Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie!

17.10.14, 18:23
Witajcie,
potrzebuję spojrzenia z boku na pewien problem, a ponieważ podczytuję to forum od dawna i widzę sporo życzliwości, odważyłam się napisać. Będę wdzięczna za Wasze i pani ekspert opinie.
Otóż jestem mężatką od ponad 10 lat, mam dzieci i wiodę dobre, szczęśliwe życie. Mąż jest moim przyjacielem, mam dobry kontakt z rodziną, oboje pracujemy, dobrze czujemy się w codziennym życiu z dziećmi.
Jednocześnie jestem typem introwertyczki (mąż też) z pełnym kompletem cech charakterystycznych dla tej osobowości. Od zawsze lgnęły do mnie dziewczyny z problemami - na ogół samotne lub nie mogące ułożyć sobie życia. Ponieważ jestem dobrym słuchaczem a mało mówię o sobie, przez całe życie, od liceum począwszy, moje przyjaźnie były jednostronne - pełniłam nich rolę pocieszyciela, słuchacza i osoby wspierającej w trudnych chwilach. Gdy przyjaciółki miały poukładane życie, świetnie radziły sobie same, a jak było źle - natychmiast oczekiwały wsparcia z mojej strony, okazując dużą zaborczość wobec mnie mojemu mężowi (np. podczas wizyt u nas w domu). Dużo by opowiadać, niemniej jednak sprowadza się wszystko do jednego - mam dość tzw. przyjaciółek. Lubię, jak spotykamy się z innymi parami z dziećmi, natomiast przestałam zupełnie lubić układy, w których wizyta kończy się na 3 osobach - ja, mój mąż i moja koleżanka. Sytuacja wtedy jest męcząca jak diabli - koleżanka chce się wyżalić, chłop siedzi i się nudzi a koleżance przeszkadza jego obecność, więc sugeruje spotkanie we dwie, bo musi się wyżalić i wygadać. A na to juz nie mam ochoty - mam dość bycia terapeutką. I teraz dochodzę do sedna - cały czas mam jednak poczucie, że to z mojej strony nie w porządku, że nie można pozwolić sobie na taki introwertyzm i na to, że odrzuca się koleżanki. Ale z drugiej strony 100 razy bardziej wolę po pracy wrócić do domu, spotkać się z mężem czy iść z dziećmi na spacer, niż jechać do miasta na kawkę w celu wysłuchania koleżanki :/ Czy to jest nietolerancyjne? Czy naprawdę mogę przestać się naginać?
    • vilez Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 17.10.14, 18:35
      Klucz do dobrych relacji- wzajemność i poszanowanie cudzego życia. Z tego, co piszesz, nie ma ani jednego ani drugiego. Wydaje mi się, że masz problem ze stawianiem granic koleżankom. Czujesz sie znimi niekomfortowo- masz do tego prawo, jak i do regulowania charakteru znajomości. Po prostu je ogranicz, co za dużo, to niezdrowo.
      Z drugiej strony, nie rozumiem pogaduszek o problemach kolezżnki przy Twoim mężu. Spotkaj się z nią (jeżeli chcesz) gdzieś we dwie- co za problem? Kawiarnia? U niej?
    • mamrot3 Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 17.10.14, 18:37
      amber-road napisał(a):

      > Czy naprawdę mog
      > ę przestać się naginać?
      Możesz i masz święte prawo dbać o swój komfort życia.
    • aqua48 Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 17.10.14, 18:41
      Oczywiście, że możesz się przestać zgadzać na niechciane sesje terapeutyczne, zwłaszcza, że z prawdziwą przyjaźnią nie ma to nic wspólnego. Daj sobie spokój z takimi przyjaciółkami.
      • zuzi.1 Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 17.10.14, 20:03
        Po tym co napisalas na temat zachowan tych pan, wydaje mi sie jasne, ze to NIE SA zadne przyjaciolki. Ot przypily sie do Ciebie emocjonalne pijawy i ciagna, gdy potrzebuja, nie oferujac Ci nic w zamian. Otrzasnij sie i przestan robic za ich emocj. ' zywicielke'. Masz pelne prawo zakonczyc ten jednostronny uklad i to jak najszybciej. Skup sie na mezu i dzieciach i przede wszystkim na sobie.
        • 71tosia Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 17.10.14, 20:12
          a na czym ma polegac ta dwustronnosc relacji skoro skoro jedna strona przekonuje ze ma szczesliwe zycie i zero problemow i zadnych kontaktow zkolezankami wlasciwie nie potrzebuje? Obawiam sie ze autorka nie jest zadna przyjaciolka dla tych kolezanek, pomysll posadzenia meza by wsyluchiwal skrepowanej jego obecnoscia kolezanki, tylko to potwierdza.
          • amber-road Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 17.10.14, 20:48
            Sytuacja, w których przyjaciółki przebywały przy moim mężu miały miejsce w momencie, gdy np. wpadały do mnie a potem, jak on wrócił ze swojej pracy, nie wychodziły, siedziały dalej i oczekiwały, że zamkniemy się w kuchni i będziemy dalej rozmawiać o problemach. Nie umiałam delikatnie i asertywnie zakończyć wizyty a z drugiej strony nie było refleksji. Zresztą nie problem w tym bo i tak większość razy wychodzę z nimi sama. Ja jedynie chciałam poznać waszą opinię nt, tego, czy jest czymś nienormalnym fakt, że kobieta może nie potrzebować do szczęścia bliskich przyjaźni. Za dotychczasowe odpowiedzi bardzo dziękuję!
            • mamrot3 Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 17.10.14, 20:56
              amber-road napisał(a):

              > chciałam poznać waszą opinię nt, tego
              > , czy jest czymś nienormalnym fakt, że kobieta może nie potrzebować do szczęści
              > a bliskich przyjaźni.
              Tu nieco inaczej postawiłaś problem. Kobieta i mężczyzna potrzebują głębokich zewnętrznych więzi. Myślę tu o wzajemnej przyjaźni, a nie o tym, co prezentują Twoje "przyjaciółki". Jeśli zamknąć się w kręgu rodzinnym, w pewnym momencie można się udusić. Żywa więź z ludźmi spoza układu wzbogaca życie, tym samym korzystnie wpływa na związek małżeński.
            • triss_merigold6 Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 17.10.14, 21:21
              Każ im spieprzać. Przyjaźń piękna rzecz, ale niekoniecznie jednostronne bycie kubłem na emocje.
            • edw-ina Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 18.10.14, 11:46
              W przypadku, gdy moja przyjaciółka/przyjaciel są u mnie i chcą się np. wyżalić, a wraca mój mąż, przy którym mają prawo czuć się mniej komfortowo, to zabieram je do kuchni/na spacer/do ogrodu czy w inne miejsce, w którym możemy dokończyć dyskusję i tego samego oczekiwałabym od nich w analogicznej sytuacji.
              Nie chcę oceniać, czy twoje przyjaciółki okazują ci wdzięczność i zachowują się właściwie, czy nie. Wiem natomiast, że czasami ludzie nastawieni na problemy mają kłopot z dyskusją z osobą, która albo tych problemów nie ma, albo nie ma w zwyczaju o nich rozmawiać. Kiedyś sama usłyszałam od przyjaciółki, przy której raz pękłam, bo miałam masę różnych złych myśli, a po raz kolejny analizowałyśmy jej problem, że kiedy nigdy nie mówisz o swoich rozterkach, to w końcu ludzie zakładają, że ich nie masz. I kazała mi mówić, nawet jeśli uważam to za bzdet w porównaniu z jej problemami, ale siedzi mi to na duszy. I teraz zazwyczaj w rozmowie pada: co u ciebie? I nie ma miejsca dla odpowiedzi, że wszystko ok. To tylko przykład jak tworzą się jednostronne relacje. One mogą być tym silniejsze, że jak sama napisałaś jesteś introwertyczką i przypuszczalnie nie wychodzisz z własną inicjatywą wobec tych osób, a one widząc twój introwertyzm, w chwili gdy nie mają problemów, nie chcą zawracać ci głowy. Zanim przekreśliłabym te relacje, spróbowałabym się nieco przełamać i zacząć więcej mówić o sobie.
          • rybadenna Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 18.10.14, 11:44
            Przesadzasz z tym szczęśliwym życiem. Jest gatunek osób, które na własne życzenie pakują się w skrajne emocje i życiowe huśtawki (rozstania, powroty, bycie osobą trzecią w związku, życie z emocjonalną pijawką) - najczęściej są też ekstrawertykami, którzy muszą się wygadać, rozważyć coś na dziesięć sposobów przy udziale dobrego słuchacza. Wzajemności w tej relacji najczęściej nie oświadczy, więc prędzej czy później osoba wysłuchująca zaczyna czuć się niefajnie.
            Szczera rozmowa receptą na wszystko? U mnie się nie sprawdziło. Porozmawiałam delikatnie, że relacja jest "niesymetryczna". Usłyszałam - bo ty nigdy nic o sobie nie mówisz! Kreujesz się że masz życie bez problemów. Przecież ja chętnie posłucham, doradzę. Szkoda tylko że są to słowa bez pokrycia, bo później i tak było ucinanie mojego tematu i gadanie o sobie.
            Też jestem introwertykiem, żeby się otworzyć muszę czuć, że ktoś rzeczywiście chce słuchać, przecież nie będę się "przekrzykiwać" problemami, jeśli widzę że problemy drugiej strony zawsze są ważniejsze, pilniejsze, poważniejsze.
            • rybadenna Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 18.10.14, 11:45
              Oj, źle mi się podczepiło, pisałam w nawiązaniu do tosia71.
            • amber-road Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 18.10.14, 13:50
              rybadenna - mogłabym podpisać się pod każdym Twoim słowem.
              Dzięki za ten post, uświadomił mi, że nie tylko ja mogę mieć podobne odczucia.

              Jedna z Was napisała, że powinnam więcej zacząć mówić o sobie - sęk w tym, że ja nie chcę i nie lubię oraz zwyczajnie nie mam potrzeby (jak typowy introwertyk właśnie). I dlatego być może nie umiem stworzyć związku przyjacielskiego, opartego na zwierzeniach itd?
              • hunkis Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 18.10.14, 14:31
                Więc po co wysłuchujesz tych dziewczyn? Co to ci daje?
    • hunkis Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 18.10.14, 14:28
      Przeczytaj książkę "Koniec współuzależnienia" Beattie Melody

      Problem nie jest tylko w tym, że "one" są kiepskie jako przyjaciółki.
      Problem jest w tym, że Ty sobie TAKIE WŁAŚNIE OSOBY wybierasz i zapraszasz do swojego otoczenia. Lubisz wysłuchiwać, lubisz doradzać, czujesz się wtedy lepsza, chciana, ważna...
      Z jakiegoś powodu NIE UMIESZ tworzyć z kobietami relacji wzajemnych. Wybierasz to emocjonalno-pasożytnicze. Lub inaczej- jestes bierna gdy osoby "pijawkowate" wybierają sobie ciebie. Pasuje ci to na początku, a potem zaczynasz się czuć wykorzystana i tak w kółko.
      Musisz zmienić siebie, swoje podejście, nauczyć się o wiele wcześniej stawiać granice, żeby stworzyć z inną kobieta normalną rowna relację.
      Przeczytaj w/w książkę. Jest o tobie.
      • amber-road Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 18.10.14, 15:20
        Pytanie dlaczego się zmuszam do tych spotkań jest dobre - otóż chyba dlatego, że czuję, że tak się powinno, że nie można sobie uznać, że się woli żyć bez znajomości i już... A może to presja społeczna na bycie towarzyskim, otwartym człowiekiem, a każdy, kto wybiera inaczej uznawany jest za odludka?
        A może osoby o różnych życiach (dzieciate kontra niedzieciate, domatorki mężatki kontra singielki itd) nie bardzo mogą stworzyć relację opartą na obupólnym zadowoleniu?
        • angazetka Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 18.10.14, 19:17
          > A może osoby o różnych życiach (dzieciate kontra niedzieciate, domatorki mężatk
          > i kontra singielki itd) nie bardzo mogą stworzyć relację opartą na obupólnym za
          > dowoleniu?

          Mogą. Jeśli obie strony chcą. Tutaj ty zdecydowanie nie chcesz (bo sądzisz - raczej mylnie - że mąż ci wystarczy), a one traktują cię jak konfesjonał, więc do zadowolenia nijak się to ma.
          • amber-road Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 18.10.14, 19:27
            Nie twierdzę, że mąż mi wytarczy! Napisałam, że lubię kontakt z innymi parami, że mam bardzo dobre relacje w rodzinie (bliskie i szczere) m. innymi z mamą, że lubię ludzi z pracy. Mnie po prostu tyle kontaktu z ludźmi wystarcza, na więcej nie mam energii. A już na pewno nie na bycie powiernikiem :(
            • angazetka Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 19.10.14, 15:51
              Bycie powiernikiem to kwintesencja bliskich relacji międzyludzkich. Zastanów się, czy nie chcesz mieć takowych.
    • pogodoodporna Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 18.10.14, 16:04
      Moj serdeczny przyjaciel zwykl mawiac, ze powinno sie zyc tak, aby w chwili smierci przyjaciele zmarlego poczuli... nude :-) Cos w tym jest, bo kazda relacja, ktora zawieramy opiera sie na jakiejs fascynacji osoba przyjaciela, np. jego odmiennoscia, jego pomyslem na zycie, praca jaka wykonuje albo innym spojrzeniem na swiat..itd Taka relacja to tez korzysc z wiedzy jaka ta osoba swiadomie lub nieswiadomie nam przekazuje. Jesli te znajomosci, o ktorych piszesz, w zaden sposob Cie nie wzbogacaja, to w sumie nic dziwnego, ze nie sa Ci one do niczego potrzebne.
      Rozumiem i przemawia do mnie przyjacielska idea wzajemnej pomocy i wsparcia, ale mysle, ze nie moze byc ona jedyna, ktora przyjazn determinuje.
      Podsumowujac- uklad jaki opisalas jest niesymetryczny, w dodatku zabiera Ci cenny czas, ktory moglabys spozytkowac na ciekawsze zajecia. Co z tym fantem zrobisz, to juz zalezy tylko od Ciebie :-)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 19.10.14, 00:21
      To raczej oczywiste, że to Pani może regulować swoje życie towarzyskie tak jak Pani lubi i potrzebuje. Jeśli mała ilość takich kontaktów Pani wystarcza, nie czuje się Pani samotna, niepotrzebna, cierpiąca, że spada jakość Pani życia, to problem nie istnieje.
      Tym bardziej, że nie ma Pani satysfakcji z bycia osobą zaufaną , wybieraną do zwierzeń, szczególną.
      Nie ma też powodu, choć to już trudniej kontrolować, mieć z tego powodu poczucie winy.
      Można zacząć regulować takie kontakty.
      Wspomnę jeszcze, choć wprost nie wynika to z Pani wypowiedzi, raczej gdzieś wyczuwam tylko lekki posmak tego, żeby nie obarczała ich Pani teraz winą za to, że do tej pory one korzystały z Pani osoby do pomocy sobie. Są ludzie , którzy tego potrzebują się zwierzać , być w kontakcie, szukać bliskich w kłopotach. Tak jak Pani to nie potrzebne, tak im odwrotnie. Żadna z tych postaw nie jest ani dobra ani zła. Po prostu potrzeby ludzi są różne.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
    • po-trafie Czy umiesz zbudowac przyjazn? 19.10.14, 09:14
      Brzmi to troche, jakbys nie umiala zbudowac prawdziwej przyjazni. Piszesz, ze masz swietny kontakt z mezem, ktory takze jest introwertykiem. Masz bliskie relacje z mama i znajomych z pracy.
      Masz takze "przyjaciolki", z ktorymi relacja jest jednostronna i cie nie satysfakcjonuje (nic dziwnego zreszta).

      Brzmi to jednak, jakbys nie miala prawdziwych przyjaciol. Chociaz jednej osoby, ktora bylaby przy Tobie na dobre i na zle, ktora poratuje Ciebie, w razie problemow z mezem. Ktora poratuje Ciebie, kiedy Twoich rodzicow moze juz nie byc. Kogos, kto jest dla Ciebie wsparciem, porada, osobe poza-rodzinna, z ktora masz symetryczna, satysfakcjonujaca relacje.
      Piszesz, ze maz jest introwetykiem - moze wlasnie z takimi osobami relacje Tobie odpowiadaja najbardziej, moze zamiast nieasertywnego zgadzania sie na wspieranie "przyjaciolek" dobrze by bylo ten czas spedzic z kims, z kim czujesz sie dobrze?

      Nikt nie moze oczekiwac, zebys sie do niego ustawicznie naginala. Szanuj siebie i swoj czas, spedz go tak, jakby bylo warto. Moze warto popracowac nad asertywnoscia? Stawianiem w znajomosciach konkretnych granic? Maniem oczekiwan?
      No i... spytaj sama siebie, czy faktycznie prawdziwy przyjaciel w biedzie Ci niepotrzebny.
      • hunkis Re: Czy umiesz zbudowac przyjazn? 19.10.14, 09:20
        Autorka utrzymuje kontakty z tymi dziewczynami tylko dlatego, że "jakby to wyglądało gdybym nie miała znajomych?nie wypada!". Więc skarży się na ich żale, ale równocześnie to ona wykorzystuje te dziewczyny dając im złudzenia że je lubi lub ceni. Ani nie lubi, ani nie ceni, potrzebne jej są do stworzenia fasady by ludzie nie gadali że znajomych nie ma.
        • amber-road Re: Czy umiesz zbudowac przyjazn? 19.10.14, 12:14
          Wiem, że można odnieść takie wrażenie, jednak nie dlatego mam wątpliwości, że martwię się o opinię zewnętrzną, tylko raczej chodzi mi o to, że nie mam wprawdzie potrzeby i jako introwertyk nie potrzebuję wielu osób wokół siebie, ale mam gdzieś wewnętrzny niepokój, czy dobrym wyborem jest iść zgodnie z własnymi potrzebami - bo może moje potrzeby są mylne i szkodzę w ten sposób sobie i innym?

          hunkis napisała:

          > Autorka utrzymuje kontakty z tymi dziewczynami tylko dlatego, że "jakby to wygl
          > ądało gdybym nie miała znajomych?nie wypada!". Więc skarży się na ich żale, al
          > e równocześnie to ona wykorzystuje te dziewczyny dając im złudzenia że je lubi
          > lub ceni. Ani nie lubi, ani nie ceni, potrzebne jej są do stworzenia fasady by
          > ludzie nie gadali że znajomych nie ma.
          • edw-ina Re: Czy umiesz zbudowac przyjazn? 20.10.14, 12:28
            Nikt cię na siłę nie zmusi do przyjaźni, nawet tobie samej się to nie uda. We wszystkim, co napisałaś, przebija jedno: ja przyjaźni nie chcę, a reszta to jedynie lepsze lub gorsze powody, dla których sądzisz, że jej nie chcesz. Jak przyjaźń z mężem (super, popieram w pełnej rozciągłości, ale przyjaźń z mężem nijak nie koliduje z innymi przyjaźniami), z mamą (tu byłabym ostrożna, naturalnie bliska, zażyła relacja z mamą jest bardzo wskazana i pozytywna, ale przyjaźń to relacja dwóch osób na zbliżonym poziomie, gdzie nie powinno być stosunku wychowawczego, jaki cechuje relację z rodzicami), wreszcie zawód, jaki sprawiła ci koleżanka, kiedy raz jej potrzebowałaś. Zawód jest częścią każdej relacji, jak pewne cierpienie jest elementem dojrzewania. Nie wątpię, że choć raz doznałaś zawodu ze strony męża czy mamy, ale ich nie oceniasz tak jednoznacznie, bo ci na nich zależy. I kiedy brakuje tego małego elementu, czyli poczuciu, że zależy ci na danym człowieku, to każde odbiegające od pewnej przyjętej normy zachowanie, będzie odbierane jako nienaprawialny zawód i więcej - będzie rozlewało się na całą sytuację.
            Niepokoi mnie twój podkreślany w każdym niemal poście introwertyzm. Prawdę powiedziawszy, kiedy ktoś tak często o czymś mówi/pisze, to zaczynam się zastanawiać, czy sobie tego nie wmówił czy nie uczepił, jako skutecznej wymówki. Czy nie jest trochę tak, że na tyle obawiasz się bliskich, otwartych relacji z innymi ludźmi, że w konsekwencji wolisz myśleć, iż jako introwertyk ich nie potrzebujesz. I wówczas tak pięknie zamyka się ta układanka.
            • angazetka Re: Czy umiesz zbudowac przyjazn? 20.10.14, 19:47
              A przede wszystkim to nie jest tak, że introwertyk nie potrzebuje innych ludzi. Potrzebuje. Tyle że dla niego relacja musi być głębsza, by mógł ją nazywać przyjaźnią. Introwertyk źle się czuje wśród tłumu ludzi, ale nie w relacjach typu 1:1, więc twierdzenie, że nie potrzebuje się przyjaźni, bo jest się introwertykiem, nie jest prawdziwe.
      • amber-road Re: Czy umiesz zbudowac przyjazn? 19.10.14, 15:09
        Masz rację z tym, że w razie problemów z rodziną dobrze jest mieć przyjaciela, który Cię poratuje. Ale kto Cię poratuje w razie problemów z przyjacielem? Inny przyjaciel? Rodzina? A może ty sama musisz sobie z tym poradzć?
        Nie neguję Twoich wniosków, ja tylko głośno myślę.
        Tak się składa, że mojim najlepszym przyjacielem jest mąż a najlepszą przyjaciółką mama. O nich dbam najbardziej, na nich mi zależy, dla nich jestem do dyspozycji zawsze i nigdy nie jest to nadmiernie wykorzystywane. Na nich też zawsze mogę liczyć. Większość mojego serca i energii poświęcam właśnie na pielęgnowanie tych przyjaźni. Mam jesczcze dzieci. A ponieważ jestem introwertykiem i relacje z ludźmi pochłaniają bardzo dużo mojej energii, na inne pogłębione przyjaźnie nie starcza mi już sił. Stracza mi ich na mniej zobowiązujące, lżejsze układy.
        Czy to źle?
        Wydawać by się mogło, że nie. Ale mam ciągle poczucie, że może powinnam z tym walczyć, dla swojego dobra na poźniej - bo lepiej mieć więcej ludzi wokol siebie, niż mniej.
        Tylko oznacza to walkę z introwertyzmem, czyli czymś, co mam od urodzenia.
        • po-trafie Re: Czy umiesz zbudowac przyjazn? 19.10.14, 23:43
          Nie chcialabym, zeby zabrzmialo to brutalnie, ale niestety prawda najczesciej jest taka, ze rodzice umieraja wczesniej niz my. Dzieci dorastaja, by miec swoje zycie, nieskupione jedynie na rodzicach.
          Wspolmalzonek bedacy przyjacielem jest opcja idealna. Jeszcze lepsze, dla ogolnej rownowagi zyciowej, jest posiadanie poza malzonkiem i rodzina chocby jednej bliskiej przyjaciolki. Harmonijnie sie wtedy problemy i radosci rozkladaja.

          A introwertyzm? Nie trzeba z nim walczyc. Taka Twoja natura, jestes introwertyczka, zbudowalas szczesliwe malzenstwo, moze i dwustronna przyjazn daloby sie zbudowac? Niekoniecznie z aktualnymi "przyjaciolkami"..
          W sumie tez tak filozofuje. Moze dlatego, ze mialam w rodzinie sporo dlugowiecznych kobiet (dziadkowie z wielodzietnych rodzin, glownie siostry, duzo siostr). Te kultywujace przyjaznie, chodzace na kawki, chocby raz w miesiacu czy raz na dwa tygodnie, chodzace z kolezankami na cmentarz czy na targ - zyly duzo dluzej i zdawaly sie szczesliwsze, nawet bedac wdowami.
          Te, ktore ograniczaly sie do malzenskiego szczescia gasly po smierci meza, znikaly w oczach.

          Przepraszam, za takie czarne wizje. Calej Twojej rodzinie jak najbardziej zycze dlugiego i zdrowego zycia :-)
    • amber-road Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 19.10.14, 12:12
      Po pierwsze - dziękuję wszystkim za odpowiedzi, w szczególności pani Agnieszce.
      Rzeczywiście zdaję sobię sprawę z tego, że może być wyczuwalny mój żal do przyjaciół, za to, że traktowali mnie jako spowiednika. Nie jest on jednak spowodowany samym faktem tego, że niektórzy mają taką potrzebę, lecz tym, o czym nie chciałam pisać, bo wydawało mi się to odległę od tematu - akurat dotychczasowe osoby, którym poświęciłam bardzo dużo energii i czasu w sytuacji kryzysowej dla mnie (a miałam taką dokładnie jedną i była związana ze zdrowiem) całkowicie się odsunęły i uznały, że tematu nie ma. Czyli jak ja miałam wspierać, było wszystko ok, ale jak ja sama raz jedyny potrzebowałam psychicznego wsparcia (co wyraźnie zakomunikowałam, żeby nie było), to od ówczesnej najlepszej przyjaciółki nie dostałam nawet pytania "jak tam". Ale nie chcę wracać, rozdrapywać itd - nauczyło mnie to jednak, że przyjaźń to coś bardzo względnego oraz uznałam, że nie lubię się zobowiązywać, wiązać zależnością opartną na wzajemnym wspieraniu itd - bo, po pierwsze, mnie jako introwetyka bardzo taki kontakt osłabia, a po drugie ja nie potrzebuję tej wzajemności (również z uwagi na introwertyczny charakter, radzę sobie sama). Szukam teraz relacji, która oparta byłaby na wspólnych zainteresowaniach, na podobnym sposobie spędzania czasu itd ale nie opartej na bezwzględnym oddaniu i gotowości do poświęceń.
      Chyba można to podsumować w ten sposób, że szukam relacji zewnętrznej opartej na czymś innym, niż dotychczas.
      • hunkis Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 19.10.14, 12:42
        Trójkąt Dramatyczny Stephana B. Karpmana

        Trójkąt dramatyczny polega na nieświadomym, naprzemiennym wchodzeniu w relacje, w których gra się rolę Ofiary, Wybawcy(Opiekuna/Ratownika) i Prześladowcy. Osoby w rolach są współuzależnione od siebie. Rola wybawcy-opiekuna-ratownika, przekształca się z czasem w prześladowcę, aby w końcowej fazie stać się ofiarą.
        Gdy jesteśmy wybawcami i naprawiaczami nie tylko zaspokajamy potrzeby innych, ale je odgadujemy i uprzedzamy. Naprawiamy, staramy się rozwiązywać ich problemy. Jesteśmy "idealnymi" opiekunami. Wybawiamy innych od ich odpowiedzialności za siebie. Przejmujemy ich obowiązki, a potem złościmy się na nich, czujemy się wykorzystywani i użalamy się nad sobą. Wybawiamy innych za każdym razem, kiedy my przejmujemy odpowiedzialność za innego człowieka –za jego myśli, uczucia, decyzje, zachowania, rozwój, powodzenie, problemy czy – ogólnie biorąc –za jego los.
        Na wybawianie czy zajmowanie się inną osobą składają się następujące zachowania:
        - Robienie czegoś, czego w rzeczywistości nie chcemy robić.
        - Mówienie „tak”, kiedy myślimy „nie”.
        - Robienie czegoś dla kogoś czy za kogoś, kto sam może i powinien to zrobić.
        - Zaspokajanie potrzeb kogoś, kto nas o to nie prosił.
        - Robienie więcej niż należy w sytuacji, gdy ktoś poprosi nas o pomoc.
        - Przejmowanie (zamartwianie) się uczuciami innych.
        - Myślenie za innych.
        - Mówienie za innych.
        - Ponoszenie za innych konsekwencji ich czynów.
        - Rozwiązywanie problemów za innych.
        - Wkładanie we wspólną pracę większego wysiłku niż druga osoba.
        - Niezajmowanie się tym, czego chcemy, potrzebujemy i pragniemy.
        Kiedy to robimy, możemy czuć: skrępowanie i zakłopotanie dylematami innej osoby, potrzebę zrobienia czegoś, litość, niepokój, niezwykłą odpowiedzialność za tę osobę czy rozwiązanie problemu; lęk, lekką lub silną niechęć do zrobienia czegoś, irytację, a czasami złość i oburzenie, że zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji. Możemy też odczuwać wyrzuty sumienia i mieć poczucie winy, a z drugiej strony odczucie, że zmusza się nas do zrobienia czegoś. Możemy uważać, że jesteśmy w danej sprawie bardziej kompetentni niż ten, komu pomagamy. Możemy, na koniec, uważać, że osoba, którą się opiekujemy, jest bezradna i niezdolna do zrobienia tego, co wykonujemy za nią. Czujemy się potrzebni, przynajmniej na pewien czas.
        Zajmowanie się i opiekowanie innymi wydaje się o wiele bardziej przyjazną postawą, niż jest istocie. Zakłada ono bowiem nieudolność osoby będącej przedmiotem opieki.
        Wybawiamy „ofiary”, ludzi, którzy – w naszym mniemaniu – nie są w stanie sami się o siebie zatroszczyć.
        Kiedy już wybawimy taką ofiarę z niedoli, musimy się nieuchronnie znaleźć w „drugim kącie”, którym jest prześladowanie.
        Czujemy niechęć i złość wobec osoby, której tak wielkodusznie „pomagaliśmy”. Zrobiliśmy bowiem coś, czego nie chcieliśmy robić, coś, co nie było naszym obowiązkiem, a zaniedbaliśmy nasze własne potrzeby i chęci. Co gorsza, ofiara, „ta biedna istota”, którą wybawiliśmy z opresji, wcale nie okazuje nam wdzięczności. Nie docenia naszego poświęcenia. Nie zachowuje się tak, jak powinna.Nie słucha nawet naszych rad, których tak chętnie jej udzielamy. Coś jest nie tak, jak powinno być. Chowamy więc naszą aureolę i pokazujemy rogi.
        Osoby, które wybawiamy, najczęściej od razu wyczuwają zmianę naszego nastroju. Dostrzegają bowiem zwiastujące go objawy, które stają się pretekstem, by zwrócić się przeciwko nam. Teraz nadchodzi ich kolej – z prześladowanych stają się prześladowcami. Zazwyczaj jest to reakcja na przejmowanie przez nas odpowiedzialności za nich, bowiem nasze zachowanie świadczy, pośrednio lub bezpośrednio, o tym, że uważamy ich za nieudolnych. Nienawidzą nas, ponieważ wybuchając na nich gniewem po wcześniejszym wytknięciu im nieodpowiedzialności, dodajemy do krzywdy obrazę. Nadchodzi wówczas czas na ostatni ruch. Zasłużyliśmy sobie na nasze ulubione miejsce – „kąt ofiary” na spodzie trójkąta.
        Jest to łatwy do przewidzenia i nieuchronny rezultat wybawiania. Ogarnia nas uczucie bezradności, smutku i wstydu. Czujemy się zranieni i upokorzeni i litujemy się nad sobą. Znowu nas wykorzystano. Znowu nas nie doceniono. Tak bardzo staramy się pomagać ludziom, być dla nich dobrzy. Zaczynamy użalać się i jęczeć: „Dlaczego zawsze mi się to przydarza? Czy zawsze będę ofiarą?”.
        Jeśli nie przestaniesz bawić się w wybawcę i opiekuna – prawdopodobnie tak.
        Opiekując się innymi, pozwalamy, by czynili nas swymi ofiarami; nieustannie wybawiając ich z kłopotów, sami czynimy się ich ofiarami. Ani wybawianie kogoś z opresji, ani zajmowanie się jego obowiązkami nie jest aktem miłości. Trójkąt Dramatyczny jest trójkątem nienawiści. Podsyca on i podtrzymuje nasza nienawiść do samego siebie i przeszkadza w nawiązaniu zdrowych związków uczuciowych z innymi. Trójkąt ten i zmieniające się role wybawcy, prześladowcy i ofiary unaoczniają nam proces, który przechodzimy. Zmiany ról i zmiany emocjonalne są nieuchronne, jesteśmy aktorami trzymającymi się ściśle scenariusza.
        Wielu z nas jest przekonanych, że wybawianie i ratowanie innych z różnorakich opresji jest dobrym uczynkiem. Uważamy, że milcząca zgoda na to, by ktoś musiał walczyć z nieprzyjemnym, ale całkowicie w danej sytuacji zrozumiałym uczuciem, ponosić konsekwencje swoich czynów, odczuwać zawód usłyszawszy „nie”, odpowiadać za siebie, swoje zachowania i postępki jest czymś okrutnym i bezlitosnym.
        Jednakże za większością aktów pomocy i wybawiania czai się demon – poczucie swej własnej małej wartości. Pomagamy i ratujemy, ponieważ nie mamy o sobie zbyt dobrego zdania. Opiekowanie się innymi napełnia nas przekonaniem o własnej mocy, dowartościowuje nas i poprawia nam samopoczucie, jednak stan ten jest ulotny i krótkotrwały.
        Tak jak kieliszek poprawia na chwilę nastrój alkoholikowi, tak pomaganie i ratowanie sprawia, że na moment zapominamy o bólu, którym przepełnia nas świadomość tego, jak mało jesteśmy warci.
        Jesteśmy przekonani, że nie można nas pokochać ani polubić, więc chcemy być przynajmniej potrzebni. Ratujemy, wybawiamy z kłopotów i pomagamy również dlatego, że nie mamy dobrego mniemania o innych. Stwierdzamy, że inni po prostu nie mogą odpowiadać za swoje czyny i zachowania.
        Jeśli dana osoba nie jest upośledzona umysłowo lub fizycznie (i to w poważnym stopniu) jeśli nie jest małym dzieckiem, to jest w pełni odpowiedzialna za to, co robi. Przestańmy wybawiać innych. Przestańmy pozwalać innym, aby nas wybawiali. Bierzmy odpowiedzialność za samych siebie i pozwólmy na to samo innym. Bez względu na to, czy zmienimy nasze postawy, zachowania, otoczenie czy sposób myślenia, najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić, jest odrzucenie roli ofiary.
        Wg. Melody Beattie „Koniec współuzależnienia”.
        • amber-road Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 19.10.14, 15:10
          Znam tę teorię. Dzięki za tytuł książki, mam ją juz na dysku i zamierzam przeczytać.
      • angazetka Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 19.10.14, 15:56
        > Czyli jak ja miałam wspierać, było wszystko
        > ok, ale jak ja sama raz jedyny potrzebowałam psychicznego wsparcia (co wyraźni
        > e zakomunikowałam, żeby nie było), to od ówczesnej najlepszej przyjaciółki nie
        > dostałam nawet pytania "jak tam".

        To nie jest kwestia przyjaźni, tylko tego, że pchasz się w toksyczne relacje. Może zastanów się, dlaczego.
    • ada1214 Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 19.10.14, 12:54
      Przyjazn, podobnie jaki milosc, musi byc odczuciem obustronnym. Skoro czujesz sie wykorzystywana, to o przyjazni nie moze byc mowy.
      A nawet jak jest prawdziwa przyjazn, to trudno, zeby priorytetem bylo spotkanie na kawe przed potrzebami rodziny. Choc z drugiej strony, obserwuje taki tylez smutny, co wkurzajacy schemat: calkowite oddanie sie potrzebom rodziny z jednoczesnym odsunieciem przyjaiol/znajomych. To jest gotowa recepta na zamienienie sie we scibska tesciowa w przyszlosci: baby, ktora nie ma wlasnego zycia i ani jednej przyjaciolki, dlatego wtraca sie do malzenstwa corki/syna/bo nic innego poza zyciem rodzinnym nigdy nie zaznala.
      Trudno zrobic tak, zeby bylo rozadnie na wszystkich frontach.
      Ja, poki co, tez jestem na etapie "Wole rodzine/wlasne towarzystwo" niz spotkania. Choc wiem, ze taka izolacha moze wrocic do mnie rykoszetem...no trudno nie da sie zjaesc ciastka i miec ciastka ;)
    • vilez Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 19.10.14, 16:17
      Ja się nie zgadzam z tymi, którzy napisali, że nie umiesz budowac przyjaźni. Jak napisała pani ekspert, różne są potrzeby i modele przyjaźni, i zasadniczo nie powinno sie do tego podchodzic ocennie. Dla mnie (osobiście, na własny użytek) obarczanie przyjaciół problemami dotyczącymi osób trzecich (mąż, praca, rodzina itd) nie wchodzi w grę- no chyba, że by chodziło o przemoc czy tego rzędu kwestie. te kwestie rozwiqazuję wobrębie tych osób, albo je problematyzuję ponad tymi osobami. Może ty masz podobnie., jak ja...w każdym razie może mój przykład Cie pocieszy. Acha, mój mąż ma podobnie :-)
      • amber-road Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 19.10.14, 18:54
        Vilez - dzięki za Twój post! Właśnie nad tym się cały czas zastanawiam - czy jesli w relacji nie ma wzajemnego zdradzania sobie problemôw i tajemnic i oczekiwania pomocy, to oznacza to, że nie jest to przyjaźń?
        Wg mnie nie. Ja swoje problemy staram się rozwiązać sama, rozumiem, że ktoś może tak nie umieć lub nie lubić, ale w takim razie ja nie mogę tego zrobić za niego.
        • vilez Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 19.10.14, 19:00
          Już gdzieś wyżej napisałam, że dla mnie przyjaźń to bardziej bycie ze sobą, niż koniecznie wtajemniczanie we wszelkie szczegóły. Rozumiem, że inni mogą mieć inaczej. Dlatego tak ważne jest poczucie komfortu i wzajemności w przyjaźni. I stawianie granic, jeśli ten komfort i wzajemność są zaburzone.
    • enith Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 19.10.14, 19:06
      Czyli utrzymujesz te "przyjaźnie", bo uważasz, że tak wypada? Że zasady dobrego wychowania tego wymagają? Sama chyba widzisz, że to wyjątkowo niefajna motywacja. Jak większość introwertyków nie masz potrzeby, ani otaczać się ludźmi, ani się przed nimi wywnętrzniać. Dodatkowo rola ramienia do wypłakania ci nie odpowiada. Przestań więc robić za pogotowie do wyrzygiwania emocji przypadkowych osób. Ani tobie to nie służy, ani im (bo im potrzebne są osoby autentycznie zainteresowane wysłuchaniem ich perypetii, a nie osoba, która się do tego zmusza).
    • agniesia331 Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 25.10.14, 18:17
      tez mam taka pijawkę i w momencie kiedy to ja jestem sama-bo maz wyjechał, gdy ja chcxe się spotkać, usłyszałam: jestem z J...(jej facet). a mnie zmężem to ciągnęła na lodowisko na wspólne wyjsce we 3- a teraz kiedy wreszcie kogoś ma- to nie, musi z nim być sama. Raz z nim mnie chciała poznać: na KOLACJI U MNIE (ich pomysł)!!!!!-tak, że kochana: bez sentymentów, pijawki nigdy dobrem nie odpłacą.
    • lady-z-gaga Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 27.10.14, 17:08
      Zdumiona jestem, jak wiele pań uważa za obowiązkowe w dorosły życiu "przyjaciółki od zwierzeń".
      Takiej, ktorej można żalić się na męża (!) i wywnętrzac ze wszystkich problemów, z ktorą trzeba przesiedziec wieczór (w oparach dymu papierosowego, żeby było bardziej stylowo ;) ) wysłuchując kolejny raz jej użalania się nad sobą i przytakując, żeby poczuła się lepiej :)
      Wydawało mi się, ze to jest model przyjaźni własciwy dla czasów licealnych, studenckich - w każdym razie powszechny przed założeniem rodziny i wejściem w dorosłe zycie i obowiązki.
      Potem bywa różnie. Jedni mają takie przyjaźnie, inni nie. "Przyjaciółka", (tak jak i 'kolega z wojska" dla męża) nie jest niezbędna/y do życia. Nie każdy ma kiepskie małżenstwo i potrzebę opowiadania o tym, nie każdy lubi wynosic sprawy domowe i łóżkowe na zewnątrz, niektorym ludziom wystarczą zwykle kontakty towarzyskie, oparte na obustronnych chęciach, przyjemności i szacunku.
      W Twoim przypadku, droga autorko, nie ma ani pożytku, ani przyjemnosci ze spotkań, o ktorych piszesz. I możesz spokojnie, bez wyrzutow sumienia, bardzo mocno je ograniczyć, nie doszukując się przy tym u samej siebie wszelkich dysfunkcji, jakie sugeruje Ci forum :)
      • ola_dom Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 27.10.14, 17:15
        lady-z-gaga napisała:

        > Zdumiona jestem, jak wiele pań uważa za obowiązkowe w dorosły życiu "przyjaciółki od zwierzeń".

        A ja dodatkowo, że takie osoby nazywane są PRZYJACIÓŁKAMI.
        To raczej "psiapsiółki", "przyjaciółeczki" - ale PRZYJAŹŃ to chyba nieco więcej, a w zasadzie - dużo więcej. I jest czymś zupełnie innym.
      • lady-z-gaga poprawka 27.10.14, 18:06
        > Zdumiona jestem, jak wiele pań uważa za obowiązkowe w dorosły życiu "przyjaciół
        > ki od zwierzeń".

        powinno brzmieć:
        jak wiele pan uważa za obowiązkowe posiadanie w dorosłym życiu...itd
      • angazetka Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 28.10.14, 21:37
        Obowiązkowe nie jest, to prawda. Ale bez bliskich ludzi świat dużo traci. I nie, nie trzeba z nimi siedzieć "cały wieczór w oparach dymu", co tak ślicznie wykpiwasz.
        • lady-z-gaga Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 29.10.14, 15:01
          Ale można chyba miec takich bliskich, dla ktorych nie trzeba męża wywalać do innego pomieszczenia i którzy nie zjawiają się tylko wtedy, kiedy mają kłopoty?;)
      • amber-road2 Re: Przyjaciółki - bardzo proszę o opinie! 29.10.14, 20:58
        Po pierwsze - to ja, autorka wątku. Piszę z nowego nicka, ponieważ nie wiem czemu ale nie byłam w stanie zalogować się na tamto konto.
        Po drugie bardzo dziękuję wszystkim za odpowiedzi.
        W szczególności dziękuję lady-z-gaga - ubrałaś w słowa dokładnie to, co podskórnie czułam, ale miałam zbyt dużo oporów, żeby pozwolić sobie na takie myślenie. Ot, problem ludzi wychowywanych do tego, aby zawsze innym iść na rękę.
        Niemniej jednak ja też w okresie licealno-studenckim miałam masę przyjaciółek i plotkując zawzięcie, wspierałyśmy się w swoich ówczesnych problemach i dylematach.
        Natomiast z czasem się postarzałam, moje życie zaczęło wyglądać inaczej - nie mam już takich potrzeb. Zdecydowanie wolę relacje koleżeńskie, oparte na obustronnych chęciach i swobodzie, ale z zachowaniem marginesu, który zostaje wyłącznie pod moim, rodzinnym dachem.
Pełna wersja