To znowu ja :)

28.09.14, 10:45
Dziewczyny, chciałam się odezwać. Czy pamiętacie mnie jeszcze? To był mój wątek
forum.gazeta.pl/forum/w,898,151015817,151015817,Cos_nad_czym_nawet_boje_sie_zastanawiac.html
Minęło trochę czasu. Byłam na urlopie (myślę, że zmiana miejsca na jakiś czas dużo mi dała). Potem powrót do pracy, znowu dzień za dniem - ale z czasem jest po prostu lżej, wszystko blednie. Nie uważam, że wyleczyłam się całkowicie, jednak jakaś zasadnicza zmiana nastąpiła. Poznałam to po mojej reakcji, gdy spotkałam byłego. Zamieniliśmy parę słów, po czym on spytał, czy może pogadamy przy kawie. Zgodziłam się i poszliśmy. Chcę przez to przekazać, że po tym, że miałam siłę na takie spotkanie, widać (i ja sama widzę) moje zobojętnienie.

Nie wiem, czy były chciał czegoś ode mnie, czy nie. Jeśli tak, to w jakichkolwiek próbach na pewno „zablokowało” go moje stwierdzenie, że się z kimś spotykam. Wyszło to jednak naturalnie z rozmowy, nie miałam potrzeby przemycać na siłę takiej informacji, ale też nie widziałam powodu, żeby to ukrywać.
Inna sprawa: ta moja znajomość jest bardzo miła, ale nie przekroczyła pewnej granicy. Z mojej strony coś nie zaskakuje. Może jeszcze za mało czasu minęło, nie wiem. Jest mi w każdym razie miło, że nie jestem sama w piątkowe i sobotnie wieczory, że mam komu się zwierzyć, że daje coś komuś moja obecność. Jak widać, facet jest bardzo cierpliwy ;)

Po wakacjach pozmieniało się trochę w kręgu moich znajomych, mam jedno zaproszenie na ślub, drugie na ślub i wesele. W dalszym kręgu też tu i tam słyszę o ślubach czy dzidzi w drodze. Czasem mnie to zakłuje (bo ja też myślałam, że Tego Jedynego już znalazłam…), ale może to dziecinne, nie wiem.

No i tyle u mnie. Dzięki raz jeszcze za Wasze wsparcie wtedy :)
    • pade Re: To znowu ja :) 28.09.14, 11:26
      Sądzę, że gdyby eks byłby Ci obojętny, to byś tu o spotkaniu nie pisała:)
      • wiewiorka-wiewiorka Re: To znowu ja :) 28.09.14, 11:34
        Pade,
        przecież napisałam, że "nie wyleczyłam się całkowicie". A jeżeli piszę o zobojętnieniu, to nie oznacza, że jest stuprocentowe, zwłaszcza w świetle powyższego zdania. Czy Ty troszkę nie łapiesz mnie za słówka? :)
        • pade Re: To znowu ja :) 28.09.14, 11:46
          Absolutnie nie łapię:)
          To słowo jakoś mi utkwiło w głowie i pomyślałam sobie, że gdybyś wywaliła z siebie całą wściekłość (którą zablokowałaś dumą) , sprawy przybrałyby zupełnie inny obrót.
          • wiewiorka-wiewiorka Re: To znowu ja :) 28.09.14, 20:53
            Jaki "inny" obrót, Pade? - może o wezwanie policji Ci chodzi? ;)
            A serio: naprawdę nie wiem, co masz na myśli.
    • squirrel9 Re: To znowu ja :) 28.09.14, 11:28
      Wiewiórko, czas leczy.
      Możemy zastaniawiac się nad rolą pzypadku w życiu człowieka i tego, że gdybyście się spotkali teraz, gdy on pozamykał stare sprawy, to życie potoczyłoby się inaczej ...
      Powodzenia
      • wiewiorka-wiewiorka Re: To znowu ja :) 28.09.14, 11:35
        Tylko że nikt nie wie, czy to byłoby lepiej, czy gorzej :)
    • pogodoodporna Re: To znowu ja :) 28.09.14, 11:49
      Milo slyszec Wiewiorka, ze odzyskujesz spokoj, ze zycie Cie cieszy, ze masz dzielic z koms te radosc. Trzymaj sie cieplo :-)
    • vilez Re: To znowu ja :) 28.09.14, 12:54
      Wiewiórko, na Twoim miejscu spotkałabym się z byłym partnerem i porozmawiała z nim. Rozumiem, że w maju nie byłaś w stanie na taką oczyszczająca rozmowę, ale teraz chyba już tak? Jesli nadal nie byłabyś w stanie podejść do takiej rozmowy, to byłoby oznaką, że żałoba zaczyna się ślimaczyć, że coś jest nie tak- coś zakopanego? wypartego?
      Wiewiórko, moim zdaniem żeby przeżyć efektywnie żałobę po związku, trzeba dopuścić do siebie także usytuowanie i przeżycia byłego partnera, inaczej będzie to wybijało symptomi, o jakich piszesz (urazy). Oczywiście, czas leczy, ale równie dobrze może to przejść w ślimącząca się żałobę, bo urazy nie pomagają w pozbieraniu się. Przeciwnie- urazy mają tendencję do usamodzielniania się i rzutowania na całe nasze życie, stając się obciążającym nas "kapitałem" (przechodzą w stan cięższy, zwany resentymentem). i dlatego warto zawalczyć o to, by je przezwyciężyć, jeśli nie udało się nie dopuścić do ich powstania.
      Trzymam kciuki za taką dobrą rozmowę. Lepiej pożegnać się we wzajemnym rozumieniu się/próbie zrozumienia się, niż we własnym okopaniu się.
      • vilez Re: To znowu ja :) 28.09.14, 12:58
        Ps. chodzi mi nie o rozmowę grzecznościową, jaką odbyliście, ale o rzetelne wniknięcie w to, co było.
      • pogodoodporna Re: To znowu ja :) 28.09.14, 13:10
        vilez napisała:

        > Wiewiórko, na Twoim miejscu spotkałabym się z byłym partnerem i porozmawiała z
        > nim. Rozumiem, że w maju nie byłaś w stanie na taką oczyszczająca rozmowę, ale
        > teraz chyba już tak?

        A po kiego diabla rozgrzebywac to co bylo ? Zeby sie nawzajem ranic, nakrecac, wspominac to co zabolalo ? Przeciez wszystko juz zostalo powiedziane. Gdyby Wiewiorka przezywala gleboka zalobe, to nie bylaby w stanie spotykac sie z kims innym, zwierzac komus innymu, opowiadac o sobie. A jak wynika z jej postu jakos nie zdradza objawow glebokiego smutku, ani zalamania, ani zwiazanej z tym izolacji od swiata. I jest na tyle madra, ze nie rozpamietuje wciaz tego co bylo. Po co to zmieniac ?
        • vilez Re: To znowu ja :) 28.09.14, 13:17
          Przeczytałam poprzedni watek, i nie mam wrażenia, by "wszystko zostało powiedziane". Przeciwnie.
          To, co napisała dziś Wiewiórkarka tez o tym nie świadczy- reaguje bowiem urazowo (to są te symptomy). No i jej eks partner też chyba chciałby takiej rozmowy, czyli jest ona potrzebna.
          Ale ja jestem ze szkoły, w której bierzemy pod uwagę usytuowanie obu stron- to znaczy także, że i skomplikowane sytuacje, w których sie znaleźliśmy. Skoro to był jednak dobry związek (do czasu wiadomego kryzysu), osobę eks partnera Wiewieórka ceni (jako i on jej), to i chyba taka rozmowa nie jest zbytnim poświęcaniem się, ale wniknięciem w to skomplikowanie.
          • pogodoodporna Re: To znowu ja :) 28.09.14, 13:26
            vilez napisała:

            > To, co napisała dziś Wiewiórkarka tez o tym nie świadczy- reaguje bowiem urazow
            > o (to są te symptomy). No i jej eks partner też chyba chciałby takiej rozmowy,
            > czyli jest ona potrzebna.

            Gdyby reagowala urazowo, to raczej wcale by z facetem na kawe nie poszla, nie chcialaby z nim w ogole gadac zaslepiona swoim bolem i uraza :-)
            A najwazniejsze, mysle, zostalo powiedziane - "zabolalo mnie, ze bedac ze mna myslisz o innej ". Tego stwierdzenia nie da sie omawiac i rozpamietywac w nieskonczonosc.
            • vilez Re: To znowu ja :) 28.09.14, 14:05
              Oprócz bólu (oczywistego) jest jeszcze sfera rozumienia. A nie ma rozumienia bez rozeznania, tego zaś nie ma bez wkładu dwojga osób.
              • kama265 Re: To znowu ja :) 29.09.14, 14:22
                nie wiem, co tu jest jeszcze do wyjaśniania / rozumienia. Serio, są sytuacje, w których lepiej jest zapomnieć niż w kółko próbować zrozumieć. Nie wszystko da się zrozumieć i wyjaśnić, za to często jedynym wyjaśnieniem, dlaczego coś się stało jest - bo ta osoba tak chciała. I tyle. i nie jest to warte grzebania w ledwo co zabliźnionej ranie widelcem
    • lena575 Re: To znowu ja :) 28.09.14, 16:30
      Ja myślę, że po prostu zamykasz to za sobą. Z pewnym sentymentem ale jednak zamykasz.

      Nic dwa razy
      Wisława Szymborska

      Nic dwa razy się nie zdarza
      i nie zdarzy. Z tej przyczyny
      zrodziliśmy się bez wprawy
      i pomrzemy bez rutyny.

      Choćbyśmy uczniami byli
      najtępszymi w szkole świata,
      nie będziemy repetować
      żadnej zimy ani lata.

      Żaden dzień się nie powtórzy,
      nie ma dwóch podobnych nocy,
      dwóch tych samych pocałunków,
      dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

      Wczoraj, kiedy twoje imię
      ktoś wymówił przy mnie głośno,
      tak mi było jakby róża
      przez otwarte wpadła okno.

      Dziś, kiedy jesteśmy razem,
      odwróciłam twarz ku ścianie.
      Róża? Jak wygląda róża?
      Czy to kwiat? A może kamień?

      Czemu ty się, zła godzino,
      z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
      Jesteś - a więc musisz minąć.
      Miniesz - a więc to jest piękne.

      Uśmiechnięci, współobjęci
      spróbujemy szukać zgody,
      choć różnimy się od siebie
      jak dwie krople czystej wody.
      • wiewiorka-wiewiorka Re: To znowu ja :) 28.09.14, 20:50
        Lena, dzięki za ten wiersz. Kiedyś go słyszałam. Nie rozumiem go w pełni, ale ma w sobie coś niewypowiedzianie pięknego.

        Pogodoodporna, bardzo Ci dziękuję :)
        Tak, ten chłopak jest dla mnie kimś ważnym. Pojawił się już wtedy (zdaje się, że nawet tu o nim tu wspominałam), gdy mocno jeszcze przeżywałam rozstanie. Powiedziałam mu z czasem o wszystkim, co związane jest z eksem, nie chciałam, żeby czuł się jak „plaster”. Jest mi bardzo bliski, ale na razie nie umiem przeskoczyć granicy, zwłaszcza w aspekcie seksu (albo przynajmniej większej intymności).

        Vilez, uwierz, że taka rozmowa nie miałaby sensu.
        Wierzę w Twoją życzliwość, oczywiście, tylko że to, że Ty może byś takiej rozmowy potrzebowała, nie oznacza, że np. mnie wyszłaby ona na dobre. Myślę (ostatnio chodzi mi to po głowie), że ludzie chyba zbyt mocno wierzą w zbawczą siłę rozmów zaraz po jakichś przykrych wydarzeniach. Myślę, że często się po prostu tak nie da.
        I np. wtedy niektórzy zarzucali mi, że nie chcę gadać z facetem, że przydałoby się przynajmniej zamknąć związek życzliwą rozmową - i proszę, po czasie taka nastąpiła. Może właśnie dlatego, że do niej dojrzałam.

        I nie wierzę w to Vilez, że świeżo pokłóceni (z jakiegokolwiek powodu) ludzie są w stanie odbywać oczyszczające rozmowy, i że wystarczy tylko tego zachcieć, a potem takie rozmowy już zlikwidują te urazy. Jasne, super byłoby, ale to jest raczej tylko życzenie :)


        • vilez Re: To znowu ja :) 28.09.14, 21:27
          Minęło kilka miesięcy. To nie jest zaraz PO.
          Wierzę w rozmowę. Nie w jej zbawczą moc, to przesada (językowa). Ale w to, że może pomóc, np. coś uzdrowić tak. Wierzę w to, że ludzie, którzy byli blisko razem, są w stanie wejść choć trochę w cudzy punkt widzenia.
          • best_bej Re: To znowu ja :) 28.09.14, 21:47
            Po co skoro to już zakończone?
            • vilez Re: To znowu ja :) 28.09.14, 22:41
              Gdyby było zakończone, nie byłoby wątku (zgadzam się z Pade :-) )
              • squirrel9 Re: To znowu ja :) 28.09.14, 23:42
                Naciągacie rzeczywistość. Jasne jest, że po rozstaniu, szczególnie gdy miało się duze nadzieje, ma się ciągoty do sprawdzenia, czy ze skłonności coś jeszcze zostało, czy to była strata czasu czy miało to przyszłośc. Często kobiety maja taki "schiz" i chcą przekonać sie, że coś dla kogoś znaczyły, chocby ten ktos juz dla nich nie znaczył. Czasem to drapanie ran, swoich albo cudzych.
              • enith Re: To znowu ja :) 29.09.14, 07:55
                vilez napisała:

                > Gdyby było zakończone, nie byłoby wątku (zgadzam się z Pade :-) )

                Hmm... mój poprzedni związek zakończył się naście lat temu, w dość przykrych okolicznościach. I mimo, że ostatecznie udało się w miarę załagodzić sytuację po rozstaniu, poważnie wątpię, bym poszła dziś na kawę z byłym, a jeślibym poszła, to na pewno czułabym się nieswojo. Wg twojej teorii mam więc niezakończone sprawy z byłym i powinnam wraz z nim pogrzebać się w przeszłości w celu mitycznego "oczyszczenia atmosfery"? Czy może jednak to normalne, że jeśli się kogoś kochało i wiązało z nim przyszłość, to nawet 10 czy 50 lat po rozstaniu odczuwa się przy spotkaniu coś więcej, niż totalną i zimną obojętność?
                Wiewiórce życzę natomiast wszystkiego najlepszego. Kibicowałam jej w poprzednim wątku i cieszę się, że wychodzi na prostą.
                • vilez Re: To znowu ja :) 29.09.14, 09:45
                  No wiesz, różni są eks partnerzy, z jednymi warto pogadać, z innymi nie warto. Ten wydaje sie wart pogadania. Ale oczywiście, takiej rozmowy musi chcieć dwoje. Jak Wiówiórka nie chce, to nic z tego nie będzie.
                • wiewiorka-wiewiorka Re: To znowu ja :) 29.09.14, 18:56
                  Dziękuję, Enith! :)
              • pade Re: To znowu ja :) 29.09.14, 21:08
                Vilez, obawiam się, że nie pasujemy do tego wątku:)
                • vilez Re: To znowu ja :) 30.09.14, 10:16
                  Ano, widzę :-) Ale jeszcze spróbuję.
          • triss_merigold6 Re: To znowu ja :) 28.09.14, 21:56
            Ale po kiego? Kończy się, trzeba pozamiatac i zamknąć za sobą drzwi. Dzieci wspólnych nie mają więc kontakty są zbędne.
            • ola_dom Re: To znowu ja :) 29.09.14, 09:44
              I ja dołączę się do tych, którzy uważają, że "rozmowy wyjaśniające" nie mają teraz sensu.
              Choćby dlatego, że i tak nic nie wyjaśnią.
              Owszem - można sobie powiedzieć to czy tamto - ale czy aby na pewno w takiej rozmowie usłyszymy prawdę? I powiemy prawdę - to, co nas NAPRAWDĘ uwiera(ło)? Nie twierdzę wcale, że będzie się kłamać świadomie i celowo - ale po prostu tak to wygląda.
              Także dlatego, że często sami nie uświadamiamy sobie własnych uczuć, emocji, motywacji - nie umiemy ich nazwać - więc trudno na tej podstawie budować "zrozumienie".
              I piszę to jako osoba, która jeszcze kilka lat temu usilnie i za wszelką cenę "dążyła do prawdy" i uważała, że "wszystko koniecznie zawsze trzeba wyjaśnić". Może i trzeba - ale się zwyczajnie nie da. A przy okazji traci się mnóstwo zdrowia, energii, nerwów i rozdłubuje ranę, która mogłaby się już zabliźnić.
              • kama265 Re: To znowu ja :) 29.09.14, 14:36
                pełna zgoda co do tego, że <często sami nie uświadamiamy sobie własnych uczuć, emocji, motywacji - nie umiemy ich nazwać - więc trudno na tej podstawie budować "zrozumienie". >

                poza tym naprawdę czasem nie ma co wyjaśniać. Naprawdę czasem robimy coś bo tak chcemy, tak nam dyktuje intuicja / serce - i co tu wyjaśniać? I komukolwiek zrobi się lepiej, jak usłyszy - chciałem to zrobić i zrobiłem?
            • annb Re: To znowu ja :) 29.09.14, 10:08
              Też tego nie ogarniam.Po co się spotykac i cokolwiek wyjaśniac?
              I ta wzmianka o kims nowym
              Po co?
              że może ex rzuci się do kolan i powie-jam ci jest przeznaczony
              teraz do mnie dotarło com utracił o pani moja.
              Miłuję cię wielce, rzuc go i odjedzmy na mym rączym rumaku
              czy cos w ten desen..
              • pogodoodporna Re: To znowu ja :) 29.09.14, 14:10
                annb napisała:

                > I ta wzmianka o kims nowym
                > Po co?

                Po to, zeby wiedzial. Po to, ze nalezy mowic prawde. I po to, ze nie jest to zadna tajemnica.
                A troszeczke tez, dla takiej malutkiej, malutkiej satysfakcji, ze mimo, ze ja zle potraktowal, to Ona miala sile pozbierac swoj swiat na nowo :-)
                • ola_dom Re: To znowu ja :) 29.09.14, 14:13
                  Poza tym - to przecież dobra wiadomość, czemu się nie pochwalić - "mam się dobrze, fajnie mi się wiedzie - także w tej materii"?
                • sootball Re: To znowu ja :) 29.09.14, 14:16
                  Jeśli oboje mieliby odkryć kawałek prawdy, to warto się spotkać., Bo to jest lekcja na przyszłość. Nie ma nic cenniejszego.
                  • kama265 Re: To znowu ja :) 29.09.14, 20:15
                    ale jakiej prawdy? przecież wszystko jest jasne, jaką prawdę jeszcze chcecie odkrywać? i jak długo należy dążyć do tej prawdy? kiedy można już uznać, że jest się usatysfakcjonowanym i poinformowanym należycie i wreszcie przestać "męczyć bułę". Niech dziewczyna idzie do przodu zamiast się babrać w przeszłości. Nawet, jeśli kolega żałuje, no to ona podjęła decyzję, że jej to nie interesuje. Może tak zrobić? może.
                    • vilez Re: To znowu ja :) 30.09.14, 10:15
                      Zapominasz o tym, że Wiewiórka także wcześniej nie chciała rozmawiać. Problem z rozmową jest więc ewidentny. i całościowy. Wcześniej- nie, teraz - nie, czyli: kiedy? ANo- nigdy.
                      Oczywiście, można mieć rózne podejścia dfo rozmowy, i tutaj się niżej nie zejdzie. Albo się chce rozmawiać, albo się nie chce rozmawiać- kwestia wyboru. Ale i konsekwencji takich wyborów. I o tym juz warto rozmawiać (i rozmawiamy).

                      Co daje rozmowa (wcześniejsza czy późniejsza)? Po pierwsze: daje np. lepszy wgląd w usytuowanie drugiej strony. Lepszy wgląd daje zaś szansę na zrozumienie powodów takiego a nie innego zachowania. Rozumienie pozwala nam lepiej się zmierzyć ze sprawami trudnymi dla nas. Zawsze lepiej jest rozumiec, niż - nie rozumieć.
                      Po drugie, daje nam możliwość wyrażenia emocji, tego wszystkiego co w nas siedzi. I uzyskania respondu od osoby, która jest w samym centrum i sednie relacji. Tego nie da żadna osoba postronna.

                      Jedno i drugie jest leczące. Oczywiście pod warunkiem jakiegoś elementarnego zaufania do partnera/eks partnera. Takie zaufanie mozna utrzymać nawet w sytuacji rozstawania się czy juz po nim. I tutaj widzę do tego pole- nie zaistniało bowiem jakies szczególne złamanie norm: nikt nikogo nie pobił czy skrzywdził spektakularnie. Facet znalazł się w swoim czasie na zakręcie uczuciowym, a Wiewiórka potraktowała to jako uderzenie w siebie (duma, zakwestionowanie swojej osoby). Moim zdaniem to był błąd i to właśnie nie zostało przerobione. Bo przecież sytuacje rozstania (zwłaszcza wczesnego, a tu nie było nawet wspólnego mieszkania, nie było jednak rodziny) są z porządku NORMALNEGO życia, rzadko kto z nas jest na zawsze ze swoim pierwszym partnerem., prawda? To jest oczywiście trudne, bolesne, ale - normalne. To nieprzerobienie (przypuszczam) może OPÓŹNIAĆ Wiewiórce pójście naprzód.
                      • kama265 Re: To znowu ja :) 30.09.14, 11:22
                        nie, nie zapomniałam, ale uważam, że w każdej sytuacji można podjąć decyzję, że nie chce się rozmawiać, nie mieć ochoty na roztrząsanie i "rozumienie" powodów, jakie kierowały osobą, która nas zawiodła i skrzywdziła. Ty przyjmujesz, że Wiewiórka nic nie zrozumiała - ja uważam, że Wiewiórka zrozumiała to, co było do zrozumienia. Ty uznałaś, że nie skrzywdził jej "spektakularnie" - Wiewiórka poczuła się skrzywdzona na tyle mocno, że podjęła decyzję o wyjściu z tej relacji. Twoim zdaniem to był błąd - masz prawo do własnej oceny, ale Wiewiórka zrobiła to, na co było ją stać w tamtym momencie i podjęła decyzję w zgodzie ze sobą i swoimi odczuciami. Uważam, że nie nam to kwestionować.
                        I wreszcie - wbrew temu, co można wyczytać w poradnikach psychologicznych - nie wszyscy jesteśmy tacy sami i nie wszyscy potrzebują tego mitycznego "przerabiania" wszystkiego, aby iść do przodu. Niektórzy z nas wolą zapomnieć, zamknąć. Nie wszyscy potrzebują dociekać, co było przyczyną wszystkiego. Niektórym z nas nie robi dobrze nadmierne analizowanie i przemyśliwanie w tę i z powrotem. Ja należę do takich osób, które się zapętlają w myśleniu i wiem, że lepiej dla mnie i mojego komfortu jest NIE ANALIZOWAĆ nadmiernie, nie żyć przeszłością, przyjąć, że co się stało to się nie odstanie.
                        • ola_dom Re: To znowu ja :) 30.09.14, 11:33
                          kama265 napisała:

                          > Ja należę do takich osób, które się zapętlają w myśleniu i wiem, że lepiej dla mnie i mojego
                          > komfortu jest NIE ANALIZOWAĆ nadmiernie, nie żyć przeszłością, przyjąć, że co się stało to się nie odstanie.

                          A ja dołączę się jako osoba, która "zna obie strony" - z roztrząsającej, dłubiącej, "wyjaśniającej" zawsze i wszystko zmieniłam się w taką, która uważa, że nie wszystko da się wyjaśnić, zanalizować, wytłumaczyć i zrozumieć - i często lepiej odpuścić. "PUŚĆ TO" - jak mawiają mądrzy ludzie.
                          Zmiana przyszła w momencie, w którym próby zrozumienia i roztrząsanie doprowadziły mnie na skraj obłędu. I wiem już, co jest lepsze. Dla mnie lepsze - ale pewnie nie tylko, jak widzę osoby, które usilnie drążą temat i dłubią w ranie nie pozwalając się jej zagoić.
                          • kama265 Re: To znowu ja :) 30.09.14, 11:37
                            Tak, ja też byłam "po drugiej stronie" - i też, podobnie jak Ty obudziłam się na skraju przepaści. I zrozumiałam to, co Ty zrozumiałaś.
                        • vilez Re: To znowu ja :) 30.09.14, 12:05
                          No więc ja uwazam, że problemem jest właśnie to poczucie skrzywdzenia. Ja widzę pole do bółu (bo nie poszło po jej myśli, rozpad zwiazku boli- to jasne), ale nie do skrzuywdzenia. Nie bardzo rozumiem, w czym ją jej partner skrzywdził. Ludzie mają prawo do rozstań, zakrętów itd.
                          To jest właśnie to pole.
                          • kama265 Re: To znowu ja :) 30.09.14, 12:13
                            a nie można poczuć się skrzywdzonym faktem, że zostało się oszukanym? Moim zdaniem, to uczucie bardzo adekwatne w takim przypadku
                            • vilez Re: To znowu ja :) 30.09.14, 12:23
                              Gdzie oszukanym? Bo partner miał wątpliwości do swoich uczuć?
                              • kama265 Re: To znowu ja :) 30.09.14, 12:35
                                ok, masz prawo uważać to co uważasz. Ale chyba on jej jednak o tych swoich wątpliwościach co do uczuć nie poinformował od razu tylko zmienił swoje (ich) plany w stosunku do ich związku, oglądał jakieś byłej zdjęcia na balkonie pod osłoną nocy itd. Oszukanym można się poczuć także w związku z tym, że ktoś nie zrealizuje obietnic, które składał, prawda? A to miało tu miejsce.
                                Skoro on miał prawo do wątpliwości co do swoich uczuć, ona miała prawo nie chcieć czekać aż on owe wątpliwości rozwieje.
                                • vilez Re: To znowu ja :) 30.09.14, 13:47
                                  No trudno informowac o czymś, czego się nie ma samemu rozeznanego. To są procesy. Nie wszystko nam się uświadamia w sekundy.
                                  Nie posiadamy drugiego człowieka na własność, mamy prawo zmieniać swe decyzje, mamy prawo czuć watpliwości, które wpływają na nasze decyzje itp. Inaczej wszyscy btylibyśmy ze swoimi pierwszymi partnerami. A tak raczej nie jest.
                                  Oczywiście, ona nie musiała czekać, aż się pan rozezna, ale to też świadczy o jej zaangazowaniu i o tym, ze odebrała to jako uderzenie w siebie (duma). A to chyba nie jest dobry doradca.
                                  • kama265 Re: To znowu ja :) 30.09.14, 13:53
                                    zazdroszczę Ci pewności, z jaką wierzysz w tzw dobre intencje pana. Ja raczej uważam, że Wiewiórka poczuła się wykorzystana w charakterze "plastra" na ranę, w charakterze klina. I dlatego taka reakcja, co potrafię empatycznie zrozumieć.
                                    • pade Re: To znowu ja :) 30.09.14, 13:56
                                      Jak widać po zachowaniu byłego, plastrem nie była. Tylko tak się czuła. A to jednak różnica.
                                      • kama265 Re: To znowu ja :) 30.09.14, 14:04
                                        no dla mnie właśnie widać, że była ...
                                    • vilez Re: To znowu ja :) 30.09.14, 14:33
                                      Kama, ja nie wiem, jakie były intencje pana. Ja wiem tylko tyle, ile tu zostało napisane, mniemam że rzetelnie. W ogóle mówienie o intencjach w stosunku do uczuć jest chyba nie do końca trafione.
                                      Ja mówię, że pan miał coś do powiedzenia Wiewiórce, a Wiewiórka to odepchnęła.
                                      Co do samej sytuacji, to Wiewiórka przecież wiedziała, że pan miał kiedyś dziewczynę z którą był silnie związany. W ogóle zwiazki to ryzyko, że się może nie udać.
                                      Tu się nie ma o co obrażać i zakładać złe intencje.
                                      Moim zdaniem nie była też plastrem.
                                      • kama265 Re: To znowu ja :) 30.09.14, 14:37
                                        nie nie nie. Ja nie mówię o intencjach pana w odniesieniu do jego uczuć, ale do czynów.
                                        "Co do samej sytuacji, to Wiewiórka przecież wiedziała, że pan miał kiedyś dziewczynę z którą był silnie związany. W ogóle zwiazki to ryzyko, że się może nie udać. " - oczywiście, ale wiedziała zdaje się, że to była BYŁA dziewczyna i sprawa jest ZAMKNIĘTA, a nie - że pan do byłej wzdycha po nocach. To chyba jest różnica, prawda?
                                        • vilez Re: To znowu ja :) 30.09.14, 15:24
                                          Człowiek to nie maszyna, nie da rady w sobie wszystkiegogo zadekretować. Mozna uwazac coś za zamnięte,a to wróci. A jak już wróci, to tzreba sie z tym uporać. Nie ma sie co obrażac na fakty właśnie. Widac tu jakiś demon, a może demonik, był, i z intencjami nie ma to wiele wspólnego. Sądził, że jest zamknięte, okazało się, że nie do końca. Tak bywa. Wzdychanie..cóż..nad tym też nie ma panowania. A pan chyba widział problem, skoro nie chciał się wprowadzić.
                                          • kama265 Re: To znowu ja :) 30.09.14, 15:41
                                            ja myślę, że ona się na żadne fakty nie obraziła, ona je przyjęła do wiadomości i oceniła, że jest to dla niej nie do przyjęcia i że nie chce brać udziału w procesie "uporania się" pana z jego uczuciem, które miało być skończone a nie jest.
                                            • vilez Re: To znowu ja :) 30.09.14, 15:50
                                              Jesli tak, to ok.
                                      • kama265 Re: To znowu ja :) 30.09.14, 14:41
                                        Ja mówię, że pan miał coś do powiedzenia Wiewiórce, a Wiewiórka to odepchnęła.

                                        ok, powiedz mi w takim razie, na jakiej podstawie uważasz, że pozwolenie na wygadanie się panu byłoby dobre dla Wiewiórki. Oczekuję czegoś konkretniejszego od ogólnego przekonania, że "lepiej jest wiedzieć niż nie wiedzieć", gdyż ja jestem przekonana, że czasem w istocie lepiej jest nie wiedzieć.
                                        • vilez Re: To znowu ja :) 30.09.14, 15:05
                                          Rpzmowy nie traktuję jako "wygadania się."
                                          1. Wiewiórka mogłaby się dowiedzieć np. jaki jest stan tego "pomieszania" uczuciowego pana. Na czym polegają te "niezamnknięte" sparwy, które pan chciał zamknąć.
                                          2. Mogła sie dowiedzieć o sobie dobrych rzeczy- że np. to pomieszanie uczuciwoe nie ma zwiazku z jej osobą- w sensie: jaka jest itd. uczucia pana przecież mogły być niezależne od tego, jaka osobą jest Wiewiórka.
                                          3. Mogła się dowiedzieć, co (ewentualnei) szwankuje w ich zwiazku, że się jego dawna miłość jakoś "przebiła".
                                          Nie wiem, czego by sie konkretnie dowiedziała (czy 1 czy 2 czy 3 czy jeszcze jakieś 4,5). Ale wydaje mi się, że miałaby większe pole do rozeznania, czy warto walczyć o ten zwiazek, czy nie. Czasem chyba warto zawalczyć :-)
                                          Żeby było jasne, ja nie podważam jej decyzji. Tak se dywaguję bardziej ogólnie.
                                          • kama265 Re: To znowu ja :) 30.09.14, 15:38
                                            mogłaby też dowiedzieć się innych, mniej fajnych rzeczy, ale ja nie o tym.
                                            Wiewiórka podjęła decyzję, że nie chce walczyć o ten związek. W związku z czym jakiekolwiek dywagacje czy warto czy nie warto z naszego punktu widzenia uważam za zbędne.
                                            • vilez Re: To znowu ja :) 30.09.14, 15:43
                                              Ja mówię, że miała wąskie pole do podjęcia takiej decyzji. Z własnej decyzji.
                                              • kama265 Re: To znowu ja :) 30.09.14, 15:54
                                                być może.
                                  • ola_dom Re: To znowu ja :) 30.09.14, 14:29
                                    vilez napisała:

                                    > No trudno informowac o czymś, czego się nie ma samemu rozeznanego. To są procesy. Nie
                                    > wszystko nam się uświadamia w sekundy.
                                    ...
                                    > to też świadczy o jej zaangazowaniu i o tym, ze odebrała to jako uderzenie w siebie (duma).

                                    No ale czy rozmowa z tamtym właśnie panem cokolwiek wyjaśni i rozwiąże?
                                    Z pewnością warto się zastanowić nad takimi a nie innymi reakcjami - ale to prędzej z terapeutą niż z "byłym".
                                    • vilez Re: To znowu ja :) 30.09.14, 15:44
                                      To było do tego, że jej nie mówił wczesniej. Nie mówił, bo sam nei miał tego rozeznanego (uświadomionego?)
                                      • kama265 Re: To znowu ja :) 30.09.14, 15:58
                                        Nie mówił, bo sam nei miał tego rozeznanego (uświadomionego?)
                                        lub miał nadzieję, że się rozejdzie po kościach? ;)
                                      • z_pokladu_idy Re: To znowu ja :) 30.09.14, 17:35
                                        Był na tyle rozeznany, że wycofał się ze wspólnych wakacji i zamieszkania razem. Zresztą problemem nie było jakieś nieokreślone uczucie niedopasowania, a całkiem konkretna osoba byłej i dlatego Wiewiórka miała prawo poczuć się oszukana.
                                        Piszę to z punktu widzenia kogoś, kto sam dał duże pole manewru niezdecydowanemu narzeczonemu - u nas się udało, ale gdyby był ktoś trzeci na horyzoncie, nie miałabym większych sentymentów i zakończyłabym związek.
                        • wiewiorka-wiewiorka Re: To znowu ja :) 01.10.14, 08:10
                          Kama, nie umiałabym lepiej wyrazić sensu tego, co czułam i tego, dlaczego nie chciałam i nie mogłam zrobić inaczej, niż zrobiłam. Dlatego bardzo, bardzo dziękuję Ci za ten wpis :) chyba nauczę się go na pamięć :)
                          • wiewiorka-wiewiorka Chodziło mi o to 01.10.14, 08:13
                            Ponieważ teraz zobaczyłam, że ciężko trafić po drzewku, wkleję fragment:

                            kama265 napisała:
                            uważam, że w każdej sytuacji można podjąć decyzję, że
                            > nie chce się rozmawiać, nie mieć ochoty na roztrząsanie i "rozumienie" powodów
                            > , jakie kierowały osobą, która nas zawiodła i skrzywdziła. Ty przyjmujesz, że W
                            > iewiórka nic nie zrozumiała - ja uważam, że Wiewiórka zrozumiała to, co było do
                            > zrozumienia. Ty uznałaś, że nie skrzywdził jej "spektakularnie" - Wiewiórka po
                            > czuła się skrzywdzona na tyle mocno, że podjęła decyzję o wyjściu z tej relacji
                            > . Twoim zdaniem to był błąd - masz prawo do własnej oceny, ale Wiewiórka zrobił
                            > a to, na co było ją stać w tamtym momencie i podjęła decyzję w zgodzie ze sobą
                            > i swoimi odczuciami. Uważam, że nie nam to kwestionować.
                            > I wreszcie - wbrew temu, co można wyczytać w poradnikach psychologicznych - nie
                            > wszyscy jesteśmy tacy sami i nie wszyscy potrzebują tego mitycznego "przerabia
                            > nia" wszystkiego, aby iść do przodu. Niektórzy z nas wolą zapomnieć, zamknąć. N
                            > ie wszyscy potrzebują dociekać, co było przyczyną wszystkiego.
                          • kama265 Re: To znowu ja :) 01.10.14, 09:58
                            Wiewiórko, nie ma sprawy. żyję już trochę, sporo przeżyłam, także podobną sytuację jak Ty - i podobnie zareagowałam ;)
                            przekonałam się też wielokrotnie na własnej skórze, że to, co dobre dla jednego, może kompletnie zawieźć u innej osoby - i niestety o tym zdają się kompletnie nie pamiętać różnoracy terapeuci i psychologowie ... człowiek jest konstrukcją mega skomplikowaną, zmienną w czasie i podlegającą różnym zewnętrznym wpływom. Krótko mówiąc, jestem zdania, że każdy z nas robi najlepiej jak potrafi w większości przypadków, działa tak, jak go na to stać w danej chwili. Życzę Ci siły i wiele szczęścia :)
                • annb Re: To znowu ja :) 29.09.14, 14:24
                  hmmm No jakos nie pozbierala na nowo skoro ciągle wzdycha
                  Aha, i nie na wszystkie pytania nalezy odpowiadac.Zycie to nie szkola
                  • algavre.live Re: To znowu ja :) 29.09.14, 14:48
                    Co mieli sobie powiedzieć, to już powiedzieli. Mielić, analizować i przetwarzać informacje w kółko nie ma sensu, lepiej patrzeć w przyszłość. Autorka to rozsądna dziewczyna i z tego co pisze, decyzje podejmuje z głową. Dobrze, że się z exem spotkała, tzn. że jest już silniejsza, mogła spojrzeć na byłego i na swoją relację z pozycji obserwatora, tu też pewnie wyciągnęła wnioski. Przy okazji powiedzieć, że spotyka się z kimś. A czemu nie? Jak najbardziej:) Niech wie, co stracił:)
                    • wiewiorka-wiewiorka Re: To znowu ja :) 29.09.14, 18:57
                      algavre.live napisała:
                      > Co mieli sobie powiedzieć, to już powiedzieli. Mielić, analizować i przetwarzać
                      > informacje w kółko nie ma sensu, lepiej patrzeć w przyszłość.

                      Właśnie, dokładnie to czuję.
                  • wiewiorka-wiewiorka Re: To znowu ja :) 29.09.14, 18:55
                    annb napisała:

                    > hmmm No jakos nie pozbierala na nowo skoro ciągle wzdycha
                    Już dawno nie jestem na etapie ciągłego wzdychania, ale oczywiście możesz mi nie wierzyć :)
              • wiewiorka-wiewiorka Re: To znowu ja :) 29.09.14, 18:54
                annb napisała:
                > I ta wzmianka o kims nowym
                > Po co?

                Annb - może wyjaśnię (choć wydawało mi się, że dałam to już jasno do zrozumienia): wzmianka o kimś nowym wyszła sama z siebie.
                No cóż, widocznie jestem już na tym etapie, że nie mam potrzeby wyszukiwać okazji do przemycenia takich wieści, ani też nie potrzebuję się zastanawiać „czy aby sobie nie pomyśli, że się chwalę” :)
                A konkretnie było tak, że eks spytał w pewnym momencie, czy nie miałabym nic przeciwko, gdyby zaprosił mnie gdzieś w przyszłym tygodniu. Odpowiedziałam więc, że nie chcę, bo się z kimś spotykam. Nie dało mi to też szczególnej satysfakcji. OK, mogę sobie myśleć, że czemu miałaby nie wiedzieć, ale to chyba nie jest satysfakcja, o której tu piszecie (i której zresztą wcale nie potępiam u kogoś) - ja po prostu nie nadaję się do żadnych gierek, obmyślania strategii itp.
                A satysfakcji nie mam, bo nie mam, i już. Może musiałabym być w kimś zakochana, żeby ją mieć... Albo chociaż wygrać w lotto większą kwotę :)
                • szalonalasica Re: To znowu ja :) 30.09.14, 10:56
                  a szansa jest ze sie zakochasz w obecnym?
                  • wiewiorka-wiewiorka Re: To znowu ja :) 01.10.14, 08:34
                    Szansa na to zawsze jest, bo uczuciami raczej nie da się sterować - chociaż "przyjaźń" to na razie chyba najlepsze określenie :)
                    Ale podobno tacy "przyjaciele" czasem mogą stać się super partnerami życiowymi (super w sensie, że sprawdzeni i można na nich polegać).
    • wiewiorka-wiewiorka Re: To znowu ja :) 01.10.14, 08:30
      vilez napisała:
      Facet znalazł się w swoim czasie na zakręcie uczuciowym, a Wiewiórka
      > potraktowała to jako uderzenie w siebie (duma, zakwestionowanie swojej osoby).
      > Moim zdaniem to był błąd i to właśnie nie zostało przerobione.

      Vilez, moja duma i fakt zakwestionowania mnie (jako jedynej / najważniejszej dla partnera) to nie są najważniejsze rzeczy, które wpłynęły na mnie. Zwróć uwagę, proszę, że facet zaproponował mi przerwę w związku, czyli - nazwijmy to po imieniu - zerwał ze mną.
      Ponieważ nie musisz oczywiście pamiętać czy znać szczegółów, dodam tu, że potem owszem, nie miałam ochoty na „rozmowę wyjaśniającą”, ale ona w końcu miała miejsce, bo były przyszedł do mnie do pracy. Specjalnie odszukałam ten wpis, więc wklejam
      forum.gazeta.pl/forum/w,898,151015817,151504752,Re_Cos_nad_czym_nawet_boje_sie_zastanawiac.html
      Tak więc jeśli chodzi o ścisłość, to wyjaśnienia właściwie miały miejsce. I co tu jeszcze więcej można „wyjaśniać”?
      Co do przerabiania (choć nie napiszę tego już ładniej ani mądrzej, niż zrobiła to Kama) - po pierwsze nie każdy tego potrzebuje, po drugie jeśli nawet, to może zwyczajnie potrzebuje na to czasu. Ja mam wrażenie, że najlepiej robi mi właśnie upływ czasu i samo się wszystko uspokaja.
      Nie potrzebowałam ani nie potrzebuję również roztrząsania faktu, jakie dokładnie cechy i odczucia sprawiły, że nie chciałam gadać z facetem, który mnie zostawił (mimo że za chwilę chciał wrócić). Nie mam też potrzeby dociekać, jak wygląda taki proces reakcji od strony psychologicznej i dlaczego można rzucić kogoś i za chwilę zmienić zdanie, i nie mam ani nie miałam ochoty wgłębiać się w jego rozterki uczuciowe. Uznałam, że czyny mówią więcej, niż gadanie.

      To jest moja opinia, Vilez. I nie uważam, jak napisała to Pade, że „nie pasujecie” do tego wątku. Nawet by mi to do głowy nie przyszło! Każdy wyraża swoje zdanie, dyskutuje z niektórymi, nie ma przecież chyba obowiązku, by dojść do tych samych opinii. Mnie na przykład odmienność Waszych zdań w niczym nie przeszkadza (a właściwie nawet mnie czegoś uczy).
      • algavre.live Re: To znowu ja :) 01.10.14, 10:02
        <Co do przerabiania - po pierwsze nie każdy tego potrzebuje>

        <najlepiej robi mi właś
        > nie upływ czasu i samo się wszystko uspokaja>
        Nie potrzebowałam ani nie potrzebuję również roztrząsania faktu, jakie dokładni
        > e cechy i odczucia sprawiły, że nie chciałam gadać z facetem, który mnie zostaw
        > ił (mimo że za chwilę chciał wrócić). Nie mam też potrzeby dociekać, jak wygląd
        > a taki proces reakcji od strony psychologicznej i dlaczego można rzucić kogoś i
        > za chwilę zmienić zdanie, i nie mam ani nie miałam ochoty wgłębiać się w jego
        > rozterki uczuciowe. Uznałam, że czyny mówią więcej, niż gadanie.


        Podpisuję się pod tymi wszystkimi słowami. Autorka nie potrzebuje analizowania i rozkminiania, bo sobie już wszystko w głowie poukładała. W przeciwnym razie drążyłaby temat, w celu znalezienia odpowiedzi. Temat zamknięty, otwiera się nowy :) i trzymam kciuki, żeby okazał się satysfakcjonujący:)





        • pade Re: To znowu ja :) 01.10.14, 10:45
          Ja mam tylko jedno pytanie: W jakim celu został założony ten wątek?
          Bo podziękowania za wsparcie były już w poprzednim, wielokrotne:)
          • szalonalasica Re: To znowu ja :) 01.10.14, 13:27
            z sympatii do forumowiczow ?
          • kama265 Re: To znowu ja :) 01.10.14, 14:01
            a to można zakładać wątki tylko w celu? a jeśli tak, to jakie cele są dozwolone? ;)
            • pade Re: To znowu ja :) 01.10.14, 18:50
              No zazwyczaj jakiś cel jest:) Albo chęć wyżalenia się, albo uzyskania rady, opinii, albo pochwalenia się, lub wyżycia (na kimś niestety), itd.:) No ale rozumiem, że wątek jest czysto informacyjny. To ok.
          • ola_dom Re: To znowu ja :) 01.10.14, 14:14
            Nie wiem, jaki cel przyświecał autorce, ale dla mnie fajnie jest się dowiedzieć, że ktoś był w sytuacji, o której nawet bał się pomyśleć, a po kilku miesiącach pisze, że ma się nieźle i jak to u niego teraz wygląda.
            To zwyczajnie budujące.
          • wiewiorka-wiewiorka Re: To znowu ja :) 01.10.14, 19:27
            pade napisała:
            > Ja mam tylko jedno pytanie: W jakim celu został założony ten wątek?
            > Bo podziękowania za wsparcie były już w poprzednim, wielokrotne:)
            >
            W tamtym wątku wypowiadało się dużo osób, "trwał" też przez jakiś czas - zwyczajnie pomyślałam, że może warto byłoby napisać, co u mnie słychać, to wszystko. Dla mnie to naturalne, ale nie musi być dla każdego, ok.
      • vilez Re: To znowu ja :) 01.10.14, 18:38
        Czytałam, zanim zabrałam tu głos.
        Podtrzymuję: nie rozwiązaliście tamtego kryzysu, to było eskapiczne cięcie. Tak wybrałaś. Moim zdaniem to był błąd, ale to oczywiście Twoje życie.
        Nie jest moją intencją Cię urazić.
Pełna wersja