Dodaj do ulubionych

Czy podważam autorytet męża czy on przesadza?

15.10.14, 08:46
Pomóżcie mi ocenić wczorajszą sytuację.

Mamy dwójkę dzieci z małą różnicą wieku (syn 2-latek i córka 3,5-latka). Jak wiadomo, nie zawsze są zgodni, szczególnie młodszy ma etap dokuczania. Wczoraj córka się bawiła a syn nieustanne zabierał jej zabawkę. Ja robiłam kolację, a mąż pilnował dzieci. Słyszałam jak go upomina, ale syn dalej dokuczał. W końcu mąż zaniósł go do innego pokoju i powiedział, że ma tam zostać, bo ma karę (mówił mocno poddenerwowany). Syn zaczął bardzo płakać i mnie wołać, więc poszłam do niego (jak wchodziłam do pokoju to mąż mi powiedział, że mam nie iść bo syn ma karę). Wzięłam go na ręce i zaczęłam spokojnie tłumaczyć, że zachował się niegrzecznie i dlatego ma karę, że nie wolno zabierać zabawek innym i że musi przeprosić siostrę bo było jej przykro jak przeszkadzał jej w zabawie (córka jest mocno zmęczona po przedszkolu i rozdrażniona). Syn wziął mnie za rękę i razem poszliśmy przeprosić córkę (syn jeszcze nie mówi zbyt wiele). Wróciłam do przygotowywania kolacji i zapomniałam o sytuacji.

I tu zaczyna się problem. Mąż przestał się do mnie odzywać. Stwierdził, że zawsze się muszę wtrącać i stawiać na swoim (poszłam do syna mimo, że mąż powiedział, że mam nie iść), że zawsze wszystko wiem najlepiej i że nie powinnam robić nic wbrew niemu.
Nie ukrywam, że lubię stawiać na swoim, ale w mojej ocenie nie zrobiłam nic złego - nie powiedziałam dziecku, że tata nie ma racji i syn nie ma kary, tylko na spokojnie wytłumaczyłam, że źle się zachował i musi przeprosić (chciałam nauczyć dzieci, że błędy można popełniać, ale trzeba starać się je naprawić).
Mąż nie powiedział mi tego wprost, ale mam wrażenie, że obawia się, że w oczach dzieci podważam jego autorytet (miał ojca wojskowego - może to taki model wychowania?).

Czy rzeczywiście źle zrobiłam? Jeśli tak to jak w powyższej sytuacji powinnam postąpić? Co w ogóle zrobić teraz z mężem? Przeprosić czy przeczekać?
Obserwuj wątek
        • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 10:43
          Przy 2 latku Twoje rozwiazanie problemu byli zdecydowanie lepsze i mniej stresujace dla dziecka niz pomysl meza, wiec uwazam, ze dobrze zrobilas. Jednak jest druga strona tej sytuacji, czyli to o czym pisza dziewczyny, dobrze by bylo, gdybyscie reagowali w miare w jednolity sposob, aby nie robic dziecku zamieszania w glowie i zeby wiedzialo, ze nie warto chodzic od mamy do taty, aby mama zmienila taty ustalenia. Mysle, ze OBOJE powinniscie sie wybrac na warsztaty dla rodzicow malych dzieci, pomoze to Wam stosowac jednolite metody wych., poza tym do panow czesto bardziej trafiaja opinie autorytetow czy fachowcow w danej dziedzinie niz opinie wlasnej zony, chocby byly najlepsze :-)Uwazam, ze masz lepsze wyczucie niz maz na potrzeby dziecka. A biorac pod uwage pewnie mocno wypaczone metody wychowawcze ojca meza (wojskowego) dobrze by bylo, gdyby ktos fachowo mezowi uswiadomil, co jest poprawne i co jest norma w wychowaniu dzieci i ze zostawianie tak malego dziecka w pokoju za kare niewiele daje, bo taki maluch nie potrafi jeszcze samodzielnie wyciagac w samotnosci wnioski ze swojego zlego zachowania, potrzebuje do tego pomocy rodzica i uwazam, ze Ty z tej sytuacji wybrnelas na 5.
          • 3-mamuska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 17:45
            ? skasujcie
            Odpowiedz
            zuzi.1 15.10.14, 10:43
            Przy 2 latku Twoje rozwiazanie problemu byli zdecydowanie lepsze i mniej stresujace dla dziecka niz pomysl meza, wiec uwazam, ze dobrze zrobilas.

            Zycie nie jest usłane różami, i nie mozna unikać stresów.
            Młody był niegrzeczny, upominanie nic nie dawało , to został odizolowany od siostry.
            Musi wiedzieć ze poniesie konsekwencje jesli jest niegrzeczny.
            • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 18:38
              Czy Ty tez bylas wychowywana przez ojca wojskowego??? A tak na powaznie, mysle, ze w tej konkretnej sytuacji wazniejsze bylo dobro malutkiego dziecka niz ego jego tatusia, i dlatego uwazam, ze w stosunku do dziecka autorka zachowala sie b. dobrze, duzo lepiej niz maz. Ten chlopczyk nie ma 6 lat ale zaledwie 2 i jeszcze w dodatku b. malo mowi, po co mu jeszcze do tego zamykanie samotne w pokoju i spazmastyczny szloch jako konsekwencja zamkniecia przez tate. Uwazam, ze robiac takie zarzuty jakie robi ten maz autorce mozna stwierdzic, ze dla tego pana jego wlasne ego i samopoczucie jest wazniejsze od dobra i samopoczucia jego malutkiego dziecka. Chcial ochronic siostre ale zastosowal zbyt surowe konsekwencje wobec malego chlopca, a teraz ma jeszcze pretensje do zony o podwazanie autorytetu...moze niech lepiej w ramach cwiczenia wlasnej empatii sprobuje wczuc sie w to, jak sie czul jego synek w tym momencie, niech sprobuje sobie wyobrazic jak taki maluch musi sie bac, gdy tata kochana dla niego osoba i bliska krzyczy na niego i zamyka go w pokoju. Mysle dod., ze super niania zrobila wiele zlego z tym pokazywaniem w tv zamykania dzieci na karnym jezyku w pokoju, takie metody sa zle, a w przypadku b. malych dzieci jak synek autorki, wrecz karygodne.
              • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 19:09
                zuzi.1 napisała:

                > Czy Ty tez bylas wychowywana przez ojca wojskowego??? A tak na powaznie, mysle,
                > ze w tej konkretnej sytuacji wazniejsze bylo dobro malutkiego dziecka niz ego
                > jego tatusia, i dlatego uwazam, ze w stosunku do dziecka autorka zachowala sie
                > b. dobrze, duzo lepiej niz maz.

                Mam odmienne zdanie. Mama poszla robic kolacje, ale nie mogla sie oprzec pokusie, zeby wtracic swoje trzy grosze, wtedy gdy ojciec zareagowal calkowicie prawidlowo.

                > Ten chlopczyk nie ma 6 lat ale zaledwie 2 i jes
                > zcze w dodatku b. malo mowi, po co mu jeszcze do tego zamykanie samotne w pokoj
                > u i spazmastyczny szloch jako konsekwencja zamkniecia przez tate.

                "Bunt dwulatka" to dosc powszechnie znane zjawisko, wiec nie dramatyzowalabym, ze spazmatyczny szloch mialby wynikac z jakiejs strasznej traumy. Wrecz przeciwnie- dziecko wykazalo sie typowym zachowaniem dla malucha w tym wieku.
                pl.wikipedia.org/wiki/Bunt_dwulatka
                > Chcial ochronic siostre ale zastosowal zbyt surowe konsekwen
                > cje wobec malego chlopca, a teraz ma jeszcze pretensje do zony o podwazanie aut
                > orytetu..

                A co mial ten ojciec zrobic zamiast ? Przeciez tlumaczyl dziecku, ze sie zle zachowuje. Nie pomoglo- syn dostal kare. Lagodna kare. Ojciez przerwal zle zachowanie wynoszac dziecko do drugiego pokoju, bo prosby nie skutkowaly. Calkiem prawidlowo uwazam. Co zrobila matka ? Pokazala, ze ojciec zrobil zle.

                >. Mysle dod., ze super niania zrobila wiele zleg
                > o z tym pokazywaniem w tv zamykania dzieci na karnym jezyku w pokoju, takie met
                > ody sa zle, a w przypadku b. malych dzieci jak synek autorki, wrecz karygodne.

                Posadzenie dziecka na karnym jezyku ma za zadanie dac dziecku chwile na uspokojenie. Po tym czasie powinno nastapic tlumaczenie i wyjasnienie zaistnialej sytuacji. Zakladam, ze takie bylo zamierzenie ojca. Najpierw odizolowal dzieci, a potem przyszedlby czas na przeproszenie siostry. Matka zareagowala histerycznie i wszystko zepsula.


                • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 19:18
                  Mam odmienne zdanie, mogl wziac syna na kolana, przytulic, zagadac, i zrobic to co zrobila matka, wytlumaczyc maluchowi, ze zle robi i podejsc z nim do siostry, aby ja przeprosil. Wystarczylo troche wysilic wyobraznie i wykazac sie podejsciem do dziecka, aby zalagodzic sytuacje, a nie w najprostszy sposob reagowac agresywnie i po najmniejszej linii oporu zamykajac dziecko w pokoju.Jak widac wojskowe wychowanie bylo b. skuteczne i teraz kladzie sie cieniem na wychowaniu wlasnych dzieci. Warsztaty pilnie dla obojga rodzicow.
                  • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 19:35
                    zuzi.1 napisała:

                    > Mam odmienne zdanie, mogl wziac syna na kolana, przytulic, zagadac, i zrobic to
                    > co zrobila matka, wytlumaczyc maluchowi, ze zle robi i podejsc z nim do siostr
                    > y, aby ja przeprosil. Wystarczylo troche wysilic wyobraznie i wykazac sie podej
                    > sciem do dziecka

                    Gratuluje kazdemu z rodzicow, ktoremu udalo sie wplynac na zachowanie dwulatka, bo tak jak to przedstawiasz, to doprawdy pikus :-D
                    Nigdy nie bylam w wojsku, ale z doswiadczenia wiem, ze sa chwile w zyciu malucha, np, kiedy jest wsciekly, glodny, zmeczony, ze tlumaczenie i piekne kwieciste mowy rodzice moga sobie wsadzic w buty, bo i tak nie skutkuja. To co zrobil ojciec wydaje mi sie lepsze, ale to oczywiscie moje zdanie.
                    • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 20:10
                      Tym bardziej wiedzac, ze mamy do czynienia z buntem dwulatka, nalezy postepowac odpowiedzialnie i z korzyscia dla dziecka, w sposob opanowany i dojrzaly. Mozna skupic uwage dziecka na czyms innym, wziac je na kolana i zagada itp. Mi ten tata nie wyglada na zbytnio ogarnietego w kwestii wychowania dzieci, plus chyba nie za bardzo panuje nad emocjami i stad takie zachowania. Wiec oprocz warsztatow suplementy z magnezu i kwasow omega.
                      • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 20:18
                        zuzi.1 napisała:

                        > Mi ten
                        > tata nie wyglada na zbytnio ogarnietego w kwestii wychowania dzieci

                        Za to na jego tle matka wychodzi wrecz idealnie ;-) Niby jest zajeta robieniem kolacji, ale jednym uchem pilnie sledzi, czy aby zly ojciec nie krzwydzi niewiniatek. W razie wrzasku, sytuacje ocenia w ulamku sekundy i wkracza jak lwica, ratujac z opresji niewinne dziecie, ktore przezylo traume, bo tataus je ukaral za niewinnosc ;-)))
                        • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:20
                          pogodoodporna napisał(a):
                          > Za to na jego tle matka wychodzi wrecz idealnie ;-) Niby jest zajeta robieniem
                          > kolacji, ale jednym uchem pilnie sledzi, czy aby zly ojciec nie krzwydzi niewin
                          > iatek. W razie wrzasku, sytuacje ocenia w ulamku sekundy i wkracza jak lwica, r
                          > atujac z opresji niewinne dziecie, ktore przezylo traume, bo tataus je ukaral z
                          > a niewinnosc ;-)))

                          Sam tak robię, jestem czujny. Gdybyś robiła jakieś dziwne rzeczy swojemu dziecku, też bym zareagował. Ojciec jest zwyczajnie niewydolny wychowawczo, jeśli nie rozumie i nie chce się dowiedzieć. Niektórzy czują to intuicyjnie, inni muszą przeczytać, a jeszcze inni mają to w nosie i nie liczą się z dzieckiem.
                          • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:52
                            altz napisał:

                            > Ojciec jest zwyczajnie niewydolny wychowawczo, jeśli nie
                            > rozumie i nie chce się dowiedzieć.

                            Po czym wnioskujesz niewydolnosc wychowawcza ojca ? Sadzisz, ze matka, ktora tylko przysluchiwala sie jednym uchem calemu zajsciu i wyskoczyla jak Filip z konopi byla wychowawczo wydolna ? Ojciec dziecka go nie bil do licha, ani na niego nie wrzeszczal, wczesniej zwracal mu uwage, ze zle robi. Jak ukarac dwulatka ? Ty wiesz ? To napisz, bo na razie sie wymadrzasz, ze trzeba mu tlumaczyc, chociaz rownoczesnie twierdzisz, ze dwulatek i tak niewiele rozumie. Opisana sytuacja, wedlug mnie, jest blaha i w ogole moglo sie obejsc bez wrzaskow i konfliktu miedzy rodzicami, ale ciekawa jestem jak bys reagowal w sytuacji powazniejszej. Aha, nie karac, no dobrze bo to dwulatek, tylko jak stwierdzisz kiedy nadeszla ta magiczna chwila, ze karac jednak trzeba zaczac ?
                            • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 22:44
                              pogodoodporna napisał(a):
                              > To napisz, bo na razie sie wymadrzasz, ze trzeba mu tlumaczyc, choc
                              > iaz rownoczesnie twierdzisz, ze dwulatek i tak niewiele rozumie.
                              Dla mnie jesteś manipulantką. Nigdzie tak nie napisałem.

                              > . Aha, nie karac, no dobrze bo to dwulatek, tylko jak stwierdzisz kiedy nadeszl
                              > a ta magiczna chwila, ze karac jednak trzeba zaczac ?
                              Napisałem, tak od 4 lat. Teraz jeszcze raz napisałem, bo widać, że dyskutujesz, a nie czytasz. :-)
                              • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 23:04
                                altz napisał:

                                > > a ta magiczna chwila, ze karac jednak trzeba zaczac ?
                                > Napisałem, tak od 4 lat. Teraz jeszcze raz napisałem, bo widać, że dyskutujesz,
                                > a nie czytasz. :-)

                                Serio ? Od czterech lat ? A jak poznac, ze dziecko juz rozumie ? Pytam serio, bo moze sie okazac, ze sztab madrych psychologow za jakis czas wymysli, ze jednak od szesciu, a moze od trzech...
              • julita165 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 11:31
                Zgadzam się z Tobą w 100%. Miałam z moim mężem podobne scysje ale uważałam że nie ma racji, a niestety ale dla mnie najważniejsze było dobro dziecka i zawsze postępowałam tak jak ja uważałam za słuszne. No sorry ale ego mojego męża nie będzie miało pierwszeństwa przed dobrem mojego dziecka
    • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 13:16
      Wedlug mnie maz zareagowal prawidlowo, bo kilka razy upomnial dziecko, a jak nie posluchalo, to wyniosl do drugiego pokoju. Nie mam pojecia dlaczego polecialas tam za dzieckiem i probowalas robic cos "po swojemu". Skoro zajelas sie robieniem kolacji, a dzieci zostawilas ojcu, to pozwol jemu decydowac. Dziecku nie stala sie zadna krzywda. Ty jednak przyczynilas sie do tego, ze dostalo sprzeczny przekaz- ojciec wymierzyl kare (syn mial posiedziec pare minut w samotnosci), a matka go stamtad zabrala, zeby poszedl przeprosic siostre. Wedlug mnie to niedopuszalne. Jesli uwazalas, ze maz postapil zle, to trzeba bylo z nim porozmawiac juz po fakcie, a nie mieszac sie w trakcie.
      Co ryzykujesz takim zachowaniem ? Twoj maz przestanie sie angazowac w wychowanie dzieci, no bo skoro Twoje metody sa lepsze, to po co on ma sie wysilac.
    • mruwa9 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 15:15
      nawet jesli metody wychowawcze ojca sa dyskusyjne, racja odnosnie twojego wtracania sie jest po jego stronie.
      Relacje ojca z dziecmi zawsze beda sie roznic od relacji matka-dzieci. relacje beda inne, ale to nie znaczy, ze gorsze. Inne. I ojciec ma takie samo prawo wychowywac dzieci wedlug wlasnego wyobrazenia oraz koncepcji, oczywiscie o ile dziecku nie dzieje sie ewidentna krzywda, a metody wychowawcze ojca nie maja znamion znecania sie . W tym przypadku na to nie wygladalo.
      Bylas zajeta szykowaniem kolacji-trzeba bylo skupic sie na kolacji.W tamtym momencie bezposrednia opieke nad dziecmi sprawowal ojciec i trzeba bylo go z tym zadaniem zostawic.
      Nie jestes niezastapiona, dzieci maja tez ojca, a ty zachowalas sie, jakbys tylko ty miala wylacznosc i monopol na wlasciwe metody wychowawcze.
      • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 16:47
        Na pytanie z tytulu watku odpowiem twierdzaco, tak, podwazylas jego autorytet. Na pytanie, czy dobrze zrobilas, odpowiem: to zalezy. Czy ojcie faktycznie mocno krzyczal na synka i czy dziecko dlugo plakalo zamniete w pokoju.
        Wspolny front wychowawczy rodzicow to ideal. W zdrowej, szanujacej sie rodzinie jak najbardziej na miejscu. Jednak.... Zdarza sie, ze jedno z rodzicow chce wychowywac dzieci w systemie autorytarnym i represyjnym, wymaga absolutnego poslusxenstwa, drugie chce wychowac dzieci w poszanowaniu ich praw i potrzeb, slucha dzieci, wychowuje je z empatia. Gdy to pierwsze krzykiem i dojmujacymi karami chce zlamac kregoslup dziecku, drugie nie moze stac z boku i bezsilnie sie temu przygladac, bo krzywdzi dziecko podwojnie, a wiekszosc dzieci krzywdzonych w dziecinstwie przez jedno z rodzicow ma wiekszy zal do drugiego, tego, ktore bało się/nie umialo stanac po jego stronie. Dziecko jest wtedy skrajnie osamotnione i nieszczesliwe.
        Ja w moim domu bronilam dzieci przed probami zakrzyczenia ich czy wrecz lamania ich woli przez ojca. Wiem, ze dzis, juz dorosle, sa mi za to wdzieczne (choc jeszcze lepiej by bylo, gdybym i im i sobie tego w ogole oszczedzila, rozwodzac sie wczesniej) i widze, ze wyrosly na w miare pewne siebie jednostki, co jest dla mnie niewyobrazalnie wazne.
        U Was, mam nadzieje, nie jest tak zle, maz w tym opisie nie jawi sie jako gnebiciel rodziny, niemniej koniecznie musicie ten temat bardzo dokladnie obgadac, bo problemy moga sie nasilac, skoro a. on sie wychowal w takiej rodzinie, b. dzieci rosna i niedlugo zaczna miec swoje zdanie, bedzie coraz trudniej. Zuzi ma racje, warsztaty dla rodzicow bylyby swietne, bo mezowie czesto maja tendencje do tego, by nie sluchac zdania zony w tych kwestiach, oni wiedza lepiej. A ja zawsze powtarzam, ze sztuka wychowania dzieci jest najtrudniesza sztuka na swiecie i trzeba sie do niej naprawde dobrz przygotowac i zabrac.
    • marsylvik Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 17:08
      mama-karolina napisała:

      > I tu zaczyna się problem. Mąż przestał się do mnie odzywać.

      Nie, tu dopiero Ty dostrzegłaś problem.

      > Stwierdził, że zaws
      > ze się muszę wtrącać i stawiać na swoim (poszłam do syna mimo, że mąż powiedzia
      > ł, że mam nie iść), że zawsze wszystko wiem najlepiej i że nie powinnam robić n
      > ic wbrew niemu.

      Dziecka rzeczywiście nie można wychowywać wbrew drugiemu wychowawcy. Różnice zdań się zdarzają, ale należy je omawiać poza zasięgiem dziecka, a nie natychmiast "naprawiać błędy" drugiego rodzica. Dla dziecka ważniejsza jest konsekwencja, czyli oboje rodzice chcą od niego tego samego, nie zmieniają co chwilę zasad, niż łagodność czy rygoryzm wychowania.

      > Nie ukrywam, że lubię stawiać na swoim, ale w mojej ocenie nie zrobiłam nic złe
      > go - nie powiedziałam dziecku, że tata nie ma racji i syn nie ma kary,

      Złagodziłaś karę, skróciłaś. Bez porozumienia z drugim rodzicem, wręcz wbrew niemu.

      > Mąż nie powiedział mi tego wprost, ale mam wrażenie, że obawia się, że w oczach
      > dzieci podważam jego autorytet (miał ojca wojskowego - może to taki model wych
      > owania?).

      Jeżeli tak, to słusznie się obawia.
      Ty natomiast powinnaś się obawiać, że mąż coraz mniej będzie się angażował w wychowanie, albo będzie się miotał pomiędzy zaangażowaniem, wycofaniem i kłótniami.

      > Czy rzeczywiście źle zrobiłam? Jeśli tak to jak w powyższej sytuacji powinnam p
      > ostąpić? Co w ogóle zrobić teraz z mężem? Przeprosić czy przeczekać?

      Ufasz mężowi jako ojcu? Jeśli tak, to powinnaś pozwolić mu decydować w momencie, kiedy dzieci były pod jego opieką. Mało prawdopodobne żeby kochający, normalny, mądry człowiek wyrządził swoim dzieciom poważną krzywdę. Nie wtrącaj się nieproszona tylko dlatego, że wiesz, jak coś zrobić szybciej lub lepiej. Jeśli znasz taki sposób podziel się z nim po fakcie, nie przy dziecku, tymczasem pozwól ojcu działać.
      Zrozumieć za co i przeprosić.
      • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 17:38
        A co jesli rodzic ewidentnie niesprawiedliwie i ostro traktuje dziecko, czy drugi rodzic tez nie moze "natychiast naprawic tego bledu? Ma sie z boku grzecznie przygladc, jak drugi rodzic wydziera sie na dziecko, nie pozwalajac mu sie wytlumaczyc? Naprawde dla dziecka taka konsekwencja jest lepsza?
        Powtarzam: w normalnej, zdrowej rodzinie spojny przekaz jest pozadany i wazny, w innych rodzinach moze krzywdzic dziecko podwojnie. To jak z obiegowym powiedzeniem, ze w zwiazku zawsze obie strony sa winne. Z reguly sa, ale nie zawsze, a swiecie o tym przekonana ofiara zawsze bedzie brala na siebie duza czesc winy i trwala w przemocy, bo go przeciez sama prowokowala. W mysl jednomyslnosci wychowawczej czesc matek pozwala krzywdzic dzieci, dlatego trzeba rozwaznie udzielac radu w takich sytuacjach.szczegolnie zonom synow wojskowych lub samych wojskowch tudziez straznikow wieziennych na przyklad. Ja tam wole uwazac z radami.
          • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 18:57
            Mruwa, oczywiscie, ze patrze, ale tez przez to czasami wiecej widze. Bo ktos, kto nie zna przemocy, dlugo nie wychwytuje jej sygnalow. Ja absolutnie nie pisze, ze tu oji zareagowal niewspolmiernie do sytuacji, ale opis jest raczej lakoniczny i jesli ten facet czesciej i ostrzej bedzie dyscyplinowql dzieci, a kobiecie bedziemy teraz mowic, jak to zle zrobila podwazajac jego autorytet, to w przyszlosci ona moze sie godzic na duzo gorsze rzeczy. Dlatego radze przede wszystkim dokladne obgadnie tematow wychowawczych, a jesli temat dalej bedzie sporny, to wybranie sie na warsztaty albo chocby poczytanie o etapach rozwojowych dzieci, o buncie dwlatka na przyklad.
        • marsylvik Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 11:13
          Sebalda, przeczytaj jeszcze raz moją wypowiedź, przeczytaj wypowiedź autorki.

          Znęcanie się to nie jest jednorazowe przegięcie. Znęcanie się to powtarzające się zachowania. Jednorazowe przegięcie, jednorazowe niepodręcznikowe zachowanie się wobec dziecka krzywdy mu nie robi. Bez względu na to, czy metody wychowawcze ojca mieszczą się w normie i są tylko inne, czy też są niewłaściwie, to jeśli mamy do nich zastrzeżenia można i należy o nich porozmawiać.
          Nie przy dziecku. Nie należy "korygować na bieżąco niewystarczająco właściwego podejścia", tym bardziej bez żadnej rozmowy z drugim rodzicem.

          Nigdzie nie pisałam, że niekonsekwencja i niespójność wychowania jest gorsza od przemocy. Ale tu o przemocy nie było mowy. Była mowa o nieco odmiennych postawach wychowawczych i sposobach reakcji na ich pojawienie się. Pytanie, kto przesadził, a jeśli autorka, to jak powinna się zachować.

          Co do rad. Oskarżenia i podejrzenia o przemoc też mogą być formą przemocy, a przynajmniej mogą być tak samo krzywdzące i destrukcyjne jak sama przemoc. Więc też ostrożnie z tym wyczuleniem na możliwość przemocy tam, gdzie nic na nią nie wskazuje.
    • 3-mamuska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 17:41
      mama-karolina napisała:

      > Pomóżcie mi ocenić wczorajszą sytuację.
      >
      > Mamy dwójkę dzieci z małą różnicą wieku (syn 2-latek i córka 3,5-latka). Jak wi
      > adomo, nie zawsze są zgodni, szczególnie młodszy ma etap dokuczania. Wczoraj có
      > rka się bawiła a syn nieustanne zabierał jej zabawkę. Ja robiłam kolację, a mąż
      > pilnował dzieci. Słyszałam jak go upomina, ale syn dalej dokuczał. W końcu mąż
      > zaniósł go do innego pokoju i powiedział, że ma tam zostać, bo ma karę (mówił
      > mocno poddenerwowany). Syn zaczął bardzo płakać i mnie wołać, więc poszłam do n
      > iego (jak wchodziłam do pokoju to mąż mi powiedział, że mam nie iść bo syn ma k
      > arę). Wzięłam go na ręce i zaczęłam spokojnie tłumaczyć, że zachował się niegrz
      > ecznie i dlatego ma karę, że nie wolno zabierać zabawek innym i że musi przepro
      > sić siostrę bo było jej przykro jak przeszkadzał jej w zabawie (córka jest mocn
      > o zmęczona po przedszkolu i rozdrażniona). Syn wziął mnie za rękę i razem poszl
      > iśmy przeprosić córkę (syn jeszcze nie mówi zbyt wiele). Wróciłam do przygotowy
      > wania kolacji i zapomniałam o sytuacji.
      >
      > I tu zaczyna się problem. Mąż przestał się do mnie odzywać. Stwierdził, że zaws
      > ze się muszę wtrącać i stawiać na swoim (poszłam do syna mimo, że mąż powiedzia
      > ł, że mam nie iść), że zawsze wszystko wiem najlepiej i że nie powinnam robić n
      > ic wbrew niemu.
      > Nie ukrywam, że lubię stawiać na swoim, ale w mojej ocenie nie zrobiłam nic złe
      > go - nie powiedziałam dziecku, że tata nie ma racji i syn nie ma kary, tylko na
      > spokojnie wytłumaczyłam, że źle się zachował i musi przeprosić (chciałam naucz
      > yć dzieci, że błędy można popełniać, ale trzeba starać się je naprawić).
      > Mąż nie powiedział mi tego wprost, ale mam wrażenie, że obawia się, że w oczach
      > dzieci podważam jego autorytet (miał ojca wojskowego - może to taki model wych
      > owania?).
      >
      > Czy rzeczywiście źle zrobiłam? Jeśli tak to jak w powyższej sytuacji powinnam p
      > ostąpić? Co w ogóle zrobić teraz z mężem? Przeprosić czy przeczekać?



      Bardzo złe zrobiłas. To maz pilnował dzieci, upominał syna wczesniej.
      Nie potrzebnie sie wtrącałas.
      To ze tłumaczyłas synowi ze złe zrobił , to nie było dla niego ważne, ważne było to ze dopiął swojego ( miał karę wolał ciebie bo tatuś to ten zły) i twój maz ma 100% racji.
    • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 19:37
      Przeczytałem wpisy i jestem bardzo zaskoczony podejściem niektórych osób na forum.
      Z dwulatkiem chcieliby postępować jak z 12 latkiem, a to też nawet dziwne. Zamykanie kogoś w pokoju bez prawa wyjścia jest zwyczajnie głupie, a robienie tego z 2 latkiem jest jeszcze gorsze.
      Niech się facet weźmie i chociaż coś poczyta, jeśli tego nie rozumie intuicyjnie.
      • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 19:45
        altz napisał:

        > Zamy
        > kanie kogoś w pokoju bez prawa wyjścia jest zwyczajnie głupie, a robienie tego
        > z 2 latkiem jest jeszcze gorsze

        Glupie by bylo gdyby w pokoju bylo ciemno, chlopiec bal sie ciemnosci, a kara trwala dluzej niz trzy minuty.
        A jaka jest Twoja propozycja ? Tlumaczenie nie skutkuje, krzyczec nie wolno, o biciu juz nawet nie wspomne. Co w zamian ? Rozumiem , ze jedynie dopuszczalne jest jak najpredzej otrzec lezki i oszczedzic dziecku stresu.
            • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 22:00
              zuzi.1 napisała:

              > :-) zapomnial wol jak cieleciem byl...mnie rozbawilo, ze po calej tej akcji obr
              > azil sie na zone i przestal odzywac, to jest najlepsza miara dojrzalosci tego p
              > ana :-)

              Przeciez to sa jego dzieci, chce miec wplyw na ich wychowanie, to zrozumiale, ze emocjonalnie do tego podchodzi. Jesli zona ma jakies zastrzezenia, to moze je wyrazic bez obecnosci dzieci.
              A gdyby machnal reka i zrobil tak jak zyczy sobie zona, bez zadnej refleksji, to byloby w porzadku ? Dzieci byly pod jego opieka, zareagowal wiec wedlug wlasnego uznania. Mial wolac zone z kuchni, zeby uspokoila niesfornego dwulatka ? ;-)
              • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 22:46
                pogodoodporna napisał(a):
                > Dzieci byly pod jego opieka, zareagowal wiec wedl
                > ug wlasnego uznania. Mial wolac zone z kuchni, zeby uspokoila niesfornego dwula
                > tka ? ;-)

                Dał jasny komunikat: jak nie będziesz ojca słuchać, to zostaniesz odseparowany od rodziny.
                Mam nadzieję, że nie o to chodziło ojcu, ale tak wyszło.
                • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 23:41
                  altz napisał:

                  > Dał jasny komunikat: jak nie będziesz ojca słuchać, to zostaniesz odseparowany
                  > od rodziny.

                  Matka tez dala jasny komunikat: tylko dziecko zawolaj, ja zaraz przylece cie ratowac, polecenia ojca mozna lekcewazyc, tylko moje zdanie sie w tym domu liczy, mamusia nie da ci zrobic krzywdy, poczekaj, pokazemy ojcu, kto tu ma racje ;-)

                  > Mam nadzieję, że nie o to chodziło ojcu, ale tak wyszło.

                  Probujesz mnie przekonac, ze kara jest bolesna ? Oczywiscie, ze jest, gdyby nie byla bolesna, to nie bylaby kara. Ale wlasnie dlatego nalezy wykluczac rzeczy, ktore naprawde uderzaja w dziecka godnosc- klapsy, wrzaski, szarpanie, ponizanie. Nadal jednak musi byc to cos, co nie jest przyjemne. Masz jakas konkretna propozycje ?
            • marsylvik Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 11:21
              zuzi.1 napisała:

              > :-) zapomnial wol jak cieleciem byl...mnie rozbawilo, ze po calej tej akcji obr
              > azil sie na zone i przestal odzywac, to jest najlepsza miara dojrzalosci tego p
              > ana :-)

              Mnie też rozbawił ten fragment. Tylko chyba z innego powodu :)
              A konkretnie: "Mąż przestał się do mnie odzywać. Stwierdził, że..." :D

              Ale nie czepiam się :)
              Nie tego dotyczy problem, nie o to było pytanie.

              Za to zauważyłam, że bardzo się tu na tym forum czepiamy "dojrzałości". Oczekiwanie wobec wszystkich, czy wobec kogokolwiek, żeby był dojrzały jest moim zdaniem mocno niedojrzałe :)
              Dojrzewanie to proces, nie ma nikogo kompletnie dojrzałego, każdy jest w jakimś stopniu niedojrzały... I ja, i Ty :) I ta pani, i ten pan :)
        • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:14
          pogodoodporna napisał(a):
          > Glupie by bylo gdyby w pokoju bylo ciemno, chlopiec bal sie ciemnosci, a kara t
          > rwala dluzej niz trzy minuty.
          > A jaka jest Twoja propozycja ? Tlumaczenie nie skutkuje, krzyczec nie wolno, o
          > biciu juz nawet nie wspomne. Co w zamian ? Rozumiem , ze jedynie dopuszczalne j
          > est jak najpredzej otrzec lezki i oszczedzic dziecku stresu.

          Weź nie żartuj, dwulatek nie potrafi kłamać i oszukiwać. Nie rozumie pewnych konsekwencji jasnych dla dorosłych. Chcesz karać, to dopiero od 4 lat.
          Poza tym, kara nie powinna być poniżająca dla osoby. Myślę, że nie ucieszyłabyś, gdyby dwulatek zamknął Cię w komórce na pięć minut, bo coś przeskrobałaś? Zawsze powód się znajdzie.
          Trzeba tłumaczyć, że nie wolno czegoś robić, wyjaśniać, dlaczego. Jeśli kogoś bije, to można przytrzymać rękę i wyjaśnić, że nie wolno, ale warto wtedy przyjrzeć się sobie, bo małe dziecko naśladuje zachowania dorosłych.
            • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:33
              zuzi.1 napisała:
              > Brawo altz, w pelni sie z Toba zgadzam.

              To jest taki dobry test, zanim zrobisz coś dziecku, zastanów się, czy dla ciebie byłoby to do zaakceptowania?

              Czasami jest też tak, że jeden rodzic jest sędzią, a drugi jest z musu egzekutorem, o co później są pretensje do niego, ale nie zawsze sobie zdaje sprawę, że został wciśnięty w tę rolę. Wbrew pozorom, to nie jest tak rzadki przypadek.
          • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:41
            altz napisał:

            > Weź nie żartuj, dwulatek nie potrafi kłamać i oszukiwać. Nie rozumie pewnych ko
            > nsekwencji jasnych dla dorosłych. Chcesz karać, to dopiero od 4 lat.

            No wiec skoro jak twierdzisz, nie rozumie, to w takim razie tym bardziej bezcelowe wydaje sie tlumaczenie, nie uwazasz ?

            > Myślę, że nie ucieszyłabyś
            > , gdyby dwulatek zamknął Cię w komórce na pięć minut, bo coś przeskrobałaś? Za
            > wsze powód się znajdzie.

            Ale co na Boga ponizajacego jest w wyniesieniu dziecka w odosobnione miejsce, zeby moglo sie uspokoic ?

            > Jeśli kogoś b
            > ije, to można przytrzymać rękę i wyjaśnić, że nie wolno, ale warto wtedy przyjr
            > zeć się sobie, bo małe dziecko naśladuje zachowania dorosłych.

            Przytrzymac za reke ? Brzmi swietnie, ale tylko w teorii. Moj znajomy w ten sposob przytrzymal swojego synka. Problem w tym, ze ojciec uniemozliwil mu swietna psote, wiec dziecko sie mocno szarpalo, troche ze zlosci, troche z bezsilnosci. Nie chcialbyc widziec tych siniakow, ktore pozniej chlopiec mial na nadgarstkach, a ojciec go tylko przytrzymal, nie uzywal do tego celu sily. Zreszta sprobuj sam wyobrazic sobie trzymanie za rece jak druga ososba sie szarpie, zrobisz w ten sposob wieksza krzywde, niz wtedy gdy wezmiesz dziecko pod pache i wyniesiesz do drugiego pokoju.
            • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 22:40
              > No wiec skoro jak twierdzisz, nie rozumie, to w takim razie tym bardziej bezcel
              > owe wydaje sie tlumaczenie, nie uwazasz ?
              Napisałem, że takie dziecko nie rozumie konwencji. Czy czytasz ze zrozumieniem?
              Rozumie czyn, dobro, zło, krzywdę, może nie zawsze, ale to właśnie warto wyjaśniać.

              > Ale co na Boga ponizajacego jest w wyniesieniu dziecka w odosobnione miejsce, z
              > eby moglo sie uspokoic ?
              Wyobraź sobie, że mąż łapie Cię za ręce i mówi: "uspokój się w końcu, będę cię tak długo trzymał, aż się uspokoisz!" Albo ma pretensję, że mu nie kupiłaś papierosów, chociaż obiecałaś. Wtedy zamyka Cię w pokoju, żebyś się uspokoiła. Dotarło czy nie? Spodobało by się? :-) Dziecko będzie się podobnie czuło.

              > Przytrzymac za reke ? Brzmi swietnie, ale tylko w teorii. Moj znajomy w ten spo
              > sob przytrzymal swojego synka.
              Ludzie mają głowę, żeby jej używać. Jak dziecko ojca nie bije, tylko się szarpie, to czemu je trzyma i dodatkowo w taki sposób, że robi dziecku krzywdę?

              > zrobisz w ten sposob wieksza krzywde, niz wtedy gdy wezmiesz dziecko pod pache i wynies
              > iesz do drugiego pokoju.
              Weź, wynieś całą rodzinę i włącz ulubiony program! :-D
              • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 23:00
                altz napisał:

                > Napisałem, że takie dziecko nie rozumie konwencji. Czy czytasz ze zrozumieniem?
                > Rozumie czyn, dobro, zło, krzywdę, może nie zawsze, ale to właśnie warto wyjaś
                > niać.

                Ale zwiazek akcja-reakcja zrozumie nawet dwulatek, wiec najpierw jest przerwanie zlego dzialania, potem tlumaczenie. Nie tlumaczy sie w trakcie, bo to nic nie daje. Tak tez zrobil ojciec. Zakladam, ze potem mial zamiar pogadac jednak z synkiem. Matka wparowala za szybko i niepotrzebnie.

                > Wyobraź sobie, że mąż łapie Cię za ręce i mówi: "uspokój się w końcu, będę cię
                > tak długo trzymał, aż się uspokoisz!"

                Przytrzymanie za rece jako swietny wychowawcyz trick to byl Twoj pomysl, nie moj. Wiec co, jednak niefajnie tak kogos przytrzymac ?

                > Albo ma pretensję, że mu nie kupiłaś papi
                > erosów, chociaż obiecałaś. Wtedy zamyka Cię w pokoju, żebyś się uspokoiła. Dota
                > rło czy nie? Spodobało by się? :-) Dziecko będzie się podobnie czuło.

                Maz jak maz, ale jak popelnie przestepstwo wymienione w kodeksie karnym, to raczej na pewno czeka mnie udosobnienie, wiezienia wciaz sa przepelnione :-D :-D :-D
                Wiesz co to jest SZLABAN ? To przymusowe siedzenie w domu. Taka kara nalozona na krnabrna latorosl jak juz przebierze sie miarka :-) Spodobalo sie ? A jednak wielu rodzicow ja stosuje i nie widzi w tym nic zlego.
              • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 23:03
                Ciekawe na ile minut maz musialby zamknac w pokoju pogodoodporna, zeby karny jezyk zadzialal skutecznie ? Przyjmijmy, ze ma np. 32 lata, wowczas w karnym pokoju zgodnie z zaleceniami super niani spedzi tylko 32 minuty lub ciutke wiecej, ciekawe czy ten czas spedzony w odosobnieniu, w swietle przelozy sie na uspokojenie emocji pogodoodpornej, czy tez wywola w niej eskalacje wkurzenia :-))) W moim przypadku bylaby eskalacja wkurzenia, ale moze inni dorosli sa w stanie sie w takiej przymusowej sytuacji wyciszyc i uspokoic...
                • pogodoodporna Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 23:08
                  zuzi.1 napisała:

                  > Ciekawe na ile minut maz musialby zamknac w pokoju pogodoodporna, zeby karny je
                  > zyk zadzialal skutecznie ?

                  Jak jestem wkurzona to sie sama izoluje i sama sie zamykam, zeby rodzinie nie psuc humoru :-D Ale doceniam Zuzi, ze bronisz biednych maluchow, ktorym rodzice wyrzadzaja taka straszna krzywde :-)
                  • lianis Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 10:28
                    A jednak badania pokazuja, ze odseparowanie wyrzadza dziecku krzywde. Obrazowanie mozgu pokazuje aktywne te same obszary przy odizolowaniu dziecka za kare jak wtedy kiedy dziecko otrzymuje kare cielesna. Dla malucha izolacja jest bardzo ciezka kara, przeciez dwulatek nie bedzie rozwazal w samotnosci swojego zachowania i tego jak je poprawic tylko bedzie czul sie osamotniony, odrzucony i nieakceptowany, nie rozrozni tego ze jego zachowanie jest nieakceptowane, a nie on sam. Poza tym wyrzucenie dziecka poza nawias rodziny, chocby tylko na trzy minuty za to tylko, ze chcialo sie bawic, bo podejrzewam, ze do tego sie sytuacja sprowadzala, a siostra byla zajeta ladnie swoja zabawa, tatus byl zajety swoimi sprawami, w ktorych grzecznie bawiaca sie corka niemprzeszkadzala, ale nie umiejacy sie jeszcze sam soba zajac dwulatek juz tak. W konsekwencji rozdrazniony tatus, zamiast sie zajac synem, dal jasny przekaz, ze syn jest malo wazny, jego potrzeby sie nie licza, mozna go wyrzucic.
                    Rozdrazniony tatus powinien byl sie zamknac w pokoju, przemyslec swoje zachowanie i uspokoic, po czym zajac sie dziecmi tak jak mial to zrobic kiedy mama robila kolacje.
    • iziula1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 15.10.14, 21:43
      Wiesz, ja bym zrobiła to inaczej choć zastosowałabym twoje metody.
      Podeszłabym do męża i bez obecności córki podpowiedziała mu twoją metodę, na zasadzie"kochanie może spróbuj zrobić to i to".
      Wtedy mąz dokonuje wyboru, ma czas ochłonąc ze złości na zachowanie syna. Wyciąga ręke do dziecka zachowując jednocześnie autorytet a synowi daje szanse na poprawe zachowania.
    • twojabogini Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 01:51
      Najbardziej niepokoi mnie zachowanie męża nie wobec dziecka, ale wobec żony: przestał się odzywać, a żona w jego ocenie "się wtrąca". (Fakt niskich kompetencji wychowawczych męża pominę - dość szczegółowo omówił to altz, z którym się zgadzam do momentu w którym twierdzi, że po 4 roku życia kary wprowadzać można - kary w ogóle nie są skuteczną metodą).

      Źle się dzieje gdy w rodzinie ojciec narzuca swoje decyzje "bo tak" i odbiera kobiecie prawo głosu - bo jego decyzja ma być prawem. Spotkałam wiele rodzin dotkniętych problemem przemocy i podobnie jak sebalda w takiej sytuacji widzę sygnał alarmowy.

      Mało tego z opisu wynika, że ojciec nie tyle pilnował dzieci, co je nadzorował. Może gdyby spróbował się z nimi bawić...Zabieranie zabawki to dość typowe zachowanie dla malucha, próba zwrócenia uwagi. Bunt następuje około 2,5 roku i miewa paskudniejszy przebieg niz zabieranie zabawki sisostrze, zwłaszcza gdy rodzic wymaga posłuszentwa. Mały człowiek nie mógł przewidzieć uwaga taty się objawi...

      Szokuje mnie też wiele wypowiedzi w wątku. Zwłaszcza te o wspolnym froncie wychowawczym. Przepraszam, ale rodzina to nie wojna, dzieci to nie wrogowie, o jakim my froncie mówimy. Rodzice to nie bliżniaki syjamskie i maja różne poglądy. Dla dzieci dobrze gdy maja mamę i tatę - nie zwartych we wspólnym froncie, ale autentycznych, normalnych, nie zawsze zgadzających się, ale wspólpracujących.

      Jestem dośc emocjonalną osobą - zdarza mi się w złości krzyczeć na dzieci. W ramach wspólnego frontu mąz powinien zacząć krzyczeć razem ze mną, czy może tłumaczyc dzieciom że moje zachowanie jest w pełni racjonalne i tak własnie zachowują sie dorosłe osoby, panujące nad emocjami?
      Może jednak lepiej robi, gdy wysyła mnie na spacer i przejmuje kontrolę nad sytuacją?Podważa mój autorytet? Nie - jak już to raczej ja to robię wybuchając.

      To mąz podwazył swój autorytet - wkurzył się na dwulatka i go odizolował, dał się ponieśc nerwom, zawiódł dzieci, bo pewie szukały kontaktu. a na koniec jeszcze wkurzył sie na zonę i obraził, bo ona raczyła pocieszyć dziecko, które przestraszył.
    • amb25 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 07:03
      Ja tez popieram meza. Nie robil dziecku zadnej krzywdy, nie powinnas sie wtracac. A jesli juz to najpierw zwrocic uwage mezowi, ze np. dziecko za dlugo siedzi w pokoju (jesli siedzialoby zbyt dlugo), tak zeby dzieci nei slyszaly. Upomnienia nie skutkowaly, musial zastosowac ostrzejsze srodki, a niektore dwultaki potrafia byc swietnymi manipulatorami i wbrew pozorom potrafia swietnie klamac, jesli chca i sa odpowiednio intelignetne.
      • maeve_binchy Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 09:26
        Podoba mi sie idea rodzicielstwa bliskosci itp., ale niestety cudowne zolozenia czasem padaja w starciu z moja 3-letnia corka. Dlatego rozumiem meza autorki watku. Moje mlodsze dziecko ma zapedy do bicia 6-letniego brata. Zwracamy uwage, tlumaczymy, mloda przeprasza itp., ale czasami zachowuje sie tak niefajnie, ze musimy bronic syna. I sporadycznie jest wyprowadzana do innego pomieszczenia (swojego pokoju pelnego zabawek, swoja droga). Nie po to, zeby ja izolowac w ramach kary, tylko, zeby fizycznie odseparowac od brata i uniemozliwic jej atak. Oczywiscie syn nie jest bezwolny, ale jest b. spokojny i pokojowo nastawiony, wiec tylko sporadycznie malej odda (a wolalabym sie nie wtracac i zostawic sprawe m-dzy dziecmi).
        W takich sytuacjach prztulenie mlodej absolutnie sie nie sprawdza: skupiamy sie na agrsorze zamiast na ofierze i cora traktuje to jako nagrode: poszarpie brata -> rodzice przytula, pogadaja -> powtorze zachowanie, znow rodzice poswieca mi 100% uwagi (a nie 90)
        • mamameg Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 29.10.14, 13:19
          > Podoba mi sie idea rodzicielstwa bliskosci itp., ale niestety cudowne zolozenia
          > czasem padaja w starciu z moja 3-letnia corka. Dlatego rozumiem meza autorki w
          > atku. Moje mlodsze dziecko ma zapedy do bicia 6-letniego brata. Zwracamy uwage,
          > tlumaczymy, mloda przeprasza itp., ale czasami zachowuje sie tak niefajnie, ze
          > musimy bronic syna. I sporadycznie jest wyprowadzana do innego pomieszczenia (
          > swojego pokoju pelnego zabawek, swoja droga).

          Myślę, że jest różnica pomiędzy rozdzieleniem dzieci a zamykaniem dziecka w osobnym pokoju za karę.
      • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 17.10.14, 11:24
        amb25 napisała:
        > niektore dwultaki potrafia byc swietnymi manipulatorami i wbrew pozorom potrafia swietnie
        > klamac, jesli chca i sa odpowiednio intelignetne.

        W tym sęk, że nie potrafią, dlatego tak abstrakcyjne kary, jak zamykanie w pokoju, są bez sensu, są tylko odrzuceniem. Dwulatek nie umie kłamać i manipulować, może się nauczyć zachowań behawioralnych, popłaczę i zostanę przytulony, położę się na ziemi, bo bardzo chcę lizaka, jest mi z tym źle, pewno lizaka dostanę, bo zawsze dostawałem. To nie jest żadna manipulacja, bo manipulacja zakłada oszustwo, a dwulatki jeszcze nie potrafią oszukiwać.
        • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 16.10.14, 11:30
          Nie moge zrozumiec, jak tyle osob, skadiąd myslacych, moze uwazac, ze dziecko wychowuje sie karami. Jak niektorym trudno zrozumiec, ze male dziecko nie manipuluje i nie wymusza, tylko zwyczajnie nie ma jeszcze narzedzi, zeby sie odpowiednio komunikowac, nie rozumie wiekszosci mechanizmow spolecznych.
          Izolacja dla tak malego dziecka jest wyjatkowo dotkliwa kara i jesli ktos tego nie rozumie, z jakiegos wzgledu utracil pamiec swojego wewnetrznego dziecka i zwykla ludzka empatie. To powod calej masy bledow wychowawczych. Jesli dziecko bylo rzeczywiscie nie do opanowania, dlaczego ojciec nie wyszedl z nim na chwile do drugiego pokoju (zostawiajac na moment drugie dziecko) i nie sprobowal w ten sposob go odizolowac, ale jednoczesnie nie karac dotkliwie? Bo a. to wymaga wiecej wysilku, b. TRZEBA bylo gowniarza ukarac, dac mu nauczke??? Moze przerysowuje, a moze nie.
          • sebalda Re: Altz 16.10.14, 11:48
            Altz, kiedy czytam Twoje wypowiedzi na temat dzieci, serce sie doslownie kraje, co z tk madrego i fajnego faceta zrobia jedna kobieta i olbrzymia gora uprzedzeń:( To niesamwi ze mozna byc jednoczesnie takim mizoginem i tak madrze i empatycznie podchodzi dzieci. Jesli Twoja byla zabraniala takiemu ojcu kiedykolwiek kontaktu z dziecmi, t faktycznie musiala byc i glupia, i podla. A moze Ty dopiero po się tak doszkoliles i zmadrzales? Tak tez bywa. W malzenstwie tatus traktuje dzieci jak zlo konieczne, odgania sie od nich jak od uprzykrzonych much, a po rozwodzie przeistacza sie w najczulszego i najbardziej zaangazowanego ojca na swiecie. Nie sadze, zeby to byl Twoj przypadek, ale powinienes wiedziec ze tak sie czesto dzieje. To nagle zaangazowanie jest z reguly powierzchowne, udawane i chwilowe, by wykazac wine bylej zony i pokazac sie z najlepszej strony. Ale to zuelnie inny temat, przepraszam za dygresje. I za bledy, ale przykuta do lozka musze korzystac z pisania na tabecie, a nie mam jeszcze wprawy.
            • altz Re: Altz 17.10.14, 11:14
              sebalda napisała:
              > Altz, kiedy czytam Twoje wypowiedzi na temat dzieci, serce sie doslownie kraje,
              > co z tk madrego i fajnego faceta zrobia jedna kobieta i olbrzymia gora uprzedz
              > eń:( To niesamwi ze mozna byc jednoczesnie takim mizoginem i tak madrze i empat
              > ycznie podchodzi dzieci. Jesli Twoja byla zabraniala takiemu ojcu kiedykolwiek
              > kontaktu z dziecmi, t faktycznie musiala byc i glupia, i podla. A moze Ty dopi
              > ero po się tak doszkoliles i zmadrzales?

              Ja zawsze lubiłem dzieci, szczególnie dobrze rozumiem te najmłodsze. Rodzice mnie denerwują, dzieci musiałyby sporo nabroić. :-)
              Była żona nawet mnie chwaliła kilka razy oficjalnie w internecie, nie jest podła, ale zrobi wszystko, żeby było tak, jak myśli, choćby po trupach moich swoich, dziecka itd., najwyżej sobie to jakoś zracjonalizuje. Mamy kompletne różne wizje życia, według niej mężczyzna jest po to, żeby kobiecie pomagał i usługiwał, ale kobieta ma podejmować większość decyzji. Według mnie, mężczyzna też ma prawo do swojego życia, swoich autonomicznych planów i decyzji, tak samo, jak kobieta. Różnica nie do pogodzenia, tylko tyle.
      • mama-karolina W ramach wyjaśnienia 16.10.14, 11:37
        Ciężko mi będzie odpisać wszystkim w jednej wypowiedzi, ale spróbuję poruszyć chociaż najważniejsze kwestie.

        1. Nie neguję kary - bo ta była zasłużona, ale sama robię nieco inaczej - pilnuje by dzieci wiedziały, że złe zachowanie ma odpowiednie konsekwencje, ale też każdy błąd można naprawić. Chodziło mi jedynie o to, że mąż - wyniósł go i nie powiedział, że jeśli przeprosi siostrę to kara minie - był przy tym zdenerwowany i synek najwyraźniej się tego przestraszył. Wydawało mi się, że gdy wyjaśnię synkowi, że ma karę (którą nałożył tata), ale dodam dlaczego ją ma i jak może ją zakończyć (czego mąż nie zrobił) nie będzie działaniem wbrew mężowi, ale uszczegółowieniem. Nie spojrzałam na to, że jednak się wtrącam i lepiej byłoby gdybym porozmawiała z mężem i to on uzupełniłby braki.

        2. Mąż uważa, że był dobre wychowywany ("rządy twardej ręki" ojca i bardzo słabej roli matki) , ja niestety mam inne zdanie. Nie chcę, by moje dzieci bały się ojca, rozmawiałam z mężem na ten temat i powoli się otwiera na mój punkt widzenia, ale często zapomina o naszych ustaleniach. Często mi też wypomina, że za bardzo pobłażam dzieciom, "rozpieszczam je" i pozwalam na zbyt wiele (bo takie gadanie (tj. moje tłumaczenie) nic nie daje i dzieci nadal się nie słuchają). Ma dziwne wyobrażenie, że skoro on mówi to dzieci mają słuchać zawsze.
        Nie twierdzę też, że ja jestem ideałem - mam problem z podniesionym głosem (to z kolei sama wyniosłam z domu - obiecałam sobie, że ja nie będę tak robić i dlatego staram się dzieciom tłumaczyć, ale czasem górę biorą emocję i jest mi z tym bardzo źle).


        3. O terapii, i to małżeńskiej, myślałam już dawno (nie jestem szczęśliwa w tym małżeństwie, jest u nas dużo niezrozumienia i konfliktów). Mąż początkowo nie chciał - "bo on nie ma żadnego problemu", ale ostatnio przyznał, że mamy problem z komunikacją, więc myślę, że da się przekonać do wizyty u specjalisty.
        Ale może najpierw spróbować warsztatów dla rodziców?? - wydaje mi się, że problemy męża w podejściu do dzieci wynikają z niezrozumienia rozwoju dziecka i może po takich zajęciach byłoby lepiej? Bo jak już wyżej napisałam - moje metody są wg niego bezskuteczne i z dzieckiem trzeba postępować stanowczo.
        Czy na terapii małżeńskiej też są poruszane sprawy wychowawcze?

        Chciałam jeszcze dodać, że zaglądam od czasu do czasu tu na forum i kilka cech przemocowca mogłabym do męża dopasować. Nie wiem jednak czy nie wkładam go w taką rolę. Na pewno mąż zmienił się już w porównaniu do tego co było np. 2 lata temu (konsekwentnie stawiam granice, ale rola żony-służącej-niewolnicy-wykonującej-polecenia-męża wyniesiona z jego domu jest w nim głęboko zakorzeniona). Dlatego miałam problem z oceną sytuacji. Nie bez znaczenia jest przecież fakt, że słowo autorytarny pochodzi właśnie od autorytetu.
        • zuzi.1 Re: W ramach wyjaśnienia 16.10.14, 11:56
          Mysle, ze najpierw warsztaty ( zeby sie doedukowac wychowawczo) a potem terapia malzenska. I dla Ciebie podstawowe zadanie wobec meza, pomijajac kompletnie sprawy dzieci, jezeli nie wyrobisz sobie u meza autorytetu, jezeli nie nauczysz go liczenia sie z Twoim zdaniem i szanowania Cie jako osoby i kobiety, to bedzie dalej kiepsko w tym malzenstwie. Zastanow sie dlaczego pozwalasz sie wkrecac w wyrzuty sumienia, jestes za malo stanowcza i silna. Powinnas popracowac nad swoim poczuciem wartosci i nad swoja wew. sila, a wowczad relacje z mezem po wstepnym burzliwym okresie poprawia sie. Ty jestes jego rownorzednym partnerem, nie jego sluzaca, dzieckiem czy podnozkiem. I takiego traktowania od meza stanowczo i konsekwentnie wymagaj. Osoby z nalecialosciami przemocowymi reaguja na slabosv drugiej osoby natezeniem zachowan przemocowych, im bedziesz silniejsza i twarda, tym szybciej uporasz sie z konfliktami z mezem. Facet ma wzorzec niewidzialnej, nic nie znaczacej matki z donu rodzinnego i ten wzorzec przerzuca teraz na Ciebie i Wasza rodzine. Pokaz mu, ze to do czego przywykl w domu rodzinnym bylo zle i ze w Waszej rodzinie na pewno tak nie bedzie!
          • mama-karolina Re: W ramach wyjaśnienia 17.10.14, 10:46
            Moje poczucie wartości jest zaburzone z prostego powodu - od ślubu (już 4 lata) jestem zależna finansowo od męża. Wynika to trochę ze WSPÓLNEJ decyzji (podkreślam "wspólnej" bo dużo na ten temat rozmawialiśmy), ale i faktu, że w pierwszą ciążę zaszłam jeszcze na studiach, obroniłam się już z dwójką dzieci i tak naprawdę nie miałam jeszcze czasu zacząć "normalnej" pracy po studiach. Mam już dosyć siedzenia w domu, dlatego szukam ciągle pracy, ale po takim czasie spędzonym w domu nie jest łatwo.
            Mąż z jednej strony mówi "cieszę się, że dzieci mogły tyle czasu spędzić z Tobą", a czasem potrafi mi wykrzyczeć, że wydaję jego pieniądze i jestem jego utrzymanką.
            Zrobiłam błąd, że na początku małżeństwa starałam się "zadowolić" męża (ustępowałam mu w wielu sprawach i tak - przed ślubem wszystko było inne, mąż się tak nie zachowywał). Dopiero po czasie zorientowałam się, że przez takie zachowanie wcale nie jest między nami lepiej, tylko coraz częściej mąż stawia mi dziwne żądania i chce decydować we wszystkich sprawach. Od tej pory (od ok. 2 lat) trwa "walka o władzę". Stawiam granice (może czasem zbyt wygórowane?) i często się ścieramy ( to ten burzliwy okres?).
        • sebalda Re: W ramach wyjaśnienia 16.10.14, 12:01
          Wspolczuje i Tobie, i dzieciom. Maz przekonany o swojej slusznosci i nieomylnosci,wymagajacy bezwzglednego posluszenstwa (dzieci ZAWSZE maja go sluchac) moze byc bardzo niebezpieczny dla dzieci. Ja to nazywam lamaniem dziecku kregoslupa i nie sadze, by to bylo zbyt drastyczne porownanie. Ja nie pozwolilam na to w mojej rodzinie ale niewiele brakowalo, przekaz o wspolnym froncie wychowawczym jest bardzo silny. Ten o rozpieszczaniu dzieci tez. Na szczescie coraz czesciej sie mowi o zlych skutkach nadmiernej dyscypliny i o przemocy psychicznej, sa warsztaty dla rodzicow czy warsztaty radzenia sobie ze zloscia, sa liczne opracowania, mozna sobie i pogubionemu rodzicowi pomoc.
          • aqua48 Re: W ramach wyjaśnienia 16.10.14, 12:10
            A ja myślę, że dzieciom nic się nie dzieje jeśli jedno z rodziców jest bardziej stanowcze, a drugie nieco bardziej "miękkie" i łagodne. W życiu spotkają się z rozmaitymi podejściami i wymaganiami. Z opisu autorki nie wynika aby mąż był jakimś tyranem domowym. I nie uważam, że każdy błąd można naprawić, niektórych się nie da. I warto aby dzieci tego się też nauczyły.
            • sebalda Re: W ramach wyjaśnienia 16.10.14, 15:00
              Aqua, jako zasada - super. Musza byc jednak granice zarowno tej lagodnosci (bo na wszystko dziecku tez nie mozna pozwalac, pewne granice trzeba wyznaczac), jak i surowosci. I musi byc zgoda obojga rodzicow, ze te roznice beda sie pojawialy, ałe nie beda wymierzone przeciwko temu drugiemu. A tu facet jest jednak przewrazliwiony na swoim punkcie i choc autorka chciala tylko dzieck wyjasnic kare, onto odebral jako podwazanie jego autorytetu. Co gorsza nie przyszedl potem do zony, b problem wyjasnic, ale przestal sie do niej odzywac, każąc jej szukac winy w sobie, pewnie sie jeszcze pokajac.
              Idealem by bylo omowic te kwestie jeszcze przed slubem. Bo rodzic przekonany o koniecznosci surowgo wychowania nie bedzie chcial z tego zrezygnowac na rzecz idei wychowania dziecka w poszanowaniu jego odrebnosci, potrzeb i w przyszlosci zdanania. I odwrotnie ten drugi rodzic za nic nie pogodzi sie z tym, ze dzieci nie beda mialy prawa byc zmeczone, marudne, niesforne, bo tak ma byc i juz! Nie beda mialy prawa sie wytlumaczyc, bo kazde slowo po reprymendzie bedzie traktowane jak pyskowanie. Moj maz wiele razy mi zarzucał, ze nie stoje po jego stronie, gdy on strofowal o byle co dzieci. Gdy to robil slusznie (co sie czasami zdarzalo) moglam stac i stałam, ale gdy nieslusznie (z reguly, bo mniej wiedzial o dzieciach, bo nie umial nawiazac z nimi prawdziwej wiezi), to jak mialam stac? Bo on tak chce, bo mam sie zaprzec swojego zdania, bo tak lepiej dla dzieci? Miec przeciwko sobie niesprawiedliwie dwie najblizsze osoby? To ma byc dobre dla dziecka? Znam za duzo doroslych wywodzacych sie z takich domow, ktorzy cale zycie dzwigaja tego pietno.
              Niemniej idea pewnych drobnych roznic w postepowaniu z dzieckiem, za obopolna zgoda bardzo mi sie podoba, wiele uczy dziecko.
          • mama-karolina Re: W ramach wyjaśnienia 17.10.14, 10:54
            Ja także uważam, że jest to niebezpieczne, dlatego wielokrotnie rozmawiam o tym z mężem. Co z tego, skoro on ciągle zapomina o naszych ustaleniach i robi swoje.
            Z drugiej strony często jest bardziej pobłażliwy niż ja - np. gdy dzieci chcą bajkę - gdy ja im ją włączam zawsze wcześniej ustalam, że np. "będą dwie i potem tv wyłączamy" i tego się trzymam, a jak płaczą to proponuję im coś innego - rysowanie itp. Mąż zaś potrafi im włączyć bajki nawet na godzinę i wyłączyć dopiero gdy on chce oglądać coś innego, a jak płaczą to mówi, żeby się czymś pobawili (wtedy też pokazuje swoją stanowczość - teraz będę oglądał ja i już, a wy macie nie płakać bo ja tak mówię).
            • panizalewska Re: W ramach wyjaśnienia 21.10.14, 08:54
              O nie nie nie. To nie jest pobłażanie, tylko "zajmowanie się" dziećmi po najmniejszej linii oporu! Bo bajka puszcza się sama, dziecko siedzi cicho, nic nie chce od rodzica, można porobić coś innego, aż się znudzi. RODZICOWI się znudzi bo dzieci to by mogły bajki na okrągło oglądać przeważnie :-P
              Coś u Was jest mocno nie tak z tą komunikacją, w sprawach podstawowych i ważnych nie macie wspólnego zdania, że o pierdołach nie wspomnę. Marnie to wygląda
      • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 10:42
        Jakoś w całej dyskusji znikła 3,5 letnia córka, potraktowana jako rzecz, a nie człowiek. Jedno małe dziecko dokucza drugiemu. Uwagi nie skutkują. Zadaniem rodzica wtedy jest w pierwszym rzędzie ochronienie dziecka krzywdzonego, a nie łagodne wychowanie tego, które dokucza, bo dokuczanie trzeba przerwać. A nie testować na 3,5 latce, które z pedagogicznych metod poskutkują na 2 latka. Wydaje sie, że akurat w tym przypadku odizolowanie dokuczającego 2 latka jest dobrą metodą - nie jest karą wydumaną, ale logiczną - dokuczasz siostrze, nie będziesz sie z nią bawił. W dodatku zgodnie z wszystkimi teoriami pedagogicznymi uwaga i troska jest zwrócona na dziecko pokrzywdzone, a nie krzywdzące. Cała dyskusja byłaby zasadna, gdyby maż odizolował dziecko, bo jemu przeszkadza. Ale on stanął w obronie drugiego dziecka. Nie widzę to cienia przemocy, tylko bardzo rozsądne, w tym wypadku działanie.
        Nie chodzi o podważanie autorytetu, tylko o to, ze matka uzurpuje sobie prawo do jedynie słusznego wychowania dzieci. Gdyby to samo zrobił ojciec, zostałoby to uznane za niedopuszczalne. I ciekawe, co o pocieszaniu ukaranego za dokuczanie brata pomyślała córka.
        • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 13:06
          Po pierwsze malych dzieci nie wychowuje sie karami. Po drugie izolacja dla tak malego dziecka jest bardzo dotkliwa i choc moze ochroni drugie dziecko, to jednak skrzywdzi dziecko niegrzeczne, ktore niegrzeczne nie jest perfidnie i zlosliwie, tylko z natury rzeczy bycia malym dzieckiem.
          A teraz pytanie: co ma zrobic rodzic, ktory fundamentalnie nie zgadza sie z autorytarnym i mocno dyscyplinujacy stylem wychowawczym drugiego rodzica? Piszesz, Verdano, ze autorka uzurpuje sobie prawo do jedynie slusznego wychowania dzieci. A co ma zrobic w tej sytuacji, zgodzic sie poslusznie na sprzeczne z jej zasadami sposoby ojca? Sluchac potulnie, jak male dziecko zanosi sie placzem w drugim pokoju? Zona sobie nie uzurpuje, inaczej by tu ne pisala pelna watplwosci. I pragne zaznaczyć, ze nie zanegowala kary ojca, chciala jedynie dziecku ja wytlumaczyc i je uspokoic, co jest najbardziej naturalnym odruchem matki. Z opisu nie wynika, ze syn bil siostre, ale ze jej zabieral zabawki. Nie spotkalam sie z 2-latkiem, ktory by tego nie robil.
          • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 20:44
            Po pierwsze dziecko ma w domu czuć się dobrze i dotyczy to także 3,5 latki. Jej naprawdę wszystko jedno, dlaczego młodszy brat nie daje spokoju.
            Ojciec nie zrobił w tym wypadku nic, co usprawiedliwiałoby natychmiastową interwencję matki. Odwrócę pytanie - co ma zrobić ojciec, który fundamentalnie nie zgadza się z tym, ze matka pociesza syna, który przed chwilą krzywdził siostrę? Wiem, czego ma nie robić - ma nie wciągać dziecka w całą sprawę i nie pokazywać żonie, jak to ona źle robi, karząc na jej oczach dziecko dużo bardziej bezwzględnie. A to mniej-więcej zrobiła w tym wypadku żona. Nawet nie próbowała rozmowy, pokazała dzieciom - w tym także 3,5 letniej siostrze - że za przeszkadzanie jej kara się nie należy. I że ojca można ignorować.
            Takie działanie byłoby zasadne, gdyby ojciec krzywdził dziecko.
            Rozumiem, ze nie należy słuchać ,jak dziecko płacze, ale można spokojnie patrzeć, jak 3,5 latka jest bezkarnie popychana i zaczepiana. I że jej brona nie jest naturalnym odruchem matki, bo to tylko dziewczynka i w dodatku starsza - ma zrozumieć, ze liczy sie samopoczucie brata, nie jej.
            Dla 3,5 latki zabieranie zabawek i przeszkadzanie w zabawie jest podejrzewam gorsze, niz sporadyczna bójka. No, ale jak nie uderzył, to nie krzywdził? Wiec ojciec też nie uderzył.
            Tak, gdy moja dwulatka zabierała zabawki, ja chroniłam ofiarę tego procederu, a nie ją.
          • attiya Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 17:34
            szkoda, że nie uzurpowała sobie prawa do reakcji gdy jej córka była dręczona przez brata ale widocznie mamusia uważa, że synkowi trzeba każdy pyłek z drogi a córka jest po to aby jej tyłek na starość podcierać :-/
            poza tym tak tylko czekam co jeszcze autorka napisze negatywnego o mężu, bo zaraz okaże się, że to potwór w czystej postaci, tylko biedna autorka wcześniej tego nie zauważyła
        • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 15:04
          verdana napisała:
          > Jakoś w całej dyskusji znikła 3,5 letnia córka, potraktowana jako rzecz, a nie
          > człowiek. Jedno małe dziecko dokucza drugiemu. Uwagi nie skutkują. Zadaniem rod
          > zica wtedy jest w pierwszym rzędzie ochronienie dziecka krzywdzonego, a nie łag
          > odne wychowanie tego, które dokucza, bo dokuczanie trzeba przerwać.

          A o tym dwulatku nie pomyślałaś? :-D
          Najprościej by było, gdyby ojciec zajął się tym dzieckiem! Jestem geniuszem, nieprawdaż? ;-)
          Albo sobie machnąć od razu bliźniaki, wtedy by się dłużej razem bawiły.
          Nie ma bliźniaków, to ojciec odkłada swoje bardzo ważne czynności i zajmuje się dzieckiem, robiąc to, co się da razem zrobić. I po kłopocie.
          Wydaje się niektórym, że dziecko trzeba wytresować, a trzeba się tylko zająć.
          • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 19:47
            Pomyślałam. Jednak to, ze dziecko jest ukarane, ryczy, bo czuje sie skrzywdzone jest naprawdę mniejszym problemem, niż bycie w domu tym starszym, ale jeszcze ciągle małym dzieckiem, które nie może się spokojnie bawić, bo przecież trzeba pilnować, aby zaczepiające je dziecko miało pełen komfort.
            Nie, nie jest najprościej, aby w wypadku gdy dziecko dokucza drugiemu otrzymało nagrodę w postaci zabawy z ojcem. To nauczenie dziecka, ze zaczepianie siostry jest jedną z najbardziej opłacalnych rzeczy. W rezultacie mamy taką sytuację - jedno dziecko dokucza drugiemu - i wtedy w nagrodę ma zabawę z rodzicem, a córka, także mała za karę bawi sie sama i nikt na nia uwagi nie zwraca. Po zo bowiem zająć sie kimś, kto nikomu nie dokucza.
            Podałeś jedno z najgorszych rozwiązań wychowawczych.
            • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 21:14
              verdana napisała:
              > Nie, nie jest najprościej, aby w wypadku gdy dziecko dokucza drugiemu otrzymało
              > nagrodę w postaci zabawy z ojcem. To nauczenie dziecka, ze zaczepianie siostry
              > jest jedną z najbardziej opłacalnych rzeczy. W rezultacie mamy taką sytuację -
              > jedno dziecko dokucza drugiemu - i wtedy w nagrodę ma zabawę z rodzicem, a cór
              > ka, także mała za karę bawi sie sama i nikt na nia uwagi nie zwraca. Po zo bowi
              > em zająć sie kimś, kto nikomu nie dokucza.

              To mnie zaskoczyłaś odkręcając kota ogonem. :-)
              Ojciec powinien być czujny, widzi, że dziecko nie ma zajęcia, to mógłby coś z nim zrobić, zamiast, jak proponujesz, zaczekać i dopiero "gasić pożar". Według tego tekstu byli tam oboje rodzice, więc to odrobinę starsze dziecko też by miało opiekę. Znając takie konflikty, to zazwyczaj jest tak, że jedno dziecko rysuje/buduje, a drugie chce robić to samo. Dla rozgarniętego rodzica, nie jest problemem rozwiązać taki konflikt.
              Zabawa z ojcem nie jest żadną nagrodą, w każdym razie nie powinna być. :-) To powinna być normalność. Zresztą, ja nie pisałem, że to musi być zabawa, można razem zrobić coś sensownego nawet z dwulatkiem, o ile nie jest chory czy bardzo śpiący.
              Tak małe dziecko nie potrafi być wyrachowane, ma słabą pamięć, nie rozumie zagrywek między dorosłymi, rozumie za to, że jest razem, że można spróbować, że coś można zrobić wspólnie i nikt nikogo nie wyrzuca poza nawias. Projektujesz na tak małe dziecko dorosłe schematy.
              • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 21:21
                Nie, to jest bardzo popularny błąd - zajmowanie sie tym dzieckiem, które sprawia kłopoty, przy nie dostrzeganiu tego, które jest grzeczne.
                Problem w tym, że to co proponujesz, nijak córki nie chroni. Dzieci nie zawsze bawią się pod okiem rodziców, nie zawsze rodzice mają wolny czas, aby się dzieckiem zająć - i dlatego należy pokazać krzywdzonemu dziecku, ze ktoś je będzie bronił, a agresorowi - ze tak nie wolno. Odwrócenie uwagi poskutkuje na chwilę (i nauczy dziecko, zę warto rozrabiać), natomiast nie nauczy go, zę zabieranie zabawek jest nie w porządku.
                Tu mamy DWOJE małych dzieci. A Ty proponujesz, aby o starszym i jego potrzebach praktycznie zapomnieć. Wymagasz od starszego zrozumienia, ze dwulatek jest w określonej fazie rozwoju i ma prawo zabierać zabawki.
                • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 21:37
                  verdana napisała:
                  > Nie, to jest bardzo popularny błąd - zajmowanie sie tym dzieckiem, które spraw
                  > ia kłopoty, przy nie dostrzeganiu tego, które jest grzeczne.
                  Nawet powiem mocniej, to jest bardzo częsta sytuacja, że dziecko broi, byle zyskać zainteresowanie rodzica. Tylko że, to dziecko ma dopiero 2 lata i wymaga jeszcze stałej opieki.

                  > Problem w tym, że to co proponujesz, nijak córki nie chroni. Dzieci nie zawsze
                  > bawią się pod okiem rodziców, nie zawsze rodzice mają wolny czas, aby się dziec
                  > kiem zająć - i dlatego należy pokazać krzywdzonemu dziecku, ze ktoś je będzie b
                  > ronił, a agresorowi - ze tak nie wolno.
                  Dwoje rodziców w domu i żaden rodzic nie ma czasu zająć się dzieckiem? Ojciec nie potrafi się zająć dwójką na raz? Weź, nie żartuj. Ojciec miał czas żeby się pogniewać, żeby zamknąć dziecko w odosobnieniu, a nie miał czasu na zajęcie się dziećmi. Taka jest prawda.

                  Dwulatki i młodsze dzieci to są najfajniejsze dzieci do opieki, ale to jest wyłącznie moje prywatne zdanie. :-)
                  • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 09:35
                    Naprawdę uważasz, ze ZAWSZE jest dwoje rodziców w domu i zawsze mają czas zajmować sie dziećmi - przez kilka lat? Że obowiązkiem rodziców jest zajmowanie sie dziećmi 24/24 ? To nie tylko absurdalne, ale i dla dzieci niezwykle szkodliwe. One powinny nie tylko bawić sie z rodzicami, ale także być czasem same, bez rodziców, same sie bawić i same sobie te zabawy wymyślać.
                    Ojciec jak najbardziej potrafi zająć sie dwójką na raz, tylko uznał, że dziecko trzeba nie tylko zabawiać, ale i wychować, pokazując, ze pewne zachowania nie będą tolerowane. Rozdzielenie dzieci, gdy jedno dokucza drugiemu jest jak najbardziej elementem wychowania i zajmowania sie dziećmi. Świadczy o tym, ze ojciec obserwuje co sie dzieje i interweniuje. Tak, aby starsze dziecko mogło mieć spokój także wtedy, gdy dorosłego przy niej nie bedzie.
                    Dwulatki i trzylatki są fajne, co nie znaczy, ze jest dobrze dla nich, gdy są zabawiane całą dobę.
                    • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 10:32
                      verdana napisała:
                      > Naprawdę uważasz, ze ZAWSZE jest dwoje rodziców w domu i zawsze mają czas zajmo
                      > wać sie dziećmi - przez kilka lat? Że obowiązkiem rodziców jest zajmowanie sie
                      > dziećmi 24/24 ? To nie tylko absurdalne, ale i dla dzieci niezwykle szkodliwe.

                      Tak piszesz, jak kompletny teoretyk. :-) Wybacz, ale tak to odbieram.
                      Załóżmy, że dziecko "starsze" bawi się w dom, ojciec może zrobić konkurencyjną zabawę, zabawek jest dość. Może też tak samo poukładać klocki, dać drugą kartkę i kredki itd. Dziecko lubi naśladować starszą siostrę, tak się najlepiej uczy, chociaż zdaję sobie sprawę, że dla starszego dziecka to obciążenie, taka ciągle obecna papuga. :-)
                      Dwulatek równie dobrze będzie się bawił układając coś na półce, wyciągając zakupy, krojąc swoim nożem ugotowany ziemniak na sałatkę, zupełnie jak tato, ale dwulatek musi mieć zajęcie, taki wiek. Musi widzieć, obserwować i naśladować. Jak widzę te biedne dzieci w wózkach, z których nic nie widać wożone godzinami przez matki, to im serdecznie współczuję.
                      Dziecko z czasem potrafi się samo sobą zająć coraz dłużej, ale z czasem. Gdybym widział takie małe spokojne dziecko zajęte cały czas sobą, to bym się przejął i na pewno poszedł z nim do lekarza.

                      Jeśli ojciec będzie działał na zasadzie odpychania, to sobie wypracuje taką sytuację, że za jakiś czas dziecko nie będzie chciało z nim rozmawiać, dzielić się wrażeniami, nie będzie przy nim radosne, będzie ograniczać swoje pomysły, bo może ojcu się nie spodobać.
                      Będzie miał pretensję, że jego własne dziecko zachowuje się naturalnie wśród innych ludzi, jest za to chwalone, a przy nim jest ponurakiem. Tak się zapracuje i tak się ma, niestety.
                      Nie wiem, czemu bronisz tak tego faceta? Rodzina jakaś czy co? :-)
                      Ja nie mówię, że on jest jakiś zły czy okrutny, on jest zwyczajnie nieświadomy. Czasy się zmieniły, dziecko teraz też już jest w pełni człowiekiem, wiemy trochę więcej na temat rozwoju, a facet został w czasach Bismarcka.
                    • mama-karolina Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 20.10.14, 12:24
                      Droga Verdano doceniam, że wypowiedziałaś się w moim wątku. Od czasu do czasu zaglądam na to forum i dotychczas zgadzałam się w większości z Twoim zdaniem. Jednak teraz niemiło zaskoczył mnie Twój brak zrozumienia dziecięcych potrzeb (dwulatek, owszem jest w stanie zająć się sam sobą, ale zazwyczaj na bardzo krótko i niestety nie wtedy, gdy my byśmy sobie tego życzyli). Nie wiem też dlaczego twierdzisz, że traktuję córkę przedmiotowo. Fakt, że nic o niej nie napisałam w pierwszym wątku (uważam, że to nieistotne w świetle pytania z tytułu) nie znaczy, że się nią nie zajęłam.

                      Mąż wraca do domu o 16, dzieci idą spać między 18 a 19. Te dwie godziny to jedyny czas, który może im poświęcić na zabawę w ciągu tygodnia. Dlatego jego reakcja była dla mnie zwykłym odreagowaniem złości i zmęczenia na młodszym synu (córce dał puzzle, syn nie chciał układać swoich tylko zabierał elementy siostrze, mąż w tym czasie "pilnował" dzieci siedząc przy komputerze). Jak już wcześniej pisałam nie neguję kary, sama też odizolowuję "agresora" od "ofiary" (ale zawsze sama idę z agresorem i tłumaczę czemu ma karę itd), w tym przypadku chodziło mi o to, że mąż po prostu przestraszył syna, dlatego zareagowałam tak jak opisałam.

                      Mimo wielu słów krytyki cieszę się, że założyłam ten wątek, bo czasem warto na siebie spojrzeć oczami innych. Szczególnie dziękuję iziula1, której podpowiedź, o tyle prosta, co rozsądna wydaje się być najlepszą opcją w takich sytuacjach. Przyznam, że najnormalniej w świecie nie pomyślałam, żeby właśnie tak to rozwiązać, przede wszystkich dlatego, że chciałabym wszystkie sytuacje stresowe jak najszybciej eliminować. Muszę nad tym popracować.
                      • panizalewska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 09:19
                        Aaaa to takie buty.
                        Pilnował siedząc przy kompie. A dzieciaki ośmieliły się nie bawić grzeczniusio i cichusio puzzlami, realizując plan zmęczonego tatusia. Ośmieliły się być dziećmi, innymi ludźmi, zrobić po swojemu i przeszkodzić tarcie w odpoczynku.
                        Jeeeezuuuu jakbym widziała swojego ojca. Dramat. Powiem Ci, że mam już/ dopiero 30 lat, a tego typu zachowania wku...ają mnie niezmiennie od maleńkości. Dzieci szybko zauważają, że tatuś je plewa i tak naprawdę nie JEST z nimi, tylko monituje z odległości i wkracza dopiero przy awanturach, bo mu przeszkadzają. Nic dobrego z tego nie będzie. Ja ojca zlewam maksymalnie, ledwo go toleruję mówiąc szczerze. Jego "odpoczywanie" całodzienne i brak realnego, pełnego, odpowiedzialnego zajmowania się domem i dziećmi / wnuczką jeszcze usprawiedliwia notorycznie mama, co mnie doprowadza do białej gorączki. Bo głupota, trudno, ale ślepoty nie wybaczam.
                        Pomyśl w ten sposób o przyszłych relacjach w Waszej rodzinie, czy chcesz takich? Bo zdaje się, że u Was to zmierza w tym kierunku
              • panizalewska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 09:06
                O matko, nie przerzucajcie się tak :-P
                Tatuś mógł spokojnie przeszkadzającego 2-latka wyizolować za pomocą odniesienia do kuchni do mamy, ze słowami, żeby lepiej pomógł robić kolację (o zgrozo, jeszcze by się chłopiec czegoś nauczył) a samemu spokojnie wrócić do zabawy z córką. Wilk syty i owca cała, dużo mniej decybeli i późniejszych rozterek. Wyniesienie młodego to jednak nie poświęcenie mu uwagi, tylko oddelegowani w do innych, niekolidujących zadań.
                Sama gotuję z dziećmi od początku. Co prawda dłużej trwa, ale zainteresowanie garami i łyżkami ogromne.
                Swoją drogą czemu WSZYSCY nie robili tej kolacji razem?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 18.10.14, 21:08
      mama-karolina napisała:

      Czy rzeczywiście źle zrobiłam? Jeśli tak to jak w powyższej sytuacji powinnam p
      > ostąpić? Co w ogóle zrobić teraz z mężem? Przeprosić czy przeczekać?

      Skoncentruję się na tym co między Panią a mężem, próbując odpowiedzieć na w/w pytania.
      Dlatego pominę rozważania o metodach wychowawczych w takiej jak opisana sytuacji.
      Wydaje się, że można uznać uczucia męża, że poczuł, że jego pomysł ( skądinąd nie taki zły ) na zaradzenie sytuacji został skorygowany i Pani ostatecznie okazała się tym "lepszym" rodzicem.
      On to nazwał podrywaniem autorytetu, ale wydaje się, że o to chodzi, że on się poczuł gorszy
      Trudno nazwać to co Pani zrobiła wobec synka za złe, ale potem mąż powiedział jak się poczuł i Pani też się na tym skoncentrowała się w swoich pytaniach.Więc może trzeba o tym z mężem porozmawiać. Że w trakcie tego co się działo Pani bardziej pomyślała o dziecku a nie o nim i nie przypuszczała Pani, że on tak zareaguje.
      Wydaje się, że można pokazać mężowi, że bierze go Pani poważnie pod uwagę po tym jak Pani powiedział jak widzi Pani zachowanie. To może być ważniejsze niż przeprosiny i na pewno lepsze niż przeczekanie.
      Ja rozumiem, że ten incydent dołożył się do różnych, być może mniej chwalebnych, zachowań męża. Ale w opisanej sytuacji mąż nie zachował się nagannie. Może nie wykończył pedagogicznie tej sytuacji tak wspaniale jak Pani, ale był skuteczny w zapobieganiu dokuczaniu.
      Nie każdy nawet bardzo dobre zachowania rodzica wobec dziecka, nie usprawiedliwiają niezrozumienia w jakimiś momencie partnera. To może iść w parze i nie ma nic wspólnego z podporządkowywaniem się Pani mężowi. Agnieszka Iwaszkiewicz





      • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 11:59
        Mam pytanie, czy taka zasada, by nie ingerowac w zachowania drugiego rodzica, liczac sie z jego odczuciami, ma obowazywac zawsze? Takze wtedy, gdy te zachowania sa niesprawiedliwe i nieadekwatne do przewinienia dziecka? Żeby nie wpadac w skrajnosci zaznaczam, ze nie chodzi mi tutaj o ewidentne krzywdzenie dziecka, np.bicie, ale juz o wyzwiska, kazdy rodzaj ponizania, potrzasanie,niedopuszcanie do glosu. Czy wtedy drugi rodzic ma stac z boku i dopiero po fakcie porozmawiac z rodzicem, nazwijmy go nadreagujacym, czy jednak interweniowac od razu w obronie dziecka? Co jest wtedy wazniejsze: odczucia rodzica, ktory chce dac nauczke dziecku, czy jednak dziecka, ktore mimo wszystko jes bezbronne??
        Zaznaczam, ze nie chodzi mi o sytuacje z tego watku, bo ona jest nie tak moze dotkliwa dla dziecka, ale o powazniejsze zajscia. I czy krytykujac tutaj zachowanie matki, nie dajemy innym matkom sygnalu, ze nie maja sie NIGDY wtracac? Prosze to powiedziec wszystkim krzywdzonym przez jedno z rodzicow nigdy nie bronionym przez drugie.
        • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 14:16
          Czym innym jest wtracanie się, gdy dziecko jest krzywdzone, a czym innym negowanie działań innego rodzica, w obecności dzieci, gdy o krzywdzie nie ma mowy, tylko mamy inne koncepcje wychowawcze.
          W tym wypadku dziecku nie działa się krzywda. To znaczy działa sie, ale dziecku, które bronił ojciec. Matka dała córce do zrozumienia, ze ojciec zrobił źle, zabierając z pokoju przeszkadzającego jej brata. I jakoś tym nikt sie nie przejmuje.
        • marsylvik Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 14:37
          sebalda napisała:

          > Mam pytanie, czy taka zasada, by nie ingerowac w zachowania drugiego rodzica, l
          > iczac sie z jego odczuciami, ma obowazywac zawsze?

          Nie zawsze.

          > Takze wtedy, gdy te zachowan
          > ia sa niesprawiedliwe i nieadekwatne do przewinienia dziecka?

          Kto, na jakiej podstawie to ocenia? I jak bardzo niesprawiedliwe i nieadekwatne?

          > Żeby nie wpadac w
          > skrajnosci zaznaczam, ze nie chodzi mi tutaj o ewidentne krzywdzenie dziecka,
          > np.bicie, ale juz o wyzwiska, kazdy rodzaj ponizania, potrzasanie,

          Ależ to jest ewidentne krzywdzenie dziecka.
          Jedyna dyskusyjna sprawa to co uważasz za poniżenie? Bo tu akurat łatwo może dojść do przegięć w obie strony. Tak, jak często się zdarza, że poniżenie jest niezauważane, ignorowane, tak samo potrafi być demonizowane, każde nieprzyjemne zachowanie może być interpretowane przez niektórych jako poniżające.

          > niedopuszcani
          > e do glosu.

          Hmm... Zbyt ogólnikowe, żeby się do tego odnieść.

          > Czy wtedy drugi rodzic ma stac z boku i dopiero po fakcie porozmawi
          > ac z rodzicem, nazwijmy go nadreagujacym, czy jednak interweniowac od razu w ob
          > ronie dziecka?

          Wtedy, to znaczy kiedy?
          Jeśli dziecko jest krzywdzone to oczywiście interweniować.
          Jeśli wobec dziecka używane są inne metody wychowawcze, niż my byśmy woleli, to interwencja powinna polegać na rozmowie z drugim rodzicem nie przy dziecku - w żadnym razie nie może polegać na zmienianiu i zaostrzaniu lub łagodzeniu zarządzeń, poleceń, kar itp bez uwzględnienia drugiego rodzica!

          > Co jest wtedy wazniejsze: odczucia rodzica, ktory chce dac naucz
          > ke dziecku, czy jednak dziecka, ktore mimo wszystko jes bezbronne??

          Wtedy, czyli kiedy?!

          > Zaznaczam, ze nie chodzi mi o sytuacje z tego watku, bo ona jest nie tak moze d
          > otkliwa dla dziecka, ale o powazniejsze zajscia. I czy krytykujac tutaj zachowa
          > nie matki, nie dajemy innym matkom sygnalu, ze nie maja sie NIGDY wtracac? Pros
          > ze to powiedziec wszystkim krzywdzonym przez jedno z rodzicow nigdy nie bronion
          > ym przez drugie.

          Nie dajemy.

          Wątek traktuje o jednym (różnica poglądów i umiejętności wychowawczych, i sposobów na nie) a Ty piszesz o drugim (krzywdzenie dziecka przez jednego z rodziców i brak reakcji na tę krzywdę drugiego).

          Jeżeli ktoś wyciąga z takiego jak ten wątku wniosek, że powinien zezwalać na przemoc, to prawdopodobnie ma jakieś problemy z myśleniem, nie wiem, zaburzenia? Sam jest ofiarą przemocy albo przemocowcem? Tylko że taka osoba może wyciągnąć błędne wnioski ze wszystkiego. Cokolwiek powiesz, albo nie powiesz, zawsze może zostać przez kogoś przekręcone, przeinterpretowane. Nie masz tak naprawdę wpływu na to, jak myślą takie osoby, ani na to co robią. Tym bardziej, jeżeli tylko podczytują.
          • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 15:35
            Wiesz, Marsylvik, ja jednak wolę dmuchać na zimne. Wolę dać przekaz, że lepiej się wtrącić, niż siedzieć cicho, gdy się uznaje, że jednak dziecko zostało zbyt obcesowo potraktowane. Dziecko jest bezbronne i kruche, małe dziecko nie jest intencjonalnie niegrzeczne, nieadekwatne karanie małego dziecka jest złe i dlatego drugi rodzic ma prawo, moim zdaniem, ingerować w nadmierne karanie dziecka. Ingerować w trakcie, a nie po fakcie, gdy dziecko już zostanie ukarane i będzie miało poczucie krzywdy.
            Piszesz, że poniżanie jest kwestią wątpliwą. A ja napiszę, że wcale nie jest i że lepiej wystrzegać się wszystkiego, co mogłoby nosić choćby znamiona takiego poniżania. I znów, wolę złagodzić dziecku przekaz ojca, że jest w czymś za słabe i że się do czegoś nie nadaje (gdy fakty temu przeczą) niż obserwować, jak ojciec podcina mu skrzydła. Przykład? Proszę bardzo: syn był dobry z matematyki, zawsze brał udział w konkursach matematycznych, choć nie wygrywał aż do ostatniego etapu, często zatrzymywał się (czasami jako jedyny w szkole), na niższym etapie. Któregoś razu, gdy miał jechać na kolejny etap konkursu, ojciec mu powiedział, cytuję: "A po co się tam pchasz, przecież i tak dalej nie przejdziesz". Co miałam zrobić? Zmilczeć, czy pójść do syna i go jakoś pocieszyć i powiedzieć, że ma jednak spróbować?
            Różnice w podejściu do dzieci. Ja zawsze motywowałam pozytywnie: jak się nauczysz, zdasz. Mąż zawsze: jak się nie nauczysz, to nie zdasz. Niby to samo, ale jednak nie do końca. Córka zdawała na naprawdę trudne i wymagające zdania matury niemal na 100% studia. Nie uczyła się jakoś bardzo dużo, ale ja wiedziałam, że sobie poradzi. Mąż codziennie za nią chodził i ją strofował, że się za mało uczy. Mówił mi, że daje jej najwyżej 10%, że zda. Zdała, a na studiach miala cały czas średnią powyżej 4,7. Do tego miała czas i siły, by zarabiać na swoje przyjemności i wakacje. Mimo to mąż nie był z niej zawsze zadowolony, bo z wiekiem (po dwudziestce) zaczęła mieć swoje zdanie, nie zawsze zgodne z jego zdaniem i ośmielała się je głośno wyrażać. Jak śmie mu pyskować!
            Opisuję to szeroko, bo faktycznie pewne ogólniki mogą budzić wątpliwości, najlepiej podawać konkretne przykłady.
            Nie zgadzam się z tezą, że rodzic nie ma prawa się wtrącać w metody wychowawcze drugiego rodzica. Nawet nie chcę myśleć, jakie dziś byłyby moje dzieci, gdybym się nie wtrącała. Zresztą one same mi to mówią i za to dziękują, to nie jest tylko moje przeświadczenie. A mąż niby nie bił, nie wyzywał jakoś strasznie, nie zamykał w ciemnej komórce, nawet nie szarpał.
              • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 22.10.14, 13:13
                >>Nikt tu takiej tezy nie stawia.
                Ja w każdym bądź razie nie zauważyłam w tym wątku żadnej wypowiedzi, która broniłaby tej tezy.

                No ja jednak tutaj taką tezę właśnie wyczytuję, Twoje słowa, Marsylvik: "Jeśli wobec dziecka używane są inne metody wychowawcze, niż my byśmy woleli, to interwencja powinna polegać na rozmowie z drugim rodzicem nie przy dziecku - w żadnym razie nie może polegać na zmienianiu i zaostrzaniu lub łagodzeniu zarządzeń, poleceń, kar itp bez uwzględnienia drugiego rodzica!".
                Życie pisze różne scenariusze i nie zawsze można "porozmawiać z drugim rodzicem nie przy dziecku", bo ten drugi rodzic bezdurno wrzeszczy akurat na całkiem niewinne dziecko i to trzeba przerwać natychmiast, a nie czekać, aż się szanowny tatuś uspokoi, pozwoli dziecku wyjść lub sam wyjdzie i dopiero wtedy mamusia może łaskawie do niego pójść i z nim porozmawiać, zostawiając zresztą dziecko, które już swoje dostało i ma poczucie wielkiej krzywdy. Rodzic ma prawo się wtrącać w metody wychowawcze drugiego rodzica w momencie, gdy widzi, że dziecko jest traktowane niewspółmiernie ostro do przewinienia, a nie po czasie, gdy mleko się rozlało, bo wtedy jest już zwyczajnie po herbacie.
                Ciągle podkreślam, że opisuję hipotetyczne sytuacje, być może w przypadku męża autorki zachowanie ojca nie było aż tak represyjne, ale czasami tak się zdarza i wtedy drugi rodzic ma prawo się wtrącić właśnie na oczach dziecka, by je ustrzec przed eskalacją zachowań drugiego rodzica i dać mu przekaz, że nikt nie ma prawa go traktować zbyt surowo, że nie jest w tym bezbronne.
                Ja wiem, że jestem uznawana za przesadnie reagującą na najmniejsze choćby przejawy agresji wobec dziecka, szczególnie małego, tylko że ja nadal świetnie pamiętam, jak to jest być dzieckiem i stąd między innymi mam tak dobry kontakt ze swoimi dziećmi. Coś, co dorosłemu wydaje się błahostką, dla dziecka jest tragedią. I dlatego rozumiem autorkę, że nie chciała zostawić płaczącego dziecka, dla którego zamknięcie w drugim pokoju taką tragedią może właśnie być, tylko poszła mu wytłumaczyć, skąd ta kara. Nie widzę nic niestosownego w takim podejściu i gdyby mąż był mądry i chętny do współpracy, takie wytłumaczenie żony by zrozumiał.
                • zuzi.1 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 22.10.14, 13:40
                  Po raz kolejny zgadzam sie w pelni z Sebalda, a w tym konkretnym przypadku dot. dziecka autorki watku uwazam, ze tak male dziecko nie powinno byc zamykane w ramach kary samo w drugim pokoju, dziecko powinno byc odseparowane od siostry, ale nie zamykane. Taka kare uwazam za szkodliwa i zwyczajnie glupia.
      • mama-karolina Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 20.10.14, 12:35
        Dziękuję za odpowiedź Pani Ekspert. Tak jak napisałam wcześniej - po prostu nie pomyślałam o tym, by porozmawiać z mężem na osobności zaraz po fakcie (żeby to on poszedł do syna), działałam "na gorąco" i nie miałam zamiaru pokazywać dzieciom, że tata jest tym złym, a ja tą dobrą.

        W ramach podsumowania i zamknięcia tematu - porozmawiałam o tej sytuacji z mężem i doszliśmy razem do zdania, że powinniśmy przy dzieciach działać bardziej przemyślanie, a mniej gwałtownie.
    • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 12:06
      Nie moge uwierzyc, ze zdaniem niektorych odseparowanie dziecka na kilka minut moze mu wyrzadzic krzywde porownywalna ze znecaniem sie.
      Przeciez slawetna Tracy hogg napisala ksiazke instruktaz ktorej mysla przewodnia jest odseparowywanie Nigdy co prawda nie znosilam jej metod, ale jednak zostala (Tracy) uznana za geniusza. Nie wiem, czy magia tacy nadal wsrod matek nowych rodkow jest popularna, ale za moich czasow byla.
      Nie zgadzalam sie nigdy z jej metodami zostawiania dziecka w pokoju podczas ukladania do snu i uwazam to za barbarzynstwo, bo dziecko sie boi i tak godzinami, dzien za dniem. Jednak tu jest zupelnie inna sytuacja: odseparowanie na chwile, w ciagu dnia, i wtedy gdzy dziecko jest rozzloszczone czy rozbawione, w kazdym razie to sa inne emocje niz w ciemnym pokoju podczas zasypiania.
      Nie uwazam, ze dziecku moglaby sie stac jakakolwiek psychiczna krzywda.
      NAtomiast uwazam, ze za zle zachowania nalezy karac.

      Innymi slowy, nawet jesli reakcja meza byla zbyt gwaltowna, to z zalozenia nie byla bledna.
      Natomiast Ty dalas ciala na calego. Maz ma racje: to bylo klasyczne podwazenie autorytetu. Dziecko otrzymalo przekaz: zdania taty ma wartosc zerowa. Oprocz tego, ze dewastujesz swoje wlasne relacje z mezem, to jeszcze- przy zalozeniu ze bedziesz kontynuowac ta taktyke, wyhodujesz sobie bezczelnego nastolatka nie uznajacego ograniczen.

      Oczywiscie to wszystko co napisalam, nie mialoby zastosowania, gdyby w gre zreczywiscie wchodzila przemoc. To chyba oczywiste, ale dla pewnosci wole to podkreslic.
      • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 14:02
        ada1214 napisała:
        > Nie moge uwierzyc, ze zdaniem niektorych odseparowanie dziecka na kilka minut m
        > oze mu wyrzadzic krzywde porownywalna ze znecaniem sie.
        To jest kwestia wyboru, kogo bronić? Czy dorosłego faceta, czy małe dziecko?
        Teraz małe dziecko, a w przyszłości może się okazać, że trzeba bronić męża przed gniewem nastolatków. :-)
        Miałbym z nosie poprawność, gdyby mi dziecko po akcji płakało przez pół godziny, czując się pokrzywdzone. Ludzie robią różne głupie rzeczy, czasami reagują impulsywnie w nerwach, ale wypada porozmawiać i przeprosić.

        > Przeciez slawetna Tracy hogg napisala ksiazke instruktaz ktorej mysla przewodni
        > a jest odseparowywanie
        Równie dobrze możesz cytować Lenina, Tracy nikt nie zna. Widocznie, nie warto.

        > Dziecko otrzymalo przekaz: zdania taty ma wartosc zerowa.
        Dziecko otrzymało komunikat: można porozmawiać z rodzicami.

        > Oprocz tego, ze dewastujesz swoje wlasne relacje z mezem, to jeszcze- przy zalozeniu ze
        > bedziesz kontynuowac ta taktyke, wyhodujesz sobie bezczelnego nastolatka nie uz
        > najacego ograniczen.
        Mąż powinien być jednak mądrzejszy od dwulatka. :-) Naprawdę, mężczyźni z definicji nie są upośledzeni umysłowo! :-D Da się z nami porozumieć i wyjaśnić.
        A zamykanie nawet nastolatka uważam za głupie, co innego w ramach kary szlaban na coś, co jest nagrodą, a co innego izolacja. Nie przyszłoby mi do głowy zamykać żonę w pokoju za karę, tym bardziej dziecko, bo dziecko jest jednak dużo bliższe, niż żona. :-)

        Nie wszyscy muszą myśleć jednakowo i ja to rozumiem.
        • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 14:13
          Dziecko nie płakało pół godziny - matka poszła gdy "dziecko zaczęło płakać".
          Starsze dziecko otrzymało przkaz - mama nie godzi się, aby tata stał po mojej stronie i skarcił brata za przeszkadzanie mi. Ale jako, ze nie płakało, nikomu go nie żal.
          W tym wypadku odseparowanie dziecka, które przeszkadza innemu jest typową konsekwencją, tak chwaloną, a nie karą.
        • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 15:13
          Ale my nie mowimy o nastolatku a o dwulatku. Z nastolatkiem mozna rzeczowo wymieniac argumenty bez koniecznosci uciekania sie do wynoszenia do innego pokoju.Z zona na ogol ;) tez sie da porozmawiac wiec ponownie- nie trzeba jej zamykac w pokoju. Z dwulatkiem rzeczowo porozmawiac sie nie da. Z dwulatkiem to jedynie lekcje pokazowe, jakim bylo wlasnie unieozliwienie dokuczania przez odseparowanie.

          Zaistniala sytuacje mozna bylo rozwiazac pewnie na kilka sposobow, a wyniesienie dziecka z pokoju jest jednym z nich, bynajmniej niedrastycznym.

          Altz, czy ja dobrze kojarze, ze jestes rozwiedziony i swoich dzieci nie widziales juz od lat? Jesli pomylilam Cie z kims innym to przepraszam wielce, ale jesli tak wasnie jest to wiesz...zawsze "najwspanialsze" rady wychowacze pochodza od ludzi nie majacych z dziecmi do czynienia, to wiadomo :)
          • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 15:56
            ada1214 napisała:
            Z dwulatkiem rzeczowo porozmawiac sie nie da. Z dwulatkiem to jedynie
            > lekcje pokazowe, jakim bylo wlasnie unieozliwienie dokuczania przez odseparowa
            > nie.
            Uważam, że mało wiesz, co rozumie dwulatek i co potrafi.

            > Altz, czy ja dobrze kojarze, ze jestes rozwiedziony i swoich dzieci nie widzial
            > es juz od lat? Jesli pomylilam Cie z kims innym to przepraszam wielce, ale jesl
            > i tak wasnie jest to wiesz...zawsze "najwspanialsze" rady wychowacze pochodza o
            > d ludzi nie majacych z dziecmi do czynienia, to wiadomo :)

            Widzieć widziałem, natomiast nie mieszkam z dzieckiem, nie z własnego wyboru, nad czym bardzo boleję, bo bardzo dużo straciłem. Ale to nie mój wybór.
            Z dziećmi mam do czynienia, świat na własnych dziecku się nie kończy. Powiem też, że była żona nie mówiła o mnie źle jako o rodzicu, nawet zdarzało się chwalić. My też mieliśmy konflikty w sprawie dziecka, ona też stosuje twardą szkołę, jak panie na tym forum, były konflikty, bo odważyłem się zareagować i sprzeciwić, zauważyłem również, że jestem manipulowany. Z tego co wiem, zmieniła swoje podejście i przyznała, że nie zawsze miała rację. Ja też nie jestem idealny, ale widzę w dziecku człowieka i to było genialne odkrycie.
            • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 16:18
              Nie mieszkasz z dzieckiem, więc się nim zajmujesz, jak widzisz je od czasu do czasu i wydaje Ci sie, ze dziecko jest czyms swiatecznym - jak sie je widzi, to się rzuca wszystko i zajmuje tylko nim.
              Zaskoczę Cię - jak sie jest z dzieckiem stale, to trzeba jeszcze ugotować obiad, iść do pracy, przeczytać czasem książkę, zrobić tysiące innych rzeczy, a nie zajmować się TYLKO dzieckiem. Straciłeś nie tylko kontakt z dzieckiem, ale świadomość, jak to jest być z dzieckiem na co dzień, a nie od święta. I ze rodzice nie są do zabawiania dziecka, jak weekendowi ojcowie, ale też od wychowywania go.
              • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 16:34
                I skończyła się dyskusja na argumenty! :-)
                Pisałem już, że nie wszyscy muszą się zgadzać ze sobą.
                Wiem co nieco o niektórych osobach piszących, choćby w jakim są wieku i jak wygląda ich kontakt z małym dzieckiem, ale nie pozwolę sobie na taki sposób dyskusji. Dla mnie koniec dyskusji, bo nic nowego nie wnosi.
                • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 19.10.14, 18:10
                  Altz, tu nie chodzi o to, zeby sie czepiac dla czepiania, tylko ze w Twojej sytuacji Twoj obraz pt skuteczne i rozsadne sposoby wychowywania dzieci jest skrzywiony, bo jak slusznie pisze Verdana, dziecko jest dla Ciebie atrakcja od swieta. Z tego co pamietam z innego watku dziecko swoje widziales kilka lat temu ostatni raz (znowu: popraw mnie jesli zle zapamietalam), jesli wiec spotykasz je tak rzadko, a nawet gdybyscie sie widywali raz na miesiac, to naturalne ze podejscie do dziecka podczas dwoch godzin miesiecznie jest radykalnie rozne od codziennych zmagan. Ty podczas takiego widzenia mozesz poswicic caly ten czas na tlumaczenie dwulatkowi, ale w codzinnym zyciu, no sorry, ale nie ma czasu na wielogodzinne dysputy z fochowatym dwulatkiem.

                  To raz, ale jest tez inny, wazniejszy aspekt. Dwulatek to NIE JEST partner do dyskusji. Rodzic, ktory zamiast jasnego ustalenia granic i konsekwentnego ich egzekwowania wchodzi w "klotnie" (bo do tego sie dyskusja z dwulatkiem sprowadzi) i wojne na argumenty z dwulatkiem jest a)niewydolny wychowawczo b)niepewny w swojej roli rodzica c)scieli sobie pod klopoty na przyszlosc. Tak, jak nie dajesz dwulatkowi kluczykow do auta, bo ono nie ma umiejetnosci by uzyc samochodu, tak samo nie dajesz dwulatkowi pola do rozpoczecia debaty w kwestii czy wolno walic siostre po glowie czy nie (czy co tam bylo? zabieranie zabawek?), bo ono nie ma logicznego osadu zdarzenia. Ty ustalasz ze nie wolno, komunikujesz to dziecku a nastepnie popierasz slowa czynem, czyli naprzyklad odstawiasz od poszkodowanego rodzenstwa, jak tu. Nie ma sensu tlumaczyc dwulatkowi ze siostrze jest przykro, bo dziecko w tym wieku ma zerowa empatie (ta pojawia sie okolo 7 r. zycia dopiero) i chcobys gardlo zdral, too ono i tak bedzi euwazac, ze walenie siostre w glowe to swietna zabawa.
        • ola_dom Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 20.10.14, 10:28
          altz napisał:

          > > Przeciez slawetna Tracy hogg napisala ksiazke instruktaz ktorej mysla przewodnia jest odseparowywanie
          > Równie dobrze możesz cytować Lenina, Tracy nikt nie zna. Widocznie, nie warto.

          Aż się wtrącę - nawet ja znam Tracy Hogg, choć nigdy nie miałam ani jednego dziecka...:)
      • mama-karolina Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 20.10.14, 12:42
        Nie sądzę, żeby działo się jej tam coś złego (w pierwszym tygodniu miała problem z nowym kolegą, ale nam o tym od razu opowiedziała). Córka dostała się do przedszkola w pobliżu miejsca pracy męża, dlatego musi wstawać o 6 (w wakacje spała do 8-9), dodatkowo w jej przedszkolu nie ma leżakowania, dlatego wraca po prostu zmęczona ("wybawiona"), a jak jest zmęczona to jest rozdrażniona. Szczerze mówiąc nie widzę w tym nic dziwnego, często sama o tej porze ("siedząc" w domu) jestem wykończona.
    • danaide Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 17:52
      W zasadzie nie podnoszę głosu w tym wątku, zwłaszcza jeśli chodzi o aspekt wychowawczy. Mam jedno dziecko. Ale miałam siostrę. Były kłótnie, były interwencje rodziców i było lanie za kłótnie - również za zakłócanie miru domowego (czyli jak w tym wypadku - tatuś nie mógł spokojnie surfować...).
      Pytanie do forumowiczek (sorry, altz...): w książce Jespera Juula o agresji znalazłam zdania, z których wynika, że rodzice w relacje/konflikty między dziećmi powinni ingerować jak najrzadziej. Dotyczy rodzeństwa. A może dzieci w ogóle. Jaka jest granica? Do pierwszej krwi?:)
      PS. A jeśli chcemy spokoju to możemy wg Juula wyjść do drugiego pokoju lub wysłać tam dzieci/dziecko!
      • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 19:32
        Uważam, ze gdy dzieci się kłócą, popychają itd rodzice powinni raczej starannie zamknąć drzwi i starać sie nie słyszeć.
        Nie dotyczy to jednak dwóch wypadków - gdy w domu jest bardzo małe dziecko, które po prostu przeszkadza starszemu w jego spokojnej zabawie i to nie sporadycznie, ale stale. Wtedy starsze dziecko powinno byc chronione przed młodszym, jeśli samo nie umie, albo nie chce sie bronić.
        I wtedy, gdy nie mamy do czynienia z równowagą sił, ale jedno dziecko jest zwyczajnie ofiarą drugiego. Wtedy "wycofanie sie" rodziców oznacza, ze dziecko we własnym domu nie może czuć sie bezpiecznie, agresor jest kompletnie bezkarny. Innymi słowy - co innego bójka rodzeństwa, gdzie obie strony raczej sie bawią, niż sie leją, a co innego, gdy jedno dziecko systematycznie bije to drugie. Albo poniża, co bywa znacznie gorsze.
          • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 20:29
            "w domu jest bardzo małe dziecko, które po prostu przeszkadza starszemu w jego spokojnej zabawie i to nie sporadycznie, ale stale. Wtedy starsze dziecko powinno byc chronione przed młodszym, jeśli samo nie umie, albo nie chce sie bronić. "
            Gdzież Ty tu widzisz agresora, a nie przeszkadzające małe dziecko?
            • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 20:50
              verdana napisała:
              > Gdzież Ty tu widzisz agresora, a nie przeszkadzające małe dziecko?

              W całej wypowiedzi, logicznie ułożonej, małe dziecko zostało agresorem.
              Powiedz szczerze, czy małe dzieci Cię denerwują? Takie ruchliwe, wrzaskliwe, ciągną koty za ogon i uszy, prują rozpoczęty szalik... ;-)
              • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 21.10.14, 21:52
                Oczywiście, ze małe dzieci 24/24 godziny, które nie dają ani chwili spokoju mnie denerwują po pewnym czasie. Tak, jak wszystkich.
                Oprócz ojców, którzy widza dziecko raz na jakiś czas i nie mają pojęcia, że 3,5 letnie dziecko ma prawo pobawić się spokojnie swoimi zabawkami. Bo gdy oni są, to organizują dzieciom bezustanną zabawę i atrakcje - pracują, odpoczywają i ogarniają dom, kiedy dzieci nie ma., Czyli przez niemal cały czas.
                No i kot też powinien zrozumieć, ze dziecko ma prawo go ciągnąć za uszy...
              • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 09:52
                altz napisał:

                >
                > Powiedz szczerze, czy małe dzieci Cię denerwują?

                Mnie male dzieci denerwja niemozebnie. MOje wlasne jak bylo male tez. MAle dzieci przechodza kilkakrotnie etapy uwieszania sie na nodze, nie mozna wyjsc do kibla nawet. Byly okresy ze nie moglam wyjsc do toalety, nie moglam porozmawiac przez telefon, nie moglam spokojnie zjesc. Niekiedy puszczaly mi nerwy i zeby nie zrobic czegos glupiego musialam zamknac sie w kuchni, a mlody stal za drzwiami, walil w nie i plakal. Pewnie sie czul porzucony przez ta chwile. Pewnie tak.
                I teraz clou. Nie odcisnelo to na nim psychicznego pietna. Ma w tej chwili 10 lat i gdy go pytam, mowi ze czuje sie bezpiecznie. Jest b. silny psychicznie, o czym nawet nauczycielki w szkole mnie poinformowaly. Ta, jak to nazywacie, okrutna izolacja, nie uczynila zadnej szkody, poniewaz ogolnie dziecko zawsze bylo i jest kochane, akceptowane, szanowane i zaopiekowane. To jest moim zdaniem kluczowe; bo gdyby dziecko bylo traktowane jak zbedny mebel, to rzeczywiscie odizolowanie go, nawet na chwile, tylko wzmocnilo by w nim poczucie osamotnienia i bycia niekochanym.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 22.10.14, 00:28
      Najpierw ucieszę się z tego jak "mama-karolina" domknęła całą tę sytuację.
      Następnie odpowiem "sebaldzie".
      I to będzie odpowiedź poza problematyką tego wątku, która się już zakończyła. Pani , "sebaldo" wprowadziła do tego wątku inny szlak. Zatem spróbuję podążać tym szlakiem.
      Otóż nie jestem zwolenniczką wychowawczej jednomyślności i solidarności rodziców. Szczególnie tej pozornej, wynikającej z wyznawania jakieś ogólnej normy, że rodzice mają mówić do dziecka jednym głosem. Rodzice mogą mieć własne, przez co też inne, rozumienie własnego dziecka, bo wynikające z innej z nim relacji.
      Tym bardziej jestem za natychmiastową reakcją rodzica na realną agresję wobec dziecka. Jakąkolwiek : fizyczną, psychiczną, słowną, bierną. I kogokolwiek: drugiego rodzica, dziadków, nauczycieli, rówieśników. Oznacza to reakcją na krzywdę dziecka.
      Ale trzeba, moim zdaniem, odróżnić krzywdę dziecka od jego frustracji.
      Dziecko trzeba nauczyć znosić frustrację. Czyli jego pewną niewygodę związaną z normami świata zewnętrznego czyli także rodzicielskimi.
      Takiej frustracji, a nie krzywdy dziecka, dotyczyła sytuacja opisana w tym wątku.
      Bardzo ważne jest moim zdaniem to rozróżnienie. Bo można popaść w przesadę. I każdą normę wychowawczą, każdy zakaz interpretować jako niezrozumienie dziecka, jego krzywdę, jego ból.
      Trzeba dzieci przecież uczyć odporności, która jest adekwatna i nie skłania się ani ku przewrażliwieniu ani ku nadmiernemu wkraczaniu w ryzyko. Agnieszka Iwaszkiewicz






      • differentview Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 22.10.14, 11:22
        > Bardzo ważne jest moim zdaniem to rozróżnienie. Bo można popaść w przesadę. I k
        > ażdą normę wychowawczą, każdy zakaz interpretować jako niezrozumienie dziecka,
        > jego krzywdę, jego ból.
        > Trzeba dzieci przecież uczyć odporności, która jest adekwatna i nie skłania si
        > ę ani ku przewrażliwieniu ani ku nadmiernemu wkraczaniu w ryzyko

        zgadza sie tylko, ze jednoczesnie to rozroznienie jest chyba najtrudniejsze, zalezy od indywidualnej zdolnosci czlowieka do empatii- pamietam sceny z programu super niania kiedy male dziecko siedzac na "karnym jezyku" dostawalo spazmow, bezdechu, bladlo, sinialo, tluklo glowa w sciane a pani niania na rozpaczliwe spojrzenia matek, ktore chcialy podejsc i przytulic- mowila- niech siedzi, wszystko jest pod kontrola, musi odbyc kare...
        dla mnie byla to pokazowka jak zlamac malego czlowieka; nie watpie, ze w przypadku niektorych dzieci, ktore uzywaly pozornej histerii do manipulacji rodzicami te metody byly skuteczne ale w innych przypadkach? np. wrazliwych dzieci, ktorych "niegrzecznosc" byla skutkiem roznych rodzicielskich bledow? to byl zwyczajnie pokaz sadyzmu ubrany w "naukowe" wytlumaczenie
        • molly_wither Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 22.10.14, 18:26
          differentview napisała:


          > dla mnie byla to pokazowka jak zlamac malego czlowieka;
          A co to znaczy "lamac malego czowieka"? Kolejny wymysl wspolczesnych terpeutow podlapany przez gawiedz. Zadne łamanie tylko proces wychowywania czlowieka. Inna sprawa,w jaki sposob sie to robi. Ja bym to nazwala raczej stawianiem granic.
          • altz Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 22.10.14, 20:35
            molly_wither napisał(a):
            > A co to znaczy "lamac malego czowieka"? Kolejny wymysl wspolczesnych terpeutow
            > podlapany przez gawiedz. Zadne łamanie tylko proces wychowywania czlowieka. Inn
            > a sprawa,w jaki sposob sie to robi. Ja bym to nazwala raczej stawianiem granic.

            Możesz sobie to nazywać stawianiem granic. Ja też uważam, że to jest łamanie tworzącej się tożsamości.
            Granice się stawia w wieku, kiedy dziecko jest świadome, że jeśli starsza siostra się bawi, to ono już nie powinno tego robić, bo ojciec się zdenerwuje i przestawi do innego pomieszczenia.
            • panizalewska Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 07:39
              Granice granicami, są potrzebne. Mam dwulatkę. Jak ją z jakiegoś powodu opuszczam, jak trzeba przerwać jakąś akcję i jestem tak wkurzona, że ją zostawiam samotnie, to jest to dla niej największa tragedia w życiu. Bo mama nie kocha i nie przytula. I nie jest to wymuszona histeria, stawianie na swoim.
              Wydaje mi się, że w dyskusji gdzieś się zgubił całokształt sytuacji. Mama robiła kolację sama, zamiast wszyscy razem, ucząc się i bawiąc jednocześnie, tata chciał sobie w spokoju powiedzieć w mecie, więc dał na oddał się puzzle obojgu, z przykazaniem ciszy i spokoju. Bo puzzle to nie klocki, którymi można walić. Dzieci były same, zrobiły zabawę po swojemu, młody zabierał siostrze -NORMALNE DLA DWULATKA, zaręczam. Puzzle dla 2-latka?serio? On potrzebuje INTERAKCJI a nie zabawy w cichości swojego kącika. Ojciec, oboje rodzice byli defacto nieobecni, to sobie tę interakcje zapewnił sam, na miarę swoich umiejętności. Ograniczonych mocno, bo to małe dziecko. Siostra podniosła raban I SŁUSZNIE, ale tatuś zamiast się dziećmi po prostu ZAJĄĆ, wywalić młodego do kuchni, żeby mama wciągnęła go w kolację i zainteresowała akcją / interakcją - tata się wkurzył, że JEGO święty spokój zmącony i ukarał młodego w sposób dla niego niewspółmiernie okrótny. Mama się straciła i generalnie akcja krzywa z KAŻDEJ strony. Oboje rodzice zawalili, bo lepiej zapobiegać konfliktom, niż leczyć.

              Separacja takich maluchów tak, nie w samotności, bo to nie nauczy zupełnie niczego, tylko ZAJĄĆ się tymi dziećmi. Dwoje rodziców, 4 ręce, pokoi niż jeden, możliwości sensownego rozdzielenia są.
      • twojabogini Frustracja u dzieci 22.10.14, 12:14
        > Dziecko trzeba nauczyć znosić frustrację. Czyli jego pewną niewygodę związaną
        > z normami świata zewnętrznego czyli także rodzicielskimi.

        Kompletnie się z takim poglądem nie zgadzam, albo też zupełnie co innego pod nauką znoszenia frustracji rozumiem.
        Frustracja jest dla dziecka stanem niemal naturalnym, dziecko styka się z nią na co dzień - gdy jego próby dokonania nowych rzeczy kończą się niepowodzeniem, gdy się przewraca i boli jej pupa, gdy z czasem okazuje się, że przegrywa w grze, albo nie ma dostępu do łopatki kolegi, albo koleżanka się obraziła. Bardzo częstą reakcją rodziców w tych sytuacjach jest łagodzenie frustracji dziecka: pomoc dziecku, pocieszanie, bagatelizowanie przegranej, próba podkupienia łopatki kolegi, załagodzenia sytuacji z koleżanką - podczas gdy są to sytuacje z którymi dziecko poradzi sobie doskonale samo. Gdy zostawimy dziecko z takim rodzajem frustracji samo, nauczymy je, że nie zawsze wszystko się udaje za pierwszym razem, ale po wielu próbach może się udać, że ból pupy/ręki/nogi po upadku jest do wytrzymania i warto być ostrożniejszym, itp.

        Natomiast nie jest naturalną frustracją dziecka, gdy wściekły rodzic wynosi 2,5 letnie dziecko do drugiego pokoju i każe mu tam pozostać. Maluch w takiej sytuacji czuje się przestraszony, nie sfrustrowany "zasadą". Czego uczy się dziecko? Że ojciec ma prawo ujawniać swoją wściekłość i dawać upust swoim emocjom w sposób dowolny, natomiast gdy to samo czyni dziecko, np. drażniąc się z siostrą jest to naganne? Prawo siły?Nie sądzę, żeby z takiej sytuacji 2,5 latek wyciągnął wniosek, że nie należy zabierać siostrze klocków. Gdyby to siostra mu przyłożyła, byłaby to jakaś lekcja. Może trzeba było pozwolić dzieciom samodzielnie rozstrzygnąć sytuację, skoro bawiły się same?

        Są sytuacje w których izolacja dziecka ma sens - przede wszystkim, gdy to dorosły czuje, że nie wytrzyma i może zagrozić dziecku - wtedy bezpieczniej zostawić dziecko samo, niż je np. zbić czy nim szarpnąć. Jednak jest to tylko doraźne rozwiązanie - bo dorosły z takim problemem powinien zgłosić się na terapię.

        Co do niewygody związanej z normami świata zewnętrznego - jeśli ma ona polegać na stosowaniu przemocy, wybuchach agresji - to lepiej uczuć dziecko jak takich sytuacji nie znosić, niż jak je znosić. Mam czasem do czynienia z ofiarami mobbingu i przemocy w rodzinie. To bardzo często osoby, które są nauczone znosić trudne i frustrujące sytuacje.
        Jako społeczeństwo też jesteśmy skłonni znosić trudne i frustrujące sytuacje i skłaniać do tego nasze dzieci. Zbadano pierwsze roczniki dzieci, które podjęły naukę w szkołach. Okazało się, że są zdemotywowane do nauki, nie chcą chodzić do szkoły, wiele z nich ma trudności. Zaczęła się krytyka, że to jednak za wcześnie, że to nie był dobry pomysł. Jak to się dzieje w takim razie, że w wielu państwach dzieci zaczynają naukę w wieku lat 5 i wszystko jest dobrze? Ano tak, że uczęszczają do zupełnie innej szkoły. Zbadajmy dzieci, które poszły do szkoły jako 6 latki (jaki sens było robić badania bez grupy kontrolnej?) - wyniki będą te same lub zbliżone. Czy naprawdę dzieci w szkole muszą znosić frustrację?
        Wszystkie najnowsze badania wykazują silną korelację między szybkością przyswajania wiedzy a poziomem frustracji. Szereg badań wykazało, że nawet to co uważamy, za "metody wychowawcze" potrafi powodować zmiany w strukturach mózgu dziecka, a stres i lęk u dzieci w żaden sposób nie przyczyniają się do rozwoju i opanowywania nowych umiejętności.
        Może gdybyśmy nie mieli wpojone, ze frustracja u dzieci ma jakąś pozytywną moc, że je "uodparnia" już dawno jako społeczeństwo zmobilizowalibyśmy się na tyle, żeby edukacja naszych dzieci odbywała się w przyjaznych i nie frustrujących warunkach?
        • verdana Re: Frustracja u dzieci 22.10.14, 12:51
          Zalezy jak rozumie się frustrację.
          Jeśli "znosić frustrację" oznacza "znosić niepotrzebną frustrację" to zgadzam sie, zę nie ma potrzeby tego uczyć. Ale jednak znoszenie frustracji takiej np., ze nie można bawić sie zabawką, którą własnie bawi sie inne dziecko jest konieczne. I nie ma powodu, aby strzec dziecko przed takimi sytuacjami. W tym akurat wypadku mamy do czynienia z sytuacją, gdy jedno dziecko musi być sfrustrowane - albo starsza siostra, która nie moze się bawić, albo młodszy, który został odseparowany, bo przeszkadzał. Gdzie tu jest mowa o tym, ze ojciec daje upust wściekłości i daje upust emocjom? Wynosi przeszkadzające siostrze dziecko do innego pokoju. I owszem, jak najbardziej dwulatek moze wyciągnąć z tego wnioski - nie za pierwszym razem, ale za kolejnym. Gdy mu nie przeszkodzimy w zabieraniu siostrze zabawek, wniosków na 100% nie wyciągnie.
          W tym wypadku izolacja dziecka też ma sens, bo moze nie wytrzymać starsza siostra i maluchowi przylać. No, ale jej frustracja najwyrażniej się nie liczy.
      • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 10:02
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:
        > Otóż nie jestem zwolenniczką wychowawczej jednomyślności i solidarności rodzi
        > ców. Szczególnie tej pozornej, wynikającej z wyznawania jakieś ogólnej normy,
        > że rodzice mają mówić do dziecka jednym głosem. Rodzice mogą mieć własne, prz
        > ez co też inne, rozumienie własnego dziecka, bo wynikające z innej z nim rela
        > cji.


        To jest bardzo ciekawa mysl i musze przyznac, ze od dawna intuicyjnie- bo wbrew podrecznikom- takie wychowanie stosujemy u nas. Troche wynika tez z koniecznosci, bo z mezem roznimy sie bardzo w wielu pogladach, wiec niejednokrotnie nie da sie trzymac wspolnego frontu. Ale to az tak bardzo nie przeszkadza: syn wie, ze kiedy jest ze mna w domu, nie moze ogladac pewnych filmow czy grac pewnych gier, ktore ja uwazam za nieodpowiednie, a z kolei maz jest bardziej liberalny i pozwala mu na wiecej, jak sobie siedza razem. Podobniez jest w wielu innych kwestiach, syn automatycznie dostraja sie do tego rodzica, ktory akurat sprawuje piecze.
        • differentview Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 10:53
          ada1214 napisała:

          > agnieszka_iwaszkiewicz napisała:
          > > Otóż nie jestem zwolenniczką wychowawczej jednomyślności i solidarności rodzicow


          > To jest bardzo ciekawa mysl i musze przyznac, ze od dawna intuicyjnie- bo wbrew
          > podrecznikom- takie wychowanie stosujemy u nas.

          ja mam dokladnie to samo- ile razy slysze popularna opinie, ze rodzice powinni byc zawsze jednomyslni i do bolu konsekwentni- czuje niechec i niepokoj- to jakies cyborgi musialyby byc a nie ludzie, ktorzy w roznych kwestiach sie roznia, popelniaja bledy, maja zmienne uczucia itd
          • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 11:47
            Jasne, że całkowita jednomyślność nie jest możliwa, a czasami nie jest wskazana i te różnice faktycznie pokazują dziecku, że ludzie są różni. Tylko nie w tym problem. Problem pojawia się wtedy, gdy te różnice wpływają na układ partnerski. Szczególnie wtedy, gdy jedno z rodziców jest przewrażliwione na swoim punkcie. Gdy tak się dzieje, a to niestety norma, dochodzi właśnie do takich sytuacji, jak opisana w tym wątku: rodzic, którego metody druga strona nie zaaprobowała, czuje się urażony. Czuje, że jego kompetencje zostały podważone. Reakcja kobiety (czy ogólnie osoby bardziej wyrozumiałej i empatycznej wobec dziecka) była skierowana nie przeciwko mężowi, ale w stronę dziecka, pomocy dla niego, by zrozumiało zajście, a nie było pozostawione samo sobie z poczuciem krzywdy. Ale mąż nie pomyślał o tym, skupił się wyłącznie na sobie i swoim odczuciu. Jeśli para umie rozmawiać i przyjmować argumenty drugiej strony, takie nieporozumienia czy różnice nie odbiją się na ich pożyciu, gdy jedno z nich jest przewrażliwione na swoim punkcie, te różnice zawsze będą rodziły konflikty, czasami bardzo poważne. Czy wtedy ta druga, mniej spięta, a bardziej liberalna strona musi dla świętego spokoju ustąpić tej przewrażliwionej? Uważam, że nie. Nie, dla dobra dzieci.
            • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 12:34
              Reakcja kobie
              > ty (czy ogólnie osoby bardziej wyrozumiałej i empatycznej wobec dziecka) była s
              > kierowana nie przeciwko mężowi, ale w stronę dziecka, pomocy dla niego, by zroz
              > umiało zajście, a nie było pozostawione samo sobie z poczuciem krzywdy. Ale mąż
              > nie pomyślał o tym, skupił się wyłącznie na sobie i swoim odczuciu.
              (...)
              Nie, dla dobra dzie
              > ci.

              Sebalda, ale to zaszlo cos wiecej niz tylko zranione uczucia meza. Jego kompetencje zostaly podwazone i tym samym oslabiony zostal jego ojcowski autorytet. To jest powazna sprawa, to nie jest drobnostka. Podwazanie autorytetu rodzica to jest bezposrednie dzialanie rowniez na szkode dziecka.

              Mialam w przeszlosci takie zajscie z tesciowymi, ktorzy- jak sie zorientowalam po czasie z opowiadan dziecka- podkopywali moj autorytet. Nie pamietam o co chodzilo- czy chodzilo o sposob odzywiania czy o swiatopoglad, nie pamietam. W kazdym razie dowiedzialam sie, ze dziadkowie przedstawiaja swoja wersje, i dotad jest ok, ale jednoczesnie - gdy syn mowil " a mama mnie uczyla tak i siak" kwitowali to " a tam takie glupoty mama opowiada ona sie nie zna". Wkurzlam sie, jak mi pozniej dziecko gadalo "mamo, Ty sie nie znasz i glupoty opowiadasz, dziadek tak mowi". Musialam z tym, to znaczy z podkopywaniem autorytetu oczywiscie zrobic porzadek. Uwazam bowiem, ze podwazanie autorytetu rodzica to jest jedna z bardziej parszywych rzeczy godzacych w dobro rodziny. Rownie paskudne jest podkopywanie wzajemne miedzy malzonkami.
              • differentview Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 12:59
                ada1214 napisała:

                > Sebalda, ale to zaszlo cos wiecej niz tylko zranione uczucia meza. Jego kompete
                > ncje zostaly podwazone i tym samym oslabiony zostal jego ojcowski autorytet. To
                > jest powazna sprawa, to nie jest drobnostka. Podwazanie autorytetu rodzica to
                > jest bezposrednie dzialanie rowniez na szkode dziecka.

                no tak ale zakladamy, ze maz ma jakies kompetencje;) bo moze sie zdarzyc, ze kompetencji brak wiec podwarzajac jakies chore metody wychowawcze wyniesione z wlasnego domu( nie mowie o tym przypadku akurat ale np o biciu albo obrazaniu sie na dziecko) po prostu demaskujemy brak kompetencji- z pewnoscia nie jest to mile dla takiego ojca, dla dziecka tez nie dobrze, ze ma ojca, ktory nie nadaje sie do wychowywania dzieci- a interweniowac trzeba- i co wtedy?;)
                • ada1214 Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 13:05
                  bo moze sie zdarzyc, ze ko
                  > mpetencji brak wiec podwarzajac jakies chore metody wychowawcze wyniesione z wl
                  > asnego domu( nie mowie o tym przypadku akurat ale np o biciu albo obrazaniu sie
                  > na dziecko)


                  nie sadzilam ze trzeba o tym pisac bo to oczywiste, jesli dochodzi do przemocy to interweniowac trzeba, tu nie ma o czym dyskutowac. Ale, proponuje, zamiast rozmieniac sie na drobne skrajnymi, patologicznymi przypadkami, chyba lepiej zalozyc, ze mowimy o normalnych rodzinach. W kazdym razie ja dyskutuje o takowych.
                  • differentview Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 13:27
                    ada1214 napisała:

                    > nie sadzilam ze trzeba o tym pisac bo to oczywiste, jesli dochodzi do przemocy
                    > to interweniowac trzeba, tu nie ma o czym dyskutowac. Ale, proponuje, zamiast r
                    > ozmieniac sie na drobne skrajnymi, patologicznymi przypadkami, chyba lepiej zal
                    > ozyc, ze mowimy o normalnych rodzinach. W kazdym razie ja dyskutuje o takowych.

                    niby tak ale ja mysle, ze odseparowanie i zamkniecie 2 latka za kare w pokoju( albo karny jezyk rekomendowany w tv)- moze byc, w zaleznosci od dziecka i sytuacji- albo calkiem sluszna i nie przynoszaca zadnej szkody interwencja rodzicielska, ktora przyniesie "wychowawczy skutek" a moze tez w przypadku innego dziecka, mniej odpornego psychicznie, ktore przeszkadzalo tak naprawde tylko dlatego by np. tatus w koncu zwrocil na nie uwage zamiast wgapiac sie jak zwykle w monitor- wowczas ociera sie to o zachowanie przemocowe, gdzie zupelnie pominieta zostala zlozonosc tej sytuacji, skadinad sluszne intencje dziecka, ktore zostalo agresywnie ukarane za swoje potrzeby, ktore wyrazilo tak jak umialo majac 2 lata
                    dlatego pisze, ze czasem trudno jest ustalic co jest ta konieczna frustracja, ktorej dziecko musi doswiadczac majac stawiane granice a co jest juz forma przemocy- to jest czesto plynne
                  • sebalda Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 13:37
                    Ada, ja rozumiem Twój przekaz i w sumie się z nim zgadzam, gdy mówimy o normalnych rodzinach, ale tutaj nie było tak, że autorka poszła odwołać karę ojca i nie skomentowała, że tatuś źle zrobił, że się nie zna, nie słuchaj tatusia, tylko poszła ukoić płacz dziecka i wytłumaczyć mu, dlaczego tatuś tak zareagował. I sumie można by uznać, że i wilk syty, i owca cała. Bo tatuś ukarał, a mamusia wytlumaczyła karę. Nie, tatuś się obraził. Fakt, nie było to może dla tego faceta komfortowe, ale tu nie jego komfort się powinien liczyć, tylko dobro dziecka. Ja nadal stoję na stanowisku, że tak małych dzieci nie wychowuje się karami i że jak ojciec chciał odseparować dzieci, to miał inne wyjścia, na przykład nakazanie dziecku wyjście z pokoju, gdzie grzecznie się bawi siostra i pójście do mamy, a nie zamykanie go w osobnym pokoju. Karanie tak małych dzieci nie jest dobre, z reguły nie działa (na chwilę tak, ale nie mentalnie), ale karanie niewspółmierne do przewinienia i bez uzasadnienia tak dotkliwej kary jest naprawdę dla dziecka wyjątkowo bolesne. Matka to rozumie i dlatego poszła dziecku wytłumaczyć, dlaczego zostało ukarane, tatuś najwyraźniej nie rozumie, woli od ręki pozbyć się problemu.
                    Verdana pochyla się na biedną trzylatką, która nie mogła się spokojnie bawić, ale nikt nie widzi, że mały jest w jakiś sposób piętnowany jako ten gorszy, nieumiejący się grzecznie bawić (bo jakim cudem w tym wieku?). Dziecko ma już przekaz, że jest gorsze od siostry (która nie przeszkadza tatusiowi) i do tego zamykane w osobnym pokoju. Może przesadzam, ale to wszystko mi jednak zgrzyta. Fakt, dziecko ma się uczyć przeżywać frustracje (w wieku 2 lat?), ale ktoś tu już pięknie pisał, że ono ma ich i tak w nadmiarze, czemu jeszcze rodzice mają mu dokładać?
                    • verdana Re: Czy podważam autorytet męża czy on przesadza? 23.10.14, 18:30
                      Naprawdę uważasz, ze uczenie dziecka, ze nie wolnio przeszkadzać rodzeństwu, a nawet ukaranie go za to, to jest "piętnowanie"? Innymi słowy, jakakolwiek kara nałożona na dziecko, które przeszkadza innem, bije go czy przezywa jest piętnowaniem?
                      Dzieci nie wychowuje się karami, ale nie znaczy to,z ę nigdy nie wolno dziecka ukarać - a odseparowanie przeszkadzającego dziecka jest raczej konsekwencją jego zachowania, niż karą. Co proponujesz w zamian? Typową reakcje rodziców pt "On jest młodszy, to mu ustępuje"? < "On jest młodszy, nie można sie na niego gniewać"? Innymi słowy, jesli dwulatek nie potrafi się bawić, to nie ma nic złego w tym, ze starsze dziecko będzie ponosiło tego konsekwencje - jest starsze, ma się dostosować i wiedzieć, że najważniejszą rzeczą jest, aby młodszy braciszek nigdy nie był smutny.
                      • twojabogini siostra versus braciszek 24.10.14, 00:52
                        > Dzieci nie wychowuje się karami, ale nie znaczy to,z ę nigdy nie wolno dziecka
                        > ukarać - a odseparowanie przeszkadzającego dziecka jest raczej konsekwencją jeg
                        > o zachowania, niż karą.

                        Ponoszenie konsekwencji to moda wychowawcza, lansowana i rozpropagowana zresztą przez pana Lemana, który w swojej książce opisał także jak bić dzieci. Przy czym konsekwencje to nadal są kary, zmieniła się tylko nazwa. Naturalną konsekwencją przeszkadzania siostrze jest to, że siostra się wkurzy i zareaguje, nie separacja dzieci.

                        Co proponujesz w zamian? Typową reakcje rodziców pt "O
                        > n jest młodszy, to mu ustępuje"? < "On jest młodszy, nie można sie na niego
                        > gniewać"? Innymi słowy, jesli dwulatek nie potrafi się b