konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długie)

29.08.14, 22:53
Nie radzę sobie. Potrzebuję obiektywnego spojrzenia. To dość długa historia, postaram się pisać w miarę ogólnie, ewentualnie będę uszczegóławiać albo dodawać przykłady. Przepraszam, jeśli będzie trochę emocjonalnie, ale jestem świeżo po awanturze i ciężko mi pisać całkiem spokojnie.

Zacznę od tego, że zawsze miałam z rodzicami bliski kontakt. Z jednej strony zawsze mogłam na nich liczyć, ale z drugiej nie udało mi się odciąć pępowiny - mimo wprowadzki na studia do jeszcze niedawna (a mam 27 lat) rozmawiałam z mamą co najmniej raz dziennie przez telefon i mówiłam jej właściwie o wszystkim. Co gorsze zawsze robiłam tak jak chciała on i tata - gdy ich nie słuchałam było jej przykro, obrażała się, a tego chciałam uniknąć. Z ojcem kontakt miałam trochę słabszy, ale on jest bardzo dominującym człowiekiem, nigdy nie potrafiłam mu się postawić. Problem pojawił się gdy urodził się mój syn. Zaczęło mi na pewnych sprawach bardziej zależeć, przestałam się na wszystko zgadzać "dla świętego spokoju". Pierwsze spięcie było od razu po porodzie. Mniejsza o szczegóły, ale doszło do tego, że ja dzień po porodzie leżałam w szpitalu i płakałam, że niechcący zrobiłam im przykrość. A wszystko dlatego, że prosiłam, żeby tata po moim porodzie nie upijał się z moim mężem (nie ma problemu z alkoholem, ale jak jest okazja to lubi wypić) przez co on uznał ze w ogóle go nie chce widzieć i bardzo dosadnie dal mi do zrozumienia, że poczuł się urażony. Potem była sytuacja, która wtedy nie miała dla mnie znaczenia a teraz widzę, że to był początek - mama kiedyś mnie obudziła po południu telefonem (młody miał jakieś 3 tygodnie). Poprosiłam ją, żebym to ja do niej dzwoniła, bo mały jest bardzo płaczliwy, a ja bardzo zmęczona wiec staram się odsypiać. Najpierw stwierdziła, że "boi się, że nie będę do niej dzwonić" a kilka miesięcy później mi wypomniała jak to ja "nie chciałam z nią rozmawiać". Pierwszy raz przyjechali na weekend gdy maluch miał 3 tygodnie. Podważyli, skrytykowali i obśmiali każdą (!) moją prośbę i decyzję. I tak już było od tego czasu na każdym naszym spotkaniu. Mama daje mi do zrozumienia, że nic nie umiem, tata, że jestem głupia. Od tego, że nie może jeść czekolady, przez ustawienie fotelika tyłem do kierunku jazdy, kończąc na prośbach o nie sadzanie go/nie prowadzenie za rączki. Mama w stylu "kochanie nie możesz" i "kochanie Ty musisz", ojciec "oj Mały, mówię Ci, Ty to nasz przesrane z tą matką twoją". Efekt jest taki, że każde spotkanie z nimi ja się stresuje 3 dni przed, za każdym razem jest kłótnia i płaczę i potem tydzień odbudowuję poczucie własnej wartości. Ale same słowa to nic. Gorzej, że oni naprawdę nie słuchają co do nich mówię. Teraz jestem u rodziców i dzisiejszy dzień po prostu przelał czarę. Oczywiście od wczoraj jest krytyka (głównie ze strony ojca, mama od dwóch spotkań jakby się bardziej pilnuje, bo wie, że robi mi przykrość). Ale dzisiaj taka sytuacja: siedzimy przy stole, małe w foteliku się trochę już Gruszką znudził i próbuje ją zrzucić na podłogę. Ja te gruszkę łapię a mój tata zaczyna na młodego.... krzyczeć. To mówię spokojnie, że nie ma na niego krzyczeć. I tu pada ironiczne "bo co?". Wiec mówię, że to mój syn i nie chcę, żeby na niego krzyczał, bo to ja go wychowuje. Na co dowiedziałam się, że "mam problem", bo on jest dziadkiem i on będzie wychowywał swojego wnuka jak chce i po swojemu, bo dziadkowie tez są od wychowywania. Trochę się przy tym pokłóciliśmy, ale jeszcze w miarę spokojnie. Starałam się nie robić awantury, chociaž problem się powtórzył juz drugi raz. Ostatnio jak byliśmy tłumaczyłam mu dlaczego nie może po prostu wziąć syna i go zawieźć do rodziny mimo ,iż ja się nie zgadzam na ten wyjazd. On twierdził wtedy, że jak będzie chciał to po prostu go weźmie(!). Zawsze pada przy tym ironiczne "no coś takiego! Proszę, proszę!". miarka się przebrała pod wieczór. Ach, jeszcze jeden ważny szczegół - ostatnie kilka dni było bardzo intensywnych dla mnie i malucha. Zaowocowało to tym, że mały na widok obcych zaczyna być przerażony - nie płacze, ale wtula się we mnie, robi wielkie oczy, albo wręcz odwraca głowę, cały się spina. No wierzcie mi - znam swojego syna, widzę co się z nim dzieje. Próbowałam to wytłumaczyć tacie, ale usłyszałam tylko ze "mam nie przesadzać". Do rzeczy. Mały od wczoraj zdążył się do mojego taty przyzwyczaić. Dlatego gdy tata wziął go na ogród to nie protestowałam. Gdy zobaczyłam, że zabrał go do sąsiadów (bez pytanie oczywiście), których ja znam z widzenia a mały ich na oczy nie widział (na ogród, 3 dorosłe osoby + dzieciarnia) to chwilę poczekałam po czym stwierdziłam, że do nich dołączę - wezmę małego na ręce, będzie spokojniejszy, posiedzimy spokojniej. Problem w tym, że gdy tam poszłam, to mały siedział u sąsiadki na rękach przestraszony, a mojego taty. ... nie było! Bo "poszedł do łazienki". Zabrałam małego tłumacząc, że muszę go nakarmić i wróciłam do domu. Powiedziałam mamie, co zrobił tata,a ta zaczęła na mnie krzyczeć, że przesadzam, że nic się nie stało, że przeze mnie dziecko się lęków nabawi i generalnie horror. Pokłóciłyśmy się ostro w każdym razie. Co jednak ciekawsze gdy przyszedł mój ojciec to mama. .. zrobiła awanturę jemu! Tym razem, że "przecież wie, że ja się denerwuję i po co go samego zostawił". Generalnie awantura z fajerwerkami. Gdy ostatecznie poszłam do nich o powiedziałam, że przepraszam, ze krzyczałam, nie powinnam, ale niech się przeze mnie nie kłócą, to od mamy usłyszałam, że "mam się iść zamknąć w pokoju to przynajmniej spokój będzie" a od ojca "ze może powinnam wrócić do O." (gdzie mieszkam).

No i Co teraz zrobić? Wracać jutro do domu, ryzykując utratę kontaktu? Zostać(w planach tydzień, potem tydzień i teściów i powrót na prawie trzy tygodnie do rodziców - to szczególna sytuacja, chodziło o to, żebym nie siedziała długo sama w domu gdy mój mąż musi wyjechać) i ryzykować kłótnie? Nie jestem w stanie zaufać własnemu ojcu! Od razu mówię - spokojna rozmowa na ten temat nie wchodzi w grę. Próbowałam i znam swoich rodziców. Nie zmienią zdania, powiedzą ze przesadzam, obrażą się i wpędzą w poczucie winy. Taka opcja nie wchodzi w grę. Szkoda tylko, że jak wrócę do domu to będę siedzieć i ryczeć - ja naprawdę jestem z nimi mocno związana, przez co ta cała sytuacja rozkłada mnie na łopatki. Ale tutaj tez będę się źle czuła, ciągle pod ostrzałem krytyki i pilnująca właściwie rodziców. Poradźcie.
    • verdana Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 29.08.14, 23:16
      Oczywiście, ze wracać. Wracać, niezależnie od tego, co rodzice powiedzą. Bez wyjaśniania, dlaczego. Najwyżej możesz powiedzieć, że jest Ci bardzo, bardzo przykro, bo czujesz się wyproszona z ich domu i że to zapamiętasz, a w ogóle to następny raz zdecydujesz się na przyjazd, kiedy ich postawa przestanie Cie boleć.
      Nie słuchaj argumentów. Nie daj sie zakrzyczeć. Wyjeżdżasz, bo tak zadecydowałaś. Kropka.Tym razem to Ty wpędź ich w poczucie winy. Pozwól im przestraszyć się i zrozumieć, że to Ty decydujesz o kontaktach z wnukiem.
      Telefonów nie odbieraj, albo odbieraj i odkładaj słuchawkę, o ile zaczną sie pretensje. Bez dyskusji.
      Zaręczam, że obrażą sie na trochę, ale będą się juz bali, jak sprawa może się potoczyć dalej. Żadnego zerwania kontaktów nie będzie.
      • kjut Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 29.08.14, 23:30
        Brzmi bardzo trudno. Wymaga dużo pewności siebie. A tej brakuje :(
    • koronka2012 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 29.08.14, 23:32
      Dziecko drogie, idź na jakąś terapię, bo twoje reakcje są tak chore, że sama sobie nie poradzisz.

      Ty nie jesteś z nimi związana, bo bycie z kimś związanym oznacza bliskość i wzajemny szacunek. Ty żyjesz w jakimś toksycznym uzależnieniu! żeby dorosła kobieta, po studiach i samodzielna PŁAKAŁA co chwilę i przepraszała rodziców bo uwaga: podniosła głos broniąc się przed absurdalnymi zarzutami? Masz prawo mieć swoje zdanie masz prawo wymagać od rodziców poszanowania swoich decyzji - i nie musisz przepraszać że żyjesz.

      Wytresowali cię jak małpkę w duchu, ze tylko ich zdanie się liczy, twoje jest nieważne. Masz wyprany mózg, naprawdę. Rodzice zniszczyli w tobie poczucie własnej wartości, nie stworzysz normalnej rodziny ani sobie, ani mężowi ani tym bardziej dziecku jeśli tego nie przepracujesz.
      • kjut Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 29.08.14, 23:36
        Kurde, trochę miałam nadzieję, że powiecie, że przesadzam (nie znoszę tego słowa, całe życie je słyszę) i ze powinnam im odpuścić. Byłoby łatwiej....
        • anula36 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 00:03
          Jelsi cos odpuscic to kontakty z rodzicami na jakis czas.
          Umordowalam sie od samego czytania.
          • differentview Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 07:01
            > Umordowalam sie od samego czytania.

            ja tez; dorosla kobieta i matka a w kontaktach z rodzicami jak kilkuletnie dziecko, ktore mozna wyslac do kata( idz do swojego pokoju- wtf?) albo traktowac poblazliwie albo po prostu kazac sie zamknac; tez mysle, ze Ty nie jestes zwiazana z rodzicami tylko przez nich zdominowana i uzalezniona; zamiast plakac i sie nimi przejmowac radzilabym Ci zaplakac nad soba bo czeka Cie przyspieszony kurs dojrzewania i buntu, ktory powinnas przejsc wiele lat temu
            • kotka.mrau Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 09:15
              zamiast plakac i sie
              > nimi przejmowac radzilabym Ci zaplakac nad soba bo czeka Cie przyspieszony kurs
              > dojrzewania i buntu, ktory powinnas przejsc wiele lat temu


              10/10
              dasz radę, bądź silna, najgorsze jest to poczucie winy-wiem, to chore, miałam podobnie z matką, myślałam, że nigdy tego nie przeskoczę, a jednak terapia, cierpliwość i siła sprawiły, że wszystko się zmieniło-we mnie oczywiście, bo na zmianę drugiego człowieka nie licz, nie na tym to polega.
    • kol.3 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 06:51
      Pozwoliłaś sobie niesamowicie wejść na głowę. I niestety jesteś wytresowana. Wychodzenie z tego będzie trudne, ale nie niemożliwe. W ogóle bym na Twoim miejscu do nich nie jeździła, będziesz zdrowsza, gdyby przybierali przez telefon ton "no proszę proszę" to bym odkładała słuchawkę. Nie tłumacz się z tego co robisz, nie usprawiedliwiaj nie przepraszaj. Porozmawiaj z rodzicami i powiedz że jeśli sobie nie odpuszczą komenderowania to wstrzymujesz wizyty u Was do czasu zmiany ich postępowania. i bez dyskusji.
    • kol.3 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 06:53
      W ogóle to stań na własnych nogach. Mąż wyjeżdża, Ty dajesz radę, mamusia i tatuś nie są Ci potrzebni, dorośnij. Nie rozumiem kobiet, które nie radzą sobie bez pomocy rodziców.
      • kotka.mrau Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 09:19
        > W ogóle to stań na własnych nogach. Mąż wyjeżdża, Ty dajesz radę, mamusia i tat
        > uś nie są Ci potrzebni, dorośnij. Nie rozumiem kobiet, które nie radzą sobie be
        > z pomocy rodziców.

        U mnie przez lata było identycznie, tyle że z samą matką. Ciągle mnie krytykowała, była ostra i chłodna, a ja żyłam w nieustannym poczuciu winy.
        Kosztowało mnie kawał pracy, odwagi, czasu i cierpliwości, ale wreszcie się od niej całkiem psychicznie uniezależniłam i wreszcie zniknęło to potworne poczucie winy. jestem sobą i to jest piękne. Ograniczenie kontaktów z mojej strony to już naturalna konsekwencja całego procesu i mojej zmiany.
        Trzymam kciuki:)
    • murwa.kac Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 07:25
      kjut napisała:

      Ja te gruszkę łapię a mój tata zaczyna na młodego.... krzyczeć. To mówię spokojnie, że nie ma na niego krzyczeć. I tu pada ironiczne "bo co?". Wiec mówię, że to mój syn i nie chcę, żeby na niego krzyczał, bo to ja go wychowuje. Na co dowiedziałam się, że "mam problem", bo on jest dziadkiem i on będzie wychowywał swojego wnuka jak chce i po swojemu, bo dziadkowie tez są od wychowywania.

      podobnie bylo u nas.
      poczatke moze inny, od czego innego sie zaczelo, ale tez krzyczenie na dziecko, musztrowanie jak psa, awantura i konkluzja, ze on bedzie wychowywal po swojemu, bo to jego wnuk.
      niewazne, ze wnuk juz od dluzszego czasu wykazywal strach przed dziadkiem. nie docieralo.

      kontakty ucielismy do zera. przywrocimy je jak dziadek sie opamieta i nauczy szanowac nas jako rodzicow.

      Kjut - tu nie ma miejsca na sentymenty.
      krotka pilka i koniec.
      bo co to znaczy, ze on sobie dziecko wezmi i pojedzie??! ten czlowiek wie, ze to porwanie i jest na to paragraf?
      o braku szacunku do Ciebie jako matki i deprecjonowanie Ciebie jako rodzica w obecnosci dziecka - nie nie nie. cos takiego nie ma prawa miec miejsca.
      utnij kontakty i zapowiedz, ze ich po prostu nie bedzie, jezeli sie nie opamieta.

      wracac jak najszybciej do domu i nie narazac dziecka i siebie na taki stres.
      • aqua48 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 08:27
        Z rodzicami jesteś nie mocno związana, tylko uzależniona od nich oraz ich aprobaty. Powinnaś zacząć stawać na nogi, usamodzielnić się i budować własną tożsamość i własne zasady. I żądać od rodziców szacunku dla siebie i swojego sposobu postępowania. Nawet kiedy jesteś u nich z wizytą. Taka zależność nie ma nic wspólnego z miłością, natomiast wiele z potrzebą kontroli nad kimś.
        Zacznij od rozluźnienia kontaktów i przestań dzwonić codziennie i opowiadać wszystko o swoim życiu. Masz prawo do intymności. Tak samo jak masz prawo w każdej chwili wyjechać od rodziców, kiedy Cię irytuje ich zachowanie. Nie w formie odwetu, tylko po to aby oderwać się od ich sposobu myślenia, postępowania, i od narzucania Ci ich zdania. Masz też prawo skracać ich wizyty u Ciebie jeśli Cię irytują, denerwują i wprowadzają zamęt w Twoje życie. Nie musisz wysłuchiwać krytyki, zwłaszcza jeśli się z nią nie zgadzasz i nie wnosi ona nic konstruktywnego do Twojego życia, tylko niszczy Twój spokój i podkopuje pewność siebie. Możesz powiedzieć rodzicom, że rozumiesz ich punkt widzenia, ale będziesz postępować po swojemu. I najważniejsze - dziadek nie ma prawa "zabierać" Twojego dziecka nigdzie bez Twojej zgody, nawet do sąsiadów, a linię swojego wychowania powinien uzgodnić z Tobą, tak abyście dziecku nie wpajali przeciwstawnych wartości i zasad i nie podważali nawzajem autorytetu.
        Buduj też swoją bazę znajomych i przyjaciół w miejscu zamieszkania, abyś nie czuła się tam samotna, ale nie "wiś" na ludziach, nie dziel się z nimi całym Twoim życiem i dopuszczaj możliwość, że nie będą się zgadzać ze wszystkim co robisz, czy mówisz. Mają do tego prawo, tak samo jak Ty możesz niezależnie od takiego zdania, nadal robić to co uważasz za stosowne. Jesteś dorosła, odpowiadasz za swoje dziecko i w dużej mierze od Ciebie zależy jego szczęście, zatem do Ciebie należy podejmowanie decyzji dotyczących jego życia.
        • kotka.mrau Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 09:22
          Taka zależność nie ma nic wspólnego z miłością, natomiast wiele z potrzebą kontroli nad kimś.

          Zrozumienie i uświadomienie sobie tego bardzo pomaga, bo wreszcie nie czujesz się winna: "oni mnie tak kochaja, a ja taka niewdzieczna jestem".
          • aqua48 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 09:35
            kotka.mrau napisała:

            > Taka zależność nie ma nic wspólnego z miłością, natomiast wiele z potrzebą k
            > ontroli nad kimś.

            >
            > Zrozumienie i uświadomienie sobie tego bardzo pomaga, bo wreszcie nie czujesz s
            > ię winna: "oni mnie tak kochaja, a ja taka niewdzieczna jestem".

            U autorki jest jeszcze jeden problem - ona czuje się winna, bo wyrażając swoje zdanie, nie tylko podlega krytyce, ale jest wg rodziców powodem konfliktów w rodzinie, tego, że oni się kłócą miedzy sobą. Przeprasza ich nawet za to nieustannie, zamiast oczekiwać jak najbardziej naturalnych przeprosin za ich zachowanie wobec siebie i zrozumieć, że niezgoda rodziców na jej zdanie to ich problem, nie jej i że ona nie ma na to żadnego wpływu, to po prostu zwykła manipulacja i zrzucenie odpowiedzialności na nią..
            Powinna też wziąć pod uwagę i pogodzić się z tym, że jeśli cokolwiek w tej relacji będzie próbowała zmienić, rodzice będą to odbierali jako atak na siebie, na swoją wartość, kwalifikacje do bycia dobrymi rodzicami i rażącą niewdzięczność z jej strony. Ale (moim zdaniem) jest to cena jaką warto zapłacić za wolność i życie zgodne ze swoimi zasadami oraz za silne poczucie własnej wartości nie umocowane na czyimś zdaniu i aktualnym humorze.
            • loreen1 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 09:47
              aqua48 napisała:

              >
              >
              > Powinna też wziąć pod uwagę i pogodzić się z tym, że jeśli cokolwiek w tej rela
              > cji będzie próbowała zmienić, rodzice będą to odbierali jako atak na siebie, na
              > swoją wartość, kwalifikacje do bycia dobrymi rodzicami i rażącą niewdzięczność
              > z jej strony. Ale (moim zdaniem) jest to cena jaką warto zapłacić za wolność i
              > życie zgodne ze swoimi zasadami oraz za silne poczucie własnej wartości nie um
              > ocowane na czyimś zdaniu i aktualnym humorze.


              o to to wlasnie:) jakas wypracowana tarcza obronna by sie przydala, bo jak tupniesz wreszcie noga, to licz sie z kolejnym, wiekszym atakiem
    • loreen1 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 09:23
      moi tzw. rodzice byliby przeszczesliwi majac taka corke:P wytresowana, zmanipulowana jak im pasuje. no idealny produkt toksykow;) moi byli tak podli, ze zerwalam z nimi kontakty i mam swiety spokoj. ale takich jawnych dowodow swojej podlosci na tacy mi nie podawali. a szkoda, bo byloby mi duzo latwiej juz wczesniej ich kopnac w d... a tak to sie ludzilam, ze sie zmiena. twoi nawet tego zludzenia i glupiej nadziei nie pozostawiaja:/ a przed toba jak tak czytam tez jeszcze lata bujania sie. moze do osiemnastki syna sie wygrzebiesz z tej relacji;) za malo w tobie zdrowej egoistycznej zlosci. za to lancuch wspoluzaleznienia dosc solidny i potrzyma jeszcze dluugo
    • kjut Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 09:29
      Dziękuję wszystkim za wsparcie. Dzięki Wam jestem skłonna uwierzyć, że to nie ze mną ale z nimi jest coś nie tak.
      Nie dałam rady wyjechać. Mama mnie oczywiście zmanipulowała. Do tego jeszcze jest tu moja siostra, która się stęskniła za małym a niczym nie zawiniła. I moja przyjaciółka, której nie widziałam prawie pół roku i bardzo chciałabym się z nią zobaczyć.
      Wiem wiem, wymówki :P
      Pierwszy krok zdobiony. Na pewno skróce pobyt. I po powrocie do domu pójdę na terapię. Nic nie dzieje się nagle ale mam nadzieję, że uda mi się zrobić pierwszy krok :)
      • aqua48 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 09:42
        kjut napisała:

        > Nie dałam rady wyjechać. Mama mnie oczywiście zmanipulowała.

        Nie jest łatwo trzasnąć drzwiami i nie ulec płaczom, wymówkom i pretensjom. Spróbuj zacząć od kategorycznych twierdzeń, że prosisz stanowczo o szanowanie Twojego zdania, a na krytykę odpowiadaj, że ojciec/mam mają prawo do takiej oceny, ale Twoje zdanie jest inne i będziesz postępować wg swojej oceny.

        Do tego jeszcze jest tu moja siostra, która się stęskniła za małym a niczym nie zawiniła. I moja przyjaciółka, której nie widziałam prawie pół roku i bardzo chciałabym się z ni
        > ą zobaczyć. Wiem wiem, wymówki :P

        No, wymówki - siostrę możesz zaprosić do siebie, przyjaciółkę też. I cieszyć się z ich obecności bez kontroli i poczucia winy wobec rodziców.

        Pamiętaj też, że możesz robić krok do przodu, aby zmienić relacje z rodzicami i krok do tyłu jeśli ulegniesz ich szantażom, wymówkom, krytyce i manipulacji. I w ten sposób dreptać w miejscu i strasznie się nachodzić przy tym...
      • andalus Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 10:22
        ok, rozumiem uzależnienie od rodziców, to że nie możesz od nich wyjechać, bo ... przyjaciółka, siostra itd. Ale złość na ojca, bo poszedł do łazienki i pozwolił sąsiadce potrzymać dziecko?( chyba, że łazienka oznacza coś innego). Może jestem jak twoja matka ale dla mnie to zupełnie normalne. Nienormalne jest natomiast pozostawanie w domu rodziców, kiedy okupujesz to stresem, awanturą itd. Co to znaczy zmanipulowała?
        • kjut Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 10:32
          Ale złość na ojca, bo poszedł do łazienki i pozwol
          > ił sąsiadce potrzymać dziecko?( chyba, że łazienka oznacza coś innego).

          Problemu naprawdę by nie było gdyby nie fakt, że (najprawdopodobniej przez nadmiar zmian i wrażeń przez ostatnie kilka dni) mój syn zaczął panicznie bać się obcych. Jest przerażony, gdy ktokolwiek coś chce do niego powiedzieć czy się uśmiechnąć. I ja tacie o tym mówiłam co on kwitowałał lekceważącym "no coś takiego! ". Gdyby ta cała sytuacja miała miejsce gdy mały się trochę oswoi z otoczeniem i znów poczuje się bezpiecznie to nie byłoby problemu.
          • kjut Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 10:34
            Jeszcze jedno. Mój tata robi z moim synem to samo co zrobił ze mną. Przypiął mu już łatkę "bardzo towarzyskiego" (mówi żartobliwie "powsinoga") i nie patrzy, że może jednak się myli. To mój maluch ma się do jego wizji świata dostosować. Ze mną było to samo - koszmar publicznych wystąpień "bo Ty się w centrum uwagi czujesz jak ryba w wodzie!". G***o prawda niestety.
            • marzeka1 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 11:00
              To DLACZEGO mu na to pozwalasz? Skoro widzisz tyle złych i chorych zachowań, dlaczego jako osoba dorosła, mężatka, matka- godzisz się?
              • kjut Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 11:05
                Bo to mimo wszystko dobrzy ludzie są. Którzy kochają mnie i małego, na których zawsze mogę liczyć. Którym nie chce sprawiać przykrości.
                Bo to moi rodzice i wiele im zawdzięczam.
                • murwa.kac Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 11:15
                  Kjut, ale to powod, zeby pozwolic tak siebie i dziecko traktowac?
                  uwazam, ze nie.
                • marzeka1 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 11:17
                  Nie wiem, ale z takim nastawieniem, brakiem dorosłości i samodzielności (a masz własną rodzinę przede wszystkim ) - skończy się to ciągiem dalszym, ale teraz oprócz bycia niedobrym rodzicem na Ciebie, dojdzie Twoje dziecko, którego mi zwyczajnie już żal.
                  Bo postawiłaś tych źle traktujących i niepozwalających Ci dorosnąć rodziców jak bogów.
                • pade Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 11:18
                  Co im zawdzięczasz? Spłacasz dług za wychowanie tym swoim uleganiem?
                • pogodoodporna Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 11:24
                  kjut napisała:

                  > Bo to mimo wszystko dobrzy ludzie są. Którzy kochają mnie i małego, na których
                  > zawsze mogę liczyć. Którym nie chce sprawiać przykrości.

                  To swietnie, ze obiektywnie stwierdzasz, ze to dobrzy ludzie. W tym stwierdzeniu mozna upatrywac nadziei, ze wasze stosunki uloza sie kiedys poprawnie :-)
                  Natomiast slowa "zawsze moge na nich liczyc" lepiej zamienic na "zawsze radze sobie sama i nie oczekuje od nich pomocy". Tam gdzie znika uzaleznienie (finansowe, emocjonalne), znikaja tez formy manipulacji, warto miec to na uwadze.
                • aqua48 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 11:55
                  kjut napisała:

                  > Bo to mimo wszystko dobrzy ludzie są. Którzy kochają mnie i małego, na których
                  > zawsze mogę liczyć. Którym nie chce sprawiać przykrości.
                  > Bo to moi rodzice i wiele im zawdzięczam.

                  Stawiając im granice nie zaprzeczasz temu, że są w gruncie rzeczy dobrymi ludźmi, ani nie jesteś wobec nich niewdzięczna, ani nie przestajesz ich kochać. Tylko nie dajesz sobą kierować, manipulować ani nie wykonujesz cudzych poleceń. Możesz być dobrą córką i postępować INACZEJ niż Twoi rodzice uważają za słuszne.
                  Odmawiając wysłuchiwania tyrad swojej mamy nie sprawiasz jej przykrości, choćby tak mówiła, tylko chronisz siebie. I swoje dziecko. A na nierobieniu przykrości dziecku i nie pozwalaniu na takie traktowanie go przez ojca jakie Tobie przyniosło jedynie przykrość powinnaś się teraz skupiać i to powinno być Twoim celem. rodzice są duzi i poradzą sobie z tym, Twoje dziecko nie.
            • aqua48 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 12:10
              kjut napisała:

              > Mój tata robi z moim synem to samo co zrobił ze mną. Przypiął mu
              > już łatkę "bardzo towarzyskiego" i nie patrzy,
              > że może jednak się myli. To mój maluch ma się do jego wizji świata dostosować.
              > Ze mną było to samo - koszmar publicznych wystąpień "bo Ty się w centrum uwagi
              > czujesz jak ryba w wodzie!". G***o prawda niestety.

              Ale teraz TY jesteś matką i masz obowiązek chronić syna i przed "łatkami" i wymaganiami Twojego ojca. Syn jest tylko dzieckiem i sam sobie z dziadkiem nie poradzi, bo jest bezbronny wobec niego, TY jesteś dorosła i za niego odpowiedzialna i masz broń - w każdej chwili możesz wrócić do własnego domu jeśli nie odpowiada Ci postępowanie ojca wobec wnuka, a Twoich próśb i tłumaczeń ojciec nie bierze pod uwagę i nie szanuje ich.
              Zastanów się tylko czy bardziej zależy Ci na dziecku, czy na wygodzie i spotkaniach z przyjaciółką..
    • pogodoodporna Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 09:57
      Czytajac Twoj post najbardziej rzuca sie w oczy brak szacunku Twoich rodzicow do Ciebie. Zaryzykuje nawet twierdzenie, sadzac po przykladach jakie podajesz, ze swoich rodzicow permanentnie i na kazdym kroku wkur....sz ( przepraszam za brzydkie slowo). Zdumiewajace to dla mnie i niepojete zachowanie, dlatego pierwsze co bym Ci doradzala, to powazne ograniczenie kontaktow zarowno z matka jak i z ojcem.
      Inna sprawa jest dlaczego tak sie im podkladasz i nie potrafisz sie sprzeciwic. Zalozylas swoja rodzine, zostalas matka, a zachowujesz sie nawet nie jak nastolatka (ten wiek charakteryzuje wysoki poziom buntu;-)), ale jak kilkuletnia dziewczynka. Taka postawa niestety wyzwala i poteguje lekcewazaca postawe rodzicow wobec Ciebie. Musisz odnalezc w sobie sile i pewnosc, ze Twoje zycie nalezy tylko do Ciebie, ze to co robisz jest dobre i tylko Ty o swoim zyciu decydujesz, a nie rodzice.
      Trzymaj sie, bo trudna droga przed Toba.
      • kremka2014 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 18:04
        Kjut. Współczuję. Toksyczni ci rodzice. Niewiele ich zadowoli. Zgadzam się z większością, uważając jednoczesnie,że nie jestes w stanie trzasnąć drzwiami..... I dobrze. Tu trzeba malych kroczków. Ojciec prowadzi z Tobą jakąś chora grę, jakby probowal Cię wychowywać za pomocą wnuka jednocześnie Cię prowokując. Jedna jedyna rzecz, tylko nie bierz za mocno na klate tego co napiszę, bo to nie Twoja wina- otóż chyba jesteś matką -kwoką, bo: kiedy zobaczyłaś dziecko na rękach sąsiadki, uznalas,ze sie balo?? Tak Male dziecko raczej nie potrafi opanować lęku i płacze... Z Twojej relacji wynikalo,że nie płakało. Aaaa ojcu Takie "kwocze" zachowania to młyn na jego wodniste umiejętności opieki i wychowania. Czuje się prowokowany i odpowiada zwiększoną złośliwością i ignorancją. Mam nadzieję,ze wiesz o co mi lotto😉
        no i terapia mile widziana.....to trudne,tym bardziej,ze ich kochasz. I jak napisala aqua- jesteś uzależniona od ich aprobaty,akceptacji,ktora ciągle nie nadchodzi.....:-(
    • pogodoodporna Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 10:15
      Aha i jeszcze jedno rzuca sie w oczy w Twoim poscie. Twoj maz to Wielki Nieobecny, pod kazdym wzgledem, przynajmniej tak wynika z Twoich opisow. Rozumiem, ze pracuje daleko poza domem, a Ty musisz samotnie zmagac sie z rodzicami. Tylko moze to jego najpierw nalezaloby poprosic o wsparcie ?
      • kjut Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 10:29
        Nie, to nie tak. Mąż naprawdę mnie w tym wszystkim wspiera. Tak sięakurat złożyło nieszczęśliwie, że apogeum mojego konfliktu z ojcem przypadło na moje samotne wyjazdy do nich. I i tak mi pomaga przez telefon. Stawia się moim rodzicom, ucina dyskusje. Ale to nic nie daje. Moja mama potrafi mnie na przykład w łazience złapać, żeby M. nie słyszał i tam mi tyradę wygłosić.
        • aqua48 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 12:00
          kjut napisała:

          > Moja mama potrafi mnie na przykład w łazien
          > ce złapać, żeby M. nie słyszał i tam mi tyradę wygłosić.

          Ale TY możesz z tej łazienki wyjść, nie musisz w niej tkwić i wysłuchiwać pokornie co Twoja matka mówi? Mówisz grzecznie przepraszam, nie będziemy rozmawiać w łazience i wychodzisz. Albo montujesz do drzwi łazienki haczyk, lub zamek i zamykasz się NIE WPUSZCZAJĄC do środka nikogo. Na prawdę te sposoby są proste.
      • marzeka1 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 10:32
        Wiele rad , z którymi się zgadzam już padło, ale podkreślę jedno: jak chcesz być dorosła, to zacznij się tak sama traktować, odetnij się od takich źle traktujących i tresujących Cię rodziców, a jak będziesz chciała nawiązać relacje- to zacznij jak osoba dorosła, a nie dziecko, którym paskudnie się rządzi. Bo taką postawą wobec swoich rodziców, godzenie się na to, pozwalanie na to- wyrządzasz krzywdę i sobie, i dziecku, które urodziłaś.
    • dmuchawcelatawce Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 11:17
      Kochana, ja sama jestem mama jeszcze malej dziewczynki i mialam podobnie po porodzie z tesciami.
      Jakos tak sie dzieje, ze po urodzeniu wnuka czesto wstepuje w dziadkow demon. Dotychczas (moi) mili, sympatyczni niewtracajacy sie nagle zaczynaja wszystko wiedziec lepiej. A Ty korzystajac z nowszej wiedzy, masz swiadomosc, ze 90% z ich porad juz dawno jest nieaktualna. I rodzi sie konflikt.
      Moi tesciowie tez lekcewazyli objawy strachu u mojej coreczki, wg nich przesadzalam i nalezy: zostawiac dziecko samo zeby sie przywyczajalo (moja tesciowa 'bolalo", ze pierwsze 3 miesiace corka spala u nas w pokoju - we wlasnym lozeczku, zamiast "dzien dobry" witala sie slowami: kiedy mala pojdzie wreszcie do swojego pokoju), oddawac na rece dziecko obcym ludziom (na etapie najwiekszego strachu przed obcymi) zeby sie do obcych przywyczajalo. Jedym slowem strach "leczyc" jeszcze wiekszym strachem, jakby nei mozna bylo po prostu przeczekac. No bzdura, ale nie dla owczesnego pokolenia (pewnie dlatego polowa z nas po takim wychowaniu juz korzysta z terapii u psychologa a druga powinna).
      Wspolnym mianownikiem bylo: bo i potem na glowe wejdzie. Powiedzialam tesciowej: jak juz co to ewentualnie ma moja glowe a nie twoja, wiec jaki problem. I ten argument tesciowej mialam juz z glowy.

      Twoi rodzice wygladaja mi na bardzo zaborczych i to pewnie od dawna (zdecydowanie bardziej niz moi tesciowie) i prezentuje podobna (charakterystyczna dla owczesnego pokolenia) postawe lekcewazenia uczuc dzieci/wnukow. Oni nie licza sie ani z twoimi uczuciami, ani z potrzebami Twojego dziecka. Oni licza sie tylko z tym co sami uwazaja za stosowne.

      Jak rozwiazac?
      Sama juz sobie czesciowo odpowiedzialas na pytanie: odciac pepowine.
      Z tresci wnioskuje, ze nie jestes od nich w zaden sposob materialnie uzalezniona, nie pomagaja Ci przy dziecku, nie wspieraja finasnowo. To przynajmniej w tej kwestii bedzie latwiej.
      U Ciebie wystepuje uzaleznienie psychiczne, ktore sie pewnie jeszcze w trakcie ciazy poglebilo (zwlaszcza od matki, tak sie dzieje czasem, ze kobieta podczas ciazy bardziej niz kiedykolwiek wczesniej potrzebuje wlasnej matki).
      No ale teraz juz sama jestes matka. Nie ufasz ojcu, matka tez nie jest wspierajaca.
      Bedzie trudno, ale najlepiej pokazac rodzicom, ze tym razem sie nie ugniesz.

      Ja tak zrobilam w koncu (byl punkt zapalny w postaci operacji meza) i to doprowadzilo do nieprzyjemnej wymiany zdan i ... nawrocenia tesciow.
      Od tego czasu nie mam wiecej klopotow z nimi. Wychowujemy z mezem dziecko tak jak chcemy a nie jak chca tesciowie.
      Nie ma wyjscia. Twoi rodzice potrzebuja dostac obuchem w glowe. Niestety.
      I tym obuchem musisz sama przywalic, jesli chcesz miec spokoj i jesli chcesz aby zrozumieli, ze nie moga Ci nic wiecej narzucac.
      W obecnej sytuacji, spokowalabym sie na Twoim miejscu i wrocila do wlasnego domu.
      Odrobina zdrowego egoizmu nie zaszkodzi. Nic zlego nie robisz gdy probujesz postawic granice. Jestes osoba dorosla, sama jestes matka, pora na odciecie pepowiny.
      • verdana Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 11:55
        To ja będę bardziej paskudna. Rozumiem, że nie wyjechałaś, to bywa bardzo trudne. Jednak o ile wolno Ci pozwolić rodzicom na złe traktowanie Ciebie, masz OBOWIĄZEK pilnowania, aby traktowali dobrze Twojego syna. Niezależnie od tego, jak sie czujesz i jak Ci trudno - jesteś matką i jeśli pozwalasz rodzicom na nie najlepsze traktowanie wnuka - jesteś osobą współodpowiedzialną. Tak samo, jakbyś Ty to robiła. Nie ma tu żadnego usprawiedliwienia dla wycofywania sie i nieśmiałości, dla uzasadnień "bo ja im wiele zawdzięczam". Bo Twój syn ma zawdzięczać Tobie spokojne dzieciństwo. Dla niego masz być dorosła, inaczej zwyczajnie nie będziesz dobrą matką.
        • marzeka1 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 11:57
          Się podpiszę Verdano, w sumie jak na razie widać, że będzie ciąg dalszy: można wyżywać się na córce/karać/obrażać się/manipulować, teraz pojawiła się kolejna ofiara: jej syn. I szkoda dziecka.
          • triss_merigold6 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 13:03
            Amen. Powinna dorosnąć dla dziecka i dla męża. Szczerze wątpię czy zdrowy psychicznie facet będzie długo znosić takie jazdy, bo nastroje żony zależne od humoru rodziców muszą się na nim odbijać.
            • aqua48 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 13:31
              triss_merigold6 napisała:

              > Powinna dorosnąć dla dziecka i dla męża.

              Dużo wygodniej grać dobrze znaną rolę "dobrej i uległej córeczki" niż nieznaną rolę asertywnej i mającej swój rozum matki i żony, potrafiącej sprzeciwić się nieodpowiedniemu traktowaniu najbliższych i zasłużyć na miano "niewdzięcznicy", "nie kochającej" i głupio nieposłusznej. A także zaryzykować, że rodzice odmówią pomocy i wsparcia.
              • verdana Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 13:45
                Nie, to nie jest "wygodniej". Nie jest wygodnej stale żyć z poczuciem winy, stale być strofowanym i pouczanym, bez umiejętności powiedzenia "dość".
                • aqua48 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:16
                  verdana napisała:

                  > Nie, to nie jest "wygodniej". Nie jest wygodnej stale żyć z poczuciem winy, sta
                  > le być strofowanym i pouczanym, bez umiejętności powiedzenia "dość".

                  Dobrze znane zło jest oswojone i można się do niego przyzwyczaić, jak psa do krótkiej smyczy. A w zamian za tę krótką smycz i strofowanie gdy się nie idzie przy nodze, ma się złudne poczucie pełnej miski - czyli nieustannego wsparcia i pomocy oraz brak konieczności podejmowania decyzji - wszak wszystkie i tak słuszniej i właściwiej podejmą rodzice.
                  • verdana Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:24
                    Gdyby to było takie proste, psychiatrzy i psychologowie poumieraliby z głodu. Poczucie winy wpojone od dziecka potrafi ludzi doprowadzić do kompletnego załamania nerwowego, gdy złamią wyuczone zasady.
                    • aqua48 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:38
                      verdana napisała:

                      > Poczucie winy wpojone od dziecka potrafi ludzi doprowadzić do kompletnego załama
                      > nia nerwowego, gdy złamią wyuczone zasady.

                      Właśnie dlatego piszę, że to wcale nie takie proste wyjść z wygodnego piekiełka w nieznaną i obcą wolność. I nie sądzę, żeby autorka się na coś takiego zdecydowała samotnie pod wpływem czegokolwiek co w tym wątku jej napiszemy. Potrzebuje dużo wsparcia i nawiązania swojego grona znajomych i przyjaciół w realnym życiu, żeby próbować stawiać grancie rodzicom. Warto aby miała w tym pełne wsparcie męża. I może jakiegoś terapeuty, który pomógłby jej budować poczucie własnej wartości.
                      • triss_merigold6 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:42
                        Mąż nie jest terapeutą, z dorosłą kobietą się żenił i ma prawo oczekiwać dorosłych zachowań. To laska ma problem, a nie jej mąż. Mąż może najwyżej kategorycznie zabronić zabierać dzieciaka do teściów i w sumie tak byłoby najlepiej na początku.
                        • aqua48 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:50
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Mąż nie jest terapeutą, z dorosłą kobietą się żenił i ma prawo oczekiwać dorosł
                          > ych zachowań.

                          Nie wiemy jaka jest postawa męża. I tak się dziwię, że przy takiej symbiozie w ogóle autorka wyszła za mąż. Mam w dość bliskim otoczeniu dobrych, ciepłych, życzliwych (piszę to bez ironii) rodziców, którzy skutecznie uniemożliwili swoim dzieciom nawiązanie związków z innymi przez nieustanną kontrolę swych dorosłych dzieci i tak ścisły związek z nimi, że dla nikogo obcego nie ma już miejsca.
                          • brak.polskich.liter Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 15:16
                            Zgadza sie. To jest taka zyczliwosc i troska, ktore otulaja, jak kaftan bezpieczenstwa.

                            Rodzice autorki watku sa ewidentni w swojej patologii, jest cala masa subtelniejszych przypadkow, z podobnie oplakanymi skutkami dla zycia osobistego dzieci takich ludzi.
                  • triss_merigold6 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:26
                    Super, ale laska nie jest sama tylko ma męża i dziecko. Gdyby była sama to kij jej w oko, może zostać dzieckiem do śmierci starych. Tu ryzykuje nie tylko skrzywdzenie dziecka, ale też rozwalenie małżeństwa. Skądinąd jestem zdumiona, że facet dotąd nie wylał jej kubła zimnej wody na głowę i nie powiedział krótko, żeby wybrała w której rodzinie chce ostatecznie żyć.
                    • verdana Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:36
                      Toż pisałam ja sama, ze wolno jej robić ze sobą co chce, ale dziecka ma bronić. Protestuję tylko przeciw diagnozie, ze jest bezwolna wobec rodziców, bo tak jej wygodnie. Dziewczyna ma przeprany mózg, powinna iść na terapię.
                      • triss_merigold6 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:40
                        Cokolwiek ma, jest dorosła. Może nie iść na terapię i zacząć konsekwentnie ignorować telefony, uwagi i upomnienia od rodziców. Krytykujesz? Wychodzę. Zaczynasz mieć fochy? Odkładam słuchawkę. Tera[ie behawioralna ze wzmocnieniem awersyjnym.
                        • aqua48 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:45
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Cokolwiek ma, jest dorosła. Może nie iść na terapię i zacząć konsekwentnie igno
                          > rować telefony, uwagi i upomnienia od rodziców. Krytykujesz? Wychodzę. Zaczynas
                          > z mieć fochy? Odkładam słuchawkę.

                          Tyle, że ona na razie nie jest w stanie nawet wyprosić matki z łazienki.
                      • aqua48 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:41
                        verdana napisała:

                        > Protestuję tylko przeciw diagnozie, ze jest bezwolna wobec rodziców, bo tak je
                        > j wygodnie. Dziewczyna ma przeprany mózg, powinna iść na terapię.

                        Jedno nie przeciwstawia się drugiemu, a pranie mózgu robi metodą kija i marchewki. Sam kij nie wystarcza.
                        • verdana Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:52
                          Nie, marchewka bywa iluzoryczna. Dziewczyna wiele pisze o tym, jak to rodzice sa dla niej dobrzy, ile im zawdzięcza. Kurczą, wszystkim niepatologicznym rodzicom coś się zawdzięcza, ale na ogół rodzice wdzięczności nie wymagają.
                          • aqua48 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:58
                            verdana napisała:

                            > Nie, marchewka bywa iluzoryczna.

                            Iluzoryczne jest tylko to, że smakuje jak ananas :)

                            Dziewczyna wiele pisze o tym, jak to rodzice są dla niej dobrzy, ile im zawdzięcza. Kurczą, wszystkim niepatologicznym rodzicom coś się zawdzięcza, ale na ogół rodzice wdzięczności nie wymagają.

                            Mogą wdzięczności oczekiwać, ale nie wymagają podporządkowania się, nie kontrolują, nie dzwonią codziennie i nie oczekują spowiedzi i szanują wybory swoich dzieci, a także godzą się z tym, że mają one odmienne zdanie i wybierają inaczej. Nawet jeśli nie uznają tego za słuszne. Kuriozalne dla mnie było polecenie matki, że dorosła córka ma "iść do swego pokoju", bo ma inne zdanie niż rodzice na temat wychowania własnego dziecka. Dobrze, że telewizji jej nie wyłączyli :)
            • brak.polskich.liter Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:08
              O, wlasnie mialam cos takiego napisac.
              Jesli autorka sie nie ogarnie i nie postawi starym granic, to jej malzenstwo sie predzej czy pozniej posypie. Po prostu nikt, nawet najbardziej kochajacy i oddany, nie wyrobi na dluzsza mete w ukladzie, w ktorym jest niejako "na doczepke", bo pierwsze skrzypce zawsze graja mamusia i tatus meza/zony.
              I nawet trudno bedzie miec pretensje o to, ze zwieje byle dalej od takiego zbucalego jaja.
              • triss_merigold6 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 14:17
                Ano dokładnie. Na razie autorka ma malutkie dziecko, im będzie starsze, tym pole konfliktów i ingerencji rodziców - większe. Nikt na dłużsżą metę nie zniesie roli piorunochronu, psychoterapeuty i kubła na emocje zarazem, autorka nie może tego od męża wymagać.
                • rozaly Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 15:20
                  Nie wspomnę o tym, że dziecko odpowiednio wytresowane przez dziadka w lekceważeniu matki, tak samo się będzie do niej odnosiło (jak ty masz ciężko z tą matką, ona się na niczym nie zna itp) Zastanów się autorko czy tego chcesz?
                  Poza tym powtórzę za Verdaną - masz za…ny obowiązek chronić swoje dziecko!
                  • zuzi.1 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 16:08
                    Ciekawe tylko, jak z takimi ciezko uzaleznionymi przypadkami ludzi radza sobie psycholodzy i ile czasu zajmuje im uwolnienie takiego czlowieka z emocjonalnych kajdan nalozonych przez rodzicow. I jak b. znamienne jest to, ze autorka nie jest w stanie sama ocenic w jakiej realnie sytuacji znajduje sie w relacji z rodzicami... Ta kwestia swiadczy o tym, ze przeszla b. silne i dlugotrwale pranie mozgu. Autorko, niezaleznie od tego co o swoich rodzicach napisalas i coJAK NA RAZIE na ich temat sadzisz ( Twoje widzenie rodzicow zmieni sie zapewne po terapii) chcialam Ci napisac jedno, TO NIE SA DOBRZY LUDZIE, TO TYRANI, TRAKTUJACY INNYCH LUDZI A PRZEDE WSZYSTKIM WLASNE DZIECI W SPOSOB PRZEDMIOTOWY. Dobrze ludzie nie maja takiego podejscia do innych, w tym do wlasnych dzieci.Twoi rodzice to ludzie mocno zaburzeni. A jak ukldaja sie relacje rodzicow z mezem i czy Twoj maz jest osoba silna psychicznie, ktora im sie nie podporzadkowuje czy jest wrecz przeciwnie? Czy Twoj maz wchodzi w otwarte konflikty slowne z Twoimi rodzicami?
                    • monikate Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 17:15
                      Klasyczna polska toksyczna rodzina...
                      Przy okazji: zwrot "na ogrodzie" jest nieprawidłowy. "W ogrodzie", "do ogrodu" - tak dobrze.
    • sanciasancia Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 17:31
      Znam trochę ten ból. Ale tak się nie da żyć i jeżeli nie postawisz się rodzicom, skrzywdzisz swojego syna, który wyrośnie na tak samo pięknie wytresowane stworzenie, jak ty. Nie mówiąc o tym, że pewnie w którymś momencie mąż ciebie zostawi, a jak będzie miał głowę na karku to postara się przejąć opiekę nad dzieckiem, bo naprawdę przed twoimi rodzicami powinno się ludzi chronić.
      Jeżeli chcesz coś zmienić, musisz się rodzicom postawić i konsekwetnie unikać jakichkolwiek kontatków, dopóki nie zaczną ciebie traktować z szacunkiem a nie jak tresowaną małpkę. I konsekwentnie, jak zaczynają się pretensje przez telefon, mówisz, że nie masz ochoty na takie rozmowy i odkładasz słuchawkę. Jak u nich jesteś i zaczynają się ciebie czepiać, pakujesz szmatki i gałganki i wyjeżdżasz. Przez jakiś czas będą eskalować swoje zachowania, próbując utrzymać status quo, więc będzie jeszcze bardziej nieprzyjemnie niż jest, ale jak już to przetrwasz, jest szansa, że zaczną się zachowywać przyzwoicie. Ja z takich akcji przeżyłam telefony z awanturą na pół godziny przed rozpoczęciem zajęć ze studentami, tłumaczenie, że jestem złym człowiekiem, bo się o nich niewystarczająco troszczę, różne teksty o tym, że jak moja córka będzie taka jak ja, to ich zrozumiem i ogólne czepianie się i zawracanie głowy przed obroną doktoratu.
      Z własnego doświadczenia wiem, że emigracja (nawet tymczasowa) świetnie robi na takie problemy, bo rodzice zwykle nie wierzą, że jesteś zdolna do zerwania kajdan.
      W każdym razie, jeżeli teraz się nie postawisz, to zapewne skończysz jako samotna kobieta bez żadnego wsparcia z zewnątrz, po której rodzina jeździ, jak po starej kobyle.
      Jeżeli masz taką możliwość, idź na terapię, chociażby po to, żeby się w nich nie zamienić któregoś dnia. Ja obserwowałam jako dziecko, jak moi dziadkowie traktowali moich rodziców (babcia po kądzieli mamę, dziadkowie po mieczu tatę) i jakie to było trudne dla moich rodziców. A potem obejrzałam sobie bliźniacze zachowania wobec mnie, i tak naprawdę jedyne, co mnie martwi, to nie rozluźnienie się kontaktów z rodzicami, tylko to, że się w nich sama zamienię. A to jest ostatnia rzecz, którą chciałabym zafundować mojemu dziecku. A jak się człowiek znajduje w trudnej sytuacji to po wielokroć i bez żadnej refleksji powiela zachowania, które zaobserowował w domu rodzinnym.
    • kjut Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 19:11
      Przeczytałam wszystkie odpowiedzi. Dziękuję wszystkim za zainteresowanie tematem. Z kilkoma wypowiedziami się nie zgadzam, kilka otworzyło mi oczy na parę spraw. Na pewno mam o czym myśleć. Dziękuję i pozdrawiam :)
      • zuzi.1 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 19:43
        Autorko, wrzuc sobie w wyszukiwarke na tym forum haslo toksyczni rodzice,znajdziesz pod nim watek, ktory kiedys stworzylam, w watku tym znajdziesz. wiele historii takich ludzi jak Ty, w podobny sposob piniewieranych, jak Ty. Jestes dziewczyno OFIARA swoich rodzicow i w duzej mierze to od Ciebie wlasnie zalezy, czy ta ofiara dalej bedziesz, czy nie. Zal mi Ciebie, zal mi Twojego syna, mam nadzieje, ze masz silnego i charakternego meza, ktory pomoze Ci sie z tej petli rodzinnej wydostac. I po powrocie do domu szukaj koniecznie dobrego terapeuty od tematu dzieci z dysfunkcyjnych rodzin DDD/ DDA.
        • zuzi.1 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 13:52
          Wrzucam do poczytania, może jak poczytasz o innych ludziach przechodzących coś podobnego co Ty, to może zdasz sobie sprawę z tego w jak poważnej sytuacji się znajdujesz i że walczysz tak naprawdę O SIEBIE SAMĄ. Na razie ze złych spraw zawdzięczasz rodzicom to, że boisz się ich, nie masz przy nich swojego zdania (czy przy innych osobach nie boisz się wyrażac tego co myślisz), jestes osobą wysoce reaktywną, tj. b. przejmujesz się tym, co mówisz i robisz w ich obecnosci, aby nie poczuli się urazeni. Na razie w ich towarzystwie nie potrafisz byc sobą, kulisz się i probujesz grac tak, aby byli z Ciebie i Twojego zachowania zadowoleni. Ryzykujesz w ten sposob dobry rozwój emocj. swojego syna, pomyśl sobie, czy chcesz aby Twoj syn w kontaktach z Twoim tatą cierpiał tak samo, jak Ty kiedyś cierpiałaś i dalej cierpisz????????

          forum.gazeta.pl/forum/w,898,145208679,145208679,Toksyczni_rodzice_watek_zbiorczy.html
          www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=2&cad=rja&uact=8&ved=0CCYQFjAB&url=http%3A%2F%2Fpracownia4.wordpress.com%2F2008%2F05%2F10%2Fnarcystyczna-rodzina%2F&ei=OQwDVLexJOTNygOklID4CQ&usg=AFQjCNGF4neCMOsGF4Pc28h7QRBOrhWwPw&bvm=bv.74115972,d.bGE
          • zuzi.1 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 13:57
            www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=2&cad=rja&uact=8&ved=0CCYQFjAB&url=http%3A%2F%2Fpracownia4.wordpress.com%2F2008%2F05%2F10%2Fnarcystyczna-rodzina%2F&ei=OQwDVLexJOTNygOklID4CQ&usg=AFQjCNGF4neCMOsGF4Pc28h7QRBOrhWwPw&bvm=bv.74115972,d.bGE
          • differentview Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 14:02
            zuzi.1 napisała:
            > Ryzykujesz w ten sposob dobry rozwój emocj. swojego syna, pomyśl sobie, c
            > zy chcesz aby Twoj syn w kontaktach z Twoim tatą cierpiał tak samo, jak Ty kied
            > yś cierpiałaś i dalej cierpisz????????

            jej syn wcale nie musi cierpiec w kontaktach z dziadkiem ale wlasnie z sama autorka bo jesli ktos pozwala na przekraczanie granic rodzicom, nie czuje ich, to z duzym prawdopodobienstwem bedzie przekraczal granice swojego dziecka- zupelnie nieswiadomie



            • zuzi.1 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 14:29
              W kontaktach z dziadkiem nie musi cierpiec, ale może. Dziadek nie zauważa i nie przestrzega cudzych granic, czgo doswiadczyła sama autorka i czego prawdopodobnie doswiadczy w kontaktach z dziadkiem jej syn. Dziadek już zaczyna sobiew głowie tworzyc jakies wizje nt. wnuka, typu powsinoga, gdy autorka wyraźnie pisze, że mały jest na etapie obawiania się innych nieznanych osób, ale dziadek wie swoje...

              A odnośnie autorki, istnieje takie ryzyko o jakim piszesz, ale jest też spore prawdopodobieństwo, że po takich przeżyciach ze swoimi rodzicami, jakich autorka doswiadczyła, gdy z żalem pisze o tym, jak była wysyłana do publicznych wystąpień przed osobami trzecimi, będzie w stosunku do swojego syna, BARDZO wrażliwą matką, mocno uwrażliwioną na jego potrzeby, z uwagi na swoje wlasne, negatywne doswiadczenia, można powiedziec, że już jest mocno wyczulona na zachowania i uczucia syna. Ale z uwagi na uzaleznienie od rodziców, powinna z synem przebywac w ich towarzystwie, jak najrzadziej się da, bo w obecnosci rodziców, nie potrafi byc w pełni oddana dziecku, nie potrafi asertywnie stawiac granic, co może zagrażac dobru dziecka. Pozwala rodzicom wciąż na zbyt wiele i pod wpływem obaw, strachu przed rodzicami nie potrafi w ich obecnosci skutecznie chronic dziecka, siebie też nie potrafi skutecznie przed zachowaniami rodziców chronic.
            • sanciasancia Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 14:47
              > jej syn wcale nie musi cierpiec w kontaktach z dziadkiem ale wlasnie z sama aut
              > orka bo jesli ktos pozwala na przekraczanie granic rodzicom, nie czuje ich, to
              > z duzym prawdopodobienstwem bedzie przekraczal granice swojego dziecka- zupelni
              > e nieswiadomie
              Wnuk zostanie najprawdopodobniej przycięty do wyobrażenia dziadka. I to raczej nie będzie specjalnie przyjemne dla wnuka.
              A co do autorki -
      • differentview Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 10:13
        kjut napisała:

        > Przeczytałam wszystkie odpowiedzi. Dziękuję wszystkim za zainteresowanie temate
        > m. Z kilkoma wypowiedziami się nie zgadzam, kilka otworzyło mi oczy na parę spr
        > aw. Na pewno mam o czym myśleć. Dziękuję i pozdrawiam :)

        jak juz bedziesz myslec o swoich relacjach z rodzicami to zwroc uwage na to co mnie zawsze uderza w wypowiedziach osob, ktore maja toksyczne relacje- z jednej strony piszesz- jesli zrobie to co czuje- czyli wyjade zeby chronic sie przed tekstami ojca- to ryzykuje zerwanie kontaktu ! a z drugiej strony- to dobrzy ludzie, ktorzy bardzo mnie kochaja, chca dla mnie dobrze, jestem z nimi bardzo zwiazana...rzuca Ci sie w oczy jakas schizofrenia tego o czym piszesz? bardzo kochac kogos- to znaczy lekcewazyc go, osmieszac, obrazac a jednoczesnie trzymac na tak krotkiej smyczy, ze gdyby tylko chcial cos zrobic po swojemu to zagraza to az zerwaniem kontaktow? czy to wg Ciebie jest w ogole mozliwe?
        • sorvina Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 11:17
          Autorka jak wiele dzieci kontrolujących, autorytarnych i nieszanujących ich granic rodziców, jednocześnie deklarujących że wszystko robią dla dobra dziecka - wyparła świadomość krzywdy. Kupiła tłumaczenia, że to co robią robią jest normalne, albo uzasadnione jej zachowaniem, nie dostrzegając, że przekraczanie granic - narzucanie swojej woli, traktowanie z lekceważeniem itp. nigdy nie jest dobre i usprawiedliwione w relacjach, bez względu na to czy to wciskanie komuś obiadu na siłę codziennie, narzucanie swojego zdania, bo przecież rodzic wie lepiej, czy pseudo troska "bo ty sobie nie poradzisz". A negowanie jej prawa do niezadowolenia, innego zdania itp. jest jawnym dowodem posiadania jej uczuć i zdania gdzieś.

          Aby wyprzeć świadomość krzywdy należy przemieścić odpowiedzialność. Autorka czuje się odpowiedzialna za uczucia rodziców, ich relacje - czyli za to, na co nie ma większego wpływu i zależy od wyborów i osobowości jej rodziców, ale nie dostrzega, że oni są współodpowiedzialni za jej uczucia, a nie oni dobrzy tylko nie wiadomo czemu ona nie mogła wytrzymać. Dlatego przy takim postrzeganiu decyzja rodzica by odstawić focha i zerwać relację, nie jest traktowana jako ich suwerenny niedojrzały wybór i reakcja, ale jej wina, coś co ona spowodowała swoim zachowaniem - choć jej zachowanie to tylko zdrowe stawianie granic.

          Kolejny przykład sprzeczności - skoro autorka wierzy, że musi odpuszczać i nie reagować, bo tyle rodzicom zawdzięcza, to przecież gdyby byli tacy dobrzy to by nie trzeba było odpuszczać, prawda?

          Myślę, że bez terapii autorka nie wyplącze się z tego pomieszania - za dużo w nim zakazanych emocji i myśli, poczucia winy i zobowiązania.

          Proponuję ograniczyć kontakt z rodzicami by odciąć się od manipulacji i z pomocą terapeuty zacząć uczyć się nowego spojrzenia i zachowań.

          Warto sobie powtarzać, że NIC nie usprawiedliwia przemocy psychicznej - poniżania, kwestionowania uczuć i intencji, narzucania swojej woli oraz manipulacji na emocjach, poczuciu winy i zadłużenia. NIC. Autorka ma pełne prawo postawić granice takiemu zachowaniu. Powiedzieć - przyjmuję, że mnie kochacie i chcecie w swoim mniemaniu dobrze, ale tak i tak być traktowana nie chcę i nie będę na to pozwalać. Naprawdę dobry człowiek szanuje granice drugiej osoby. Jeśli obstaje przy swoim o oskarża nas o np. problemy psychiczne, to nie ważne deklaracje - nie chodzi o nasze dobro, ale o niego - jego przymus kontroli, dowartościowania się naszym kosztem, wyżywania się na nas i chęci utrzymywania nas w poczuciu uzależnienia byśmy nie odeszli, bo ktoś taki najczęściej zdaje sobie sprawę z tego, że gdybyśmy przejżeli na oczy - co nam robi - to by nas więcej nie zobaczył.
          • differentview Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 12:02
            sorvina napisała:

            > Myślę, że bez terapii autorka nie wyplącze się z tego pomieszania - za dużo w n
            > im zakazanych emocji i myśli, poczucia winy i zobowiązania.
            >
            > Proponuję ograniczyć kontakt z rodzicami by odciąć się od manipulacji i z pomoc
            > ą terapeuty zacząć uczyć się nowego spojrzenia i zachowań.

            mam problem z tym zeby zawsze wszystkim zalecac terapie; autorka jest swiadoma, ze ojciec ja traktuje lekcewazaco i swiadoma, ze sobie tego nie zyczy- wiec kolejny krok- to konfrontacja- wyartkulowanie ojcu, ze sobie nie zyczy takiego traktowania; on z duzym prawdopodobienstwem dostanie szalu- bo jak lekcewazenie( oj tam, oj tam, no co Ty powiesz) nie pomoze to zacznie sie agresja- wtedy wyjdzie w calej okazalosci jego " dobroc i wiez z corka" No i co dalej? autorka mialaby przed soba dylemat- czy choc troche uszanowac swoje uczucia i zobaczyc brak dobra w slowach ojca czy tez olac swoje uczucia i uznac, ze nalezalo sie jej kolejne zjechanie przez rodzicow- jesli taki bedzie jej wybor- bo to juz jest swiadomy wybor to trzeba sie pogodzic z tym, ze juz zawsze bedzie traktowana jak dziecko, wysylana do kata, do swojego pokoju- troche zalosne ale coz- taki wybor
            • sorvina Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 13:41
              IMHO wszystko zależy od poziomu zmanipulowania i wbicia w poczucie winy, odpowiedzialności, zadłużenia itp. Jeśli jest silne, to samo racjonalne uświadomienie to za mało, taka osoba ulegnie, bo inaczej nie potrafi poradzić sobie z silnymi emocjami, które rodzice wzbudzają w prawdziwą wirtuozerią. I wyuczone zniekształcenia poznawcze nie pozwolą jej dostrzec sytuacji tak jak jasno widzą ją osoby z boku, bo ona nauczyła się wszystko sobie tłumaczyć zgodnie z "obowiązującą wersją". Bez osoby, która z nią to omawia, wypunktowując przekłamania, potwierdzając to co sama czuje a jest niezgodne z opinią rodziców, może by trudno się z tego wyrwać. Oczywiście nie każdy będzie potrzebował nie wiadomo jak długiej terapii, czasem kilka spotkań rzuci nowe światło i upewni taką osobę w decyzji o zmianie zachowania.
              Terapeuta pomoże też odkryć i obalić różne samozakłamania, ukryte korzyści itp. Czasem wystarczy mądra przyjaciółka czy forum by nabrać dystansu, ale nie zawsze.
              • sorvina Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 13:44
                Autorka ma świadomość, że ojciec ją lekceważy, ale jednocześnie ma wbite do głowy, że to dobry człowiek, a dobrzy ludzie nie robią przecież złych rzeczy, więc jak im można zdecydowanie stawiać granice? Jeśli ten obraz "dobrych rodziców" wiąże się z silnym wyparciem emocji sprzecznych z nim, to ona może podjąć decyzje, że się postawi, stanąć przed ojcem i poczuć jak opuszczają ją siły, bo nie będzie miała kontaktu z własną zdrową złością, za to zaleje ją poczucie winy.
                • zuzi.1 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 15:09
                  Sorvina, miałam się już Ciebie o to kiedyś zapytac, ale zapomniałam, więc zapytam teraz, skąd się dowiedzialaś, że Twoja matka i babcia mają mocne zaburzenia narcystyczne? Sama do tego doszłaś, czy ktoś Ci w tym pomógł?
                  • sorvina Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 23:49
                    zuzi.1 jak kiedyś pisałam - moja mama i babcia nie są oficjalnie zdiagnozowane. Mama ma zdiagnozowaną tylko nawracającą depresję - sprzed 30 lat. Co prawda zwykli lekarze obserwując mamę w szpitalu przy okazji problemów zdrowotnych sugerowali kontakt z psychiatrą, ale mama musiałaby chcieć, a do prawidłowej diagnozy trzeba by też relacji pozostałych członków rodziny, a takiej konfrontacji unika jak ognia. Pielęgnowanie wizerunku ponad wszystko :/

                    Pierwszy raz NZO przyszło mi to do głowy po zajęciach z zaburzeń psychicznych. Po nich rozmawiałam z psycholożką kliniczną, która je prowadziła, potem zaczęłam czytać wszystko co mi wpadło w ręce na ten temat. To było niezwykle uwalniające - czytać niemalże dokładne cytaty i opisy zachowań mojej mamy i babci, gdy wreszcie wszystko stało się zrozumiałe, a ich reakcje przewidywalne. Także to było raczej własne poszukiwanie i "robocza diagnoza", poparte dużą ilością literatury i rozmowami z psychologiem klinicznym i psychoterapeutą. Oczywiście żadna z nich nie odważyła się postawić jednoznacznej diagnozy na podstawie opisu, przyznając jednocześnie, że wygląda to na zaburzoną osobowość. Wszystkie kryteria diagnostyczne są spełnione, zachowania jak z książki - mi to wystarczy, bo nie jestem ich terapeutą, poszukiwałam jedynie ogólnego zrozumienia by wiedzieć co dalej robić - na co są szanse, co z czego wynika - co robić a czego unikać - o to mi ta "diagnoza" dała. Plus zrozumienie własnych przejętych wzorców.

                    Dla większości ludzi moja babcia ma tylko "trudny charakter", a mama "nie radzi sobie z trudnymi doświadczeniami życiowymi". Bo znają tylko role, które grają, a nie to jakie są gdy zdejmują maskę całkowicie.
                    • zuzi.1 Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 01.09.14, 07:45
                      Ok, rozumiem, dzieki.
        • marsylvik Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 12:02
          differentview napisała:

          > bar
          > dzo kochac kogos- to znaczy lekcewazyc go, osmieszac, obrazac a jednoczesnie tr
          > zymac na tak krotkiej smyczy, ze gdyby tylko chcial cos zrobic po swojemu to za
          > graza to az zerwaniem kontaktow? czy to wg Ciebie jest w ogole mozliwe?

          Oczywiście, że to z miłości chronią przed myślozbrodnią! Ministerstwo Miłości wiedziałoby co z tym robić :D Takoż i Ministerstwo Prawdy :D

          Pierwszy raz spojrzałam na "Rok 1984" George’a Orwella jak na książkę psychologiczną... Hmm, chyba muszę do niej wrócić, poza tym polecam ją wszystkim, którzy mają jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy są manipulowani. Choć to ciężka pozycja dla bardziej wrażliwych osób. Za to brutalnie wyczula na manipulację (a zatam pozwala się przd nią bronić), lepiej niż jakaś tam psychoterapia czy inny kurs asertywności ;)
    • z_pokladu_idy Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 30.08.14, 22:56
      Kjut, ja Cię trochę kojarzę z forum Karmienie Piersią i tam Twoje wpisy przedstawiają silną kobietę, z własnym zdaniem i kochającą matkę. Jak widać przy rodzicach zmieniasz się w bezbronną dziewczynkę. Zrób to dla swojego Synka, jeśli nie dla siebie i zmień relacje z rodzicami. Nie daj małemu widzieć, jak po jego matce jeżdżą jak po łysej kobyle, nawet jeśli są to jego dziadkowie.
      Sama miałam trudne relacje z rodzicami, tyle że u mnie te relacje zmieniły się na plus po pojawieniu się młodego. Mam wrażenie, że zyskałam w oczach rodziców, kiedy robiłam po swojemu nawet kiedy ich zdanie było zupełnie inne. Szanują mnie nie tylko jako swoją córkę, ale przede wszystkim jako matkę mojego dziecka i nie robią mi pod górkę przy młodym.
    • ola_dom Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 09:58
      kjut, a ja podkreślę to, co jako pierwsza napisała verdana:

      masz na szali - dobro i bezpieczeństwo swojego dziecka vs. zadowolenie Twoich rodziców.
      Pora wybrać, co jest dla Ciebie ważniejsze.
      Na razie samopoczucie Twoich rodziców wygrywa o kilka długości.
    • fnutaki Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 31.08.14, 23:22
      Zachowanie twojego ojca wygląda tak, jakby cię testował, jak bardzo może cię nie szanować - na co mu pozwolisz- czy mu postawisz jakąś granicę czy nie.
      Przez to, że mu granic jak widać nie stawiasz a skupiasz się na biciu histerycznej piany i równoczesnym upartym tkwieniu przy rodzicach z dnia na dzień tracisz jego szacunek. (nie wierzę, że się chcesz od nich odciąć, widać że poświęcisz swoje dziecko bo uzależnienie od rodziców jest silniejsze)
      - Dopóki będziesz ich marionetką bez własnego kręgosłupa, bez szacunku do siebie samej, - dopóty rodzice cię nie będą szanować a dziecko wytresujecie tak, że będzie okazywać ci za pare lat jawną pogardę.

    • mamasiasiulki Przede wszystkim!!! 01.09.14, 03:57
      Wygląda na to, że nie jesteś z nimi związana, tylko UZALEŻNILI CIĘ od siebie.

      Skoro traktują Cię jak g...niarę i śmiecia (jakie "związanie"??? tak się nie traktuje dziecka, które się kocha!!!), a Tobie brak asertywności to przestań jeździć tam sama! ZAWSZE bądź z mężem, a kiedy się nie da, to się wykręcaj - choćby szczepieniem małego, jakimś bilansem, katarem, czymkolwiek.

      Wygląda na to, e Twoi rodzice nie tolerują jakichkolwiek przejawów Twojej niezależności. Krzyki na dziecko są nie do zaakceptowania. Taka sytuacja do niczego nie prowadzi.

      Decyzja, czy wyjedziesz, jest chyba mniej istotna. Tylko w sumie nie wiem, w imię czego dziecko ma słuchać awantur. Spakowałabym się chyłkiem i rano po prostu wyszła z domu, możliwie szybko, by uniknąć awantury i kolejnego wpędzania w magiel, któremu się poddasz i zostaniesz.

      ŻADNEGO przepraszania, że się kłócą "przez Ciebie". Kłócą się, bo taka ich wola i takie mają charaktery. Wcale nie muszą, nie Twoja wina.

      Wyjechać do teściów lub do własnego domu, choć ja bym nie używała wielkich słów i nie paliła mostów. Można powiedzieć, że atmosfera zrobiła się nieprzyjemna, młody jest niespokojny, nie chcesz, by słuchał krzyków. I NIGDY i POD ŻADNYM POZOREM nie jeździłabym/nie przyjmowałabym rodziców bez wsparcia męża.
    • ashraf Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 01.09.14, 08:43
      Kjut, ogromnie wspolczuje sytuacji, dziewczyny daly ci juz sporo dobrych rad. Osobiscie podejrzewam, ze po latach patologicznego uzaleznienia od rodzicow, cichego przyzwolenia na ponizanie, traktowanie jak 3-latke i budowania w sobie poczucia winy, nie obedzie sie bez terapii. I powinnas to zrobic nie tylko ze wzgledu na siebie, ale takze dla dobra swojej rodziny. Twoj syn zasluguje na matke, ktora darzy sie szacunkiem i wymaga tego od innych, maz na zone, dla ktorej jest jedynym partnerem podczas podejmowania waznych zyciowych decyzji, ktora skutecznie odciela pepowine i traktuje zwiazek z rodzicami jako podrzedny w stosunku do relacji malzenskiej. Wszyscy juz to pisali, ale ja tez nie moge sie powstrzymac: twoi rodzice sa toksyczni, robia ci wielka krzywde i - jezeli nie podejmiesz stanowczych krokow - skrzywdza twojego synka. I naprawde rozumiem, ze kochasz rodzicow, ze chcesz byc wyrozumiala, ze - jak kazde dziecko - wolalabys od czasu do czasu odpuscic, udac, ze nie slyszysz pewnych rzeczy lub powiedziec "tak, tak" i dalej robic swoje. Jest sprawa oczywista, ze rodzice sa inni od nas, moga miec inne poglady (w tym takze wychowawcze), jestem nawet sklonna powiedziec, ze dziadkom powinno sie pozwolic na stworzenie wlasnej relacji z wnukami, opartej na innych zasadach niz z rodzicami - dziadkowie moga pozwalac na troche mniej lub na troche wiecej, wymagac innych rzeczy czy wprowadzac nieco inne reguly, ale wszystko ma swoje granice! Ich pomysly nie tylko nie moga zagrazac zdrowiu i zyciu dziecka - przede wszystkim nie moga byc jawna kontestacja metod wychowawczych rodzicow, a dziadkom NIE WOLNO okazywac rodzicom dziecka braku szacunku, obnizac jego wartosci jego rodzica, szantazowac, manipulowac, wymuszac, sterowac zyciem, wciagac w swoje konflikty, doprowadzac do lez. To jest zle, a przed zlem mamy prawo i obowiazek bronic sie w sposob stanowczy - a takim jest wyjazd od rodzicow i uregulowanie kontaktow dopiero kiedy poczujesz sie silniejsza i bardziej pewna siebie i przede wszystkim na twoich zasadach!
    • asfo Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 01.09.14, 14:52
      Przemyśl sobie priorytety.

      Co jest ważniejsze? Humor mamusi i tatusia, czy szczęście twojego dziecka, całość twojego małżeństwa i twoja osobista satysfakcja z życia?

      Wyobraź sobie, że zamiast samo-umartwiać się i stresować dziecko wizytując rodziców spędzasz czas w pobliżu swojego domu. Jak sobie spacerujecie/biegacie po skwerku (czy gdzie tam możesz sobie spacerować), ubrani jak chciałaś, po zjedzeniu tego co uznałaś za stosowne i nikt, ale to nikt się nie czepia. Spokój, relaks, wyciszony telefon...

      Rodzice są dorośli, i jeśli życzą sobie praktykować jakieś dziwactwa u siebie w domu - ich sprawa. Chcą być wredni i pluć żółcią nas świat - ok, ale niech załatwią to między sobą. Jeśli natomiast używają do praktykowania tych głupot ciebie i twojego dziecka to masz nie tyle prawo, co obowiązek uniemożliwić im to.

      Dziecko czuje, że coś nie gra i dlatego jest zestresowane. Możesz za to podziękować swoim rodzicom i sobie samej także - bo to ty zdecydowałaś, że dziadkowie są ważniejsi i że będziesz wykonywać ich wszystkie polecenia, bez względu na koszty, jakie ponosi twoja własna rodzina - czyli mąż i dziecko.

      Ty też jesteś dorosła i najwyższy czas przyjąć odpowiedzialność, która się z tym wiąże.
    • olikol Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 01.09.14, 15:04
      Twoi rodzice sa toksyczni dla ciebie, a ty jestes toksyczną matka dla swojego dziecka. I tyle.
      • 3-mamuska Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 01.09.14, 15:12
        Wiesz bardziej bym sie sprzeciwiła przy krxyksch dziadka na wnuka, niz to ze ojciec poszedł do toalety , co miał dziecko zabrać ze sobą.

        Nie potrzebnie zrobiłas problem z niczego,I zabrałas dziecko.


        Moim zdaniem powinnas odpuścić wizyty rodziców.
        Jesli twój ojciec krzyczy ba małe dziecko, to twardo mowisz ze albo sie zamknie albo ma natychmiast opuścić twój dom. Jakieś chore.


        Nie szanują cie jako osoby, jako kobiety matki.
        Przykre musisz cos z tym zrobic.
    • panizalewska Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 04.09.14, 21:35
      O kurcze, Kjut, masz konkretnie przesrane. Czy nie jesteś czasem jedynaczką? Przepraszam, ale nie czytałam całego wątku.
      To prawda, co napisał ktoś na początku - przyspieszoną fazę buntu przejść musisz, moc w sobie poczuj młody padawanie ;) Serio. Płakanie w tym wieku bo "co rodzice powiedzą" to jakiś horror jest.

      W ogóle dużo rodziców ma fazę na wychowywanie / opiekowanie się wnukami po swojemu i samo to nie jest niczym złym, O ILE nie narusza granic wytrzymałości psychicznej mamy, no i nie stwarza poważnego dyskomfortu psychicznego u dziecka (zostawienie u obcych osób "na sikundę / kupę czasu" whatever) i oczywiście fizycznego zagrożenia zdrowia i życia. U Was dwa pierwsze punkty Twoi rodzice z lubością i rozkoszą naruszają notorycznie. I do tego "przesadzasz" i marsz do kąta jak 5-letnią dziewczynkę. No kurcze, to już nawet moi, choć ideałami nie są ;) to się trochę bardziej starają. U Ciebie to kosmos.

      Dziewczyno wyjedź stamtąd, ochłodzenie kontaktów wskazane dla TWOJEGO zdrowia psychicznego i bezpieczeństwa Twojego i Twojego dziecka. Z jednym sobie poradzisz sama, w sensie z jednym dzieckiem, nie musisz być non stop u swoich rodziców / teściów. Choć rozumiem, że Ci trudno. Ale idzie się przyzwyczaić, wypracować własny rytm z młodzieżą. Już prędzej jakąś dochodzącą opiekunkę na kilka godzin w tygodniu - dla oddechu, a nie mieszkaj przy takich dziwacznych ludziach. Pardon za szczerość.

      P.S. Mój małż jedynak lat prawie 40 i też mamusia go próbuje kontrolować, rozstawiać po kątach jak jej się podoba, a jak jej się coś dzieje niedobrego to łolaboga synciu mam tylko ciebie :P I weź tu nie oszalej z takimi rodzicielami.
      • panizalewska Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 04.09.14, 21:41
        A czekaj, doczytałam, że masz siostrę. No dobra, siostra siostrą, przyjaciółka też. Ale ja pierniczę, jaki sens ma jechanie do rodziców z małym dzieckiem, które stres chłonie jak gąbka? I potem Ci będzie odchorowywać takie sytuacje? Czkawką mu się odbiją tacy dziadkowie.
        • kjut Re: konflikt z rodzicami po urodzeniu syna (długi 05.09.14, 15:50
          Oj panizalewska. Jechanie trochę ma sens mimo wszystko. Oni są dobrymi dziadkami, kochają małego, chcą dla niego dobrze. Na pewno nie są tak złymi dziadkami, żeby im całkiem wnuka zabierać. A i tak widzimy się raz na 4 miesiące. Wbrew temu co tutaj mi wypisywali - nie wydaje mi się, żebym pozwalała krzywdzić syna. Jeśli o niego chodzi reaguję - stąd te awantury zresztą. Problem jest w tym, że JA nie potrafię opanować emocji, które we mnie wywołują. Zresztą -po awanturze drugiego dnia -tej którą opisałam-zachowują się naprawdę bez zarzutu. Matkę mam toksyczną - ale wobec mnie, nie małego. Ojciec odpuścił. Zresztą obojewidzę, że starają się mnie nie wkurzać. Za kilka dni wrócę do domu, na drugi koniec Polski i znów będzie spokój - na odległość mamy cudowne stosunki :P myślę, że pójdę na terapię. Jestem pewna, że gdy nauczę się nie poddawać się manipulacji i odbuduję poczucie własnej wartości to problem będzie mniejszy. Będę mogła się im nie tylko postawić -co już teraz robię ze względu na małego właśnie, ale dodatkowo nie będzie mnie to tak rozwalać psychicznie.
          Ja wiem -może rzeczywiście post zabrzmiał dramatycznie. Pisałam na początku - byłam bezpośrednio po awanturze. Ale aż tak dramatycznie to w rzeczywistości nie wygląda. Mamy swoje problemy, pewne rzeczy muszę przepracować ze względu na siebie i moją rodzinę (o Mężu i maluchu tu mówię). Ale to nie jest relacja, która wymaga bezwzględnego zerwania kontaktów. Ani oni na to nie zasługują, ani mój syn.
Pełna wersja