paris-texas-warsaw
06.08.14, 00:56
Kochani, proszę o komentarz, tych co w temacie:)
???
Przeczytałam "Molestowanie moralne" MFH, dwa razy nawet, bo pewne sprawy budziły mój opór, a chciałam przeczytać tę książkę "bez uprzedzeń". Moje zastanowienie budziło postawienie sprawy przez Autorkę, że osoby stosujące perwersyjną komunikację (nie służącą porozumieniu) są tak jakby "złe" - ten rodzaj komunikacji jest ich wyborem. Książka dotyczy osób narcystycznych, więc budziło to moje zdziwienie, że psychiatra i psychoterapeuta sprawców przemocy psychicznej jedynie potępia, a nie uznaje za chorych - do tego chyba się tam nie odnosi. Nie wiem, czy zwyczajnie ta książka jest zbyt mała by się tym zajmować, czy Autorka ma inne swoje uzasadnienia. Samo przeczytanie tej książki było bardzo ciekawym doświadczeniem, bo z uwagi, że napisana jest przez psychoanalityka, zaczęłam sobie czytać różne książki innych autorów, i sporo "odkryć" poczyniłam, ale to tak na marginesie. Sama książka jest podzielona jakby na dwie części - dotyczy perwersyjnej komunikacji w życiu codziennym i przemocy psychicznej / mobbingu w życiu zawodowym. Nie mogłam jakoś zrozumieć tego połączenia, wydawało mi się sztuczne, ale teraz tę część o życiu zawodowym widzę jako przykład zaniku jakiejkolwiek komunikacji i jakby dopełnienie przewrotnej komunikacji z części pierwszej.
Sam termin "molestowanie moralne" wydawał mi się zupełnie niezrozumiały, a teraz nagle wydaje mi się, że zrozumiałam o co chodzi, w tym poszerzeniu molestowania poza sferę psychiczną na sferę etyczną.
Przeczytałam tę książkę kilka miesięcy temu, a teraz przy tej sprawie "Adama" znowu sobie ją przypomniałam. Sama książka nie dotyka jednak relacji rodziców i dzieci, przynajmniej tego nie pamiętam.
Tyle razy się zastanawiałam się tu na forum nad moją mamą, nad jej zachowaniami, i tym jak je lokować z uwagi na jej leczenie psychiatryczne, ale zawsze sprawiało mi to wielką trudność. I nagle - jak sobie pomyślałam, że ten temat jest chyba dla mnie zamknięty, i przestałam się tym szczególnie interesować, to jakby do mnie dotarło, że chyba moja mama zawsze była takim "molestatorem moralnym". Z uwagi, że w dzieciństwie byłam wychowywana przez dziadków, to zawsze inne kwestie wysuwały się wg mnie na pierwszy plan, a pewne zachowania takie nierówne i męczące, były tłem. A teraz myślę, że może to wcale nie było tło, a trudna do uchwycenia dość stała rzeczywistość z uwagi na jej różnorodność połączoną również z codziennymi pozytywami.
Co się uspokoję i złapię oddech, to zaraz mam wrażenie, że coraz gorsza fala wspomnień w nowym wydaniu mnie zalewa, albo nowe interpretacje tych wspomnień. To taka norma terapii???
Czy takie molestowanie moralne, to np.:
- nieodzywanie się do dziecka miesiącami,
- nieinformowanie o wielu sprawach dotyczących planów, zakupów, itp.,
- niedotrzymywanie słowa,
- skarżenie się na mnie wszystkim napotkanym osobom,
- rozmawianie z jakąś obcą panią, że mnie jej zostawi i w ogóle rozmowy z obcymi osobami o mnie,
- mówienie, że przecież już mamy nie kochałam jak miałam kilka lat (i różne tego typu "interpretacje"),
- mówienie, że zachorowałam na coś, bo Bóg mnie skarał (taki dziwny cytat sobie zapamiętałam "Ty dziwo (??? - to z Mickiewicza???), Bóg cię skarał"),
- nienawiązywanie, do tego co mówiłam np. kiedyś przez telefon poinformowałam o swoim wypadku, to usłyszałam jakieś pytanie o moje rodzeństwo, podobnie za jakiś czas, jak poinformowałam o jakiejś ważnej dla mnie inwestycji,
- ocenianie innych osób, w tym dzieci, czy są ładne czy nie - trudno mi to dobrze wytłumaczyć, ale chodzi o takie jakby wartościowanie ludzi - nigdy np. u teściów się z czymś takim nie spotkałam, to mnie jakby "zainfekowało".
- mówienie, że wie z kim sypiam, albo jakieś takie nawiązywanie do mojego życia prywatnego, które w ogóle nie powinno być tematem jej zainteresowania.
Takie "obrażanie się" z łamaniem czyjejś intymności.
To jest coś takiego? Ja takie sytuacje zawsze traktowałam jako dziwne/niemiłe/wkurzające etc., bo były gorsze sytuacje, a teraz widzę, że to może było najgorsze. To był jakby mój wróg. O, kurczę, nagle wczoraj poczułam się jakby cały świat był przeciwko mnie, oj biedna Paris! Ja do tej pory uważałam za najgorsze było udawanie, że umarła, próby wyskakiwania przez okno itp. a teraz sobie myślę, że takie zachowania to faktycznie mogły być spowodowane odchyłami psychicznymi, a reszta to takie molestowanie moralne.
Wiecie, ja się tego wszystkiego nawet wstydziłabym kiedyś powiedzieć komukolwiek, a teraz jak coś powiedziałam mężowi, to poszedł spać, może tu nie wszyscy śpią. ???
Dla tych co wytrwali, jakby ta mama była takim monsunem, tylko trochę cięższym:(
www.youtube.com/watch?v=S_Sy5-sOodA