pani.nikt1
07.08.14, 13:14
moi tesciowie uwazają siebie od zawsze za idealnych rodziców( tesciow, dziadkow), nie maja sobie nic do zarzucenia nigdy, nie muszę prostowac , ze rzeczywistosc jest mocnooo odmienna, oczekują ,ze my( maz i ja) 40 latkowie bedziemy we wszystkim dostosowywac sie do nich, podporzadkujemy sie,ma byc tak jak oni chca i koniec, bo oni sa starsi od nas,nas traktują jak swoje duze dzieci, a nasze dzieci-jak swoje mlodsze dzieci
jedynie stosunek sluzalczo-poddanczy ich interesuje w naszych kontaktach(maz zostal tak wychowany), choc oczywiscie tak tego nie nazywają,oficjalnie to oni sa kochajacy,wspierajacy, oddani, pomagajacy,serce na dloni itd,
jako ciekawostke dodam, ze kompletnie zadnych dlugow wdziecznosci nie mamy,przyslowiowej zl do niczego nam w zyciu nie dolozyli,ani dziecka zadnego nawet jeden dzien nie pilnowali, dzieci mamy jeszcze stosunkowo male ( choc od lat po ludziach tesciowa niestworzone historie tworzy na temat tego jak to oni nam pomagaja), tesciowa to typ wygodnickiej, leniwej, egocentrycznej,interesownej baby, ktora nawet we wlasnym domu niewiele robi, a synowa to wedlug niej sluzaca dla tesciowej ( i jeszcze powinna byc zadowolona ze dostapila takiego zaszczytu zeby taka rolę pelnic)
kazda proba sprzeciwu z naszej strony,odmiennego zdania, postawienia granicy , nawet najmniejszej ,konczy sie w najlepszym wypadku oburzeniem, zignorowaniem,odwracaniem kota ogonem( przeciez ona chce tylko dobrze, i ze u innych tez tak jest, inni tez tak robia)albo obraza majestatu, i to nawet na lata( kiedys juz byl okres ze nie meilismy kontaktu przez 6 lat, tacy sa zawzieci, w dodatku obrazaja sie na nasze dzieci rowniez w takich syt)
do tego maz jest niekonfrontacyjny, uwiklany w ta pajeczyne szantazu emocjonalnego i obrazanie sie ich, tez mocno sie opiera zeby nie wyjsc z roli, ktotra narzucili mu w dziecinstwie ( taki nieodpepniony wyrosniety maminsynek), ale ostatnio stwierdzil , ze ma juz dosc, po prostu dotychczas staral sie czesto im ulegac dla swietego spokoju,niestety byl wyraznie, wielokrotnie nielojalny wobec mnie,co dla wszystkich poza mna bylo normą(czego mam juz dosc, bo ile mozna tak zyc, dzieci na to patrza)
ja tesciow , głownie tesciową( bo to ona jest decydentem w tej calej machinie, ona zarzadza i steruje, manipuluje, robi intrygi) trzymam(przynajmniej staram sie) na uprzejmy dystans, bo po latach doswiadczen, wiem ze inaczej się z nia nie da, choc niestety ona wciaz probuje ignorowac, naruszac moje granice, manipuluje,ma do mnie mocno protekcjonalne podejscie
nieakceptowalne jest dla mnie to, ze wciaz probuje nas naginac do siebie, traktowac jak dzieci- ktorym trzeba wskazywac drogę, kierowac, sterowac, to wszystko mentorskim protekcjonalnym tonem, niedostrzega niestosownosci i smiesznosci swojego podejscia, my mamy po 40pare lat, jestesmy od zawsze niezalezni, samodzielni( troche z przymusu, bo zawsze musielismy liczyc tylko na siebie)-dla mnie to jest jakis surrealizm, oni uwazaja swoje podejscie za norme( bo chca miec kontrole nad nami i zebysmy byli podporzadkowani i ulegli we wszystkim)
co wy na to? da sie jakos zyc z takimi toksykami, zeby nie zwariowac i na dac sobie wejsc na glowe? ja mam po raz kolejny dosc
BTW- maz jest jedynakiem:) ja oczywiscie zlem wcielonym od zawsze wedlug tesciowej, synka ukochanego im odebralam, skrzywilam, w glowie mu mieszam itp, tesciowa szczerze wierzy w to, ze on powinien byc lojalny wobec nich-rodzicow ,nie wobec mnie( choc w otwartym postawieniu sprawy , czysto teoretycznie wypiera sie tego,zaprzecza, ale ona dla zasady wszystkiemu zaprzecza jesli probuje sie ja konfrontowac, porozmawiac z nia powaznie, postawic granice,ale w konfrontacji z rzeczywistoscia juz po wielokroc to wyszlo)