Brak chłopa - jak dalej żyć :-)

19.08.14, 18:45
Założyłam nowy login dla niepoznaki. Nie jestem trollem.
Ten sam wątek umieściłam na emamie bo szukam kogoś kto mógłby mi doradzić.

Mój stan życiowy wygląda tak:

* lat 33
* 3 letnie dziecko
* z ojcem potomka nie jestem od baaardzo dawna ale pozostajemy w relacjach poprawnych ze względu na dobro małoletniego
* nie mieszkam w PL
*wykształcenie wyższe, pracuję, jestem samodzielna
*miss polonią oczywiście nie jestem aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że jestem dość mocno atrakcyjna. Ale oczywiście to ładne co się komuś podoba.
*charakter fajny, osobowość zrównoważona, kilka super zalet, kilka wad

Gnębią mnie dwa zasadnicze problemy:

1. Wiem głupio zabrzmi ale mam wrażenie, że życie uczuciowe skończyło sie dla mnie. O ile inne sfery mojego istnienia fajnie sobie funkcjonują o tyle mam gdzieś w sobie lęk, że zawsze zostanę sama. O ile nie przeszkadzało mi to do tej pory, po prostu starałam się nie zastanawiać głębiej, o tyle kilka dni temu wydarzyło się coś mało znaczącego dla innych ale dla mnie było jak trzęsienie ziemi. ( Wiem, pewnie brzmi to enigmatycznie więc streszczam historię - w ostatni weekend na pewnej imprezie poznałam kogoś, 7 lat młodszy, nierokujący zupełnie i akurat tej znajmości kontynuowac nie będę z innych powodów. No i proszę ja Was, ten chłop w pewnym momencie złapał mnie za rękę i mocno, mocno przytulił. Poczułam się, że tracę grunt pod nogami ale w pozytywnym słowa znaczeniu. Od bardzo dawna nie poczułam się tak dobrze, jak w tamtej chwili. Tak czy owak, z imprezy uciekłam)

Boję się. Nie, nie porażki, albo że znowu nie wyjdzie, albo coś tam.
Boję się bo mam poukładany swój świat i nie za bardzo widzę miejsce dla kogoś.
Boję się bo mam małoletniego na stanie i to chyba jest wyższa szkoła jazdy, bo ten ktoś potencjalny powinien zaakceptować potomka a jak wiadomo, nie każdy jest chętny.
Boję się bo mam lata Chrystusowe i raczej mało zostało facetów wolnych i sensownych.

Problem nr 2 - jeszcze gorszy i aż wstyd pisać...

Poza tym co powyżej, mam w sobie dość mocny lęk przed życiem seksualnym. Nie pod kątem technicznym, że się tak wyrażę, ale nie trybi mi to w moralności.

Bo jak to ja matka dziecku, mam się wić w pościeli niczym aktorka porno?
Aha, żeby nie było to póki byłam w związku z ojcem mego dziecka, żadnych takich dylematów nie miałam, życie seksualne udane, traktowane w sposób normalny, jako ważna część życia.
A teraz nie wiem, co się ze mną porobiło...

Przepraszam za ten elaborat ale może ktoś z Was jest w stanie mi coś doradzić.
Przepraszam również za chaos wypowiedzi, właśnie czuję, że policzki mnie palą żywym ogniem. Ze wstydu.

Pozdrawiam bardzo serdecznie.
Adriana
    • yoma Re: Brak chłopa - jak dalej żyć :-) 19.08.14, 18:59
      Powiem tak: od seksu wydzielają się endorfiny, od endorfin człowiek robi się szczęśliwy. Fakty stwierdzone naukowo, zwykła biochemia. Dobra matka dziecku to szczęśliwa matka. C.b.d.o.
      • basiastel Re: Brak chłopa - jak dalej żyć :-) 19.08.14, 19:13
        Już samo tulenie osoby nam bliskiej podnosi poziom endorfin o 200%, więc tul się ile wlezie!
    • danaide Re: Brak chłopa - jak dalej żyć :-) 19.08.14, 19:11
      Może jak będziesz miała lata mojżeszowe, to dylemat będzie jakby mniejszy? Facetów znajduje się w każdym wieku, chyba nie wszyscy przed czterdziestką weryfikują swój pogląd na małżeństwo tylko na tej podstawie, że kobieta obowiązkowo powinna być w wieku ich córek.
      I może na początek wij się w innej pościeli;)

      A tak bardziej na serio: Widziałam dziś taką książkę: Samotna mama i seks. Jeszcze nie czytałam i nie wiem czy to coś zmieni. Może dlatego, że rzeczywisty problem jaki widzę to jednak kwestia akceptacji mnie, dodatkowo z dzieckiem i wszystkimi pochodnymi tego stanu, także zmienionym stanem świadomości. Nie do końca oswojonym. Jakoś tak jest, że jeśli ktoś jednak nie jest w stanie być częścią tej (nowej) rzeczywistości to chyba mnie tak naprawdę nie bardzo interesuje.

      Aha - a wiesz po co Ci ten chłop? Bo co innego szukać partnera na serio, a co innego szukać faceta do łóżka. O robotach domowych nie wspomnę, te można zwyczajnie zakupić.
      • adriana_la_cerva Re: Brak chłopa - jak dalej żyć :-) 19.08.14, 19:19
        Wiem, że tytuł wątku jest dość ironiczny ale dla mnie to na prawdę dość powazna sprawa.

        Dziękuję za polecenie książki, postaram się ją znaleleźć on -line albo jakoś zakupię (nie mieszkam w Pl niestety).
        Danaide ale czy mam rozumieć, że masz podobny probllem do mojego ?

        Po co mi ten chłop - nie, absolutnie nie chodziło mi o znalezienie kandydata do łóżka. Chodziło mi o to, że w momencie kiedy tamten mężczyzna złapał mnie za rękę i przytulił to poczułam się wyjątkowo dobrze i przemknęło mi przez myśl "kurde, jak fajnie". Myslę, że jest to kwestia zrealizowania potrzeby bliskości, funkcjonowania w związku.
        • glamourous Re: Brak chłopa - jak dalej żyć :-) 19.08.14, 21:13
          Az nie wierze. Co Ty masz za dylematy, dziewczyno. Sama sobie stawiasz bariery, w dodatku mocno wyimaginowane. Niby dlaczego matka dziecku - i to nawet nie jednemu ;) - nie moze wic sie w poscieli? Co to za jakies mity z gatunku tych o madonnie i ladacznicy?

          Do glowy by mi nie przyszlo miec takie podejscie do zycia. O ile dobrze rozumiem deficyt fajnych sensownych facetow po 30 oraz oczekiwanie od potencjalnego partnera calkowitej akceptacji swojego dziecka, tak tego samoograniczania sie pod tytulem ze jak sie ma dziecko to juz tylko wor pokutny i do Canossy nijak nie rozumiem.

          Wyczuwam przez skore toksyczna relacje z matka. Nie byla to czasem kobieta cierpietnicza i wiecznie poswiecajaca sie? Ktora Ci wpoila, ze po 30stce to juz tylko kuchnia, kosciol i dzieci? Ze zycie to przasne urabianie sobie rak po lokcie bez miejsca w tym wszystkim na sama siebie?
        • danaide Re: Brak chłopa - jak dalej żyć :-) 20.08.14, 23:58
          Trochę inny - mam wrażenie, że pozwalałam sobie na spotykanie się z byle kim i dopiero samotne macierzyństwo otrzeźwiło mnie na tyle by zrozumieć, że byle kogo nie należy do siebie dopuszczać, a i kijem pogonić wypada.
    • twojabogini Re: Brak chłopa - jak dalej żyć :-) 20.08.14, 07:16
      Przez wiele lat byłam samotną mamą. Pierwsze dwa czy trzy lata życia dziecka byłam skupiona na dziecku. Potem zaczęłam funkcjonować jako kobieta, co objawiło się poczuciem braku mężczyzny. Przeżywałam dylematy podobne do twoich.
      Z perspektywy lat, jeśli mogę ci coś doradzić, na bazie własnych doświadczeń:
      1. Powitaj swoją kobiecość i ciesz się nią, rozwijaj.
      2. Spotykaj się z mężczyznami, randkuj. Ustal swoje zasady z którymi będziesz czuła się dobrze - ja przyjęłam zasadę nie podejmowania aktywności seksualnej, aż do momentu kiedy nie poczuję ochoty na nią, z tym konkretnym mężczyzną - ochoty odczuwanej w moim ciele. Żadnego łamania własnych oporów, prób, że może coś wyjdzie. Ciało jest mądre, samo daje znać. Randka nie oznacza zgody na seks. Już samo przebywanie z mężczyzną z kolei jest pozytywne. W praktyce może okazać się, że randkując prowadzisz aktywne życie seksualne, lub wręcz przeciwnie - żadnego. Każda opcja jest dobra - jeśli tylko pozostaje w zgodzie z tobą i twoimi potrzebami.
      3. Nie każdy poznany mężczyzna musi być wspaniałym potencjalnym parterem do życia rodzinnego, elementem twojego prywatnego życia z dzieckiem. Może za to okazać się dobrym towarzyszem randek, czułym kochankiem, kimś kto cię wesprze emocjonalnie, albo wyciągnie w fajne miejsce, pomoże się zrelaksować, przytuli.
      4. Bardzo ważna zasada - życie seksualne i randkowe mamy powinno być jej sprawą prywatną. To oznacza, że dziecko nie powinno poznawać nowych partnerów matki a na randki lepiej umawiać się poza domem, lub gdy w tym domu nie ma dziecka. Nigdy nie wiesz jak długo potrwa nowy związek, zanim uda ci się zbudować z kimś trwałą relację, możesz przejść kilka, które nie przetrwają próby czasu. Małe dzieci najczęściej łatwo się przywiązują - szkoda fundować im kolejnych traum, rozstań, wyjaśniania, czemu ten czy inny pan już się więcej nie pojawi. Myślę, że dylematy wielu matek związane z moralnością dotyczą właśnie tych bardziej lub mniej uświadomionych kwestii - a rozsądna granica polega na rozdzieleniu randek od prywatnego życia z dzieckiem. Uważam też za rzecz niestosowną, gdy nad ranem kręci się jakiś gość w ręczniku po domu, czy w ogóle jeśli wychodzi z sypialni matki w obecności dziecka. Sądzę, że takie sytuacje zaburzają poczucie bezpieczeństwa dziecka. Dzieci mają skłonność do szczerego opowiadania co się dzieje w domu - i mogą z kolei usłyszeć nieprzychylny komentarz o mamie. To kolejna z przyczyn dla których warto oddzielić świat randek od życia z dzieckiem.
      5. Randkuj bezpiecznie i z głową, zwracaj uwagę z kim się spotykasz, nie narażaj się na niemiłe sytuacje. Stosuj antykoncepcję, jeśli nie wykonujesz z potencjalnym partnerem badań (zalecane)- używaj prezerwatyw. Jako mama musisz dbać o swoje zdrowie.


      Odnosząc się do tego co napisałaś - nie każdy mężczyzna z którym się spotykasz musi "rokować" w sposób w jaki zapewne o tym myślisz - jako stały odpowiedzialny partner. Co powiesz na rokowanie jako czuły i fajny towarzysz randek, ktoś z kim miło możesz spędzić czas, przytulic się?
      Może warto powrócić do randkowania na zasadzie na jakiej robi to większość młodych kobiet - nie szukając w każdym potencjalnego partnera na całe życie, raczej skupiając się na chwili obecnej. Szukać kogoś dla siebie, nie dla rodziny.
      Takie ocenianie, rokowania i tak nie mają sensu, ci na pozór nie rokujący rodzinnie i ci rokujący po bliższym poznaniu mogą zaskoczyć i okazać się zupełnie inni, niż się zdawało, mieć inne priorytety. Wiele samotnych mam żali mi się, że ci którzy rokują w ich ocenie bardzo często okazują się: żonaci albo zainteresowani jedynie seksem, a nie związkiem (czego większość z nich nie komunikuje otwarcie, więc wiele kobiet jeśli traktuje seks jako wstęp do związku jest potem rozczarowanych, zawiedzionych, zranionych). Dlatego pisałam o tym, że aktywność seksualną warto podjąć tylko wtedy, gdy naprawdę ma się na nią ochotę, a nie z innych motywacji, takich jak pogłębienie związku, czy jego wzmocnienie - to tak nie działa, a przy takim podejściu łatwo potem czuć się wykorzystaną, zranioną. Bez sensu.

      Ostatni dylemat - kiedy partnera, jeśli się z kimś zwiążesz przedstawić dziecku. Na pewno wtedy gdy związek rokuje, planowana jest wspólna przyszłość. Nie wcześniej niż poprosi o to partner (ale nie zawsze kiedy poprosi, niektórzy chcą już po dwóch trzech miesiącach - dziecko to nie zabawka i ma prawo do tego, żeby nie być obiektem zabawy w tatę kogoś kto nie ma wobec matki dziecka poważnych planów). Początkowo lepiej przedstawić jako znajomego, niż partnera i pilnować zachowania w tej konwencji. I uwaga - wiele matek zastanawia się jak wypadnie dziecko, czy się odpowiednio zachowa, nie wystraszy partnera. Błąd. Wpuszczenie kogoś do prywatnego świata to okazanie zaufania, i to wpuszczana osoba ma się dostosować. Jeśli mężczyzna po spotkaniu zacznie od krytyki dziecka lub pomysłów na poprawę jego zachowania - nie zdał testu. Jeśli nadal rokuje jako dobry partner mamy - można kontynuować związek, ale nie na gruncie własnej rodziny. Partner rokujący rodzinnie to partner akceptujący dziecko i rozumiejący, że wchodzi do już istniejącego świata, gotowy go wzbogacić, a nie ustawić po swojemu.
      Powodzenia.
      Aha - po kilku latach randkowania spotkałam mężczyznę z którym związałam się na stałe, założyliśmy rodzinę. Nie planowałam już wychodzenia za mąż i zakładania rodziny, lubiłam swoje życie. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia i może głupio zabrzmi, ale od razu czułam że spotkałam swojego męża (mimo to trzymałam się swoich zasad, te "zasady" głupio brzmią, jak coś sztywnego - a chodzi o pozostawanie w zgodzie ze sobą, twoje zasady mogą więc być zupełnie inne). Założenie rodziny wywróciło mój świat do góry nogami.
      Czy jest lepiej, gorzej? Jest inaczej. Ale na pewno nie ma co idealizować, ze kobietom w małżeństwach jest jakoś znacząco lepiej - każdy styl życia wiąże się z innymi problemami. Wiele już nie samotnych mam okres samotnego macierzyństwa wspomina tak jak inne mężatki okres panieński, a mężowie - kawalerski - większa beztroska i swoboda. Życie w związku wymaga dostosowywania się potrzeb innych, gdy rodzina się powiększa - tych innych robi się więcej :) Spokojnie więc można jak to ujęłaś "żyć bez chłopa", a jeśli "żyć z chłopem" to tylko z takim który jest tego warty, więc najpierw trzeba go zwyczajnie poznać, pospotykać się i dopiero potem zastanawiać się czy rokuje rodzinnie.
      • danaide Re: Brak chłopa - jak dalej żyć :-) 21.08.14, 00:28
        Twojabogini - nasza bogini - dzięki.
        Jedna uwaga. Punkt 4
        A co w wypadku matki, która naprawdę jest totalnie sama z dzieckiem? W ciągu dnia w zasadzie praca, po południu, w nocy, nad ranem i w weekendy czas z dzieckiem, a jak czas wolny od dziecka to dzięki płatnej opiece (randka staje się kosztowna...). Zejście do podziemia?

        Zastanawia mnie jak jest z tą traumą dziecka z powodu znajomych matki. Matka ma przecież znajomych, płci różnej. Niektórych dziecko polubi bardziej, innych mniej, będzie czasem za kimś tęsknić, za jakiś czas spotka znowu lub nie, takie życie. Ma matkę. Ma, bo czasem gdzieś ma, ojca. Kawałek normalnego życia, choćby ktoś wpadnie z ciastem, poukłada z dzieckiem układankę, a matce powiesi szafkę, to od razu taka trauma dla dziecka? A jak pojadę z dzieckiem na wakacje i będę w kółko wisieć na telefonie? To dopiero jest trauma. Z kim ta mama tak gada?

        W takiej mini-książeczce dla dzieci napisanej przez dr Catherine Dolto była strona o tej sytuacji: czasem rodzic poznaje kogoś nowego. Na początku jesteśmy zazdrośni i smutni, ale potem widzimy że tak jest lepiej.
        No, ok, czytam właśnie z opóźnieniem jak to ja Joannę Bator "Ciemno, prawie noc". Rodzima wersja nie jest tak optymistyczna (bo "gdyby starsza była, to trzeba by jej pilnować" w końcu "chłop nie pies, woli świeże mięso"), ale po co od razu zakładać najgorsze;)
        • twojabogini Re: Brak chłopa - jak dalej żyć :-) 21.08.14, 21:18
          danaide napisała:

          > Zastanawia mnie jak jest z tą traumą dziecka z powodu znajomych matki. Matka ma
          > przecież znajomych, płci różnej.

          Znajomi to coś nieco innego niż partner. Hm...może inaczej - wiele znanych mi samotnych matek buduje związek z niesprawdzonym mężczyzną, związek na zasadzie rodziny, zamieszkują wspólnie, partner zajmuje się dzieckiem jak ojciec, spędzają czas jak rodzina. Potem związek się rozpada - i jest dramat dziecka, które czuje się porzucone przez osobę którą zdążyło pokochać. Są dzieci, które takich porzuceń doświadczają rok po roku.
          Inne problemy wprowadzania niesprawdzonych mężczyzn do rodziny to konflikty na tle mężczyzna-dziecko i matka-dziecko. Matki często w takich sytuacjach zachowują się nielojalnie i występują przeciwko dziecku - wspierając zdanie partnera, nawet jeśli wprowadza on nowe nieznane dziecku dotąd zasady - z którymi matka się w dodatku wewnętrznie nie zgadza.
          Sądzę też, że życie seksualne rodzica jest sprawą prywatną. Matka może mieć nawet codziennie innego kochanka, ale nie jest dobrze żeby dziecko o tym wiedziało. Na wczesnych etapach rozwoju dzieci raczej powinny łączyć seks z miłością, niż zachowaniami kompulsywnymi, kompensacyjnymi, czy "poszukiwaniem miłości". Czym innym jest seks rodziców, czy rodzica i stałego partnera - wtedy nie ma nic złego w tym, że dziecko coś usłyszy, dostrzeże.

          > A co w wypadku matki, która naprawdę jest totalnie sama z dzieckiem?
          Bardzo źle. Nie ma możliwości prowadzenia dorosłego życia, w tym chodzenia na randki. Powinna jak najszybciej zreorganizować swoje życie, doprowadzając do tego, że oprócz pracy i zajmowania się dzieckiem ma także swój własny prywatny czas. Dla własnego dobra - inaczej zamęczy się, wpadnie w depresję, zacznie mieć wszystkiego dość (nie mówię o matkach bardzo małych dzieci, niektóre z nich dobrze znoszą izolację społeczną, choć część nawet na tym etapie - nie, dotyczy to także mężatek na wychowawczych i macierzyńskich, które dostają kota od stałej opieki nad dzieckiem, są sfrustrowane, zmęczone). Samotna matka musi żyć jak dorosła osoba, a nie pełnoetatowa opiekunka do dziecka. Wiem że jest to trudne, ale nie jest niemożliwe.
    • ola_dom Re: Brak chłopa - jak dalej żyć :-) 20.08.14, 09:53
      A ode mnie coś z innej strony - ze strony dziecka rozwiedzionych rodziców. Rodzice rozwiedli się, jak miałam 12 lat, potem mieszkałam z mamą i BAAARDZO źle znosiłam różnych "przyjaciół" mamy. Mama ostatecznie nie związała się z nikim na stałe, ale nie przez "wzgląd na mnie". Tak jej po prostu (nie) wyszło.
      I tak właśnie wydaje mi się, że im dziecko mniejsze, tym mniejszy problem wystąpi na tym polu, bo maluch łatwiej zaakceptuje sytuację taką, jaka jest. A im większy, tym bardziej MOŻE być o mamę zazdrosny, i tak dalej. Co może też warto wziąć pod uwagę? I się tak z założenia nie bronić przed ewentualną ewentualnością :)
Pełna wersja