akanka
26.08.14, 12:22
Syn ma niespelna 18 lat.
Sytuacja z niedzieli. Pora obiadu, wolam, syn krzyczy ze on jesc nie bedzie, na pytanie czemu, bo zup on nie lubi, ziemniakow tez nie wiec drugiego tez nie zje, a jak powiedzialam ze zostal ryz z kurczakiem z wczoraj i mu odgrzeje, dowiedzialam sie ze odgrzewanych tez nie bedzie jadl. Nie pierwsza taka sytuacja, ale nie o tym chcialam. Po obiedzie syn zostal sam w domu, my wyszlismy do znajomych. Wieczor, po powrocie, w kuchni nic nie ruszone, czyli mlody nie oderwal sie od komputera i nic nie zjadl... mlodszy syn prosi o kakao z bita smietana do kolacji (w sobote na zakupach poprosil o bita smietane- kupilam duzy spray). Zrobilam kakao, wyciagam puszke z lodowki a ona pusta, wolam najstarszego, no zjadl, bo mial ochote, troche tylko zjadl, dla niego cala puszka to tylko troche, nie mial checi na obiad ani na kolacje ani wogole nic jesc i mam sie odczepic, odwalic i nagle wielka awantura, ze mu zaluje cukru, padaja przeklenstwa on q@a ma nas w dupie, wszystko ma w dupie i mamy sie q@a odp@dolic. Maz uslyszal ze jest ostatnim dupkiem i nastapilo trzasniecie drzwiami.
Kwestia bitej smietany to kropla w morzu, tak jest ze wszystkim slodkim co kupie, dwojka mlodszych zje troche i zostawi sobie na pozniej, zawsze pomysli ze nie sa sami i nie powinni zjesc calosci sami, chyba ze dostali imiennie i wiedza ze np cala tabliczka czekolady jest ich, a i tak nie zjedza na raz, najstarszy robi przeglad szaf i wyjada wszystko co slodkie, nawet jak dostal swoja tabliczke czekolady i ja zjadl i zje rowniez to co jego bracia zostawili sobie na pozniej, zostawiajac papierek tak zeby nie bylo widac ze jest puste, dlatego bardzo sporadycznie kupuje cos slodkiego, a jesli juz to wafelka dla kazdego, zeby nie zostawalo. To jest meczace, bo nie jestem w stanie kupic czegos z wyprzedzeniem np na przyjscie gosci.
Najstarszy syn jest agresywny, od dziecka byl nadpobudliwy, jak tylko cos jest nie po jego mysli to sie wscieka. Jesli wszystko jest po jego mysli, niczego sie od niego nie chce i nie wymaga, spelnia sie zachcianki to jest cudowny, ale juz prosba zeby poszedl po chleb potrafi wywolac mega awanture, bo jemu sie nie chce, on jest zajety, teraz gra, za chwile tez bedzie gral, a jak przestanie to sklepy i tak beda zamkniete, wiec nalezy sie od niego odp@dolic.
Z reguly po takich akcjach daje mu czas na ochloniecie i ide do niego zeby porozmawiac, z reguly slysze ze to ja mam problem nie on, ze on sie na swiat nie prosil, ze zaluje ze jestem jego matka, nie moze sie doczekac kiedy sie juz wyprowadzi itp. Uderza w punkty ktore bola.
Ja slucham, mowie, tlumacze, opowiadam, o uczuciach, wzajemnych relacjach, zaleznosciach. Spokojnie, staram sie dotrzec do tego co jest glebiej, nie zawsze mi sie udaje, ale czesto tak, to nie rozwiazuje problemow, ale pokazuje mi ze w tym czlowieku sa ciagle jeszcze jakies gleboko schowane uczucia. Problematyka zlozona wielokrotnie, nie o tym teraz.
Takie akcje mecza mnie psychicznie, wysysaja ze mnie sily, rozstrajaja mnie na kilka dni.
Ale taka rozmowa jest dla mnie niejako zakonczeniem sprawy, ja juz potem nie wracam do tego. Maz uwaza ze jego zachowanie to brak ponoszonych konsekwencji, ja sobie pogadam, on sobie poslucha i wszystko wraca do normy, moze dalej robic co chce. W zwiazku z czym stwierdzil, ze skoro dupek placi za prad i internet to syn ma sie od tego odessac i nie korzystac z komputera, na czas nieokreslony "skoro zachowuje sie jak gowniarz, to bedzie traktowany jak gowniarz i zakaz ma az nie zastanowi sie nad swoim zachowaniem i nad tym ze nie gryzie sie tych ktorzy go karmia"
Ja uwazam ze karanie nie ma sensu, zawsze staralam sie i staram rozmawiac, maz ma inne podejscie i choc ostatecznie zawsze bylo bez kar tylko rozmowa, to jednak rodzi to konflikty miedzy nami, w tym momencie maz jest wsciekly na najstarszego, ale tez na mnie, ze pozwalam mu na wszystko, nie ma zadnych konsekwencji i moze hrabia robic co mu sie podoba, ze jest szara eminencja i w domu rzadzi.
Ja juz sama nie wiem, mam wrazenie ze moje metody wychowawcze sa nieskuteczne, jest jeszcze dwoch mlodszych synow, wiec jesli trzeba je zmienic to moze im pomoge.
Moze maz ma racje...