Zupelnie zdruzgotana...rozwod

01.10.14, 13:28
Z gory przepraszam za dlugi post i brak polskich liter. Kocham mojego meza najbardziej na swiecie, a on wstydzi sie ze jestem jego zona I chce rozwodu jak naszybciej sie da. Maz mowi, ze nie zywi do mnie juz zadnych uczuc i ze nie czuje zupelnie nic. Mamy dwojke dzieci w wieku 11 i 12 lat. Jestesmy malzenstwem juz 16 lat, przezylismy zarowno wiele dobrego jak i zlego. Jednak przezwyciezalismy problemy i trudnosci, bo nasza milosc byla silna, czasem jego nawet bardziej. Zeby nie jego zaciecie i milosc do mnie juz dawno bylibysmy po rozwodzie. Byly czasy, ze bylismy razem ze wzgledu na dzieci i to dla nich walczylismy o nasz zwiazek. Po pokonaniu tylu barier wreszcie dotralismy sie. Zbudowalismy bardzo silna wiez i wtedy nasza milosc byla silniejsza niz kiedykolwiek i to nie bylo juz malzenstwo ze wzgledu na dzieci ale z milosci. Jednak zawiodlam go bardzo, zniszczylam zaufanie i wiez ktora nas laczyla. Przez glupote, bezmyslnosc zranilam go i potraktowalam jak smiecia. Nieswiadomie, ale stalo sie. Nie da sie cofnac tego co zrobilam. Nie, nie zdradzilam go, jednak on uwaza ze zrobilam cos o wiele gorszego niz zdrada. Kto nie zna mojego meza nigdy nie zrozumie dlaczego to jest powod do rozwodu. Dla mnie jest to po prostu niemozliwe. Tak przekreslic wszystko po 16 latach wspolnego zycia. On inaczej nie moze. Juz od dwoch tygodni twierdzi, ze nic do mnie nie czuje i nie wybaczy mi tego nigdy. Ze cos w nim peklo i juz nigdy nie wroci. Jestem zdruzgotana. Wlasnie oboje zaczelismy studia medyczne. Nie potrafie sobie wyobrazic funkcjonowania bez niego, z mysla, ze zniszczylam cos najbardziej cennego w moim zyciu i ze nie ma szans powrotu. Boje sie ze sie stocze, ze zawale studia, ze zostane na lodzie, ze zabierze mi dzieci, ja zostane z niczym. Nie wiem co mam robic a porady typu porozmawiaj z nim, wyngrodz mu to jakos, daj mu czas .... nie dzialaja. Bo juz tego probowalam i wiem ze czas tu nic nie zmieni. Ja po prostu sie nigdy nie pozbieram po rozwodzie. Nie potrafie, nie mam sily. Nie widze sesnu zycia. Prosze o jakas pomoc. Tylko nadzieja, ze on mi wybaczy i ze kiedys bedziemy jeszcze razem trzyma mnie przy zyciu, gdyby nie ta nadzieja, to nie wyobrazam sobie zycia, nie potrafie tego zakceptowac, to jakis zly sen, najgorszy z mozliwych, nie do zniesienia.... Dodam jeszcze ze mieszkamy w Anglii i nie mam nikogo kto moglby mi pomoc, porozmawiac ze mna o tym, wesprzec jakosc. Nnie chce o tym rozmawiac z moja rodzina w Polsce, bo nie czuje ze to cos da a wrecz odwrotnie.
    • pogodoodporna Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 13:38
      To moze teraz, dla odmiany, napisz trollu, kiedy ci sie znudzi pisanie tych debilnych historyjek.
    • amb25 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 13:42
      Z tego co piszesz to "sprawa" jest chyba swieza. Rozowdu nie dostaje sie od reki, jakis czas musi minac. Tzeba zlozyc wniosek itp.
      Uwazam, ze powinnas uszanowac jego decyzje i dac mu czas do zastanowienia sie. Nie wiem ile u Was czeka sie na rozwod, ale za dwa-trzy meisiace sprawy moga juz wygladac inaczej.
      Teraz jest obrazony, wiec inaczej postrzega rzeczywistosc.
      A jak to sie skonczy nie wiadomo, problemy mieliscie juz wczesniej, moze zostaniecie malzenstwem, moze nie. Ale jakkolwiek by nie bylo zycie nie koczy sie na mezu. Tym bardziej za granica :)
      • martha782 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 15:40
        Amb25. Tak, to dosyc swieza sprawa. O rozwod w Angli jest latwo jesli obie strony sie zgadzaja, i potwierdza, ze nastapil calkowity rozklad pozycia malzenskiego i taki stan trwa 2 lata. Musialabym podpisac pozew rozwodowy, to wszystko. Jesli nie podpisze, on zazada rozwodu z mojej winy i zacznie sie wyciaganie brudow z przeszlosci, a tego nie chce, nie mam na to sily i chce by dzieci jak najmniej ucierpialy. Bede musiala uszanowac jego wole. Wiem, ze zycie sie nie konczy na jednym facecie ale wiem, ze nikogo juz nie znajde takiego jak on i z nikim juz nie wybuduje tak silnej wiezi jak z nim. To niemozliwe, nie ma takich ludzi jak on...
        • aqua48 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 15:45
          martha782 napisała:

          > Jesli nie podpisze, on zazada rozwodu z mojej winy i zacznie sie wyciaganie brud
          > ow z przeszlosci, a tego nie chce, nie mam na to sily i chce by dzieci jak najm
          > niej ucierpialy.

          A on? Jemu na dzieciach nie zależy tak jak Tobie? Nie chciałby aby jak najmniej ucierpiały?

          > wiem, ze nikogo juz nie znajde takiego jak on i z nikim
          > juz nie wybuduje tak silnej wiezi jak z nim.

          A może to lepiej? Ta tak bardzo silna więź jak widać nie wyszła wam na dobre i nie okazała się wystarczająca aby mąż Ci przebaczył coś co jak piszesz zrobiłaś nieumyślnie..
          • martha782 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 16:06
            Niestety nie. Wedlug niego przegielam i powiedzial, ze nie ma nic co moglabym zrobic lub powiedziec, co mogloby zmienic jego myslenie i decyzje.
        • 3-mamuska Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 21:58
          Czyli musi byc separacja 2 lata. Czyli tak rozwodu łatwo nue dostanie.

          I nawet jesli sie nie zgodzisz, to wcale nie musi byc prania brudów.
          Bedzie musiał odczekać 2 lata i tyle.
          Siostra tak brała rozwód bez zgodzi faceta.
          Złożyła formalna separacje i odczekała 2 lata i dostała , bez prania brudów i spraw sadowych.
    • martha782 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 13:42
      Po prostu brak mi slow, napisalam tu bo szukam wsparcia.... Nie jestem zadnym trollem!
      • verdana Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 13:46
        Jeśli nie jesteś trollem, to wsparcia i tak nie możemy Ci udzielić, nie wiedząc o co chodzi. Bo nie można niczego doradzić nie wiedząc, czy mąż obraził sie o jakieś głupstwo, na którego punkcie jest uczulony, czy na przykład o totalną nielojalność, czy o coś, co zrobiłaś, aby mu poważnie zaszkodzić.
        • mozambique Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 14:07
          ojciec i matka zaczynają studiowac medycynę jednoczesnie mając tuz pod 40-tkę ?

          tjaaaaaa,
          nie karmic trolla
          • martha782 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 14:58
            A jednak sa osoby ktore ida na studia tuz przed 40 stka. Mozambuque,i nie chodzi tu o kierunek medycyna tylko studia w kierunku medycznym,przepraszam jesli zmylilam kogos piszac studia medyczne. Ja naprawde nie jestem trollem, ale jesli juz tak stwierdzilas, to prosze mysl sobie co chcesz, naprawde mi nie zalezy na opinii kogos kto jest z gory uprzedzony do ludzi i tylko szuka haka, bo sie nudzi oceniajac kogos bez zadnych na to dowodow.
        • martha782 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 14:47
          Verdana, nie chcialabym publicznie pisac o tym, co bylo powodem jego decyzji, czy moglabym wyslac Ci maila? Nie zrobilam nic zeby mu powaznie zaszkodzic, a to co zrobilam nie wiem czy mozna nazwac nielojalnoscia. Po prostu go zawiodlam, zostawilam w sytuacji, w ktorej nie powinnam.
    • aqua48 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 14:59
      Jeśli go tak mocno zawiodłaś, musisz dać mu czas na to żeby ochłonął i przewartościował Wasz związek. Na razie działa i mówi pod wpływem silnych emocji. z tego co napisałaś trudno wysnuć wniosek, czy rzeczywiście jesteś winna nielojalności czy to tylko Twój maż tak odbiera. Nie wiem też dlaczego miałby Ci odebrać dzieci?
      • martha782 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 15:04
        Aqua 48, on juz dawno ochlonal i jego zachowanie nie wynika z zadnych emocji. Mowi to co zupelnie spokojnie, bez zlosci ani gniewu i caly czas powtarza, ze nie jest na mnie zly. Nie traktuje mnie jak wroga, ma do mnie obojetny stosunek. Zeby byl dla mnie wredny i robil cos na przekor to oznaczaloby to zlosc i bylaby jeszcze nadzieja ale w nim cos sie po prostu wypalilo, powiedzial, ze zabilam jego uczucia.
        • verdana Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 15:10
          Jakby ochłonął, to by się nie chciał rozwodzić.
          Możesz napisać na priv.
          • ada1214 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 15:16
            Jesli ochlonal, a mimo to chce sie rozwodzic, to znaczy ze albo szuka pretekstu, albo faktycznie rzecz jest takiego kalibru, ze nie do wybaczenia. Coz to jest, jesli nie zdrada? Okradlas jego rodzicow? Podalas mu trucizne? Odkryl, ze przez lata nasmiewalas sie przy rodzinie z jego penisa?
        • aqua48 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 15:41
          martha782 napisała:

          > Aqua 48, on juz dawno ochlonal i jego zachowanie nie wynika z zadnych emocji.

          A z czego? Nie przestaje się kogoś kochać ot tak z dnia na dzień. Coś głębszego chyba u Was się dzieje od dłuższego czasu, a Twój błąd był jedynie katalizatorem. Do miłości nikogo nie zmusisz, ani nie przekonasz.

    • molly_wither Niech mi ktos wyjasni 01.10.14, 17:36
      Mozna zacząc studia, i to medyczne, po 30tce (bo na tyle minimalnie oceniam autorke i jej meza). Moim zdaniem to niemozliwe.
      • miacasa Re: Niech mi ktos wyjasni 01.10.14, 17:51
        Tam, można, właśnie skończyłam dzienne medyczne (mam 40 lat). Studia medyczne to wszelkie pielęgniarki, ratownicy, zdrowie publiczne..

        co do męża wątkodajki to on zwyczajnie nią manipuluje, widzi jak ona się wije i wykorzystuje tu swoją przewagę by się napawać tym widokiem. Autorka też jakoś chorobliwie uwiązana do tego męża.
        • annajustyna Re: Niech mi ktos wyjasni 05.10.14, 13:48
          To sa akurat studia okolomedyczne...
          • miacasa Re: Niech mi ktos wyjasni 05.10.14, 19:53
            o, to nie zauważyłam w ustawie o moim zawodzie, że jest okołomedyczny :)
      • amb25 Re: Niech mi ktos wyjasni 02.10.14, 10:12
        ja zaczelam (tez za granica bedac dosc grubo po 40) i studiuje (to jest moj drugi kierunek) dlatego mnie to nie dziwi, ze autorka tez zaczela. Nawet na moim kierunku, ktory do latwych nie nalezy, sa inne osoby w okolicy 40. Za granica to jest normalne. Jesli chcesz to studiujesz, bez wzgledu na wiek.
    • martha782 Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 18:32
      i prosze powiedzcie mi, czy jestem zlym czlowiekiem? Maz mial zawsze duze potrzeby seksualne i czesto robilam to dla niego. Ogolnie ukladalo nam sie bardzo dobrze w lozku, szczegolnie ostatnio. Ostatnio, moze ok 1.5 tygodnia nie bylo seksu, zmeczenie itd, wczesnie zasypialam. W sobote rano on powiedzial, ze jest juz tak zdesperowany, ze nie moze dluzej wytrzymac i ze dzis umawiamy sie na dlugi romantyczny wieczor... To znaczy on to konkretnie zaplanowal, ja sie zgodzilam, to znaczy nie zaprzeczylam. No i w sumie obiecalam mu to. Zadzwonila do mnie kolezanka i powiedziala, ze ma bilety na koncert i czy bym z nia nie poszla. Pomyslalam, ze to okazja i ze zawsze chcialam isc na koncert. Powiedzialam to mezowi i or razu zobaczylam jego niezadowolenie. Powiedzial, a co z naszym wieczrorem? Ja nie znajac realiow powiedzialam, ze powinnam wrocic wczesnie bo to nie bedzie dlugo trwalo. Poprosilam, zeby zawiozl mnie na stacje metra. Zrobil to z niezadowoleniem, ale uznalam, skoro mnie zawozi, znaczy, ze jest ok z tym. Niestety nie wrocilam na czas, a w dodatku wypilam troche. Natepnego dnia napisal mi list, ze potraktowalam go jak smiecia i ze absolutnie nie licze sie z jego potrzebami i mam go gdzies. Ja to widzialam inaczej. Uwazalam, ze moge mu to wynagrodzic, byla jeszcze niedziela, inne dni, przepraszalam go. Mielismy cale zycie dla siebie a ten koncert zdarzyl sie niespodziewanie i za darmo. On uwaza ze po tylu latach malzenstwa powinnam znac go na tyle i wiedziec, ze bez seksu on nie jest w stanie normalnie funkcjonowac, myslec... Kazda minute czekal na ten wieczor, a ja go zawiodlam....
      • kachaa17 Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 18:39
        Przepraszam Cię za to co napiszą ale to nie może być prawda. Ty piszesz o wielkiej miłości i bliskości między wami, piszesz, że takich jak on nie ma, że z nikim innym nie będziesz tak szczęśliwa jak z nim a on chce rozwodu bo raz się z nim nie przespałaś wtedy kiedy się umówiliście? To jak wyglądało wasze życie na co dzień? Nigdy wasze plany nie uległy zmianie? Nie dziwię się podejrzeniom innych forumowiczek o to, ze jesteś trolem
      • kachaa17 Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 18:41
        natomiast jeśli jednak twój problem jest prawdziwy to uważam, ze masz duży problem z mężem ale o co innego chodzi. Jesteś albo od niego uzależniona albo strasznie zmanipulowana i on chyba wyprał ci mózg skoro potrafisz uwierzyć, że taka sprawa spowodowała, że zabiłaś w nim uczucia, miłość.
        • altz Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 20:02
          kachaa17 napisała:
          > natomiast jeśli jednak twój problem jest prawdziwy to uważam, ze masz duży prob
          > lem z mężem ale o co innego chodzi. Jesteś albo od niego uzależniona albo stras
          > znie zmanipulowana i on chyba wyprał ci mózg skoro potrafisz uwierzyć, że taka
          > sprawa spowodowała, że zabiłaś w nim uczucia, miłość.

          Umówiła się mężem na spotkanie, mniejsza o seks. Wolała pójść z koleżanką, o czym nagle poinformowała. Gdyby mąż się umówił z żoną, a poszedł nagle z kolegami na piwo, bo przecież "35 urodziny Karola są raz w życiu", panie pewno inaczej by pisały. :-D
          • verdana Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 20:12
            Nie sądzę jednak, aby uznały, ze to powód do rozwodu. Do awantury czy focha - tak. Ale jeśli to jest wystarczające, aby wystąpić o rozwód, to nie byłoby żadnych małżeństw ze stażem powyżej roku.
          • kachaa17 Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 20:42
            dobra, to jest powód do obrażenia się, zagniewania, poczucia bycia skrzywdzonym itp. a nie zabicia uczuć a tym bardziej rozwodu .Tym bardziej, że autorka pisze, że ich życie seksualne było udane pomijając 1,5 tygodnia postu. W świetle mocnej miłości ( o której pisze autorka) co znaczy jednorazowa zmiana planów. Tym bardziej, że autorka poczuwa się do winy.
          • good_idea Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 02.10.14, 09:23
            Można się obrazić o coś takiego,można się pokłócić,ale rozwodzić?
      • danaide Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 18:56
        To ja się chyba pierwszy raz podpiszę pod tymi, którzy widzą tu trollowanie. Mega naiwny sposób patrzenia na świat - wielka miłość vs. wielkie potrzeby seksualne. Czytaj: szesnastolatka spotyka szesnastolatka. I siadają do swoich smartfonów;)
        • danaide Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 18:59
          BTW, jak mąż ma duże potrzeby seksualne, to nie umawia się na długi romantyczny wieczór tylko na szybkie bzykanko. Między obieraniem ziemniaków a skrobaniem marchewki.
          No sorry, nie mogę się powstrzymać.
          • verdana Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 19:43
            Kompletnie nieprawdopodobne. Albo facet od dawna ma dość i wykorzystał to jako pretekst, albo to była kolejna odmowa, po roku błagań o seks.
            • martha782 Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 20:15
              To nie byl ani pretekst, ani odmowa po roku blagan o seks a po tygodniu "blagan". To po prostu go tak zranilo.Wiem, jak to smiesznie brzmi, niestety dla niego to nieprawdopodobne jak moglam w takiej sytuacji go zostawic i isc z kolezanka na koncert. Nie wymagam od nikogo zrozumienia, bo zajelo mi zajelo 16 lat zrozumienie kogos tak wrazliwego jak on. Teraz sie zastanawiam, moze jego milosc byla chorobliwa? Tak w normalnych malzenstwach sie nie dzieje. Przyznam, ze ulzylo mi, jak poczytalam wasze komentarze nawet te sarkastyczne z podejrzeniami, ze jednak jestem trolem. Jeszcze raz chce powotrzyc. Nie jestem zadnym trolem! To, ze moja historia jest nietypowa, nie znaczy ze klamie. Maz jest nietypowym czlowiekiem, dlatego pisze ze nie ma takich ludzi, ale dlatego tez sam jest lojalny i nigdy nie zawiodl mnie kiedy ja go potrzebowalam. Pewnie widzicie tu duzo przesady bo wiekszosc facetow przeszla by na tym do porzadku dziennego, albo zapewne poszlaby na lewo ktoregos dnia i nie powiedzialaby malzonce. No coz moze czasem nieszczerosc jest lepsza, bo czego oczy nie widza tego sercu nie zal i wtedy nikt nie robi wyrzutow i dalej zgrywa sie malzenska sielanke.
              • kol.3 Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 20:29
                Wiesz co ja bym mu ten rozwód dała. I to piorunem. On Cię traktuje czysto instrumentalnie.
              • kachaa17 Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 20:48
                Wiesz co, ja też jestem bardzo wrażliwą osobą. A jednak dużo w moim małżeństwie znosiłam i choć dość często w gniewie myślałam o odejściu to jednak śmiem twierdzić, że nigdy taka jednorazowa akcja nie byłaby powodem rozwodu. A gdyby jeszcze mój mąż poczuwał się do winy i mnie szczerze przepraszał to gniew by mi przeszedł i bym mu wybaczyła. U mnie zazwyczaj mąż mi pokazywał, że przesadzam.
              • 71tosia Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 20:49
                rany co ty wypisujesz to on jest nie tyle wrazliwy co przewrazliwiony. Rozwod bo zona troche zabalowala z kolezanka? Z tego powodu chce zniszczc rodzine, czy ten egoista pomyslam o dzieciach? Az takie ma potrzeby ze warto dla nich ukarac nie tylko ciebie ale i dzieci rozwodem? Facet az tak jest skoncetrowany na sobie?
                • sorvina Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 21:03
                  Są dzieci? To jakim cudem nie rozstali się wcześniej, skoro nawet 1,5 tyg pan nie wytrzyma bez seksu? Chyba, że autorka zawsze ustępowała, czy tego sama chciała czy nie, a teraz śmiała wybrać swoją rozrywkę i ego męża tego znieść nie może...

                  Ja wiem, że wszędzie widzę narcyzów, ale co począć jak widzę pana zapatrzonego w siebie, przedmiotowo traktującego innych, pozbawionego empatii i karzącego za nieskakanie wg jego reguł odrzuceniem, nieuczciwego i stosującego groźby - przecież oczekiwanie, że autorka poświadczy nieprawdę mówiąc o tym, że od 2 lat ich małżeństwo jest martwe, inaczej on wystąpi o rozwód z jej winy piorąc brudy - to groźba, mającego gdzieś dzieci a żona jest święcie przekonana, że złapała Pana Boga za nogi, bo to 8 cud świata, niezwykła więź, tylko biedaczka nikt nie rozumie bo taki wrażliwy....

                  Przy takim wytresowaniu w przyjmowaniu JEGO narracji warto zweryfikować, czy jest co prać czy to tylko niepotrzebne poczucie winy i postarać się o wsparcie prawne.

                  I najlepiej na terapię by zacząć myśleć samodzielnie.
              • good_idea Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 02.10.14, 09:29
                Uważasz,że małżeństwo,które nie rozwodzi się z powodu nieudanego wieczoru,jest nieszczere i udaje sielankę? Wasza wersja związku przypomina mi wątki z "Mody na sukces",dziwaczne,zagmatwane,nierealne.
                • sorvina Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 02.10.14, 09:54
                  good_idea napisał(a):

                  > Uważasz,że małżeństwo,które nie rozwodzi się z powodu nieudanego wieczoru,jest
                  > nieszczere i udaje sielankę? Wasza wersja związku przypomina mi wątki z "Mody n
                  > a sukces",dziwaczne,zagmatwane,nierealne.

                  Pewnie przy "naprawdę wielkiej miłości" normalne jest, że mąż po jednorazowej przykrości stwierdza, że coś w nim pękło i miłość się skończyła, wstydzi się że ma taką żonę i chce jak najszybciej rozwodu. To dowód jego głębi uczuć oraz niezwykłej wrażliwości i zwykli śmiertelnicy tego nie zrozumieją! ;)

                  A może autorka nauczyła się nazywać miłością i dobrym traktowaniem zachowania męża, które z miłością nie mają nic wspólnego? Może przyzwyczajona jest do przemocowych, histerycznych , wręcz teatralnych zachowań, nauczyła się nazywać przemoc uzasadnioną szczerością i uczciwością, brać na siebie winę za emocje i interpretacje faktów przez męża. Łatwo pomylić wielkie jazdy z wielką miłością, jeśli ktoś od dzieciństwa miał takie wzorce, przyzwyczajenie do huśtawki emocjonalnej i głód uczuć, a to jednak nie to samo.

                  Jak człowiek za dużo czasu spędza z zaburzoną i przemocową osobą, od której jest uzależniony emocjonalnie, to zapomina co jest normalne... Na całe szczęście nie do końca, bo jednak autorce się kołacze po głowie, że może jednak nic takiego strasznego nie zrobiła i reakcja męża jest przesadzona - warto trzymać się tych resztek rozsądku i ich posłuchać.

                  Autorka może też być w szoku jak wiele kobiet, które po raz pierwszy zobaczyły bezwzględną i pozbawioną empatii twarz partnera. Jeszcze wypiera, jeszcze się oszukuje i wierzy, że to jej wina i jak się postara to on przestanie ją tak traktować. Lęki, że sobie nie poradzi, mogą być nienazwanymi i zinternalizowanymi lękami przed przemocą i zemstą ze strony męża. Warto w takim stanie zwrócić się o pomoc do specjalistów.
                  • sorvina Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 02.10.14, 10:05
                    Chodzi mi o to, że emocjonalnie łatwiej jest wierzyć - boję się, że sobie bez niego nie poradzę, bo to można wygodniej wytłumaczyć wielką miłością i wyjątkowością partnera, niż BOJĘ SIĘ JEGO - bo wtedy muszę przyznać, że nie mam na niego wpływu, że on nie ma w sobie za grosz empatii i wszystko co o mnie wie wykorzysta przeciwko niemu a ja była naiwna, że tak długo dawałam się okręcać wokół palca. Warto być szczerą wobec samej siebie i nazwać po imieniu czego się naprawdę boimy.
              • annb Martha a powiedz 02.10.14, 09:29

                te studia -to była wasza wspolna decyzja, czy tez mąz zdecydował że tak bedzie z korzyscią dla was

                (nadal zajezdza mi trollem, ludzie nie mogą aż tak dać się zmanipulowac)
                • martha782 Re: Martha a powiedz 02.10.14, 15:34
                  Studia to byl moj pomysl, zarazilam swoim pomyslem meza I tak to poszlismy razem, ale na inne kierunki. Nie wszystko w moim malzenstwie wychodzi od meza, bez przesady

                  • annb Re: Martha a powiedz 03.10.14, 09:02
                    Dziękuję za odpowiedz.bardzo mi to duzo mowi.
                    Chyba jednak jestes prawdziwa, nie jestes trolem
      • sorvina Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 20:52
        Zastanawiasz się czy jesteś złym człowiekiem, bo po tym jak Twój mąż zaplanował wieczorne bzykanko bo ON miał potrzebę, praktycznie nie pytając czy ty też masz ochotę/siłę, a Tobie wyskoczyła nagła atrakcja, która CIEBIE uszczęśliwiła, i zdecydowałaś się z niej skorzystać? Piszesz, że Twój mąż jest taki wrażliwy, że 16 lat zajęło Ci zrozumienie go, a nie przypadkiem jest wrażliwy na swoim punkcie i 16 lat zajęło pranie Ci mózgu, że jego potrzeby są najważniejsze a jego zachowanie normalne?

        Kto tu z czyimi potrzebami się nie liczy....

        1,5 tyg nie może bez seksu wytrzymać, czyli i tak by Cię rzucił przy jakiejś dłuższej chorobie, nie daj Boże ciąży, połogu... I co to ma być. RAZ postanowiłaś zaspokoić swoje potrzeby a nie jego i on przestał Cię kochać i chce się rozwodzić? Jeśli nie jesteś trollem to Twój mąż jest jakimś mega narcyzem, który właśnie strzelił focha, bo zabawka, służąca do robienia mu dobrze się zepsuła... Zabawka - przedmiot służący zaspokajaniu JEGO potrzeb, rozumieniu JEGO delikatnej porypanej psychiki, a nie człowiek ze swoimi prawami i potrzebami.

        Kurcze, kocham seks jak koń owies ;), po tygodniu bez niego mnie skręca, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy traktować partnera tak przedmiotowo, oczekiwać, że będzie dostępny zawsze gdy mam ochotę. Przecież to człowiek, ma swoje samopoczucie fizyczne i psychiczne, ciężkie okresy w pracy, problemy itp. Gdyby przerwa trwała 1-2 miesiące to by nas czekała poważna rozmowa o tym co dalej, bo to poza sytuacjami zdrowotnymi norma nie jest i brak seksu długo oznacza zazwyczaj problemy w związku, ale 1,5 tygodnia???

        Rozumiem rozczarowanie, nawet małego focha czy ognistą awanturę, ale zachowanie męża albo jest wielkim przedstawieniem, które ma sprawić, że będziesz się kajać aż mu łaskawie przejdzie i "zapamiętasz" by zawsze traktować jego potrzeby priorytetowo, albo tylko pretekstem by odejść, a przyczyna jest zupełnie inna, albo to narcystyczny foch osoby, która nigdy Cię nie kochała Ciebie jako człowieka, ale kochała jakąś wizję idealnej - pożytecznej dla siebie Ciebie. Ty się "zepsułaś", przy okazji odsłoniłaś, że on Cię potrzebuje, pokazałaś jego słabość, a to zbrodnia większa niż zmiana planów - bo odwołanie z dnia na dzień planów, które powstały dzień wcześniej to codzienność.

        Co by nie było masz nieadekwatne poczucie winy. Nie odpowiadasz za JEGO nadwrażliwość na swoim punkcie, za to, że nie panuje nad swoimi potrzebami i korona mu z głowy spadnie jakby je zaspokoił we własnym zakresie, albo poszukał pomocy by nauczyć się rozładowywać inaczej. Facet nie zachowuje się zbyt dojrzale po prostu i tu nie ma Twojej winy.
        • verdana Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 21:22
          Daj na mszę i podziękuj niebiosom, ze facet chce się rozstać. Nie wiem, co Ci zrobił, ale jeśli przez 16 lat nigdy nie byłaś "nielojalna" - rozumiejąc przez to, że zawsze potrzeby, życzenia i wybory pana męża były istotniejsze od Twoich, że zawsze miało być wszystko tak, jak on chce i jak sobie zaplanował, to bardzo dobrze, że ten akt ekstremalnego egoizmu otworzy Ci oczy i zakończy małżeństwo.
          Podejrzewam, ze jednak albo to był pretekst i mąż czekał na cokolwiek, aby związek zakończyć zrzucając winę na Ciebie (niestety, moim zdaniem jest jakaś drga i rozwód jest konieczny szybko i nie z jego winy), albo - mniej prawdopodobne, facet jest chory psychicznie. Nie narcyz, nie egoista - chory.
          Ale obstawiam wariant pierwszy.
          • sorvina Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 21:37
            Właśnie się zastanawiam - na pewno facet jest niezwykle egoistycznym i wyrachowanym manipulantem, bo gra żoną jak zachce i nauczył ją by myślała tak jak jemu wygodnie i skakała jak on zagra (i czuła się winna gdy raz odmówi). Ale czy to wynika z chęci ewakuowania się ze związku bo kolejna zapatrzona czeka, czy głębokiego zaburzenia psychicznego - niszczenia relacji, która zadała "narcystyczną ranę"?? Kombinowanie jak tu załatwić rozwód z jej winy wskazuje na to pierwsze, albo połączenie jednego i drugiego, bo takie draństwo najczęściej jednak wiąże się z brakiem empatii charakterystycznym dla narcystycznych i antyspołecznych zaburzeń. Możliwe nawet, że z początku innej panny nie było, ale narcyz "odkochał się" w 5 sekund, jak żona przestała zaspokajać jego potrzeby, błyskawicznie "zakochał się" w innej i nie chce marnować czasu i zacząć nowy związek. Takie historie często się zdarzają i niestety tacy mężowie są skłonni do przemocy wobec ex partnerki, by tylko wybielić siebie i uwolnić od odpowiedzialności i zobowiązań. Niestety dla takich osób słowa o miłości są puste, bo nie są do niej zdolni.

            Im szybciej autorka zejdzie na ziemię i uświadomi sobie na czym naprawdę opierała się ta relacja, tym lepiej dla niej.

            Niestety obstawiam narcyzm ze względu na umiejętność takich facetów do przekonywania kobiet na temat swojej cudowności i tego, że relacja z nimi to wielkie i niepowtarzalne szczęście, wręcz łaska, która więcej je nie spotka... Zwykły drań zazwyczaj aż tak prać mózg nie potrafi.
          • miacasa Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 21:39
            Lub wariant łączony a wtedy trzeba kwiaty wysłać tej co ten skarb prawdziwy przytuli.
      • 3-mamuska Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 22:04
        Strasznie głupio zrobiłas z tym koncertem.
        Nienawidze jak ktos tak robi zwłaszcza mija marka, rodzine mozna olać bo jedt zawsze, brak szacunku.

        A niestety rodzine mozna stracić tak samo hak przegapić koncert.
        Wyszło ze cos jest ważniejsze od twojego meza.

        Jedli tak go traktujesz przez lata to nie dziwie sie ze chce rozwodu.
        • sorvina Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 23:25
          Zaraz zaraz. Z wątku zupełnie nie wynika, że autorka regularnie olewa męża i rodzinę. Mąż też jej tego nie wypomina, twierdząc, że to TA SYTUACJA, zlekceważenie tego, że on miał ochotę się bzykać tego konkretnego dnia a ona wybrała koncert, na którym się zasiedziała, było powodem "zniszczenia zaufania i miłości" i decyzji o rozwodzie, bo on czegoś takiego wybaczyć nie może.
          Gdyby regularnie autorka w ostatnim momencie zmieniała plany jak jej wygodnie, to byłoby co innego, ale tak reakcja męża jest co najmniej nadmiarowa, albo ma drugie dno.

          > Wyszło ze cos jest ważniejsze od twojego meza.
          Tzn, że mąż - jego pragnienia i plany mają być ZAWSZE najważniejsze? Ważniejsze od własnych potrzeb, od skorzystania z okazji do spełnienia swojego małego marzenia? Wszystko podporządkowane planom małżonka bez prawa do jakichkolwiek zmian? A jak się raz odmówi, zapomni w robieniu czegoś dla siebie, to niewybaczalna zbrodnia i nielojalność? Jak mąż nie jest zawsze najważniejszy = został potraktowany jak śmieć? Dla mnie jednak świat nie jest tak czarno biały i potrzeby obu stron są ważne. A nagłe propozycje i zmiany planów się zdarzają. Szacunek do partnera nakazuje dać znać najwcześniej jak się da, ale zapomnieć się raz w zabawie to nie zbrodnia. Tym bardziej, że nie chodziło o wyczekiwane miesiącami ważne wydarzenie, ale o plany powstałe tego samego dnia co propozycja koncertu. Autorka chciała to mężowi wynagrodzić, człowiek, który ma zdrowe podejście do siebie nie robiłby z tego aż takiego problemu.

          I piszę to będąc dzieckiem rodziców, którzy notorycznie nie dotrzymywali słowa i ich potrzeby były zawsze najważniejsze - wiem jak to boli, ale wiem też, że moją lekcją było nauczenie się, że inni ludzie wcale nie zawsze mnie nie kochają/nie szanują/traktują jak śmiecia - gdy odwołają spotkanie, że jest wiele bardziej prozaicznych powodów a świat nie kręci się wcale wokół mnie. O jakości relacji świadczy jak to wygląda w dłuższej perspektywie czasu. Jak często się zdarza. Jeśli nasze plany są realizowane tylko gdy partner nie ma coś ciekawszego do roboty, to sprawa jest jasna. Jednak wcale nie lepszą alternatywą byłby poświęcający się partner, który wszystko robi pod moje dyktando, bo ja chcę, bez patrzenia na to czego on chce. Obie strony zasługują na szacunek do siebie i swoich potrzeb i nikt nie powinien być traktowany przedmiotowo, jako sposób na potrzeb partnera zaspokojenie.

          Czasem rano z partnerem planujemy sobie, że wieczorem to my się sobą zajmiemy bo była dłuższa przerwa i nie możemy się doczekać, ale potem np. kogoś wcześniej sen zmorzy, albo humor siądzie po ciężkim dniu, albo coś wyskoczy i do głowy by nam nie przyszło, by strzelić focha! Pewnie, że jak się człowiek nakręci po dłuższym celibacie to nie jest super fajne, ale takie życie - czasem tak bywa i dorosły człowiek powinien nauczyć sobie z tym radzić. Powiedzieć - czuję się rozczarowana/y, czuję żal - to ludzkie prawo, ale twierdzić, że JEDNA taka sytuacja zniszczyła zaufanie i miłość i chce się rozwodu, to albo pretekst, albo poważniejsze zwichrowanie na swoim punkcie.
          • sorvina Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 01.10.14, 23:38
            Ciekawa jestem na czym polegał wcześniejszy kryzys tej pary i na czym polegało to, że on bardziej kochał i bardziej się starał.
      • malwa200 Re: Trudno, napisze co takiego zrobilam.... 03.10.14, 08:44
        wiesz co> twój mąż to kretyn skoro z tak bahego powodu chce się rozxwieść. poprostu debil!!!
    • sorvina Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 21:22
      martha782 napisała:

      > Boje sie ze sie stocze, ze zawale studia, ze zostane na lodzie, ze zabierze mi
      > dzieci, ja zostane z niczym. Nie wiem co mam robic a porady typu porozmawiaj z
      > nim, wyngrodz mu to jakos, daj mu czas .... nie dzialaja. Bo juz tego probowala
      > m i wiem ze czas tu nic nie zmieni. Ja po prostu sie nigdy nie pozbieram po roz
      > wodzie. Nie potrafie, nie mam sily. Nie widze sesnu zycia. Prosze o jakas pomoc
      ...
      > ... Dodam jeszcze ze mieszkamy w Anglii i nie mam nikogo kto moglby mi pomoc, p
      > orozmawiac ze mna o tym, wesprzec jakosc. Nnie chce o tym rozmawiac z moja rodz
      > ina w Polsce, bo nie czuje ze to cos da a wrecz odwrotnie.

      Wydajesz się być totalnie uzależniona emocjonalnie i życiowo od męża. To nigdy nie jest zdrowe. Warto mieć własny krąg wsparcia, warto siebie szanować i wierzyć, że sobie poradzimy i bez tej osoby. Będzie z początku źle i smutno, ale potem staniemy na nogi, bo jesteśmy dorośli. A jeśli nie potrafimy tak myśleć, tzn. że coś jest nie tak, jakaś część naszej psychiki nie dorosła do samodzielnego życia i w konsekwencji ma tendencję do zlewania się i przyssawania do niekoniecznie zdrowych partnerów, którzy lubią takie uzależnione i skierowane na nich partnerki.

      Autorko - warto zwrócić się po pomoc, może leki na uspokojenie by przetrwać pierwszy szok i zacząć spokojnie myśleć co dalej, a potem koniecznie prawnik i terapia, by poukładać siebie i swoje życie.

      To, że w tej chwili nie czujesz swojej siły, to nie znaczy, że jej nie masz. Osłabiło ją poczucie winy, zajmowanie się tym na co nie masz realnego większego wpływu - humorami i decyzjami swojego męża. Jak skupisz energię na sobie - na tym jak się wzmocnić, jak o siebie zadbać to poczujesz się lepiej. Zasługujesz na coś znacznie lepszego niż takie traktowanie.
      • aqua48 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 01.10.14, 21:47
        Ja widzę duży problem do konsultacji ze specjalistą. Ale nie polegający na nielojalności wobec męża tylko na chorobliwym uzależnieniu od niego. Rozczaruję Cię Martho, Twój mąż nie jest wrażliwym człowiekiem, tylko zimnym manipulantem. I z tego co o nim piszesz wynika prosto, że nie jest ani dobrym mężem, ani ojcem, ani kochankiem, natomiast świetnym katem. Chroń przed nim swe dzieci! I siebie.
        Jak słusznie piszą dziewczyny - decyzja o rozwodzie to Twoja szansa. Korzystaj z niej szybko, póki mąż nie klaśnie i nie da Ci szansy abyś przypełzła z powrotem wijąc się z poczucia winy i jednocześnie zachłystując jego wspaniałomyślnością.
      • martha782 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 15:30
        Sorvina, dzieki za wsparcie, tego wlasnie potrzebowalam, nie ataku, nie zglebiania tej calej sprawy tylko tego jak sie pozbierac, jak dalej zyc. Zdalam sobie tez sprawe, ze jest w tym duzo racji co piszesz i teraz patrze na to calkiem z innej perspektywy.
    • sootball Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 07:52
      Twój mąż ma albo zupełnie zaburzone poczucie skali, albo udaje wielce zranionego, żeby manipulować twoim poczuciem winy. Bo widzisz, tak, on miał prawo poczuć się rozczarowany i zawiedziony. Ale do jakiego stopnia? Czy jeśli mąż niechcący nadepnie mi na nogę w tańcu, mam prawo dźgnąć go widelcem w oko, twierdząc jednocześnie że sam sobie na to zasłużył - było nie sprawiać mi bólu przez nadepnięcie? Co dalej: mąż próbuje zatamować krew i uratować oko, a ja stoję nad nim, nie zwracam uwagi na oko, tylko truję: czy on ma w ogóle jakieś pojęcie jak to boli być tak nadepniętym, a dodatkowo zniszczył mi but. "Kupię ci nowe buty, jak tylko opatrzę oko" - mówi mąż. Ja na to, że nie będzie żadnych nowych butów, bo już nigdy nie zatańczymy, bo nie i niech się zastanowi nad sobą, jak mógł mi w ogóle to zrobić. Ja jestem taka wrażliwa. Taka wrażliwa. Nie nadeptuje się ludzi, a szczególnie wrażliwych.
      Wierz mi, że wymyśliłam właśnie scenariusz, który WCALE nie jest mniej surrealistyczny niż Wasza sytuacja.
      • altz Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 08:46
        sootball napisała:
        > ja stoję nad nim, nie zwracam uwagi na oko, tylko truję: czy on ma w ogóle jakieś
        > pojęcie jak to boli być tak nadepniętym, a dodatkowo zniszczył mi but. "Kupię ci nowe buty, j
        > ak tylko opatrzę oko" - mówi mąż. Ja na to, że nie będzie żadnych nowych butów,
        > bo już nigdy nie zatańczymy, bo nie i niech się zastanowi nad sobą, jak mógł m
        > i w ogóle to zrobić. Ja jestem taka wrażliwa.

        Niezłe, z okiem to przesada, ale reszta się zgadza. :-) Znam wiele takich kobiet.
        Żona taka była.

        Facet miał prawo być rozżalony, ale powód do rozwodu to nie był. Jednak można się świetnie rozwodzić bez powodu, powód nie jest konieczny.
        Z drugiej strony, jakoś nie wyobrażam sobie seksu w atmosferze awantur.
      • annb i to jest bardzo dobre podsumowanie 02.10.14, 09:04

        • algavre.live Re: i to jest bardzo dobre podsumowanie 02.10.14, 09:22
          <zdradzilam go, jednak on uwaza ze zrobilam cos o wiele gorszego niz zdrada>

          I po tym, jak autorka pisała, że to coś TAK okropnego, że nie chce tu o tym pisać, to pomyślałam o jakiejś krwawej jatce, ktora była Jej udziałem - i to bez ironii. A tu okazało się, że powód do rozwodu to fakt, że dziewczyna poszła na koncert a Pan nie mógł wytrzymać 1,5 tyg.!! bez seksu i to po 16 latach, jak rozumiem, dogadzania mu przez partnerkę. Wierzyć się nie chce!! Jeśli to nie troll, to Pani ma sprany mózg i zagubiła podstawowe wartości w życiu i realizm sytuacji. Pewnie jest z kobiet kochających za bardzo i mimo wszystko, z powodu niesamowitego głodu miłości. Pisze też o OGROMNEJ miłości ze strony partnera. A w czym się o na przejawiała? Może napisz, Martha więcej o swoim mężu, o Jego zachowaniach wobec rodziny?
          • amb25 Re: i to jest bardzo dobre podsumowanie 02.10.14, 10:27
            A mnie od razu przyszlo do glowy, ze chodzi oo seks, bo co innego niz odmowa moglaby faceta az tak zranic?
            Dla wiekszosci seks jest bardzo wazny, mysle, ze problem u autrki watku nie trwal 1,5 tyg. ale pewnie sie co pewien czas powtarzal (nie wnikam z jakiej przyczyny), wiemy, ze wczesniej mieli jakies problemy. Nie zroumcie mnie zle, ja nie pisze ze autorka watku jest winna, bo niechec do seksu moze miec rozne przyczyny, ale faceta tez rozumiem. Ciekawe co na ten temat napislaby mezczyzna z duzymi potrzebami :)
            Szczegolnie, ze obiecala mu, on na nia czekal, a ona poszla sobie pic z kolezanka. Wiedziala, co mezowi obiecala, to mogla albo nie obiecywac albo przyjsc po przedstawieniu prosto do domu.
            Mowienie, ze zlozy powod o rozwod moze byc forma ukarania cie. To swieza sprawa i on jest po prostu bardzo zraniony. Czy ci to wybaczy nie wiem, wWszystko zalezy od faceta. ALe sprobuj go "pomeczyc seksualnie" na tyle czesto, zeby jego potrzeby zostaly w 100% przekroczone i zeby sam juz nie chcial. Po prostu mu nie odpuszcaj, nawet jak powie nie (pewnie nie raz ci odmowi) :). Spojrzy na ciebie w nnym swietle i moze zmieni zdanie. Jesli pomoze to nie masz nic do stracenia, a jak nie pomoze to przynajmniej przez pewien czas bedziesz sie dobrze bawila.
            No i jeszcze jedno, Autorko Watku, nigdy nie mow niegy. To ze nikogo nie spotkasz moze byc prawda, ale prawda moze byc rowniez to, ze sptkasz kogos 1000 razy fajniejszego niz twoj maz. Teraz jestes zaslepiona i zrozpaczona, wiec nie oceniasz sytuacji realnie.
            • aqua48 dobre podsumowanie 02.10.14, 11:06
              amb25 napisała:

              > faceta tez rozumiem. Ciekawe co na ten temat napislaby mezczyzna z duzym
              > i potrzebami :)

              Nie wierzę, że rozumiesz iż taki fakt o który można się najwyżej obrazić w związku jest podstawą do rozwodu i rozpadu całej RODZINY...
              Ja jestem tylko bardzo ciekawa jak poradziłby sobie wobec tego taki facet z dużymi potrzebami gdyby żona poważnie zachorowała, np. musiała przejść operację ginekologiczną, po której rekonwalescencja jest o wiele dłuższa niż te nieszczęsne 1,5 tygodnia i jak radzili sobie podczas jej ciąż, w połogu. Aż dziwne i nieprawdopodobne, że już wtedy ten związek się nie rozpadł...
              • amb25 Re: dobre podsumowanie 02.10.14, 12:04
                W takich przypadkach jak opisalas niektorzy mezczyzni po prstu zostawiaja swoje zony czyli biora rozwod i odchodza albo znajduja sobie kochanki. Znam takie przypadki.
                Kazdy ma inne priorytety. Niektorzy biora slub bo chca miec np. nieskrepowany dostep do bezpiecznego seksu, bo chca miec stala partnerke. Skoro to przestaje dzialac to ta strona nie ma powodu do dalszego bycia malzenstwem (nie zawsze to jest facet, ale najczesciej).
                Ona mogla trafic na taki przypadek albo sytuacja jest wynikiem innych, dluzej trwajacych problemow w tym zwiazku. Albo grozba rozwodu on ja chce ukarac.
                • pade Re: dobre podsumowanie 02.10.14, 12:54
                  czyli opisywani przez Ciebie mężczyźni myślą tylko pewną częścią swojego ciała, tak jak w tym stereotypie?
                  nie liczy się rodzina, dzieci, tylko zaspokajanie popędu?
                  rozumiem, że nie mówisz o dojrzałych jednostkach?
                  • amb25 Re: dobre podsumowanie 03.10.14, 07:51
                    Tak, dobrze zrozumialas. Tacy tez sie zdarzaja. A rodzina i dzieci to skutek uboczny (aczkolwiek dla niektorych mily i pozadany). W skali waznosci na drugim miejscu (po ich walsnych potrzebach).
                    Tylko nie wiem, czy rozumiesz, ze to nie dotyczy kazdego faceta.
      • martha782 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 21:01
        To dosc ciekawe, ale nie jestem pewna, czy decyzje o rozwodzie mozna porownac do wydlubanego oka. W tym przypadku to nie zadna zemsta a rezygnacja. No i jednak pojscie na koncert bylo bardziej swiadome niz nadepniecie na noge.
    • danaide Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 11:50
      Nikogo w Anglii nie znasz, ale jakaś koleżanka zadzwoniła z biletami na koncert. Ciekawe czy ona się czuje winna;D Na koncert "zawsze" chciałaś iść. A co to za filozofia iść na koncert? Aż tak jesteś zahukana, że na żaden nigdy nie dotarłaś? Masz dwójkę dzieci 11 i 12 lat, jak tam z seksem było przy tym małym maratonie? Może tak jak mój eks, który sobie wyobrażał, 6 tygodni połogu i do roboty? A może nigdy nie miałaś dzieci i nie wiesz jak to jest? No i ta dwójka dzieci i studia medyczne, a mąż Cię musi do metra podwozić... No i chyba się zabijesz, ja to rozumiem, ani na koncert pójść, ani do metra dojechać. W życiu coś robisz?

      Tak na logikę - troll albo średniowiecze.
    • vilez Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 13:00
      Będę pisać wprost.
      Albo macie większe problemy, niż piszesz z seksem, sko mąż tak dziwnie reaguje- dłuższy okres abstynencji?
      Albo któres z Was (lub oboje) używacie seksu instrumentalnie jako narzędzia do karania/wynagradzania.
      Albo Twój mąż jest manipulantem w ogóle- uzależnia Cię od siebie w celu kontroli czy uzyskiwania innych celów. Lub ma jakieś zaburzenia (osobowości? choroba psychiczna?).
      Albio macie jakiś inny konflikt, którego ta sytuacja (wyścia do teatru) była tylko wierzchołkiem. np. Ty notorycznie nie dotrzymujesz słowa? Nakręcona spirala?

      W każdym razie to, co piszesz tutaj, dla mnie się nie nie składa. Brakuje jakiegoś istotnego elementu.
      • sebalda Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 13:54
        Nie wierzę, że może istnieć kobieta z tak wypranym mózgiem. Po prostu nie wierzę. Gdyby to była prawda, byłaby to hańba dla rodu kobiecego. I jednak potworna tragedia, jak można się uzależnić od kogoś takiego. Znam kobiety uzależnione od mężczyzn, wybaczające nawet mordobicie, ale tutaj to już jednak ktoś przegiął.
        • ola_dom Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 14:04
          sebalda napisała:

          > Nie wierzę, że może istnieć kobieta z tak wypranym mózgiem. Po prostu nie wierzę.

          Dlatego także moim zdaniem jest jakiś troll.
          A przynajmniej mam taką nadzieję.
          • sebalda Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 14:51

            > Dlatego także moim zdaniem jest jakiś troll.
            Ja też tak myślę, ale nie pojmuję sensu takiej zabawy. Zwykła ludzka głupota.
          • edw-ina Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 14:52
            Również nie wierzę w prawdziwość tej historii. Sorry, ale nie. Jeżeli para ma dwoje dzieci, to nie wierzę, iż nie następowały pewne dłuższe przerwy we współżyciu. I nie mówię nawet o połogu, tylko o zwykłym przemęczeniu przy dzieciach (a tutaj są rok po roku). Do tego czasami zdarzy się choroba, zwykłe przeziębienie zabija libido, nie wspominając o tym, że w takim wypadku lepiej jest się nie wymieniać płynami, czasami wyjazd służbowy itp. Gdyby to była prawda, to albo:
            - kobieta jest tu traktowana instrumentalnie i odmowa seksu nie wchodzi w grę
            - facet jest egocentrykiem, a kobita tego nie dostrzegła

            Swoją drogą, to czego się boisz? Że facet napisze w pozwie, że chce zakończyć małżeństwo, bo jak raz chciał cię bzyknąć, to na koncert poszłaś? Poważna jesteś? A może zastraszona? Bo to raczej powód do wyśmiania pana niż obawiania się go. No ja bym się chyba ze śmiechu popłakała.
            • martha782 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 15:25
              Przeciez to jest oczywiste, ze jak bylam w pologu albo przeziebiona, chora, niewyspana, czasem nie mialam w ogole ochoty to maz nie nalegal na seks tylko to rozumial. Przeciez nie jest idiota I podstawowe rzeczy rozumie. Pisze tu tylko o konkretnej sytuacji i w tym przypadku akurat przerwa trwala 1.5 tygodnia, nie zeby to byl maksymalny nasz okres bez seksu. Prawda jest to ze meza potrzeby seksualne zawsze byly problemem i dlugi czas naszego malzenstwa nawet o tym nie wiedzialam, bo chcial to ukryc. Jednak zyjac tyle lat z kims poznajesz go coraz bardziej i majac swiadomosc tego staralam sie mu pomoc, co nie znaczy, ze spalam z nim w kazdej chwili, gdy tylko on mial na to ochote.
              Nastepna sprawa do tych ktorzy mysla ze jestem trolem. Denaide, tak, napisalam, ze nie mam tu nikogo z kim moglabym porozmawiac o tym. Pojsc z kims na concert nie jest rownoznaczne z tym, ze ta osoba jest twoja przyjaciolka, to kolezanka a kolezance tez nie mowi o swoich wszystkich problemach. To, ze maz zawiozl mnie na stacje metra, poprosilam by mnie zawiozl, to mnie zawiozl, co w tym dziwnego? Studia medyczne, i 2 dzieci to wszystko prawda. Pewnie komus takiemu jak ty jest trudno uwierzyc ze mozna cos osiagnac w takich wieku majac 2 dzieci. Nie znasz realiow skoro myslisz, ze to bzdura, ludzie ida na studia nawet w wieku 50 lat, na moim kursie jest taka kolezanka, trudno uwierzyc?
              • edw-ina Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 15:33
                I nie widzisz absurdu sytuacji? Zmiana planów to ewentualnie powód do kłótni, focha, ochrzanu, ale nie rozwodu. I co w tym pozwie napisze? Jak uzasadni swoją decyzję?
                • ola_dom Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 15:36
                  "Tak przekreslic wszystko po 16 latach wspolnego zycia. On inaczej nie moze. Juz od dwoch tygodni twierdzi, ze nic do mnie nie czuje i nie wybaczy mi tego nigdy. Ze cos w nim peklo i juz nigdy nie wroci."

                  I Ty martho uważasz, że to jest normalne i usprawiedliwione?
                  Nie wiem, nie jestem w stanie tego ogarnąć, ale z którymś z Was jest coś bardzo mocno nie halo...
                  • altz Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 16:48
                    ola_dom napisała:
                    > "Tak przekreslic wszystko po 16 latach wspolnego zycia. On inaczej nie moze.
                    > Juz od dwoch tygodni twierdzi, ze nic do mnie nie czuje i nie wybaczy mi tego
                    > nigdy. Ze cos w nim peklo i juz nigdy nie wroci.
                    "
                    >
                    > I Ty martho uważasz, że to jest normalne i usprawiedliwione?
                    To nie jest normalne, bo to jest zwykła podpucha.
                    Żaden mężczyzna tak nie mówi, że "coś w nim pękło" czy że "doszedł do ściany".
                    To są babskie teksty, więc całość jest niewiarygodna.
              • sebalda Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 15:39
                Dziewczyno, ale Twoja historia jest tak nieprawdopodobna i śmieszna w tym braku prawdopodobieństwa, że nie do uwierzenia. Nie ma kobiet, które by kochały faceta, który za JEDNO wyjście z koleżanką, gdy on się nastawił na seks, chce ją ukarać rozwodem i twierdzi, że PRZEZ TO już jej nie kocha, nie ma kobiety, która by się czymś takim przejęła. Można mieć mózg zlasowany przez jakiegoś psychopatę, ale nie aż tak!
                O ile moge uwierzyć w istnienie takiego faceta, ktory próbuje w ten sposób traktować i tresować kobietę, o tyle nie uwierzę, że jakaś kobieta może to łykać. I jeszcze mieć z nim i wychowywać dzieci. Są granice absurdu.
              • sorvina Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 16:31
                martha782 napisała:

                > Przeciez to jest oczywiste, ze jak bylam w pologu albo przeziebiona, chora, nie
                > wyspana, czasem nie mialam w ogole ochoty to maz nie nalegal na seks tylko to r
                > ozumial. Przeciez nie jest idiota I podstawowe rzeczy rozumie.

                Czyli gdy masz racjonalne usprawiedliwienie, to jeszcze ujdzie. Ale wielką zbrodnią było postawienie swojej przyjemności przed jego. Tego ego męża nie zniosło.

                To, że mąż ma większy temperament i sobie z brakiem seksu nie radzi, nie oznacza żadnej Twojej winy. Niedopasowanie pod tym względem się zdarza i mąż był nie w porządku, że wcześniej nie mówił jak to wygląda z jego strony. Moglibyście się kulturalnie rozstać zanim pojawiły się dzieci i związać z partnerem, który ma podobny temperament i potrzeby. Tajenie takiej informacji było nieuczciwe. Być może w podtekście być też manipulacja - patrz tak się z tobą męczyłem, moje potrzeby były niezaspokajane, tzn, że tak mocno kochałem/zależało mi, a Ty powinnaś się rewanżować. Mogę ci ustąpić, raz, drugi, ale przecież nie 10 dni z rzędu... Jeśli w końcu ma dość "proszenia się" o seks, to ok, tylko niej jest uczciwe stwierdzenie, że to żona jest winna takiego stanu rzeczy, bo mąż jest współodpowiedzialny za ten związek. A całkowicie odpowiedzialny za swoje nadmiarowe reakcje i interpretacje.

                Ty po jakimś męczącym tygodniu miałaś prawo tak samo chcieć skorzystać z okazji dobrej zabawy na koncercie, która nagle wyskoczyła, jak on chcieć seksu. Tylko, że koncert był propozycją nie do przełożenia, a zmiana wieczora na szybki numerek o poranku gdyby naprawdę chciał, byłaby możliwa.

                Jak dla mnie ta sytuacja albo była pretekstem, albo po prostu coś pokazała, ale nie spowodowała. Warto poszukać pomocy psychologicznej i prawnej, bo kto wie jak to się dalej potoczy.
                • marsylvik Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 04.10.14, 12:08
                  Podejrzewam, że najtrafniej podsumowałaś sytuację. I dałaś najlepsze porady.
                  Ja od siebie dodam, że bez względu na obecne deklaracje, na wszelki wypadek, oby to nie było konieczne, najlepiej się z panem porozumiewać na piśmie i dyskretnie nagrywać rozmowy. A ponieważ pan wprost powiedział, że chce żeby dziewczyna skłamała tak, żeby mu było najwygodniej się rozstać grożąc w przeciwnym razie "praniem brudów" staje się to tym bardziej pilne, istotne i całkowicie usprawiedliwione moralnie. Wręcz obowiązkowe, bo trzeba myśleć nie tylko o sobie ale i o dzieciach.

                  Psycholog koniecznie w takiej sytuacji.
                  Prawnik też by się przydał, przynajmniej konsultacja z prawnikiem, bo jednak to inny kraj, inne, obce prawo.
              • kachaa17 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 16:32
                Tylko Martha, czy naprawdę wierzysz, że ten jeden incydent mógł być aż tak znaczący, żeby był powodem do rozwodu? Rozumiem, że taka sytuacja może być taką kroplą, która przelewa czarę goryczy ale wcześniej musi być coś. Rozumiem sytuację, gdy latami jedna strona zawodzi i wydarza coś pozornie mało znaczącego ale to jest o tę jedną rzecz za dużo. Ale ty pisałaś, że wasza miłość była prawdziwa, mocna. No więc to się kupy nie trzyma
                • edw-ina Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 16:39
                  To się kompletnie nie trzyma kupy. Ponoć wykształcona kobieta boi się, że facet się z nią rozwiedzie i zabierze jej dzieci, bo przełożyła planowane przez niego bzykanko na inny termin. Albo jest coś, o czym nie autorka nie napisała, albo ktoś próbuje wskrzesić Monty Pythona.
                • martha782 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 21:57
                  Tak, milosc byla prawidziwa i mocna ostatnio, bo duzo sie zmienilo. Jednak nasze malzenstwo nie wygladalo rozowo wczesniej, on zawodzil, ja zawodzilam, docieralismy sie powoli. Taki jeden blad widocznie przelal ta czara goryczy, ale z przeszlosci, ktorej jednak nie da sie wymazac z pamieci.
                  • marsylvik Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 03.10.14, 17:36
                    martha782 napisała:

                    > Tak, milosc byla prawidziwa i mocna ostatnio, bo duzo sie zmienilo. Jednak nasz
                    > e malzenstwo nie wygladalo rozowo wczesniej, on zawodzil, ja zawodzilam, docier
                    > alismy sie powoli. Taki jeden blad widocznie przelal ta czara goryczy, ale z pr
                    > zeszlosci, ktorej jednak nie da sie wymazac z pamieci.

                    To nie była kropla, która przelała czarę goryczy. To był pretekst, żeby ogłosić swoją, może już wcześniej podjętą, decyzję o porzuceniu Ciebie i dzieci, zrzucając w absurdalny sposób odpowiedzialność za tę jego decyzję wyłacznie na Ciebie.

                    Jeśli mówi o rozwodzie z takiego powodu na poważnie, to ten pan nie kocha ani Ciebie ani dzieci. Nie robi się takiej krzywdy ludziom, których się kocha.
              • aqua48 powody do rozwodu 02.10.14, 17:13
                martha782 napisała:

                > Przeciez to jest oczywiste, ze jak bylam w pologu albo przeziebiona, chora, nie
                > wyspana, czasem nie mialam w ogole ochoty to maz nie nalegal na seks tylko to r
                > ozumial.

                To co mu się stało, że nie zrozumiał tym razem, że miałaś dużo większa ochotę na koncert?

                >Prawda jest to ze meza potrzeby se
                > ksualne zawsze byly problemem i dlugi czas naszego malzenstwa nawet o tym nie w
                > iedzialam, bo chcial to ukryc.

                Ale nie uważasz tego faktu za podwód do rozwodu z TWOJEJ strony? A powinien on być przynajmniej powodem do skierowania męża na terapię lub do lekarza. Na tym powinna polegać Twoja pomoc.
    • glamourous Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 17:25
      Z perspektywy kilkuletniego czytelnictwa forum BSwM jako osoby ktora przez wiele lat stala w pozycji petenta nie mogacego sie doprosic o odrobine zaangazowania ze strony mojego partnera w nasze zycie intymne, taka reakcja meza Marthy wydaje mi sie calkiem prawdopodobna i wcale nie jest IMO przejawem jakiegos szczegolnego narcyzmu, manipulacji czy innego dranstwa z jego strony.

      Wydaje mi sie, ze facet zareagowal typowo dla osoby cierpiacej na skrajne zmeczenie materialu. Mam wrazenie, ze te wieloletnie problemy malzenskie o ktorych enigmatycznie pisze autorka mogly wynikac wlasnie z tego niedopasowania i z cierpienia meza na tym tle. Jezeli niedopasowanie temperamentow bylo zarzewiem konfliktu i frustracji od wielu lat, maz mial prawo wybuchnac, bo mamy tu byc moze do czynienia z efektem, jak ktos juz wyzej napisal, nakreconej spirali ktora po prostu teraz wystrzelila. Czara emocjonalnej goryczy zbieranej latami sie przelala. Maz widocznie ma duze potrzeby i musi cierpiec z powodu seksualnego niedopasowania. Nie chodzi tu wcale o fizyczne cierpienia osoby ktorej sie "chce" a nie moze, tylko o upokorzenie wieczna rola zabiegajacego o seks petenta. Byc moze maz juz od dawna jest zalamany faktem, ze zonie kompletnie na tej sferze zycia - bardzo waznej dla niego - nie zalezy.

      Kto wie, moze tu jest pies pogrzebany. Rozumienie potrzeb innej osoby swoja droga, ale jezeli facet latami jest jedynym ktoremu w tym zwiazku na seksie zalezy (moze maz czuje ze zona do seksu sie czesto zmusza i zwyczajnie nie czuje bluesa), wtedy bomba moze wybuchnac wlasnie w taki sposob "mam juz dosyc, ilez mozna znosic Twoj brak zaangazowania w nasze zycie intymne, chce rozwodu".

      Ja go rozumiem, bo z podobnego powodu zakonczylam moj wlasny wieloletni zwiazek. Wieczna zebranina o wspolny wieziotworczy wieczor, o odrobine zainteresowania mna jako kobieta byla na dluzsza mete nie do zniesienia, zapewniam Was. Wieczne skrobanie w czyjes zamkniete drzwi, ktore czasem z laski sie uchyla albo i nie (bo partner/ka ma sto innych wazniejszych rzeczy do roboty) - jest cholernie frustrujace i moze prowadzic do wlasnie takich konkluzji jakie poczynil maz autorki tego watku.
      • aqua48 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 17:51
        Glamourous, to prawda co piszesz, ale tak jak w większości uważamy tu na forum, to nie ten incydent był powodem do rozwodu, tylko cała wcześniejsza historia tego związku. Martha trochę z resztą odkryła zaszłości - ukrywanie przez męża jego problemu, jakieś jej próby pomocy, czy zaradzenia sytuacji, najwyraźniej nieudane skoro nadal nie potrafią się porozumieć, ustalić priorytetów, ani granic wolności w związku. Sądzę, że bez pomocy specjalisty sami nie uporają się z tym, to ponad możliwości przeciętnego człowieka, a ponieważ wchodzi w tej sytuacji w grę jeszcze dobro dzieci może warto skorzystać z jego pomocy.
      • martha782 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 21:47
        Nic dodac nic ujac... Tylko to ze zona ma ta sfere kompletnie w dupie to nieprawda, ale dla kogos z takimi potrzebami to mimo wszystko za malo i tak to pewnie odbiera. Decyzja o rozwodzie musiala wyjsc z caloksztaltu.
        • glamourous Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 03.10.14, 13:04
          A więc tak, jak przypuszczałam, spirala nakrecala sie przez lata i wreszcie kielich goryczy mu sie przelał.
          Niemniej teksty w stylu "wstydzę sie ze jesteś moją żoną" są jednak mocno nieadekwatne do sytuacji, nawet jeżeli mąż stwierdził ze doszedł do ściany i chce zakończyć związek. Mało dojrzałe jest az tak brutalne obarczanie zony wina za to, ze jej potrzeby są dużo niższe niż jego oraz ze macie inne priorytety jeśli chodzi o seks. Przecież temperament skesualny to cos co sie ma, albo nie i absolutnie nie zależy on od naszej woli, nawet przy dobrych chęciach.
          Zwłaszcza, ze przecież w ogólnym zarysie chyba nie jesteś żoną, która ma w nosie jego potrzeby, Ty sie chyba przez te wszystkie lata jakoś starałas wyjść mu naprzeciw w tej kwestii i nie zamiatalas problemu pod dywan.

          Dlatego rozumiem jego odruch chęci zakończenia związku, bo ma juz dosyc. Ale sposób w jaki to robi jest nieelegancki i niedojrzały. Jedyne wytłumaczenie jest takie, ze nagromadzily sie w nim takie tony żalu i negatywnych emocji, ze skala wybuchu go przerosła.
          Albo może kogoś ma, i jest na etapie podejmowania decyzji, więc naturalnie próbuje jeszcze bardziej udramatyzowac cala sprawe i wyolbrzymic emocjonalny aspekt tego co się owego wieczoru wydarzyło ("zawiodlas", "potraktowalas jak śmiecia" i tego typu walenie z grubej rury)
          • vilez Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 03.10.14, 13:36
            Powinni iść do seksuologa i każde z nich osobno do psychologa.
      • martha782 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 21:51
        Chodzilo mi tu konkretnie o wypowiedz Glamorous piszac nic dodac nic ujac.
        • edw-ina Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 23:04
          Ok, ale to jest inna historia, niż to, co nam przedstawiłaś. Dlatego forumki napisały, że czegoś tu brakuje. Czyli macie problemy z niedopasowaniem temperamentów, co powoduje, że sytuacje, które w związku o dopasowanym temperamencie nie miałyby większego wpływu na funkcjonowanie rodziny, u was są w stanie doprowadzić do rozpadu związku.
          Czy byliście u seksuologa? Czy próbowaliście rozwiązać problem posługując się wiedzą kogoś z zewnątrz, czy tylko doszliście do wniosku, że ty postarasz się być bardziej chętna, a on nieco spasuje z zalotami? Bo ta ostatnia metoda słabo zadziała.
          Myślę, że na spokojnie, bez nerwów i stresu zaproponuj mężowi, że chcesz popracować nad waszym problemem ze specjalistą. I że masz nadzieję, że dzięki temu lepiej zrozumiesz jego potrzeby, a sam temat seksu nie będzie tak konfliktowy.
    • vilez Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 02.10.14, 17:48
      "Ze cos w nim peklo i juz nigdy nie wroci."

      Potraktowałabym poważnie. Albo zatem się coś poważnego stało, albo coś z nim jest poważnie nie tak. Tertium non datur.
      Ty nam czegoś nie mówisz. Nie musisz, ale my Ci w tej sytuacji nie pomożemy. Jesli nie możesz powiedziec , o co chodzi, to napisz, czy taka rzecz "X" istnieje. Będziemy brali pod uwagę, że coś powaznego (łamiącego) się stało, i wtedy można się ewentualnie zastanowić, co z tym dalej. Albo napisz, że mąż ma coś ze sobą ( "Y").
      • mozambique Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 03.10.14, 09:58
        ależ tertium może byc datur

        to tertium moze miec postac jakiejs osobniczki plci przeciwnej bardzo chętnej do seksu
        przed panem otwierają sie gdzies jakies nowe mozliwosci i horyzonty wiec szybko chce miec z glowy zonęi dzieci
        wtedy byle pretekst dobry
        • vilez Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 03.10.14, 12:32
          Watpię, czy wtedy by tak parł na seks z nią.
    • sootball Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 03.10.14, 20:14
      No dobrze, martha, to tak średnio - na ile razy, kiedy mąż chciał seksu z Tobą, spotykał się z odpowiedzią "nie"? Jeden na dwa razy? Na pięć? Na dwadzieścia?
      • verdana Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 03.10.14, 23:11
        W tym wypadku jednak należałoby się jeszcze zapytać, z jaką częstotliwością mąż chciał seksu. Bo jeśli dwa razy dziennie, albo codziennie, niezależnie od humoru, nastroju i zmęczenia żony, to nic dziwnego, że często spotykał sie z odmową.
      • glamourous Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 04.10.14, 11:00
        W takich konfiguracjach to nie czeste odmowy sa zrodlem frustracji strony bardziej zaangazowanej. Tylko raczej permanentne poczucie, ze odbieramy w seksie zupelnie na innych falach, ze nie ma na tej plaszczyznie miedzy nami porozumienia, ze nasze priorytety sa skrajnie rozne, ze dla jednej strony to jest bardzo wazna sfera, a druga robi to tylko z musu.

        W zwiazku z tym ciagle jest nie tak, bo nawet kledy druga polowka daje zielone swiatlo to przyjemnosc jest srednia albo zadna - nie ma tego wspolodczuwania kiedy ktos godzi sie na seks z obowiazku, a w jego trakcie mysli o zakupach, pracy, czy jutrzejszym obiadowym menu.

        Mialam kiedys kolege, ktory sobie tak wytresowal zone, ze ona zupelnie przestala mu odmawiac, i rzeczywiscie bardzo sie starala stanac na wysokosci zadania, chociaz do piet mu temperamentem nie dorastala. Ale to wcale nie sprawilo, ze ich zycie seksualne bylo udane, bo brakowalo mu z jej strony prawdziwego zaangazowania - on caly czas czul, ze to u niej nie jest naturalne, ze ona sie zmusza i robi to dla niego. Natury nie da sie przeskoczyc.
    • kamunyak Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 04.10.14, 01:40
      Nie jestem w stanie nic konstruktywnego napisac albowiem spadłam z krzesła, ze śmiechu.
      Wybacz, ale facet, który chce sie rozwiesc, z wymienionego powodu, nie istnieje. Albo jest idiotą.
      Nie wierzę, że ludzie podejmujący studia medyczne, bądź co bądź, mogą mieć taki poziom percepcji, inteligencji, świadomości.
      Albo, faktycznie, jestes trollem, albo podjeliscie studia dla salowych. Nie ujmujac nic salowym ale to jest mniej wiecej ten poziom odbierania świata.
      • marsylvik Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 04.10.14, 11:46
        kamunyak napisała:

        > Nie jestem w stanie nic konstruktywnego napisac albowiem spadłam z krzesła, ze
        > śmiechu.

        Oby Ciebie życie nie nauczyło wierzyć w podobne historie... Nie życzę. W moim wydarzyła się podobnie absurdalna i podobnie, a może nawet bardziej bolesna.

        > Wybacz, ale facet, który chce sie rozwiesc, z wymienionego powodu, nie istniej
        > e. Albo jest idiotą.
        > Nie wierzę, że ludzie podejmujący studia medyczne, bądź co bądź, mogą mieć taki
        > poziom percepcji, inteligencji, świadomości.

        Tacy faceci (i takie kobiety!) istnieją. Zazwyczaj nie są idiotami pod względem intelektualnym, są "tylko" niedojrzali. Niedojrzałe albo przerośnięte psychologiczne mechanizmy obronne prowadzą ich do samooszukiwania się i zupełnie niewiarygodnych dla osób z zewnątrz sposobów myślenia i zachowań. Czasem przez lata taka osoba funkcjonuje normalnie, albo prawie normalnie, a potem mniej lub bardziej nagle jakieś silne emocje spowodowane czymś z zewnątrz albo tkwiące w nich głęboko uruchamiają te wszystkie mechanizmy. Ofiarami stają się bliscy i są wtedy w podwójnie, czy nawet wielokrotnie strasznej sytuacji: nie mogą liczyć na bliskiego, nie mogą się z nim porozumieć, są ogłupiałe, nie mogą zrozumieć sytuacji w jakiej się znalazły i swojej w niej roli, próbują zrozumieć tego bliskiego "co mu odbiło", nie mogą uwierzyć w sytuację w której się znalazły, trudno się im komukolwiek zwierzyć, nabrać spojrzenia z zewnątrz, bo mają poczucie, że nikt nie uwierzy w to co się stało, a często naprawdę spotykają się nawet nie z niedowierzaniem, a właśnie z taką reakcją jak Twoja.

        A na forum co chwila: "trollujesz".
        Dla mnie opisana sytuacja jest jak najbardziej możliwa i wiarygodna. Bo sama byłam w podobnej.
    • lucerka Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 04.10.14, 11:00
      Wierze, ze facet czuje sie zraniony ale przedstawiac to jako powod rozwodu?
      Co powie kiedys dzieciom? "Odszedlem od waszej matki bo ona poszla na koncert a ja akurat chcialem sie z nia kochac"?
      Myslisz, ze naprawde chce zgotowac rozwod rodzinie z powodu tego nieszczesnego koncertu?
      Powod MUSI byc inny. Moze kryzys wieku sredniego? Zadza przygod z mldoszymi partnerkami?
      Zrzuca wine na Ciebie a tai naprawde chce sprobowac sie z innymi?

      Nie mozesz nic zrobic. Zajmij sie swoim zyciem i wspieraniem dzieci w tej sytuacji. Postaraj swoje zycie poukladac na nowo i obserwuj co sie dzieje. Widzialam wielu facetow wracajacych z podkulonym ogonem.

    • martha782 Czas zakonczyc te pogadanke... 04.10.14, 12:51
      na temat mojego zycia seksulanego, bo to ile razy odmowilam i ile razy maz nalegal na seks jest nieistotne w tym przypadku, chyba, ze dla tych ktorzy widza w tym rozrywke i lubia sie bawic kosztem innych. A dla tych ktorzy spadaja z krzesla ze smiechu albo uwazaja ze mam wyprany mozg to ta cala dyskusja na temat mojego zycia, o ktorym nie maja zielonego pojecia jest forma dowartosciowania sie i poczucia lepszym od innych. No jasne, poczytaj sobie o cudzym nieszczesciu i jeszcze w dodatkuwtedy wynikajacym z ludzkiej glupoty (jak mniemam mojego psychicznego meza i mnie - zmanipulowanej zony) to zrobi ci sie od razu na duszy lepiej bo wtedy wiesz, ze jednak sa gorsi ode mnie i nie ma co ich zalowac bo sami sa sobie winni. Tak niedojrzale podejscie do czyjegos problemu swiadczyc moze tylko o tym jak malo takie osoby wiedza o zyciu i ich waskie postrzeganie rzeczywistosci.
      Moj pierwszy post moze brzmial dosc dramatycznie, ale wlasnie wtedy tak sie czulam i pisalam pod wplywem silnych emocji, co moglo zostac odebrane nieco w skrzywionym swietle. Nie jestem chorobliwie uzalezniona od meza. Po opadnieciu emocji wiem, ze sobie poradze i widze dalszy sens zycia, nie boje sie tez ze zabierze mi dzieci, bo wiem, ze to niemozliwe szczegolnie biorac pod uwage jak sa do mnie przywiazane i jak mamy dobry kontakt. Studiuje i mam swoje pieniadze, a po skonczeniu studiow bede miec dobra, stabilna prace wiec wiem, ze dam rade. Tu raczej chodzilo o to, ze szkoda burzyc cos co ostatnio zostalo wskrzeszone, odbudowane na nowo i bylo tak dobrze i ze taka glupota moze zniszczyc taki zwiazek. Tego nie moglam pojac i nie moglam sie pogodzic ze juz wiecej tak nigdy nie bedzie. Ale coz, nie mozna nikogo zmuszac, wiec godze sie z rozwodem. Maz, mimo, ze tak mowil, ze bedzie pral brudy jesli nie zgodze sie na rozwod, i tak by tego nie zrobil, to byla jedna opcia o ktorej wspomnial. Mowil tez ze bedzie czekal dwa lata jesli nie da sie inaczej Nie sadze tez ze wynika to z egoizmu, bo po rozwodzie nie chcial sie wyprowadzac tylko mieszkac razem do ukonczenia studiow, czyli wszystko zmienialo by sie stopniowo tak by jak najmiej odczuc wszelkie zmiany. To nie zemsta ten rozwod, to to jak sie czul zraniony, ale mimo wszystko szukal ciagle innego sposobu zeby do tego nie doszlo. Tez uwazam ze powod do rozwodu to nie jest tylko do zloscii zalu. Tak wiec napisalam mu maila piszac co ja o tym mysle. No i zadzialalo...
      • martha782 Re: Czas zakonczyc te pogadanke... 04.10.14, 13:04
        Chcialam, tez podziekowac tym osobom, ktore rozumieja ta sytuacje i ktore z serca chcialy mi pomoc, a nie tak jak innii po prostu wchodza na takie forum bo szukaja sensacji i wykazuja zero empati.
        Dzieki za zrozumienie i za wsparcie jeszcze raz.
        • nammkha Re: Czas zakonczyc te pogadanke... 04.10.14, 15:54
          A ja myślę, że wiele podejrzeń, niedowierzania i wypowiedzi o tym, że spada się z krzesła ze śmiechu wynikało z tego w jaki sposób przedstawiłaś temat. Bardzo enigmatycznie. Pewnie to ze wstydu, bo temat seksu nie jest tematem łatwym. Ale ja sama czytając ten wątek miałam mieszane uczucia, gdyby nie glamourus to chyba wogóle nikt nie uwierzyłby w opisaną przez Ciebie sytuację. Na tym forum jest wiele osób, które dobrze życzą innym i są bardzo empatyczne. A na pewno nie wchodzą tutaj, aby się z kogoś pośmiać. Ze swojej strony także życzę Ci powodzenia. Cokolwiek się wydarzy. Może jest dla was jeszcze szansa? Czasem warto zaufać specjalistom, typu seksuolog, psychoterapeuta. Mogą oni wnieść do naszego rozumienia siebie i partnera wiele nowego. Ale jeśli nie wyjdzie to pamiętaj, że po końcu przychodzi czas na coś nowego i to jest po tej goryczy rozstania słodyczą, pewnikiem spotykającą każdego człowieka na tym nieszczęsnym padole...
        • jlory Re: Czas zakonczyc te pogadanke... 05.10.14, 01:00
          Po cholere pytasz na forum twoje zycie ,twoja sprawa.I tak g...o rady dostalas , a obsesja na punkcie meza zostala.
      • edw-ina Re: Czas zakonczyc te pogadanke... 04.10.14, 13:21
        Trzymaj się kobieto. Życie pisze przeróżne i przedziwne scenariusze. Jeszcze wszystko może się zmienić pięć razy. Jakkolwiek będzie, czy rozejdziecie się, czy nie, czy spróbujecie terapii, czy jest na to za późno, poza żalem wyniesiesz z tego ogromną wiedzę. O innych i o sobie. Powodzenia.
      • aqua48 Re: Czas zakonczyc te pogadanke... 04.10.14, 15:17
        martha782 napisała:

        > chodzilo o to, ze szkoda burzyc cos co ostatnio zostalo wskrzeszone, odb
        > udowane na nowo i bylo tak dobrze i ze taka glupota moze zniszczyc taki zwiazek
        > . Tego nie moglam pojac

        Wiesz, może tylko Ty czułaś i widziałaś, że było "tak dobrze", dla Twego męża może było jedynie dostatecznie. Weź to proszę pod uwagę w Waszych rozmowach i myśl o tym... Dobrze, że otrząsnęłaś się już z szoku. Życzę Ci wszystkiego dobrego cokolwiek przedsięweźmiesz.
      • algavre.live Re: Czas zakonczyc te pogadanke... 04.10.14, 18:28
        Oczywiście, że nie mamy "zielonego pojęcia o Twoim życiu". A raczej tylko tyle, ile nam napisałaś. A, że na początku napisałaś mało czytelnie, taką dostałaś odpowiedź. Zresztą sama potem napisałaś, że: " Moj pierwszy post moze brzmial dosc dramatycznie, ale wlasnie wtedy tak sie czu
        > lam i pisalam pod wplywem silnych emocji, co moglo zostac odebrane nieco w skrz
        > ywionym swietle"

        Więc nie miej pretensji.
        • algavre.live Re: Czas zakonczyc te pogadanke... 04.10.14, 18:35
          A właściwie, to nadal nie wiem, o co w tym wszystkim autorce chodzi, ale to nie mój problem...
      • najma78 Re: Czas zakonczyc te pogadanke... 04.10.14, 19:13
        martha782 napisała:

        Tu raczej chodzilo o to, ze szkoda burzyc cos co ostatnio zostalo wskrzeszone, odb
        > udowane na nowo i bylo tak dobrze i ze taka glupota moze zniszczyc taki zwiazek
        > . Tego nie moglam pojac i nie moglam sie pogodzic ze juz wiecej tak nigdy nie b
        > edzie.

        Martha nie wiem czy ktos o tym wspomnial (nie przeczytalam wszystkich wpisow) ale uwazam ze nie moglo byc miedzy wami tak dobrze jak napisalas bo gdyby bylo to maz nie podjalby decyzji o rozwodzie. Odbudowany zwiazek, pozytywne wzajemne uczucia, przepracowa wspolnie problemy...i nagle cos takiego jak brak seksu w jeden wieczor z twojej winy nie skutkuje rozwodem. Rozwod to krok ostateczny, ktory jest wynikiem nie jednego malo znaczacego niezrozumienia potrzeb ktorejs ze stron w danym momencie (nie dlugodystansowo przeciez) a szeregiem sytuacji w ktorych jedna (lub obie) strona czuje sie lekcewazona, nieszanowana itp. Wynik powaznych problemow, klotni, nieporozumien itd. Uwazasz ze w hadmonijnym zwiazku ktory rozwiazal problemy dochodzi do rozwodu ot tak?
    • danaide Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 04.10.14, 20:59
      Oświećcie mnie, o co chodzi / co to za mechanizm?
      Na forum czasem pojawiają się kobiety i piszą dramatyczne posty. Martha taki napisała. Sama to przyznała. Po czym wątek się rozwija i następuje jakieś odwrócenie kota ogonem. Tak, było źle, ale już ze mną dobrze, nawet jak się wali to i tak dobrze.

      Czy to jakiś rodzaj wyparcie, obrony samego siebie, udawania, że jak plują to jednak pada deszcze? Co to jest i czemu służy?
      • vilez Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 04.10.14, 21:38
        Obrona przed atakiem.
        Czasem jest to obrona przed rzeczywistym chamstwem.
        Za atak uważa się czasem próby dosłownego nazwania sprawy przez interlokutorów- wtedy idzie się w wypieranie problemu lub rozmaite racjonalizacje.
        Obrona bierze się też z nawału krytyki (liczba osób- siła na jednego).
        Rozmowa na forum rzadko kiedy jest sprawiedliwa (nierówne siły).
        Ja się nie dziwię, że ludzie się wycofuja rakiem.
        • aqua48 Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 04.10.14, 22:20
          O co chodzi? Obawiam się, że mogłam mieć rację na początku. Czy aby ten "cudowny" mąż się nie zreflektował, że ofiara manipulacji może mu się jednak wymknąć z rąk i jednak zmienił swoje zdanie na temat rozwodu..Przeciągnął panią żonę pod kilem pokazując jej jak to ON cierpi. Oby to nie było to. I oby poszli jednak do specjalisty zamiast męczyć nadal siebie, ale przede wszystkim, uwaga (!) dzieci. Robienie sobie nawzajem takich psychicznych wzlotów pod chmury i upadków z Mont Everestu, może być akceptowalne w przypadku dwojga ludzi, którzy się na to godzą i tak potrafią funkcjonować, jednak nie wpływa dobrze na rodzinę z dziećmi..
      • marsylvik Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 05.10.14, 00:03
        danaide napisała:

        > Oświećcie mnie, o co chodzi / co to za mechanizm?
        > Na forum czasem pojawiają się kobiety i piszą dramatyczne posty. Martha taki na
        > pisała. Sama to przyznała. Po czym wątek się rozwija i następuje jakieś odwróce
        > nie kota ogonem. Tak, było źle, ale już ze mną dobrze, nawet jak się wali to i
        > tak dobrze.

        Raczej "no dobra, pisałam, że strasznie, ale chciałam, żebyście mi powiedzieli, że nie aż tak strasznie, a wy tymczasem dobijacie jeszcze bardziej, wymyślacie jakieś "diagnozy", sugerujecie, żem sama sobie winna - to ja już wolę sama z tym "strasznie" sobie radzić, za taką pomoc to ja dziękuję".
        Albo "No serio mam udowadniać, że nie jestem wielbłądem? Ja tu przyszłam szukając pomocy, a tu mi pięć osób wmawia, że niemożliwe, żebym pomocy potrzebowała, bo jestem wielbądem (najczęściej trollem), zanim się o pomoc dostukam to sobie prędzej w łeb stuknę... to nie debile, nie mogą nie widzieć oczywistego, na pewno są złośliwi, a nie tego mi teraz trzeba"

        Dla mnie całkowicie zrozumiałe.
        Ja się raczej dziwię, że niektórzy to wytrzymują, są w stanie taką formę zmasowanego ataku na siebie i na swoje dotychczasowe wartości w życiu znieść na tyle, żeby coś konstruktywnego z tej naszej wspólnej pisaniny dla siebie wyciągnąć. Wydaje mi się... ale tu ostrożnie, bo to może być niezbyt trafiona obserwacja... ale wydaje mi się, że osoby które to wytrzymują i "reagują normalnie" to te, które są do przemocy psychicznej wobec siebie już przyzwyczajone. Toksyczni rodzice, przemocowiec... A przy tym na tyle silne, żeby się nie załamać. Być może mają tego typu związki już za sobą, wyszły z nich w jakiś sposób silne. Normalni takich ataków forumowych nie wytrzymują.

        > Czy to jakiś rodzaj wyparcie, obrony samego siebie, udawania, że jak plują to j
        > ednak pada deszcze? Co to jest i czemu służy?

        Zwykła obrona pobitego (przez życie) przed kolejnymi ciosami (od forum).
        • vilez Re: Zupelnie zdruzgotana...rozwod 05.10.14, 08:41
          10/10
Inne wątki na temat:
Pełna wersja