veronikaniebieska
16.09.14, 12:44
Witam wszystkich i proszę o radę lub podzielenie się własnymi doświadczeniami a panią Agnieszkę o opinię eksperta.
Za dwa miesiące bierzemy z moim partnerem ślub. Matka mojego partnera właśnie odmówiła przyjazdu na nasz ślub, nie przyjęła nawet zaproszenia, które pojechaliśmy jej wręczyć osobiście.
Postaram się po krótce opisać kontekst całej sytuacji.
Jesteśmy z moim partnerem od 3 lat, mieszkamy razem od 2. Co istotne, mieszkamy poza granicami Polski. Na początku związku jego matka była do mnie miła, uprzejma, uważała że świetnie do siebie pasujemy. Sytuacja zaczęła zmieniać się im bardziej poważny stawał się nasz związek i im silniejsze dowody na to, że do Polski nie wrócimy (np gdy kupiliśmy samochód, wzieliśmy kredyt na wspólne mieszkanie).
Dodam, że matka mojego partnera nigdy tak naprawdę nie pogodziła się z jego emigracją. Przy wcześniejszych wizytach podkreślała jak bardzo wszyscy za nim tęsknią, konsekwentnie odmawiała odwiedzin u niego, interesowania się jego życiem w nowym kraju, jego pracą, sukcesami. Z czasem przerodziło się to w zarzuty, że porzucił ją, rodzinę, że robi sobie to co chce i z nikim się nie liczy. Odkąd coraz wyraźniej zaczęlismy budować wspólne życie na emigracji pretensje i wyrzuty matki bardzo się nasiliły. Na przykład kupno przez partnera samochodu uznała za cios w _ich_ rodzinę... i tym podobne akcje. Oczywiście źródłem całego problemu według niej jestem ja, bo to przeze mnie jej syn odwrócił się od rodziny, nie interesuje się jej losem. Dodam, że rzeczywistość jest wręcz odwrotna. Mój partner wspiera ich finansowo, wziął poważny kredyt na remont ich domu, więc tym bardziej te zarzuty o porzuceniu przez niego rodziny go bolą.
Przez ostatnie dwa lata konflik nasilił się do tego stopnia, że mój partner zaprzestał kontaktów z matką. Powiedział matce, że nie ma ochoty wysłuchiwać jak ona mnie oczernia i usiłuje nas poróżnić. Ograniczył się do kartki na święta, dzień matki itp. Matka uznała, że to ja go tak zmanipulowałam. Od czasu jak ze sobą nie rozmawiają, matka wciągnęła w ten konflikt resztę ich rodziny, oraz eks partnerkę mojego narzeczonego, której zwierza się ze swoich krzywd. Wymyśla niestworzone rzeczy o mnie i o mojej rodzinie (której nawet nie zna, a i mnie widziała na oczy tylko 3 razy! ) i rozpowiada to by pokazać jak złą osobą jestem, jak patologiczna jest moja rodzina. Mimo iż nie mamy z nią bezpośredniego konkaktu, niestety docierają do nas te rewelacje.
Wielokrotnie próbowałam namówić partnera aby do matki pojechał, porozmawiał z nią, spróbował załagodzić sytuację. Tłumaczyłam, że jego milczenie nie jest najlepszym rozwiązaniem bo tylko nasila jej złość i eskaluje konflikt. Niestety on nie chciał/nie potrafił/nie był w stanie/ ciągle to odwlekał.
Matka zawsze dominowała nad nim, w ich rodzinie, wszystko musiało być tak jak ona chce. Dopiero jak wyjechał z kraju to był w stanie się jakoś uwolnić i uniezależnić. Widzę, że jest w nim ogromny bunt i złość na to co matka robi, jak próbuje wzbudzać w nim poczucie winy za to, że ośmielił się mieć własne dorosłe życie.
Kilka miesięcy temu postanowiliśmy się pobrać. Sprawa konfliktu z matką stała się więc gorącym kartoflem. Oczywiste było, że matkę na ślub trzeba zaprosić i że powinna na nim być. Mój partner próbował nawiązać z nią komunikację, poinformował o ślubie. Pojechał tam sam, beze mnie, by z nią porozmawiać, dojść do porozumienia. Nie było to możliwe. Ona oświadczyła, że jest przeze mnie zmanipulowany, wykręcała fakty, zaprzeczała, że ustawia rodzinę przeciwko nam. Powiedziała, że na na ślub nie ma zamiaru przyjechać, bo jej godność została urażona.
Mimo to pojechaliśmy tam później oboje, oficjalnie zaprosić ich na ślub, wręczyć zaproszenie. Przez całą wizytę ona traktowała mnie jak powietrze, nawet nie spojrzała w moją stronę. Zaproszenia nie przyjęła. Była to koszmarne doświadczenie.
Widziałam jak bardzo rozdarty jest mój partner i w sumie to on najbardziej w tym wszystkim cierpi. Matka jest nieugięta, zacięta w sobie. Nie ma w niej ani odrobiny empatii ani woli by konflikt zarzegnać, dojść do jakiegoś porozumienia.
Mój partner nie jest zbyt wylewny, ale widzę jak bardzo go to wszystko emocjonalnie kosztuje. Oboje zdajemy sobie sprawę, że jeśli jego matka nie będzie na ślubie to rzuci się to cieniem na wiele lat. Zresztą, nie chodzi tu już tylko o nią. Jest jeszcze ojciec (który też nie przyjedzie) jest rodzeństwo mojego partnera, które usiłuje nie dać się wciągnąć w ten konflikt przez żadną ze stron. No ale to jest jej decyzja i już więcej nic w tej sprawie nie możemy zrobić. Być może gdyby mój partner jeszcze kilka razy tam poleciał i ją błagał to by się łaskawie zgodziła. Ale on nie chce tego robić i przyznaje, że tak naprawdę w obecnej sytuacji to nawet nie chce jej na ślubie.
Ja chyba mam już dość jasny sygnał, że przez resztę tego małżeństwa będę traktowana w _najlepszym_ razie jak powietrze. Mój partner stał się czarną owcą w rodzinie a jego reakcja na to jest żeby się odciąć.
Obawiam się o przyszłość. Jak będzie wyglądać nasze życie przez następne 20-30 lat? Co z dziećmi, których w tej sytuacji przyszła teściowa pewnie nawet nie będzie chciała poznać? Ale najbardziej obawiam się, czy mój partner jednak gdzieś podświadomie nie obwinia mnie o tę sytuację? (Oczywiście nigdy do tego się nie przyzna)
Ostatnie tygodnie przed wizytą u przyszłej teściowej były koszmarne, oboje chodziliśmy jak tykające bomby, wybuchaliśmy z byle powodu i dariśmy się na siebie, kompletnie nie kontrolując emocji.
Zamiast cieszyć się przygotowaniami do ślubu to jest jedno wielkie pasmo kłotni i awantur. Cały ten ślub, zamiast o nas, jest nagle tylko i wyłącznie o jego matce.
Chciałabym mu jakoś pomóc, wesprzeć, ale już naprawdę nie wiem jak. Mam ogromny żal do tej kobiety, że próbuje zniszczyć ten związek, rujnuje nam najważniejszy dzień w życiu, traktuje mnie jak trędowatą. Ale nie mogę tego żalu okazać mojemu partnerowi, staram się nie mówić o jego matce źle, nie stawiać go w sytuacji _ja albo matka_. Ale coraz trudniej mi ze świadomością, że jestem obiektem nienawiści tej kobiety. Wydaje mi się, że nieświadomie obwiniam go o tę sytuację i się za to na nim wyładowuję. Ślub za dwa miesiące a ja mam ochotę wszystko odwołać.
Co robić?