default
26.11.14, 14:10
Moja córka ma (no niestety, moja wina :( źle wybrałam) tatusia zupełnie nieudanego, co ja odkryłam już bardzo dawno i dlatego się z nim rozwiodłam, natomiast moja córka dochodziła do tego samego wniosku stopniowo, w miarę jak dorastała – no i w miarę jak ojciec stawał się coraz bardziej nie do życia. Obecnie, będąc już całkowicie dorosłą i samodzielną kobietą, o tatusiu swoim mówi, że „całkiem spsiał, zachowuje się jak stary zramolały dziad” oraz „jest beznadziejny, nie umiem i nie mam ochoty w ogóle z nim gadać”.
Tu krótko opiszę, na czym polega problem z moim ex – nie jest to człowiek zły, podły czy wredny. I w sumie jakiejś konkretnej krzywdy w życiu mi nie zrobił - jest po prostu kompletnie bierny, a co za tym idzie – leniwy, niezaradny, pozbawiony jakichkolwiek chęci, ambicji, dążeń. Wieczny chłopiec, z alergią na podejmowanie jakiejkolwiek odpowiedzialności. Zawsze taki był, ale póki był młody, to przynajmniej był wesoły i rozrywkowy, a że przy tym inteligentny, błyskotliwy i z poczuciem humoru, to doskonale sprawdzał się jako towarzysz, przyjaciel. Z czasem całkiem spierniczał, zmarnował szansę ułożenia sobie życia, bo zerwał związek z kobietą, którą kochał (a ona jego jeszcze bardziej). Przeraził się ponownego wchodzenia w stały związek i to z dzieckiem (dziewczyna była z nim w ciąży), wybrał siedzenie na garnuszku u mamusi, popołudnia spędzane przed telewizorem i weekendowe popijawy z kolegą.
Teraz ma lat 50, a prowadzi życie emeryta : pracuje na niepełny etat, praca nudna i ogłupiająca, polegająca głównie na siedzeniu na dupie w określonym miejscu, zarabia grosze, za które samodzielnie, bez wsparcia w postaci mamusinej emerytury nie utrzymałby się. Mieszka oczywiście z mamusią, która robi wszystko w domu, mimo że ma prawie 80 lat i sto różnych chorób, z powodu których co i raz ląduje w szpitalu. On po pracy jest zawsze „zmęczony” i wszystkie popołudnia spędza przed tv/kompem z piwem albo małpką w ręku, bo w międzyczasie stał się alkoholikiem. Kolegów już w zasadzie nie ma.
Moja córka odwiedza ich średnio raz na miesiąc, chociaż od kilku lat są to w zasadzie wyłącznie odwiedziny u babci, bo z ojcem przeważnie nie ma gadki, bo albo śpi, albo jest nietrzeźwy, a najczęściej jedno i drugie. Córka stara się pomagać babci, np. wozi ją samochodem do lekarzy czy na większe zakupy, przywozi zamrożone obiady, żeby babcia nie musiała sama gotować. Ale już na prośbę babci, by w czasie jej pobytu w szpitalu córka "dopilnowała, by ojciec rano do pracy nie zaspał i żeby miał coś na śniadanie" - zareagowała parsknięciem, bo w ogóle buntuje babcię jak może by zmusiła synka - w końcu zdrowego sprawnego chłopa do prac domowych, a tu mało że facet nic nie robi, to jeszcze wymaga pełnej obsługi i budzenia jak małe dziecko.
No i teraz tak się zastanawiam… I martwię – o córkę. Co to będzie, gdy babcia umrze ? Ten facet bez stałej opieki zdegeneruje się kompletnie, podejrzewam, że może nawet przestać chodzić do roboty, może się zapić – bo teraz obecność matki przynajmniej trochę mu utrudnia chlanie na okrągło. Czy uważacie, że kiedy faktycznie zostanie sam, córka powinna jakoś zadbać o niego, choćby minimalnie, np. kontrolować, wpadać raz w tygodniu albo zapraszać do siebie na obiad, egzekwować od niego, by sobie sprzątał czy prał, słowem – przejąć część tego, co robi w tej chwili jego matka ? Czy po prostu olać, niech robi co chce, jak się zapije czy nie będzie miał na chleb bo rzuci robotę, to niech tam zdycha i już. I od razu powiem, że ani jedno, ani drugie rozwiązanie nie wydaje mi się dobre, a z drugiej strony – nie mam nadziei na to, że np. śmierć matki wpłynie na niego trzeźwiąco i nagle się ogarnie i usamodzielni.
Pewnie trochę na zapas się martwię, ale babcia nie robi się ani młodsza, ani zdrowsza, więc chwila, gdy jej synuś spadnie nam (tzn. mojej córce) na głowę jest już bliższa niż dalsza… Oczywiście decydujące będzie tu zdanie mojej córki, bo dla mnie to już kompletnie obcy facet, ale na pewno będzie oczekiwała w tej sytuacji mojej porady czy wsparcia (już nieraz zagadywała mnie na ten temat), jak ma z ojcem postąpić. I cóż jej radzić ?