lucerka
23.11.14, 15:14
To co opisze moze sie wydawac nieprawdopodobne (lub nieprawdopodobnie glupie..) jednak jest to historia z mojego zycia.
Przez lata mieszkalam samotnie z dwojka dzieci (nie w Polsce). Ojciec obecny od czasu do czasu i zaangazowany. Jednak praca i kariera sa wazniejsze.
Rok temu poznalam mezczyzne. Poznalam go w Stanach. Spedzilismy niewiele czasu ze soba ale cos zaiskrzylo na tyle, ze on zdecydowal sie do mnie przeprowadzic (Europa).
Entuzjazm jego byl ogromny, kiedy sie zgodzilam na to aby sie do nas wprowadzil.
Ja, w zwiazku z jego obecnoscia, przeorganizowalam swoje zycie zawodowe, i podjelam zlecenia w godzinach popludniowych - on przejal obowiazki z dziecmi.
Spedzilismy tak 2 miesciace ze soba, po ktorych on oswiadczyl, ze on nie moze sie dostosowac do rodziny, ze przez tyle lat zyl sam, ze teski za domem i ze wraca.
Przeplakalam, zaakceptowalam.
Za trzy dni mowi, ze to byla pomylka i ze on mnie bardzo kocha i chce jeszcze sprobowac.
Ja jestem emocjonalnie wykonczona zmiennoscia jego decyzji. On kupil juz bilet powrotny do stanow i teraz nie chce go wykorzystac. Widze, jak powoli sie zadluza, podejmujac pochopne decyzje podyktowane ulotnymi emocjami.
Poniewaz zaprosilam pod swoj dach praktycznie obcego czlowieka, nie wiem czy mam mu dac jeszcze jedna szanse.
Zalety sa takie, ze moglabym dalej pracowac, a on zajmowalyby sie domem. Mialabym przy sobie ukochanego partnera a dzieci dodatkowe oparcie w domu.
Wada jest jedna: nie wiem na ile ten facet jest stabilny. Nie wiem czy wyslac go do domu czy pozwolic na ta emocjonalna hustawke, majac nadzieje, ze to sie uspokoi.