moje życie to chaos

23.09.14, 09:14
Mam nadzieję, że uda mi się przedstawić wszystko w miarę klarownie, ale jeśli nie to wybaczcie bo nie mogę zebrać myśli. Prawdopodobnie mam nerwicę, jestem w trakcie badań, ale wszystko na to wskazuje biorąc pod uwagę, że jak na razie wszystkie badania są w normie a pojawiają się ataki z całym spektrum objawów pasujących do nerwicy właśnie. Ale po kolei.
Jestem DDA, rok temu rozpoczęłam terapie, ale przerwałam ją bo byłam w ciąży a terapeutka uznała, ze bez leków sie nie obejdzie. Wtedy wydawało mi się, ze kobieta przesadza, ale dziś widzę, że miała całkowitą rację. Wszystko opiszę pobieżnie, w razie pytań będę odpisywać, bo gdybym chciała wszystko opisać dokładnie to wyszedłby elaborat.
A więc po pierwsze moja matka. Mój mąż ma na nią alergię, bo wiadomo, ze jak tylko zadzwoni to bedą problemy. Jest toksyczna osobą, wstyd to pisać ale gdybym wyłączyła emocje i popatrzyła z boku to bez wahania uznałabym, ze to patologia w czystej postaci. Wspomagam ją jak mogę emocjonalnie i finansowo, ale to jest osoba, której wiecznie coś nie pasuje.W tej chwili spłacam dość duży kredyt bo sama wpadłam w pętlę wspomagając matkę, jej faceta(który jak już nie było co oddać pod zastaw i skąd wziąć kasę, po prostu się zmył) i młodszego brata który tak jak mama uważa, ze jest poszkodowany przez los i właściwie wszystko powinien dostać na tacy. W tej chwili z matką sytuacja wygląda tak, ze pracuje, po woli wychodzi na prostą pod tym względem, że ja już jej nie finansuję, ale nadal ma mase problemów z długami i zdrowotnych (jest dosć mocno schorowana min, zaleczony rak, problemy z kręgosłupem, jest po opieką poradni pulmonologicznej itd ogólnie sporo tego).Teoretycznie mogłabym uznać, ze powinna juz sobie radzić sama, ale jestem typem człowieka, który myśli, że musi mieć kontrolę nad wszystkim, bo jak nie to wszystko runie. żyje w ciagłym strachu, każdy telefon od niej to mój skok ciśnienia, bo może znowu coś sie stało.
Kolejny problem to młodszy brat. Teoretycznie jest już dorosły, ma 21 lat, ale ze względu na dużą różnicę wieku między nami i sytuacje rodzinną, zawsze trochę mu matkowałam, więc też mocno przeżywam to jak stacza sie na dno. Generalnie chłopak nie uczy się i nie pracuje, pali trawę i inne dopalacze, widać, ze przekłada sie to mocno na jego zdrowie psychiczne, ma poważne problemy z prawem, ale sam z siebie nie chce nic z tym zrobić. Trochę pod przymusem wysłałyśmy go z matką na odwyk rok temu i skończyło sie tym, ze poznał na nim 35 babkę, wpadli i kilka dni temu urodziła im sie córka. dodam tylko, że dziewczyna ma już 3 synów z dwoma panami, którzy zabrali dzieciaki i każdy wychowuje swoje.Znowu moge napisać patologia. Najbardziej szkoda tej małej, bo ini oboje nie nadają sie na rodziców i nie ma w nich chęci zmiany. Za każdym razem, jak matka dzwoni i słysz ę imie brata, to mam skurcz żołądka bo wiem, że znowu się w coś wpakował.
Nie umiem się od nich odciąć i zająć swoją rodziną, w której też źle się dzieje.
Mąż ma typowe cech osobowości pasywno-agresywnej. Bardzo często się kłócimy w dużej mierze o tzw pierdoły, ale często też o moją rodzinę. Oczywiście od początku wiedział jaka jest sytuacja, ale po 19 latach chyba go to przerasta, bo końca nie widać.Ogólnie bardzo ciężko jest nam się dogadać.
I ostatni punkt programu to nasza 13 letnia córka.Zawsze miała trudny charakter ale obecna sytuacja sięga apogeum.Nie ma dnie, zeby nie było awantury w domu. Sądzę, że w dużej mierze jest to spowodowane postawą męża, który od zawsze miał tendencje do zawstydzania, dogryzania i irytowania, po czym jak już wyprowadzi z równowagi mnie lub córkę, twierdz, że przecież on żartował.Efekt tego jest taki, że córka zanim człowiek zdąży się dobrze odezwać, już reaguje złością, albo przyjmuje atak jako pozycję obronną. Z mężem próbowaliśmy terapii, ale ja jeszcze wtedy nie wiedziała, ze jest taki typ osobowości i nie umiała dokładnie wytłumaczyć o co mi chodzi a mąż zawsze tak oczarował terapeutkę, że to ja wychodziłam na sfrustrowaną panienkę, no bo przecież mąż przystojny, błyskotliwy, nie pije, pracuje, dzieckiem się zajmuje, więc czego ja jeszcze chcę.
Pół roku temu urodziłam drugą córkę i relacje ze starszą jeszcze się pogorszyły. Nie ukrywam, że ze wszystkich moich problemów, to właśnie ten chcę rozwiązać w pierwszej kolejności. Mam wrażenie, że daliśmy córce za dużo wolności i prawa decydowania o sobie. Nie wiele od nie wymagaliśmy, teściowie bardzo ją rozpieścili i rozpuścili drogimi prezentami, na które nas nie stać.U nich wolno jej było wszystko i mąż w dużej mierze też na wszystko jej pozwalał. Zeby była jasność nie chcę winy zwalić na innych, ale zawsze było tak, że to ja byłam ta zła bo wymagałam. Jak kazałam posprzątać pokój, to mąż cichaczem leciał i robił to za nią, jak zwracałam uwagę na złe zachowanie u teściów, to słyszałam i córka też, że przecież jej wolno, bo jest mała, bo jest najważniejsza i przecież wyrośnie. To samo było w domu z mężem, a na moje tłumaczenia, że nie wyrośnie tylko wręcz się to pogłębi, reakcja była jedna, ze przesadzam.
Wiem, ze dużo w tym mojej winy, że nie byłam bardziej stanowcza i zabrakło mi siły przebicia, ale mleko już się rozlało. W tej chwili trudno się z nią porozumieć nie tylko mi ale też mężowi i dziadkom, bo nagle otworzyli oczy jaka to ona niegrzeczna. Nic nie chce robić w domu, nie pomaga w niczym, cokolwiek by człowiek zrobił, czy kupił, to wiecznie jest źle i mało, ciągle ma do wszystkich o wszystko pretensje. Ostatni hit to:
Mamo widziałaś mój niebieski marker?
Nie widziałam.
Fajnie, że nawet nie chciało ci się zastanowić nad tym czy nie widziałaś.
I tak jest codziennie.

Rozpisałam się strasznie, ale to i tak kropla w morzu tego co mogłabym napisać.
Pewnie nikt nie był w dokładnie takiej samej sytuacji, ale tyle tu mądrych dusz, ze liczę na konstruktywne rady, bo już sama nie daję rady. Od przedwczoraj jestem na lekach uspokajających, ciągle się trzęsę a jestem w domu w półroczną córką, którą karmię peirsią więc to nie może trwać wiecznie. Z góry dziękuję
    • zuzi.1 Re: moje życie to chaos 23.09.14, 09:49
      Przy nastepnym telefonie od matki czy od brata, powiedz in wyraznie, ze sa dorosli i nie umierajacy i niech sie zajmuja soba i swoimi sprawami we wlasnym zakresie, bi Ty masz male dziecko i problemy z nastolatka i nie masz czasu wolnego na pomaganie innym. Nastepna w kolejnosci rozmowa z mezem odnosnie corki, ze teraz to Ty zajmiesz sie jej wychowaniem i oczekujesz od meza wsparcia i stania za Toba murem, w przeciwnym razie zglaszasz sprawe odnosnie zachowan corki i postepowania ojca do psychologa szkolnego... Nastepna w kolejnosci rozmowa z corka w towarzystqie meza, wyrazne ustalenie jej nowych zasad wspolpracy w domu, jej obowiazkow, przywilejow i konsekwencji nie wywiazywania sie przez nia z ustalonych zobowiazan.
      • marzeka1 Re: moje życie to chaos 23.09.14, 10:36
        Zgodzę się z Zuzią.

        "Nie umiem się od nich odciąć i zająć swoją rodziną, w której też źle się dzieje. "- ale jeśli nie odetniesz się, to będzie tylko gorzej, ba- Ty nie masz obowiązku finansować matki i 21-letniego brata, mając swoją rodzinę i do tego problemy w niej.
    • marsylvik Re: moje życie to chaos 23.09.14, 11:24
      Prosisz o rady. Pierwsza sprawa, która mi się rzuciła w oczy:

      > Wiem, ze dużo w tym mojej winy, że nie byłam bardziej stanowcza i zabrakło mi siły przebicia, ale mleko już się rozlało

      Fajnie, że przyjmujesz do wiadomości i akceptujesz to, że czasu nie cofniesz. To ważne.
      Ja się odniosę do doboru słów.
      Dużo winy? Umiejętności, determinacji, siły - może za mało. Ale nie oceniaj swojej winy. Swój udział oceń, oczywiście, swoje możliwości w tamtym momencie też. To potrzebne. Nie potrzeba jednak w tym celu zajmować się swoją winą.

      Porównaj formę, treść i prawdziwość tych dwóch zdań, pomyśl, co one za sobą niosą, jakie kolejne myśli, jakie decyzje:
      "wiem, że mogłam być bardziej stanowcza w tamtym momecie, wiem, że zabrakło mi siły przebicia" vs "wiem, ze dużo w tym mojej winy, że nie byłam bardziej stanowcza i zabrakło mi siły przebicia".

      Proponuję, na jakiś czas, wykreślić ze swojego słownika słowo "wina". Jak się przyłapiesz na użyciu tego słówka, to sobie tego nie wyrzucaj, tylko od razu się popraw, użyj innego, też odpowiedniego w tym samym kontekście. Czy to mówiąc, czy też rozmyślając. Ma to kilka pozytywów: zapobiega nurzaniu się w poczuciu winy, a więc popadaniu w nerwicę lub depresję, bezradność i samousprawiedliwianie, albo karanie siebie. Pozwala patrzyć na problemy z innymi członkami rodziny w kontekście problemu, a nie winy, skupić się szybciej i bardziej na konstruktywnym działaniu. Z tego co napisałaś wynika, że oceniając innych widzisz problem jaki mają, a nie ich winę, natomiast oceniając siebie czujesz się winna (nie wiem, czy tak jest naprawdę i na codzień, oceniam tylko na podstawie tego co napisałaś). Nie jesteś winna swojemu poczuciu winy, ale jesteś za swoje uczucia odpowiedzialna, bo one są Twoje, bo tylko Ty możesz na nie wpłynąć.
      Kolejny pozytyw jest taki, że inni też rzadziej będą się wtedy czuli przez Ciebie obwiniani, a to może, choć nie musi, przynieść nadspodziewanie szybką poprawę relacji, zwłaszcza z córką.

      Potem, jak już "odzwyczaisz się" od obwiniania siebie, oddziel w swoim słowniku pojęcia: wina i odpowiedzialność. To nie to samo, a stosowane zamiennie może prowadzić do poczucia winy zamiast poczucia odpowiedzialności. To samo zrób z pozostałymi słowami, których już w tym momencie będziesz używała "zamiast" winy, typu "błąd", "umiejętność", "siła" i inne jakie mogą przy okazji się pojawić.

      Słowa jakich używamy na codzień wpływają nie tylko na to, jak rozmawiamy z innymi, ale i na to, jakimi słowami myślimy. W dalszej kolejności na to jak myślimy. Myślisz sobie do siebie niby to samo, treściowo, ale w innej formie, więc kolejne skojarzenia są już zupełnie inne, cały dialog wewnętrzny się zmienia. Kiedy już wiesz, gdzie leży problem, często się okazuje, że można go w ten sposób skutecznie spacyfikować. Nie mówię, że wszystkie i od razu, ale... jak zjeść słonia? Po kawałku ;) A mnie się wydaje, że biorąc pod uwagę i problemy z rodziną pochodzenia, i nerwicę o jakiej wspomniałaś, przesadne poczucie winy może być całkiem dużą częścią Twoich problemów.
    • marsylvik Re: moje życie to chaos 23.09.14, 12:48
      Zauważyłam jeszcze coś, gdzie prawdopodobnie mogę coś doradzić:

      evita-is-me napisała:

      > W tej chwili trudno się z nią porozum
      > ieć nie tylko mi ale też mężowi i dziadkom, bo nagle otworzyli oczy jaka to ona
      > niegrzeczna. Nic nie chce robić w domu, nie pomaga w niczym, cokolwiek by czło
      > wiek zrobił, czy kupił, to wiecznie jest źle i mało, ciągle ma do wszystkich o
      > wszystko pretensje. Ostatni hit to:
      > Mamo widziałaś mój niebieski marker?
      > Nie widziałam.
      > Fajnie, że nawet nie chciało ci się zastanowić nad tym czy nie widziałaś.
      > I tak jest codziennie.

      Co tu widzę?
      1. Pojawiły się trudności dziadków w porozumieniu się z Twoją córką "bo nagle otworzyli oczy jaka to ona niegrzeczna". Pomyśl o tym, co sama napisałaś, bo możesz mieć więcej racji, niż sobie z tego zdajesz sprawę, może Ci coś intuicja podpowiada...

      2. Córka zadaje "obojętne" pytanie, odpowiadasz na nie w sensie dosłownym, obojętnym, ona reaguje okazaniem żalu, który Ty odbierasz jako pretensje o nic, albo o niewiadomo co.

      Jako matka jesteś odpowiedzialna za nauczanie córki porozumiewania się. Nie mylić tego z winą, to po prostu należy do Twoich zadań rodzica. Nie nauczysz jej tego, czego sama nie potrafisz, im więcej sama będziesz umiała, tym więcej będziesz w stanie jej przekazać i pokazać.
      Namawiam Cię więc do przeczytania tego artykułu, potem się przyjrzyj tej Waszej wymianie zdań jeszcze raz, w nowym świetle. Mam nadzieję, że to Ci pomoże, coś podpowie.
      • verdana Re: moje życie to chaos 23.09.14, 15:43
        Ja tylko w sprawie córki, ale w powiązaniu z matką i bratem. Wygląda na to, zę jesteś na zawołanie matki i brata, dzwonią do Ciebie z każdą pier.., a Ty się zamartwiasz i angażujesz. Być może nie starcza Ci już tego zaangażowania na starszą córkę. Bo ja zareagowałabym tak, jak Twoja córka - jeśli coś zgubiła, to ma problem. Ty, zamiast zapytać "A gdzie go ostatnio widziałaś"? Sprawdziłaś w torbie", odpowiadasz tak naprawdę "A co mnie to obchodzi". Jak czegoś szukam, a rodzina ma to gdzieś, to też mnie szlag trafia. W przypadku tego dialogu jestem całkowicie po stronie córki (nawet jeśli gubi coś trzy razy dziennie) bo ona ma 100% racji - nie chciało Ci się zastanowić. I to, a nie brak markera, córkę boli.
        • marsylvik Re: moje życie to chaos 24.09.14, 10:45
          verdana napisała:

          > Być może nie starcza Ci już tego zaangażowania na star
          > szą córkę. Bo ja zareagowałabym tak, jak Twoja córka - jeśli coś zgubiła, to ma
          > problem. Ty, zamiast zapytać "A gdzie go ostatnio widziałaś"? Sprawdziłaś w to
          > rbie", odpowiadasz tak naprawdę "A co mnie to obchodzi". Jak czegoś szukam, a r
          > odzina ma to gdzieś, to też mnie szlag trafia.

          Jeśli ja się pytam swojego faceta "czy nie widziałeś chusteczek do pupy" to pytam czy nie widział chusteczek nawilżanych. Żeby sobie oszczędzić czasu z szukaniem w przypadku, kiedy wie, gdzie są. Jeśli chcę pomocy w ich szukaniu, to pytanie brzmi "szukam chusteczek i nie mogę znaleźć, pomożesz mi?".
          Jeśli pytam mamy, czy widziała moje klucze, to pytam, czy widziała moje klucze. I drażni mnie to, że ona natychmiast nerwowo rzuca się do ich szukania. Skutecznie mnie to zniechęca do jakichkolwiek innych próśb.
          Jak z tego widać, każdy z nas komunikuje się inaczej. Ja się staram komunikować wprost. Z jednej strony - to dobrze, niewielkie ryzyko, że się będę nakręcać w żalu, że ktoś się nie domyślił, co ja chcę. Z drugiej - niestety, jestem mniej wrażliwa na aluzje i niedopowiedzenia. Nie z lenistwa! Z innego sposobu myślenia, innej psychiki, innej osobowości.

          > W przypadku tego dialogu jestem
          > całkowicie po stronie córki (nawet jeśli gubi coś trzy razy dziennie) bo ona m
          > a 100% racji - nie chciało Ci się zastanowić. I to, a nie brak markera, córkę
          > boli.

          Moim zdaniem to nieprawda, że się matce nie chciało. Ja też bym się nie zastanawiała "co autor ma na myśli", a zarzut, że mi się nie chciało odebrałabym jako niesprawiedliwy. Po prostu mam inny, praktyczny, sposób myślenia, unikam czytania "między linijkami" nie dlatego, że mi się nie chce, tylko dlatego, że to bardzo zwodnicze, według mnie niesie więcej szkody niż pożytku.

          Zauważ, że dopiero po słowach córki, będących jednocześnie oceną (wg Ciebie sprawiedliwą, wg mnie nie), domysłem motywacji matki, można się było domyślić, że wcale nie chodzi jej o odpowiedź na zadane pytanie, tylko o coś zupełnie innego.

          Dobrze by było nauczyć córkę wyrażać potrzeby wprost. Ułatwiło by to życie otoczeniu i jej samej. Dobrze by było też nauczyć się samemu, a następnie nauczyć córkę (być może tylko poprzez swój przykład) "słuchania czworgiem uszu", jak to określili w artykule, który podlinkowałam. Tylko trzeba do tego artykułu podejść jak "o! ten problem nie jest nierozwiązywalny!" a nie "no tak, wszystko robię/robi źle"...
          • verdana Re: moje życie to chaos 24.09.14, 14:01
            Naprawdę? Język ludzki ma to do siebie, ze często zamiast długich wypowiedzi porozumiewamy sie skrótowo "Czy nie widziałaś" oznacza po prostu "Zgubiłam i mam problem" - szczególnie w wykonaniu nie partnera, a dziecka, które zwraca sie do matki. I matka żadnego problemu nie widzi.
            Naprawdę, "praktyczny sposób myślenia" nie zwalnia z pewnego rodzaju intuicji, która w wychowaniu dziecka jest konieczna.
    • pade Re: moje życie to chaos 24.09.14, 09:23
      Evita, przede wszystkim wróć na terapię dla DDA. Jesli będą konieczne leki, bierz je. Twoje samopoczucie odbija się i na maleństwu i na starszej córce. Dzieci mają wbudowane "radary". Doskonale wyczuwają, że coś jest nie tak. I niestety, najczęściej winą za ten stan obarczają siebie czyli biorą odpowiedzialność, której nie powinny brać (czy coś Ci to przypomina?).
      Od swojej toksycznej rodziny po prostu się odetnij. Wiem, że łatwo się mówi, ale chyba nie zamierzasz poświęcić swoich dzieci dla matki i brata?
      Czyli najpierw ogarniasz siebie, potem córkę, a potem z mężem na terapię rodzinną.

      Gorąco polecam Jespera Juula Nie z miłości, Agresja nowe tabu i oczywiście Twoje kompetentne dziecko oraz pozostałe pozycje tego autora. To są niewielkie książeczki, szybko się czyta. Zawartość jest moim zdaniem z jednej strony oczywista (ale nie dla DDD czy DDA), z drugiej genialna.

      Tu fragment z książki Agresja nowe tabu:
      dziecisawazne.pl/agresja-nowe-tabu-dlaczego-jest-potrzebna-nam-i-naszym-dzieciom-fragment-ksiazki-jespera-juula/
      Myślę, że dzięki niej łatwiej zrozumiesz starszą córkę.

      A ten fragment pochodzi z książki Przestrzeń dla rodziny:
      wydawnictwomind.pl/wp-content/uploads/2013/04/Przestrzen_fragment.pdf
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: moje życie to chaos 24.09.14, 23:01
      A gdyby przeformułować Pani tytuł i powiedzieć "we mnie jest chaos" . Ta zmiana nie ma służyć obwinianiu Pani, ale zmianie spojrzenia i próbę wzięcia większej kontroli nad swoimi działaniami.
      Hasło"moje życie to chaos" przekierowuje Pani uwagę na zewnątrz, a tam w istocie wiele się dzieje rzeczy, na które ma Pani minimalny wpływ. Co najwyżej ma Pani wpływ operacyjny: może Pani spłacać nie swoje długi, odbierać telefony i toczyć wielogodzinne rozmowy o kłopotach mamy, czy uczestniczyć w kłótniach z córką. To bardzo przeciążająca i odbierająca siły myśl, że tego Pani życia nie da się opanować, że ono Panią tylko osacza.
      Natomiast można opanować swój własny chaos, który powstaje wobec trudnych sytuacji. Można go zacząć minimalizować poprzez próbę odpowiedzi w jaki ma Pani wpływ na uczucia mamy wobec poczynań brata. Albo jak może Pani zapobiec pogrążającemu się w patologii bratu, który kompletnie nieracjonalnie żyje? Otóż poza tym, że się Pani bardzo przejmuje i ma coraz większe, a przez to nieadekwatne poczucie winy, żadnego. Takie uczucia tworzą właśnie ów wewnętrzny chaos. To ten chaos trzeba wyeliminować.
      Część Pani problemów jest naturalna. To też trzeba sobie jasno powiedzieć. I nie trzeba przydawać im nienaturalnej wielkości. Zachowania i odzywki 13 - letniej córki to raczej norma tego wieku i konsekwencje, być może błędnych, metod wychowawczych.. Ale to nie jest nic nadzwyczajnego. Trzeba teraz obmyśleć inną strategię wychowawczą, inny rodzaj kontaktu, bo dziecko się zmieniło. Ale to nie jest kataklizm ani chaos. To jest naturalna rola rodzica, również potrzebna dziecku.
      Czyli zamiast rozmyślać o swoim zawładnięciu przez życie, należy porozmyślać o swoich reakcjach i te zacząć zmieniać. Powoli, bez konieczności natychmiastowego sukcesu, ale za to z poczuciem, że to są Pani autonomiczne decyzje. Powinno pomóc. Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja