Mlody dorosly- konsekwencje

26.08.14, 12:22
Syn ma niespelna 18 lat.
Sytuacja z niedzieli. Pora obiadu, wolam, syn krzyczy ze on jesc nie bedzie, na pytanie czemu, bo zup on nie lubi, ziemniakow tez nie wiec drugiego tez nie zje, a jak powiedzialam ze zostal ryz z kurczakiem z wczoraj i mu odgrzeje, dowiedzialam sie ze odgrzewanych tez nie bedzie jadl. Nie pierwsza taka sytuacja, ale nie o tym chcialam. Po obiedzie syn zostal sam w domu, my wyszlismy do znajomych. Wieczor, po powrocie, w kuchni nic nie ruszone, czyli mlody nie oderwal sie od komputera i nic nie zjadl... mlodszy syn prosi o kakao z bita smietana do kolacji (w sobote na zakupach poprosil o bita smietane- kupilam duzy spray). Zrobilam kakao, wyciagam puszke z lodowki a ona pusta, wolam najstarszego, no zjadl, bo mial ochote, troche tylko zjadl, dla niego cala puszka to tylko troche, nie mial checi na obiad ani na kolacje ani wogole nic jesc i mam sie odczepic, odwalic i nagle wielka awantura, ze mu zaluje cukru, padaja przeklenstwa on q@a ma nas w dupie, wszystko ma w dupie i mamy sie q@a odp@dolic. Maz uslyszal ze jest ostatnim dupkiem i nastapilo trzasniecie drzwiami.
Kwestia bitej smietany to kropla w morzu, tak jest ze wszystkim slodkim co kupie, dwojka mlodszych zje troche i zostawi sobie na pozniej, zawsze pomysli ze nie sa sami i nie powinni zjesc calosci sami, chyba ze dostali imiennie i wiedza ze np cala tabliczka czekolady jest ich, a i tak nie zjedza na raz, najstarszy robi przeglad szaf i wyjada wszystko co slodkie, nawet jak dostal swoja tabliczke czekolady i ja zjadl i zje rowniez to co jego bracia zostawili sobie na pozniej, zostawiajac papierek tak zeby nie bylo widac ze jest puste, dlatego bardzo sporadycznie kupuje cos slodkiego, a jesli juz to wafelka dla kazdego, zeby nie zostawalo. To jest meczace, bo nie jestem w stanie kupic czegos z wyprzedzeniem np na przyjscie gosci.
Najstarszy syn jest agresywny, od dziecka byl nadpobudliwy, jak tylko cos jest nie po jego mysli to sie wscieka. Jesli wszystko jest po jego mysli, niczego sie od niego nie chce i nie wymaga, spelnia sie zachcianki to jest cudowny, ale juz prosba zeby poszedl po chleb potrafi wywolac mega awanture, bo jemu sie nie chce, on jest zajety, teraz gra, za chwile tez bedzie gral, a jak przestanie to sklepy i tak beda zamkniete, wiec nalezy sie od niego odp@dolic.
Z reguly po takich akcjach daje mu czas na ochloniecie i ide do niego zeby porozmawiac, z reguly slysze ze to ja mam problem nie on, ze on sie na swiat nie prosil, ze zaluje ze jestem jego matka, nie moze sie doczekac kiedy sie juz wyprowadzi itp. Uderza w punkty ktore bola.
Ja slucham, mowie, tlumacze, opowiadam, o uczuciach, wzajemnych relacjach, zaleznosciach. Spokojnie, staram sie dotrzec do tego co jest glebiej, nie zawsze mi sie udaje, ale czesto tak, to nie rozwiazuje problemow, ale pokazuje mi ze w tym czlowieku sa ciagle jeszcze jakies gleboko schowane uczucia. Problematyka zlozona wielokrotnie, nie o tym teraz.
Takie akcje mecza mnie psychicznie, wysysaja ze mnie sily, rozstrajaja mnie na kilka dni.
Ale taka rozmowa jest dla mnie niejako zakonczeniem sprawy, ja juz potem nie wracam do tego. Maz uwaza ze jego zachowanie to brak ponoszonych konsekwencji, ja sobie pogadam, on sobie poslucha i wszystko wraca do normy, moze dalej robic co chce. W zwiazku z czym stwierdzil, ze skoro dupek placi za prad i internet to syn ma sie od tego odessac i nie korzystac z komputera, na czas nieokreslony "skoro zachowuje sie jak gowniarz, to bedzie traktowany jak gowniarz i zakaz ma az nie zastanowi sie nad swoim zachowaniem i nad tym ze nie gryzie sie tych ktorzy go karmia"
Ja uwazam ze karanie nie ma sensu, zawsze staralam sie i staram rozmawiac, maz ma inne podejscie i choc ostatecznie zawsze bylo bez kar tylko rozmowa, to jednak rodzi to konflikty miedzy nami, w tym momencie maz jest wsciekly na najstarszego, ale tez na mnie, ze pozwalam mu na wszystko, nie ma zadnych konsekwencji i moze hrabia robic co mu sie podoba, ze jest szara eminencja i w domu rzadzi.
Ja juz sama nie wiem, mam wrazenie ze moje metody wychowawcze sa nieskuteczne, jest jeszcze dwoch mlodszych synow, wiec jesli trzeba je zmienic to moze im pomoge.
Moze maz ma racje...
    • mantis_after_dinner Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojego pro 26.08.14, 12:31
      blemu?

      Przy takich objawach:
      "i nagle wielka awantura, ze mu zaluje cukru, padaja przeklenstwa on q@a ma nas w dupie, wszystko ma w dupie i mamy sie q@a odp@dolic. Maz uslyszal ze jest ostatnim dupkiem i nastapilo trzasniecie drzwiami."

      Twoj problem to:
      "To jest meczace, bo nie jestem w stanie kupic czegos z wyprzedzeniem np na przyjscie gosci."

      To jak dla mnie macie jakos dziwnie poustawiane priorytety, a najstarszy sie jedynie dostosowal.

      dziekuje za uwage
      • zuzi.1 Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 12:55
        Mysle, ze w stosunku do najstarszego syna lepiej sprawdza sie metody wychowawcze proponowane przez meza. Za takie teksty na jakie mlody sobie pozwala odcielabym domowy internet na kilka m-cy i podjelabym nad chlopakiem prace aby nauczyc go uczestniczenia w zyciu rodzinnym, obowiazkach domowych, zakupach, przygotowywaniu obiadu, sprzataniu po nim, sprzataniu wspolnym domu itp. Ten mlody czlowiek nie ma postawionych zadnych granic, robi co chce, pozwala sobie na obrazanie rodzicow i ponosi zero konsekwencji za swoje zachowania. Zacznijcie syna szybko wychowywac bo za rok czy dwa po jego powrocie do domu bedziecie oboje stac na bacznosc i obawiac sie konfrontacji z wlasnym dzieckiem. Temu chlopcu brakuje zasad domowych i realnego wychowywania, Twoje tlumaczenia wplywaja mu jednym uchem a wyplywaja drugim i sa nieskuteczne, w jego przypadku konsekwentne spokojne tlumaczenia powinny zostac polaczone ze wzmozonymi wymaganiami i konsekwencjami nie wywiazywania sie ze zobowiazan. Na razie jako rodzice tego najstarszego ' dajecie ciala', a mlodsi patrza na to i wyciagaja wnioski...
      • jesienna.nuta Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 12:56
        Jesteś niewydolną wychowawczo matką, całkowicie dysfunkcyjną. Wychowałaś leniwą, głupią, aspołeczną jednostkę z którą za chwilę będziesz miała dużo większe problemy. Twój syn się kiedyś wyprowadzi? A kto będzie utrzymywał takiego lenia i chama?! Kto takiego do jakiejkolwiek pracy przyjmie? Twój mąż ma rację i dziwię się, że jeszcze tego nie zrozumiałaś. Bez urazy, guzik mnie obchodzą teorie i problemy głupiej matki, ale obchodzi mnie, że za chwilę ten strup, którego wychowałaś spadnie na barki społeczeństwa.
        • sebalda Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 13:08
          Czy syn był kiedykolwiek diagnozowany z powodu nieopanowanej potrzeby cukru i agresji. To mogą być objawy jakichś zaburzeń.
          Jestem zwolenniczką rozmawiania i partnerskiego traktowania dzieci i zawsze mi się to sprawdza, tutaj jednak są poważne problemy i jeśli nie odpowiada za nie choroba syna, jednak wyjątkowo posłuchałabym męża i późno, bo późno, ale zaczęła wprowadzać konsekwencje tego typu zachowań. I nie o zjedzone czekolady chodzi, ale o kompletny brak szacunku dla członków rodziny.
          Mimo wszystko jestem skłonna uważać, że to jednak może być problem somatyczny. Wypowiedziami takimi jak Jesiennejnuty się nie przejmuj, niektórym sprawia przyjemność wylewanie pomyj na innych.
          • zuzi.1 Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 13:19
            Ponadto zgadzam sie z sebalda, zrob mlodemu komplet badan w tym poziom najwazniejszych mikroelementow, zbadaj poziom wit D w organizmie, kup mu kwasy omega do przyjmowania skoncentrowana dawka, wowczas moze sie uspokou. Poczytaj w necie co moze byyc przyczyna takiego wzmozonego zapotrzebowania na cukier i w miare mozliwosci puknuj aby sie syn zdrowo odzywial, tj. sniadanie, ibiad i kolacja koniecznie powinien jesc, a nie zadnezapychacze zamiast, w postaci bitej smietany. Gdy zje zdrowy pelnowartosciowy obiad wowczas ochota na zapychacze powinna byc mniejsza.
            • pade Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 13:23
              Zuzi! Jak Ty sobie wyobrażasz pilnowanie 18-latka??
              • zuzi.1 Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 13:32
                Pade, to taki troche skrot myslowy byl, wiadomo, ze to nie kilkulatek i nie da sie go upilnowac. Ale najlepiej konsekwentnie tlumaczyc mu sens jedzenia normalbych pisilkow, zeby lepiej zrozumial moze warto zabrac go do jakiegos dobrego dietetyka, najlepiej faceta, ktiry wyjasni mu jak jedzenie wplywa na funkcjonowanie organizmu, na odpornosc i sile itp. Ponadto nie kupowac slodyczy i innych zapychaczy, dzieki czemu moze zje normalne posilki zamiast czegos slodkiego czy niezdrowego.
          • akanka Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 13:34
            Syn nigdy nie byl diagnozowany na nic poza alergiami wziewnymi, sprobuje cos pogooglac w tym kierunku bo nie przyszlo mi do glowy, ze to moze byc objaw czegos. Kiedys probowalam rozmawiac z lekarzem na temat bardzo monotonnej i ograniczonej diety ktora ma syn, ale lekarz nie widzial problemu skoro dziecko jadlo a zelazo bylo w normie. Syn nie je owocow zadnych, wogole, z warzyw cos mu wepchne do obiadu jak ma dobry humor, jak ma zly to proby wepchniecia koncza sie nie zjedzeniem objadu wcale. Jedynie co to syn je orzechow duzo, jak tylko kupie jakies, to kilogram na jedno posiedzenie zje. Probowalam rozmawiac z nim o jakiejs terapii ale on nie wyraza checi, uwaza ze on nie ma problemow. Ja szukajac w internecie jakichs wskazowek znalazlam zespol Aspergera, w ktorym moglabym cos rozpoznac, ale nie wszystko. Glownie chodzi o kontakt z ludzmi, syn jest samotnikiem, nie wychodzi z domu, nie spotyka sie z nikim, a wszelkie od lat proby rozmowy na ten temat kwituje, ze on nie lubi ludzi i nie czuje potrzeby sie z nimi spotykac.
            • differentview Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 14:10
              akanka napisała:
              > Glownie chodzi o kontakt z ludzmi, syn jest samotni
              > kiem, nie wychodzi z domu, nie spotyka sie z nikim, a wszelkie od lat proby roz
              > mowy na ten temat kwituje, ze on nie lubi ludzi i nie czuje potrzeby sie z nimi
              > spotykac.

              czyli tylko szkola i granie na kompie w domu? cos jeszcze lubi robic? mysle, ze syn moze miec o wiele wieksze emocjonalne problemy i stad ta frustracja, ktora wyladowuje na Was, no bo na kim ma wyladowac skoro z nikim kontaktu nie ma; to nie jest normalne, ze 18 latek nie ma zadnych spolecznych wiezi, grupy przyjaciol, znajomych, dziewczyny, nikogo? moze w tej sytuacji fakt, ze czepiacie sie bitej smietany podczas gdy on ma jakies zupelnie podstawowe trudnosci w spolecznym funkcjonowaniu wywoluje w nim furie?
        • allegra1002 Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 13:12
          Też jestem skłonna przyznać rację poprzedniczce, z tym że nie tylko Ty tak (nie)wychowałaś syna a zrobiliście to wspólnie z mężem.Syn ma prawie 18 lat, trochę późno na zasadnicze zmiany pedagogiczne.Metoda "wychowawcza" męża też nie wydaje mi się skuteczna .W/g mnie nie ma nic gorszego gdy dzieciak słyszy : to moje!, ja za to płacę, ja na to pracuję! itp. W rodzinie nie powinno być takiego podziału na "moje-twoje", w rodzinie jest "nasze", nasze wspólne.Chyba oczywiste jest że to rodzice zarabiają pieniądze by ich dzieci korzystały z dorobku.Absurdalne jest karanie potomka -"nie pozwalam korzystać z internetu bo to ja płacę za prąd". itp. Na tej zasadzie to można zabronić się myć dziecku, czy korzystać z toalety, bo to "ja płacę za wodę".
        • akanka Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 13:20
          Byc moze faktycznie jestem niewydolna wychowawczo. Sama wychowalam sie w domu gdzie nie bylo kar, nie pamietam zadnych szlabanow ani zakazow, za to pamietam czas poswiecany na rozmowy, wiec wydawalo mi sie ze to jest wlasciwy sposob na wychowywanie dzieci. Okazuje sie ze ja po takim wychowaniu jestem dysfunkcyjna i wychowuje do tego dysfunkcyjne dzieci.
          A co do lenia i chama to mimo wszystko wydaje mi sie ze bedzie raczej sie sam utrzymywal, jest inteligentny, do szkoly chodzi i za rok wybiera sie na studia, wiec nie jego nauka i oceny sa tu problemem.
          • jesienna.nuta Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 13:54
            Bez urazy, ale zobacz, co zrobiłaś ze swoją rodziną. Jesteś służącą dla synów, nie wiem, czy dla męża także? Jak to w ogóle możliwe, że musisz PROSIĆ, żeby syn raczył pójść po chleb?!
            CODZIENNE OBOWIĄZKI Twoi synowie powinni mieć zakodowane od wielu lat i je wykonywać, nie rozumiesz tego? A Ty lecisz z obiadkiem, kolacyjką, bitą śmietanka na tacy - to JEST CHORE.
            Jak mam nazwać dorosłego, młodego mężczyznę, który BEZ POWODU obraża kobietę, służącą mu na każdym kroku MATKĘ?

            Studia? Jakie studia taki leń grający całymi dniami w durne gry? Prywatną, płatną uczelnię kogucik, po której niczego nie będzie umiał?
            Wolontariuszem synulek też nie jest?
            Jaki desperat przyjmie kogoś takiego do pracy?
            Dziś wymaga się od pracownika kultury, pracowitości i umiejętności nawet bez wcześniejszego doświadczenia, ale pracodawca ZAPYTA Twojego synalka o działalność społeczną na rzecz ludzi lub zwierząt, bo taka działalność charakteryzuje jednostkę pozytywną społecznie.

            Nie rozumiesz podstawowych spraw, obrażasz się o słowa, a powinnaś być przyzwyczajona do bluzgów, bo Ci takowych nie szczędzi od wielu lat Twój własny syn.
            • zuzi.1 Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 14:02
              Jesienna.nuta a czy Ty uwazasz, ze jestes jednostka pozytywna spolecznie???? Co z tego, ze znasz zasady, gdy stosujesz je jak przyslowiowy slon w skladzie porcelany :-) moze przydaloby sie wiecej refleksji nad soba?
              • jesienna.nuta do Zuzi... 27.08.14, 07:50
                Oczywiście. Jestem jednostka pozytywną społecznie. Od 20 lat mam firmę, zatrudniam ludzi, płacę podatki. NIGDY nie spóźniłam się z wypłatą pensji dla ludzi, z opłatami ich ZUS-u i podatków za pracowników.
                Pracuję prawie CODZIENNIE po 12 godzin na dobę, czasem 16 godzin. Od 25 lat nie byłam na urlopie. Jak mam wolny dzień, np. BN, czy Wielkanoc, to jestem bardzo zdziwiona. Oprócz tego udzielam się społecznie. Sama ciężko pracuję i takiej solidnej, uczciwej pracy wymagam od innych. Płacę moim pracownikom PRAWDZIE pieniądze, nie jakieś zabawki z gier, więc wymagam od nich prawdziwej pracy.
                Jestem bardzo pozytywną osobą bardzo użyteczną i pożądaną społecznie.
                Tyle o mnie.

                Trzeba być bardzo krótkowzrocznym, żeby nie widzieć, że matki pokroju wątkodajki są zwykłymi szkodnikami społecznymi. Taka niewydolna i głupia matka nie wychowa kogoś, kto będzie nauczony uczciwej pracy, nie nauczy nawet zwykłej odpowiedzialności za siebie i męża jak nadejdzie starość. Ktoś, komu się wydaje, że "kiedyś" wszystko się ułoży, synalek zmądrzeje, nauczy się sam z siebie empatii - jest w błędzie i jest głupcem.
                Świat staje się coraz mniej stabilny, państwa się sypią, wojnę mamy za płotem, emerytur nie będzie, choć osoby takie jak ja ciężko pracują na emerytury obecnych seniorów, wcześnie emerytowanych mundurowych, niepracujące matki i rolników. Tacy synalkowie jak ten wątkodajki jest poważnym problemem społecznym już dziś, a za chwilę problemem społecznym stanie się sama pani i jej mąż, który w domu jest traktowany jak dostarczyciel pieniędzy przeznaczanych także na bzdety.

                Najwyższy czas włączyć MYŚLENIE i ZDROWY ROZSĄDEK.
                To naprawdę nie boli.
                • default Re: do Zuzi... 27.08.14, 08:57
                  jesienna.nuta napisała:

                  > Oczywiście. Jestem jednostka pozytywną społecznie.
                  > matki pokroju wątkodajki są zwykłymi szkodnikami społecznymi. Taka niewydolna i głupia > matka nie wychowa kogoś, kto będzie nauczony uczciwej pracy, nie nauczy nawet zwykłej > odpowiedzialności za siebie

                  Opowiedz, jednostko pozytywna społecznie, o swoim synu i o tym jakie metody wychowawcze stosowałaś, by wychować go na równie pozytywną jednostkę. Daj pozytywny przykład żałosnej wątkodajce....
                • zuzi.1 Re: do Zuzi... 27.08.14, 09:29
                  Nuta po tym co piszesz i w jakiej formie to robisz kojarzysz mi sie z osoba wychowywana przez psychopatycznego wojskowego na sposob zolnierskiego drylu, a fakt ewidentnego pracoholizmu jaki ma w Twoim przypadku miejsce potwierdza, ze moglas miec problemowe dziecinstwo...Polecam Ci skorzystac z urlopu, wowczas Twoje sztywniactwo, duposcisk i bycie sluzbistka nieco zluzuje, gdy pozwokisz sobie wreszcie na zdrowy i konieczny dla zdrowia wypoczynek.
                  • jesienna.nuta Re: do Zuzi... 27.08.14, 11:20
                    W niczym nie trafiłaś.
                    Zgaduj dalej.
                    :D
                    • zuzi.1 Re: do Zuzi... 27.08.14, 11:29
                      Nie zamierzam :-) posluzylam sie tylko Twoim stylem narracji...
                      • jesienna.nuta Re: do Zuzi... 27.08.14, 12:45
                        Nie posługujesz się stylem narracji, ani logiką, tylko emocjami.
                        Całkiem bezsensownie odwołujesz się do mojej sytuacji życiowej, charakteru i nawet zahaczyłaś o moich przodków rzucając kalumnie na mojego tatusia czy mamusię.
                        Zostaw zmarłych w spokoju.
                        Na przyszłość odnoś się do MOICH WYPOWIEDZI I POGLĄDÓW, bo wróżenie z fusów nie jest i głupie i bezcelowe.
                        Nie mam ambicji, aby wszystkim podobały się moje poglądy, wystarczy, że ja się z nimi dobrze czuję. Tu jest FORUM, gdzie KAŻDY ma prawo szczerze się wypowiadać, więc nie uzurpuj sobie prawa do zabraniania tego mnie.
                        Mam nadzieję, że zrozumiałaś.
                        • zuzi.1 Re: do Zuzi... 27.08.14, 12:54
                          Alez ja ci moja droga niczego nie zabraniam,napisalam i pisze ponownie post w twoim stylu komunikacyjnym, zebys zobaczyla jak ktos moze odbierac to co piszesz, zabolalo, ze sie tak unosisz? Jak dla mnie mozesz dalej z siebie robic na tym forum pozbawiona empatii gruboskorna chamke, mi tam nic do tego, w koncu sama sobie wystawiasz opinie :-)
      • akanka Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 13:10
        Gdyby to byly moje problemy to bym o tym nie pisala, to jest po prostu meczace dla mnie. Moze moje dziecko jest uzaleznione od cukru, choc pewnie tak jak piszecie raczej nie liczy sie z nami, tylko ciezko mi jako matce, ktora naprawde poswiecila mase sil i czasu na wychowanie, uzmyslowic sobie porazke. Bo jak na razie nie wiem w ktorym miejscu popelnilam blad.
        • differentview Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 13:24
          akanka napisała:
          > ciezko mi jako matce, ktora naprawde po
          > swiecila mase sil i czasu na wychowanie, uzmyslowic sobie porazke. Bo jak na ra
          > zie nie wiem w ktorym miejscu popelnilam blad.

          bez przesady, nie koniecznie traktowalabym jego odzywki jako totalna rodzicielska porazke- raczej jest to nowy etap, z ktorym nie potraficie sobie poradzic; wiekszosc nastolatkow sie buntuje i ma wszystko i wszystkich w du..pie- przynajmniej tak lubi twierdzic; rozne rzeczy sie pod tym kryja, generalnie to ciezki okres jest- troche glupota, troche hormony, wielka potrzeba niezaleznosci przy jednoczesnej zaleznosci od rodzicow( mieszkanie, jedzenie, reguly w domu); moim zdaniem syn powinien ponosic konsekwencje swoich zachowan ale nie na zasadzie zemsty- tylko- zjadles bratu bita smietane- idziesz odkupic albo nastepnym razem nie wolno Ci jej wziac; no i nie odzywasz sie do nas w ten sposob, my sie do Ciebie tak nie odzywamy; takie sa reguly w tym domu i masz sie do nich stosowac
        • ola_dom Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 13:27
          Zgadzam się z sebaldą, bo Twoje dziecko wykazuje dość prostą i powszechną zależność między jedzeniem i pragnieniem słodyczy i agresją. To coś w rodzaju uzależnienia.
          Wielu osobom pomaga na to magnez - dobry, przyswajalny magnez, więc albo cytrynian, albo chlorek (SlowMag), w solidnej dawce. Dawki podawane na opakowaniach są jedynie do "połaskotania", a tutaj jest ewidentny niedobór, więc trzeba mu zaserwować konkretną dawkę, stosowaną przy niedoborach. Aha - nie warto przy okazji badań zlecać poziomu magnezu we krwi, bo jest zupełnie niewiarygodny. Przeważnie we krwi wychodzi w normie, a niedobory są i tak w tkankach mięśniowych.
          Po magnezie syn powinien mieć mniejsze zapotrzebowanie na słodkie, powinien się też uspokoić.
          Żeby tylko łykał....
          • jesienna.nuta Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 14:04
            Magnez na chamstwo nie pomaga.
            Tu trzeba sięgnąć po skuteczne środki, a takim jest odcięcie synalka od kasy, Internetu i stanowcze narzucenie mu obowiązków w rodzinie. A także bezwzględne egzekwowanie tychże.
            Jak mu się nie podoba, to niech się wyprowadzi.
            Rodzice zapłacą takiemu co najwyżej po 400 zł alimentów miesięcznie - niech się sam utrzymuje.

            Za chwilę wątkodajka założy nowy wątek: syn mnie bije, okrada i poniża - co robić?!

            Matka niewydolna wychowawczo to KATASTROFA.
            A co będzie, jak synalek tej beznadziejnej postanowi zostać bandytą i dla kasy zamorduje którąś z tu piszących? Albo zacznie dilować i której z Waszych dzieci umrze z uzależnienia?

            Wątkodajce należy się KUBEŁ ZIMNEJ WODY na głowę, a nie uspakajające porady, żeby leniowi magnez podać. Nawet jeśli jej dorosły syn ma ADHD, to co, nie zauważyła tego WCZEŚNIEJ?
            • ola_dom Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 14:09
              jesienna.nuta napisała:

              > Magnez na chamstwo nie pomaga.

              Ale pomaga na wku... i rozdrażnienie, także na melodię na słodycze. Wiem z osobistego doświadczenia.
              A od czegoś warto zacząć, choć w żadnym razie nie twierdzę, że magnez rozwiąże cały - baaaardzo gruby - problem. Ale jak młodego przestanie "nosić", to może łatwiej będzie się z nim dogadać, coś wyjaśnić i ustalić.
              • panizalewska Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 22:39
                Potwierdzam
                Ja się rzucałam jak jasna cholera. PMS to był taki, jak na obrazkach w inrenetach - totalny armagedon ;)
                Po magnezie jak ręką odjął. Muszę brać dużo, co najmniej 2 x tyle, ile jest napisane. Bo i dużo kawy piję, która wypłukuje.
                Kuracja magnezem w końskich dawkach pomaga NIECO złagodnieć i odzywać się jak człowiek do innych
              • jesienna.nuta Olu, 27.08.14, 07:55
                Magnez pomoże Tobie czy mnie, ale ten dorosły, młody mężczyzna zjada tak dużo łakoci, że powinien być łagodny jak baranek (według Twojej teorii).
                To jest rozpaskudzony cham i tylko surowe środki pomogą temu chamowi zrozumieć, że jego chamstwo może mieć przykre konsekwencje.
                • ola_dom Re: Olu, 27.08.14, 09:27
                  jesienna.nuta napisała:

                  > Magnez pomoże Tobie czy mnie, ale ten dorosły, młody mężczyzna zjada tak dużo łakoci, że
                  > powinien być łagodny jak baranek (według Twojej teorii).

                  Mojej????? Nic nie pisałam o "mojej" teorii, więc napiszę teraz - nadmiar cukru właśnie powoduje agresję i rozdrażnienie, a dzięki magnezowi ma się mniejszą potrzebę spożywania cukru.
                  No chyba, że sądzisz, że cukier/słodkie = magnez, i że to "moja teoria". Nie, nie jest tak.
                  • jesienna.nuta Re: Olu, 27.08.14, 11:19
                    Magnez jest w czekoladzie. A syn wątkodajki odżywia się głównie czekoladą i słodyczami.
                    Tak, czy inaczej, jego chamstwa wobec rodziców nie da wytłumaczyć wyłącznie odżywianiem. Ludzie - ci wrażliwi i empatyczni - nawet w obozach koncentracyjnych odnosili się do siebie lepiej. Nawet szli za innych na śmierć. Kończę temat.
                    • verdana Jesienna 27.08.14, 11:22
                      Hm, nie wiem czym zatem da się wytłumaczyć Twoje chamstwo i brak empatii. Może jednak jedz więcej czekolady?
                      • jesienna.nuta Verdano, 27.08.14, 12:38
                        Gdybyś miała bardziej analityczny umysł, zauważyłabyś, że nie jestem chamska, tylko konkretna.
                        Nie słodzę nikomu, nazywam sprawy po imieniu.
                        Nie zachowuję się histerycznie i nie oceniam charakteru innych forumek po ich wpisach, tylko same wpisy. Nie obrażam.
                        Naprawdę czytanie ze zrozumieniem nie jest taka trudną sztuką, tylko trzeba spróbować.

                        Ale, może to fatalna porażka polskiej edukacji? W USA uczy się dzieciaki od najmłodszych lat MYŚLENIA i dlatego Polacy nigdy nie osiągną standardów amerykańskich, bo u nas uczy się na pamięć anatomii żaby, a nauczyciele boją się własnych uczniów.
                        Tak jak rodzice najczęściej boją się własnych dzieci.
                        Konsekwencje poniesiemy WSZYSCY, to tylko kwestia czasu.

                        Guzik mnie obchodzi, czy mnie ktoś uważa za osobę miłą, bo na forum wszyscy są bytem wirtualnym. Guzik mnie obchodzi, czy komuś się podobają moje wypowiedzi czy też nie - nikogo nie obrażam i nie robię osobistych wycieczek. Jestem ponad to.

                        Nie mam już czasu, ale podsumuję szybko wątek żywieniowy.
                        Za bardzo wiele schorzeń - w tym także dysfunkcji psychicznych - jest odpowiedzialny syrop glukozowo-fruktozowy, który znajduje się obecnie PRAWIE WE WSZYSTKICH PRODUKTACH SPOŻYWCZYCH, w tym także w tych przeznaczonych dla dzieci. Wszyscy wiedzą, że glukoza nie wchłania się w jelicie w całości, ale potrzebuje białek transportowych uruchamianych przez insulinę. Fruktoza przechodzi przez błony na zasadzie dyfuzji prostej, więc KAŻDA spożyta jej ilość ulegnie wchłonięciu w całości i taka też KAŻDA jej ilość trafi od razu do wątroby. Że w wątrobie odbywa się rozkład cukrów prostych - glikoliza - też wie każdy. Dla glukozy i fruktozy przebiega ona tak samo, z jednym istotnym wyjątkiem: fruktoza metabolizuje się szybciej, niż glukoza. Oba zjawiska powodują nadmierne wykorzystanie fruktozy, co prowadzi do wzmożonej syntezy kwasów tłuszczowych i VLDL odpowiedzialnych za powstawanie LDL czyli tzw. złego cholesterolu. W organizmie występuje proces tzw nieenzymatycznej glikacji białek, co powoduje różne uszkodzenia tychże białek i w efekcie następuje między innymi np. przyspieszone starzenie się organizmu. Syrop glukozowo-fruktozowy jest odpowiedzialny za bardzo wiele poważnych schorzeń: otyłość, nadciśnienie tętnicze, cukrzycę typu II, za nadmierną agresję a nawet w dużym stopniu za ADHD. Spożywanie syropu glukozowo-fruktozowego przez kobietę ciężarną może spowodować urodzenie dziecka np. z ZA oraz z uszkodzeniami wielu narządów wewnętrznych. Syrop glukozowo-fruktozowy uszkadza serce.

                        Oczywiście, nie wszystko da się zrzucić na skutki spożywania syropu glukozowo-fruktozowego.

                        I tak, matka, która beztrosko karmi dzieciaki śmieciowym jedzeniem - a bita śmietana jest siedliskiem paskudztw - jest matką złą.
                        Matka, która nie wyznacza dzieciakom granic, nie uczy ich niczego pozytywnego i pożytecznego społecznie - jest matką złą.
                        Matka, która odpowiednio wcześnie nie zdiagnozowała agresywnie zachowującego się syna - jest matką złą i lekkomyślną lub bezmyślną.
                        Matka, która spokojnie znosi obelgi od swojego własnego syna - jest matką złą, głupią i nieodpowiedzialną.
                        I jest społecznym szkodnikiem wychowującym następne szkodniki społeczne.

                        Nie potrafię jaśniej i prościej wytłumaczyć mojego punktu widzenia.
                        I nie mam już na to czasu ani chęci.




                        • ola_dom Re: Verdano, 27.08.14, 12:52
                          jesienna.nuta napisała:

                          > Ale, może to fatalna porażka polskiej edukacji? W USA uczy się dzieciaki od najmłodszych lat
                          > MYŚLENIA i dlatego Polacy nigdy nie osiągną standardów amerykańskich

                          OBY!! Obyśmy nigdy nie osiągnęli "standardów amerykańskich" w kwestii myślenia....:D
                          Jeśli faktycznie Amerykanie uczą swoje dzieci myślenia, to jednak najpierw powinni nauczyć się uczenia..... Bo nie za bardzo im wychodzi :D

                          I jeszcze jedno - wiemy już wszyscy, że uważasz, że założycielka wątku popełniła całą masę błędów w wychowaniu. Chyba wszyscy się tutaj z tym zgadzamy. Ale skoro z sukcesem wychowałaś swoje dzieci, to fajnie, gdybyś podsunęła choć jakiś pomysł rozwiązania tej trudnej sytuacji. Bo nazywanie matki niewybrednymi słowami, pisanie jej w każdym poście, że jest głupia, niewydolna i wychowała szkodnika, niewiele da w kontekście zmiany tej sytuacji.
                          Czy może jednak uważasz, że już nic się nie da zrobić, a obydwoje (syn z matką) powinni iść na odstrzał, a przed egzekucją należy im jeszcze odczytać wyrok (głupi, niewydolni, szkodzą społeczeństwu), żeby przynajmniej wiedzieli, za co słusznie giną?

                          Jakiejś "konstruktywnej krytyki" bym może oczekiwała od doświadczonej matki, ja wiem...?
                        • pade Re: Verdano, 27.08.14, 13:17
                          > Nie zachowuję się histerycznie i nie oceniam charakteru innych forumek po ich w
                          > pisach, tylko same wpisy. Nie obrażam.
                          Obraziłaś. Wielokrotnie obraziłaś autorkę wątku i jej syna.
                          > Naprawdę czytanie ze zrozumieniem nie jest taka trudną sztuką, tylko trzeba spr
                          > óbować.
                          No to spróbuj przeczytać swoje wpisy od początku wątku. ZE ZROZUMIENIEM.

                          Guzik mnie obchodzi, czy komuś się podobają moje wypowiedzi c
                          > zy też nie - nikogo nie obrażam i nie robię osobistych wycieczek. Jestem ponad
                          > to.
                          Obrażasz i robisz osobiste wycieczki.

                          > Nie potrafię jaśniej i prościej wytłumaczyć mojego punktu widzenia.
                          > I nie mam już na to czasu ani chęci.
                          I bardzo dobrze. Mam nadzieję, że już nigdy nie znajdziesz czasu by wpisywać się na forum.
                          Życzę bardzo dużo pracy.
                          • zuzi.1 Re: Verdano, 27.08.14, 13:34
                            No taaaak, nazywanie 18 latka strupem to rzeczywiscie wcale nie jest obrazanie, o nie, nic a nic. Gdybys taka obelge wypowiedziala wobec jakiegos rodzica w realu, to obawiam sie, ze splajtowalabys w tych Stanach na implanty. A na forum czujesz sie bezkarna. I jaki brak obiektywizmu prezentujesz odnosnie wlasnej osoby, klamiesz w zywe oczy. Poniwaz od dawna czytamy ze zrozumieniem, przy tej ilosci swiadkow twoich zenujacych wypowiedzi, nie uda ci sie z nich wylgac. Niech Bog ma w opiece Twoich pracownikow i twoje dzieci, lepiej yrafic nie mogli...
                        • aqua48 Jesienna nuto 27.08.14, 13:38
                          jesienna.nuta napisała:

                          > Guzik mnie obchodzi, czy mnie ktoś uważa za osobę miłą, bo na forum wszyscy są
                          > bytem wirtualnym. Guzik mnie obchodzi, czy komuś się podobają moje wypowiedzi c
                          > zy też nie - nikogo nie obrażam i nie robię osobistych wycieczek. Jestem ponad
                          > to.

                          A to bardzo szkoda, bo masz do czynienia na tym forum nie z bytami wirtualnymi, ale z konkretnymi osobami, mającymi problemy osobiste, rodzinne, społeczne, bardzo poważne często i nierozwiązywane latami z rozmaitych powodów. Łatwo można komuś zaszkodzić nieprzemyślanym, nieempatycznym, krzywdzącym wpisem. A ludzie piszą tu najczęściej z prośbą o radę, spojrzenie z boku, nie o ocenę. Warto wziąć to pod uwagę zanim znowu zaczniesz wygłaszać swoje kategoryczne osądy, jak i apoteozy własnej osoby.
                    • ola_dom Re: Olu, 27.08.14, 11:24
                      jesienna.nuta napisała:

                      > Magnez jest w czekoladzie. A syn wątkodajki odżywia się głównie czekoladą i słodyczami.

                      Bardzo dobrze wiem, gdzie ile jest magnezu, sama będąc uzależniona od czekolady :D
                      Musiałby zjeść kilo czekolady, żeby dostarczyć sobie stosowną dawkę magnezu - zapewniam Cię, że dawka cukru, jaką by z tym przyswoił, zniwelowałaby wielokrotnie zjedzony magnez.

                      > Tak, czy inaczej, jego chamstwa wobec rodziców nie da wytłumaczyć wyłącznie odżywianiem.

                      Oczywiście że nie, i wcale nie miałam tego na celu. Chamstwa nie da się wytłumaczyć, ale agresję i porywczość można całkiem nieźle wyregulować odpowiednim jedzeniem. I wtedy wziąć się za wychowywanie - lepiej późno niż wcale, może coś się jeszcze da zrobić. Ale nie samą dietą, chyba nikt tak nie twierdzi.
                      • jesienna.nuta Re: Olu, 27.08.14, 12:47
                        Masz słuszność.
                        Wybacz, muszę wracać do pracy.
                        Miło się gawędziło. Dziękuję.
                        • zuzi.1 Re: Olu, 27.08.14, 13:53
                          O tak, b. milo sie z toba gawedzilo, reszte pomine milczeniem...
                          • zuzi.1 Re: Olu, 27.08.14, 14:05
                            I jeszcze jakbym mogla zwrocic na cos uwage, masz taki wrazliwie brzmiacy i melancholijny nick: jesienna.nuta, kompletnie nieadekwatny do stylu twoich wypowiedzi, moze warto go bardziej dostosowac do twojego charakteru, np. zgrubejrury ew. kupachamstwa.
                            • ola_dom Re: Olu, 27.08.14, 14:08
                              zuzi.1 napisała:

                              > I jeszcze jakbym mogla zwrocic na cos uwage, masz taki wrazliwie brzmiacy i melancholijny
                              > nick: jesienna.nuta,

                              Czy ja wiem.... mnie się kojarzy smętnie, ponurzasto i z rozgoryczeniem po minionym lecie ;)
        • zuzi.1 Re: Czy mozesz potwierdzic moje rozumienie Twojeg 26.08.14, 13:57
          Sluchaj w zyciu popelniamy wiele porazek, takie jest zycie, najwazniejsze to zdac sobie sprawe z tego, ze sobie z tym konkretnym dzieckiem sami nie radzicie i poszukac fachowej pomocy. Poza tym inne metody sprawdzaja sie przy dziecku spokojnym i stosunkowo uleglym z charakteru a inne przy egoiscie o cholerycznym temperamencie, do kazdego przypadku nalezy znalezc wlasciwe metody postepowania i zdecydowanie stawiac na bliskosc i cieple relacje rodzinne przy jednoczesnym stawianiu wymagan i ich egzekwowaniu. Wasz najstarszy syn ma ciezki charakter i musicie sie nauczyc go wychowywac, zadanie jest o tyle trudne, ze zaczynacie pizno, gdy facet jest juz praktycznie dorosly, juz jako kilkulatek powinien byc pewnych spraw nauczony, z 18 latkiem w burzy hormonalnej bedzie Wam b. trudno, ale wszystko jest do przepracowania, takze nie zalamuj sie, tylko dzialaj.
        • aqua48 Otwórz uszy i słuchaj męża 26.08.14, 14:13
          akanka napisała:

          > Bo jak na ra
          > zie nie wiem w ktorym miejscu popelnilam blad.

          A dlaczego pytasz o to na forum, które Cie nie zna, a nie przyjmiesz do wiadomości tego co mówi Ci wprost mąż, znający doskonale i Twoje zachowanie i reakcje syna i sytuacje domową? - Brak konsekwencji, brak odpowiedzialności, brak kar rozumianych jako konsekwencje popełnianych czynów, a nie jako zemsta i odwet. I wychowanie w braku szacunku i poszanowania cudzej własności. Oraz przyzwolenie na wyzwiska.
          A tak nawiasem mówiąc, czy kiedykolwiek postawiłaś się murem za mężem przeciwko synowi, broniłaś i popierałaś jego zdanie, po to żeby syn zderzył się z Waszą wspólną negatywną postawą wobec jego nagannych wybryków?
          • marzeka1 Re: Otwórz uszy i słuchaj męża 26.08.14, 15:09
            Podpiszę się pod tym , co napisała Aqua48.
    • asfo Re: Mlody dorosly- konsekwencje 26.08.14, 14:36
      Ten brak chęci jedzenia czegokolwiek, poza słodyczami, połączony z agresją faktycznie jest jakiś dziwny i należałoby się temu przyjrzeć. To raz.

      Drugie - jesteś absolutnie pewna, że w rodzinie tylko syn sprawia problemy? Nie macie jakiś problemów małżeńskich, z waszymi rodzicami też wszystko ok? Nastolatki sprawiają różne problemy, ale nie robią się aż tak okropne bez żadnego powodu. Właściwie o co wasz syn ma do was te wszystkie pretensje?

      Trzecie - stosowane metody wychowawcze wydają się nie działać. Z jednej strony tatuś chce odcinać internet i wymachiwać dyscypliną, z drugiej - ty niwelujesz wszystkie ewentualne konsekwencje jakie syn mógłby ponieść za swoje chamskie zachowanie. Rozmowy są ok, ale nie każdy nastolatek ma subtelną, łagodną osobowość powodującą, że sama dezaprobata ze strony rodzica jest karą skłaniającą do natychmiastowej poprawy zachowania. Niektórym na niestety trzeba dać czasem szlaban na tv, albo nakazać karne pielenie ogródka.
    • altz Re: Mlody dorosly- konsekwencje 26.08.14, 17:12
      Odciąć internet na dwa dni wstępnie i spokojnie obserwować, jak syn chodzi po ścianach.
      Na pytania i agresję odpowiadać, że jest dzień bez internetu i jutro też jest dzień bez internetu i jeśli chce porozmawiać, to zapraszasz jutro.
      Syn już wydał wszystkie karty, była agresja, były przekleństwa, zgrał wszystkie karty. Co najwyżej może wyjść z domu i wrócić jutro.
      Ale, tylko spokój, musi być przesilenie, żeby była dyskusja. Tylko terapia szokowa, nabroiłaś, więc teraz tylko mocne środki.

      Co do rozmowy syna, pozwolić mu się wygadać i samemu nie zabierać głosu, zostawiając sobie czas na przemyślenie propozycji czy wizji syna. Twarz nieodgadniona, ale skupiona. To powinno skutkować. :-)
      • jesienna.nuta Altz, 27.08.14, 07:57
        Bardzo rozsądny głos.
        I bardzo rozsądna rada.
    • miacasa Re: Mlody dorosly- konsekwencje 26.08.14, 18:02
      Napięcie w twoim domu przypomina mi nieco to, jakie bywa udziałem mojej rodziny. Mamy dwunastolatkę z zespołem Aspergera i niestety widzę podobieństwa. Jak córka była mała zauważyłam, że nie komunikuje głodu a jedynie zaczyna się wściekać, miewa ataki agresji, mówi rzeczy delikatnie to ujmując niewłaściwe. To spadek poziomu glukozy we krwi tak się objawiał. Wystarczyło by zjadła normalny posiłek i się uspokajała. Z czasem nauczyła się zgłaszać głód ale nadal bywa tak, że nie rozpoznaje tego uczucia i wpada w złość. Zjada tylko wybrane produkty, żadnych zup, sosów, gotowanych warzyw. Wszystko suche, chrupkie i najlepiej słodkie. Konsekwentnie pilnuję regularności posiłków i nieco przymuszam córkę by zjadała normalne produkty (nie mogę robić odstępstw bo skutkuje to atakiem). Nie wyobrażam sobie wprowadzenia takich metod u dorosłego prawie młodzieńca ale z pewnością uda wam się wypracować własne. Moje dziecko nie potrafi zapanować nad jedzeniem słodyczy, niestety to ja muszę być tym strażnikiem ale dużo edukujemy córkę w nadziei, że z czasem sama przejmie nad tym kontrolę.
      Piszesz, że udaje ci się do syna dotrzeć w rozmowie więc wykorzystaj to i ustalcie wspólnie na nowo zasady. Jest prawie dorosły, jak on widzi swoje życie z wami, nie może być tak, że ma przywileje dorosłego a obowiązki dziecka.
      Znam uczucie wyczerpania o którym piszesz, nasza córka potrafi mocno zagalopować się gdy ma atak.
    • astolat Re: Mlody dorosly- konsekwencje 26.08.14, 18:16
      Pierwszy z brzegu przykład możliwej choroby: pl.wikipedia.org/wiki/Hipoglikemia_reaktywna (a zwracanie się w ten sposób do rodziców jest skandaliczne)
    • milamala Re: Mlody dorosly- konsekwencje 26.08.14, 21:03
      Mysle,ze jego zachowanie pewnie jest skutkiem jakis twoich bledow wychowawczych. Jestem mama malego dziecka, ale mysle, ze na to co bedzie w przyszlosci pracuje sie jednak a dzieckiem od niemowlectwa.
      Tak czy owak, mleko rozlane i nie ma co dalej nad nim plakac.
      Czy Twoj syn ma jakiegos realnie istniejacego w jego otoczeniu idola, autorytet, moze jakis wychowaca, nauczyciel, instruktor. Jesli ma takowego, i mozna polegac na tej osobie to moze powinnas z ta osoba porozmawiac o synu.
    • po-trafie Re: Mlody dorosly- konsekwencje 26.08.14, 22:13
      Nie umiem sobie wyobrazic sytuacji, w ktorej zyjacy ze mna w domu nastolatek, ktorego kocham, o ktorego dbam i ktory jest elementem rodziny, gospodarstwa i ogniska domowego mowi, ze "wszystko ma w dupie i mamy sie q@a odp@dolic. Maz uslyszal ze jest ostatnim dupkiem i nastapilo trzasniecie drzwiami" po czym nie spotykaja go zadne konsekwencje.

      Umiem sobie wyobrazic, ze dzieje sie to raz, nastepuje wychowawcza rozmowa, ktora opisalas, a po tejze rozmowie nastepuje poinformowanie o konsekwencjach, jesli takie nieakceptowalne zachowanie powtorzy sie po raz kolejny.
      Jesli powtorzyloby sie po raz kolejny, to konsekwencje bylyby wieksze, niz rozmowa.

      Czego spodziewasz sie po powtarzaniu rozmow?
      Jak poczujesz sie, kiedy zobaczysz, ze odnosi sie tak nie tylko do ciebie i meza, czyli najblizszych, najbardziej troszczacych sie o niego osob? Kiedy bedzie odnosil sie tak do swojej dziewczyny lub zony, do swojego rodzenstwa, do dzieci?

      Czy pamietasz pierwszy raz, gdy syn uzyl w stosunku do ciebie i meza wulgaryzmow lub agresji slownej? Kiedy krzyczal na was w waszym wspolnym domu? Jak sie poczulas? Jak doszlas do punktu, w ktorym traktujesz to jak cos normalnego i akceptowalnego?
      • po-trafie Re: Mlody dorosly- konsekwencje 26.08.14, 22:17
        Dodam, ze wydaje mi sie, ze wprowadzenie konsekwencji z 10 lat temu byloby dobrym pomyslem. Konsekwencje daja dziecku poczucie bezpieczenstwa, poczucie granic, tego, ze wie, jak dziala swiat wkolo. Takze tego, ze ktos go uczy dobra i zla, wspoldzialania, szacunku. Tego, ze ktos czegos od niego wymaga.

        Tak reaguje dziecko. Syn juz dzieckiem nie jest, na konsekwencje jest bardzo pozno. Do was bedzie nalezala decyzja, co robicie, ale jesli juz sie zdecydujecie, to najwazniejsze bedzie byc niezlomnym. A dla syna wymaganie czegos, jak od doroslego, odpowiadajacego za swoje czyny i slowa czlowieka (np wymaganie szacunku dla was, dla wlasnosci rodzenstwa itp) bedzie szokiem.
        Bedzie sie czul skrzywdzony, bedzie wsciekly, zraniony, urazony i ogolnie rozdramatyzowany. Przejscie na nowe tory i reguly wspolzycia zajmie troche czasu, ale jesli zamierzacie jeszcze wyslac syna na studia, to mysle, ze warto wprowadzic zasady, reguly i konsekwencje.
        Z milosci.
    • wydramarlenka Re: Mlody dorosly- konsekwencje 27.08.14, 00:20
      z reguly slysze ze to ja mam problem nie on, ze on sie na swiat nie pr
      > osil, ze zaluje ze jestem jego matka, nie moze sie doczekac kiedy sie juz wypro
      > wadzi itp. Uderza w punkty ktore bola.
      Jasne, już niedługo skończy 18 lat i wreszcie będzie mógł się wyprowadzić od tych okrutnych rodziców, co mu śmietany w sprayu żałują :D.
      Dziwne jest tylko tu, że zwykle takie akcje kończą się w sposób magiczny tuż po "osiemnastce" i wyprowadzka staje się coraz mniej atrakcyjna.
      Z cukrem rzeczywiście może być coś nie tak, ale obstawiałabym uzależnienie od netu (szkoda czasu na obiad z rodziną czy przygotowanie kanapki - wilczy apetyt szybko zaspokojony słodyczami - szybki wzrost cukru we krwi - równie szybki spadek, powodujący głód itd. Kółko się zamyka.
      • krokodil123 Re: Mlody dorosly- konsekwencje 27.08.14, 07:19
        Autorko czy jesteś z Warszawy?
        Pomijając te wszystkie rady koleżanek, ja bym jeszcze ci zaproponowała danie sobie trochę luzu w sensie-jak młody nie chce jeść i ma to gdzieś przestać go obsługiwać i ten czas zaoszczędzić dla siebie, dla wyciszenia się i zastanowienia nad swoimi potrzebami i swoim życiem. Człowiek zagoniony i tkwiący w różnych akcjach czasami sam nie jest w stanie zobaczyć problemy i na nie zareagować.
        Ja mam dwóch synów. Po takiej akcji-przestaje gotować dla 18 latka i oznajmiam mu że obiad to jest jego sprawa. W lodówce będą produkty i ma sobie gotować sam.
        U mnie łagodnie mi było powiedziane, że szczawiowe, ogórkowe nie będą jedzone to gotuję dla siebie. Ale jak i mięso w potrawkach mało przyprawiam-to syn dostał przykaz gotować samemu i to robi jak ma czas.

        Moi synowie od podstawówki musieli rano na początek rozlewać na talerzy zupę mleczną i smarować masło do kanapek na co teściowa wpadała w rozpacz jaką miała leniwą synową.

        Potem zajmowali się grillem i sałatkami, nauczyli się robić wypieki z mrożonego ciasta francuskiego a powoli i inne rzeczy. Ale moi lubią jeść, a przede wszystkim to ja była ta zła, co synowi nie podkładałam pod nos a mówiłam że można samemu zrobić i tego polecam.
    • jematkajakichmalo Re: Mlody dorosly- konsekwencje 27.08.14, 09:05
      Nie wiem co doradzic, bo moim zdaniem na wychowywanie jest troche za pozno. Trzeba bylo trzymac strone meza to moznaby bylo cos zrobic, ale teraz...?

      Nalezy jednak pamietac, ze syn jest pelnoletni, a wiec na wiele moze sobie pozwolic. Odetniesz mu internet - pojdzie do kafejki internetowej (za grosze moze tam siedziec godzinami), zacznie znikac i w ogole stracisz nad nim kontrole, jak mu odetniesz kase zacznie krasc itp.

      Tak karac mozna czternastolatka.
      • jesienna.nuta Re: Mlody dorosly- konsekwencje 27.08.14, 09:28
        Jak zacznie kraść to zajmie się gagatkiem policja i prokurator. I wówczas synalka wychowają w więzieniu bez zbędnych sentymentów.
        • verdana Re: Mlody dorosly- konsekwencje 27.08.14, 11:07
          Mnie najbardziej zdziwiła ranga problemów - że nie można kupić nic wcześniej dla gości, bo syn zje, że syn nie chce iść po chleb. Dlaczego mnie zdziwiła? Bo gdybym miała syna, który ma tego typu problemy od dzieciństwa, to raczej zastanawiałabym się, że syn ma problem, a nie, ze ja mam problem z synem.
          Co moim zdaniem trzeba zrobić - zdiagnozować syna. To wprawdzie co najmniej o 10 lat spóźnione, ale lepiej późno niż wcale. Badania podstawowe, psycholog, być może także psychiatra. Nieopanowana agresja byłaby typowa dla nastolatka, ale raczej młodszego (jak na 18-latka chłopak jest dramatycznie niedojrzały), skrajny egocentryzm też wydaje sie być większy, niz typowy dla wieku. Poza tym zasadą powinno być nie kupowanie wogóle żadnych słodyczy, z cukrem włącznie. Reszta rodziny, jak ma ochotę na batonika, czy ciasteczko, o niech zje poza domem. To bardzo istotne, bo można się przekonać, jak będzie funkcjonował syn, gdy w domu nie będzie niczego do wyjadania.
          • sebalda Re: Mlody dorosly- konsekwencje 27.08.14, 14:50
            Nie jestem lekarzem, mam jednak zawodowo kontakt z medycyną i dla mnie tutaj jest oczywisty problem natury medycznej. Mamy już trzy objawy: niepohamowany apetyt na cukier, agresja i izolacja społeczna. Czy syn ma jakieś bardzo ścisłe zainteresowania? Jakiegoś konika, coś na czym się bardzo skupia? Czy ma poczucie humoru? A, jeszcze jednym objawem chorobowym jest skrajny egoizm, typowy dla osób z syndromem Aspergera.
            Dziecko wychowywane na rozmowach i zrozumieniu nie zachowuje się z reguły w ten sposób.
            Uważam, że nie jesteś niewydolna wychowawczo o tyle, że nie wychowujesz go źle, nie umiem tylko zrozumieć, dlaczego wcześniej nie zainteresowałaś się poważnie tym, że syn ma aż takie łaknienie cukru, że jest agresywny i aspołeczny. Dlaczego tak długo to było tolerowane, a nie sprawdzane?
            Uważam, że syna trzeba bardzo wszechstronnie przebadać. Zacząć od dobrego, poleconego internisty (nie takiego przypadkowego), który powinien pokierować diagnostyką i wizytami u specjalistów. I takich rzeczy nie leczy się tylko odpowiednią dietą, sam magnez na pewno nie pomoże.
            No i powtórzę: nie przejmuj się wypowiedziami Jesiennejnuty, jeśli nie masz doświadczenia forumowego i nie znasz takiego typu ludzi, mogłaś się dać wciągnąć, nie radzę, to bardzo specyficzna jednostka, kto wie, czy nie troll. A jeśli nie, to serdecznie współczuję jej bliskim:P
            • 4zac Re: Mlody dorosly- konsekwencje 28.08.14, 23:12
              > No i powtórzę: nie przejmuj się wypowiedziami Jesiennejnuty (...)

              Nie obraźcie się, nie jest moim celem atakowanie nikogo w tym wątku.
              Jesiennanuta - trafnością oceny, doświadczeniem i umiejętnością wyciągania wniosków - wyprzedza wszystkich pozostałych o dwie ligi. Najwyraźniej nie jest przyzwyczajona do nieustannego schlebiania wszystkim wokół, co (odwrotnie od stanu faktycznego) może być przez niektórych uznane za słabość.

              To mój jedyny post w tym serwisie i wątpię, bym kiedykolwiek jeszcze tutaj zajrzał.
              Jeśli chcecie, przeczytajcie to co napisała jeszcze raz.
        • jematkajakichmalo Re: Mlody dorosly- konsekwencje 27.08.14, 17:00
          No to nie masz problemu z tym, zeby go wychowywalo wiezienie i policja, ale masz problem z daniem porzadnej kary, bo Twoim zdaniem trzeba spokojnie, powoli i bron boze podnoszac glos...
          • jematkajakichmalo Re: P.S: 27.08.14, 17:04
            sorki, porypaly mi sie osoby.
    • mantis_after_dinner Jestem w lekkim szoku 27.08.14, 14:11

      Czesto bywam na tym forum, bo uwazam, ze osoby tutaj sie wypowiadajace maja calkiem spory zasob wiedzy zarowno teoretycznej, jak i czesto praktycznej, ale ten watek kompletnie mnie zaskoczyl.

      Mamy obraz prawie doroslego czlowieka, ktory na swoich rodzicow rzuca .wami i innymi takimi, a tymczasem padaja porady: sprawdz mu poziom cukru i przemyc magnez.
      Czyli co? Jesli rzucanie .wami wynika z jakiegos schorzenia, to juz jest usprawiedliwione???
      I myslicie drogie panie, ze po podaniu owego magnezu nastolatek nauczy sie szacunku do rodzicow i wlasciwych form komunikacji??
      Moze i nagle wybuchy mu znikna, ale jezyk pozostanie moim zdaniem ten sam.

      Patrzac wstecz, prezentowalam podobna postawe i tez miewalam niekontrolowane napady zlosci, gdzie rzucalam czym popadnie. Gneneralnie nastolatka bylam mocno krnabrna i w domu robilam, co chcialam. Ale z perspektywy czasu potrafie okreslic, z jakich dzialan (albo zaniechania dzialan) moich rodzicow to wynikalo i zwalanie winy na magnez, diete czy smietane w sprayu wydaje mi sie smieszne i jest ostatnia rzecza, ktora przyszlaby mi do glowy.

      Mlody grozi wyprowadzka? A czemu Ciebie serce kluje? Niech sie wyprowadza. Wedlug mnie dobrze mu zrobi. Ja tam przy najblizszej okazji, kiedy zacznie pyszczyc o wyprowadzce, pomoglabym mu sie pakowac. I bylaby to chyba najlepsza lekcja konsekwenji: zobaczylby ze jak sie cos mowi, to nalezaloby sie z tego wywiazywac.
      • ola_dom Re: Jestem w lekkim szoku 27.08.14, 14:27
        mantis_after_dinner napisała:

        > Mamy obraz prawie doroslego czlowieka, ktory na swoich rodzicow rzuca .wami i innymi takimi,
        > a tymczasem padaja porady: sprawdz mu poziom cukru i przemyc magnez.
        > I myslicie drogie panie, ze po podaniu owego magnezu nastolatek nauczy sie szacunku do
        > rodzicow i wlasciwych form komunikacji??

        Nie, nie myślimy. Chyba nikt tu niczego takiego nie napisał. Pisałyśmy, żeby TAKŻE sprawdzić tę kwestię, żeby od czegoś zacząć, tym bardziej, że matka bardzo wyraźnie pisała, że młody obżera się słodyczami i tylko nimi - co nie jest normalne.
        A potem przejść do wychowywania, może coś się jeszcze uda zdziałać.
      • verdana Re: Jestem w lekkim szoku 27.08.14, 14:54
        Zanim przystąpi się do wychowania, należy wiedzieć, z czym ma się do czynienia - z chamstwem, brakiem wychowania, narkotykami, czy niekontrolowaną agresją, której przyczyny jak najbardziej mogą być fizjologiczne.
        Też uważam, że magnez nie pomoże. Ale konsultacja medyczna i psychologiczna jest konieczna. Rzucanie k.. jednak jest zupełnie czym innym, gdy robi to zwyczajnie niewychowany małolat, a czym innym, gdy młody człowiek ma problemy psychiczne czy psychologiczne.
        • sebalda Re: Choroba a zachowanie 27.08.14, 15:51
          Oto właśnie mi chodzi, o sprawdzenie, z czym ma się do czynienia.
          Takie ferowanie najgorszych wyroków w stosunku do tego chłopaka i jego matki jest podobne do potępienia dla osoby z zespołem Tourette"a, która okrutnie przeklina.
          • verdana Re: Choroba a zachowanie 27.08.14, 16:00
            W dodatku znamy tylko wersję matki. Dziwną - bo wygląda na to, ze rodzina przejmuje się, ze nie ma bitej śmietany, a nie przejmuje problemami syna. Jestem ostatnią osobą, która by pozwoliła na oklinanie matki, ale być może chłopak ma pewne powody, aby być rozgoryczony.
            • akanka Re: Choroba a zachowanie 27.08.14, 21:34
              Nie da sie przedstawic sprawy w takiej formie zeby byc dobrze zrozumianym przez wszystkich.
              Przyklad z bita smietana podalam po to zeby zobrazowac kwestie powodu awantury, kwestie nieodczuwania glodu i zywienia sie slodyczami dostepnymi w domu zamiast normalnymi posilkami. Chcialam tylko napisac ze nie moge miec w domu slodkiego i jest to meczace, mam w domu jeszcze dwoje mlodszych dzieci, ktore czasami by chcialy zjesc albo jak zapraszaja kolegow miec czym poczestowac, ale nauczylam sie radzic sobie z tym, wiec to nie problem.
              Syn nie ma problemu z praca, juz pracowal w swoim zyciu, znalazl sobie prace do ktorej chodzil bez problemow przez caly ostatni rok, nie opuscil ani dnia, szef nie mial z nim zadnych problemow, na wakacje wyjezdzalismy, wiec zrezygnowal i teraz juz szuka nowej.
              Jesli chodzi o diagnozowanie to probowalam, ale nie mieszkamy w Polsce i tutaj nie spotkalam lekarza ktory by zrozumial w czym problem, zreszta kiedy jeszcze mieszkalismy w Polsce tez nikt nie widzial problemu w zdrowym, inteligentnym, dobrze rozwijajcym sie dziecku, ani pediatra, ani poradnia psychologiczno pedagogiczna ani prywatny psycholog. Dowiedzialam sie tylko ze agresja moze byc spowodowana alergiami, albo ze to taki typ i wyrosnie, ze nikomu krzywdy nie zrobil przeciez. A ja naprawde szukalam pomocy, bylam mloda, to bylo moje pierwsze dziecko, a nie bylam w stanie go praktycznie wogole przytulic, wyrywal sie nie lubil, krzyczal ze nie chce, strasznie mnie to martwilo. Z wiekiem nic sie nie zmienilo, tylko ze normalne jest to ze nastolatek juz sie do rodzicow nie tuli.
              Syn nie ma potrzeby na blizsze kontakty z ludzmi, ludzi nie lubi, nie ma kolegow, nigdy nie mial zadnego przyjaciela, w szkole jak byl mlodszy ciagle nam zwracano uwage ze nie pracuje w zespole. Syn mowi ze ludzi nie rozumie, ja mam wrazenie ze nie rozumie emocji "nie lubie ich, oni sa ciagle czyms podekscytowani", mowi ze nie nadaja na tych samych falach, woli byc sam, pracowac sam.
              Jesli chodzi o pasje to oczywiscie komputery, syn programuje i z tym wiaze swoja przyszlosc, jest w tym bardzo dobry, zdobywa same celujace oceny, do tego raczej scisle przedmioty matematyka, fizyka, geografia, nie cierpi historii.
              A co do sytuacji rodzinnej to pomiedzy mna a mezem jest dobrze, stabilny zwiazek.
              • verdana Re: Choroba a zachowanie 27.08.14, 22:09
                Prawdę mówiąc, nie rozumiem.
                Syn najwyraźniej ma poważne problemy. W takim wypadku szuka sie diagnozy tak długo, aż się znajdzie. Tymczasem dla Ciebie problemem jest niemożność trzymania w domu słodyczy.
                Co gorsza masz do niego pretensje, całkowicie ignorując fakt, ze miałaś potrzebujące fachowej pomocy dziecko, na które w pewnym momencie machnęłaś ręką. Teraz masz pretensje o swoje własne zaniedbania.
                • ola_dom Re: Choroba a zachowanie 27.08.14, 22:15
                  verdana napisała:

                  > Teraz masz pretensje o swoje własne zaniedbania.

                  Chyba trochę się zagalopowałaś - akanka wyraźnie napisała, że chodziła do wielu specjalistów, także prywatnie - i wszyscy zgodnie twierdzili, że wszystko jest w najlepszym porządku, dzieciak dobrze się rozwija i tak dalej.
                  Po którejś z kolei takiej "diagnozie" naprawdę można zacząć się zastanawiać, czy to aby z nami jest wszystko w porządku, czy nie doszukujemy się na siłę choroby u dziecka - w końcu nie każde jest towarzyskim przytulasem, dzieci są różne.
                  Pewnie można i należało zrobić więcej - ale nie można teraz mieć wyłącznej pretensji do matki o zaniedbania, bo to grubo niesprawiedliwe.
                • akanka Re: Choroba a zachowanie 27.08.14, 22:22
                  Rzeczywiscie nie rozumiesz, moze ja nie umiem tego wlasciwie napisac, uczepilas sie slodyczy, napisalam przeciez ze to nie ma znaczenia.
                  I nie machnelam reka na dziecko ktore potrzebowalo pomocy, po prostu nie dostalam zadnej, wszyscy mi mowili ze z dzieckiem jest wszystko w porzadku, a jak wracalam mowiac ze czuje ze nie jest, zostalo mi powiedziane ze wyolbrzymiam i chyba sama mam problem. To nie byl tylko jeden lekarz, bylo ich kilku. A 10 lat temu ja nie mialam dostepu do internetu w domu, zeby wygooglac
                  • verdana Re: Choroba a zachowanie 27.08.14, 22:26
                    Ale wiesz, ze jest nie w porządku. Mimo to masz pretensję, ze jest, jaki jest. Gdyby to nie chodziło o psychikę, a o problemy ze słuchem, wzrokiem czy czymś takim - które wyraźnie byś widziała, a lekarze nie - też byś odpuściła i teraz miała pretensję, że syn nie słyszy, jak wołasz?
                    Prawdopodobnie nie był to problem dla zwykłego lekarza, ale dla dobrego psychologa czy psychiatry. Byłaś ?
                    • pade Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 09:09
                      Gdzie Verdano wyczytałaś, że autorka ma pretensje do syna? Drażni ją jego zachowanie, żali się, prosi o radę, to normalne chyba.
                      Co do braku diagnozy, doskonale autorkę rozumiem.
                      5 lat zajęło mi zdiagnozowanie mojego syna. 5 lat!!!
                      Od zerówki chodziłam z nim do poradni ppp, prosiłam o pomoc wychowawcę, pedagoga, psychologa i wciąż słyszałam, że to ja jestem przewrazliwiona, nadopiekuńcza i dziecku nic nie jest, wyrośnie...
                      Co roku stawiałam się w poradni, raz się popłakałam podczas rozmowy, bo już nie mogłam wytrzymać tego zbywania mnie. Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że intuicja mnie nie myli i coś jest nie tak. Zadzwoniłam w końcu do dyrekcji ppp i poprosiłam o zmianę diagnosty, odmówiono mi, złożyłam skargę, olano mnie. I wtedy się załamałam.
                      Przypadkowa osoba wysłuchała mnie i dała telefon do psychologa. Zadzwoniłam do zupełnie obcej mi osoby i błagałam o pomoc. I wreszcie ktoś mnie potraktował powaznie i skierował do Polskiego Towarzystwa Dysleksji.
                      Oczywiście zdiagnozowano synowi dysleksję rozwojową.
                      Tylko dlatego, że jestem uparta jak kozioł udało mi się w końcu zdiagnozować dziecko. Dlatego wcale mnie nie dziwi, że słysząc zewsząd, ze dziecku nic nie jest mozna zrezygnować i uznac, że ma taki "charakter".
                      • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 14:08
                        Zdiagnozowanie mojego syna (także dysleksja) zajęło mi także ok. 5 lat. Tylko weź pod uwagę, ze widząc, ze nasi synowie mają problem, nie odpuściłyśmy. I t jest ta zasadnicza różnica.
                        • pade Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 15:55
                          Nie odpuściłam bo jestem uparta, ale...niewiele brakowało a uwierzyłabym, że to ze mną jest coś nie tak, bo widzę w dziecku coś, czego nie widzą fachowcy.
                          • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 16:09
                            Ja też:)
                            Ale tu minęło wiele lat. I widać, na pierwszy rzut oka, że nie jest dobrze. Przy czym najwyraźniej i psychiatra i psycholog w Polsce nie odesłali do domu, tylko starali sie coś zrobić, a wiec chyba widzieli problem.
                    • akanka Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 11:11
                      Verdano bylam, napisalam juz o tym w poscie powyzej. Przez trzy lata chodzilam z nim do poradni psychologiczno pedagogicznej, przez prawie trzy lata do psychologa, ktory obserwowal dziecko, ktore w czasie wizyt pieknie sie bawilo (samo, bez innych dzieci) reagowalo na to co sie do niego mowi, rozumial wszystko, dobrze sobie radzil z zagadkami i lamiglowkami, nie mial problemu z interakcjami z pania psycholog. Po prawie trzech latach mojego nagabywania dostalam w koncu skierowanie do psychiatry dzieciecego dla tego mojego aniola. Bylam na trzech wizytach, po ktorych mialam wrazenie ze jestem ciezko chora psychicznie, bo choc moje dziecko pieknie znalo wszystkie litery to sylaby i laczenie ich nawet w najprostsze wyrazy bylo nie do przeskoczenia a ja sie dowiedzialam ze jestem zbyt wymagajaca i stad agresja, ze jestem winna pojawienia sie mlodszego brata o ktorego zrobil sie zazdrosny i stad agresja, ze gdybym nie zachorowala i nie spedzila trzech miesiecy w szpitalu porzucajac dziecko to moze nie bylby taki agresywny, a ja zaburzylam jego poczucie bezpieczenstwa. I nie docieraly moje tlumaczenia ze agresja i brak potrzeby na kontakty oraz mase innych mnie niepokojacych drobiazgow pojawilo sie dlugo zanim poszedl do szkoly, zanim pojawil sie mlodszy brat i zanim ja trafilam do szpitala. Wiecej nie poszlam na wizyte do ppp. Po kilku miesiacach dostalam namiar na polecanego psychologa dzieciecego prywatnie, zaczelismy tam chodzic, ale po 6 miesiacach walkowania urazow okoloporodowych, alergii i sytuacji domowej dalej bylam w punkcie wyjscia. Potem wyprowadzilismy sie za granice. Szukanie pomocy bylo znacznie ciezsze, bo nie znalam tutejszych realiow, nie wiedzialam gdzie sie udac, a problemow z dzieckiem dalej nikt nie widzial oprocz nas. Gdyby syn mial problemy ze sluchem czy wzrokiem to sa badania ktorymi latwo to mozna stwierdzic. Swoja droga okuliste i audiologa tez zaliczylismy bo moze syn nie widzi dobrze, albo niedoslyszy i stad nerwy...
                      • miacasa Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 12:27
                        Dziecko powinno być diagnozowane przez zespół specjalistów: psychiatra, psycholog dziecięcy i pedagog. Do tego należy odbyć konsultacje i wykonać zlecone badania: poradnia genetyczna, neurologiczna, alergologiczna, otolaryngologiczna. Diagnozę niestety w Polsce robi się prywatnie i sporo kosztuje.
                      • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 14:15
                        Innymi słowy - odpuściłaś, bo nie podobało Ci się, że lekarz nie ocenił Cię jako wzorową matkę. Nawet to rozumiem, ale uznałaś, ze nie ma sensu szukać innego psychiatry, przecież ten, który Ci nie odpowiadał, nie był jedyny na świecie.
                        Po czym widząc, ze problemy trwają odpuściłaś, choć problemów ze słuchem czy wzrokiem byś nie odpuściła. Odpuściłaś, mimo, ze i psychiatra i psycholog dziecięcy, jak widać, jednak nie uważali, że wszystko jest w porządku. Diagnoza psychologiczna i psychiatryczna to nie jest jedna czy dwie wizyty. Czasem trzeba poszukać specjalisty, z którym dziecko znajdzie wspólny język - w wypadku mojego dziecka był to 5 czy 6 psycholog.

                        • akanka Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 16:44
                          Verdano nie bardzo wiem co probujesz osiagnac? Przyznanie sie ze odpuscilam? Tak w pewnym momencie odpuscilam, co to zmienia teraz? Sytuacje w zyciu sa rozne, kiedy mieszkalismy w Polsce ppp byla jedynym miejscem gdzie moglam zobaczyc specjalistow ktorzy mialam nadzieje nam pomoga bez koniecznosci placenia. Nasza sytuacja finansowa byla bardzo kiepska, w miejscu gdzie mieszkalismy pracy nie bylo, a do specjalistow trzeba bylo dojezdzac, z Polski nie wyprowadzilismy sie dla fantazji tylko z koniecznosci. Pol roku prowadzenia dziecka na terapie bylo ogromnym obciazeniem w naszym budzecie i spowodowalo dlugi, na dalsze po prostu nie bylo nas stac tak czy inaczej.
                          Post napisalam, zeby przeczytac co inni ludzie mysla o wyciaganiu konsekwencji/karaniu praktycznie doroslego choc zaleznego od rodzicow mlodego czlowieka, a nie po to zeby diagnoze otrzymac.
                          • sebalda Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 16:47
                            Ale jak można karać człowieka za coś, co jest wynikiem choroby, a nie złego charakteru, niewychowania, złośliwości? Naprawdę nie widzisz różnicy???
                            • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 16:54
                              "Nasza sytuacja finansowa byla bardzo kiepska, w miejscu gdzie mieszkalismy pracy nie bylo, a do specjalistow trzeba bylo dojezdzac, z Polski nie wyprowadzilismy sie dla fantazji tylko z koniecznosci. Pol roku prowadzenia dziecka na terapie bylo ogromnym obciążeniem w naszym budzecie i spowodowalo dlug". Gdyby syn źle widział, czy też uznałabyś, ze można go nie leczyć, a potem mieć pretensje, ze nie dostał prawa jazdy? Poza tym istnieje państwowa terapia, państwowi psychiatrzy, także za granicą.
                              Zaniedbaliście zdrowie syna, a teraz uznajecie, że to on ma ponosić tego konsekwencje - jego obowiązkiem jest zachowywać sie jak zdrowy człowiek. Zmartwię Cię. Być może syn nigdy nie będzie zachowywał się "normalnie", bo terapia prowadzona w dorosłym wieku jest zazwyczaj bez porównania trudniejsza. I swoją odpowiedzią potwierdzasz niestety to, co pisałam już parę razy - nie o syna sie troszczysz, ale o własne dobre samopoczucie.
                              • ola_dom Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 17:14
                                verdana napisała:

                                > nie o syna sie troszczysz, ale o własne dobre samopoczucie.

                                nic to, Verdano - najważniejsze, że właśnie poprawiłaś je sobie.
                                • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 17:25
                                  Nie, być może poprawiłam sytuację 18-latka, którego rodzina uważa za winnego własnej dysfunkcji.
                                  Ten 18-latek to nie jest byt wirtualny. Naprawdę sądzisz, że należy mamusię pogłaskać po głowie, współczuć, powiedzieć, ze jej ciężko, a synek jest okropny - i pozwolić, aby rodzina zastanawiała sie nad zdyscyplinowaniem faceta, którego należy leczyć?
                                  • ola_dom Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 17:42
                                    Między opluwaniem a głaskaniem jest całe spektrum zachowań, których można użyć.
                                    Uświadomić komuś, że postępował źle - także można zrobić w różny sposób.
                                    Pomocą dla 18-latka będzie wskazanie matce, co TERAZ może zrobić (i sporo takich wskazówek w tym wątku padło), a nie wyjaśnianie, czego głupia nie zrobiła była w przeszłości.
                                    Ty natomiast z lubością skupiłaś się na tym, żeby potwierdzić swoje pierwsze założenie - co zresztą sama kilka razy sama podkreśliłaś.
                                    • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 17:55
                                      "Post napisalam, zeby przeczytac co inni ludzie mysla o wyciaganiu konsekwencji/karaniu praktycznie doroslego choc zaleznego od rodzicow mlodego czlowieka, a nie po to zeby diagnoze otrzymac. "
                                      Na początku odpowiedzi dawane matce były znacznie bardziej wyważone i spokojne, choć naprawdę od poczatku widać, ze w tym wszystkim syn jest najmniej ważny. Problem w tym, ze matka nadal skupia sie na karaniu, a najwyraźniej nie ma zamiaru zająć sie jakąkolwiek diagnozą. W tym wypadku jest pora na powiedzenie wprost, co się o tym myśli.
                                  • miedzymorze Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 17:45
                                    Dysfunkcja jest jak na razie forumowych przypuszczeniem nie popartym żadną diagnozą, więc nie musi być prawdą. Jak najbardziej należy diagnozować, ale wymagać poprawnego zachowania też nie zaszkodzi.
                                    Może się okazać, że to zwykłe chamstwo i po prostu metody wychowania dla tego akurat dziecka nie zadziałały.
                                    Dopisuję się do frakcji 'posłuchaj męża' ;)

                                    pozdr,
                                    mi
                                    • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 17:51
                                      Zależy. Jeśli facet ma pewne zachowania ze spektrum autyzmu, to naprawdę wychowanie w wieku 18 lat niewiele pomoże. Najpierw trzeba zdiagnozować, a potem dostosować wymagania do diagnozy. Zwykłe chamstwo rzadko kiedy objawia się problemami w dzieciństwie.
                              • miacasa Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 17:47
                                Poza tym istnieje państwowa terapia, państwowi psyc
                                > hiatrzy, także za granicą.


                                A udało ci się państwowo zdiagnozować dziecko i poprowadzić terapię?
                                Jeśli dziecko fizycznie jest zdrowe, nie ma zaburzeń neurologicznych to zanim ktoś coś wyłapie jest już za późno na objęcie go bezpłatnym programem wczesnego wspomagania. Żaden z pediatrów w moim mieście nie wychwycił niczego niepokojącego u mojej córki, panie z PPP rozkładały ręce i nie rozumiały o co mi chodzi bo przecież zna kolory, litery, znakomicie liczy i właściwie to ja się czepiam. Pani psycholog z IMiDz też nie bardzo wiedziała co z tym moim dzieckiem począć, na moją prośbę dała skierowanie do psychiatry, pani psychiatra też była bezradna i rozłożyła ręce. Alergolog niczego nie znalazł, laryngolog też, neurolog wysłał do neurochirurga a ten nic nie miał do powiedzenia. Panie w przedszkolu nazywały dziecko dziwakiem ostrym, teściowa uważała, że jestem złą matką bo podejrzewam dziecko o jakieś zaburzenia a ono cudne i geniuszem pachnie. Na pilickiej powiedzieli, że dziecko za stare na ich możliwości. Diagnozę robiliśmy prywatnie, koszt duży (diagnoza, dojazdy do Warszawy, koszt opieki nad drugim dzieckiem). Terapia płatna, brak w tamtym okresie jakiejkolwiek oferty w ramach NFZ. Duży problem logistyczny by to przeprowadzić, efekt terapii baaardzo mizerny, wręcz niezauważalny. Jedyna korzyść to papier do szkoły, który ułatwiał nauczycielom zrozumienie dziwactw córki.

                                Zapominacie, że ten chłopak ma prawie 18 lat, kiedy miał 5-6 mało kto w Polsce miał pojęcie o ZA. Moje dziecko było pierwszym w historii szkoły, które taką diagnozę przyniosło a ma lat niespełna 12.
                                • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 17:52
                                  Ale potem ten chłopak miał 10, 12, 15 lat - i nadal nikt się nim nie zajął. Za granicą, nie w Polsce.
                                  • miacasa Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 17:58
                                    W Polsce był pod opieką psychologa, zagraniczni lekarze nie widzieli problemu (tak zrozumiałam wypowiedź Autorki). W pewnym momencie matka była tą co to "z dziecka wariata robi" i odpuściła.
                                    • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 18:07
                                      Nie, problem widzieli, tylko matka nie umiała zaprowadzić dziecka do lekarza. I co więcej, mogę to zrozumieć. Nie rozumiem jednak, jak wiedząc o tym, że problemy miał syn od dzieciństwa, można teraz, gdy jest niemal dorosły nagle uznać, ze pora go "wychować".
                                      • miedzymorze Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 18:17
                                        No chwila, przecież zaprowadziła a młody odstawił totalny brak współpracy. To tez jej wina ?
                                        Heloł ?

                                        pozdr,
                                        mi
                                        • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 18:24
                                          Jakoś nie bardzo wyobrażam sobie, aby zaniechać leczenia dziecka, ponieważ ono odmawia współpracy. Ale rozumiem, ze to może być bardzo trudne. Jednak wtedy nalezy mieć świadomość, że ma sie dziecko z problemem, który nie został zdiagnozowany i ew. leczony. Czyli nie należy nagle uznać, ze w domu ma sie zwykłego, bardzo źle wychowanego 18-latka i nie zastanawiać się nad tym, czy nie zacząć go dyscyplinować....
                                          • miedzymorze Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 20:52
                                            To co proponujesz ? Ciągnać dziecko do lekarza, a ono siedzi i NIC. Jaki to ma sens ? Zwłaszcza że wczesniej fafnastu innych nie stwierdziło żadnych zaburzeń. Uważasz, że matka ma mieć jakiś cudowny siódmy zmysł i być mądrzejsza od wszystkich napotkanych po drodze specjalistów?

                                            pozdr,
                                            mi
                                            • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 20:59
                                              Nie fafnastu, tylko panie z poradni pedagogicznej. Nie najlepsze miejsce na diagnozowanie np. autyzmu. Psycholog i psychiatra - z wypowiedzi autorki raz wynika, ze nic nie widzieli, innym razem, że jednak próbowali terapii, do domu nie odesłali, tylko terapia nie odpowiadała rodzicom. Potem dziecko nie dało sie zaciągnąć do lekarza - a nie lekarz nic nie widział.
                                              W tym wypadku matka najwyraźniej jednak ma ten cudowny siódmy zmysł, bo widzi, że z synem dzieje sie coś niedobrego, potrafi to opisać. Nie potrafi tylko przekonać syna do terapii.
                                              Co radzę - spróbować raz jeszcze, a nie przejdź do porządku dziennego nad problemami syna, próbować go "dyscyplinować", co przy niektórych zaburzeniach może zaowocować wzrostem agresji i nasileniem problemów.
                                            • pade Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 21:12
                                              Hehe:)
                                              Ja chyba mam ten siódmy zmysł.
                                              Bo ilekroć coś u dziecka zauważyłam, drobiazg jakiś, bagatelizowany przez fachowców, później okazywało się, że to jednak poważniejsza sprawa.
                                              Ja po prostu mam do siebie zaufanie w tym względzie. I jeśli intuicja mówi mi, że z moim dzieckiem jest coś nie tak, to się jej słucham.
                                              Gdy syn jako dwumiesięczne niemowlę trafił do szpitala, ja, mimo braku medycznego wykształcenia, na logikę uznałam, że do antybiotyku przydaloby się podać osłonę. Upierałam się przy swoim, więc dostałam burę od ordynatora i kazano mi się wynieść ze szpitala.
                                              Potem okazało się, że dziecko ma zniszczone kostki jelitowe przez brak osłony.
                                              Gdy urodziłam córę, niepokoiło mnie jej zachowanie przy ssaniu piersi i niewielkie przybieranie na wadze (waga urodzeniowa 4300). Z przychodni mnie wygonili, więc wzywałam lekarzy do domu. Trzeci z kolei lekarz kazał mi iść do psychiatry.
                                              Nie poszłam do psychiatry tylko do chirurga i okazało się, że córka może być bardzo chora. Nie wierzyłam w najgorszą wersję, podejrzewałam pośrednią. Wykonano biopsję jelita i wypisano nas do domu. Po dwóch dniach córka dostała krwotoku. Na oddziale, kiedy zbierał się zespół operacyjny i konsylium upierałam się, że krwotok jest z miejsca biopsji. Nikt się ze mną nie zgodził. Nie było takiego przypadku. Przeprowadzono kilkugodzinną operację, zaopatrzono jeszcze raz miejsce pobrania wycinku, bo okazało się, że nie ma innego miejsca krwawienia. Ale przynajmniej raz ordynator okazał się człowiekiem i przyznał mi rację.
                                              No i dysleksja syna, już o tym pisałam. Pomniejszych przykładów też mam bez liku.
                                              Niestety tę walkę z wiatrakami przypłaciłam własnym zdrowiem.
                                              Nie jest łatwo walczyć o zdrowie dziecka z personelem medycznym. Do tego trzeba dużej siły, determinacji i wiary w siebie. I ja rozumiem doskonale, że można zwątpić.
                                              • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 21:32
                                                To jest nie tylko intuicja. To także czas, umiejętność obserwacji i dobra znajomość - o własnie, chciałam napisać "dziecka". Bo wiele lat byłam dumna z matczynej intuicji - dwóch lekarzy stwierdziło katar, poszłam do trzeciego - zapalenie płuc. W drugim przypadku - babcia poszła z kaszlącym dzieckiem do lekarza, lekarz stwierdził zapalenie płuc, a ja byłam pewna, ze dziecku nic nie jest. Zaufany lekarz przyznał mi rację. Po czym okazało się, ze to żadna tam matczyna intuicja - bo to samo miałam z domowymi zwierzętami, których matką jako żywo nie jestem. Po prostu w domu długotrwała obserwacja jest czymś innym, niz 10 minut u lekarza.
                                                I ja doskonale rozumiem, ze można wątpić. Ale gdy problem nie mija całe lata, jednak należałoby uznać, ze niezależnie d opinii specjalistów istnieje.
                                                • pade Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 21:38
                                                  nie pisałam o matczynej intuicji, tylko o intuicji w ogóle
                                                  ale fakt, podałam przykłady dotyczące dzieci bo o dziecku jest wątek
                                                  u mnie to była kwestia obserwacji, ale i też takiego dręczącego, upierdliwego głosu, którego nie mogłam zbagatelizować
                                                  • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 21:51
                                                    Tak, zdecydowanie się zgadzam. I uważam też, ze są osoby bez takiej intuicji. Ale w tym wypadku na pewno nie zawiodła intuicja, tylko zabrakło cierpliwości.
                                                • 71tosia Re: Choroba a zachowanie 29.08.14, 01:25
                                                  a nie znasz przypadkow kiedy matka sie upiera ze dziecko chore a dziecku nic nie jest? Skoro ilus specjalistow twierdzi ze dziecko zachowuje sie normalnie to moze czasami mozna a nawet trzeba w to uwierzyc? Nie wiemy jak jest w tym przypadku. Byc moze dzieciak jest tylko skrajnie egocentryczny i neurotyczny?
                                                  • verdana Re: Choroba a zachowanie 29.08.14, 09:13
                                                    Znam. Ale w tym wypadku problem widza także chyba inni domownicy. No i czym innym jest, gdy matka upiera sie, ze dziecko chore, choć żadnych objawów nie ma, a co innego, gdy objawy widać na pierwszy rzut oka i utrzymują się one latami.
                                                  • 71tosia Re: Choroba a zachowanie 29.08.14, 18:29
                                                    nie wiem czy widac na pierwszy zut oka skoro kilku specjalistow do ktorych matka sie zglosila ich nie widzieli. Jezeli ty widzisz a inni nie widza to sa zawsze dwa wyjascia albo ty albo inni maja racje. Jezeli kilku specjalistow mowi ci ze nia ma proablemu to nic dziwnego ze w miare rozsadna nie zaburzona matka zaczyna miec watpliwosci czy oby ma racje i odpuszcza dalsze diagnozowanie. Wiec nie przesadzajmy z tymi atakami, z tego co pisze autorka to tak szybko nie odpuscila.
                                      • pade Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 19:57
                                        matka, matka, a co z ojcem?
                                        on nie jest odpowiedzialny?
                                        • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 20:07
                                          Jest w równym stopniu. Ale rozmawiamy z matką.
                              • akanka Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 17:55
                                Jaki twoj swiat jest czarno bialy.
                                Najpierw pojawiaja sie gromy, ze jego zachowanie to brak mojej konsekwncjii, a teraz pomimo ze moje metody wychowawcze to od zawsze rozmowa, to jestem najgorsza matka bo zapytalam jak postepowac...
                                Zarzucasz ze troszcze sie tylko o swoje samopoczucie... Moze tak, to ja sie zle czuje z tym ze syn jest jaki jest, on akurat uwaza ze z nim wszystko w porzadku tylko swiat jest do dupy, dla niego izolacja i brak kontaktow z ludzmi jest czyms super, on sie w tym swietnie czuje, to ja staram sie to zmienic, wbrew jemu, ale to ja wiem ze nie zyje na bezludnej wyspie i kontaktow z ludzmi nie uniknie, wiec to ja staram sie mu tlumaczyc na czym one polegaja. Wydawalo mi sie ze robie to zeby jemu ulatwic zycie, zeby mu pomoc, ale wyprowadzilas mnie z bledu, robie to dla siebie. I wybacz ale w Polsce nikt nie uwazal ze z moim synem jest cos nie tak, to ja zapisywalam do ppp na wizyty, choc psycholog mowila ze nie trzeba, to na moje nekanie dala skierowanie do psychiatry, zebym w koncu zrozumiala ze z synem jest wszystko w porzadku, skoro jej autorytet nie dziala i to ja nalegalam na kazde kolejne spotkanie z psychiatra, ktora uwazala ze nie ma nic niepokojacego w zachowaniu dziecka. Wiec to niestety nie bylo tak, ze ktos uznal ze cos jest nie w porzadku i trzeba go obserwowac, gdyby mi ktokolwiek dal znak ze cos go niepokoi, ze moze moje obawy nie sa wymyslem wariatki to bym sie tego uczepila, a nie dostalam takiego sygnalu.
                                Wiec nie uznaje ze syn ma sie zachowywac jak zdrowy czlowiek, szukam sposobu na to jak z nim postepowac, bladze po omacku starajac sie go wychowac, starajac sie go zrozumiec i pomoc mu zrozumiec innych.
                                I niestety tu gdzie mieszkamy nie dostalam nigdy skierowania do psychologa, ani na zadna terapie, syn do lekarza nie pojdzie, ostatni raz byl wtedy kiedy jeszcze mialam przewage i moglam go zaprowadzic za kolnierz. Najpierw bylam kilkanascie razy sama tlumaczac lekarzowi w czym problem, w koncu uslyszalam ze da skierowanie ale musi syna zobaczyc i z nim porozmawiac, wiec sila, prosba i grozba zaprowadzilam, a on i tak oznajmil glosno ze on na terapie nie pojdzie, nie i koniec, slowem sie wiecej do lekarza nie odezwal mimo prob rozmowy. Lekarz stwierdzil ze nie da sie terapii prowadzic bez woli zainteresowanego i na tym sprawe zakonczyl. Wiec faktycznie znowu nie drazylam bardziej. Teraz tez syn na terapie nie pojdzie, bo nie... Wiec ja szukam wskazowek dla siebie, zeby sobie poprawic samopoczucie.
                                • verdana Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 18:06
                                  Nadal nie rozumiesz.
                                  Jeśli syn ma zaburzenia, to nie wytłumaczysz mu niczego. Tu potrzebna jest diagnoza, ale najwyraźniej tego akurat zrobić nie chcesz. Bo zawiodłaś się w Polsce na psychiatrze. Widziałaś jednak, ze z dzieckiem coś jest nie tak, ale nie próbowałaś dalej. Przypuszczam, że gdyby to była dolegliwość fizyczna, szukałabyś kolejnych lekarzy. Ale po wyjeździe zachowanie syna nie uległo zmianie, minęło wiele lat, nadal byłaś zaniepokojona - i nie szukałaś dalej pomocy. Być może któryś z kolei psychiatra czy psycholog powiedziałby Ci, jak postępować z dzieckiem.
                                  W tej chwili szukasz u nas porady, jak wychowywać dorosłego , dziwacznie się zachowującego. Problem w tym, ze nikt Ci tu nie jest w stanie pomóc. Jeśli syn jest zdrowy (a chyba jednak nie jest), to jest skrajnie egocentryczny i chamski. Prawdę mówiąc, to sie zdarza nastolatkom, zwykle nieco młodszym wprawdzie i wtedy postawienie do pionu, zalecane przez męża może podziałać. Może podziałać też zwyczajnie czas, większość nastolatków z tego wyrasta.
                                  Natomiast jeśli syn ma problemy psychiczne i nie umiałaś, gdy był dzieckiem, zaprowadzić go do lekarza - to tym bardziej teraz nie zaprowadzisz. Tylko wtedy metody wychowawcze, które czasem działają przy zdrowych ludziach, mogą tylko zaszkodzić. Poza tym nie należy oczekiwać spektakularnych zmian - być może syn nigdy nie nauczy się rozumieć innych ludzi. Jednak w takim wypadku nie możesz winić syna, ze jest, jaki jest - on się nie dostosuje. I to jest najważniejsze - jeśli nie będziesz wiedziała, czy masz do czynienia ze zdrowym, rozpuszczonym jak dziadowski bicz chamidłem, czy z facetem z problemami i dysfunkcjami - nie możesz wiedzieć, jak z nim postępować i jak go traktować. Tego nikt na forum Ci nie powie.
                                • pade Re: Choroba a zachowanie 28.08.14, 20:16
                                  A co jest dla Ciebie największym problemem?
                                  Agresywne zachowanie i odzywki, izolacja od ludzi, nieodpowiednie odżywianie, egoizm?
                                • pade Alanko 28.08.14, 20:35
                                  Dziewczyny diagnozują tu różne choroby, mogą mieć rację, ale mogą się też mylić, tak jak ja teraz. Mimo wszystko jednak napiszę, co podejrzewam u Twojego syna, bo po prostu chcę pomóc. Czytałaś kiedyś o zaburzeniach integracji sensorycznej?
                                  Mój syn również nie znosił być dotykany, myje się tylko w gorącej wodzie, rękami, nie gąbką bo za szorstka, nie ma wyczucia jak się ubrać, bo nie wyczuwa dobrze temperatury na dworze, je tylko wybrane produkty (do trzeciego roku życia trzy potrawy, potem zwiększył o dwie kolejne i tak całe lata).
                                  Człowiek z zaburzeniami integracji sensorycznej ma problem z przetwarzaniem bodźców. Odbiera je za mocno albo za słabo.
                                  To może powodować unikanie ludzi jak również agresję.
                                  Poczytaj:
                                  www.integracjasensoryczna.com.pl/pl/d/23fb846675cdd6923b0a0f197cc7da3a
                                  fragment:
                                  W przeciwieństwie do nastolatków poszukujących silnych doznań zmysłowych, są też
                                  takie, które unikają sytuacji społecznych, takich jak imprezy szkolne, kółka
                                  zainteresowań; ograniczają uczestnictwo w życiu społecznym i wycofują się, czasami aż
                                  do punktu całkowitej izolacji. Możliwe, że jest to związane z podwyższoną wrażliwością na
                                  doznania, tak, że bodźce sensoryczne o normalnej intensywności są odbierane przez
                                  nastolatka jako zagrażające (Dunn, 1997). W takim przypadku, nastolatek przeznacza
                                  ogromne ilości energii, aby radzić sobie z nieustannym, atakującym go natłokiem
                                  bodźców; może to prowadzić do lęków i niepokoju. Często te emocje są manifestowane
                                  agresją, irytacją, kontrolą zachowań albo unikaniem pewnych czynności, sytuacji czy
                                  materiałów
              • aqua48 Akanko 27.08.14, 22:23
                akanka napisała:


                > Przyklad z bita smietana podalam po to zeby zobrazowac kwestie powodu awantury,
                > kwestie nieodczuwania glodu i zywienia sie slodyczami dostepnymi w domu zamias
                > t normalnymi posilkami. to bylo moje pierwsze dzi
                > ecko, a nie bylam w stanie go praktycznie wogole przytulic, wyrywal sie nie lub
                > il, krzyczal ze nie chce, strasznie mnie to martwilo. Z wiekiem nic sie nie zmi
                > enilo,
                > Syn nie ma potrzeby na blizsze kontakty z ludzmi, ludzi nie lubi, nie ma kolego
                > w, nigdy nie mial zadnego przyjaciela, w szkole jak byl mlodszy ciagle nam zwra
                > cano uwage ze nie pracuje w zespole. Syn mowi ze ludzi nie rozumie, ja mam wraz
                > enie ze nie rozumie emocji
                > mowi ze nie nadaja na tych samych falach, woli byc sam, pracowac sam.
                > Jesli chodzi o pasje to oczywiscie komputery, syn programuje i z tym wiaze swoj
                > a przyszlosc, jest w tym bardzo dobry

                To co opisujesz to objawy podobne do Zespołu Aspergera, trudno na forum określić co dolega synowi, być może jest to ZA, być może lekki autyzm, albo Zaburzenia Obsesyjno Kompulsywne, na co wskazywałby ten przymus zjadania słodyczy, nad którym chłopak nie panuje i wysoka inteligencja. Szukałabym na Twoim miejscu pomocy psychiatrycznej dla syna. Diagnoza w takich przypadkach jest trudna - często potrzebna jest krótkotrwała hospitalizacja i obserwacja, bardzo trudne jest również właściwe postępowanie z takim człowiekiem w domu. Jednak jeśli uświadomicie sobie WSZYSCY, że jego zachowanie nie jest spowodowane zwykłym chamstwem (wyzwiska), czy lenistwem (odmowa pomocy i zamykanie się we własnym świecie) być może będzie Wam w rodzinie lżej. A synowi pomoże to w opanowywaniu niepożądanych społecznie zachowań i nawiązywaniu kontaktów z innymi w przyszłości. Będziecie też mogli go wspierać zamiast z nim walczyć.
                • verdana Re: Akanko 27.08.14, 22:29
                  O to własnie chodzi. Rodzina widzi, że z dzieckiem jednak nie wszystko jest w porządku. Lekarze mówią, ze jest - więc rodzina odpuszcza dalsze szukanie. Ale gdy z zaburzonego dziecka wyrasta zaburzony dorosły uznaje się, ze problem jest w nim, że on jest zwyczajnie chamski, niegrzeczny, nieopanowany. Tak, jakby to wszystko, co było widać przez lata nie wpływało w żaden sposób na ocenę zachowania. To, co pisałam od razu - lepiej uznać, ze syn jest problemem, niż że ma problem.
          • ola_dom Re: Choroba a zachowanie 27.08.14, 16:05
            sebalda napisała:

            > Takie ferowanie najgorszych wyroków w stosunku do tego chłopaka i jego matki jest podobne
            > do potępienia dla osoby z zespołem Tourette"a, która okrutnie przeklina.

            O tym samym pomyślałam...
            A przecież nie musi to być aż zespół Tourette'a, czasem właśnie niektóre alergie i nietolerancje pokarmowe dają reakcje absolutnie nie do wyobrażenia. O mleku warto trochę poczytać, o słodyczach, o zagrzybieniu organizmu.
            Ale przecież to idiotyczne, żeby w takim przypadku zajmować się jedzeniem - jedzeniem się chamstwa nie wyleczy przecież, prawda.....

            A na serio - najpierw warto, jak w każdym wypadku, wykluczyć "kwestie organiczne", a jak one okażą się w najlepszym porządku, wtedy zająć się wyplenianiem chamstwa.
            • sebalda Re: Choroba a zachowanie 27.08.14, 16:15
              Nie miałam na myśli tego, że tutaj jest zespół Tourette'a, tylko porównanie, że nie można czasami oceniać zachowania w oderwaniu od podłoża zdrowotnego. Jest naprawdę sporo schorzeń, których jednym z objawów jest nadmierna agresja. Schorzeń nie tylko natury psychologicznej, ale właśnie fizjologicznej. Ostatnio czytałam, jak bardzo na przykład zmienia się zachowanie zwierzęcia, gdy cierpi. Wszystkim się wydaje, że pies jest agresywny, a on w ten sposób manifestuje chorobę jak najbardziej cielesną, z ludźmi jest czasami podobnie.
              • ola_dom Re: Choroba a zachowanie 27.08.14, 16:25
                sebalda napisała:

                > Nie miałam na myśli tego, że tutaj jest zespół Tourette'a, tylko porównanie, że
                > nie można czasami oceniać zachowania w oderwaniu od podłoża zdrowotnego.

                Ja też :)
                Ale obawiałam się, że porównanie do zespołu Tourette'a, co mi także przyszło do głowy, zostanie wykpione, bo to przecież zwykły cham, a ja go próbuję usprawiedliwiać potencjalną rzadką chorobą. Może jeszcze pomroczność jasną wymyślę, czy i co lepszego?
    • vilez Re: Mlody dorosly- konsekwencje 27.08.14, 23:47
      Młodemu człowiekowi trzeb pomóc diagnozując go. Poradnia.
      • sonic4 Re: Mlody dorosly- konsekwencje 28.08.14, 04:13
        Ale 18-latek musi zgodzić się na poradnię.
        Mam dwóch synów - bliźnieta - z jednym z nich mamy podobny kłopot.
        Mama tego chłopca pisze, że ma dobry związek z mężem. A jak ma się do tego problem, że mąż uważa, że inne metody (kary, zakazy i... co jeszcze? , a nie tylko rozmowy) przyniosłyby lepsze rezultaty? Czy mąż nie brał więc udziału w wychowaniu? Wycofuje się i ustępuje modelowi wychowania narzuconemu przez żonę? Ten właśnie problem zaznacza się w mojej rodzinie - mamy z mężem inne poglądy na temat sposobów wychowania dzieci. Obawiam się, że obecne kłopoty z moim synem związane mogą być z zerwaniem więzi miedzy ojcem a synem w wyniku zawodu jakiego doznało dziecko od ojca. Mój mąż uznaje metody, które ja nazywam "wojskowymi": za przewinienie-kara, a syn jest bardzo wrażliwy emocjonalnie, a jednocześnie impulsywny i ma "emocje na dłoni". Mąż był jednak zawsze niekonsekwentny w swym działaniu i także działa pod wpływem emocji. Często dawał dzieciom nieadekwatne do przewinienia kary, przez co dzieci czuły się pokrzywdzone (np. tydzień bez TV dla 5-latka), aby potem po rozmowie ze mną, żeby więcej tak nie robić, zmienić te kare na mniejszą, a zdarzało się, że dawał kare ale jej nie egzekwował lub oczekiwał żebym to ja ją wyegzekwowała (co też wielokrotnie robiłam). Obecnie nie ma w ogóle autorytetu. Przez lata próbowałam tłumaczyć mężowi i mówić o konsekwencjach jego metod, ale w końcu przestał słuchać i dalej robił po swojemu. Obecnie tkwimy w problemie takim, że syn nie szanuje nas obojga, ani rodzeństwa, uważa, że może jeść z lodówki na co ma ochotę, bez oglądania się na innych (np. zje cały kubełek serka, zostawi na dnie tyle, żeby nie wyrzucać opakowania do śmieci - pozostali domownicy muszą obejść się smakiem i jeść co innego), potrafi nas wyzwać, na przypomnienie o wyrzuceniu śmieci lub wyjściu z psem, potrafi powiedzieć krótko: "nie" i czasem rzeczywiście tego nie zrobi, a innym razem zrobi- nigdy nie wiem co nastąpi po tym jego "nie". Neguje praktycznie wszystko, co jest ogólnie przyjęte za normę, np. beka głośno, wyzywająco się zachowuje w miejscach publicznych. Praktycznie nigdzie już razem nie przebywamy, poza spotkaniami w gronie rodziny. potrafi byc bardzo miły, jeśli czegoś potrzebuje. jeszcze długo mogłabym pisać. Uważam, iż na takie zachowanie mojego syna duży wpływ mogą mieć moje relacje z mężem związane z brakiem porozumienia w sprawie sposobu wychowania, brakiem autorytetu ojca w ogóle. Czasem mam wrażenie że poprzez swoją agresję wobec męża i mnie wyraża swoje wołanie o ojca. Ale mój mąż nie widzi tego co ja i nie chce iść na żadna terapię. Czy miedzy rodzicami opisywanego trudnego 18-latka rzeczywiście nie ma konfliktów na tle metod wychowawczych? Czy ojciec stanowi jakiś autorytet?
        • verdana Re: Mlody dorosly- konsekwencje 28.08.14, 09:13
          Teoretycznie nie, bo nie ma jeszcze 18 lat, praktycznie nawet sporo młodszy musi się zgodzić, by współpracować.
          Natomiast nieszczególnie wierzę w zaburzenia, polegające na skrajnym egocentryzmie i nie dostrzeganiu potrzeb innych ludzi, jako wyłącznie winy złych metod wychowawczych jednego z rodziców. To bardzo proste i wygodne wytłumaczenie, zdejmujące odpowiedzialność z drugiego rodzica.
          • sebalda Re: Mlody dorosly- konsekwencje 28.08.14, 10:51
            No to ja nie mam już cienia wątpliwości co do tego, że chłopak ma poważne zaburzenia. Niechęć do dotyku, wyrywanie się od najmłodszych lat, brak emocji i niechęć do ludzi emocjonalnych, skrajny egocentryzm, wysoka inteligencja.
            Ciarki mnie przechodzą, jak czytam te opisy, bo natychmiast mam przed oczami film Musimy porozmawiać o Kevinie www.filmweb.pl/film/Musimy+porozmawia%C4%87+o+Kevinie-2011-485802 Tam też chyba nie było diagnozy, choć matka próbowała. Oczywiście nie chcę straszyć, film jest bardzo dramatyczny, ale kojarzy się jednoznacznie.
            W żadnym przypadku nie zostawiałabym sprawy bez dążenia do diagnozy.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Mlody dorosly- konsekwencje 30.08.14, 19:15
      Jak zwykle w takich intensywnych i długich wątkach zaczyna gubić się sedno i podstawowe pytanie z jakim zwraca się autorka wątku .do forum
      Zaczyna się obrona przed atakami i odpieranie zarzutów i na to idzie cała energia.
      W Pani wątku problemy wyłaniają się dwa.
      Jak radzić sobie z synem w opisanych szczegółowo sytuacjach i jak radzić sobie z własnymi przeżyciami jako matka takiego syna . I jak traktować w tym przypadku swoje macierzyństwo.
      Te wątpliwości i problemy są lekko ze sobą splecione. Zachowanie syna może wyzwalać w Pani i bezradność i poczucie winy.
      Bardzo się Pani boi, że będąc stanowcza sprzeniewierzy się Pani dobrym regułom wychowawczym. Działa tu jeszcze jeden mechanizm. Syn zachowując się wobec Pani, tak jak to Pani opisała zaczyna powodować, że zaczyna się Pani czuć zgodnie z jego słowami. Choćby tymi "ze to ja mam problem nie on, ze on sie na swiat nie pr
      > osil, ze zaluje ze jestem jego matka, nie moze sie doczekac kiedy sie juz wypro
      > wadzi itp. Chcąc być dla niego lepszą, boi się Pani zachować stanowczo i zachowuje się Pani ulegle.
      Dlatego warto pozwolić mężowi na wprowadzenie jego wychowawczych pomysłów. Nawet jak te pomysły nie są książkowo poprawne, to też nie są niczym karygodnym. Książkowe metody nie zdają egzaminu dla syna. I nie chodzi mi tu o uznanie wyższości jednej metody wychowawczej nad drugą, lecz o zapobieżenie póki czas bardzo niekorzystnemu wychowawczo syndromowi : delikatna matka nie pozwala wejść silniejszemu ojcu w grę w przeświadczeniu, że syn tego nie wytrzyma. A dla syna to jest sygnał aby poczuć emocjonalną "krew" i natychmiast atakować słabą osobę swoją pogardą.
      Warto pozwolić mężowi na stanowczość. To nie zawsze są kary. To czasem są naturalne konsekwencje zachowań dziecka a nie sadystyczne kary.
      Może się Pani czuć niewydolną matką, ale nie za sprawą tutejszych komentarzy ale za sprawą tego jak syn Panią traktuje. I czuć porażkę, A to nie są miłe uczucia dla żadnego rodzica. Szczególnie jak zmieszane są z miłością i chęcią pomocy. Oraz wymagającą kulturą.
      Stosowana metoda wychowawcza nie przyniosła dla Pani dobrych skutków. Moze czas na jej zmianę. Nie można stosować cały czas niedostosowanego do pracy narzędzia. Trzeba je zmieniać. Inne są narzędzia dostosowane do dziecka a inne do obsługi nastolatka o krystalizującej się już osobowości. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • verdana Re: Mlody dorosly- konsekwencje 30.08.14, 19:36
        Zwracam uwagę, ze to "dziecko" ma lat 18. I próby "wychowywania" go w tej chwili są co najmniej zabawne. Nie da się juz "wychować" dorosłego człowieka i liczyć, ze inna metoda zaowocuje cudowną zmianą charakteru. Szczególnie w wypadku, gdy być może problem leży w dysfunkcjach, nie w metodach.

        • miacasa Re: Mlody dorosly- konsekwencje 30.08.14, 21:57
          Verdano, życie wychowuje nas niestrudzenie aż do końca, młodzieniec dojrzewa i jeszcze co nieco rodzice są w stanie zmienić by dalsze mieszkanie w jednym domu było znośniejsze.
          • verdana Re: Mlody dorosly- konsekwencje 30.08.14, 22:18
            Życie nas wychowuje, a nie tatuś z mamusią. To jest zasadnicza różnica.
            Próba nagłej zmiany metod wychowawczych wobec niemal dorosłego faceta najprawdopodobniej nie uczyni życia rodziców znośniejszym. Podejrzewam, ze wręcz przeciwnie. Znacznie lepiej byłoby pomyśleć o oddzielnym zamieszkaniu. Wtedy rzeczywiście syn będzie ponosił naturalne konsekwencje swojego zachowania, a nie będzie podmiotem spóźnionych o 10 lat zabiegów wychowawczych.
        • aqua48 Re: Mlody dorosly- konsekwencje 30.08.14, 22:05
          verdana napisała:

          > Zwracam uwagę, ze to "dziecko" ma lat 18. I próby "wychowywania" go w tej chwil
          > i są co najmniej zabawne. Nie da się juz "wychować" dorosłego człowieka i liczy
          > ć, ze inna metoda zaowocuje cudowną zmianą charakteru. Szczególnie w wypadku, g
          > dy być może problem leży w dysfunkcjach, nie w metodach.

          Często dysfunkcyjne dziecko psychicznie ma mniej lat niż to wskazuje kalendarz. A z zasadami funkcjonowania w rodzinie lub społeczeństwie będzie się stykało nieustannie w ciągu całego swego życia, zatem moim zdaniem wychowywanie ma sens nawet po osiemnastce, która tak nawiasem jest tylko umownym progiem dorosłości..

          • verdana Re: Mlody dorosly- konsekwencje 30.08.14, 22:15
            Jesli "dziecko" jest dysfunkcyjne, to naprawdę nie wychowuje się go w wieku lat 18 jak 8-latka. Tylko zasięga rady specjalisty. Jeśli nie jest dysfunkcyjne - to nagła zmiana zasad wychowawczych na surowe i dostosowane do wychowywania parolatków nie poskutkuje nigdzie, poza poradnikami.
            Z ludźmi dorosłymi się jest, można próbować na nich wpływać, można z nimi rozmawiać, dyskutować, ustalać różne rzeczy - ale "wychować " jak dzieci się juz ich nie da. Dotyczy to tak samo 18-letniego syna, jak 20-letniego męża.
        • igge Re: Mlody dorosly- konsekwencje 01.09.14, 10:22
          też trochę jak verdanie wydaje mi się, że wychowywanie 18latka czy 14 latki mojej to trochę za późno bo są właściwie już ukształtowani i metody dobre dla 8 latka mogą być raczej zbyt dziecinne i nie przynieść efektu. Z nastolatkami trzeba bardziej po partnersku ale nadal w sumie jasne jest kto jest rodzicem a kto hmm "dzieckiem". Wyprowadzka mogłaby dużo ich nauczyć ;) ale jeszcze na nią ciut za wcześnie chyba. Choć mój 18latek o niej marzy i regularnie przedstawia swoją propozycję zamieszkania w kawalerce po babci.
          Z drugiej strony ja mam takie poczucie, że jestem całe dorosłe życie w jakiś sposób "wychowywana" przez męża i dzieci a on "wychowywany" przeze mnie i dzieciaki. Babcie też się wtrącają ale pobłażliwie do tego podchodzimy:). czyli człowiek całe życie się zmienia, często pod wpływem najbliższych i dlaczego taki mody 18letni dorosły nie miałby się zmieniać także? Dlaczego więc nie próbować zmieniać go będąc jego rodzicem i chcąc jego dobra. I swojego.
      • differentview Re: Mlody dorosly- konsekwencje 31.08.14, 08:25
        > I nie chodzi mi tu o uznanie wyższo
        > ści jednej metody wychowawczej nad drugą, lecz o zapobieżenie póki czas bardzo
        > niekorzystnemu wychowawczo syndromowi : delikatna matka nie pozwala wejść siln
        > iejszemu ojcu w grę w przeświadczeniu, że syn tego nie wytrzyma. A dla syna to
        > jest sygnał aby poczuć emocjonalną "krew" i natychmiast atakować słabą osobę sw
        > oją pogardą.
        > Warto pozwolić mężowi na stanowczość. To nie zawsze są kary. To czasem są natur
        > alne konsekwencje zachowań dziecka a nie sadystyczne kary.

        moze i jest to niekorzystny wychowawczo syndrom ale czasem te ojcowskie metody sa po prostu zbyt brutalne, wziete z ich dziecinstwa, gdzie bylo duzo przemocy, kar, zelaznej konsekwencji bez jakiegokolwiek emocjonalnego wyczucia- i stad leki matki, ktora bierze na siebie role tej empatycznej, starajacej sie rozumiec i usprawiedliwiajacej; jak najbardziej sa synowie, ktorzy takich "ojcowskich" metod nie wytrzymuja i zle sie to konczy; wiec stanowczosc ojca( czy matki) jak najbardziej jest wskazana ale ona nie moze polegac na karaniu i wymuszaniu posluszenstwa; wydaje mi sie, ze mezczyzni czasem nie wiedza jak budowac autorytet u syna w inny sposob niz agresywnymi metodami i dlatego matki staraja sie wtedy chronic synow- maja racje o tyle, ze ojcowie bywaja slepi wlasnie na emocjonalne aspekty choc pewnie nie jest to dobry uklad
        • miedzymorze Re: Mlody dorosly- konsekwencje 01.09.14, 13:47
          Ale przecież mąż nie proponuje żadnych brutalnych metod - tylko prostą konsekwencję - syn wymyśla ojcu - ojciec przestaje finansować synowskie siedzenie przy komputerze.

          pozdr,
          mi
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Mlody dorosly- konsekwencje 31.08.14, 02:54
      Niespełna osiemnastolatek to co najwyżej wczesny adolescent. To nie jest jeszcze ukształtowana osobowość, a zatem jest elastyczna, a zatem podatna na wpływy wychowawcze. Wychowawcze czyli także rodzicielskie, a nie tylko wpływy ogólnie pojętego życia. Warto też pamiętać, że część adolescentnych zachowań jest regresją. Czyli np: z poziomu rozwojowego 18 - latka można ześlizgnąć się do poziomu 8 - latka. Trzeba na to patrzeć wnikliwie, bo zachowania nastolatka są inne, ale motywacje mogą być równe ośmiolatkowi. Więc zastosowanie metod wychowawczych z tego okresu może być i przydatne i uzasadnione. Nastolatek w ramach swego rozwojowego zadania, musi pokonać autorytet. Stąd te wieczne konfrontacje z rodzicami. Kłopot polega na tym, że jednocześnie bardzo tego autorytetu potrzebuje.
      Dlatego uważam, że są i powinny być stosowane wobec syna "akanki" działania rodzicielskie. Co więcej, uważam, ze rodzice nie powinni zrzekać się teraz swojej odpowiedzialności pod pozorem traktowania dziecka jako dorosłego czy tez pozwalając na jego wyprowadzkę. Można tym uczynić dziecku nawet 18-letniemu krzywdę. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • igge Re: Mlody dorosly- konsekwencje 01.09.14, 10:07
        tradycyjnie bardzo pomagają mi wypowiedzi pani Agnieszki.
        Też mam 18letniego syna. Też uwielbia słodycze a jak w niedzielę byliśmy bez niego na obiedzie u babci to on w tym czasie od rana do nocy żywił się płatkami z mlekiem zamiast ruszyć pupę i ugotować makaron czy kaszę. Też naszą metodą wychowawczą jest jak u Akanki rozmowa, zero kar kiedykolwiek. Wszystko generalnie brzmi znajomo tyle, że mój syn nie zachowuje się agresywnie i wulgarnie, choć z rzadka miewa nienawistne wybuchy pt chciałbym cię siostro rzucić o ścianę. Za wybuchy przeprasza jak uzmysławiamy mu jak przykre dla mnie i córki mogą być takie słowa wypowiedziane w złości. Wyjada masło orzechowe, nutellę czy miód tak, że dla młodszej siostry zostaje niewiele, praktycznie nic. Chyba muszę kupować oddzielne słoiki i podpisywać :).
        Nie wiem skąd u syna autorki niekulturalne, wulgarne, niemiłe odnoszenie się do matki. Może jakieś wcześniejsze niegrzeczne zwracanie się do siebie tolerowała, ja ucinam to w zarodku i nie pozwalam bez szacunku się traktować bez względu na okoliczności, staram się też z szacunkiem odnosić się do syna. Wszyscy w tym wątku sugerują jakieś choroby, niesprawności 18latka ale nawet takowe nie usprawiedliwiają nieodpowiedniego zwracania się do najbliższych. Wiele znajomych nastolatków w tym samym wieku co syn Akanki ma tendencje do paskudnego traktowania matki, widzę i słyszę to często u przyjaciół np. Ale co innego naturalna w tym wieku chęć samostanowienia i decydowania o sobie a co innego hmm przekraczanie granic dobrego wychowania.
        Uściskania dla Akinonki i prośba, żeby nie obwiniała się o zachowania syna za bardzo, wiele z jego zachowań to naprawdę typowe niemądre niedojrzałe nastoletnie wybryki, ukróciłabym tylko stanowczo agresywny brak kultury. i oprócz metod ojca syna dalej stosowałabym rozmowę i tłumaczenia i stanowcze stawianie synowi granic.
    • igge Re: Mlody dorosly- konsekwencje 01.09.14, 10:30
      jeszcze raz przeczytałam założycielski post i Akanko zrób coś, żeby zachowanie syna spływało po tobie, nie rozstrajało Cię, nie wysysało sił itp, nie pozwól sorry chamskim zachowaniom syna wpływać na Twój nastrój i chęć do zycia i energię i uśmiech. Konsekwentnie nie toleruj wulgaryzmów, przekleństw.
      pozdr serdecznie
Pełna wersja