wlasna rodzina gorsza?

15.10.14, 08:18
Hej

jak sadzicie, skad bierze sie postawa gdy czlonek rodziny niemal zawsze i z automatu bierze strone osob trzecich i obwinia rodzine w roznych sporach? Czy jest to projekcja wlasnego niskiego poczucia wartosci= bo czlowiek ten zarazem jest wyjatkowo zyczliwy wobec sasiadow, pomocny, a nawet wystraszony. Co ciekawe, przeklada sie to nawet na spory miedzynarodowe, w starciach Polska- inne kraje wg tej osoby zasze 'winna' jest Polska.
Czlowiek ten to taki socjalista i kosmopolita z przekonania, o bardzo szlachetnych pogladach, ale wobec domownikow stosuje zuelnie inne zasady.
Skad?
    • aqua48 Re: wlasna rodzina gorsza? 15.10.14, 09:05
      A skąd my mamy wiedzieć? Jeśli Ci taka postawa przeszkadza, to ogranicz kontakty z tą osobą.
    • zuzi.1 Re: wlasna rodzina gorsza? 15.10.14, 10:46
      Jak juz zapewne Kropidlo wiesz, osoby toksyczne maja takie skrzywienie, chwala i pomagaja obcym, majac w glebokim powazaniu najblizsze sobie osoby.
    • tonik777 Re: wlasna rodzina gorsza? 15.10.14, 10:59
      Ja mogę powiedzieć o swoich doświadczeniach w tej kwestii. Mam w rodzinie jedną osobę (nazwijmy ją X) i jak ona wchodzi w spory z kimś to zazwyczaj biorę stronę tego kogoś, a nie jej. Dlaczego? Ponieważ znam X i wiem, że to osoba konfliktowa, która za każde swoje niepowodzenie musi obwinić kogoś innego. Zawsze to ktoś jest winny jej niepowodzeń. Wiem to doskonale ponieważ sam byłem pomawiany przez X przed innymi członkami rodziny. Tak samo inni członkowie rodziny byli pomawiani przez nią przede mną. Tak więc skoro X potrafi pomawiać członków rodziny to mam podstawy przypuszczać, że pomawia też obcych. Po prostu jej nie wierzę i już. X sam swoim zachowaniem doprowadził do tego.
      • lati7 Re: wlasna rodzina gorsza? 15.10.14, 15:11
        A ja mam w rodzinie bardzo bliską osobę (a nawet dwie) które postępują w ten sposób, w obu przypadkach są to mężczyźni :) Takie postępowanie uważam stanowczo za brak charakteru i "niemęskie". Zadowalanie całego świata , tylko nie swoich najbliższych, stawianie cudzych spraw osób obcych ponad dobro własnej rodziny... W imię ? Nie wiem czego ? Splendoru,poklepania po plecach i posłuchania jak ktoś mu kadzi :)
        Do takich osób ciągną tabuny "potrzebujących" obu płci , taka osoba NIGDY nie odmawia "pomocy", co skrzętnie jest wykorzystywane. Taka osoba zawsze jest odzierana z czasu wolnego,który mogłaby przeznaczyć dla siebie samego, lub dla rodziny.aby tylko zadowolić, nieważne kogo, byle był znajomym, koleżanka , sąsiadem , panią z okienka , domokrążca.

        Przykład: Jedno z dzieci tego pana ma sprawę do taty umawia się z tatą przychodzi na spotkanie... Rozmawiają..Pan średni zainteresowany rozmową, cały czas nos w telefonie, mówi ze się spieszy, nie ma czasu oczywiście nie wyciszył telefonu. Nagle dzwonek telefonu, syn prosi aby nie odbierał bo chce skończyć rozmowę , mimo wszystko pan odbiera telefon...okazuje się iż dzwoni jakiś tele naciągacz ... pan poświęca OBCEJ osobie 15 min na rozmowę telefoniczna lekceważąc syna i jego sprawę. Syn odchodzi bez pożegnania .Pan w szoku, bo NIC przecież NIE ZROBIŁ ?
        Podobna sytuacja ...Znowu spotykają się w kawiarni,sprawa pilna, ważna dla syna ... Rozmawiają :) nagle do pan podchodzi jakiś mężczyzna cześć,cześć okazuje się że to dawno niewidziany znajomy .. Pan olewa syna i poświecą czas na rozmowę ze znajomym, zamiast go przeprosić, wyjaśnić po kilku uprzejmościach iż jest na spotkaniu i wyraźnie wysłać na drzewo.
        Nie muszę chyba wyjaśniać frustracji syna.
        Kolejne przykłady to odbieranie firmowych telefonów o 20-21 bo klienci nie przeżyją bez niego...hehehe Przyjmowanie w biurze firmy petenta po godzinach swoje działalności "bo klient przejeżdżał i widział światło się paliło" :)
        Nie wspomnę o zawalonych weekendach , bo pan OBIECAŁ pomóc znajomemu przy naprawach w domku letniskowym, naprawie samochodu,powieszeniu półki w garażu ( z jedne półki u cwaniaka robi się cała masa innych pilnych potrzebnych napraw) i w rezultacie pan zamiast poświecić godzinkę siedzi tm 8 godz. !!! We własnym domu robi wszystko po wielkich awanturach żony i zawsze ale to zawsze czegoś nie dokończy,wszystko na później...Czyli na nigdy!
        Dwóch tych rzeczonych panów są identyczni ! jota w jotę , chociaż nie spokrewnieni wcale:)
        Starszy z nich przekopie ogródek sąsiadce w swoim wieku, przyniesie zakupy (chwalebne!) Naprawi płot sąsiadowi, bo prosił, pomoże (czyt. zrobi sam) wylewek pod fundament znajomemu .. za freee lub za marne piwko ( osoba niepijąca , nigdy nie miał problemów z alkoholem) A WE WŁASNYM DOMU LEDWO ŚMIECI WYNIESIE I NA ZAKUPY PÓJDZIE ! Wszystko musi miec postawione pod nos,bo ON ZMĘCZONY JEST !

        To tylko maleńka garstka ich "wyskoków" ..

        Obu panów łaczy jedna cecha ... Nigdy, ale to nigdy nie stają w "obronie" i "po stronie" swojej rdzennej rodziny ... ZAWSZE, ale to ZAWSZE (dziwnym trafem) rację ma on sam, znajomy, kolega, koleżanka , pani z poczty , sprzedawca ziemniaków :), czort wie jeszcze kto ??? TYLKO NIE ŻONA, SYN,CÓRKA,MATKA !
        Potrafią przy agresorze opieprzyć atakowanego , lub podkulić ogon i nie wesprzeć krewnego w konfrontacji.Każą się zamknąć, gdy u lekarza kobieta wchodzi do gabinetu popychając ciebie,przy samych drzwiach gdy jest twoja kolejka.. "Nie rób awantur" "Nic się przecież nie stało, poczekamy.."

        Naprawdę nie wiem skąd ta chęć zadowalania całego świata? Medalu pewnie za to nie dostaną? Pewnie .. "Bo co ludzie powiedzą?" A co powie własna rodzina? Nie interesuje panów? Spowszednieli i nie ma czym "świecić" , wiec idą błyszczeć gdzie indziej.

        Na koniec powiem,że ludzie korzystający z ich uczynności doszli do takiej bezczelności iż zona starszego z panów dostała opieprz od sąsiadki że mąż jej już NIE POMAGA jej przyjaciółce w plewieniu ogrodu i zakupach ! Kobiecie ręce opadły i oklapło wszystko co może ... pierwszy raz zapomniała wręcz języka w buzi.
        Jak można nie podzielić się tak wspaniałym człowiekiem ? :)

        Na koniec tego długaśnego wywodu..powiem ze panowie ci w domku są leniwi i gburowaci, nikt z tych sąsiadów,znajomych nie dao by wiary temu :) A osoby towarzyszące (zony) to potwory i harpie :) Bo pan taki fajny..
        Sami doprowadzają w rodzinie do sytuacji gdzie jest frustracja,kłótnia,agresja i brak zrozumienia ... a potem z niej uciekają i szukają zrozumienia i pocieszenia u obcych "bezinteresownych"

        PANOWIE CI MAJĄ WITRYNĘ I SKLEP ...
        • ola_dom Re: wlasna rodzina gorsza? 15.10.14, 15:19
          Moim zdaniem nie wynika to z chęci zadowalania obcych, tylko z jakiejś goryczy, żalu, pretensji, krzywdy odczuwanych w związku z własną rodziną.
          I takie sytuacje są okazją, żeby te uczucia znalazły ujście.
          Jestem niemal pewna, że takie zachowania biorą się z poczucia skrzywdzenia - słusznego czy nie, to w "objawach" nie ma większego znaczenia - te osoby czują się skrzywdzone i tyle.
        • alpepe Re: wlasna rodzina gorsza? 15.10.14, 22:43
          to, o czym piszesz, jest dość powszechne u starszego pokolenia, wpojona kindersztuba do obcych, ale nieprzyswojona w stosunku do własnej rodziny, po prostu natura wyziera spod wychowania. Przykre, niestety.
    • iziula1 Re: wlasna rodzina gorsza? 16.10.14, 13:54
      Wydaje mi się że to wynika ze schematu zachowań wyniesionych z domu rodzinnego i przekazywanych dalej. bez końca, dopóki ktoś nad tym nie popracuję i nie przerwie zaklętego koła.
      Oczekiwania wobec członków własnej rodziny są zbyt wysokie, nierealistyczne do osiągnięcia plus sposób w jaki postrzega się najbliższych widząc tylko wady , porażki zamiast sukcesów.

      Podam przykład mojej znajomej. Nasze dzieci grają razem w zawodową piłkę nożną.
      Ja chwalę syna za każde osiągnięcie, zagranie, ona krytykuje.
      Publicznie, przy wszystkich. Ostatnio jej syn mówi " mamo grałem dziś na lewej stronie" Ona " tak, to na lewej nic się nie działo, widziałam.", jej syn strzelił gola "no tak, ale pod koniec meczu, bo bramkarz zawinił" i tak bez końca.
      • felicityjones Re: wlasna rodzina gorsza? 16.10.14, 15:41
        Ja mam podobnego ojca, nigdy słowa dobrego nie powie, przy obcych ludziach lubi opieprzyć za nic, inni zawsze ważniejsi. Zawieźć sąsiadkę na drugi koniec Warszawy? Nie ma problemu, Matka chce żeby ją gdzies podwieźć? Masz karte miejsą, to se jedź...
        Kiedyś mnie to bolało, teraz przywykłam, zrozumiałam.
        Ale...od osób trzecich tez się często dowiadywałam, że ojciec do tych ludzi mnie/nas chwali, jest dumny, wyraża się dobrze. Tylko dlaczego do obcych, kiedy my tego nie słyszymy? Ale dobre i to :)
Pełna wersja