maiko7
15.08.14, 23:09
Mam problem z matką. Może Wy spojrzycie z boku i coś podpowiecie.
Dopiero niedawno odkryłam, że jej metody wychowawcze z okresu dzieciństwa i później były najzwyklejszym terrorem psychicznym. Obrażanie się z nieokreślonego powodu (tzn. ja, jako dziecko nie rozumiałam co ja obraziło, a mogło to być wszystko), brak jakichkolwiek wyjasnień i od razu nieodzywanie się przez dłuższy czas. Najdłużej jakieś 4 tygodnie, gdy miałam z 10 lat. Oczywiście później, gdy gęsta atmosfera stawała się nie do zniesienia, musiałam ją przeprosić "oficjalnie" i to też było masakryczne, bo w ogóle nie chciała słuchać, trzeba się było wprost błagać o audiencję. Do dzisiaj z byle powodu mocno ściska mnie w żołądku, tyle, że dzisiaj jestm już wszystkiego świadoma.
Wychowywałam się bez ojca z matką i babką alkoholiczką (normalnie patologia:) z zewnątrz wszystko "ą, ę" w środku dramat. W każdym razie dzisiaj moje stosunki z matką sa takie sobie. Od zawsze pamiętam ją jako zimna, trzymająca dystans, nie czulącą się. A właśnie dzisiaj ona ma pretensje, że nie mówię do niej "mamo" tylko bezosobowo (nie potrafię, a bradzo bym chciała mieć taką ciepłą, dobrą matkę). I, że przecież "ona jest w porzadku". Niestey, nie dociera do niej to, co próbuje wyjasnić, że wiele krzywdy mi zrobiłą. Ona czuje się pokrzywdzona. No tak, Tylko - rozwaliła skutecznie początek ważnego dla mnie związku (da się, wyobrażcie sobie, mój facet powiedział, że miał już teściową któa go nie znosiła, a nie tyle facet co ojciec mojego syna aktualnie). Nie zareagowała, gdy byłam molestowana w pracy za granicą, nie pomogła, tylko gadała ilą JĄ kosztują moje wyjazdy - a wyjeźdżałam za granicę m.in po to, by z nią nie przebywać, bo jej zwyczajnie nie lubię jako osoby. Dla obcych jest ok, ale dla mnie nie bardzo, wbrew temu, co sądzi. Nie wiem już, jak to ogarnąć. Odkąd wróciłam do domu po powrocie z rozmaitych "zagranic" - przymusiła mnie sytuacja życiowa - nie potrafię się z nią dogadać. Niebawem będzie dwa lata, a nie wiem co dalej, bo nie potrafię z nią funkcjonować. W Holandii miałabym pracę, ale mam małe, troche ponad roczne dziecko i wyjechac nie mogę, chwilowo jestem uwiązana. Z ojciecem dziecka nie jestem, do czego ona tez się nieco przyczyniła, bo skutecznie okazywała mu swoją niechęć, a wierzcie mi, doskonale to potrafi, gdy chce. I nikt, w kogo ta niechęć jest skierowana, nie chce przebywać w jej towarzystwie dobrowolnie. Dodam, że jej zachowanie jest widoczne nie tylko dla mnie, ale właśnie dla byłęgo oraz dla mojej dobrej koleżanki - psycholożki z wykształcenia. Mam do niej sporo żalu za wszystko i nie wiem, jak to wszystko ogarnąć. Jak spróbować polubić taką osobę?