Na ile można być różnym

16.11.14, 16:44
Jesteśmy razem kilkanaście lat, choć wydaje mi się, że różnimy się w pomysłach, jak spędzić przeciętny wekend. Gdzieś w środku zaczynam się dusić, ponieważ nie uważam, żeby przejść przez życie sprzątając, gotując, jedząc, robiąc zakupy, śpiąc. Brakuje mi obcowania ze sztuką, tej, co się gdzieś na mieście pokazuje. Moja druga połówka twierdzi, że wekend jest po to, by odpocząć po tygodniu pracy, nabrać sił na tydzień następny, najlepiej w domciu, przy piwku, telewizji... Nie, jeszcze siłownia, taak, to jest bezsprzecznie sposób na wekendową rozrywkę, na którą próbuje mnie namówić, gdy mówię o nudzie, rutynie, nieciekawości wekendowych czynności.
Potrzebuję obcować z żywą sztuką, najlepiej muzyką.
Dziś postanowiłam wyjść na miasto, ale mój mąż nie jest tym zainteresowany, no, może by i poszedł, ale... Zawsze jakieś jest.
Nie jest mi on niezbędny jako towarzysz, ale nie ma wokół ludzi, którzy mają w tym wieku takie chciejstwa jak koncerty dobrej muzyki. Tak, jestem jakimś tam jej koneserem, kocham muzykę, dobrą w mojej ocenie.

Moje pytanie brzmi: czy jesteście w Waszych związkach tak różni od partnerów w swoich pasjach, zainteresowaniach, lubieniu czegoś? Czy tak się da zdrowo funkcjonować? Czy, jeśli ktoś czerpie z nas energię i czujemy, jak powoli gaśniemy, dusimy się, odpuszczając, idąc na tzw.kompromis, to tak ma być, bo zobowiązania, rodzina?
Skąd wziąć siłę, by jednak, choć samotnie, realizować siebie?

Wyszło na to, że idę sama, do Proximy. Przykro mi, że sama, ale dłużej już nie mogę tylko jeść, myć się, spać, chodzić do pracy itp itd...
    • vilez Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 17:02
      Na to chyba nie ma dobrej odpowiedzi. Są różne związki w tej materii- w jednych ludzie mają szerokie pola "oddzielności" w zakresie spędzania wolnego czasu, w innych ludzie wolą robić coś razem. Do tego ludzie się zmieniają, i ich potrzeby również, i może sie okazać, że to, czego potrzebowali kiedyś, się zmieniło.

      Problemem są rozjeżdżające się potrzeby i rozjeżdżające spojrzenia na zaspokajanie ich w zakresie wspólnotowym. Oraz poczucie braku satysfakcji na tle "wspólnotowym", czyli to, co chyba się dzieje u Ciebie.
      Generalnie para powinna mieć tzw pasmo wspólne- wspólnego spędzania wolnego czasu (takiego poza obowiązkami, np. poza dziećmi).

      I ja bym tego rozjeżdżania się nie bagatelizowała. Jeżeli do tego dojdzie rozjeżdżanie się patrzenia na zycie, na świat, zacznie droga odśrodkowa. Ludzie zaczną chodzic własnymi drogami, także wewnętrznymi- w takim stopniu, że związek zacznie wygasać.
      I temu należy przeciwdziałać albo ... się pogodzić z tym, że może być różnie.
      Piszę z autopsji.
      • zuzi.1 Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 17:39
        Zgadzam sie z Vilez. A mozesz napisac co Was przyciagnelo do siebie, co Was kiedys laczylo, czy mieliscie jakies wspolne hobby, pasje, czy wczesniej ujawnialas przed nim ta swoja muzyczna pasje, a jesli tak, to jak na to kiedys reagowal? Wiadomo, ze najlepiej swoja pasje dzielic z kims, kto ma podobne upodobania. Ale nie zawsze tak sie da w zwiazku. Jezeli partner ma ogolnie wiecej zalet niz wad, to moze realizuj ta swoja pasje samodzielnie, ew. poszukaj sobie kogos, kto podziela ta Twoja pasje, mozesz szukac takiej osoby na swoich lokalnych forach, klubach zainteresowan, porozgladaj sie na tych koncertach za kims w swoim wieku, sprobuj zagaic rozmowe, moze ktos tez poszukuje towarzysza do chodzenia na koncerty. Mysle, ze jak dobrze piszukasz, to sobie kogos znajdziesz. A maz niech sie realizuje na silowni. Wazne, zebyscie mieli inna wspolna plaszczyzne porozumienia, ktora Was dalej bedzie laczyc.
      • paris-texas-warsaw Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 17:42
        Miłego koncertu:) Świetny product placement, mam nadzieję, że jeszcze ktoś kupi bilety na ten koncert i wyjdziecie na plus:)

        Vilez, widzę realizm w wypowiedzi. Fajnie. Myślę, że ta odpowiedź fajnie też pasuje do watku o formule i ładnie pokazuje, jak to ludzie są różni, a są różni, bo są różni.
        • vilez Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 17:53
          A ludzie RÓŻNIE podchodzą do tego, że ludzie są różni, a są różni, bio są różni. I to ładnie wybrzmiało w watku o formułach, w którym niektórzy dojmująco przeładnie pokazali, jak to NIE LUBIĄ tego, że ludzie są różni i mogą chcieć różnych REALNYCH formuł. Ci, co chcą różnych formuł dla różnych ludzi, są - jak wiadomo- egoistami. Albo fantastami.
          • paris-texas-warsaw Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 18:07
            Fantastami nie są, o ile zdają sobie sprawę, że ich pomysły moga kogos w ogóle nie zainteresować na tyle, żeby nad nimi w ogóle się zastanawiać. Ale moga być szczęściarzami i trafią na kogoś, z kim bedzie im pisany konsens.
            • vilez Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 18:29
              Bo ludzie nie zasługują, by się zastanawiac nad ich różnymi potrzebami tak w ogóle. Zasługują na to wyłącznie ci, co się mieszczą w jednej jedynie słusznej formule-ci zasługują na krzyk w obronie tejże jedynie słusznej formuły, gdy ci pierwsi ośmielą się wspomnieć, że może by jednak inaczej... Ci pierwsi powinni się dostosować do tych drugich albo czekać, aż komuś zechce się łaskawie pochylić nad ich potrzebami- w trybie łaski, ma się rozumieć.
        • wesolaja40 Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 18:05
          Ale na ile ludzie mogą się różnić? Pytam, bo wydaje mi się, że stać mnie na dalece posunięty kompromis, co może spowodować, że się uduszę, skisnę na jaką deprechę.
          Maąż mój zawsze był spokojny, z definicji tej w 100%.
          Mnie się to podobało, zrobiłam się równie spokojna, w domu jest dobrze, spokojnie, bez napięć, na luzie, dzieci lubią tu przebywać...
          I tak któregoś dnia dostanę łopatą w d... Na spokojnie. No.

          Dbałość o fajną atmosferę w domu przerosła mnie samą.
          Jesteśmy, zawsze byliśmy inni. Dziś wiem, że jemu sztuka do życia niepotrzebna, mnie niezbędna. Idziemy ulicą, duże galerie, ja zaglądam, przystaję, fascynacja megawielkimi obrazami, mówię o tym.... on idzie dalej, mówi co innego...mówimy naraz o czym innym.
          Nie kłócimy się... Bo się nie da;)

          Na ile można być różnym, żeby być razem. W końcu związek chyba ńie służy tylko temu, żeby lepiej ogarnąć życiowy trud: finanse, obowiązki, wspólne wychowanie potomstwa. Po co ludzie są ze sobą całe życie?
          • edw-ina Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 18:31
            Na tyle, na ile nie przeszkadza to i nie męczy każdej ze stron. Ta różnorodność postaw, pasji itp. może być siłą związku, bo nie pozwoli zgnuśnieć, zamknąć się. Zbyt duża odrębność może spowodować, że ludzie się zgubią.
            Mój mąż potrzebuje adrenaliny, ja przeciwnie. Ja potrafię spędzać całe dnie nad historią, ale nie tknę tej XX- wiecznej, którą upodobał sobie on. Chodzę na koncerty, wystawy, do teatru. Mój mąż też, coraz częściej, choć nie zawsze. Czasami idę sama, czasami z przyjaciółmi. Ja nie zawsze jestem na jego zlotach, zawodach, turniejach. I to jak najbardziej gra. Czyli nie trzeba być w swych potrzebach identycznymi, wystarczy być w pewnej ważnej części podobnymi.
        • best_bej Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 18:40
          Świetny product placement, mam nadzieję, że jeszcze ktoś kupi bilety na ten koncert i wyjdziecie na plus:)

          Myślisz że targetem proxy są forumowicze życia rodzinnego? :) :) :)
          • paris-texas-warsaw Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 18:53
            a wiesz, co dziś grają? :)))
            • best_bej Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 19:11
              może średnia wieku się zgadza:)
              • paris-texas-warsaw Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 10:24
                Szczerze mówiąc nie zrozumiałam uwagi o średniej... Bardziej bym na rozkład wieku patrzyła. Zresztą gdyby Autorka tam faktycznie szła i tu pisała, to właśnie potwierdziłaby, że targetem może być ktoś z forum.

                I tak było to dość fajne, wplecione duże galerie i duże obrazy:) A ja tez lubię sztukę, ale bardziej małe galerie i małe obrazy:)
                • best_bej Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 01:23
                  W sobote gral closter jak dla mnie zespol dla ludzi dojrzalych;-) założycielko watku jaka byla srednia wieku publiczności?
                  • paris-texas-warsaw Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 01:27
                    No właśnie, a na żr raczej studenci nie pisza, to czemu pisałaś, że żr to nie target?
    • best_bej Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 18:37
      u mnie schemat podobny, choc to ja wolę bierny wypoczynek.
      Po całym tygodniu intensywnej pracy mam ochotę tylko leżeć w łóżku, oglądać TV, czytać książki.
      Mój partner (pracuje w domu) w weekendy ciągnie mnie a to na rower, a to do kina, a to na spacer. Wszędzie na pieszo bo komunikacji nie uznaje.
      • verdana Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 19:05
        My bardzo często robimy co innego. Ostatnio nawet często jeździmy oddzielnie na wakacje, bo akurat wakacyjny kompromis mnie przerósł. Problem w tym, na ile kazda ze stron jest nastawiona na to, ze małżeństwo oznacza "wszystko razem", a na ile na to, że małżeństwo może mieć część życia całkiem odrębną - na przykład jedna strona chodzi na wystawy i koncerty, a druga za nic w świecie - ale ta pierwsza nie ma żalu , zę "znowu sama", a ta druga, ze "jak możesz sie bawić beze mnie".
        Mam wrażenie, że nie zawsze kompromisy są możliwe. Gdy wyobrażam sobie kompromis polegający na tym, ze co drugi weekend spędzam w galerii obrazów i filharmonii, to szukam najbliższego adwokata do spraw rozwodowych.
        Ważne jest, aby mieć jakąś przestrzeń wspólną, wspólne, poza domem i dziećmi zainteresowania - to nie musi być akurat czas wolny.
        • vilez Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 14:28
          Racja, to nie musi być czas wolny. Może być wspólna praca, wspólne spojrzenie na coś...
          Ja się zasugerowałam kontekstem pytania- autorce chodziło o tzw. wolny czas.
    • mamapodziomka Re: Na ile można być różnym 16.11.14, 23:47
      Ja sobie nie wyobrazam calkowicie odmiennych nie tylko zainteresowan, ale i podejscia do zycia. Tzn. wyobrazam sobie jak najbardziej, bylo tak w moim pierwszym malzenstwie, wspolne zainteresowania ograniczaly sie do niedzielnego obiadu i dziecka. W ostatecznym rozrachunku jestem zadowolona, ze skonczylo sie jak sie skonczylo, bo bym sie nie wiadomo jak dlugo meczyla.

      W obecnym zwiazku jest zupelnie inaczej. Owszem, obydwoje mamy olbrzymie sfery wlasnych zainteresowan, zwiazane czasem ze spotkaniami na zewnatrz,ludzmi i spedzaniem wieczorow, etc. ALE po pierwsze obydwoje mamy do tych zainteresowan podobne podejscie - mnie w gruncie rzeczy rybka czym sie maz interesuje, byle sie w ogole CZYMS interesowal. Po drugie obydwoje akceptujemy nawzajem swoje swiry. Ja sie zachwyce jak mu maszyna parowa wreszcia zacznie dzialac, on sie zachwyci jak mi kiecka dla dziecka idealnie wyjdzie - bez zglebiania naturalnie, milo, ze mu/jej wyszlo i milo odczuc akceptacje dla swojego swira. Ta akceptacja jest wazna, bo dzieci mamy jeszcze bardzo male, fajnie jak ktos da ci mozliwosc zajecia sie ulubionym zajeciem kiedy nagle ogarnie czlowieka nagla potrzeba wcielenia w zycie jakiegos pomyslu. Po trzecie obydwoje mamy jednak podobna potrzebe przebywania ze soba. Nie graloby tak dobrze, gdyby jedno chcialo co wieczor wychodzic, a drugie wiecznie liczylo na wspolny wieczor na kanapie.

      Po czwarte i chyba dla mnie najwazniejsze, mamy podobne zdanie, jesli chodzi o dzieci i rodzine. Weekendy spedzamy rodzinnie - robiac rozne rzeczy, czasem takze te zwiazane z naszym hobby, nie zawsze wszystko wszystkim podoba sie na 100%, ale w 90% i my i dzieciaki sa zadowolone. Raz sie idzie tu, raz tam, raz jedna osoba ma "lepiej" raz inna, czasem oczywiscie spedzamy i weekendy oddzielnie, ale to jednak wyjatki. Zreszta przy trojce dzieci jest po prostu latwiej miec te druga dorosla osobe pod reka, gdziekolwiek by czlowiek nie szedl. No i obydwoje jakos jednak potrafimy sie dobrze bawic niezaleznie od tego czy temat nas akurat bardzo interesuje czy nie ;) i dzieciaki chyba maja to po nas, bo zazwyczaj gdzie bysmy nie poszli to sie niezle bawia.

      Hi hi, ale mi wyszla laurka, do obrzydliwosci wrecz, ale mam nadzieje, ze nam sie nie zmieni, nawet jak dzieci dorosna ;)
    • gosia1023 Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 01:45
      Boze, dzioewczyno, jak ja cie doskonale rozumiem...jak bym o sobie czytala...nie rozwiazalam tego problemu do tej [ory, samej troche przykro
    • ola_dom Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 11:14
      Na ile można być różnym?
      Choćby na tyle, żeby iść razem do kina - ale do dwóch różnych sal. Na szczęście, jak się okazuje, do czegoś przydają się g...pleksy - kilka sal, w każdej co innego - i każdy ogląda, co chce, wszyscy zadowoleni :)
      • angazetka OT 17.11.14, 16:30
        Jestem fanką tego, jak ktoś odnosi się z pogardą do instytucji, z której sam korzysta (tu: multipleksów).
        • ola_dom Re: OT 17.11.14, 16:43
          Ano, korzystam, choć wiele mi się tam nie podoba. Chyba nie jestem jedyną osobą, która godzi się na jakieś kompromisy korzystając z tego czy owego.
    • kaszub-ska Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 12:17
      Dla mnie wspólne pasje, zainteresowania wcale nie są w związku niezbędne. Znacznie ważniejszym elementem wspólnotowości jest udany, satysfakcjonujący seks. Bez wątpienia to jest coś, co trzeba robić razem:) Łączy jak nic innego:) Razem czas spędzamy z dziećmi, w różny sposób. Razem dbamy o dom. Interesujemy się nawzajem swoimi pasjami, słuchamy z zainteresowaniem, ale bez zadręczania drugiej strony. Nie mamy typowo wspólnych pasji. Każde z nas realizuje je sam, w ramach swojego czasu wolnego albo z przyjaciółmi.
      • vilez Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 14:29
        Jak tylko jest obopólna wspólnotowa satysfakcja, nie ma problemu :-)
    • marsylvik Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 16:40
      Mogą być różni. I być ze sobą szczęśliwi.
      W gruncie rzeczy większość par dobiera się na zasadzie podobieńst albo na zasadzie różnic.

      Przy różnicach jest jednak o tyle trudniej, że muszą być spełnione pewne warunki.
      Pierwszy z nich to obustronna akceptacja tych różnic.
      Drugi, to dojrzałość do samodzielnego zaspokajania swoich potrzeb.
      No i trzeci, zachowane przekonanie, że się nawzajem obchodzicie, wiecie co jest dla Was ważne, interesujecie się choć trochę tym, co jest ważne dla drugiej osoby.
      A czwarty warunek to to, o czym napisała vilez w pierwszej odpowiedzi. Musi być coś wspólnego, o tę wspólną część należy dbać.

      Jak myślisz, czy któryś z tych warunków szwankuje? W jedną stronę, czy w obie strony? Czy nie gardzisz przypadkiem jego brakiem zainteresowania do sztuki? Czy on nie gardzi otwarcie Twoją muzyką?
      Czy potrafisz wyjść sama na koncert i nie mieć do niego o to żalu? Czy on potrafi zostać w domu sam i nie mieć o to żalu?
      Piszesz, że kiedy próbujesz z nim rozmawiać o sztuce on to zwyczajnie ignoruje, albo tego nie zauważa. A wiesz, co jest ważne dla niego? Potrafisz z nim o tym rozmawiać, nie nudzi Cię to zanadto?
      Jak kiedyś spędzaliście wspólny czas? Jak to robicie dzisiaj? Co Was oboje interesuje?

      Te pytania są dla Ciebie, nie musisz na nie wszystkie odpowiadać, taki mam sposób myślenia o podobnych sprawach, że odpisuję pytaniami ;)
      • wesolaja40 Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 21:18
        Myślę, że ludzie wcale nie dobierają się świadomie. Idą na żywioł, czując motyle w brzuchu. Podoba nam się czyjaś odmienność, wydaje się nam, że się uzupełniamy, że ktoś spokojny wycisza naszą niespokojną duszę i na odwrót: ktoś z dynamitem w ... nakręca nas do działania, czyni nasze życie barwnym.
        No, bo skąd mamy wiedzieć, czy czyjaś odmienność ubarwi i pozytywnie nakręci naszą codzienność, czy tak naprawdę zmęczy, udręczy.
        Na moim przykładzie: podobało mi się w mężu, że jest totalnie opanowany, wyważony, łagodny, nieagresywny w stosunku do dzieci. Podobało, ponieważ ja jestem dość żywa, aktywna i szybka w reagowaniu i jego spokój dobrze działał na mnie. Świadomie przejęłam, przyswoiłam te elementy, podpatrzyłam, jak to się robi i myślę, że naprawdę wiele się nauczyłam. Ale jest też druga strona medalu. On z kolei podąża i podpina się pod moją energię, dosłownie podpina kabelek. Czuję, że stygnę, opadają mi chęci, optymizm, jakaś dziecięca radość. I to mi się nie widzi.

        Masz rację: gardzę jego brakiem zainteresowania sztuką, czy jak to nazwać jakoś tak niegórnolotnie. On zaś, choć nigdy nie powiedział wprost gardzi moimi intensywnymi jak na ten wiek, objawami pasji do muzyki. Nie, on gardzi sztuką po prostu. Nie gardzi. Sztuka jest mu totalnie obojętna, ma do niej stosunek nijaki, on jej nie zauważa, nie słyszy, nie odbiera. Z natury myślę. On kocha rozmawiać o finansach w każdej postaci: liczby, pieniądze, procenty, wartość, koszt, opłacalność, brak pieniędzy, brak kasy, za mało...
        Wiem, powiecie, że ktoś musi o chlebie, jeśli drugi tylko o niebie...

        Wracając do wczorajszego wieczoru: koncert extrasuperzapylisty. Poszedł ze mną syn, lubimy podobną muzę. Pogibaliśmy się do Closterkeller. Byłam na Ani pierwszy raz, szłam bez przekonania, ale nawet się synowi baaardzo podobało.
        Potrzeba mi jedynie z kimś wrażliwym percepować choćby właśnie muzę...
        • edw-ina Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 11:47
          To, co napisałaś, jest naprawdę straszne. Pogarda w związku jest w moim odczuciu jednym z najbardziej destrukcyjnych emocji, jakie w ogóle mogą się pojawić. On gardzi twoją pasją, a ty nim. No pięknie. Naprawdę.
          Mój mąż uwielbia sport. Sam przez wiele lat był aktywnym zawodnikiem, do dziś to jego konik. Wie o tym naprawdę baaaaaardzo dużo. Znacznie więcej, niż ja mogę znieść. Bo tak, kiedy ma półgodzinny monolog o sytuacji w grupach na mistrzostwach, to po pewnym czasie słyszy ode mnie: cieszę się, że cię to emocjonuje, ale zdajesz sobie sprawę, że od kwadransa cię nie słucham? Nie dlatego, że gardzę sportem czy nim. Tylko dlatego, że nie uważam, że musimy być tacy sami. I możemy, mamy prawo być różni bez gardzenia sobą.
          Odnośnie jeszcze twoich pasji artystycznych, których nie realizowałaś i również winę na to niejako zrzucasz na męża. Akurat zainteresowanie sztuką jest jednym z najmniej inwazyjnych dla rodziny hobby, jakie można mieć. Naprawdę. Jeżeli cię to naprawdę interesuje, a nie jest to powód do pogardzania mężem, to świetnie byś sobie poradziła realizując tę pasję. Jest teatr telewizji dla osób, które nie mogą wybrać się do tego realnego. Są od lat w Wawie darmowe koncerty jazzowe na starówce i fenomenalne koncerty chopinowskie w Łazienkach. Można wybrać się z rodziną na spacer i przy okazji przycupnąć na pół godziny na ławeczce, by posłuchać. Zachęta chyba od zawsze ma darmowe wejście w jeden dzień tygodnia (kiedyś to był piątek, nie wiem, czy nadal), więc można bez zbędnych kosztów pójść samej, zabrać dzieci, po czym pospacerować po parku Saskim. Można wreszcie czytać, choćby w drodze do pracy, czy gotując obiad. Naprawdę nie znam mniej inwazyjnego hobby, dlatego uważam, że pisanie o nim i o tym, jak twój mąż nie chce współpracować, jest jedynie zasłoną dymną. Wymyśliłaś to sobie i się tego trzymasz, bo po prostu dzieje się w waszym związku źle i wyszukujesz przykładów "winy".
          Ps. też kocham muzykę. Mam kilka lat mniej od ciebie i półtoraroczne dziecko na stanie, a byłam w tym roku na trzech wielkich rockowych koncertach, jednym jazzowym i raz w filharmonii. Da się? Da się. trzeba to naprawdę lubić, a nie robić wokół tego wielkie halo.
    • wesolaja40 Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 21:32
      A tak w ogóle nie uważacie, że ludzie w naszym pięknym kraju na wszelką sztukę mają mówiąc jak młodzież wyrąbane?
      Czy szkoła nie pokazuje, nie uczy, nie zachęca prawdziwie do obcowania ze sztuką?
      Ja naprawdę nie znam wokół siebie ludzi interesujących się żywo tym co się dzieje w tej dziedzinie.
      Może i my rodzice mało dzieciakom pokazujemy sztuki, a za dużo czegoś, co jest miałkie, bylejakie, niespistotne, nie dotykające głębiej. Wszystko wkoło mnie jakieś takie powierzchowne, wszelkie przejawy oryginalności zadeptane, obśmiane.
      A sztuka niesie taki przekaz... Inaczej się patrzy na świat, ludzi, odmienność. Lepiej jakoś.
      • verdana Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 21:57

        Ja tu widzę zupełnie inny problem, niż to, ze mąż nie chce wychodzić. Problemem jest to, że pogardzasz mężem za to, że nie interesuje się sztuką. Ludzie interesujący sie sztuką są dla Ciebie z definicji lepsi od pozostałych. To jest problem - bo po pierwsze, nie ma obowiązku lubić sztukę, po drugie, ci co lubią nie są lepsi od tych, co lubią co innego, po trzecie, taka postawa skutecznie może zniechęcić do pójścia z Tobą dokądkolwiek.
        Naprawdę, nie tylko sztuka nie jest miałka. Jest wiele innych, bardzo interesujących rzeczy. I trudno gardzić wszystkimi ludźmi dookoła, bo nie podzielają naszych zainteresowań.
        • wesolaja40 Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 22:19
          Nieprawda. Ja też wchodziłam z siłą pasji w różne dziedziny, zainteresowania, włącznie z nowatorskim gotowaniem, pójściem na podyplomowe z innej dziedziny niż mam zawód, zgłębieniem wiedzy z zakresu psychologii człowieka, bardziej małego człowieka i takie inne... Były różne momenty w życiu i różne możliwości zainteresowania się czmś bardziej niż przeciętnie. No, jak u każdego.
          Nie było mi dane realizować tej jednej pasji, odpuściłam, bo bliscy mieli inne potrzeby, chcieli coś innego. Ok. Ale tamte pasje przeszły, wypaliło się zamiłowanie, nie dały mi odczuwać coś dogłębnie, nie ładowały, nie rozwijały. A ta jedna puka co jakiś czas i się upomina.
          Nieprawdą jest, że wyobrażam się lepsza od innych. Szanuję ludzi, są jacy są. Są też tacy, bo mieli taki a nie inny start, dzieciństwo. Bardziej imponuje mi skromność, uczciwość, szacunek dla drugiego niż umiłowanie jakiejś wielkiej sztuki. Ale myślę, że właśnie sztuka ma taką siłę, która powoduje, że jesteśmy lepsi (nie lepsi od innych, tylko lepsi, niż byśmy byli bez obcowania z nią). Ale to truizmy.
          Chyba po prostu brakuje mi kogoś, kto mógłby mi coś jeszcze ciekawego w sztuce pokazać. Nie interesuje mnie rozrywka wekendowa w postaci ćwiczeń na siłowni, bo to jak czynność z grupy: kąpiel, posiłek, zakupy.
          • verdana Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 22:29
            "Masz rację: gardzę jego brakiem zainteresowania sztuką, czy jak to nazwać jakoś tak niegórnolotnie. On zaś, choć nigdy nie powiedział wprost gardzi moimi intensywnymi jak na ten wiek, objawami pasji do muzyki. Nie, on gardzi sztuką po prostu. Nie gardzi. Sztuka jest mu totalnie obojętna, ma do niej stosunek nijaki, on jej nie zauważa, nie słyszy, nie odbiera. Z natury myślę."
            Innymi słowy - innymi ludźmi nie gardzisz, a mężem tak? Ty myślisz, on nie myśli. Ty żyjesz sztuką, on jest przyziemny. Twoje zainteresowania sa godne naśladowania, pójście na siłownię godne zainteresowania nie jest. I dziwisz sie, że on nie chce z Tobą wychodzić?
            • wesolaja40 Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 22:50
              Źle się wyraziłam. Myślę, że jestem po prostu zła na niego za to. Jakaś chyba oszukana. W końcu kiedyś przekonywał mnie, że tak do siebie pasujemy... Tłumaczyłam mu wtedy, że się myli.
              Nie wiem, jak się ratować. Czuję, że uchodzi ze mnie powietrze. Nie chcę chodzić po ciemku gdzieś po mieście na eventy, wczoraj tak szłam, na szczęście z synem. Ale gdybym była sama, to kiepsko bym się czuła (okolice Proximy nie są szczególnie bezpieczne).
              Chyba nie umiem poodejmować tych życiowych wielkich decyzji, choć z podejmowaniem tych małych codziennych nie mam najmniejszych problemów. To też efekt wychowania z przez matkę dyrygentkę, chyba mi złamała kręgosłup, ten od charakteru. Nie walczę o swoje, jestem trochę jak plastelina.

              Mąż mój pójdzie ze mną na koncert, jak ja wszystko załatwię, wlącznie z zawiezieniem i przywiezieniem, bo on chce piwko sobie wypić. Ja rzecz jasna muszę się bawić bez piwka. No i muszę jeszcze załatwić kogoś do nasżego dziecka na czas naszego wyjścia. Fajnie jest się podpiąć pod kogoś.
          • amb25 Re: Na ile można być różnym 19.11.14, 10:25
            Wchodzilas z pasja, ale juz nie wchodzisz? Generalnie te dziedziny o ktorych piszesz sa b. zwiazane ze sztuka. Sprobuj wejsc z pasja w body-building, mezowi sie spodoba. Zdrowsze to niz siedzenie w teatrze :).
            Ja nie rozumiem dlaczego mam sie zachwycac sztuka (w kazdej formie) i dlaczego ludzie to robia. Ja to wiem, ale nie rozumiem. Muzyka mnie drazni (kazdy jej rodzaj), na malarstwo mam uczulenie od wizyt w holenderkich muzeach w zeszlym roku i uwazam to za strate czasu, z poezji trawie jedynie poematy pod warunkiem, ze opowiadaja jakas ciekawa historie pieknym jezykiem z zachowanym rytmem i rymami (np. Pan Tadeusz jest fajny), wynurzenia jakiego aktorzyny w teatrze zupelnie mnie nie obchodza (no chyba, ze to dobra komedia), ambitne filmy rowniez nie ani bohomazy sztuki nowoczesnej. Religia tez do mnie nie przemawia. Owszem i w sztuce sa utwory ktore podziwiam, ale z reguly jest ona dla mnie po prostu zalosna... Poza tym doskonale wiem (bo pracowalam kiedys w tym) jak sie pompuje i finansuje roznych adeptow sztuki. Z prawdziwym talentem niewiele to ma wspolnego... Dosc ciekawa jest jedynie sztuka uzytkowa, ale to inna historia...
            No ale jak ktos lubi sztuke (plus "kulture"), to jego sprawa. Gusta sa rozne, nie mnie je oceniac.
            Dlatego rozumiem twojego meza i odpusc mu bo on sie nabawi tylko wiekszego wstretu do tego co nazywasz kultura czy sztuka, a ty bedziesz coraz bardziej sfrustrowana. Nie wszedzie trzeba wychodzic z mezem. Wydaje mi sie, ze jak sie postaracie to kommpromis znajdziecie, tylko musicie porozmawiac i sie zastanowic.
        • vilez Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 22:35
          Też mi sie tak wydaje. Można się czuć niedosyconym jako jednostka (czy jak to nazwać), można mieć potrzebę współodczuwania z osobą bliską pewnych rzeczy. Ale żeby to wartościować?
          Po prostu Wasze drogi się rozeszły, może uczucie wygasło... Ale to nikogo nie czyni lepszym/gorszym.

          Nie podoba mi się ton, w którym pisze Autorka.
        • marsylvik Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 17:43
          O ku...kurka!
          Wesołaja, oj, mówiłam, nie odpowiadaj na moje pytania tutaj, sobie samej tylko odpowiedz... :P
      • edw-ina Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 11:33
        A tak w ogóle nie uważacie, że ludzie w naszym pięknym kraju na wszelką sztukę
        > mają mówiąc jak młodzież wyrąbane?

        - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W moim towarzystwie zdecydowana większość (średnia wieku ok. 40 lat) chodzi do teatru, na koncerty do klubów, jeździ na festiwale (kilkoro znajomych nie przeoczyło żadnego Openera), czyta, bywa na wystawach, zwiedza muzea, bywa na spotkaniach autorskich. I jest to jak najbardziej normalne i raczej gromy w jasne niebo śle ten, kto coś wyjątkowego z powodów losowych przeoczył.
    • danaide Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 21:36
      Ja pokazałam eks facetowi, który deklarował zainteresowanie malarstwem wszystkie niemal miejsca w Rzymie gdzie jest Caravaggio. A ten, podczas wizyty u swoich znajomych i w mojej obecności, wspomniał jak to... nie mógł się przeze mnie napić piwa na Piazza Navona.
      ;D
      • wesolaja40 Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 21:43
        He he:)

        Bo o to też chodzi, żeby zasmakować naraz jednego i drugiego, ekstaza na całego:)
        Nie ma się też co napinać...
        • danaide Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 21:54
          10 dni to nie napinka. Ale lubię grać w otwarte karty. Czemu facet nie powie: lubię TV i piwo? Ileż problemów mniej.

          Moja matka podróżuje sama, ojciec siedzi przed TV. Ona czyta książki, on jakąś miejscową gazetę. Kiedyś dzieci opuszczą dom. Zacznij już dziś szukać znajomych o podobnych zainteresowaniach.
          • wesolaja40 Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 22:01
            Mój problem ze znalezieniem takich konkretnych znajomych tkwi w tym, że do Warszawy przyjechaliśmy naście lat temu za godziwym chlebem, pracą z dalekiego Wrocka. Tam zostawilam szkolnych przyjaciół, którzy mieli podobną śrubę. To nie do odbudowania, odwrócenia.
            Ale generalnie interesuje mnie, jak funkcjonują pary mające podobną lub taką samą pasję. Czy jest tu ktoś z takiego związku? Ciekawa jestem, jak im się żyje na co dzień i realizuje ową. Jak wyglądają rozmowy, jakaś wymiana zdań, opinii. Czy też nudzą się ze sobą?
            • vilez Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 22:56
              Tak, my tak żyjemy. To nas przyciągnęło, i trwa.
              Razem pracujemy, razem piszemy, mamy podobne poglądy, pewne pasje też. Choć i osobne (on grzebie w programach komputerowych i hoduje roślinki, ja czytam głupoty i głupotki, lubię projektować różne rzeczy, on bardziej-wykonywać). On jest też bardziej ruchliwy, ja- lubię zapaść się w siebie.
              Lubimy rozmawiać i milczeć razem, nie lubimy się rozstawać.
              Może się to zmieni, kto wie...
              Jak to jest tak razem? Cudownie :-)

              Przedtem byłam w związku z menagerem (sprzedaż, finanse). Coraz bardziej się rozchodziliśmy, więc trochę rozumiem, o co Ci chodzi. Ale w życiu nie patrzyłam na niego, tak jak Ty - z taką jakąś....pogardą. Przeciwnie- ceniłam jego zdolności (których mnie tak bardzo brakuje).

              Nie możesz napisać, że coś się wypala, że zwyczajnie się rozwijacie innymi drogami?

              Co do tych przyjaciół zostawionmych gdzies, to to jsst moim zdaniem z lekka niepoważne. Ludzie są wszędzie, i wszędzie da się nawiażać świetne znajomości czy nawet przyjaźnie. Ale one nie zastąpią miłości i niedopasowania w związku.

              Moizm zdaniem macie spory kryzys, a Ty szukasz racjonalizacji w dociążaniu męża pewnego rodzaju "winą". Naprawdę, w związku może dziać się gorzej/źle tak po prostu, nie ma po co szukać koniecznego "objasnienia" stanu rzeczy w cechach osobowościowych, zdolnościach czy zainteresowaniach.
              Jak się ludzie kochaja, to zniosą wiele różnic. A jak w uczuciu cos nie gra, to partner zaczyna drażnić...nawet tym, że mruga (za często, a jakże).

              Nie rozumiem, czemu akurat muzykę obdarzasz atrybutami wyjatkowej sztuku. Po prostu lubisz muzykę. Inni lubią malarstwo, inni film, inni czytac. A jeszcze inni łowić ryby, pisać programy komputerowe, grać w ping-ponga lub grabić trawę na działce.

              Nie kochasz go?

              • zuzi.1 Re: Na ile można być różnym 17.11.14, 23:46
                Autorka posiada zapewne taka szczegolna wrodzona wrazliwosc na muzyke, pewnie na koncertach czuje ja cala soba, chlonie wowczas w pelni i sie tym napawa. Mam podobnie, wiec rozumiem, dlaczego muzyka moze tak ' krecic'. A moze warto podejsc do tego problemu od strony praktycznej, tj. skorzystac z tego, ze maz jednak z Toba sie na koncert wybierze, gdy wszystko zorganizujesz. I zorganizowac to sobie tak, aby kazde z Was mialo z tego przyjemnosc, tj. maz relaks przy piwku a Ty uczte artystyczna dla duszy :) Zamiast samochodem wlasnym, moze warto wybrac sie w obie strony taksowka, wiadomo koszty wyzsze, plus jeszcze koszt opieki nad dzieckiem, ale moze jednak warto te dod. koszty poniesc.A w zamian za to Ty mozesz zrobic cos dla meza i jego pasji, potowarzyszyc mu w czyms, co jego ' kreci', nawet, gdyby to miala byc ta silownia od czasu do czasu :)
                • paris-texas-warsaw Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 00:07
                  Wesołaja fajnie to piszesz:) Ale ludzie czemu się tak w to wkrecacie? Wiecie, ile jest kobiet-dyrygetów w Polsce? Ja kojarzę jedna, może jeszcze są ze dwie? To jak pisać o sobie - syn sławnego kompozytora Krzysztof P.:) Jeśli dzieci dyrygentów miałyby pisac takie banialuki o muzyce i tych dużych obrazach, to wysiadam:))) Ale chętnie poczytam dalej:)
                  • vilez Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 11:18
                    Hm..osobiście znam kobietę- dyrygenta. To moja koleżanka. Czemu uważasz, że kobieta- dyrygent nie mogłaby pisać na forach?
                    I czemu Ci tak zalezy, żeby uznac kogoś za trolla? Czemu się tak w to wkręcasz?
                    • paris-texas-warsaw Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 15:23
                      1. Nie uważam, że kobieta dyrygent nie mogłaby pisać na forach. Pisałam tylko, że uważam, że dorosła córka kobiety -dyrygenta nie pisałaby na forum o profesji matki, bo takich osób w odpowiednim wieku jest może jeden-dwa-trzy i byłoby to równozanczne z brakiem anonimowości. Po drugie zwyczajnie już nie myślę, a raczej wiem, że osoby wychowywane w rodzinach artystycznych nie piszą aż takich banałów o "wielkich obrazach w wielkich galeriach", tak jak nie będa pisać o "dużych formatach książek w wielkich księgarniach";)
                      Chyba, że zaraz napisze, że to metafora - dyrygent, który dyrygował jej życiem;)
                      2. Nie rozumiem chyba trollingu tak jak wiele osób sądząc po reakcjach na forum. Dla mnie nie jest czymś złym zmyślanie w internecie, każdy może mieć swoje powody ku temu. To jest zwyczajnie wirtual i nie ma tu skali 1:1 z realem. Natomiast czym innym jest dla mnie ukryty pp. I poodobnie bym reagowała, gdybym wiedziała, że ktoś nam daje po oczach na forum reklamą podprogową. Ale jeśli mimo tego inni chcą snuć swoje opowieści o odczuciach związanych ze sztuką, to droga wolna:)
                      • verdana Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 15:52
                        Zgadzam się z tym, ze ludzie wychowani w "artystycznych" rodzinach mogą lubić muzykę, literaturę, malarstwo, ale traktują to jako zawód, jeden z wielu, zainteresowanie, jedno z wielu, a nie pasję, która ma obejmować wszystkich.
                      • vilez Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 16:35
                        Otóż, nieprawdą jest, że w Polsce kobeit dyrygentów sa dwie - trzy: w pokoleniu,z którgo może być owa: matka" (czyli z grubsza moim czy ciut starszym). To właśnie Ci usiłowałam powiedzieć. I z powodzeniem mogą pisać o sobie czy o swych matkach dyrygentkach anonimowo.

                        Skoro dobrze znosisz zmyślanie wnecie, to czemu źle znosisz podprogową? Taka sfera liminalna jest stosowana przez każdego, możesz tego nie wiedziec, ale przez Ciebie- też. Tyle, że neie dotyczy reklamy. Po prostu nie istnieje "przekaz prosty". Zawsze coś wnosimy "podprogowo". I odbieramy "podprogowo".
                        No i temat to temat. Wiesz, w watku obok też ktoś się odnosi do tej Proximy. I co z tym?
                        • danaide Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 21:07
                          Ale co tu poszło podprogowo? Proxima? Closterkeller?
                          Są ludzie, którzy mają skręt na kulturę nie mając wglądu w niuanse. Nie każdy dom artysty jest od razu salonem artystycznym. Moja matka była biologiem, a ja z kartką muszę chodzić, żeby dziecku pokazać liście, bo sama nie rozpoznam, no, może kasztanowiec, dąb i dziękuję za uwagę.
                          • vilez Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 21:21
                            Ponoć Proxima. Chyba o to chodzi.
                      • wesolaja40 Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 21:04
                        Skąd bierze się w Tobie jakieś niemal intuicyjne szukanie drugiego dna, zadzwia mnie tak niski poziom zaufania, niepotrzebnie się tak negatywnie nastawiasz do kogoś, nie jestem jakimś oszustem. Chciałam tylko wysłuchać opinii, doświadczeń innych na temat...no właśnie jak w tytule wątku. Nic poza tym. Nie jestem biegła w pisaniu na forach, chyba pierwszy raz się odważyłam, muszę popracować nad precyzją wypowiedzi. Rzeczywiście mama nie jest z zawodu dyrygentką, tylko uprawia, dalej zresztą, dyrygenturę domową samozwańczą... I znowu wszedł syn i mówi do mnie. Muszę się tak naprawdę kryć, nie chcę, żeby ktoś w domu zobaczył, że coś piszę w necie. Może to powoduje, że smaruję szybko, nie sprawdzam przed wysyłką ostatecznego kształtu postu.
                        Nie gardzę mężem jako człowiekiem, mimo, że parę wypowiedzi mi to wmawia. Po co się tak na mnie nakręcacie? Po co ta napastliwość. Po co czytanie między wierszami, szukanie drugiego dna.
                        • edw-ina Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 21:11
                          nie żebym ci chciała dokopać, ale cytuję fragment twojego posta: Masz rację: gardzę jego brakiem zainteresowania sztuką, czy jak to nazwać jakoś tak niegórnolotnie. On zaś, choć nigdy nie powiedział wprost gardzi moimi intensywnymi jak na ten wiek, objawami pasji do muzyki.
                          • wesolaja40 Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 21:16
                            Edwino, odpowiadałam paritexaswarsaw, tudzież vilez.
                            Osoby te tak ładnie operują pisanym polskim, fajnie się je czyta w innych wątkach...myślałam, że bezpiecznie można się tutaj otworzyć.
                            • edw-ina Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 21:22
                              Możesz się otworzyć. Ale kiedy przedstawiasz swoją historię osobom z zewnątrz, to widzą pewne sprawy inaczej, niż widzisz je ty. Po to się to robi. Nie zawsze jest to dla nas wygodne. Nie zawsze zgodne z prawdą, a czasami - po prostu z naszym myśleniem o danym temacie. Poza tym nikt nie będzie się domyślał, co miałaś na myśli pisząc to lub tamto. Jak przypuszczam większość, w tym ja, zakłada, iż piszesz stosunkowo precyzyjnie to, co chcesz napisać. Poza tym naprawdę nikt cię nie atakuje, tylko zdaje się, że większość uważa, że macie z mężem znacznie większe problemy niż to, czy wyjdziecie razem na koncert.
                              • wesolaja40 Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 21:38
                                Z tymi problemami to pewnie jak u innych, jakieś są, ale nie takie dramatyczne, jakie potrafią mieć ludzie.
                                Generalnie różnice. Które tolerujemy i potrafimy z nimi żyć jak widać. Staramy się jednak szukać nawzajem, żeby jednak zachować przyjaźń w naszym związku. Ja się staram, czyli świadomie wykonuję określone gesty żeby jemu, dzieciom nie dokopać. Otoczenie jest brutalne, stresujące, w pracy mąż ma stres i uważam, że w domu należy się wszystkim trochę wsparcia, luzu, relaksu. I tak u nas jest.
                                Tylko zaczyna mi być gdzieś w środku smutno, mam odczucie, że jestem na usługach moich domowników. I raz na pół roku mam prośbę, żeby wyjść i pójść tam, gdzie bardzo chcę. I wówczas jest cisza, nie mam z kim. Nikt dla mnie tego nie zrobi z jakąś przyjemnością. Bo... I tu zawsze znajdzie się powód, powodzik, jak to w życiu, w którym czasu na rozrywkę jak na lekarstwo.
                                Ja tu jestem od zabawiania, sprawiania, że wszystkim jest miło, wesoło. A czy mnie ktoś kiedyś coś zaproponuje? Wierzcie mi, że tak nie stało się nigdy.



                                • edw-ina Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 22:03
                                  Całkiem poważnie - nie rób niczego z myślą, że ktoś to zrobi dla ciebie. Nie oczekuj wdzięczności. Ale MÓW otwarcie o swoich potrzebach. Mów: przy obiedzie, kolacji, oglądaniu tv. Mów: jestem zmęczona monotonnością dni, potrzebuję oddechu, czegoś ekstra. Chciałabym: wybrać się do term, pójść na koncert, pojechać na kilka dni sama do znajomych itp, itd. Jeśli tego nie będziesz mówić, to nikt się tego nie domyśli, tylko uzna, że odpowiada ci obecny stan rzeczy. To normalne. Gdyby mój mąż nagle mi wyskoczył z tym, że on chce nurkować, zawsze chciał, a tak w ogóle to powinniśmy nurkować razem, to bym zapytała czy przypadkiem coś ciężkiego nie spadło mu na głowę, że raptem wpadł na taki pomysł i to wpadł z solidnym impetem. Kiedy robisz coś stale, nie jest to zaskoczeniem. Jeśli np. często słuchasz, kolekcjonujesz płyty, czytasz o danym muzyku i gra on koncert w twoim zasięgu, łatwiej wpaść na to, że zależy ci, by pójść.Mów: posłuchaj, przeczytam ci akapit tej nowej książki, posłuchaj jaki świetny język. Albo: koleżanka X mówiła, że jest fantastyczna wystawa w zachęcie, chętnie bym obejrzała, bo np. niemiecki ekspresjonizm zawsze robił na mnie piorunujące wrażenie. Może wybierzemy się w sobotę, a później wpadniemy gdzieś na dobrą kawę?
                                  Itp. itd. Mów. Nie każ nikomu się domyślać i płacić ci za twoją opiekuńczość.
                                  • wesolaja40 Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 22:37
                                    I tak robię, wyżej oisałam o tym, nie czekam absolutnie na to, że ktoś się domyśli. Proponuję, zachęcam i jest cisza, pytam za kilka dni co z tym robimy, cisza, naciskam, jest odpowiedź: a co zrobimy z tym, a kiedy zrobimy tamto, ale to jest wieczór, niedziela, i inne pytania zniechęcające... Często odpuszczam, myślę: ma rację.
                                    I znów nici z wyjścia.


                                    • edw-ina Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 23:13
                                      Ale ty masz pełne prawo do realizowania swoich pasji samodzielnie, skoro nie masz w tym wsparcia w mężu. Rozumiem, że chciałabyś inaczej, ale skoro się nie da, to nie trzeba się umartwiać i czekać na to, że kiedyś to się zmieni. Możesz iść sama na koncert - byłam na wielu samodzielnie, to nic przykrego. Nie obawiaj się tak tego niebezpieczeństwa, nie wychodzisz przecież sama, tylko z masą innych ludzi. Może jak po piątym razie twój mąż zobaczy, jaka radosna wracasz, to za szóstym sam zaproponuje ci, że będzie ci towarzyszył. Nie trzeba wszystkiego robić razem, zmuszać drugiej osoby do uczestnictwa w czymś, na co nie ma ochoty. Spójrz na przykład, jak wyglądają faceci w damskich sklepach. Oni są po prostu nieszczęśliwi w chwili, gdy ich kobiety popadają w ekstazę z radości. Po co ich ciągnąć? By stali z torebką? To bez sensu.
                                      • danaide Re: Na ile można być różnym 19.11.14, 19:09
                                        Tak tak... albo spyta czy kogoś poznałaś...
                                        Przepraszam za literówki, ale coś się mi dzieje z edycją, powiększam czcionki i tekst znika więc piszę petitem.
                                        Byłam kiedyś w bardzo pozytywnej relacji z kimś, kto miał inne zainteresowania, ale być autentycznie otwarty i wspierający, jeśli chodzi o moje bziki. Jak szłam na starocie, to szedł ze mną i z pasją szperał. Widział co mnie interesuje i w prezencie dawał mi filmy na DVD lub książki. Nawet jeśli nie były to jakieś perły to sam fakt jego akceptacji był nie do przecenienia.
                                        Jeśli facet W. nie wszedł w jej świat wcześniej tym bardziej nie wejdzie teraz. To znaczy - ja w to nie wierzę. Dzielenie świata jest bardzo istotną potrzebą człowieka. Ale dzielenia świata z kimś kto patrzy na nas wilkiem, bo czuje się zmuszany - szkoda czasu i atłasu.
                                        Szukaj znajomych. Choć nie wiem jak, bo mam w Wawie podobny problem do Twojego;)
                                • marsylvik Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 23:01
                                  wesolaja40 napisała:

                                  > Ja tu jestem od zabawiania, sprawiania, że wszystkim jest miło, wesoło. A czy m
                                  > nie ktoś kiedyś coś zaproponuje? Wierzcie mi, że tak nie stało się nigdy.

                                  Ty jesteś od zabawiania. A mąż od czego? Od uspokajania? Od zachowywania zimnej krwi w kryzysowych sytuacjach? Zresztą wszystko jedno od czego. Chodzi o to, czy dostaje od Ciebie to, co sam daje, choć nie leży to w jego charakterze? Czy on oczekuje tego od Ciebie? I czy na pewno oczekuje zabawiania?
                                  Wydaje mi się, że wzajemność w dawaniu w związku opierającym się bardziej na różnicach nie polega na oddawaniu sobie tego samego, tylko właśnie na uzupełnianiu. Chodzi chyba bardziej o to, żeby sobie dawać tyle samo (mniej więcej) a nie to samo. I o to, żeby to co dostajemy zauważać i doceniać, żeby to nie straciło na wartości tylko dlatego, że spowszedniało, i że spowszedniały nasze wysiłki w dawaniu.

                                  Na pewno jest czas, żeby porozmawiać z mężem o wzajemnych oczekiwaniach. Wzajemnych, to znaczy żeby nie tylko powiedzieć, czego się oczekuje, ale też dopytać się, czego oczekuje druga strona. Bo może wcale nie tego, co dajemy sami z siebie, może cała para idzie w gwizdek? No i wiadomo, że mąż musi wiedzieć, czego oczekujesz, co jest dla Ciebie ważne. A często się okazuje, że to tylko wydaje się oczywiste.
                                  • danaide Re: Na ile można być różnym 19.11.14, 19:12
                                    Fajnie marsylwik, że wyciągnęłaś ten cytat, bo mi umknął. A znam problem - też zawsze miałam wrażenie, że w związku to ja ciągle coś muszę oferować. Wydawało mi się, że takie dzielenie się moim światem jest właśnie tym czymś - no, między innymi, poza tymi darami, które, patrząc z oddalenia, zapewne tez niektórym by wystarczyły.
                                    To tylko poczytam odp. Marsylwik, bo nic mądrzejszego nie napiszę:)
                              • marsylvik Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 22:51
                                edw-ina napisała:

                                > Poza tym naprawdę nik
                                > t cię nie atakuje, tylko zdaje się, że większość uważa, że macie z mężem znaczn
                                > ie większe problemy niż to, czy wyjdziecie razem na koncert.

                                Odpowiedzi, jakie tu dostała, bo odpisała zaskakująco szczerze na jedno z moich pytań (mam nadzieję, że jej te pytania pomogą znaleźć sedno problemu) są znacznie bardziej napastliwe, niż jej wypowiedzi o mężu pogardliwe. Ja przynajmniej co do tego nie mam wątpliwości.

                                Jestem pewna, że zaczęła się zastanawiać nad ewentualną pogardą dla ignorancji męża wobec ważnej dla niej sfery życia teraz, w trakcie tej romowy. I szczerze, na bieżąco o tym pisała, próbując rozwikłać co ją tak naprawdę w nim drażni. Nawet pojedyncze wypowiedzi typu "jak on ma być miły, skoro nim gardzisz" w takiej sytuacji są napastliwe, pochopnie osądzające, niezgodne z prawdą, a nie tylko nieprzyjemne.
                                • edw-ina Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 23:06
                                  Ok, ja czytam przede wszystkim wypowiedzi autorki wątku, bo te mnie najbardziej interesują. Resztę czytam pobieżnie, stąd mogłam nie zauważyć pewnych fragmentów lub zwyczajnie nie skupiłam się na nich. Natomiast - ja uważam, że słowa mają znaczenie. Pisanie ma tę zaletę w porównaniu z mową, że można wrócić do tego, co się napisało i coś skorygować, dobrać bardziej adekwatne słowa. Mnie osobiście to pogardzanie przeraziło. Po prostu. Konotacje tego słowa są fatalne.
                                  Co do ataków ogólnie - są przerażające. Czytając niektóre wypowiedzi miewam poważne wątpliwości co do empatii wielu osób. Jeśli przyczyniłam się do złego samopoczucia autorki wątku - to szczerze przepraszam.
                        • marsylvik Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 22:42
                          wesolaja40 napisała:

                          > Po co
                          > się tak na mnie nakręcacie? Po co ta napastliwość. Po co czytanie między wiers
                          > zami, szukanie drugiego dna.

                          Nie chodzi o Ciebie :)
                          Jak poczytasz dłużej forum, zresztą nie tylko to konkretne, popatrzysz na fora pod tym kątem, to zauważysz, że to prawidłowość. Zadziwiająca :)
                          Możesz się dopytywać w nieskończoność, po co niektórzy ludzie na forach są napastliwi, doszukują się pomiędzy linijkami czegoś, czego tam nie ma. Nie dowiesz się tego. Od nich się nie dowiesz, bo pewnie sami nie wiedzą po co to robią. W najlepszym razie wiedzą (albo im się zdaje, że wiedzą) dlaczego. Ale nie wiedzą po co.
                          Możesz stawiać diagnozy psychologiczne ;)
                          Tylko że w ten sposób ryzykujesz, że zrobisz dokładnie to samo, co te osoby - zaczniesz czytać pomiędzy linijkami.

                          A ja się spytam przewrotnie Ciebie ;)
                          Po co się tym przejmujesz? Po co się przejmujesz problemami innych z nadinterpretowaniem? Przecież to ich problem, nie Twój... a Ty tych ludzi nawet nie znasz :P
                          Bierz z forum to, co dla Ciebie dobre. Pomyjom daj spłynąć. Albo nie pisz na forach wcale.

                          Aha, nie odpisuj tu lepiej na moje pytania... taki mam styl wypowiedzi, moje pytania to raczej podpowiedź i sugestia niż prawdziwe pytania. A jak już odpowiesz otwarcie, to nastaw się od razu, że ktoś Cię za to skrytykuje, dość niewybrednie, choć w jego mniemaniu wyrafinowanie ;)

                          Swoją drogą trochę się dziwię, że na takie nagonki internetowe na forum eksperckim pani psycholog tak rzadko reaguje. Choć trzeba jej oddać sprawiedliwość, że czasem reaguje.
                          • vilez Re: Na ile można być różnym 18.11.14, 22:52
                            A ja uważam, że takie wkrętki, jak ta Paris PP, nie są ok. I nic dziwnego, że ludzi to dotyka. No i to wykrzywia rozmowę, nie ma tak, że szlam pozostaje bez echa.
                            A swoją drogą, to szkoda, że to forum nie ma swojej moderacji.
                            • paris-texas-warsaw Re: Na ile można być różnym 19.11.14, 00:03
                              Wesołaja, ja naprawdę myslałam, że to pp. Nawet sobie pomyślałam, że nie taki cienki, bo nie deprymowała Ciebie ta ocena, że to pp, tylko potem jeszcze ladnie nawiązałaś do koncertu:) Myślę,że tak by zachował zimną krew tylko prawdziwy profesjonalista:)
                              Szkoda,że masz jakieś problemy, ale z punktu widzenia forum, to każdy nowy uczestnik to fajna sprawa, bo sie nie robi chów wsobny, ale nowe idee się pojawiają. Były np. toksyczne matki w wielu odsłonach, ale w sumie nie było matki-klasycznej despotki, w skrócie "dyrygentki". Jak może zauważyłaś, mimo moich dywagacji, sama podejrzewałam,że to może taka metafora:) Więc nie zrażaj się moimi wpisami!

                              Co do tematu... Na Twój wpis zwróciłam uwagę, bo kiedys na wielu koncertach tam byłam. Nie wiedziałam jednak, że ten klub jeszcze działa. Dodałabym, że nie jest wokół aż tak niebezpiecznie, bo tuż obok wiodący szpital i wydział farmacji, a do tego klub skomunikowany chyba jak żaden inny klub studencji, bo w 10 minut możn być w sali odlotów Okęcia:) No ale w temacie... Kiedyś wzięłam na kilka koncertów tam męża, ale jemu się one wcale nie podobały i powiedział mi, że nie chce mu się już tam chodzić, że lepiej, żebym poszła z kimś innym. Ale zaoferował, że jak najbardziej może tam mnie odprowadzić i przyprowadzić, jeśli chcę i jeśli szłabym z koleżankami. I myślę, że to co mi się nie spodobało, to to, że sama wracałaś z dzieckiem po nocy. Za to dałabym minus mężowi. W innych sprawach, to jak pisałam - różni ludzie, różne gusta.
    • vilez André Rieu - Anthony Hopkins 19.11.14, 16:38
      Wesolaji i Wszystkim :-)
      (jak już mamy wątek muzyczny)

      Walc Hopkinsa w wykonaniu Orkiestry André Rieu

      • aqua48 Re: André Rieu - Anthony Hopkins 19.11.14, 21:06
        O jaka piękna muzyka i Wiedeń, rozmarzyłam się. Urocze.
        • vilez Re: André Rieu - Anthony Hopkins 19.11.14, 22:12
          To jeszcze specjalnie dla Ciebie- żarcik:
          André Rieu - The Skaters Waltz
          :-)
          • aqua48 Re: André Rieu - Anthony Hopkins 19.11.14, 23:01
            vilez napisała:

            > To jeszcze specjalnie dla Ciebie- żarcik:
            > André Rieu - The Skaters Waltz
            >


            Dzięki wielkie, muszę naostrzyć łyżwy i nauczyć się gwizdać :)
            • vilez Re: André Rieu - Anthony Hopkins 19.11.14, 23:08
              I nabyć piersiówkę ;)
    • enith Re: Na ile można być różnym 20.11.14, 06:48
      Mamy z mężem kompletnie różne hobby. Ja kocham rośliny, ogród, kopanie w ziemi, wizyty w arboretach, nie przepuszczę żadnej wyprzedaży roślin, pogadanek na temat ogrodów, targów ogrodniczych. Kolekcjonuję rzadkie azjatyckie byliny. Mąż z kolei jeździ na rowerze (od stycznia 10 tysięcy km), spotyka ze swoją grupą, wyjeżdża na parę dni tu i tam na targi itp. Ja nie ciągnę go ze sobą do ogrodnika, on nie ciągnie mnie na wyprawy. Spotykamy się w domu, mamy swoje wiążące nas rytuały, drobnostki typu wyjście na kawę, śniadania na mieście, spacer. Wstyd się przyznać, ale dużo oglądamy razem TV, głupotki, guilty pleasures, jak mówi mąż, przy których zawsze się dobrze oboje bawimy.
      Jeśli masz potrzebę obcowania ze sztuką, rób to sama lub z przyjaciółmi o podobnych zainteresowaniach. Nie wkurzaj się na nieczułego na tego typu przeżycia męża, bo to do niczego dobrego nie doprowadzi, poza frustracją jego i twoją. A nie tędy droga. A z mężem umówcie się na robienie czegoś wspólnie co jakiś czas. Czegoś, co obojgu sprawiać będzie przyjemność.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Na ile można być różnym 22.11.14, 08:19
      wesolaja40 napisała:

      Moje pytanie brzmi: czy jesteście w Waszych związkach tak różni od partnerów w
      swoich pasjach, zainteresowaniach, lubieniu czegoś? Czy tak się da zdrowo funkc
      jonować? Czy, jeśli ktoś czerpie z nas energię i czujemy, jak powoli gaśniemy,
      dusimy się, odpuszczając, idąc na tzw.kompromis, to tak ma być, bo zobowiązania
      rodzina? Skąd wziąć siłę, by jednak, choć samotnie, realizować siebie?

      Są, oczywiście, różne związki. Takie gdzie para upodabnia się do siebie i takie gdzie wyraźnie zaznaczają się różnice.
      Tę dynamikę zmiany - bo o tym jest wątek - szczególnie widać właśnie po kilku- kilkunastu latach. Bo taki upływ czasu pozwala jej wyraźnie powstać i wyraźnie jej doświadczyć. Więc nie należy się specjalnie dziwić z tego co zaobserwowała Pani u siebie po latach związku.
      To wcale nie oznacza, że związek poszedł w złym kierunku, a Pani skazana jest na gnuśność za sprawą powstałych różnic. Raczej należy z tego skorzystać. Na szczęście różnicie się w sposobie spędzania wolnego czasu, pasją, którą Pani chce rozwijać a mąż niekoniecznie. To powinien być dość bezpieczny obszar, więc warto go nadal pielęgnować.
      Siłę do rozwoju, do miłego spędzania czasu warto czerpać z siebie i z własnego hobby. Nie szukać tego w partnerze. On, niechcący, może tę siłę osłabić.
      Jeśli Pani podda się stagnacji o jakiej Pani napisała, to bardzo łatwo o frustrację i obarczenie winą męża za ten stan, a to już jest krok od konfliktu. Jawnego bądź podskórnego.
      Dobra organizacja i mądre kompromisy w realizacji siebie mogą bardziej zasilić związek niż go popsuć. Więc mając w polu widzenia męża i rodzinę, warto pozwolić sobie na przyjemność obcowania ze sztuką.
      W tej warstwie bardzo miły wątek z tego powstał.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
      • vilez Re: Na ile można być różnym 22.11.14, 11:29
        :-)
        Ja bym na miejscu Autorki zawiodła męża na taki niezobowiazujacy koncert:
        Szostakowicz- Rieu
        ;)
Pełna wersja