radzia33
28.09.14, 01:02
Dzień Dobry.
Pierwszy raz pytam o zdanie na forum. Proszę o opinie kogoś kto jest zupełnie z boku.
Jestem z moim mężem już ponad 15 lat. Małżeństwem jesteśmy od 8. Mamy dwoje dzieci.Córka ma 4 lata, a syn 1,5. Zawsze byłam taka rozlazła, z nadwagą, z kompleksami. Najchętniej siedziałabym w domu. Nigdy nie potrafiłam się otworzyć, wyjść do ludzi. O to mąż zawsze miał do mnie pretensje i chyba to było powodem, że swego czasu zadurzył się w koleżance. Wiem, że do zdrady nie doszło. Mąż nie do końca był jednak ze mną uczciwy, ale wybaczyłam, chociaż strasznie cierpi moja miłość własna. Było to ponad 5 lat temu, ale dowiedziałam się całkiem niedawno. Ale ja nie o tym miałam pisać.
Zawsze byłam taką "dobrą żoną" co to o męża bardziej dbała niż o siebie, zawsze twierdziłam, że mogłabym nie pracować zawodowo i tylko zajmować się domem i rodziną.
Ale to się zmieniło i w tym tkwi problem. Nie mój (no może nie do końca), nie męża (mam nadzieję, że nie tylko pozornie), ale otoczenia.
Po pierwsze, po urodzeniu drugiego dziecka bardzo schudłam i to dodało mi pewności siebie. Wróciłam do pracy. Biegam i to zajmuje mi naprawdę dużo czasu (startuję w zawodach, także poza moim miejscem zamieszania). Postanowiłam także zmienić zawód - wiąże się to z nowymi 5-letnimi studiami. Więcej też wychodzę (także bez męża - zgroza). Niestety nie spotyka się to z pozytywną reakcją otoczenia. Mało jest osób, które popierają moje decyzje (do wyjątków należy mąż). Generalnie słyszę, że jestem egoistką, która wykorzystuje męża, nie dba o dzieci, jestem wyrodną matką).Siostra ze zgrozą stwierdziła, że mój mąż zajmuje się dziećmi bardziej ode mnie. To wszystko strasznie niesprawiedliwe. Bo większość obowiązków domowych wykonuję ja (chociaż mąż intensywnie uczy się gotować, sprzątać, prać prasować (mama nie nauczyła, a mi też do tej pory nie zależało). Ja natomiast uczę się, że nie wszystko musi być perfekcyjne ( czyli po mojemu). Natomiast moja rodzina i rodzina męża mocno mnie dołuje. Okazuje się, że jestem złą żoną i złą matką, która myśli o sobie. A ja wreszcie czuję, że żyję. Chociaż jestem strasznie zmęczona, to sprawia mi satysfakcję, że się rozwijam i podnoszę kwalifikacje, żeby moja rodzina miała lepiej. Ale otoczenie uważa, że powinnam nadal jak matka polka znosić wszytko i z uśmiechem godzić się na to co przyniesie mi los. "Realizuję się" - to coś złego?