Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach?

31.10.14, 11:00
Jak pomóc komuś, która nadmiarowo reaguje na najmniejszy nawet stres? Chodzi po ścianach, nie śpi, nie je, chudnie. Tak jest zawsze, od lat, od kiedy pamiętam.
Chodzi o moją Mamę. Przeżywa wszystko i ciągle o tym mówi. Że nie śpi, że nie je, że strasznie się czuje, że przeżywa. Boi się o zdrowie najbliższych. Nie ma szans, żeby powiedzieć jej o jakimkolwiek nawet drobnym problemie, bo poza własnym stresem ma się na głowie i ją. Teraz czekamy na wynik badań Taty, lekarz nie sieje paniki, nie wygląda to dramatycznie, ale Mama nie śpi od kilku tygodni, nie je, i ciągle przeżywa swoje cierpienie. Jestem rozdarta między współczuciem dla niej i chęcią wyrwania jej z tej otchłani rozpaczy i chęcią potrząśnięcia nią i powiedzenia "nie Ty tu jesteś najbardziej nieszczęśliwa!". Kompletnie nie nadaje się do jakiegokolwiek wsparcia osoby faktycznie "pokrzywdzonej". Panuję nad sobą, ale czasem wewnętrznie mnie trzęsie. Czy faktycznie człowiek nie ma takiego wewnętrznego pędu do szczęścia? Nie ma potrzeby walki z własnymi destrukcyjnymi zachowaniami? Czy kobiety są uczone, że cierpienie i rozpaczanie w imię rodziny je uszlachetnia? Czy mogę jej jakoś pomóc?
    • pogodoodporna Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 11:04
      Farmakologia czyni czasem cuda, tym tropem bym poszla.
      • kim5 Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 11:05
        Pudło, niestety. Moje łykanie tabletek nic nie da, a Mama nie widzi potrzeby...
        • annb Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 11:13
          ja bym potrząsnęła.
          Piszę tak, bo kiedyś tak zrobiłam.
          Bo na dłuzszą metę taki człowiek jest okrutnie męczący i zawłaszczający całą uwagę otoczenia. Bo jak to tak ktoś inny smie chorowac i inni smią się nim zajmowac?
          Potrząsnąc, izolacja.Własny spokoj.
        • pogodoodporna Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 11:29
          kim5 napisała:

          > Pudło, niestety. Moje łykanie tabletek nic nie da, a Mama nie widzi potrzeby...

          No nie widzi potrzeby, bo wykreowana wizja wlasnej osoby niezmiernie jej pasuje i nie chce jej zmieniac :-) Sama siebie z pewnosci uwaza za osobe niezwykle empatyczna, przejmujaca sie problemami inych, uczuciowa, zaangazowana. Pewnie sie nie pomyle, jesli napisze, ze nie ma tez swojego zycia, wlasnego hobby, zainteresowan, przyjaciol. Mysle, ze obowiazek reagowania mamy tylko wtedy kiedy nasi bliscy choruja, w innych przypadkach niestety sami musza zatroszczyc sie o swoje samopoczucie. Mimo wszystko namawialabym mame na wizyte u lekarza i wyciszanie jej nadmiernych reakcji lekami. A moze trzeba ja sprowadzac na ziemie, nie pozwalac, zeby biadolenie przybieralo takie rozmiary ? Ucinac krotko i zdecydowanie wszelkie narzekania, kierowac rozmowe w kierunku bardziej optymistycznych tematow.
    • differentview Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 11:15
      > Czy kobiety są uczone, że cierpienie i rozpaczanie w i
      > mię rodziny je uszlachetnia? Czy mogę jej jakoś pomóc?

      nie wiem czy uszlachetnia ale z pewnosci jest to narzedzie kontroli np. nad wlasna corka, ktora obmysla jak tu pomoc "biednej" mamusi; a moze ja po prostu zostawic z ta histeria i przestac sie przejmowac? bo jak sama zauwazylas- chory jest ktos inny ale to matka domaga sie bycia w centrum troski
      • verdana Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 14:34
        Ja bym zastanowiła się, czy to jest próba manipulacji otoczeniem, czy autentyczna choroba psychiczna, albo skutek jakiegoś dawnego przeżycia. Moja mama ma mniej-więcej podobnie, ale jest to skutek zespołu stresu pourazowego. Nic sie nie da na to poradzić, ale trudno też mieć pretensję.
        • kim5 Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 14:46
          Verdano, oczywiście wszystkiego nie wiem, ale jak czasem Mama sama przyznaje, jest nieodporna, bo nigdy nie musiała być silna... Bo nigdy nie musiała mierzyć się z wielkimi problemami...
          Jest mi z tym źle, bo czasem mam ochotę nią potrząsnąć, żeby przestała tak bardzo koncentrować się na sobie i zobaczyła ludzi wokół siebie. Bo komuś tez może być ciężko...
    • georgina04 Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 15:17
      Miałam taką osobę w rodzinie. Podczas gdy jej mąż chorował na raka płuc, ona absorbowała wszystkich opowieściami o swoich dolegliwościach, których zawsze miała kilka w zanadrzu.
      Nie zapomnę jak do wujka, już w ostatnim stadium raka przychodził lekarz, a ona ciągnęła lekarza za rękaw, bo JĄ coś w gardle drapie i może by ją osłuchał....
      Próby potrząsania niewiele dały, ta osoba była tak strasznie pochłonięta sobą, tak rozpaczliwie domagała się uwagi, że nie była w stanie zrozumieć o co nam właściwie chodzi.
      To co najbardziej boli teraz, już po śmierci wujka, to jak bardzo ta kobieta "zagarnęła' dla siebie jego chorobę, że wszyscy za bardzo zajmowaliśmy się nią i jej histerią, zamiast wujkiem, który odchodził.
      Na Twoim miejscu spróbowałabym najpierw spokojnie acz stanowczo porozmawiać z mamą, wytłumaczyć, że jej nerwy w niczym nikomu nie pomagają. Jeśli to nie pomoże to niestety ale ignorować jej "chodzenie po ścianach", bo dawanie jej uwagi tylko utwierdzi ją w przekonaniu, że metoda działa.
    • vilez Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 15:43
      Psychiatra, psycholog. W razie odmowy, cóż - trzeba zgodzić się na wolność tej osoby do chodzenia po scianach, chudnięcia itd. Na własny rachunek. Ergo: dystans/odcięcie się od niej.
      • aqua48 Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 15:49
        Nie dawać się wciągać w "pomoc" mamie, naprawianie jej, nie litować się, nie użalać. Wskazać lekarza, podpowiedzieć środki farmakologiczne i zająć się ojcem. Na niego skierować całą uwagę.
        • sorvina Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 16:24
          Po wykluczeniu spraw zdrowotnych można wziąć pod uwagę, czy to nie jest częsty u kobiet tzw. narcyzm ukryty. Gdzie nie chwali się osiągnięciami, ale odgrywa rolę cierpiętnicy, męczennicy. Efekt ten sam - uwaga ma być zwrócona na tą osobę, jej błędy usprawiedliwione, postawa nie do zakwestionowania. A towarzyszy temu płytkość uczuć, brak realnego zainteresowania innymi itp. W tym przypadku rozmowa nic nie da, zachowanie i związane z nimi nawyki myślenia są zbyt sztywne. Dana osoba musiałaby sama poczuć, że męczy ją jej zachowanie. Warto natomiast stawiać granice i nie dawać się wciągać w taką grę.
          • 71tosia Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 19:06
            raczej nie. Z wiekiem duzo bardziej przezywa sie problemy, nie tylko zdrowotne. Bo po pierwsze starsza osoba czuja ze sytuacja przerastaja jej zdolnosci organizacyjne (a w Polsce powazna choroba to wyzanie organizacyjne dla calej rodziny), no i chyba z wiekiem ogolnie odpornosc systemu nerwowego spada. Kazdy maly problem zaczyna byc orgomny. Do tego u mamy autorki dochodzi pewnie autentyczny strach przed samotnoscia, gdyby meza zabraklo.
            Moze do mamy trafi argument ze ma zadbac o siebie (isc do lekarza, wziac przynajmniej melise na uspokojenie) bo corce bedzie trudno zajmowac dwoigiem chorych rodzicow.
            • kim5 Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 20:28
              Mama ma 66 lat, trudno ją nazwać starszą osobą. Niestety zawsze taka była..
    • lady-z-gaga Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 21:50
      >Przeżywa wszystko i ciągle o tym mówi.

      Nie wiem, skąd pomysł, że mama potrzebuje pomocy.
      Z Twojego opisu wyłania się histeryczka i egoistka, manipulująca otoczeniem w celu zwracania na siebie uwagi. To wy potrzebujecie pomocy, aby uodpornic się na te akcje, a nie mama.
    • kj-78 Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 31.10.14, 22:32
      Moja tescowa tez zawsze wszystko przezywa, ale nie maltretuje tym otoczenia, zwlaszcza, ze mieszka sama. Po wejsciu do rodziny zostalam dosc szybko poiformowana przez meza, ze o problemach jakiejkolwiek natury jego mamie sie nie mowi, bo bedzie sie zamartwiac i ciagle o tym myslec. Zal mi troche tesciowej, bo jest bardzo mila i przekochana, ale nikt z nia nie rozmawia o zyciowych sprawach, jesli jest to cos choc troche przykrego. Np moje dziecko spadlo z konia i ma skaleczenie na brodzie. Wszyscy poinstruowani ( z dziecmi wlacznie), zby babci nie mowic, bo w kazda niedziele (konie co niedziela) bedzie umierac ze strachu, z cos sie wnukom stanie(choc dzieli nas 1000km)...

      Wiec moja rada: omijac wszystkie podejrzane tematy. Trudno, nie bedzie brala udzialu w czesci zycia rodziny, sama jest sobie winna.
      • streb Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 02.11.14, 00:24
        Ja jestem tez osoba chodzaca po scianach. Zadne wieksze tragedie mnie, tfu tfu odpukac, w zyciu nie spotkaly, ale przewraca mnie najmniejszy wiatr w oczy. Kazdy stres, konflikt w pracy czy w rodzinie powoduje, ze nie jem, nie spie tygodniami. Po zwyklej klotni trzesa mi sie rece jeszcze ze trzy dni, a mysli galopuja jak szalone. Z tym ze nikomu o tym nie mowie, nie zameczam otoczenia, nie manipuluje moja slaba wytrzymaloscia nerwowa. Jednak w ostatnim czasie jest coraz gorzej, dobiegam 40-stki i chyba moj system nerwowy jest coraz slabszy. Bylam u psychiatry ktory podejrzewa depresje i nerwice. Ma racje jak mowi, ze od zawsze nauczona bylam zle radzic sobie ze stresem, kazdy problem przezywalam wewnetrznie i roztrzasalam az urastal do horrendalnych rozmiarow. Mam sie udac na terapie poznawczo-behawioralna, to podobno terapia uczaca jak wlasciwie radzic sobie ze stresem i postrzegac problemy w ich nieznieksztalconej formie i wlasciwych proporcjach. Pomaga chorym na nerwice. Moze Twoja mama tez ma nerwice i o tym nie wie? W kazdym razie polecam kontakt z psychiatra lub psychologiem.
        • marsylvik Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 02.11.14, 11:05
          Moja mama była nieco podobna.
          Pomógł przeżyty nowotwór, jej własny, jej psychika się wtedy załamała i przebudowała, pomogło też nie zajmowanie się jej przerośniętymi uczuciami, stawianie granic i uczciwe mówienie, że się nie chce jej o trudnych sprawach informować, żeby sobie samemu stresu nie dokładać. Zadziałało. Przynajmniej dla mnie. Możliwe, że dlatego, że ma dużą potrzebę kontroli i jest tego świadoma, od zawsze powtarzała, że woli najgorszą prawdę, niż przyjemne kłamstwo, że chce wiedzieć o tym, co ważne dla ważnych dla niej osób.

          Z tego co widzę, to część rodziny nadal ma z nią problem: ona przejmuje się za innych, martwi za innych. I w ten sposób dokłada stresu. Ale widzę też, że teraz nawet wobec osób, której jej wcale nie chcą granic stawiać ona się stara hamować. O dziwo jej samej też to pomaga, bo wiedząc, że nie ma prawa męczyć innych swoimi lękami nie czuje się tak bardzo w obowiązku do zamartwiania się o innych.

          Jak rozmawiać? Uczciwie.
          Jak pomóc? Pozwolić jej na takie uczucia, na takie ich przeżywanie, ma do tego prawo. Do robienia z nimi co chce. Nie pozwalać na zamęczanie nimi innych, do tego nie ma prawa.
    • lena575 Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 02.11.14, 11:42
      Najważniejsze, czy rzeczywiście nie spi i nie je (nie śpi od kliku tygodni ???) czy mówi, że nie śpi i nie je. Bo jesli i nie śpi je - to lekarz i środki na uspokojenie, może psycholog, może psychiatra. Jesli mówi, że nie śpi - terapia wstrzasowa i "odwyk". Nie czekaj do czasu aż mama będzie miała 80 lat i niczego nie będzie przyjmowała do wiadomości.
    • g4l Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 02.11.14, 14:03
      Kim5, w moim przypadku odseparowanie od teściowej (podobny charakter, który opisujesz) było najlepszą rzeczą, którą mogłam zrobić - dla siebie. A propos tego, co piszesz o wieku - tu nie ma reguły. Moja teściowa ma dopiero 58, a ma w sobie tyle zachowań charakterystycznych dla przypadku demencji starczej, że wiek tu nie ma nic do rzeczy. Żal mi jej również, że nie potrafi widzieć pozytywnych sfer życia, tylko ciągle się denerwuje w przypadku najmniejszej bzdury - ale to jej wybór. Nie widzi tego, że jej ciągłe nerwy kompletnie nic nie wnoszą dobrego do jej życia, ani w niczym nie pomagają. Ja natomiast nie pozwoliłam zarzucić tych sieci na siebie. Nie porozmawiam z nią o niczym, ponieważ kompletnie nic jej nie interesuje (w tym np. to, co się dzieje w naszym życiu). Interesują ją tylko ploty i życie innych ludzi. Po drugie - nie ma totalnie szacunku dla drugiej osoby - wszyscy mają za nią biegać, potrafi z kimś rozmawiać, a za chwilę tą osobę obgaduje, jest bardzo agresywna i niemiła. Jak dzwoni do kogoś to każdy musi odbierać w tej sekundzie, bo myśli, że jak ona całymi dniami wpatruje się w telefon to wszyscy inni też tak robią. Musisz jej poświęcać 300% uwagi, bo inaczej jesteś do duszy. Każde jej złe samopoczucie musi mieć rangę co najmniej jednej z plag egipskich lub końca świata - bardzo ciężko jest spędzać czas z taką osobą.
      Cieszę się, że jesteśmy z mężem samodzielni i nie muszę z nią mieszkać, bo to byłaby masakra. Życie z nią codziennie jest okropnie męczące - i ona nie widzi tego, że to jest właśnie powodem jej wiecznej samotności. Charakter ma po prostu paskudny. Najbardziej śmieszne jest to, że ona na każdym kroku opowiada jaka to nie jest świetnie zorganizowana, obyta, itp. A w swojej sprawie nie załatwi kompletnie nic i jest z tym coraz gorzej. Tylko się w kółko denerwuje i nic z tego nie wynika. Ostatnio jak była w szpitalu (a jest pielęgniarką, więc dziwi to tym bardziej) nie załatwiła kompletnie żadnych dokumentów potrzebnych do wypełnienia głównego wniosku i czekała na zbawienie chyba. Na szczęście mój mąż postawił ją do pionu, bo inaczej do niej się nie dotrze.

      Jeśli chodzi o sprawy, w których trzeba pomóc to pomagam ze względu na mojego męża, wiem, że sprawia mu przykrość jej zachowanie. Natomiast sympatii do niej nie czuję i po pomocy zaraz się ulatniam - sama sobie na to zapracowała. Pomocy jej nie odmawiam, ale nie pozwalam sobie na obarczanie i przeżywanie wyimaginowanych problemów.

      Trudno jest pomóc komuś, kto słucha tylko siebie, wie wszystko najlepiej, wszystkim dookoła każe się podporządkowywać własnej osobie i nie widzi w tym problemu.
      • kim5 Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 03.11.14, 14:17
        Sukces! Mama sama z siebie umówiła sie z psychologiem! Jednak jej nie doceniłam:-)
        • ola_dom Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 03.11.14, 14:26
          kim5 napisała:

          > Sukces! Mama sama z siebie umówiła sie z psychologiem! Jednak jej nie doceniłam :-)

          GRATULUJĘ :)
          I zazdroszczę ;)
          • kim5 Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 03.11.14, 14:41
            Zasługa moja niewielka, sama to zrobiła:-)
            • annb Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 03.11.14, 15:34
              bądź czujna
              Ludzie tak szybko i łatwo się nie zmieniają
              • kim5 Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 03.11.14, 15:37
                Nie spodziewam się szybkiej zmiany. Ale zawsze to jakieś wsparcie.
              • marsylvik Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 03.11.14, 15:50
                annb napisała:

                > bądź czujna
                > Ludzie tak szybko i łatwo się nie zmieniają

                Po co (a nie "dlaczego") to napisałaś?
                • annb Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 03.11.14, 20:41
                  bo czułam taką potrzebę
        • g4l Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 03.11.14, 16:23
          Pewnie, że sukces :) Jeśli sama zauważa potrzebę zmiany w sobie to już duży plus.
          • kim5 Re: Jak rozmawiać z osobą chodzącą po ścianach? 15.12.14, 13:49
            No i niestety, problem wrócił ze zdwojoną siłą.

            Siedzi, zamartwia się, ma pretensje, że nie zamartwiam się razem z nią. Wczoraj, że dziś operacja, a przecież to ryzyko, bo może się nie udać, teksty, że "ja się nie liczę, ja jestem nieważna, wolałabym ja mieć tę operację". Na moje prośby, żeby o siebie dbała, żeby nie narobiła sobie problemów ze zdrowiem szlocha mi w słuchawkę, że najwyżej ją zamkniemy w psychiatryku... Bo "ja jestem nieważna"...
            Nie umiem jej pomóc.

            Już po operacji, która oczywiście była bez komplikacji, bo od początku wiedzieliśmy, że to rutynowa sprawa.
            I tak się złośliwie zastanawiam, co teraz wymyśli...
            Oczywiście obrazi się na mnie i będzie czekała na przeprosiny.
            • annb w wątku o odpępowieniu 15.12.14, 14:51

              paris ładnie napisała o fałszywej trosce
              hucznie polecam

              forum.gazeta.pl/forum/w,898,155785304,155800681,Re_Odpepowienie.html
Pełna wersja