Ile można dawać komuś szans ??

12.11.14, 11:11
Witam
Tak jak w tytule. Ile szans dawać drugiej osobie, a może wcale ?
Jesteśmy małżeństwem ponad 10 lat. Od 7 lat jest beznadziejnie. Mąż mnie nie zdradził, ale ciągle sprawia mi przykrość, okłamuje itp. wiele razy mu mówiłam, że wnoszę sprawę o rozwód, że to koniec, że mam dość takiego życia, monotonii, samotności i zawieszenia, ale mam wrażenie że on w tym momencie mnie szantażuje tzn. moim marzeniem jest mieć dom więc chcąc mnie zatrzymać obiecuje że siedząc za granicą poświęci się na dłuższą rozłąkę żeby na to zarobić, będzie mniej pił, bo chce się zmienić itp. i tak można mnożyć. A jak dojdzie do wybuchu kłótni to nie ma potrzeby przyjść wyjaśnić, porozmawiać, przeprosić bo cytuje ,,ale o czym tutaj rozmawiać,, Czy ja nie popełniam błędu siedząc przy nim zanim ostatecznie odejść, czy nie jest moim błędem dawanie szans w nieskończoność, a może raz na zawsze powiedzieć STOP-DOŚĆ ??!!
    • gauad Re: Ile można dawać komuś szans ?? 12.11.14, 11:35
      > wiele razy mu mówiłam,
      > że wnoszę sprawę o rozwód, że to koniec
      , że mam dość takiego życia, monotonii,
      > samotności i zawieszenia


      ależ to TY go szantażujesz, usilujesz wywierć presję, straszysz rozwodem LATAMI(sic!) a odejść nie ma zamiaru..
      weź się za siebie.
      zmień siebie.
      na męża wpływu nie masz.

      lubimyczytac.pl/ksiazka/35913/koniec-wspoluzaleznienia-jak-przestac-kontrolowac-zycie-innych-i-zaczac-troszczyc-sie-o-siebie
    • edw-ina Re: Ile można dawać komuś szans ?? 12.11.14, 12:57
      Ja powinnam sobie ten post gdzieś zachować i wklejać w każdym takim wątku, bo nie mam pojęcia, który raz już to napiszę:
      Dorosłego człowieka nie można zmienić. Nie można powiedzieć mu, czy wymóc szantażem, że ma być taki a nie inny. Dorosły człowiek może jedynie zmienić się sam, ale sam musi tego chcieć. Jedynym wyjściem by wpłynąć na chęć takiej zmiany jest zmienienie siebie. Czyli zamiast straszyć - robić i to konsekwentnie. Straszak niczego nie przynosi, poza kolejnymi rozczarowaniami. Mówisz: rozwiodę się z tobą! Po czym grzecznie podajesz mężowi obiad i sprawy nie było. To niczego nie przyniesie. Powiedz to, co jesteś w stanie wykonać. Np. jeżeli nie będziesz rozmawiał ze mną kulturalnie, to nie będę cię w ogóle słuchała. I jeśli nie rozmawia kulturalnie, to nie słuchasz. itd. Skoro myślisz o rozwodzie, to nim nie strasz, tylko powiedz, że chcesz porozmawiać o tym, jak po ludzku się rozejść. I rozmawiaj o tym bez: jeżeli tak a tak zrobisz, to zostanę. Bo to znowu szantaż. Musisz tylko pamiętać, że jeśli twój mąż nie jest zainteresowany zmianą, to hipotetyczna rozmowa o rozwodzie może się okazać jak najbardziej realną rozmową. Ale sama przed sobą musisz najpierw przyznać co jest ważniejsze: obecny stan bez szans na poprawę, czy życie samodzielne.
    • aqua48 Re: Ile można dawać komuś szans ?? 12.11.14, 15:22
      evree napisał(a):

      > wiele razy mu mówiłam,
      > że wnoszę sprawę o rozwód, że to koniec, że mam dość takiego życia, Czy ja nie popełniam błędu siedząc przy nim

      Ty mu nie dajesz szans, tylko wygłaszasz groźby. Nieskuteczne, bo ich nie realizujesz. To jest Twój błąd. Takie ględzenie i bleblanie, które rozchodzi się po kościach, bo masz nadzieję, że mąż się zmieni.
      A to jest drugi błąd, który popełniasz - zmienić się możesz Ty sama.
    • 1cisa Re: Ile można dawać komuś szans ?? 12.11.14, 19:57
      Nie wiem co musiałoby się stać, żeby coś się zmieniło. Po blisko 10latach próśb, gróżb i płaczu. Podjęłąm decyzję. Za miesiąc będę rozwiedziona. Nie mogłam wcześniej bo jeszcze kochałam, zależało mi, było małe dziecko. Dzisiaj syn ma 14 lat. Mamy dom na kredyt od 1,5roku. A ja w najgorszym chyba okresie dla siebie(47lat) będę wolna. I tylko tym żyje. Ja po terapiach uwierzyłam że dam rade.Sytuacja zbliżona co autorki. Ale to każdy przerabia po swojemu i czasami zajmuje dużo czasu.
      • evree Re: do 1cisa 12.11.14, 20:46
        Dzięki 1cisa za bardzo fajną odpowiedz dającą do myślenia.
        Ja też jestem w trakcie terapii od czerwca, szkoda tylko że ją przerwałam bo wydawało mi się że już jest ok tak ze mną jak i z małżeństwem. Od piątku jednak zaczynam ją kontynuować.
        Ja też pomału mam dość, pomału się wypalam , obojętnieję, nawet ciche dni inaczej znoszę bo w końcu ileż można !!!!
    • danaide Re: Ile można dawać komuś szans ?? 13.11.14, 01:44
      Po co Ci dom, który budujesz od dymu z komina?
      • marzeka1 Re: Ile można dawać komuś szans ?? 13.11.14, 12:56
        Też to mnie zaskoczyło, że jest z nim, bo on obiecuje jej dom, na którego pracuje za granicą- PO CO Ci dom, który będzie tylko czyś z zbudowanym z cegieł, a w środku coś takiego, jak opisałaś?

        Pomijam,że w takiej sytuacji jak opisałaś nie wierzę w brak zdrady, gdy jest w pracy za granicą i tam przez czas jakiś mieszka- po rozmowie z koleżanką, która niedawno wróciła z takiej pracy i opowiadała o tym, czemu się tam przyjrzała (mówię o Polakach tam pracujących) + posłuchała tekstów, jak to facet "jest niezrozumiany" przez żonę w Polsce :D
        • evree Re: Ile można dawać komuś szans ?? 13.11.14, 17:48
          Za granicą nie siedzi cały czas, tylko przyjeżdża co 3 tyg. na weekend i jedzie dalej. Teraz jest w Polsce już ponad miesiąc.
          Zupełnie się rozsypałam, nie odzywa się totalnie i sam zaczął sobie gotować i robić zakupy. nawet tematu rozwodu nie chce poruszyć.
          Głupia jestem WIEM!!!!!!
          • marzeka1 Re: Ile można dawać komuś szans ?? 13.11.14, 17:56
            Ale powiedz mi, gdy jest tak źle dłuuugo już, nie bardzo wychodzi, to dlaczego upierasz się na DOM, czyli coś co uwiązuje, gdy jest źle?
            • evree Re: Ile można dawać komuś szans ?? 13.11.14, 21:05
              marzeka1 już ci chętnie odpowiem. Oboje pochodzimy ze wsi, obecnie mieszkamy w bloku. Naszym marzeniem od zawsze był dom, teraz też dzieci, które chyba zaraziliśmy tym. Jak tylko jest między nami spokój zaraz wraca temat domu, jeździmy, oglądamy domy, działki.
              Do tej pory ciągle coś było na przeszkodzie, to kasa, to strach przed kredytem, to brak działki, to nieporozumienia, to brak pracy itp. itd. Mąż w delegację jeździ od czerwca tego roku i marzenia wróciły ze zdwojoną siłą, tylko teraz to już mi się wydaje, kiedy jest bardzo bardzo źle, że on tymi marzeniami chciał mnie przy sobie zatrzymać, a nas oboje brak tego domu, brak spełnionych marzeń i ambicji wypalił nasz związek i stąd to już chyba bliżej nam do rozstania.
              Dalej myślę, a raczej myśleliśmy o domu mimo wszystko bo wydawało się mnie, nie wiem co teraz on myśli, że ten dom, to spełnione marzenie mogło by nas scalić, uszczęśliwić i przez jego brak są te kryzysy i spięcia. Nie wiem już, tak czuje.
              • edw-ina Re: Ile można dawać komuś szans ?? 13.11.14, 21:31
                Prawdę powiedziawszy to w okresie kryzysu związku kupowanie domu jest równie dobrym pomysłem, co powiększanie rodziny. Kupowanie/budowanie domu to: ogromny stres, niekończące się wydatki i milion problemów. Może doprowadzić do poważnych problemów naprawdę udany związek, a w waszym przypadku szybciej by doprowadził do trudnego rozwodu (bo z dzieleniem domu/kredytu) niż uspokoił sytuację.
              • gauad Re: Ile można dawać komuś szans ?? 14.11.14, 11:06
                > już mi się wydaje, kiedy jest bardzo bardzo źle, że on tymi marzeniami chciał m
                > nie przy sobie zatrzymać,

                A ja widzę, że upieprzyłaś sobie jak oszalała, że mąż ma ci zbudowac dom i basta bo tylko wtedy będzie dobrze i to rozwiąże wasze problemy.
                Waszego "dobrego" związku nie ma od dawna, a raczej jest w wydaniu poniżej poziomu przyzwoitości. Może nigdy to nie był dobry związek. I zamiast się pogodzić z tym, że ten pan nie jest wydolny żeby zaspakajac twoje marzenia, to trzymasz się go pazurami, grozisz mu, straszysz, wrzeszczysz, - on w zamian unika relacji, pije, czyje się jeszcze większym nieudacznikiem niż jest w rzeczywistości, itd.
                Temat Domu - jest u was tematem zastępczym by nie rozwiązywać prawdziwych problemów jakie każde z was ma samo ze sobą.
                Sorry, ale jedyne osoby pokrzywdzone w tym układzie to są dzieci, ktorym robicie piekło z dzieciństwa i karmicie chorymi ułudami o cudownym życiu w przyszłym domu, który jak będzie, to problemy same znikną a wasze wredne charaktery zmienią się od ręki w czułych kochających się i szanujących rodzicieli.
                TO TY CHCESZ WIERZYC w ułudę że mąz kiedyś tam da ci dom więc warto czekać.
                W normalnych związkach na ten dom pracuje się razem i wspiera się wzajemnie w planach.
                A ty raz wrzeszczysz na pijanego meża że się rozwodzisz z nim, a za tydzień jeździsz z nim oglądać działki pod budowę bo uważasz że między wami jest dobrze. I tak w kółko, ze skrajności w skrajność.

                Wzięłas sobie takiego lewego faceta - by mieć problem.
                I robisz wszystko by ten problem trwał jak najdłużej i się pogłębiał. Nie chcesz odpuścić.
                Traktujesz męża jak narzędzie do posiadania ... budynku.
                Coś was łączy oprócz kłótni, wzajemnej niechęci, negatywnie nakręconych dzieci?
                Nie musiałaś wierzyć w męża opowieści, że kiedyś wybuduje piękny dom. Wierzysz, bo chcesz. Pomimo, że od lat widać była, że finansowo nie ogarniecie.
                Wiele małżeństw żyje zgodnie w bolku. Fiksacja na jakimś tam budynku i robienie z tego wymowki do rozowu, pokazuje jak kiepski macie związek u samych podstaw.
                I to nie tylko mąż jest kiepski i ma oderwane od realiów wyobrażenia ..
                Jesteś typowo współuzależniona. Czyli rownie chora. I lata pracy przed tobą ze sobą samą żebyś zaczęła realnie patrzyć co właściwie robisz ze swoim i dzieci życiem.


                • evree Re: Ile można dawać komuś szans ?? 14.11.14, 12:59
                  Bardzo pouczający artykuł, trochę pojechałaś bez hamulców po mojej osobie, ale dałaś mi tym artykułem dużo do myślenia.
                  • aqua48 Re: Ile można dawać komuś szans ?? 14.11.14, 15:12
                    Nowe: dom, działka, dziecko to nie klej na związek bez przyszłości...i tak się rozsypie. A dojdzie kwestia podziału, sprzedaży, opieki. Nie ładuj się w to.
    • paulina7171 Re: Ile można dawać komuś szans ?? 14.11.14, 15:55
      Evree, jeżeli to Twój wątek:

      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,145127861,145127861,Nowy_facet_przyjaciel_nie_wiem_.html
      to chcę Ci powiedzieć, że OBOJE z mężem, solidarnie, konsekwentnie, krok po kroku, pracujecie na rozpad tego związku. Face it.

      Trudno, teraz trzeba wziąć na klatę konsekwencje.

      Aż się nie chce wierzyć, jak ludzie potrafią sobie skomplikować życie na własne życzenie.
      • evree Re: Ile można dawać komuś szans ?? 14.11.14, 16:38
        Tak, mój i nie ukrywam tego. Nie kryję tego przed wami że to jest, a raczej był do ubiegłego tygodnia tylko przyjaciel. Nie spaliśmy ze sobą. Nie zmienia to faktu, że i tak między mną a mężem jest źle. Jeśli ktoś raz chce się przytulić, pogadać czyli ja a mąż mnie odpycha swoim zachowaniem to możne trafić szl...ak. Na fajne relacje jak i na rozpad związku pracuje się latami, u nas mam wrażenie pracowałam w większym wymiarze ja bo mężowi brakło silnej woli.
        • marzeka1 Re: Ile można dawać komuś szans ?? 15.11.14, 11:49
          To tym bardziej nie rozumiem, PO CO w takiej sytuacji dom, czyli spore koszty. To tak, jakbyś chciała przyszłych problemów sobie dodać jeszcze.

          Pewnie znasz, ale przeczytaj sobie ten znany humor żydowski o rabinie i kozie (i pod tą kozę wstaw dom):

          "Przychodzi biedny Żyd do rabina i prosi o radę:
          Oj, mądry Rebe, pomóż mi. To moje życie takie ciężkie: mieszkam w niewielkiej chatce z żoną, czwórką dzieci, babcią, dziadkiem i jeszcze teściową. Już się zupełnie nie mieścimy w tej małej izdebce. Oj pomóż, mądry Rebe...
          Na to Rabin powiada:
          Słyszałem, że masz w obórce kozę?...
          - Tak Rebe, mam jedną kozę, co daje mleko, którym karmię dzieci.
          - To ją teraz sprowadź do domu - mówi rabin.
          Rebe, Rebe, co ty mówisz?... Ja, żona, czwórka dzieci, żona, teściowa i jeszcze koza?... To jak ja teraz będę mieszkał?...
          Ale rabin był nieubłagany - musisz wprowadzić sobie kozę do domu!!
          Za parę tygodni rabin spotyka tego Żyda i pyta się:
          - A co tam Icek u ciebie?
          Oj Rebe. Teraz to już zupełnie nie da się żyć w domu. Ja, żona, czwórka dzieci, żona, teściowa, dziadek i jeszcze teraz ta koza. To już nie jest życie.
          Na to rabin powiada:
          - To zabierz kozę z powrotem do obórki.
          Za niedługo rabin jeszcze raz spotyka Żyda i pyta się go:
          Jak tam Icek, w twoim domu?...
          - Oj, Rebe. Jakiś ty mądry! Jak my teraz mamy w domu dużo miejsca. Świetnie mieścimy się w tej izdebce - ja, żona, czwórka dzieci, żona, teściowa i dziadek. Oj jakiś ty mądry, Rebe..."
Pełna wersja