ivonadrozd
19.09.14, 08:09
Tak właśnie jest, a ja codziennie doświadczam rozpaczy.
Mamy dwoje dzieci 5 i 8 latka.
Z tym pięcio jest trochę więcej roboty, ale dajemy radę.
Mój mąż i jego ośmioletni syn po prostu mają na siebie alergię.
Wściekają się na siebie o byle co, kłócą się na podobnym poziomie - słowo za słowo i trwa to np. godzinę A ty to , a ty też to, jesteś - ty też jesteś, zrobiłeś- nie zrobiłem itd.
Nie mogę tego słuchać, chodzę podenerwowana, czasem interweniuję, ale wtedu mąż zaczyna krzyczeć na mnie, ze podważam jego autorytet.
Do młodszego odnosi się z większą wyrozumiałoscią, twierdzi, że ciągle nie może się przestawić, ze to już przedszkolak, a nie dzidziuś.
Mąż nigdy nie uderzył dziecka, ale za to WRZESZCZY.
Ma niski donośny głos i to jeszcze potęguje ten wrzask.
Tlumaczę mu, że z dzieckiem trzeba jak najmniej wdawać się w pyskówki, lepiej wydać polecenie, stwierdzić fakt i się wycofać niż krzyczeć na siebie przez godzinę, pół.
Nie jestem mamą-kwoką, która syniusów będzie bronić choćby broili, ale zawsze stają po stronie słabszego, a od silniejszego, czy starszego oczekuję dorosłości i mądrosci.
A odpowiedź męża? Taka jesteś mara, to sobie sama ich wychowuj.
Mąż w dzieciństwie był źle traktowany - nadopiekuńcza, ale nadpobudliwa i wymagająca matka, która lała go przy byle okazji i kompletnie wycofany ojciec. Nie ma dobrych wzorców.
Ja jestem dorosła, spójna, radzę sobie z jego osobowością, ale widzę, ze starszy syn nie.
W dodatku, co jest i śmieszne i tragiczne jednocześnie - mąż ma do syna pretensje o dokładnie te same rzeczy które np. za 5 minut robi. Np. wrzeszczy "nie wrzeszcz na brata", albo "nie wtracaj się w rozmowy", a sam nie wytrzyma, żeby nie zapytać "o czym gadacie".
O żadnej terapii mowy nie ma, od 10 lat proszę go o to (zanim pojawiły się dzieci) i reakcja była zawsze negatywna.
Dodam, że mąż jest typowym zadaniowcem - praca, zakupy wożenie dzieci, chodzi z nimi na zajęcia dodatkowe, remontuje, jest bardzo pracowity, wszystko załatwi, ale inteligencja emocjonalna, empatia na poziomie -10. I każdą uwagę w swoim kierunku odbiera jako zniewagę i krzykiem wymusza odkręcenie czy odwołanie tego. Ręce opadają. Nawet teraz kiedy piszę, łzy kapią na szlafrok.