Od ilu incydentów zaczyna się problem?

22.09.14, 08:35
Dzień dobry,
to mój pierwszy post na tym forum. Na moją rodzinę składa się 5-miesięczne dziecko, partner i ja.
Zdarzyła się nieprzyjemna sytuacja. Dokładnie raz. Pokłóciłam się z moim mężczyzną o drobną pierdołę (zgubiliśmy się nawzajem w hipermarkecie). Tak to się rozkręciło, że zaczęliśmy krzyczeć na siebie na przystanku autobusowym. Wstydzę się tego, ale byliśmy przemęczeni i to było pierwsze w życiu pranie brudów publicznie...
Ale czy przemęczenie usprawiedliwia to, że mój partner wciągnął w kłótnie dziecko? Odepchnął mnie od wózka, krzycząc, że teraz on się zajmie. Próbowałam delikatnie odebrać wózek, on tylko mocniej chwycił. Nie szarpałam się, bo bałam się, o bezpieczeństwo maleństwa... Nadjechał autobus. Przy wsiadaniu tak rzucił wózkiem, że dziecko wraz z materacykiem bardzo się przesunęło. Na szczęście nic mu się nie stało.
Po wszystkim, partner najpierw się wyparł: nie wyszarpał wózka, tylko sobie pomyślał, że wprowadzi je do autobusu. To nie jego wina że chodnik krzywy. Że stosuję przemoc psychiczną, skoro mam do niego o to wszystko pretensje. Potem się przyznał (choć dalej twierdzi, że nie celowo rzucił wózkiem, ale powinien był bardziej uważać), były łzy, przeprosiny i obietnica poprawy.
Teraz nie wiem, czy to się będzie powtarzało? Boję się, nie chcę wychowywać dziecka z kimś, kto:
a)będzie wplątywał dziecko w kłótnie (np. przytulał i mówił:"nie martw się, tatuś cię ochroni przed mamusią")
b)stosował przemoc
c)najzwyczajniej w świecie nie jest w stanie zająć się prawidłowo dzieckiem w sytuacjach stresowych
Ale tak naprawdę to wszystko zdarzyło się raz... Z jednej strony jestem przeciwnikiem skreślania człowieka po jednym błędzie, z drugiej to jednak jest dziecko!! i nie powinno służyć za króliczka doświadczalnego sprawdzającego, czy będzie lepiej... Chciałabym mieć szklaną kulę i sprawdzić, czy to tylko incydent, czy już precedens...
Na co dzień po równo zajmowaliśmy się dzieckiem, jest dla niej kochającym ojcem. I przewinie, i pobawi... Twierdzi, że bardzo nas kocha i okazuje to swoimi czynami.
Więc co się teraz robi? Tak jak z rakiem, jak przez pięć lat nic się nie stanie, znaczy jest poprawa? Można to jakoś poznać bez próbowania na dziecku? Przed ciążą nic nie wskazywało na to, że tak będzie.
    • damodia Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 22.09.14, 09:37
      Aha,
      kłóciliście się OBOJE a wszystkiemu winny i jedyny zły jest partner.
      Partner zaslonił się dzieckiem żeby zyskac przewagę w kłótni nad tobą. Teraz ty używasz dziecka żeby udowodnić partnerowi że on jest JEDYNY winny karczemnej awantury którą OBOJE rodzice uprawiali PRZY DZIECKU.
      Gratulacje.
      • aqua48 Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 22.09.14, 10:18
        Naucz się nie eskalować zbrojeń i nie wchodzić/dawać się wciągać w bezsensowne kłótnie powodujące, że krzyczycie na siebie. Przy dziecku. Bo z tego co piszesz winni jesteście oboje.
    • danaide Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 22.09.14, 10:32
      Wiesz, pojawienie się dziecka to jest taki moment, w którym ludzie, którzy się znali nagle się... poznają. Wg mnie w pierwszych miesiącach życia małego dziecko wychodzi bardzo wiele z człowieka. Ty na razie jedziesz na hormonach plus pierwsze dziecko, więc różne sprawy widzisz większe niż one są w rzeczywistości. Odepchnął czy odsunął, powiedział, że się zajmie, a mu nie pozwoliłaś... Ale ewidentnie oboje strasznie się staracie, a w środku Was obu coś już kiełkuje.

      W takim pierwszym okresie dobrze jest znaleźć się wśród ludzi mających podobne problemy. Młodych rodziców lub rodziców nieco już oblatanych. Są grupy wsparcia, darmowe szkolenia dla młodych mam i młodych tatów, jak nie ma w miejscu Twojego zamieszkania to w sieci się roi od tego. Ludzie czasami potykają się na prostych błędach. Bardzo często młodzi ojcowie mocno się angażują, a mamusie narzekają, że nie dość dobrze, bo pieluszka krzywo, bo w wodzie pływa żabka a nie kaczuszka, bo łyżeczka kwadratowa. Tatusiowie też mają swoje stresy, zazdrość o cycka, bo dziecko to ssak i tatusia ma w wielkim poważaniu i nie chcą przyjąć do wiadomości, że w zasadzie mogę się zająć stroną organizacyjną, bez wielkich pretensji o uwagę dziecka, ich wielki czas dopiero nadejdzie, więc niech sobie przytulają, karmią czy kąpią i wożą wózkiem, ale bez afer o rwanie się dziecka do matki. No i podzielcie obowiązki, bez ciągłego wiszenia na sobie - po co oboje się telepiecie do hipermarketu, razem idźcie do parku! Mamusia obowiązkowo jakąś godzinkę-dwie tylko dla siebie. Choćby co jakiś czas. Najlepiej poza domem.

      A w sytuacjach stresowych to nikt się nie nadaje do opieki nad dzieckiem!
      • najma78 Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 22.09.14, 22:37
        Na forum tez nikt nie ma szklanej kuli wiec...sama wiesz:) jak ktos napisal wyzej kiedy pojawia sie dziecko to para zaczyna sie poznawac. Klotnia jak klotnia, nie pierwsza nie ostatnia. Pewnie niektore rzeczy wyolbrzymilas, pewnie on zrobil to samo. Jest po klotni i trzeba przejsc do porzedku dziennego. Sytacji stresogennych w zyciu bedzie wiele wiec oboje musicie nauczyc sie z nimi sobie radzic i nie doprowadzac do eskalacji problemow. Na przyszlosc postarajcie sie oboje nie klocic w miejscach publicznych i/lub przy dziecku, oboje musicie panowac nad emocjami. Kiedy temp spadnie wszystko wygladac bedzie juz inaczej i dzieki temu mozna uniknac sporo niepotrzebnych klotni. Zycze spokoju.
    • aankaa Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 23.09.14, 00:21
      przestań czytać fora gazety, działając instynktownie lepiej na tym wyjdziesz = nie rozwiedziesz się po drugim wyjściu do hipermarketu
      • taka1edna Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 23.09.14, 08:34
        Heh, coś w tym jest.
    • edw-ina Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 23.09.14, 14:50
      Jak dla mnie twoje daleko idące wnioski tłumaczy jedynie fakt rozszalałych hormonów. Bo litości - bo jednej sprzeczce przestajesz mieć pewność, czy znasz faceta, z którym masz dziecko? Gdybyś miała jakieś przesłanki typu: często był agresywny wobec innych ludzi czy (czego nie życzę) ciebie, był furiatem, przemocowcem itp., to bym rozumiała twoje rozterki. Tym bardziej, że jesteś matką małego dziecka i twoim głównym obowiązkiem w tej chwili jest zapewnienie dziecku bezpieczeństwa. Ale takie rozkminianie, jakie ci wyszło, zakrawa na lekką paranoję. Ochłoń. Początki życia z dzieckiem potrafią naprawdę namieszać w głowie.
      • marsylvik Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 23.09.14, 15:16
        Jak rzadko kiedy zgadzam się z każdym Twoim słowem! ;)
        • edw-ina Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 23.09.14, 18:38
          ;)
    • twojabogini Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 23.09.14, 22:43
      Pojawienie się dziecka tworzy kryzys. Pojawiają się konflikty, emocje, wybuchy. Do tego dochodzi zmęczenie młodych rodziców.
      Współpracujcie, rozmawiajcie o swoich obawach, zapewnijcie każdemu z was czas na własne potrzeby - zarówno mama jak i tata potrzebują trochę czasu tylko dla siebie. Razem starajcie się robić rzeczy miłe, obowiązkami się podzielcie.
      Co do kłótni o pierdołę - zazwyczaj w takich chwilach ujawniają się skrywane pretensje, obawy, emocje. Jeśli nie zaczniecie ich wyrażać na spokojnie - takie konflikty będą się powtarzać.

      Partner nie zachował się odpowiedzialnie. Ale nie rób z tego haka na niego, czegoś co stanie się twoim koronnym argumentem. Ma wyrzuty sumienia że stracił panowanie, umówcie się na sygnał że przerwiecie kłótnię jeśli znów dojdzie do nadmiernego napięcia.

      Podsumowując: to od was obojga zależy, czy taka sytuacja to będzie incydent, czy też takie sytuacje będą się powtarzać.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 10:57
      Zgadzam się z tym co zostało powiedziane w tym wątku. I z tym, że odpowiedzialność za skutki kłótni jest wspólna, jak i z tym, że Pani wnioski co do zachowań partnera są zbyt zgeneralizowane.
      Ale rozumiem, że to właśnie Panią trapi i takie pytanie Pani zadała.
      Myślenie, że dobry związek to związek bez konfliktów i kryzysów lub jeśli już są to są idealnie rozegrane przez rozumną i pełną zdrowych argumentów rozmowę sam na sam prowadzoną spokojnym tonem, to niebezpieczne oczekiwanie.
      Dobry związek poznaje się po tym jak wychodzi z konfliktów i kryzysów, które są nieuniknione.
      Czy się partnerzy przerzucają winą, czy wzbudzają w sobie nawzajem poczucie winy, czy potrafią wybaczyć, czy starają się wyciągać wnioski z kryzysu, czy zapamiętują go po to aby użyć go potem przeciwko partnerowi. To są wyznaczniki postawy partnerów. Nie jedynie sam incydent.
      On też jest ważny, nie umniejszam jego wagi, ale pokazuję też inną jego stronę.
      Można powiedzieć, że teraz Pani jest w takim procesie. Zastanawia się co się wydarzyło, ale też przyjmuje Pani ogląd innych i się nad nim zastanawia.
      Warto też uwzględnić fakt, że podczas impetycznej kłótni partnerzy się regresjonują: impuls zalewa rozum, mechanizmy obronne stają są prymitywne, zachowania również, refleksji brak, partner staje się w tym momencie wrogiem. Potem wszystko wraca do normy i można korygować już swoje postępowanie.
      Czyli nie ilość, ale jakość decyduje. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • sebalda Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 11:50
        Zgadzam się z ogólnym tonem wypowiedzi, też uważam, że jednen incydent nie może przesądzać o jakości związku, niemniej mam w głowie wiele tutejszych wypowiedzi na temat pozostawania w toksycznych związkach, gdy dziewczyny pisały: ja bym po jednym takim wyskoku się ewakuowała/kopnęła pana w d..pę. Często krytykowane są dziewczyny, które chcą dać kolejną szansę partnerowi. Krytykowane są kobiety nie dość asertywne/bystre w ocenie partnera. To widać od razu.... To się czuje od początku.... Ja bym nigdy nie dała się nabrać...
        Czyli pytanie autorki jest jak najbardziej zasadne: kiedy wiadomo już na pewno, że partner/partnerka są toksyczni/przemocowi? Obecny przykład nie jest w sumie taki lajtowy. Po jednej kłótni z grubszymi słowami (jakie są do przyjęcia, a jakie nie?) na pewno nie warto jeszcze rozważać rozstania (to, o czym pisze Pani Agnieszka), ale jeśli facet szarpie się z wózkiem i naraża na niebezpieczeństwo dziecko, to jednak nie jest byle co.
        Powtarzam, ja też tutaj nie widzę jeszcze problemu, jeden raz nie przesądza, ale sama chciałabym wiedzieć dokładniej, kiedy wiadomo, że to jest już nie do przyjęcia? Zwykle jest to użycie siły fizycznej, czyli zwyczajnie uderzenie/pobicie, ale już na przykład jednorazowe szarpanie czy popychanie? Skąd te wszystkie dziewczyny, które piszą: ja bym od razu wiedziała.... faktycznie to wiedziały?
        • edw-ina Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 12:44
          Przypuszczam, że 90 proc. tych dziewczyn piszących "ja nigdy" dość szybko by swoje "ja nigdy" schowały, gdyby faktycznie musiały się zetknąć z pewnymi sytuacjami. Poza tym istnieje coś takiego, jak równanie w dół: skoro zdenerwował się i poleciało kilka przykrych słów, to pewnie następnym razem polecą też pięści. Takie zakładanie najgorszej możliwej wersji wydarzeń. Pewnie jest one spowodowane częściowo historiami, kiedy to kobieta nieustannie dawała szansę, a pan zachowywał się coraz gorzej i gorzej.
          Druga sprawa to pochopne rady na forum. Normalnie nóż mi się w kieszeni otwiera, kiedy przy każdym problemie małżeńskim, nawet takim dość łatwym do rozwiązania, regularnie pada hasło: zostaw go. Nosz boski rozsądku! To nie jest żadne rozwiązanie! Bo to trochę jak wyjście z założenia, że skoro źle mi się jeździ jednym samochodem, to zmienię go na następny i z pewnością będę jeździć lepiej, a nie - podszkolę swoje umiejętności, zabiorę auto na przegląd i zobaczymy, czy uda nam się dogadać.
          A granicą są zachowania, których nie jesteśmy w stanie akceptować i tłumaczyć. Czyli np. wiem, że X bywa wybuchowy, jednak wybuchy X zwykle są krótkotrwałe, wynikają z temperamentu i choć czasami irytujące, ogólnie nie szkodzą nikomu, a sam X stara się okiełznać swój temperament - jest to akceptowalne. Ale nie jest, kiedy: X nie widzi w swoim zachowaniu niczego złego, męczącego dla otoczenia, wybuchy są regularne i krzywdzące dla otaczających go ludzi, a X ma to w nosie i nie zamierza nic z tym robić.
          • vilez Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 12:53
            Granica moim zdaniem jest stosunek do sprawy PO. Jeżeli partner, który wybuchnął nadmiernie, widzi problem w tym wybuchu i zaczyna nad tym pracować tak, by nie działac na szkodę zwiazku i tej drugiej osoby, to jest ok. Jeżeli zaś broni siebei i swoich agresywnych zachowan, qypiera je, lub pzrezruca na tę druga stronę- to moim zdaniem jest to sygnał, ze taki zwiazek słabo rokuje.
            Kluczem i granicą (dla mnie) jest uczciwa autorefleksja.
            To dlatego np. w watku dotyczacym partnera z toksyczną matką i przerzucającego pswoje emocjonalne problemy na partnerkę, odradzałam zwiazek z nim - bo ten partner nie wykazuje zamiaru pracy nad sobą.
            • sebalda Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 13:39
              Vilez, co do zasady - zgoda, ale w praktyce jest niestety zupełnie inaczej. Otóż przemocowiec po pierwszych wybuchach (szczególnie jeszcze przed ślubem albo przed urodzeniem się dziecka) na ogół niesamowicie sie kaja. Przybiega z naręczem kwiatów, pisze przebłagalne listy, bierze winę na siebie i do tego funduje "miesiąc miodowy". Ofiara jest przeszczęśliwa, bo nigdy nie była tak cudownie traktowana, wręcz noszona na rękach. Skoro on tak przeprasza i się kaja, to na pewno był tylko wyraz złego dnia, problemów w pracy, ogólnie przemęczenia i co tam jeszcze. Następnym razem niby czerwona lampka się zapala, ale on stara się podwójnie, żeby jej zrekompensować ten wymierzony w wielkich nerwach policzek (ona myśli: może faktycznie nie powinnam była tak długo rozmawiać z tamtym chłopakiem na imprezie, przecież wiadomo, jaki P. jest zazdrosny). I tak kolejny i kolejny raz. Przemocowcy są do pewnego czasu najbardziej skłonnymi do skruchy facetami na ziemi. Kluczowe jest tu stwierdzenie: do pewnego czasu. Potem raz - zachodzi proces powolnego gotowania żaby, dwa - rodzi się dziecko i wtedy facet nabiera pewności, że teraz, w tak wrażliwym momencie ona już nie podskoczy. Przestaje przepraszać i robi to, o czym piszesz, czyli: bo to ty mnie sprowokowałaś!!! Ale wtedy często jest już za późno, by łatwo się wymiksować. Szczególnie, gdy rodzice nieszczęsnej są przeciwko niej (oni go nie znają z tej strony, a przeciwnie), gdy ona nie ma pracy, a istnieje najbardziej wiążący dwoje ludzi problem - kredyt hipoteczny:(
              • vilez Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 14:57
                Zgadzam sie z Tobą, że nie zawsze pzezmocowiec da sie rozpoznać, i to jest poważny problem. Ale jak się sam przedstawia jako taki, który nie zamierza pracować nad prob;lemami, to sytuacja jest raczej jasna. Tak mi się wydaje.
                • sebalda Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 15:31
                  > Zgadzam sie z Tobą, że nie zawsze pzezmocowiec da sie rozpoznać, i to jest poważny problem. Ale jak się sam przedstawia jako taki, który nie zamierza pracować nad prob;lemami, to sytuacja jest raczej jasna. Tak mi się wydaje.
                  Vilez, z całym szacunkiem, ale chyba nie znasz żadnego przemocowca i nie wiesz o nich za wiele, skoro uważasz, że są tacy, którzy się do tego przyznają;) Jak on ma nad tym pracować, jak nie ma problemu? I każdy, naprawdę każdy prawdziwy przemocowiec na początku się kamufluje. Na tym polega sedno przemocy.
                  • vilez Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 15:59
                    Ale w tym watku padło pytanie o tę granicę. Przemco ejst tylko jednym z problemów, o to TY go podałaś. Ja pisałam szerzej- o ludziach, którzy już u początków nie chca pracować nad sobą i związkiem. Skoro nie chcą, to nie ma co pogłębiać z nimi związku.
          • ola_dom Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 12:54
            edw-ina napisała:

            > Normalnie nóż mi się w kieszeni otwiera, kiedy przy każdym problemie małżeńskim, nawet takim
            > dość łatwym do rozwiązania, regularnie pada hasło: zostaw go.

            Może to takie trochę "życzeniowe" - radzi się tak, jak by się samemu CHCIAŁO postąpić w takiej sytuacji. Oczywiście - absolutnie teoretycznie.
            Bo cóż szkodzi napisać....:)
            • vilez Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 13:17
              Może być jednak tak, że ludzie ci mają inne standardy związkowe i w ogóle relacji. I np. przemoc w związku leży POZA standardem u nich.
              • edw-ina Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 13:40
                Ale najpierw trzeba określić czy coś jest przemocą. Bo czasami za przemoc uznaje się każde zachowanie odbiegające w jakimkolwiek stopniu od normy, każdy przejaw emocji. I oczywiście - nikomu nie radzę walczyć o związek patologiczny, przemocowy itp, ale przestrzegam przed zbyt pochopnym wydawaniem jednoznacznych ocen.
                • ola_dom Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 14:30
                  edw-ina napisała:

                  > Ale najpierw trzeba określić czy coś jest przemocą. Bo czasami za przemoc uznaje się każde
                  > zachowanie odbiegające w jakimkolwiek stopniu od normy, każdy przejaw emocji. I oczywiście
                  > - nikomu nie radzę walczyć o związek patologiczny, przemocowy itp, ale przestrzegam przed
                  > zbyt pochopnym wydawaniem jednoznacznych ocen.

                  I właśnie to samo chciałam napisać.
                  Dlatego istotny także wydaje mi się sam tytuł wątku - OD ILU incydentów. Bo jeśli to faktycznie był incydent - to wtedy szkoda rezygnować ze związku, bo w końcu każdemu czasem puszczają nerwy.
                  Poza jednym - bicie, czy choćby "jedno uderzenie" jest jednoznaczne i tyle. Po jednym razie sprawa jest jasna.
                  A w tym konkretnym przypadku wydaje mi się, że należy poczekać, czy aby nie zdarzy się kolejna podobna sytuacja. Bo naprawdę może być tak, że oboje byli przemęczeni, pokłócili się - i stąd taki obrót sprawy. Ale drugi podobny incydent powinien zapalić czerwoną lampkę.

                  Ale raczej nie powinniśmy martwić się zawczasu o autorkę wątku - która przecież sama od razu zwróciła uwagę na niepokojące zachowanie partnera. Więc ma świadomość, że pewne zachowania są niedopuszczalne, o ile się powtarzają.
                  • marsylvik Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 16:42
                    ola_dom napisała:

                    > A w tym konkretnym przypadku wydaje mi się, że należy poczekać, czy aby nie zda
                    > rzy się kolejna podobna sytuacja.

                    Tylko oby czekanie na kolejną podobną sytuację nie sało się samospełniającą przepowiednią...
                    • ola_dom Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 25.09.14, 08:42
                      marsylvik napisała:

                      > Tylko oby czekanie na kolejną podobną sytuację nie sało się samospełniającą przepowiednią...

                      Tak, myślałam o tym. Tylko nie wiem, czy jest inne wyjście w tej sytuacji. Oczywiście - nie należy "wyczekiwać", bo się łatwo można doczekać.
                      Raczej obserwować. Ale jak już pisałam - autorka wątku obserwuje, więc akurat o to nie trzeba się martwić.
                • vilez Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 14:59
                  No wiesz, jakby mnie np. facet jednorazowo pobił czy wyzwał od najgorszych, to by było pozamiatane. Oczywiście, cudza tolerancja może być w innym miejscu. Zależy zatem, o czym mówimy.
                  • ola_dom Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 15:46
                    vilez napisała:

                    > No wiesz, jakby mnie np. facet jednorazowo pobił czy wyzwał od najgorszych, to by było pozamiatane.

                    Oczywiście. Ale w tym wątku dyskutujemy jednak o trochę mniej drastycznym przypadku. A nawet grubo mniej.
                    • vilez Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 16:03
                      Uszczegółowiłam tę granicę- brak ochoty na zauważenie problemu i pracy nad sobą. Podałam też przykład: z wątku obok.
            • sebalda Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 13:42
              > Może to takie trochę "życzeniowe" - radzi się tak, jak by się samemu CHCIAŁO postąpić w takiej sytuacji. Oczywiście - absolutnie teoretycznie.
              Nie zawsze. Ja rzadko tak doradzam, szczególnie dopóki nie zadam kilku pytań i nie podrążę tematu, choć sama mam takie "życzeniowe" myślenie;)
              • marsylvik Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 16:48
                sebalda napisała:

                > > Może to takie trochę "życzeniowe" - radzi się tak, jak by się samemu CHCI
                > AŁO postąpić w takiej sytuacji. Oczywiście - absolutnie teoretycznie.
                > Nie zawsze. Ja rzadko tak doradzam, szczególnie dopóki nie zadam kilku pytań i
                > nie podrążę tematu, choć sama mam takie "życzeniowe" myślenie;)

                A ja nie wiem, czy to jest myślenie życzeniowe, czy może tzw spojrzenie z dystansu, z punktu osoby niezaangażowanej uczuciowo? Z drugiej strony - ostrożnie z ferowaniem wyroku, że to jest bardziej obiektywna ocena, bo brak zaangażowania i świeżość spojrzenia oznacza też znacznie mniej informacji na dany temat.
                • edw-ina Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 18:01
                  czy może tzw spojrzenie z dysta
                  > nsu, z punktu osoby niezaangażowanej uczuciowo? Z drugiej strony - ostrożnie z
                  > ferowaniem wyroku, że to jest bardziej obiektywna ocena, bo brak zaangażowania
                  > i świeżość spojrzenia oznacza też znacznie mniej informacji na dany temat.

                  - właśnie o tym mówię, że przy tak ważnych kwestiach, jak doradzanie komuś rozstania, szczególnie komuś, czyją sytuację zna się jedynie z postu - często pobieżnego, krótkiego, napisanego w złości itp. , należy zachować daleko idącą ostrożność, ponieważ zwyczajnie brakuje wielu informacji.
                  • vilez Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 22:04
                    Edwina, pewne informacje bywają wystarczające.
                    Poza tym, Autorka chyba chciała uchwycić jakąś granicę, a takie dywagacje tylko odwodzą od tematu.
                    Ja np. podałam tę granicę- od jednego incydentu, jeżeli za incydentem idzie określona postawa względem niego. Bo postawa nie dotyczy jednego incydentu, ale czegoś szerszego.
                    • edw-ina Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 24.09.14, 22:20
                      Nie rozumiemy się - ja nie piszę o sprawach ewidentnych, typu: pobił i co dalej; tylko o pewnej często spotykanej niestety nadinterpretacji i lekko rzucanych hasłach, jak wspomniane zostaw, skoro nie jest w tej chwili wystarczająco dobrze.
        • basiastel Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 26.09.14, 12:18
          Ja właśnie jestem takiego zdania, że problem zaczyna się od pierwszego incydentu, bo sytuacji przemocy doświadczyłam i nigdy więcej bym pierwszych sygnałów nie bagatelizowała.
          Jakiekolwiek akty agresji powinny budzić mocny niepokój i reakcję. Tu sytuacja nie jest już prosta, bo jest dziecko. Należy uciekać po pierwszym akcie agresji, wtedy gdy związek się zaczyna i łatwo można z niego zrezygnować. Osoba agresywna będzie stosowała agresje w przyszłości, tu nie miejmy złudzeń.
          Ja przy pierwszym, dość spektakularnym akcie agresji ( kopanie pralki ) zrobiłam wielkie oczy i zaczęłam się śmiać, powiedziałam, że zachowuje się jak czub, ale niestety nie potraktowałam tego z należytą powagą.
          Zapłaciłam za to dwukrotnym pobytem w szpitalu, w tym pierwszy raz, gdy byłam w 6-miesiącu ciąży. Awantura z waleniem talerzami była wtedy konsekwencją mojej uwagi, że prosiłam o coś innego niż mi podawał. Nigdy więcej nie zbagatelizowałabym pierwszego sygnału.
          • basiastel Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 26.09.14, 12:24
            Dodam jeszcze, że było tak, jak opisuje to Sebalda. Były naręcze kwiatów, przeprosiny, obietnice poprawy, użalanie się nad swoim trudnym charakterem, który sprowadza na niego kłopoty także w pracy i przekonywanie mnie, że moje reakcje nie są normalne, bo przecież demolowanie chaty to norma - jego rodzice tak robili. Taki zrobi wszystko, by nie wypuścić ofiary z rąk.
          • asia_i_p Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 27.09.14, 22:01
            Ale to, widzisz, nie takie proste. Bo gorączka może być objawem niegroźnego przeziębienia, a może być pierwszym objawem rozwijającej się sepsy. Anemia - może być niczym, a może pierwszym objawem białaczki. I podobnie kopanie pralki może być objawem stosunkowo nieszkodliwego furiactwa (no może przegięłam z nieszkodliwym, pralki kosztują), a może być objawem agresji. Bo jednak czym innym jest kopanie w pralkę, bo nas emocje noszą, a czym innym po to, żeby zastraszyć partnera.

            Bo jeśli tak jak mówisz - wiać po pierwszym razie - to mój mąż powinien był ode mnie zwiać po tym, jak rzuciłam szklanką o ścianę. Nie zwiał, a poobijany nie chodzi, dzieci też nie. Wyciszyłam się. Nie każda osoba mająca problemy z emocjami i agresją jest przemocowcem, do bycia przemocowcem potrzebna jest intencja zastraszenia/ podporządkowania partnera.
            • basiastel Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 27.09.14, 23:14
              Zapewniam Ciebie, że niezależnie od intencji takich działań, życie z taką osobą jest trudne do zniesienia. Jeśli ja z powodu takich zachowań nie czuję się bezpiecznie we własnym domu, bo nigdy nie wiem kiedy nastąpi atak agresji, to mnie intencje agresora nie za bardzo obchodzą, zwłaszcza gdy płacę za takie zachowania zdrowiem. Ataki agresji u mojego ex wywoływane były z powodu drobiazgów. Np. włączał pralkę, coś nie tak przekręcił i nagle rzucił się na ta pralkę i zaczął ją kopać. Poprosiłam go kiedyś, by mi zrobił kolację ( żeby się czymś zajął, bo mi ciągle przeszkadzał, a uczyłam się do egzaminu na następny dzień ). Poprosiłam o serek granulowany i pomidora, ale gdy weszłam do kuchni, okazało się, że robi mi kanapki. Bardzo spokojnie powiedziałam, że prosiłam o serek i pomidora, na co z ogromną siła cisnął tym talerzem z kanapkami o podłogę. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim zachowaniem i byłam w szoku, chciałam wezwać policję, ale byłam tak roztrzęsiona, że nie byłam w stanie wybrać numeru telefonu. W konsekwencji tego zdarzenia zaczęłam wymiotować i trwało to 4 dni. W stanie totalnego odwodnienia trafiłam do szpitala, gdzie spędziłam tydzień. Życie z furiatem jest koszmarem, oczywiście dla innych, bo on sam nie widzi problemu.
              • ola_dom Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 28.09.14, 10:13
                basiastel napisała:

                > Zapewniam Ciebie, że niezależnie od intencji takich działań, życie z taką osobą jest trudne do
                > zniesienia. Jeśli ja z powodu takich zachowań nie czuję się bezpiecznie we własnym domu, bo
                > nigdy nie wiem kiedy nastąpi atak agresji, to mnie intencje agresora nie za bardzo obchodzą,

                Ale tu nie ma mowy o życiu z kimś takim - bo to oczywiste, że nie da się znosć czegoś podobnego. Chodzi o ustalenie, czy to był INCYDENT, czy jednak "norma".
                Bardzo dobre jest porównanie do gorączki czy anemii z samego początku postu asi_i_p - jakieś zdarzenie może zwiastować coś poważnego i niebezpiecznego - ale także coś zupełnie niegroźnego, co mija bez konsekwencji. Więc trzeba obserwować, inaczej nie ma rady.
    • elizabeth7 Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 26.09.14, 14:17
      Mnie zastanawia to "pierwsze w życiu pranie brudów publicznie... " Czy to oznacza, ze poziom zachowania w czterech scianach sie nie liczy dopoki tego nie robimy publicznie? dopoki inni nie widza to tego nie bylo?
      jesli, zalozmy, pierwszy raz odbyla sie scena z wysokim poziomem agresji, to liczy sie to co potem. Umienmy usiasc i poozmawiac o tym skad ona sie bierze i jakie nasze zachowania ja wyzwalaja, nad czym mamy pracowac, czy udajemy ze tego nie bylo bo kazdy w tym mial swoj udzial.
      Jesli byla agresja w czterech scianach domu, pomijaliscie to milczeniem liczac na cud (samo zniknie) i publiczna awatura dopiero dala cos do myslenia, to wato cos z tym zrobic zanim sie pozabijacie albo rozwiedziecie.
    • danaide Re: Od ilu incydentów zaczyna się problem? 26.09.14, 18:27
      Zauważacie, że autorka wątku zamilkła po poradzie: przestać czytać fora, zaufaj intuicji. Zapewne partner przeprosił, więc i ona zapomniała, że coś się stało, uznała, że to incydent i nie ma o co drzeć szat.
      Oby się nie myliła;)
Pełna wersja