bibina
25.08.14, 12:54
Jestem u rodziców z dziećmi na wakacjach, na co dzień dzieli nas z 1500 km, więc rzadko się widzimy. Przywożę u dzieci, żeby miały kontakt z dziadkami, a jest to fajny kontakt. Jednak relacje między mną a ojcem oraz nim a mamą są okropne. Skisła atmosfera. Ojciec nie uznaje, że jako pijący z 20 lat alkoholik narobił nam dużo krzywdy. Powiedziałam mu o tym, on idzie w zaparte, zaprzecza. Nie pije od dekady, ale nie był leczony. W dużej części mu przebaczyłam i odpuściłabym indagowanie go o te przeszłe sprawy, bo to nieskuteczne. Sęk w tym, że to ciągle zatruwa nasze obecne relacje. Ja po prostu nie mogę udawać, że nic się nie stało, to w końcu kawał mojego życia. Ojciec jest krytyczny wobec wielu moich obecnych zachowań (a to jak wyglądam, jak wychowuję dzieci). No i kit z tym, mogę jednym uchem wpuścić, drugim wypuścić. Jednak jego krytyka bywa napastliwa i mściwa, np. 'nie odwiozę cię z dzieckiem na stację, bo ten twój wyjazd to głupi pomysł, a głupi bo przyjechałaś do rodziców a jedziesz nie wiadomo po co (no tak, na 20 dni pobytu 24 godziny spędzę poza domem rodziców - to ci przestępstwo), zawsze chciałaś mieć tylko atrakcje, zawsze cię nosiło (zaczynam się denerwować w myślach: no ojciec, każdego by nosiło, gdyby miał taki klimacik w domu)... Wiecie, eskalacja - i w tym momencie dobrze byłoby dla mnie nie ciągnąć wątku, niech się ojciec wygada....Ale ze mnie ciągle wychodzi dziecięce pragnienie naprawy relacji z ojcem oraz zwykłe pragnienie sprawiedliwości, więc mówię, że tak mi przykro, że słyszę od niego niewiele życzliwych słów, że w ogóle atmosfera w domu jest napięta... emocje się huśtają i kiedy mówię, że zaciążył na tym wieloletni alkoholizm, ojciec zaczyna być wulgarny w stylu 'przestań pier...lić', co kończy się moim krzykiem, że chętnie dałabym mu w mordę. Żenada.
Gdzieś przeczytałam, że przebaczenie to m.in. zgoda na to jak jest teraz. Trudno mi przyjąć, że w relacji z ojcem będzie po prostu wieczny suchar i skała. Chyba że on wejdzie na jakiś poziom refleksji nad sobą. Wydaje mi się, że ja zrobiłam już dużo, m.in. przeszłam terapię. Tyle że czasami wracam do starych błędów, bo człowiekiem jestem.
Generalnie cieszę się, że te wakacje mimo wszystko udaje się spędzać wesoło, w oderwaniu od problemów ojca. W porównaniu z przeszłymi latami jest postęp. A na przyszłość pewnie dobrze będzie pomyśleć, byśmy się spotykali wakacyjnie na jakimś bardziej neutralnym terenie.
Wypisałam się, podzieliłam. Jeśli ktoś ma refleksje, proszę bardzo.