mialobycpieknie0.o
10.10.14, 17:54
Witam,
jak większość z Was mam problem, z NIĄ - przyszłą Teściową (mówi, że jest tradycjonalistką, więc Świekrą).
Na początku było pięknie. Obiadki, spotkania, zapraszanie na rodzinne uroczystości. Byłam zachwycona, że będę miała tak wyluzowaną, otwartą teściową. Nie raziły mnie wtedy jej opowieści o złym Zięciu, który nie potrafi zająć się swoją żoną i dziećmi, który w ogóle nic nie potrafi, bo jest chodzącą ciamajdą. Nie raziło mnie to, że stale wydzwaniała z problemami do mojego narzeczonego ( dodam, że mieszkamy razem już 7 lat 200 km dalej... na szczęście ), mąż ją zostawił 20 lat temu, więc nie miała komu się wyżalić ... tak sobie to tłumaczyłam.
Wszystko zmieniło się kiedy zaszłam w ciążę, niestety na gorsze. Starałam się znieść wszystko dzielnie, nic nie mówić. Jej problemy powiększały się do ogromnych rozmiarów, więc musiała częściej dzwonić do narzeczonego i godzinami mówić mu jak to nie jest jej źle i jej córce i wnuczce. Jak przyjeżdżaliśmy (moja rodzina mieszka w tym samym miejscu i u nich śpimy) to cała uwaga narzeczonego musiała być skupiona na niej, nie zdążyliśmy się obudzić a już czekał na nas sms "kupcie mi papierosy i przywieźcie, bo mi się skończyły". A zaś u niej to trzeba zrobić i tamto. i tak cały dzień do bitego wieczora. To nic, że byłam w 5 miesiącu ciąży trza robić i tyle, a jak się nie wzięłam za przestawianie kartonów z kuchni letniej to usłyszałam, że jestem księżniczką, która nic nie robi..... i tak bite 2 tygodnie urlopu. Urządziła grilla to wysłała mnie i narzeczonego na zakupy a potem kazała mi sałatki robić : cała rodzina przy grillu a ja w kuchni robię sałatki , a jak zawołałam narzeczonego to usłyszałam pytanie : a co ty od niego chcesz ? ( do dziś żałuję, że nie odpowiedziałam : a gówno ! ).
A później to wtrącanie się w wyprawkę dla dziecka, uzbierała jakieś ciuszki po wnuczce, tłumaczyłam, że nie chcę, że przyjemność dla mnie to kompletowanie wszystkiego samej ( mam 30 lat długo staraliśmy się o to dziecko). Ale nie , musiało być jak ona chce, wydzwanianie i trucie tyłka, że trzeba wziąć, ok dla świętego spokoju wzięłam i schowałam w szafie. Po narodzinach mojego syna zaczęło się piekło - bynajmniej dla mnie. Pierwsza jej wizyta. Nie zapytała jak się czuję, czy w porządku wszystko, tylko co powiedziała : " już się chwaliłam koleżankom w pracy, że rodziłam ******* pół nocy".... No tak mnie zatkało, że nie powiedziałam nic, no bo co miałam powiedzieć na takie coś ??
Jak jeździliśmy do rodziny, najlepiej jakbyśmy u niej siedzieli, plany zawsze nam robiła sama ( bo ja już sobie zaplanowałam ... ) . Za każdym razem jak mówiłam, że chcę nakarmić dziecko ( syn jadł o ustalonych godzinach - karmiłam piersią ) odwracała się plecami i szła gdzieś, albo jak nie było narzeczonego udawała po prostu, że nie słyszy..... Wszędzie węszy, we wszystko się wtrąca, wypytała ile ja zarabiam, ile moja siostra - ba rozpowiedziała to, nie wiedzie mi się źle, ale nie lubię ani rozmawiać o pieniądzach ani tym bardziej jak ktoś się pyta ile zarabiam. Cały czas było jej źle - na wszystko od narzeczonego chciała - bo ona nie ma, bo jest sama bez męża ( też dobrze zarabia a mieszka na pół z rodzicami ). Ja utrzymywałam partnera i nic nie mówiłam, choć wiedziałam że jej wysyła kasę - nawet rachunki za telefon ( po 300 zł ) jej płacił. I nic ją nie interesuje, że mały małe mieszkanie, że teraz oszczędzamy na wesele. Ja zarabiam dobrze to mamy, narzeczony może jej dać.
Ogólnie na każdym spotkaniu traktowała mnie jak powietrze, siebie sadzała po prawej stronie narzeczonego, a między mnie i niego jego babcię ( córka i zięć siedzieli obok siebie ). A jak babcia chciała mi miejsca obok narzeczonego ustąpić - to krzyknęła SIEDŹ TAM TAM JEST TWOJE MIEJSCE.
Jak nie było rodziny siebie sadzała po jego prawej stronie a mnie na końcu stołu....wtedy się z tego śmiałam. Tłumaczyłam ją niepotrzebnie.
Wszystko zaczęło się gdy poprosiłam jak syn spał, by spojrzała czy starsza wnuczka ( 5 lat ) do niego nie wchodzi, Narzeczonego nie było wtedy a jego siostra poprosiła mnie by z nią na chwilę wyszła, bo chciała zapalić. Wracam po 5 minutach i co ? Leży mój syn obok jej wnuczki, której przyniosła podusię i kołderkę a sama z głupim uśmiechem stała w kuchni, byłam zła, nie powiedziałam nic. Weszłam i pilnowałam dzieci - chociaż ta dziewczynka skakała po łóżku nie wygnałam jej. I żałuję bo ustała synowi na rękę ( syn miał 3 miesiące ) . Oczywiście teściowa nie widzi problemu bo nic się nie stało. A na następnej wizycie ( jak była większa część rodziny ) pilnowałam by sytuacja się nie powtórzyła, zapyta o to dlaczego chodzę jak na szpilkach nie dała mi dokończyć jak sie zorientowała, że chcę powiedzieć co zrobiła - tylko nakrzyczała na mnie przy wszystkich , że mamo do niej nie mówię tylko Pani... ( no sorry , małżeństwem nie jesteśmy ).
Poza tym mówi do mojego syna, że cała jego rodzina, to rodzina od strony narzeczonego, pozwala wnuczce mówić do siebie mamo [SIC!]. No ale jak zaczęła nakazywać wnuczce mówić do mojego syna BRACISZKU, nie wytrzymałam i chciałam porozmawiać, niestety skończyło się to kłótnią.
A najśmieszniejsze jest to, że powiedziała, że zabieram jej jedyne oparcie życiowe, jej najważniejszego mężczyznę w życiu, a ja jestem przewrażliwiona i próbuję ją oczernić w jego oczach. A i podczas rozmowy miała zanik pamięci bo nic nie pamiętała ( Był przy rozmowie narzeczony, nie chciałam by wyszedł, chociaż ona tak )
I olśniło mnie, dopiero teraz zobaczyłam, ze tak naprawdę ona traktuje mojego narzeczonego jak swojego własnego męża( jak pisałam jej zostawił ją 20 lat temu, mieszka niedaleko ale ma ją w nosie), obarcza go problemami, którymi nie powinna bo mamy swoje. A jak się dowiedziała, że bierzemy ślub ( płacimy za niego sami ) to zrobiła swoją listę gości i w rodzinie już wszyscy wiedzą, kto będzie a kto nie :) i nawet nie dała nam samym zawiadomić ani wybrać kto będzie a kogo nie :)
Błagam doradźcie mi coś bo oszaleję !