rzeczywistość mnie przerasta :-(

24.08.14, 14:45
pisałam wcześniej o swojej sytuacji tu: forum.gazeta.pl/forum/w,898,150862100,150862100,Moja_mama_ma_borderline.html
Nie potrafię poradzić sobie z istniejącą sytuacją. Babcia otrzymała miejsce w DPS, finansowanym z jej emerytury, tym samym moja mama odwiedza ja b. często, nadal znęca sie nad nią psychicznie, tym samym wg mnie sytuacja babci nie zmieniła się. dodatkowo sprawa rodzinna stała się niejako sprawą publiczną bliższej i dalszej rodziny i okolicznych wsi. Większość wyraża swoją litość i zrozumienie dla ojej mamy, bo ona taka biedna(bo nikt z rodziny nigdy nie opowiadał, co w odmu za historie z udziałem mamy się działy).

Ludzie mają swoje rady, najczęściej w stylu: "powinnaś zamieszkać z mamusią i jej pomagać" , bo mamusia taka biedna i stara.
ciągle opowiada w społeczności albo zmyślone historie na temat najbliższej rodziny, pokazującec nas w roli potworów, a historie, które wydarzyły sie w naszym domu naprawdę, gdzie stroną agresywną była mama podaje jako przykład oszczerstw, które rodzina na jej temat rozpowiada.
Dla ludzi to młyn na wodę, w końcu coś się dzieje, kiedy mnie spotykają, wypytują mnie o te sytuacje, wysłuchuję tego co mają do powiedzenia, ale nie nadaję na mamę n, raz bo nie zależy mi na tym, bo po co, dwa, że nic to nie zmieni, a ludzie wiadomo, tak lubią najwiecej ise gmerać w cudzych brudach.
Problem w tym, że nie radzę sobie z tym, nawet jak ucinam podobne rozmowy, to jestem wytrącona z równowagi, tylko ja ,siostra i babcia wie , co sie u nas odgrywało.
W swiadomości ludzi, najgorszy jest facet, pijak, co go wszyscy widzą jak bije w domu wszystkich, a tu "to nie jest najgorszy przypadek" - mówi ciocia, która odwiedzała nas raz na kilka lat (jej córka przy ostatni mspotkaniu mówi, ze my to się nie znamy). i ciągle tylko jedno pytanie:"jak sobie mama radzi?". i sobie wtedy myślę, że radzi sobie doskonale, nadal gra ofiarę, babci pranie mózgu (babcia wyprasza swoją siostrę, jak ta ją odwiedzą, bo jak sie moja mama dowie, to przestanie ja odwiedzać), opowiada, ze jesteśy podłe, bo jej nei wspieramy, zostawiłyśmy ją. Do mnei dzwoniła w tej sprawie pewna kobieta ze wsi, z umoralnieniem, że to matka, że tak nie można, że chora, ze sama, a nakoniec jak nie chciałąm wdawć się w dyskusję, to ze spokojem powiedziałą , żebym pamietaał, ze matce sie tak nie robi, bomoze sie to odwrócić przeciwko mnie.

Nie potrafię powiedzieć kobiecie , że to moze to teraz odwróciło się przeciwko mamie, to co robiła nam przez wiele lat.

Poszłam na terapię, ale to dopiero 2-gi miesiąc, nie potrafię sie odnaleźć i powrócic do równowagi w tej sytuacji.

Zaczynam żałować, że w ogóle wezwałam karetkę,kiedy mam była w szale....
i jeszcze mierzę się z wdziecznością rodziny, która mówi, ze super,ze wtedy zadzwoniłam po karetkę, ze to Pan Bóg mną wtedy pokierował,ze on mi wynagrodzi, ze tak super zadbałam o t o wszytsko.
A jest beznadziejnie
rzeczywistość mnie przerasta.
    • aqua48 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 24.08.14, 16:31
      zosia_1 napisała:

      > A jest beznadziejnie
      > rzeczywistość mnie przerasta.

      Wspieram. Kontynuuj terapię, pomoże Ci to odciąć się od komentarzy sąsiadów i dalszej rodziny. I zacząć żyć własnym życiem, nie życiem matki i babci, bez względu na to co o tym sądzą inni ludzie.
      To czy babcia zechce przyjmować siostrę, czy nie i z jakiego powodu, jest sprawą ich dwóch, nie Twoją, nie angażuj się w takie rozgrywki rodzinne. Nie broń jednej przed drugą.
      A przede wszystkim nie dawaj się wpuszczać w poczucie winy z powodu tego co robi czy mówi Twoja matka. Ona jest dorosłym człowiekiem, a TY za nią nie odpowiadasz, nie masz nad nią kontroli i co więcej taka kontrola jest Ci całkowicie do niczego niepotrzebna. Tak samo nie MUSISZ koniecznie prostować mylnych sądów o Waszej rodzinie. Niech sobie ludzie myślą co chcą, to ich problem. Pozwól im na to i skup się na SOBIE i swoim życiu.
    • 71tosia Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 25.08.14, 02:34
      a dlaczego zalujesz ze wezwalas karetke? I co w tym zlego ze znecanie sie nad babcia wyszlo na swiatlo dzienne? Zapewnilas babci bezpieczenstwo. Oskarzenia znajomych - po prostu ucinaj wszelkie dyskusje. Gdy rozmowca nalega przekaz w formie komunikatu 'mama ma zdiagnozowany borderline - prosze sobie sprawdzic co to znaczy, ja nie mam ochoty dyskutowac', ide o zaklad ze dziwnie brzmiaca nazwa 'choroby' bedzie dla wielu wystarczajacym wytlumaczeniem. Dobrze tez poinformowac DPS ze mama ma problemy psychiczne i poprosic by bardziej uwaznie monitorowano jej wizyty u babci. Ale przede wszystkim zyj wlasnym zyciem, babcia jest bezpieczna a mama sobie jakos radzi- wiec staraj sie powoli wylaczac z ich zycia.
      • aqua48 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 25.08.14, 08:14
        Popracuj jeszcze mocno nad odpowiedziami na pouczenia i umoralniające gadki sąsiadów i krewnych. Naucz się je ucinać - odpowiadać krótko i zwięźle - to nie pani sprawa, proszę mnie nie pouczać i zająć się wreszcie swoimi sprawami, do widzenia i odchodzić, albo odkładać słuchawkę telefoniczną. Nie masz żadnego obowiązku pozwalać "się ustawiać". A na to czy będą Cię widzieć jako niewdzięczną zołzę, czy nie, masz bardzo niewielki wpływ. Zawsze wszak znajdzie się coś co wg postronnych osób mogłabyś zrobić lepiej. W ostateczności zmień nr telefonu, albo nie odbieraj od każdego kto dzwoni.
      • zosia_1 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 25.08.14, 08:43
        żałuję, bo sytuacja w rodzinie jest ciężka, w całej rodzinie sprawa rodzinna ze wszystkimi jej brudami krąży w opowieściach, a tymczasem babci minał okres bezpośredniego zagrożenia i znów wraca do śpiewki typu: ona jak sie wścieknie to jest straszna, ale jak jest dobra, to jest bardzo dobra. Ostatnio babcia wyprosiła podczas odwiedzin sowją siostrą, bo moja mama zaczęła krzyczeć więc babcia ze strachu poprosiła siostrę z rodzina, aby ustąpiły, bo inaczej córka przestanie ja odwiedzać. typowe zachowanie uzależnionej, wiec żałuję, ,bo okazuje sie, ze jak ktoś nie chce dać sobie pomóc, to nie powinno się wtrącać. a ja rozpętałam całą aferę, a może tak im było dobrze? mama babcię a to szturchała, a to nawyzywała, a potem babcia sobie ponarzekała, jak jej źle, a potem znów mama pełna słodyczy przez kilka dni, to może babci odpowiadało. Ostatnio babcia relacjonowała mi wizytę mamy, " byłą u mnie , odwiedziła, ładnie się odzywała", po czym jak usłyszałam, co jej mówiła, to ja po pierwszych 2 zdaniach wyprosiłabym ja z pokoju, bo to typowe pranie mózgu przemocowca była, a babcia zadowolona, że mama sie łądnie odzywała, bo nie wyzywała używając wulgarnych słów i jej nie biła.
        Pielęgniarki wiedza o sytuacji, była już sytuacja, ze wyprosiły moja mamę z pokoju babci bo mama zaczęła na nia wrzeszczeć, jednak w sytuacji , że przyjeżdża rodzina inna niż mama pielęgniarki proszą rodzinę o usunięcie sie, bo nie będą wnikały kto ma rację, a kto nie.

        mam nie ma zdiagnozowanego borderline,zresztą nie ma znaczenia diagnoza, ani to co robi mama, mama w tamtym społeczeństwie postrzegana jest jako biedna, porządna krzywdzona kobieta, którą opuściła rodzina. I argument mamy: 'nie jestem chora psychicznie, proszę zobaczyć, czy chora psychicznie miałaby taki porządek , jaki mam ja? Czy chora psychicznie miałaby taki piękny ogródek i dom?"- no wiadomo , ze większość uzna to za argument absolutnie za mamą.
        • 71tosia Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 26.08.14, 07:32
          twoja mama jest corka babci, babcia jak kazda matka ma klopot z widzeniem swojego dziecka takim jakie jest, bardzo chece miec dobra corke i tak ja postrzega. Nie zmienisz tego, musisz to zaakceptowac.
          Zastanow sie dlaczego wlasciwie tak emocjonalnie reagujesz na te pomowienia sasiadow/rodziny, dlaczego az tak bardzo ci zalezy na tym 'co ludzie pomysla'?
          • zosia_1 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 26.08.14, 12:37
            sama nie wiem, czy to chodzi o martwienie się opinią innych. Nie potrafię opisać uczuć, które czuję, kiedy słyszę ile historii opowiada o mnie mama manipulując przy tym faktami, przedstawiając je np odwrotnie. Czułam isę strasznie, kiedy usłyszałam, od rodziny, o tym, co zdarzyło sie się naprawdę (tzn. szarpała mnie za włosy, wyrywając przy tym pełną garść włosów) i opowiadała, ze to my oczerniamy ja opowiadając te historię, ze my ja zmyśliłyśmy chcąc jej zaszkodzić. było mi żal i smutno, że wtedy przeżyłam coś takiego, a teraz, jeszcze opowiada, że ta historia jest zmyśłona, bo my ja oczerniamy. Nie mam potrzeby opowiadania,co nam robiła, akurat babci się wylała żółć, bo miała ochoty wreszcie komuś powiedzieć, i parę historii wyszło w obieg, chociaż jestem temu przeciwna.

            odebrała już kilka telefonów od nasłanych babek ze wsi, ze matkę należy odwiedzać, -drażni mnie, sprawia mi przykrość, nie samo to co ludzie powiedzą, ale to jak mnie traktuje. ponieważ te telefony też i od mamy z wiecznym wymyślaniem dziwnych historii, najczęściej nie odbierałam, albo odbierał je mąż, więc mama nie godzi się na to , że nie chcę z nia rozmawiać - odnalazła miejesce mojej pracy i przyszłą do pracy na tzw 10 minut aby porozmawiać, chociaż wie, gdzie mieszkamy.
            Nie mam już siły znosić różnych takich zdarzeń, roztrzasaą mnie, boje się jej, jest nieprzewidywalna, przebiegła i bywa agresywna.

            Kiedy była w szpitalu odwiedzałam ją, to opowiadała, ze po każdej wizycie oan sie gorzej czuje, jednocześnie przekazywała informacje innym, że nikt ja nie odwiedza, takie wredne dzieci, a mnie , karmiła jednocześnie informacjami, jak to rodziny niemalże siedzą z innymi chorymi od rana do nocy. nie umiem nie denerwować isę i nuczyc sie przestać przejmować kłamstwami, wbijaniem mnie w poczucie winy, przeistaczaniem faktów, w taki sposób, zeby pokazywały jaka jestem wredna i robię jej krzywdę. :-(
            • ola_dom Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 26.08.14, 12:45
              W sumie trudno Ci się dziwić, że przejmujesz się tym, co jest opowiadane szeroko o tej całej sytuacji - bo to straszna, wielka niesprawiedliwość wobec Ciebie, a z tym trudno jest się pogodzić. Mam wrażenie, że chciałoby się wtedy krzyczeć "to nie jest tak!!!!!".
              Ale chyba nie ma innego wyjścia, obawiam się.
              Nie masz żadnego wpływu na to, co robi i mówi Twoja mama, więc nie poradzisz na to, co idzie w świat z jej strony. Jedyne, co możesz zrobić, to w jakiś sposób uodpornić się na niesłuszne i niesprawiedliwe zarzuty i pretensje.
              • zosia_1 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 26.08.14, 12:54
                tu nawet nie chodzi o tę niesprawiedliwość, niech jej będzie, nie mówi co chce i komu chce, tylko o to, że pomimo tych przykrości jednocześnie chce, żebym do niej przyjeżdżała w odwiedziny, dzwoniła do nie, odbierała od niej telefony i wysłuchiwała jej chorych historii i była grzeczna i spolegliwa. Twierdzi, ze robi i zrobiłą wszytskojak należy i poswięciłą całą siebie dla dzieci, a ja jestem niedobra. ja zgadzam sie pozostać w jej świadomości i inyych jako ta niedobra, ale neich da mi spokój, nie daje za wygraną, znalazła miejsce gdzie prcuje, nie znała adresu. nie wiem co jeszcze zrobi i sie boję.
                • ola_dom Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 26.08.14, 13:06
                  Mama nie kwalifikuje się do leczenia zamkniętego? Wydaje się, że jest zwyczajnie niebezpieczna....
                  • zosia_1 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 26.08.14, 13:27
                    no skąd była na przełomie kwietnia i maja, to lekarze twierdzili, że to rodzinna prawa i ewentualnie trudny charakter mamy. Jka wezwałąam karetkę doszalejacej mamy, to juz pisałam, że Pan z karetki najpierw głupio na wstępie spytał, czy nie było iinego dnia niż lany poniedziałek, a na końcu uznali , ze to rodzinna awantura, mama jako człowiek ma prawo krzyczeć przez 5 dni i nocy, bo nie jest to zakazane,powiedzieli,ż oni znają tę Panią i ona jest troche nerwowa ale w porządku babka i pojechali. dopiero kolejna karetka zabrała mamę.
                    Złożyłam skargę do Rzecznika praw Pacjenta, to tez mam pacjenta to tez mam nieprzyjemności , bo mama mnie oskarża i opowiada ze my jej sprawę w sądzie założyliśmy i pyta o co? dzieci, co wy mi robicie?? a przecież w piśmie jasno o i klarownie napisane o co chodzi, tylko mama jak potrzebuje to gra niezgułę i ofiare lou, ale jak chce dopiec to znajdzie i bez problemu.

                    Kiedyś np. opowiadała z zadowoleniem, jak zrobiła w jajo lekarza w komisji orzekającej do renty, zagrałą biedna ofiarę, nikt jej nie kocha, wszystko musi sama, dzieci ja zostawiły, nie ma pieniędzy ( na koncie ma sporo oszczędności) i nie ma siły nawet tu przyjechać, niby ma depresję i wynajęła obcego człowieka, kierowcę, któremu musi zapłacić a nie ma z czego (pojechała naprawdę okazją) i lekarz wyjął z portfela kasę i jej dał, a ona podziękowała,wzięła i poszła. W domu się z niego śmiała.


                    takie historie, i gdyby moim zadaniem było wymysłić podobne zachowanie, to tydzień bym siedziała i nie wpadła na to, a ona na poczekaniu i z kapelusza wyciąga takie historie.
                    • aqua48 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 26.08.14, 15:30
                      Masz bardzo trudną sytuację. Ja bym na Twoim miejscu poszła na policję i zapytała co oni mogą zrobić w takiej sytuacji kiedy matka z ewidentnymi zaburzeniami psychicznymi nachodzi Cię w pracy i w domu. Przeszłabym też do lekarza leczącego matkę i opisała mu problemy jakie z nią masz i jego też poprosiła o pomoc i zapytała o to co możesz zrobić aby się przed jej atakami bronić i nie być oskarżaną przez otoczenie, że jesteś złą córką, a także jak matkę uspokoić gdy zacznie szaleć. Zgłosiłabym tez problem do MOPS-u oni również powinni wiedzieć o całej sytuacji i podsunąć przynajmniej doraźne rozwiązanie.
                      • zosia_1 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 26.08.14, 15:48
                        policja była na miejscu podczas zabrania mamy do szpitala, rozmawiałam z policjantem, że zabranie mamy do szpitala to najlepszy pomysł i bardzo dobre posunięcie, bo tam , w zpitalu mama uzyska całodobową opiekę, przez 24 h bedze moniotwana jak reaguje na leki, ze będzie można skonfrontować to co mói z jej zachowaniem,że tam więcej czasu poświęca jej niż psychiatra w przychodni na wizycie w dodatku na NFZ, tymczasem jak już pisałam lekarze w szpitalu uznali to jako konflikt rodzinny , bo w karcie z interwencji I karetki, która mamy nie zabrała tak właśnie było napisane.

                        Z wizyty u psychiatry , do którego mama chodzi zrezygnowałam po tym, jak wszędzie opowiadała i bezpośrednio nam zarzucała, że trzymamy ja pod butem, chcemy nią sterować itp, itd. Dodatkowow pojawił isę taki wątek, ze okazało sie, ze na wiytach u psychiatry mam opowiadała, o symptomach przypominających depresję i na tej podtawie ta depresja została zdiagnozowana i dostała rentę, która jest jej głównym źródłem utzrymania, więc bałam isę , że jeśłi nie dostanie po kolejnej komisji renty bedzie to moja wina, jeśłi lekarz zmieni diagnozę "dzieki" mojemu wywiadowi.

                        SPrawa została zgłoszona w opiece, mam kontakt z kobietą, lae one działąją w granicach prawa, przyjechały- zrobiły wywiad, kolejne wizyt nie odbyły się, bo albo mamy nie było w domu, albo celowo nie otwierała.
                        Pracownicy sojalni zostali wezwani również, kiedy mama miaął próbę samobójczą, nieudaną, pzrprowadzona w sposob jak zwykle teatralny, po przyjeździe karetki mama stwierdziłą, ze ona nigdzie nie pojedzie, ze zna swoją chorobę, ze mieszka sama i musi się psem opiekować ina tej podstawie karetka nie zabrała jej do szpitala, mimo, ze zdarzenie miało miejsce 3 tygodnie po tym, gdy wyszła z oddziału zamkniętego.

                        Tak działaja sużby.

                        • aqua48 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 26.08.14, 16:35
                          Odbijacie się od szklanej ściany? Ja bym jednak na spokojnie porozmawiała znowu z policją, wytłumaczyła, że to nie problem rodzinny, tylko choroby psychicznej z jednoczesną odmową leczenia u zainteresowanej i posądzaniem całego świata o spiskowanie przeciwko niej. Powiedziałabym o odmowach pójścia do szpitala, o odsyłaniach karetki i o Twojej bezradności. Niech jakąś drogę postępowania wskażą.
                          Do psychiatry też nie obawiałabym się pójść na Twoim miejscu, zaszkodzić matce tym nie zaszkodzisz, bo nie słyszałam o odbieraniu renty na wniosek lekarza u którego się człowiek leczy, to jakiś absurd. A warto by zasięgnąć jego opinii jak masz z matką postępować.
                          Szkoda, że nie porozmawiałaś z lekarzami w szpitalu kiedy matka tam była. Trzeba było opowiedzieć wszystko, przedstawić Twoją sytuację i opisać zachowania matki, to by pomogło przy stawianiu diagnozy i ustawieniu odpowiednich leków. A Ty może nawiązałabyś kontakt z kimś kto może pomóc. Niepotrzebnie tak się tych lekarzy boisz.
                          • zosia_1 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 27.08.14, 12:49
                            z lekarzami w szpitalu rozmawiałam, oni na wsteie nie chcieli rozmawiać, w karcie było wpisane stra reakcj nerwowa po przyjeździe rodziny, iwec uznali to za konflikt rodzinny, dopiero na moje sugestie, ze chyba warto , zeby wysłuchali jak zacowuje sie mama lekarka wysłuchała, na moje prosby, żeby opwiedziała jak mama postępować z mamą dziwiła się o co mi chodzi, kiedy tłumaczyłam, że ne wiem jak postępować, bo dotychczas wszelkie postępowanie wobec mamy wydawało sie błędne, bo zawsze wywoływało agresje, lekarka powiedziałą, że mama ją wspierać, pomagać i tyle.
                            było to dość dziwne, , otzrymałąm też informacje, że mama ma trudny charakter i to stad może wynikać.
                            Prosiłąm rodzinę, żeby moze skontaktowali sie z lekarzem, ale nie chcieli.

                            Kiedy maam wychodziła ze szpitala, tez próbowałąm pytać, co jej jest ijak postępować? usłyszałąm, że wszytsko jest wkarcie, i jak to jka postepować ? normalnie, pomagać , zawieźć do lekarza np, kedy tłumaczę, ze u nas nei ma problemu z takim pomaganiem, chodzi o to, że mama nie chce, zeby jej pomagać, kiedy tego potrzebuje, i nie zgadza sie an takie propozycje, ułyszałam,że jest dorosła, a za chwilę znó, ze jak isę źle poczuje, to zawieźć ja do lekarza, jk pytam jak? kiedy mama nie chce i jest agresywna patrzyli i dziwili sie i mówią, ze mamy w rodzinie problem.

                            Kiedy mama uciekła po silnej dawce relanium i się o nią baliśmy, policja zapytała, dlaczego za nia nie pojechaliśmy? a jak powiedziałam, że chyba to nie ma znaczenia powiedzieli , ze przyjadą jak tylko będzie to możliwe, i przyjechali .......po 7 godzinach.

                            Takie sprawy traktuje się jak rodzinne awantury i każdy czeka, ze sobie po pysku dadzą i sie rozejdą. Mma jasno przedstawia sytuację, ze przyjechaliśmy do niej, bo czychamy na jej majątek, a ona tu proszę robaczyc piękny dom, piękne obejście, i tylko czekaja Ci krwiopijcy, żeby jej to zabrać na wsi naparwde niejednokrotnie ludzie kłócą się o majatki to nic dziwnego tam, iwęc traktuje sie sprawą, jako kłótnia rodzinna.
                            • aqua48 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 27.08.14, 13:50
                              zosia_1 napisała:

                              > Kiedy tłumaczę, ze u nas nei ma problemu
                              > z takim pomaganiem, chodzi o to, że mama nie chce, zeby jej pomagać, kiedy tego
                              > potrzebuje, i nie zgadza sie an takie propozycje, ułyszałam,że jest dorosła, a
                              > za chwilę znó, ze jak isę źle poczuje, to zawieźć ja do lekarza, jk pytam jak?
                              > kiedy mama nie chce

                              To może iść za tą radą i pomagać WYŁĄCZNIE wtedy kiedy mama poprosi o konkretną rzecz (podwiezienie do lekarza np.) i zaakceptuje tę pomoc? A w innych wypadkach po prostu dać jej spokój, wszak jest dorosła, ma wybór. Ciekawi mnie to co opisujesz jako uciekanie z domu. Z czyjego domu ona "ucieka" - ze swojego? Jeśli tak, to ma prawo wyjść i chodzić dopóki się nie uspokoi, zgłodnieje, zmarznie i stwierdzi, ze lepiej może do domu wrócić. Na siłę dorosłego do domu nikt nie przyprowadzi i policja w takich wypadkach też niechętnie szuka, bo to nie sprawa życia i śmierci, tylko głupiej formy obrażania się.

                              • zosia_1 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 27.08.14, 13:58
                                ale problem jest w tym, że mama nie prosi, mama każdą ofertę pomocy w jakiejkolwiek sprawie odrzuca, a nastęnie robi mega ielką awanture, ze nikt jej nie pomaga, a ona sama nie może, nie ma jak i ona przecież chciałą, jak sie jej skąłdało ofertę, tylko..... no właśnie nie w wiadomo dlaczego odmówiła, generalnie to nie wiadomo co chce ona, my powinniśmy wiedzieć, co chce a wydaje sie, że ona sama nie wiem o co jej chodzi i co chce.

                                uciekła z własnego domu, ale nie mogliśmy zostawić tak całej sprawy b o w domu była babcia wymagająca opieki a żadna z nas nie chciała zostać tam sama z babcią , bo bałyśmy sie mamy, jak sie okazało słusznie, bo jak przywiozła ja w końcu policja to za chwilę znów zaczęła sie awanturować, bić nas itp. W stanie bardzo islnego wzburzenia, znajdowała sie od 5 dni
                                • ola_dom Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 27.08.14, 14:06
                                  zosia_1 napisała:

                                  > ale problem jest w tym, że mama nie prosi, mama każdą ofertę pomocy w jakiejkolwiek
                                  > sprawie odrzuca, a nastęnie robi mega ielką awanture, ze nikt jej nie pomaga, a ona sama nie
                                  > może, nie ma jak i ona przecież chciałą, jak sie jej skąłdało ofertę, tylko..... no właśnie nie w
                                  > wiadomo dlaczego odmówiła,

                                  No i nic na to nie poradzisz. Już wiadomo, że mama nie umie się normalnie komunikować, więc trudno liczyć, żeby nagle zaczęła. Choć tak by się chciało i tak by było najlepiej dla wszystkich. Ale nie będzie i trzeba się z tym pogodzić. Nie pomożesz nikomu, nawet własnej matce, jeśli tego nie chce. I musisz, a przynajmniej warto, żebyś uzbroiła się w anielską cierpliwość i nie reagowała na pretensje mamy, że jej nie pomagacie, tylko cierpliwie czekała, aż to ona poprosi o pomoc. Może będzie tak, że jak nie będziecie jej proponować pomocy, to w końcu sama o nią poprosi? A jak nie - to nie, będzie narzekać, że nie pomagacie - ale i tak to przecież robi, czy chcecie pomagać czy nie. Więc przynajmniej "zasłużysz na opinię" :)
                                • aqua48 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 27.08.14, 14:33
                                  zosia_1 napisała:

                                  > ale problem jest w tym, że mama nie prosi,

                                  To nie narzucajcie się ze swoimi pomysłami, niech nauczy się prosić. Na pretensje odpowiadaj - nie prosiłaś. Tyle.

                                  mama każdą ofertę pomocy w jakiejk
                                  > olwiek sprawie odrzuca, a nastęnie robi mega ielką awanture, ze nikt jej nie po
                                  > maga, generalnie to nie wiadomo co chce ona, my powinniśmy wiedzieć, co chce

                                  Przestańcie się tak przejmować stanami emocjonalnymi mamy i jej absurdalnymi wymaganiami. Jak rozumiem awantury robi niezależnie od Waszych działań, i cokolwiek byście nie zrobili będzie źle, wobec tego powinna wreszcie ponieść konsekwencje swego zachowania.
                                  Prosi o pomoc, dobrze zgoda, za chwilę odmawia ok. Ale jeśli ponownie poprosi to odpowiadaj asertywnie: nie, mam własne życie i nie będę co chwilę na Twoje zawołanie. Proponowałam pomoc, odrzuciłaś, to teraz załatwiaj sobie sprawy inaczej, albo z kim innym - z ciotką sąsiadką, MOPS-em itp. A awantur nie wysłuchuj - wychodź. Odkładaj słuchawkę, nie otwieraj. Izoluj się.

                                  > uciekła z własnego domu, ale nie mogliśmy zostawić tak całej sprawy b o w domu
                                  > była babcia wymagająca opieki

                                  No, ale teraz babcia już z nią nie mieszka, więc może sobie uciekać do woli. Nie szukajcie jej, zgłoście ewentualnie dłuższą nieobecność na policję informując, że może brać leki psychotropowe i tyle.
                                  • zosia_1 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 27.08.14, 14:40
                                    staram sie izolowac, nie odbierałam teefonów więc przyszłą do pracy, sytuacja nieprzyjemna, b te swoje chore gadki, kłąmstwa mówiła w obecności mojego szefa, nie jestem odporna na jej sposób prowadzenei rozmowy, wiec jak wyszła dosłownie się tzręsłam, trudno sie w takiej sytuacji skupić na pracy
                                    • aqua48 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 27.08.14, 14:48
                                      zosia_1 napisała:

                                      > staram sie izolowac, nie odbierałam teefonów więc przyszłą do pracy, sytuacja n
                                      > ieprzyjemna, b te swoje chore gadki, kłąmstwa mówiła w obecności mojego szefa,

                                      Następnym razem kategorycznie oświadcz, że jesteś w pracy i rozmawiać z nią nie będziesz. Poproś aby Cię nie wołali kiedy matka przyjdzie, szefowi wytłumacz, że jest chora psychicznie, agresywna, ale odmawia leczenia i że absolutnie nie będziesz więcej z nią rozmawiać. Masz prawo odmówić rozmowy, a w przypadku (tfu, tfu) urządzenia Ci w pracy awantury po prostu wezwijcie policję. Musisz się wyzbyć wstydu, bo jej zachowanie nie jest Twoja wina i w żaden sposób za nie nie jesteś odpowiedzialna, a kilkukrotna awantura przy świadkach może wręcz wyjść na Ci na dobre, jeśli chodzi o opinię publiczna na temat Twojej matki.
                                      Wiem, że to co piszę może wydawać Ci się okrutne, i nieczułe, ale chyba nie ma innego rozwiązania abyś mogła skutecznie chronić własne zdrowie psychiczne i nie ulegała kolejnym manipulacjom chorej.


                                      • zosia_1 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 27.08.14, 15:12
                                        to co piszesz nie jest dla mnie okrutne, tylko akie "jazdy" odbierają mi siły, nie potrafię sie potem długo skupić na normalnym funkcjonowaniu i o to mi chodzi, ze nie potrafię przejść do porządku dziennego . Zbyt emocjonalnie do tego podchodzę, jak pisałam wcześniej tzręsa mi sie rece, nogi jak z waty, .
                                        Żadna sytuacja mnie tak nie wybija z rytmu i nie wzbudza takich emocji.
                                        Na terapii rozpoczęłam uświadamienie sobie , że muszę zaczną od myśli, które pierwsze uruchamiają isę w mojej głowie, i generuja emocje, lae jest to dla mnie mega trudne.

                                        Niew iem czy pisałąm wcześniej ale już od kilku miesięcymiaąłm syndromy seru pouazowego pojawiajace się tylko przy okazji spotkań z mamą

                                        • ola_dom Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 27.08.14, 15:21
                                          zosia_1 napisała:

                                          > to co piszesz nie jest dla mnie okrutne, tylko akie "jazdy" odbierają mi siły, nie potrafię sie
                                          > potem długo skupić na normalnym funkcjonowaniu i o to mi chodzi, ze nie potrafię przejść do
                                          > porządku dziennego . Zbyt emocjonalnie do tego podchodzę, jak pisałam wcześniej tzręsa mi
                                          > sie rece, nogi jak z waty, .
                                          > Żadna sytuacja mnie tak nie wybija z rytmu i nie wzbudza takich emocji.

                                          Trudno się dziwić, właściwie dziwne by było, gdybyś reagowała inaczej. Moim zdaniem właśnie na tym powinnaś się skupić - jak nauczyć się lepiej na to wszystko reagować. Chodzisz na terapię, masz gdzie poszukać pomocy? Nie znam się na tym aż tak dobrze, ale raczej nie poradzisz sobie sama, bez pomocy fachowca.

                                          > Niew iem czy pisałąm wcześniej ale już od kilku miesięcymiaąłm syndromy seru pouazowego
                                          > pojawiajace się tylko przy okazji spotkań z mamą

                                          Może właśnie na tym należałoby się skupić na terapii? Wydaje mi się, że akurat leczenie PTSD powinno być dość konkretne, sprawdziłam właśnie, że leczy się je także farmakologicznie - może choć na początku warto się tak wspomóc? No chyba, że już to robisz, wtedy zdaje się to być głównie kwestią czasu...
                                        • aqua48 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 27.08.14, 22:29
                                          zosia_1 napisała:

                                          > Niew iem czy pisałąm wcześniej ale już od kilku miesięcymiaąłm syndromy seru po
                                          > uazowego pojawiajace się tylko przy okazji spotkań z mamą

                                          Wcale mnie to nie dziwi, dlatego radzę Ci, żebyś skupiła się na sobie i swoim zdrowiu psychicznym i w tym celu odseparowała psychicznie od mamy, nie kontrolowała jej i przestała wreszcie czuć odpowiedzialność za jej zachowanie.

                                          Odradzam próbę załatwienia dla mamy ubezwłasnowolnienia - to jest bardzo trudne i ciągnie się długo, sądy nie chcą zgadzać się bez twardych dowodów, że chory człowiek stwarza zagrożenie, a przy Twojej konstrukcji psychicznej dodasz sobie tylko masę stresu i jeszcze więcej pretensji ze strony otoczenia.

                                          • ola_dom Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 27.08.14, 22:58
                                            aqua48 napisała:

                                            > Odradzam próbę załatwienia dla mamy ubezwłasnowolnienia - to jest bardzo trudne
                                            > i ciągnie się długo, sądy nie chcą zgadzać się bez twardych dowodów, że chory
                                            > człowiek stwarza zagrożenie,

                                            To niedobrze, w takiej sytuacji faktycznie nie jest to dobre rozwiązanie. A czy jest jakiś inny skuteczny sposób, żeby mama trafiła do jakiegoś ośrodka, gdzie będzie miała stałą opiekę? Nie wiem, czy musi być ośrodek zamknięty, czy jest jakieś inne wyjście?
                                            • aqua48 Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 27.08.14, 23:08
                                              ola_dom napisała:

                                              > A czy jest jakiś inny skuteczny sposób, żeby mama trafiła do jakiegoś ośrodka, gdzie
                                              > będzie miała stałą opiekę? Nie wiem, czy musi być ośrodek zamknięty, czy jest
                                              > jakieś inne wyjście?

                                              Przede wszystkim musi na to wyrazić zgodę, a autorka pisze, że nie wyraża. Może być wzięta do szpitala w stanie furii, ale i tam musi trafić na lekarza psychiatrę, który ją porządnie zdiagnozuje, dobierze odpowiednie leki i wytłumaczy konieczność ich regularnego brania. A Autorka pisze, że podczas takiego pobytu lekarze problem jej matki zbagatelizowali.

                                              • ola_dom Re: rzeczywistość mnie przerasta :-( 27.08.14, 23:14
                                                aqua48 napisała:

                                                > A Autorka pisze, że podczas takiego pobytu lekarze problem jej matki zbagatelizowali.

                                                No właśnie - dlatego pomyślałam o ubezwłasnowolnieniu, gdzie sprawą zajęliby się jacyś biegli specjaliści, niezwiązani ze środowiskiem, z którego - jak przypuszczam - pochodzi matka autorki.
                                                Ale nie mam doświadczenia w sądach, więc nie upieram się, że to najlepsze wyjście, zdaję sobie sprawę, że może to nie być tak łatwe, jak się chce wydawać.
    • ola_dom Ubezwłasnowolnienie? 27.08.14, 22:21
      Zosiu, a czy brałaś pod uwagę złożenie wniosku o ubezwłasnowolnienie mamy? Wiem, że to już drastyczna droga, ale może jedyna, żeby mama trafiła do zamkniętego ośrodka, gdzie będzie miała stałą opiekę, a Ty wreszcie trochę spokoju?
      Mama jest niebezpieczna dla siebie (próby samobójcze, ucieczki z domu, furia przez kilka dni z rzędu) i innych (bije Ciebie i babcię) - to nie jest kwestia rodzinnych awantur i trudnego charakteru, i może w końcu sąd weźmie to pod uwagę, skoro inne służby nie są w stanie - a raczej umywają rączki, bo to przecież niewygodna sprawa jest.
      • zosia_1 Re: Ubezwłasnowolnienie? 28.08.14, 09:01
        "a czy brałaś pod uwagę złożenie wniosku o ubezwłasnowolnienie mamy?" doradzali mi to bliscy, ale nie chce się tym zajmowac, nie mama siły, od hostorii ze szpitale mam dużo zaległosci w bieżących domowych sprawach i rodzinnych, bo tak jak pisałąm trudno mi wrócić do równowagi i brakuje mi siły i ochoty na cokolwiek.
        Nie wiem te do końca czy ubezwłasnowolnienie nie spowoduje, że będe odpowiedzialna za mamę, nie mieszkam z nią, nie wiem co zrobi, absolutnie nie chcę brać odpowiedzialności za to co robi.

        Zastanawiam się ciągle, czy to co robi, na ile jest to siłą zaburzenia, jakie ma zdiagnozowane, a na a ile jej własnego trudnego, charakteru. W tym przypadku widzę bardzo wyraźni, jak geny maja jednak duze znaczenie w zachowaniu człowieka, mama ma b. podobny charakter do jednego ze swoich rodziców.


        • ola_dom Re: Ubezwłasnowolnienie? 28.08.14, 09:07
          Wydawało mi się, że ubezwłasnowolnienie mogłoby pomóc umieścić mamę w szpitalu, jakimś ośrodku, gdzie miałaby stałą opiekę, a Ty nie musiałabyś się o nią ciągle martwić, ale aqua48 pisze, że nie jest to wcale łatwe, proste i oczywiste.
          • zosia_1 Re: Ubezwłasnowolnienie? 28.08.14, 09:28
            ja się o nią nie martwię, ja się martwię o siebie, i nie wiem, co zrobić, żeby zaczęła żyć swoim życiem i się od nas odczepiła, bo to co teraz robi,nijak sie ma do katolickich uczynków a Boga ciagle ma na ustach i nim się podpiera, jeszcze bardziej mnie tym przgnebiając).

            jestem traktowana jak właśnośc, ito jeszcze taką własność, o która sie nie dba, stawianie jakichkolwiek granic z mojej strony nie daje zadnych efektów.
            • ola_dom Re: Ubezwłasnowolnienie? 28.08.14, 09:42
              zosia_1 napisała:

              > ja się o nią nie martwię, ja się martwię o siebie,

              To miałam na myśli, nie do końca dobrze się wyrażając - jakby mama była w szpitalu pod stałą opieką, mogłabyś przestać o niej myśleć i martwić się, z czym znowu wyskoczy :)
              • zosia_1 Re: Ubezwłasnowolnienie? 28.08.14, 09:52
                byłąbym zobowiązana zajac ie jej domem, dostarczaniem jej różnych rzeczy typu środki czystości, ubrania itp, itd.
                Daje sobie radę wżyciu codziennym świetnie, tylko robi z sibeie ofairę biedna skrzywdzona pzrze los bo lubi być w centrum uwagi.

                Chce po prostu zając się sobą i swojąrodziną, zresztą samo ubezwłasnowolnienei zajmuje sporo czasu, nie mam juz ksąd wygospodarować tego czasu, nei mama już siły zajmować się mamą, próba pomocy kiedy była w szpitalu spowodowało, ze koztowało mnie to b. duzo nerw, siły i zdrowia a nic nie wskórałam.
                • zosia_1 Re: Ubezwłasnowolnienie? 28.08.14, 10:01
                  cytat z artykułu nt ubezwłasnowolnienia: "Koniecznie należy wiedzieć, że podstawą do ubezwłasnowolnienia może być jedynie dobro osoby, której proces ma dotyczyć. W żadnym wypadku nie mogą to być np. korzyści osobiste czy finansowe." Jak miałabym udowodnić, i przekonać, ze nie chodzi mi o mamy majątek , jej sliczny dom i ogród, kiedy sama mieszkam w małym mieszkaniu obciążonym kredytem, przecież wiadomo , że chodzi mi o kase i dom miałabym wzywać kogoś, zeby poświadczył moje słowa? kogo? ducha swiętego? mama nie ma zdiagnozowanej choroby psychicznej, tylko zaburzenie + jak to móiłą lekarka "trudny charakter"
                • ola_dom Re: Ubezwłasnowolnienie? 28.08.14, 10:07
                  zosia_1 napisała:

                  > Chce po prostu zając się sobą i swojąrodziną, zresztą samo ubezwłasnowolnienei zajmuje
                  > sporo czasu, nie mam juz ksąd wygospodarować tego czasu, nei mama już siły zajmować się
                  > mamą, próba pomocy kiedy była w szpitalu spowodowało, ze koztowało mnie to b. duzo
                  > nerw, siły i zdrowia a nic nie wskórałam.

                  Jasne rozumiem, to jakby oczywiste.
                  Może w tej sytuacji faktycznie najlepiej będzie zająć się intensywnie sobą, swoją terapią - być może uda Ci się nauczyć mniej reagować na mamę, może faktycznie jakaś farmakologia też byłaby pomocna (o ile jeszcze niczego nie bierzesz), a od mamy odciąć się, na ile się da. Tak jak pisała aqua48 - w pracy powiedzieć, jaka jest sytuacja, gdyby jeszcze kiedyś wpadła na pomysł, żeby tam Cię nachodzić.
                  Zostawić mamę samą - skoro i tak daje sobie radę, choć twierdzi inaczej, a do siebie jej nie dopuszczać, na ile to tylko możliwe.
                  Czy mąż jest w stanie jakoś tu pomóc? Niektórym pomaga kubeł zimnej wody na głowę, czy jakby ktoś porządnie na mamę huknął, opieprzył, gdy się tego nie spodziewa - nie ma szansy, żeby pomogło "przez zaskoczenie"? Choćby na chwilę?
                  To strasznie trudna sytuacja, nie wiem, na ile stanowczość mogłaby tu pomóc, choć może tak - bo jak piszesz, to jesteście dość ulegli wobec mamy, proponujecie pomoc, zawożenie do lekarza, etc. Nie wiem, czy tak faktycznie jest, ale tak odczułam z Twoich postów.
                  • aqua48 Re: Ubezwłasnowolnienie? 28.08.14, 12:41
                    Zosiu, daj sobie na razie spokój z pomysłami o ubezwłasnowolnieniu, staraj się skupić na sobie, nie na mamie. Granice trzeba umieć stawiać i być przede wszystkim bardzo konsekwentnym w działaniu ograniczającym komuś nie przyzwyczajonemu do tego, a nauczonemu manipulacji dostęp do swego życia. Trzeba być odpornym na żale, szlochy, a na ataki reagować jedynie wzywając lekarza..Trzeba też umieć spuszczać po sobie komentarze otoczenia jaką to złą i niewdzięczną osobą jesteś. Do takiej postawy chroniącej siebie i swoje życie jeszcze Ci daleko. Pracuj nad tym na terapii, i spróbuj myśleć o mamie jako o osobie dorosłej, której żadnej nie masz możliwości kontrolować, wobec czego nie możesz za nią odpowiadać, co wcale nie ma wpływu na Twoją wartość jako człowieka. Możesz być w oczach otoczenia "złą córką", a swoim i bliskich odczuciu ciepłą, życzliwą i bardzo wrażliwą osobą, która wykorzystała absolutnie wszystkie możliwości aby matce pomóc, niestety bez powodzenia. To jest możliwe i ja przynajmniej tak Ciebie widzę.
                    • zosia_1 Re: Ubezwłasnowolnienie? 29.08.14, 10:25
                      Dziękuję Wam za zainteresowanie się postem, ciągle potrzebuję potwierdzania przez innych, ze postępuję właściwie. Mąż mówi mało a rzeczowo, trudno go wciągnąć w rozmowy, ale potwierdza, ze to co robimy jest właściwe, i staramy sieę pomóc na ile to jest mozłiwe, na obecna chwilę nie jesteśmy nic w stanie zrobić, musimy ie nawet wycofać, żeby ochraniać własne zdrowie psychiczne. Do tego, niestety dochodzi juz niestety i pewna niechęć w stosunku do mamy w związku z jej ciągłymi , nieustającymi i niesprawiedliwymi atakami słownymi, a wcześniej z fizyczna agresją.
                      dzięki
                      • ola_dom Re: Ubezwłasnowolnienie? 29.08.14, 10:36
                        zosia_1 napisała:

                        > staramy sieę pomóc na ile to jest mozłiwe,

                        Może właśnie za bardzo się staracie. Mama się Wami bawi, bo czuje, że jesteście na każde jej zawołanie - a nawet bardziej, bo sami proponujecie pomoc, co mama zawsze może wykorzystać do swoich manipulacji.
                        Nie zdziwiłabym się, gdyby śmiała się za plecami z Was tak, jak z tamtego lekarza, którego naciągnęła na kasę.

                        > na obecna chwilę nie jesteśmy nic w stanie zrobić, musimy ie nawet wycofać, żeby ochraniać
                        > własne zdrowie psychiczne.

                        Wręcz musicie to zrobić. Wasze dotychczasowe działanie nie poprawiło ani stanu zdrowia mamy, ani wzajemnych relacji - więc pora coś zmienić. Najlepiej zadbać o siebie, czas najwyższy.
                        • paris-texas-warsaw Re: Ubezwłasnowolnienie? 30.08.14, 12:34
                          Twoje posty są chyba mi najbliższe z bardzo wielu o rodzicach, które tu czytałam. Moja mama nie była nigdy osobą tak agresywną fizycznie jak Twoja, jednak podobnie niezrównoważoną, akurat jej działania miały/mają bardziej formę histeryczną niż agresywną. Mimo tej różnicy zdziwiłam się jak bardzo wiele nawet szczegółów jest zbieżnych w zachowaniu tych osób, a pewnie i w ich skutkach. Może dzięki temu, że opisałaś konkretne zdarzenia te analogie są dla mnie dostrzegalne.
                          To czego nie znosiłam u mamy w dzieciństwie i we wczesnej młodości, to to „wychodzenie z problemami” poza dom, angażowanie „całej wsi”, skarżenie się. Nigdy nie wiedziałam, gdzie się ze swoimi pretensjami / pomysłami pojawi. Jako dziecko było to dla mnie bardzo ciężkie, bo jak większość dzieci nie chciałam na sobie skupiać uwagi, zwłaszcza negatywnej i być piętnowana za jakieś zachowania, które nawet jak faktycznie miały miejsce, to były wynikiem całego rodzinnego układu. Za mamy audytorium robili moi nauczyciele, katechetka, mamy przyjaciółek, ostatni raz zadzwoniła chyba kiedyś do dziekanatu (!), jak byłam studentką. Dlatego myślę, że rozumiem, co możesz przeżywać odbierając telefony od różnych kobiet ze wsi i z całego serca współczuję Ci wizyty mamy u Ciebie w pracy. Ja przyzwyczajona do mamy zachowań w dzieciństwie przy zaczynaniu życia zawodowego nie udzielałam jej nigdy odpowiedzi na pytania, gdzie pracuję. Skarżyła się na to nawet w rodzinie, ale inne osoby słysząc, że ja nie chcę jej podać takich informacji, mówiły, że musza uszanować moją wolę i nie mogą jej tego powiedzieć. W moim dzieciństwie mama wydzwaniała też do pracy mojego taty, a także zrobiła jakąś akcję w pracy kogoś z rodziny, więc mogłam czerpać z doświadczenia innych i się na to przygotować.
                          Faktycznie takie działania jak agresywne napaści, nie mówiąc o wizytach z awanturą w pracy, gdzie pewnie chcesz uchodzić za zwyczajnie dobrego pracownika mają moc wyzwalania takich emocji, że można się nabawić czegoś w rodzaju PTSD. Generalnie jest to bardzo nerwicogenne, podwyższa czujność i poziom lęku, ja do dziś nie przepadam za niespodziankami;). Myślę, że tym, co może pomóc jest dbanie na tyle na ile się da o własną „bezpieczną od mamy” przestrzeń. Tak jak ofierze gwałciciela nie serwuje się spotkań ze zboczeńcem, tak ja starałam się to osiągnąć np. poprzez wybranie miejsca zamieszkania, nieinformowanie o wielu moich prywatnych i zawodowych posunięciach, etc. Teraz jestem znacznie silniejsza niż kiedyś i na pewne „wyskoki” pewnie reagowałabym inaczej, jednak Tobie na świeżo radziłabym się izolować jak tylko można. Aż dojdziesz do siebie, nabierzesz dystansu, a razem z nim siły, by pewnych zachowań mamy nie brać do siebie, lu świadomie na nie reagować.
                          Piszesz o jakiejś próbie samobójczej mamy i to tez może być źródłem dużego stresu, że „trzeba” być w razie czego w gotowości. Moja mama, gdy byłam w dzieciństwie wielokrotnie dzwoniła do jednej z bliskich osób, żeby ta przyjeżdżała, bo się zabije, bo nie wytrzyma, etc. Ta osoba przyjeżdżała pokonując dość duży dystans, dodatkowo działała pod pewną wewnętrzną presją, bo w jej otoczeniu ktoś popełnił samobójstwo. Jednak sama miała małe dzieci, wytrącało ją to z równowagi, a i tak po jej przyjeździe okazywało się, że nic tak strasznego się nie dzieje. Już jak byłam dorosła ta osoba powiedziała mi, że sama poszła po poradę do psychologa w tej sprawie i on radził, powiedzieć przy następnym telefonie, że nie przyjedzie. Tak się stało, mama się nie zabiła, a jedynie obraziła na tę osobę. Jeśli takie postępowanie byłoby dla Ciebie za trudne, to można przy takim telefonie powiedzieć, że Ty nie przyjedziesz, bo nie jesteś profesjonalistą, ale natychmiast wzywasz karetkę pogotowia i patrol policji, które to instytucje powołane są do pomocy osobom z problemami. Można sobie zdać sprawę, że w razie faktycznej potrzeby, to oni lepiej zadziałają niż Ty.
                          Patrząc z pewnego oddalenia, to oczywiste jest, że takie osoby jak Twoja (czy moja też) mama sa bardzo nieszczęśliwe, targają nimi sprzeczne emocje. Pisałaś w poprzednim wątku, że mama ma BPD, teraz, że jednak nie jest zdiagnozowana, że ma rentę z powodu depresji, że bliższych informacji w zasadzie nie masz. Widać, że własne zachowania muszą taką osobę też bardzo męczyć, ale żeby z tego wyjść trzeba by się samemu za siebie wziąć. Opisując pobicie babci mi osobiście się wydaje, że jakąś faktyczną pomocą w tamtym momencie mogłoby być zawiezienie babci na obdukcję i złożenie przez babcię zgłoszenia pobicia. To działanie wg mnie byłoby faktycznym postawieniem granic, o którym pisze Pani Agnieszka. Nie pomogłoby na stan psychiczny mamy od razu, ale być może spowodowałoby, że poważniej wzięłaby się za swoje leczenie, widząc, że może ponieść konsekwencje swoich działań. Jak się na to patrzy, to tak jak babcia jest ofiarą pobicia, tak mama jest pewnie ofiarą niestawiania przez babcię jakichkolwiek granic. Może babcia była od dzieciństwa nadopiekuńczą, pozwalającą na wiele matką, i obecny stan też jest jakimś wynikiem tego. Moja mama właśnie w takim układzie była ze swoja matką, a moją babcią. W wieku dorosłym natomiast, kiedy taka matka wie, że dziecko ma problemy psychiczne, pewnie wie, że jest kimś kto najbardziej to swoje dziecko kocha i nie jest w stanie wystąpić przeciw niemu, choćby to mogło się przyczynić do poprawy. To oczywiście luźne interpretacje, nie nam pewnie oceniać.
                          Gdzieś pojawił się pomysł ubezwłasnowolnienia mamy. Ja tak jak Ty uważam, że z Twojego punktu widzenia jest to zupełnie bez sensu, jednak dodałabym, że wg mnie stan mamy zupełnie nie jest stanem, który byłby powodem ubezwłasnowolnienia. To nie jest stan, w którym nie umie ona kierować się swoim dobrem, zawierać umów, dawać sobie rady z codziennością. Ubezwłasnowolnienie raczej dotyczy innych stanów, takich jak niesprawności umysłowe (czy jak to się teraz poprawnie politycznie nazywa), silne choroby psychiczne, otępienia, demencje, etc. Zachowania agresywne mamy to wg mnie obczytanej w polecanych na forum Bradshawach i Mellodych, to jakieś rodzaje acting outów, bardzo przykrych, bo w formie ostrych agresywnych zachowań, ale przy zachowaniu świadomości, bo krew powoduje zmianę sposobu zadawania agresji, a przy policji działania te natychmiast ustają. Może pomocne jest uświadomienie sobie, że takie agresywne zachowania to tez rodzaj pewnego rodzaju ucieczki od własnych problemów psychicznych, rodzaj mechanizmu obronnego takiej agresywnej osoby i faktycznie nie trzeba tego „brać do siebie” (to w teorii;)). Też nie wiem, czy to dobrze oceniam, może Twój psycholog cos Ci na ten temat powie, jeśli będziesz chciała.
                          To co ja bym robiła, bo sama robię, to chodzenie na terapię, właśnie dochodzenie jakie emocje powodują takie mamy wyskoki i tez wg mnie, czemu pewne działania podejmujesz czy podejmowałaś. Czyli pewnie tak klasycznie – jakiś strach, złość, wstyd i chęć zniwelowania tego. Stąd można wg mnie się zastanowić, po co faktycznie wypytywałaś personel medyczny co jest mamie i się na niego tu skarżysz (pewnie wiesz, jak działa tajemnica lekarska i psychiatryczna, że oni pomagają tylko mamie, i w jej stanie mogą działać tylko w ramach przez nią dopuszczonych. Tu nachodzi mnie refleksja, że w Twoim obecnym położeniu ta tajemnica psychiatryczna pewnie i Ciebie chroni, bo gdybyś mogła pewnie poczytać zapis wywiadów z mamą na temat np. jej postrzegania Ciebie czy babci, może jeszcze większe kłębowisko emocji by się pojawiło). Tak samo bym zastanowiła się, czemu DLA CIEBIE ma służyć skarga do RPP, że ktoś nie przyjechał, czy coś zignorował. Czy to tylko jakaś np. próba zapanowania nad rzeczywistością. Może nie, może tak, może wiele się za tym kryć, pytanie tylko, czy nie szkoda na to energii.
                          • paris-texas-warsaw Re: Ubezwłasnowolnienie? 30.08.14, 12:36
                            Dodam jeszcze, że chyba z czasem człowiek wychodzi z tego strachu, co będzie, mama umrze czy nie, itp. Jak jakiś czas temu moja mama była w szpitalu („poważny” oddział i schorzenie), oczywiście zadzwoniła tez do mnie jej jakaś koleżanka, żebym pomagała, i w końcu się tam pojawiłam, znowu coś usłyszałam, jakieś pretensje i czemu coś mówię, bo przecież ona „mogła umrzeć”. Pamiętam swoją odpowiedź, że „czemu to ona coś mówi, skoro przecież to ona mogła umrzeć”. Do dziś ta odpowiedź mi się podoba;) Przeżyła, żyje.
                            Dodam na koniec, że ilość takich analogii w Twoich opisach mnie bardzo zdziwiła, nawet ta z kościołem i oszukaniem lekarza, który dał kilka złotych na powrót. Moja mama tez uwielbiała zawsze się powoływać na jakieś zasady wiary etc, ale nie przeszkodziło jej to np. uciekać, gdy miała zapłacić kilka złotych za jakiś przejazd turystycznym busikiem. No, jak dla mnie odlot, mnie przy tym na szczęście nie było, znam to z czyjejś relacji.
                            Trzymaj się, nie daj się telefonom obcych ludzi, ani strachowi, co się może jeszcze wydarzyć. Odpoczywaj sobie i zajmuj się sobą, bo na razie to wszyscy zajmowali się mamą (bez widocznych pozytywnych skutków zresztą), a nikt Tobą.
                      • miedzymorze Miej odwage być ZŁA i samolubna :) 30.08.14, 22:43
                        Moim skromnym zdaniem, jeśli zachowania bliskiej osoby nas ranią, to mamy prawo przed nimi się bronić, nawet jeśli wynikają z choroby. Zasoby współczucia/cierpliwości/miłosierdzia nie są niewyczerpane, i jeśli czujesz że skrobiesz po dnie, to pora powiedzieć dość, z prostej przyczyny - żeby ratować siebie. Napisz sobie na kartce 'MAMA ŚWIETNIE SOBIE RADZI I NIE POTRZEBUJE MOJEJ POMOCY' , przeczytaj parę razy na głos, i zapodawaj ten tekst wszystkim stroskanym wścibskim babsztylom. Niech mąż przejmie odbieranie telefonu domowego /Twojej komórki i mówi pytalskim, że wyszłaś albo źle się czujesz i śpisz, pyta czy coś ważnego przekazać, jak nie - do widzenia. Niech cię poochrania - a Ty się schowaj i nabieraj sił. Skoro Twoje starania sa lekceważone i nieskuteczne - nie warto tracić na to siły. Zrobiłaś jedną fantastyczną rzecz - zadbałaś o bezpieczeństwo babci, która w domu opieki powinna być chroniona przed bezpośrednią agresją mamy. Resztę sobie odpuść. Jeśli myśl o odpuszczenia na stałe jest zbyt trudna - odpuść na miesiąc co najmniej, a najlepiej do końca roku. Zajmij się tym co lubisz, wyszoruj chałupę, zrób coś dla siebie. Mama sobie poradzi, tylko będzie się ciskać, że jej zniknęła jedna osoba do manipulowania. Ty i Twoja rodzina (mąż i dzieci (?)) na pierwszy plan, mama i jej jazdy - na zaplecze.
                        powodzenia ;)

                        pozdr,
                        mi

                        ps A jak masz wolne 30 zł to kup sobie Biegnącą z Wilkami ;)
Pełna wersja