A może jakieś pozytywne strony wdowieństwa?

09.08.14, 21:26
Czy dostrzegacie jakieś pozytywne strony wdowieństwa, gdy już uporaliście się z początkowymi etapami żałoby? Wiem, że czasem trzeba się zmusić do poszukania takich pozytywów, ale może ktoś jakieś dostrzega?
Oczywiście nikt się nie cieszy się z wdowieństwa, tego jestem pewna. Ale jeśli już to nas spotkało, to trochę na zasadzie, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma...

Ciekawa jestem Waszych przemyśleń.
    • karola646464 Re: A może jakieś pozytywne strony wdowieństwa? 11.08.14, 19:18
      Z perspektywy czasu mogę powiedzieć ,że u siebie odnalazłam coś na + ,to strasznie idiotyczne ale mój Sławek był niespokojnym duchem , miał trudny start w życie i był DDA , zawsze szukał adrenaliny czasem balansował na krawędzi ryzyka i tracił kontakt z rzeczywistością.Gdzieś podświadomie wiedziałam ,że kiedyś przekroczy granicę i przyjdzie za to zapłacić wysoką cenę , odpychałam te myśli i rozpaczliwie szukałam sposobu by to zmienić.Czas pokazał ,że moje wysiłki próby uszczęśliwienia go nic nie dały .A co jest tym +sem to, że już nie mam tych lęków ...tęsknie za tym
    • karola646464 Re: A może jakieś pozytywne strony wdowieństwa? 11.08.14, 19:31
      Wiem ,że nie to myśli bra.tku7 ale nie wiem czy można znaleźć coś dobrego we wdowieństwie no chyba ,że miało się męża kata .Może są ludzie których takie doświadczenie wzbogaca w sferze duchowej , albo jest impulsem do działania by zmienić swoje życie bo uświadamia jego ulotność itp.Ja jednak myślę , że to zbyt wielka cena.
    • grosz-ek Re: A może jakieś pozytywne strony wdowieństwa? 27.08.14, 23:58
      Zaskakujące, ale faktycznie odnajduję pozytywne strony takiej sytuacji:
      1) Jestem absolutnym autorytetem dla moich dzieci. Jeśli mówię "A", to jest "A" i nie można polecieć do mamy, żeby było "B". Z jednej strony jest to miłe, z drugiej - trochę przerażające, taka wielka władza. Dobrze, że nie mam zapędów dyktatorskich i wolę mieć przyjacielskie relacje z dzieciakami. Niemniej, kilka razy zdażyło mi się w ten sposób zakończyć z nimi dyskusję i wymusić właściwe postępowanie;
      2) W związku z pierwszym - mam pierwsze i ostatnie słowo w kwestii wychowywania dzieci. Fajnie jest kiedy nie muszę w tej materii postępować wbrew sobie - a tak czasami bywało w małżeństwie (np. kwestie religijne, czy system kar);
      3) W powiązaniu z drugim: swoboda w wyborze sposobu "zrujnowania" sobie życia. Mogę popaść w pracoholizm, tudzież siedzieć przez całą noc przed komputerem. Mogę czytać, słuchać, oglądać do woli tego co chcę. Ze wszystkich zalet wdowieństwa, ta mnie chyba najbardziej rajcuje - to niespodziewane poczucie odzyskanej wolności.
      4) Czasami udaje mi się odwołać do mojej sytuacji jako sposobu na wzbudzenie litości u innych ludzi. Wiem nie jest to zbyt szlachetne i staram się korzystać z tego jak najrzadziej, ale fajnie jest mieć w odwodzie taką możliwość.
      • karola646464 Re: A może jakieś pozytywne strony wdowieństwa? 28.08.14, 22:14
        No kurcze grosz-ku jak Ty to robisz ja jednak jestem słabeńka ...wszystkie tzw.+ które wymieniłeś u mnie odwrotnie ,dobijają patrzę na wszystko od tej gorszej strony.Mam nadzieję , że to się zmieni z czasem .
        • grosz-ek Re: A może jakieś pozytywne strony wdowieństwa? 29.08.14, 21:34
          To nie jest tak, że widzę same pozytywy, a przez życie przechodzę z pieśnią na ustach. Wręcz przeciwnie, moje życie robi się dopiero znośne, kiedy wyłączam myślenie i lecę do przodu z codziennymi obowiązkami. Od 4 lat nadal jestem w tym samym, emocjonalnym miejscu. Jak ktoś kiedyś napisał: czas nie leczy rany, tylko przyzwyczaja do bólu. W moim przypadku sprawdza się to w całej rozciągłości.
    • immor-tal Re: A może jakieś pozytywne strony wdowieństwa? 11.09.14, 10:59
      podoba mi się, to co napisał grosz-ek w punktach. chociaż ja jeszcze tak nie potrafię do tego podejść. ale uśmiechnęłam się czytając tę wypowiedź, bo pomyślałam sobie, że gdyby to mnie zabrakło, mój kochany też mógłby to tak podsumować.
      Nie widzę plusów, ale na pewno doszły mi nowe umiejetności, których istnienia wcześniej nie byłam świadoma: -działanie autoamatyczne, włączam sobie funkcję :funkcjonowanie" i czasami się udaje rzucić w wir pracy, obowiązków. i druga umiejętność: funkcja wyłączania myślenia. to się też czasami udaje. i te umiejętności/ funkcje stosuję często łącznie.
      i może jeszcze jedna rzecz - czasami odzywają się do mnie ludzie, po których tego nie oczekiwałam, nie miałam wcześniej z nimi kontaktu. często chcą pomóc. staram się to wykorzystywać.
    • maagdaaleenaa Re: A może jakieś pozytywne strony wdowieństwa? 03.10.14, 10:57
      Witam
      Jestem tu po raz pierwszy i odpowiedź na Twoje pytanie znalazłam w innym wątku.
      Plusem jest to, że wdowy/wdowcy są postrzegani jako atrakcyjniejsze osoby/partnerzy, bo ktoś z nimi był i nie odszedł z własnej woli. Ktoś był z nimi szczęśliwy, ktoś kochał i był kochany. Z singlami może być różnie, są sami z wyboru lub konieczności ;)
      • jucha32 Re: A może jakieś pozytywne strony wdowieństwa? 10.11.14, 16:09
        Zajrzałam tu po 7 latach od śmierci mojego męża. Pisałam, że tak się nie da żyć, że pusto, że nijako. A jednak podniosłam się i żyję. Nigdy się z jego śmiercią nie pogodziłam, ale nauczyłam się z tym żyć.
        Jestem sobie sama okrętem, sterem i żeglarzem i, tak jak grosz-ek:
        1) Jestem autorytetem dla moich dzieci. Tylko decyzje podjęte przeze mnie ich obligują. Mają słuchać babci, dziadka, cioci, ale to do mnie należy ostateczna decyzja. Na równi ze mną stoją tylko nauczyciele.
        2) Urodziłam się skrajną pesymistką. Jednak tryskam optymizmem. Bo tak trzeba, bo ja tak chcę.Po co się martwić na zapas? Już raz się martwiłam i wyszło jak wyszło. A najbardziej podoba mi się to, że przestałam się przejmować pierdołami. Czasami śmiać mi się chce czym ludzie potrafią się martwić.
        3) Wykorzystuje na maksa to, że ludzie myślą o mnie biedna wdowa. Czemu nie? Jeśli mają takie podejście to ich problem...
        4) Rozpadł mi się kolejny, trzeci już poważny związek... I co? Tak naprawdę to strata tego faceta, nie moja.
        5) Wzrosła mi samoocena. Jestem silna, mądra i radzę sobie w każdej sytuacji. A jak sobie nie radzę to nie mam problemu z proszeniem o pomoc.
        6) Nie muszę się nikomu tłumaczyć ze swoich decyzji, wyjść wieczorem poza dom. Utrzymuję kontakt z kim chcę i kiedy chcę.
        Może pomyślicie, że jestem stuknięta, ale zamknęłam tamten rozdział w swoim życiu. Było minęło, trzeba żyć dalej choć kiedyś wydawało mi się, że jest to niemożliwe.
        • bra.tek7 Re: A może jakieś pozytywne strony wdowieństwa? 18.11.14, 22:17
          Z tego co pisze jucha, u mnie najbardziej cenne jest chyba to, że jestem sobie sama żeglarzem, sterem i okrętem, idę spać, kiedy chcę, wstaję, kiedy chcę, jestem niezależna, klikam po internecie do woli, choć czasem mi żal, że już nikt mnie nie woła: "Chodź już spać, jest już późno".
          Nie muszę prać przysłowiowych skarpetek.
          Nie muszę się przejmować niczyim zdrowiem.

          Ech, nawet jak to piszę, to jednak wolałabym i prać te skarpetki, i troszczyć się o kogoś, zdecydowanie...

          Kurczę, człowiek ma w sobie jakieś niewyeksploatowane pokłady czynienia dobra komuś, bycia życzliwym, usłużnym, kochania kogoś, a jednak nie ma już kogo...

          Jakoś nie bardzo umiem wykorzystywać swoją pozycję wdowy.

          I chyba też jak u juchy wzrosła mi samoocena, jestem silniejsza, bardziej zaradna, "mądrzejsza" i bardziej doświadczona. Mogę podejmować głębokie rozmowy z ludźmi, mówić o sprawach ważnych, ale i śmiać się z błahostek.

          Nie umiem sobie natomiast chyba poradzić z tym, żeby nie przejmować się wszystkim, co ludzie o mnie mówią i jak mnie postrzegają (choć sumienie mam czyste, ale i tak czasem zgaduję, co ktoś sobie o mnie myśli). A zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach, gdzie nigdy nie patrzyłam pożądliwie na żadnego mężczyznę, rozmawiałam z nim jak zawsze, a byłam tylko życzliwa, a jednak wywołało to u żony zazdrość.

          No i jeszcze taka jedna "zaleta", albo raczej "wadozaleta" - otóż mamy możliwość przeżyć w swoim życiu jeszcze coś nieodkrytego, coś o czym zupełnie nie mamy teraz pojęcia. Oczywiście, pod warunkiem, że będzie nam dane to przeżyć. No i oby to była jakaś w miarę miła niespodzianka, bo różnie może być...
Pełna wersja