Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy

15.08.14, 06:37
Witam, pisałam w kwietniu na tym forum pod innym loginem o swoich wątpliwościach dotyczących możliwości ratowania małżeństwa. W skrócie - od dwóch lat jesteśmy w separacji spowodowanej poważnym kryzysem, częstymi kłótniami. Rozstanie nastąpiło z mojej inicjatywy. Przez cały ten okres do chwili obecnej mąż przebywa w innym związku - ma przyjaciółkę, z którą nie mieszka, spędzają jednak razem czas, weekendy, urlopy. Przyjaciółkę poznał już po naszym rozstaniu. Ona nie poznała naszych dzieci, ani nikogo z rodziny.
Od kwietnia z mojej inicjatywy zbliżamy się do siebie. Na początku poprzez kontakt z dziećmi, wspólne wyjścia z nimi. Obecnie zdarza się nam spędzać czas razem także bez dzieci. Jasno powiedziała mężowi jakie są moje intencje - że chciałabym odbudować nasze małżeństwo. Mąż początkowo wyraził zdecydowany sprzeciw, jednak w miarę upływu czasu przyznał, że dopuszcza tę myśl. Od czerwca chodzimy na terapię małżeńską. Mąż na pierwszym spotkaniu zastrzegł, że dzięki terapii chce poprawić relacje ze mną, jednak nie zadeklarował chęci powrotu do związku. Wydaje mi się, że terapia jest dosyć skuteczna, dowiedziałam się dzięki niej jakie błędy popełniałam, jakie moje zachowania blokują męża, powodują, że nie chce, a wręcz boi się powrotu do mnie. Zmieniam to. W trakcie terapii mąż wyznał, że nie jest gotów do podjęcia decyzji o zakończeniu swojego drugiego związku, zgodziłam się dać mu na to pewien czas. Sama sobie określiłam termin jako koniec tego roku. Terapeutka zasugerowała mi, że najlepszym rozwiązaniem dla mnie będzie w tym momencie akceptacja męża, tolerowanie jego relacji z inną kobietą i zachowanie spokoju w kontaktach z num. Celem tego zachowania ma być odbudowa jego zaufania do mnie.
Nasze relacje są obecnie dosyć dziwne. Spotykamy się w każdy weekend i wspólnie zajmujemy dziećmi. Mąż bywa u mnie także w tygodniu. Podczas weekendów żyjemy jak zwykłe małżeństwo, dochodzi także do satysfakcjonujących obie strony zbliżeń intymnych. Wyjeżdżamy na wspólne wyjazdy. Jednocześnie w tygodniu mąż wciąż spotyka się ze swoją przyjaciółką. Ta sytuacja powoli zaczyna mnie przerastać. Czuję, że źle postępuję tolerując jego drugą relację, tylko oczywiście nie mam na to wpływu. Mąż wydaje się zupełnie oddzielać te dwie sprawy - możliwość powrotu do mnie a swój związek z inną kobietą. Twierdzi, że jedno nie wiąże się z drugim. Dla mnie te sprawy są związane. Czuję ból wiedząc o jego kontaktach. Im bardziej zbliżamy się do siebie, tym bardziej rosną moje oczekiwania wobec niego. Nie wiem jak długo jeszcze uda mi się zachować spokój wiedząc o tej drugiej.
Byliśmy niedawno na wspólnych, bardzo udanych wakacjach z dziećmi we Włoszech. Podczas tego wyjazdu mąż przyznał się, że myśli o zakończeniu znajomości ze swoją przyjaciółką. Planowaliśmy wspólne "testowe" zamieszkanie do końca wakacji, wspólne wyjście bez dzieci. Wydawało mi się, że sprawy idą w dobrym kierunku, że mąż w jakiś sposób podjął decyzję o próbie powrotu do małżeństwa. Z urlopu wróciliśmy w niedzielę, zamieszkać razem mieliśmy od soboty.
W tym tygodniu dzieci przebywają u dziadków. Niestety on ten "wolny czas" nadal spędza z przyjaciółką. Nie wiem jak w tym momencie postępować. Jeśli on rzeczywiście waha się i myśli o zakończeniu drugiego związku, to czemu nadal go kontynuuje. Nie wiem jak w tym momencie postąpić. Czy ma sens to wspólne zamieszkanie? Liczyłam, że on zakończy tamtą relację przed sobotą. Nie zanosi się jednak na to. Oczywiście takie sprawy nie są proste i nie dzieją się z dnia na dzień. Odczuwam jednak strach, że może jego intencje nie są szczere, że może traktuje mnie jedynie jako miłą pomoc w opiece nad dziećmi. Z drugiej strony terapeutka uprzedzała mnie, że mąż będzie się wahać. W końcu to ja w chwili obecnej próbuję niejako na powrót wejść w jego jakoś poukładane życie.
Nie wiem jak się w obecnej sytuacji zachować, czy kontynuować tę relację na takich dziwnych zasadach. Nie wiem, czy będę potrafiła zachować spokój mając świadomość jego kontaktów z inną osobą i tego, że niejako w chwili obecnej wybiera tamte kontakty, w końcu w tym tygodniu także mógłby spotkać się ze mną. Zależy mi bardzo na odbudowaniu tego małżeństwa, ale jednak na zwykłych zasadach, nie chcę być tą trzecią, a mam wrażenie, że do tego się to obecnie sprowadza. Jednocześnie sprawia mi to ogromny ból. Widzę, że moje wysiłki dały już jakiś efekt, ale sama nie wiem jak długo uda mi się jeszcze w nich wytrwać :(
Czy zachowanie męża można jakoś wytłumaczyć? Czy słusznie postępuję nie naciskając na niego? Dziękuję za wszelkie opinie.
    • triss_merigold6 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 07:10
      Każda złotówka, jaką wydajesz na tę terapeutke jest złotówka zmarnowana.
    • amb25 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 07:26
      Sa kultury w ktorych jez mozliwe posiadanie kilku zon (mezow rzadziej). Czesto kobiety maja osobne domy (wsrod niektorych plemion w Afryce) a facet sprawiedliwie meiszka po kolei u kazdej. Jak na razie taki uklad panuje u Was. Jesli ci to odpowiada, albo az tak ci zalezy na mezu, to kontunuuj to, zaprzyjaznij sie tylko z jego "przyjaciolka". Bedzie trzecia osoba do opieki nad dziecmi.
      Zastanow sie, czy nawet jesli maz porzuci swoja przyjaciolke, ty bedziesz mogla mu wybaczyc i miec do niego zaufanie, takie jakie przed kryzysem. Jesli tak - czekaj i sluchaj teapeutki, i poczekaj do konca roku - bo taki czas dalas mezowi, a potem zadaj od niego konkretnej decyzji. Jesli nie to nie rozwalaj mezowi (byc moze) rokujacego zwiazku.
      W twoim poscie uderzylo mnie to, ze to twoje zachowania blokuja meza przed powrotem do ciebie itp. Mam nadzieje ze zdajesz sobie sprawe, ze nigdy (albo przynajmniej b.rzadko) nie jest tak, ze to tylko jedna strona ponosi odpowiedzialnosc za rozpad zwiazku. Maz tez pewnie idealny nie byl. Jesli wasz zwiazek mialby przetrwac to obydwoje musielibyscie zmienic swoje zachowania.
      • turkawka33 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 07:57
        Podchodzicie do tego zdrowo rozsądkowo. I słusznie. Pewnie w innych okolicznościach sama bym o tym tak myślała. W obecnej sytuacji chyba nie mam jasnego oglądu sprawy. Włożyłam w to "ratowanie" wszystkie swoje siły. Mam wrażenie, że zrobiłam wszystko co mogłam, doszłam do ściany, kiedy decyzja leży po jego stronie. To głupie, ale boję się teraz odpuścić, zrezygnować w tym momencie. Kiedy już jakieś dosyć mętne deklaracje padły. Być może on naprawdę potrzebuje więcej czasu dla takiej decyzji. A być może tylko się łudzę i pod koniec roku będzie tak samo niezdecydowany i moje wysiłki nic nie dadzą.
        Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wina leżała po obu stronach. Ale teraz to mi zależy na jego powrocie. To była moja inicjatywa i dlatego godzę się wkładać w to więcej wysiłku. Czy on jakikolwiek w to kiedykolwiek włoży - nie wiem :(
        • squirrel9 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 09:10
          Przeinwestowałaś. To jak z kupieniem rudery, pakujesz w to pieniądze i pakujesz, końca nie widać a im więcej wkładasz pieniędzy, czasu i wysiłku tym bardziej żal ci się tego pozbyć. I choć wiesz, że to zawsze będzie staroć - brniesz niepotrzebnie. Trzeba wiedzieć kiedy kiedy odpuścić, zbilansować zyski i straty, zrocjonalizować "inwestycję".
          Wkładajac emocje w związek bez szans to jak jak gra na loterii, można obstawiać nawet duże pieniądze i liczyć na wygraną. Tylko życia szkoda.
          Dla mnie odbudowywanie związku z facetem będącym już w innym związku i prowadzącycm równoległe zycia jest porażką. Albo odbudowujemy albo budujemy z kiś innym - wolnym.
          Terapeutka (jesli taka istnieje) to pewnie po kursach z internetu :)
          • kol.3 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 13:57
            Doskonały przykład.
    • twojabogini Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 07:51
      Terapeutka zasugerowała mi, że najlepszym rozwiązaniem dla mnie będ
      > zie w tym momencie akceptacja męża, tolerowanie jego relacji z inną kobietą i z
      > achowanie spokoju w kontaktach z num.

      Z drugiej strony terapeutka u
      > przedzała mnie, że mąż będzie się wahać.

      Jeśli terapeutka naprawdę sugeruje ci rozwiązania oraz bawi się we wróżkę, przewidującą zachowania męża - to warto pomyśleć o zmianie terapeutki, ewentualnie - jeśli kontakt oceniasz mimo wszystko na plus - uzgodnić zdrowe zasady współpracy w trakcie terapii, oraz jej cel. Żaden terapeuta nie powinien sugerować rozwiązań.

      Ty czujesz się niekomfortowo w obecnej sytuacji. Porozmawiałabym szczerze i spokojnie z mężem - zaczynając od szczerego wyrażenia swoich emocji, sama zdecyduj czy w trakcie spotkania z terapeutką, czy osobistego.
      Powiedziałabym co czuję - że czuję się dobrze i szczęśliwa, gdy spędzamy czas razem, ale bardzo boli mnie związek męża z inna kobietą. Że chciałabym, aby on zakończył ten związek i żebyśmy zaczęli z powrotem funkcjonować jako rodzina. Że taka sytuacja budzi we mnie niepewność, co do intencji męża wobec mnie oraz charakteru naszej relacji. I że wobec tego chcę wiedzieć jak wygląda sytuacja oczami męża, na co mogę z jego strony liczyć i jakie decyzje zamierza on podjąć.
      Powstrzymałabym się od mówienia co zrobię jeśli on zadeklaruje się w ten czy inny sposób - po prostu gdy będziesz wiedzieć na czym stoisz (może się np. okazać, że mężowi obecna sytuacja odpowiada) zrobisz to co uznasz za najlepsze dla ciebie, rodziny, związku. Bo np. powiedzenie, że zakończysz relację, gdy mąż nie zdecyduje się na rozstanie, a potem kontynuowanie relacji dalej, może być odebrane jako próba szantażu, nacisku. Przemyśl też co naprawdę jesteś gotowa zrobić w różnych wariantach. Zaakceptować równoległy związek męża? Zakończyć małżeństwo?Podjąć wspólne mieszkanie i kontrolować męża czy nie kontaktuje się z druga kobietą?Zaufać mu?

      Wydaje mi się też, że bardzo obwiniasz siebie o rozpad związku (nie wierzę, że nie ma ani jednaj rzeczy, której mąż nie robił w sposób destrukcyjny dla związku, którą chciałabyś zmienić itp.), starasz się naprawić, ale kontrolę nad sytuacja pozostawiasz mężowi - to on podejmuje decyzje. Może dobrze byłoby wejść do gry na zasadach partnerskich - wyrażać swoje obawy, potrzeby, podejmować własne, niezależne decyzje. Bo póki co - to sytuacja wygląda tak, że mąż wróci albo i nie wróci, jak ty się postarasz, zmienisz itp. - co stawia cię w trudnej i bardzo frustrującej sytuacji - musisz włożyć dużo energii i czasu, nie mając żadnej gwarancji, że wszystkie twoje starania zostaną zignorowane. Nie znam twojego męża, ale takie postępowanie i postawa kobiet w wielu wypadkach prowadzi do nadużyć ze strony mężczyzn, którzy korzystają z takiej otwartości kobiety, czerpią ile się da, ale nie dają nic w zamian.
      W takich związkach na końcu jest nagroda (zaręczyny, ślub, powrót męża do rodziny, porzucenie kochanki) - ale na tą nagrodę kobieta ma sobie zasłużyć. Czasem jednak gra toczy się sfałszowanymi kartami - mężczyzna od samego początku nie zamierza w żadnych okolicznościach wypłacić nagrody.
      • turkawka33 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 08:32
        Dziękuję za Twoją odpowiedź.
        Powiedziałam mężowi o swoich uczuciach, dokładnie tak, jak to opisałaś. Mąż wydaje się to rozumieć. Ale jak twierdzi po prostu się waha. Mówi, że życie ze mną było dla niego bardzo stresujące, że on do takiego związku nie wróci i, że nie wierzy, że możemy zbudować ten związek inaczej. Podczas właśnie takiej rozmowy mąż zarzucił mi, że traktuję jego dziewczynę jako rywalkę, a on widzi to inaczej - według niego ona nie jest tutaj stroną, związek z nią nie ma znaczenia. Jak powiedział on po prostu nie wie czy mógłby być znowu ze mną. To tłumaczenie mnie oczywiście nie przekonuje, bo ja wiem, że ona jest stroną, wiem jakie napięcie tamte kontakty we mnie wywołują. Szczera chęć odbudowy związku wymagałaby od niego zerwania z tą dziewczyną. Ale on takiej chęci na razie nie wyraził i tym samym we własnych oczach jest usprawiedliwiony. Jednocześnie pozwala mi na wejście w swoje życie, na wspólne spędzanie czasu. Wydaje mi się, że daje mu to także jakąś satysfakcję. Sama jestem w tym pogubiona.
        Zdaję sobie także sprawę, że mąż może wykorzystywać moje zaangażowanie w obecnej sytuacji jedynie jako pomoc przy dzieciach :( Taki układ jest dla niego łatwy i wygodny. Nie deklarując się nie musi się nawet w zasadzie starać :(
        W tej sytuacji trudno o partnerskie relacje między nami. On przecież wciąż nie podjął decyzji. Oczywiście mogłabym zakomunikować mu, że będę z nim i dziećmi wspólnie spędzać czas dopiero jeśli on decyzję o odbudowywaniu związku podejmie. Chyba po prostu boję się jednak postawić mu takie ultimatum. Boję się, że po prostu odrzuci mnie, nas - rodzinę. Tak już przecież wcześniej było. Mam jedynie nadzieję, że pokazując mu obecnie inny obraz naszej relacji poprzez wspólne spędzanie czasu bez napięcia jakie towarzyszyło nam w końcowej fazie związku uda mi się przekonać go, że moglibyśmy być wspólnie szczęśliwi.
        Co do terapeutki - wydaje mi się, że zbyt surową ją osądzacie. Jej rady dla mnie były przekazane na indywidualnym spotkaniu na które nalegałam. Zaufałam jej, bo wydaje mi się, że bardzo dobrze oceniła nasze relacje z mężem, nasze typy charakterów. Problemem w naszym związku zgodnie z jej opinią, ale także się z tym zgadzam, była duża odmienność charakterów. Ja jestem osobą bardzo szybką, energetyczną, Mając problem, od razu próbuję go rozwiązać. Mąż jest nieco wycofanym flegmatykiem. Ta różnica powodowała problemy komunikacyjne - ja nie mogąc doczekać się od niego odpowiedzi, decyzji, o większości spraw decydowałam samodzielnie. Mąż w zasadzie się na to godził. W konsekwencji niejako zawłaszczyłam ten związek. Mąż widzi to tak, że byłam agresywna i narzucałam mu swoje zdanie w każdej sprawie. Ja z kolei uważałam, że on zbytnio wycofuje się ze wspólnego życia. Są to wszystko sprawy nad którymi chyba udałoby się zapanować.
        Rady terapeutki dotyczyły właśnie tego aby w obecnej sytuacji nie narzucać zbytnio mężowi mojego rozwiązania. Aby pozwolić mu samemu podjąć decyzję co do przyszłości. W końcu i tak już jakaś decyzja zapadła, on z kimś się związał i teraz znowu ja próbuję to zmienić.
        Oczywiście docelowo nie zaakceptuję drugiego związku męża. Mam nadzieję, że jest to sytuacja przejściowa.
        • pade Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 11:38
          Turkawko, widać u Ciebie skrajną desperację. Za wszelką cenę chcesz uratować ten związek. Kosztem swojej godności, miłości własnej.
          Dla mnie osobiście byłoby to bardzo upokarzające, takie życie we trójkę, Ty zaś "odpokutowujesz" chyba jakieś grzechy, muszą być przeogromne, bo i kara wielka.
          Skoro Twój mąż wie jak się czujesz w tej sytuacji a mimo to ją kontynuuje, nie świadczy to dobrze o jego uczuciu do Ciebie. Gorzej, tego uczucia nie ma wcale, bo takie życie w zawieszeniu, w oczekiwaniu na wyrok to jak tortury.
          W tym, że jesteś energiczna, że nie mogłaś się doczekać zdania męża i sama podejmowałaś decyzje nie ma nic aż tak złego, co zasługiwałoby na taką karę.
          Może to, co teraz napiszę zabrzmi banalnie, ale skup się na sobie, na swoim poczuciu wartości, na tym co byś chciała od życia dla siebie, co potrafisz. Spróbuj żyć tak, jakby męża nie było, jak samodzielna, wartościowa istota. To, że nie chcesz być sama jest całkiem zrozumiałe, ale liczą się jeszcze koszty jakie ponosisz chcąc żyć we dwójkę.
          Gorąco polecam Ci książkę Pokochaj siebie Dwyera i Jak mam do Ciebie dotrzeć Terrenca Real. To nie jest pop psychologia. Ostatnia z książek jest napisana przez terapeutę par, który współpracuje z Pią Mellody. Doskonale opisuje mechanizmy, które prowadzą do kryzysu w związkach i proponuje niekonwencjonalne rozwiązania. Napisał też książkę Nowe zasady małżeństwa -poradnik dla par, tylko zamiast kilku złotych zasad, pokazuje na przykładach z terapii prowadzonych przez siebie, gdzie są błędy i jak je naprawić.

          Chcesz naprawić Wasze małżeństwo, to chwalebne, ale to nie Ty je rozbiłaś, zrobiliście to oboje, jeśli już. I oboje musicie wnieść wkład w zmianę. Sama tego nie dokonasz, choćbyś na rzęsach stawała.
          Zdystansuj się na ile możesz i zajmij się sobą. Powodzenia.
        • twojabogini Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 17.08.14, 08:13
          Przeczytałam twój post uważnie, wynika z niego następujący obraz sytuacji: mąż związał się z inna kobietą i deklaruje, że nie wyobraża sobie powrotu do związku z tobą, ani nawet nie deklaruje chęci odbudowy związku. Czy przynajmniej określił cel terapii, tak jak on go widzi?
          Twoim celem jest odbudowanie związku z mężem i tak też widzisz ostateczny cel terapii. Oprócz terapii podejmujesz starania w życiu codziennym, które polegają na tym, że dbasz o to żebyście wspólnie spędzali czas razem z dziećmi, żeby była miła atmosfera, podejmujesz także kontakty intymne. To "staranie się" z twojej strony kosztuje cię wiele emocji - bo znosisz to, co z twojego punktu widzenia jest zdradą, powstrzymujesz swoje reakcje, żeby pokazać, że może być miło - jednym słowem poświęcasz siebie i swoja integralność, tłumisz emocje.

          Co do zawłaszczenia związku jako przyczyny rozpadu - to że kobieta zawłaszcza związek jest najczęściej konsekwencją wycofanej postawy mężczyzny. Kochanie co ugotować na obiad - obojętne - po iluś takich tekstach żywienie rodziny staje się domena kobiety, która przestaje pytać (a po jakimś czasie pan obojętny ma żal, że nie może zjeść w domu tego co lubi), kochanie, gdzie pojedziemy na wakacje, kochanie może zainwestujemy w te obligacje/weźmiemy kredyt, kupimy nowy samochód, wynajmiemy nianię na wieczór?I tak w każdej kwestii jak z tym obiadem.
          Kobiety to wcale nie satysfakcjonuje, bo ma męża dziecko i czuje się przytłoczona ciężarem odpowiedzialności, bo wszystkie decyzje musi podejmować sama. To poczucie przytłoczenia różni kobiety które zaczęły dominować z powodu bierności partnera, od kobiet które zaczęły dominować, bo to leży w ich naturze (te naturalnie dominujące nie czują się przytłoczone, tylko jak ryby w wodzie). Analizując jak się czułaś na dominującej pozycji wiele dowiesz się o samej sobie i swoim związku.

          To żadna naprawa, to co się teraz dzieje. Nie wolno się poświęcać, to wypala, obdziera z godności, nie zadziała tez strategia "zobowiązania" - ja się tak poświęciłam, to teraz ty musisz coś zrobić.
          Chcesz odzyskać mężczyznę?Zacznij od ustawienia własnych granic - jeśli rani cię związek męża z inna kobietą, wycofaj się ze związku z nim w płaszczyźnie relacji erotycznej. Nie jako szantaż - nie będę z tobą sypiać, żebyś rzucił tamtą, tylko jako wyraz własnych emocji - rani mnie, kiedy jesteś ze mną, a potem znów wracasz do tamtej kobiety, nie potrafię dłużej w ten sposób funkcjonować, zbyt wiele mnie to kosztuje. O ile tak oczywiście jest. Postępuj tak, żebyś nie musiała zaciskać zębów.
          Po drugie - wyglądaj najlepiej jak się da, masz parę kilo za dużo - schudnij, zadbaj o fryzurę, makijaż, gładkość skóry, ładne ubrania, bieliznę, kondycję, wygimnastykowanie. Tak to częściowo po to, aby być atrakcyjną w oczach partnera, którego chcesz odzyskać, ale jeszcze bardzie dla ciebie, żebyś poczuła się pewnie w swoim ciele, nie martwiła się, że jeśli on mnie opuści, to już zawsze będę sama. Takie poczucie pewności siebie pozwala łatwiej utrzymywać swoje granice i np. nie kochać się z mężem, nawet jeśli on będzie uwodził, nalegał, kusił - bo nie pojawią się wtedy myśli, że np. może to już ostatnia szansa na kochanie. Nie oszukujmy się, im lepiej kobieta się czuje i im bardziej atrakcyjniej się czuje - tym czuje się pewniej.
          Funkcjonuj za to pozytywnie z mężem na poziomie rodziny, dzieci, decyzji - i tu zostaw mu przestrzeń na decyzje, nawet na zasadzie twojego wycofania - nie wiem co zrobić, jak sądzisz, czy powinniśmy - to dobre początki pytań o sprawy dzieci i rodziny.
          Zacznij prowadzić swoje życie - spotykać się ze swoimi znajomymi, może jakieś zajęcia, cokolwiek - życie oddzielne od męża, z którego nie będziesz mu się zwierzać. Nie żeby był zazdrosny - to naturalne, ze o naszym życiu wiedza te osoby, które z nami żyją mieszkają.
          Zachęcam do uregulowania sytuacji prawnej - separacja alimenty, podział opieki nad dziećmi - to najprostszy i bardzo jasny sposób wytyczenia granic i naturalna konsekwencja decyzji podjętych przez męża.



          • celestyna444 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 17.08.14, 10:21
            > Przeczytałam twój post uważnie, wynika z niego następujący obraz sytuacji... itd.
            No i teraz prawie całkowicie się z Tobą zgadzam :-)
            Prawie, ponieważ zgrzyta mi ostatnia część dotycząca decyzji w sprawie rodziny i dzieci.
            Tak jak napisałaś to można zrobić gdy pan powróci na łono rodziny. jeżeli pan nie wróci a autorka odda mu decyzyjność to może się potem bujać z nieobecnym tatusiem na głowie. Oddetchnąć bez jego zgody nie będzie mogła. A pan będzie robił to co dla niego będzie wygodne.
            • pade Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 17.08.14, 10:50
              Ja też się zgadzam.
              Co do tej decyzyjności, sądzę, że Twojejbogini chodziło o decyzje podejmowane w czasie gdy oboje są razem z dziećmi.
              Autorko, to, co się teraz między Wami dzieje nie może się dobrze skończyć. Zwłaszcza dla Ciebie. Nawet jak mąż zdecyduje się na powrót, to po miodowym miesiącu wszystko wróci ze zdwojoną siłą. I dojdzie do tego żal za krzywdy.
              Ja bym Ci doradziła terapię indywidualną. Z powodu całkowitej rezygnacji z siebie, braku jakichkolwiek granic i nadmiernych oczekiwań. Zmiana relacji między Tobą a mężem może nastąpić tylko wtedy, gdy Ty się zmienisz. Możliwe też, że w trakcie własnej terapii uznasz, że męża już nie chcesz:)
        • attiya Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 24.08.14, 10:24
          znajdź sobie super faceta, kilka lat młodszego, z wyglądem takim, że twój mąż przy nim będzie wyglądał jak kloszard, spotykaj się z nim kilka razy w tygodniu uprawiaj mega super seks i mów za każdym razem mężowi, że ten związek nie ma znaczenia, że jest zupełnie niepotrzebnie zazdrosny a ty to przecież widzisz zupełnie inaczej a przecież ten super macho nie jest tutaj stroną w związku :> :P
          jestem ciekawa jakby zareagował wtedy twój mąż :>
      • celestyna444 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 11:39
        > Ty czujesz się niekomfortowo w obecnej sytuacji. Porozmawiałabym szczerze i spo
        > kojnie z mężem - zaczynając od szczerego wyrażenia swoich emocji,
        Proponuję aby w czasie tej rozmowy zgrabnie ułożyła się w charakterze podnóżka, to bardzo poprawiłoby odbiór jej wyznań...
        • attiya Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 24.08.14, 10:50
          haha :D
          można też z pozycji "na kolanach" spróbować porozmawiać z mężem
          i trzeba koniecznie zadbać o ton wypowiedzi, musi być nad wyraz pokorna, cicha, bez podnoszenia głosu, a wzrok ma być psi - wierny i oddany
          kiedyś Madzia Żuraw już o tym pisała - słuchanie i wzdychanie oraz maksymalny podziw
    • panizalewska Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 08:55
      To nie jest małżeństwo, tylko jakiś wolny związek, z trójkątem.
      Albo Ci to odpowiada i kontynuujesz, albo Ci nie odpowiada i z tego wychodzisz. Ale nazywajmy rzeczy po imieniu, bo podobno jesteśmy tu wszyscy dorośli ;)
      Mąż rucha sobie dwie panie jednocześnie. Szczęśliwy chłop, bo tu żona z dziećmi, było fajnie przez jakiś czas, obiadki i te sprawy, generalnie miło całkiem, ale druga niunia też jest spoko. I teraz rozważa plusy i minusy obydwu pań, ru...ąc sobie dalej obie naprzemiennie, co mu nie ułatwia podjęcia decyzji. Prawdopodobnie nigdy się nie zdecyduje, bo dobry seks tu i tam za darmo jest dobry i tani :P
      • zuzi.1 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 09:18
        Po tym wszystkim co nam napisalas uqazam, ze tracisz na tego meza swoj cenny czas. Facet nie jest chetny na bycie z Toba w malzenstwie, korzysta jedynie z seksu z Toba. Im szybciej sie z tego wylogujesz, tym lepiej dla Ciebie, daj sobie szanse poznac kogos, kto bedzie chcial byc z Toba w zwiazku. Tego pana sobie po prostu odpusc, na sile nic sie nie da odbudowac, ze strony Twojego meza nie ma checi do odbudowy czegokolwiek.
        • panizalewska Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 09:58
          Ale że ja? ;)
          No wiem, wiem, drzewko ;)
          Matko, jaki ten chłop jest radosny i szczęśliwy. Jak go widzę oczami wyobraźni, to nie wiem, czy mu zazdroszczę, czy budzi we mnie obrzydzenie :P
        • kicia-076 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 10:03
          Zawsze podziwialam kobiety, ktore "ratuja" i "ratuja". Osobiscie nie wierze w "klejenie" zwiazku aczkolwiek znam albo czytalam o takich kobietach, ze im sie udalo. 25 lat temu moj maz znalazl sobie inna pania / dwie malutkie coreczki, ja na wychowawczym/, jak sie dowiedzialam / dalam mu rok czasu ale tylko chyba dlatego ze przebywal na wyjezdzie w Niemczech. Po uplywie tego czasu nadal nie potrafil sie okreslic wiec spakowalam ciuchy wsiadlam w taksowke i pojechalam do jego baby, / pewnie w emocjach , nie pamietam juz/ jak otworzyla drzwi to wrzucilam szmaty jej pod nogi. Moj maz byl tak zszokowany ze przelecial do domu, klekal, blagal itd. Ja bylam wyczerpana emocjonalnie, fizycznie / chudlam/ w koncu go kochalam. Nie widzialam juz szans dalej tego ciagnac - z mojej strony zrobilam wszystko aby ratowac nasza rodzine ale do tanga trzeba dwojga. Sa kobiety , ktorym sie udaje ale nie wiem jakie maja potem zycie , ja wiem ze gdybym goscia przyjela to juz kazde jego wyjscie byloby dla mnie potencjalnie podejrzane , wykanczalabym sie i ciagle pamietala o jego zdradzie. Zycze Ci Autorko abys podjela rozsadna decyzje, bo to naprawde trudna sprawa ale mysl o SOBIE, dzieci kiedys wyjda z domu / tak jak moje/ i zostaniesz SAMA i od Ciebie zalezy czy bedziesz poraniona czy szczesliwa / tak jak ja/.Pozdrawiam.
    • wydramarlenka Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 09:33
      Pan świetnie się ustawił.

      Z innej beczki:
      sprawdź finanse małżeńskie, zabezpiecz sobie i dzieciom tyły.
      • verdana Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 10:16
        Taka "walka" o faceta jest nie tylko bez sensu, jest też formą zawłaszczania drugiego człowieka. Wystarczy wyobrazić sobie, ze taką "walkę" prowadzi mąż, z którym żona już nie chce być i mamy obraz skrajnie natrętnego faceta i kobiety, która zwyczajnie się boi zakończyć związek.
        Facet nie chce być z Autorką. I nie jest. Tu nie ma czego ratować. Ratować można związek, gdzie facet chce byc z żoną, ale ma kochankę. Taki, w którym nie chce jest nie do uratowania, choćby zadnej kochanki nie było.
        • pade Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 11:43
          Zgadzam się. Na siłę nic się nie da skleić.
          Tylko ta zamiana na faceta jest nie fair, bo tutaj kobieta zostaje sama z dziećmi, obniża jej się standart życia, szanse na znalezienie kolejnego partnera są mniejsze niż w przypadku rozwiedzionego mężczyzny. Stąd desperacja. Mąż autorki już się pocieszył, ma kogoś bliskiego. Ona zostaje sama, z całodobową opieką nad dziećmi.
          • celestyna444 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 12:01
            > obniża jej się standart życia,
            I w tym pewnie leży sedno sprawy. Facet ma kasę i jest o co walczyć zapominając o przeszłości a w przeszlości dochodzilo do awantur z rękoczynami. Naprawdę jest do czego wracać?
          • verdana Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 13:49
            Facet znalazł sobie kogoś po rozstaniu. I nie można go o to winić.
            No i wygląda na to, ze jednak pieniądze są znacznie wazniejsze , niż dzieci. Bo współczujemy kobiecie, która zostaje z mniejsza ilością pieniędzy, a facet, który zostaje bez dzieci - żaden problem.
            • pade Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 16:03
              Szkoda, że faceta nie stać na konkretne NIE, rozwód, podział majątku i wystąpienie o wspólną opiekę nad dziećmi. Chodząc z autorką na terapię daje jej nadzieję,nie ma znaczenia jaki podał powód, ale daje jej nadzieję na to, że będzie "jak kiedyś".
              Tu nie chodzi tylko o pieniądze Verdano, ale z kolei udawanie, że nie są one istotne byłoby obłudą, nie sądzisz?
              • verdana Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 16:32
                A udawanie, ze dzieci nie są istotne obłuda nie jest.
                Co by ten facet nie zrobił, będzie źle. Bo on mów wprost, ze o małżeństwie nie ma mowy, ale jak się wydaje, ulega błaganiom zony. Gdyby nie uległ, nie dałby cienia szansy kochającej kobiecie i dzieciom na odbudowę związku, okrutnik i cham.
                • pade Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 16:48
                  I odbudowa związku ma polegać na sypianiu z inną kobietą? Bo "ma zamiar" z nią zerwać?
                • pade Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 16:51
                  Jeszcze jedno, facet nie zadeklarował chęci odbudowy. Po prostu słabiej protestuje. Co nie przeszkadza mu korzystać z małżeńskich przywilejów. To jest obłuda i fałsz.
                  Skoro nie chce być z autorką, niech to wreszcie pokaże, bo takie życie w rozkroku nikomu na dobre nie wyjdzie.
                  • zuzi.1 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 19:56
                    To jest b. typowe zachowanie dla niektorych panow, ktore pozwala im korzystac z wielu dostepnych mozliwosci, bez zadnych wyrzutow sumienia, szczegolnie gdy kobieta sama pozwala im na takie postepowanie. Po co ma sie deklarowac? Dzieki nie deklarowaniu sie zyje jak maharadza z kilkoma zonami :-) Cwana z niego bestia...
            • blue_romka Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 25.08.14, 09:21
              Turkawko, ja Ci radzę słuchać swojej terapeutki i tego, co napisała p. Agnieszka. Nie daj sobie zmącić w głowie opiniami większości pań tutaj, bo reagują emocjonalnie, stereotypowo i łatwo im mówić, nie będąc w Twojej sytuacji. Swoimi wątpliwościami dziel się z terapeutką.
    • nena20 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 10:58
      poważnie godzisz się na sex jeśli wiesz, że sypia z drugą??
      rozumiem, można mieć chwile słabości, ale na dłuższą metę jest to bardzo męczące
      jeśli już idziesz na całego to poczekaj jeszcze , jednak powiedz mu, ze godzisz się chwilowo a potem oczekujesz jego decyzji. Zwyczajnie szkoda twoich emocji i czasu, może ułożysz sobie życie z kimś innym.
    • misseczka Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 11:24
      A tamta kobieta, dziewczyna męża, wie, w jakim układzie tkwi? Godzi się na to?
      Bo może gdyby wiedziała, to ona podjęłaby decyzję za biednego, niezdecydowanego flegmatyka. Tym bardziej, że on twierdzi, że tamten zwiążek jest dla niego kompletnie bez znaczenia. Bardzo jestem ciekawa, co jej mówi, może tyle, że spotyka się z Tobą wyłącznie dla dobra dzieci, a do Ciebie już nic nie czuje.

      Dla mnie to wszystko jest nie do pojęcia. A najgorsze, że to Ty jesteś winna wszystkiemu złemu, Ty masz stanąć na głowie, żeby związek naprawić, Ty mu zagwarantować, że nigdy nie popełnisz starych błędów, a on nic nie musi, za to dużo może. Właściwie może wszystko, łącznie z pukaniem na zmianę żony i kochanki. Który facet po iluś tam latach małżeństwa by tak nie chciał, gdyby był przekonany, że żona i tak będzie na niego czekać?
    • celestyna444 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 11:35
      Autorko, napisz, proszę, kto kogo tłukł w Waszym burzliwym związku: Ty Jego czy On Ciebie? To bardzo poprawiłoby optykę, bo tak to forumki nie wiedzą dokładnie o jaki rodzaj związku walczysz, poniżając się do granic możlwości :-(
      • paris-texas-warsaw Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 11:50
        Zakręciło mi się w głowie od tej historii, poważnie. Bardzo mnie ciekawi temat psychoterapii, tu akurat terapia par. To co mi laikowi przychodzi do głowy to termin "współuzależnienie". Polecane są tu w literaturze książki Pia Mellody, ja akurat mam w domu po angielsku "Codependence" i "Intimacy factor" (obie bardzo prosto napisane, ale naprawdę "niosą", w pierwszej dużo o psychologicznych granicach - w tym przypadku jak np. widzisz Twoje seksualne granice, granice tego, co ropbisz z lęku i pewnie inne) - jeśli chodzicie na terapię par, to ta druga jest właśnie o budowaniu wspólnoty. Może na kilka spraw byś inaczej spojrzała. Ale ja bym zaczęła chyba od własnej terapii.
        A miałam nic mie pisać, dla własnego dobra:(
        • paris-texas-warsaw Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 12:22
          Jeszcze chciałam dodać, że ostatnio przeczytałam w dwóch źródłach (nie pamiętam, czy w "Codependence" też jest to poruszone), że osoby, które pozwalają sobie naruszać granice też naruszają innym granice. Długo się nad tym zastanawiałam, nawet chciałam po opinię przyjść na forum:) To właśnie jest chyba taki przypadek, jak opisujesz - pozwalasz z jednej strony traktować się instrumentalnie, chcesz czekać na deklaracje ale wysokim kosztem własnych nerwów i energii, a jednocześnie jest też obszar, który nazywasz "charakterologicznym" - że coś "z natury" (? czy na pewno ?) narzucasz, zmuszasz, pośpieszasz, zawłaszczasz. Obecny opis jest dla mnie niejako opisem Twoich działań w pewien sposób poprawnych "formalnie", ale takich w których się dusisz, czyli takich z którymi nie utożsamiasz się do końca i są dla Ciebie wysikiem. Dlatego przysza mi do gowy terapia osobista - by decyzje podejmowane były dla własnego dobra lub dla dobra "związku", ale nie jeli wiążą się z działanimi przeciw sobie.
          W ogóle "teoria granic" jak ją sobie nazywam jest wg mnie dość "holistyczna", ja ją widziałam kiedyś bardziej przestrzennie, kiedyś Danaide wspomniała, że J. Juul bardziej ją postrzega jako identyfikacje potrzeb. Oba te podejścia zazębiają się.
          Dlatego przykuła moją uwagę opinia terapeutki, że dla Ciebie byłoby lepiej czekać bez żadnych ruchów w tej sytuacji.
          • paris-texas-warsaw Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 15:10
            psychcentral.com/lib/symptoms-of-codependency/00011992
            Z tego co pamiętam, to chyba mieszkacie za granica, to wklejam po angielsku różne symptomy "codependence" (zobacz, ile jest jak żywcem przepisanych z Twoich postów). Po polsku ciagle cos wychodzi o żonach alkoholików.
            Powodzenia i spokoju:)
            • pade Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 15:51
              wklejałam tu kiedyś po polsku wprost z książki Pii Mellody
    • notting_hill Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 11:42
      Tak jak napisała Triss, tracisz kasę na zupełnie nietrafioną terapię. Nie terapeutyzuje się par, gdzie jedna ze stron jest zaangażowana w inny związek, po prostu. Taką terapeutkę powinno się zgłosić o naruszenie etyki zawodowej.. Tyle, że w sumie nie ma dokąd.
    • glamourous Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 12:20
      Wyjątkowo chora sytuacja. Nie czujesz sie upokorzona w tym trójkącie? Mąż pod przykrywka wahania ("o ja biedny miś, nie wiem co robić") rewelacyjnie sie w gruncie rzeczy ustawił. Moim zdaniem on z nowego związku tak łatwo nie zrezygnuje, bo nie ma właściwie żadnej konkretnej presji, ani nawet motywacji, a jest mu tak bardzo wygodnie. Nie ma juz zrzedzenia zony, bo z nią na codzien nie mieszka, za to ma same przyjemności : beztroskie chwile z rodzina, wspolne wyjazdy i seks na okrase. Plus do tego równoległy związek z nowa kobieta, na luzie i bez zobowiązań. Żyć nie umierać, nic dziwnego, ze "nie potrafi" sie zadeklarować i miesiącami to przeciąga. A wymowke ma świetna "nie wiem czy chce wrócić, bylas dla mnie taka okropna, ze nie wierze że sie zmienisz, musisz jeszcze o mnie powalczyć"

      Super, facet ma dwie kobiety które chcą z nim być i o niego walczą, jego ego jest dopieszczone do granic. Dwa zwiazki zupełnie legalnie i bez kombinowania, jak na Bliskim Wschodzie. W sumie pelen komfort - który facet by tak nie chciał ;)

      I pewnie będzie tak, ze w końcu przycisniesz go do muru, on niby zerwie tamten związek, wprowadzi sie z powrotem do Ciebie, a za pare tygodni czy miesięcy (to zależy to od tego na ile jest sprytny) odkryjesz ze on sie nadal spotyka z tamta laska i nadal ja radośnie bzyka.

      Dalas sie wmanipulowac w role jedynej winnej i odpowiedzialnej za rozpad związku, ale to nie znaczy ze powinnas sie godzić na az takie upokorzenia jak pokorne uczestnictwo w podwójnym życiu męża. Poczucie winy to zły doradca, bo latwo wtedy dac sobie wejsc na głowę.
      • aqua48 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 13:50
        Też mam wrażenie, że maż ustawił się koncertowo. Związek z kochanką, który wszakże wg niego "się nie liczy" i sam miód w kontaktach z byłą żona i dziećmi - wspólne wakacje, seks, próby ratowania małżeństwa czyli rozmaite zabiegi o jego względy.. no cóż komentarze do tej sytuacji napisały już poprzedniczki. Ja zapytam tylko jakie ten pan ma teraz OBOWIĄZKI i wobec kogo jest UCZCIWY?
        I co by się stało gdyby zmienić optykę i gdyby to ON musiał zabiegać o jakikolwiek swój związek i kobietę na której mu naprawdę zależy?
      • zuzi.1 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 20:01
        Glamourous, co tam u Ciebie slychac?
        • glamourous Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 20:52
          Dzieki za zainteresowanie, Zuzi.
          No coz, w koncu po wielu bojach stoczonych sama ze soba, bo bylam mocno od tego zwiazku uzalezniona (wygodnictwo, poczucie bezpieczenstwa i takie tam) wreszcie sie wyprowadzilam na swoje. Calkiem swieza sprawa. Teraz jeszcze sie troche zmagam z moimi demonami, ale juz jest coraz lepiej.

          Parafrazujac Anne Swirszczynska : sama stalam sie sloncem i teraz jaka wygoda... :)

          • zuzi.1 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 22:19
            Brawo dziewczyno za odwage i wszystkiego dobrego !!! :-)))
            • glamourous Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 17.08.14, 11:21
              Dzieki !
              Pozdrawiam :)
    • kol.3 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 13:53
      No i dzięki terapii masz bardzo ładny trójkącik, niewątpliwie wygodny dla męża. Dwie baby się o niego bija.
    • wies-baden Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 13:53
      Biedny misio w rozterce...Ciekawe, jakie opowieści snuje przyjaciółce. Spójrz prawdzie w oczy i przyjmij do wiadomości, że to co robi ( sypia z dwiema kobietami) jest podłe i nie do wybaczenia.
      Póki co, zadbaj o godziwe zabezpieczenie dzieci i przestań się starać, będzie chciał wrócić to wróci, jak cię bił, tak będzie to robił, bo w takiej kulturze wychowany. satysfakcjonujący seks, mówisz...
      • aqua48 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 14:18
        wies-baden napisała:

        > Biedny misio w rozterce...Spójrz p
        > rawdzie w oczy i przyjmij do wiadomości, że to co robi ( sypia z dwiema kobieta
        > mi) jest podłe i nie do wybaczenia.

        Nie, podłe jest to, że ani jednej z tych kobiet nie traktuje poważnie, ani uczciwie. Jak taki człowiek może zadbać o wychowanie dzieci, czego ich nauczy? Bezkarnego ulegania swoim kaprysom? Nie liczenia się z uczuciami innych? A autorka, poczucia godności?
        • triss_merigold6 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 14:36
          Facet ustawił się tak jak mu pozwolono.
          A czego nauczy dzieci matka, która robi im piane z mózgu? Tatus się wyprowadził ale w weekendy z nami mieszka i na urlop rodzinny jedzie, ale tak w ogóle to rodzice jeszcze nie wiedzą czy będą razem czy nie.
          • verdana Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 14:51
            Facet odszedł, znalazł sobie dziewczynę, żona - z którą, co istotne, ma dzieci i zerwać całkowicie nie może - nadal pakuje mu się w życie. Facet nie kręci, zdecydowanie mówi, że nie chce kontynuować małżeństwa. Nie zamierza też dłużej być z dziewczyną. Gdzie tu macie idealną sytuację?
            I całkowicie zgadzam się z Triss. To, co sie dzieje jest dla dzieci fatalne - matka usiłuje im wmówić, ze małżeństwo sie nie rozpadło, że jest nadzieja. Taka amputacja po kawałeczku.
            • aqua48 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 15:01
              verdana napisała:

              > To, co sie dzieje jest dla dzieci fatalne - m
              > atka usiłuje im wmówić, ze małżeństwo sie nie rozpadło, że jest nadzieja. Taka
              > amputacja po kawałeczku.

              A poza tym daje fatalny przykład zachowania PO faktycznym rozpadzie związku. Zamiast przeżyć stratę, poukładać życie codzienne inaczej, pozbierać się i iść dalej, tkwi w niespełnionej nadziei na sklejenie związku seksem, pretensjami, dawaniem panu kolejnych dat na zastanowienie się i podjęcie "tej właściwej" decyzji o powrocie do nich.
              Czy dzieci w tej sytuacji nie będą się czuły współodpowiedzialne za rozstanie rodziców, czy nie będą miały poczucia, że muszą jakoś na powrót ojca do rodziny zasłużyć, a potem ewentualnie go swoim zachowaniem w tej rodzinie "utrzymać"?
              Trójkąty w związkach mogą być dobre jeśli wszystkie strony je zaakceptują i jeśli dotyczą wyłącznie dorosłych, a nie dzieci.
          • glamourous Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 15:04
            triss_merigold6 napisała:

            > A czego nauczy dzieci matka, która robi im piane z mózgu? Tatus się wyprowadził
            > ale w weekendy z nami mieszka i na urlop rodzinny jedzie, ale tak w ogóle to r
            > odzice jeszcze nie wiedzą czy będą razem czy nie.


            Akurat tego bym sie nie czepiala, bo IMO dzieci powinny wiedzieć, ze nie wszystko w życiu jest czarno białe.
            Czasami w życiu tak jest, ze ludzie sie rozstaja, ale nie na zasadzie ze definitywnie, tylko po to żeby dać sobie trochę oddechu i dystansu, oraz moc sie określić, czy ich bycie razem to jeszcze uczucia, czy juz tylko tępe przyzwyczajenie. Zgadzam sie, ze dobrze jest uczyć dzieci postaw konkretnych i zdecydowanych, ale nie wiem, czy to dobrze wpajac im ze życie jest zerojedynkowe i ze jeżeli ktoś wychodzi z domu z walizkami to juz definitywnie i po wsze czasy, ze mosty sa juz spalone i nie damy sobie prawa do odbudowy związku na nowych, lepszych zasadach jeżeli one strony tego chcą. Oczywiście nie mówię tu o związkach patologicznych, a o zwykłych kryzysach w wieloletnim małżeństwie.

            Tutaj jednak sytuacja jest o tyle chora i nieuczciwa, ze facet żyje w 2 związkach naraz i najwyrazniej ani myśli z tego rezygnować, bo dla niego to jest iscie rewelacyjna opcja. Mam nadzieje, że dzieci nie wiedza o jego drugiej relacji, bo to by dopiero była trauma i fatalne wzorce. To stawialoby matkę w złym świetle i robiloby dzieciom wode z mozgu, a nie sam fakt, ze pozwala ona spędzać mężowi weekendy i wakacje z rodzina.
            • verdana Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 15:56
              Czym innym jest to, o czym piszesz - powiedzenie dzieciom wprost, ze chwilowo rodzice się rozstają i nie wiadomo co dalej - oczywiście, ja w ogóle jestem zdania, ze warto mówić prawdę. A czym innym swoiste udawanie przed dziećmi, ze jest OK - czyli na przykład wspólne wakacje. Wtedy żaden słowny komunikat nie ma znaczenia i tak dziecko za każdym razem ma nadzieję, ze rodzice już zostaną razem, skoro się razem dobrze bawią na wakacjach i kolejne rozstanie po wakacjach jest podwójnie bolesne.
              Facet nie miał zamiaru żyć w dwóch związkach na raz. Na pewno nie on sam jest temu winien.
              • pade Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 16:06
                To czemu sypia z żoną?
                Dla dzieci?
                • verdana Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 16:34
                  Sypia, ale z dziewczyną zrywa. Być może sypia, bo lubi, być może dlatego, że nie widzi nic złego w spaniu z żoną, orientującą się w sytuacji, być może dlatego, że nie ma seca wykopać żony z łóżka.
                  Jesli jest nieuczciwy, to tylko w stosunku do dziewczyny - ale tu akurat jak widać chce przerwać związek.
                  • pade Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 16:42

                    sypia bo lubi i "ma zamiar" zerwać z przyjaciółką więc nie jest nieuczciwy
                    co za pokrętna logika
                    • verdana Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 17:05
                      Nie zrozumiałaś.
                      Piszę, że motywy sypiania z żoną mogą być różne. Może sypiać ot tak, bo lubi, a moze sypiać bo nie ma serca wyrzucić żony z łóżka.
                      Tak czy inaczej facet cały czas uczciwie (żonie przynajmniej) stawia sprawę. Nie wie, co będzie dalej, nie bardzo ma chęć powrotu ze względu na charakter żony, nie uważa dziewczyny za istotny element relacji z żoną. Zero oszukiwania. Innymi słowy, facet nawet wróci,to stawiając sprawę uczciwie - że nie ma na to ochoty, że ma, lub miał kochankę, ze w ogóle nie jest szczególnie zainteresowany.
                      • pade Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 23:02
                        Dobrze zrozumiałam. Ale już nie będę tego ciągnąć, pozostańmy przy swoim zdaniu.

                        Czego matka uczy dzieci...a czego tatuś?
                        Na miłość boską, skoro facet nie chce kontynuacji małżeństwa to niech się w końcu zdeklaruje, a nie ciągnie w nieskończoność robiąc żonie wodę z mózgu: nie wrócę, nie wrócę, a może wrócę....
                        Jaką szopkę on odstawia przed dziećmi? Dlaczego oskarżacie matkę? Bo nie chce przyjąć do wiadomości, że małżeństwo się skończyło? Takie to dziwne?
                        Jak usłyszy stanowcze KONIEC, to przynajmniej będzie wiedziała na czym stoi.
                        • pade Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 23:41
                          verdana 06.04.14, 18:48
                          Kłamstwo jest proste jak budowa cepa. Rozdarty facet nie musi naprawdę sypiać równocześnie z dwoma paniami, okłamując przy tym jedną, która pewnie żywi nadzieje na wspólną przyszłość. Rozumiem, ze to dla niego luksusowa sytuacja - nie musi podejmować decyzji, ma dwie panie w zanadrzu. I własnie dlatego trzymałabym się od faceta, który myśli tylko o sobie z daleka.

                          Tak pisałaś o mężu autorki w kwietniu. Coś się zmieniło?
                          • triss_merigold6 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 07:52
                            Wzrosła namolnosc pani, karmiona zresztą spotkaniami na terapii dla par.
                            Interesuje mnie fraza o tym traktowaniu żony jako miłej opieki do dzieci, czy dzieci mieszkają z ojcem? Ciekawa jestem jak bardzo żona szantażowała pana dobrem dzieci, doprowadzając do coraz częstszych kontaktów.
                            Sytuacja trwa 2 lata, IMO nie ma co zbierać, układ trzyma się dzięki presji kobiety i jej specyficznej aktywności.
                            Dlaczego sypia z żoną? Pewnie dlaczego, że w sumie lubi i tak jakoś głupio mu odmówić po wspólnym weekendzie czy na wspólnym urlopie. No i dlaczego miałby nie sypiac, ostatecznie to jego żona i sama tego chce.
                            • panizalewska Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 08:23
                              :D
                              lepiej tego nie można ująć ;)
                              • triss_merigold6 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 09:41
                                Powiem więcej. Autorka wmawia mężowi, że się zmieniła, zrozumiała co robiła źle itd.a jednocześnie kompletnie nie przyjmuje jego zdania do wiadomości, odrzuca je i wypiera.
                                Facet powrotu do małżeństwa nie chce i jasno to mówił, a ta eskaluje roszczenia pod pretekstem zbliżania się i prób.
                            • celestyna444 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 10:03
                              Namolność pani wzrosła, bo jej związek z innym facetem nie wypalił więc postanowiła na nowo omotać męża ( pomimo to, że ją wczesniej lał albo lali się wspólnie!) bo pewnie kasy za mało...
                              A już w kwietniu odradzano jej ponowny związek z mężem - nie posłuchała dobrych rad.
                            • pade Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 10:07
                              Co do autorki uważam to samo, pisałam wyżej.
                              Ale nie rozumiem dlaczego za obecną sytuację obwiniacie tylko kobietę.
                              • celestyna444 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 10:11
                                Ja nie, ja mam złe zdanie o całej trójce! Przełażą z wyra do wyra i nikomu to nie przeszkadza. Fuj!
                          • verdana Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 09:46
                            Tu nie ma zadnego kłamstwa, sytuacja zatem jest diametralnie różna. Facet wszystkie weekendy i wakacje spędza z żoną, trudno by dziewczyna wierzyła, ze jest jakaś przyszłość.
                            • pade Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 10:03
                              ?? To jest ta sama "rodzina" tylko 4 miesiące wcześniej. I to jest Twoja wypowiedź Verdano o zachowaniu męża autorki tego wątku.
                              Dlatego spytałam, co się stało, że po 4 miesiącach zmieniłaś o nim zdanie.
                              • celestyna444 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 10:08
                                No chyba już nie ta sama, wtedy było po jednokrotnym incydencie łóżkowym a teraz jest regularne życie we troje z inicjatywy autorki wątku.
                            • celestyna444 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 10:06
                              Mnie się wydaje, że jedno warte drugiego: i żonka i mąż i ta trzecia, prowadzą wspólnie jakąś obleśną grę. Powinni chyba razem zamieszkać, na kosztach wynajmu zaoszczędzą.
                    • zuzi.1 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 22:56
                      Sypia z zona bo jest altruista o zlotym sercu, kochanienki, zadnej nie odmowi, zloty chlopak po prostu i jaki uczynny i pomocny, gdy go prosza pomaga na zawolanie, no dorosly facet... :-)
      • panizalewska Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 14:43
        jest podłe i nie do wybaczenia

        Aj tam nie do wybaczenia. Jak się lubi trójkąty i wolne związki, to chyba o to chodzi? Swingersi jeszcze są ;P No chyba, że to ma niby być MAŁŻEŃSTWO ;)
    • tender-love Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 16:02
      a co na to kochanka meża?
      nie przeszkadza jej, że puka raz ją, raz Ciebie?

      swoją drogą fajnie się ustawił, dwie kobiety, każad chce z nim być, troche pomieszka z jedną, trochę z drugą, raz jedna bzyknie, raz drugą :D

      nudy przynajmniej nie ma :D
      dla niego to komfortowa sytuacja
    • pade Do autorki 15.08.14, 16:09
      weź sobie to do serca:
      "Panie, daj mi siłę, abym zmienił to, co zmienić mogę; daj mi cierpliwość, abym zniósł to, czego zmienić nie mogę, i daj mi mądrość, abym odróżnił jedno od drugiego."
      • zuzi.1 Re: Do autorki 15.08.14, 20:16
        Autorko nie rob sobie sama zludnych nadziei tylko wyznacz sobie na terapii cel, jesli sama nie czujesz sie na silach go zrealizowac, cel polegajacy na odejsciu od meza. Uczepilas sie mysli, ze znowu bedziecie malzenstwem, a to jest NIEREALNE. Jestes od niego uzalezniona i w ten sposob niszczysz siebie, przekraczajac swoje wew. granice. Tak nie mozna robic, bo sie wykonczysz emocj. i podupadniesz na zdrowiu. Zadbaj o siebie i poszukaj ew. nowego terapeuty dla siebie znajacego sie na problemie wspoluzaleznienia. Na razie brniesz ostro w zyciowy kanal, szkoda mi Ciebie, poszukaj fachowego terapeuty aby sobie pomoc, ktory pomoze Ci skutecznie oderwac sie od meza i zakonczyc to malzenstwo.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 15.08.14, 20:15
      Nie wiem, czy to nie był i nie jest jeden z powodów decyzji męża o byciu poza związkiem, ale wydaje się, że trudno Pani zaakceptować czas męża, jego postanowienia i decyzje. I nie wydaje mi się też , że Pani przeinwestowuje związek, znosi inną kobietę, czy stara się wznowić małżeństwo, ale o to, że mąż ma inny pogląd na swoje w nim potrzeby. To, że jest intymność nie znaczy, że mąż wykorzystuje swoją przewagę ani też związek się naprawia. Dorośli ludzie korzystają z takich możliwości i to nie oznacza, że decydują się na bycie razem. Niestety inaczej to może interpretować Pani a inaczej mąż. Warto na to zwrócić uwagę i nie wyciągać z tego wniosków, które są chyba tylko Pani wnioskami. Mąż wyraźnie to komunikuje i trzeba to przyjąć oraz albo wycofać się z takiego układu albo też z niego korzystać bez zobowiązań i niepotrzebnych fantazji . To co jest istotne dla Pani to słyszeć co mówi mąż i wyciągać z tego wnioski. On wyraźnie przedstawia swoje stanowisko. Nie wolno tego przeinterpretowywać, bo to tylko Pani przynosi psychiczną szkodę.
      Terapeutkę w tym kontekście oceniłabym dobrze. Słucha obu stron i przekazuje diagnozę związku. Warto pamiętać, że obie strony zgłosiły wobec terapii inne oczekiwania. To nie jest terapia indywidualna "turkawki" , ale terapia pary. Czasem taka terapia musi skończyć się uznaniem, że para nie połączy się ponownie a czasem próbą dobrego skomunikowania obu stron, co też jest niebagatelnym walorem, aby ludzie zaczęli się słuchać.
      Pani zrobiła już swoje, teraz czas na męża.
      • panizalewska Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 08:24
        Ale MORALNIE taka terapia się kupy nie trzyma. Jako człowiek i może jako druga kobieta, która jeszcze jest "zatrudniona" do odczuwania empatii i przyjrzenia się sprawie tego "związku" - no to się po prostu kupy nie trzyma.
        • celestyna444 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 09:54
          Moralnie, moralnie...to nie konfesjonał :-) Wszystko się trzyma kupy! Klient przychodzi, klient płaci i stawia określone wymagania co do efektów terapii...tu najwyraźniej pan płaci i pan określił cele terapeutce a ona doskonale wywiązuje się ze swojej pracy, niestety!

          PS
          Znam taki przypadek osobiście i wiem jak to działa. Po prostu tragedia!
        • pogodoodporna Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 10:47
          panizalewska napisała:

          > Ale MORALNIE taka terapia się kupy nie trzyma. Jako człowiek i może jako druga
          > kobieta, która jeszcze jest "zatrudniona" do odczuwania empatii i przyjrzenia s
          > ię sprawie tego "związku" - no to się po prostu kupy nie trzyma.

          Mnie tez cos tu zgrzyta z ta terapia, bo z tego co wiem, to warunkiem koniecznym rozpoczecia terapii malzenskiej jest zerwanie kontaktow z kochankiem/kochanka. Tak na chlopski rozum, to nawet logiczne, bo proba ma dotyczyc ratowania/reanimowania malzenstwa, a nie trwajacego ukladu trojkata.
        • amb25 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 22.08.14, 10:09
          Podobno na wojnie i w milosci wszystko jest dozwolone. Moralnosc nie ma tu nic do rzeczy.
          Jesli ona chce odzyskac meza, to moze to byc dobra strategia. Ale ryzyko zawsze istnieje.
      • squirrel9 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 20:12
        Pozwalam sobie nie zgodzić się ze zdaniem, ze Pani nie przeinwestowała/ Jak sama pisze :
        "W obecnej sytuacji chyba nie mam jasnego oglądu sprawy. Włożyłam w to "ratowanie" wszystkie swoje siły. Mam wrażenie, że zrobiłam wszystko co mogłam, doszłam do ściany, kiedy decyzja leży po jego stronie. To głupie, ale boję się teraz odpuścić, zrezygnować w tym momencie. Kiedy już jakieś dosyć mętne deklaracje padły. Być może on naprawdę potrzebuje więcej czasu dla takiej decyzji."
        To jest zachowanie takie jak granie w ruletkę lub pakowanie z stary sachodód ostatnich pieniędzy bo byc może jest to ostatni raz naprawiamy złom, a potem już bedzie jeździł. To jest nawet takie zachowanie jak kupowanie "komórki" na abonament bo się musi zapłacić a na kartę by zwykle nie starczało.
        To własnie jest przeinwestowanie ze świadomością, że nawet jak się stawia granice to niekoniecznie trzeba sie ich trzymac bo może będzie potrzebne więcej czasu.
        Wszystkie wiemy, jak to rokuje. A nie rokuje.
      • kama265 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 21.08.14, 22:34
        kompletnie nie wiem, co ma pani na myśli:
        > Nie wiem, czy to nie był i nie jest jeden z powodów decyzji męża o byciu poza
        > związkiem, ale wydaje się, że trudno Pani zaakceptować czas męża, jego postanow
        > ienia i decyzje. I nie wydaje mi się też , że Pani przeinwestowuje związek, zno
        > si inną kobietę, czy stara się wznowić małżeństwo, ale o to, że mąż ma inny pog
        > ląd na swoje w nim potrzeby.
        wydaje mi się, że te zdania w ogóle się nie kleją :-/
        natomiast nie dziwi mnie w ogóle, że wątkodawczyni trudno zaakceptować pogąd męża, że ma takie potrzeby w małżeństwie, żeby bzykać w weekeny żonę a w tygodniu - koleżankę
    • differentview Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 16.08.14, 22:58
      turkawka33 napisała:
      > Podczas weekendów żyjemy
      > jak zwykłe małżeństwo, dochodzi także do satysfakcjonujących obie strony zbliże
      > ń intymnych. Wyjeżdżamy na wspólne wyjazdy. Jednocześnie w tygodniu mąż wciąż s
      > potyka się ze swoją przyjaciółką.
      > Mąż wydaje się zupełnie oddzielać te dwie sprawy

      zabawny gosc- zapewne, weekendowe bzykanie zony to zupelnie inna sprawa i inna jakosc niz bzykanie przyjaciolki w srodku tygodnia;) oddziela te dwie sprawy w tym sensie, ze nie chce was obu w jednym lozku? dziwne, moze jednak warto sprobowac zamiast sie tak wozic od jednego mieszkania do drugiego i wydawac kase na benzyne;)))


    • 6magduusia Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 17.08.14, 13:12
      Nie uratujesz juz tego,ja mialam tak samo,wszystko sie rozpadło wygrała ta młodsza ladniejsza i jego zdaniem lepsza.Tylko ja byłam a raczej jestem w gorszej sytuacji bo zostawił mnie w ciazy i kompletnie sobie z tym nie radze
    • kama265 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 19.08.14, 15:27
      mam pomysł, powinnaś jeszcze w to całe "ratowanie" włączyć jego rodzinę i przyjaciół /a może już to zrobiłaś/.
      > Czy zachowanie męża można jakoś wytłumaczyć? Czy słusznie postępuję nie naciska
      > jąc na niego?
      nie chcę nawet komentować tego wszystkiego, dziewczyny już się wypowiedziały, żal mi dzieciaków.

      • kicia-076 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 21.08.14, 22:23
        Do 6magdusi: Jesli ten cham zostawil Cie w ciazy to sie ciesz, znaczy ze wiekszego gnoja na swiecie nie ma. Jeszcze "zaswieci Ci slonce" a na tego palanta poloz lache.Pozdrawiam.
        • przeciez.wiem Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 22.08.14, 00:41
          Bądź łaskawa zauważyć, że wcześniej panienka kopnęła tego "chama" w dupę, zdradziła go :).

          • kicia-076 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 22.08.14, 23:41
            Acha............. a to nie wiedzialam.
    • attiya Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 24.08.14, 10:05
      a po co pan ma cokolwiek zmieniać?
      ty jesteś jak psiak, który wiernie patrzy w oczy i robi wszystko, żeby pan poklepał po głowie i tolerujesz, godzisz się nawet to, że twój mąż utrzymuje kontakty z inną kobietą, idzie z nią do łóżka a potem wskakuje do twojego
      więc po co ma to zmieniać?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 24.08.14, 11:30
      Chyba w opiniach w tym wątku, szczególnie w części dotyczących oceny męża autorki oraz psychoterapii tej pary została zapomniana istotna sprawa. Tu cytat z samej autorki

      turkawka33 napisała:
      W skrócie - od dwóch lat jesteśm
      > y w separacji spowodowanej poważnym kryzysem, częstymi kłótniami. Rozstanie nas
      > tąpiło z mojej inicjatywy. Przez cały ten okres do chwili obecnej mąż przebywa
      > w innym związku - ma przyjaciółkę, z którą nie mieszka, spędzają jednak razem c
      > zas, weekendy, urlopy. Przyjaciółkę poznał już po naszym rozstaniu. Ona nie poz
      > nała naszych dzieci, ani nikogo z rodziny.

      Czyli to "turkawka" zadecydowała o rozstaniu i trwającej już 2 lata separacji. I to także ona postanowiła, z jakiegoś powodu ( może nawet słusznego, ale co z tego ), zbliżać się po do męża i ratować małżeństwo.
      Mąż w tym czasie zorganizował sobie już inne życie. Poznał kobietę (podkreślam - po rozstaniu ) i wszedł z nią w jakiś układ, który mu odpowiada.
      I teraz nagle ma zacząć to zmieniać, bo jego żona, która się z nim rozstała, postanowiła ratować małżeństwo.
      Więc czynienie mu, poprzez różne padające w tym wątku oceny, wyrzutów, że gra na dwa fronty, że świetnie się ustawił, że opłaca terapeutkę aby pomagała mu nie scalić małżeństwa, nagana za chwiejność czy niejednoznaczność jego decyzji wydają się w tym kontekście niesprawiedliwe.
      W terapii mąż "turkawki" powiedział, że jego celem jest lepsze dogadywanie się z nią. Słusznie, bo mają wspólne dzieci, więc jest to potrzebne.
      Nie padła z jego strony deklaracja o chęci powrotu i chęci pracy nad tym.
      Obowiązkiem terapeutki jest ważenie spraw obu stron. Nie jest ważne jaka jest ocena moralna takiej sprawy. Szczególnie ocena terapeutki . Jeśli podejmuje się pracy z taką parą, to nie ocenia moralnie. Ma pomóc spełnić ich oczekiwania wobec tego w czym terapia ma pomóc związkowi. jeśli miałoby się to kłócić z jej moralnością, to nie powinna podejmować takiej terapii. Ale podjęła i z opisu wynika, że działa profesjonalnie.
      Warto oglądać sprawy małżeństwa z obu stron. "Turkawka" na własną odpowiedzialność i ryzyko podjęła różne działania na rzecz ratowania związku po rozstaniu i po dwuletniej separacji oraz na własną odpowiedzialność zdecydowała się na powrót sfery intymnej. Do tego potrzebna była jej zgoda i chęć. Może nawet także i inicjatywa. Nie napisała nic o przymuszaniu.
      Być może wydawało się jej, że to będzie skuteczna metoda. Na razie nie udało się.
      Ale nie można za to winić męża, bo może on nie chce reaktywować tego małżeństwa. Ma prawo. Szczególnie ze względu na to co napisałam na początku cytując fragment wątku. Agnieszka Iwaszkiewicz



      >
      • lena575 Re: Próba ratowania małżeństwa - ciąg dalszy 24.08.14, 13:56
        A ja w wątku widzę raczej rady dla turkawki.
        Są historie, które nie mogą się udać. Wszyscy wiemy, że jeśli pozwolimy w związku na jakieś nieakceptowane zachowania to później ciągną się za związkiem i ściągają go w dół. Nawet gdyby turkawce udało się skłonić męża do powrotu, to bez najmniejszej nadziei, że mąż będzie choćby tworzył pozory wierności. Bo niby dlaczego. A mąż jaki teraz jest - każdy widzi. Na co ona liczy ? Pewnie jak wiele kobiet, na to, że jak wróci to będzie jak w narzeczeństwie. Pomijając jakąkolwiek moralność czasem walcząc o coś o co walczyć nie wato liczy się na cud.
        Dziewczyny otwierają jej oczy jak mogą.
Pełna wersja