zosia_1
24.08.14, 14:45
pisałam wcześniej o swojej sytuacji tu: forum.gazeta.pl/forum/w,898,150862100,150862100,Moja_mama_ma_borderline.html
Nie potrafię poradzić sobie z istniejącą sytuacją. Babcia otrzymała miejsce w DPS, finansowanym z jej emerytury, tym samym moja mama odwiedza ja b. często, nadal znęca sie nad nią psychicznie, tym samym wg mnie sytuacja babci nie zmieniła się. dodatkowo sprawa rodzinna stała się niejako sprawą publiczną bliższej i dalszej rodziny i okolicznych wsi. Większość wyraża swoją litość i zrozumienie dla ojej mamy, bo ona taka biedna(bo nikt z rodziny nigdy nie opowiadał, co w odmu za historie z udziałem mamy się działy).
Ludzie mają swoje rady, najczęściej w stylu: "powinnaś zamieszkać z mamusią i jej pomagać" , bo mamusia taka biedna i stara.
ciągle opowiada w społeczności albo zmyślone historie na temat najbliższej rodziny, pokazującec nas w roli potworów, a historie, które wydarzyły sie w naszym domu naprawdę, gdzie stroną agresywną była mama podaje jako przykład oszczerstw, które rodzina na jej temat rozpowiada.
Dla ludzi to młyn na wodę, w końcu coś się dzieje, kiedy mnie spotykają, wypytują mnie o te sytuacje, wysłuchuję tego co mają do powiedzenia, ale nie nadaję na mamę n, raz bo nie zależy mi na tym, bo po co, dwa, że nic to nie zmieni, a ludzie wiadomo, tak lubią najwiecej ise gmerać w cudzych brudach.
Problem w tym, że nie radzę sobie z tym, nawet jak ucinam podobne rozmowy, to jestem wytrącona z równowagi, tylko ja ,siostra i babcia wie , co sie u nas odgrywało.
W swiadomości ludzi, najgorszy jest facet, pijak, co go wszyscy widzą jak bije w domu wszystkich, a tu "to nie jest najgorszy przypadek" - mówi ciocia, która odwiedzała nas raz na kilka lat (jej córka przy ostatni mspotkaniu mówi, ze my to się nie znamy). i ciągle tylko jedno pytanie:"jak sobie mama radzi?". i sobie wtedy myślę, że radzi sobie doskonale, nadal gra ofiarę, babci pranie mózgu (babcia wyprasza swoją siostrę, jak ta ją odwiedzą, bo jak sie moja mama dowie, to przestanie ja odwiedzać), opowiada, ze jesteśy podłe, bo jej nei wspieramy, zostawiłyśmy ją. Do mnei dzwoniła w tej sprawie pewna kobieta ze wsi, z umoralnieniem, że to matka, że tak nie można, że chora, ze sama, a nakoniec jak nie chciałąm wdawć się w dyskusję, to ze spokojem powiedziałą , żebym pamietaał, ze matce sie tak nie robi, bomoze sie to odwrócić przeciwko mnie.
Nie potrafię powiedzieć kobiecie , że to moze to teraz odwróciło się przeciwko mamie, to co robiła nam przez wiele lat.
Poszłam na terapię, ale to dopiero 2-gi miesiąc, nie potrafię sie odnaleźć i powrócic do równowagi w tej sytuacji.
Zaczynam żałować, że w ogóle wezwałam karetkę,kiedy mam była w szale....
i jeszcze mierzę się z wdziecznością rodziny, która mówi, ze super,ze wtedy zadzwoniłam po karetkę, ze to Pan Bóg mną wtedy pokierował,ze on mi wynagrodzi, ze tak super zadbałam o t o wszytsko.
A jest beznadziejnie
rzeczywistość mnie przerasta.