prawie_prawniczka
26.08.14, 23:10
Kilka dni temu zmarła moja teściowa. Mieszkamy tuż obok teściów, więc oboje z mężem nie poszliśmy do pracy tego dnia, załatwiliśmy z Tatą wszystkie formalności - szpital, urząd, dom pogrzebowy, zarządca cmentarza, kościół. Tata wszędzie był z nami i o wszystkim ostatecznie to on decydował. My, a raczej mąż wyrażał swoje sugestie. Tata akceptował lub nie, ale ostatecznie jego zdanie było decydujące. Brat męża pytał Tatę czy ma pomóc, ale ten podziękował odpowiadając mu, że ma już wsparcie i wszystko jest ogarnięte.
W sobotę czyli następnego dnia po śmierci Mamy brat z bratową przyjechali do Taty i skrytykowali ubranie Mamy, koncepcję wywieszenia nekrologów, pracę zakładu pogrzebowego itp. Nie dzwonili nawet do nas. Wiemy to od niego tj. Taty. W poniedziałek dowiedzieliśmy, że zmienili kilka aspektów, na które Tata był zdecydowany - np. był przeciwny otwarciu trumny w kaplicy, ponieważ Mama po długiej chorobie nowotworowej i makabrycznej agonii jest bardzo wyniszczona, nie wspomnę o takim "drobiazgu", że nie życzyła sobie otwierania tej trumny, uważając to za barbarzyński zwyczaj.
Nie spotkałam się nigdy z taką sytuacją i bardzo mi przykro z powodu tego jak przeżywa to mój Mąż, ja również. Poświęciliśmy czas, pokryliśmy koszty związane z tą ceremonią w całości. W czym problem wg mnie?
Tata powiedział im, by pytali Męża, konsultowali się, rozmawiali z nim o kosztach. Dziwi mnie i mocno irytuje, że nie ma żadnego kontaktu z moim Mężem, że "potajemnie" odwracane są ustalenia, jest krytyka, awantury robione teściowi, które on przeżywa i nam relacjonuje nawet gdy o to nie pytamy itp.
Uprzedzając pojawienie się logicznego argumentu, że małżonek też może zadzwonić dodam, że w trakcie choroby Mamy bracia współdziałali (pozornie) jak się spotkali - np. ustalali kwestię hospicjum, po czym brat męża zmieniał zdanie, nie informował męża o tym. Inicjatywa kontaktu była ze strony mojego męża, nie dostawał nigdy szczerej i pełnej informacji.
Swego czasu przekazałam informację szwagrowi - mąż mnie o to prosił. Bratowa chwilę póżniej zadzwoniła z telefonu swojego męża i zrobiła mi awanturę, że nie chce bym do nich dzwoniła.
Nie rozumiem kompletnie tej "rywalizacji" i desperackich prób odsunięcia mojego męża (mnie oczywiście też, siłą rzeczy).
Mój małżonek pytany przeze mnie jak rozumie tę sytuację i czemu może przypisać ten stan rzeczy tłumaczy, że nigdy się z bratem nie lubili, przez kilka lat dorosłego życia widząc się na spędach rodzinnych typu Wigilia, prócz przymusowego łamania się opłatkiem, nie rozmawiał z nim. Swego czasu jego poprzednia małżonka mego męża wraz z bratową wymyśliły, że panów należy zintegrować więc mój mąż został chrzestnym ich syna.
Jestem w tej rodzinie kilka lat i dopiero przy końcowej fazie choroby Mamy i w związku z jej pogrzebem zobaczyłam jak "specyficzna" jest komunikacja, jak wiele jest skrywanej niechęci i chęci wykluczenia drugiej strony?