ktos moze pomoc ani?

01.08.14, 23:57
we wczorajsze w gazecie jest artykul o 17 letniej Ani. Naprawde smutne ze 'dziala' tyle instutucji, ktore powinny pomoc takiemy dziecku a od lipca Ania jest bezdomna.
www.facebook.com/pages/Ma%C5%82gorzata-Koli%C5%84ska-D%C4%85browska/558079784206245
ps to tak troche wokol tematu o zmarnowanym dziecinstwie.
    • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 02.08.14, 20:46
      No właśnie, Nie jest żadnym rozwiązaniem problemu stworzenie możliwości dochodzenia zadośćuczynienia za krzywdy dzieciństwa przez osoby dorosłe, tylko bieżąca pomoc dzieciom.
      Panie pade/sorviana/sebalda/diffrientev, które mnie uważacie za znieczuloną i cyniczną, - jesteście nierealnymi idealistkami, jeśli myślicie, że perspektywa tego typu procesu ( w której dziecko ma niewielka szansę udowodnienia czegokolwiek i który nie zwróci dziecku dzieciństwa ), wpłynie na zachowania rodziców. Powtarzam, morderstwa były, są i będą, choć ludzie wiedzą czym to grozi i że wykrywalność jest spora. Tak samo z każdym innym przestępstwem. Dzieci trzeba chronić na bieżąco, bo nie są dobrze chronione i często nie są w stanie wyegzekwować swoich podstawowych praw, a państwo ma obowiązek zapewnić realizację praw człowieka.
      • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 03.08.14, 00:24
        Tez sie zastanawiam jak wyrok w sprawie p Adama mialby wplynac na los tej dziewczynki. Czy nawet pozytywne roztrzgniecie spowoduje ze mama alkoholiczka nie wyzuci jej z domu? Kogo i jak mialalaby pozwac taka Ania, matka nie ma nic i nie bedzie miala za 20 lat. Od kogo i jakiego zadoscuczynienie mialaby dmagac sie Ania, za w tym wypadku, bez watpienia zmarnowane dziecinstwo?
        Ps z tego co wiem redaktor Kolinska odwiozla Anie do domu dziecka, i nadal intensywnie szuka dla niej pomocy. Instutucje, ktore powinny pomoc nadal nie robia prawie nic.
        wyborcza.pl/duzyformat/1,139944,16398734,Co_zrobic_z_bezdomnym_dzieckiem_.html
        wyborcza.pl/duzyformat/1,139944,16398734,Co_zrobic_z_bezdomnym_dzieckiem_.html
        • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 03.08.14, 20:23
          71tosia napisała:

          Instutucje, ktore powinny pomoc nadal nie robia
          > prawiie nic
          -----------
          A panie, które tak piętnowały sadyzm w stosunku do Adama, polegający na postawieniu komputera obok telewizora milczą. Dziewczynka dorośnie i się z rodzicami rozliczy i będzie OK.
          A w ogóle to te nasze służby społeczne działają osobliwie.
          Słyszałyście o rodzinie Bajkowskich z Krakowa? Aż najwyższe władze państwa musiały interweniować i było to powodem zmiany prawa ( zaostrzono przepisy ograniczające władzę urzędników w/s zabierania dzieci ). Rodzice 3 chłopców (13 i 10 lat) sami zgłosili się na terapię rodzinną, by poprawić relacje między chłopcami i między sobą. Po 2 latach z terapii zrezygnowali, a miesiąc później zabrali im dzieci i umieścili w domu dziecka. Kurator w asyście policji przyjechała do szkoły i dzieci zostały wywleczone z klas i zabrane bez butów i kurtek. Powodem było zgłoszenie pani psycholog, że tatuś dominujący. Tatuś błagał, że jeśli uważają, że robi krzywdę dzieciom, to żeby jego wsadzili do aresztu, ale zostawili dzieci, ale nic z tego. Wszystko to z troski o dzieci!

          • verdana Re: ktos moze pomoc ani? 03.08.14, 20:33
            Problem w tym, ze ja nie bardzo wiem, co instytucje w takim wypadku miałyby zrobić, oprócz skierowania do DD, co zrobiły.
            Akurat ja bym tak bardzo na opiekę społeczną nie jechała, bo oni są w naprawdę trudnej sytuacji - jak w wątpliwych przypadkach dają rodzinie szansę i coś sie stanie, to podnosi sie krzyk "Jak mogli zostawić dzieci na pastwę zwyrodnialców", jak zabiorą na wszelki wypadek to jest krzyk "Zabierają dzieci kochającym rodzicom". A jest wiele przypadków wątpliwych, gdzie trudno rozstrzygnąć, jaki przypadek zachodzi.
            • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 03.08.14, 21:47
              Nie zgadzam sie. Gdy dochodzi do przemocy wobec dzieci powinno sie interweniowac szybko i sprawnie, zapewnienie dziecku bezpieczenstwa powinno byc absolutnym priorytetem. Powinny istniec jednoznaczne procedury pokazujace jak to robic (u nas ciagle jedni wskazuja na drugich a czas leci). Sytuacja tym bardziej bulwersujaca ze dziewczynka sama prosila o pomoc rozne instytucje. Jednak sad, kurator i inni zaczeli 'przygladac' sie sprawie dopiero po interwencji dziennikarki, chociaz sytuacja dziecka byla znana wielu tym instytucjom od tygodni a pewnie lat. Gdyby nie dziennikarka pewnie dziecko pomieszkiwaloby na ulicy.
              • annakate Re: ktos moze pomoc ani? 03.08.14, 22:10
                Procedury rozmaite to są - problem polega na tym, że nie ma wystarczającej ilości miejsc w rodzinnej pieczy zastępczej, a w dodatku pierwszeństwo w umieszczeniach mają dzieci młodsze. Nie można dziecka natomist umieścić ad hoc w rodzinie niespokrewnionej, która poryw serca skłania do przygarnięcia dziecka - bo nie ma mozliwości sprawdzenia tej rodziny ot tak, a już na pewno nie jeśli rodzina taka nie złozy formalnego wniosku o ustanowienie rodziną zastępczą. Smutne życie pokazuje, że nawet rodziny zastępcze "licencjonowane" bywają pomyłką. Tych wszystkich, którzy przejęli się losem dziewczynki do tego stopnia, że chcieli ją wziąć serdecznie zachęcam do zgłoszenia się jako kandydaci na rodznię zastępczą niespokrewnioną - Ani pewnie pomóc nie zdążą, ale dzieciaków w podobnej lub jeszcze bardziej przejmującej sytuacji są dzisiątki. I uwierzcie mi, wśród dzieci w placówkach prawie nie ma takich, które chcą tam być - każde prawie wolałoby być w rodzinie zastępczej/rodzinnym domu dziecka.
                A co do szybkości interwencji - prawie zawsze można szybciej, bardzie zdecydowanie - tylko wtedy podnosi się raban - tak od razu dzieci do placówki zabierac?
                • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 03.08.14, 22:46
                  podnosi sie raban wsrod osob, ktore nigdy nie spotkaly sie z przemoca wobec dziecka. W przypadku dziecka bitego, wykorzystywanego seksulanie, wyzucanego z domu nie ma innego wyjscia trzeba je z tego domu zabrac i to szybko, a nie dawac po raz 100 szanse mamusi i tatusiowi ze sie poprawia. Co do procedur - chyba jednak nie jest z tym dobrze skoro od 4 tygodni sprawa kraży miedzy instytucjami, a dopiero interwencja mediow spowodowala ze dla dziecka znalazlo sie miejsce w domu dziecka? Rodziny zastepcze - szczerze - bylam zaszokowana czytajac ze jest ich slownie SZESC w calej Warszawie. Podejrzewam ze skoro ich nie ma to przyczyny sa prozaiczne - brak zachet finansowych do ich tworzenia. Jak latwo sprawdzic rodziny zastępcze zawodowe otrzymywuja miesięcznie minimum 2.600 zł - skoro ja mam ambicje finansowe wykonujac swoja prace to trudno od innych wymagac by ich nie mieli . To jest slabo wynagradzana ciezka praca.
                  • verdana Re: ktos moze pomoc ani? 03.08.14, 22:50
                    Nie tylko. Zachęty finansowe do tworzenia rodzin zastępczych to nie jest wcale najlepszy pomysł na świecie. Bo już na przykładzie USA doskonale wiadomo, ze gdy bycie rodziną zastępczą jest opłacalne finansowo, to ludzie biorą dzieci nie po to, aby się nimi zajmować, ale aby na nich zarobić. Dla dziecka wtedy często lepszy jest DD, niż dwoje ludzi, od których jest całkowicie uzależniony, a którzy mają go gdzieś i traktują jedynie jako źródło zarobku.

                    • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 03.08.14, 23:03
                      Nie zgadzam sie - ja wykonujac swoja prace chce miec za nia przyzwoite wynagrodzenie, ty pewnie tez? Dlaczego odmawiac tego rodzicom zastepczym? I nie jest tak ze jak malo placimy to zgloszaja sie sami ideowcy a jak duzo to ci co sie 'na dzieciach dorabiaja'. Gdyby rodziny zastepcze mogly miec przyzwoite dochody to kandydatow byloby wiecej a wtedy byloby w kim wybierac. A tak podejrzewam ze bierze sie praktycznie kazdego kto sie zglosi i kto jest w stanie przejsc testy psychologiczne. A wsrod tych ktorzy je przechodza i tak jest pewnie troche takich ktorzy 'probuja sie dorobic na dzieciach' (podobnie jak w Stanach).
                      ps Czy jak malo placisz nauczycielowi to jest on lepszy bo 'ideowy'? Raczej nie.
                      • verdana Re: ktos moze pomoc ani? 04.08.14, 17:31
                        Jeśli dziecko jest tylko pracą, za która otrzymuje sie wynagrodzenie - to dziecku nie jest dobrze. Taka jest smutna prawda.
                        Dzieci w rodzinach zastępczych nie mogą być tylko kimś, na kim się zarabia. Dobrze to widać na przykładzie domów dla osób starszych, a te często są w lepszej sytuacji, bo mają rodzinę i sa dorosłe.
                        Oczywiście, ze gdyby na braniu dzieci można było zarobić, to ludzie by się zgłaszali - tylko pytanie, czy byliby to odpowiedni ludzie. Między nauczycielem, a kimś, od kogo dziecko jest uzależnione, a zostało wzięte, aby na nim zarobić jest dramatyczna różnica.
                        • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 04.08.14, 19:32
                          Nie verdeno, zawodowa rodzina zastepcza to jest praca, wymagajaca specjalnych umiejetnosci ale praca. Jezeli bedziemy szukac Judymow to nadal w Warszawie bedzie 6 zawodowych rodzin zastepczych. Znasz wiele osob ktore podejma sie tak wymagajacej pracy za 2.600 zl brutto plus 1000zl na dziecko? Bo ja nie, z tego nie da sie wyzyc. Taka rodzina ma prawo do wakacji, kina, samochodu etc, tak samo jak biologiczna.
                          Oferujac np 10 tys mialabys wielu kandydatow czy mniej, latwiej by bylo wybrac tych odpowiednich?
                          • verdana Re: ktos moze pomoc ani? 04.08.14, 23:16
                            Przykład USA, gdzie własnie tak do tego podchodzą jest wybitnie niezachęcający.
                            Jesli będzie sie nieźle zarabiać biorąc dzieci do domu, stworzymy system przechowalni, nie rodzin. To jeden z niewielu wypadków, gdzie dobrze opłacana praca może okazać sie gorsza od źle opłacanej.
                            Branie dzieci po to, by na nich zarabiać gwarantuje, ze rodzinom nie będzie zależało na dzieciach, tylko na zarobieniu - co oznacza, ze dzieci będą tu właściwie towarem. To już lepszy jest DD.
                            • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 04.08.14, 23:59
                              akurat w Stanach system foster families dziala podobnie do naszego. Dostaje sie jedynie dotacje na dziecko, wcale nie taka duza (zalezy bardzo od stanu) plus stan zapewnia dziecku dosc podstawowe ubezpieczenie medyczne. System dziala tak sobie chociaz i tak lepiej niz u nas. Rodzin jest wiecej i maja wieksza pomoc. Sredni czas przebywania w rodzinie zastepczej wnosi ok 2 lat, a wiekszosc dzieci trafiaja do adopcji. Co ciekawe, jak sprawdzilam ponad 60% dzieci, jest adoptowanych wlasnie przez foster family do ktorej trafily. Oczywscie jak i u nas zdarzaja sie zle patalogiczne, rodziny zastepcze.
                              Pieniadze nie powinny byc jedyna motywacja, ale takiej rodzinie trzeba zapewnic przyzwoite zycie bo zwykle innego zrodla utrzymania taka rodzina nie ma i z racji obowiazkow czesto miec nie moze. To co teraz dostaja wystarcza na bardzo skromna wegetacje. Sprobuj wygospodarowac z takich dochodow np wakcyjny wyjazd dla dzieci, pokazac im Paryz (a czemu nie?), oplacic dodatkowa edukacje etc. Bieda uszlachetnia ale tylko w bajkach.
                              ps a jakie to przypadki gdzie zle oplacana praca jest lepiej wykonywana niz dobrze? Lekarz, bankowiec, psycholog, nauczyciel, naukowiec - sorry ale jakos chyba nie starcza mi wyobrazni.
                              • amb25 Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 06:57
                                Z tego co mi opowiadal szwagier amerykanin, to w Stanach kazdy stan ma swoje prawo. Wiec w niektorych moze byc tak jak ty piszesz, w innych tak jak pisze Verdana.
                                Ja tez uwazam ze czasem lepsze sa domy dziecka, i ze rodzine zastepcza powinni tworzyc ludzie, ktorzy kochaja dzieci i chca im pomoc.
                                A przedewszystkim rodzine biologiczna dziecka (nawet dysfunkcyjna) powinno sie wspierac, np. zapewniajac jej "opiekuna", ktory odwiedzalby rodzine codziennie i pomoglby rodzinie wyjsc na prosta. To byloby znacznie tansze niz domy dziecka, pozwoliloby uniknac wielu patologi, pobic, trgedii i samobojstw. Odberanie dziecka i umeszczeniu go w rodzinie zastepczej czy w DD powinno byc OSTATECZNOSCIA. A tymczasem w wielu panstwach (Szwecja, Niemcy itp) odbieranie dzieci i umieszczanie ich w plcowkach opiekunczych, czy rodzinach zastepczych, jest swietnym interesem, w ktorym swiadomie uczestnicza zarowno firmy prowazace takie placowki jak i urzednicy....
                                Bioroc pod uwage polskie przecietne zarobki, to 2600 brutto plus 1000 zl na dziecko nie jest az tak zle. Niejedn biologiczna rodzina tak by chciala.
                                • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 09:19
                                  Nie mowimy o rodzinach biednych, nie radzacych sobie organizacyjnie i finansowo (tu mozna wiele zdzialac wspierajac rodzicow biologicznych) tylko o rodzinie takiej jak Ani. Jak sobie to wyobrazasz? Oboje rodzice chleja od dawna, nie maja ochoty sie zmieniac, w domu jest przemoc, dziecmi zajmuje sie schorowana, niewydolna babcia? Co chcesz wspierac w takiej rodzinie, leczenie rodzicow, ktorego oni sobie nie zycza? To taka modna opinia, ale moim zdaniem wielu silnie patalogicznych rodzin biologicznych nie ma sensu wspierac, bo po raz kolejny skrzywdzi sie dziecko. Pomijam fakt ze czesto te rodziny nie chca z oczywistych powodow innego wsparcia niz finansowe. W takich rodzinach dajac kolejna szanse rodzicom odbiera sie ja dzieciom.
                                  Akurat Szwedzki system znam, i dzialanie nie najgorzej. W Stanach tylko wielkosc dotacji na dziecko zalezy od stanu, system w calym kraju jest podobny (latwo sprawdzic), dane jakie podalam to dane na poziomie federalnym.
                                  ps Verdeno po zastanowieniu znalazlam taki zawod - pilkarz, tym bym zredukowala dochody do zera, kopiac szmacianke dla przyjemnosci a nie za pieniadze pewnie robiliby to lepiej ;-)
                                  • manala Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 15:12
                                    Chyba przesadzacie z tymi zarobkami rodziny zastępczej. Wiele rodzin biologicznych (i wcale nie patologicznych czy niewydolnych) ma podobne lub nizsze dochody za wykonywana prace i dodatkowo nikt im nie daje 1000 miesięcznie za dziecko. I muszą sobie radzić. Jakby mi ktos chcial tyle zapłacić to wolalabym zostać w domu z dzieckiem a nie wysyłać do żłobka narażając je na chorowanie a siebie na znoszenie niezadowolonego (z racji zwolnień lekarskich) szefa. Paryz? Tak, chetnie bym pokazała dzieciom Paryz. Na te moment to mnie jednak stac co najwyzej na krótkie wakacje w Polsce. Wielu rodzin nie stać i na to. Realnie rzecz biorąc wspomniane powyżej dochody nie są wcale takie tragiczne. Choć owszem, praca ciezka.
                                    • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 16:19
                                      zartujesz? to sa bardzo male pieniadze zwazywszy jakie trudnosci ma taka rodzina, to sa dzieci zaniedbane wymagajace pomocy edukacyjnej, medycznej, psychologicznej etc a to kosztuje. 2600 brutto plus 1000 zl na dziecko w Warszawie, to sa bardzo male pieniadze. Jak sadzisz dlaczego w Warszawie jest szesc rodzin zastepczych? Te rodziny jezeli nie maja innych dochodow klepia biede.
                                      • manala Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 21:28
                                        Być może jak na Warszawe nie jest to duza suma ale kwota, która proponujesz pomimo wszystko jest przesadzona. Rodzina zastepcza jest chyba objęta darmowa pomocą psychologiczną? Opieka lekarska przysługuje każdemu dziecku. Logopeda, rehabilitant też nie musi być "prywatny". W rodzinach biologicznych tez są dzieci z problemami. Mysle, ze kwestia finansowa jest tu jednak drugorzedna. Ludzie po prostu boją się podjąć opieki nad dzieckiem z problemami lub dużym bagażem życiowym...
                                        • verdana Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 21:39
                                          To jest jeszcze kwestia mieszkań. Rodzina zastępcza musi mieć bardzo duże mieszkanie - i to jest problem w wielkich miastach prawie nie do rozwiązania. Bo gdyby rodziny dostawały mieszkanie na start, to opieka nad cudzymi dziećmi byłaby sposobem na lepsze życie. I byłby problem z rodzinami, które biora dzieci, a po ich odejściu nie chca już następnych - eksmitować?
                                          • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 23:24
                                            Polecam ten wywiad w Gardianie (szczegolnie te czesc o wynagrodzeniach),
                                            www.theguardian.com/society/2011/may/18/desperate-shortage-foster-families
                                            w Anglii maja podobny system jak my i podobne problemy.
                                            Dopoki nie zaczniemy traktowac zawodowej rodziny zastepczej jako trudnej i wymagajacej ale jednak pracy, to nadal w Warszawie bedzie 6 zawodowych rodzin zastepczych i problem ze znalezieniem domu dla takiej Ani. Bo system bedzie nadal niewydolny jezeli bedziemy szukac kandydatow na rodzicow zastepczych wylacznie wsrod ludzi zamoznych, z duzym mieszkaniem i misja.

                                            ps dlaczego eksmisja z mieszkania wynajmowanego czy sluzbowego mialaby by byc problemem wiekszym niz teraz bywa?
                                            • verdana Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 23:45
                                              Opieka nad dzieckiem nie moze być traktowana po prostu jako praca zawodowa. To jest fatalne dla dzieci - praca zawodowa wymaga m.in. traktowanie jej jak pracę. Nie ma wiec mowy o żadnej rodzinie, jest obowiązek do zrobienia, bo pensja leci. Jak sie znudzi, prace można zmienić.
                                              W takim domu nie będzie Aniom wcale lepiej niz w kameralnym DD.
                                              A duże mieszkanie jest koniecznością. Dzieci muszą mieć własne pokoje, dzieci ew. rodziny zastępczej także, nie mówiąc już o rodzicach. Trzeba mieć tez miejsce na trzymanie rzeczy dzieci. Nie da sie mieć rodziny zastępczej w małych trzech pokojach - jeśli chodzi nam o zadbanie o dzieci, a nie upchnięcie ich gdziekolwiek.
                                              Eksmisja jest juz teraz problemem - wystarczy, że rodzina zastępcza na przykład ma własne dzieci.
                                              • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 00:23
                                                pogotowie opiekuncze - mozna prowadzic w zwyklym mieszkaniu (artykul w Wysokich Obcasach kilka tygodni temu, nie moge znalesc linku).
                                                A czym tak naprawde maly, kameralny rodzinny dom dziecka rozni sie od rodziny zastepczej?
                                                Inne sa podstawy prawne ale problemy i obowiazki opiekunow akurat podobne. W obu przypadkach podobne sa tez wymagania wobec osob ktore chca pomagac dzieciom. Pomoc dla obu form opieki tez powinna byc podobna. Inna rzecz ze takich rodzinnych domow dziecka jest nawet mniej niz rodzin zastepczych,z podobnych powodow.
                                                www.mikolaj.org.pl/rodzinne-domy-dziecka-i-rodziny-zastepcze/
                                                styl.fm/pytania/18207/jak-zalozyc-rodzinny-dom-dziecka-i-czym-on-sie-rozni-od-rodziny-zastepczej
                                                • verdana Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 06:52
                                                  Kameralny dom dziecka tym się rózni od rodziny własnie, ze dla nikogo dzieci nie są tam "własne" - mają mieć co jeść, naukę, opiekę lekarską, ale uczuć żadnych. W rodzinie zastępczej zakłada się jakieś przywiązanie, większą stałość, uczucia pomiędzy opiekunem, a wychowankiem - moze nie miłość od razu, ale coś znacznie więcej niż stosunek czysto zawodowy. W DD rotacja dzieci może być spora, w RZ raczej nie.
                                        • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 00:01
                                          twoje dzieci maja prawo do darmowej opieki psychologicznej, logopedycznej, dentystycznej? Pewnie jednak czesto za nia placisz, dlaczego sadzisz ze w rodzinie zastepczej mialoby byc inaczej? Ale oczywiscie pewnosci nie mam ;-)
                                          • verdana Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 06:49
                                            W rodzinie zastępczej - takiej zawodowej - będzie inaczej, bo nikomu nie będzie zależało na dzieciach. Tak, jak lekarz nie dopłaca do pacjentów, tak rodzina nie dopłaci do dzieci.
                                          • manala Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 07:25
                                            Place jedynie za dentyste ale dzieci nie wymagaja długotrwałej opieki specjalistycznej. Znam jednak rodziny gdzie jest dziecko niepełnosprawne i zobacz jakie kwoty otrzymują od państwa tacy rodzice. A często również muszą zrezygnować z pracy zarobkowej.
                                            • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 09:26
                                              no i co z tego Manalo? Jezeli pielgniarka dostaje mala pensje to znaczy ze lekarzowi nalezy obciac czy moze pielegniarce dodac?
                                              Verdeno wiec jak rozumiem twoim rozwiazaniem sytuacji dla dzieci takich jak Ania, z rodzin ktore nie rokuja, to wiecej domow dziecka (tych panstwowych, duzych?) - bo tam ich nikt nie kocha tylko wykonuje prace? A rodzina zastepczym nalezy odebrac jakiekolwiek wynagrodzenie - bo to nie powinna byc praca?
                                              Gleboko sie z tym nie zgadzam, ci ktorzy prowadza rodzinne domy dziecka (p Krzywonos?) i ci ktorzy prowadza zawodowe rodziny zastepcze robia to najczesciej bo chca pomoc dzieciom, i pewnie tak samo przywiazuja sie i kochaja te dzieci, a przy okazji wykonuja prace! Prace za ktora nalezy im przyzwoicie placic.
                                              No ale chetnie przeczytam jak ty sobie wyobrazasz rozwiazanie problemu dramatycznie za malej liczby i rodzinnych domow dziecka i rodzin zastepczych, bo chyba z tym sie zgadzasz ze jest ich za malo?
                                              • verdana Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 14:55
                                                Jeśli wprowadzimy Twoje postulaty w życie, to w RZ też będą tylko wykonywali pracę. I tez nie będzie w tych rodzinach nic, poza opieką. Tak jest w bardzo wielu stanach USA - jesli tak będzie w Polsce, to okaże się szybko, ze lepszym miejscem dla takich Ań jest DD, gdzie przynajmniej podopieczni nie są uzależnieni od pary obcych ludzi.
                                                Teraz ludzie prowadzą rodziny zastępcze, bo chcą pomóc dzieciom - gdy będzie to po prostu dobrze płatna praca, będą to robić, jak wszyscy pracujący, dla pensji, nie dla dzieci.
                                                Uważam, że lepszym rozwiązaniem są małe DD, nadzór nad niewydolnymi rodzinami, rodziny zastępcze, ale nie na zasadzie wyłącznie pracy zawodowej.
                                                • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 19:50
                                                  Verdeno chyba sama nie wierzysz w to co piszesz. Po pierwsze nie wszyscy pracuja TYLKO dla pensji, ja swoja prace bardzo lubie i pewnie moglabym ja wykonywac nawet za darmo, gdybym mogla sie inaczej utrzymac. Bylaby to dla mnie tragedia, gdybym musiala z tej pracy zrezygnowac, ale zrezygnowalbym gdybym z niej nie mogla utrzymac siebie i rodziny. Podobnych wyborow musza dokonywac ludzie chcacy prowadzic RZ i DD. Czy chcialabys by tym ludziom odebrano i te 2000zl? Bo to jest prosta konsekwencja myslenia 'to nie jest praca'? I nadal nie odpowiadasz na pytanie, co nalezy zrobic by bylo wiecej RZ and rodzinnych DD?

                                                  Nie jest tez prawda to ze ktos kto prowadzi DD nie angazuje sie emocjonalnie w swoja prace (bo jest to tylko praca?) Przeczytaj wywiady z p Krzywonos. To byla jej praca, a jednak te 'nie swoje' dzieci kochala. Przeczytaj wywiad w Gardianie, czy ten nauczyciel prowadzacy przez wiele lat rodzine zastepcza (dostawal wynagrodzenie) naprawde dawal dzieciom tylko opieke?
                                                  A o systemie faster families to powtrzasz obiegowe opinie, czy znalazlas jakies inne dane statystyczne niz te ktore podalam? Nie ma systemu idealnego, wszedzie zdarzaja sie patologie ale jako calosc ten system w Stanach dziela nie najgorzej, bo wiekszosc dzieci doprowadza do adopcji. U nas niestety nie.
                                                  > Uważam, że lepszym rozwiązaniem są małe DD, nadzór nad niewydolnymi rodzinami,
                                                  > rodziny zastępcze, ale nie na zasadzie wyłącznie pracy zawodowej. - sorry ale nie rozumiem, wiec na jakiej zasadzie? Wychowujac kilkoro (zwykle to 6-10) bardzo ciezko czesto doswiadczonych dzieci, co i jak mozna jeszcze robic zawodowo?
                                                  • verdana Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 20:16
                                                    Gdyby nie fatalne doświadczenia w USA z rodzinami, które traktują przechowywanie dzieci jako pracę, to nie byłabym tak pesymistycznie nastawiona. Większość ludzi, zasadnicza większość jednak nawet lubiąc swoją pracę traktuje ją jako pracę i nie angażuje się w nią całym sercem. Nie oznacza to, zę nie ma dobrych rodzin zastępczych, tylko jesli będzie to tylko praca, to coraz więcej będzie tych rodzin bardzo marnych. Wychowywanie dzieci jako praca zawodowa - to juz jest, w DD. I nie gwarantuje wychowankom żadnej prawdziwej rodziny. Ty chcesz przerobić rodziny zastępcze na niewielkie domy dziecka - rodzinne domy dziecka. Takie juz istnieją, ale to jest zupełnie co innego, niz rodzina, nawet zastępcza.
                                                    Czym innym sa pieniądze na wychowanie, czym innym pensja za wychowanie. Nie orientujesz sie nawet, co to oznacza - paragony na lody, rozliczanie z kapci, urlopy i zwolnienia chorobowe - jak mama ma grypę, to nie pracuje. Jak ma wakacje, to wyjeżdża - bez dzieci. Nie jak w rodzinie, jak w instytucji.
                                                    Dane statystyczne w tym wypadku niewiele mówią. Mówią, ze dzieci przeżyły. W Polsce nie doprowadzi żadnych dzieci do adopcji, bo dzieci do adopcji sa adoptowane - te w DD i rodzinach mają zazwyczaj nieuregulowaną sytuację prawną. Rodziny zastępcze dla niemowląt to zupełnie inna sprawa. One mają inne zadania, niż rodziny dla dzieci starszych, bez szans na adopcję.
                                                    Rodzina zastępcza da 10 dzieci to nieporozumienie - w Polsce zazwyczaj rodziny przyjmują mniej dzieci, spokrewnione często tylko jedno. 10 dzieci to już DD i o żadnej rodzinie mowy nie ma. Zawodowe rodzin zastępcze w Polsce przyjmują, zgodnie z prawem 3-6 dzieci. Przy dzieciach z problemami - do 3.
                                                    Ludzie prowadzący DD angażują sie w pracę, nie zawsze w konkretne dziecko. I oni i dzieci mają poczucie tymczasowości. Rodzinne DD nie są złe, ale oprócz nich sa też rodziny zastępcze, na innych zasadach. Ty praktycznie chcesz je zlikwidować i wszystko zamienić na małe DD - DD, których tak bardzo nie chcesz dla Ani.
                                                  • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 20:46
                                                    Ania trafila do duzego panstwowego domu dziecka, dlaczego ze tych rodzinnych praktycznie nie ma. W warszawie jest ich dokladnie tyle ile rodzin zastepczych SIEDEM! Z tych samych powodow, dla ktorych nie zawodowych RZ, nie ma chetnych do ich prowadzenia.

                                                    Masz ciekawy sposob dyskusji- bardzo dokladnie omijasz pytanie, co zrobic by RZ i rodzinnych DD bylo wiecej? No chyba ze wedlug ciebie te 7 to juz i tak za wiele? No i czy nalezy zlikwidowac 'pensje' dla zawodowej rodziny zastepczej?
                                                  • verdana Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 21:02
                                                    Ale o czym my mówimy - o rodzinie zastępczej, czy rodzinnym DD?
                                                    Bo tem ostatni musi mieć specjalne mieszkanie, dokumentację , księgową itd.
                                                    Co robić, aby rodzin zastępczych było więcej? Toż mówię - dawać mieszkania. Ale skąd wziąć na to pieniądze, nie powiem. Poza tym aby tych rodzin było więcej, trzeba by zmniejszyć wymagania - teraz sa bardzo wysokie. Ale czy to dobra droga, mam wątpliwości. RZ jest trochę sztucznym tworem, nie bardzo mam przekonanie, ze najlepszym dla dzieci całkowicie obcych, nie niemowląt.
                                                    Natomiast do utworzenia rodzinnych DD potrzebne są rzeczywiście pieniądze - tylko to nadal będą tylko DD, trochę lepsze, ale nic więcej.
                                                  • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 21:33
                                                    obawiam sie ze ty chyba troche mylisz te formy pieczy zastępczej:
                                                    rodzina zastępcza spokrewniona – tworzą ją wyłącznie dziadkowie i rodzeństwo dziecka
                                                    rodzina zastępcza niezawodowa – tworzą ją osoby niespokrewnione z dzieckiem oraz krewni nie będący wstępnymi i zstępnymi dziecka (czyli np. ciocie, wujkowie)
                                                    rodzina zastępcza zawodowa - pełniąca funkcję pogotowia rodzinnego
                                                    rodzinny dom dziecka – tworzą go osoby niespokrewnione z dzieckiem dla nie więcej niż 8 dzieci. Zawodowa RZ i rodzinny DD dzialaja na podobnych zasadach! Swiadczenie na pokrycie kosztów utrzymania dziecka umieszczonego w rodzinie zastępczej zawodowej, rodzinie zastępczej niezawodowej lub rodzinnym domu dziecka jest identyczne 1000 zl. Dodatkowo osobom pełniącym role rodziny zastepczej zawodowej (TYLKO w zawodowej) oraz osobie prowadzącej rodzinny dom dziecka przysługuje wynagrodzenie, w wysokosci 2.600,00 zł. miesiecznie. W obu ZRZ i RDD umieszcza sie jak pamietam do 8 dzieci.
                                                    Nadal uwazasz ze to za duzo?
                                                  • verdana Re: ktos moze pomoc ani? 07.08.14, 22:42
                                                    W zawodowej RZ jest znacznie mniejsza ilość dzieci i sa to dzieci zaburzone.
                                                    Jednej rzeczy nie bierzesz pod uwagę, podliczając pensję. Zazwyczaj z pensji utrzymuje sie rodzinę - czyli także dzieci. Tu na dzieci dostajesz oddzielnie pieniądze. Nie możesz zatem liczyć tego tak, jak w normalnej rodzinie. Gdybyś dostawała 2600 + określoną sumę na każde dziecko - faktycznie Twoja pensja byłaby znacznie wyższa, prawda?
                                                  • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 07.08.14, 23:33
                                                    bylaby i to znacznie wyzsza twoja tez Verdeno, wiem ile zarabia profesor uniwersytetu, no i ja mam jedno dziecko na utrzymaniu;-). Chociaz rozumiem tez dobrze co to znaczy zyc na granicy ubostwa i z pewnoscia nie chcialabym do tej sytuacji wrocic.
                                                    Nie bedzie wiecej DD i RZ dopoki nie zmieni sie sposb podejscia do 'zawodego rodzica' i nadal bedziemy szukac silaczek, zamiast ludzi o pewnych szczegolnych predyspozycjach do bycia 'zawodowym' rodzicem ale za dobre pieniadze, podobnie jak to ma miejsce w innych zawodach. Dla mnie niskie pensje, to wyraz tego ze jako spoleczenstwo lekcewazymy prace takich osob. Nadal tez twierdze ze problem jest w finansowaniu systemy, a nie w wymaganiach stawianych rodzinom, nie sa wcale przesadnie wysokie. Ja bym raczej istotnie zwiekszyla pensje i dotacje na dziecko w rodzinnych DD i zawodowych RZ i jednoczenie zdecydowanie zwiekszyla wymagania im stawiane.
                                                    Mysle ze na tym pewnie warto zakonczyc dyskusje, przynajmniej mnie zmusila do glebszego przesledzenia jak dziala system pieczy zastepczej - calkiem ciekawy temat. Raczej utwierdzilam sie w swojej poczatkowej opinii. Trudno, nie po raz pierwszy zostaniemy kazda przy swoim zdaniu. Dziekuje ;-)
                  • annakate Re: ktos moze pomoc ani? 03.08.14, 22:57
                    Święte słowa - słabo wynagradzana, cięzka praca; między innymi dlatego, że nie wszystkie dzieci trafiające do środowiska zastępczego są tym faktem uszczęśliwione i wdzięczne. A jaki jest społeczny odbiór - nie tak dawno był wątek, w którym forumowiczki pluły świętym oburzeniem na wieśc, że takie rodziny maja prawo do urlopu - jak to, wzięły biedne dzieci i mają czelność chcieć odpoczynku?
      • sorvina Re: ktos moze pomoc ani? 03.08.14, 22:28
        Nie wiem co jest większym idealizmem - oczekiwanie, że nagłośniona rozprawa przeciwko rodzicom zmieni zachowanie NIEKTÓRYCH (bo to jedyne realne oczekiwanie, zaburzone i uzależnione osoby raczej i tak będę się nad dziećmi znęcać - zawsze jest pewien procent osób popełniających przestępstwa, a jednak pewność nieuchronności kary na część osób działa odstraszająco), czy też, że państwo nagle zacznie się troszczyć o wszystkie dzieci w mądry i właściwy sposób? Pozew Adama nie naprawi całego zła tego świata, niczyj pozew nie przywróci mu dzieciństwa, ale może dać pieniądze na terapie i złagodzenie negatywnych efektów tego dzieciństwa. Niech dorosłe dziecko samo zdecyduje czy tego potrzebuje, a sąd rozsądzi czy ma podstawy a rodzice możliwości by zadośćuczynienie wyznaczyć.

        >A panie, które tak piętnowały sadyzm w stosunku do Adama, polegający na postawieniu komputera obok telewizora milczą.
        Jeszcze nie znudziło Ci się manipulowanie wypowiedziami? I odkąd to szybkość odpowiadania na Twoje posty świadczy o moralności i zaangażowaniu, czy czymkolwiek poza posiadaniem innych zajęć? Nie mam możliwości by pomóc Ani, więc nie widzę sensu by tylko pisać jak jej współczuję.
        Tak się składa, że spędziłam dzień na rozmowach z sąsiadami by ustalić fakty i na rozpoznaniu sytuacji jak pomóc kilkutygodniowemu dziecku w moim bloku, którego tatuś chodzi wiecznie zalany, w mieszkaniu jest melina, matka nie wygląda na wydolną wychowawczo, tatuś urządza takie awantury, że jest ryzyko, że następnym razem coś może zrobić dziecku. Wszyscy w bloku się boją cokolwiek zrobić, by nie oberwać od tatusia. Cóż, ja też się boję. Mam nadzieję, że organizacje pomocowe będą na tyle mile by nie donieść która sąsiadka dała znać, że się źle dzieje. I boje się też, że to państwo nie pomoże tak jak byłoby najlepiej, że zabierze dziecko, gdy być może wystarczyłby odwyk dla ojca, przymusowy kurs radzenia sobie z agresją, szkolenie dla matki i doglądanie jak sobie radzą. Ale jeśli nikt nic nie zrobi, to następnym razem na ścianie może wylądować nie przedmiot ale niemowlak.

        Świat nie jest idealny, nigdy nie był i obawiam się, że pewnie długo nie będzie. Jedyne co możemy dla nas i dla innych, to zrobić to co możemy, kiedy możemy. Czasem to jest zadzwonić do opieki społecznej, czasem złożyć pozew jak jest się dorosłym. Niestety nie pojawiają się nigdzie wielkie wskazówki - tak - zrób to, to jest właśnie najlepsze. Człowiek podejmuje decyzje w oparciu o własną wiedzę i przekonanie co jest słuszne, a także gdy sprawa dotyczy go osobiście - co jest najlepsze dla niego. Nie musi być najlepsze dla kogoś innego, czasem może mieć nieprzewidywalne konsekwencje, ale najczęściej nic nie robić wcale nie jest lepsze.
        • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 04.08.14, 17:03
          Sorvina, ja nie manipuluję faktami. Napisałaś, że postawienie komputera w dużym pokoju to sadyzm, a to ewidentna bzdura i zagalopowałyście się w tych oskarżeniach rodziców Adama jeszcze bardziej niż on. I nie traktuję wybiórczo tego co piszesz, tylko wskazuję na te z Waszych argumentów, które budzą moje wątpliwości, a to chyba normalne.
          I szczerze mówiąc, też jestem zniesmaczona Waszą postawą. Ja przyznaję, że część jego zarzutów jest uzasadniona ( gł. te dot. zaniedbań zdrowotnych ), ale część nie. A Wy ciągle chcecie mnie potępić i wypisujecie, że mi się dziwicie, zwłaszcza, że sama dbałam o zęby córki. To jak ja mam wyrazić swoja dezaprobatę wobec tych zaniedbań, byście się czuły usatysfakcjonowane?
          Ponadto, wystawiłyście mi internetową diagnozę i skarżycie się na brak dyskusji na poziomie.
          A co to za dyskusja na poziomie, skoro ja nie mam prawa w sposób rzeczowy wyrazić swoich wątpliwości? I co to za rzeczowa i na poziomie dyskusja, w której każdą sytuację interpretujecie zgodnie ze swoim wyobrażeniem, że rodzice podli? Kolor licówek był niedobrany, bo mama skąpa i chciała przyoszczędzić ( co jest oczywistą bzdurą ), a komputer postawiony w pokoju, by chwalić się sąsiadom, a Adam nie mógł go używać.
          A nie przyszło Ci czasem do głowy, że postawili go tam, by był dostępny dla wszystkich i tam, gdzie można go było podłączyć do prądu ( tego kradzionego )? Adam prawdopodobnie nie miał swojego pokoju, skoro zrobił sobie kąt do nauki w piwnicy, gdzie nie było prądu ( co by przeczyło Waszej wizji luksusu w tej rodzinie ).
          O tym zaganianiu rodzeństwa do pracy, bo maja rączki i nóżki już nie wspomnę i dziwię się, że nie dociera do Ciebie, że to Ty bardzo wybiórczo podchodzisz do tematu i ludzi i zamiast stawiać komuś diagnozy, powinnaś się zastanowić nad sobą. Osoba tak nieobiektywna nie powinna nikogo oceniać.
          • pade Re: ktos moze pomoc ani? 04.08.14, 18:43
            Może chodzi o to, że sposób w jaki piszesz jest skrajnie emocjonalny, taki, zbyt osobisty powiedziałabym i bardzo się czuje, że przemawiają przez Ciebie własne, niedobre doświadczenia?
            Ja, kiedy Ciebie czytam, mam ochotę pod każdym postem pisać: Basiu, idź na terapię.
            Dlatego ciężko dyskutować, kiedy własne, często nieuświadomione emocje zaciemniają obraz, wiem coś o tym:)
            • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 04.08.14, 19:27
              To, że pewne tematy podnoszą mi adrenalinę nie jest uzasadnieniem dla Waszego stanowiska.
              Takie odwracanie kota ogonem jest bardzo irytujące i niedojrzałe. Chcesz powiedzieć, że Sorvina nie musi brać odpowiedzialności za swoje słowa, bo jestem emocjonalna i że obrona przez atak to moja wina?
              To wina osobowości sorviny, nie moja. Duża ze mnie dziewczynka i nie dam się nabrać na takie teksty. Mój tatuś był takim nieodpowiedzialnym manipulantem, co zresztą wykorzystywałam, by podważyć jego wiarygodność. Nawet w odpowiedzi na pozew o przywrócenie naruszonego posiadania potrafił twierdzić, że to ja naruszyłam jego posiadanie. Wystarczyło potem wyrok sądu w tej sprawie przedstawić w komplecie z jego odpowiedzią na pozew, by zrobić z niego czuba, co chętnie robiłam.
              I mimo mojej emocjonalności, moje wątpliwości dot. zarzutów Adama wobec rodziców są bardziej racjonalne niż podejrzenia Sorviny co do złych intencji jego rodziców, więc ja bym się tak moja emocjonalnością nie przejmowała.
              • pade Re: ktos moze pomoc ani? 04.08.14, 20:25
                Sorvina nigdzie Cię nie atakuje, po prostu inaczej widzi sprawę.
                • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 04.08.14, 20:49
                  Twierdzenie, że manipuluję faktami, w odpowiedzi na moje wątpliwości czy postawienie komputera w dużym pokoju można nazwać sadyzmem to odniesienie się do zarzutu, czy atak?
                  Odpowiedź na moją uwagę, że nie traktuje rodzeństwa tak samo ( chodzi o te rączki nóżki do pracy ) wyrażona słowami, że dobieram fakty wybiórczo, to ustosunkowanie się do zarzutu, czy eufemistyczne stwierdzenie "spadaj królik na drzewo" To ma być dyskusja?
                  A i owszem, byłam atakowana, że o zęby swojego dziecka odpowiednio dbałam, a tu się nie przejmuję. Przeczytaj sobie cały watek, nie chce mi się szukać.
                  Diagnozę to mi nawet parę pań wystawiło, a teraz piszesz, że tylko miałyście inne zdanie?
                  • sorvina Re: ktos moze pomoc ani? 04.08.14, 22:13
                    basiastel napisała:

                    > Twierdzenie, że manipuluję faktami, w odpowiedzi na moje wątpliwości czy postaw
                    > ienie komputera w dużym pokoju można nazwać sadyzmem to odniesienie się do zar
                    > zutu, czy atak?
                    > Odpowiedź na moją uwagę, że nie traktuje rodzeństwa tak samo ( chodzi o te rącz
                    > ki nóżki do pracy ) wyrażona słowami, że dobieram fakty wybiórczo, to ustosunko
                    > wanie się do zarzutu, czy eufemistyczne stwierdzenie "spadaj królik na drzewo"
                    > To ma być dyskusja?
                    > A i owszem, byłam atakowana, że o zęby swojego dziecka odpowiednio dbałam, a tu
                    > się nie przejmuję. Przeczytaj sobie cały watek, nie chce mi się szukać.
                    > Diagnozę to mi nawet parę pań wystawiło, a teraz piszesz, że tylko miałyście in
                    > ne zdanie?

                    Basiu

                    >Sorvina, ja nie manipuluję faktami. Napisałaś, że postawienie komputera w dużym pokoju to sadyzm, a to ewidentna bzdura i zagalopowałyście się w tych oskarżeniach rodziców Adama jeszcze bardziej niż on.
                    Nie wydaje mi się. Sprawdzam na szybko w wyszukiwarce, w tym roku na forum nie użyłam słowa "sadyzm", bo wiem, że jest mocne i nie używa się go bez powodu.

                    Wyciąganie zdań z kontekstu i traktowanie ich jako osobną, pełną wypowiedź, choć były tylko i wyłącznie np. komentarzem pokazującym absurdalność stwierdzania, że Adam powinien zarobić na swoje studia i leczenie sam, ale jego rodzeństwo to przez niego nie studiowało (co było traktowaniem rodzeństwa nierówno, a właśnie to mi się zarzuca) i opisywanie jednego wątku a nawet jednego elementu tak skomplikowanej sytuacji, jakby to był główny powód np. do określenia zachowań rodziców jako sadystyczne (dodatkowo dobierasz mocen słowa - przejaskrawiasz starając się przedstawić Adama/nasze oskarżenia rodziców jakby były jednoznacznie absurdalne), to klasyczna manipulacja mająca na celu ośmieszenie poglądów i wypowiedzi rozmówcy, w tym przypadku głównie mnie. I dlatego nie chce mi się za każdym razem udowadniać, że nie jestem wielbłądem i odmawiam dyskusji w ten sposób.

                    > sadyzm w stosunku do Adama, polegający na postawieniu komputera obok telewizora milczą.
                    a
                    > moje wątpliwości czy postawienie komputera w dużym pokoju można nazwać sadyzmem

                    jednak ma inny wydźwięk emocjonalny, nie sądzisz? Gdy takich kwiatków w Twoich postach zbierze się wiele, mają one bardzo ostry, emocjonalny wydźwięk i nie chce się odpowiadać.

                    Podobnie jak różne inne personalne wycieczki i wkładanie mnie i innym w usta wypowiedzi i poglądów których nie mamy:
                    >A panie, które tak piętnowały sadyzm w stosunku do Adama, polegający na postawieniu komputera obok telewizora milczą. Dziewczynka dorośnie i się z rodzicami rozliczy i będzie OK.

                    Święta nie jestem, też zdarza mi się napisać coś bardziej emocjonalnie niż bym chciała, ale staram się komentować zachowanie/stanowisko a nie atakować osobę, a czasem próbuję zrozumieć pewną postawę, jej powody, ale w szerszym kontekście bez wciskania konkretnej osobie, że ona na pewno zachowuje się tak i tak bo cośtam. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie wiem jak jest, że to wszystko bardzo indywidualne kwestie. Są jednak pewne ogólne schematy i na nie się powołuję. Zwracam uwagę, gdy widać, że ktoś traktuje coś bardzo emocjonalnie i osobiście i dyskusja dawno odbiegła od omawiania faktów.
                    Wiele uczę się też od innych, dużo wynoszę z tych dyskusji i uważam, że poznawanie innego podejścia mnie wzbogaca. Pod warunkiem, że ktoś uzasadnia dlaczego ma jakieś poglądy, pokazuje swoją perspektywę, która poszerza wtedy moją, a nie skupia się na ośmieszaniu moich wypowiedzi.
                    • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 20:54
                      Sorvino, przepraszam. Sprawdziłam, te oskarżenia dot. sadyzmu polegającego na ustawieniu komputera przy telewizorze i wybraniu ciemniejszych licówek, by przyoszczędzić wysunęła Sebalda. Macie podobny nick, podobne stanowisko, pomyliłam się.
                      Ale to co piszę nie ma na celu ośmieszenia nikogo, tylko zwrócenia uwagi, że ciut się zapędził w tym oskarżaniu, co jest co najmniej tak samo naganne jak umniejszanie czyichś krzywd.
                      Nie ma powodu twierdzić, że Adam jadł, mieszkał, czy ubierał się gorzej od innych w tej rodzinie. Każdy miał inne potrzeby i każdy coś tam miał, czegoś nie miał. I trudno mi uwierzyć, że można publicznie skarżyć się na te ubrania i mydełka i dochodzić zadośćuczynienia w sądzie.
              • differentview Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 07:38
                > I mimo mojej emocjonalności, moje wątpliwości dot. zarzutów Adama wobec rodzicó
                > w są bardziej racjonalne niż podejrzenia Sorviny co do złych intencji jego rodz
                > iców, więc ja bym się tak moja emocjonalnością nie przejmowała.

                basiastel a moze ktos z Twojego otoczenia podwazal Twoje zarzuty wobec tego Twojego ojca i stad Twoja nerwowosc i nadmierna emocjonalnosc na dylemat kiedy pozywanie rodzicow jest sluszne i dopuszczalne a kiedy nie; bo taka licytacja- kto mial gorzej i wobec tego kiedy moze pozywac a kiedy nie jest bez sensu; nie ma dwoch takich samych przypadkow i nie da sie rozsadzic czy gorszy jest rodzic ktory zaniedbuje dziecko zdrowotnie w wyniku czego dziecko ma mase powiklan na cale zycie czy gorszy ten, ktory molestuje czy gorszy ten, ktory dreczy psychicznie czy gorszy ten, ktory stosuje przemoc fizyczna czy gorszy alkoholik, ktory wyrzuca dziecko z domu- a kazdy z tych przypadkow moze dojsc do zalamania dziecka i np samobojstwa albo wieloletniej depresji
                • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 09:23
                  sorry ale wyzucanie dziecka z domu i bicie go jest znacznie gorsze od postawienie komputera blisko telewizora i zly kolor licowek.
                  • bullet-proof Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 14:45
                    71tosia napisała:

                    > sorry ale wyzucanie dziecka z domu i bicie go jest znacznie gorsze od postawien
                    > ie komputera blisko telewizora i zly kolor licowek.
                    Oczywiście najwięcej do powiedzenia na temat uczuć, odczuć, reakcji, zachowań na przemoc fizyczną, psychiczną , ekonomiczną ofiar mają osoby, które deklarują, że nigdy takiej przemocy nie doświadczyły.
                    • 71tosia Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 16:22
                      mimo to potrafia ocenic ze skatowane dziecko, wywalone na bruk to jednak inny kaliber sprawy niz dziecko, ktoremu rodzice nie kupili komputera. Jezeli ktos twierdzi ze to samo to proponuje jednak przejsc sie do najblizszego osrodka opiekunczego by zobaczyc roznice.
                      • bullet-proof Re: ktos moze pomoc ani? 07.08.14, 15:58
                        71tosia napisała:

                        > mimo to potrafia ocenic ze skatowane dziecko, wywalone na bruk to jednak inny k
                        > aliber sprawy niz dziecko, ktoremu rodzice nie kupili komputera. Jezeli ktos tw
                        > ierdzi ze to samo to proponuje jednak przejsc sie do najblizszego osrodka opiek
                        > unczego by zobaczyc roznice.
                        Wiesz, w życiu by mi nie przyszło do głowy chodzić po ośrodkach opiekuńczych w celu oceniania czyjejś tragedii!!
                        • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 07.08.14, 18:08
                          Ale może wtedy byś zrozumiała czym jest tragedia i nie przyłączyłabyś się do bezmyślnej nagonki na rodziców Adama. Te chwalące się empatią panie uważają, że Adaś taki biedny, bo rodzice harowali na polu, by zdobyć jedzenie, w czasie, gdy ten leżał do góry brzuchem i czuł się skrzywdzony. Nie wiem, czy to aż taka bezmyślność, czy aż takie zdemoralizowanie u tych pań.
                          • bullet-proof Re: ktos moze pomoc ani? 08.08.14, 06:12
                            basiastel napisała:

                            > Ale może wtedy byś zrozumiała czym jest tragedia i nie przyłączyłabyś się do be
                            > zmyślnej nagonki na rodziców Adama. Te chwalące się empatią panie uważają, że A
                            > daś taki biedny, bo rodzice harowali na polu, by zdobyć jedzenie, w czasie, gdy
                            > ten leżał do góry brzuchem i czuł się skrzywdzony. Nie wiem, czy to aż taka be
                            > zmyślność, czy aż takie zdemoralizowanie u tych pań.
                            I znowu oczywiście jesteś wszechwiedząca! Skąd wiesz, że sama nie doznałam przemocy w dzieciństwie? Może w odróżnieniu do Ciebie i Tobie podobnych umiem nie tylko wyobrazić sobie co te osoby musiały przejść ale również odczuć na własnej skórze jak to musiało boleć! Poza tym bycie empatycznym, wrażliwym to duża zaleta, chroni przed pochopnym ocenianiem innych. Ty chyba empatię i wrażliwość albo w sobie jeszcze nie odkryłaś albo twój ojciec skutecznie cię z nich ograbił.
                            • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 08.08.14, 11:32
                              To nie jest kwestią doznawania przemocy, bądź nie, tylko zdrowego rozsądku i czystej przyzwoitości. Jak można popierać faceta, który leżał do góry brzuchem i narzekał, podczas gdy rodzina pracowała, by miał co jeść? Facet żerował na rodzicach dużo dłużej niż by wypadało, do pracy się nie kwapił, a jak już, to fakt ukrywał, by dalej doić i teraz chce pieniędzy. Przemoc Ci mózg wyżarła?
                • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 05.08.14, 21:06
                  Nie, nikt nie podważał moich praw do sądzenia się i ja nie podważam praw Adama, tylko wiem, że zadośćuczynienie to rzecz bardzo trudna do uzyskania i raczej niemożliwe, by sąd coś takiego zasądził za skąpstwo i brak miłości.
                  Swoja drogą, ciekawa jestem dlaczego uważacie, że moje osobiste doświadczenia tak rzutują na moje stanowisko. Parę pań miało podobne, a złych doświadczeń rodzinnych nie miało.
                • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 09:33
                  Jestem jeszcze ciekawa, czy Ty słyszałaś, co Adam wygaduje w telewizji, czy może bardziej się martwisz moją emocjonalnością? Streszczę w kilku zdaniach.
                  Czyni rodziców odpowiedzialnych za to, że w wieku 7 - 8 lat stracił zęby. Ma także za ich sprawą niedoczynność tarczycy, wadę mitralną i niedomykalność zastawek, tętniaka, płaskostopie, skoliozę, nerwicę, bezsenność, wadę wzroku.
                  Ale największy problem ma z faktem, że rodzice na nim na wszystkim chcieli przyoszczędzić i wszystko usiłowali robić bezkosztowo. Bezkosztowo np. go żywili. Opowiadał, że rodzice z rodzeństwem jeździli do dziadków na wieś, pracowali i za to przywozili jedzenie. Adam nie jeździł, bo nie chciał ( skarżył się, że nudził się w domu, bo nie miał odpowiednich strojów na podwórko ). Leżał do góry brzuchem, wcinał przywiezione jedzenie i czuł się upokorzony, że rodzice zdobywają jedzenie bezkosztowo.
                  Skarżył się też, że co niedziela na śniadanie jedli jajecznicę z grzybami. I w grzybach był problem. Nie dlatego, że ich nie lubi, ale czuł się upokorzony, bo były z lasu, więc bezkosztowo.
                  No i jeszcze sporo narzekał na całą Polskę, że mama brudas i się ociągała z praniem skarpetek i wszyscy mieli używać tylko dwóch ręczników. Straty moralne z tego tytułu wycenił na 200 tys. zł.
                  • pade Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 10:15
                    Nie rozumiem dlaczego uparłaś się, by oceniać, czy pozew Adama jest zasadny, czy nie. Przeciez to nie jest Twoja rola, a sądu.
                    • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 10:17
                      No, nie ja zakładałam wątek. Każdy się wypowiadał i aż trudni mi uwierzyć, że jesteście tak bezkrytyczne. To są autentyczne stwierdzenia Adama.
                  • differentview Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 10:49
                    basiastel napisała:
                    > Czyni rodziców odpowiedzialnych za to, że w wieku 7 - 8 lat stracił zęby.
                    sugerujesz, ze jesli mial nie leczona prochnice to nie mogl stracic? przeciez mial w wieku 10 lat protetyke- to dla Ciebie jest NORMA?

                    > Ma ta
                    > kże za ich sprawą niedoczynność tarczycy, wadę mitralną i niedomykalność zastaw
                    > ek, tętniaka, płaskostopie, skoliozę, nerwicę, bezsenność, wadę wzroku.

                    moze ma, biegili ocenia, czym sie tak podniecasz? nie wszystkie dzieci sa okazami zdrowia a jak sa chore to zasrany obowiazek rodzicow je leczyc


                    > Ale największy problem ma z faktem, że rodzice na nim na wszystkim chcieli przy
                    > oszczędzić i wszystko usiłowali robić bezkosztowo.

                    no i co? to niby chwalebne jest? to moze w ogole nie karmic dzieci tylko do lasu wysylac i co sobie zerwie, upoluje to jego

                    > że mama brudas i się ociągała z pra
                    > niem skarpetek i wszyscy mieli używać tylko dwóch ręczników

                    chcesz udowodnic, ze byli tak biedni, ze na 5 recznikow ich nie bylo stac zeby kazdy mial swoj? powodzenia
                    • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 11:08
                      Tak w wieku 7 -8 lat to wszystkie dzieci tracą zęby. I jak ma za dużo kasy, to niech powołuje biegłych od tych wszystkich chorób, tylko i tak raczej trudno będzie określić winę rodziców.
                      • differentview Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 11:16
                        basiastel napisała:

                        > Tak w wieku 7 -8 lat to wszystkie dzieci tracą zęby.

                        serio? no popacz, a pozew dotyczy tego, ze stracil mleczaki, tiaaa...
                        nudzi Ci sie bardzo? nie widzisz, ze to nudne jest i glupie?
                        • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 11:31
                          Ja nie wiem co jest w pozwie. Wiem, co wygaduje w telewizji i mi to wystarczy.
                          • ola_dom Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 11:42
                            No ale chyba nie pozywa o to, że mu założyli żółte licówki na mleczakach.... Na mleczakach nie robi się protetyki, a skoro była robiona U DZIESIĘCIOLATKA - to nie wiem, jak inaczej to nazwać, jak nie rażącym zaniedbaniem.
                            • basiastel Re: ktos moze pomoc ani? 06.08.14, 11:59
                              Ale on za te zęby nie otrzyma zadośćuczynienia. Miał zaniedbane, to fakt, ale u dzieci zdarza się taka kwitnąca próchnica, musiał mieć słabe te zęby.
Pełna wersja