tort_morelowy
30.09.14, 15:06
To moj pierwszy post na forum choc podczytuje od bardzo dawna. Pisze aby sie wygadac, uporzadkowac mysli i poznac opinie innych. Caly post wyszedl dosc dlugi, poniewaz chcialam jak najpelniej przedstawic obraz sytuacji.
Poznalismy sie z mezem na poczatku studiow i od tamtej pory jestesmy razem. Zawsze cenilismy sobie niezaleznosc, mielismy podobne priorytety w zyciu, duzo podrozujemy, wazny byl tez dla nas rozwoj zawodowy, doksztalcanie sie. Generalnie jestesmy szczesliwa, wspierajaca sie i zgodna para. Obecnie oboje jestemy troche po trzydziestce.
Maz pracuje w sektorze publicznym, ma stala prace, jak na swoje stanowisko i branze ma niezle zarobki. Ja pracuje w IT, moje zarobki sa przecietne (jak na te branze), mimo to i tak sporo wyzsze od zarobkow meza. Ta roznica w dochodach nie jest i nigdy nie byla dla nas problemem, wynika przede wszystkim ze specyfiki branzy w ktorej pracujemy (sektor prywatny vs panstwowy). Oboje wlozylismy podobny wysilek w zdobycie wyksztalcenia i rozwoj zawodowy.
A teraz do rzeczy. Obecnie spodziewamy sie dziecka, a w moim mezu zaszla pewna zmiana, z ktora tak do konca nie moge sie pogodzic. Od kiedy dowiedzial sie ze jestem w ciazy to oszalal na punkcie dziecka – co oczywiscie jest bardzo pozytywne, natomiast dziecko zaczelo mu przyslaniac nasze cale dotychczasowe zycie. Przestal miec jakiekolwiek plany i cele zawodowe, chec podniesienie kwalifikacji, podniesienia zarobkow, moze przebranzowienia sie. Zebym zostala dobrze zrozumiana – ja sobie zdaje sprawe ze dziecko duzo zmienia, ze kiedy sie pojawi nasze zycie bedzie sie krecilo wokol niego ale nie WYLACZNIE wokol niego! Uwazam, ze przy zaangazowaniu obojga w opieke i wychowywanie rodzice nie musza rezygnowac z planow zawodowych. Odnosze wrazenie, ze dla mojego meza to co do tej pory osiagnal to juz szczyt mozliwosci, teraz zaczyna sie etap pt “dziecko”, a w dotychczasowej pracy najlepiej juz dociagnac do emerytury. Probowalam z nim rozmawiac, ale na moje pytania o jego plany i cele zawodowe zbywa mnie tekstami, ze sie jeszcze nie zastanawial. To mnie bardzo meczy, jestesmy przeciez jeszcze mlodzi, ja jestem z tych co ciagle cos probuja osiagnac, ulepszyc, to mnie uszczesliwia. Moj maz tez taki byl do tej pory. Wielkie plany i marzenia powoduja ze mam sile i chec do pracy/zycia.
Na horyzoncie pojawila sie (u mnie) mozliwosc wyjazdu na roczny kontakt za granice, zaraz po moim urlopie macierzynskim. Moj maz zaproponowal ze jesli chce sie na niego zdecydowac to on wezmie bezplatny urlop, a jak trzeba to sie zwolni z pracy aby byc tam na miejscu razem ze mna i opiekowac sie dzieckiem. Ta jego gotowosc do rzucenia pracy jakos totalnie mnie zdemotywowala. Zdaje sobie sprawe, ze moze moj problem brzmi smiesznie, poniewaz czesciej sytuacja jest odwrotna - kobiety narzekaja na zbyl malo zaangazowanych partnerow. Z tym ze ja juz chyba wolalabym miec takiego karierowicza, ale ktory mnie ciagnie w gore. Ta jego zmiana spowodowala ze odebral mi troche radosc z nadchodzacego macierzynstwa i naszego wspolnego zycia jako wieksza rodzina. Zmniejszyla sie tez troche jego atrakcyjnosc w moich oczach.
Zastanawiam sie jak na niego wplynac? Probowalam z nim rozmawiac ale on uwaza ze probuje mu cos narzucac. Czuje sie zreszta jak taka “gderajaca” zona, albo raczej prowadzacy rozmowe kwalifikacyjna, pytajac w kolko jakie ma plany, co chcialby robic za kilka lat. Jakies sugestie?