pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów

06.10.14, 23:15
Czy możemy chodzić na terapię, gdy zataję przed mężem, ale nie przed terapeutą (tudzież innym specem), że grzebię w mężowskich mail'ach? Czy to nie ma sensu i na początku zostanie mi odmówione prowadzenie terapii?
Stąd wiem, że pomimo niby przegadania tematu i wyjaśnieniu sobie sprawy, kryzys nie minął. Będzie jak ostatnim razem, 2 lata i znowu kryzys. Dlatego tym razem chcę terapii. Ale dla własnego spokoju i jednak kontroli, wolałabym utrzymać ten dostęp. Jesteśmy małżeństwem z 2 dzieci, więc stawka wysoka. Chcę przestać tam zaglądać (dla własnego komfortu psychicznego), ale w sytuacji podbramkowej chciałabym sprawdzić czy nie dzieje się coś źle.....dlatego nie chcę się ujawniać.
    • adorra0 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 06:57
      A mąż w ciągu tych dwóch lat nie domyślił się, że grzebiesz w jego mailach? Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, że to wiedza jaką pozyskałaś z nich przed laty była przegadana i wyjaśniona, a teraz nastąpiła powtórka?
      • verdana Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 07:22
        Innymi słowy chcesz utrzymać kontrolę nad mężem, bo? Zdradza Cię, defrauduje kasę, co innego? I jednocześnie widzisz, ze źle sie dzieje i chcesz terapii?
        Tak czy inaczej, nie istnieje i nie będzie istnieć dobre małżeństwo przy takim braku zaufania i kontroli z jednej strony. Jak Ty byś sie czuła, gdybyś odkryła któregoś dnia, że mąż Cię szpieguje i uważa, ze musi utrzymywać kontrolę, bo jesteś kompletnie niegodna zaufania?
        Stawka jest duża. Mąż, ja ksie dowie, najprawdopodobniej odejdzie. Jak sie nie dowie , to i tak Twoje małżeństwo oparte na kontroli i nieufności nigdy dobre nie będzie i nigdy nie będziesz czuła sie w nim bezpieczna. No, chyba, że istotne jest tylko to, aby mąż utrzymywał i dlatego warto pilnować, aby nie zwiał, a nie on, jako osoba, na której Ci zależy.
        • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 11:51
          kontrola - chcę utrzymać możliwość kontroli, just in case. Zrozumiałam, że czytanie tego jest nie w porządku i rani mnie (te jego przechwałki kolesiowskie, głupkowate itp) i niczemu to nie służy. Ale tym razem kiedy sprawdziłam to wyszło, że dla mnie jest inny, a przed kolegami gra figo-fago, broń boże nie pantoflarz, co mu się delikatnie zarzuca. Przez to podczas ostatniej awantury o te rowery skłamał, że zostaje w pracy, a poszedł na browara, kiedy koledzy zarzucili temat. Teraz wiem, że muszę popracować nad nami, żeby miał siłę się przeciwstawić ewentualnym głupkowatym pomysłom tamtych (panienka na kawalerski, czasami klub go-go). Tym bardziej, że nie mogę go stale kontrolować i nie chcę. A niestety widzę, że woli oszukać mnie, niż źle przed kolegami wypaść. Oczywiście mi mówi, że to prawdziwa przyjaźń, nie udają przed sobą, nie zmieniają się, bo lubią się takimi jakimi są w rzeczywistości, ale ja w mailach widzę innego człowieka niż w domu i wiem, że to śliskie. Dlatego chcę terapii. Dla siebie tez. Może za bardzo się rzucam, moze za dużo wymagam, nie akceptuję Go, neguję coś i to wszystjko skłania Go że ma jakby 2 swiaty. Nie wiem, ale wydaje mi się że pomoc z zewnątrz pomoże obojgu nam w końcu się ogarnąć i stworzyć satysfakcjonujący dla obojga związek. Poza tym liczę, że trochę wydorośleje, bo niestety najpierw mama go niańczyła a teraz ja mam.
          Kocham Go i chcę z nim być pomimo pewnych naszych wad, ale nie może być tak, że z czasem on zwala coraz więcej na mnie, alebo kiwa głową na zgodę, a po kilku tyg sytuacja wraca do normy. Widzę, że on za malo uczy się na błędach. Przykładem jest to ostatnie cholerne piwo, o którym ja wiem, ale on nie wie że ja wiem i utrzymuje ze był w pracy.To jest bardzo niepokojący sygnał takiej jego wiecznej postawy "oj tam oj tam będzie dobrze, bo czego oczy nie widzą.....".
          kasa - nie trzymam go dla kasy. To ja w naszym związku nosze portki (chyba niestety tak). Organizacja i kasa jest po mojej stronie i od zarania dziejów zarania dziejów zarabiam od niego nieco lepiej. Wiadomo, że w pojedynkę nie byłoby różowo, ale ja nie z tych fonansowo się obawiających:)
          co jakbym ja się dowiedziała o szpiegowaniu? - jeśli sama byłabym winna? No to chyba jedyne co przyszłoby mi do głowy to ze nie wystarczająco pracuję nad zbudowaniem zaufania, że są dziury, musze się postarać bardzioej ale i On tez musi popracować nad sobą....
          tak zdaje sobie sprawę z tego co piszesz, że "nie istnieje i nie będzie istnieć dobre małżeństwo przy takim braku zaufania i kontroli z jednej strony" - dlatego nie chcę Go kontrolować, ale jak pisałam On taki czasami bezmyślny chłopiec, że wolę po prostu mieć wyjście awaryjne i zamiast awantur serwować samoterapie ukierunkowane na "właściwe" cele:)
          jeśli kiedyś nie sprawdzę mail'a to będzie to duży sukces naszego związku, na razie niestety Mu nie ufam na tyle (tak, masz rację, obiecuję i takie tam, bo nic z tego nie wynika), żeby pozostać na obecnym etapie, więc terapia, a potem zostawienie maili w spokoju.........
          • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 12:06
            larie napisała:

            > kontrola - chcę utrzymać możliwość kontroli, just in case. Teraz wiem, że muszę popracować nad nami, żeby miał siłę się przeciwstawić ewentualnym głupkowatym pomysłom tamtych A niestety widzę, że woli oszukać mnie, niż źle przed kolegami wypaść. Dlatego chcę terapii. Dla siebie tez. On taki czasami bezmyślny chłopiec, że wolę po prostu mieć wyjście awaryjne i zamiast awantur serwować samoterapie, ukierunkowane na "właściwe" cele:)
            niestety Mu nie ufam na tyle, żeby pozostać na obecnym etapie, więc terapia, a potem zostawienie maili w spokoju.

            Po tych zdaniach widać jasno, że uważasz terapię małżeńską za środek na to aby z Twojego męża - bezmyślnego chłopca, ulegającego wpływowi kolegów kłamczuszka, zrobić wreszcie odpowiedzialnego mężczyznę, który będzie ulegał i podporządkowywał się wyłącznie Tobie. A tak to nie działa. Terapia nie polega na cudownej przemianie współpartnera, tylko na zmianie Twojej postawy i oczekiwań wobec niego. Jestem pewna, że po pierwsze mocno się na niej zawiedziesz, a po drugie, że jest Wam niezbędna jeśli macie przetrwać jako związek.
            • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 12:12
              "Terapia nie polega na cudownej przemianie współpartnera, tylko na zmianie Twojej postawy i oczekiwań wobec niego. "
              To po co pary chodzą we dwoje? Tylko jedno zmienia postawę i oczekiwania?
              • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 12:26
                larie napisała:

                > "Terapia nie polega na cudownej przemianie współpartnera, tylko na zmianie Twoj
                > ej postawy i oczekiwań wobec niego. "
                > To po co pary chodzą we dwoje? Tylko jedno zmienia postawę i oczekiwania?

                Często postawę i oczekiwania zmieniają oboje. Czasami tylko jedno i już to powoduje dalsze pozytywne zmiany. Niekiedy też uświadamiają sobie, że ich oczekiwania są nierealne i wygórowane i podejmują następne decyzje na podstawie tej wiedzy, chroniąc siebie. Ale nie zmieniają się jako tacy. To nie tak, że pójdziecie na terapię i po niej dostaniesz nowego męża z przepranym mózgiem, posłusznie wykonującego twe polecenia, "bo tak kazała pani psychoterapeutka". Możesz natomiast nauczyć się jak wobec niego się zachowywać, dowiedzieć dlaczego postępuje, tak a nie inaczej i co to na prawdę znaczy. Jeśli chcesz poprawić, zmienić na lepsze nie męża, tylko swój związek z nim, to polecam terapię.
              • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 12:28
                Pary chodzą wspólnie, by zrozumieć siebie nawzajem: swoje potrzeby, oczekiwania, sposób ich artykułowania, który może być niejasny lub bolesny dla drugiego człowieka. I terapia, jeśli ma skutkować poprawą jakości związku, to rodzaj wyjścia sobie naprzeciw, a nie zmiany jednej osoby. Oczywiście może w kimś doprowadzić do większych zmian, w kimś innym do mniejszych, ale nie idzie się na terapię z myślą: no to teraz pokażę ci, co robisz źle, a ty to zmienisz.
                • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 12:34
                  Nie zrozumie np., że kłamiąc robi źle?
                  Czyli idąc na terapię, nie mogę liczyć na to, że dotrze do niego, ze na kłamstwie się nie da nic zbudować. Idąc na terapię nauczę się jak żyć z jego kłamstwem?
                  • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 12:38
                    larie napisała:

                    > Nie zrozumie np., że kłamiąc robi źle?
                    > Czyli idąc na terapię, nie mogę liczyć na to, że dotrze do niego, ze na kłamstw
                    > ie się nie da nic zbudować. Idąc na terapię nauczę się jak żyć z jego kłamstwem?

                    Nie, dowiesz się być może DLACZEGO on kłamie i jak TY masz postępować aby nie musiał tego robić w stosunku do Ciebie.
                    • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 12:45
                      ok, jasne.
                      Ale ja oczekuję, że on też dowie się czegoś o tym co powodują Jego kłamstwa, do czego doprowadzają i że to nie jest "oj tam oj tam".
                      Nie chcę żebym to tylko ja się nauczyła jak chodzić wkoło Misia, żeby "Misio nie musiał kłamać", bo jak zacznie kłamać, to moja wina.......
                      Czy ktoś mnie rozumie????????
                      • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 02:43
                        Rozumie, rozumie.
                        Generalnie ja nie rozumiem Twojej potrzeby kontroli męża.
                        Ale akurat tutaj masz całkowitą rację - przyczyna tego, że mąż kłamie nie leży po Twojej stronie, to on kłamie i on zawsze decyduje o tym by skłamać zamiast powiedzieć prawdę.
                        I to nie jest Twoja wina.
                        Mądry terapeuta nie będzie Cię uczył "byś tak postępowała by mąż nie musiał kłamać" bo to chore jest.
                        Ale: jeśli chcecie iść na terapię oboje to wspólnie musicie pogadać jakie macie wobec tej terapii oczekiwania. To nie jest tak, że Ty powiesz co "mąż robi źle", terapeuta mu wytłumaczy i mąż się zmieni.
                        Zmiany są trudne i wymagają chęci, zaangażowania i ciężkiej pracy obu osób.

                        I jeszcze apropos tego czy Twój mąż jest taki jaki jest czy udaje, bo co innego widzisz w mailach do kumpli a co innego w domu na co dzień. A skąd wiesz, że on udaje przed kuplami a prawdziwą twarz widzisz Ty? A może jest odwrotnie?
                        • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 12:01
                          potrzeba kontroli - nie mówię, że jest dobra, ale już któryś raz widzę, że nie wywiązuje się z obietnic, zawiódł zaufanie, zawszze obiecuje, ale mu nie wychodzi. Myślę, że kwestia obievywania to nie tylko słowo "obiecuję" ale też plan jak tego dokonać, czyli unikania sytuacji które nakłaniają do złego, albo plan uwalam się alkoholem 2 dni w tyg nie 3....rozumiesz? A u niego tylko obiecuję, a potem pod wpływem chwili....."oj zapomniało mi się". Więc skoro widzę, ze tak wychodzą jego obiecywanki, to jednak to zaufanie mam gdzieśtam w głębokich zakamarkach ograniczone. Wiesz, myślę, że wszystko moze się zdarzyć, niekoniecznie ale....jest jakiś procent szansy...
                          udawanie - znam Go "trochę":) Myślę, że gra figo-fago przed kumplami, a z nas się cieszy, choć pisze mało przyjaźnie czasami, to pisze przed singlem i kolesiem, który ma długoletni, letni związek, są z sobą, ale nie razem, nie chce mu się wiązać, ciągle ją zwodzi, że za rok, a ostatnio zdradził tę kobietę i nie widzę niczego pozytywnego o niej w mailach. Takim kolesiom trudno pisać o domowych pieleszach i problemach inaczej niż z "ciętą ripostą". To ich bawi, a niuansów domowych nie zrozumieją bo nie mają podobnego życia i nie dążą do niego. To zrozumiałe i choć mi przykro, że mój mąż nie potrafi się przeciwstawić im pisząc, "wiecie, czasami gó...ano, czasami mam ochotę się wyprowadzić, ale generalnie kocham ich i nie chciałbym wracać do życia sprzed", to jednak jakoś staram się to wybaczyć i zrozumieć, chociaż boję się tego. Bo to znaczy, że nie chce pokazać prawdy, chce im może dorównać? Pokazać ze nie jest pantoflarzem jak ich czwarty (rzadko na spotkaniach widywany) kolega, wyśmiewany jak talala. Ale wierzę, że przed nimi gra - tylko że ta potrzeba bycia niegorszym budzi moje obawy, do czego może się posunąć.
                          • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 12:25
                            larie napisała:

                            > potrzeba kontroli - nie mówię, że jest dobra, ale już któryś raz widzę, że nie
                            > wywiązuje się z obietnic, zawiódł zaufanie, zawszze obiecuje, ale mu nie wychod
                            > zi.

                            No, ale Ta Twoja kontrola wcale nie pomaga, prawda? Mąż wcale przez to, że siedzisz mu na głowie nie zmienia postępowania. A Ty jesteś przez nią jeszcze bardziej sfrustrowana i zła. Więc choćby dlatego warto ją zarzucić.


                            > Myślę, że gra figo-fago przed kumplami, a z nas s
                            > ię cieszy, choć pisze mało przyjaźnie czasami,
                            > przykro mi, że mój mąż nie potrafi się przeciwstawić im pisząc,
                            > jakoś staram się to wybaczyć i zrozumieć, chociaż boję się tego.
                            >Bo to znaczy, że nie chce pokazać prawdy, chce im może dorównać? Pokazać ze nie jest pantoflarzem jak ich czwarty (rzadko na spotkaniach widywany) kolega, wyśmiewany jak talala.

                            Kompletnie nie rozumiem Twojej potrzeby czytania jego korespondencji z kumplami i szukania w niej potwierdzenia, że jesteś dla męża ważna.. Masz tak nikłe poczucie własnej wartości?
                            Tak samo jak nie rozumiem potrzeby kontrolowania jego męskich znajomości oraz oczekiwania, że mąż będzie chciał być przez kolegów wyśmiany, czy pogardzany. Z jednej strony oczekujesz, że będzie zachowywał się jak silny mężczyzna, a z drugiej nie przeszkadzałoby Ci gdyby koledzy się z niego śmiali?
                            • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 13:43
                              - tak masz rację, ze kontrola nie pomaga i dlatego przede wszystkim chcę ją zarzucić. Frustruje mnie tylko. Niepotrzebne mi czytać o czym oni piszą. I nie czytam już tego. Żeby wyjaśnić: nie czytałam tego po to żeby zobaczyc co oni piszą, bo ich sprawa, ale chciałam sprawdzić, czy przypadkiem On znowu mnie nie zdradza, a że przy okazji wyczytałam inne rzeczy to skutek uboczny. Ale na razie info, że znam hasło zachowam dla siebie. Nie jestem gotowa by zamknąć to definitywnie. Po prostu zastanawiam się czy nie zostawić tego hasła ze za 5 lat jak coś się będzie działo, to będę mogła sprawdzić czy przypadkiem nie jest nas troje. Oczywiście wiem ze nawet takie zostawienie hasła (bez czytania maili, czytałam 2 tyg i skonczylam) jest be, ale nie jestem gotowa by to rozwiązać.
                              - oczekiwania, że mąż będzie chciał być przez kolegów wyśmiany, czy pogardzany – a dlaczego miałby być? To on myśli, że będzie i boi się. Nie potrafi obronić swojego. Jest za słaby widocznie. Mam taką tutaj historię: Mój kolega (na kolacji biznesowej) w rozmowie na temat innego, że tamten jest pantoflarzem spokojnie stwierdził „He, ja też chyba jestem, kocham żonę”…..i cośtam jeszcze nie pamiętam. Koleś na stanowisku managerskim, niczego Mu nie ująć z urody ani zachowania, inteligentny, elokwentny, ogarnięty. Tym stwierdzeniem ani się nie ośmieszył, ani jego rola nie umniejszyła się. Miał odwagę coś takiego powiedzieć i nikomu nie przyszło do głowy, żeby Jego pozycja przez to podupadła. Dlaczego? Dlatego ja myślę sobie, że jakby mój Miso nie rozmawiał o nas za dużo z kolegami, żeby się nie narażać (zrozumiałabym), a ewentualne zaczepki potrafił skomentować i uciąć dając do zrozumienia że nie życzy sobie niewybrednych komentarzy, byłoby super. Ale On chcąc być cool trochę nas oczernia. I znowu wracam do tego, że skoro nawet przez maila tak chce im się przypodobać, to co gdy koledzy zaproponują w Realu jakąś głupotę? Wtdy już na pewno nie będzie miał siły się przeciwstawić…Tym się martwię i dlatego pomyślałam o tej terapii, która mogłaby nas wzmocnić just in case………
                              - a w ogóle terapia – to mój pomysł, a On się zgadza. Ktoś napisał, że idzie dla świętego spokoju…………no chyba po części może tak być. Muszę wysondować.
                              • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 16:51
                                larie napisała:

                                > - tak masz rację, ze kontrola nie pomaga i dlatego przede wszystkim chcę ją zar
                                > zucić.

                                A ja myślałam, że z szacunku dla siebie i dla męża, a przede wszystkim dlatego, że cudzej korespondencji się nie czyta...

                                > Ale On chcąc być cool trochę nas oczernia. I
                                > skoro nawet przez maila tak chce im się przypodobać, t
                                > o co gdy koledzy zaproponują w Realu jakąś głupotę? Wtdy już na pewno nie będzi
                                > e miał siły się przeciwstawić…Tym się martwię

                                A dlaczego się martwisz, nie jesteś w stanie powstrzymać męża przed zrobieniem czegoś co TY uważasz za głupotę. On jest dorosłym i niezależnym człowiekiem. A Ty nie możesz za niego myśleć, podejmować decyzji, ani być jego aniołem stróżem.
                                Poza tym piszesz, ze maż chcąc być cool oczernia Was, a zastanowiłaś się choć przez chwilę, że on może po prostu jest z kolegami szczery i może tak widzieć Wasz związek?
                                • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 19:55
                                  Z tym oczernianiem.....on podaje fakty, które nie miały miejsca
                                  • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 21:43
                                    larie napisała:

                                    > Z tym oczernianiem.....on podaje fakty, które nie miały miejsca

                                    Według ciebie nie miały miejsca, on może widzieć sprawę inaczej, coś usłyszał, wziął do siebie, dorobił do tego swoją interpretacje i już masz - sytuację której nie było :)
                                    • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 16:46
                                      No tak, ale kiedy u schyłku awantury, kiedy zaczynamy juz rozmawiać i przegadywac pewne sprawy, on wraca ze spaniem do sypialni, a rano pisze kolegom "przetrzymalem ja , wczoraj poprosiła bym wrócił do łóżka", a koledzy "gratulujemy" to chyba nie można mowić o niezrozumieniu nie????;-)
                                      Choć przyznam ze 50% przypadków mogłoby podpadac pod twoja teorie, to czuje ze tak nie jest.
                              • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 16:56
                                Czemu Ty widzisz odwagę w powiedzeniu przez menagera, że żonę kocha??
                                Przecież to jest normalna, zwyczajna rzecz.
                                U Ciebie coś nie tak jest z priorytetami, poczuciem własnej wartości.

                                I nie rozumiem, pójdziecie na terapię, podstawą terapii jest szczerość a Ty nie powiesz, że czytasz maile męża i masz dostęp do jego poczty?
                                Nie powiesz tego, o czym tu piszesz, co wyczytałaś w tych mailach i co Cię boli?
                                To jaki to ma sens? Żeby psychoterapeuta "ułożył" Ci męża tak, jak Ty chcesz?
                  • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 12:58
                    Ja nie powiedziałam, że nie zrozumie, że robi źle. On być może już rozumie, że robi źle, ale z jakiegoś powodu się na to decyduje i być może dzięki wspólnej terapii poznacie te powody.

                    Czyli idąc na terapię, nie mogę liczyć na to, że dotrze do niego, ze na kłamstw
                    > ie się nie da nic zbudować. Idąc na terapię nauczę się jak żyć z jego kłamstwem
                    > ?

                    - z mojego punktu widzenia to chcesz wybrać się na terapię, by osiągnąć zamierzony przez siebie cel, a nie wyleczyć chorobę. Oczekujesz konkretnych rezultatów, a tak niestety to nie działa. Działa na zasadzie odkrywania siebie samych i siebie nawzajem, swoich naleciałości, kalek wyniesionych z domu i różnych innych sytuacji, umiejętności komunikacyjnych itp. I uzbrojeni w tę nową wiedzę dopiero uczymy się żyć ze sobą ponownie. Ale nikt ci nie powie, jaki konkretnie będzie rezultat tej zmiany, zanim ona nie nastąpi.
      • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 11:17
        Nigdy tam nie zaglądałam. Dostęp mam od pewnego czasu, z pół roku, ale dopiero teraz się potknął więc postanowiła dowiedzieć się o co chodzi.
        2 lata temu podrywał koleżankę z pracy, twierdząc, że ma tyle roboty, że musi dłużej zostawać. Wtedy była awantura na max'a, omal nie wyprowadziłam Go, ale przeszliśmy przez to. Teraz wyszło, że miał jechać na rowery tam gdzie zwykle, ale pojechał z kolegami gdzie indziej. Po fakcie 2 razy podpytałam i obstawał przy swoim, a jak powiedziałam, że wiem, że kłamie to z rozbrajającą szczerością powiedział mi "oj tam bo wiedziałem, że zaraz zaczniesz zadawać pytania, podejrzewać, narzekać więc wolałem uniknąć". I to kłamstwo zastanowiło mnie czy przypadkiem mój lubi nie jest kłamczuszkiem......dlatego weszłam na tę jego pocztę.
      • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 11:18
        adorra0
        Nigdy tam nie zaglądałam. Dostęp mam od pewnego czasu, z pół roku, ale dopiero teraz się potknął więc postanowiła dowiedzieć się o co chodzi.
        2 lata temu podrywał koleżankę z pracy, twierdząc, że ma tyle roboty, że musi dłużej zostawać. Wtedy była awantura na max'a, omal nie wyprowadziłam Go, ale przeszliśmy przez to. Teraz wyszło, że miał jechać na rowery tam gdzie zwykle, ale pojechał z kolegami gdzie indziej. Po fakcie 2 razy podpytałam i obstawał przy swoim, a jak powiedziałam, że wiem, że kłamie to z rozbrajającą szczerością powiedział mi "oj tam bo wiedziałem, że zaraz zaczniesz zadawać pytania, podejrzewać, narzekać więc wolałem uniknąć". I to kłamstwo zastanowiło mnie czy przypadkiem mój lubi nie jest kłamczuszkiem......dlatego weszłam na tę jego pocztę.
    • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 11:56
      znaczy czy mogę psychoterapeutce powiedzieć co wiem, a Ona się tym będzie sugerować, nie mówić wprost skąd to wie i czemu akurat na to naciska?????
      Chodzi mi o to, że moze ktoś z zewnątrz potrafiłby rozpracować te problemy, bo ja to przesadzam, nic się nie dzieje, on obiecuje (jak zawsze), albo postara się dla mnie......a ja chcę by zrozumiał, a nie kłapał tylko dziobem. Bez zrozumienia to nie pójdzie raczej.
      • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 12:11
        larie napisała:

        > znaczy czy mogę psychoterapeutce powiedzieć co wiem, a Ona się tym będzie suger
        > ować, nie mówić wprost skąd to wie i czemu akurat na to naciska?????

        Chcesz kontrolować nie tylko męża, ale także przebieg terapii? A właściwie dlaczego? Nie ufasz terapeutce do której się zwracasz? Czy czujesz się przez nią zagrożona?

        >a ja chcę by zrozumiał, a nie kłapał tylko dziobem. Bez zrozumi
        > enia to nie pójdzie raczej.

        A ty chcesz zrozumieć męża? Czy oczekujesz tego, że wysłucha w obecności terapeutki Twoich oczekiwań, zrozumie ze są bezdyskusyjne i dostosuje się do nich bez niepotrzebnego gadania?
        • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 12:19
          Teretycznie jestem gotowa na zmiany także w sobie. Teoretycznie, bo nie mam pojęcia jak to będzie - nigdy nie byłam u terapeuty.
          Oczekuję polepszenia komunikacji między nami, nauczenia się rozmawiania i słuchania, pewnie muszę popracować i nad sobą, ale oczekuję także, że mój mąż w końcu zrozumie, że musi wydorośleć: przestać kłamać (mi, kolegom opowiadając jak to mi dogadał, jak to go ja przeprosiłam) oraz wywiązywać się z obowiązków i postanowień (wszystko jutro albo w weekend, albo czasu nie miał). Inaczej strzela samobója do nie tylko swojej bramki. Ja i dzieci też tam jesteśmy.
          • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 12:36
            larie napisała:

            > Teretycznie jestem gotowa na zmiany także w sobie. Teoretycznie, bo nie mam poj
            > ęcia jak to będzie - nigdy nie byłam u terapeuty.

            A jeśli te zmiany będą wymagały od Ciebie ustępstw, przyznania mężowi racji, jesteś na to gotowa?

            >oczekuję także, że mój mąż w końcu zrozumie, że musi wydorośleć

            A może to Ty musisz zrozumieć, że on już JEST dorosłą osobą? Nawet jeśli zachowuje się w sposób, który Ci nie odpowiada? I że nad pewną częścią jego życia nigdy nie będziesz miała i nie musisz mieć kontroli, tak jak on nie ma wpływu na to co Ty o nim opowiadasz przyjaciółkom, rodzinie, czy choćby tu na forum?

          • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 12:39
            Oczekuję polepszenia komunikacji między nami, nauczenia się rozmawiania i słuchania, pewnie muszę popracować i nad sobą
            - de facto terapia to praca przede wszystkim nad sobą, a nie nad kimś. Na terapii możesz się dowiedzieć skąd biorą się zachowania męża, których nie lubisz, ale sama będziesz musiała podjąć decyzję, co z tym zrobić.
            Może jaśniej to pokażę na przykładzie: mój mąż (z którym przeszłam długą i udaną terapię) jest osobą potrzebującą adrenaliny, szczególnie tej płynącej ze sportu, rywalizacji. Jego obsesja często mieszała nam w życiu i doprowadzała do konfliktów. Terapia nie sprawiła, że porzucił potrzebę rywalizacji, ale: a) ja zrozumiałam tę potrzebę, skąd wynika i co mu daje i mniej denerwuje mnie potrzeba jej zrealizowania, a czasami wręcz sama go zachęcam, by wyrzucił z siebie emocje w ten sposób; b) on sam pojął, skąd ta obsesja się wzięła, co pozwoliło mu bardziej ją kontrolować, nie dawać sobą zawładnąć, a to w konsekwencji doprowadziło do bardzo znacznego zniwelowania wypływających z niej konfliktów, lepszego ustawienia priorytetów itp.. Mniej więcej tak działa terapia.

            - oczekuję także, że mój mąż w końcu zrozumie, że musi wydorośleć: przestać kłamać (mi, kolegom opowiadając jak to mi dogadał, jak to go ja przeprosiłam) oraz wywiązywać się z obowiązków i postanowień (wszystko jutro albo w weekend, albo czasu nie miał). Inaczej strzela samobója do nie tylko swojej bramki. Ja i dzieci też tam jesteśmy.

            Może on nie wydoroślał, bo nie miał jak tego uczynić? I prawdę powiedziawszy pilnując go, sprawdzając, mówić co i jak ma zrobić nie pozwolisz mu wydorośleć. To trochę jak z nauką chodzenia: jeśli zawsze będziesz prowadzić dziecko za rękę, przytrzymywać, nie pozwalać by się wywróciło, to nie nauczy się pewnie chodzić, o bieganiu nie wspominając. A ty chcesz, by twój mąż zaczął biegać, a on nie miał jak nauczyć się chodzić.
            Choć oczywiście rozumiem twoją potrzebę posiadania dojrzałego, wrażliwego na twoje i dzieci potrzeby partnera, przy którym czułabyś się bezpieczna. Jednak musisz obrać inną drogę, by to osiągnąć.
            • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 12:56
              edw-ina - podoba mi się to co napisałaś.
              1. widzisz twój mąż też się czegoś nauczył i to jest super. Ja wiem, że też nie jestem bez winy i muszę coś zmienić, bo charakter mam ciężkawy, ale nic nie usprawiedliwia kłamstwa partnerowi. No na litość boską!!!! Wyznaję zasadę, że "lepsza najgorsza prawda niż najlepsze kłamstwo"
              2. z bieganiem - bardzo dobre. Widze to sama w ten sam sposób, ale jak mam Mu popuścić? Za późno, czego teraz nie zrobię za niego, to odbije się na rodzinie. Mam rachunków nie zapłacić, żeby prąd nam odcięli? Mam olać komornika, żeby wszedł kiedyś i tv nam pod pachę zabrał? Mam nie szukać lepszej pracy tylko godzić się na teraźniejszość i odkładanie mozolne z miesiąca na miesiąc? Mam odpuścić wakacje, a co dzieciom powiem? Ze tata to woli z chłopakami na rower, bo na wakacje to niby zawsze kasy nie ma?
              3. nie chcę wytresowanego pieska tylko DOJRZAŁEGO faceta - jaką drogę mam obrać do jasnej cholery bo nie daję rady. Jak to kiedyś Miso podsumował moje próby "moja mama też próbowała, ale mnie to ani prośbą ani groźbą".....
              • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 13:03
                Ponownie - nie ustawisz, nie zmienisz dorosłego człowieka. On może zmienić się sam, ale i to w ograniczony sposób. Ale by mógł się zmienić, musi mieć ku temu możliwość. Aby ją mieć, musi mieć możliwość podejmowania własnych decyzji, własnych zobowiązań i również samodzielnego przejechania się na swoich błędach.

                A poza tym - jeżeli zakładasz, że twój mąż nie ma umiejętności samodzielnego myślenia, która to jest niezbędna do samorefleksji będącej częścią terapii, to żadna terapia wam nie pomoże.
              • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 13:03
                larie napisała:

                > nie chcę wytresowanego pieska tylko DOJRZAŁEGO faceta - jaką drogę mam obrać
                > do jasnej cholery bo nie daję rady. Jak to kiedyś Miso podsumował moje próby "
                > moja mama też próbowała, ale mnie to ani prośbą ani groźbą"...

                Zastanawia mnie w tej sytuacji tylko jedno. Po jakie licho za niego wychodziłaś i rodziłaś mu dzieci? I dlaczego nadal ze sobą jesteście? Może nad tym też warto się zastanowić na terapii...
                • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 13:23
                  po co wychodziłam za niego - bo go kochałam i kocham. Bo wydawało mi się, że Pana Boga za nogi złapałam. Wiecie jak to jest na początku - ideał. Niestety to trwało 2 lata i się pobraliśmy, bo dziecko było w drodze. Nie dla dziecka, ale to przyspieszyło decyzję.
                  Dużo się udzielał, pomagał. Wydawało mi się, że jest mniej więcej jak chciałam. Teraz mniej zrozumienia, mniej chcenia chyba, nauczył się odkładać to co niewygodne na potem, aż mamy kary, komornika kiedyś, przepadły studia i takie tam inne. Wspólne hobby nie wychodzi. Ja bym wciąż jeździła, On woli w domu, kasy nie ma, zmęczony jest, nie ma co z dziećmi, na weekend się nie opłaca. Ale jak już awanturą wyciągnę go na wakacje, to taaaki zadowolony, ze tak super, tak fajnie, tak co roku trzeba a za rok znowu wakacje od awantury zaczynamy.
                  Ale wciąż Go kocham, bo jest całkiem fajnym ojcem, lubię Jego poczucie humoru , lubię z nim podróżować jak się uda, boskie są wręcz weekendy bez dzieci-tak twierdzimy oboje, nawet raz na jakiś czas mamy fajne wieczory we dwoje gdzie dobrze nam się rozmawia, ale potem znowu On robi swoje i atmosfera gęstnieje.....
                  • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 13:34
                    larie napisała:

                    > Dużo się udzielał, pomagał. Wydawało mi się, że jest mniej więcej jak chciałam.
                    > Teraz mniej zrozumienia, mniej chcenia chyba, nauczył się odkładać to co niewy
                    > godne na potem, aż mamy kary, komornika kiedyś, przepadły studia i takie tam in
                    > ne.

                    Czyli jest jednak potencjał, tylko być może wystarczy wspierać pozytywne zachowania. I pozwalać ponosić konsekwencje niepożądanych.

                    > Ale wciąż Go kocham, bo jest całkiem fajnym ojcem, lubię Jego poczucie humoru ,
                    > lubię z nim podróżować jak się uda, boskie są wręcz weekendy bez dzieci-tak t
                    > wierdzimy oboje, nawet raz na jakiś czas mamy fajne wieczory we dwoje gdzie dob
                    > rze nam się rozmawia,

                    Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że to Twój pierwszy post w którym opisujesz męża pozytywnie?
                    To co napisałaś rokuje bardzo dobrze. Koniecznie idźcie na tę terapię.
                    A planowanie wakacji zacznij nie od awantury tylko do przypomnienia jak to fajnie było w zeszłym roku, od oglądania zdjęć i wspomnień i od pytania męża co mu się podobało najbardziej i co chciałby robić/gdzie pojechać teraz.
                    • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 13:47
                      przecież ide na terapie bo wierzę w nas:)
                      Tak jest fajnym facetem:)
                      Ale Jego kłamczuszkowatość i lenistwo mnie wkur..... No ile ja mam tłumaczyć??? Mam dwójkę dzieci i jeszcze trzecie? Taaaak, chwaliłam i nic, taaak, ganiłam i nic, przekupstwo (jak zrobisz coś z tej listy olanych rzeczy możesz iść sobie na browara kiedy chcesz) i też nic........Ja tłumaczę, On mi przynaje rację, a po kilku tyg znbowu to samo. Ja jestem zmęczona. Skupiam się na problemie, bo nie mam czasu się rozwodzić, jestem w pracy. Tak, fajny dobry facet, ale też i dzieciak a ja też bym chciała się na kimś oprzeć. Zdarzyła mu się wpada z laską - ok przeżyłam, ale jak On znowu zaczyna małe kłamstewka, to z czasem nie zawaha się i z większym prawda???
                      Terapia ma nam pomóc, zrozumieć się, szanować, przestrzegać bezwzględnie ustalonych reguł. Ja kiedyś też bvyłam takim niebieskim ptakiem jak on: mieszkałam z mamą, tylko jeździłam, kupowałam ubrania., wydawałam na kolorowe drinki i nic nie oszczędzałam. Nie myślałam o emeryturze, przyszłości. Ale mam już dom, dwójkę dzieci i ......wydoroślałam, a On nie i to mnie wnerwia.
                      • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 13:54
                        ale jak On znowu zaczyna małe kłamstewka, to z czasem nie zawah
                        > a się i z większym prawda???

                        Cytując Hausa: everybody lies. I nie ma wyjątków. Nie oczekuj bezwzględnej szczerości, bo tak nie ma i nie będzie w żadnych związku. Inaczej trzeba byłoby mieć związek jednoosobowy.
                      • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 14:00
                        larie napisała:

                        > Ale Jego kłamczuszkowatość i lenistwo mnie wkur...

                        A fakt że chcesz zataić przed mężem swój wgląd w jego pocztę jak nazwiesz? To nie kłamczuszkowatość? Zapewne on też ma podobne wrażenia kiedy Ty go kontrolujesz...

                        >Tak, fajny dobry facet, ale też i dzieciak a ja też bym chciała się na kimś oprzeć.

                        A bierzesz pod uwagę, że na takim mężczyźnie możesz nigdy nie móc się oprzeć?

                        Na ogól ludzie z wiekiem się zmieniają, zmieniają się im priorytety, wyrastają z niedojrzałych zachowań, ale nie wszyscy. Niektórzy do osiemdziesiątki zostaną uroczymi, fascynującymi "błękitnymi ptakami".
                        Może warto spokojnie zastanowić się czy Twój mąż ma na tyle zalet, aby mogły w Twoich oczach zrównoważyć jego wady jeśli jednak nie zechce, czy nie będzie potrafił się zmienić?

                      • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 14:07
                        larie napisała:

                        > przecież ide na terapie bo wierzę w nas:)

                        No własnie się nad tym zastanawiam, czy nie jest tak, że idziecie na terapię bo Tobie zależy na zamianie męża w kogoś zupełnie innego, a jemu tylko na spokoju w domu i odbębnieniu jakiejś tam terapii?
              • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 13:16
                larie napisała:

                > Jak to kiedyś Miso podsumował moje próby "moja mama też próbowała, ale mnie to ani
                > prośbą ani groźbą".....

                "Jakim mnie Panie Boże stworzyłeś, takim mnie masz"? To ten typ? I wybiera się na terapię? Bo z takim podejściem może być trudno o zmianę, czyli o to, o co w sumie na terapii powinno chodzić.
              • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 13:16
                larie napisała:

                > Mam rachunków nie zapłacić, żeby prąd nam odcięli? Mam olać komornika, żeby wsz
                > edł kiedyś i tv nam pod pachę zabrał?

                Dokładnie tak - jeśli Twój mąż nigdy w życiu takich konsekwencji nie poniósł, a nauczył się, że nie zapłacenie rachunku nie skutkuje pustym, ciemnym i zimnym domem bez kolacji, oraz brakiem rozrywki tylko najwyżej awanturą i ciosaniem kołków na głowie, to po co ma nagle zachowywać się inaczej? Musi przekonać się, że odpowiedzialność leży w jego interesie.

                >Mam odpuścić wakacje, a co dzieciom powiem? Ze tata to woli z chłopakami na rower, bo na wakacje to niby zawsze kasy nie ma?

                Dzieci kierujesz do męża - w tym roku to tata organizuje wakacje - niech on się przed nimi tłumaczy. Dlaczego niby Ty miałabyś to robić za niego?
                • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 13:29
                  Nie stac nas na stracenie tv czy odsetki za nieterminowe płacenie. Ciemność - zawsze o dzieciach myślę.....
                  wakacje - jezu wtedy chyba tylko zapłakane dzieci i Jego wściekłego musiałabym oglądać, wrzeszczącego "w tym roku wakacji nie będzie" a potem w poddańczym geście do białowieży na tydzień byśmy pojechali:(
                  ale może tak trzeba.....tylko ja nie potrafię się zmobilizować, łamię się pierwsza............a On na tym korzysta.....
                  • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 13:37
                    Musisz odpuścić. Po prostu musisz i tyle, bo jak będzie uczył się prowadzić samochód, a instruktor wciąż będzie dociskał hamulec, to przy pierwszej samodzielnej jeździe wjedzie w słup. Miałam kiedyś podobne przeświadczenie: jak nie załatwię, nie przypomnę, to nie będzie. Rany Julek, ile to czasu dziewczyny przekonywały mnie, żebym odpuściła, żeby poniósł konsekwencje, o dopiero wtedy się nauczy. A ja tylko: nie i nie, bo: i tutaj lista powodów analogiczna do twojej.
                    Odpuściłam, miałam dość. I jaki odpowiedzialny facet mi wyrósł, to sama nie wierzę czasami! Nauczył się planować i to sam z siebie, ogarnia wszystkie rachunki, sprawy domowe, finansowe, nawet o karmie dla psów pamięta częściej niż ja. Naprawdę odpuść i już.
                  • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 13:38
                    larie napisała:

                    > Nie stac nas na stracenie tv czy odsetki za nieterminowe płacenie.
                    > wakacje - jezu wtedy chyba tylko zapłakane dzieci i Jego wściekłego musiałabym
                    > oglądać, wrzeszczącego "w tym roku wakacji nie będzie" a potem w poddańczym geś
                    > cie do białowieży na tydzień byśmy pojechali:(
                    > ale może tak trzeba.....tylko ja nie potrafię się zmobilizować, łamię się pierw
                    > sza............a On na tym korzysta.....

                    Nooo, ja tak to widzę, ale terapeuta na pewno fachowo zauważy niuanse i podpowie odpowiedni sposób WZAJEMNEJ komunikacji bez awantur, pretensji, wrzasków, płaczu dzieci i..komornika :)
                    Aż dziwne, że piszesz, że Ty nie potrafisz się do czegoś zmobilizować, a oczekujesz nieustannej mobilizacji od męża.
                    • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 14:05
                      ja jestem zmobilizowana, zdeterminowana, zmotywowana, wymagam od siebie......staram się!!!
                      brak mobilizacji tylko w olaniu pewnych spraw, żeby Misio zrozumiał. Trzeciego dnia poddaję się i idę rozładować zmywarkę i załadować syf ze zlewu - rozumiesz? Tu mi brak mobilizacji, może źle się wyraziłam, brak mi konsekwencji......
                      a z jego brakiem mobilizacji to jest tak, brak jest jak ta lala, jak mu przypomnę to zrobi jutro, jak przypomnę drugi, to "coś się tak upieła!!!!!!!!!!!!!!""""""", a jak na wku...e przypomnę trzeci to wtedy wrzask o mój ton, nie o to że jestem zmuszona przypominac po raz trzeci i sory, rzeczywiście zapomniałem........
                      • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 14:12
                        ale to już inna kwestia. Najważniejsze dla mnie mieć na pierwszym miejscu siebie i nie okłamywać się. ktoś napisał, że tak się nie da. Dobra zdarza się, ale kiedy minutę po tym jak umawia się na piwo, dostaję maila że on musi w pracy zostać dłuzej, to już uważam za niebezpieczne przegięcie......i to trzeba wyeliminować. Tym bardziej, że takie zachowania mają tendencję do rozwoju a nie umniejszania....
                        • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 14:23
                          larie napisała:

                          > Najważniejsze dla mnie mieć na pierwszym miejscu siebi
                          > e i nie okłamywać się. ktoś napisał, że tak się nie da. Dobra zdarza się, ale k
                          > iedy minutę po tym jak umawia się na piwo, dostaję maila że on musi w pracy zos
                          > tać dłuzej, to już uważam za niebezpieczne przegięcie......i to trzeba wyelimin
                          > ować.

                          Ty nadal nie rozumiesz... Życzę wam z całego serca powodzenia na terapii.
                          • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 14:32
                            no to wytłumacz mi raz jeszcze pls.....
                            • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 14:44
                              larie napisała:

                              > no to wytłumacz mi raz jeszcze pls.....
                              >
                              Próbowałam, Edwina także. Jednak Twoje "to trzeba wyeliminować" w stosunku do zachowania męża zamiast refleksji - "dlaczego on mi zwyczajnie nie powie, że wróci dziś później bo idzie na piwo z kolegami" jest dla mnie porażające.
                              • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 14:57
                                jestem zadaniowa po prostu, co nie oznacza, że teraz grzeję żelazo, żeby Mu to wypalić na sercu:)
                                Jakbym użyła, "trzeba nad tym popracować, wspólnie, żeby w przyszłości nie miało to miejsca" wtedy byłoby mniej porażające? Albo wy czepiacie się słówek, albo ja jestem niechlujna w wyrażaniu swoich myśli.......i to na pewno niestety:(
                                • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 15:13
                                  Dla mnie jednak wciąż o wiele bardziej porażająca jest niedojrzałość i niefrasobliwość męża, niż Twoje - może zbyt "konkretne" i zadaniowe - ale rzeczowe podejście do sprawy.
                                  Które zresztą może być także przyczyną tego, że Twój Pan pozostaje Piotrusiem Panem. Po co ma dorośleć, skoro tak mu jest dobrze, a kobita i tak o wszystko zadba - bo inaczej nie umie i ją nosi?
                                  A jakbyś nagle "dostała" dwóch lewych rąk i straciła zdolność tak świetnego panowania nad codziennością i rzeczywistością? Może nie miałby wyjścia? I może okazałoby się, że całkiem mu się spodoba bycie dorosłym i odpowiedzialnym? Bo nie jest wcale powiedziane, że to tylko męka i udręka.
                                  • verdana Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 17:05
                                    Facet, traktowany ja niedojrzałe dziecko, wychowywany, kontrolowany i "nagradzany" pozwoleniem pójścia na piwo za dobre zachowanie zachowuje sie jak małe dziecko. Ja się nie dziwię - jeśli jest istotne GDZIE idzie z kolegami, żona musi to wiedzieć, to każdy zacząłby kłamać, aby ocalić choć trochę prywatności.
                                    Facet niewątpliwie jest nieodpowiedzialny. Ale kłamią obie strony , co więcej żona w swoich kłamstwach nic złego nie widzi. Uważa bowiem, że przysługuje jej prawo do kontroli i nie zamierza się go zrzec. W takiej sytuacji terapie można sobie darować.
                                    Problem też w tym, ze odnoszę wrażenie, ze autorka oczekuje od terapeutki, że w przypadku konfliktu interesów czy pragnień wytłumaczy mężowi, ze ma się podporządkować. Co jednak, jeśli okaże sie, ze skoro mąż nie chce jechać na wakacje - to jego racja jest równie dobra, jak żony, która chce?
                                • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 17:19
                                  larie napisała:

                                  > jestem zadaniowa po prostu, co nie oznacza, że teraz grzeję żelazo, żeby Mu to
                                  > wypalić na sercu:)
                                  > Jakbym użyła, "trzeba nad tym popracować, wspólnie, żeby w przyszłości nie miał
                                  > o to miejsca" wtedy byłoby mniej porażające?

                                  Ale dlaczego ma nie mieć miejsca sytuacja w której Twój mąż idzie sobie na piwo po pracy z kolegami? Albo sytuacja w której on nie mówi ci o wszystkim co go dotyczy? Kobieto!
                                  Arbitralnie stawiasz sprawy - to jest złe, trzeba wypalić żywym ogniem. Terapia ma radykalnie zmienić ciapciaka i niefrasobliwca w odpowiedzialnego macho. Spotkania z kolegami to paskudny zwyczaj bo podczas nich panowie konfabulują, starając się przedstawić jako lepsi niż są, a powinni walić prawdę w oczy. Piwo tak, ale tylko jedno i wyłącznie po wyładowaniu zmywarki, odrobieniu lekcji i umyciu rąk.
                                  Nie widzisz, że urządzasz życie innym? Nie dajesz oddechu? Wszystko musi być tak jak zarządzisz żelaznym dekretem? Jakoś mnie to nie nie dziwi, że twój mąż się miga jak może.
                                  • verdana Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 17:38
                                    Mnie nie dziwi także, ze kłamie. Ja też bym kłamała. Słusznie kłamie. Facet, który nie może sam podjąć decyzji bez pozwolenia żony, nie może zmienić miejsca , dokąd idzie, bez zawiadomienia żony, nie może zrobić absolutnie nic bez wykonania zleconych zadań, a przyjemność dostaje w nagrodę - musi jakoś wyzwolić się od tyranii żony. Dorosły traktowany jak dziecko musi przyjąć strategię dziecka.
                                    • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 18:01
                                      verdana napisała:

                                      > Mnie nie dziwi także, ze kłamie. Ja też bym kłamała. Słusznie kłamie.

                                      Tu bym polemizowała. Nie powiem że mnie dziwi, ale nie uznaję tego postępowania za słuszne. Powinien usiąść z żoną i porozmawiać poważnie. Tyle, że może nie jest w stanie.

                                      No i jeszcze jedno co mi się nasunęło - dzieci. Wychowywane (jeśli są) w podobnym drylu i na równie krótkiej smyczy jak mąż, w domu gdzie tylko ona ma rację, a reszta ma wykonywać słuszne polecenia i podporządkować się, zaczną powielać jego zachowania.. albo i nie i ta druga opcja będzie dla nich dużo, dużo gorsza..
                                      • verdana Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 18:45
                                        A ja uznaję. Niesłuszne jest kłamanie, ze sie zostaje w pracy, jak się idzie z kolegami na piwo. Słuszne nie przyznawanie sie nadmiernie kontrolującemu partnerowi do każdego kroku w swoim życiu, gdy partner zaczyna przesłuchanie.
                                        Gdyby to mąż miał pretensję,z ę żona z koleżanką nie były w kawiarni X i koniecznie musiał wiedzieć, gdzie zatem były - prawdopodobnie wszyscy zgodzilibyśmy się, że dla odrobiny wolności tek kobiety, kłamstwo jest konieczne. Nie wydaje mi się, aby powazna rozmowa z osobą, która uznaje, ze ona ma prawo kłamać, a mąż nie dała cokolwiek.
                                        • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 19:00
                                          verdana napisała:

                                          > Niesłuszne jest kłamanie, ze sie zostaje w pracy, jak się idzie z
                                          > kolegami na piwo. Słuszne nie przyznawanie sie nadmiernie kontrolującemu partn
                                          > erowi do każdego kroku w swoim życiu, gdy partner zaczyna przesłuchanie.

                                          Z tym się całkowicie zgadzam.

                                          > Gdyby to mąż miał pretensję, prawdopodobnie wszyscy zgodzilibyśmy s
                                          > ię, że dla odrobiny wolności tek kobiety, kłamstwo jest konieczne. Nie wydaje m
                                          > i się, aby powazna rozmowa z osobą, która uznaje, ze ona ma prawo kłamać, a mąż
                                          > nie dała cokolwiek.

                                          Nie, nie sądzę, że zgodzilibyśmy się z koniecznością kłamstwa w odwrotnej sytuacji. Zgodzilibyśmy się zapewne, z tym, że ani mąż ani żona nie mają prawa traktować drugiej osoby jako podporządkowanej we wszystkim temu kto posiada monopol na rację w małżeństwie, ani rozliczać go jak pracownika w firmie.
                                          I mam nadzieję, że po tym wątku autorka zrozumiała, że coś w jej związku jest bardzo nie w porządku, natomiast niezupełnie to co ona sama uważa za palący problem..
                                          • verdana Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 19:06
                                            Zgodzilibyśmy sie, że kłamstwo jest tu formą obrony przed toksycznym (w najlepszym wypadku) współmałżonkiem. Problem w tym, zę alternatywą dla kłamstwa może nie byc szczera rozmowa i uporządkowanie relacji, ale poddanie sie całkowitej władzy drugiej osoby. Albo zerwanie związku.
                                            • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 10:08
                                              Zaczynam odnosić wrażenie, że autorka wątku jest obarczana winą za to, że mąż kłamie.
                                              Tak jak żona alkoholika za to, że truje mężowi, więc ten MUSI się napić.
                                              Albo jak ofiara gwałtu za to, że miała za krótką spódniczkę i szlajała się tam, gdzie nie powinna.
                                              Czy jak zbita żona - bo fikała i jazgotała mężowi, więc ten - no po prostu MUSIAŁ jej przylać.
                                              I jak dziecko, które "no zobacz, do jakiego stanu mnie doprowadziłaś/eś!! Tak mnie zdenerwowałeś, że MUSIAŁAM dać ci klapsa!".

                                              Mąż kłamie, bo jest kłamcą.
                                              Kłamstwo jest zwyczajnie ohydne, szczególnie tłumaczone "oj tam, oj tam, bo byś mi trukała, więc wolałem powiedzieć, co powiedziałem, oj tam, oj tam... pfff.... czepiasz się, jak zwykle".

                                              edw-ina pisze:
                                              "uważam, że kontrola jest poniżająca. I to w każdą stronę."
                                              Ja tak sądzę o kłamstwie. Jest poniżające dla obu stron.
                                              • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 11:29
                                                Olu, nie wzięłaś pod uwagę, że w tej relacji kłamią obie strony i co więcej - każda uznaje swe kłamstwo za uzasadnione i dobre z własnego punktu widzenia. Mąż, bo dzięki kłamstwu ma margines swobody, żona, bo dzięki kłamstwu może kontrolować męża. Dlatego zasada oskarżania zgwałconej o zbyt krótką spódniczkę w tym wypadku nie działa.
                                                • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 11:42
                                                  edw-ina napisała:

                                                  > Olu, nie wzięłaś pod uwagę, że w tej relacji kłamią obie strony i co więcej - każda uznaje swe
                                                  > kłamstwo za uzasadnione i dobre z własnego punktu widzenia.

                                                  Racja.
                                                  Co nie zmienia mojego zdania na temat kłamania i kłamstw, poza oczywiście wyjątkowymi przypadkami uzasadnionymi "wyższą potrzebą" - ale o takiej tu nie ma mowy, z żadnej strony.

                                                  No i jednak pojawiły się głosy - całkiem sporo - że "ja to się wcale nie dziwię, że on kłamie" - jednoznacznie wskazujące "winę" - nie, nie kłamiącego, wcale nie. I wcale nie sugerujące, że kłamstwo męża miało być odwetem za kłamstwo żony - co jeszcze jakoś mogłabym ewentualnie zrozumieć - tylko zrozumiałym i usprawiedliwionym sposobem na unikanie "trucia".
                                                  • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 11:55
                                                    Bo kłamstwo, przynajmniej takie dużego kalibru, nie powinno mieć miejsca w relacji. Ale z drugiej strony trzeba naprawdę zdać sobie sprawę z tego, że pewne kłamstwa w każdej relacji będą miały miejsce. Ot powiesz, że ta nowa kiecka kosztowała 89 zł, a nie 100 zł, bo niewielka różnica, a jakoś lepiej brzmi, że wróciłeś później, bo na drodze był korek, zamiast przyznać się, że znowu dałeś się zagadać znajomemu z pracy itp.
                                                    Ja nie odniosłam wrażenia, że kłamstwo męża jest usprawiedliwiane. Nie wiem jak inni, nie odpowiadam za wszystkich, ja jedynie próbowałam pokazać autorce wątku skąd to kłamstwo może się brać. Co nie znaczy, że je usprawiedliwiam. To raczej jak powiedzenie: ataki islamskich terrorystów są odpowiedzią na nierówność społeczną i poczucie bycia wykorzystywanym. I to wcale nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że te ataki popieram lub je usprawiedliwiam.
                                • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 07.10.14, 21:58
                                  A może zamiast popracować nad tym, by w przyszłości nie miały miejsca nagłe wyjścia z kolegami, które generują kłamstwa, lepiej jest popracować nad tym, dlaczego to w ogóle wymusza kłamstwo. Bo czytając twoje posty odnoszę (choć może mylne) wrażenie, że wy się w sumie dobrze dobraliście, tj. ty jesteś osobą kontrolującą, a on dzięki tej kontroli nie musi wydorośleć i też mu z tym dobrze.
                                  Nie znoszę, nie toleruję kontroli. Próby narzucenia mi kontroli zawsze kończyły się źle, bo ja uważam, że kontrola jest poniżająca. I to w każdą stronę. To zasadzenie się na moją osobistą wolność. Trzeba znaleźć tę płynną granicę w związku, która pozwala jednocześnie na wywiązywanie się z obowiązków, ale też na margines niczym niezakłóconej swobody. A kłamstwo bierze się zwykle z odbierania tego marginesu. Bo jeśli np. lubisz zjeść wieczorem czekoladkę, ale twój mąż uważa, że od tego się roztyjesz i w ogóle nie uznaje jedzenia słodyczy, a tym bardziej robienia tego wieczorem, to w końcu zaczniesz jeść te czekoladki potajemnie. A jak znajdzie przypadkiem w twojej kurtce/samochodzie czy innym miejscu papierek po czekoladce, to zaczniesz wymyślać, że znalazłaś pusty na podjeździe i chciałaś wyrzucić do śmieci. Dochodzi do całkiem zbędnego zakłamania. Czy nie łatwiej jest, kiedy np. mąż akceptuje fakt, że lubisz wieczorem zjeść tę czekoladkę, ale ty wiedząc, że zależy mu, byście odżywiali się zdrowo i woli cię szczupłą, zamiast pół tabliczki mlecznej czekolady zjadasz tylko kostkę?
    • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 13:20
      Widzę sporą dyskusję, więc skomentuję co nieco:
      - sprawdzanie maili ? nie utwierdzam się, że tak powinno być. To jest kiepskie i wiem o tym. Wiem, ze to jest mój problem i muszę go pokonać
      - moja kontrola ? potrzeba pojawiła się po ostatnim mailu kiedy najpierw umówił się z chłopakami na browarka a potem mi napisał, że zostaje w pracy i było to akurat w chwili, gdy zaczęliśmy się dogadywać po tygodniowej awanturze. Powiedział, że kłamać nie będzie, a zrobił to?..
      - nagradzanie go wyjściem z kumplami ? ja nie zmuszam go do opróżniania zmywarki, wyniesienia smieci czy uprzątnięciu zabawek i dopiero może iść na piwo. Więc nie piszcie jaki On biedny. Miałam pomysł, by tym sposobem nauczyć Go, że najpierw obowiązki a potem przyjemności, a obowiązki jakie zaniedbywał to były rzeczy ciągnące się nawet rok, pół roku itp. Nie miał czasu dosłać świstka do US przez pół roku, więc straciliśmy 2,6tysia podczas jego bezrobotnego, nie miał czasu napisać do telefonii komórkowej, żeby dług (1,5tysia za oglądanie porno w komórce) rozłożyli Mu na raty więc dobrał się komornik i było 2 tysie (a uprzedzałam, bo podobną sytuację miała koleżanka z pracy!!). I 2 podobne sprawy. On ciągle nie ma czasu na telefon, krótki mail itp. Nie ma czasu na takie rzeczy, a na browara ma????? Więc zagrałam tak: najpierw obowiązki (te wymienione wyżej, nie musiały być rozwiązane, ale ruszane przynajmniej), potem przyjemności. Nic nie dało.
      - wolność ? dla mnie jest ważne gdzie On jest i z kim. Nie mam zamiaru jeździć za nim i śledzić, ale jak mówi że zostaje po godzinach w pracy to chcę żeby był w pracy (na piętrze, dachu, przy kopiarce). Jak idzie na browara z kumplami to niech idzie, ale nie muszę wiedzieć do której knajpy. I dla mnie JEST RÓŻNICA GDZIE BYWA (szczególnie jest różnica między pracą a browarem). Jak kogoś spotka na ulicy i chce z nim pogadać w knajpie, to niech idzie ale niech uprzedzi, a nie wchodzi do domu i mówi że korek gigant był, bo wypadek na trasie. Gdyby na tym zachowywaniu takich rzeczy dla siebie, ta wolność o której piszecie, polegała na tym, że nie muszę wiedzieć, to równie dobrze mógłby wychodzić i wchodzić do domu o której chce i nie moja sprawa co i jak! A to nie o to chyba chodzi nie?
      - kłamstwo ? różnica 20zł czy nawet 200na kieckę to nie to samo co: ?Kotek idę z chłopakami na kręgle jak zwykle?, podczas gdy jak zwykle to do klubu go-go chodzą nie? Nie mój przykład. Są kłamstwa i kłamstewka. Wiem, że to niebezpieczne rozróżniać co jest bardziej czarne i czyja prawda prawdziwsza, ale ja cały czas mówię o kłamstwie które ma wpływ na nasze życie. Kłamstwo które odciska się na związku, który z kolei jest fundamentem naszego domu, rodziny itp. Można dociekać przyczyn kłamstwa, starać się wyeliminować złe zachowania itp., ale raczej nie widzę wytłumaczenia dla kłamstwa. Człowiek jest dorosły i świadomie podejmuje takie a nie inne kroki. A niestety mój Miso lubi kłamstwa. Jest to dla niego sposób rozwiązywania problemów ? unikania ich. Kłamie mamie żeby się nie czepiała, kłamie kolegom, żeby był cool, no i mnie. Ba, nawet siebie oszukuje, żeby nie musieć się przyznawać przed sobą że coś ze swojej winy zawalił. Tej skłonności się boję.
      - urządzanie życia ? że ustawiam komuś życie, no chyba trochę tak, że dzieciom? Hmmm?..może tak być, kwestia do przemyślenia na najbliższy czas jak najbardziej.
      • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 13:40
        Twój mąż nie dorósł do swojej roli - z tego, co napisałaś trudno jest wysnuć inny wniosek. Z drugiej strony ty weszłaś w rolę rodzica, który przypilnuje odrobienia lekcji, co w żaden sposób nie pomoże twojemu mężowi dorosnąć. Bo m.in. po to wyprowadzamy się z domu rodzinnego, by nie być poddani rodzicielskiej opiece, a co za tym idzie - móc dorosnąć. Musisz mu pozwolić dorosnąć.
        Jak się dorasta? - ucząc się, że nasze zachowania/czyni wywołują takie a nie inne konsekwencje. Jaka jest konsekwencja niezapłaconego rachunku za porno w telefonie? Kiedy mu robisz awanturę i płacicie ze wspólnego konta, to żadna. Konsekwencją jest to, że aby to zapłacić musi: - sprzedać coś własnego, co jest dla niego cenne; - iść po pracy pomagać na budowie itp. Czyli musi coś zrobić sam, co uderzy w niego.

        I jeszcze odnośnie tego:
        potrzeba pojawiła się po ostatnim mailu kiedy najpierw umówił
        > się z chłopakami na browarka a potem mi napisał, że zostaje w pracy i było to
        > akurat w chwili, gdy zaczęliśmy się dogadywać po tygodniowej awanturze. Powiedz
        > iał, że kłamać nie będzie, a zrobił to?.

        wiesz o kłamstwie dzięki władnemu kłamstwu. Dla mnie mają one ten sam kaliber. On zachował się fatalnie, ty równie źle. Nie wiem jak ugasić ogień ogniem.
        • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 14:01
          - nie mam pomysłów jak Mu pomóc dorośleć. Tak za ten rachunek zapłaciłam ja ze wspólnego konta, bojąc się o dalsze konsekwencje.
          - kłamstwa - zgadzam się, ale nie do końca. O ile moje jest chore, podyktowane obawą, strachem wręcz o dzieci i siebie i o nas wszystkich tak naprawdę, mogę też napisać spowodowane Jego zachowaniem, o tyle Jego wynika z bezmyślności i egoizmu. Ja maili już nie podglądam, bo dowiedziałam się czego chciałam (zwracałam uwagę na wysłane przez niego maile, a nie odebrane, bo co piszą koledzy to mało ważne i wzmianki o mnie w wysłanych), ale czy On przestanie kłamać? Pewnie na razie nie ma motywacji, prawda?
          - ap. podglądania maili - jeszcze raz powtórze, miałam dostęp od ponad pół roku, a spojrzałam wtedy gdy mi coś nie grało (3tyg temu przez niecałe 2 tyg). Żeby sprawdzić czy nie ma znowu kobiety na boku. Sprawdziłam i nie zamierzam babrać w jego mailach dalej, jasne? A że przy okazji wyszło parę innych kwestii, to zamiast rozpaczania, doszłam do wniosku że potrzeba ostro zadbać o związek-przynajmniej wiem dokładniej gdzie kuleje i wyszło ze to co uważałam za bezpieczne takim nie jest. Dało mi to do myślenia.
          • ada1214 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 14:26
            Abstrahujac od calego problemu.
            Nie pojmuje tej histerycznej potrzeby ochrony prywatnosci w przypadku osob bedacych w zwiazku malzenskim. Ukradkowe szperanie w mailach nie jest godne pochwaly, ale tylko dlatego, ze jest ukradkowe, a nie dlatego, ze dowiem sie o czym pisuje maz/zona. Bo mozna odwrocic kwestie: jesli parntner pisuje takie rzeczy, ktorych za nic w swiecie nie pokazalby zonie, to juz jest nielojalnoscia. Mowie o prywatnym zyciu i pozyciu malzenskim, jasne ze nie mam na mysli korespondencji sluzbowej.
            • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 14:36
              Mnie wychowano w przeświadczeniu, że prywatność - nawet w rodzinie - jest ważna. Jeżeli na stole leżał otwarty pamiętnik, to zakrywało się go gazetę, by nie patrzeć, a kiedy przychodził właściciel, to miał go zabrać. Mam dostęp do komputera/telefonu męża. On ma do moich. Mamy outlooki, więc nawet haseł nie musimy znać. A mimo to, kiedy któreś z nas chce skorzystać z komputera drugiego, to zwyczajnie pyta: czy mogę coś zrobić na twoim kompie? Jeśli jest otwarta poczta, to wołamy tę drugą osobę, by ją zamknęła. Jest tak, ponieważ szanujemy swoją prywatność. Ale jednocześnie nie wpadamy w panikę, kiedy to drugie bierze do ręki telefon/komputer. Jest to dla nas normalne i oczywiste. Innymi słowy: dajesz komuś dostęp, ale ta druga strona z niego nie korzysta.
              • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 14:44
                ja nie chciałam grzebać, ale dał mi powód ostatnio (ten wyjazd gdzie indziej niż kilkukrotnie mówił). A że 2 lata temu miał flirt (o tym wiem, do niczego więcej się nie przyznał, tylko się całowali i to ONA się wycofała nie on) to mnie tknęło żeby grzebnąć.
                Idealną dla mnie sytuację jest gdy nie mamy przed sobą tajemnic, czyli dostępy do kompów i poczt, ale tam nie grzebiemy, bo nie mamy takiej potrzeby.
                Ja niestety już mam:( A kiedyś było tak, że nie musiałam......
                • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 22:04
                  larie napisała:

                  > ja nie chciałam grzebać, ale dał mi powód ostatnio (ten wyjazd gdzie indziej ni
                  > ż kilkukrotnie mówił). A że 2 lata temu miał flirt (o tym wiem, do niczego więc
                  > ej się nie przyznał, tylko się całowali i to ONA się wycofała nie on) to mnie t
                  > knęło żeby grzebnąć.

                  Aha, tknelo Cie i dal Ci powod ...
                  No to tak na przyszlosc, moze sobie zapamietaj, bo pewnie tego nie wiesz :

                  "Zgodnie z art. 267 par. 1 kodeksu karnego, kto bez uprawnienia uzyskuje informację dla niego nie przeznaczoną, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do przewodu służącego do przekazywania informacji lub przełamując elektroniczne, magnetyczne albo inne szczególne jej zabezpieczenie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2."
                  • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 16:48
                    Przepisy mnie mało ruszają w tym kontekście
              • ada1214 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 15:58
                Pamietnik to zupelnie inna kategoria. Zupelnie. Tam masz prawo zapisywac mysli, przed ktorymi sama sie nawet wstydzisz. Wtedy wstyd przed pokazaniem tych tresci innym jest uzasadniony.
                Ale, przepraszam, do jakiej tajemnicy maja prawo miec dostep koledzy od piwka, a nie ma zona? Nie widzisz naprawde absurdu i nielojalnosci?

                Co do kont mailowych. Jest sporo takich par, ktore maja jedno wspolne konto, na przyklad basiaiadamkowalscy@xxxx.pl.

                Gdy moj maz otrzymuje korespondencje, to nie otwieram, ale gdybym zauwazyla, ze sie chowa z nia po katach, to zapalila by mi sie - na pewno slusznie- czerwona lampka.
                • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 20:35
                  Jeżeli para ma wspólne konto email, to inna bajka niż oddzielne. Tak samo, kiedy mają np. wspólny domowy komputer. Ja zawsze miałam własny - jak sama nazwa wskazuje - komputer osobisty. I dla mnie jego zawartość jest formą pamiętnika: to moje sprawy, moja korespondencja, mój notatnik, terminarz i wiele, wiele innych.

                  I nie zawsze rozmawiam o tym samym z przyjaciółmi czy kolegami od piwka, o czym rozmawiam z mężem. I nie chodzi o utrzymywanie tych rozmów w tajemnicy, ukrywanie ich treści, konfabulacje, a jedynie o fakt, że to ode mnie zależy ile, co i w jakim momencie chcę i mogę komu powiedzieć. Nie lubię ludzi, którzy próbują wejść mi z butami w moje sprawy, nawet, jeśli to są ludzie bliscy. Każdy potrzebuje pewnej swobody.
            • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 21:48
              ada1214 napisała:

              > Bo mozna odwrocic kwestie: jesli parntner pisuje takie rzeczy, k
              > torych za nic w swiecie nie pokazalby zonie, to juz jest nielojalnoscia.

              Bzdura. Nie wszystkie informacje pokazuje sie zonie/mezowi i jest to jak najbardziej ok. Napisze Ci dlaczego. Na moj adres mailowy pisza moi przyjaciele. Sa to dla mnie bardzo bliskie osoby, z niektorymi utrzymuje kontakty od ponad dwudziestu lat, oni czasem powierzaja mi swoje sekrety. Jak wybrazasz sobie sytuacje, ze te maile czytalby moj maz/partner ? Przeciez te informacje zupelnie go nie dotycza. Przyjazn to dla mnie przede wszystkim lojalnosc, tajemnic przyjaciol nie zdradza sie nikomu.
              • ada1214 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 11:50
                No zgadza sie, moze tak byc. Zreszta przy zdrowych relacjach naprawde nie trzeba klodka zamykac poczty bo nikt nikomu nie buszuje. Inna rzecz, ze gdyby sie natrafilo przypadkiem na czyjes sekrety, to przyzwoitosc nakazuje nie czytac. Naprawde nie ma potrzeby robic z poczty obwarowanej wiezy, czyli w domysle strzec przed ciekawskim i zlosliwym malzonkiem. Niektorzy nawet krzycza- juz nie pamietam czy w tym watku czy w innym- ze za zagladniecie do poczty grozi grzywna. Ze jak zona zajrzy do poczty mezowi to mozna zlozyc zawiadomienie o dokonaniu przestepstwa. Takie podejscie do tej slawetnej potrzeby prywatnosci jest- nazwijmy rzecz po imieniu- nienormalne. Gdyby maz doniosl na policje ze mu przeczytalam maila to uznalabym ze jest chory psychicznie.
                • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 14:50
                  ada1214 napisała:

                  > Zreszta przy zdrowych relacjach naprawde nie trzeb
                  > a klodka zamykac poczty bo nikt nikomu nie buszuje.

                  Jak to nikt nikomu nie buszuje ? Na tym forum czytalam WIELOKROTNIE, ze trzepanie poczty meza/zony jest jak najbardziej usprawiedliwione, jesli ma sie podejrzenia, ze zona/maz zdradza/jest nielojalny. Mnie sie to po prostu nie miesci w glowie. To tak jakby wchodzac w zwiazek nabywalo sie niezbywalne prawo do obdarcia tej drugiej osoby z prywatnosci. Ponadto jest to lamanie prawa.Nic nie usprawiedliwia grzebania w cudzej poczcie. Nic.

                  > Ze
                  > jak zona zajrzy do poczty mezowi to mozna zlozyc zawiadomienie o dokonaniu prz
                  > estepstwa. Takie podejscie do tej slawetnej potrzeby prywatnosci jest- nazwijmy
                  > rzecz po imieniu- nienormalne.

                  Wedlug Ciebie moze byc nienormalne, jednak kodeks karny definiuje to inaczej. I nie ma sie co oburzac. W demokratycznym kraju naruszanie tajemnicy korespondencji jest przestepstwem dla wiekszosci ludzi, stad sankcje karne.

                  > Gdyby maz doniosl na policje ze mu przeczytalam
                  > maila to uznalabym ze jest chory psychicznie.

                  Ja uznalabym swojego meza za chorego psychicznie, gdyby stwierdzil, ze jako jego zona nie mam prawa miec przed nim tajemnic.



                  • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 15:14
                    pogodoodporna napisał(a):

                    > ada1214 napisała:
                    >
                    > > Zreszta przy zdrowych relacjach naprawde nie trzeba klodka zamykac poczty bo nikt
                    > > nikomu nie buszuje.
                    >
                    > Jak to nikt nikomu nie buszuje ? Na tym forum czytalam WIELOKROTNIE, ze trzepanie poczty
                    > meza/zony jest jak najbardziej usprawiedliwione, jesli ma sie podejrzenia, ze zona/maz
                    > zdradza/jest nielojalny
                    .

                    ada1214 pisała o zdrowych relacjach. Także mi trudno uznać za zdrowe relacje, kiedy mąż/żona się zdradzają i/albo są wobec siebie nielojalni.
                    Nie twierdzę zarazem, że jest usprawiedliwione trzepanie cudzej poczty. Jest to po prostu poniżające (podobnie jak kłamstwo) dla obu stron.
                    Ale takie rzeczy raczej nie mają miejsca, gdy mówimy o zdrowych relacjach...
                    • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 15:45
                      ola_dom napisała:

                      > ada1214 pisała o zdrowych relacjach. Także mi trudno uznać za zdrowe rel
                      > acje, kiedy mąż/żona się zdradzają i/albo są wobec siebie nielojalni.

                      Ola, tylko zauwaz, ze te kobiety, ktore pisza o trzepaniu poczty mezowi, czesto pisza tez, ze sa dobrym malzenstwem, chca ratowac zwiazek, kochaja meza itd... Jak sie maja te wszystkie deklaracje do lamania tajemnicy korespondencji ? Mozesz mi to wytlumaczyc, bo ja szczerze tego nie ogarniam. One nie widza w tym nic zdroznego, rozumiesz ? Bo to czego sie dopuszczaja robia, w ich przekonaniu, w dobrej wierze. I jak widac na forum calkiem sporo osob to popiera i akceptuje.
                      Wedlug mojego osobistego pojecia o dobrym zwiazku, jesli dochodzi do wlamywania sie do cudzego konta i ordynarnego, chamskiego czytania maili, tajemnych mysli i sekretow, to zadnego zwiazku miedzy tymi ludzmi juz nie ma. Jak mozna w ogole robic cos takiego bliskiej osobie i jeszcze twierdzic, ze przeciez nic takiego sie nie stalo ? Potepiamy zdrade, wiec potepiajmy tez ohydne grzebanie w cudzej prywatnosci. Sprawdzam mezowi maile, bo chce go przylapac na zdradzie = nie robie nic zlego. Akurat.
                      I przypomne po raz kolejny - zdrada nie jest karana prawnie, a naruszenie tajemnicy korespondencji juz tak.
                      • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 15:57
                        pogodoodporna napisał(a):

                        > Ola, tylko zauwaz, ze te kobiety, ktore pisza o trzepaniu poczty mezowi, czesto
                        > pisza tez, ze sa dobrym malzenstwem, chca ratowac zwiazek, kochaja meza itd...
                        > Jak sie maja te wszystkie deklaracje do lamania tajemnicy korespondencji ? Mozesz mi to
                        > wytlumaczyc, bo ja szczerze tego nie ogarniam. One nie widza w tym nic zdroznego, rozumiesz?

                        To, że dziewczyny piszą, że "są dobrym małżeństwem", to przecież wcale nie znaczy, że faktycznie tak jest.
                        To, że chcą ratować związek - w to akurat nie śmiem wątpić. I wiem, że tonący brzytwy się chwyta. Nie twierdzę, że to słuszne i mądre, ale jakoś mogę to zrozumieć. I to, że trzepiąc mężowskie maile i SMSy mają "pomieszanie" - bo czują, że to obrzydliwe, ale nie widzą innego wyjścia - też jakoś rozumiem. Choć nadal uważam, że to żałosne i poniżające. Ale miłość czasem odbiera rozum i poczucie godności, a miłość w połączeniu z rozpaczą i desperacją... aż się boję myśleć, do czego jest zdolna.
                        Ale jeszcze raz - jakkolwiek w jakiś sposób mogę zrozumieć podobne postępowanie, to nie zmienia mojej oceny, że jest uwłaczające. I także nie rozumiem, kiedy ktoś uważa to za "nic złego". JEST ZŁE. A najgorsze dla osoby, która się tego dopuszcza - bo się szmaci.
                        Aczkolwiek - życie bywa tak nieprzewidywalne, że wiem już, że czasem ludzie przyparci do muru robią rzeczy, którymi normalnie się brzydzą. I nadal robiąc je brzydzą się nimi (i sobą), ale wybierają je na zasadzie "mniejszego zła".
                      • ada1214 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 16:03
                        > I przypomne po raz kolejny - zdrada nie jest karana prawnie, a naruszenie tajem
                        > nicy korespondencji juz tak

                        heh, czy ni powiedzialam, ze prawo ma luki? Rozwalenie rodziny a nawet zarazenie partnera na przyklad HIVem uchodzi plazem, a zagladniecie do czyjejsc poczty grozi grzywna. Chore i na wskros parszywe. Podobnie jak to: jak Cie zaatakuje rosly bandzior, to broniac sie, uwazaj zebys nie naruszyla za bardzo jego ciala bo bekniesz. Przemowilo prawo.
                  • ada1214 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 15:57
                    Kodeks karny czy w ogole prawo ma luki i to pomimo dodawania okolo 600 nowych przepisow per rok. Jak slusznie podkreslila Ola, ja pisalam o zdrowych relacjach, a jak w gre wchodzi podejrzenie zdrady, to znaczy malzenswto cierpi na nowotwor lojalnosci. Czytanie cudzej poczty jest nieladne, ale naprzeciwko domniemanej zdrady (albo innych powaznych spraw, jak na pzyklad przepuszczanie wspolnego majatku na hazardzie) jest bulka z maslem. Jesli jestes osoba, ktora podejrzewajac, ze maz przewalil 50 tysiecy na ruletce nie bedzie go obserwowac (kontrolowac, sprawdzac, czytac maile) to owszem, jestes praworzadna i zgodna z prawem, ale jednoczesnie bezgranicznie naiwna.
                    • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 16:47
                      ada1214 napisała:

                      > Czytanie cudzej poczty jest nieladne, ale naprzeciwko domnieman
                      > ej zdrady (albo innych powaznych spraw, jak na pzyklad przepuszczanie wspolnego
                      > majatku na hazardzie) jest bulka z maslem.

                      Mylisz sie. Trzepanie cudzej poczty to nie jest bulka z maslem, rozwala tak samo zwiazki jak zdrada czy hazard.

                      > majatku na hazardzie) jest bulka z maslem. Jesli jestes osoba, ktora podejrzew
                      > ajac, ze maz przewalil 50 tysiecy na ruletce nie bedzie go obserwowac (kontrolo
                      > wac, sprawdzac, czytac maile) to owszem, jestes praworzadna i zgodna z prawem,
                      > ale jednoczesnie bezgranicznie naiwna.

                      Nie rozsmieszaj mnie :-) Moj maz nie jest okazem w zoo, ktory sie obserwuje. Jesli mialabym jakiekolwiek podejrzenia co do jego uczciwosci i lojalnosci, to pierwsze co bym zrobila, to zapytala wprost, a nie szperala potajemnie w jego poczcie. To ze ktos sie zachowuje wobec mnie nielojalnie nie daje mi prawa, zeby odplacac pieknym za nadobne. I ma to szczegolne zastosowanie wlasnie w przypadku zwiazku, bo jest to uklad dobrowolny. Mozemy sie rozstac, domagac zadoscuczynienia w sadzie, ale do diabla, nie udawajmy, ze moje swinstwa sa cacy, bo byly tylko odpowiedzia na jego swinstwa. Nie, tak to nie dziala.
                      • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 16:53
                        pogodoodporna napisał(a):

                        > Mylisz sie. Trzepanie cudzej poczty to nie jest bulka z maslem, rozwala tak samo zwiazki jak
                        > zdrada czy hazard.

                        Ale nie należy mylić skutku z przyczyną.
                        Czyli jak zwykle - "co było pierwsze?"
                        • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:02
                          la_dom napisała:


                          > Ale nie należy mylić skutku z przyczyną.
                          > Czyli jak zwykle - "co było pierwsze?"

                          No nie, tak to nie dziala. A w mysl tej teorii, to wszystkie przypadki niegodziwosci daloby sie wytlumaczyc i udowodnic, ze byly tylko odpowiedzia na czyjes zlo.
                          • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:09
                            pogodoodporna napisał(a):

                            > No nie, tak to nie dziala. A w mysl tej teorii, to wszystkie przypadki niegodziwosci daloby sie
                            > wytlumaczyc i udowodnic, ze byly tylko odpowiedzia na czyjes zlo.

                            łojezu, ale nie mówimy tu o "zawsze", tylko o konkretnym przypadku.
                            A zło i niegodziwość też się stopniują i to bardzo. Trudno mi porównywać przytoczone tu przehulanie grubej sumy ze sprawdzaniem maili - po tym, jak partner - być może - postanowił przehulać mająteczek po raz kolejny.
                            W teorii wszystko jest łatwe i jednoznaczne. Ale żyjemy w praktyce i tu bywa różnie.
                            • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:23
                              ola_dom napisała:

                              > A zło i niegodziwość też się stopniują i to bardzo. Trudno mi porównywać przyto
                              > czone tu przehulanie grubej sumy ze sprawdzaniem maili - po tym, jak partner -
                              > być może - postanowił przehulać mająteczek po raz kolejny.

                              Ola, a Ty nie mylisz czasem zwiazku partnerskiego z ukladem biznesowym ? ;-)))
                              To co jest oczywiste w sztywnych, formalnych ukladach, tam gdzie role graja pieniadze, gdzie sa zobowiazania biznesowe, ma sie nijak do relacji uczuciowej z drugim czlowiekiem, ktora z zasady powinna byc oparta na zaufaniu i szacunku. Tutaj nie odplaca sie krzywda za krzywde, bo wtedy relacja przestaje istniec.
                              • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:27
                                pogodoodporna napisał(a):

                                > Tutaj nie odplaca sie krzywda za krzywde, bo wtedy relacja przestaje istniec.

                                Naprawdę zrównujesz obie "krzywdy", które wymieniłam?
                          • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:09
                            Kazdy odpowiada za swoje czyny to oczywiste, ale tez należy mieć świadomość tego ze moja niegodziwość moze mieć dalsze skutki.
                            Gdybym ja zdradziła męża, a on w odwecie mnie, mysle ze bym sadziła go lżej......honor i poczucie własnej wartości to piękna rzecz ale czasami nie pomagają w życiu i co mi po tym jAkby przez 10 lat maź mnie zdradzał a ja bym ślepo wierzyła bo zajrzeć do kom nie wypada?
                            • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:31
                              larie napisała:

                              > i co mi po tym jAkby przez 10 lat maź mnie zdradzał a ja bym ślepo wierzy
                              > ła bo zajrzeć do kom nie wypada?

                              Gdyby Cie przez dziesiec lat zdradzal, to na pewno bys to zauwazyla bez grzebania w jego komputerze i bez czytania jego sms- ow i majli.


                              • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:33
                                Ta i co z tego , co mialabym powiedzieć, odchodzę bo czuje ze mnie zdradzasz?
                                Moze po 3-5 latach...... To długo i krzywdzace
                              • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:39
                                Poza tym mężczyźni niekoniecznie zdradzają angażując sie. Moze byc to skok w bok na imprezach integracyjnych z koleżanka z oddziału w innym mieście, mężatek która sie tylko puknęla i nie zamierza z nowym facetem zawierać poważniejszej znajomisci wiec oboje nie maja problemu. Można tez panienki wynajmować. Raz na jakis czas. Jak poznasz po mężu że to nie kac gigant tylko wyrzuciki sumienia. Do następnego razu.
                                W wieku 50 lat moja znajoma została z niczym bo przez ilestam lat wykładała kasę na wspólne życie w jego mieszkaniu (bez ślubu) a jego kasa na budowę domu szła. Po ukończeniu on wprowadził sie do domu z nowa, młoda panią a mieszkanie sprzedał. Moja znajoma musiała wrócić do swojej mamy. Jak sie przed tym bronić? Relacja z młodą panią musiała trwać sporo kiedy to z nią zdecydował sie wprowadzić do domu nie?
                                • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 18:02
                                  larie napisała:

                                  > Poza tym mężczyźni niekoniecznie zdradzają angażując sie. Moze byc to skok w bo
                                  > k na imprezach integracyjnych z koleżanka z oddziału w innym mieście, mężatek k
                                  > tóra sie tylko puknęla i nie zamierza z nowym facetem zawierać poważniejszej zn
                                  > ajomisci wiec oboje nie maja problemu. Można tez panienki wynajmować. Raz na ja
                                  > kis czas. Jak poznasz po mężu że to nie kac gigant tylko wyrzuciki sumienia. Do
                                  > następnego razu.

                                  Wiesz co, ja to sie wcale nad tym nie zastanawiam i zwisa mi dokladnie, czy moj maz planuje zdrade czy nie, zakladam, ze nie planuje po prostu :-D
                                  Larie, musisz zrozumiec jedno- nie masz wplywu na to co zrobi Twoj maz. To jest dorosla osoba, nieubezwlasnowolniona, swiadoma tego co robi. Bycie w zwiazku to wybor, podobnie jak wyborem jest dochowanie wiernosci. Nie mozesz wyegzekwowac od meza, zeby zachowywal sie tak jak bys tego chciala. Mozesz miec swoje zasady, ale musisz liczyc sie z tym, ze druga strona ma swoje. Albo Ci to odpowiada, albo nie, ale zmienic tego nie mozesz.
                                  • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 18:15
                                    No wiem, ale jak juz wiem co kuleje u nas (tez cos czego sie nie spodziewałam) to postaram sie nad tym popracować, mając świadomość klęski oczywiście.....ale pracować warto. Mamy potencjał i problemy. Jak to w życiu. Nie chce zostawiać naszych losów swobodnie. Olę mogę tyle sie postaram.
                                    A swoją droga zajmę sie swoim życiem just in case skoro wiem ze mój maź moze byc zdolny do wszystkiego;-)
                                    • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 18:37
                                      Ale to nie ty masz pracować nad zasadami moralnymi męża. Je się wynosi z domu, tworzy w oparciu o pewne wzorce. Możesz jedynie mówić o tym, co uznajesz za dobre, właściwe, samej być przykładem wyznawanych przez siebie wartości. Ale kontrolą się tego nie zrobi.
                      • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:05
                        A ci jakby Ci powiedział ze wszystko w porządku???? A miał romans na boku?
                        • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:14
                          larie napisała:

                          > A ci jakby Ci powiedział ze wszystko w porządku???? A miał romans na boku?

                          Nie wiem jak jest u Ciebie, ale ja sie ze swoim mezem przyjaznie, wiec kazda zmiana jego nastroju jest dla mnie widoczna. Nie sadze wiec, zeby dlugo udalo mu sie ukryc przede mna chorobe, problemy w pracy, czy romans.
                          My jestesmy ze soba, bo tego chcemy, jesli ktores z nas postanowi sie wymiksowac, to raczej szybko zakonczy nasz zwiazek, niz bedzie sie bawic w ciuciubabke.
                          • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:25
                            pogodoodporna napisał(a):

                            > Nie wiem jak jest u Ciebie, ale ja sie ze swoim mezem przyjaznie, wiec kazda zmiana jego
                            > nastroju jest dla mnie widoczna. Nie sadze wiec, zeby dlugo udalo mu sie ukryc przede mna
                            > chorobe, problemy w pracy, czy romans. My jestesmy ze soba, bo tego chcemy, jesli ktores z
                            > nas postanowi sie wymiksowac, to raczej szybko zakonczy nasz zwiazek, niz bedzie sie bawic w > ciuciubabke.

                            I tak jest pewnie fajnie, ale ludzie są różni i związki są różne. I nie znaczy, że obowiązuje jeden słuszny model. Są tacy, którzy bez ciuciubabki żyć nie mogą. Naprawdę. Muszą się ścigać i boksować, żeby poczuć, że żyją. I kochają :)
                            • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:39
                              ola_dom napisała:

                              > I tak jest pewnie fajnie, ale ludzie są różni i związki są różne. I nie znaczy,
                              > że obowiązuje jeden słuszny model. Są tacy, którzy bez ciuciubabki żyć nie mog
                              > ą. Naprawdę. Muszą się ścigać i boksować, żeby poczuć, że żyją. I kochają :)

                              Owszem, zwiazki sa rozne, mam tego pelna swiadomosc :-) Tylko, ze zdaje sie autorka watku przyszla tu na forum z konkretna sprawa, ktorej nie potrafi rozwiazac. Ja caly problem widze w tym, ze ona swojego meza kontroluje i sprawdza jak malego chlopca, czyta jego maile i trzepie poczte. Tutaj upatruje zrodla problemu. Oczywiscie kazdy moze miec inne zdanie, ale gdyby mnie ktos tak traktowal jak ona swojego meza, to chyba zachowywalabym sie podobnie jak on.
                              • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:43
                                A ja bym kontrolująca osobę rzuciła gdybym nie kochała, bo to nie normalne, chyba ze sama byłabym sobie winna (zdradzilabym) wtedy staralabym sie zrozumieć druga stronę, tym bardziej ze mój mąż jak zwykle znalazł wyjście i zamiast byc wytrwały postanowieniu, pracować nad zaufaniem, znowu kłamie.......
                                • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:49
                                  Za to ze miał ten flirt czy romans, przypłacił utrata zaufania, a ha po pol roku jakos sie ogarnęłam z tym tematem, zyciecwrocilo do normy jako tako a teraz po 2 latach dowiaduje sie ze te rowery to niectam gdzie mi powiedział i zastanawiam sie o co chodzi. Ta blachostka spowodowała ze zajrzałam pierwszy raz do maila i odkryłam ze był gdzueś indziej (a zapieral sie ze nie), a co wiecej ukrywa spotkania z chłopakami wspierając mi ze siedzi w pracy......mysle ze mamy poważny problem i co mam żałować ze sie dowiedziałam o mim zanim bedzue za późno?
                                  Nie patrzę juz w maile ale wiem ze duzo pracy przede mną, nami, tez terapeuta, i nie wiem co jeszcze......
                          • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:27
                            Ok moze i byś wyczuła, ale zawsze to można na trudna sytuacje w pracy zwalić, pociągnąć, a potem dla świętego spokoju skoncYc, i wyobraź sobie kilkoro waszych znajomych wie, a Ty nie......
                            • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:49
                              larie napisała:

                              > Ok moze i byś wyczuła, ale zawsze to można na trudna sytuacje w pracy zwalić, p
                              > ociągnąć, a potem dla świętego spokoju skoncYc, i wyobraź sobie kilkoro waszych
                              > znajomych wie, a Ty nie...

                              A jakie znaczenie ma dla mnie opinia jakis obcych ludzi ? Liczy sie tylko to co sobie mowimy nawzajem. To sie wlasnie nazywa zaufanie. Bez tego nie ma zwiazku, kontrolowac mozna partnera biznesowego, wspolpracownika, a nie meza.
                              Moj facet nie ma potrzeby niczego ukrywac, bo ma swiadomosc, ze nie jestesmy do siebie przyspawani. Gdyby mnie zdradzil, to by znaczylo, ze nasz zwiazek go juz nie satysfakcjonuje. Dlaczego mialabym go wtedy zatrzymywac ? Kazdy ma wolna wole, nie zmusze go zeby byl wierny, on mnie tez nie zmusi.

                              • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:59
                                Powiedziałbym ze bardzo idealistyczne podejście. miałam kiedyś takie zanim większa cześć populacji sie powiązała i nasłuchałam sie historii rodem z brazylijskiego serialu. I od tej pory uważam ze swojego trzeba pilnować.
                                • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 18:05
                                  larie napisała:

                                  > Powiedziałbym ze bardzo idealistyczne podejście. miałam kiedyś takie zanim więk
                                  > sza cześć populacji sie powiązała i nasłuchałam sie historii rodem z brazylijsk
                                  > iego serialu. I od tej pory uważam ze swojego trzeba pilnować.

                                  Nie chce byc okrutna, ale co masz Larie z tego pilnowania ? Meza, ktory tylko kombinuje jakby urwac sie ze smyczy :-(
                                  • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 18:08
                                    No fakt, ale postaram sie tym razem bardziej i inaczej skoro dotychczasowe metody nie działają a jak sie nie uda nie będę mieć cienia żalu czy "a co by było gdyby"........tylko z przekonaniem związek zakończę. Ale mysle ze nie będę musiała
                                    To co na pewno będę musiała to popracować nad sobą i "metodami", zrozumieniem etc
                                • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 18:05
                                  Czasami nieczystymi zagraniami, czasami chowając dumę do kieszeni.....rożnie bywa. Ze przekraczam granice, ze nie mam szacunku do siebie......czy będę tego żałować okaże sie "na koncu"......
                                • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 18:18
                                  To nie jest podejście idealistyczne, to jest podejście normalne.
                                  I masz to czego oczekujesz.
                                  Jak komuś zalezy na związku opartym na zaufaniu, przyjaźni i odpowiedzialności to taki buduje.
                                  Jak ktoś woli męża kontrolować na każdym kroku to to to robi a mąż ma to w ... poważaniu...
                      • ada1214 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 18:39
                        /b]. Jesli mialabym jakiekolwiek podejrzenia co do jego uczciwosci i lojalnosci
                        > , to pierwsze co bym zrobila, to zapytala wprost, a nie szperala potajemnie w j
                        > ego poczcie.

                        Tak, a on by Ci sie wyspowiadal, na pewno. W jakim Ty swiecie zyjesz?
                        • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 18:47
                          ada1214 napisała:

                          > Tak, a on by Ci sie wyspowiadal, na pewno. W jakim Ty swiecie zyjesz?

                          W normalnym swiecie, w takim w ktorym dwoje ludzi umawia sie, ze beda wobec siebie szczerzy :-)
                          A Ty na co sie umawialas, na klamstwa ? ;-))))
                          • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 19:05
                            Nikt na kłamstwa sie nie umawia a wychodzi hak wychodzi i ludzie kłamią
                            • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 19:10
                              Ale przecież to widać już na długo przed ślubem, ja bym nie wyszła za mąż za człowieka, który nie jest dla mnie przede wszystkim oparciem i przyjacielem.
                              • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 19:23
                                yasuko-yasuko napisał(a):

                                > Ale przecież to widać już na długo przed ślubem, ja bym nie wyszła za mąż za c
                                > złowieka, który nie jest dla mnie przede wszystkim oparciem i przyjacielem

                                Otoz to :-) A przyjaciela sie nie oszukuje, nie wystawia do wiatru, liczy sie z jego uczuciami, nie kontroluje i nie beszta jak gowniarza. Dlaczego trzeba go dobrze traktowac ? Bo tylko wtedy jest szansa, ze dostanie sie od niego podobna troske, zainteresowanie i szacunek :-)

                            • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 19:29
                              larie napisała:

                              > Nikt na kłamstwa sie nie umawia a wychodzi hak wychodzi i ludzie kłamią

                              A zastanawialas sie dlaczego ludzie klamia ? Tak na moje, to robia to albo ze strachu, albo dlatego, zeby uzyskac jakies korzysci. Czego boi sie Twoj maz, albo co chce klamstwem uzyskac, to pewnie najlepiej wiesz Ty sama.
                              • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 20:17
                                Tak, tak jak pisałam wcześniej kłamstwo zapewnia mu bezstresowe życie, bez tłumaczeń, odpowiedzialności.......krócej jest;-)
                                • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 20:19
                                  On tak rozwiązuje problemy: unika ich, nie stawia czoła, stad kłamstwo daje Mu ten luksus.
                              • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 20:28
                                Mój maź chce mieć spokój. I osiąga to kłamstwem wszem i w koło. Przytaknie mi i bedzie dobrze. Ale pójdzie z kolegami i bedzie cool(kolegom napisał ze idzie na godzine bo potem ja wychodze na basen i musi dzieci popilnować). Żadnej ze stron nie mówi prawdy. Wiec to nie jest problem tylko naszej relacji a problem tego ze nie ma odwagi sam sie określić i walczyć o swoje tylko tak biernie sie poddaje otoczeniu. A najłatwiej to kłamstwem osiągnąć. Czasami mam wrażenie ze on wierzy w to co mówi np. Nie miałem czasu......czy można nie mieć czasu na wypełnienie swistka i wysłanie go do us poczta firmową nawet nie lecąc na pocztę????
                                O to jest kłamstwo jakie mnie u niego drażni, wszędzie o wszystkich byle spokój mieć.....
                          • ada1214 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 20:06
                            Zakladajac, ze Twoj maz ma laske na boku i TY masz ku temu podejrzenia. Pytasz a on zaprzecza. Chcesz powiedziec ze w tym momencie sprawa jest dla Ciebie zamknieta i mu bezwarunkowo wierzysz? Jesli tak, to masz palme pierszenstwa w konkursie na naiwnosc. Ale prawde mowiac nie wierze, tak sie krygujesz na potzreby watku, albo mlodka jestes, rok po slubie i jeszcze w wyidealizowanych oblokach bujasz.
                            • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 20:25
                              Nie, ja mu wierzę na tyle, że wiem, że on nie będzie miał nikogo na boku.
                              Moje zaufanie jest o wiele głębsze, bo też ma głębsze podstawy.

                              Tylko ja sobie nie wyobrażam żeby wyjść za mąż, bo dziecko w drodze za człowieka, z którym nigdy nie mieszkałam i nie prowadziłam wspólnego życia.
                              • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 20:32
                                Ha no ja tez nie planowałam tego ale nie wychodziłem za mąż bo dziecko. Naprawdę myslalam ze Pana Boga za nogi zlapalam....widywalusmy sie często, mieszkaliśmy 10 minut od siebie, wspólne zainteresowania, Jego kultura osobista i tysiąc innych rzeczy.....no troche sie przekroczyłam ale nadal Go kocham, lubię z Nim spędzać czas, śmiać sie....no tylko ze sie wszystko jakis zapetlilo.....zaniedbalismy siebie jako parę tak mysle. Stad problemy
                                • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 22:39
                                  Ale tak napisałaś gdzieś niżej.
                                  Że ciąża była jak szukaliście mieszkania, więc nawet zamieszkać razem nie zdążyliście.
                                  Dla mnie, ale to moje zdanie, na ślub za wcześnie jeśli się razem nie mieszkało, nie żyło wspólnie, nie było ze sobą tyle by minęły motylki i dało się zobaczyć co zostało. Zakochanie przychodzi samo, ale miłość się buduje. Na bazie przyjaźni, zaufania, odpowiedzialności, szacunku, wolności.
                                  Buduje razem, inaczej to nie ma sensu.
                            • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 20:28
                              Ja jestem naście lat w związku, po potężnym kryzysie i powiem tyle: laska na boku to bzdet w porównaniu z innymi sprawami, takimi jak opiekuńczość, przyjaźń, zaufanie, szacunek, wspólne dążenia itp. Wiele par, które spędziły ze sobą lata i czuły się szczęśliwie w związku, doświadczyło zauroczenia kimś innym. Magda Zawadzka opowiadając o Holoubku też mówiła, że szybko się zakochiwał i równie szybko odkochiwał, ale to nie miało wpływu na relację między nimi. Dla mnie większą zdradą niż panna na bok jest zostawienie z problemem, notoryczne kłamstwa, niedbałość o rodzinę, agresja itp.
                              • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 20:43
                                Wiec ja nie krusze kopii o tamta laskę a o to, ze przypadkiem wyszło ze mój mąż jest oszukańcem. Wychodzi na to ze notorycznym. Bo kłamie wszystkim naokoło żeby Mu łatwiej było. A ja boje sie ze skoro kłamie nawet w głupotach to moze mu to wejść w krew jak talala we wszystkim i za 5 lat obudzę sie nie w swoim życiu.....
                            • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 20:52
                              ada1214 napisała:

                              > Zakladajac, ze Twoj maz ma laske na boku i TY masz ku temu podejrzenia. Pytasz
                              > a on zaprzecza. Chcesz powiedziec ze w tym momencie sprawa jest dla Ciebie zamk
                              > nieta i mu bezwarunkowo wierzysz?

                              Zeby miec laske na boku, to najpierw musialoby sie cos w naszym zwiazku zepsuc. Dopoki jest dobrze, to zadne z nas nie zaklada, ze druga strona go zdradza.
                              Oczywiscie, ze wierze mu bezwarunkowo, dlatego nie mam potrzeby, zeby go kontrolowac. Widzisz, my bylismy szczesliwymi ludzmi jeszcze zanim sie poznalismy, wiec gdybysmy sie rozstali, to pewnie nie bylby to dla nas koniec swiata. Nasza relacja niczego nam nie zalatwia, nie lata zadnych dziur, dlatego nie musimy trzymac sie siebie kurczowo.

                              > Jesli tak, to masz palme pierszenstwa w konku
                              > rsie na naiwnosc.

                              Dla Ciebie to naiwnosc, dla mnie to uczciwosc :-) Jesli ja czuje sie uczciwie wobec niego i tak tez staram sie postepowac, to zakladam, ze i on jest uczciwy. Proste. Co bedzie jesli zdradzi ? A to juz jego problem, to on bedzie musial z tym zyc :-D

                              > Ale prawde mowiac nie wierze, tak sie krygujesz na potzreby w
                              > atku, albo mlodka jestes, rok po slubie i jeszcze w wyidealizowanych oblokach b
                              > ujasz.

                              Mozesz wierzyc w co chcesz :-) Ja wiem jedno- maz/zona to nie niewolnik, jesli kochasz to dajesz wolnosc.
                              • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 21:25
                                To co ada1214 napisała to rzeczywiście wyglada .....nierzeczywiście. Znaczy super założenie ale w życiu to tak nie wyglada. Gdyby tak, to chyba 1% małżeństw by przetrwał, a życiowe perturbacje przetrwało wiele par i u schyłku zycia oceniają swe życie jako dobre i decyzje właściwe.
                                Takich ludzi chce posłuchać a nie tych na początku zycia z wyidealizowanym poglądem na zycie. Moja koleżanka z pracy jest juz 17 lat po rozwodzie, z dzieckiem, rożnie jej sie układało ale powiedziała mi jedna rzecz, ze gdyby mogła cofnąć czas nie postąpiłaby tak ....pochopnie. Powalczylaby. Przemyslala. Ale uniosła sie honorem, nie chciała słuchać itd. nie mówi wprost ale żałuje i zawsze mi doradza spokój, rozsądek.....nie chce jak ona kiedyś zastanawiać sie co by było gdyby.....chce dzualac kiedy jeszcze czas.......
                                • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 21:45
                                  larie napisała:

                                  > Takich ludzi chce posłuchać a nie tych na początku zycia z wyidealizowanym pogl
                                  > ądem na zycie.

                                  Chcialabys posluchac, ze zwiazek to tresura drugiej osoby ? Wydzieranie od niej tego co niby Ci sie nalezy ? Serio ? Chcialabys uslyszec, ze zwiazek to brak zaufania i kontrola ? W takim czyms chcesz zyc i uwazasz to za normalke, naprawde ?
                                  I co to znaczy powalczyc o zwiazek ? Kazac komus ze mna byc ? Wbic mu do glowy, ze zle postepuje, bo ja oczywiscie postepuje dobrze i wlasciwie ? Jak chcesz walczyc ? Masz jakis pomysl, jak zmusic do czegos druga osobe ? Chetnie poslucham, tak z ciekawosci, bo ja takich talentow nie mam, nawet wlasnego psa nie umiem nauczyc siadac na komende ;-)
                                  • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 21:56
                                    Daj spokój. Dziewczyna popełnia błędy, bo mierzy się z sytuacją, której nie rozumie. Nie każdy wszystko rozumie. Nie każdy od razu. Nie każdy ma to szczęście, że poznał inną osobę od podszewki, zanim wszedł z nią w poważny związek. Zdarza się.
                                    Chce iść na terapię i fajnie. Bo niezależnie od tego, jakie skutki przyniesie ta terapia dla nich, jako dla pary, bez wątpienia czegoś się dowiedzą o sobie samych i swojej relacji. Powalczyć o związek to również spróbować czegoś nowego, innego sposobu, by połączyć dążenia, oczekiwania, potrzeby. I ja zgadzam się z twierdzeniem, że zanim podejmie się np. decyzję o rozstaniu, to warto spróbować powalczyć. Powiem szczerze, że sama zgodziłam się na terapię rodzinną właśnie z tego względu - nie wierzyłam już, że coś się na trwałe zmieni, ale stwierdziłam, że wykorzystam szansę, by później nie mówić sobie, że nie spróbowałam. I cieszę się z tego jak diabli.
                                    • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 22:17
                                      edw-ina napisała:

                                      > Chce iść na terapię i fajnie. Bo niezależnie od tego, jakie skutki przyniesie t
                                      > a terapia dla nich, jako dla pary, bez wątpienia czegoś się dowiedzą o sobie sa
                                      > mych i swojej relacji.

                                      No pewnie, ze tarapia swietna rzecz i nikt o zdrowych zmyslach zalozycielki watku od tego pomyslu nie bedzie odwodzil. Szkoda tylko, ze przynajmniej w moim pojeciu, brak tu jakiejs glebszej refleksji, jest za to chec grania nieuczciwymi kartami :-(

                                      "Czy możemy chodzić na terapię, gdy zataję przed mężem, ale nie przed terapeutą (tudzież innym specem), że grzebię w mężowskich mail'ach? Czy to nie ma sensu i na początku zostanie mi odmówione prowadzenie terapii? (...) Ale dla własnego spokoju i jednak kontroli, wolałabym utrzymać ten dostęp".
                                      • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 22:30
                                        Ale daj jej szansę. Może zrozumie, że bez tego się nie da. Albo, że zaszło już wszystko za daleko. Może obudzi się w niej odwaga cywilna do przyznania się, a przynajmniej wewnętrzny Zawisza Czarny, który będzie stał na straży tego, by już nigdy nie poszła tą ścieżką.
                                        • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 22:41
                                          Ale ja tą ścieżka juz nie ide bo nie sprawdzam.
                                          Juz na tyle zrozumiałam Ze to tylko sama dobie szkodzę. Musze inaczej. Po tym poście widzę ze to i ja potrzebuje terapii, indywidualnej, bo jestem jak dziecko we mgle, wojuję nie wiem z kim, nie wiem czym ale we własnym mniemaniu wojuję....raniąc siebie prY okazji.
                                          Aha, mąż sie ostatnio stara tak ze dIsiaj niemal awantury nie było o to żeby juz szedł spać bo wstaje 2 ha wcześniej, a weki zrobię ja....no i zaprosił mnie na kolacje na moje ulubione danie którego on nie jadł nigdy ale chce sprobowac;-) teraz mam plan ze chociaż sie wali i pali to raz na 2-4 tyg wieczór spędzamy razem. Bez dzieci.kino, kolacja, teatr....cokolwiek, aby we dwoje. Zaniedbalismy to.....przyznaje położyliśmy to koncertowo. Nawet wieczorów filmowych w domu z drinkiem juz nie było dawno.....zaniedbalismy sie, bardzo
                                          • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 22:45
                                            Czyli powiesz mu, że znasz jego hasło i by mógł zmienić jeśli chce?
                                            • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 22:01
                                              Nie, na razie tego nie postanowiłam jeszcze ale zaglądać tam już nie zamierzam.
                                              Moze powiem, a moze zostawię sobie wybór na "kiedyś"..... Na razie zobaczę jak to wszystko sie potoczy.
                                • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 22:42
                                  Wygląda, wygląda.
                                  Prawie 20 lat jestem żoną i zgadzam się z każdym zdaniem napisanym przez Pogodoodporną.
                                  Jeśli człowiek jest dojrzały, szczęśliwy i wolny zanim pokocha i z takim bagażem wchodzi w relację to inaczej tę relację buduje.
                                  I wie, że nawet gdy mu na tej relacji bardzo zależy, to nie musi jej utrzymać za wszelką cenę.
                              • ada1214 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 22:19
                                > Zeby miec laske na boku, to najpierw musialoby sie cos w naszym zwiazku zepsuc.
                                > Proste. Co bedzie jesli zdradzi ? A to juz jego problem, to on bedzie musial z
                                > tym zyc :-D

                                Czyli tak jak myslalam. . Mlodka, napuszona, pelna mocnych hasel, bez doswiadczenia bez wiekszej wyobrazni, mysli ze swiat zawojuje, bo pare ostrych slow ma w gebie. To bedzie tylko jego problem , jak zdradzi? Kobieto, wez skoncz i wstydu sobie oszczedz. I nie wypowiadaj sie w tematach zwiazkow przed uplywem 15-20 lat stazu malzenskiego. To by bylo na tyle, malolatko.
                                • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 22:33
                                  ada1214 napisała:

                                  > Czyli tak jak myslalam. . Mlodka, napuszona, pelna mocnych hasel, bez doswiadcz
                                  > enia bez wiekszej wyobrazni, mysli ze swiat zawojuje, bo pare ostrych slow ma w
                                  > gebie. To bedzie tylko jego problem , jak zdradzi? Kobieto, wez skonc
                                  > z i wstydu sobie oszczedz. I nie wypowiadaj sie w tematach zwiazkow przed uplyw
                                  > em 15-20 lat stazu malzenskiego. To by bylo na tyle, malolatko.

                                  Milo slyszec, ze babki po czterdziestce to dla Ciebie malolaty :-D :-D :-D
                                  • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 22:54
                                    Ale tu akurat też bym spytała o to, co Ada: naprawdę uważasz, że jakby mąż Cię zdradził to byłby tylko jego problem?
                                  • ada1214 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 08:06
                                    Jestes po 40stce? naprawde z Twoich wpisow nie wynika.

                                    No to coz, jest wiec jeszcze gorzej. Jesli baba po 40stce twierdzi, ze ew. zdrada to problem wylacznie zdradzajacego, to albo a)jest calkowicie niepowazna b)zwiazek takiej osoby jest calkowiecie bezwartosciowy wiec zdrada czy bez zdrady nie robi jej wielkiej roznicy. Tak czy owak trudno brac Twoje rady na serio. Wiekszosc ludzi jednak ceni swoje zwiazki, a niektorzy bardzo wysoko.
                                    • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 13:18
                                      ada1214 napisała:

                                      > Jestes po 40stce? naprawde z Twoich wpisow nie wynika.
                                      >
                                      > No to coz, jest wiec jeszcze gorzej. Jesli baba po 40stce twierdzi, ze ew. zdra
                                      > da to problem wylacznie zdradzajacego

                                      No a czyj to niby ma byc problem ? Moj ? Skoro umawiamy sie na szczerosc i wiernosc, to jestem szczera i wierna. Gdyby mi sie odwidzialo i jedno, i drugie to koncze zwiazek. A on jesli by zdradzil, to znaczy, ze teraz samotnie musi sie uporac ze swoimi wyrzutami sumienia. Ja bym mu w tym nie pomogla. Bo ze wyrzuty sumienia by mial, to jestem wiecej niz pewna.

                                      a)jest calkowicie niepowa
                                      > zna

                                      Przeciwnie, jestem bardzo powazna. I bardzo powaznie traktuje czlowieka z ktorym zyje. Calkiem powaznie traktuje tez sama siebie. Dlatego wiem, ze nie musze nic robic, zeby on nie prysnal gdzies przy najblizszej okazji.

                                      b)zwiazek takiej osoby jest calkowiecie bezwartosciowy wiec zdrada czy bez
                                      > zdrady nie robi jej wielkiej roznicy.

                                      A kim Ty jestes zeby oceniac moj zwiazek ?
                                      Zdrada to tylko jeden z elementow i wcale nie ten najgorszy, ktorym ludzie degraduja swoja relacje. Sama zdrada wymaga dzialania, jest aktem woli. Ja nie mam wplywu na wole mojego meza. A poniewaz wplywu nie mam, to nie bede robic z siebie idiotki, zeby ten skok w bok wykryc, ewentualnie go uniemozliwic. Zrozumialas to w koncu, czy mam napisac drukowanymi literami ?

                                • pade Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 22:55
                                  Ja mam 41 lat i 17-letni staż małżeński, mogę się wypowiedzieć?:)
                                  Myślę tak, jak Pogodoodporna. Identycznie. Siłą, przemocą, kontrolą można coś wywalczyć na chwilę. To nie będzie dobrowolny dar, tylko wymuszone tresurą zachowanie.
                                  Nie chciałabym, żeby mój mąż był ze mną, bo nie ma innego wyjścia. Bo wymusiłam zostanie ze mną krzykiem, szantażem np. dziećmi, czy manipulacją. Nie miałabym wtedy poczucia, że jesteśmy razem, bo się kochamy, tylko świadomość, że nie dałam mu wyboru, zmusiłam by został ze mną. I caly czas bałabymo się, że odejdzie, kiedy tylko znajdzie "furtkę". Takie życie to najlepsza droga do zafundowania sobie co najmniej nerwicy. I to mówię ja, która z kontrolą miała duży problem. Nie dotyczył on kwestii zaufania, tylko postępowania wg mojego scenariusza. I utrudniał nam życie bardzo, mimo, że wg moich założeń miał je polepszyć.
                                  • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 22:13
                                    Dlaczego myślicie ze siłą i kontrolą chcę go zmusić do pozostania. Czy ktokolwiek by sie tym metodom dał? Bez przesady. Ze niby jak? Jak nakrzycze ze widziałam w mailu to i owo to on stanie sie grzeczny bo ja mail widziałam? Ibiczywiscue nadal bedzie w tym mailu prawdę pisał?
                                    Nie szantażuje go dziećmi ani tym ze sie potne.
                                    Po prostu nienawidzę kłamstwa i chęć zestawienia sobie hasła na przyszłość jest podyktowana instynktem samozachowawczym. Ze jakby kiedyś cos w mojej głowie zaświtało a mąż z uporem maniaka odnawiałby mi racji....chyba wolałabym wiedzieć. Choć hal to moja doświadczona siostra mi podpowiedziała " Ty sie najpierw zastanów czy chcesz wiedzieć i co ta wiedza zrobisz?"
                                    • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 11.10.14, 00:21
                                      Nienawidzisz kłamstwa i sama się nim posługujesz, tak?
                                      Przecież zaglądanie do jego poczty to dokładnie ta sama kategoria, on myśli, że może Ci ufać, Ty go okłamujesz.
                                      I tak, niezaglądanie, ale zachowanie sobie hasła na kiedyś to dokładnie to samo co zagladanie.
                                    • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 11.10.14, 08:13
                                      larie napisała:

                                      > Dlaczego myślicie ze siłą i kontrolą chcę go zmusić do pozostania.

                                      Nie wiemy czy chcesz go zmusic, wiemy natomiast, ze napisalas, ze "bedziesz walczyc" i ze "gra jest o duza stawke, bo mamy dwoje dzieci". Z tego wynika, ze zalezy Ci, aby on byl z Toba, zalezy Ci na trwalosci Twojego zwiazku.

                                      > Ze niby jak? Jak nakrzycze ze widziała
                                      > m w mailu to i owo to on stanie sie grzeczny bo ja mail widziałam? Ibiczywiscue
                                      > nadal bedzie w tym mailu prawdę pisał?

                                      No wiec sama sobie odpowiedzialas, jak znikomy efekt daje trzepanie jego poczty i rozliczanie go z tego co tam napisal :-)

                                      > Po prostu nienawidzę kłamstwa i chęć zestawienia sobie hasła na przyszłość jest
                                      > podyktowana instynktem samozachowawczym. Ze jakby kiedyś cos w mojej głowie za
                                      > świtało a mąż z uporem maniaka odnawiałby mi racji....chyba wolałabym wiedzieć.

                                      A poniewaz maz klamie notorycznie, wiec w glowie bedzie Ci switac czesto i zagladac tez bedziesz w te majle z rowna czestotliwoscia.

                          • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 10:10
                            pogodoodporna napisał(a):

                            > W normalnym swiecie, w takim w ktorym dwoje ludzi umawia sie, ze beda wobec siebie szczerzy :-)

                            Jak ludzie są szczerzy - tak jak piszesz - to nie chodzą na boki potajemnie, tylko wprost komunikują: "kochanie, od przyszłego tygodnia zamierzam Cię zdradzać".

                            Naprawdę uważasz, że jak ktoś zdradza, i wprost się go o to zapyta, to zawsze i na pewno odpowie, że "tak"?
                            Taki szczery i prawdomówny typ przeważnie albo nie zdradza, albo od razu mówi, co i jak.
                            Tutaj jest mowa o zupełnie innym przypadku.
                            • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 13:24
                              ola_dom napisała:

                              > Taki szczery i prawdomówny typ przeważnie albo nie zdradza, albo od razu mówi,
                              > co i jak.
                              > Tutaj jest mowa o zupełnie innym przypadku.

                              Aha, czyli wynika z tego, ze chama mozna pokonac tylko chamstwem, klamce- klamstwem , a kretacza- kretactwem ? ;-)
                              Krotko mowiac, jesli to "inny przypadek", ktory stosuje nieczyste metody, to nasze metody, zeby sobie z nim poradzic, musza byc identyczne.
                              • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 13:34
                                pogodoodporna napisał(a):

                                > Aha, czyli wynika z tego, ze chama mozna pokonac tylko chamstwem, klamce- klamstwem , a
                                > kretacza- kretactwem ? ;-)
                                > Krotko mowiac, jesli to "inny przypadek", ktory stosuje nieczyste metody, to nasze metody,
                                > zeby sobie z nim poradzic, musza byc identyczne.

                                Chyba mówimy o różnych rzeczach.... W każdym razie ja. Na pewno nie chodzi mi o "pokonywanie". Zwłaszcza w związku...!?
                                Tylko o to, że trudno oczekiwać szczerej odpowiedzi od kogoś, kto szczery nie jest. I trudno na takiej odpowiedzi budować jakieś zrozumienie.
                                Tzn. - oczywiście można przyjąć nieszczerą odpowiedź za dobrą monetę i "wierzyć", że jest szczera.
                                Czy to mądre...? Co tam kto uważa i co kto woli.
                                • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 13:50
                                  ola_dom napisała:

                                  > Tzn. - oczywiście można przyjąć nieszczerą odpowiedź za dobrą monetę i "wierzyć
                                  > ", że jest szczera.
                                  > Czy to mądre...? Co tam kto uważa i co kto woli.

                                  Jesli ona nie wierzy jemu, a on nie jest szczery wobec niej, to trudno mowic o zwiazku miedzy nimi. Bo co to za zwiazek, w ktorym dwie osoby kombinuja jakby wyjsc na swoje i jeszcze oszukac druga strone ? Wedlug mojej definicji, taka relacja obok zwiazku nawet nie lezala. Ale tak jak mowisz- kazdy robi co uwaza :-)
                                  • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 14:45
                                    pogodoodporna napisał(a):

                                    > Bo co to za zwiazek

                                    Co to za związek? Małżeństwo. Z dwójką dzieci na dokładkę.
                                    Cokolwiek bym o nim (o związku) nie sądziła, to nie dziwię się, gdy ktoś chce "coś takiego" ratować - tak, jak umie. A że czasem za bardzo nie umie (jak autorka wątku sama przyznaje), to pyta o radę nas, a i wybiera się na terapię.

                                    > Wedlug mojej definicji, taka relacja obok zwiazku nawet nie lezala. Ale tak jak mowisz- kazdy
                                    > robi co uwaza :-

                                    Albo robi to, z czym przyszło mu się zmierzyć.
                                    Ja się cieszę, że nie muszę mierzyć się z podobną sytuacją. Prawdopodobnie u mnie by do niej nie doszło - ale za to muszę się mierzyć z innymi, których też bym sobie nie życzyła i nie spodziewała się, że staną się moim udziałem. Ale życie różnie się plecie i w niektóre sytuacje wchodzi się jak we mgłę - dopiero w samym jej środku orientujesz się, że w niej jesteś. I wychodzisz z niej tak, jak się da - czasem po omacku, nabijając guzy i siniaki.
                                    • pogodoodporna Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 15:25
                                      ola_dom napisała:
                                      > Ale życi
                                      > e różnie się plecie i w niektóre sytuacje wchodzi się jak we mgłę - dopiero w s
                                      > amym jej środku orientujesz się, że w niej jesteś.

                                      Zgadza sie, tak czasem bywa.

                                      >. I wychodzisz z niej tak, jak
                                      > się da - czasem po omacku, nabijając guzy i siniaki.

                                      Jesli chce sie z niej wyjsc, to intencje musza byc bezwzglednie czyste. To absolutnie konieczne. Nie da sie niczego naprawic kombinowaniem, oszustwem, kontrola. Chyba tego dotyczy ten watek ? ;-) A eufemizm, ze "zycie roznie sie plecie" niczego nie usprawiedliwia i niczego nie zalatwia.
                                    • paris-texas-warsaw Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 15:28
                                      Wg mnie każdy rokuje, że SOBIE może pomóc. Ale ta pomoc nie oznacza osiągnięcia spraw niemożliwych. Rezygnacja z kontroli wg mnie oznacza tylko rezygnację z kontroli i własny luz i może np. oznaczać, że mąż pewne sprawy, jak np. marnotrawienie kasy, której dzieciom brakuje bedzie dalej, ale już jawnie trwonił. Rezygnacja z kontroli wcale nie musi oznaczać, że "mąż się naprawi". Ja w tym watku zgadzam się z Yasuko. Generalnie podoba mi się czyjeś powiedzenie, że to, że się kogoś kocha i chce się z kimś być, to nie są warunki wystarczające, by ta osoba nadawała się np. na ojca/matkę wspólnych dzieci. Co innego kochanek, co innego mąż, a co innego mąż i ojciec dzieci w jednym. I wg mnie z każdą z tych ról warunki brzegowe rosną. Kontrola niewiele wnosi, ważniejsza jest wcześniejsza selekcja;), rozpoznanie własnych oczekiwań, które i tak w życiu w pewnych kwestiach musza się rozjechać in plus lub in minus. Wiadomo - sporo niesie życie, ale jak ktoś się wiąże np. z członkiem mafii, to chyba wie, w jaki model biznesowy jego życie się siłą rzeczy wpisze.
                                      Dla mnie np. chodzenie do klubów go-go byłoby nie czymś o co byłabym zazdrosna, ale oznaczało, że jestem z osobą, której poziom moralny jest dla mnie zupełnie nieakceptowalny i w zasadzie ktoś taki wg mnie kiepsko by się nadawał na ojca. Ja osobiście brzydzę się takimi przybytkami, gdzie tancerki są jak jakiś towar. Podobnie nie mogłabym być z kimś kto chodziłby do prostytutek, albo czerpał korzyści z takich procederów. Ktoś może mieć wyższe stanadardy albo na inne kwestie zwracać uwagę i nie wiązać się np. z kimś kto kupuje kawę nie z fair trade i picie zwykłej kawy ze sklepu już by było dla niego ciężkie do przebrnięcia u partnera. Ale nie jest to kwestia kontroli - tylko wiedzy o kimś i decyzji o byciu z kimś takim.
                                      Dodam, że jak sobie przeczytałam ten wątek to zupełnie nie rozumiem, przed czym miałby uchronić stały monitoring zabezpieczajacy przed ewentualną zdradą. Nawet pomyślałam, że może jestem naiwna i powinnam jakieś kroki podjąć, ale jakie???!??? Pewnie zdrady zdarzają się czasem zupełnie "niespodziewanie", ale myślę, że jest to jakoś powiązane jednak ze stanem związku. Wydaje mi się, że ważniejsze jest ogranianie w jakiej rzeczywistości się na codzien funkcjonuje i dostosowywanie decyzji do sytuacji. Myślenie, że uda się uchronić przed zdradą poprzez czytanie czyichs maili lub sms'ów, albo, że jest to najszybsze i najpewniejsze źródło wiedzy o tym jest wg mnie złudne i właśnie może być przyczyną tego, że można przeoczyć co się wokół dzieje. To są setki informacji, które składaja się na obraz tego, gdzie my i parner się znajdujemy i razem i każdy z osobna. Też kwestia interpretacji, przywiązania do może błędnych wniosków. Tak mi przyszło do głowy, jak przeczytałam, o jakimś aktorze, który przyznał się żonie na terapii do pedofilii, a ona podejrzewała przez lata homoseksualizm (o ile to nie jest jej wersja na potrzeby ewentualnych procesów, mediów, etc.).
                                      • ada1214 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 16:35
                                        Kontrola niewiele wnosi, ważniejsza jest wcześniejsza
                                        > selekcja;),


                                        Zgadza sie czesciowo. Teza ta bowiem nie bierze pod uwage oczywistego faktu, ze ludzie sie zmieniaja. Ktos, kto byl wierny w wieku 20 lat , moze zejsc na manowce 10 lat pozniej. Niektorym literalnie odbija palma ni stad ni zowad.


                                        Myślenie, że uda się uchronić przed zdradą poprzez
                                        > czytanie czyichs maili lub sms'ów, albo, że jest to najszybsze i najpewniejsze
                                        > źródło wiedzy o tym jest wg mnie złudne i właśnie może być przyczyną tego, że
                                        > można przeoczyć co się wokół dzieje.


                                        Cokolwiek bys nie argumentowala, okazuje sie ze czesto wlasnie poprzez wpadke mailowa lub smsowa wychodzi na jaw zdrada. Facet sie swietnie maskuje i nic nie widac, dopiero jakis nieopatrzny sms o odjechanej nocnej porze lub niefortunny mail i wychodzi. Tak wynika z setek historii prezentowanych na roznorakich forumach.

                                        Mysle o tym, co tu piszecie i generalnie zgadzam sie, ze kontrolowanie to nie jest sposob na wymuszenie wiernosci. Jednakze ja bym chciala - zakladajac ze mam jakies podejrzenia- o ewentualnej zdradzie dowiedziec sie jak najwczesniej. Mam silny instynkt samozachowawczy i sorry, ale won penisowi, ktory moze mnie jakims syfem poczestowac. Szybka reakcja i odstawienie od seksu moze - ze sie tak patetycznie wyraze- nawet uratowac zycie, mowa o Hiv oczywiscie. Inne kalafiorowate klykciny prowadzace do raka tudziez pozostale weneryczne przyjemnosci- dziekuje, nie.
          • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 17:04
            larie napisała:

            > - nie mam pomysłów jak Mu pomóc dorośleć. Tak za ten rachunek zapłaciłam ja ze
            > wspólnego konta, bojąc się o dalsze konsekwencje.

            To proste - w przypadku kiedy mąż jest finansowo nieodpowiedzialny występujesz o rozdzielność majątkową. I NIE płacisz z własnego konta jego długów za strony porno tylko żądasz od niego alimentów na dzieci. A co ON z tym fantem zrobi i jak się będzie głowił to już jego sprawa.

            >ale czy On przestanie kłamać? Pewnie na razie nie ma motywacji, prawda?

            Nikt Ci nie powie czy on przestanie kłamać. Nikt Ci nie da gwarancji, że on się zmieni, wręcz przeciwnie wszyscy tu piszemy, że jest to mało prawdopodobne. To TY masz zmienić swoją postawę wobec niego. Nie zgadzać się OTWARCIE na to czego nie możesz znieść, nie ponosić konsekwencji za dorosłego faceta i nie oczekiwać od niego, że z misia stanie się lwem. Masz się zastanowić czy jesteś w stanie być z nim i akceptować go jako tego misia.

            • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 20:06
              No obawiam się tego wszystkiego, dlatego zamiast samej w tym tkwić, zastanawiać sie, popełnić błąd.....wymyśliłam terapie która obojgu ma pomoc, rozjaśnić umysł, zebrać myśli i sie ogarnąć.
              • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 20:27
                Dobrze, że wymyśliłaś tę terapię. Tylko pamiętaj, ja już o tym pisałam - terapia może pójść w zupełnie różnym niż twoje oczekiwania kierunku. Może również doprowadzić do tego, iż uznasz, że nie znasz swego męża i nie jest on oraz nie stanie się człowiekiem, jakiego potrzebujesz. I jedynym wyjściem jest rozstanie.
                W naszym przypadku terapia zadziałała, przede wszystkim nauczyliśmy się rozmawiać w sposób efektywny. Oczywiście nie zawsze i nie każda rozmowa wychodzi nam super. Czasami wkurzamy się na siebie, czasami wybuchniemy, czasami wpadamy w stare tory. Ale wkurzenie trwa krócej i nie jest takie wyniszczające, wybuch nie zmiata miast z powierzchni ziemi, a co najwyżej wywróci jakiś płot. Ale rozpoczynając terapię usłyszeliśmy: chcecie się państwo dogadać, czy rozstać w pokojowej atmosferze. I ja odpowiedziałam, że raczej rozstać. Wszystko, co wydarzyło się później, sprawiło, że zmieniłam zdanie i bardzo się z tego cieszę. Ale naprawdę równie dobrze mogło być odwrotnie. Jakkolwiek będzie, może wyjdziesz z tego błędnego koła.
                • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 16:18
                  Krzywdy mi nie zrobi (terapia) a moze cos wiecej do mnie dotrze i w koncu pogodzę sie z pewnymi rzeczami, moze czegoś nauczę.....najgorsze to nie robić nic przecież nie?
                  Oczekuje tez ze do Niego dotrze ale po waszych postach widzę i niestety przyznaje wam racje- oczekiwałam ze wyjdzie "nowy" mąż......
      • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 17:19
        Nie widzisz wytłumaczenia dla kłamstwa i jednocześnie sama kłamiesz?
        Czyli dla kłamstw męża nie ma wytłumaczenia a dla Twoich jest tak?

        I żeby było jasne: ja nie bronię Twojego męża, bo dla mnie jest niedojrzałym dzieciakiem.
        Chcę tylko pokazać, że Ty masz inną miarę dla niego a inną dla siebie.
        Twoje kłamstwa są małe i usprawiedliwione?
        Toż przecież dokładnie to samo on myśli o swoich.

        Ale też bardziej niż piwo z kumplami niepokoił by mnie klub go-go i pornografia.
        • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 20:02
          Pisałam juz o tym czyja prawda prawdziwsza. Wiem ze nie zachowuje sie jak trzeba ale nigdy tego żadnemu mężczyźnie nie robiłam i mężowi do czasu jego flirtu i zdania sobie sprawy jaki on jest. Teraz juz zaczęło sie błędne koło....
          Porno juz nie ogląda, rachunek skutecznie go zniechęcił ale te klubu gogo.....tez mnie niepokoją. Opowiada mi ze to nic takiego, ze oni tylko siedzą, piją i gadają głupoty a ze laska tyłkiem kręci to bez znaczenia. Żadne argumenty nie trafiają, bo nic sie nie dzieje. Oczywiście wg niego. O nic sie nie stanie. Tego jak zawsze i w każdej sytuacji pewny. A ja juz nie......jak mu zabronię to i tak tam trafi wcześniej czy pozniej (czasami tam chodzą) a mnie nie powie....
          • verdana Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 20:06
            Ależ Ty nie jesteś od zabraniania lub pozwalania. Zabraniać czy pozwalać może matka dziecku, a nie partnerzy miedzy sobą. Można oczywiście powiedzieć wprost, ze nie odpowiada Ci takie zachowanie, że czujesz sie dotknięta, można powiedzieć różne rzeczy i różne rzeczy zrobić -ale Ty ciągle przywołujesz kompletnie nie pasujące do związku metody.
            • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 22:11
              Zgadzam się z Verdaną - Ty zachowujesz się tak jakby mąż był Twoim dzieckiem i Ty masz go wychować. A tak nie jest.
              I, wydaje mi się, że tego samego oczekujesz od terapii - że Ty opowiesz ile to mąż robi błędów a psychoterapeuta go "wychowa".

              Czy mąż jest dla Ciebie partnerem? Przyjacielem? Ufasz mu? Jest oparciem?
              Może o tym z nim pogadaj najpierw?
            • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 16:13
              Extra ale ja juz nie mam siły wymyślać niczego. Nic nie działa, a jeśli nawet to na krótka metę ;-(
          • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 22:16
            Powiedz mi jeszcze, bo nie rozumiem: jak wychodziłaś za mąż i decydowałaś się na dziec to mąż był odpowiedzialny, nie kłamał, rodzina była ważniejsza od kumpli, nie chodził do klubów go-go, nie oglądał pornografii... Tak się nagle zmienił?
            • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 22:21
              yasuko-yasuko napisał(a):

              > Powiedz mi jeszcze, bo nie rozumiem: jak wychodziłaś za mąż i decydowałaś się n
              > a dziec to mąż był odpowiedzialny, nie kłamał, rodzina była ważniejsza od kumpl
              > i, nie chodził do klubów go-go, nie oglądał pornografii... Tak się nagle zmieni
              > ł?

              Napisała już, że mu nie ufa i nie ma w nim oparcia, a kiedy się pobierali oboje byli niebieskimi ptakami. Ona dojrzała, bo pojawiły się dzieci, on nie, nadal jest na takim etapie jak przed laty.
              I żona wszelkimi siłami chce pociągnąć męża na swój etap. Sprawić aby spełniał jej zmienione oczekiwania.
              • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 22:29
                I żona wszelkimi siłami chce pociągnąć męża na swój etap. Sprawić aby spełniał
                > jej zmienione oczekiwania.

                Ja jestem w stanie zrozumieć, że w nowej rzeczywistości ma się nowe, inne wymagania, inne potrzeby. Zmieniamy się, dojrzewamy, zmieniają się nasze priorytety. Powinna wywołać to nowa sytuacja, jednak nie zawsze tak jest. I dochodzi do zapętlenia: jedna strona wszelkimi sposobami próbuje nakłonić do zmiany, a druga reaguje oporem, bo czuje, że nie może zmienić się sama, lecz musi czemuś sprostać. W zdrowej relacji powinni oboje przejść tę drogę mniej więcej równo. Ale wchodzimy w relację z różnym bagażem, różnymi nieświadomymi scenariuszami zachowań. I doszło do okopania się na swoich pozycjach: matka, by podkreślić swą rolę stała się niejako jeszcze bardziej matką, a Piotruś Pan w opozycji do niej jeszcze bardziej dziecinnieje i wykręca numery w kategorii: na złość mamie odmrożę sobie uszy. To węzeł gordyjski, który trzeba przeciąć.
                • aqua48 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 22:36
                  edw-ina napisała:

                  >I doszło do okopania się na swoich pozycjach: matka, by podkreślić swą rolę
                  > stała się niejako jeszcze bardziej matką, a Piotruś Pan w opozycji do niej jes
                  > zcze bardziej dziecinnieje i wykręca numery w kategorii: na złość mamie odmrożę
                  > sobie uszy. To węzeł gordyjski, który trzeba przeciąć.

                  Tak, matka musi przestać matkować dorosłemu, żeby on miał wybór i mógł wreszcie, jak dorosły zacząć ponosić konsekwencje swoich zachowań. Problem w tym, że matka boi się panicznie dać mu ten wybór, bo boi się, że on nie wybierze jej...tylko odfrunie.
                  • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 22:39
                    Tylko w tym wszystkim są jeszcze dzieci. I to one poniosą największy koszt tej rozgrywki, jeśli oboje się nie opamiętają i nie ukrócą swych zapędów.
                • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 16:49
                  Dlatego mysle ze samej nie dam rady stad pomysł terapii
              • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 22:43
                Ale znaczy jak? Kiedyś jej nie przeszkadzało, że mąż kłamie?
                Dzieci się "nie pojawiają", autorka zdecydowała się je mieć z tym konkretnym mężem.
                Mam wrażenie, że mąż zawsze taki był tylko żona tego nie widziała, a teraz widzi, pewne rzeczy jej przeszkadzają i myśli, że terapeuta uczyni cud.
                • paris-texas-warsaw Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 08.10.14, 23:35
                  Larie, jeśli nie brałas nigdy udziału w psychoterapii, a dodatkowo interesuje Cię dokonanie zmiany w partnerze, to polecam Ci artykuł z linka. Fajnie jest tam opisane czym jest przymierze pacjent-psychoterapeuta, którego podstawą jest całkowita wolność pacjenta i jego autonomiczność, co jest podstawowym warunkiem zmian. To jest naprawdę fantastyczne jak się chodzi na psychoterapię, kto w czymś takim uczestniczył to chyba potwierdzi. Sama biorę udział w terapii indywidualnej, ale podejrzewam, że ta zasada nie może być zmieniona w przypadku terapii pary, gdzie może tylko pacjent jest dwuosobowy. Podobnie jest z innymi relacjami. W tym artykule jest fajne ćwiczenie dla par, ale jest to wyższa szkoła jazdy;)

                  zwierciadlo.pl/2014/seks/na-ratune-milosci-zmiana-jest-mozliwa/2
                  Czytając Twoje posty wg mnie bardzo rzucają się w oczy Twoje działania mające Cię uchronić przed ewentualnym pojawieniem się kolejnej „trzeciej”. I to wg mnie jest jeden z podstawowych motywów obecnie Tobą kierujących i wg mnie to jest kwestia, którą mogłabyś dogłębnie przerabiać też na terapii indywidualnej. To jest wg mnie też główny problem Waszej relacji. Wg mnie te działania jak szpiegowanie partnera są próbą uchronienia się przed jego odejściem, ale zatruwają całą relacje i bardzo Ciebie wycieńczają. Są poza tym bezsensowne, gdyż przed ewentualną zdradą nie da się w sensowny sposób zabezpieczyć. Wydaje mi się, że warto pamiętać, że u zrębu każdego związku musi być jakiś – że tak górnolotnie to nazwę – wolicjonalny akt, który zresztą stale w jakiś sposób jest potwierdzany poprzez wspólne życie (albo zaprzeczany poprzez np. zdradę). I tego aktu woli, by ktoś był w związku nie da się w kogoś siłą wtłoczyć. Jednocześnie, żeby dobrze się czuć w związku w jakiś sposób trzeba czuć, że druga strona stale podtrzymuje swoja pierwotną decyzję o byciu w tym związku. Ty wg mnie swoimi działaniami tak jakbyś nie dawała facetowi przestrzeni by tę decyzję potwierdzał, a sama jakbyś nie mogła wytrzymać tego „wyczekiwania”, że facet swoim codziennym życiem pokaże, że faktycznie chce z Toba być, tylko wybierasz kontrolę, dającą poczucie, że jeśli on fizycznie jest i Cię nie zdradza, to związek z nim też trwa.
                  Jak się patrzy z boku, to mimo, że działania Twojego partnera są godzące również w dzieci (bo marnotrawi kasę na pornosy, a nie ma na wakacje, bo grozi mu komornik, etc.), a też były działaniami, które można interpretować jako wychodzenie ze związku (jak całowanie się z inną dziewczyną), to jednak sa to działania, do których on ma prawo, a Ty na ich podsatwie możesz podejmować swoje decyzje (na razie wszystko przebaczasz, prostujesz i kompulsywnie kontrolujesz). Twoje działania są natomiast przekroczeniem już granic partnera – włamywanie się do poczty, decydowanie, czy gdzieś i kiedy może iść. Jakby to powiedzieć – ze związku każdy ma prawo wyjść w każdej chwili, natomiast Ty faktycznie stosujesz przemoc psychiczną ( spece z forum od przemocowców by mogli chyba potwierdzić), zakrawającą na czyny karalne w przypadku korespondencji. I stąd myślę, że terapeuta by sobie z Tobą mógł popracować, co by przynajmniej Tobie dało ulgę – tak sobie myślę. Czy pomogłoby na zmianę partnera, nie wiadomo.
                  Powodzenia, jak będziesz chciała to opisz coś o terapii, bo bardzo lubię ten temat, a zazwyczaj piszą tylko terapeuci, a głos pacjentów jest mniej słyszalny:)
                  • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:10
                    Chętnie poczytam dzieki
                • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 16:58
                  Tak mas duzo racji niestety, poza tym ze kiedyś mój maź był bardziej zaabsorbowany rodzina, moze sytuacja (szybko kupowane i remontowane mieszkanie, cuezko chore dziecko) wymohla na nim większe zaangażowanie a teraz wszystko sie prostuje i moze........dawne przyzwyczajenia dały o sobie znac???? Sama nie wiem, skąd mam wiedzieć......wiem ze lubił ze mną spędzać czas. Ale to tez kwestia sexu, jak sie razem nie mieszka to to tez gra role. Poza tym nie o wszystkim wiedziałam, jak zamieszkalismy razem to zobaczyłam pisma z wezwaniami do płatności i wtedy zaczęła sie postawa "jutro, pozniej, uparlas sie, tak obiecuje zajmę sie".....ale ja juz byłam po ślubie....
                  • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 18:14
                    Nie rozumiem, to najpierw wziełaś ślub a potem z nim zamieszkałaś??
                    • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 18:16
                      No niestety prawie tak......i to nie bo religia tylko ze w trakcie szukania mieszkania zaszłam w ciąże i poszło lawinowo....;-)
                      • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 18:20
                        Czyli przyczyną ślubu była ciąża?
                        Trudno tu mówić o dojrzałości do związku.
                        Teraz po prostu spijasz tego skutki.
              • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:01
                No niestety tak to wyglada.....bo jak inaczej?
    • danaide Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 00:07
      Kiedy czytam "Jesteśmy małżeństwem z 2 dzieci, więc stawka wysoka." mam dreszcze. Postawiłaś wszystko na jednego konia, wyścig w toku, boisz się przegrać? Brak poczucia bezpieczeństwa w związku i brak zaufania? Z czego się wzięły? Z tamtego flirtu? Pisałaś że dojrzałaś, bo pojawiły się dzieci. Nie jestem pewna czy dojrzałaś czy tylko się boisz. Spłacasz długi, bo boisz się komornika. Przygotowujesz wakacje, bo boisz się rozczarowania dzieci. Kontrolujesz jego korespondencję, bo boisz się, że kogoś ma na boku.

      Jak czytam te posty dotyczące Twoich oczekiwań co do tego jak mąż powinien zachowywać się Twoim zdaniem w towarzystwie kolegów to trochę chce mi się śmiać. Chyba nie rozumiesz facetów. Wgląd w to jak funkcjonują w swoim świecie, który uzyskałaś dzięki dostępowi do maili tylko Ci szkodzi. Pamiętam dobrze taką anegdotę z poradnika "Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus". Autor, młoda kobieta i starsze małżeństwo jadą windą. W pewnym momencie starsza pani zwraca się do męża: George, możesz patrzyć, ale się nie śliń!
      Ty zabroniłabyś mu nawet patrzeć. Dlaczego? On mówi, że te baby w go-go tańczą w tle, ale nie, Ty wiesz lepiej.

      Stosujesz te same metody co matka Twojego męża, a on stosuje te same wybiegi co wobec niej. Nawet piszesz o nim per "Misio"... Słowa mają znaczenie;)
      • zuzi.1 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 08:44
        Imo opisywany pan jest typem mezczyzny, ktory nie dorosl do malzenstwa ani do zadnego zwiazku, on dalej znajduje sie mentalnue na etapie fascynacji grupa rowiesnicza, jak nastolatek. Zycie z nim to jak taniecna linie nad przepascia, zero odpowiedzialnosci i nieprzewidywalnosc. Ciekawi mnie co oznacza to, ze jest dobrym ojcem? Co konkretnie robi dla dzieci, zony, domu?
        • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:18
          Wychodzi na spacer z nimi, dzieli sie ze mną obowiązkami wieczornymi typu kąpanie, kolacja, czyta, sadza na kolanie po pracy i pyta co było w przedszkolu, pomaga w lekcjach i ma wiecej cierpliwości.
          Dla mnie: potrafi byc ujmująco miły, nalać wina i zrobić masaż wieczorem, w weekendy śniadania żebym mogła pospać, wywala śmieci bez przypominania, czasami jakiegoś kwiata kupi, robi zakupy domowe, nie ja;-)
          Ma sporo dobrych cech;-) tez;-)
      • zuzi.1 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 09:07
        Jest taka ksiazka, ktora powinnas przeczytac, jesli planujesz kontynuacje tego trudnego malzenstwaz tym niedojrzalym emocj. czlowiekiem: ' Jak poskromic Piotrusia Pana' BettyMcLellan, autorka jest psychoterapeutka z ponad 20 letnim doswiadczeniem.
      • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 11:10
        danaide napisała:

        > Ty zabroniłabyś mu nawet patrzeć. Dlaczego? On mówi, że te baby w go-go tańczą
        > w tle, ale nie, Ty wiesz lepiej.

        No litości - jak się idzie z kumplami TYLKO na piwo, to się nie wybiera klubu go-go, gdzie piwo w dodatku jest pewnie o wiele droższe... W klubie go-go to nie "baby" są w tle i przy okazji, tylko piwo jest przy okazji, raczej.
        • verdana Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 11:42
          No są. Ja nawet teoretycznie rozumiem, ze to może żonie przeszkadzać, aczkolwiek mój rozum nie pojmuje dlaczego.
          • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 12:41
            verdana napisała:

            > No są. Ja nawet teoretycznie rozumiem, ze to może żonie przeszkadzać, aczkolwiek mój rozum
            > nie pojmuje dlaczego.

            Dlatego, że KŁAMIE. Jakby chłop powiedział wprost - stara, idę do go-go popatrzeć na młode - to może i można się wkurzyć, ale nie za bardzo jest wtedy coś podejrzewać.
            Ale skoro kłamie, to sprawa wygląda już nieco inaczej. Dla mnie by wyglądała.
      • ada1214 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 12:23
        Jak czytam te posty dotyczące Twoich oczekiwań co do tego jak mąż powinien zach
        > owywać się Twoim zdaniem w towarzystwie kolegów to trochę chce mi się śmiać.

        A mi sie chce smiac jak czytam takie opinie jak Twoje. Dam ci dobra rade: nie ufaj bezwarunkwo tak zwanym expertom i tym co namodzili w ksiazce o wenus i innych. Niegdys tak zwani experci wyprodukowali kosmetyki z radem (radioaktywny) i zalecali swoj wspaniale rozswietlajacy krem do twarzy. Nie wierze pseudospecom, wierze sobie i wlasnym odczuciom i wlasnej ocenie sytuacji; gdyby moj maz poszedl ogladac gole babska to bylaby awantura az by farba z futryn leciala.

        A co do towarzystwa kolegow: do jednostek naleza faceci, kobiety tez zeby nie bylo, ktrorzy potrafia oprzec sie naciskowi grupy. Jak ktos ma glupawych kolegow, to chocby sam by "porzadnym" czlowiekiem, bedzie sie w ich towarzystwie glupawo zachowywal, chocby mial poznje miec moralnego kaca. Inna rzecz, ze towarzycho dobiera sie wedlug preferencji, wiec to naczynia polaczone.
        • danaide Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 20:39
          Ja nie ufam ekspertom. Z całego poradnika zapamiętałam te jedną anegdotę, bo pokazuje ona cudny dystans do pewnych spraw. Ja po prostu rzeczywiście w tym wątku nie powinnam się wypowiadać, bo nigdy nie byłam zamężna. Po prostu nie nadaję się na kontrolera facetów. Ani nikogo. Nawet mój kot może sobie łazić, gdzie chce. Zawsze wraca. Niektórzy faceci również;)
          • edw-ina Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 21:36
            Jeżeli to tylko brak kontroli, to się nadajesz. Ja nie uznaję kontroli, a jakoś jestem w związku od nastu lat. Lata temu, kiedy mój obecny mąż, a wówczas jeszcze facet wkurzał się, bo spędzałam sporo czasu ze znajomymi, wśród których był też facet, któremu się ewidentnie podobałam, odparowałam, że zawsze gdzieś będzie facet, któremu się podobam, czy kobieta, której podoba się on. Ale wybrałam jego, a nie tego faceta, więc o co chodzi?
            Trzema mieć pewną odwagę, świadomość i wiarę w siebie, by umieć żyć nie szukając sposobu, by zatrzymać tę drugą osobę, a raczej być najlepszym wyborem, jaki może mieć człowiek, z którym jesteśmy.
            • danaide Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 11.10.14, 22:39
              O, jeszcze kiepsko gotuję, wolę zrobić coś dla siebie niż dla domu i nie potrafię robić dobrze na ego... Na żonę nie nadaję;P
      • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 17:13
        A tak go nazwałem by nie pisać wciąż On.
        A stawka jest wysoka bo kiedyś juz honorowo odeszlam z uniesiona głowa i był to głupi pomysł. Myśli a co by było gdyby omal mnie do grobu nie wpedzily. Tym razem chce zrobić wszystko zanim powiem dość. Nie chce drugi raz przechodzić przez tamto, zwłaszcza ze to juz nie jest "chłopak-dziewczyna" a maź i zona.
    • larie Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 20:02
      Dzuekuję wszystkim za wypowiedzi i niejednokrotnie cenne rady.
      Mam serdeczną prośbę, żeby w dalszej części wypowiadały się osoby, które mają powyżej 35 lat, są w długoletnim związku i doświadczyły kryzysów/trudności z zaufaniem. Porównując tutejsze wypowiedzi z ocenami moich koleżanek wg klucza powyżej widzę spory rozdźwięk. Chcę skupić się na radach ludzi podobnych do mnie.
      • anula36 Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 21:26
        kurcze a gdzie sa najbardziej "rozdzwiekowe punkty" miedzy opiniami kolezanek a forumek?
        Moze na forum bywa bardziej szczerze niz z kolezankami przy kawie?
      • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 22:47
        A mi się wydaje, że chcesz skupić się na radach, które Ci pasują.
      • eszkal Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 23:09
        To ja! ;)
        Nigdy się tu nie udzielam ale wszędobylskie różowe chmurki i przemykające stada jednorożców skutecznie mnie zmotywowały. Cieszę się, że niektórym życie tak cudownie się układa i żyją w idealnych związkach z wymarzonym partnerem ALE chociażby statystyki mówią, że życie wygląda inaczej.

        Kiedy czytam Twoje wpisy nie widzę wiedźmy czyhającej na faceta. Widzę kobietę, która wie,że robi źle i wielokrotnie pisze "co zrobić żeby było dobrze?".

        Nie rozumiem dlaczego niektórzy zakładają, że to od Twojej kontroli się zaczęło a kłamstwa, zdrada itd to efekt Twoich działań. Przecież im młodszy związek tym mniej powodów dla notorycznego kłamcy do kłamania, mógł nie uciekać się do swoich sztuczek. Czy nie było tak, że on coraz bardziej zaczął broić, coraz mniej mogłaś na nim polegać, coraz wiecej obietnic składał a dalej płynął z prądem. Mało kto od początku w związku jest tak kontrolujący, żeby z dorosłego zrobić dziecko. To raczej jemu odwidziało się bycie dorosłym a raczej udawanie dorosłego. A Ty chyba nie zaczełaś od męża "wymagać" z dnia na dzien bo na początku pewnie rozmawiałąś z nim jak z dojrzałym facetem. To on pokazał, że do takiej roli się nie nadaje. Jak dla mnie to on dawał i daje powody aby nakręcać w Tobie postawę kontrolującą. Ja jej nie popieram ale napiszcie proszę co można zrobić aby temu zapobiec. To jest realne życie, dom, dzieci, finanse, codziennośc. Ten związek to nie jest przyjaźn i zaufanie, nie można siąść, spojrzeć sobie w oczy i zapytać "kochanie co się dzieje?" Tu spotkać przecież może tylko ścianę i kolejne kłamstwa. Kiedy Cie okłamywał czytam, że ma prawo iść, ma prawo nie mówić, ma prawo być nieodpowiedzialny, może ściągać kłopoty finansowe na rodzinę. Natomiast Ty nie masz prawa oczekiwać, że zajmie się rodziną, wywiąże się płatności bo to od razu ograniczanie jego wolności. Partnerzy MAJĄ oczekiwania wobec siebie.

        • yasuko-yasuko Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 09.10.14, 23:17
          Ja akurat nie zgadzam się z poglądem, że to wina autorki, że jej mąż taki jest. Uważam, że jej mąż jest dorosły i to on decyduje się kłamać, mieć romans czy nie załatwiać domowych spraw.
          Ale uważam też, że on się tak raczej nie zmienił w ostatnim okresie.
          To autorka wyszła za niego będąc zaślepiona zakochaniem i przywołanymi przez Ciebie różowymi chmurkami zamiast NAJPIERW zbudować związek, odpowiedzialną pełną zaufania relację, a potem się decydować na ślub i dzieci.

          A co teraz skoro już tak zabrnęła?
          Moim zdaniem terapia, ale szczera, bez oszukiwania męża i próby manipulowania terapią, że coś się powie terapeucie (dostęp do maili), ale żeby nie mówił mężowi itd.
          Jeśli mąż nie zechce lub to nie wyjdzie to ja bym się rozwiodła.
          Ale to ja.
          Bo dla mnie życie z kimś komu nie ufam, nie wierzę, na kogo nie mogę liczyć, kogo muszę kontrolować nawet w tym czy rachunki zapłacił to koszmar.
          Ale to dla mnie.
          Setki i tysiące kobiet tak żyją, zgadzam się z Twoim zdaniem, że życie wygląda inaczej.
          Tylko ja się nie godzę na to by moje tak wyglądało.

          Moje małżeństwo trwa prawie 20 lat. Ale jest moim drugim.
          Pierwsze trwało półtora roku.
          Mąż mnie (w zasadzie nas, bo chodziło o wspólne pieniądze) okradł i okłamał.
          Ja się rozwiodłam. Zaufanie jest mi niezbędne do relacji.
          • verdana Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 09:24
            A ja uważam, że "wszystko zaczęło sie od tego, ze on mi oddał".
            Tu mamy zderzenie dwóch, zupełnie rożnych osobowości. Problem w tym, ze te dwie osoby kiedyś były do siebie podobne, jedna sie zmieniła, druga nie. Oczekiwanie, ze ta druga osoba też sie zmieni, jest w wypadku całkowitej zmiany trybu życia, jest jak najbardziej zasadne, ale z drugiej strony naiwne. Facet sie nie zmienił, jest takim samym nieogarniętym imprezowiczem , jak był kiedć i pretensje do niego są zarazem całkowicie uzasadnione (bo nie powinien być) i całkowicie bezzasadne (bo taki był zawsze, takiego męża sobie autorka wybrała, nigdy facet nie obiecywał, ze się zmieni).
            Problemem , podstawowym, są metody , jakie stosują obie strony. Z obu stron są to metody całkowicie nieadekwatne do sytuacji. Autorka zachowuje sie jak matka niesfornego nastolatka, pouczając, kontrolując i "zezwalając" w nagrodę za dobre zachowanie. Facet wszedł w rolę i robi to, co robi każdy nastolatek - stara sie wymknąć spod rodzicielskiej kontroli. Podejrzewam,że z obu stron jest to juz swoista gra. W której absolutnie nie da sie wygrać - aby coś zmienić, zmienić trzeba sposób porozumiewania sie, a moim zdaniem to niezwykle trudne.
            Problemem może też byc niechęć Autorki wątku do przyjmowania jakichkolwiek rad czy uwag, które są związane ze zmianą jej zachowania, a nie tylko naprawą szwankującego męża.
            Ps. Mam o wiele więcej niż 35 lat.
            • ola_dom Re: pytanie do P.Agnieszki i innych specjalistów 10.10.14, 10:34
              verdana napisała:

              > Problemem może też byc niechęć Autorki wątku do przyjmowania jakichkolwiek rad czy uwag,
              > które są związane ze zmianą jej zachowania

              To jest akurat problem pewnie 95% populacji :)

              "Czy słuchasz w taki sposób, jak czyni to większość ludzi, którzy słuchają jedynie po to, aby się utwierdzić w tym, co i tak wcześniej wiedzą?"
              Anthony de Mello napisał to już dawno temu.

              Ale moim zdaniem autorka wątku "rokuje". Mam wrażenie, że jej posty z końca wątku są zupełnie inne niż ten, którym otworzyła wątek.
Pełna wersja