xsqr
03.09.14, 08:46
Problem jest z teściową - która mniej więcej półtora roku temu zaoferowała nam pomoc w wychowaniu małej i uznała, że nie pozwoli żebyśmy posyłali córkę do żłobka i kazała nam ją sobie przywozić kiedy idziemy do pracy. Wszystko było prawie OK. W wielu miejscach ignorowała nasze prośby i drobne uwagi, staraliśmy się wraz z żoną szanować jej doświadczenie - bowiem trójkę dzieci wychowała.
Z czasem jednak zaczęły się gorsze sytuacje, córka w domu bez wyraźnego powodu potrafiła przychodzić do mnie i bić mnie po nodze - dwulatka!, próbowała kopać psa albo w nocy była bardzo niespokojna - co żona zwalała na chorobę albo gorsze samopoczucie - zaś ja miałem inne podejrzenia - w domu teściowej wiecznie były kłótnie, wzajemne wyzywanie się i wrzaski.
W końcu przychodząc z pracy po córkę zacząłem słyszeć jak teściowa "wkłada do głowy" mojej córce mądrości:
* tatuś cię bije
* mamusia pewnie cię bije
* głodzą cię
* nie dają ci pić, biedna jesteś
* głupi ten ojciec
Wielokrotnie babka też krytykowała mnie lub żonę w obecności córki - źle jej zupę dajesz, jak jej pieluchy zakładasz, za grubo ubierasz. Zawsze w tonie krytyki.
Wczoraj wybuchnąłem!
W poniedziałek zawieźliśmy córkę do babci znów - bo była już podleczona i uznaliśmy, że tak będzie ok. Poprosiliśmy teściową, żeby młodej nie wypuszczała z domu zbyt dużo. Co się okazało - oczywiście babcia wiedziała lepiej i dziecko biegało cały dzień po dworze - bez czapki, lekko ubrana i pewnie spocona. Nic to - żona oczywiście utwierdzała mnie w przekonaniu że nic się nie stanie. We wtorek - czyli wczoraj też córkę zawieźliśmy bo jeszcze nic nie wróżyło, że się pogorszy. Przyjechałem po pracy, wchodzę - dziecko wyje, dławi się od płaczu, czerwone jak cegła i rozpalone. Temperatura 39 stopni, kaszel. Mówię do babki, że wczoraj prosiliśmy żeby młoda nie latała po dworze bo jeszcze się kuruje i może się pogorszyć - na co teściowa zareagowała kontratakiem. Ona zna się lepiej na wychowaniu dzieci i nie mam prawa jej pouczać. W obecności dziecka - mojej córki - nazwała mnie gó...anym ojcem i debilem. Jej miałby się należeć bezwzględny szacunek za wiek i skoro zdecydowaliśmy się skorzystać z jej pomocy to nie mamy prawa oceniać tego co ona robi z młodą - bo kiedy ona jest u niej to będzie robiła i wychowywała ją jak tylko ona chce. My się z żoną rzekomo nie znamy, jesteśmy kiepskimi rodzicami (patrz cytaty powyżej), nie mamy prawa jej pouczać i jak nam się nie podoba to możemy sobie dziecko zabierać i się stamtąd wynosić a "ona nam jeszcze wystawi rachunek".
Czy nie powinienem był zabrać dziecka kiedy pierwszy raz zobaczyłem, że teściowa obraża mnie w oczach córki i również wymagać dla siebie szacunku? Zdaniem żony powinienem było to znosić - bo nam pomaga.