage, ale oczywiscie corka meza tez jest dla mnie wazna, po prostu wazna w inny sposob.
                    Nigdzie nie napisalam, ze planuje cokolwiek pod corke meza, choc gdyby tak sie stalo, nie widzialabym w tym nic zlego. To dziecko jest w szczegolnej sytuacji. Moja corka ma na codzien uwage i milosc swojej matki. Jedyne co napisalam wczesniej, to ze kiedy mielismy planowac wspolne wyjazdy czy po prostu wspolne spedzanie czasu, corka meza miala juz zawsze zapelniony grafik i wygladalo to, jakby ktos sie bardzo staral, zeby zawsze istnial powod, dla ktorego nie moze do nas przyjechac.

                    To 'robienie dobrze' w odniesieniu do dziecka jakos slabo brzmi.
      • zuzi.1 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 10:54
        10/10 mozambique, autorko posluchaj tych rad, bo sa naprawde dobre, nie trac niepotrzebnie energii na sprawy, na ktore nie masz wplywu i miec nie bedziesz. Masz do czynienia z zaburzona kobieta i nie walcz z nia, bo sie poranisz.
      • sebalda Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 10:59
        Babcia w tej opowieści jawi mi się koszmarnie, ewidentnie nastawia wnuczkę, wszystkimi manipuluje, zawłaszcza. Maż jest jej całkowicie podporządkowany, choć próbuje temu zaprzeczać, mając autonomię w innych sprawach (mniej ważnych).
        Ogólnie rady Mozambique bardzo mi się podobają, tylko mi jednak byłoby szkoda tej dziewczynki. Jeśli nie wyrwie się jej z "łap" babci, stanie się taka sama, poza tym szczęśliwa na pewno nie jest.
        Ja bym dążyła za wszelką cenę do kontaktu z nią sam na sam. Albo wirtualnego, albo osobistego. Choćby protestowała, choćby gryzła i kopała. Nie dałabym za wygraną, przedstawiłabym jej swoje racje, swoją troskę o nią, swoje pragnienie stworzenia jej normalnej rodziny. Nie rozumiem, dlaczego przejmujesz się tym, co pomyśli babcia, że kontaktujesz się z dziewczynką za jej plecami? Skoro ona jest tak źle nastawiona do Ciebie, nie musisz być wobec niej lojalna. Tej kobiety nigdy nikt nie przekona, ona jest niereformowalna, jak zresztą wszystkie osoby w tym wieku, na starość ludzie się już nie zmieniają. Ona się poświęciła, ona oddała serce wnuczce, przy okazji ją zawłaszczając, ona jest najlepsza, a zła synowa jest idealnym kozłem ofiarnym.
        Od Ciebie zależy, czy chcesz nim być, czy nie. Jeśli próby nawiązania bezpośredniego kontaktu z dziewczynką nie przyniosą efektów (które, jak pisałam wcześniej, nie nastąpią od razu, nie ma na co liczyć), wtedy pozostaje scenariusz Mozamique:)
        • zuzi.1 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 11:15
          Ta nastoletnia dziewczynka jest po latach zycia z manipulujaca babcia tak samo bezwolna i uzalezniona od tej zaburzonej kobiety osoba jak jej ojcuec. Liczenie na to, ze to dziecko po latach takiego prania mozgu przez babcie zrozumie tlumaczenia macochy i ojca, to jest jak liczenie na cud. Po tylu latach to to dziecko, podobnie jej jej ijciec kwalifijuje sie na terapie w zakresie odkrecenia uzaleznienia emocjonalnego. Ona jest w tej chwili w babci rekach jak posluszna jej, bezwolna marionetka. To dziecko zostalo przez ta zaburzona babcie emocj. zniewolone, uzaleznione.
            • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 13:23
              triss_merigold6 napisała:

              > A ojciec na to pozwolił. Z kilku-kilkunastoletnim dzieckiem nie roztrząsa się i
              > nie uzgadnia czy ma mieszkać z rodzicem tylko organizuje przeprowadzkę.

              Ja mysle, ze z kilkunastoletnim dzieckiem, jak najbardziej trzeba takie rzeczy uzgadniac. Tyle, ze to dziecko jest zmanipulowane, a za moment bedzie dorosle i tyle.
                • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 14:00
                  Nie, na pewno nie. To naprawde fajne dziecko. Raczej niesmiale i flegmatyczne, ale ona teraz dojrzewa, przepoczwarza sie, nie wiadomo jak sie zmieni. Natomiast nie sadze, zeby wykazywala takie inklinacje w kierunku osobowosci narcystycznej.
                  • ola_dom Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 14:11
                    spinel1977 napisał(a):

                    > nie sadze, zeby wykazywala takie inklinacje w kierunku osobowosci narcystycznej.

                    Aż tak się nie znam na narcyzach, ale nie wydaje mi się, żeby narcyz hodował sobie narcyza. Raczej hoduje lustro dla siebie i kolejne egzemplarze zapatrzone w niego z bezkrytycznym zachwytem.
                    Narcyz chyba źle znosi innego narcyza w swoim otoczeniu?
            • mruwa9 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 13:36
              triss_merigold6 napisała:

              > A ojciec na to pozwolił. Z kilku-kilkunastoletnim dzieckiem nie roztrząsa się i
              > nie uzgadnia czy ma mieszkać z rodzicem tylko organizuje przeprowadzkę.


              i wyrywa z korzeniami z jej bezpiecznego, znanego od urodzenia srodowiska, szkoly, przyjaciol, miejsc.Zeby utrzec zaborczej babci nosa i stworzyc pozory dobrej rodziny. Niewazne, co mysli i co czuje dziewczyna u progu pelnoletnosci. Najwazniejsze jest utarcie osa babci i najwazniejsze sa uczucia macochy, oraz jej dobre checi (ktorymi pieklo jest wybrukowane). Sama glowna zainteresowana nie ma nic do powiedzenia, kto by sie tym przejmowal.
              • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 13:42
                mruwa9 napisała:

                > triss_merigold6 napisała:
                >
                > > A ojciec na to pozwolił. Z kilku-kilkunastoletnim dzieckiem nie roztrząsa
                > się i
                > > nie uzgadnia czy ma mieszkać z rodzicem tylko organizuje przeprowadzkę.
                >
                >
                > i wyrywa z korzeniami z jej bezpiecznego, znanego od urodzenia srodowiska, szko
                > ly, przyjaciol, miejsc.Zeby utrzec zaborczej babci nosa i stworzyc pozory dobr
                > ej rodziny. Niewazne, co mysli i co czuje dziewczyna u progu pelnoletnosci. Naj
                > wazniejsze jest utarcie osa babci i najwazniejsze sa uczucia macochy, oraz jej
                > dobre checi (ktorymi pieklo jest wybrukowane). Sama glowna zainteresowana nie m
                > a nic do powiedzenia, kto by sie tym przejmowal.

                Ale piszesz bzdury. Jakie braki sobie wypelniasz taka bezpodstawna zlosliwoscia?
                Nikt tego dziecka nie chce znikad wyrywac, a moje uczucia maja sie swietnie.
                Jesli ktos ma miec do mnie pretensje, to powinien sie zdecydowac czy nalezy mnie obwiniac za to, ze nie chce zeby to dziecko ze mna mieszkalo czy za to, ze chce. Widze, ze tu na forum tez wynikla jakis klopot z podjeciem decyzji z jakiego powodu mozna miec do mnie pretensje.
                Ja nie mam problemu z tym, zeby ona podjela siadoma decyzje, ze tego nie chce, w koncu ma 15 lat. Tylko chcialabym, zeby to byla jej decyzja poparta wiedza o tym, ze tu tez ma dom i, ze zawsze jest u nas a tak naprawde u siebie, mile widziana. A nie decyzja poparta saczeniem jej jadu, ze ja jestem zla i jej nie chce. To jest ta zasadnicza roznica.
              • triss_merigold6 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 13:49
                Wcześniej była mowa o tym, że po skończeniu szkoły podstawowej dziewczynka zacznie gimnazjum w miejscu zamieszkania ojca i macochy i wtedy należało wyegzekwować przeprowadzkę bez dyskusji. Miała wtedy 12 lat, a nie 15.
    • rycerzowa Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 14:57
      A ja ci powiem, że wasz obecny układ jest najlepszym z realnych możliwych!
      I nie staraj się go zmieniać.

      To nieprawda, że bohaterowie tego układu są jakoś specjalnie toksyczni, zaburzeni, manipulujący i zmanipulowani. Są przeciętni, bo nobody is perfect.
      Dziewczyna ma swój dom, troskliwych dziadków, ma dobry kontakt z ojcem, uczy się pewnie nienajgorzej, nie sprawia specjalnych kłopotów wychowawczych.
      Czego chcieć więcej?

      Ty byś chciała, żeby było jeszcze lepiej? Żebyście byli pełną, kochającą się rodziną, chciałabyś być przyjaciółką pasierbicy, bo masz dobrą wolę i chęci?
      Powiem ci tak - to się rzadko udaje nawet w stosunku do własnego dziecka.
      Bo takie są prawa natury.

      1. Wiek dojrzewania ma swoje prawa, to jest okres buntu i fochów, najbardziej nieracjonalnych.
      Przekonasz się za kilka lat.
      A mieszkanie pod jednym dachem z obcą, "rogatą" nastolatką, rozwaliłoby waszą rodzinę w miesiąc. Bo byś nie rozumiała, o co jej chodzi-i szukała przyczyn nie tam, gdzie trzeba.
      A tak - to macie sporą szansę na integrację, za kilka lat, jak młoda dojrzeje.

      2. Dziecko poznało cię późno, nie było niemowlęciem, miało już swoje bliskie, kochane osoby.
      Nie było szans, by pokochało ciebie. I nie pokocha.
      Kiedyś kiedyś może cię polubi, obdarzy szacunkiem, jeśli nie spieprzysz życia jej ojcu.

      3. Ona ma określony, wrodzony charakter, nie jest to spowodowane wpływem babci.
      Ty chcesz, by była "śmiała i wygadana" . Ha, ha. Jakby była śmiała i wygadana, to w wieku 15 lat brylowałaby wśród rówieśników, a nie spędzała kilku dni w tygodniu z tatusiem a reszty z babcią. Ze śmiałością i wygadaniem trzeba się urodzić.
      I powiem ci - osoby nieśmiałe i niewygadane nie znoszą, gdy ktoś mówi im, że takie są.
      Dostają wtedy białej gorączki.

      Tak samo z uczeniem się na pamięć.
      Gdyby była wystarczająco inteligentna, nie musiałaby tego robić.
      Czyli od ciebie dowiaduje się, jaka jest.
      Ale inna nie będzie.
      Tak samo nie będzie poszerzać wiedzy z angielskiego. Ona nie ma takiej potrzeby.

      Oczywiście, że ty masz rację. Ale z tej racji nic nie wynika.
      Nawet własnego dziecka nie zmusiłabyś do nauki, do książek, jeśli urodziłoby ci się takie "nienaukowe".
      Można coś wskórać, gdy dziecko maleńkie. Z nastolatką już się nie uda.

      Co ci czynić?
      Nastolatce nic nie wytłumaczysz. Pogadaj z rodzicami problemowych nastolatków, to cię uświadomią.
      Możesz okazywać dziewczynie życzliwość i troskę, poprzez zainteresowanie, tzn. zawsze pytaj męża, co u młodej, jakie sukcesy odnosi. Nie krytykuj ani jej, ani metod wychowawczych babci. Jak mąż jedzie do córki, niech zawsze zabiera coś od ciebie, choćby ciasteczka. Na urodziny zadzwoń, złóż życzenia, i tylko krótko powiedz, że w domu jej ojca też jest jej dom.

      W normalnym układzie za rok, dwa, dziewczyna przestanie spędzać tak dużo czasu z ojcem; wybierze rówieśników. Potem się usamodzielni. Wasze relacje mogą się poprawić.

      Jest takie forum "Macochy". Zaloguj się tam, opisz sytuację. Tam piszą kobiety doświadczone, na pewno ci coś sensownego doradzą.
      Ja mam wśród znajomych jedną taką rodzinę, bardzo do waszej podobną.
      Dziewczynka była znacznie młodsza, gdy zamieszkała z nową rodziną ojca (był wdowcem).
      Na początku sielanka, a potem koszmar. Dopiero gdy dziewczyna dorosła, wyprowadziła się, zmądrzałą, zrobiło się normalnie. Ale macocha - osoba wartościowa i pełna dobrych chęci - zapłaciła za to zdrowiem, i fizycznym, i psychicznym. Gdyby młoda została u babci - chyba byłoby dużo lepiej.
      • verdana Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 15:19
        To bardzo rozsądna odpowiedź. Teraz jest jak jest - i nikt nie jest pokrzywdzony. Usiłujesz zburzyć układ, w którym wszyscy sa w miarę zadowoleni. Nie dziwie się ani babci, ani córce, ze obie obawiają sie rozstania, jedna utraty dziecka, druga domu - i stają sie agresywne i nieprzyjemne.
        Twój maż nigdy nie miał ochoty być prawdziwym ojcem "na cały etat" - po co chcesz go tym uszczęśliwić na siłę?
        Z drugiej strony córka meża została właściwie porzucona przez oboje rodziców, jest nastolatką, trudno oczekiwać, aby była przyjaźnie nastawiona do rodziny, z którą ojciec jest, zamiast z nią. I to niezależnie od tego, czy dobrze jej u babci czy nie.
        • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 15:38
          Przede wszystkim ja niczego nie usiluje. Wkurzajace jest to wmawianie mi zlych intencji. Tak, staram sie te biedna sierotke zniszczyc, zla macocha po prostu jestem i tyle.
          To dziecko ma 15 lat i ja uwazam, ze teraz ono ma prawo decydowac, gdzie chce mieszkac, jest we mnie natomiast niezgoda, zeby decydowalo sie na to, myslac, ze mi na niej nie zalezy. Tak trudno to zrozumiec? Pisze o tym raz po razi jakos sa osoby, ktore nadal tego nie kapuja. Nie widzisz tu roznicy? Bo ja mysle, ze jest znaczna. Inaczej jest nie przyjsc na impreze, bo ci sie nie chce i dobrze ci, gdzie jestes, a inaczej jest nie przyjsc tam, myslac, ze nie jestes zaproszona a nawet, ze ktos ma cie w glebokim powazaniu i po prostu cie tam nie chce. Proste.
          Ja zdaje sobie sprawe, ze pewnie na wiele spraw jest juz za pozno, ale chcialabym, zeby ona przynajmniej wiedziala, ze jest u nas zawsze mile widziana i, ze to tez jest jej dom.
          • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 15:47
            Babcia ani wnuczka nie musza tez sie bac, ze jak w bajce o zlej macosze, ktos je na sile rozdzieli. To sa glupoty i brednie, ktore sa naprawde smieszne. Gdybysmy mieli zamiar robic cokolwiek sila, to przeciez zrobilibysmy to te kilka lat temu, a nie teraz. Poza tym wielokrotnie pisalam juz tutaj, ze wlasnie nie chcemy nic robic sila. Nigdy nie padla nawet mozliwosc takiego rozwiazania, inaczej maz rzeczywiscie sila wsadzilby corke do samochodu, kiedy ostatnio po nia pojechal. Od poczatku, nawet kiedy zaczelismy sie spotykac, dzieci byly traktowane z szacunkiem i na powaznie. Ich odbior sytuacji, ich poglad na cala sprawe, itd. Pisalam juz o tym kilkakrotnie. Oczywiscie nie uzaleznialismy naszego zwiazku od ich zgody, ale nawet na randki chodzilismy w czworke.
            Boze, co za bzdury, naprawde, skad wy to bierzecie? Moze jednak dobrze byloby sie trzymac tresci watku i moich wypowiedzi zamiast fantazjowac?
      • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 16:14
        Nie chcialam, zeby mnie pokochala, ani nie chcialam jej zastepowac matki. Mialam nadzieje na ciepla, dobra relacje. Wiem doskonale jak to wyglada, bo relacje meza z moja corka tez nie sa doskonale. Ona wie, ze to nie jest jej biologiczny tata i tez uzywa tego jako argumentu, jesli akurat cos jej sie nie podoba.
        Nie wiem czy jest cos takiego jak 'okreslony, wrodzony charakter', mysle, ze ludzie rodza sie z pewnymi inklinacjami i albo mozna je oslabiac albo wzmacniac. Ja chcialam w niej wzmacniac zainteresowanie literatura.
        Ona jest typem cichym i niesmialym, a pod rygorystycznym okiem babci dziala pod dyktando. Na przyklad babcia miala taki pomysl, zeby ksiazki, ktore kupuje, dziecko czytalo na glos, a pozniej streszczalo przeczytany wczesniej tekst. Ja mysle, ze nie po to sie czyta ksiazki, bo ksiazka umozliwia ucieczke do innego swiata, a streszczanie jej na glos robi z tego kolejny obowiazek a nie przyjemnosc.
        Nigdzie tez nie napisalam, ze powiedzialam jej, ze ma byc smiala i wygadana, po prostu sugerowalam ojcu, ze moze powinna wiecej przebywac poza domem, takze wsrod rowiesnikow, ze powinno sie jej dac troche wolnosci, troche miejsca na to, zeby sie rozkrecila, usamodzielnila.
        Nie wiem co to znaczy 'wystarczajaca inteligencja'. Nie sadze tez, zeby nie byla 'wystarczajaco inteligentna'. To przecietne, normalne dziecko, troche niesmiale i malo wygadane. Co to ma do jej inteligencji? Wiem tez, ze nauczyciel najlepiej ocenial, kiedy dziecko wydukalo tresc ksiazki, stad dzieciaki tak wlasnie sie uczyly, ale to w oczywisty sposob glupie.
        • morekac Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 17:19
          Ale wiesz lepiej od niej, co powinna, a czego nie powinna.
          Nie znam nastolatków, które w sytuacjach 'naprawiania' przytakują główkami ze zrozumieniem, przyznając rodzicom/nauczycielom rację. To wszak dyshonor.
          • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 17:30
            morekac napisała:

            > Ale wiesz lepiej od niej, co powinna, a czego nie powinna.
            > Nie znam nastolatków, które w sytuacjach 'naprawiania' przytakują główkami ze z
            > rozumieniem, przyznając rodzicom/nauczycielom rację. To wszak dyshonor.

            Jezu slodki, juz rozumiem skad sa wojny na tym swiecie. Komunikacja to podstawa, ale z niektorymi po prostu sie nie da.
            Jeden czy dwa razy przedstawilam jej swoj poglad na to czy tamto. To nie jest zbrodnia. Nie wymuszalam tego na niej, nie kazalam jej klekac na grochu, itd. Tak, po prostu w trakcie odrabiania lekcji rzucilam uwage, ze dobrze jest sie uczyc dla siebie samej a nie dla ocen. Wow, no naprawde, jak moglam? Nie oczekiwalam, ze ktos mnie bedzie za to calowal po stopach, ale tez nie oczekiwalam, ze ktos bedzie mi probowal wypruc flaki, bo cos powiedzialam, a tak charakter miala napasc babci. No naprawde, nie rozdmuchujmy takich pie... Nie z tego powodu ona nie chce do nas przyjezdzac.

            • morekac Re: Patchworkowa rodzina 15.07.14, 22:34
              Chyba jednak nie do końca rozumiesz, jak działa nastolatek, a zwłaszcza nastolatka niezbyt ci chętna i chyba nie darząca cię zaufaniem.
              Tak na dobrą sprawę możesz sobie darować artykułowanie nawet i niezłych rad, skoro nie ma możliwości wprowadzenia ich w życie. Ostatecznie pomagasz (czy pomagałaś) dziecku w nauce tylko od czasu do czasu , nie robiłaś tego systematycznie i stale. Nie miałaś zatem możliwości nauczenia dziecka technik wspomagających uczenie się ze zrozumieniem, za to usiłujesz podważyć jej kompetencje w uczeniu się. Szkoła ma takie, a nie inne wymagania - i jeśli dziewczyna się nie dostosuje, będzie stratna, bo przecież nie pójdziesz wykłócać się z nauczycielem, że za to czy tamto należy się jednak maksymalna ilość punktów? Moim zdaniem w takich sytuacjach lepiej przemilczeć i darować sobie takie uwagi - moja starsza córka twierdzi zresztą, że takie teksty raczej demotywują do nauki.
              Komunikacja komunikacją, a warto czasem ugryźć się w język.
              Zresztą z tego wątku wynika, że jednak komunikacja nie jest mocną stroną waszej rodziny.
              • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 16.07.14, 09:18
                Przede wszystkim ty blednie wrzucasz wszystkie nastolatki do jednego worka i uwazasz, ze skoro masz w domu nastolatke, to na pewno wiesz lepiej. Ja jednak znam to dziecko od kilku lat, widze jak sie zachowuje, jak reaguje na rozne sytuacje. Widze jak zachowuja sie tez nastoletnie dzieci znajomych, ta dziewczynka to przy nich ideal, swieta. Ona wszystko robi pod linijke... babci. Kazdy dzien jest pod dyktando babci, wszystko jest zaplanowane co do minuty, scisle okreslony czas na nauke i zabawe, scisle okreslone sposoby nauki, godziny posilkow, itd. Nie ma przepros, nie ma miejsca na improwizacje, wszystko jest planowane przez babcie. Dziwie sie, ze rowniez chodzenie do toalety nie jest wpisane w grafik.
                Od jakiegos czasu mowilam mezowi, ze trudno jest w ogole zauwazyc u jego corki jakas osobowosc, tak jest stlamszona, posluszna.
                Moja pomoc w nauce nie byla systematyczna, ale ta uwaga na temat uczenia wyszla ode mnie w obecnosci meza i on jakos nie widzial w tym nic zlego, choc tez zalezy mu na dobrych ocenach corki. To on jest zreszta jedyna osoba kontaktujaca sie ze szkola, chodzaca na wywiadowki, spotykajaca sie z wychowawczynia, itd.
                Zreszta, gdyby tak chciec to juz rozkladac na czynniki pierwsze, opanowanie materialu poprzez zrozumienie, wcale nie wyklucza wyuczenia sie go na pamiec, gdyby ktos koniecznie chcial blysnac calymi frazami z ksiazki, a wrecz zrozumienie warunkuje zapamietanie czegos trwale.
                Nie zrobilam wiec tego, zeby temu dziecku dokuczyc i storpedowac jego kariere naukowa. Po prostu miala do opanowania wieksza partie materialu i ciagle rozbijalysmy sie o to, ze zapominala kilku slow, a to powodowalo zagubienie i niemoznosc kontynuowania. Dziecku w pamieci robila sie czarna dziura i nie bylo w stanie kontynuowac bez podpowiedzi przy pierwszym lepszym potknieciu. Powodem tego bylo wykuwanie materialu na pamiec, dlatego wyjasnilam jej i pokazalam w jaki sposob sie uczyc, takze prezentujac jej kilka przydatnych technik. Mogla z tego skorzystac, mogla o to dopytac, mogla to wreszcie wygooglowac.
                Powaznie, nie robmy z takiej pierdoly problemu, bo to jest smieszne.
                Mysle, ze wieksza krzywde robi jej przymuszanie jej do czytania ksiazek, ktore miala czytac dla siebie, dla przyjemnosci, na glos i referowanie tresci, bo moje zabiegi przynosily rezultaty. Jakis czas temu kupilam jej tak fajna ksiazke, ze nie mogla sie od niej oderwac.

                Mowimy zreszta o jednej takiej uwadze na przestrzeni kilku lat i wielu spotkan, trzeba miec naprawde bardzo duzo zlej woli, zeby sie do czegos takiego przyczepic.
                A co do bycia mi chetna... Jeszcze przy ostatnim pobycie u nas, biegala do mnie ze wszystkim, nie moglam sie od niej opedzic. Opowiadala mi o grach, o kolegach, kolezankach, opowiadala zabawne historie. Nic nie wskazywalo na to, jak to sie moze potoczyc i tak, widze w tym dzialanie babci. Mysle, ze jestem w stanie odroznic to, kiedy dziecko lgnie do mnie, a kiedy jest mi niechetne. Teraz jest mi niechetne, ale tak nie bylo. Nie twierdze, ze nasza relacja byla idealna, ale jakas byla.
                • differentview Re: Patchworkowa rodzina 16.07.14, 09:34
                  spinel1977 napisał(a):

                  > A co do bycia mi chetna... Jeszcze przy ostatnim pobycie u nas, biegala do mnie
                  > ze wszystkim, nie moglam sie od niej opedzic. Opowiadala mi o grach, o kolegac
                  > h, kolezankach, opowiadala zabawne historie. Nic nie wskazywalo na to, jak to s
                  > ie moze potoczyc i tak, widze w tym dzialanie babci. Mysle, ze jestem w stanie
                  > odroznic to, kiedy dziecko lgnie do mnie, a kiedy jest mi niechetne. Teraz jest
                  > mi niechetne, ale tak nie bylo. Nie twierdze, ze nasza relacja byla idealna, a
                  > le jakas byla.

                  no dobrze ale zastanow sie wlasciwie czemu ma sluzyc ten watek, bo caly czas skupiasz sie na tym, ze Ty jestes niewinna i nic zrobic nie moglas; skoro tak to i teraz nic zrobic nie mozesz poza pogodzeniem sie z zaistniala sytuacja; chcialas dobrze- wyszlo zle a wine ponosi babcia; a jednak drazysz temat- wiec moze jednak masz w tym jakis swoj udzial, moze jednak bylas za malo stanowcza wobec meza kiedy zostawial corke na pastwe manipulujacej babki, moze bylo Wam jednak tak wygodniej?

                  • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 16.07.14, 09:49
                    Tak jak napisalam w pierwszym poscie, wiem, ze sa to dzialania babci. Watek mial sluzyc na pewno wylaniu emocji, oczyszczeniu, ale mialam tez nadzieje na rady, co w tej sytuacji zrobic.
                    Wydaje mi sie, ze bylam stanowcza, grozilam nawet rozwodem, bo w pewnym momencie nie widzialam innego wyjscia. Watek zalozylam po kolejnej awanturze o to co sie ostatnio wydarzylo. Musialam sie wygadac.
                    Dzisiaj, po uspokojeniu sie, mysle, ze musze zaakceptowac istniejacy stan rzeczy, bo na zmiane jest juz za pozno. Moge jedynie pozostac otwarta na corke meza. Postaram sie porozmawiac z nia na spokojnie, zaznaczyc, ze jest u nas zawsze mile widziana i to wszystko. Jest mi przykro, ze jestesmy tak poklocone, uwazam, ze w rodzinie nie ma miejsca na takie sytuacje i nerwy, ze takie rzeczy nie powinny sie dziac, ale wiem, ze rzeczywistosc bywa inna. Meczy mnie to, ze powoli rosnie we mnie nienawisc do matki meza, ale bede sobie musiala jakos z tym uczuciem poradzic.
                    • differentview Re: Patchworkowa rodzina 16.07.14, 10:07
                      spinel1977 napisał(a):


                      > Wydaje mi sie, ze bylam stanowcza, grozilam nawet rozwodem, bo w pewnym momenci
                      > e nie widzialam innego wyjscia. Watek zalozylam po kolejnej awanturze o to co s
                      > ie ostatnio wydarzylo. Musialam sie wygadac.
                      > Dzisiaj, po uspokojeniu sie, mysle, ze musze zaakceptowac istniejacy stan rzecz
                      > y, bo na zmiane jest juz za pozno. Moge jedynie pozostac otwarta na corke meza.
                      > Postaram sie porozmawiac z nia na spokojnie, zaznaczyc, ze jest u nas zawsze m
                      > ile widziana i to wszystko. Jest mi przykro, ze jestesmy tak poklocone, uwazam,
                      > ze w rodzinie nie ma miejsca na takie sytuacje i nerwy, ze takie rzeczy nie po
                      > winny sie dziac, ale wiem, ze rzeczywistosc bywa inna. Meczy mnie to, ze powoli
                      > rosnie we mnie nienawisc do matki meza, ale bede sobie musiala jakos z tym ucz
                      > uciem poradzic.

                      matka meza nie bylaby w stanie nic zrobic gdyby nie biernosc i uleglosc Twojego meza- ja uwazam, ze latwiej jest Ci sie skupiac na tesciowej i ja oskarzac o wszystko a trudniej zobaczyc w tym udzial ( biernosc) swojego meza; zagrozilas rozwodem- i co? nawet to go nie sklonilo do zmiany tej sytuacji? czyli wolalby sie rozwiesc z Toba niz sprzeciwic mamuni? jesli grozilas rozwodem to dlaczego sie nie rozwiodlas? tak dla picu grozilas? ja widze w tym wszystkim tez Twoj udzial, choc moze nie jest on kluczowy
                      • ola_dom Re: Patchworkowa rodzina 16.07.14, 10:23
                        differentview napisała:

                        > matka meza nie bylaby w stanie nic zrobic gdyby nie biernosc i uleglosc Twojego meza- ja
                        > uwazam, ze latwiej jest Ci sie skupiac na tesciowej i ja oskarzac o wszystko a trudniej zobaczyc
                        > w tym udzial ( biernosc) swojego meza;

                        Mam wrażenie, że spinel unika jakichkolwiek informacji, odpowiedzi na pytania, itp. na temat męża i jego roli w całym problemie - a także moim zdaniem to jest JEGO sprawa i problem do rozwiązania i to on powinien podjąć główne działania.
                        Ale - albo mąż nie robi nic (ewentualnie niewiele), albo spinel - z przyczyn, nad którymi można się zastanawiać - nie chce nic o tym napisać.
                        • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 16.07.14, 10:34
                          Wcale nie unikam rozmowy o tym. Jak pisalam, maz byl wychowywany tylko przez matke, jest z nia silnie zwiazany. W innych sferach zycia jego matka nie ma na nasze zycie zadnego wplywu, ale w sprawie corki, byc moze dlatego, ze matka pomagala mu w jej wychowaniu, jej zdanie jest dla niego bardzo wazne. O tym tez wczesniej napisalam. Na poczatku to rozumialam, bo przeciez ona uczestniczyla w wychowaniu tego dziecka, wiec nieludzkie byloby olanie jej uczuc, jej pogladow w chwili, kiedy on sobie unormowal sytuacje zyciowa. To chyba zrozumiale?
                          W pewnym momencie zauwazylam jednak, ze tesciowa nie znosi sprzeciwu, ze nie da sie z nia dyskutowac, ze niczego do siebie nie przyjmuje i ze manipuluje osobami ze swojego otoczenia. To dziecko to jedyny jej lacznik z synem. Wiadomo, ze syn przyjedzie te kilka razy w miesiacu, ze z nia codziennie rozmawia, ze liczy sie z jej zdaniem.
                          Dlatego nie sadze dzisiaj, ze ona nie puszcza tego dziecka do nas, bo sie o nie boi, ale dlatego, ze ta sytuacja jest dla niej idealna. Ona ma po prostu potrzebe kontroli absolutnej.
                          Maz widzi jej wady, ale faktem jest, ze jest jej bardzo wdzieczny za pomoc i caly wysilek, trud wlozony w wychowanie mlodej.
                          • ola_dom Re: Patchworkowa rodzina 16.07.14, 10:40
                            Nie piszesz nic o tym, co mąż zrobił w sprawie sprowadzenia córki do Was.
                            O tym, jaka jest teściowa w stosunku do niego i mąż w stosunku do niej piszesz sporo i to jest dość jasne i jednoznaczne.
                            Ale można odnieść wrażenie, że mąż nie zrobił NIC KONKRETNEGO, żeby córka z Wami zamieszkała - no może poza nieśmiałymi rozmowami z matką, która go dawno temu zdominowała, więc nawet nie ma odwagi się jej w niczym postawić i może jedynie pokornie prosić mamunię, żeby w końcu zgodziła się oddać mu córkę...
                            Nie wiem, czy tak właśnie jest. Ale z tego co (nie) piszesz - takie można wysnuć wnioski.
                            • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 16.07.14, 10:49
                              Nie wiem dlaczego piszesz, ze nie ma odwagi w niczym sie jej postawic. To manipulacja.
                              Napisalam, ze wplyw matki dotyczy jedynie kwestii zwiazanych z corka.

                              Pisalam tez wyraznie, ze nie bylam swiadkiem ich rozmow. Uczestniczylam tylko w tych pierwszych rozmowach miedzy nami wszystkimi, kiedy ustalalismy co kiedy sie wydarzy. Pozniej takie rozmowy byly przeprowadzane pomiedzy nimi, dlatego nie wiem czy zadal, czy tez niesmialo prosil. Mi przekazywano tylko ustalenia, ze dziecko jednak skonczy tam podstawowke, bo... i tu nastepowalo wyjasnienie dlaczego to bedzie dla dziecka najlepsze. A potem gruchnela wiadomosc, ze dziecko nie rozpocznie u nas gimnazjum, bo... i tu znowu nastepowaly tlumaczenia. Kiedy wspomnialam o tym tesciowej, tez podawala mi te same powody. W miedzyczasie widzialam, ze maz szuka szkoly, prosi mnie o zebranie informacji na temat szkol wsrod dzieciatych znajomych, itd. Ja dwukrotnie szukalam wiekszego mieszkania, mebli dla mlodej do jej pokoju, itd. Moje dziecko tez czekalo na to az corka meza sie do nas sprowadzi.
                              • ola_dom Re: Patchworkowa rodzina 16.07.14, 10:53
                                spinel1977 napisał(a):

                                > Nie wiem dlaczego piszesz, ze nie ma odwagi w niczym sie jej postawic. To manipulacja.

                                Dlatego, że takie odniosłam wrażenie z cedzonych informacji na temat roli męża w sprawie. I chyba nie tylko ja je odniosłam.

                                > Napisalam, ze wplyw matki dotyczy jedynie kwestii zwiazanych z corka.

                                No tak, ale wątek dotyczy właśnie córki, a nie całego Waszego wspólnego życia. I o tym tutaj piszemy.
                                • spinel1977 Re: Patchworkowa rodzina 16.07.14, 11:06
                                  Dotyczy glownie kwestii zwiazanych z corka meza, wiec po prostu tego sie trzymajmy.
                                  Takie uogolnianie nie czyta sie jako zwiazane li i jedynie z corka meza, dlatego to doprecyzowalam i zrobie to ponownie, jesli zajdzie taka potrzeba.
                                  • ola_dom Re: Patchworkowa rodzina 16.07.14, 11:09
                                    spinel1977 napisał(a):

                                    > Dotyczy glownie kwestii zwiazanych z corka meza, wiec po prostu tego sie trzymajmy.

                                    Otóż to. Tylko że nadal nie wiemy, CO mąż zrobił w rzeczonej sprawie.
                                    Ale nie musimy wiedzieć, to w końcu nie nasza sprawa.
                                    Tylko nie dziw się, że się temu dziwimy...:)