paulutek
01.09.14, 00:06
Witam.
W końcu zrozumiałam, że między mną a mężem nie ma miłości,że życie z nim to jak siedzenie na bombie zegarowej, atak złośliwości, ubliżania, mieszania z błotem przychodzi nie wiadomo skąd i dlaczego (jak był trzeźwy bo jak wypił to jazdy się spodziewałam za każdym razem).
Kiedy otworzyłam oczy i zaczęłam żyć swoim życiem ( i dzieci) on nagle stał się miły, prawie nie pił, kupił bieliznę, zaproponował wspólny wyjazd.
Nastąpiły dobre dni no i po kilku takich znowu jazda bo za późno wróciłam z dziećmi od koleżanki , młody był zmęczony i płakał, spadł mu dżem na podłogę a ja chciałam żeby mąż to wytarł. A on oglądał taki fajny film...
Próbowałam rozmawiać, zaproponowałam terapię ale oczywiście się nie zgodził bo nie będzie mu ktoś tam mówił co ma robić.
Sama nie potrafię z nim rozmawiać, ciężko rozmawia się z osobą która operuje tekstami typu : bo Ty zawsze, bo Ty nigdy, Wszystko za Ciebie muszę robić, jest demokracja, żyjemy w wolnym kraju itd.
Podstawowym jego problemem jest alkohol, wtedy niemal zawsze jest złośliwy, poniża mnie i moją rodzinę a jak jest trzeźwy to nigdy nie wiadomo kiedy nastąpi jakaś akcja.
Do AA też się nie zapisze bo przecież nim nie jest.
Jest sposób na rozmowę z taką osobą?
Czy raczej sobie darować i zacząć układać plan ewakuacji?
Dzieci oczywiście go uwielbiają ale zaczynają rozumieć jego dziwne zachowania i biegną wtedy do mnie.Chcę dla nich pełnej rodziny ale nie patologicznej.