kulejkostopia
08.10.14, 09:01
Z góry przepraszam, za tak długi post, ale bardzo zależy mi na poradzie i chciałam trochę szerzej opisać całą sytuację w jakiej się znalazłam....
Z moim partnerem jesteśmy razem od jakichś 8 lat, ja mam 27 lat, on 34, mamy 4 letnie dziecko.
Aż do teraz wszystko z pozoru było ok, może nie całkiem różowo, bo po narodzinach dziecka wkradła się w nasz związek monotonia i rutyna... Generalnie żyliśmy dzień po dniu bez jakichś większych kłótni czy utarczek...
Pod koniec września pojechał na weekend z kolegami na wieczór kawalerski, dosyć daleko, bo jakieś 200 km od miejsca naszego zamieszkania. Nie miałam żadnych wątpliwości co do jego wyjazdu.Nigdy nie dał mi powodu do niepokoju, nie dał odczuć, że pomiędzy nami jest aż tak, "nie tak"
No, ale po jego powrocie z czasem zauważyłam, że coś się jednak zmieniło, stale sprawdzał coś w telefonie, właściwie w domu się z nim nie rozstawał, co chwilę widziałam, że coś pisze, ale kiedy podchodziłam bliżej od razu to wyłączał. Po prostu było widać, że coś jednak przede mną ukrywa. W końcu, choć nie jestem z tego dumna, zdecydowałam się trochę prześwietlić jego internetową aktywność. No i odkryłam... Na poczcie internetowej dosyć obszerną konwersację z, jak się później okazało 18 letnią córką właścicieli gospodarstwa, w którym był na tym wieczorze kawalerskim. Przeczytałam te maile po parę razy, wynika z nich, że to raczej on był ich inicjatorem. Pisał jej , że chciałby przyjechać do niej, co (i jak) mogliby wtedy robić, trochę naczytałam się też o sobie....Ona jednak choć oczywiście cały czas odpisywała, była jednak bardziej bierna, raczej podpuszczała go, raz wspomniała też, że chce, aby te rozmowy pozostały tylko pomiędzy nimi....
I tu zaczyna się mój problem.
Mój facet do tej pory nie wie, że ja wiem o tym flircie (z ich konwersacji jasno wynika, że do niczego więcej jeszcze nie doszło).
Oni jakiś tydzień temu przeszli z wymiany maili na pisanie sms-ów, tak więc już nie mam takiego wglądu w stan ich relacji. Dwa razy udało mi się podpatrzyć jego sms'y, ale były to tylko urywki rozmów, bo większość musi kasować. Te smsy wyglądały już trochę inaczej, jak rozmowa dwójki znajomych, szczerze mówiąc gdybym wcześniej nie widziała maili, raczej nawet nie zaniepokoiłabym się nimi...
I w tej chwili nie wiem już jak to rozegrać....
W pierwszej chwili po przeczytaniu tych maili, chciałam wywalić wszystkie jego rzeczy z mieszkania, zmienić zamki zanim wróci z pracy i posłać go w cholerę...
Ale później, kiedy trochę ochłonęłam zdałam sobie sprawę, że nasze wspólne życie wcale nie było ostatnio takie kolorowe... Że nie tylko on się nie starał, ale także i ja. Każdy dzień był właściwie taki sam, seks nie sprawiał mi już radości i chyba jemu też dawałam to odczuć, a wieczorem zamiast choćby usiąść i porozmawiać, czy się przytulić, wolałam siedzieć godzinami przed kompem...
Po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że gdyby mnie trafiła się w tym momencie podobna znajomość, pewnie też bym ją potajemnie ciągnęła.
I w końcu dotarło też do mnie, że nie chcę się z nim rozstawać, że pomimo wielu wad i niedoskonałości, które widziałam na co dzień, ma także sporo zalet o których kompletnie już zapomniałam...Ponadto jest jeszcze dziecko, on jest dobrym ojcem... Od jakiegoś tygodnia ja staram się o wiele bardziej i zauważyłam, że to przekłada się też na jego zachowanie, więcej rozmawiamy, śmiejemy się, wyszliśmy razem gdzieś w weekend.
No ale, jednocześnie wiem, że ta ich korespondencja cały czas trwa, może w domu nie pisze już tylu smsów, jak na początku, ale w pracy ma możliwość pisania z nią przez ponad 8h, ta myśl i świadomość, że nie wiem o czym rozmawiają i w jakim kierunku zmierzają, nie dają mi spokoju.
Wiem, że długo tak nie wytrzymam...Nie mogę cały czas biernie udawać, że o niczym nie wiem i czekać aż wszystko samo się ułoży, bo w końcu kompletnie zeświruję.
Oczywiście mogę powiedzieć mu prosto z mostu, że weszłam na jego pocztę i znalazłam tam te wiadomości. Wtedy będziemy musieli o tym porozmawiać i choć raczej nie sądzę, aby to doprowadziło do naszego rozstania, to nawet kiedy obieca mi że zaprzestanie z nią kontaktów, może tylko zacząć lepiej je ukrywać. A ja wolałabym jednak wiedzieć na czym stoję. Ostatecznie wolę już jednak odejść, niż być przez resztę życia okłamywana, nawet nie wiedząc o tym ....
Dlatego przyszła mi myśl, żeby napisać do tej dziewczyny. W tej chwili znam jej mail, telefon, a także mam do wglądu, choć tylko powierzchniowo jej konto na facebooku ze wszystkimi jej znajomymi. Ona ma tylko 18 lat, chodzi jeszcze do szkoły.Widać, że dla niej to tylko zabawa, którą z resztą nie chce się afiszować przed innymi(wg profilu na facebooku ma nawet chłopaka). Nie sądzę, aby myślała poważnie o dzieciatym, mieszkającym 200 km od niej facecie, który z resztą nie może zbyt wiele jej zaoferować(przynajmniej finansowo:P) Może, jeśli delikatnie zasugeruję jej, że mam screeny ze wszystkich ich rozmów mailowych(które mogą się rozejść), a przy okazji spróbuję jej uświadomić, że niszczy życie nie tylko mnie ale i dziecka, zabawą, z której i tak sama raczej niczego nie otrzyma, to może trochę się przestraszy, trochę zrozumie i sama urwie ten ich kontakt???
Kompletnie nie wiem co powinnam zrobić, mam już totalny mętlik w głowie....