Czy podważam autorytet męża czy on przesadza?

15.10.14, 08:46
Pomóżcie mi ocenić wczorajszą sytuację.

Mamy dwójkę dzieci z małą różnicą wieku (syn 2-latek i córka 3,5-latka). Jak wiadomo, nie zawsze są zgodni, szczególnie młodszy ma etap dokuczania. Wczoraj córka się bawiła a syn nieustanne zabierał jej zabawkę. Ja robiłam kolację, a mąż pilnował dzieci. Słyszałam jak go upomina, ale syn dalej dokuczał. W końcu mąż zaniósł go do innego pokoju i powiedział, że ma tam zostać, bo ma karę (mówił mocno poddenerwowany). Syn zaczął bardzo płakać i mnie wołać, więc poszłam do niego (jak wchodziłam do pokoju to mąż mi powiedział, że mam nie iść bo syn ma karę). Wzięłam go na ręce i zaczęłam spokojnie tłumaczyć, że zachował się niegrzecznie i dlatego ma karę, że nie wolno zabierać zabawek innym i że musi przeprosić siostrę bo było jej przykro jak przeszkadzał jej w zabawie (córka jest mocno zmęczona po przedszkolu i rozdrażniona). Syn wziął mnie za rękę i razem poszliśmy przeprosić córkę (syn jeszcze nie mówi zbyt wiele). Wróciłam do przygotowywania kolacji i zapomniałam o sytuacji.

I tu zaczyna się problem. Mąż przestał się do mnie odzywać. Stwierdził, że zawsze się muszę wtrącać i stawiać na swoim (poszłam do syna mimo, że mąż powiedział, że mam nie iść), że zawsze wszystko wiem najlepiej i że nie powinnam robić nic wbrew niemu.
Nie ukrywam, że lubię stawiać na swoim, ale w mojej ocenie nie zrobiłam nic złego - nie powiedziałam dziecku, że tata nie ma racji i syn nie ma kary, tylko na spokojnie wytłumaczyłam, że źle się zachował i musi przeprosić (chciałam nauczyć dzieci, że błędy można popełniać, ale trzeba starać się je naprawić).
Mąż nie powiedział mi tego wprost, ale mam wrażenie, że obawia się, że w oczach dzieci podważam jego autorytet (miał ojca wojskowego - może to taki model wychowania?).

Czy rzeczywiście źle zrobiłam? Jeśli tak to jak w powyższej sytuacji powinnam postąpić? Co w ogóle zrobić teraz z mężem? Przeprosić czy przeczekać?
    • aqua48 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 09:03
      Przede wszystkim powinniście z mężem rozmawiać o metodach wychowawczych. To co zrobiłaś rzeczywiście było poderwaniem autorytetu męża, niezależnie od tego czy kara była adekwatna do sytuacji.
      • marzeka1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 10:12
        Zgadzam się z Aqua, bo jeśli chcesz zakodować dzieciom, że jak tata mówi/robi tak, pójdzie się do mamy i będzie inaczej- a to nie jest dobre na dłuższą metę. Pogadajcie o tym, bo warto wyrobić metody wychowawcze.
        • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 10:43
          Przy 2 latku Twoje rozwiazanie problemu byli zdecydowanie lepsze i mniej stresujace dla dziecka niz pomysl meza, wiec uwazam, ze dobrze zrobilas. Jednak jest druga strona tej sytuacji, czyli to o czym pisza dziewczyny, dobrze by bylo, gdybyscie reagowali w miare w jednolity sposob, aby nie robic dziecku zamieszania w glowie i zeby wiedzialo, ze nie warto chodzic od mamy do taty, aby mama zmienila taty ustalenia. Mysle, ze OBOJE powinniscie sie wybrac na warsztaty dla rodzicow malych dzieci, pomoze to Wam stosowac jednolite metody wych., poza tym do panow czesto bardziej trafiaja opinie autorytetow czy fachowcow w danej dziedzinie niz opinie wlasnej zony, chocby byly najlepsze :-)Uwazam, ze masz lepsze wyczucie niz maz na potrzeby dziecka. A biorac pod uwage pewnie mocno wypaczone metody wychowawcze ojca meza (wojskowego) dobrze by bylo, gdyby ktos fachowo mezowi uswiadomil, co jest poprawne i co jest norma w wychowaniu dzieci i ze zostawianie tak malego dziecka w pokoju za kare niewiele daje, bo taki maluch nie potrafi jeszcze samodzielnie wyciagac w samotnosci wnioski ze swojego zlego zachowania, potrzebuje do tego pomocy rodzica i uwazam, ze Ty z tej sytuacji wybrnelas na 5.
          • 3-mamuska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 17:45
            ? skasujcie
            Odpowiedz
            zuzi.1 15.10.14, 10:43
            Przy 2 latku Twoje rozwiazanie problemu byli zdecydowanie lepsze i mniej stresujace dla dziecka niz pomysl meza, wiec uwazam, ze dobrze zrobilas.

            Zycie nie jest usłane różami, i nie mozna unikać stresów.
            Młody był niegrzeczny, upominanie nic nie dawało , to został odizolowany od siostry.
            Musi wiedzieć ze poniesie konsekwencje jesli jest niegrzeczny.
            • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 18:38
              Czy Ty tez bylas wychowywana przez ojca wojskowego??? A tak na powaznie, mysle, ze w tej konkretnej sytuacji wazniejsze bylo dobro malutkiego dziecka niz ego jego tatusia, i dlatego uwazam, ze w stosunku do dziecka autorka zachowala sie b. dobrze, duzo lepiej niz maz. Ten chlopczyk nie ma 6 lat ale zaledwie 2 i jeszcze w dodatku b. malo mowi, po co mu jeszcze do tego zamykanie samotne w pokoju i spazmastyczny szloch jako konsekwencja zamkniecia przez tate. Uwazam, ze robiac takie zarzuty jakie robi ten maz autorce mozna stwierdzic, ze dla tego pana jego wlasne ego i samopoczucie jest wazniejsze od dobra i samopoczucia jego malutkiego dziecka. Chcial ochronic siostre ale zastosowal zbyt surowe konsekwencje wobec malego chlopca, a teraz ma jeszcze pretensje do zony o podwazanie autorytetu...moze niech lepiej w ramach cwiczenia wlasnej empatii sprobuje wczuc sie w to, jak sie czul jego synek w tym momencie, niech sprobuje sobie wyobrazic jak taki maluch musi sie bac, gdy tata kochana dla niego osoba i bliska krzyczy na niego i zamyka go w pokoju. Mysle dod., ze super niania zrobila wiele zlego z tym pokazywaniem w tv zamykania dzieci na karnym jezyku w pokoju, takie metody sa zle, a w przypadku b. malych dzieci jak synek autorki, wrecz karygodne.
              • mamameg Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 18:41
                Popieram Zuzi, dziecko jest za małe na taką karę.
              • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 19:09
                zuzi.1 napisała:

                > Czy Ty tez bylas wychowywana przez ojca wojskowego??? A tak na powaznie, mysle,
                > ze w tej konkretnej sytuacji wazniejsze bylo dobro malutkiego dziecka niz ego
                > jego tatusia, i dlatego uwazam, ze w stosunku do dziecka autorka zachowala sie
                > b. dobrze, duzo lepiej niz maz.

                Mam odmienne zdanie. Mama poszla robic kolacje, ale nie mogla sie oprzec pokusie, zeby wtracic swoje trzy grosze, wtedy gdy ojciec zareagowal calkowicie prawidlowo.

                > Ten chlopczyk nie ma 6 lat ale zaledwie 2 i jes
                > zcze w dodatku b. malo mowi, po co mu jeszcze do tego zamykanie samotne w pokoj
                > u i spazmastyczny szloch jako konsekwencja zamkniecia przez tate.

                "Bunt dwulatka" to dosc powszechnie znane zjawisko, wiec nie dramatyzowalabym, ze spazmatyczny szloch mialby wynikac z jakiejs strasznej traumy. Wrecz przeciwnie- dziecko wykazalo sie typowym zachowaniem dla malucha w tym wieku.
                pl.wikipedia.org/wiki/Bunt_dwulatka
                > Chcial ochronic siostre ale zastosowal zbyt surowe konsekwen
                > cje wobec malego chlopca, a teraz ma jeszcze pretensje do zony o podwazanie aut
                > orytetu..

                A co mial ten ojciec zrobic zamiast ? Przeciez tlumaczyl dziecku, ze sie zle zachowuje. Nie pomoglo- syn dostal kare. Lagodna kare. Ojciez przerwal zle zachowanie wynoszac dziecko do drugiego pokoju, bo prosby nie skutkowaly. Calkiem prawidlowo uwazam. Co zrobila matka ? Pokazala, ze ojciec zrobil zle.

                >. Mysle dod., ze super niania zrobila wiele zleg
                > o z tym pokazywaniem w tv zamykania dzieci na karnym jezyku w pokoju, takie met
                > ody sa zle, a w przypadku b. malych dzieci jak synek autorki, wrecz karygodne.

                Posadzenie dziecka na karnym jezyku ma za zadanie dac dziecku chwile na uspokojenie. Po tym czasie powinno nastapic tlumaczenie i wyjasnienie zaistnialej sytuacji. Zakladam, ze takie bylo zamierzenie ojca. Najpierw odizolowal dzieci, a potem przyszedlby czas na przeproszenie siostry. Matka zareagowala histerycznie i wszystko zepsula.


                • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 19:18
                  Mam odmienne zdanie, mogl wziac syna na kolana, przytulic, zagadac, i zrobic to co zrobila matka, wytlumaczyc maluchowi, ze zle robi i podejsc z nim do siostry, aby ja przeprosil. Wystarczylo troche wysilic wyobraznie i wykazac sie podejsciem do dziecka, aby zalagodzic sytuacje, a nie w najprostszy sposob reagowac agresywnie i po najmniejszej linii oporu zamykajac dziecko w pokoju.Jak widac wojskowe wychowanie bylo b. skuteczne i teraz kladzie sie cieniem na wychowaniu wlasnych dzieci. Warsztaty pilnie dla obojga rodzicow.
                  • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 19:35
                    zuzi.1 napisała:

                    > Mam odmienne zdanie, mogl wziac syna na kolana, przytulic, zagadac, i zrobic to
                    > co zrobila matka, wytlumaczyc maluchowi, ze zle robi i podejsc z nim do siostr
                    > y, aby ja przeprosil. Wystarczylo troche wysilic wyobraznie i wykazac sie podej
                    > sciem do dziecka

                    Gratuluje kazdemu z rodzicow, ktoremu udalo sie wplynac na zachowanie dwulatka, bo tak jak to przedstawiasz, to doprawdy pikus :-D
                    Nigdy nie bylam w wojsku, ale z doswiadczenia wiem, ze sa chwile w zyciu malucha, np, kiedy jest wsciekly, glodny, zmeczony, ze tlumaczenie i piekne kwieciste mowy rodzice moga sobie wsadzic w buty, bo i tak nie skutkuja. To co zrobil ojciec wydaje mi sie lepsze, ale to oczywiscie moje zdanie.
                    • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 20:10
                      Tym bardziej wiedzac, ze mamy do czynienia z buntem dwulatka, nalezy postepowac odpowiedzialnie i z korzyscia dla dziecka, w sposob opanowany i dojrzaly. Mozna skupic uwage dziecka na czyms innym, wziac je na kolana i zagada itp. Mi ten tata nie wyglada na zbytnio ogarnietego w kwestii wychowania dzieci, plus chyba nie za bardzo panuje nad emocjami i stad takie zachowania. Wiec oprocz warsztatow suplementy z magnezu i kwasow omega.
                      • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 20:18
                        zuzi.1 napisała:

                        > Mi ten
                        > tata nie wyglada na zbytnio ogarnietego w kwestii wychowania dzieci

                        Za to na jego tle matka wychodzi wrecz idealnie ;-) Niby jest zajeta robieniem kolacji, ale jednym uchem pilnie sledzi, czy aby zly ojciec nie krzwydzi niewiniatek. W razie wrzasku, sytuacje ocenia w ulamku sekundy i wkracza jak lwica, ratujac z opresji niewinne dziecie, ktore przezylo traume, bo tataus je ukaral za niewinnosc ;-)))
                        • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 20:38
                          :-)))
                        • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:20
                          pogodoodporna napisał(a):
                          > Za to na jego tle matka wychodzi wrecz idealnie ;-) Niby jest zajeta robieniem
                          > kolacji, ale jednym uchem pilnie sledzi, czy aby zly ojciec nie krzwydzi niewin
                          > iatek. W razie wrzasku, sytuacje ocenia w ulamku sekundy i wkracza jak lwica, r
                          > atujac z opresji niewinne dziecie, ktore przezylo traume, bo tataus je ukaral z
                          > a niewinnosc ;-)))

                          Sam tak robię, jestem czujny. Gdybyś robiła jakieś dziwne rzeczy swojemu dziecku, też bym zareagował. Ojciec jest zwyczajnie niewydolny wychowawczo, jeśli nie rozumie i nie chce się dowiedzieć. Niektórzy czują to intuicyjnie, inni muszą przeczytać, a jeszcze inni mają to w nosie i nie liczą się z dzieckiem.
                          • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:52
                            altz napisał:

                            > Ojciec jest zwyczajnie niewydolny wychowawczo, jeśli nie
                            > rozumie i nie chce się dowiedzieć.

                            Po czym wnioskujesz niewydolnosc wychowawcza ojca ? Sadzisz, ze matka, ktora tylko przysluchiwala sie jednym uchem calemu zajsciu i wyskoczyla jak Filip z konopi byla wychowawczo wydolna ? Ojciec dziecka go nie bil do licha, ani na niego nie wrzeszczal, wczesniej zwracal mu uwage, ze zle robi. Jak ukarac dwulatka ? Ty wiesz ? To napisz, bo na razie sie wymadrzasz, ze trzeba mu tlumaczyc, chociaz rownoczesnie twierdzisz, ze dwulatek i tak niewiele rozumie. Opisana sytuacja, wedlug mnie, jest blaha i w ogole moglo sie obejsc bez wrzaskow i konfliktu miedzy rodzicami, ale ciekawa jestem jak bys reagowal w sytuacji powazniejszej. Aha, nie karac, no dobrze bo to dwulatek, tylko jak stwierdzisz kiedy nadeszla ta magiczna chwila, ze karac jednak trzeba zaczac ?
                            • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 22:44
                              pogodoodporna napisał(a):
                              > To napisz, bo na razie sie wymadrzasz, ze trzeba mu tlumaczyc, choc
                              > iaz rownoczesnie twierdzisz, ze dwulatek i tak niewiele rozumie.
                              Dla mnie jesteś manipulantką. Nigdzie tak nie napisałem.

                              > . Aha, nie karac, no dobrze bo to dwulatek, tylko jak stwierdzisz kiedy nadeszl
                              > a ta magiczna chwila, ze karac jednak trzeba zaczac ?
                              Napisałem, tak od 4 lat. Teraz jeszcze raz napisałem, bo widać, że dyskutujesz, a nie czytasz. :-)
                              • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 23:04
                                altz napisał:

                                > > a ta magiczna chwila, ze karac jednak trzeba zaczac ?
                                > Napisałem, tak od 4 lat. Teraz jeszcze raz napisałem, bo widać, że dyskutujesz,
                                > a nie czytasz. :-)

                                Serio ? Od czterech lat ? A jak poznac, ze dziecko juz rozumie ? Pytam serio, bo moze sie okazac, ze sztab madrych psychologow za jakis czas wymysli, ze jednak od szesciu, a moze od trzech...
              • julita165 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 11:31
                Zgadzam się z Tobą w 100%. Miałam z moim mężem podobne scysje ale uważałam że nie ma racji, a niestety ale dla mnie najważniejsze było dobro dziecka i zawsze postępowałam tak jak ja uważałam za słuszne. No sorry ale ego mojego męża nie będzie miało pierwszeństwa przed dobrem mojego dziecka
    • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 13:16
      Wedlug mnie maz zareagowal prawidlowo, bo kilka razy upomnial dziecko, a jak nie posluchalo, to wyniosl do drugiego pokoju. Nie mam pojecia dlaczego polecialas tam za dzieckiem i probowalas robic cos "po swojemu". Skoro zajelas sie robieniem kolacji, a dzieci zostawilas ojcu, to pozwol jemu decydowac. Dziecku nie stala sie zadna krzywda. Ty jednak przyczynilas sie do tego, ze dostalo sprzeczny przekaz- ojciec wymierzyl kare (syn mial posiedziec pare minut w samotnosci), a matka go stamtad zabrala, zeby poszedl przeprosic siostre. Wedlug mnie to niedopuszalne. Jesli uwazalas, ze maz postapil zle, to trzeba bylo z nim porozmawiac juz po fakcie, a nie mieszac sie w trakcie.
      Co ryzykujesz takim zachowaniem ? Twoj maz przestanie sie angazowac w wychowanie dzieci, no bo skoro Twoje metody sa lepsze, to po co on ma sie wysilac.
      • adorra0 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 14:08
        10/10
    • mruwa9 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 15:15
      nawet jesli metody wychowawcze ojca sa dyskusyjne, racja odnosnie twojego wtracania sie jest po jego stronie.
      Relacje ojca z dziecmi zawsze beda sie roznic od relacji matka-dzieci. relacje beda inne, ale to nie znaczy, ze gorsze. Inne. I ojciec ma takie samo prawo wychowywac dzieci wedlug wlasnego wyobrazenia oraz koncepcji, oczywiscie o ile dziecku nie dzieje sie ewidentna krzywda, a metody wychowawcze ojca nie maja znamion znecania sie . W tym przypadku na to nie wygladalo.
      Bylas zajeta szykowaniem kolacji-trzeba bylo skupic sie na kolacji.W tamtym momencie bezposrednia opieke nad dziecmi sprawowal ojciec i trzeba bylo go z tym zadaniem zostawic.
      Nie jestes niezastapiona, dzieci maja tez ojca, a ty zachowalas sie, jakbys tylko ty miala wylacznosc i monopol na wlasciwe metody wychowawcze.
      • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 16:47
        Na pytanie z tytulu watku odpowiem twierdzaco, tak, podwazylas jego autorytet. Na pytanie, czy dobrze zrobilas, odpowiem: to zalezy. Czy ojcie faktycznie mocno krzyczal na synka i czy dziecko dlugo plakalo zamniete w pokoju.
        Wspolny front wychowawczy rodzicow to ideal. W zdrowej, szanujacej sie rodzinie jak najbardziej na miejscu. Jednak.... Zdarza sie, ze jedno z rodzicow chce wychowywac dzieci w systemie autorytarnym i represyjnym, wymaga absolutnego poslusxenstwa, drugie chce wychowac dzieci w poszanowaniu ich praw i potrzeb, slucha dzieci, wychowuje je z empatia. Gdy to pierwsze krzykiem i dojmujacymi karami chce zlamac kregoslup dziecku, drugie nie moze stac z boku i bezsilnie sie temu przygladac, bo krzywdzi dziecko podwojnie, a wiekszosc dzieci krzywdzonych w dziecinstwie przez jedno z rodzicow ma wiekszy zal do drugiego, tego, ktore bało się/nie umialo stanac po jego stronie. Dziecko jest wtedy skrajnie osamotnione i nieszczesliwe.
        Ja w moim domu bronilam dzieci przed probami zakrzyczenia ich czy wrecz lamania ich woli przez ojca. Wiem, ze dzis, juz dorosle, sa mi za to wdzieczne (choc jeszcze lepiej by bylo, gdybym i im i sobie tego w ogole oszczedzila, rozwodzac sie wczesniej) i widze, ze wyrosly na w miare pewne siebie jednostki, co jest dla mnie niewyobrazalnie wazne.
        U Was, mam nadzieje, nie jest tak zle, maz w tym opisie nie jawi sie jako gnebiciel rodziny, niemniej koniecznie musicie ten temat bardzo dokladnie obgadac, bo problemy moga sie nasilac, skoro a. on sie wychowal w takiej rodzinie, b. dzieci rosna i niedlugo zaczna miec swoje zdanie, bedzie coraz trudniej. Zuzi ma racje, warsztaty dla rodzicow bylyby swietne, bo mezowie czesto maja tendencje do tego, by nie sluchac zdania zony w tych kwestiach, oni wiedza lepiej. A ja zawsze powtarzam, ze sztuka wychowania dzieci jest najtrudniesza sztuka na swiecie i trzeba sie do niej naprawde dobrz przygotowac i zabrac.
    • marsylvik Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 17:08
      mama-karolina napisała:

      > I tu zaczyna się problem. Mąż przestał się do mnie odzywać.

      Nie, tu dopiero Ty dostrzegłaś problem.

      > Stwierdził, że zaws
      > ze się muszę wtrącać i stawiać na swoim (poszłam do syna mimo, że mąż powiedzia
      > ł, że mam nie iść), że zawsze wszystko wiem najlepiej i że nie powinnam robić n
      > ic wbrew niemu.

      Dziecka rzeczywiście nie można wychowywać wbrew drugiemu wychowawcy. Różnice zdań się zdarzają, ale należy je omawiać poza zasięgiem dziecka, a nie natychmiast "naprawiać błędy" drugiego rodzica. Dla dziecka ważniejsza jest konsekwencja, czyli oboje rodzice chcą od niego tego samego, nie zmieniają co chwilę zasad, niż łagodność czy rygoryzm wychowania.

      > Nie ukrywam, że lubię stawiać na swoim, ale w mojej ocenie nie zrobiłam nic złe
      > go - nie powiedziałam dziecku, że tata nie ma racji i syn nie ma kary,

      Złagodziłaś karę, skróciłaś. Bez porozumienia z drugim rodzicem, wręcz wbrew niemu.

      > Mąż nie powiedział mi tego wprost, ale mam wrażenie, że obawia się, że w oczach
      > dzieci podważam jego autorytet (miał ojca wojskowego - może to taki model wych
      > owania?).

      Jeżeli tak, to słusznie się obawia.
      Ty natomiast powinnaś się obawiać, że mąż coraz mniej będzie się angażował w wychowanie, albo będzie się miotał pomiędzy zaangażowaniem, wycofaniem i kłótniami.

      > Czy rzeczywiście źle zrobiłam? Jeśli tak to jak w powyższej sytuacji powinnam p
      > ostąpić? Co w ogóle zrobić teraz z mężem? Przeprosić czy przeczekać?

      Ufasz mężowi jako ojcu? Jeśli tak, to powinnaś pozwolić mu decydować w momencie, kiedy dzieci były pod jego opieką. Mało prawdopodobne żeby kochający, normalny, mądry człowiek wyrządził swoim dzieciom poważną krzywdę. Nie wtrącaj się nieproszona tylko dlatego, że wiesz, jak coś zrobić szybciej lub lepiej. Jeśli znasz taki sposób podziel się z nim po fakcie, nie przy dziecku, tymczasem pozwól ojcu działać.
      Zrozumieć za co i przeprosić.
      • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 17:38
        A co jesli rodzic ewidentnie niesprawiedliwie i ostro traktuje dziecko, czy drugi rodzic tez nie moze "natychiast naprawic tego bledu? Ma sie z boku grzecznie przygladc, jak drugi rodzic wydziera sie na dziecko, nie pozwalajac mu sie wytlumaczyc? Naprawde dla dziecka taka konsekwencja jest lepsza?
        Powtarzam: w normalnej, zdrowej rodzinie spojny przekaz jest pozadany i wazny, w innych rodzinach moze krzywdzic dziecko podwojnie. To jak z obiegowym powiedzeniem, ze w zwiazku zawsze obie strony sa winne. Z reguly sa, ale nie zawsze, a swiecie o tym przekonana ofiara zawsze bedzie brala na siebie duza czesc winy i trwala w przemocy, bo go przeciez sama prowokowala. W mysl jednomyslnosci wychowawczej czesc matek pozwala krzywdzic dzieci, dlatego trzeba rozwaznie udzielac radu w takich sytuacjach.szczegolnie zonom synow wojskowych lub samych wojskowch tudziez straznikow wieziennych na przyklad. Ja tam wole uwazac z radami.
        • mruwa9 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 18:09
          sebalda, ty caly czas patrzysz przez pryzmat wlasnych doswiadczen wieloletniego zwiazku z przemocowcem.
          Na przemoc wobec dziecka nigdy nie ma przyzwolenia , ale nie kazda odmiennosc koncepcji wychowawczej rodzica ma znamiona przemocy.
          • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 18:57
            Mruwa, oczywiscie, ze patrze, ale tez przez to czasami wiecej widze. Bo ktos, kto nie zna przemocy, dlugo nie wychwytuje jej sygnalow. Ja absolutnie nie pisze, ze tu oji zareagowal niewspolmiernie do sytuacji, ale opis jest raczej lakoniczny i jesli ten facet czesciej i ostrzej bedzie dyscyplinowql dzieci, a kobiecie bedziemy teraz mowic, jak to zle zrobila podwazajac jego autorytet, to w przyszlosci ona moze sie godzic na duzo gorsze rzeczy. Dlatego radze przede wszystkim dokladne obgadnie tematow wychowawczych, a jesli temat dalej bedzie sporny, to wybranie sie na warsztaty albo chocby poczytanie o etapach rozwojowych dzieci, o buncie dwlatka na przyklad.
        • marsylvik Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 11:13
          Sebalda, przeczytaj jeszcze raz moją wypowiedź, przeczytaj wypowiedź autorki.

          Znęcanie się to nie jest jednorazowe przegięcie. Znęcanie się to powtarzające się zachowania. Jednorazowe przegięcie, jednorazowe niepodręcznikowe zachowanie się wobec dziecka krzywdy mu nie robi. Bez względu na to, czy metody wychowawcze ojca mieszczą się w normie i są tylko inne, czy też są niewłaściwie, to jeśli mamy do nich zastrzeżenia można i należy o nich porozmawiać.
          Nie przy dziecku. Nie należy "korygować na bieżąco niewystarczająco właściwego podejścia", tym bardziej bez żadnej rozmowy z drugim rodzicem.

          Nigdzie nie pisałam, że niekonsekwencja i niespójność wychowania jest gorsza od przemocy. Ale tu o przemocy nie było mowy. Była mowa o nieco odmiennych postawach wychowawczych i sposobach reakcji na ich pojawienie się. Pytanie, kto przesadził, a jeśli autorka, to jak powinna się zachować.

          Co do rad. Oskarżenia i podejrzenia o przemoc też mogą być formą przemocy, a przynajmniej mogą być tak samo krzywdzące i destrukcyjne jak sama przemoc. Więc też ostrożnie z tym wyczuleniem na możliwość przemocy tam, gdzie nic na nią nie wskazuje.
        • attiya Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 17.10.14, 22:08
          daj już spokój Sebalda, szukasz drugiego dna
          przecież nawet sama autorka napisała, że mąż kilka razy zwracał uwagę dziecku, że źle robi, więc co w tym złego, że w końcu zostało ukarane
    • 3-mamuska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 17:41
      mama-karolina napisała:

      > Pomóżcie mi ocenić wczorajszą sytuację.
      >
      > Mamy dwójkę dzieci z małą różnicą wieku (syn 2-latek i córka 3,5-latka). Jak wi
      > adomo, nie zawsze są zgodni, szczególnie młodszy ma etap dokuczania. Wczoraj có
      > rka się bawiła a syn nieustanne zabierał jej zabawkę. Ja robiłam kolację, a mąż
      > pilnował dzieci. Słyszałam jak go upomina, ale syn dalej dokuczał. W końcu mąż
      > zaniósł go do innego pokoju i powiedział, że ma tam zostać, bo ma karę (mówił
      > mocno poddenerwowany). Syn zaczął bardzo płakać i mnie wołać, więc poszłam do n
      > iego (jak wchodziłam do pokoju to mąż mi powiedział, że mam nie iść bo syn ma k
      > arę). Wzięłam go na ręce i zaczęłam spokojnie tłumaczyć, że zachował się niegrz
      > ecznie i dlatego ma karę, że nie wolno zabierać zabawek innym i że musi przepro
      > sić siostrę bo było jej przykro jak przeszkadzał jej w zabawie (córka jest mocn
      > o zmęczona po przedszkolu i rozdrażniona). Syn wziął mnie za rękę i razem poszl
      > iśmy przeprosić córkę (syn jeszcze nie mówi zbyt wiele). Wróciłam do przygotowy
      > wania kolacji i zapomniałam o sytuacji.
      >
      > I tu zaczyna się problem. Mąż przestał się do mnie odzywać. Stwierdził, że zaws
      > ze się muszę wtrącać i stawiać na swoim (poszłam do syna mimo, że mąż powiedzia
      > ł, że mam nie iść), że zawsze wszystko wiem najlepiej i że nie powinnam robić n
      > ic wbrew niemu.
      > Nie ukrywam, że lubię stawiać na swoim, ale w mojej ocenie nie zrobiłam nic złe
      > go - nie powiedziałam dziecku, że tata nie ma racji i syn nie ma kary, tylko na
      > spokojnie wytłumaczyłam, że źle się zachował i musi przeprosić (chciałam naucz
      > yć dzieci, że błędy można popełniać, ale trzeba starać się je naprawić).
      > Mąż nie powiedział mi tego wprost, ale mam wrażenie, że obawia się, że w oczach
      > dzieci podważam jego autorytet (miał ojca wojskowego - może to taki model wych
      > owania?).
      >
      > Czy rzeczywiście źle zrobiłam? Jeśli tak to jak w powyższej sytuacji powinnam p
      > ostąpić? Co w ogóle zrobić teraz z mężem? Przeprosić czy przeczekać?



      Bardzo złe zrobiłas. To maz pilnował dzieci, upominał syna wczesniej.
      Nie potrzebnie sie wtrącałas.
      To ze tłumaczyłas synowi ze złe zrobił , to nie było dla niego ważne, ważne było to ze dopiął swojego ( miał karę wolał ciebie bo tatuś to ten zły) i twój maz ma 100% racji.
    • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 19:37
      Przeczytałem wpisy i jestem bardzo zaskoczony podejściem niektórych osób na forum.
      Z dwulatkiem chcieliby postępować jak z 12 latkiem, a to też nawet dziwne. Zamykanie kogoś w pokoju bez prawa wyjścia jest zwyczajnie głupie, a robienie tego z 2 latkiem jest jeszcze gorsze.
      Niech się facet weźmie i chociaż coś poczyta, jeśli tego nie rozumie intuicyjnie.
      • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 19:45
        altz napisał:

        > Zamy
        > kanie kogoś w pokoju bez prawa wyjścia jest zwyczajnie głupie, a robienie tego
        > z 2 latkiem jest jeszcze gorsze

        Glupie by bylo gdyby w pokoju bylo ciemno, chlopiec bal sie ciemnosci, a kara trwala dluzej niz trzy minuty.
        A jaka jest Twoja propozycja ? Tlumaczenie nie skutkuje, krzyczec nie wolno, o biciu juz nawet nie wspomne. Co w zamian ? Rozumiem , ze jedynie dopuszczalne jest jak najpredzej otrzec lezki i oszczedzic dziecku stresu.
        • danaide Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 20:57
          Cóż takiego naprawdę zaszło skoro gdy jedno dziecko zabiera drugiemu zabawkę dorosły staje się bardzo poddenerwowany? ;)
          • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:15
            :-) zapomnial wol jak cieleciem byl...mnie rozbawilo, ze po calej tej akcji obrazil sie na zone i przestal odzywac, to jest najlepsza miara dojrzalosci tego pana :-)
            • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 22:00
              zuzi.1 napisała:

              > :-) zapomnial wol jak cieleciem byl...mnie rozbawilo, ze po calej tej akcji obr
              > azil sie na zone i przestal odzywac, to jest najlepsza miara dojrzalosci tego p
              > ana :-)

              Przeciez to sa jego dzieci, chce miec wplyw na ich wychowanie, to zrozumiale, ze emocjonalnie do tego podchodzi. Jesli zona ma jakies zastrzezenia, to moze je wyrazic bez obecnosci dzieci.
              A gdyby machnal reka i zrobil tak jak zyczy sobie zona, bez zadnej refleksji, to byloby w porzadku ? Dzieci byly pod jego opieka, zareagowal wiec wedlug wlasnego uznania. Mial wolac zone z kuchni, zeby uspokoila niesfornego dwulatka ? ;-)
              • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 22:46
                pogodoodporna napisał(a):
                > Dzieci byly pod jego opieka, zareagowal wiec wedl
                > ug wlasnego uznania. Mial wolac zone z kuchni, zeby uspokoila niesfornego dwula
                > tka ? ;-)

                Dał jasny komunikat: jak nie będziesz ojca słuchać, to zostaniesz odseparowany od rodziny.
                Mam nadzieję, że nie o to chodziło ojcu, ale tak wyszło.
                • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 23:41
                  altz napisał:

                  > Dał jasny komunikat: jak nie będziesz ojca słuchać, to zostaniesz odseparowany
                  > od rodziny.

                  Matka tez dala jasny komunikat: tylko dziecko zawolaj, ja zaraz przylece cie ratowac, polecenia ojca mozna lekcewazyc, tylko moje zdanie sie w tym domu liczy, mamusia nie da ci zrobic krzywdy, poczekaj, pokazemy ojcu, kto tu ma racje ;-)

                  > Mam nadzieję, że nie o to chodziło ojcu, ale tak wyszło.

                  Probujesz mnie przekonac, ze kara jest bolesna ? Oczywiscie, ze jest, gdyby nie byla bolesna, to nie bylaby kara. Ale wlasnie dlatego nalezy wykluczac rzeczy, ktore naprawde uderzaja w dziecka godnosc- klapsy, wrzaski, szarpanie, ponizanie. Nadal jednak musi byc to cos, co nie jest przyjemne. Masz jakas konkretna propozycje ?
            • marsylvik Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 11:21
              zuzi.1 napisała:

              > :-) zapomnial wol jak cieleciem byl...mnie rozbawilo, ze po calej tej akcji obr
              > azil sie na zone i przestal odzywac, to jest najlepsza miara dojrzalosci tego p
              > ana :-)

              Mnie też rozbawił ten fragment. Tylko chyba z innego powodu :)
              A konkretnie: "Mąż przestał się do mnie odzywać. Stwierdził, że..." :D

              Ale nie czepiam się :)
              Nie tego dotyczy problem, nie o to było pytanie.

              Za to zauważyłam, że bardzo się tu na tym forum czepiamy "dojrzałości". Oczekiwanie wobec wszystkich, czy wobec kogokolwiek, żeby był dojrzały jest moim zdaniem mocno niedojrzałe :)
              Dojrzewanie to proces, nie ma nikogo kompletnie dojrzałego, każdy jest w jakimś stopniu niedojrzały... I ja, i Ty :) I ta pani, i ten pan :)
        • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:14
          pogodoodporna napisał(a):
          > Glupie by bylo gdyby w pokoju bylo ciemno, chlopiec bal sie ciemnosci, a kara t
          > rwala dluzej niz trzy minuty.
          > A jaka jest Twoja propozycja ? Tlumaczenie nie skutkuje, krzyczec nie wolno, o
          > biciu juz nawet nie wspomne. Co w zamian ? Rozumiem , ze jedynie dopuszczalne j
          > est jak najpredzej otrzec lezki i oszczedzic dziecku stresu.

          Weź nie żartuj, dwulatek nie potrafi kłamać i oszukiwać. Nie rozumie pewnych konsekwencji jasnych dla dorosłych. Chcesz karać, to dopiero od 4 lat.
          Poza tym, kara nie powinna być poniżająca dla osoby. Myślę, że nie ucieszyłabyś, gdyby dwulatek zamknął Cię w komórce na pięć minut, bo coś przeskrobałaś? Zawsze powód się znajdzie.
          Trzeba tłumaczyć, że nie wolno czegoś robić, wyjaśniać, dlaczego. Jeśli kogoś bije, to można przytrzymać rękę i wyjaśnić, że nie wolno, ale warto wtedy przyjrzeć się sobie, bo małe dziecko naśladuje zachowania dorosłych.
          • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:18
            Brawo altz, w pelni sie z Toba zgadzam.
            • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:33
              zuzi.1 napisała:
              > Brawo altz, w pelni sie z Toba zgadzam.

              To jest taki dobry test, zanim zrobisz coś dziecku, zastanów się, czy dla ciebie byłoby to do zaakceptowania?

              Czasami jest też tak, że jeden rodzic jest sędzią, a drugi jest z musu egzekutorem, o co później są pretensje do niego, ale nie zawsze sobie zdaje sprawę, że został wciśnięty w tę rolę. Wbrew pozorom, to nie jest tak rzadki przypadek.
          • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:41
            altz napisał:

            > Weź nie żartuj, dwulatek nie potrafi kłamać i oszukiwać. Nie rozumie pewnych ko
            > nsekwencji jasnych dla dorosłych. Chcesz karać, to dopiero od 4 lat.

            No wiec skoro jak twierdzisz, nie rozumie, to w takim razie tym bardziej bezcelowe wydaje sie tlumaczenie, nie uwazasz ?

            > Myślę, że nie ucieszyłabyś
            > , gdyby dwulatek zamknął Cię w komórce na pięć minut, bo coś przeskrobałaś? Za
            > wsze powód się znajdzie.

            Ale co na Boga ponizajacego jest w wyniesieniu dziecka w odosobnione miejsce, zeby moglo sie uspokoic ?

            > Jeśli kogoś b
            > ije, to można przytrzymać rękę i wyjaśnić, że nie wolno, ale warto wtedy przyjr
            > zeć się sobie, bo małe dziecko naśladuje zachowania dorosłych.

            Przytrzymac za reke ? Brzmi swietnie, ale tylko w teorii. Moj znajomy w ten sposob przytrzymal swojego synka. Problem w tym, ze ojciec uniemozliwil mu swietna psote, wiec dziecko sie mocno szarpalo, troche ze zlosci, troche z bezsilnosci. Nie chcialbyc widziec tych siniakow, ktore pozniej chlopiec mial na nadgarstkach, a ojciec go tylko przytrzymal, nie uzywal do tego celu sily. Zreszta sprobuj sam wyobrazic sobie trzymanie za rece jak druga ososba sie szarpie, zrobisz w ten sposob wieksza krzywde, niz wtedy gdy wezmiesz dziecko pod pache i wyniesiesz do drugiego pokoju.
            • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 22:40
              > No wiec skoro jak twierdzisz, nie rozumie, to w takim razie tym bardziej bezcel
              > owe wydaje sie tlumaczenie, nie uwazasz ?
              Napisałem, że takie dziecko nie rozumie konwencji. Czy czytasz ze zrozumieniem?
              Rozumie czyn, dobro, zło, krzywdę, może nie zawsze, ale to właśnie warto wyjaśniać.

              > Ale co na Boga ponizajacego jest w wyniesieniu dziecka w odosobnione miejsce, z
              > eby moglo sie uspokoic ?
              Wyobraź sobie, że mąż łapie Cię za ręce i mówi: "uspokój się w końcu, będę cię tak długo trzymał, aż się uspokoisz!" Albo ma pretensję, że mu nie kupiłaś papierosów, chociaż obiecałaś. Wtedy zamyka Cię w pokoju, żebyś się uspokoiła. Dotarło czy nie? Spodobało by się? :-) Dziecko będzie się podobnie czuło.

              > Przytrzymac za reke ? Brzmi swietnie, ale tylko w teorii. Moj znajomy w ten spo
              > sob przytrzymal swojego synka.
              Ludzie mają głowę, żeby jej używać. Jak dziecko ojca nie bije, tylko się szarpie, to czemu je trzyma i dodatkowo w taki sposób, że robi dziecku krzywdę?

              > zrobisz w ten sposob wieksza krzywde, niz wtedy gdy wezmiesz dziecko pod pache i wynies
              > iesz do drugiego pokoju.
              Weź, wynieś całą rodzinę i włącz ulubiony program! :-D
              • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 23:00
                altz napisał:

                > Napisałem, że takie dziecko nie rozumie konwencji. Czy czytasz ze zrozumieniem?
                > Rozumie czyn, dobro, zło, krzywdę, może nie zawsze, ale to właśnie warto wyjaś
                > niać.

                Ale zwiazek akcja-reakcja zrozumie nawet dwulatek, wiec najpierw jest przerwanie zlego dzialania, potem tlumaczenie. Nie tlumaczy sie w trakcie, bo to nic nie daje. Tak tez zrobil ojciec. Zakladam, ze potem mial zamiar pogadac jednak z synkiem. Matka wparowala za szybko i niepotrzebnie.

                > Wyobraź sobie, że mąż łapie Cię za ręce i mówi: "uspokój się w końcu, będę cię
                > tak długo trzymał, aż się uspokoisz!"

                Przytrzymanie za rece jako swietny wychowawcyz trick to byl Twoj pomysl, nie moj. Wiec co, jednak niefajnie tak kogos przytrzymac ?

                > Albo ma pretensję, że mu nie kupiłaś papi
                > erosów, chociaż obiecałaś. Wtedy zamyka Cię w pokoju, żebyś się uspokoiła. Dota
                > rło czy nie? Spodobało by się? :-) Dziecko będzie się podobnie czuło.

                Maz jak maz, ale jak popelnie przestepstwo wymienione w kodeksie karnym, to raczej na pewno czeka mnie udosobnienie, wiezienia wciaz sa przepelnione :-D :-D :-D
                Wiesz co to jest SZLABAN ? To przymusowe siedzenie w domu. Taka kara nalozona na krnabrna latorosl jak juz przebierze sie miarka :-) Spodobalo sie ? A jednak wielu rodzicow ja stosuje i nie widzi w tym nic zlego.
              • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 23:03
                Ciekawe na ile minut maz musialby zamknac w pokoju pogodoodporna, zeby karny jezyk zadzialal skutecznie ? Przyjmijmy, ze ma np. 32 lata, wowczas w karnym pokoju zgodnie z zaleceniami super niani spedzi tylko 32 minuty lub ciutke wiecej, ciekawe czy ten czas spedzony w odosobnieniu, w swietle przelozy sie na uspokojenie emocji pogodoodpornej, czy tez wywola w niej eskalacje wkurzenia :-))) W moim przypadku bylaby eskalacja wkurzenia, ale moze inni dorosli sa w stanie sie w takiej przymusowej sytuacji wyciszyc i uspokoic...
                • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 23:08
                  zuzi.1 napisała:

                  > Ciekawe na ile minut maz musialby zamknac w pokoju pogodoodporna, zeby karny je
                  > zyk zadzialal skutecznie ?

                  Jak jestem wkurzona to sie sama izoluje i sama sie zamykam, zeby rodzinie nie psuc humoru :-D Ale doceniam Zuzi, ze bronisz biednych maluchow, ktorym rodzice wyrzadzaja taka straszna krzywde :-)
                  • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 09:57
                    Polecam Ci strone www.dzieci.pl, wpisz w wyszukiwarke ' nie zamykajcie dzieci w pokoju' i poczytaj.
                    • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 10:51
                      I jeszcze ta www.agnieszkastein.pl ' wychowanie przez izolacje'.
                  • lianis Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 10:28
                    A jednak badania pokazuja, ze odseparowanie wyrzadza dziecku krzywde. Obrazowanie mozgu pokazuje aktywne te same obszary przy odizolowaniu dziecka za kare jak wtedy kiedy dziecko otrzymuje kare cielesna. Dla malucha izolacja jest bardzo ciezka kara, przeciez dwulatek nie bedzie rozwazal w samotnosci swojego zachowania i tego jak je poprawic tylko bedzie czul sie osamotniony, odrzucony i nieakceptowany, nie rozrozni tego ze jego zachowanie jest nieakceptowane, a nie on sam. Poza tym wyrzucenie dziecka poza nawias rodziny, chocby tylko na trzy minuty za to tylko, ze chcialo sie bawic, bo podejrzewam, ze do tego sie sytuacja sprowadzala, a siostra byla zajeta ladnie swoja zabawa, tatus byl zajety swoimi sprawami, w ktorych grzecznie bawiaca sie corka niemprzeszkadzala, ale nie umiejacy sie jeszcze sam soba zajac dwulatek juz tak. W konsekwencji rozdrazniony tatus, zamiast sie zajac synem, dal jasny przekaz, ze syn jest malo wazny, jego potrzeby sie nie licza, mozna go wyrzucic.
                    Rozdrazniony tatus powinien byl sie zamknac w pokoju, przemyslec swoje zachowanie i uspokoic, po czym zajac sie dziecmi tak jak mial to zrobic kiedy mama robila kolacje.
    • iziula1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:43
      Wiesz, ja bym zrobiła to inaczej choć zastosowałabym twoje metody.
      Podeszłabym do męża i bez obecności córki podpowiedziała mu twoją metodę, na zasadzie"kochanie może spróbuj zrobić to i to".
      Wtedy mąz dokonuje wyboru, ma czas ochłonąc ze złości na zachowanie syna. Wyciąga ręke do dziecka zachowując jednocześnie autorytet a synowi daje szanse na poprawe zachowania.
    • twojabogini Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 01:51
      Najbardziej niepokoi mnie zachowanie męża nie wobec dziecka, ale wobec żony: przestał się odzywać, a żona w jego ocenie "się wtrąca". (Fakt niskich kompetencji wychowawczych męża pominę - dość szczegółowo omówił to altz, z którym się zgadzam do momentu w którym twierdzi, że po 4 roku życia kary wprowadzać można - kary w ogóle nie są skuteczną metodą).

      Źle się dzieje gdy w rodzinie ojciec narzuca swoje decyzje "bo tak" i odbiera kobiecie prawo głosu - bo jego decyzja ma być prawem. Spotkałam wiele rodzin dotkniętych problemem przemocy i podobnie jak sebalda w takiej sytuacji widzę sygnał alarmowy.

      Mało tego z opisu wynika, że ojciec nie tyle pilnował dzieci, co je nadzorował. Może gdyby spróbował się z nimi bawić...Zabieranie zabawki to dość typowe zachowanie dla malucha, próba zwrócenia uwagi. Bunt następuje około 2,5 roku i miewa paskudniejszy przebieg niz zabieranie zabawki sisostrze, zwłaszcza gdy rodzic wymaga posłuszentwa. Mały człowiek nie mógł przewidzieć uwaga taty się objawi...

      Szokuje mnie też wiele wypowiedzi w wątku. Zwłaszcza te o wspolnym froncie wychowawczym. Przepraszam, ale rodzina to nie wojna, dzieci to nie wrogowie, o jakim my froncie mówimy. Rodzice to nie bliżniaki syjamskie i maja różne poglądy. Dla dzieci dobrze gdy maja mamę i tatę - nie zwartych we wspólnym froncie, ale autentycznych, normalnych, nie zawsze zgadzających się, ale wspólpracujących.

      Jestem dośc emocjonalną osobą - zdarza mi się w złości krzyczeć na dzieci. W ramach wspólnego frontu mąz powinien zacząć krzyczeć razem ze mną, czy może tłumaczyc dzieciom że moje zachowanie jest w pełni racjonalne i tak własnie zachowują sie dorosłe osoby, panujące nad emocjami?
      Może jednak lepiej robi, gdy wysyła mnie na spacer i przejmuje kontrolę nad sytuacją?Podważa mój autorytet? Nie - jak już to raczej ja to robię wybuchając.

      To mąz podwazył swój autorytet - wkurzył się na dwulatka i go odizolował, dał się ponieśc nerwom, zawiódł dzieci, bo pewie szukały kontaktu. a na koniec jeszcze wkurzył sie na zonę i obraził, bo ona raczyła pocieszyć dziecko, które przestraszył.
    • amb25 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 07:03
      Ja tez popieram meza. Nie robil dziecku zadnej krzywdy, nie powinnas sie wtracac. A jesli juz to najpierw zwrocic uwage mezowi, ze np. dziecko za dlugo siedzi w pokoju (jesli siedzialoby zbyt dlugo), tak zeby dzieci nei slyszaly. Upomnienia nie skutkowaly, musial zastosowac ostrzejsze srodki, a niektore dwultaki potrafia byc swietnymi manipulatorami i wbrew pozorom potrafia swietnie klamac, jesli chca i sa odpowiednio intelignetne.
      • maeve_binchy Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 09:26
        Podoba mi sie idea rodzicielstwa bliskosci itp., ale niestety cudowne zolozenia czasem padaja w starciu z moja 3-letnia corka. Dlatego rozumiem meza autorki watku. Moje mlodsze dziecko ma zapedy do bicia 6-letniego brata. Zwracamy uwage, tlumaczymy, mloda przeprasza itp., ale czasami zachowuje sie tak niefajnie, ze musimy bronic syna. I sporadycznie jest wyprowadzana do innego pomieszczenia (swojego pokoju pelnego zabawek, swoja droga). Nie po to, zeby ja izolowac w ramach kary, tylko, zeby fizycznie odseparowac od brata i uniemozliwic jej atak. Oczywiscie syn nie jest bezwolny, ale jest b. spokojny i pokojowo nastawiony, wiec tylko sporadycznie malej odda (a wolalabym sie nie wtracac i zostawic sprawe m-dzy dziecmi).
        W takich sytuacjach prztulenie mlodej absolutnie sie nie sprawdza: skupiamy sie na agrsorze zamiast na ofierze i cora traktuje to jako nagrode: poszarpie brata -> rodzice przytula, pogadaja -> powtorze zachowanie, znow rodzice poswieca mi 100% uwagi (a nie 90)
        • mamameg Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 13:19
          > Podoba mi sie idea rodzicielstwa bliskosci itp., ale niestety cudowne zolozenia
          > czasem padaja w starciu z moja 3-letnia corka. Dlatego rozumiem meza autorki w
          > atku. Moje mlodsze dziecko ma zapedy do bicia 6-letniego brata. Zwracamy uwage,
          > tlumaczymy, mloda przeprasza itp., ale czasami zachowuje sie tak niefajnie, ze
          > musimy bronic syna. I sporadycznie jest wyprowadzana do innego pomieszczenia (
          > swojego pokoju pelnego zabawek, swoja droga).

          Myślę, że jest różnica pomiędzy rozdzieleniem dzieci a zamykaniem dziecka w osobnym pokoju za karę.
      • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 17.10.14, 11:24
        amb25 napisała:
        > niektore dwultaki potrafia byc swietnymi manipulatorami i wbrew pozorom potrafia swietnie
        > klamac, jesli chca i sa odpowiednio intelignetne.

        W tym sęk, że nie potrafią, dlatego tak abstrakcyjne kary, jak zamykanie w pokoju, są bez sensu, są tylko odrzuceniem. Dwulatek nie umie kłamać i manipulować, może się nauczyć zachowań behawioralnych, popłaczę i zostanę przytulony, położę się na ziemi, bo bardzo chcę lizaka, jest mi z tym źle, pewno lizaka dostanę, bo zawsze dostawałem. To nie jest żadna manipulacja, bo manipulacja zakłada oszustwo, a dwulatki jeszcze nie potrafią oszukiwać.
    • mama-karolina Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 09:36
      Nie sądziłam, że rozwinie się taka dyskusja na nasz temat. Mam czas tylko rano na chwilę przy komputerze, więc teraz szybko postaram się wszystko przeczytać i odpisać.
      • lianis Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 10:31
        W temacie watku:
        Tak podwazylas autorytet meza.

        Czy izolowanie dziecka jest sluszne, to odrebna sprawa
        • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 11:30
          Nie moge zrozumiec, jak tyle osob, skadiąd myslacych, moze uwazac, ze dziecko wychowuje sie karami. Jak niektorym trudno zrozumiec, ze male dziecko nie manipuluje i nie wymusza, tylko zwyczajnie nie ma jeszcze narzedzi, zeby sie odpowiednio komunikowac, nie rozumie wiekszosci mechanizmow spolecznych.
          Izolacja dla tak malego dziecka jest wyjatkowo dotkliwa kara i jesli ktos tego nie rozumie, z jakiegos wzgledu utracil pamiec swojego wewnetrznego dziecka i zwykla ludzka empatie. To powod calej masy bledow wychowawczych. Jesli dziecko bylo rzeczywiscie nie do opanowania, dlaczego ojciec nie wyszedl z nim na chwile do drugiego pokoju (zostawiajac na moment drugie dziecko) i nie sprobowal w ten sposob go odizolowac, ale jednoczesnie nie karac dotkliwie? Bo a. to wymaga wiecej wysilku, b. TRZEBA bylo gowniarza ukarac, dac mu nauczke??? Moze przerysowuje, a moze nie.
          • sebalda Re: Altz 16.10.14, 11:48
            Altz, kiedy czytam Twoje wypowiedzi na temat dzieci, serce sie doslownie kraje, co z tk madrego i fajnego faceta zrobia jedna kobieta i olbrzymia gora uprzedzeń:( To niesamwi ze mozna byc jednoczesnie takim mizoginem i tak madrze i empatycznie podchodzi dzieci. Jesli Twoja byla zabraniala takiemu ojcu kiedykolwiek kontaktu z dziecmi, t faktycznie musiala byc i glupia, i podla. A moze Ty dopiero po się tak doszkoliles i zmadrzales? Tak tez bywa. W malzenstwie tatus traktuje dzieci jak zlo konieczne, odgania sie od nich jak od uprzykrzonych much, a po rozwodzie przeistacza sie w najczulszego i najbardziej zaangazowanego ojca na swiecie. Nie sadze, zeby to byl Twoj przypadek, ale powinienes wiedziec ze tak sie czesto dzieje. To nagle zaangazowanie jest z reguly powierzchowne, udawane i chwilowe, by wykazac wine bylej zony i pokazac sie z najlepszej strony. Ale to zuelnie inny temat, przepraszam za dygresje. I za bledy, ale przykuta do lozka musze korzystac z pisania na tabecie, a nie mam jeszcze wprawy.
            • altz Re: Altz 17.10.14, 11:14
              sebalda napisała:
              > Altz, kiedy czytam Twoje wypowiedzi na temat dzieci, serce sie doslownie kraje,
              > co z tk madrego i fajnego faceta zrobia jedna kobieta i olbrzymia gora uprzedz
              > eń:( To niesamwi ze mozna byc jednoczesnie takim mizoginem i tak madrze i empat
              > ycznie podchodzi dzieci. Jesli Twoja byla zabraniala takiemu ojcu kiedykolwiek
              > kontaktu z dziecmi, t faktycznie musiala byc i glupia, i podla. A moze Ty dopi
              > ero po się tak doszkoliles i zmadrzales?

              Ja zawsze lubiłem dzieci, szczególnie dobrze rozumiem te najmłodsze. Rodzice mnie denerwują, dzieci musiałyby sporo nabroić. :-)
              Była żona nawet mnie chwaliła kilka razy oficjalnie w internecie, nie jest podła, ale zrobi wszystko, żeby było tak, jak myśli, choćby po trupach moich swoich, dziecka itd., najwyżej sobie to jakoś zracjonalizuje. Mamy kompletne różne wizje życia, według niej mężczyzna jest po to, żeby kobiecie pomagał i usługiwał, ale kobieta ma podejmować większość decyzji. Według mnie, mężczyzna też ma prawo do swojego życia, swoich autonomicznych planów i decyzji, tak samo, jak kobieta. Różnica nie do pogodzenia, tylko tyle.
              • mamameg Re: Altz 29.10.14, 13:21
                Tylko dzieci twoich szkoda, mogły mieć naprawdę rewelacyjnego ojca.
      • mama-karolina W ramach wyjaśnienia 16.10.14, 11:37
        Ciężko mi będzie odpisać wszystkim w jednej wypowiedzi, ale spróbuję poruszyć chociaż najważniejsze kwestie.

        1. Nie neguję kary - bo ta była zasłużona, ale sama robię nieco inaczej - pilnuje by dzieci wiedziały, że złe zachowanie ma odpowiednie konsekwencje, ale też każdy błąd można naprawić. Chodziło mi jedynie o to, że mąż - wyniósł go i nie powiedział, że jeśli przeprosi siostrę to kara minie - był przy tym zdenerwowany i synek najwyraźniej się tego przestraszył. Wydawało mi się, że gdy wyjaśnię synkowi, że ma karę (którą nałożył tata), ale dodam dlaczego ją ma i jak może ją zakończyć (czego mąż nie zrobił) nie będzie działaniem wbrew mężowi, ale uszczegółowieniem. Nie spojrzałam na to, że jednak się wtrącam i lepiej byłoby gdybym porozmawiała z mężem i to on uzupełniłby braki.

        2. Mąż uważa, że był dobre wychowywany ("rządy twardej ręki" ojca i bardzo słabej roli matki) , ja niestety mam inne zdanie. Nie chcę, by moje dzieci bały się ojca, rozmawiałam z mężem na ten temat i powoli się otwiera na mój punkt widzenia, ale często zapomina o naszych ustaleniach. Często mi też wypomina, że za bardzo pobłażam dzieciom, "rozpieszczam je" i pozwalam na zbyt wiele (bo takie gadanie (tj. moje tłumaczenie) nic nie daje i dzieci nadal się nie słuchają). Ma dziwne wyobrażenie, że skoro on mówi to dzieci mają słuchać zawsze.
        Nie twierdzę też, że ja jestem ideałem - mam problem z podniesionym głosem (to z kolei sama wyniosłam z domu - obiecałam sobie, że ja nie będę tak robić i dlatego staram się dzieciom tłumaczyć, ale czasem górę biorą emocję i jest mi z tym bardzo źle).


        3. O terapii, i to małżeńskiej, myślałam już dawno (nie jestem szczęśliwa w tym małżeństwie, jest u nas dużo niezrozumienia i konfliktów). Mąż początkowo nie chciał - "bo on nie ma żadnego problemu", ale ostatnio przyznał, że mamy problem z komunikacją, więc myślę, że da się przekonać do wizyty u specjalisty.
        Ale może najpierw spróbować warsztatów dla rodziców?? - wydaje mi się, że problemy męża w podejściu do dzieci wynikają z niezrozumienia rozwoju dziecka i może po takich zajęciach byłoby lepiej? Bo jak już wyżej napisałam - moje metody są wg niego bezskuteczne i z dzieckiem trzeba postępować stanowczo.
        Czy na terapii małżeńskiej też są poruszane sprawy wychowawcze?

        Chciałam jeszcze dodać, że zaglądam od czasu do czasu tu na forum i kilka cech przemocowca mogłabym do męża dopasować. Nie wiem jednak czy nie wkładam go w taką rolę. Na pewno mąż zmienił się już w porównaniu do tego co było np. 2 lata temu (konsekwentnie stawiam granice, ale rola żony-służącej-niewolnicy-wykonującej-polecenia-męża wyniesiona z jego domu jest w nim głęboko zakorzeniona). Dlatego miałam problem z oceną sytuacji. Nie bez znaczenia jest przecież fakt, że słowo autorytarny pochodzi właśnie od autorytetu.
        • zuzi.1 Re: W ramach wyjaśnienia 16.10.14, 11:56
          Mysle, ze najpierw warsztaty ( zeby sie doedukowac wychowawczo) a potem terapia malzenska. I dla Ciebie podstawowe zadanie wobec meza, pomijajac kompletnie sprawy dzieci, jezeli nie wyrobisz sobie u meza autorytetu, jezeli nie nauczysz go liczenia sie z Twoim zdaniem i szanowania Cie jako osoby i kobiety, to bedzie dalej kiepsko w tym malzenstwie. Zastanow sie dlaczego pozwalasz sie wkrecac w wyrzuty sumienia, jestes za malo stanowcza i silna. Powinnas popracowac nad swoim poczuciem wartosci i nad swoja wew. sila, a wowczad relacje z mezem po wstepnym burzliwym okresie poprawia sie. Ty jestes jego rownorzednym partnerem, nie jego sluzaca, dzieckiem czy podnozkiem. I takiego traktowania od meza stanowczo i konsekwentnie wymagaj. Osoby z nalecialosciami przemocowymi reaguja na slabosv drugiej osoby natezeniem zachowan przemocowych, im bedziesz silniejsza i twarda, tym szybciej uporasz sie z konfliktami z mezem. Facet ma wzorzec niewidzialnej, nic nie znaczacej matki z donu rodzinnego i ten wzorzec przerzuca teraz na Ciebie i Wasza rodzine. Pokaz mu, ze to do czego przywykl w domu rodzinnym bylo zle i ze w Waszej rodzinie na pewno tak nie bedzie!
          • mama-karolina Re: W ramach wyjaśnienia 17.10.14, 10:46
            Moje poczucie wartości jest zaburzone z prostego powodu - od ślubu (już 4 lata) jestem zależna finansowo od męża. Wynika to trochę ze WSPÓLNEJ decyzji (podkreślam "wspólnej" bo dużo na ten temat rozmawialiśmy), ale i faktu, że w pierwszą ciążę zaszłam jeszcze na studiach, obroniłam się już z dwójką dzieci i tak naprawdę nie miałam jeszcze czasu zacząć "normalnej" pracy po studiach. Mam już dosyć siedzenia w domu, dlatego szukam ciągle pracy, ale po takim czasie spędzonym w domu nie jest łatwo.
            Mąż z jednej strony mówi "cieszę się, że dzieci mogły tyle czasu spędzić z Tobą", a czasem potrafi mi wykrzyczeć, że wydaję jego pieniądze i jestem jego utrzymanką.
            Zrobiłam błąd, że na początku małżeństwa starałam się "zadowolić" męża (ustępowałam mu w wielu sprawach i tak - przed ślubem wszystko było inne, mąż się tak nie zachowywał). Dopiero po czasie zorientowałam się, że przez takie zachowanie wcale nie jest między nami lepiej, tylko coraz częściej mąż stawia mi dziwne żądania i chce decydować we wszystkich sprawach. Od tej pory (od ok. 2 lat) trwa "walka o władzę". Stawiam granice (może czasem zbyt wygórowane?) i często się ścieramy ( to ten burzliwy okres?).
            • zuzi.1 Re: W ramach wyjaśnienia 17.10.14, 11:55
              A mozesz doprecyzowac na czym te Twoje ' czasem zbyt wygorowane oczekiwania' pole
              • zuzi.1 Re: W ramach wyjaśnienia 17.10.14, 11:55
                ...polegaja?
                • mama-karolina Re: W ramach wyjaśnienia 20.10.14, 11:45
                  Chodzi mi o częste podkreślanie mojej niezależności - można powiedzieć, że moje zachowanie zmieniło się o 180 stopni w porównaniu do pierwszych dwóch lat po ślubie, teraz bez skrępowania mówię, co myślę i robię, co chcę. Oczywiście mężowi się to nie podoba.
        • sebalda Re: W ramach wyjaśnienia 16.10.14, 12:01
          Wspolczuje i Tobie, i dzieciom. Maz przekonany o swojej slusznosci i nieomylnosci,wymagajacy bezwzglednego posluszenstwa (dzieci ZAWSZE maja go sluchac) moze byc bardzo niebezpieczny dla dzieci. Ja to nazywam lamaniem dziecku kregoslupa i nie sadze, by to bylo zbyt drastyczne porownanie. Ja nie pozwolilam na to w mojej rodzinie ale niewiele brakowalo, przekaz o wspolnym froncie wychowawczym jest bardzo silny. Ten o rozpieszczaniu dzieci tez. Na szczescie coraz czesciej sie mowi o zlych skutkach nadmiernej dyscypliny i o przemocy psychicznej, sa warsztaty dla rodzicow czy warsztaty radzenia sobie ze zloscia, sa liczne opracowania, mozna sobie i pogubionemu rodzicowi pomoc.
          • aqua48 Re: W ramach wyjaśnienia 16.10.14, 12:10
            A ja myślę, że dzieciom nic się nie dzieje jeśli jedno z rodziców jest bardziej stanowcze, a drugie nieco bardziej "miękkie" i łagodne. W życiu spotkają się z rozmaitymi podejściami i wymaganiami. Z opisu autorki nie wynika aby mąż był jakimś tyranem domowym. I nie uważam, że każdy błąd można naprawić, niektórych się nie da. I warto aby dzieci tego się też nauczyły.
            • sebalda Re: W ramach wyjaśnienia 16.10.14, 15:00
              Aqua, jako zasada - super. Musza byc jednak granice zarowno tej lagodnosci (bo na wszystko dziecku tez nie mozna pozwalac, pewne granice trzeba wyznaczac), jak i surowosci. I musi byc zgoda obojga rodzicow, ze te roznice beda sie pojawialy, ałe nie beda wymierzone przeciwko temu drugiemu. A tu facet jest jednak przewrazliwiony na swoim punkcie i choc autorka chciala tylko dzieck wyjasnic kare, onto odebral jako podwazanie jego autorytetu. Co gorsza nie przyszedl potem do zony, b problem wyjasnic, ale przestal sie do niej odzywac, każąc jej szukac winy w sobie, pewnie sie jeszcze pokajac.
              Idealem by bylo omowic te kwestie jeszcze przed slubem. Bo rodzic przekonany o koniecznosci surowgo wychowania nie bedzie chcial z tego zrezygnowac na rzecz idei wychowania dziecka w poszanowaniu jego odrebnosci, potrzeb i w przyszlosci zdanania. I odwrotnie ten drugi rodzic za nic nie pogodzi sie z tym, ze dzieci nie beda mialy prawa byc zmeczone, marudne, niesforne, bo tak ma byc i juz! Nie beda mialy prawa sie wytlumaczyc, bo kazde slowo po reprymendzie bedzie traktowane jak pyskowanie. Moj maz wiele razy mi zarzucał, ze nie stoje po jego stronie, gdy on strofowal o byle co dzieci. Gdy to robil slusznie (co sie czasami zdarzalo) moglam stac i stałam, ale gdy nieslusznie (z reguly, bo mniej wiedzial o dzieciach, bo nie umial nawiazac z nimi prawdziwej wiezi), to jak mialam stac? Bo on tak chce, bo mam sie zaprzec swojego zdania, bo tak lepiej dla dzieci? Miec przeciwko sobie niesprawiedliwie dwie najblizsze osoby? To ma byc dobre dla dziecka? Znam za duzo doroslych wywodzacych sie z takich domow, ktorzy cale zycie dzwigaja tego pietno.
              Niemniej idea pewnych drobnych roznic w postepowaniu z dzieckiem, za obopolna zgoda bardzo mi sie podoba, wiele uczy dziecko.
          • mama-karolina Re: W ramach wyjaśnienia 17.10.14, 10:54
            Ja także uważam, że jest to niebezpieczne, dlatego wielokrotnie rozmawiam o tym z mężem. Co z tego, skoro on ciągle zapomina o naszych ustaleniach i robi swoje.
            Z drugiej strony często jest bardziej pobłażliwy niż ja - np. gdy dzieci chcą bajkę - gdy ja im ją włączam zawsze wcześniej ustalam, że np. "będą dwie i potem tv wyłączamy" i tego się trzymam, a jak płaczą to proponuję im coś innego - rysowanie itp. Mąż zaś potrafi im włączyć bajki nawet na godzinę i wyłączyć dopiero gdy on chce oglądać coś innego, a jak płaczą to mówi, żeby się czymś pobawili (wtedy też pokazuje swoją stanowczość - teraz będę oglądał ja i już, a wy macie nie płakać bo ja tak mówię).
            • panizalewska Re: W ramach wyjaśnienia 21.10.14, 08:54
              O nie nie nie. To nie jest pobłażanie, tylko "zajmowanie się" dziećmi po najmniejszej linii oporu! Bo bajka puszcza się sama, dziecko siedzi cicho, nic nie chce od rodzica, można porobić coś innego, aż się znudzi. RODZICOWI się znudzi bo dzieci to by mogły bajki na okrągło oglądać przeważnie :-P
              Coś u Was jest mocno nie tak z tą komunikacją, w sprawach podstawowych i ważnych nie macie wspólnego zdania, że o pierdołach nie wspomnę. Marnie to wygląda
    • attiya Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 17.10.14, 22:05
      rób tak dalej a źle ci wróżę
      i tak, istotnie źle zrobiłaś
      • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 10:42
        Jakoś w całej dyskusji znikła 3,5 letnia córka, potraktowana jako rzecz, a nie człowiek. Jedno małe dziecko dokucza drugiemu. Uwagi nie skutkują. Zadaniem rodzica wtedy jest w pierwszym rzędzie ochronienie dziecka krzywdzonego, a nie łagodne wychowanie tego, które dokucza, bo dokuczanie trzeba przerwać. A nie testować na 3,5 latce, które z pedagogicznych metod poskutkują na 2 latka. Wydaje sie, że akurat w tym przypadku odizolowanie dokuczającego 2 latka jest dobrą metodą - nie jest karą wydumaną, ale logiczną - dokuczasz siostrze, nie będziesz sie z nią bawił. W dodatku zgodnie z wszystkimi teoriami pedagogicznymi uwaga i troska jest zwrócona na dziecko pokrzywdzone, a nie krzywdzące. Cała dyskusja byłaby zasadna, gdyby maż odizolował dziecko, bo jemu przeszkadza. Ale on stanął w obronie drugiego dziecka. Nie widzę to cienia przemocy, tylko bardzo rozsądne, w tym wypadku działanie.
        Nie chodzi o podważanie autorytetu, tylko o to, ze matka uzurpuje sobie prawo do jedynie słusznego wychowania dzieci. Gdyby to samo zrobił ojciec, zostałoby to uznane za niedopuszczalne. I ciekawe, co o pocieszaniu ukaranego za dokuczanie brata pomyślała córka.
        • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 13:06
          Po pierwsze malych dzieci nie wychowuje sie karami. Po drugie izolacja dla tak malego dziecka jest bardzo dotkliwa i choc moze ochroni drugie dziecko, to jednak skrzywdzi dziecko niegrzeczne, ktore niegrzeczne nie jest perfidnie i zlosliwie, tylko z natury rzeczy bycia malym dzieckiem.
          A teraz pytanie: co ma zrobic rodzic, ktory fundamentalnie nie zgadza sie z autorytarnym i mocno dyscyplinujacy stylem wychowawczym drugiego rodzica? Piszesz, Verdano, ze autorka uzurpuje sobie prawo do jedynie slusznego wychowania dzieci. A co ma zrobic w tej sytuacji, zgodzic sie poslusznie na sprzeczne z jej zasadami sposoby ojca? Sluchac potulnie, jak male dziecko zanosi sie placzem w drugim pokoju? Zona sobie nie uzurpuje, inaczej by tu ne pisala pelna watplwosci. I pragne zaznaczyć, ze nie zanegowala kary ojca, chciala jedynie dziecku ja wytlumaczyc i je uspokoic, co jest najbardziej naturalnym odruchem matki. Z opisu nie wynika, ze syn bil siostre, ale ze jej zabieral zabawki. Nie spotkalam sie z 2-latkiem, ktory by tego nie robil.
          • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 20:44
            Po pierwsze dziecko ma w domu czuć się dobrze i dotyczy to także 3,5 latki. Jej naprawdę wszystko jedno, dlaczego młodszy brat nie daje spokoju.
            Ojciec nie zrobił w tym wypadku nic, co usprawiedliwiałoby natychmiastową interwencję matki. Odwrócę pytanie - co ma zrobić ojciec, który fundamentalnie nie zgadza się z tym, ze matka pociesza syna, który przed chwilą krzywdził siostrę? Wiem, czego ma nie robić - ma nie wciągać dziecka w całą sprawę i nie pokazywać żonie, jak to ona źle robi, karząc na jej oczach dziecko dużo bardziej bezwzględnie. A to mniej-więcej zrobiła w tym wypadku żona. Nawet nie próbowała rozmowy, pokazała dzieciom - w tym także 3,5 letniej siostrze - że za przeszkadzanie jej kara się nie należy. I że ojca można ignorować.
            Takie działanie byłoby zasadne, gdyby ojciec krzywdził dziecko.
            Rozumiem, ze nie należy słuchać ,jak dziecko płacze, ale można spokojnie patrzeć, jak 3,5 latka jest bezkarnie popychana i zaczepiana. I że jej brona nie jest naturalnym odruchem matki, bo to tylko dziewczynka i w dodatku starsza - ma zrozumieć, ze liczy sie samopoczucie brata, nie jej.
            Dla 3,5 latki zabieranie zabawek i przeszkadzanie w zabawie jest podejrzewam gorsze, niz sporadyczna bójka. No, ale jak nie uderzył, to nie krzywdził? Wiec ojciec też nie uderzył.
            Tak, gdy moja dwulatka zabierała zabawki, ja chroniłam ofiarę tego procederu, a nie ją.
          • attiya Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 17:34
            szkoda, że nie uzurpowała sobie prawa do reakcji gdy jej córka była dręczona przez brata ale widocznie mamusia uważa, że synkowi trzeba każdy pyłek z drogi a córka jest po to aby jej tyłek na starość podcierać :-/
            poza tym tak tylko czekam co jeszcze autorka napisze negatywnego o mężu, bo zaraz okaże się, że to potwór w czystej postaci, tylko biedna autorka wcześniej tego nie zauważyła
        • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 15:04
          verdana napisała:
          > Jakoś w całej dyskusji znikła 3,5 letnia córka, potraktowana jako rzecz, a nie
          > człowiek. Jedno małe dziecko dokucza drugiemu. Uwagi nie skutkują. Zadaniem rod
          > zica wtedy jest w pierwszym rzędzie ochronienie dziecka krzywdzonego, a nie łag
          > odne wychowanie tego, które dokucza, bo dokuczanie trzeba przerwać.

          A o tym dwulatku nie pomyślałaś? :-D
          Najprościej by było, gdyby ojciec zajął się tym dzieckiem! Jestem geniuszem, nieprawdaż? ;-)
          Albo sobie machnąć od razu bliźniaki, wtedy by się dłużej razem bawiły.
          Nie ma bliźniaków, to ojciec odkłada swoje bardzo ważne czynności i zajmuje się dzieckiem, robiąc to, co się da razem zrobić. I po kłopocie.
          Wydaje się niektórym, że dziecko trzeba wytresować, a trzeba się tylko zająć.
          • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 19:47
            Pomyślałam. Jednak to, ze dziecko jest ukarane, ryczy, bo czuje sie skrzywdzone jest naprawdę mniejszym problemem, niż bycie w domu tym starszym, ale jeszcze ciągle małym dzieckiem, które nie może się spokojnie bawić, bo przecież trzeba pilnować, aby zaczepiające je dziecko miało pełen komfort.
            Nie, nie jest najprościej, aby w wypadku gdy dziecko dokucza drugiemu otrzymało nagrodę w postaci zabawy z ojcem. To nauczenie dziecka, ze zaczepianie siostry jest jedną z najbardziej opłacalnych rzeczy. W rezultacie mamy taką sytuację - jedno dziecko dokucza drugiemu - i wtedy w nagrodę ma zabawę z rodzicem, a córka, także mała za karę bawi sie sama i nikt na nia uwagi nie zwraca. Po zo bowiem zająć sie kimś, kto nikomu nie dokucza.
            Podałeś jedno z najgorszych rozwiązań wychowawczych.
            • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 21:14
              verdana napisała:
              > Nie, nie jest najprościej, aby w wypadku gdy dziecko dokucza drugiemu otrzymało
              > nagrodę w postaci zabawy z ojcem. To nauczenie dziecka, ze zaczepianie siostry
              > jest jedną z najbardziej opłacalnych rzeczy. W rezultacie mamy taką sytuację -
              > jedno dziecko dokucza drugiemu - i wtedy w nagrodę ma zabawę z rodzicem, a cór
              > ka, także mała za karę bawi sie sama i nikt na nia uwagi nie zwraca. Po zo bowi
              > em zająć sie kimś, kto nikomu nie dokucza.

              To mnie zaskoczyłaś odkręcając kota ogonem. :-)
              Ojciec powinien być czujny, widzi, że dziecko nie ma zajęcia, to mógłby coś z nim zrobić, zamiast, jak proponujesz, zaczekać i dopiero "gasić pożar". Według tego tekstu byli tam oboje rodzice, więc to odrobinę starsze dziecko też by miało opiekę. Znając takie konflikty, to zazwyczaj jest tak, że jedno dziecko rysuje/buduje, a drugie chce robić to samo. Dla rozgarniętego rodzica, nie jest problemem rozwiązać taki konflikt.
              Zabawa z ojcem nie jest żadną nagrodą, w każdym razie nie powinna być. :-) To powinna być normalność. Zresztą, ja nie pisałem, że to musi być zabawa, można razem zrobić coś sensownego nawet z dwulatkiem, o ile nie jest chory czy bardzo śpiący.
              Tak małe dziecko nie potrafi być wyrachowane, ma słabą pamięć, nie rozumie zagrywek między dorosłymi, rozumie za to, że jest razem, że można spróbować, że coś można zrobić wspólnie i nikt nikogo nie wyrzuca poza nawias. Projektujesz na tak małe dziecko dorosłe schematy.
              • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 21:21
                Nie, to jest bardzo popularny błąd - zajmowanie sie tym dzieckiem, które sprawia kłopoty, przy nie dostrzeganiu tego, które jest grzeczne.
                Problem w tym, że to co proponujesz, nijak córki nie chroni. Dzieci nie zawsze bawią się pod okiem rodziców, nie zawsze rodzice mają wolny czas, aby się dzieckiem zająć - i dlatego należy pokazać krzywdzonemu dziecku, ze ktoś je będzie bronił, a agresorowi - ze tak nie wolno. Odwrócenie uwagi poskutkuje na chwilę (i nauczy dziecko, zę warto rozrabiać), natomiast nie nauczy go, zę zabieranie zabawek jest nie w porządku.
                Tu mamy DWOJE małych dzieci. A Ty proponujesz, aby o starszym i jego potrzebach praktycznie zapomnieć. Wymagasz od starszego zrozumienia, ze dwulatek jest w określonej fazie rozwoju i ma prawo zabierać zabawki.
                • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 21:37
                  verdana napisała:
                  > Nie, to jest bardzo popularny błąd - zajmowanie sie tym dzieckiem, które spraw
                  > ia kłopoty, przy nie dostrzeganiu tego, które jest grzeczne.
                  Nawet powiem mocniej, to jest bardzo częsta sytuacja, że dziecko broi, byle zyskać zainteresowanie rodzica. Tylko że, to dziecko ma dopiero 2 lata i wymaga jeszcze stałej opieki.

                  > Problem w tym, że to co proponujesz, nijak córki nie chroni. Dzieci nie zawsze
                  > bawią się pod okiem rodziców, nie zawsze rodzice mają wolny czas, aby się dziec
                  > kiem zająć - i dlatego należy pokazać krzywdzonemu dziecku, ze ktoś je będzie b
                  > ronił, a agresorowi - ze tak nie wolno.
                  Dwoje rodziców w domu i żaden rodzic nie ma czasu zająć się dzieckiem? Ojciec nie potrafi się zająć dwójką na raz? Weź, nie żartuj. Ojciec miał czas żeby się pogniewać, żeby zamknąć dziecko w odosobnieniu, a nie miał czasu na zajęcie się dziećmi. Taka jest prawda.

                  Dwulatki i młodsze dzieci to są najfajniejsze dzieci do opieki, ale to jest wyłącznie moje prywatne zdanie. :-)
                  • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 09:35
                    Naprawdę uważasz, ze ZAWSZE jest dwoje rodziców w domu i zawsze mają czas zajmować sie dziećmi - przez kilka lat? Że obowiązkiem rodziców jest zajmowanie sie dziećmi 24/24 ? To nie tylko absurdalne, ale i dla dzieci niezwykle szkodliwe. One powinny nie tylko bawić sie z rodzicami, ale także być czasem same, bez rodziców, same sie bawić i same sobie te zabawy wymyślać.
                    Ojciec jak najbardziej potrafi zająć sie dwójką na raz, tylko uznał, że dziecko trzeba nie tylko zabawiać, ale i wychować, pokazując, ze pewne zachowania nie będą tolerowane. Rozdzielenie dzieci, gdy jedno dokucza drugiemu jest jak najbardziej elementem wychowania i zajmowania sie dziećmi. Świadczy o tym, ze ojciec obserwuje co sie dzieje i interweniuje. Tak, aby starsze dziecko mogło mieć spokój także wtedy, gdy dorosłego przy niej nie bedzie.
                    Dwulatki i trzylatki są fajne, co nie znaczy, ze jest dobrze dla nich, gdy są zabawiane całą dobę.
                    • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 10:32
                      verdana napisała:
                      > Naprawdę uważasz, ze ZAWSZE jest dwoje rodziców w domu i zawsze mają czas zajmo
                      > wać sie dziećmi - przez kilka lat? Że obowiązkiem rodziców jest zajmowanie sie
                      > dziećmi 24/24 ? To nie tylko absurdalne, ale i dla dzieci niezwykle szkodliwe.

                      Tak piszesz, jak kompletny teoretyk. :-) Wybacz, ale tak to odbieram.
                      Załóżmy, że dziecko "starsze" bawi się w dom, ojciec może zrobić konkurencyjną zabawę, zabawek jest dość. Może też tak samo poukładać klocki, dać drugą kartkę i kredki itd. Dziecko lubi naśladować starszą siostrę, tak się najlepiej uczy, chociaż zdaję sobie sprawę, że dla starszego dziecka to obciążenie, taka ciągle obecna papuga. :-)
                      Dwulatek równie dobrze będzie się bawił układając coś na półce, wyciągając zakupy, krojąc swoim nożem ugotowany ziemniak na sałatkę, zupełnie jak tato, ale dwulatek musi mieć zajęcie, taki wiek. Musi widzieć, obserwować i naśladować. Jak widzę te biedne dzieci w wózkach, z których nic nie widać wożone godzinami przez matki, to im serdecznie współczuję.
                      Dziecko z czasem potrafi się samo sobą zająć coraz dłużej, ale z czasem. Gdybym widział takie małe spokojne dziecko zajęte cały czas sobą, to bym się przejął i na pewno poszedł z nim do lekarza.

                      Jeśli ojciec będzie działał na zasadzie odpychania, to sobie wypracuje taką sytuację, że za jakiś czas dziecko nie będzie chciało z nim rozmawiać, dzielić się wrażeniami, nie będzie przy nim radosne, będzie ograniczać swoje pomysły, bo może ojcu się nie spodobać.
                      Będzie miał pretensję, że jego własne dziecko zachowuje się naturalnie wśród innych ludzi, jest za to chwalone, a przy nim jest ponurakiem. Tak się zapracuje i tak się ma, niestety.
                      Nie wiem, czemu bronisz tak tego faceta? Rodzina jakaś czy co? :-)
                      Ja nie mówię, że on jest jakiś zły czy okrutny, on jest zwyczajnie nieświadomy. Czasy się zmieniły, dziecko teraz też już jest w pełni człowiekiem, wiemy trochę więcej na temat rozwoju, a facet został w czasach Bismarcka.
                    • mama-karolina Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 20.10.14, 12:24
                      Droga Verdano doceniam, że wypowiedziałaś się w moim wątku. Od czasu do czasu zaglądam na to forum i dotychczas zgadzałam się w większości z Twoim zdaniem. Jednak teraz niemiło zaskoczył mnie Twój brak zrozumienia dziecięcych potrzeb (dwulatek, owszem jest w stanie zająć się sam sobą, ale zazwyczaj na bardzo krótko i niestety nie wtedy, gdy my byśmy sobie tego życzyli). Nie wiem też dlaczego twierdzisz, że traktuję córkę przedmiotowo. Fakt, że nic o niej nie napisałam w pierwszym wątku (uważam, że to nieistotne w świetle pytania z tytułu) nie znaczy, że się nią nie zajęłam.

                      Mąż wraca do domu o 16, dzieci idą spać między 18 a 19. Te dwie godziny to jedyny czas, który może im poświęcić na zabawę w ciągu tygodnia. Dlatego jego reakcja była dla mnie zwykłym odreagowaniem złości i zmęczenia na młodszym synu (córce dał puzzle, syn nie chciał układać swoich tylko zabierał elementy siostrze, mąż w tym czasie "pilnował" dzieci siedząc przy komputerze). Jak już wcześniej pisałam nie neguję kary, sama też odizolowuję "agresora" od "ofiary" (ale zawsze sama idę z agresorem i tłumaczę czemu ma karę itd), w tym przypadku chodziło mi o to, że mąż po prostu przestraszył syna, dlatego zareagowałam tak jak opisałam.

                      Mimo wielu słów krytyki cieszę się, że założyłam ten wątek, bo czasem warto na siebie spojrzeć oczami innych. Szczególnie dziękuję iziula1, której podpowiedź, o tyle prosta, co rozsądna wydaje się być najlepszą opcją w takich sytuacjach. Przyznam, że najnormalniej w świecie nie pomyślałam, żeby właśnie tak to rozwiązać, przede wszystkich dlatego, że chciałabym wszystkie sytuacje stresowe jak najszybciej eliminować. Muszę nad tym popracować.
                      • panizalewska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 09:19
                        Aaaa to takie buty.
                        Pilnował siedząc przy kompie. A dzieciaki ośmieliły się nie bawić grzeczniusio i cichusio puzzlami, realizując plan zmęczonego tatusia. Ośmieliły się być dziećmi, innymi ludźmi, zrobić po swojemu i przeszkodzić tarcie w odpoczynku.
                        Jeeeezuuuu jakbym widziała swojego ojca. Dramat. Powiem Ci, że mam już/ dopiero 30 lat, a tego typu zachowania wku...ają mnie niezmiennie od maleńkości. Dzieci szybko zauważają, że tatuś je plewa i tak naprawdę nie JEST z nimi, tylko monituje z odległości i wkracza dopiero przy awanturach, bo mu przeszkadzają. Nic dobrego z tego nie będzie. Ja ojca zlewam maksymalnie, ledwo go toleruję mówiąc szczerze. Jego "odpoczywanie" całodzienne i brak realnego, pełnego, odpowiedzialnego zajmowania się domem i dziećmi / wnuczką jeszcze usprawiedliwia notorycznie mama, co mnie doprowadza do białej gorączki. Bo głupota, trudno, ale ślepoty nie wybaczam.
                        Pomyśl w ten sposób o przyszłych relacjach w Waszej rodzinie, czy chcesz takich? Bo zdaje się, że u Was to zmierza w tym kierunku
              • panizalewska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 09:06
                O matko, nie przerzucajcie się tak :-P
                Tatuś mógł spokojnie przeszkadzającego 2-latka wyizolować za pomocą odniesienia do kuchni do mamy, ze słowami, żeby lepiej pomógł robić kolację (o zgrozo, jeszcze by się chłopiec czegoś nauczył) a samemu spokojnie wrócić do zabawy z córką. Wilk syty i owca cała, dużo mniej decybeli i późniejszych rozterek. Wyniesienie młodego to jednak nie poświęcenie mu uwagi, tylko oddelegowani w do innych, niekolidujących zadań.
                Sama gotuję z dziećmi od początku. Co prawda dłużej trwa, ale zainteresowanie garami i łyżkami ogromne.
                Swoją drogą czemu WSZYSCY nie robili tej kolacji razem?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 21:08
      mama-karolina napisała:

      Czy rzeczywiście źle zrobiłam? Jeśli tak to jak w powyższej sytuacji powinnam p
      > ostąpić? Co w ogóle zrobić teraz z mężem? Przeprosić czy przeczekać?

      Skoncentruję się na tym co między Panią a mężem, próbując odpowiedzieć na w/w pytania.
      Dlatego pominę rozważania o metodach wychowawczych w takiej jak opisana sytuacji.
      Wydaje się, że można uznać uczucia męża, że poczuł, że jego pomysł ( skądinąd nie taki zły ) na zaradzenie sytuacji został skorygowany i Pani ostatecznie okazała się tym "lepszym" rodzicem.
      On to nazwał podrywaniem autorytetu, ale wydaje się, że o to chodzi, że on się poczuł gorszy
      Trudno nazwać to co Pani zrobiła wobec synka za złe, ale potem mąż powiedział jak się poczuł i Pani też się na tym skoncentrowała się w swoich pytaniach.Więc może trzeba o tym z mężem porozmawiać. Że w trakcie tego co się działo Pani bardziej pomyślała o dziecku a nie o nim i nie przypuszczała Pani, że on tak zareaguje.
      Wydaje się, że można pokazać mężowi, że bierze go Pani poważnie pod uwagę po tym jak Pani powiedział jak widzi Pani zachowanie. To może być ważniejsze niż przeprosiny i na pewno lepsze niż przeczekanie.
      Ja rozumiem, że ten incydent dołożył się do różnych, być może mniej chwalebnych, zachowań męża. Ale w opisanej sytuacji mąż nie zachował się nagannie. Może nie wykończył pedagogicznie tej sytuacji tak wspaniale jak Pani, ale był skuteczny w zapobieganiu dokuczaniu.
      Nie każdy nawet bardzo dobre zachowania rodzica wobec dziecka, nie usprawiedliwiają niezrozumienia w jakimiś momencie partnera. To może iść w parze i nie ma nic wspólnego z podporządkowywaniem się Pani mężowi. Agnieszka Iwaszkiewicz





      • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 11:59
        Mam pytanie, czy taka zasada, by nie ingerowac w zachowania drugiego rodzica, liczac sie z jego odczuciami, ma obowazywac zawsze? Takze wtedy, gdy te zachowania sa niesprawiedliwe i nieadekwatne do przewinienia dziecka? Żeby nie wpadac w skrajnosci zaznaczam, ze nie chodzi mi tutaj o ewidentne krzywdzenie dziecka, np.bicie, ale juz o wyzwiska, kazdy rodzaj ponizania, potrzasanie,niedopuszcanie do glosu. Czy wtedy drugi rodzic ma stac z boku i dopiero po fakcie porozmawiac z rodzicem, nazwijmy go nadreagujacym, czy jednak interweniowac od razu w obronie dziecka? Co jest wtedy wazniejsze: odczucia rodzica, ktory chce dac nauczke dziecku, czy jednak dziecka, ktore mimo wszystko jes bezbronne??
        Zaznaczam, ze nie chodzi mi o sytuacje z tego watku, bo ona jest nie tak moze dotkliwa dla dziecka, ale o powazniejsze zajscia. I czy krytykujac tutaj zachowanie matki, nie dajemy innym matkom sygnalu, ze nie maja sie NIGDY wtracac? Prosze to powiedziec wszystkim krzywdzonym przez jedno z rodzicow nigdy nie bronionym przez drugie.
        • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 14:16
          Czym innym jest wtracanie się, gdy dziecko jest krzywdzone, a czym innym negowanie działań innego rodzica, w obecności dzieci, gdy o krzywdzie nie ma mowy, tylko mamy inne koncepcje wychowawcze.
          W tym wypadku dziecku nie działa się krzywda. To znaczy działa sie, ale dziecku, które bronił ojciec. Matka dała córce do zrozumienia, ze ojciec zrobił źle, zabierając z pokoju przeszkadzającego jej brata. I jakoś tym nikt sie nie przejmuje.
        • marsylvik Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 14:37
          sebalda napisała:

          > Mam pytanie, czy taka zasada, by nie ingerowac w zachowania drugiego rodzica, l
          > iczac sie z jego odczuciami, ma obowazywac zawsze?

          Nie zawsze.

          > Takze wtedy, gdy te zachowan
          > ia sa niesprawiedliwe i nieadekwatne do przewinienia dziecka?

          Kto, na jakiej podstawie to ocenia? I jak bardzo niesprawiedliwe i nieadekwatne?

          > Żeby nie wpadac w
          > skrajnosci zaznaczam, ze nie chodzi mi tutaj o ewidentne krzywdzenie dziecka,
          > np.bicie, ale juz o wyzwiska, kazdy rodzaj ponizania, potrzasanie,

          Ależ to jest ewidentne krzywdzenie dziecka.
          Jedyna dyskusyjna sprawa to co uważasz za poniżenie? Bo tu akurat łatwo może dojść do przegięć w obie strony. Tak, jak często się zdarza, że poniżenie jest niezauważane, ignorowane, tak samo potrafi być demonizowane, każde nieprzyjemne zachowanie może być interpretowane przez niektórych jako poniżające.

          > niedopuszcani
          > e do glosu.

          Hmm... Zbyt ogólnikowe, żeby się do tego odnieść.

          > Czy wtedy drugi rodzic ma stac z boku i dopiero po fakcie porozmawi
          > ac z rodzicem, nazwijmy go nadreagujacym, czy jednak interweniowac od razu w ob
          > ronie dziecka?

          Wtedy, to znaczy kiedy?
          Jeśli dziecko jest krzywdzone to oczywiście interweniować.
          Jeśli wobec dziecka używane są inne metody wychowawcze, niż my byśmy woleli, to interwencja powinna polegać na rozmowie z drugim rodzicem nie przy dziecku - w żadnym razie nie może polegać na zmienianiu i zaostrzaniu lub łagodzeniu zarządzeń, poleceń, kar itp bez uwzględnienia drugiego rodzica!

          > Co jest wtedy wazniejsze: odczucia rodzica, ktory chce dac naucz
          > ke dziecku, czy jednak dziecka, ktore mimo wszystko jes bezbronne??

          Wtedy, czyli kiedy?!

          > Zaznaczam, ze nie chodzi mi o sytuacje z tego watku, bo ona jest nie tak moze d
          > otkliwa dla dziecka, ale o powazniejsze zajscia. I czy krytykujac tutaj zachowa
          > nie matki, nie dajemy innym matkom sygnalu, ze nie maja sie NIGDY wtracac? Pros
          > ze to powiedziec wszystkim krzywdzonym przez jedno z rodzicow nigdy nie bronion
          > ym przez drugie.

          Nie dajemy.

          Wątek traktuje o jednym (różnica poglądów i umiejętności wychowawczych, i sposobów na nie) a Ty piszesz o drugim (krzywdzenie dziecka przez jednego z rodziców i brak reakcji na tę krzywdę drugiego).

          Jeżeli ktoś wyciąga z takiego jak ten wątku wniosek, że powinien zezwalać na przemoc, to prawdopodobnie ma jakieś problemy z myśleniem, nie wiem, zaburzenia? Sam jest ofiarą przemocy albo przemocowcem? Tylko że taka osoba może wyciągnąć błędne wnioski ze wszystkiego. Cokolwiek powiesz, albo nie powiesz, zawsze może zostać przez kogoś przekręcone, przeinterpretowane. Nie masz tak naprawdę wpływu na to, jak myślą takie osoby, ani na to co robią. Tym bardziej, jeżeli tylko podczytują.
          • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 15:35
            Wiesz, Marsylvik, ja jednak wolę dmuchać na zimne. Wolę dać przekaz, że lepiej się wtrącić, niż siedzieć cicho, gdy się uznaje, że jednak dziecko zostało zbyt obcesowo potraktowane. Dziecko jest bezbronne i kruche, małe dziecko nie jest intencjonalnie niegrzeczne, nieadekwatne karanie małego dziecka jest złe i dlatego drugi rodzic ma prawo, moim zdaniem, ingerować w nadmierne karanie dziecka. Ingerować w trakcie, a nie po fakcie, gdy dziecko już zostanie ukarane i będzie miało poczucie krzywdy.
            Piszesz, że poniżanie jest kwestią wątpliwą. A ja napiszę, że wcale nie jest i że lepiej wystrzegać się wszystkiego, co mogłoby nosić choćby znamiona takiego poniżania. I znów, wolę złagodzić dziecku przekaz ojca, że jest w czymś za słabe i że się do czegoś nie nadaje (gdy fakty temu przeczą) niż obserwować, jak ojciec podcina mu skrzydła. Przykład? Proszę bardzo: syn był dobry z matematyki, zawsze brał udział w konkursach matematycznych, choć nie wygrywał aż do ostatniego etapu, często zatrzymywał się (czasami jako jedyny w szkole), na niższym etapie. Któregoś razu, gdy miał jechać na kolejny etap konkursu, ojciec mu powiedział, cytuję: "A po co się tam pchasz, przecież i tak dalej nie przejdziesz". Co miałam zrobić? Zmilczeć, czy pójść do syna i go jakoś pocieszyć i powiedzieć, że ma jednak spróbować?
            Różnice w podejściu do dzieci. Ja zawsze motywowałam pozytywnie: jak się nauczysz, zdasz. Mąż zawsze: jak się nie nauczysz, to nie zdasz. Niby to samo, ale jednak nie do końca. Córka zdawała na naprawdę trudne i wymagające zdania matury niemal na 100% studia. Nie uczyła się jakoś bardzo dużo, ale ja wiedziałam, że sobie poradzi. Mąż codziennie za nią chodził i ją strofował, że się za mało uczy. Mówił mi, że daje jej najwyżej 10%, że zda. Zdała, a na studiach miala cały czas średnią powyżej 4,7. Do tego miała czas i siły, by zarabiać na swoje przyjemności i wakacje. Mimo to mąż nie był z niej zawsze zadowolony, bo z wiekiem (po dwudziestce) zaczęła mieć swoje zdanie, nie zawsze zgodne z jego zdaniem i ośmielała się je głośno wyrażać. Jak śmie mu pyskować!
            Opisuję to szeroko, bo faktycznie pewne ogólniki mogą budzić wątpliwości, najlepiej podawać konkretne przykłady.
            Nie zgadzam się z tezą, że rodzic nie ma prawa się wtrącać w metody wychowawcze drugiego rodzica. Nawet nie chcę myśleć, jakie dziś byłyby moje dzieci, gdybym się nie wtrącała. Zresztą one same mi to mówią i za to dziękują, to nie jest tylko moje przeświadczenie. A mąż niby nie bił, nie wyzywał jakoś strasznie, nie zamykał w ciemnej komórce, nawet nie szarpał.
            • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 21:24
              W pelni zgadzam sie z opinia Sebaldy.
            • marsylvik Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 22:13
              sebalda napisała:

              > Nie zgadzam się z tezą, że rodzic nie ma prawa się wtrącać w metody wychowawcze
              > drugiego rodzica.

              Nikt tu takiej tezy nie stawia.
              Ja w każdym bądź razie nie zauważyłam w tym wątku żadnej wypowiedzi, która broniłaby tej tezy.
              • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 22.10.14, 13:13
                >>Nikt tu takiej tezy nie stawia.
                Ja w każdym bądź razie nie zauważyłam w tym wątku żadnej wypowiedzi, która broniłaby tej tezy.

                No ja jednak tutaj taką tezę właśnie wyczytuję, Twoje słowa, Marsylvik: "Jeśli wobec dziecka używane są inne metody wychowawcze, niż my byśmy woleli, to interwencja powinna polegać na rozmowie z drugim rodzicem nie przy dziecku - w żadnym razie nie może polegać na zmienianiu i zaostrzaniu lub łagodzeniu zarządzeń, poleceń, kar itp bez uwzględnienia drugiego rodzica!".
                Życie pisze różne scenariusze i nie zawsze można "porozmawiać z drugim rodzicem nie przy dziecku", bo ten drugi rodzic bezdurno wrzeszczy akurat na całkiem niewinne dziecko i to trzeba przerwać natychmiast, a nie czekać, aż się szanowny tatuś uspokoi, pozwoli dziecku wyjść lub sam wyjdzie i dopiero wtedy mamusia może łaskawie do niego pójść i z nim porozmawiać, zostawiając zresztą dziecko, które już swoje dostało i ma poczucie wielkiej krzywdy. Rodzic ma prawo się wtrącać w metody wychowawcze drugiego rodzica w momencie, gdy widzi, że dziecko jest traktowane niewspółmiernie ostro do przewinienia, a nie po czasie, gdy mleko się rozlało, bo wtedy jest już zwyczajnie po herbacie.
                Ciągle podkreślam, że opisuję hipotetyczne sytuacje, być może w przypadku męża autorki zachowanie ojca nie było aż tak represyjne, ale czasami tak się zdarza i wtedy drugi rodzic ma prawo się wtrącić właśnie na oczach dziecka, by je ustrzec przed eskalacją zachowań drugiego rodzica i dać mu przekaz, że nikt nie ma prawa go traktować zbyt surowo, że nie jest w tym bezbronne.
                Ja wiem, że jestem uznawana za przesadnie reagującą na najmniejsze choćby przejawy agresji wobec dziecka, szczególnie małego, tylko że ja nadal świetnie pamiętam, jak to jest być dzieckiem i stąd między innymi mam tak dobry kontakt ze swoimi dziećmi. Coś, co dorosłemu wydaje się błahostką, dla dziecka jest tragedią. I dlatego rozumiem autorkę, że nie chciała zostawić płaczącego dziecka, dla którego zamknięcie w drugim pokoju taką tragedią może właśnie być, tylko poszła mu wytłumaczyć, skąd ta kara. Nie widzę nic niestosownego w takim podejściu i gdyby mąż był mądry i chętny do współpracy, takie wytłumaczenie żony by zrozumiał.
                • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 22.10.14, 13:40
                  Po raz kolejny zgadzam sie w pelni z Sebalda, a w tym konkretnym przypadku dot. dziecka autorki watku uwazam, ze tak male dziecko nie powinno byc zamykane w ramach kary samo w drugim pokoju, dziecko powinno byc odseparowane od siostry, ale nie zamykane. Taka kare uwazam za szkodliwa i zwyczajnie glupia.
      • mama-karolina Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 20.10.14, 12:35
        Dziękuję za odpowiedź Pani Ekspert. Tak jak napisałam wcześniej - po prostu nie pomyślałam o tym, by porozmawiać z mężem na osobności zaraz po fakcie (żeby to on poszedł do syna), działałam "na gorąco" i nie miałam zamiaru pokazywać dzieciom, że tata jest tym złym, a ja tą dobrą.

        W ramach podsumowania i zamknięcia tematu - porozmawiałam o tej sytuacji z mężem i doszliśmy razem do zdania, że powinniśmy przy dzieciach działać bardziej przemyślanie, a mniej gwałtownie.
    • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 12:06
      Nie moge uwierzyc, ze zdaniem niektorych odseparowanie dziecka na kilka minut moze mu wyrzadzic krzywde porownywalna ze znecaniem sie.
      Przeciez slawetna Tracy hogg napisala ksiazke instruktaz ktorej mysla przewodnia jest odseparowywanie Nigdy co prawda nie znosilam jej metod, ale jednak zostala (Tracy) uznana za geniusza. Nie wiem, czy magia tacy nadal wsrod matek nowych rodkow jest popularna, ale za moich czasow byla.
      Nie zgadzalam sie nigdy z jej metodami zostawiania dziecka w pokoju podczas ukladania do snu i uwazam to za barbarzynstwo, bo dziecko sie boi i tak godzinami, dzien za dniem. Jednak tu jest zupelnie inna sytuacja: odseparowanie na chwile, w ciagu dnia, i wtedy gdzy dziecko jest rozzloszczone czy rozbawione, w kazdym razie to sa inne emocje niz w ciemnym pokoju podczas zasypiania.
      Nie uwazam, ze dziecku moglaby sie stac jakakolwiek psychiczna krzywda.
      NAtomiast uwazam, ze za zle zachowania nalezy karac.

      Innymi slowy, nawet jesli reakcja meza byla zbyt gwaltowna, to z zalozenia nie byla bledna.
      Natomiast Ty dalas ciala na calego. Maz ma racje: to bylo klasyczne podwazenie autorytetu. Dziecko otrzymalo przekaz: zdania taty ma wartosc zerowa. Oprocz tego, ze dewastujesz swoje wlasne relacje z mezem, to jeszcze- przy zalozeniu ze bedziesz kontynuowac ta taktyke, wyhodujesz sobie bezczelnego nastolatka nie uznajacego ograniczen.

      Oczywiscie to wszystko co napisalam, nie mialoby zastosowania, gdyby w gre zreczywiscie wchodzila przemoc. To chyba oczywiste, ale dla pewnosci wole to podkreslic.
      • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 14:02
        ada1214 napisała:
        > Nie moge uwierzyc, ze zdaniem niektorych odseparowanie dziecka na kilka minut m
        > oze mu wyrzadzic krzywde porownywalna ze znecaniem sie.
        To jest kwestia wyboru, kogo bronić? Czy dorosłego faceta, czy małe dziecko?
        Teraz małe dziecko, a w przyszłości może się okazać, że trzeba bronić męża przed gniewem nastolatków. :-)
        Miałbym z nosie poprawność, gdyby mi dziecko po akcji płakało przez pół godziny, czując się pokrzywdzone. Ludzie robią różne głupie rzeczy, czasami reagują impulsywnie w nerwach, ale wypada porozmawiać i przeprosić.

        > Przeciez slawetna Tracy hogg napisala ksiazke instruktaz ktorej mysla przewodni
        > a jest odseparowywanie
        Równie dobrze możesz cytować Lenina, Tracy nikt nie zna. Widocznie, nie warto.

        > Dziecko otrzymalo przekaz: zdania taty ma wartosc zerowa.
        Dziecko otrzymało komunikat: można porozmawiać z rodzicami.

        > Oprocz tego, ze dewastujesz swoje wlasne relacje z mezem, to jeszcze- przy zalozeniu ze
        > bedziesz kontynuowac ta taktyke, wyhodujesz sobie bezczelnego nastolatka nie uz
        > najacego ograniczen.
        Mąż powinien być jednak mądrzejszy od dwulatka. :-) Naprawdę, mężczyźni z definicji nie są upośledzeni umysłowo! :-D Da się z nami porozumieć i wyjaśnić.
        A zamykanie nawet nastolatka uważam za głupie, co innego w ramach kary szlaban na coś, co jest nagrodą, a co innego izolacja. Nie przyszłoby mi do głowy zamykać żonę w pokoju za karę, tym bardziej dziecko, bo dziecko jest jednak dużo bliższe, niż żona. :-)

        Nie wszyscy muszą myśleć jednakowo i ja to rozumiem.
        • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 14:13
          Dziecko nie płakało pół godziny - matka poszła gdy "dziecko zaczęło płakać".
          Starsze dziecko otrzymało przkaz - mama nie godzi się, aby tata stał po mojej stronie i skarcił brata za przeszkadzanie mi. Ale jako, ze nie płakało, nikomu go nie żal.
          W tym wypadku odseparowanie dziecka, które przeszkadza innemu jest typową konsekwencją, tak chwaloną, a nie karą.
        • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 15:13
          Ale my nie mowimy o nastolatku a o dwulatku. Z nastolatkiem mozna rzeczowo wymieniac argumenty bez koniecznosci uciekania sie do wynoszenia do innego pokoju.Z zona na ogol ;) tez sie da porozmawiac wiec ponownie- nie trzeba jej zamykac w pokoju. Z dwulatkiem rzeczowo porozmawiac sie nie da. Z dwulatkiem to jedynie lekcje pokazowe, jakim bylo wlasnie unieozliwienie dokuczania przez odseparowanie.

          Zaistniala sytuacje mozna bylo rozwiazac pewnie na kilka sposobow, a wyniesienie dziecka z pokoju jest jednym z nich, bynajmniej niedrastycznym.

          Altz, czy ja dobrze kojarze, ze jestes rozwiedziony i swoich dzieci nie widziales juz od lat? Jesli pomylilam Cie z kims innym to przepraszam wielce, ale jesli tak wasnie jest to wiesz...zawsze "najwspanialsze" rady wychowacze pochodza od ludzi nie majacych z dziecmi do czynienia, to wiadomo :)
          • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 15:56
            ada1214 napisała:
            Z dwulatkiem rzeczowo porozmawiac sie nie da. Z dwulatkiem to jedynie
            > lekcje pokazowe, jakim bylo wlasnie unieozliwienie dokuczania przez odseparowa
            > nie.
            Uważam, że mało wiesz, co rozumie dwulatek i co potrafi.

            > Altz, czy ja dobrze kojarze, ze jestes rozwiedziony i swoich dzieci nie widzial
            > es juz od lat? Jesli pomylilam Cie z kims innym to przepraszam wielce, ale jesl
            > i tak wasnie jest to wiesz...zawsze "najwspanialsze" rady wychowacze pochodza o
            > d ludzi nie majacych z dziecmi do czynienia, to wiadomo :)

            Widzieć widziałem, natomiast nie mieszkam z dzieckiem, nie z własnego wyboru, nad czym bardzo boleję, bo bardzo dużo straciłem. Ale to nie mój wybór.
            Z dziećmi mam do czynienia, świat na własnych dziecku się nie kończy. Powiem też, że była żona nie mówiła o mnie źle jako o rodzicu, nawet zdarzało się chwalić. My też mieliśmy konflikty w sprawie dziecka, ona też stosuje twardą szkołę, jak panie na tym forum, były konflikty, bo odważyłem się zareagować i sprzeciwić, zauważyłem również, że jestem manipulowany. Z tego co wiem, zmieniła swoje podejście i przyznała, że nie zawsze miała rację. Ja też nie jestem idealny, ale widzę w dziecku człowieka i to było genialne odkrycie.
            • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 16:11
              A wiec dobrze Cie kojarzylam.

              > Uważam, że mało wiesz, co rozumie dwulatek i co potrafi.

              Jasne, jasne. Ja wychowujaca dziecko niewiele wiem o dzieciach, natomiast Ty, nie mieszkajacy z wlasnym dzieckiem od lat, wiesz o dzieciach wszystko ;). Prosze Pana, nikt tego nie kupi ;)
            • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 16:18
              Nie mieszkasz z dzieckiem, więc się nim zajmujesz, jak widzisz je od czasu do czasu i wydaje Ci sie, ze dziecko jest czyms swiatecznym - jak sie je widzi, to się rzuca wszystko i zajmuje tylko nim.
              Zaskoczę Cię - jak sie jest z dzieckiem stale, to trzeba jeszcze ugotować obiad, iść do pracy, przeczytać czasem książkę, zrobić tysiące innych rzeczy, a nie zajmować się TYLKO dzieckiem. Straciłeś nie tylko kontakt z dzieckiem, ale świadomość, jak to jest być z dzieckiem na co dzień, a nie od święta. I ze rodzice nie są do zabawiania dziecka, jak weekendowi ojcowie, ale też od wychowywania go.
              • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 16:34
                I skończyła się dyskusja na argumenty! :-)
                Pisałem już, że nie wszyscy muszą się zgadzać ze sobą.
                Wiem co nieco o niektórych osobach piszących, choćby w jakim są wieku i jak wygląda ich kontakt z małym dzieckiem, ale nie pozwolę sobie na taki sposób dyskusji. Dla mnie koniec dyskusji, bo nic nowego nie wnosi.
                • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 18:10
                  Altz, tu nie chodzi o to, zeby sie czepiac dla czepiania, tylko ze w Twojej sytuacji Twoj obraz pt skuteczne i rozsadne sposoby wychowywania dzieci jest skrzywiony, bo jak slusznie pisze Verdana, dziecko jest dla Ciebie atrakcja od swieta. Z tego co pamietam z innego watku dziecko swoje widziales kilka lat temu ostatni raz (znowu: popraw mnie jesli zle zapamietalam), jesli wiec spotykasz je tak rzadko, a nawet gdybyscie sie widywali raz na miesiac, to naturalne ze podejscie do dziecka podczas dwoch godzin miesiecznie jest radykalnie rozne od codziennych zmagan. Ty podczas takiego widzenia mozesz poswicic caly ten czas na tlumaczenie dwulatkowi, ale w codzinnym zyciu, no sorry, ale nie ma czasu na wielogodzinne dysputy z fochowatym dwulatkiem.

                  To raz, ale jest tez inny, wazniejszy aspekt. Dwulatek to NIE JEST partner do dyskusji. Rodzic, ktory zamiast jasnego ustalenia granic i konsekwentnego ich egzekwowania wchodzi w "klotnie" (bo do tego sie dyskusja z dwulatkiem sprowadzi) i wojne na argumenty z dwulatkiem jest a)niewydolny wychowawczo b)niepewny w swojej roli rodzica c)scieli sobie pod klopoty na przyszlosc. Tak, jak nie dajesz dwulatkowi kluczykow do auta, bo ono nie ma umiejetnosci by uzyc samochodu, tak samo nie dajesz dwulatkowi pola do rozpoczecia debaty w kwestii czy wolno walic siostre po glowie czy nie (czy co tam bylo? zabieranie zabawek?), bo ono nie ma logicznego osadu zdarzenia. Ty ustalasz ze nie wolno, komunikujesz to dziecku a nastepnie popierasz slowa czynem, czyli naprzyklad odstawiasz od poszkodowanego rodzenstwa, jak tu. Nie ma sensu tlumaczyc dwulatkowi ze siostrze jest przykro, bo dziecko w tym wieku ma zerowa empatie (ta pojawia sie okolo 7 r. zycia dopiero) i chcobys gardlo zdral, too ono i tak bedzi euwazac, ze walenie siostre w glowe to swietna zabawa.
        • ola_dom Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 20.10.14, 10:28
          altz napisał:

          > > Przeciez slawetna Tracy hogg napisala ksiazke instruktaz ktorej mysla przewodnia jest odseparowywanie
          > Równie dobrze możesz cytować Lenina, Tracy nikt nie zna. Widocznie, nie warto.

          Aż się wtrącę - nawet ja znam Tracy Hogg, choć nigdy nie miałam ani jednego dziecka...:)
    • molly_wither Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 14:39
      Wtrącic sie trzeba,kiedy dziecku dzieje sie krzywda,np. maz bije dziecko. Twoje zachowanie poniekąd naruszyło autorytet meza.
      Ps. Nie rozmiem,jak dziecko moze byc zmeczone i rozdraznione po pobyciu w przedszkolu? Moze warto sie zainteresowac,co sie dzieje w przedszkolu? Zerowka to co innego.
      • mama-karolina Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 20.10.14, 12:42
        Nie sądzę, żeby działo się jej tam coś złego (w pierwszym tygodniu miała problem z nowym kolegą, ale nam o tym od razu opowiedziała). Córka dostała się do przedszkola w pobliżu miejsca pracy męża, dlatego musi wstawać o 6 (w wakacje spała do 8-9), dodatkowo w jej przedszkolu nie ma leżakowania, dlatego wraca po prostu zmęczona ("wybawiona"), a jak jest zmęczona to jest rozdrażniona. Szczerze mówiąc nie widzę w tym nic dziwnego, często sama o tej porze ("siedząc" w domu) jestem wykończona.
    • danaide Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 17:52
      W zasadzie nie podnoszę głosu w tym wątku, zwłaszcza jeśli chodzi o aspekt wychowawczy. Mam jedno dziecko. Ale miałam siostrę. Były kłótnie, były interwencje rodziców i było lanie za kłótnie - również za zakłócanie miru domowego (czyli jak w tym wypadku - tatuś nie mógł spokojnie surfować...).
      Pytanie do forumowiczek (sorry, altz...): w książce Jespera Juula o agresji znalazłam zdania, z których wynika, że rodzice w relacje/konflikty między dziećmi powinni ingerować jak najrzadziej. Dotyczy rodzeństwa. A może dzieci w ogóle. Jaka jest granica? Do pierwszej krwi?:)
      PS. A jeśli chcemy spokoju to możemy wg Juula wyjść do drugiego pokoju lub wysłać tam dzieci/dziecko!
      • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 19:32
        Uważam, ze gdy dzieci się kłócą, popychają itd rodzice powinni raczej starannie zamknąć drzwi i starać sie nie słyszeć.
        Nie dotyczy to jednak dwóch wypadków - gdy w domu jest bardzo małe dziecko, które po prostu przeszkadza starszemu w jego spokojnej zabawie i to nie sporadycznie, ale stale. Wtedy starsze dziecko powinno byc chronione przed młodszym, jeśli samo nie umie, albo nie chce sie bronić.
        I wtedy, gdy nie mamy do czynienia z równowagą sił, ale jedno dziecko jest zwyczajnie ofiarą drugiego. Wtedy "wycofanie sie" rodziców oznacza, ze dziecko we własnym domu nie może czuć sie bezpiecznie, agresor jest kompletnie bezkarny. Innymi słowy - co innego bójka rodzeństwa, gdzie obie strony raczej sie bawią, niż sie leją, a co innego, gdy jedno dziecko systematycznie bije to drugie. Albo poniża, co bywa znacznie gorsze.
        • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 20:10
          verdana napisała:
          ....

          Zaniemówiłem z wrażenia. Dwulatek został agresorem! :-o
          • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 20:29
            "w domu jest bardzo małe dziecko, które po prostu przeszkadza starszemu w jego spokojnej zabawie i to nie sporadycznie, ale stale. Wtedy starsze dziecko powinno byc chronione przed młodszym, jeśli samo nie umie, albo nie chce sie bronić. "
            Gdzież Ty tu widzisz agresora, a nie przeszkadzające małe dziecko?
            • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 20:50
              verdana napisała:
              > Gdzież Ty tu widzisz agresora, a nie przeszkadzające małe dziecko?

              W całej wypowiedzi, logicznie ułożonej, małe dziecko zostało agresorem.
              Powiedz szczerze, czy małe dzieci Cię denerwują? Takie ruchliwe, wrzaskliwe, ciągną koty za ogon i uszy, prują rozpoczęty szalik... ;-)
              • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 21:52
                Oczywiście, ze małe dzieci 24/24 godziny, które nie dają ani chwili spokoju mnie denerwują po pewnym czasie. Tak, jak wszystkich.
                Oprócz ojców, którzy widza dziecko raz na jakiś czas i nie mają pojęcia, że 3,5 letnie dziecko ma prawo pobawić się spokojnie swoimi zabawkami. Bo gdy oni są, to organizują dzieciom bezustanną zabawę i atrakcje - pracują, odpoczywają i ogarniają dom, kiedy dzieci nie ma., Czyli przez niemal cały czas.
                No i kot też powinien zrozumieć, ze dziecko ma prawo go ciągnąć za uszy...
              • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 09:52
                altz napisał:

                >
                > Powiedz szczerze, czy małe dzieci Cię denerwują?

                Mnie male dzieci denerwja niemozebnie. MOje wlasne jak bylo male tez. MAle dzieci przechodza kilkakrotnie etapy uwieszania sie na nodze, nie mozna wyjsc do kibla nawet. Byly okresy ze nie moglam wyjsc do toalety, nie moglam porozmawiac przez telefon, nie moglam spokojnie zjesc. Niekiedy puszczaly mi nerwy i zeby nie zrobic czegos glupiego musialam zamknac sie w kuchni, a mlody stal za drzwiami, walil w nie i plakal. Pewnie sie czul porzucony przez ta chwile. Pewnie tak.
                I teraz clou. Nie odcisnelo to na nim psychicznego pietna. Ma w tej chwili 10 lat i gdy go pytam, mowi ze czuje sie bezpiecznie. Jest b. silny psychicznie, o czym nawet nauczycielki w szkole mnie poinformowaly. Ta, jak to nazywacie, okrutna izolacja, nie uczynila zadnej szkody, poniewaz ogolnie dziecko zawsze bylo i jest kochane, akceptowane, szanowane i zaopiekowane. To jest moim zdaniem kluczowe; bo gdyby dziecko bylo traktowane jak zbedny mebel, to rzeczywiscie odizolowanie go, nawet na chwile, tylko wzmocnilo by w nim poczucie osamotnienia i bycia niekochanym.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 22.10.14, 00:28
      Najpierw ucieszę się z tego jak "mama-karolina" domknęła całą tę sytuację.
      Następnie odpowiem "sebaldzie".
      I to będzie odpowiedź poza problematyką tego wątku, która się już zakończyła. Pani , "sebaldo" wprowadziła do tego wątku inny szlak. Zatem spróbuję podążać tym szlakiem.
      Otóż nie jestem zwolenniczką wychowawczej jednomyślności i solidarności rodziców. Szczególnie tej pozornej, wynikającej z wyznawania jakieś ogólnej normy, że rodzice mają mówić do dziecka jednym głosem. Rodzice mogą mieć własne, przez co też inne, rozumienie własnego dziecka, bo wynikające z innej z nim relacji.
      Tym bardziej jestem za natychmiastową reakcją rodzica na realną agresję wobec dziecka. Jakąkolwiek : fizyczną, psychiczną, słowną, bierną. I kogokolwiek: drugiego rodzica, dziadków, nauczycieli, rówieśników. Oznacza to reakcją na krzywdę dziecka.
      Ale trzeba, moim zdaniem, odróżnić krzywdę dziecka od jego frustracji.
      Dziecko trzeba nauczyć znosić frustrację. Czyli jego pewną niewygodę związaną z normami świata zewnętrznego czyli także rodzicielskimi.
      Takiej frustracji, a nie krzywdy dziecka, dotyczyła sytuacja opisana w tym wątku.
      Bardzo ważne jest moim zdaniem to rozróżnienie. Bo można popaść w przesadę. I każdą normę wychowawczą, każdy zakaz interpretować jako niezrozumienie dziecka, jego krzywdę, jego ból.
      Trzeba dzieci przecież uczyć odporności, która jest adekwatna i nie skłania się ani ku przewrażliwieniu ani ku nadmiernemu wkraczaniu w ryzyko. Agnieszka Iwaszkiewicz






      • differentview Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 22.10.14, 11:22
        > Bardzo ważne jest moim zdaniem to rozróżnienie. Bo można popaść w przesadę. I k
        > ażdą normę wychowawczą, każdy zakaz interpretować jako niezrozumienie dziecka,
        > jego krzywdę, jego ból.
        > Trzeba dzieci przecież uczyć odporności, która jest adekwatna i nie skłania si
        > ę ani ku przewrażliwieniu ani ku nadmiernemu wkraczaniu w ryzyko

        zgadza sie tylko, ze jednoczesnie to rozroznienie jest chyba najtrudniejsze, zalezy od indywidualnej zdolnosci czlowieka do empatii- pamietam sceny z programu super niania kiedy male dziecko siedzac na "karnym jezyku" dostawalo spazmow, bezdechu, bladlo, sinialo, tluklo glowa w sciane a pani niania na rozpaczliwe spojrzenia matek, ktore chcialy podejsc i przytulic- mowila- niech siedzi, wszystko jest pod kontrola, musi odbyc kare...
        dla mnie byla to pokazowka jak zlamac malego czlowieka; nie watpie, ze w przypadku niektorych dzieci, ktore uzywaly pozornej histerii do manipulacji rodzicami te metody byly skuteczne ale w innych przypadkach? np. wrazliwych dzieci, ktorych "niegrzecznosc" byla skutkiem roznych rodzicielskich bledow? to byl zwyczajnie pokaz sadyzmu ubrany w "naukowe" wytlumaczenie
        • molly_wither Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 22.10.14, 18:26
          differentview napisała:


          > dla mnie byla to pokazowka jak zlamac malego czlowieka;
          A co to znaczy "lamac malego czowieka"? Kolejny wymysl wspolczesnych terpeutow podlapany przez gawiedz. Zadne łamanie tylko proces wychowywania czlowieka. Inna sprawa,w jaki sposob sie to robi. Ja bym to nazwala raczej stawianiem granic.
          • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 22.10.14, 20:35
            molly_wither napisał(a):
            > A co to znaczy "lamac malego czowieka"? Kolejny wymysl wspolczesnych terpeutow
            > podlapany przez gawiedz. Zadne łamanie tylko proces wychowywania czlowieka. Inn
            > a sprawa,w jaki sposob sie to robi. Ja bym to nazwala raczej stawianiem granic.

            Możesz sobie to nazywać stawianiem granic. Ja też uważam, że to jest łamanie tworzącej się tożsamości.
            Granice się stawia w wieku, kiedy dziecko jest świadome, że jeśli starsza siostra się bawi, to ono już nie powinno tego robić, bo ojciec się zdenerwuje i przestawi do innego pomieszczenia.
            • panizalewska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 07:39
              Granice granicami, są potrzebne. Mam dwulatkę. Jak ją z jakiegoś powodu opuszczam, jak trzeba przerwać jakąś akcję i jestem tak wkurzona, że ją zostawiam samotnie, to jest to dla niej największa tragedia w życiu. Bo mama nie kocha i nie przytula. I nie jest to wymuszona histeria, stawianie na swoim.
              Wydaje mi się, że w dyskusji gdzieś się zgubił całokształt sytuacji. Mama robiła kolację sama, zamiast wszyscy razem, ucząc się i bawiąc jednocześnie, tata chciał sobie w spokoju powiedzieć w mecie, więc dał na oddał się puzzle obojgu, z przykazaniem ciszy i spokoju. Bo puzzle to nie klocki, którymi można walić. Dzieci były same, zrobiły zabawę po swojemu, młody zabierał siostrze -NORMALNE DLA DWULATKA, zaręczam. Puzzle dla 2-latka?serio? On potrzebuje INTERAKCJI a nie zabawy w cichości swojego kącika. Ojciec, oboje rodzice byli defacto nieobecni, to sobie tę interakcje zapewnił sam, na miarę swoich umiejętności. Ograniczonych mocno, bo to małe dziecko. Siostra podniosła raban I SŁUSZNIE, ale tatuś zamiast się dziećmi po prostu ZAJĄĆ, wywalić młodego do kuchni, żeby mama wciągnęła go w kolację i zainteresowała akcją / interakcją - tata się wkurzył, że JEGO święty spokój zmącony i ukarał młodego w sposób dla niego niewspółmiernie okrótny. Mama się straciła i generalnie akcja krzywa z KAŻDEJ strony. Oboje rodzice zawalili, bo lepiej zapobiegać konfliktom, niż leczyć.

              Separacja takich maluchów tak, nie w samotności, bo to nie nauczy zupełnie niczego, tylko ZAJĄĆ się tymi dziećmi. Dwoje rodziców, 4 ręce, pokoi niż jeden, możliwości sensownego rozdzielenia są.
              • panizalewska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 07:40
                Posiedzieć w necie.
                Autokorekta :-P
      • twojabogini Frustracja u dzieci 22.10.14, 12:14
        > Dziecko trzeba nauczyć znosić frustrację. Czyli jego pewną niewygodę związaną
        > z normami świata zewnętrznego czyli także rodzicielskimi.

        Kompletnie się z takim poglądem nie zgadzam, albo też zupełnie co innego pod nauką znoszenia frustracji rozumiem.
        Frustracja jest dla dziecka stanem niemal naturalnym, dziecko styka się z nią na co dzień - gdy jego próby dokonania nowych rzeczy kończą się niepowodzeniem, gdy się przewraca i boli jej pupa, gdy z czasem okazuje się, że przegrywa w grze, albo nie ma dostępu do łopatki kolegi, albo koleżanka się obraziła. Bardzo częstą reakcją rodziców w tych sytuacjach jest łagodzenie frustracji dziecka: pomoc dziecku, pocieszanie, bagatelizowanie przegranej, próba podkupienia łopatki kolegi, załagodzenia sytuacji z koleżanką - podczas gdy są to sytuacje z którymi dziecko poradzi sobie doskonale samo. Gdy zostawimy dziecko z takim rodzajem frustracji samo, nauczymy je, że nie zawsze wszystko się udaje za pierwszym razem, ale po wielu próbach może się udać, że ból pupy/ręki/nogi po upadku jest do wytrzymania i warto być ostrożniejszym, itp.

        Natomiast nie jest naturalną frustracją dziecka, gdy wściekły rodzic wynosi 2,5 letnie dziecko do drugiego pokoju i każe mu tam pozostać. Maluch w takiej sytuacji czuje się przestraszony, nie sfrustrowany "zasadą". Czego uczy się dziecko? Że ojciec ma prawo ujawniać swoją wściekłość i dawać upust swoim emocjom w sposób dowolny, natomiast gdy to samo czyni dziecko, np. drażniąc się z siostrą jest to naganne? Prawo siły?Nie sądzę, żeby z takiej sytuacji 2,5 latek wyciągnął wniosek, że nie należy zabierać siostrze klocków. Gdyby to siostra mu przyłożyła, byłaby to jakaś lekcja. Może trzeba było pozwolić dzieciom samodzielnie rozstrzygnąć sytuację, skoro bawiły się same?

        Są sytuacje w których izolacja dziecka ma sens - przede wszystkim, gdy to dorosły czuje, że nie wytrzyma i może zagrozić dziecku - wtedy bezpieczniej zostawić dziecko samo, niż je np. zbić czy nim szarpnąć. Jednak jest to tylko doraźne rozwiązanie - bo dorosły z takim problemem powinien zgłosić się na terapię.

        Co do niewygody związanej z normami świata zewnętrznego - jeśli ma ona polegać na stosowaniu przemocy, wybuchach agresji - to lepiej uczuć dziecko jak takich sytuacji nie znosić, niż jak je znosić. Mam czasem do czynienia z ofiarami mobbingu i przemocy w rodzinie. To bardzo często osoby, które są nauczone znosić trudne i frustrujące sytuacje.
        Jako społeczeństwo też jesteśmy skłonni znosić trudne i frustrujące sytuacje i skłaniać do tego nasze dzieci. Zbadano pierwsze roczniki dzieci, które podjęły naukę w szkołach. Okazało się, że są zdemotywowane do nauki, nie chcą chodzić do szkoły, wiele z nich ma trudności. Zaczęła się krytyka, że to jednak za wcześnie, że to nie był dobry pomysł. Jak to się dzieje w takim razie, że w wielu państwach dzieci zaczynają naukę w wieku lat 5 i wszystko jest dobrze? Ano tak, że uczęszczają do zupełnie innej szkoły. Zbadajmy dzieci, które poszły do szkoły jako 6 latki (jaki sens było robić badania bez grupy kontrolnej?) - wyniki będą te same lub zbliżone. Czy naprawdę dzieci w szkole muszą znosić frustrację?
        Wszystkie najnowsze badania wykazują silną korelację między szybkością przyswajania wiedzy a poziomem frustracji. Szereg badań wykazało, że nawet to co uważamy, za "metody wychowawcze" potrafi powodować zmiany w strukturach mózgu dziecka, a stres i lęk u dzieci w żaden sposób nie przyczyniają się do rozwoju i opanowywania nowych umiejętności.
        Może gdybyśmy nie mieli wpojone, ze frustracja u dzieci ma jakąś pozytywną moc, że je "uodparnia" już dawno jako społeczeństwo zmobilizowalibyśmy się na tyle, żeby edukacja naszych dzieci odbywała się w przyjaznych i nie frustrujących warunkach?
        • verdana Re: Frustracja u dzieci 22.10.14, 12:51
          Zalezy jak rozumie się frustrację.
          Jeśli "znosić frustrację" oznacza "znosić niepotrzebną frustrację" to zgadzam sie, zę nie ma potrzeby tego uczyć. Ale jednak znoszenie frustracji takiej np., ze nie można bawić sie zabawką, którą własnie bawi sie inne dziecko jest konieczne. I nie ma powodu, aby strzec dziecko przed takimi sytuacjami. W tym akurat wypadku mamy do czynienia z sytuacją, gdy jedno dziecko musi być sfrustrowane - albo starsza siostra, która nie moze się bawić, albo młodszy, który został odseparowany, bo przeszkadzał. Gdzie tu jest mowa o tym, ze ojciec daje upust wściekłości i daje upust emocjom? Wynosi przeszkadzające siostrze dziecko do innego pokoju. I owszem, jak najbardziej dwulatek moze wyciągnąć z tego wnioski - nie za pierwszym razem, ale za kolejnym. Gdy mu nie przeszkodzimy w zabieraniu siostrze zabawek, wniosków na 100% nie wyciągnie.
          W tym wypadku izolacja dziecka też ma sens, bo moze nie wytrzymać starsza siostra i maluchowi przylać. No, ale jej frustracja najwyrażniej się nie liczy.
      • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 10:02
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:
        > Otóż nie jestem zwolenniczką wychowawczej jednomyślności i solidarności rodzi
        > ców. Szczególnie tej pozornej, wynikającej z wyznawania jakieś ogólnej normy,
        > że rodzice mają mówić do dziecka jednym głosem. Rodzice mogą mieć własne, prz
        > ez co też inne, rozumienie własnego dziecka, bo wynikające z innej z nim rela
        > cji.


        To jest bardzo ciekawa mysl i musze przyznac, ze od dawna intuicyjnie- bo wbrew podrecznikom- takie wychowanie stosujemy u nas. Troche wynika tez z koniecznosci, bo z mezem roznimy sie bardzo w wielu pogladach, wiec niejednokrotnie nie da sie trzymac wspolnego frontu. Ale to az tak bardzo nie przeszkadza: syn wie, ze kiedy jest ze mna w domu, nie moze ogladac pewnych filmow czy grac pewnych gier, ktore ja uwazam za nieodpowiednie, a z kolei maz jest bardziej liberalny i pozwala mu na wiecej, jak sobie siedza razem. Podobniez jest w wielu innych kwestiach, syn automatycznie dostraja sie do tego rodzica, ktory akurat sprawuje piecze.
        • differentview Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 10:53
          ada1214 napisała:

          > agnieszka_iwaszkiewicz napisała:
          > > Otóż nie jestem zwolenniczką wychowawczej jednomyślności i solidarności rodzicow


          > To jest bardzo ciekawa mysl i musze przyznac, ze od dawna intuicyjnie- bo wbrew
          > podrecznikom- takie wychowanie stosujemy u nas.

          ja mam dokladnie to samo- ile razy slysze popularna opinie, ze rodzice powinni byc zawsze jednomyslni i do bolu konsekwentni- czuje niechec i niepokoj- to jakies cyborgi musialyby byc a nie ludzie, ktorzy w roznych kwestiach sie roznia, popelniaja bledy, maja zmienne uczucia itd
          • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 11:47
            Jasne, że całkowita jednomyślność nie jest możliwa, a czasami nie jest wskazana i te różnice faktycznie pokazują dziecku, że ludzie są różni. Tylko nie w tym problem. Problem pojawia się wtedy, gdy te różnice wpływają na układ partnerski. Szczególnie wtedy, gdy jedno z rodziców jest przewrażliwione na swoim punkcie. Gdy tak się dzieje, a to niestety norma, dochodzi właśnie do takich sytuacji, jak opisana w tym wątku: rodzic, którego metody druga strona nie zaaprobowała, czuje się urażony. Czuje, że jego kompetencje zostały podważone. Reakcja kobiety (czy ogólnie osoby bardziej wyrozumiałej i empatycznej wobec dziecka) była skierowana nie przeciwko mężowi, ale w stronę dziecka, pomocy dla niego, by zrozumiało zajście, a nie było pozostawione samo sobie z poczuciem krzywdy. Ale mąż nie pomyślał o tym, skupił się wyłącznie na sobie i swoim odczuciu. Jeśli para umie rozmawiać i przyjmować argumenty drugiej strony, takie nieporozumienia czy różnice nie odbiją się na ich pożyciu, gdy jedno z nich jest przewrażliwione na swoim punkcie, te różnice zawsze będą rodziły konflikty, czasami bardzo poważne. Czy wtedy ta druga, mniej spięta, a bardziej liberalna strona musi dla świętego spokoju ustąpić tej przewrażliwionej? Uważam, że nie. Nie, dla dobra dzieci.
            • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 12:34
              Reakcja kobie
              > ty (czy ogólnie osoby bardziej wyrozumiałej i empatycznej wobec dziecka) była s
              > kierowana nie przeciwko mężowi, ale w stronę dziecka, pomocy dla niego, by zroz
              > umiało zajście, a nie było pozostawione samo sobie z poczuciem krzywdy. Ale mąż
              > nie pomyślał o tym, skupił się wyłącznie na sobie i swoim odczuciu.
              (...)
              Nie, dla dobra dzie
              > ci.

              Sebalda, ale to zaszlo cos wiecej niz tylko zranione uczucia meza. Jego kompetencje zostaly podwazone i tym samym oslabiony zostal jego ojcowski autorytet. To jest powazna sprawa, to nie jest drobnostka. Podwazanie autorytetu rodzica to jest bezposrednie dzialanie rowniez na szkode dziecka.

              Mialam w przeszlosci takie zajscie z tesciowymi, ktorzy- jak sie zorientowalam po czasie z opowiadan dziecka- podkopywali moj autorytet. Nie pamietam o co chodzilo- czy chodzilo o sposob odzywiania czy o swiatopoglad, nie pamietam. W kazdym razie dowiedzialam sie, ze dziadkowie przedstawiaja swoja wersje, i dotad jest ok, ale jednoczesnie - gdy syn mowil " a mama mnie uczyla tak i siak" kwitowali to " a tam takie glupoty mama opowiada ona sie nie zna". Wkurzlam sie, jak mi pozniej dziecko gadalo "mamo, Ty sie nie znasz i glupoty opowiadasz, dziadek tak mowi". Musialam z tym, to znaczy z podkopywaniem autorytetu oczywiscie zrobic porzadek. Uwazam bowiem, ze podwazanie autorytetu rodzica to jest jedna z bardziej parszywych rzeczy godzacych w dobro rodziny. Rownie paskudne jest podkopywanie wzajemne miedzy malzonkami.
              • differentview Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 12:59
                ada1214 napisała:

                > Sebalda, ale to zaszlo cos wiecej niz tylko zranione uczucia meza. Jego kompete
                > ncje zostaly podwazone i tym samym oslabiony zostal jego ojcowski autorytet. To
                > jest powazna sprawa, to nie jest drobnostka. Podwazanie autorytetu rodzica to
                > jest bezposrednie dzialanie rowniez na szkode dziecka.

                no tak ale zakladamy, ze maz ma jakies kompetencje;) bo moze sie zdarzyc, ze kompetencji brak wiec podwarzajac jakies chore metody wychowawcze wyniesione z wlasnego domu( nie mowie o tym przypadku akurat ale np o biciu albo obrazaniu sie na dziecko) po prostu demaskujemy brak kompetencji- z pewnoscia nie jest to mile dla takiego ojca, dla dziecka tez nie dobrze, ze ma ojca, ktory nie nadaje sie do wychowywania dzieci- a interweniowac trzeba- i co wtedy?;)
                • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 13:05
                  bo moze sie zdarzyc, ze ko
                  > mpetencji brak wiec podwarzajac jakies chore metody wychowawcze wyniesione z wl
                  > asnego domu( nie mowie o tym przypadku akurat ale np o biciu albo obrazaniu sie
                  > na dziecko)


                  nie sadzilam ze trzeba o tym pisac bo to oczywiste, jesli dochodzi do przemocy to interweniowac trzeba, tu nie ma o czym dyskutowac. Ale, proponuje, zamiast rozmieniac sie na drobne skrajnymi, patologicznymi przypadkami, chyba lepiej zalozyc, ze mowimy o normalnych rodzinach. W kazdym razie ja dyskutuje o takowych.
                  • differentview Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 13:27
                    ada1214 napisała:

                    > nie sadzilam ze trzeba o tym pisac bo to oczywiste, jesli dochodzi do przemocy
                    > to interweniowac trzeba, tu nie ma o czym dyskutowac. Ale, proponuje, zamiast r
                    > ozmieniac sie na drobne skrajnymi, patologicznymi przypadkami, chyba lepiej zal
                    > ozyc, ze mowimy o normalnych rodzinach. W kazdym razie ja dyskutuje o takowych.

                    niby tak ale ja mysle, ze odseparowanie i zamkniecie 2 latka za kare w pokoju( albo karny jezyk rekomendowany w tv)- moze byc, w zaleznosci od dziecka i sytuacji- albo calkiem sluszna i nie przynoszaca zadnej szkody interwencja rodzicielska, ktora przyniesie "wychowawczy skutek" a moze tez w przypadku innego dziecka, mniej odpornego psychicznie, ktore przeszkadzalo tak naprawde tylko dlatego by np. tatus w koncu zwrocil na nie uwage zamiast wgapiac sie jak zwykle w monitor- wowczas ociera sie to o zachowanie przemocowe, gdzie zupelnie pominieta zostala zlozonosc tej sytuacji, skadinad sluszne intencje dziecka, ktore zostalo agresywnie ukarane za swoje potrzeby, ktore wyrazilo tak jak umialo majac 2 lata
                    dlatego pisze, ze czasem trudno jest ustalic co jest ta konieczna frustracja, ktorej dziecko musi doswiadczac majac stawiane granice a co jest juz forma przemocy- to jest czesto plynne
                  • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 13:37
                    Ada, ja rozumiem Twój przekaz i w sumie się z nim zgadzam, gdy mówimy o normalnych rodzinach, ale tutaj nie było tak, że autorka poszła odwołać karę ojca i nie skomentowała, że tatuś źle zrobił, że się nie zna, nie słuchaj tatusia, tylko poszła ukoić płacz dziecka i wytłumaczyć mu, dlaczego tatuś tak zareagował. I sumie można by uznać, że i wilk syty, i owca cała. Bo tatuś ukarał, a mamusia wytlumaczyła karę. Nie, tatuś się obraził. Fakt, nie było to może dla tego faceta komfortowe, ale tu nie jego komfort się powinien liczyć, tylko dobro dziecka. Ja nadal stoję na stanowisku, że tak małych dzieci nie wychowuje się karami i że jak ojciec chciał odseparować dzieci, to miał inne wyjścia, na przykład nakazanie dziecku wyjście z pokoju, gdzie grzecznie się bawi siostra i pójście do mamy, a nie zamykanie go w osobnym pokoju. Karanie tak małych dzieci nie jest dobre, z reguły nie działa (na chwilę tak, ale nie mentalnie), ale karanie niewspółmierne do przewinienia i bez uzasadnienia tak dotkliwej kary jest naprawdę dla dziecka wyjątkowo bolesne. Matka to rozumie i dlatego poszła dziecku wytłumaczyć, dlaczego zostało ukarane, tatuś najwyraźniej nie rozumie, woli od ręki pozbyć się problemu.
                    Verdana pochyla się na biedną trzylatką, która nie mogła się spokojnie bawić, ale nikt nie widzi, że mały jest w jakiś sposób piętnowany jako ten gorszy, nieumiejący się grzecznie bawić (bo jakim cudem w tym wieku?). Dziecko ma już przekaz, że jest gorsze od siostry (która nie przeszkadza tatusiowi) i do tego zamykane w osobnym pokoju. Może przesadzam, ale to wszystko mi jednak zgrzyta. Fakt, dziecko ma się uczyć przeżywać frustracje (w wieku 2 lat?), ale ktoś tu już pięknie pisał, że ono ma ich i tak w nadmiarze, czemu jeszcze rodzice mają mu dokładać?
                    • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 13:41
                      No tak, zastanawiałam się, kto tak ładnie pisał o frustracjach małych dzieci. No któż by inny, jak nie Bogini:) Pozdrawiam ciepło:)
                    • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 18:30
                      Naprawdę uważasz, ze uczenie dziecka, ze nie wolnio przeszkadzać rodzeństwu, a nawet ukaranie go za to, to jest "piętnowanie"? Innymi słowy, jakakolwiek kara nałożona na dziecko, które przeszkadza innem, bije go czy przezywa jest piętnowaniem?
                      Dzieci nie wychowuje się karami, ale nie znaczy to,z ę nigdy nie wolno dziecka ukarać - a odseparowanie przeszkadzającego dziecka jest raczej konsekwencją jego zachowania, niż karą. Co proponujesz w zamian? Typową reakcje rodziców pt "On jest młodszy, to mu ustępuje"? < "On jest młodszy, nie można sie na niego gniewać"? Innymi słowy, jesli dwulatek nie potrafi się bawić, to nie ma nic złego w tym, ze starsze dziecko będzie ponosiło tego konsekwencje - jest starsze, ma się dostosować i wiedzieć, że najważniejszą rzeczą jest, aby młodszy braciszek nigdy nie był smutny.
                      • twojabogini siostra versus braciszek 24.10.14, 00:52
                        > Dzieci nie wychowuje się karami, ale nie znaczy to,z ę nigdy nie wolno dziecka
                        > ukarać - a odseparowanie przeszkadzającego dziecka jest raczej konsekwencją jeg
                        > o zachowania, niż karą.

                        Ponoszenie konsekwencji to moda wychowawcza, lansowana i rozpropagowana zresztą przez pana Lemana, który w swojej książce opisał także jak bić dzieci. Przy czym konsekwencje to nadal są kary, zmieniła się tylko nazwa. Naturalną konsekwencją przeszkadzania siostrze jest to, że siostra się wkurzy i zareaguje, nie separacja dzieci.

                        Co proponujesz w zamian? Typową reakcje rodziców pt "O
                        > n jest młodszy, to mu ustępuje"? < "On jest młodszy, nie można sie na niego
                        > gniewać"? Innymi słowy, jesli dwulatek nie potrafi się bawić, to nie ma nic zł
                        > ego w tym, ze starsze dziecko będzie ponosiło tego konsekwencje - jest starsze,
                        > ma się dostosować i wiedzieć, że najważniejszą rzeczą jest, aby młodszy bracis
                        > zek nigdy nie był smutny.

                        W ogóle nie rozpatrywałabym sytuacji między dziećmi jako sytuacji konfliktu, który trzeba rozstrzygnąć. Dwulatek nie jest w stanie bawić się nie przeszkadzając siostrze. Tyle chyba rozumie każdy, kto miał do czynienia chociaż z jednym dwulatkiem. Jej zabawki i jej zajęcia zawsze będą lepsze. Każąc ustąpić lub "zrozumieć" starszemu dziecku - zajmujemy stronę młodszego, izolując młodsze, lub karając je za przeszkadzanie - zajmujemy stronę starszego. Są inne opcje rozstrzygania takich sytuacji:
                        1. Nie wtrącać się, poczekać zobaczyć jak dzieci rozwiążą SWÓJ konflikt, ingerować tylko jeśli za chwilę ma dojść do morderstwa. Wrzaski są normalne. Jeśli konsekwentnie buduje się wspólnotę między dziećmi, pomaga im rozstrzygać konflikty, a nie rozwiązuje się je za nie (izolując dzieci, lub skłaniając któreś do ustępstw) - dzieci zaczynają ze sobą rozsądnie współpracować także w konfliktach. Konflikt to także współpraca.
                        2. Gdy jedno z dzieci lub oboje ma skłonność do agresji i może zagrozić drugiemu - organizować zabawy, w których dzieci będą współpracować razem, a dopiero potem siadać do monitora. Jedne zajmą się puszczaniem baniek lub miską z woda i kubeczkami, inne budowaniem domku (stół i parę kocy), inne wspólnym malowaniem, niektóre dzieci lubią lekką rywalizację - kto ładniej namaluje (tylko warto pamiętać, że wygrać powinny wszystkie dzieci i każdy wysiłek powinien być doceniony), współpracy wymaga także turlanie piłek po podłodze, puszczanie samochodzików. Przy bardzo małych dzieciach trzeba liczyć się z tym, że czas współpracy będzie krótki, a potem nastąpi konflikt - który vide punt 1- trzeba pomóc dzieciom rozstrzygnąć, licząc się także z użyciem siły (między dziećmi)- bo dzieci tak rozstrzygają konflikty. Dla tych których taki pomysł przeraża zapraszam do lektury np. Talków (bitwy Pitu i Kudłatej). Kto się nie poszturchiwał z rodzeństwem - ręka do góry. Gdy małe dzieci stosują wobec siebie agresję w sposób, który może im zagrozić - czas na zastanowienie się co tak naprawdę dzieje się u nas w domu i jak rozstrzygamy konflikty. I tym mieć tym większą baczność na naukę rozstrzygania konfliktów między rodzeństwem bez ingerencji rodziców. Im mniej siłowo wobec dzieci reagują rodzice, tym mniej siłowo reagują między sobą dzieci.
                        3. Nie zwrócenie uwagi na konflikt i zajęcie czymś przeszkadzającego dziecka lub obojga dzieci. "Widzę, że ci się nudzi - choć zrobimy/zbudujemy/ułożymy razem". "O a może zanim mama przyjdzie zrobimy jej niespodziankę i nakryjemy do stołu/sprzątniemy zabawki/wymyślimy wierszyk/schowamy się a ty Zosiu skończysz swoją układankę po kolacji".

                        Naprawdę sytuacji konfliktu między dziećmi nie warto rozstrzygać poprzez zajmowanie którejś strony. Jest wiele innych opcji. Wiem, że czasem po pracy chciałoby się, żeby potworstwo zajęło się sobą, lub nawet każde sobą z osobna i żeby było zgodne i ciche i dało zmęczonemu rodzicowi spokój. Ten moment nastąpi - jak potworstwo przerodzi się w jeszcze potworniejsze nastolatki, które marzą głownie o tym, żeby starzy dali im spokój. Małe dzieci chcą rodziców zaangażowanych.
                        W sytuacjach zmęczenia gdy czuję, że nie będę zbyt kreatywna i chcę ciszy a jak dzieci zaczną wrzeszczeć to będę wrzeszczeć z nimi to: wrzucam jakąś bajkę/ zabieram dzieci na dwór/ kładę się na dywanie i udaję pacjenta (małe dzieciaki zajmują się z radością badaniem i rehabilitacją rodzica,ugniatanie mnie relaksuje, a w stanie zmęczenia przypadkowe wsadzenia palca do oka i kopniaki w głowę raczej mi nie robią)/jestem zamrożoną królową, dzieci mogą się bawić swobodnie, ale hałasujących mam prawo zamrozić i muszą wtedy się nie ruszać dopóki nie doliczę do np. 10 (przy okazji uczą się liczyć :)/jestem zajętą panią profesor, która pisze ważny artykuł na kompie/czyta ważny artykuł/wymyślą mądre rzeczy i przeszkadzający muszą się liczyć z tym, że pani profesor wyznaczy im "zadanie naukowe" (pokolorowanie, zbudowanie czegoś, ułożenie układanki). Małe dzieci lubią takie narracje i są one bardziej przekonujące niż "tata jest zmęczony".
                        To tylko dzieci - nie oczekujmy, że będą cicho i spokojnie i bez konfliktów czekać aż mama przygotuje kolację, a tata spokojnie zrelaksuje się przy kompie.
                        • verdana Re: siostra versus braciszek 24.10.14, 15:40
                          Nie ingerowanie w takiej sytuacji oznacza, ze dziecko spokojne i ustępliwe nigdy nie pobawi sie spokojnie, zawsze będzie nękane przez rodzeństwo. A nie zwracanie uwagi młodszemu kończy sie tak, ze młodsze nawet nie wie, ze czegoś robić nie należy. Podejrzewam,że gdy dzieci bawią sie spokojnie i zadne z nich nie narzeka, albo gdy przepychanka jest niewielka, ojciec nie interweniuje. I owszem, dzieci zaczynają ze sobą doskonale współpracować w podręcznikach. W realu bardzo często kończy sie to bezustannymi bójkami (opcja najlepsza), stałą dominacją jednego dziecka, a podporządkowaniem drugiego - opcja bardzo często spotykana.
                          Nie wtrącać można sie w konflikty dzieci starszych, które już wiedzą, co robić należy, a czego nie. Natomiast dziecko małe należy jednak wychowywać, wskazując, ze odbieranie zabawek nie jest akceptowane.
                          Nie mam nic przeciwko bójkom dzieci, naprawdę. Problem jednak zaczyna sie - i to poważny - gdy dzieci są w takim wieku, że starsze nie powinno w żadnym wypadku uderzyć młodszego, albo gdy jedno z dzieci , nawet zdenerwowane, nie jest skłonne dochodzić praw siłą.
                          Są takie sytuacje, ze dzieci należy traktować poważnie. A poważne traktowanie dzieci oznacza, ze rodzice mają prawo stanąć po stronie jednego z dzieci, gdy drugie go gnębi, przeszkadza itd. Tak samo, jak stanęli by po stronie dorosłego.
                          I stosując taką zasadę jakoś osiągnęłam to,z e żadne z moich dzieci nie przerodziło sie w potwornego nastolatka, nie było okresu, kiedy chciały, aby dać im spokój. Może dlatego, ze starałam sie byc sprawiedliwa, a sprawiedliwość czasem wymaga interwencji.
                    • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 19:12
                      Sebalda, tak ogolnie, to moim zdaniem jestes bardzo blisko bieguna wychowanie bezstresowe. Za naszych czasow wiekszosc ludzisk bila dzieci, co oczywiscie bylo karygodne, ale obecnie widze wyraznie przegiecia w druga strone. Czy to wahadlo nie mogloby sie zatrzymac gdzies posrodku tylko z jednego ekstremum w drugie? Okrutny tata, bo odstawil niegrzecznego dwulatka na chwile do innego pokoju...traumy sie dziecko nabawi na cale zycie. A moze jestes rowniez zwolenniczka teorii, iz dziecku nie nalezy nigdy mowic nie bo mozna mu zwichrowac psychike?

                      Nie lubie zbyt slowa kara bo to mi sie jakos ze swiatem przestepczym kojarzy. W przypadku wychowywania dzieci preferuje okreslenie ...wychowywanie. W sklad ktorego wchodzic moga zakazy, nakazy, pouczenia, ingerencje gdy dziecko zle sie zachowuje, ale tez pochwaly, wyrazy uznania itd. Na wychowanie nigdy nie jest za wczesnie. Szczerze mowiac wspolczuje rodzicom, ktorzy biora sie za wychowywanie gdy dziecko ma lat siedem, dziesiec lub nascie, bo to sie musi skonczyc katastrofa.
                    • danaide Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 19:59
                      Ale ojciec nie chciał odseparować dzieci, bo jedno przeszkadzało drugiemu. Ojciec chciał odseparować dzieci, bo przeszkadzały JEMU. Ojciec miał nie wysyłać dzieci do kuchni, bo tam matka robi obiad, i choć panizalewska sugeruje wspólne przygotowywanie posiłku, podczas którego dzieci nabiorą cennych umiejętności gotowania to generalnie gotowanie w towarzystwie dzieci może być zabawą od czasu do czasu, ale osobiście na regularne gotowanie w towarzystwie dziecka mało kto się pisze. Zatem wyjściem było ODERWANIE SIĘ OD KOMPA. Co, jak widać na załączonym przykładzie, nie wchodziło w rachubę.
                      A i tak ojca ego mocno zabolało.
          • danaide Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 20:08
            Osobiście uważam, jako matka samotnie wychowująca dziecko, że brak sprzecznych opinii jest jedną z największych zalet samodzielnego/samotnego macierzyństwa;) Poważnie, nie dałabym rady walczyć z wiatrakami. Rozumiem odmienne STANOWISKA, ale czasem rodzicami jednego dziecka są ludzie wyznający odmienne WARTOŚCI.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 01:48
      Zastanawiam się jak to się stało, że dość typowa historia dylematów wychowawczych czy relacyjnych została przez część z Pań sprowadzona do rodzinnego dramatu. Pojawiła się matka, która zamiast organizować wychowawczą zabawę w rodzinne gotowanie, robi bezideowo i samolubnie robi kolację sama. Pojawia się ojciec, który sam nie umiejąc znieść frustracji związanej z brakiem dostępu do internetu i opieką nad dziećmi, sadystycznie karze syna, którego koniecznie trzeba wyrwać z tej opresji. Pojawia się para ludzi, którzy się nie umieją porozumiewać i cierpią na tym ich dzieci, których dobro ta para ma za nic. Na przemian pojawia się cierpiąca córka lub cierpiący syn. Pojawiają się drastyczne metody wychowawcze doprowadzające jakieś z dzieci do spazmów, walenia głową o ścianę, izolacji. Trudno używać jakichś neutralnych określeń, takich jak choćby "frustracja", bez obawy, że zostanie to zdemonizowane i i tak zakończy się oskarżeniem rodziców o świadome wyrządzanie krzywdy dziecku.
      Mimo, że przedstawiłam swój komentarz nieco ironicznie, to naprawdę jestem ciekawa jak i dlaczego zachodzi taki proces. Ironia ma jedynie funkcję pokazania specyficznie zmieniającej się narracji. I właściwie chyba tylko jedna osoba w tym wątku zaczęła się, od tej jednorodnej narracji, dystansować.
      A przecież w tym wątku jest coś pozytywnego. Pisze kobieta zatroskana o swoje relacji i z dziećmi i z mężem. Chce uzyskać radę, wsparcie, rozumienie. Rozstrzygnąć dylemat jak dobrze zaopiekować się dzieckiem i jak być w zgodzie z mężem i dbać o swoje dobro i potrzeby i potrzeby męża. Ma własną refleksję nad tym co on zrobił i co ona zrobiła. Wydaje się być skłonna do zmiany.
      Zastanawiam się skąd tyle nieufności do działań tych rodziców, mimo pokazanej ich dobrej intencji ?
      Czy to są jakieś zadawnione, ale ciągle obecne , Wasze własne doświadczenia ? Własnej dziecięcej krzywdy i niesprawiedliwości ? Czy może winny jest brak ufności wobec innych? Może potrzeba potrzeba natychmiastowej ochrony słabszego ? A może coś jeszcze, czego nie uchwyciłam. Naprawdę bardzo jestem ciekawa Waszych wypowiedzi. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • panizalewska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 08:26
        Za siebie napiszę, że zaiste mam takiego tatę, który zawsze najwyżej cenił swój święty spokój, odpoczynek od wszystkiego, zwłaszcza od własnych dzieci. Najlepiej permanentny. Albo nie, raczej żeby były mu dostarczone nakarmione, przewinięte / wysikane, ubrane odpowiednio do pogody, lekcje odrobione no i wtedy jaśnie pan był gotów się zająć, ale najlepiej na krótko, bo to przecież wyczerpujące. Najlepiej puszczając film. Nie daj Boże dziecko zgłodnieje, to trzeba do mamusi odesłać, nie daj Boże coś zepsuje to trzeba nawrzeszczeć, jakby to było jajo z chińskiej porcelany z dynastii Ming. I już o zgrozo jak dziecko ma jakieś potrzeby emocjonalne lub intelektualne akurat jak jaśnie pan odpoczywa. A potem się okazuje, że poodkręcany gaz w kuchni, albo zabijamy się z siostrą na śmierć i życie, mieszkanie w ruinie, bo jaśnie pan odpoczywał przy kompie aż do przyjścia odpowiedzialnej małżonki z pracy. I obraza majestatu permanentna.

        Więc tak, na dłuższą metę takie powtarzające się sytuacje nie prowadzą do happy endu.
        Super, że autorka pyta, co się stało, że taka drobna sytuacja a w rodzinie fochy ojca, szlochy dziecka, u niej zmieszanie i wątpliwości. No to jej piszemy. Z własnych doświadczeń, no bo z jakich innych?
      • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 09:30
        Zauważyłem, że Pani Agnieszka nie ceni dzieci, widać to po wielu wpisach w kierunku rodziców. Rozumiem, taki fach i takie skrzywienie zawodowe, rozwiązywanie konfliktów między dorosłymi. ;-)

        Dziecko wszystko zniesie, nawet największą głupotę rodziców, bo faktycznie dziecko jest bardzo odporne na błędy i nie da się tak łatwo zepsuć. Nikt nie wpada na pomysł zamknięcia babci w osobnym pokoju, bo robi coś nie tak, chociaż starsi ludzie zazwyczaj nie są łatwi dla rodziny. Zaraz by było totalne potępienie albo nawet telefon na policję, przy dziecku nawet tak małym, nawet bywają pochwały. :-)
        Druga sprawa, to ten konflikt między małżonkami. Myślę, że ojciec wie, że dał ciała i nie zajął się dziećmi, jak należy i stąd to oburzenie. Mógł wziąć dwoje dzieci i przejść się przed kolacją choćby na pół godziny, ale miał swoje przyjemności i nie odpuścił. Dlatego histerycznie bronił przegranej sprawy. :-D

        To jest chyba też kwestia podejścia. W wielu wpisach przewija się takie cierpiętnicze podejście do dzieci. Jeśli ktoś się zajmuje dziećmi w taki sposób, żeby samemu mieć z tego przyjemność, to ma dużo łatwiej, bo dla niego taka opieka, nie jest aż tak wielkim obciążeniem. Cieszmy się z takich maluchów, bo one z czasem urosną i już nie będą takie wpatrzone w rodzica, chętne do naśladowania, skore do współpracy, będą miały swoje plany i problemy, będą negować wszystko i szukać własnej drogi i nie pozwolą się tak łatwo odstawić do kąta, w każdym razie, mam taką nadzieję. ;-)
        • differentview Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 13:53
          altz napisał:

          > Nikt nie wpada na pomysł zamknięcia babci w osobnym pokoju, bo robi coś nie tak, chociaż > starsi ludzie zazwyczaj nie są łatwi dla rodziny. Zaraz by było totalne potępienie a
          > lbo nawet telefon na policję, przy dziecku nawet tak małym, nawet bywają pochwa
          > ły. :-)

          oj tam od razu babci- ja uwazam, ze wiekszosc tych "wychowawczych" metod ludzie powinni stosowac wobec siebie nawzajem;) np. maz nie wykonal polecenia zony- zamknac go na klucz w odosobnieniu albo na karnym jezyku- niech przemysli, przeprosi i obieca poprawe;)
          • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 14:08
            Dokladnie i wowczas potrafiliby jakosc takich metod oceniac po wlasnych doswiadczeniach z zycia a nie tylko teoretycznie :-) To moze byc naprawde fajne cwiczenie praktyczne, w trakcie klotni niej jedno z malzonkow zamknie w pokoju drugie nawet na 15 min, bez mozliwosci wyjscia z tego pokoju i nich po fakcie opisze tu nam swoje wrazenia. Sytuacja musi jak najbardziej odpowiadac rzeczywistej, musi byc prawdziwa klitnia a potem niespodziewane zamkniecie w pokoju, moze niech ktoras z pan zwolenniczek tejmetody zamkbie przez zaskoczenie swojego meza :-) na koszty ew. wymiany framugi i drzwi mozemy sie zrzucic, niech to bedzie taki eksperyment na rzecz dzieci :-))
            • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 14:33
              zuzi.1 napisała:

              > ktoras z pan zwolenniczek tejmetody zamkbie przez zaskoczenie swojego meza :-
              > ) na koszty ew. wymiany framugi i drzwi mozemy sie zrzucic, niech to bedzie tak
              > i eksperyment na rzecz dzieci :-))

              Rozumiem , ze wizja ta wydaje Ci sie bardzo zabawna, manipulacja jest jednak twierdzenie, ze dziecko zostalo zamkniete z zaskoczenia. Jakos latwo lykasz przemycane w tekstach opinie, ze wrzaski na dziecko nie sa takie zle, zamkniecie juz tak. Osobiscie nie wyobrazam sobie, zeby w domu podnosic glos. Na nikogo. Zreszta osobie, ktora nie potrafi zapanowac nad soba i wrzeszczy w ogole nie powierzylabym wlasnych dzieci, dla mnie tacy ludzie sa niebezpieczni, boje sie ich, bo nigdy nie wiem czy eskalujac zlosc nie przejda do rekoczynow. Moze dlatego tak jest, ze mialam bardzo spokojnych, opanowanych rodzicow i sto razy bardziej wolalabym byc oddelegowana do drugiego pokoju, niz zmuszona wysluchiwac wrzaskow wscieklego opiekuna.
              A samo odosobninie jest z powodzeniem stosowane rowniez w Polsce, wlasnie dlatego, ze jest to najbardziej humanitarna kara, stad wzial sie system wieziennictwa, a nie propaguje sie np. chlosty pod pregierzem na rynku.
              • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 14:42
                pogodoodporna napisał(a):
                > A samo odosobninie jest z powodzeniem stosowane rowniez w Polsce, wlasnie dlate
                > go, ze jest to najbardziej humanitarna kara, stad wzial sie system wieziennictw
                > a, a nie propaguje sie np. chlosty pod pregierzem na rynku.

                Czy długo siedziałaś w więzieniu? Jeśli nie, to skąd masz taką wiedzę?
                Ja wybrałbym chłostę, zamiast miesięcznej odsiadki.
                • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 15:21
                  altz napisał:

                  > Czy długo siedziałaś w więzieniu?

                  Bardzo smieszne :-)

                  > Jeśli nie, to skąd masz taką wiedzę?

                  Jaka wiedze? Ze za roznego rodzaju przewinienia kodeks karny przewiduje rozne kary ? Przeceniasz moje mozliwosci, ale to nie ja wymyslilam, ze ludzi karze sie odosobnieniem. Widac jest to sposob humanitarny. Tobie trudno sie z tym pogodzic ? A co mnie to obchodzi ? :-)

                  • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 16:10
                    pogodoodporna napisał(a):
                    > Jaka wiedze? Ze za roznego rodzaju przewinienia kodeks karny przewiduje rozne k
                    > ary ? Przeceniasz moje mozliwosci, ale to nie ja wymyslilam, ze ludzi karze sie
                    > odosobnieniem. Widac jest to sposob humanitarny. Tobie trudno sie z tym
                    > pogodzic ? A co mnie to obchodzi ? :-)

                    Niezły sposób obrony swojego stanowiska. Dzieci też tak robią. ;-)
                    Zapytam wprost: skąd wiesz, że areszt miesięczny jest bardziej humanitarny od chłosty?
              • ola_dom Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 14:43
                pogodoodporna napisał(a):

                > Osobiscie nie wyobrazam sobie, zeby w domu podnosic glos. Na nikogo. Zreszta osobie, ktora
                > nie potrafi zapanowac nad soba i wrzeszczy w ogole nie powierzylabym wlasnych dzieci, dla
                > mnie tacy ludzie sa niebezpieczni, boje sie ich, bo nigdy nie wiem czy eskalujac zlosc nie przejda
                > do rekoczynow.

                ... czasem lepiej krzyczeć niż syczeć...
                • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 15:26
                  Lub z syczeniem pod nosem ( bo krzyknac nie wypada, byc oddelegowywanym do pokoju, wtf znaczy byc oddelegowywanym do pokoju, strasznie sztywniackie uklady rodzinne, jakos nikt mnie nigdy nie oddelegowywal do pokoju ani w nim silowo nie zamykal, ale mialam z rodzicami bliskie a nie sztywniackie hierarchiczne relacje. Moze dlatego nie traktuje takich metod jako normalnych. Dzieki rodzice :) za wyrozumialosc...
            • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 14:37
              zuzi.1 napisała:
              > To moze byc naprawde fajne cwiczenie praktyczne, w trakcie klotni niej jedno
              > z malzonkow zamknie w pokoju drugie nawet na 15 min, bez mozliwosci wyjscia
              > z tego pokoju i nich po fakcie opisze tu nam swoje wrazenia.

              Bardzo mnie się to podoba! :-D Ja wiem, co by się działo, gdybym zamknął żonę (bywszą), byłoby kopanie w drzwi, możliwe, że by krzyczała przez okno i byłaby policja. :-)
              • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 15:42
                No co Ty Altz taka histeryczka z tej Twojej byle zony... a myslisz, ze gdyby tak dluzej w tym zamknieciu posiedziala, no np. z 35 min. to bylaby szansa na to, ze opadna z niej zle emocje, uciszy sie, uspokoi wew. i przemysli swoje zle postepowanie ? :-))
                • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 15:44
                  Tylko musialbys klamki z drzwi i okien powyjmowac i odciac dostep do wszelkich telefonow i kompa :-))
              • marsylvik Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 26.10.14, 17:22
                altz napisał:

                > zuzi.1 napisała:
                > > To moze byc naprawde fajne cwiczenie praktyczne, w trakcie klotni niej je
                > dno
                > > z malzonkow zamknie w pokoju drugie nawet na 15 min, bez mozliwosci wyjsc
                > ia
                > > z tego pokoju i nich po fakcie opisze tu nam swoje wrazenia.
                >
                > Bardzo mnie się to podoba! :-D Ja wiem, co by się działo, gdybym zamknął żonę (
                > bywszą), byłoby kopanie w drzwi, możliwe, że by krzyczała przez okno i byłaby p
                > olicja. :-)

                Gdyby ktoś mnie łapał za rękę za każdym razem, kiedy przechodzę przez ulicę, to zapewne wezwałabym policję, jeśli nie udałoby mi się w inny sposób pozbyć natręta. Jednak sama swoją dwuletnią córeczkę biorę za rękę zawsze przed przejściem przez ulicę. Uważam, że nie mam prawa jej tego nie robić, choć sama bym tego nie zniosła.
                Założenie mi pieluchy kiedy jestem sprawna, odebrałabym jako upokorzenie (przypominam na przykład hipermarkety, jeśli ktoś uważa przykład za zbyt absurdalny). Mojej niespełna dwuletniej córce nie dość, że pieluchy zakładam, to jeszcze jej je często zmieniam, nawet kiedy ona wyraźnie protestuje.
                Może jednak dorosłego i maleńkie dziecko należy traktować inaczej? Może ma to jakieś swoje uzasadnienie?
          • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 14:32
            NIe, nie Differentview, babci się już nie wychowuje, a dzieci trzeba wychowywać od pierwszych miesięcy! Niech znają swoje miejsce. Babcia może się poskarżyć, może nawet wezwać policję, a dziecko? Jest naszą własnością, możemy z nim robić, co nam się podoba.
            Jak słyszę, że dziecko trzeba wychowywać od początku, to mnie autentycznie szlag trafia. Matka 4-miesięcznego niemowlęcia chwaliła się, że dziecko w nocy przewinięte, nakarmione, a ryczy, to uznała, że trzeba je od początku wychowywać i zostawiła płaczące, aż w końcu ze zmęczenia usnęło. Bo czego ono mogło chcieć po nocy, skoro nie było głodne ani nie miało mokro? Próbowało wymusić płaczem wzięcie na ręce, szczyt wszystkiego! Tak, trzeba wychowywać dziecko od początku. Bleeeeee.
            • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 14:45
              sebalda napisała:

              > Babcia może się poskarżyć,
              > może nawet wezwać policję, a dziecko? Jest naszą własnością, możemy z nim robić
              > , co nam się podoba.

              Nikt tego nie powiedzial, nie manipuluj.

              > zostawiła płaczące, aż w końcu ze zmęczenia usnęło. Bo czego ono mogło chcieć p
              > o nocy, skoro nie było głodne ani nie miało mokro? Próbowało wymusić płaczem wz
              > ięcie na ręce, szczyt wszystkiego! Tak, trzeba wychowywać dziecko od początku.
              > Bleeeeee.

              Wychowanie malych dzieci polega na wdrozeniu ich w rytm dobowy. Czym innym jest zaspokajanie potrzeb dziecka, a czym innym pogodzenie jego opieki z wlasnym zyciem. Dlatego nikt nie chodzi cala noc po domu i nie buja na rekach dziecka, ktore jest zdrowe, z prostego powodu, ze sam musi sie zdrzemnac, bo inaczej padnie. Co innego gdy dziecko jest chore, wtedy nie spi sie kilka nocy z rzedu, czuwajac przy maluchu i jest to najzupelniej normalne. Pewnie, ze dziecko trzeba przytulac ciagle, ale zaspokojenie jego potrzeb nie oznacza rownoczesnie, ze matka ma sie pozbyc swoich.
              • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 18:32
                Pogodoodporna, ale gdy zdrowy niemowlak plakal. to nie reagowalas, tyljo robilas swohe, uznajac, ze histeryzuje i wymusza, wiec zajac sie nim nie trzeba, czy przelozyc do malzenskiego lozka, zeby przestalo plakac???
                • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 18:55
                  zuzi.1 napisała:

                  > Pogodoodporna, ale gdy zdrowy niemowlak plakal. to nie reagowalas, tyljo robila
                  > s swohe, uznajac, ze histeryzuje i wymusza, wiec zajac sie nim nie trzeba, czy
                  > przelozyc do malzenskiego lozka, zeby przestalo plakac???

                  Staralismy sie z mezem zaspokajac potrzebe bliskosci naszych dzieci na zmiane, poki starczylo nam sil. Nie plakaly zbyt duzo na szczescie, ale tez bylo nas dwoje, wiec moglismy sie dzielic. Gdybym jednak byla sama, to wiem, ze czasem niemowlak musialby poplakac w samotnosci, matka glodna, zmeczona i niewyspana na nic by mu sie nie przydala, wiec instynkt samozachowawczy kaze czasem zadbac i o siebie. Do lozka malzenskiego nie bralam ze wzgledow bezpieczenstwa, ale maluch mial lozeczko w naszej sypialni.
                  • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 20:00
                    Czyli prezentowalas normalne zdrowe podejscie do niemowlecia i dobrze.
                    • marsylvik Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 26.10.14, 17:36
                      A z ciekawości, jakiego się spodziewałaś?
                  • mamameg Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 13:47
                    Wychowanie malych dzieci polega na wdrozeniu ich w rytm dobowy. Czym innym jest zaspokajanie potrzeb dziecka, a czym innym pogodzenie jego opieki z wlasnym zyciem. Dlatego nikt nie chodzi cala noc po domu i nie buja na rekach dziecka, ktore jest zdrowe, z prostego powodu, ze sam musi sie zdrzemnac, bo inaczej padnie

                    Byłam sama z niemowlęciem, które źle sypiało i nie umiem sobie wyobrazić, że je odkładam i pozwalam płakać a sama śpię.
                    I nie było to bezstresowe wychowanie czy kierowanie się poradnikami, tak samo robiły moja mama i babcia- jak niemowlę płacze, to trzeba je przytulić i uspokoić, bo ono dla kaprysu nie płacze, tylko np. potrzebuje bliskości. Albo jest głodne mimo, że niby nie powinno. Albo je coś boli.
                    • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 14:59
                      > Byłam sama z niemowlęciem, które źle sypiało i nie umiem sobie wyobrazić, że je
                      > odkładam i pozwalam płakać a sama śpię.
                      > I nie było to bezstresowe wychowanie czy kierowanie się poradnikami, tak samo r
                      > obiły moja mama i babcia- jak niemowlę płacze, to trzeba je przytulić i uspokoi
                      > ć, bo ono dla kaprysu nie płacze, tylko np. potrzebuje bliskości. Albo jest gło
                      > dne mimo, że niby nie powinno. Albo je coś boli.

                      Ja w ogóle nie rozumiem idei odkładania płaczącego dziecka do łóżeczka. Jeśli jest najedzone i przewinięte, a mimo to płacze, to najwyraźniej potrzebuje bliskości mamy i wtedy nie ma nic prostszego, jak wzięcie go do łóżka, z reguły (jeśli jest zdrowe i nic go nie boli) cudnie zasypia, a my z nim. Czemu alternatywą dla odkładania płaczącego dziecka do łóżeczka ma być noszenie go całą noc na rękach??? Bzdura jakaś.
                    • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 19:01
                      mamameg napisała:
                      > I nie było to bezstresowe wychowanie czy kierowanie się poradnikami, tak samo r
                      > obiły moja mama i babcia- jak niemowlę płacze, to trzeba je przytulić i uspokoi
                      > ć, bo ono dla kaprysu nie płacze, tylko np. potrzebuje bliskości. Albo jest gło
                      > dne mimo, że niby nie powinno. Albo je coś boli.

                      Był kiedyś robiony eksperyment. Małe dzieci, jeszcze zupełnie nie mówiące, nauczono migać. Okazało się, że takie dziecko miało dużo do powiedzenia, choćby mówiło, że je coś boli, gdzie boli, że zostawiło zabawkę i mówiło, gdzie jest ta zabawka i że jest potrzebna do spania.
            • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 14:49
              > Jak słyszę, że dziecko trzeba wychowywać od początku, to mnie autentycznie szla
              > g trafia. Matka 4-miesięcznego niemowlęcia chwaliła się, że dziecko w nocy prze
              > winięte, nakarmione, a ryczy, to uznała, że trzeba je od początku wychowywać i
              > zostawiła płaczące, aż w końcu ze zmęczenia usnęło. Bo czego ono mogło chcieć p
              > o nocy, skoro nie było głodne ani nie miało mokro? Próbowało wymusić płaczem wz
              > ięcie na ręce, szczyt wszystkiego! Tak, trzeba wychowywać dziecko od początku.
              > Bleeeeee.


              To ja pisalam o wychowywaniu od poczatku wiec to do mnie aluzja. Moze jakbys ochlonela, to bys sobie przypomniala, ze potepilam w czambul metody trejsi hogg jako barbarzynskie. Nie to mialam na mysli mowiac o wychowywaniu od poczatku. Ale Ty Sebaldo, po prostu chyba lubisz przypisywac ludziom zle intencje, to widac w tym watku, jak dramatyzujesz i robisz z igly widly, dzielisz wlos na czworo a nawet na szescioro. Przejaskrawiasz, naginasz, wymyslasz przedziwne sytuacje i konfiguracje rodzinne zeby tylko udowodnic swoje tezy. Moze p. Agnieszka miala racje, ze to pewnie nalecialosci z dziecinstwa.

              Nie lubie jak mi sie wklada w usta slowa, ktorych nie wypowiedzialam.
              Przy tym nie odmowie sobie tej przyjemnosci i spiesze Cie poinformowac, ze moj obecnie dziesiecioletni syn jest ulozonym, radosnym i silnym psychicznie dzieckiem o dobrych manierach. I nadal podtrzymuje swoje zdanie, ze rodzice, ktorzy rozpoczynaja dzialania wychowcze dopiero gdy dziecko jest duze obudza sie ktoregos dnia z reka w nocniku, kiedy nastolatek sterroryzuje rodzine.
              • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 15:14
                > I nadal podtrzymuje swoje zdanie, ze rodzice, ktorzy r
                > ozpoczynaja dzialania wychowcze dopiero gdy dziecko jest duze obudza sie ktoreg
                > os dnia z reka w nocniku, kiedy nastolatek sterroryzuje rodzine.

                W pelni sie zgadzam. Moje dzieci potrzebowaly jasnych komunikatow i pewnosci, ze matka z ojcem wskaza kierunek. Potem przyszedl czas samodzielnego myslenia i wlasnych wyborow, do ktorych zawsze je goraco zachecalismy. Ale poki byly male oczekiwaly, ze to rodzice przejma ster, a nagrody i kary (czesciej nagrody ) byly wpisane w system wychowania.
                Co ciekawe ja bylam w tym bardziej konsekwentna niz moj maz, bardziej nieugieta, maz wiecej poblazal i czesciej przymykal oko. Wiecej sie z dziecmi cackal po prostu :-) Teraz, gdy dzieci sa dorosle mam z nimi lepszy, serdeczniejszy kontakt niz ich ojciec. Czesciej mi sie zwierzaja i czesciej prosza mnie o rade. Maja mnie za silnego, zdecydowanego czlowieka, z ktorym wspolnie mozna obgadac rozmaite strategie i ktory zacheci do pracy bez zbednego rozczulania, ojciec co najwyzej poglaszcze po glowie i sie pozachwyca ;-)
                • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 15:29
                  Maj
                  > a mnie za silnego, zdecydowanego czlowieka, z ktorym wspolnie mozna obgadac roz
                  > maite strategie i
                  (...)
                  Moje dzieci potrzebowaly jasnych komunikatow i pewnosci, z
                  > e matka z ojcem wskaza kierunek.

                  Jest wlasnie tak jak piszesz. Czytalam gdzies opracowanie, choc teraz nie przytocze gdzie i co, ze dzieci, ktore mialy, maja poblazliwych rodzicow wychowujacych metoda bezstresowa czuja sie mniej bezpiecznie od tych, ktorym rodzice stawiaja wyrazne ramy i ograniczenia. To jest tak naprawde proste i logiczne: ta potrzeba zakotwiczenia. Nikt nie czuje sie bezpiecznie dryfujac z wiatrem po otwartym morzu. Czy moja parabola jest czytelna? :)
                  • mamameg Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 03.11.14, 10:07
                    Nikt w tym wątku nie pisał, żeby pozwalać dziecku na wszystko- skąd więc określenie "wychowanie bezstresowe"?
            • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 15:44
              Tak, dziecko trzeba wychowywać od początku. Wychowanie to jednak nie tylko przemoc i kary. Wychowanie to takze przyjście, gdy dziecko płacze, albo danie zabawki, albo pokazywanie świata.
              Pomysł, ze dzieci wychowywać nie trzeba, ze to, co robimy z niemowlęciem wychowaniem nie jest - jest zaiste zaskakujący.
              Ja bym dodała jeszcze, że babci nie wolno zakazać oglądania filmów dla dorosłych, picia alkoholu, jedzenia niezdrowych przekąsek i wychodzenia z domu o której chce i wracanie o której chce. Czy zatem nie wolno zakazywać także tego dzieciom?
          • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 15:18
            differentview napisała:
            ja uwazam, ze wiekszosc tych "wychowawczych" metod ludzie
            > powinni stosowac wobec siebie nawzajem;) np. maz nie wykonal polecenia zony- z
            > amknac go na klucz w odosobnieniu albo na karnym jezyku- niech przemysli, przep
            > rosi i obieca poprawe;)

            kiepska ironia. Doroslych ludzi sie nie wychowuje, dzieci nalezy. Czy moze serio chcesz powiedziec, ze stosujesz wobec meza (czy partnera) kary? Pewnie za zle zachowania karasz go brakiem seksu, zgadlam?
            • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 15:59
              Ada, ale zamykanie dziecka w pokoju to NIE JESTzadne WYCHOWYWANIE !!!
              • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 16:11
                zuzi.1 napisała:

                > Ada, ale zamykanie dziecka w pokoju to NIE JESTzadne WYCHOWYWANIE !!!

                Ludzie, apeluje do waszego rozsadku, przestancie histeryzowac. Czytajac Wasze interpretacje, takie jak ta powyzej, mozna by odniesc wrazenie, ze mowa o dziecku przetrzymywanym w pokoju godzinami a moze nawet tygodniami, ba! w piwnicy bez okien.

                Wychowywanie dziecka to jest caly arsenal srodkow, to sa kary, nagrody, pouczenia i pochwaly, i wiele wiele, wiecej, jak np. pokazywanie swiata. Kary moga byc roznego rodzaju, czasem zdarzy sie ze kara jest nieadekwatna do czynu, bo jestesmy tylko ludzmi i kazdy z nas popelnia bledy. Kazdy, nawet idealna Sebalda czy nader wyrozumialy Altz popelnili i popelnia mase wychowawczych bledow. Histeria i histeryczne reagowanie, jakie widze w tym watku, rowniez mozna zaliczyc do rodzicielskich bledow, bo dziecko potrzebuje rodzica silnego i stabilnego, a nie wpadajacego w poploch z byle powodu, jak niektorzy z Was.
                • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 16:18
                  ada1214 napisała:
                  > Kazdy, nawet idealna Sebalda czy nader wyrozumialy Altz popelnili i popelnia mase
                  > wychowawczych bledow. Histeria i histeryczne reagowanie, jakie widze w tym watku,
                  > rowniez mozna zaliczyc do rodzicielskich bledow, bo dziecko potrzebuje rodzica silnego
                  > i stabilnego, a nie wpadajacego w poploch z byle powodu, jak niektorzy z Was.

                  Histerycznym zachowaniem jest zamykanie dwulatka na osobności. To jest również dowód niemocy. Dzieci wystarczy zainteresować, nie trzeba ich gnębić. Normalny rodzic umiałby rozwiązać taki konflikt w 3 minuty. Normalny, czyli świadomy i zaangażowany.
                  • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 16:28
                    altz napisał:

                    >
                    > Histerycznym zachowaniem jest zamykanie dwulatka na osobności. To jest również
                    > dowód niemocy. Dzieci wystarczy zainteresować, nie trzeba ich gnębić.

                    ...a jak dzisieciolatek bedzie chcial komus sprac gebe, to bedziesz staral sie odwrocic jego uwage, zainteresowac czyms innym zamiast krotko i stanowczo wziac delikwenta za fraki i do domu? A jak nastolatek bedzie chcial sie naszprycowac dragami to bedziesz staral sie przykuc jego uwage np. filmem zamiast wypieprzyc z domu dziadostwo i zaprowadzic delikwenta na odwyk?

                    • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 17:31
                      ada1214 napisała:
                      > ...a jak dzisieciolatek bedzie chcial komus sprac gebe, to bedziesz staral sie
                      > odwrocic jego uwage, zainteresowac czyms innym zamiast krotko i stanowczo wzia
                      > c delikwenta za fraki i do domu? A jak nastolatek bedzie chcial sie naszprycowa
                      > c dragami to bedziesz staral sie przykuc jego uwage np. filmem zamiast wypieprz
                      > yc z domu dziadostwo i zaprowadzic delikwenta na odwyk?

                      "Tak mówicie? A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był. To wy byście staruszkę przejechali, tak? A to być może wasza matka!!!"

                      Zagadka dla forum. Proszę znaleźć 3 różnice w tych tekstach! ;-)

                      Ten chłopiec już ma 10 lat? Tak się szybko zestarzał i stoczył? :-D
                      • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 18:18
                        Dobre altz, usmialam sie setnie :D Najfajniej tak popisac jak Ada od sasa do lasa aby jak najdalej odejsc od konjretu, czyli kwestii wychowywania. 2 letnich dzieci poprzez ich kritkie zamkniecie w pokoju. Na moje jedno zdanie podkreslone wykrzyknikie mAda napisala cala odezwe do histerycznych rodzicow, zamiast sie odniesc do meritum czyli kwestii tego, czy zamkniecie dziecka w pokoju na kilka minut JEST czy NIE JEST jedna z metod wychowywania dziecka. Nie wiem czy dobrze ta odezwe zrozumialam, ale odnosnie tego zamkniecia 2 latka wyczytalam z niej, ze ojciec pomylil sie i popelnil blad, bo jest tylko czlowiekiem, jak kazdy z nas. Jesli zle zrozumialam Twoj punkt widzenia to mnie popraw i jakbys mogla to odnies sie tez do meritum tego zdania tj. czy zamkniecie malego dziecka w pokoju mozna uznac za metode wych. i czego ta metoda 2 lata uczy. Tylko jesli moge prosic, to prosze o konjrety, a nie o odpowiedz od sasa do lasa jak poprzednio :)
                        • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 18:40
                          zuzi.1 napisała:

                          > Na moje jedno zdanie podkreslone
                          > wykrzyknikie mAda napisala cala odezwe do histerycznych rodzicow, zamiast sie
                          > odniesc do meritum czyli kwestii tego, czy zamkniecie dziecka w pokoju na kilka
                          > minut JEST czy NIE JEST jedna z metod wychowywania dziecka.

                          Skoro tak swietnie potrafisz wczuc sie w psychike malego dziecka, to powiedz dlaczego ci wstretni, okrutni rodzice zaprowadzaja swoje dzieci do przedszkola na wiele godzin izolujac je od rodziny. Wiesz jaka to trauma ? Slyszalas placz pozostawionych tam dzieci ? Zaloze sie, ze one mysla, ze mamusia zostawia je na zawsze, ze juz ich nie kocha . One traca wiare w milosc rozicow. Takie pozostawienie na pol dnia z pewnoscia odbija sie negatywnie na ich psychice, jest o wiele gorsze niz zamykanie na trzy minuty w ich wlasnym domu, ktory dobrze znaja. Jakie to okrutne, bo przeciez nic zlego nie zrobily, skad wiec taka straszna kara ? Wsluchaj sie w placz pozostawionych w przedszkolach maluchow, toz to trauma jakich malo.

                          tj. czy zamkniecie malego dziecka w pok
                          > oju mozna uznac za metode wych. i czego ta metoda 2 lata uczy. Tylko jesli moge
                          > prosic, to prosze o konjrety, a nie o odpowiedz od sasa do lasa jak poprzednio
                          > :)

                          A jak dwulatek umysli sobie wkladanie gwozdzi do kontaktu, tez bedziesz cierpliwie tlumaczyc ? A jak zechce przebiegac przez ulice , albo wkladac reke do ognia ? Zaloze sie, ze jednak zareagujesz instyktownie, czyli wyniesiesz dzieco w bezpieczne miejsce, a potem bedziesz tlumaczyc. Wlasnie dlatego, ze to dwulatek. A wyniesiesz dlatego, zeby dac natychmiastowy sygnal, ze nie akceptujesz takich zachowan.
                          • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 18:48
                            pogodoodporna napisał(a):
                            > Skoro tak swietnie potrafisz wczuc sie w psychike malego dziecka, to powiedz dl
                            > aczego ci wstretni, okrutni rodzice zaprowadzaja swoje dzieci do przedszkola [u
                            > ]na wiele godzin izolujac je od rodziny[/u]. Wiesz jaka to trauma ?

                            Dziecko (ogólnie człowiek) jest istotą społeczną, nawet takie dziecko półroczne. Dlatego wyrzucanie poza nawias jest czymś zły, a z drugiej strony, dzieci świetnie się ze sobą czują. Czasami psują to nieudolne przedszkolanki, ale nie wszystko potrafią zepsuć. :-)

                            > A jak dwulatek umysli sobie wkladanie gwozdzi do kontaktu, tez bedziesz cierpli
                            > wie tlumaczyc ? A jak zechce przebiegac przez ulice , albo wkladac reke do ogni
                            > a ? Zaloze sie, ze jednak zareagujesz instyktownie, czyli wyniesiesz dzieco w b
                            > ezpieczne miejsce, a potem bedziesz tlumaczyc. Wlasnie dlatego, ze to dwulatek.
                            > A wyniesiesz dlatego, zeby dac natychmiastowy sygnal, ze nie akceptujesz takic
                            > h zachowan.

                            Bareja wiecznie żywy! :-D
                            Wyniesie nie z powodu nieakceptowania zachowań, tylko dlatego, że to jest bardzo małe i nieświadome zagrożeń dziecko, a nie potwór czyhający na wszystkich. A ciągnąc Twoją myśl. Jakbyś się czuła, gdyby takie dziecko po zamknięciu w odosobnieniu, zrobiło sobie krzywdę?
                          • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 20:22
                            Poniewaz w przedszkolu dzieci swietnie sie rozwijaja, ponadto dzieci uwielbiaja przebywac w towarzystwie innych dzieci. A te placzace po prxyjsciu maluchy przestaja plakac, juz jakis czas po tym, gdy rodzic wyjdzie, a po poludniu nie chca wychodzic z przedszkola do domu, bo tak sie swietnie w nim bawily, takze rodzicr dobrze wiedza co robia zapewniajac dzieciom mozliwosc rozwoju w przedszkolu :-))A odnosnie drugiej czesci wypowiedzi- gdy 2 latek wlozy palec do kontaktu, to go oczywiscie odciagne w bezpieczne miejsce, ale nigdy nie przyszloby mi do gliwy, aby z tego powodu zamykac go w pokoju za kare, to jest dziecko, ciekawe otoczenia, nie panujace jeszcze nad swoimi zachowaniami czy emocjami i my jako dorosli ludzie mamy OBOWIAZEK takie sprawy rozumiec i uwzgledniac przy wychowywaniu dzieci. I na koniec napisze, ze daleko mi do bezstresowego wychowania, jednak traktuje dzieci powaznie i nie naduzywam bezmyslnie swojej wladzy, chce miec z nimi dobre relacje teraz i w przyszlisci i staram sie rozumiec, ze przechodza przez rozne etapy rozwojowe przez co moga zachowywac sie roznie, w zwiazku z czym staram sie byc wobec nich elastyczna i czesto pomagaja mi w tym piwroty do czasow mojego dziecinstwa, przypominam sobie jak ja sie w ich wieku zachowywalam i co czulam, co bardzo ulatqia mi ich wychowanie :-))
                            • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 20:53
                              zuzi.1 napisała:

                              > Poniewaz w przedszkolu dzieci swietnie sie rozwijaja, ponadto dzieci uwielbiaja
                              > przebywac w towarzystwie innych dzieci.

                              Jestes tego pewna ? Bo ja nie cierpialam przedszkola, wedlug mnie bylo w nim nudno i zawsze przelykalam lzy gdy mnie mama w nim zostawiala, odbieralam to wlasnie jako niepotrzebna rozlake z bliskimi i z domem. Pobyt tam byl dla mnie kara.

                              > A odnosnie drugiej czesci wypowiedzi- gdy 2 latek wlozy palec do kontaktu,
                              > to go oczywiscie odciagne w bezpieczne miejsce, ale nigdy nie przyszloby mi do
                              > gliwy, aby z tego powodu zamykac go w pokoju za kare, to jest dziecko, ciekawe
                              > otoczenia,

                              W takim razie jak mu wytlumaczysz, zeby nie robilo tego ponownie ? Bo skoro tlumaczysz jak jest grzeczne, a jak zagraza sobie lub innym - tez tlumaczysz, to w sumie nie ma roznicy. Dziecko ma gadajaca matke. Gadajaca, ale nic nie robiaca ;-) I zeby nie bylo, podobnie jak Ty, wierze, ze na wiekszosc dzieci rozmowa i odwracanie uwagi podziala, ale nie na wszystkie niestety.
                              • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 22:10
                                Sluchaj mam dwoje dzieci i tymi metodami udalo mi sie ich nie straszyc i wychowac na odwazne , samodzielne, otwarte i fajne dzieci. Do pewnego momentu wystarczylo odciaganie od niebezpiecznych zajec, nie dopuszczanie do nich, stworzenie w miare bezpiecznej przestrzeni i tlumaczenia a w pewnym momencie te tlumaczenia zaczely do nich trafiac i same staraly sie uwazac, ale dalej pod czujnym okiem doroslego.A im byly starsze tym mniej tej czujnosco doroslego potrzebowaly i tyle, obylo sie bez drastycznych metod.
                                • mamameg Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 13:55
                                  Ja robiłam tak samo jak Zuzi. I też padały teksty o bezdzietnym wychowaniu(głównie ze strony mojego bezdzietnego wtedy brata) a potem ci sami ludzie byli zaskoczeni, że dzieci są takie same jak te które były karane jeżykami czy klapsami. Po prostu z wiekiem zaczynały rozumieć i słuchać. Nie rozumiem wymagania od roczniaka czy dwulatka, żeby był tak posłuszny i umiał się sam pobawić jak 6latek.
                            • pade Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 21:45
                              Zuzi, ale to jest bzdura z tym przedszkolem. Nie widziałam jeszcze ani jednego szczęśliwego przedszkolaka z pierwszej grupy. Starsze, owszem, widać przywykły do izolacji od rodziców:)
                              No i bardzo wątpię, że jesteś w stanie przywołać wspomnienia z własnego drugiego czy trzeciego roku życia, więc nie rozpędzaj się tak:)
                              • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 21:54
                                A ja znam pade takie przedszkolaki, a co do wsponien to mialam na mysle te pozniejsze, tak od starszych grup przedszkola, od tego czasu pamietam, wiec sie nie rozpedzam :)
                                • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 22:15
                                  W wychowaniu BARDZO pomaga to, o czym czesto wspomina SEBALDA tj. powrot do swojego wew. dziecka i traktowanie dzieci w taki sposob. w jaki sami bysmy chcieli byc traktowani :-)
                                  • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 22:24
                                    No, to ja bardzo chciałabym, aby ktoś mi pomógł, gdy inna osoba bezustannie mi przeszkadza.
                                    • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 23:45
                                      No i ktos Ci verdano powinien madrze pomoc. I Tobie i temu komus, kto Ci bezustannie przeszkadza :-)
                                      • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 25.10.14, 10:32
                                        Mnie własnie pomogli, wiec i ja pomagam dzieciom, uznając, ze to mój obowiązek. Jakoś to 'wewnętrzne dziecko" , jak widzę , ma pojawiać sie tylko wtedy, gdy odzwierciedla Twoje pomysły wychowawcze:)
                                        • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 25.10.14, 10:48
                                          Nie verdano mylisz sie, dobro dziecka jest sprawa nadrzedna i nie ma znaczenia czy madre i dobre pomysly wychowawcze beda ' moje' czy meza. Jakie to ma znaczenie czyje beda? Grunt zeby byly oparte na empatii, zrozumieniu i zakladaly jako cel dobro dziecka.
                                          • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 25.10.14, 12:27
                                            Otóż to. Dobro dziecka jest nadrzędne, dlatego uczę dzieci, zę powinny brać pod uwagę dobro takze innych dzieci - rodzeństwa i kolegów.
                                  • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 22:36
                                    zuzi.1 napisała:

                                    > W wychowaniu BARDZO pomaga to, o czym czesto wspomina SEBALDA tj. powrot do swo
                                    > jego wew. dziecka i traktowanie dzieci w taki sposob. w jaki sami bysmy chcieli
                                    > byc traktowani :-)

                                    :-)
                                    Jako dziecko strasznie balam sie ciemnosci, wiec jeszcze zanim moje dzieci pojawily sie na swiecie zamontowalam w pokoju dzieciecym sliczne nocne lampki. A jak juz dziewczynki nauczyly sie mowic powiedzialy cos w tym tonie " wez sie matka ogarnij, przestan panikowac i wylacz te lampki, bo nam przeszkadzaja w spaniu " ;-)
                                    • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 23:40
                                      Ale te lampki mialy Twoj strach z dziecinstwa okielznac, wiec kupilas je z mysla o dzieciach, ale tak naprawde dla siebie samej, malej pogodoodpornej...:) A dziewczyny masz bezposrednie i fajne :)
                              • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 22:32
                                pade napisała:

                                > Zuzi, ale to jest bzdura z tym przedszkolem. Nie widziałam jeszcze ani jednego
                                > szczęśliwego przedszkolaka z pierwszej grupy.


                                Niektore wyja miesiacami.
                                • pade Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 25.10.14, 00:10
                                  Mój syn znalazł sposób, żeby nie chodzić do przedszkola- nie przestawał chorować.
                        • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 18:41
                          zuzi.1 napisała:
                          > Nie wiem czy dobrze ta odezwe zrozumialam, ale odnosnie tego zamkniecia 2 latka
                          > wyczytalam z niej, ze ojciec pomylil sie i popelnil blad, bo jest tylko czlowiekiem,
                          > jak kazdy z nas.

                          Dobrze. Myślę, że ojciec był zmęczony, nie chciało, mu się. Zdarza się. Niepotrzebnie bronił swojego zdania, zamiast zwyczajnie powiedzieć, że się pomylił, albo że nie dał rady inaczej to załatwić w tym momencie.
                          Podsumowując całość, powiem: DWULATKI TO SĄ BESTIE! UWAŻAJCIE LUDZISKA NA TE POTWORY! MOGĄ POJAWIĆ SIĘ W KAŻDEJ CHWILI I ZROBIĆ KOMUŚ KRZYWDĘ. ;-)
                          • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 20:10
                            Nie. Ale dwulatek, któremu nigdy sie niczego nie zabrania, a tylko w razie, gdy robi coś źle , zabawia lub odwraca uwagę - może w końcu taką bestią zostać.
                        • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 22:30
                          zuzi.1 napisała:
                          jakbys mogla t
                          > o odnies sie tez do meritum tego zdania tj. czy zamkniecie malego dziecka w pok
                          > oju mozna uznac za metode wych


                          W moim wpisie jest zawarta odpowiedz na to Twoje pytanie , ale to naprawde nie moja wina, ze nie ogarniasz calosci tylko trzeba Ci rozdrabniac jak dwulatkowi (nomen omen) miesko na talerzu. Pomecz sie troche i pogryz sama, a jak do jutra nie rozgryziesz, to wtedy ja Ci pokroje moj wpis na mniejsze i lzej strawne kawalki.
                      • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 22:40
                        altz napisał:

                        "Tak mówicie? A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu
                        > wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był. To wy byście staruszkę prze
                        > jechali, tak? A to być może wasza matka!!!"
                        >
                        > Zagadka dla forum. Proszę znaleźć 3 różnice w tych tekstach! ;-)
                        >
                        > Ten chłopiec już ma 10 lat? Tak się szybko zestarzał i stoczył? :-D

                        Niedlugo trzeba bedzie sie z tego watku oddalic, bo poziom absurdu zbliza sie do progu mojej tolerancji.
                        • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 23:55
                          Ale to Ty swoimi wpisami wyznaczylas ten poziom absurdu, jak slusznie dostrzegl altz, jak u Barei :-) Altz to tylko rozwinal dodajac cd. :-)
                  • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 16:31
                    Naprawdę dobry rodzic potrafi w trzy minuty załagodzić konflikt tak, aby nie wybuchł on ze zdwojoną siłą, kiedy wyjdzie z pokoju?
                    Zaręczam, że cudów nie ma. Można , owszem, wyciszyć istniejący konflikt, ale to absolutnie nie oznacza jego rozwiązania. Czasem wręcz przeciwnie - okazuje się bowiem, ze konflikt miedzy dziećmi jest gwarancją uzyskania od rodzica sporej nagrody za każdym razem, gdy wybucha. Ale sam konflikt pozostaje nie rozwiązany - zostaje tylko zignorowany przez rodzica, który woli pobawić się z dziećmi, niż załatwiać trudne dziecięce dylematy.
                    Toi już będzie musiała robić mama, kiedy tatuś wróci do siebie.
      • differentview Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 09:56
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        >Pojawiają się drastyczne metody wycho
        > wawcze doprowadzające jakieś z dzieci do spazmów, walenia głową o ścianę, izola
        > cji. Trudno używać jakichś neutralnych określeń, takich jak choćby "frustracja"
        > , bez obawy, że zostanie to zdemonizowane i i tak zakończy się oskarżeniem r
        > odziców o świadome wyrządzanie krzywdy dziecku.

        po prostu dyskusja przeskoczyla pietro wyzej na bardziej ogolny poziom gdzie mozna poruszyc szersze spektrum problemow, rowniez bardziej drastycznych:)
        od razu widac, ze nie ogladala pani superniani;) to niby nie byly drastyczne metody wychowawcze tylko wlasnie oslawiony karny jeżyk- czyli kara w postaci odizolowania( tak jak wyniesienie do innego pokoju- stad analogia do watku) i okreslony czas, ktory dziecko siedzac i drac sie w nieboglosy ma wytrzymac a rodzicowi nie wolno podejsc; spazmy i walenie glowa w sciane to autentyczna sytuacja chlopca w jakims odcinku, ktory nie godzil sie na karnego jeżyka; ja ogladajac te sceny czulam przerazenie nad glupota ubrana w naukowe wytlumaczenie i totalny brak zaufania do takich "wychowawczych" metod; tym bardziej, ze czesto obserwujac rodzicow tych dzieci mozna bylo dostrzec patologie calej rodziny ale to dziecko bylo wybrane jako ten element, ktory dyscyplinujac i karzac nalezy naprawic; moje doswiadczenia z dziecinstwa byly inne; raz w przedszkolu zostalam przez pania opiekunke zbita( zeby bylo bardziej perwersyjnie- na tzw gola pupe) i postawiona do konta i skonczylo sie to wielka awantura jaka moi rodzice zrobili w przedszkolu a ja po tym wydarzeniu na kilka dobrych tygodni zaczelam sie jakac; w domu nie bylam nigdy bita, mojej matce zdarzalo sie wrzeszczec na mnie ale nigdy nie stosowala systemu zadnych kar- za co jestem jej bardzo wdzieczna; ojciec sie czasem obrazal- niezbyt madre ale czasem dzialalo

        • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 11:28
          Ja od początku się zastrzegałam, że nie piszę tylko o tym jednostkowym opisanym incydencie, nie wiem na przykład, jak długo ten maluch pozostawał w zamknięciu. W moich wypowiedziach chodziło jednak o zwrócenie uwagi, że krytykując tę kobietę, dajemy sygnał, że faktycznie nie ma prawa się wtrącać w metody wychowawcze męża. I od razu pomyślałam o tym, co będzie jeśli ona weźmie to sobie za bardzo do serca i w sytuacja drastyczniejszej (a nie można takiej wykluczyć), też nie będzie się wtrącała, bo zakoduje sobie taki zakaz.
          To forum czyta wiele matek, one też mogą się przejąć taką opinią i też pozostawiać dzieci bezbronne wobec nadmiernych i niesprawiedliwych kar ojców. Może nie generalizujmy, oczywiście zdarzają się też nazbyt surowe matki i wyrozumiali ojcowie, niemniej na forum jest jednak chyba więcej kobiet, dlatego piszę o kobietach.
          Oczywiście, że część z nas pisze na podstawie własnych doświadczeń, bo to się samo narzuca. A ja akurat w moim domu dokładnie takie doświadczenia miałam latami: mój mąż nieznoszący sprzeciwu, odreagowujący swoje frustracje, niepozwalający nigdy dzieciom na wytłumaczenie się, traktujący zawsze wszelkie próby tego tłumaczenia czy posiadania odmiennego zdania jako pyskowanie i przekrzykujący wtedy dziecko tak, że ono nie miało żadnych szans. A właściwie nie miałoby, gdybym nie ingerowała i nie brała dziecka w obronę. Z mojego doświadczenie wynika, że w sytuacjach, nazwijmy to, niebezpiecznych dla psychiki dziecka, obrona przez jednego z rodziców może być bardzo pomocna i może zniwelować krzywdy, które mogą się pojawić ze strony rodzica nadmiernie surowego czy krzywdzącego. A historia tego forum niezbicie dowodzi tego, że osoby wywodzące się z rodzin, gdzie jedno z rodziców było krzywdzące, a drugie bezwolne, mają w przyszłym życiu poważne problemy i największą winą obarczają właśnie tego z rodziców, który nie stanął w jego obronie.
          I tylko zdanie o bezstresowym wychowaniu. Jestem jego wielką przeciwniczką. Alternatywą dla surowej dyscypliny nie musi być bezstresowe wychowanie. Wystarczy tylko starać się dziecko rozumieć i szanować, a wtedy ani jeden, ani drugi patologiczny model, nie musi być stosowany. Wystarczy tak naprawdę słuchać swojego wewnętrznego dziecka, by mieć ze swoim rodzonym na tyle dobry kontakt, by intuicyjnie dobierać do niego metody wychowawcze. Albo trzeba być osobą na tyle wyedukowaną i świadomą, ciągle chętną do pogłębiania wiedzy na temat dzieci, jak Twojabogini:) Ukłony:)
      • ijatu Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 11:26
        Jestem zaskoczona "zadziwieniem" pani Iwaszkiewicz ...To chyba oczywiste dla psychologa, że w zasadzie mały ułamek życia rodzinnego może nam unaocznić dużo więcej problemów rodzinnych, niż mogłoby sie wydawać? Normalne chyba też jest, że każdy z komentujących nie potrafi ocenić sytuacji z całkowitym wykasowaniem własnych doświadczeń.
        Czytam wątek i włos się jeży na głowie... Zła matka i zepchnięty w kąt mąż. Wyrachowany dwulatek. Ciężko pracujący, również w domu-na komputerze, mąż i złośliwa, pchająca się do sterów, żona. Verdana i jej podobne forumki triumfują.
        Ja natomiast widzę chłoptasia, obrażonego, bo ktoś podważył jego "kompetencje"! Celowo cytuję te kompetencje, bo wg mnie takowych pan nie posiada. Przeszkodził mu ktoś w zabawie! A należałoby wykazać się zrozumieniem i dla dzieci, i dla żony, która robi dalej coś dla rodziny, a nie siedzi przy kompie, po kolejnym dniu pracy przy dzieciach-i rozwiązać problem w zarodku-bawić sie razem z dziećmi. Pan tego nie uczynił, sprawa się rypła, dzieci sie pokłóciły. Zdenerwowany mąż, zdając sobie chyba sprawę, że się nie sprawdził, pogrąża się dalej-izoluje dwulatka. Matka reaguje na sygnał płaczu-idzie do syna i -nie, nie pociesza go, jak ktoś gdzieś napisał-tłumaczy mu reakcję ojca (de facto jest jego rzecznikiem) i kontynuuje proces wychowawczy-każe dziecku przeprosić. Tak to widzę ja.
        Dobrze, że jest sebalda i altz, inaczej bym zwątpiła całkowicie w to miejsce psychologicznej pocieszalni :)

    • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 11:03
      Wydaje mi sie, ze najpierw dobrze byloby przeprowadzic rozmowe z corka i zaproponowac jej... wakacje u dziadkow. Opowiedziec, ze dorosli miewaja urlopy, a poniewaz ona jest dzieckiem, to moze wyjechac na wakacje zupelnie sama, zupelnie jak dorosli ;-) Wytlumaczyc zgodnie z prawda, ze wy jedziecie w tym czasie pracowac, a ona bedzie mogla pobawic sie u dziadkow. Nie robic z tego problemu. Jesli dziecko mialoby jakies watpliwosci, zauwazylibyscie niepokoj, strach, to chyba zrobilabym wszystko, zeby jednak pojechala z wami. Oczywiscie wszystko zalezy od tego czy wiez z dziadkami jest na tyle silna, ze pobyt u nich dziecko odbierze jako atrakcyjne urozmaicenie. Krotko mowiac- nic na sile. Ale z tego co napisalas lepiej dla coreczki bedzie, spokojniej i z mniejszym poziomeme stresu jesli zostanie z dziadkami.
      • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 24.10.14, 11:07
        Przepraszam bardzo, przez pomylke umiescilam swoj wpis nie w tym watku.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 25.10.14, 17:30
      Bardzo Wam dziękuję za odzew na moją trzecią wypowiedź. I za resztę wpisów.
      To na co zawsze żywo reaguję, a czemu nie zawsze daję wyraz w odrębnej wypowiedzi, to nieuwzględnienie kontekstu sytuacji , co prowadzi zwykle do zbytnich generalizacji, uproszczeń, a następnie oceniających wypowiedzi, do tego często sformułowanych w zbyt kategorycznym tonie.
      Z tym mam chyba największy kłopot, a nie z cenieniem dzieci, jak napisał "altz". Dlatego czasem ujmując się, często pewnie przesadnie, za tak pojętą sprawiedliwością, ktoś zostaje lekko zaniedbany. Np: dzieci.
      Bo nie chcę zgodzić się, że ów wątkowy ojciec jest posądzony o niezaangażowanie, lenistwo, bezmyślność., itp. Bo my nie wiemy jaki on jest. Znamy go tylko z dwóch sytuacji : jednej wobec dzieci i drugiej wobec żony.
      I takie sobie zadanie eksperckie uczyniłam, że będę się starała to pokazywać, bo to jest nauka sztuki komunikowania się.
      Co do wychowywania dzieci, tego szerokiego odprysku w wątku, to tak jak rodzice mogą się między sobą różnić w stanowisku wobec dziecka, tak różne rodziny mają rozmaite , dopuszczalne metody wychowania, opiekowania się, kontaktu z dzieckiem. Każda zewnętrzna teoria wychowawcza i jej wybór jest filtrowany przez rodzica. Świadomie i nieświadomie. Jeśli nie ma tu nic, co trzeba natychmiast napiętnować czy zahamować, to na początek zakładam dobrą intencję . Potem, jak trzeba, to ją badam.
      Za najlepszą metodę wychowawczą uważam kontakt rodzica z dzieckiem. Jeśli on jest zachowany i prawidłowy, to dzięki temu można zneutralizować wzajemne błędy, potknięcia, uchybienia. I przekuć je na coś pozytywnego. Kontakt to też zaufanie. Jak ono jest wypracowane od najwcześniejszych dni życia dziecka, to ono jest w stanie uznać różne zachowania rodziców. Jako rodzice nie tracimy nic ze swojego ludzkiego oblicza i nie stajemy się spiżowymi pomnikami rodzicielstwa
      Superniani nie oglądałam, a hasła "karny jeżyk" długo nie rozumiałam, ale nie działało dobrze na moją wyobraźnię. Agnieszka Iwaszkiewicz


      • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 26.10.14, 10:18
        A ja mam wrażenie, ze ta dyskusja jest w gruncie rzeczy o czymś zupełnie innym. O braku zaufania do mężczyzn, jako wychowawców dzieci. Jest wyrazem głęboko zakorzenionego przekonania, ze to matka decyduje o metodach wychowawczych, a ojca zadaniem jest sie podporządkować. I że w momencie zderzenia dwóch metod matka zawsze ma rację, bo ojcowie sa niegodni zaufania - nie robią niczego dla dobra dzieci, ale dlatego że są przemocowcami/ chcą mieć święty spokój/ sa leniwi/ nie rozumieją prawdziwych potrzeb dzieci/ robią na złość matce/ nie znają własnych dzieci (niepotrzebne skreślić).
        Gdyby to matka wyniosła dziecko do innego pokoju, a ojciec by dziecko pocieszał, najprawdopodobniej dyskusja byłaby o tym, jak ojciec wtrąca sie do wychowania i woli mieć spokój, niż słuchać jak ryczy dziecko, które poniosło konsekwencje:)
        • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 26.10.14, 11:02
          Verdano, przykro mi, ale uważam, że tym razem bardzo głęboko śię mylisz. Piszemy mezczyzna, ojciec, bo o nim jest watek, bo jednak z to ojciec bardziej sie kojazy z surowoscia (historyczne), w koncu dlatego, ze czesc z nas ma takie doswiadczenia, ale toa absolutnie nie przesadza o tym, ze ktos tak generluje, jak probujesz tutaj wmawiac. Ja w kilku miejscach nawet zaznaczalam, zmoze byc odwrotnie, staram sie czesto pisac "jedno z rodzicow". Znam rodziny, gdzie to matka jest ostrzejsza wobec dzieci imoja reakcja na zbyt surowe czy niesprawiedliwe zachowanią w stosunki do dzieci byla by dokladnie taka sama bez wzgledu na plec rodzica. I jak znam troche inne forumki, maja podobnie. Niefajnie to podsumowalas, Verdano:(
          • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 26.10.14, 11:05
            Przepraszam za bledy, ale pisze z wyladowujacego sie tableta.
          • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 26.10.14, 11:20
            Otóż to - ojciec kojarzy sie z surowością, ale nie oznacza to, że w rzeczywistości ojcowie obecnie są bardziej surowi. Akurat w przypadku tego wątku jest dla mnie oczywiste, ze gdyby to samo zrobiła kobieta, nikt by nie mówił o przemocy wobec dziecka.
            Być moze "niefajnie" oznacza własnie, ze dotknęłam jakiegoś istotnego problemu.
            • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 26.10.14, 16:33
              Kojarzy, nie oznacza, że obecnie wszyscy ojcowie są surowi, nikt tak nie twierdzi. Model się zmienia, nikt tego nie neguje. Rozumiem, że nie zauważasz, jak piszę: jedno z rodziców?
              I kompletnie się z Tobą nie zgadzam, że gdyby tutaj kobieta zamknęła dwulatka w drugim pokoju, to nikt by tego nie skrytykował. Co ma tutaj do rzeczy płec, bo kompletnie nie rozumiem. Dla Ciebie zamykanie tak małego dziecka nie jest problemem, dla innych jest, ale tu o sam sposób zachowania wobec małego dziecka chodzi, a nie o to, które z rodziców zastosowało jaki model. Mnie tutaj bardziej pasuje model autorki, która chciała dziecku wytłumaczyć karę, a nie ojca, który poszedł po linii najmniejszego oporu i zamknął małe dziecko w drugim pokoju, choć mógł je zająć inną zabawą czy wysłać do matki, cokolwiek.
              I nie, nie dotknęłaś istotnego problemu tym razem, nie zgadzam się z Twoją tezą, że tylko matki uzurpują sobie prawo do decydowania o sposobach wychowawczych i że gnębią tym biednych tatusiów, bo tak. Surowe metody stosują i matki, i ojcowie. A wiele matek kompletnie nie ma zielonego pojęcia, jak dzieci się zachowują na kolejnych etapach rozwoju, stosuje systemy bezwzględnych kar u malutkich dzieci, żali się na maluchy, które "nie chcą się słuchać". Wystarczy poczytać fora dzieciowe. Głupota i brak elementarnej wiedzy na temat dzieci niestety dotyka i matek, i ojców.
              • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 18:55
                Ależ na tym polega "karny jeżyk" stosowany przez wiele matek, których nikt tu jakoś nie krytykował... "Zamykanie" małego dziecka to gruba przesada - matka pobiegła do dziecka natychmiast. Gdyby to dziecko siedziało długo zamknięte, to wtedy byłoby o czym dyskutować.
                Dokładnie tak samo jak faceci, kobiety też nie znają etapów wychowawczych, ale im tłumaczy sie , że "matka zawsze wie, co dla dziecka dobre". Fora dzieciowe to głos wyłącznie kobiet, które nie piszą ani całej prawdy o traktowaniu przez nie dzieci, ani nie skarżą sie same na siebie. Natomiast psychologowie coraz częściej załamują ręce nad wymaganiami matek, nad anoreksją, która bywa własnie ich skutkiem.
                No i warto też poczytać co dziewczyny piszą nie o własnym macierzyństwie, ale o własnych matkach. I wtedy obraz matki nieco sie zmienia.
        • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 26.10.14, 14:10
          Znowu verdano przesadzasz, generalizujesz i imputujesz matkom cos co nie ma w wiekszosci rodzin miejsca. Ludzie ida zazwyczaj na kompromisy odnosnie stosowania metod wychowawczych. Czasem, jak w przypadku autorki watku, wychowanej w sposob mniej restrykcyjny niz maz, trudno o zdrowy kompromis, gdy styka sie z autorytarnym zachowaniem meza niedostosowanym do wieku dziecka i probuje zapobiec negatywnym konsekwencjom tego zachowania dla dziecka, urazajac tym samym zdaniem meza jego autorytet, a imo b. ego meza...Jest to trudna sytuacja, ale oboje po glebszym zastanowieniu moga wyciagnac z niej wnioski dla siebie, poznac swoje granice.
          • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 26.10.14, 14:26
            zuzi.1 napisała:
            gdy styka sie z autor
            > ytarnym
            zachowaniem meza

            Zuzi, albo cos Ci sie poklamkowalo, albo celowo manipulujesz, albo nie znasz znaczenia slow, ktorych uzywasz. Maz zachowuje sie autorytarnie?
            Dobre sobie.

            Cytat z pierwszego wpisu watkodawczyni:

            . Mąż przestał się do mnie odzywać. Stwierdził, że zawsze się muszę wtrącać i stawiać na swoim e zawsze wszystko wiem najlepiej
            Nie ukrywam, że lubię stawiać na swoim


            Wyglada na to, ze to Autorka wtrynia swoj nos nieustannie, czy trzeba czy nie trzeba.
            Przeczytawszy podsumowanie Verdany chyba sie z nia zgadzam. Matki czesto uzurpuja sobie wylacznosc do wychowania i metod wychowawczych. Powyzszy cytat to potwierdza az nadto dobitnie.
            • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 26.10.14, 19:35
              W tej konkretnej sytuacji na temat ktorej powstal watek uwazam, ze b. dobrze sie stalo, ze autorka wtracila sie. A czego dotyczyly inne sytuacje w zyciu tej rodziny tego nie wiem i trudno mi to oceniac. W tej konkretnej sytuacji IMO autorka postapila slusznie a maz glupio.
              • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 26.10.14, 20:02
                zuzi.1 napisała:

                > W tej konkretnej sytuacji na temat ktorej powstal watek uwazam, ze b. dobrze si
                > e stalo, ze autorka wtracila sie.

                Wszyscy wiemy juz, co uwazasz na temat tego zajscia, bo powtorzylas to z pincet razy. Ale ja nie nie do tego sie odnioslam, tylko do kwestii, czy maz jest autorytarny, bo to twierdzilas.
                • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 26.10.14, 21:01
                  Tak, uwazam, ze w tej konkretnej sytuacji ojciec zachowal sie w sposob autorytarny wobec dziecka, tj. naduzyl swojej wladzy w stosunku do dziecka.
                  • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 26.10.14, 21:16
                    Polecam do przeczytania artykul ze strony www.dziecirosna.pl pt. Autorytarne wychowanie...
                    • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 27.10.14, 07:52
                      Alez z Ciebie pleciuga, trzpiotka chce miec zawsze ostatnie slowo, tak?

                      Najpierwsz przyznajesz, ze nic nie wiesz (prawda) o zachowaniu meza wobec dzieci za wyjatkiem tego jednego opisanego:
                      A czego dotyczyly inne sytuacje w zyciu tej rodziny tego nie wiem i trudno mi to oceniac.

                      A zaraz potem mimo ze niewiele wiesz, gladko przechodzisz do przypisania mezowi autorytarnego stylu wychowania:
                      Polecam do przeczytania artykul ze strony www.dziecirosna.pl pt. Autorytarne wychowanie...

                      Czarno- bialego myslenia nigdy dosyc jak widac, bo bardzo latwo Ci przychodzi zawyrokowac, ze :
                      Tak, uwazam, ze w tej konkretnej sytuacji ojciec zachowal sie w sposob autorytarny wobec dziecka,


                      pomimo, ze jak przyznalas, nic wlasciwie nie wiesz o tej rodzinie; ojciec mogl w tym konkretnym przypadku byc zjechany po pracy na przyklad, podczas gdy na co dzien jest najlepszym ojcem na swiecie. Czego byc moze nie ma szans wykazac, bo przeciez Autorka, jak sama przeyznaje, zawsze wszystko wie najlepiej i lubi stawiac na swoim.

                      PS. W tym ach jakze rozbudowanym artykule na cale piec zdan, ktory przytaczasz, mowa o kilku innych skladowych wychowania autorytarnego, o ktorych nic nie wiesz w odnesieniu do ojca, bo nie masz danych, zadnych. Ale czarno bialy swiat jest latwiejszy, c´nie? A przy tym mozna pobrylowac w towarzystwie 'ach jaka jestem idealna' :)
                      • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 27.10.14, 09:32
                        Moj post oraz zalacznik w postaci zalaczonego artykulu nt. autorytarnego wychowania byly TYLKO odpowiedzia na Twoje zarzuty dot. nierozumienia znaczenia slowa ' autorytarny' i nic poza tym. A informacje o artykule podalam specjalnie dla Ciebie, zebys lepiej zrozumiala znaczenie slowa autorytarny, ktorego w tym znaczeniu najwyrazniej nie znalas :-))
          • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 22:29
            Złe matki zdarzają się równie często co źli ojcowie. Tylko matek w naszym społeczeństwie sie nie krytykuje, matki poświęcają swoje życie dzieciom, dbają o nie, troszczą się - mówienie, ze sporo matek wcale tego nie robi wywołuje, jak widać, ostrą reakcję. Jak to? Porównywać matki, te święte istoty, z wrednymi ojcami?
            • zolla78 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 31.10.14, 14:19
              Trochę mi to brzmi nieprawdziwie. Ja obserwuję zjawisko odwrotne. Ojciec jak już się zajmie dzieckiem to bohater i obojętnie jak to robi. Względnie rozczuli nieporadnością. Jest za surowy - no przecież to facet. Matka jak czapkę dziecku założy w zbyt ciepły innych zdaniem dzień, to spotka się z krytyką. A nie daj boże, pracy się za bardzo poświęca, gotowce daje na obiad i... tu można by wpisywać i wpisywać.
              • adorra0 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 01.11.14, 08:58
                Dokładnie, Zolla, dokładnie. Gdyby taką samą fuszerkę odstawiła kobieta od razu dowiedziałaby się jaka jest beznadziejna, zachowanie/dzialanie faceta najczęściej jest skwitowane pobłażliwym uśmiechem i równie pobłażliwymi słowami "przecież to tylko facet". I jest to "sport" namiętnie uprawiany przez panie, zaczyna się najczęściej w domu rodzinnym i widoczny jest w sposobie traktowania syna i córki. Syn ma pełne prawo żyć wg. "zasady" ' jakim mnie, Panie Boże, cielęciem stworzyłaś, takim mnie masz", natomiast głównym prawem i obowiązkiem córki jest dążenie do doskonałości, w każdej dziedzinie życia, a wszelkie potknięcia mamusie , tudzież inne panie z otoczenia delikwentki skrupulatnie odnotują.
              • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 01.11.14, 14:12
                To przestańmy rozliczać ze wszystkiego kobiety, a nie zaczynajmy facetów.
        • differentview Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 27.10.14, 10:46
          verdana napisała:

          > A ja mam wrażenie, ze ta dyskusja jest w gruncie rzeczy o czymś zupełnie innym.
          > O braku zaufania do mężczyzn, jako wychowawców dzieci. Jest wyrazem głęboko za
          > korzenionego przekonania, ze to matka decyduje o metodach wychowawczych, a ojca
          > zadaniem jest sie podporządkować. I że w momencie zderzenia dwóch metod matka
          > zawsze ma rację, bo ojcowie sa niegodni zaufania

          jesli przyjmiemy, tak jak pisala pani Agnieszka- ze dlugo wczesniej zanim do wychowania wkracza ojciec- tylko matka z dzieckiem tworzy symbiotyczna wiez- to przyjmujac takie zalozenie, matka ma o wiele wieksze rozeznanie w tym co czuje i czego potrzebuje jej dziecko( symbioza to zatarcie granic, zlanie sie w jedno) i kiedy ojciec wkracza w ten uklad niejako z zewnatrz ze swoimi interwencjami to burzy ta pierwotna symbioze i ojciec moze wydawac sie matce malo kompetentny; dodatkowo dochodzi tez to jak niektorzy wspolczesni mezczyzni byli wychowywani- jesli byl w tym uczuciowy chlod i np wojskowy dryl to moga swiadomie lub nieswiadomie powtarzac takie metody- wtedy brak zaufania jeszcze sie zwieksza
          • pade Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 27.10.14, 11:12
            Takie założenie trzeba przyjąć, bo taka symbioza, zwłaszcza w pierwszym roku życia, faktycznie ma miejsce. I rolą ojca jest tę symbiozę przerwać. Ale z wyczuciem i bez traumy dla dziecka i ...matki:)
          • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 27.10.14, 11:27
            >i ojciec moze wydawac sie matce malo kompetentny

            ...a nawet moze byc mniej kompetentny w rzeczywistosci. Nawet chyba czesto tak jest. Ja pamietam z czasow wczesnomacierzynskich, ze maz co rusz popelnial jakies glupie bledy przy dziecku. Na przyklad swiezo wykapanego malucha trzyma na rekach i w tym czasie otwiera zamrazarke i zastanawia sie przez dluuuga chwile co by sobie zjesc, minus dwadziscia stopni na jeszcze wilgotne dziecko. Dla mnie bylo oczywiste ze to troche glupie, a jemu nie wpadlo do glowy, no po prostu tego nie czul. ([[ Co wiecej, jak opowiadalam zdarzenie bezdzietnej kolezance, to ta rowniez przyznala, ze nie wpadla by na to, ze to nie byl najlepszy pomysl, wiec wychodzi w mom mniemaniu na to, ze p. Agnieszka ma racje, ze fakt wydania dziecka na swiat, to, ze kobieta nosila je w swoim lonie , wyposaza kobiete w szczegolny rodzaj intucicji czy tworzy specyficzna wiez]]]

            Wiec prawdopodobnie rzeczywiscie ojcowie popelniaja wiecej bledow, wychowawczych, pielegnacyjnych i wszelakich, taka ich natura, ale to bynajmniej nie oznacza, ze ich wklad w wychowanie jest mniej wartosciowy, ani tez nie oznacza, ze wskazane jest go na kazdym kroku korygowac, tylko z tego powodu ze matka wie lepiej. Jestem zdania, ze mniejsza szkoda wyniknie z tych zaistnialych bledow niz z ustawicznego podcinania mezczyznie ojcowskich skrzydel.
            • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 27.10.14, 12:02
              ada1214 napisała:
              > Ja pamietam z czasow wczesnomacierzynskich, ze maz co rusz popelnial jaki
              > es glupie bledy przy dziecku. Na przyklad swiezo wykapanego malucha trzyma na
              > rekach i w tym czasie otwiera zamrazarke i zastanawia sie przez dluuuga chwile
              > co by sobie zjesc, minus dwadziscia stopni na jeszcze wilgotne dziecko.

              Tak wygląda, jakby dziecko było gołe i po kąpieli. A tak przecież nie było, nieprawdaż? ;-)
              Pewno miało tylko wilgotne włosy, o ile takie posiadało? :-) Według mnie, to zwyczajna histeria.

              Za to mógłbym podać o wiele głupsze zachowania matek, łącznie z zachowaniami mojej byłej partnerki, ale nie będę tych pań reklamował. :-)
              Zadam za to tylko proste pytanie, kto jest głównym przeciwnikiem szczepienia dzieci w Polsce? Ojcowie czy matki? Kto się daje częściej nabierać różny dziwnym ruchom, choćby homeopatii, woskowaniu uszu, już o obrzydliwszych nie wspominając. Ja znam odpowiedź, ale nie powiem. :-D
              • ola_dom Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 27.10.14, 12:10
                altz napisał:

                > Zadam za to tylko proste pytanie, kto jest głównym przeciwnikiem szczepienia dzieci w Polsce?
                > Ojcowie czy matki? Kto się daje częściej nabierać różny dziwnym ruchom, choćby homeopatii,
                > woskowaniu uszu, już o obrzydliwszych nie wspominając.

                Najzagorzalszym przeciwnikiem szczepionek i zwolennikiem tzw. naturalnych metod, jakiego znam, jest pewien tata. Tak - tata. Bo z reguły to faceci są bardziej zagorzali w tym, co robią. Być może jest ich mniej niż kobiet, ale to oni, jak już się w "coś takiego" angażują, są często wręcz fanatyczni.
                Czy taką właśnie odpowiedź też znasz?
              • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 27.10.14, 12:10
                Nie wiem czy histeria. Dziecko bylo malenkie, ale z bujna czupryna, i owszem dobrze zgadujesz, wlosy mial mokre w tamtym momencie. Natomiast zamrazarke mam ogromna (bo Tobie sie moze wydaje ze jakis maly segment jedynie, ktory niewiele mrozi) i jak stoje przy otwartych drzwiach zamrazarki przez mala chwile to czuje ten chlod- nawet na "sucho".

                • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 27.10.14, 13:27
                  ada1214 napisała:
                  > Natomiast zamrazarke mam ogromna (bo Tobie sie moze wydaje ze jakis maly segment
                  > jedynie, ktory niewiele mrozi)

                  A to przepraszam! Nie byłem świadomy, że ludzie mają tak wielkie lodówki w domach. Myślałem, że to tylko taki wymysł amerykańskich seriali.
            • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 27.10.14, 13:28
              To, ze ojciec "wydaje" sie matce mało kompetentny, jest problemem matki nie kompetencji.
              Poza tym niezależnie od "symbiozy", w którą mogę uwierzyć tylko w wieku wczesnoniemowlęcym jako rzecz naturalną, a nie skutek takiego, nie innego wychowania, jesli ojcu brak kompetencji, to częściowo dlatego,z e matka patrzy podejrzliwie na faceta i zawsze uważa, że zrobi to lepiej.
              Prawdę mówiąc, kompetencje obu niedoświadczonych stron w momencie urodzenia dziecka są takie same. Wystarczy ojcu nie przeszkadzać, a wkrótce się okaże, ze nie ma różnicy w kompetencji.
              Naprawdę, nawet 30 lat temu mój mąż , jeśli chodzi o pielęgnację niemowlęcia był dokładnie tak samo kompetentny jak ja... Bo ja jestem leniwa i nie chciało mi sie kontrolować dorosłego człowieka, choćby robił coś, co ja uważałam za dziwne. Wszystkie dzieci przeżyły.
            • differentview Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 27.10.14, 15:21
              > Wiec prawdopodobnie rzeczywiscie ojcowie popelniaja wiecej bledow, wychowawczyc
              > h, pielegnacyjnych i wszelakich, taka ich natura, ale to bynajmniej nie oznacz
              > a, ze ich wklad w wychowanie jest mniej wartosciowy, ani tez nie oznacza, ze ws
              > kazane jest go na kazdym kroku korygowac, tylko z tego powodu ze matka wie lepi
              > ej. Jestem zdania, ze mniejsza szkoda wyniknie z tych zaistnialych bledow niz z
              > ustawicznego podcinania mezczyznie ojcowskich skrzydel.

              to ladnie brzmi w teorii ale w praktyce- majac meza, ktory regularnie popelnia wychowawcze bledy- np jak opisywala sebalda, wychowuje w sposob autorytarny, chce zawsze miec racje, nie dopuszcza dziecka do glosu, jest pozbawiony empatii wobec uczuc dziecka, ktore rani- no to jak sobie wyobrazasz praktyke? masz na szali albo cierpienie wlasnego dziecka albo podciecie skrzydel, naruszenie autorytetu ojca, ktory holduje nienormalnym metodom wychowawczym? oczywiscie nienormalnym wg Ciebie bo wg niego slusznym( bo np sam tak byl chowany i sobie to chwali)
              • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 27.10.14, 16:51
                Ależ to inna sprawa, jeśli którekolwiek z rodziców popełnia ewidentne błędy, ale błędy - a nie tylko ma nieco inna wizję wychowania - to należy je prostować.
                Ja byłam w wychowaniu bardziej beztroska niż mąż i pozwalałam dzieciom na zachowania ryzykowne, których on nie pochwalał. Ja nie pochwalałam zbytniej ostrożności. Ale staraliśmy sie nie wtrącać do siebie nawzajem, uznając, zę tu żadna ze stron nie ma monopolu na rację .
                • twojabogini Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 27.10.14, 23:14
                  Wątek rozrósł się w dwa odrębne:

                  1. Wątek wyjściowy - w którym w zasadzie trzeba ocenić czy podważony został autorytet męża a w zasadzie ojca. A jeśli został to czy to było to złe?
                  2. Prawo dorosłych do wychowywania, gdzie kończy się wychowanie a zaczyna przemoc. Czy karny jeżyk to przemoc, czy izolacja dwulatka w pokoju to przemoc?

                  Ad. 1 - uważam że pomysł wspólnego frontu wychowawczego to błąd. Gdzie stworzymy front tam będzie wojna. Rodzice są różni, dzieci są różne. Dorośli robią czasem głupoty, działają pod wpływem emocji, stresu, zmęczenia. To dobrze gdy rodzice mogą bezpiecznie wkroczyć gdy drugie z rodziców zawala sprawę. Uwielbiam swoje dzieci, dzieci w ogóle, dobrze się dogaduję z ludzikami. A jednak...jestem osobą emocjonalną, zdarza mi się trudniejszy okres, mam paskudny zwyczaj wyrażać to krzykiem...lubię swojego męża za to że w takich sytuacjach potrafi "podważyć mój autorytet" i zwyczajnie mnie odesłać - do drugiego pokoju, na spacer...Od dawna wiem, że fajnie jest potem wyjaśnić ludzikom, że zawaliłam sprawę i to nie ich wina że emocje wzięły górę...Przeprosić. To, że jestem dorosła nie oznacza, że jestem skończona, idealna, że nie powinnam uczyć się nowych rzeczy...Dzięki dzieciom nauczyłam się właśnie panowania nad swoimi reakcjami i brania za nie odpowiedzialności.
                  Ewidentnie z opisu sytuację czytam tak, że mąż chciał odpocząć, pooglądać coś w necie, żona podjęła się robienia kolacji i super jakby jeszcze dzieci zajęły się sobą. No i maluch nie wpisał się w oczekiwania - kara była za przeszkadzanie tacie w relaksie. Wkroczenie żony miało sens, maluch nie rozumiał sytuacji.
                  2. Czy wolno zamknąć dwulatka w pokoju?Bo przeszkadza siostrze? Coraz więcej polskich rodzin emigruje. Dość częste są przypadki, że dzieci są odbierane polskim rodzicom przez służby społeczne UK, Norwegii itd. To co rozumiemy jako wychowanie, w tamtych kulturach jest przemocą. Nie wiem - czy to my jako kultura zbyt przemocowo wychowujemy, czy to inne społeczności oszalały zbytnio liberalizując kwestię wychowania, mogę jedynie odwołać się do swoich doświadczeń:

                  Pierwsze dziecko miałam jako młoda mama. Pamiętałam jeszcze swoje dzieciństwo, okres nastoletni, młodzieńczy i nic więcej. Zanim zostałam mamą nie miałam okazji doświadczyć "dorosłości". Przez kolejne lata byłam bardzo jak na owe czasy liberalna, często słyszałam, że popełniam błąd. Potem okazało się że dzieci w moim domu czują się dobrze i zostałam mamą-instytucją, w moim domu pojawiały się różne dzieci, z różnymi problemami, niektóre spędzały u mnie po południa inne zamieszkiwały na czas aż ułoży się sytuacja między ich rodzicami. Od każdego z dzieci odebrałam inną lekcję.
                  Teraz po X latach od nowa mam własnego malca. Wiem jedno - każdy z moich błędów polegał na tym, że za bardzo chciałam wychowywać, zbyt mało byłam gotowa zmieniać i rozwijać siebie.

                  Jestem głęboko przekonana o tym, że drugi rodzic powinien wkraczać, gdy uważa, że drugie postąpiło z dzieckiem zbyt ostro. Nawet jeśli nie mamy do czynienia ze stricte przemocą. Mamy małego ludzika, na którym zebrały się okoliczności - zmęczenie i frustracja jednego z rodziców i drugą stabilniejszą osobę, która widzi wszystko bardziej obiektywnym okiem. Jest w stanie ogarnąć, czy maluch rozumie co mu się przydarzyło, czy czuje się przestraszny, bo tata ze złością odstawił go do drugiego pokoju, nie do końca wyjaśniając o co w ogóle chodzi.

                  Inna sprawa to gotowość drugiego("krytykowanego") rodzica do przyjęcia takiej sytuacji. Tu napotykamy problem - krytykowany i urażony ojciec to często mężczyzna z wzorcem "mężczyzna ma rację", krytykowana kobieta to często osoba z przekonaniem - ja jestem bliżej dzieci, wiem lepiej.
                  Podobnie jak wiele osób z wątku sądzę, że w tej konkretnej sytuacji mężczyzna wiedział, że przesadził i dlatego tak mocno bronił przegranej sprawy.
                  Będę upierać się przy tym, że frustracje ze strony rodziców nie są dzieciom potrzebne jako element wychowania. Dzieci spotykają frustracje na każdym kroku i fajnie jak rodzice są tym czynnikiem który pomaga z tym sobie radzić.
                  • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 28.10.14, 11:13
                    Bogini, jak zwykle Twoje słowa, to miód na moje serce:) Opisujesz idealną sytuację, w której rodzice są dwojgiem normalnych, szanujących się ludzi. Bo nie ma ideałów, zawsze może się zdarzyć gorszy dzień, popełnienie błędu, ale trzeba o tym wiedzieć, mieć do siebie dystans, nie być zakompleksionym i przewrażliwionym na swoim punkcie, umieć przyjąć konstruktywną krytykę, a nawet być za nią (jak to opisujesz na swoim przykładnie) wdzięcznym. Tak się zachowują dorośli ludzie. Ingerencja w jakieś zachowanie względem dzieci nie musi być atakiem i podważaniem kompetencji rodzicielskich, ale zwyczajną korektą. Ale do tego trzeba mieć też zmysł samokrytyki, czego niestety bardzo wielu ludziom brakuje. Kobietom i mężczyznom. Dlatego taka ingerencja jest uznawana za uwłaczenie godności. Tylko gdzie w tym wszystkim jest dobro dziecka?
        • ijatu Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 11:30
          Verdana nie pierwszy raz dopatruje się w postach matek braku zaufania do mężczyzn i prób ich zepchnięcia w cień matriarchatu... Obsesja, kompleks?
          • mamameg Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 14:05
            I nie po raz pierwszy zdradza, że małych dzieci nie lubi i nie rozumie.
            • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 16:44
              I ciagle powtarza, ze jest BAAARDZO leniwa :-))
              • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 19:09
                zuzi.1 napisała:
                > I ciagle powtarza, ze jest BAAARDZO leniwa :-))

                Coś w tym może być, tylko to jest takie sprytnie ukrywane lenistwo. ;-)
                Rodzic z dzieckiem u rodziny, poproszony o pokazanie podwórka, poproszony o pójście do sklepu po ważną bibułę, które dziecko zapomniało, poproszone o pójście na plac zabaw, bo dziecko nagle sobie przypomniało, że zostawiło swojego ulubionego pluszaka itd.

                ma dużo wykrętów, żeby nie pójść: "nie teraz, napiję się z ciocią kawy, pobaw się", "zaraz będzie mecz", "nogi mnie bolą, może później?", "teraz robię kolację", "a umyłeś już zęby?" i tak dalej. Rodzic właściwie nie ma nic bardzo ważnego, ale zwyczajnie nie chce mu się, pokazuje, że dziecko nie jest aż takie ważne.
            • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 22:26
              Nie, ja po prostu widzę w dzieciach ludzi, a nie bezrozumne istotki, które nie rozumieją niczego i zadaniem rodziców jest wyłącznie dopilnowanie, aby sie cały czas dobrze bawiły.
              • mamameg Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 03.11.14, 10:19
                Skoro nie są bezrozumne, to należy tłumaczyć a nie zamykać w osobnym pokoju.
          • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 17:10
            Nie, smutna rzeczywistość. Mężczyźni zostali uznani w wielu rodzinach za "misie", które nic nie potrafią, których trzeba pilnować, aby nie skoczyli w bok i obserwować, czy aby nie są przemocowcami.
            Jak sie chce równouprawnienia, to nie polega ono na tym, że mąż wykonuje polecenia żony i dostosowuje sie do jej wizji życia rodzinnego, naprawdę.
            • twojabogini Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 18:23
              > Jak sie chce równouprawnienia, to nie polega ono na tym, że mąż wykonuje polece
              > nia żony i dostosowuje sie do jej wizji życia rodzinnego, naprawdę.

              Zgodzę się i podpiszę obiema rękami. Dziś na placu zabaw po południu byłam świadkiem takiej oto scenki:

              Mama, tata, dwoje dzieci, starsze na oko około 4 młodsze coś koło 2 lat. Starsze rozpięło sobie kurteczkę, tata biegający za starszym nie zwrócił uwagi. Mama bujająca młodsze na huśtawce w końcu oprosiła ojca o zapięcie kurtki, normalnie, bez pretensji. Już w tym momencie pan wydawał się urażony. To co nastąpiło potem było albo wyrazem jego złości, albo braku kompetencji. Zaczął kurteczkę zapinać, najpierw zamek pod samą szyję - wrzask i protest zapinanego, upomnienie mamy, żeby delikatniej się obchodzić z dzieckiem. Etap drugi - zapinanie nap - wrzask dziecka nieludzki, bo tata zapinał mu napy od kurtki przyciskając je do ciała dziecka. Zdążył zapiać dwie i wkroczyła mama. Tata zaczął gadać, że ona maminsynka wychowuje, którego nie da się nawet dotknąć, bo zaraz wyje.

              Niektórzy mężczyźni obchodzą się z dziećmi niedelikatnie, bez wyczucia i uważają, że wszelkie uwagi zony to babskie gadanie, a oni powinni mieć prawo zająć się dzieckiem po męsku. Nie ma męskiego i żeńskiego zajmowania się - jest normalna rodzicielska opieka i troska. Temat rozciąga się na prace domowe - i znów nie ma po męsku wykonanych prac - tak jak nie ma śledzi drugiej świeżości.
              ]ak mężczyzna zachowuje się jak gó...arz, nie pozostaje nic innego jak traktować go jak gó...arza.
              • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 19:08
                > ]ak mężczyzna zachowuje się jak gó...arz, nie pozostaje nic innego jak traktowa
                > ć go jak gó...arza.

                Taki ladunek emocjonalny w tym zdaniu, ze niemozliwe jest, bys pisala li tylko z teorii. Czy wyrazy wspolczucia beda na miejscu?

                Nie wiem, gdzie Wy tych mezczyzn znajdujecie, kobiety. Obracacie sie w gronie mezczyzn gowniarzy, niedojrzalych, obrazalskich, niekompetentnych, sfrustrowanych, niedouczonych, nieempatycznych, egoistycznych...
                Taka napasc, prawie ze czynna, jak w tym watku, na kompetencje mezczyzn jako ojcow, skutecznie moze im podciac nie tylko skrzydla ale i , za przeproszeniem, jaja. Czy zycie Was jeszcze nie nauczylo, ze dopatrujac sie u kogos negatywnych cech, skutecznie przywolamy je do istnienia?
                Ja wymiekam. Nie wiem jak Wasi mezczyzni, ale ja wolalabym zyc i wspolzyc z kims kto wierzy we mnie jako czlowieka i w moje dobre intencje, niz z kims, kto tylko czeka, az sie potkne, zeby mi sciera przelozyc przez glowe.
                • ijatu Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 19:44
                  Tak, ada, masz rację, wszystkie jesteśmy beznadziejne -to i beznadziejni mężowie przy nas ;)
                • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 10:39
                  Nie wiem jak Wasi mezczyzni, ale ja wolalabym zyc i wspolzyc z kim
                  > s kto wierzy we mnie jako czlowieka i w moje dobre intencje, niz z kims, kto ty
                  > lko czeka, az sie potkne, zeby mi sciera przelozyc przez glowe.

                  Wiesz, ile ja lat wierzyłam w dobre intencje mojego męża? Jak Ci napiszę, że 20 to uwierzysz? Bo taki nerwowy z natury, bo miał stresującą pracę, bo przecież bywa taki oddany, nie łazi na piwo z kolegami, zawsze w domu, zawsze do dyspozycji, a że w codziennym współżyciu nie do wytrzymania, to taki burzliwy związek widać. Kiedy zrozumiałam prawdziwy charakter jego zachowań, byłam już tak uzależniona mentalnie i materialnie, że dziś myśl o odejściu totalnie mnie paraliżuje. A nie ma praktycznie dnia, żebym o tym nie myślała. I też chciałam dawać szansę, wykazać się zrozumieniem, nie oceniać, brać część winy na siebie. Powiem brzydko: gó.no, d.pa. Są egzemplarze, którym naprawdę nie należą się ani wiara w nich, ani zrozumienie, ani pobłażanie. Tylko trzeba to umieć rozpoznać na czas. A jak się ma za dużo tej dobrej woli, to niestety można być ślepym na pewne oczywistości.
                  Piszę o swoim doświadczeniu, żeby nie było. Głęboko wierzę w to, że są faceci normalni, mądrzy, dobrzy i mający świetne podejście do dzieci. Często dużo lepsze niż niektóre kobiety. Forum jest zdominowane przez kobiety, dlatego siłą rzeczy jest tu część kobiet mocno zniechęconych do byłych lub obecnych partnerów. Taka specyfika forum, ale to nie znaczy, że ta większość uważa, że wszyscy faceci są podli lub do bani.
                  • ijatu Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 11:07
                    Sebaldo, żałuję, że tu nie ma opcji "lubię to" :). Podpisuję się pod każdym Twoim postem w tym wątku.
                  • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 12:23
                    Przykro mi, Sebaldo , ze tak to u Ciebie wyglada. Na pewno nie jest Ci latwo i w ciagu 20 lat wylala sie zapewne niejedna czara goryczy. Rozumiem tez, ze uczucia - gdy sa silne- nie tak latwo okielznac.
                    Ale przeciez chyba wiekszosc mezczyzn- czy w ogole ludzi- nie jest az taka do gruntu zla, glupia, podla i nieodpowiedziana?

                    Nie znam Twojego meza, ale skoro piszesz, ze jest przypadkiem nienaprawialnym, to ja Ci wierze. Jednakze - jestem o tym przekonana- jest mnostwo innych przypadkow, kiedy te niefajne cechy (a kazdy ma jakies niefajne) sa bezposrednio prowokowane przez partnera. Daleka jestem od przerzucania odpowiedzialnosci na jedna strone- to raczej gra zespolowa. I dlatego protestuje przeciwko biegunowemu spojrzeniu- jeden rodzic zawsze zly i glupi, a drugi zawsze madry i dobry, jak to by wynikalo z lektury tego watku.
                    • twojabogini Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 18:37
                      I dlatego protestuje przeciwko biegunowemu s
                      > pojrzeniu- jeden rodzic zawsze zly i glupi, a drugi zawsze madry i dobry, jak t
                      > o by wynikalo z lektury tego watku.

                      Oceniając sytuację z wątku nie robiłam żadnych założeń. Znam odpowiedzialnych mężczyzn i znam mężczyzn, którzy nie mają zamiaru zajmować się ani domem ani dziećmi, ale nie potrafią się otwarcie sprzeciwić, więc stosują bierną taktykę robienia po męsku. Są przekonani, że dzieci to babska sprawa, dom to babska sprawa a kobietom feministki w głowach poprzewracały.
                      W tej konkretnej sytuacji uważam, że mąż (być może na co dzień całkiem sympatyczny, dobry mąż i ojciec) zachował się po gó...arsku. Zobowiązał się zająć dziećmi, gdy żona będzie robić kolację, zajął się komputerem i wyżył się na przeszkadzającym mu dziecku, które przestraszone płakało. Na koniec obraził się na żonę za podważanie autorytetu. W takich zachowaniach mężczyzn zazwyczaj dopatruję się tego właśnie patriarchalnego rysu - nie wtrącaj się jak się zajmuję dziećmi, nie podważaj mojego autorytetu, jestem Mężczyzną. To nie męstwo - to gó...arstwo.
                      Po gó...arsku zachowywał się także mąż pani z placyku - i znów nie wiem jak zachowuje się na co dzień. Z dużym jednak prawdopodobieństwem został przez żonę zaciągnięty na placyk i zapinanie kurteczki było poniżej jego męskiej godności. Może to najwyżej zrobić "po męsku" (czyli tak, żeby zona już nigdy nie poprosiła, a jak poprosi - to żeby samo dziecko zwiało czym prędzej).

                      Wiele kobiet napotyka taki problem - gdy ich mężowie argumentują o zawyżonych babskich standardach, o głupich pomysłach na opiekę nad dziećmi - zbytnie "cackanie". Wiele z nich nabiera się na współczesne gadki - daj mu szansę, nie krytykuj, kiedy robi coś źle doceń chęci, nie wprowadzaj matriarchatu. Tłumacząc na ludzkie: nadskakuj gó...arzowi ile wlezie. To jeden z wielu elementów historii około rozwodowych. Ta strategia nie działa.

                      Uważam, że mężczyzna który podjął się roli męża i ojca jest na tyle dojrzałym człowiekiem, że informacja, że niedokładnie odkurzył, nieprawidłowo ubrał dziecko lub przygotowuje zbyt mało kaloryczne posiłki nie zdruzgocze mu ego. Podobnie jak informacja, że źle zrobił dając ponieść się nerwom, krzycząc na dziecko i zabierając je do drugiego pokoju, gdy są inne rozwiązania tej sytuacji. I że źle i po gó...arsku robi stosując "obrażanie się".

                      To jeszcze jeden z argumentów "machogó...arzy" - jak ci się nie podoba, jak robię to nie będę robił wcale. Albo się obrażę.

                      Ujawnianie gó...arstwa, tam gdzie mamy do czynienia z gó...arstwem jest znacznie lepszą strategią, niż czułe roztkliwianie się nad męską niemocą (niedokładnie ubrał, ale się starał, źle rozwiesił pranie, ale się starał, nie domył podłogi, ale się starał, zajmował się dziećmi sadzając je pod nieobecność zony przez TV - ale się starał). To żadne staranie - to najmniejsza linia oporu.
                      • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 18:50
                        Jednak widać, ze dzielisz świat na odpowiedzialne kobiety i nieodpowiedzialnych facetów, których kobiety powinny wychować. Na "dobre" standardy kobiet i z definicji gorsze standardy mężczyzn. Podłogę, pranie, zajmowanie się dzieckiem trzeba robić tak, jak każe kobieta - z definicji te standardy, które wyznacza ona są obiektywnie dobre, dyskusja nad nimi może byc najwyżej objawem lenistwa i bylejakości. Niby dom jest wspólny i dziecko też, ale w domu ma być sprzątnięte tak, jak kobieta sobie życzy, a dziecko wychowywane tak, jak ona uznaje za słuszne. Zrobienie czegoś inaczej, jest zrobieniem źle. Na to, ze faceta da sie docenić tylko wtedy, jeśli nabierzemy się na propagandę, ze trzeba mężczyznę zachęcać, a nie krytykować - bo gdybyśmy sie nie nabrały, to oczywiście nie było by ich za co chwalić.
                        Oczywiście, że bywają wśród mężczyzn gó...arze. Wśród kobiet gó...ary. Ta cecha nie ma płci.
                        Kompletnie tylko nie rozumiem przy takim nastawieniu sprowadzaniu sobie do domu gó...arza, którego trzeba pilnować na każdym kroku, który nie jest partnerem, tylko kolejnym dzieckiem. Przy takim nastawieniu do facetów związek wydaje mi sie nieudany z definicji - należy poszukać sprzątaczki i nianie do dziecka. One będą robiły wszystko zgodnie z wytycznymi. Maż wszelako nie jest wykonawcą odgórnych poleceń.
                        • twojabogini Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 19:27
                          verdana napisała:

                          > Jednak widać, ze dzielisz świat na odpowiedzialne kobiety i nieodpowiedzialnych
                          > facetów, których kobiety powinny wychować.

                          Jestem absolutnie przeciwna "wychowywaniu" - zarówno dzieci jak i partnerów/mężów. Żon zresztą także. Przecież to właśnie całe to nadskakiwanie, chwalenie za dobre chęci, przymykanie oczu na błędy - to jest wychowywanie. Kobieta nie jest zadowolona z poziomu zaangażowania męża, ale ma go stopniowo urabiać i zachęcać, żeby dopiero dojść do poziomu który jej odpowiada i nie spłoszyć biedaka.

                          Jestem za tym, żeby mężczyzn traktować jak mężczyzn. Krytykować, gdy robią źle, doceniać, gdy jest za co. Czułabym się jak idiotka, gdyby mąż czuł się w obowiązku pochwalić mnie za myte do połowy naczynia, pobieżne odkurzenie, czy zajęcie się dziećmi poprzez przypilnowanie żeby się nie zabiły. Mężczyzna chwalony za coś takiego tez raczej czuje się jak półmózg, tyle, że jest mu to na rękę - ma mniej obowiązków.

                          Niby dom jest wspólny i dziecko też, ale w domu ma być sprzątnięte t
                          > ak, jak kobieta sobie życzy, a dziecko wychowywane tak, jak ona uznaje za słusz
                          > ne.

                          Nie ma męskich i kobiecych standardów. Gdy dziecku trzeba podać leki o określonych porach i w określonych dawkach - to trzeba je podać, gdy trzeba sprawić, żeby brudne ciuchy zamieniły się w czyste posegregowane w szafkach i nadające się do użycia - to trzeba to zrobić, gdy trzeba zrobić zakupy, przygotować posiłek dla rodziny, odrobić z dziećmi lekcje - po prostu trzeba to zrobić.

                          Jak to zrobić w zawyżonym lub zaniżonym standardzie?Niższa dawka leku,wytłumaczyć pół zadania z matmy mniej, kanapki zrobić bez masła, pranie bez składania powrzucane do szafek? A w zawyżonym - nauczenie dziecka trzech lekcji do przodu, podanie dodatkowej porcji leku, uprasowanie majtek z kantem, kolacja z pięciu dań w stylu vintage? Jedno i drugie nie ma sensu...

                          Nie ma męskiego standardu - już pisałam - na takiej samej zasadzie jak nie ma śledzi drugiej świeżości. Albo dziecko jest dopilnowane albo nie jest, albo jest sprzątnięte albo nie jest.

                          >Zrobienie czegoś inaczej, jest zrobieniem źle.

                          Jak można "inaczej" zrobić pranie? To znaczy to akurat wiem - mój mąż wrzucał byle co do pralki, byle jak rozwieszał i byle jak składał. Też zasłaniał się, że mam babski standard. Poprosiłam go, żeby dokończył co zaczął i doprowadził pranie do szafek, doprasował co trzeba i wyrzucił rzeczy, które się pofarbowały w praniu, oraz odniósł do prania co się nie doprało. I nagle mu się cudownie standardy odmieniły.
                          W myśl starej szkoły nie powinnam w ogóle od męża wymagać tak niemęskich rzeczy jak pranie, wg. nowoczesnej nie powinnam mu narzucać swoich standardów, tylko pochwalić, żeby go nie zniechęcać do robienia prania, bo się wycofa i więcej nie zrobi.

                          Podaję przykład prania - bo jest to jedna z rzeczy o których słyszę najczęściej od znanych mi i mniej znanych kobiet - że mężczyźni robią je "po męsku", więc w zasadzie to one już wolą prać same. Bo w myśl nowoczesności boją się narzucić "swój" standard.

                          Kompletnie tylko nie rozumiem przy takim nastawieniu sprowadzaniu sobie do domu
                          > gó...arza, którego trzeba pilnować na każdym kroku, który nie jest partnerem,
                          > tylko kolejnym dzieckiem.

                          Tego to nie rozumiem ja. Po co mieć w domu kogoś kogo trzeba chwalić, nie można skrytykować, żeby nie urazić jego kruchego ego i trzeba się cieszyć, że choć nieporadnie, ale jednak się stara? To jakaś paranoja.
                          Alternatywą wobec chwalenia za byle co i unikanie krytyki nie jest pilnowanie jak gó...arza na każdym kroku, tylko życie jak z dorosłym człowiekiem - gdy robi coś źle - mówi się o tym otwarcie, gdy robi normalne rzeczy - to robi normalne rzeczy, nie wymaga to peanów i pieśni, gdy robi coś wyjątkowego - warto docenić.

                          Czy możesz verdano podać mi przykład kobiecego zawyżonego standardu i męskiego zupełnie wystarczającego w domu lub opiece nad dzieckiem? Poważnie pytam.
                          • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 19:44
                            Z takim zacietrzewieniem jakie Ty przejawiasz naprawde trudno dojsc do ladu. Krytyka, wyzwiska, ten stale pojawiajacy sie "gowniarz". Jesli mezczyzna niedokladnie poodkurza to nalezy mu nakazac poprawic? A czy Ty, jesli ugotujesz zupe nieco mdla w smaku to maz wylewa do zlewu zeby Ci dac nauczke i wyzywa od kulinarnych idiotek? Tak powinien robic, w imie konsekwencji.
                            Nie chce mi sie z Toba rozmawiac. Za duzo furii i zbyt wiele egzaltacji jak dla mnie. Kiedys to ja zafarbowalam przy praniu mezowska koszule- i ciesze sie, ze zamiast mnie sprac po ryju, smial sie z tego. Nie musze sie tez obawiac, ze jak sie zagapie i spale mieso na obiad, to z pogarda zwyzywa mnie od kretynek. Do Ciebie w gosci bym nie poszla, w obawie ze mi sie oberwie za okruszki od herbatnika, jak u Hiacynty.

                            • twojabogini Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 19:59
                              ada1214 napisała:

                              > Z takim zacietrzewieniem jakie Ty przejawiasz naprawde trudno dojsc do ladu. Kr
                              > ytyka, wyzwiska,

                              Trudno zając stanowisko polemiczne unikając krytyki. Co do wyzwisk - nie zauważyłam abym kogokolwiek wyzywała.

                              >ten stale pojawiajacy sie "gowniarz".

                              Napisałam dokładnie kogo uważam za gó...arza i co moim zdaniem ten termin oznacza. Gó...arz to mężczyzna unikający odpowiedzialności, zasłaniający się jakimiś męskimi standardami.

                              >Jesli mezczyzna niedokladnie poodkurza to nalezy mu nakazac poprawic?

                              Nie. Najlepiej udać, że jest wszystko okej, żeby się nie zniechęcił, a poprawić jak nie będzie widział :) Gdybym ustaliła z mężem, ze on odkurza i zrobił by to po łebkach to bym go zapytała czemu. I tak - poprosiłabym go o poprawkę.

                              >A czy Ty, jesli ugotujesz zupe nieco mdla w smaku to maz wylewa do zlewu zeby Ci dac >nauczke i wyzywa od kulinarnych idiotek?

                              Dlaczego stawiasz znak równości między poproszeniem męża o dokładniejsze odkurzenie a wylaniem zupy i wyzwaniem kogoś?

                              A jeśli cię rzeczywiście interesuje moje życie rodzinne - zdarza mi się coś nie tak ugotować. Mąż zazwyczaj wtedy pyta co i jak robiłam, jak się da doprawia żeby było lepsze, albo mówi mi co ja mogę dodać. Jakby się nie nadawało całkiem - to byśmy wylali.

                              >Tak powinien robic, w imie konsekwencji.

                              No tego właśnie nie rozumiem. Ja proszę o poprawienie czegoś niedokładnie zrobionego, konsekwencją są wyzwiska i agresywne zachowanie?


                              > Kiedys to ja zafarbowalam przy praniu mezowska koszule- i ciesze sie, ze
                              > zamiast mnie sprac po ryju, smial sie z tego.

                              Jakie sprać po ryju?Gdzie ja zaleciłam bicie mężczyzn?

                              >Nie musze sie tez obawiac, ze jak sie zagapie i spale mieso na obiad, to z pogarda zwyzywa >mnie od kretynek.

                              Gdzie zaleciłam wyzywanie mężczyzn?

                              > Do Ciebie w gosci bym nie poszla, w obawie ze mi sie oberwie za okruszki od herba
                              > tnika, jak u Hiacynty.

                              Przeczytaj uważnie co piszę nie zacietrzewiając się. Wpadki zdarzają się każdemu - ale ja nie piszę o wpadkach. Piszę o celowym działaniu: olewackim podejściu, niedokładnym wywiązywaniu się z obowiązków, olewaniu dzieci lub co gorsza wyżywaniu się na nich.

                              Nie uważam za wpadkę zapięcia nap od kurtki na ciele dziecka - każdy głupi chociaż raz zapinał napy od kurtki na sobie i nie przyciskał ich do swojego ciała, tylko spinał dłonią. Nie uważam za wpadkę stałego wykonywania obowiązków na pół gwizdka.
                              • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 21:57
                                Rozumiem, ze jeśli ustaliłaś z mężem, że Ty prasujesz, a on ma bardzo wysokie standardy prasowania, to ma prawo skrytykować Cię i kazać uprasować wszystko raz jeszcze? Jesli spalisz ziemniak, to maż ma prawo zażądać, abyś ugotowała obiad raz jeszcze, bo umawialiście sie ne ziemniaki na obiad i jego standardy nie przewidują jadania kotletów z chlebem?
                                Nie mówiąc juz o tym, ze we własnym domu facet ma prawo mieć męskie standardy tego, jak dom powinien wyglądać. To, co piszesz sprawia wrażenie, ze dom jest kobiety, a mąż może tylko w nim mieszkać, pod warunkiem wypełniania poleceń zony i dostosowania sie do tego, jak ona sobie ten dom wyobraża. Jeśli jest pedantką , ma obowiązek być pedantyczny, nie ma prawa sie sprzeciwić, czy uznać, że stałe sprzątanie mu nie leży - nie jest u siebie, ma obowiązek zadowolić żonę i uznać, ze to ona z definicji ma rację.
                                Podajesz jednem przykład faceta, który zachował sie źle i wyciągasz z tego wnioski, ze faceci nie kontrolowani zachowują się ogólnie xle. To przecież jakiś absurd.
                          • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 22:17
                            Piszesz tak, jakby w domu nie mieszkał mąż, partner, ojciec dzieci, tylko wróg. Jakby "chwalenie" nie było często zwykłym podziękowaniem, chęcią sprawienia przyjemności kochanej osobie, a tylko manipulacją. Obie strony w przebiegu małżeństwa muszą się stopniowo urabiać, na tym taki związek polega. Nie na okopywaniu sie na swoich jedynie słusznych pozycjach i oczekiwanie, ze druga strona uzna nasze wymagania za jedynie słuszne.
                            Są meskie i kobiece standardy, a właściwie standardy różnych osób. Lekarstwo trzeba podać o określonej porze, ale sprzątać można bardzo różnie. Ciuchów mozna nie segregować, tylko wpychać do szafy, mając nadzieję, że drzwi sie zamkną, lekcji z dziećmi można nie odrabiać, uznając, że jest to obowiązek dziecka, zakupy można robić , ale co sie kupuje - zależy od indywidualnych preferencji. Nie rozumiesz jednak - dla mnie wepchnięcie rzeczy kolanem do szafy jest sprzątnięciem (nie sprzątnięciem jest zostawienie ich tam, gdzie są zwykle- czyli na krześle, podłodze i biurku), a zawyżonym standardem jest odrabianie lekcji z dziećmi. dziecku można pomóc czasami. Innymi słowy, absolutnie nie zgadzam sie z tym, że to, co Ty uznajesz za obiektywny standard jest standartem idealnym, powszechnie obowiązującym, a zadaniem wszystkich jest się do niego dostosować. To, co piszesz jest wyrazem absolutnego niezrozumienia, ze można mieć różne wyobrażenia jaki powinien być porządek i co oznacza "dopilnowanie" dziecka - przy czym ja nie oczekuję, zę Ty dopasujesz sie do moich wymogów, Ty zaś sądzisz, ze wszyscy powinni do Twoich.
                            Dla mnie wszystkie standardy, jakie podajesz są zawyżone. Najwyraźniej mój, chyba "męski" standard zupełnie wystarczył do wychowania trójki dzieci.
                            • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 23:02
                              absolutnie nie zgadzam sie z tym,
                              > że to, co Ty uznajesz za obiektywny standard jest standartem idealnym, powszech
                              > nie obowiązującym, a zadaniem wszystkich jest się do niego dostosować

                              No wiec co mamy jak dotad:
                              kobiet jedynie sluszne poglady nt wychowywania
                              kobiet jedynie sluszne poglady nt. sprzatania i prowadzenia domu
                              jak jeszcze poprowadzimy ta dyskusje to beda kobiet jedynie sluszne poglady na polityke, religie, szkolnictwo i dzialalnosc charytatywna i ilosc kwiatow doniczkowych w domu.
                              no przeca mowilam, poobcinaly facetom jaja i teraz sie wsciekaja, ze maja w domu gowniarzy, a nie mezczyzn.
                • twojabogini Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 18:48
                  ada1214 napisała:

                  > Taki ladunek emocjonalny w tym zdaniu, ze niemozliwe jest, bys pisala li tylko
                  > z teorii. Czy wyrazy wspolczucia beda na miejscu?

                  Stwierdzam prosty fakt, gdy ktoś zachowuje się jak gó...arz traktuj go jak gó...arza. To w opozycji do współczesnych zaleceń - chwalenia mężczyzn za dobre chęci, doceniania i unikania krytyki, bo się jeszcze biedactwa zniechęcą do zajmowania własnymi potomkami. Te zalecenia mnie wkurzają, bo wiele kobiet na nich traci, stają się z czasem coraz bardziej zależne ale przez ileś lat żyją w przekonaniu, że ich zachęcanie i chwalenie i przymykanie oczu pomoże. Aż w końcu lądują w głębokiej d. zależne od kogoś zupełnie nieodpowiedzialnego.

                  Moja rada: gdy słyszysz argument "bo mężczyźni" kończ dyskusję. Gdy podłoga jest odkurzona niedokładnie, to poproś o poprawkę. Gdy mąż zabiera dziecko na spacer - to niech sam zadba o jego ubranie, zabranie potrzebnych rzeczy. Gdy z nim zostaje - nie dzwoń na kontrolę. Gdy jest potrzebna krytyka, krytykuj, gdy jest coś co cenisz, co jest wartościowe - doceń.
                  Skakanie wokół robiącego na pół gwizdka gó...arzyka w myśl idei, że pochwały skłonią go do większego zaangażowania to głupota.

                  > Nie wiem, gdzie Wy tych mezczyzn znajdujecie, kobiety. Obracacie sie w gronie m
                  > ezczyzn gowniarzy, niedojrzalych, obrazalskich, niekompetentnych, sfrustrowanyc
                  > h, niedouczonych, nieempatycznych, egoistycznych...

                  Bardzo wielu znanych mi całkiem przyzwoitych mężczyzn miga się od wykonywania prac domowych oraz zajmowania dziećmi. Statystycznie minimum 80% tej pracy w Polsce wciąż wykonują kobiety. Oto odpowiedź - gdzie ci mężczyźni - wszędzie wokół.

                  Związków z równościowym podziałem obowiązków jest jak na lekarstwo. Mężczyznom współcześnie nie wypada otwarcie przyznać, że nie chcą się dzielić po równo - stosują strategie bierne. A to nie umieją, a to są zbyt mało dokładni, a to nie mają doświadczenia...Terefere.
                  • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 30.10.14, 22:07
                    Tak, pod warunkiem, że argumentu "My kobiety" takze nie wolno używać.
                    Mam wrażenie, ze obracasz sie w jakimś dziwacznym środowisku idealnych kobiet i absolutnie nieodpowiedzialnych facetów. I że jakoś nie wpada Ci do głowy,z ę facet, który dokładnie to samo napisałby o kobietach, zostałby uznany za wyjątkowego chama.
                    "Stwierdzam prosty fakt, gdy ktoś zachowuje się jak gó...arz traktuj ją jak gó..
                    > .arę. To w opozycji do współczesnych zaleceń - chwalenia kobiet za dobre chę
                    > ci, doceniania i unikania krytyki, bo się jeszcze biedactwa zniechęcą do zajmow
                    > ania sie jakąkolwiek praca, poza zajmowaniem sie dziećmi. Te zalecenia mnie wkurzają, bo wiele facetów na nich traci, stają się z czasem coraz bardziej zależni, ale przez ileś lat żyją w przekonaniu, że ich zachęcanie i chwalenie i przymykanie oczu pomoże. Aż w końcu lądu
                    > ją w głębokiej d. zależne od kogoś zupełnie nieodpowiedzialnego, a całe utrzymanie domu jest na ich głowie. Moja rada: gdy słyszysz argument "bo kobiety " kończ dyskusję. Gdy podłoga jes t odkurzona niedokładnie, to poproś o poprawkę. Gdy żona zabiera dziecko na spacer - to niech sama zadba o jego ubranie, zapłaci za chcoć częściowo nie z własnych zarobków. Gdy z nim zostaje - nie dzwoń na kontrolę, niech ci nie wpadnie do głowy zainteresować się, czy zona sobie radzi, czy nie jest zmęczona. Gdy jest potrzebna krytyka, krytykuj, gdy jest coś co cenisz, co jest wartościowe - doceń.
                    Skakanie wokół robiącej na pół gwizdka gó...ary w myśl idei, że pochwały skłonią ją do większego zaangażowania, zarabiania, staranniejszego sprzatania to głupota.
                    >
                    > >
                    > Bardzo wiele znanych mi całkiem przyzwoitych kobiet miga się od dokładania się do wydatków domowych.. Statystycznie minimum 80% wydatków na rodzinę ponoszą meżczyźni. Oto odpowiedź - gdzie te kobiety - wszędzie wokół. Związków z równościowym podziałem obowiązków jest jak na lekarstwo. Kobietom współcześnie nie wypada otwarcie przyznać, że nie chcą się dzielić po równo wydatkami - stosują strategie bierne. A to nie umieją, a to są zbyt mało dokładne, a to nie mają doświadczenia... Terefere. "
                    • danaide Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 31.10.14, 04:44
                      Verdana - lubię Ciebie i lubię Twojabogini (jest po trzeciej, nie bawię się w odmianę, dalej TB). Podjusza Was ada (nie kojarzę;) i wątek jest coraz bardziej absurdalny.

                      Zgadzam się z TB, że męskie ego odgrywa bardzo istotną rolę. Mąż wątkodawczyni strzelił focha i nie gada z żoną, bo żona wprowadziła korektę do jego zachowania, pan na placu zabaw strzelił focha i zapiął dziecko na siłę, bo żona wprowadziła korektę do jego zachowania...

                      Kobiety nie mają problemu z ego. Kobiety można za to łatwo wkręcić w perfekcjonizm. Wkręcają je inne kobiety - PPD - albo synkowie perfekcyjnych mam.

                      A małżeństwa takie jakie opisujecie na forum, kobiety nieustannie urabiające facetów... Od chwili gdy zrozumiałam na czym to polega, wiem czemu jestem i będę niezamężna. Na wyjątkowy egzemplarz trafiłam raz i nie zanosi się na powtórkę. Po przejrzeniu tego wątku mam podejrzenie graniczące z pewnością, że nie zajmuję się właściwie wychowaniem własnego dziecka, przynajmniej tak, jak opisuje się to w tym wątku. Wychowywanie jakiegoś faceta, choćby własnego męża to dla mnie czysta aberracja.
                      • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 31.10.14, 10:40
                        Podpisuję się pod absolutnie każdą wypowiedzią i każdym zdaniem Bogini. Sedno problemu współczesnych par. Kompletnie nie rozumiem tego, co piszą koleżanki krytykujące te mądre i wyważone opinie. Dlaczego sprowadza się opinię Bogini do absurdu, w czym króluje Ada? Dlaczego komuś, kto chce traktować partnera/partnerkę jak dorosłą osobę, zarzuca się, że ma zawyżone standardy? Bogini nie pisze o perfekcjonizmie czy niestworzonych wymaganiach, ale podstawach funkcjonowania. I każdy normalny człowiek uwagi na temat wykonanych prac odbiera jak uwagi, a nie atak. Jak mąż zwracał mi uwagę, żebym nie zostawiała rzeczy na poręczach, bo mu to przeszkadzało, to dlaczego miałabym się za to obrażać?
                        Czy to nam się podoba, czy nie, mężczyźni na ogół przywiązują mniejszą wagę do porządku. Z czego to wynika, nie wiem, ale tak jest. Kobieta odruchowo porządkuje przestrzeń, mężczyzna z reguły w ogóle nie rejestruje bałaganu. Rzecz jasna są wyjątki, jest Verdana, która też nie rejestruje (niecelowo) tego, że nie wyrzuciła opakowania po czymś (tak kiedyś napisała), są też mężczyźni pedantyczni do obłędu (znałam takiego, między innymi przez to żona od niego uciekła). Ale w znakomitej większości faceci naprawdę nie rejestrują i nie przywiązują wagi. Może dlatego, że w domu rodzinnym mieli krasnoludki/służące, które to wszystko robiły i dlatego oni nie mają nawyku? Nie wiem, ale naprawdę ze wszystkich moich rozmów ze znajomymi, z obserwacji własnych, z lektury setek wpisów, z narzekań matek na nieporządnych synów, wyłania się obraz mężczyzn, dla których sprawa porządku jest absolutnie nieistotna. I podkreślam, że nie chodzi o podłogę, z której można jeść, o żadne zawyżone standardy. I teraz uważam, że jeśli młoda kobieta nie chce być w domu służącą, musi jednak temu swojemu mężczyźnie od czasu do czasu zwrócić uwagę na pewne niedoróbki, bo inaczej on tego nigdy nie opanuje i ona będzie do końca życia chodzić i po nim poprawiać, wpadać we frustrację, coraz gorzej się czuć w swoim domu. Ja od lat próbuję pokazać synowi, jak frustrujące jest olewanie przez niego podstawowych zachowań, np. zostawianie zalanej łazienki po kąpieli, włosów w odpływie (a ma je do pasa prawie), jak się czuję, gdy muszę to po nim robić i jak się będzie czuła w przyszłości jego kobieta. Długo trwało, ale się nauczył. Czy naruszyłam jego godność tym ciągłym przypominaniem, by po sobie sprzątał?
                        Przepraszam, że piszę tak personalnie, ale mam wrażenie, Verdano, że po pierwsze, jesteś osobą, która wyjątkowo mniej przywiązuje wagę do prozaicznych kwestii porządku, a dodatkowo masz w swoim otoczeniu pokrzywdzonego przez kobietę porządnego faceta, dodatkowo znasz więcej historii wyrachowanych i podłych kobiet, stąd, w przeciwieństwie do mnie, częściej widzisz przejawy matriarchatu. Ja przeginam czasami w stronę nadmiernej krytyki facetów, Ty odwrotnie. Przy czym zgadzam się z Tobą w pełni, że jest bardzo wiele głupich kobiet, które kompletnie nie znają się na wychowaniu dzieci, ale to znów na marginesie.
                        • danaide Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 31.10.14, 12:13
                          Ja w końcu już się pogubiłam kogo ma tam Verdana, ale opowiem o sobie;)
                          Bo u mnie było tak, że facet, wychowany przez perfekcyjną mamusię, miał WYŻSZE standardy i oczekiwania co do porządku niż ja, przy czym to ja miałam być wykonawcą.
                          Póki mieliśmy luźny związek fajnie, mogłam sobie w ramach relaksu na słoneczku umyć taras. Zresztą zawsze byłam w miarę czysta i miarę poukładana więc (nie do końca świadomie) wpasowałam się w kryteria.
                          Ale pojawiło się dziecko i przestałam wyrabiać normę. I nagle za wszystko obrywałam. Za to, że ustawiam sobie śmietniczki na chusteczki bo cycki mi ciekną. Za to wszędzie są chusteczki, bo zlikwidowałam moje podręczne śmietniczki. Za to że nie wypłukałam wanny, bo poleciałam do płaczącego dziecka.
                          A co wieczór minimum godzina sprzątania kuchni, bo pan w ramach wkładu gotuje, ale bez sprzątania. I weź szoruj przypalone garnki, bo to norma, jak gotujesz w kuchni siedząc w pokoju na kompie...

                          No więc pewnie mam trochę jak Verdana, tylko że wymieniłam egzemplarz wadliwy na spokój (a właściwie on mnie na poczucie krzywdy vel urażonego ego).
                          • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 31.10.14, 12:24
                            Danaide, ale Ty piszesz o patologii. I to patologii podwójnej: bo o pedancie kosztem innych. O ile od biedy zrozumiałabym pedanta, który obsesyjnie sprząta, a jak ktoś jego pracy nie szanuje, to ma żal (choć to też może być denerwujące, gdy jest w nadmiarze), ale jak można wymagać pedanterii od kogoś, a samemu nie brać w tym udziału??? I to przy małym dziecku! Kurcze, dobrze, że z nim nie zostałaś, brawo dla Ciebie.
                            Ja, pisząc o zwracaniu uwagi, nigdy nie mam na myśli wygórowanych i nierealnych oczekiwań ani wymagań. Uważam, że prośba o wrzucanie brudów do kosza nie jest wygórowanym standardem. Że odwieszanie ręczników, żeby nie gniły zwinięte w kłębek też nie jest. A co z czyszczeniem obs..nego kibla? To też wygórowane wymaganie? Wyrzucenie opakowania po paście czy mydle do kosza, który stoi w małej łazience, co nie wymaga najmniejszego wysiłku, to jest czepialstwo? Wyśrubowane standardy?
                            • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 31.10.14, 12:58

                              sebalda napisała:

                              > jest. A co z czyszczeniem obs..nego kibla?

                              Dobra Sebalda, to ja faktycznie przyznam Ci racje. Jak kazdy w tej dyskusji, pisze przez pryzmat wlasnego podworka i to, co wystepuje u Ciebie, to bez obrazy, ale dla mnie kosmos. Rzeczywiscie, jesli gosciu zostawia za soba obsrany kibel, to trzeba go pogonic, ale przysiegam, ze nie przypuszczalam, ze masz TAKI egzemplarz w domu. Tylko ja jednego nie rozumiem- kogos Ty sobie do domu przytachala i jak to sie stalo, ze w takim syfiarzu sie zakochalas kiedys?
                              • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 31.10.14, 14:11
                                Tylko ja jednego nie rozumiem- kogos Ty sobie do domu przytachala i jak to sie stalo, ze w takim syfiarzu sie zakochalas kiedys?

                                Z tym kiblem to przerysowałam, choć synowi do tej pory czasami się zdarzy, gdy jest wyjątkowo zamyślony:) Ale jak mu zwrócę uwagę, natychmiast się poprawia. Młody jeszcze jest i ma głowę w chmurach. Do kibla męża nie zaglądam, więc nawet nie wiem, za to jego kabina prysznicowa wygląda tak, że.......
                                A co do wybrania syfiarza to tak jest, jak się wychodzi za mąż za kogoś, kogo się zna głównie z romantycznych randek tudzież wyjazdów wakacyjnych, gdzie na takie rzeczy się raczej nie patrzy. Takie rzeczy wychodzą dopiero w praniu. I inne kwiatki też dopiero po tym, jak Cię taki zaobrączkuje i wreszcie uzna, że już mu się nie wywiniesz;)
                            • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 31.10.14, 13:19
                              Uważam, zę wyrzucenie opakowania do kosza jest tak małym wysiłkiem, zę nie warto, skoro opakowanie mnie przeszkadza, a komuś nie robić z tego sprawy. Trzeba wyrzucić i tyle...
                              • danaide Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 31.10.14, 13:35
                                No, chyba że masz te małe opakowania pomnożone razy sto. Ja mam tak w domu, mnóstwo takich pierdół, które lezą i kwiczą. Każda zajmuje tylko momencik. Ale momencik razy sto?
                                Więc olewam, a raz na jakiś czas biorę kosz na pranie i wszystkie pierdoły tam wrzucam, a potem roznoszę po chałupie jak listonosz. Taki system. Komuś to wadzi, komuś nie. Mi samej kiedyś może to wadziło, teraz nie. Standardy też się zmieniają wraz z nami;)

                                Natomiast, tak, toalety, sierściuch w wannie, jest taka nienegocjowalna pula.
                                Skoro głównie babki, to zagadka: mój ojciec robił matce horrendalne awantury jak zapomniała pięknie opakowanej podpaski wyrzucić od razu do kosza na śmieci.
                                Standard, poniżej, powyżej?
                                Problemem jest nie jakie kto ma standardy, ale czy osoby o znacznej różnicy standardów spotkały się pod jednym dachem. Nie wiedziałam póki nie doświadczyłam;)
                                • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 31.10.14, 14:06
                                  Nie mam wygórowanych standardów, mam naprawdę minimalne wymagania porządku. Uważam, że chodzenie i sprzątanie po dorosłej osobie jest niefajne. Po jakimś czasie włącza mi się tryb myślenia o sobie jako o sprzątaczce. Wspólną przestrzeń mogę ogarniać w większym stopniu, mogę odkurzać chałupę, robić pranie (ogólne), ogarniać kuchnię, ale chodzenie po domu i zbieranie rozrzuconych rzeczy jest jednak niefajne. I Danaide słusznie zauważa, coś pomnożone przez kilkaset razy i kilkadziesiąt lat naprawdę nie jest ok.
                                  Mamy na szczęście dwie łazienki, tylko dzięki temu jeszcze nie oszalałam, bo nie wtrącam się do niewyobrażalnego syfu w jego łazience, jak robię tam pranie, staram się nie patrzeć i niczego nie dotykać, po prostu się brzydzę. Tak jak mogę ścierpieć kurze na półkach (a wycierania ich nienawidzę z całego serca), tak lepiącej się od brudu umywalki nie trawię.
                                  Z moim mężem jest jeszcze o tyle ciekawie, że potrafi mi wypominać pewne rzeczy w domu, na przykład pajęczyny pod sufitem, ale sam ich nie usunie. A w kłótni potrafi mi wykrzyczeć, że jestem brudasem i mam (JA MAM) w domu syf (bo mam, sama zwyczajnie już nie wyrabiam, córka wyjechała, syn wybywa z domu rano, wraca późną nocą, żeby nie musieć widzieć się z ojcem), pies linieje tak, że nawet jakbym codziennie odkurzała chałupę, to za chwilę i tak kłęby sierści wszędzie się panoszą.
                                  I będę się kłócić do ostatka sił, że to jednak chłopakom i facetom mniej zależy na porządku (mniej nie znaczy wyłącznie). Swoje lata mam i napatrzyłam się i nasłuchałam wystarczająco dużo, żeby nie myśleć inaczej. Ktoś może mówić, że to stereotypy, ale co ja na to poradzę, że tak właśnie jest. Czy oprócz Verdany ktoś jeszcze uważa, że proporcjonalnie i statystycznie faceci w takim samym stopniu dbają o porządek jak kobiety? Lub nie dbają? Ręka do góry! I nie mówię tu o wyjątkach czy pedantkach lub pedantach.
                                  • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 31.10.14, 17:56
                                    Ja nie uważam, że faceci dbają o porządek tak jak kobiety. Dbają mniej. Tylko nie rozumiem, dlaczego normą, do której muszą dążyć obie płcie są standardy kobiet...
                                    • panizalewska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 03.11.14, 09:42
                                      Bo w syfie we własnym domu można po jakimś czasie utonąć, od wiecznego przypominania misiom, żeby sprzątali po sobie - robimy się zrzędliwymi babami, od których uciekają faceci, bo ganianie za dorosłym chłopem o jego śmieci jest nie poważne, bo to mi dodaje pracy - ileś tych papierków razy miliard przez x lat małżeństwa / mieszkania razem, a tą energię i czas mogłabym spożytkować robiąc coś miłego dla SIEBIE a nie zapieprzać przez cały dzień dla dobra ogólnego, bo druga dorosła osoba ma to dobro ogólne w głębokiej duupie. Mówię bardziej o moim ojcu jednakowoż, niż o małżonku ;-)
                                • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 31.10.14, 17:54
                                  No, u mnie w domu też tak jest. Zatrudniliśmy sprzątaczkę:)
                                  Ja też wiele rzeczy olewam, innych nie - na przykład nienawidzę różnych sztućców na stole. Ale inni mają to gdzieś, więc to ja latam i zamieniam, ale nie mam pretensji, że mi dali nie taki widelec.
                                  Toaleta, zgodzę sie, jest nienegocjowalna. Podpaski dla mnie takoż.
                                  Przy czym zauważ - jak kobieta ma wyższe standardy, to są to normalne standardy, bo trudno, aby dom zarastał brudem. Jak wyższe standardy ma facet, to jest upierdliwym pedantem.
                                  • panizalewska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 03.11.14, 10:02
                                    Niektórych, widzisz, na sprzątaczkę nie stać. Lub znamienitej większości.
                                    Sztućce spoko :-) moja mama kiedyś wybrzydzała na widelce, po 15 latach jej wszystko jedno ;-)
                                    Nie wiem jak "wszyscy". Mój chłop ma całkiem normalne standardy. Ja niby też, ale w innych miejscach. Można rzec, że się uzupełniany w tych sferach, chociaż czasem nam się nie chce i OBOJE po równo zwracamy sobie uwagę. I żyjemy, nikt się nie obraża
                        • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 31.10.14, 13:18
                          Ależ ja znam niemal wyłącznie porządnych facetów. To nie są rzadkie egzemplarze, których ze świeca szukać. I w moim otoczeniu jest stosunkowo niewiele pedantycznych kobiet - praktycznie żadna kobieta z mojej rodziny nie rejestruje tych nie wyrzuconych opakowań... Większość moich znajomych też nie, choć i pedantki oczywiście znam, jako i pedantów.
                          Nie znam uczucia, ze "jest frustrujące, jak muszę coś robić po synu/córce", albowiem nic po nich nie robię. Jak uwazam, że absolutnie powinni coś zrobić , to po prostu mówię, aby to zrobili. Ale też pod warunkiem, ze nie oznacza to szorowania mydelniczki po każdym użyciu mydła, jak u mojej ex-znajomej. Od której uciekł mąż zresztą.
                          Ja znam tyle samo wstrętnych kobiet, co facetów. Nie wierze w to, że połowa ludzkości, z racji płci, jest porządniejsza od drugiej połowy, naprawdę.
Pełna wersja