z-ojka
29.11.14, 21:38
Poradźcie mi, jak sobie radzić z kłamcą…
Sytuacja jest taka: spotykamy się od blisko roku. Jak jesteśmy razem, jest super. Zależy mi na tym związku, myślę, że jemu też (to znaczy: tak deklaruje, ale przez to, że ciągle kłamie, sama już nie wiem w co można wierzyć…). A kłamie często i na ogół kompletnie bez sensu. Wiele jest takich sytuacji, często zupełnie nieistotnych drobiazgów kiedy nie ma żadnego racjonalnego powodu, żeby kłamać – ani nie osiąga dzięki temu żadnych korzyści, ani nie unika żadnych problemów… Nie widzę żadnego powodu, dla którego nie mógłby powiedzieć prawdy. A jednak nie mówi. Oczywiście nie dotyczy to wyłącznie błahostek. I o ile kłamanie pod względem aktorskim wychodzi mu znakomicie, zupełnie nie umie tego ogarnąć „logistycznie” i potem plącze się w zeznaniach, zapomina, co powiedział itd.
Wiele razy go na takim kłamstwie przyłapałam (czasem wręcz na „gorącym uczynku” – np. widziałam go w innym miejscu, niż deklarował, że jest). Nigdy nie była to sytuacja, gdzie prawda byłaby w jakikolwiek sposób raniąca dla mnie, ale już sam fakt okłamywania mnie i to permanentnego jest dla mnie bolesny. Jeśli powiedziałam mu, że wiem, że skłamał, reakcją było oczywiście kompletne wypieranie się i wymyślanie kolejnych kłamstw, żeby się uwiarygodnić i przekonać mnie, że jednak nie skłamał, tylko zmienił plany, pomylił się, zapomniał itd. Początkowo wierzyłam, potem przestałam wierzyć. W końcu przestałam mu te kłamstwa wytykać. Nie warto. Nigdy się nie przyzna, a widziałam, że zaczynał czuć się zaszczuty i inwigilowany. A szkoda, bo chciałabym z nim o tym porozmawiać, zapytać, dlaczego tak postępuje, chciałabym go zrozumieć. Być może wtedy łatwiej byłoby mu zaufać. Bo w tej chwili nie ufam mu ani odrobinę i strasznie mi z tym źle. Czy jest jakiś sposób na życie z kimś takim? Jak sobie z tym radzić?